Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    jedna z organizacji studenckich

    IP: 212.160.199.* 11.07.01, 19:21
    witam,

    mialem niedawno takie zdarzenie - wraz z moim kolega stworzylismy formatke do
    wypelnienia, ktora miala w teorii sluzyc do uzupelnienia wiedzy o czlonkach
    naszego stowarzyszenia. Byly w niej wyjatkowo glupie pytania typu: Jak lubisz
    sie ubierac; Jak bedzie wygladac Twoje zycie za 5 lat w swietle celow
    organizacji, itp. itd. Okazalo sie, ze wypelnilo ja DOBROWOLNIE i NA POWAZNIE
    ponad 50% czlonkow. Bez komentarza
    Obserwuj wątek
      • Gość: Marcin Re: jedna z organizacji studenckich IP: 194.209.102.* 12.07.01, 11:57
        Gość portalu: knockout napisał(a):
        >
        > mialem niedawno takie zdarzenie - wraz z moim kolega stworzylismy formatke do
        > wypelnienia, ktora miala w teorii sluzyc do uzupelnienia wiedzy o czlonkach
        > naszego stowarzyszenia. Byly w niej wyjatkowo glupie pytania typu: Jak lubisz
        > sie ubierac; Jak bedzie wygladac Twoje zycie za 5 lat w swietle celow
        > organizacji, itp. itd. Okazalo sie, ze wypelnilo ja DOBROWOLNIE i NA POWAZNIE
        > ponad 50% czlonkow. Bez komentarza

        Mysle, ze bez komentarza powinien zostac raczej fakt stworzenia formatki z tak
        glupimi pytaniami. No coz, mozna tylko pogratulowac kreatywnosci ...
        • Gość: knockout Re: jedna z organizacji studenckich IP: 212.160.199.* 12.07.01, 13:06
          Drogi Marcinie - niestety nie zajarzyles, szkoda. Wlasnie celowo stowrzylismy
          takie wlasnie glupie i kretynskie pytania, zeby sprawdzic sile owczego pedu i
          braku samodzielnego myslenia. Jak sadze podobnie wygladaloby to w innych
          organizacjach / firmach. I wcale sie nie wywyzszam, wiem, ze sam tez robie
          momentami kretynskie rzeczy (patrzac z perspektywy).
          • Gość: daag Re: jedna z organizacji studenckich IP: *.*.*.* 12.07.01, 14:56
            Gość portalu: knockout napisał(a):

            > Drogi Marcinie - niestety nie zajarzyles, szkoda. Wlasnie celowo stowrzylismy
            > takie wlasnie glupie i kretynskie pytania, zeby sprawdzic sile owczego pedu i
            > braku samodzielnego myslenia. Jak sadze podobnie wygladaloby to w innych
            > organizacjach / firmach. I wcale sie nie wywyzszam, wiem, ze sam tez robie
            > momentami kretynskie rzeczy (patrzac z perspektywy).

            no robisz, robisz. uważasz, że zdemaskowałeś braki swoich kolegów ze
            stowarzyszenia a tak naprawdę nie doceniasz, że 50 proc. z nich zaufało tobie,
            twojej formatce i dobrowolnie wzięło udział w kretyńskim badaniu, które twoim
            zdaniem miało ich obnażyć. skąd wiesz co każdy z nich myślał o tym badaniu? może
            stukali się w głowę nad lotnością umysłu ich autorów? skoro nie wprowadziłeś ich
            w szczegóły i cel badania, uznali, że takie są wymagania. ale wzięli w nim
            udział, chcieli być aktywnym i przysłużyć się sprawie. czy to świadczy o ich
            głupocie?
            • Gość: knockout Re: jedna z organizacji studenckich IP: 212.160.199.* 12.07.01, 15:26
              witam daag,

              nie uscislilem - na tej formatce bylo napisane po co to jest. oczywiscie powod
              byl typowo 'organizacyjny' czyli "w trosce o bla bla". Nie wazne, czy sie
              stukali w glowe czy tez nie (zapewne tak), wazne jest to, ze wiekszosc z nas
              bez wiekszego zastanowienia decyduje sie na uczestnictwo w wlasnie takich
              bezsensownych przedsiewzieciach typu wypelnianie setnych formatek czy tez
              uczestnictwo w nic nie wnoszacych spotkaniach.

              Na szczescie po pewnym czasie zapanowal zdrowy rozsadek i ktos powiedzial
              glosno to, co mysli i wywalil to do smieci. Celem tej malej prowokacji bylo
              m.in. dowiedzenie sie kiedy taki moment nastapi i czy w ogole oraz ilu ludzi
              pojdzie owczym pedem za 'rozkazem'.
              • Gość: daag Re: jedna z organizacji studenckich IP: *.*.*.* 12.07.01, 16:01
                Gość portalu: knockout napisał(a):

                > Nie wazne, czy sie
                > stukali w glowe czy tez nie (zapewne tak), wazne jest to, ze wiekszosc z nas
                > bez wiekszego zastanowienia decyduje sie na uczestnictwo w wlasnie takich
                > bezsensownych przedsiewzieciach typu wypelnianie setnych formatek czy tez
                > uczestnictwo w nic nie wnoszacych spotkaniach.

                a to już jest zupełnie inny problem i należy się zastanowić czy wina leży po
                stronie tych którzy widzą, że coś jest bezsensowne ale robią to (bo muszą, bo nie
                mogą pozwolić sobie na nielojalność, bo mają inne powody) czy raczej po stronie
                tych którzy inicjują takie zachowania. i tu dochodzimy do tej dilbertozy. nawet
                normalnie myślący człowiek wrzucony w tryby bezsensownych procedur wydaje się być
                wart tego całego obłędu w którym utkwił.
                pzdr.
                • Gość: knockout Re: jedna z organizacji studenckich IP: 212.160.199.* 12.07.01, 16:50
                  witam,

                  i wlasnie o to nam chodzilo. nie chcielismy nikogo upokarzac.
              • Gość: aga Re: jedna z organizacji studenckich IP: *.kbn.gov.pl 20.09.01, 13:30
                Gość portalu: knockout napisał(a):

                > witam daag,
                >
                > nie uscislilem - na tej formatce bylo napisane po co to jest. oczywiscie powod
                > byl typowo 'organizacyjny' czyli "w trosce o bla bla". Nie wazne, czy sie
                > stukali w glowe czy tez nie (zapewne tak), wazne jest to, ze wiekszosc z nas
                > bez wiekszego zastanowienia decyduje sie na uczestnictwo w wlasnie takich
                > bezsensownych przedsiewzieciach typu wypelnianie setnych formatek czy tez
                > uczestnictwo w nic nie wnoszacych spotkaniach.
                >
                > Na szczescie po pewnym czasie zapanowal zdrowy rozsadek i ktos powiedzial
                > glosno to, co mysli i wywalil to do smieci. Celem tej malej prowokacji bylo
                > m.in. dowiedzenie sie kiedy taki moment nastapi i czy w ogole oraz ilu ludzi
                > pojdzie owczym pedem za 'rozkazem'.

                Alez coz za owczy ped.
                Osobiscie UWIELBIAM akurat takie ankiety.
                Sa wspaniala okazja do wyprobowania swojego poczucia humoru.

                Najbardziej bawi mnie na formularzu majatkowym (w administracji sa takowe!!!)
                rubryka "srodki pieniezne" (czy cos w tym stylu).
                W tym roku odpowiedzialam "Niestety, wciaz same dlugi..."
                W zeszlych - podobnie :)))

                • Gość: nikt Re: jedna z organizacji studenckich IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 17.01.02, 12:14
                  Z ankiety:

                  Karany: wpisałem "jeszcze nie"

                  Dzieci: "jedno z pewnością, inne nie wiem"

          • Gość: rafal100 Re: jedna z organizacji studenckich IP: *.debniki.sdi.tpnet.pl 30.07.01, 19:15
            Gość portalu: knockout napisał(a):

            > Drogi Marcinie - niestety nie zajarzyles, szkoda. Wlasnie celowo stowrzylismy
            > takie wlasnie glupie i kretynskie pytania, zeby sprawdzic sile owczego pedu i
            > braku samodzielnego myslenia. Jak sadze podobnie wygladaloby to w innych
            > organizacjach / firmach. I wcale sie nie wywyzszam, wiem, ze sam tez robie
            > momentami kretynskie rzeczy (patrzac z perspektywy).


            Człowieku, ile ty masz lat, 3 może 8. Weź i zrób sobie auto-knock down. Ludzkośc
            na tym skorzysta.
          • Gość: as Re: jedna z organizacji studenckich IP: *.pilickanet.pl 21.01.02, 19:29
            Ręce opadają...Smutne.
      • caerme Re: jedna z organizacji studenckich 01.08.01, 20:22
        To jest nic... To tylko szczegoly. Pewien z samorzadow studenckich na pewnej AE
        w Krakowie wykonala numer ktory umozliwia jej: posiadanie i nirozliczanie sie z
        pieniedzy i falszowanie wyborow w pelni prawa. Polega to w skrocie na tym ze:
        On ustala date termin reguly i zasady wyborow, on akceptuje listy podpisow [czy
        nie lewizna], on liczy glosy. W zamian za [cicha chyba] umowe ze nie bedzie sie
        czepiala tego czego rektor nie robi dla studentow rektor ich sie nie bedzie
        czepial [=samorzadnosc. Wybory: nikt nie prowadzi "rzeczywistego stanu ludzi w
        danej grupie" [u mnie byly na 4tym roku ze 3 "martwe dusze" a glosowanie nie
        jest poswiadczane podpisem. Nikt chyba tez nie liczy ilosci wydanych kart do
        glosowania: Protesty mozna slac do: Czegos w rodzaju komisji w ktorej zasiadaja
        czlonkowie "starego samorzadu" potem mozna sie odwolywac wyzej do szefa
        samorzadu. W ciagu 5 lat kandydowania ani jeden komitet w ktorym nie byloby
        conajmniej polowe [zwykle 3 na 4] osob "starej" kadencji nie przeszedl, tylko
        jedna osoba niezalezna weszla...
        ...Podejrzewam ze takiego numeru nie wymyslil by nawet szef Dilberta i nie
        nazwal tego "Samorzadem" choc nazwa calkiem niezla marketingowo...
        • Gość: lil Re: jedna z organizacji studenckich IP: *.justice.gouv.fr 20.09.01, 14:48
          widze, ze jestes niezle zorientowany, niewielu studentow z AE Krakow wiedzialo,
          co samorzad wyprawia ( i co mu uchodzi plazem)

          pozdro
          • caerme Re: jedna z organizacji studenckich 20.09.01, 17:26
            wiem, niestety az za dobrze. za duzo gadalem z ludzmi ktorzy dzialali w jakis
            kolkach zainteresowan i czasem chcieli "cos" wydebic czy uzuskac poparcie w
            jakiejs sprawie, a ze kumpel kandydowal to wiem jak wyglada praktyka a i manko
            nie raz o tym pisalo....
        • charybda Re: jedna z organizacji studenckich 17.03.02, 18:59
          caerme napisał(a):

          > To jest nic... To tylko szczegoly. Pewien z samorzadow studenckich na pewnej AE
          >
          > w Krakowie wykonala numer ktory umozliwia jej: posiadanie i nirozliczanie sie z
          >
          > pieniedzy i falszowanie wyborow w pelni prawa. Polega to w skrocie na tym ze:
          > On ustala date termin reguly i zasady wyborow, on akceptuje listy podpisow [czy
          >
          > nie lewizna], on liczy glosy. W zamian za [cicha chyba] umowe ze nie bedzie sie
          >
          > czepiala tego czego rektor nie robi dla studentow rektor ich sie nie bedzie
          > czepial [=samorzadnosc. Wybory: nikt nie prowadzi "rzeczywistego stanu ludzi w
          > danej grupie" [u mnie byly na 4tym roku ze 3 "martwe dusze" a glosowanie nie
          > jest poswiadczane podpisem. Nikt chyba tez nie liczy ilosci wydanych kart do
          > glosowania: Protesty mozna slac do: Czegos w rodzaju komisji w ktorej zasiadaja
          >
          > czlonkowie "starego samorzadu" potem mozna sie odwolywac wyzej do szefa
          > samorzadu. W ciagu 5 lat kandydowania ani jeden komitet w ktorym nie byloby
          > conajmniej polowe [zwykle 3 na 4] osob "starej" kadencji nie przeszedl, tylko
          > jedna osoba niezalezna weszla...
          > ...Podejrzewam ze takiego numeru nie wymyslil by nawet szef Dilberta i nie
          > nazwal tego "Samorzadem" choc nazwa calkiem niezla marketingowo...
          Hi,hi to jak na moim szacownym wydziale prawa w Warszawie. Chociaż nie znam
          dokładnych szczegółów - nie dostałam się do koterii, nazwiska w kolejnych
          samorządach są zawsze te same (tzn. zmiany następują, ale tylko dlatego, że
          samorządowcy nie studiują wiecznie i jest kilka koterii, których skład "faluje"),
          a kampanii wyborczej nigdy nie było. Większość studentów o wyborach dowiaduje się
          po fakcie. Frekwencja - nie ujawniana, podejrzewam, że samorządowcy głosują sami
          na siebie. Inna sprawa, że mało kogo to wszystko interesuje - samorząd i tak nie
          ma żadnych uprawnień, poza "korupcyjnymi" - stypendia, imprezy. Jak jest konflikt
          z dziekanem lub profesorem to samorząd nie ma nic do gadania (tzn. - może zrobić
          to samo, co zwykły pojedynczy student - wysłać protest, którego nie chce się
          czytać nawet sekretarkom). Krótko mówiąc - mój wydział to szkoła życia.
      • Gość: kwieto Re: jedna z organizacji studenckich IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 21.09.01, 16:52
        Czepiasz sie. akurat tworzenia ankiet mnie uczyli, i pytanie typu "w co sie
        lubisz ubierac" jest dosc normalne, jesli chcesz zebrac informacje ogolne o
        danej grupie (wierz mi, inaczej sie zachowuje, wyslawia, ma inne poglady ktos
        kto jest w garniturze i ktos kto chodzi w powyciaganym swetrze) Cytat z
        przedmiotu "Negocjacje" - "inaczej dyskutuja (negocjuja) ludzie w dresach a
        inaczej w garniturach" - nie uwazasz ze jest sluszny?

        Poza tym - zdazylo mi sie juz robic takie numery (kretynskie pytania i rownie
        kretynskie odpowiedzi) w ankietach dla zabawy i wszystko bylo super, dopoki nie
        zjawil sie jakis nadety bufon, ktory twierdzil, "ze on w takim kretynstwie nie
        bedzie bral udzialu"
        Gdyby poproszono mnie o podpisanie petycji o zniesienie praw fizyki - z
        przyjemnoscia bym sie podpisal!

        Moze po prostu 50% waszej organizacji mialo wieksze poczucie humoru niz tworcy
        ankiety?
      • Gość: Pulbek Re: jedna z organizacji studenckich IP: *.daimi.au.dk 25.09.01, 16:59
        Achch, teraz rozumiem Knockout! Zastanawialem sie skad
        sie na tym forum wzial taki liberalny fundamentalista,
        a Ty po prostu jestes z AIESECU! :-))
        • Gość: knockout Re: jedna z organizacji studenckich IP: *.piekary.oho.com.pl 25.09.01, 17:10
          czesc,
          na jakiej podstawie sadzisz, ze jestem liberalem i to
          fundamentalista? A moze i jestem ... ale czy to zle? no
          i ten AIESEC, cholera - jestem stracony :)
          • Gość: Pulbek Re: jedna z organizacji studenckich IP: *.daimi.au.dk 25.09.01, 18:15
            Tak sobie pomyslalem o kiedy w watku o wysokich obcasach
            pisales ze jak komus sie rygory nie podobaja to moze
            zmienic robote... Typowy poglad liberalnego
            fundamentalisty.

            A czy to zle ze nim jestes? Chyba nie, sam mam takie
            sklonnosci :-)

            A AIESECu nie znosze, sam nie wiem dlaczego. Moze przez
            naduzywanie slowa 'motywacja'. Swoja droga podejrzewam ze
            o tej organizacji moglby powstac calkiem spory watek na
            tym forum.
            • Gość: knockout Re: jedna z organizacji studenckich IP: *.piekary.oho.com.pl 25.09.01, 18:41
              Gość portalu: Pulbek napisał(a):

              > A AIESECu nie znosze, sam nie wiem dlaczego. Moze przez
              > naduzywanie slowa 'motywacja'. Swoja droga podejrzewam ze
              > o tej organizacji moglby powstac calkiem spory watek na
              > tym forum.

              pomysl wart realizacji! Wiec moze zainicjujesz?
              pozdrawiam!

            • Gość: AIESEC Re: jedna z organizacji studenckich IP: *.chello.pl 26.09.01, 10:29
              > A AIESECu nie znosze, sam nie wiem dlaczego. Moze przez
              > naduzywanie slowa 'motywacja'. Swoja droga podejrzewam ze
              > o tej organizacji moglby powstac calkiem spory watek na
              > tym forum.

              Znosisz, nie znosisz, ale przynajmniej nazwe potrafisz napisac poprawnie. (I to
              nie zart, bo widzialem juz e nazwe pisana jako "aisec" - to akurat normalka, ale
              tez "aicek" czy "ajcek").
              Pozdrawaim

              AIESECowiec
          • caerme Re: jedna z organizacji studenckich 25.09.01, 18:45
            ja tam nie mam nic do aiseku... u mnie jedna z najlpeiej dzialajacych
            organizacji na uczelki, mimo ze bez poparcia chyba jakiegokolwiek ze strony
            rektora - nie dostala chyba nawet kilka razy dofinansowania i pomocy ze strony
            rektora ! w orgamizacji dni kariery... ja do niej nic nie mam a wrecz na
            odwrot...
            • Gość: kwieto Re: jedna z organizacji studenckich IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 26.09.01, 13:16
              mowisz o "dniach kariery" na UW, SGH, czy PW? co do PW sie nie wypowiadam, ale
              UW i SGH schodza na psy - wlasciwie ciagle sa wylacznie oferty firm
              sponsorujacych uczelnie i zadnych innych
              • Gość: knockout No to jak jest z tym AIESECiem? IP: *.piekary.oho.com.pl 26.09.01, 14:10
                czesc,
                wlasnie - co sadzicie o skutecznosci, dzialaniach,
                celach, ludziach w tejze organizacji?
              • Gość: maciek Re: jedna z organizacji studenckich IP: *.unregistered.formus.pl 26.09.01, 15:27
                To juz wina firm. AIESEC ma niezla kase z Dni Kariery, tylko malo jest firm
                zainteresowanych dotarciem do studentow.
              • caerme Re: jedna z organizacji studenckich 26.09.01, 19:34
                na ae - nie jest w sumie zle, fakt ze sa to gignaty i inne takie ale zawsze cos
                mozna podlapac
      • Gość: Pulbek Dlaczego nie lubie AIESECu IP: *.daimi.au.dk 26.09.01, 16:27
        Po chwili zastanowienia moge sie wypowiedziec bardziej
        elokwentnie.

        Od razu mowie ze nigdy do tej zacnej organizacji nie
        nalezalem. Znam ja tylko z zewnatrz, z opowiesci i z
        obserwacji moich AIESECowych przyjaciol.

        Jezeli chodzi o mnie, to po pewnym czasie spedzonym w
        rozmaitych pieklach biurowych i konsultanckich zwialem
        w te pedy na zagraniczna uczelnie i teraz przez kilka
        lat bede sie pluskal w cieplutkim akademickim
        bagienku, z dala od dyrektorow Burakow :-)

        A wiec nie lubie AIESECu, bo:

        1. Powstal po to zeby studenci robili rozne rzeczy dla
        siebie, zamiast dla innych (a uwazam ze na robienie dla
        siebie to jest cale zycie, a nie mlodosc),

        2. Denerwuje mnie kiedy mlodzi ludzie bez potrzeby
        chodza w garniturach i gadaja do siebie w obcych
        jezykach,

        3. Moja kolezanka raz zostala Vice Presidentem d/s
        organizacji Coffee Breaku na jakiejs konferencji,

        4. Rozmaite grupowe tance i krzyki kojarza mi sie
        z chinskimi przymusowymi przerwami na ping-ponga,

        5. Mlodzi ludzie powinni sie uczyc i pic piwo, w
        ostatecznosci pracowac, a nie
        - motywowac
        - wspoldzialac
        - liderowac
        - akceptowac
        - angazowac sie
        - utozsamiac sie

        Reasumujac, uwazam ze AIESEC to wylegarnia liberalnych
        fundamentalistow (nie obraz sie knockout), dla ktorych
        najwazniejsze sa nawet nie pieniadze (bo to moglbym
        jeszcze zrozumiec), ale blizej niezidentyfikowana
        'kariera', ktorzy jezdza na wycieczke na Spistbergen bo
        to bedzie dobrze wygladalo w CV i ktorzy nie potrafia
        powiedziec co chca wlasciwie konkretnie robic i czy
        gdyby od tej chwili nie robili nic to ktos mialby z
        tego powodu gorzej.

        Innymi slowy, AIESEC to
        - rzeznia talentow,
        - kuznia Catbertow.

        No. Mam nadzieje ze to bylo na tyle ostre ze kogos
        sprowokuje.
        • Gość: knockout Re: Dlaczego nie lubie AIESECu IP: *.piekary.oho.com.pl 26.09.01, 16:35
          Witaj Pulbek,
          oj zapewne sprowokuje, zapewne ...
          pozdrawiam
          ps. nie twierdze, ze liberalizm jest 'lekiem na cale zlo' ale jednym z kilku
          sensownych podejsc, ktore nalezy stosowac uwzgledniajac warunki zewnetrzne.
        • caerme Re: Dlaczego nie lubie AIESECu 26.09.01, 19:37
          mnie obrazasz... moja uczelnia jest porabana ale organizacje nie-samorzadowe
          sie na niej udaly niezaleznie czy to nsz czy ajsek... i tu i tu moza bylo
          znalesc pomoc i wolny komputer ludzi ktorzy wyjasnili i pomoigli... ale moze to
          urok mojej ae gdzie samorzad opisalem w innym miejscu??
        • Gość: Adam Dlaczego nie lubie AIESECu - polemika IP: *.chello.pl 27.09.01, 15:07
          Czesc,
          Wlasnie zaczynam 4 rok w aiesecu, postaram sie wiec cos madrego odpowiedziec.
          POdkreslam, ze jest to wylacznie moje zdanie, a nie (bron Boze) oficjalne
          stanowisko mojej organizacji :)

          > Od razu mowie ze nigdy do tej zacnej organizacji nie
          > nalezalem. Znam ja tylko z zewnatrz, z opowiesci i z
          > obserwacji moich AIESECowych przyjaciol.

          Zakladam, ze jestes osoba inteligentna i wrazliwa. Jesli chciaz jeden z Twoich
          PRZYJACIOL byl kiedys w AIESECu, oznacza to moze, ze nie tak do konca zabito w
          nim talent ani nie stal sie Catbertem :)

          > A wiec nie lubie AIESECu, bo:
          > 1. Powstal po to zeby studenci robili rozne rzeczy dla
          > siebie, zamiast dla innych (a uwazam ze na robienie dla
          > siebie to jest cale zycie, a nie mlodosc),
          A tu pomylka i to 100 %. AIESEC powstal WLASIE po to, by mlodzi ludzie mogli
          zrobic cos dla otaczajacego ich swiata. Byli tacy idealisci, ktorzy wierzyli, ze
          poprzez projekty, ale przede wszystkim wymiane miedzynarodowa sa w stanie uczynic
          swiat lepszym. Od wielu lat jedna z mysli przewodnich jest "Rozwiajaca innych
          doskonalimy siebie". Wlasny rozwoj jest wiec tu "efektem ubocznym" pracy dla i na
          rzecz innych.
          > 2. Denerwuje mnie kiedy mlodzi ludzie bez potrzeby
          > chodza w garniturach i gadaja do siebie w obcych
          > jezykach,
          Garnitury - sa ozanka szacunku dla instytucji z ktorymi wspolpracujemy. Czy w
          sprawie praktyk czy w sprawie Dni Kariery, tudziez innych projektow. Aczkolwiek
          zgadzam sie, ze moze to draznic.
          Jezyki obce - podejrzewam, ze chodzi Ci o nasz "jezyk wewnetrzny". Jako
          organizacja miedzyanrodowa mamy pewne wyrazenia, czy skroty, ktore pochodza z
          angielskiego i mysle, ze tak naprawde smieszniejszym byloby je spolszczac niz
          pozostawiac takimi jakimi sa.
          > 3. Moja kolezanka raz zostala Vice Presidentem d/s
          > organizacji Coffee Breaku na jakiejs konferencji,
          :) :) Argument nie do zbicia, by nienawidzic AIESECu :) :)
          > 4. Rozmaite grupowe tance i krzyki kojarza mi sie
          > z chinskimi przymusowymi przerwami na ping-ponga,
          Sa ludzie, ktorzy to lubia, sa ludzie, ktirzy tego ni znosza. PO prostu czesc
          naszej kutury organizacyjnej :)
          > 5. Mlodzi ludzie powinni sie uczyc i pic piwo, w
          > ostatecznosci pracowac, a nie
          > - motywowac
          > - wspoldzialac
          > - liderowac
          > - akceptowac
          > - angazowac sie
          > - utozsamiac sie
          Mysle, ze nie jest problemem to, ze motywujemy (sie), liderujemy, etc. Bo
          wszystkie (chyba) te elemnty sa niezbedne nawet w samorzadzie studenckim czy kole
          (kolku) naukowym. Cala rzecz w tym, by po prostu to robic, zamiast na ten temat
          teoretyzowac :)>
          > Reasumujac, uwazam ze AIESEC to wylegarnia liberalnych
          > fundamentalistow (nie obraz sie knockout), dla ktorych
          > najwazniejsze sa nawet nie pieniadze (bo to moglbym
          > jeszcze zrozumiec), ale blizej niezidentyfikowana
          > 'kariera',
          Jedno czego nie lubie to uogolnianie. Trudno mi sie zgodzic, by wszyscy mieli
          nawet jeden cel (chodzi mi o cele indywidualne, a nie o cel organizacji). Tak na
          prawde AIESEC to tylko przystanek na drodze kazdego z jej czlonkow. I tak
          naprawde kazdy inaczej skorzysta ze swego czlonkostwa - dla jednych beda to
          kontakty, dla innych przyjaznie (tudziez milosci), dla jeszcze innych pieniadze.
          > ktorzy jezdza na wycieczke na Spistbergen bo
          > to bedzie dobrze wygladalo w CV i ktorzy nie potrafia
          > powiedziec co chca wlasciwie konkretnie robic i czy
          > gdyby od tej chwili nie robili nic to ktos mialby z
          > tego powodu gorzej.
          Wyjazdy w AIESEC to wlasciwie podstawa. Bo trudno mowic o wyianie miedzynarodowej
          jesli kazdy mialby pozostac w kraju :) Zapraszam na
          http://worlddiscovery.aieseconline.net/tales/ tam mozna znalezc opisane praktyki
          w roznych krajach
          A gdybysmy nie robili, tego co rbimy - czy ktos mialy gorzej?
          A wiesz, bardzo mi sie to pytanie podoba. Mysle, ze po prostu wiele osob nie
          nauczyloby sie tego co sie nauczylo i nie robiloby w zyciu tego co robi (i nie
          mam tu na mysli konsultantow z firm wielkiej 5 czy sredniej 14 :) wielu ludzi,
          ktorzy byli czlonkami AIESECu postanowilo swe kroki i wiedze skierowac do
          organizacji niedochodowych.

          > Innymi slowy, AIESEC to
          > - rzeznia talentow,
          > - kuznia Catbertow.

          Ja nie czuje sie ani mlodym Catbertem, ani nie zauwazylem, by jakiekolwiek z
          moich talentow zostaly zarzniete. :)

          Pozdrawiam
          Adam

          P.S. Dla tych, ktorzy o AIESECu chcieliby sie dowiedziec wiecej zapraszam na
          www.aiesec.pl, www.aiesec.org,www.aiesec.waw.pl, www.aiesecsgh.pl,
          www.aiesecuw.pl, www.katowice.aiesec.pl, www.aiesec.szczecin.pl itp.
        • Gość: knockout Re: Dlaczego nie lubie AIESECu IP: *.piekary.oho.com.pl 27.09.01, 16:52
          czesc,


          > A wiec nie lubie AIESECu, bo:
          >
          > 1. Powstal po to zeby studenci robili rozne rzeczy dla
          > siebie, zamiast dla innych (a uwazam ze na robienie dla
          > siebie to jest cale zycie, a nie mlodosc),
          no, czy ja wiem - mnie osobiscie udalo sie sprowadzic na
          praktyki do polskich firm 3 osoby, wyslac 2, wiec
          przynajminej tego nie zrobilem dla siebie :)

          > 2. Denerwuje mnie kiedy mlodzi ludzie bez potrzeby
          > chodza w garniturach i gadaja do siebie w obcych
          > jezykach,
          Co do gajerkow - wierz mi nie zawsze tak jest, ale jesli
          idziesz do firmy (przewaznie w miare powaznej) to chcesz
          porzadnie wygladac, bo reprezentujesz organizacje a nie
          tylko siebie. Choc do niektorych firm mozna isc bardziej
          wyluzowanie ubranym (szczegolnie IT).
          > 3. Moja kolezanka raz zostala Vice Presidentem d/s
          > organizacji Coffee Breaku na jakiejs konferencji,
          Tu sie zgadzam - z tymi nazwami i stanowiskami to jest
          zbyt duze przegiecie, po prostu schiza.
          > 4. Rozmaite grupowe tance i krzyki kojarza mi sie
          > z chinskimi przymusowymi przerwami na ping-ponga,
          Tak jest w kazdej sporej organizacji (niestety, sam za
          tym nie przepadam) - w Morrisie, w P&G, w ...
          > 5. Mlodzi ludzie powinni sie uczyc i pic piwo, w
          > ostatecznosci pracowac, a nie
          > - motywowac
          > - wspoldzialac
          > - liderowac
          > - akceptowac
          > - angazowac sie
          > - utozsamiac sie
          Tu sie nie zgadzam - jesli bedzie tak jak mowisz, to
          potem bedzie tu jeszcze gorzej niz jest, bo premierem
          bedzie taki Lepper albo inny Slomka.
          > Reasumujac, uwazam ze AIESEC to wylegarnia liberalnych
          > fundamentalistow (nie obraz sie knockout), dla ktorych
          > najwazniejsze sa nawet nie pieniadze (bo to moglbym
          > jeszcze zrozumiec), ale blizej niezidentyfikowana
          > 'kariera', ktorzy jezdza na wycieczke na Spistbergen bo
          > to bedzie dobrze wygladalo w CV i ktorzy nie potrafia
          > powiedziec co chca wlasciwie konkretnie robic i czy
          > gdyby od tej chwili nie robili nic to ktos mialby z
          > tego powodu gorzej.
          Zgadzam sie, ze (jak wszedzie) patologie sie zdarzaja i
          sa ludzie - typowi karierowicze, ktorych jednak jest malo
          i czesto to oni psuja wizerunek. Niestety.

          > Innymi slowy, AIESEC to
          > - rzeznia talentow,
          > - kuznia Catbertow.
          A dla mnie, przewrotnie, AIESEC, to:
          - niezla zabawa,
          - nauka na wlasnych i cudzych bledach,
          - jedna z niewieli okazji do spozywania dogadywacza z
          Chinczykiem, Niemcem, Wlochem i Japonka przy jednym stole
          (nie bedac nacjonalista, Polacy wypadaja chyba najlepiej
          hehehe),
          - szansa na pewna pozytywna zmiane w najblizszym
          otoczeniu (pogadaj z kolesiami z firm, w ktorych
          pracowali praktykanci z zagranicy - wiekszosc jest na
          maksa zadowolona, ci studenci rowniez),
          - jedna z najbardziej wk.... organizacji jakie widzialem
          i jedyna w ktora sie zaangazowalem ;)
          - mozna jeszcze sporo powymieniac,

          pa

          • Gość: Pulbek Re: Dlaczego nie lubie AIESECu IP: *.daimi.au.dk 28.09.01, 18:01
            Drogi Adamie, drogi Knockoucie,

            Wasze odpowiedzi sa podobne w duchu, wiec pozwole sobie
            odpowiedziec na obie naraz.

            Macie racje: w moim mailu znalazly sie uogolnienia
            ('AIESEC to kuznia Catbertow'). Napisalem je glownie po
            to zeby ktos mi w ogole odpowiedzial. Faktem jest
            natomiast, ze paru mlodych Catbertow w AIESECu widzialem
            i nie moglem oprzec sie wrazeniu ze tam pasuja. No coz,
            to tylko moje wrazenie.

            Wiekszosci z Waszych polemik nie zacytuje, bo chyba nie
            ma potrzeby nadmuchiwac tego watku. To nie znaczy ze
            uwazam Wasze argumenty za glupie. Powiem tylko krotko
            najwazniejsze rzeczy.

            Co do tego, ze AIESECowcy dzialaja dla innych a nie dla
            siebie: oczywiscie ze taka zasada jest zapisana we
            wszystkich mozliwych statutach, inaczej nikt by takiej
            organizacji nie finansowal. Nie mam tez podstaw przeczyc
            ze Wy obaj zrobiliscie dla innych bardzo wiele. Ja po
            prostu widzialem kilku ludzi ktorzy aktywnie dzialali w
            AIECECu bo, jak twierdzili, to doskonale wyglada w CV.
            Moze mialem pecha.

            Teraz cos waznego:

            ***Pulbek:
            > 4. Rozmaite grupowe tance i krzyki kojarza mi sie
            > z chinskimi przymusowymi przerwami na ping-ponga,
            ***Adam:
            > Sa ludzie, ktorzy to lubia, sa ludzie, ktirzy tego nie
            > znosza. PO prostu czesc naszej kutury organizacyjnej :)

            ***Pulbek:
            > 5. Mlodzi ludzie powinni sie uczyc i pic piwo, w
            > ostatecznosci pracowac, a nie
            > - motywowac
            > - wspoldzialac
            > - liderowac
            > - akceptowac
            > - angazowac sie
            > - utozsamiac sie
            ***Knockout:
            > Tu sie nie zgadzam - jesli bedzie tak jak mowisz, to
            > potem bedzie tu jeszcze gorzej niz jest, bo premierem
            > bedzie taki Lepper albo inny Slomka.
            ***Adam:
            > Mysle, ze nie jest problemem to, ze motywujemy (sie),
            > liderujemy, etc. Bo wszystkie (chyba) te elemnty sa
            > niezbedne nawet w samorzadzie studenckim czy kole
            > (kolku) naukowym. Cala rzecz w tym, by po prostu to
            > robic, zamiast na ten temat teoretyzowac :)>

            Wlasnie. To co napisaliscie dalo mi do myslenia. Chyba
            teraz wiem juz o co mi chodzi z ta niechecia do AIESECu.

            W kazdej organizacji/firmie jest pewne, nazwijmy to,
            meritum, czyli to, co ta organizacja rzeczywiscie robi
            (ew. wytwarza). Oprocz tego jest tez masa innych
            podrzednych rzeczy: od tych bardziej wysmiewanych
            (dzialania integracyjne, misja i wizja firmy itp.) do
            tych uwazanych za niezbedne (siec komputerowa,
            sprzataczki, dzial HR itd.).

            Otoz wydaje mi sie, ze w AIESECu zupelnie zgubiliscie
            proporcje miedzy waszym meritum a pozostalymi sprawami.
            Celem Waszej organizacji jest miedzynarodowa wymiana
            studentow - swietnie. Ale czy do tego naprawde jest
            potrzebna, jak to pisze Adam, 'kultura organizacyjna'?
            Spotkania motywacyjne? Po co to? Wyglada to jak zabawa w
            Wielka Firme, tyle ze ta firma tak naprawde jest dziesiec
            razy mniejsza. Nie lepiej po prostu robic co jest do
            zrobienia?

            Zycze Wam i AIESECowi wszystkiego najlepszego. Obyscie
            wysylali jak najwiecej ludzi na te praktyki. Tylko
            chroncie sie przed przerostem formy nad trescia, bo
            inaczej polowa zartow Scotta Adamsa bedzie trafiac
            wlasnie w Was!

            Pozdrawiam,

            • Gość: knockout Re: Dlaczego nie lubie AIESECu IP: *.piekary.oho.com.pl 28.09.01, 19:17
              czesc,
              lubie polemizowac z konkretami, wiec sie ciesze, ze
              piszesz.

              jakis czas temu zaczalem dostrzegac, ze ta ciekawa
              organizacja zatraca czasem ten swoj cel z oczu i skupia
              sie na (moim zdaniem) 'odrostach' - przerosniete w
              stosunku do potrzeb i dlatego nie wykorzystywane nawet
              w 20% systemy IT, zbyt duzy nacisk na fun zbyt maly na
              'osiagi' zeby nie uzyc nienawidzonego przez niektorych
              slowa 'rezultaty', zbyt duzo duszoscipatielnych sesji
              pt. how can we change the world itp. a za malo
              dzialania, za malo wizyt w firmach, zbyt slaby kontakt
              ze studentami, zbyt slaba obsluga firm itp. Dlugo by
              wymieniac.


              Niestety juz tak jest, ze nasza organizacja promuje
              ludzi mialkich i konformistycznych, nie dopuszczajac do
              powiedzmy globalnych decyzji osob z pewnym pomyslem na
              przewietrzenie tej organizacji. A jak juz ktos madry
              napisal - mamy takie czasy, ze kazda duza organizacja
              (firma, NGO, cokolwiek) powinna doglebnie przemyslec
              'siebie' co 4-6 lat, bo swiat sie szybko zmienia.
              AIESEC jak dla mnie jest ciagle zanurzony w poczatku
              lat 90tych, kiedy bylo zajebiscie. Zbyt malo
              elastyczny, zbyt ociezaly.
              Czyli zgadzam sie z Toba w tym punkcie znakomicie ;)
            • Gość: kron Re: Dlaczego nie lubie AIESECu IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 20:34
              A ja mam po prostu wrazenie, ze sa ludzie, ktorzy nie dysponujac dostateczna
              iloscia informacji wysnuwaja na podstawie poszlak teorie, ktora maja sie nijak
              do rzeczywistosci.Trzeba byc w tej organizacji, odwalic ze 2 projekty zeby
              faktycznie moc cos zlego o niej powiedziec.

              Tymczasem studenci przychodza i wiele z nich zostaje, wkrecaja sie w to co
              robia i widac, ze to ich bawi. Jedni tancza tance do glupiej muzki (tez tego
              nie lubie) inni pija piwo do 4 nad ranem dyskutujac nad projektem (to lubie).
              Czy mozna ich za to jakos ganic? Za to ze sie ucza, produktywnie spedzaja czas
              przy projektach z ktorych korzysta z reguly wiecej studentow spoza A niz z
              samej organizacji? Ze Polak ma szanse wypic piwo z Hindusem i Japonczykiem?

              Mysle ze z Twojej postawy rodzi sie nietolerancja. Jaka alternatywe widzisz dla
              organizacji typu AIESEC? Co maja robic studenci? Znam wiele osob, ktore oprocz
              zalewania paly piwem i ogladania telewizji w zasadzie nic nie robili na
              studiach, zadnej aktywnosci. Byli to moji dobrzy kumple, lubie ich, ale sam
              chcialem cos WIECEJ robic wiec wybralem A.

              Bylem w AIESECu 4 lata, 5 miesiecy na praktyce i z czystym sumieniem stwierdzam
              ze czas w tej organizacji nie byl zmarnowany. Co wiecej, byl to swietny czas! Z
              ludzmi, ktorych poznalem na praktyce wciaz utrzymuje kontakt. Odwiedzaja mnie w
              domu, ja ich odwiedzam, jak mam czas i kase. Wiem ze zawsze moge do nich
              pojechac i przyjma mnie jak przyjaciela. I to jest wspaniale!

              Napisales:

              Otoz wydaje mi sie, ze w AIESECu zupelnie zgubiliscie
              proporcje miedzy waszym meritum a pozostalymi sprawami.
              Celem Waszej organizacji jest miedzynarodowa wymiana
              studentow - swietnie. Ale czy do tego naprawde jest
              potrzebna, jak to pisze Adam, 'kultura organizacyjna'?
              Spotkania motywacyjne? Po co to? Wyglada to jak zabawa w
              Wielka Firme, tyle ze ta firmatak naprawde jest dziesiec
              razy mniejsza. Nie lepiej po prostu robic co jest do
              zrobienia?

              Moje stanowisko:
              Bez kultury organizacyjnej organizacja typu non-profit na tak gigantyczna skale
              (najwieksza tego typu rganizacja studencka na swiecie obecna w 89 krajch bla
              bla bla)nie istnieje. Niestety wymiana nie dzialalaby tak jak dziala gdyby nie -
              czasami rzeczywiscie troche bezsensowne z zewnatrz- "miekkie" dzialania.
              Jednak jak szacuje tylko 20% czasu w A. to ta wlasnie motywacja o ktorej z
              odraza mowisz (sam nie przepadalem za tymi akcjami, ale i tak sa one skierowane
              glownie do tzw "swierzynek" czyli nowych).

              Trzeba tez pamietac, ze aby moc sprzedac idee fundacjom, firmom, uczelniom,
              organizacjom rzadowym no i przede wszystkim innym studentom - trzeba ja miec,
              ale i w nia wierzyc. Stad motywacja itd

              Zreszta wiele z akcji motywacyjnych to nic innego jak te same zabawy ktore
              uprawiaja bractwa (fraternity), ktorych niestety na polskich uczelniach nie ma.
              Uchlewanie sie piwem, skecze sytuacyjne itd. Do tego szkolenia, ktore czesto sa
              bardzo rozrywkowe niz ksztalcace.

              AIESEC to nie jest FIRMA. Z drugiej strony w pewnych sprawach jest troche
              sztywnosci i biurokracji, ale bez niej niestety A. szybko rozpadl by sie na
              wiele frakcji i caly sens organizacji wzialby w leb. AIESEC jest natomiast
              wielki (nie bij ale tak mysle), o czym mozna sie przekonac jadac na praktyke
              studencka.

              Sam mialem wielki kryzys w A. w momencie kiedy okazalo sie ze projekt ktory
              robilismy jest za malo "wymianowy" a za bardzo "edukacyjno-biznesowy". Wtedy
              byl bunt i pragnienie zmian, teraz wiem ze niestety nie wszystko mozna
              zmieniac, tak aby nie zmienic przy okazji sensu istnienia samej organizacji.

              Podsumowujac - wiecej tolerancji ! AIESEC nie jest zly ;)

              kron

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka