Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej pracy

    11.07.06, 17:13
    Hej!

    Zapraszamy Was do udziału w konkursie "Najzabawniejsza historia związana
    z pracą".
    Osoby, które pomiędzy 12 i 26 lipca 2006 roku, opublikują w tym wątku
    najzabawniejszą historię związaną ze swoimi przygodami w pracy w nagrodę...
    zostaną wydrukowane w Gazeta Praca!

    Zapoznajcie się z regulaminem - warto pamiętać, że historie muszą
    być własne i nie mogą być dłuższe niż 1000 znaków:
    Regulamin konkursu

    Życzymy natchnienia i powodzenia!
    Redakcja Portalu

    Obserwuj wątek
      • ewencja 1. Ewa 11.07.06, 19:40
        To ja zacznę:
        Pracuje w bezpośredniej sprzedaży kosmetyków, w dużym centrum handlowym.
        Pracuję z koleżanką, a szefo bywa raz - dwa razy w tygodniu.
        Szefo na Mikołaja dał nam coś słodkiego, zawsze na "święta" dostajemy jakiś
        drobiazg, my wymyśliłyśmy, że kupimy mu...szalik, bo nie nigdy nie chodził w
        szalikach, więc stwierdziłyśmy, że takowego nie posiada. Szefo przychodzi w
        dobrym humorze, no i daję mu ten szalik, a on na mnie tak bardzo dziwnie patrzy
        nagle taki poważny, Ja myślę, że coś nie tak, że mnie ochrzani za coś... Patrzę
        patrzę i co widzę? TAKI SAM SZALIK MIAL ZAWIĄZANY NA SZYI...:-) Śmiechu było
        przez dobry miesiąc, ale bardzo się ucieszył, mimo wszystko.
        Pozdrawiam
        • yellow24 Re: 1. Ewa 20.07.06, 13:34
          lipaaa :)
          • kszynka Re: 1. Ewa 16.08.06, 13:35
            yellow24 napisał:

            > lipaaa :)
            dlaczego lipa?
            moim zdaniem bardzo sympatyczna historia!
            :-)
      • Gość: Sebulba Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.07.06, 11:40
        To teraz ja opisze swoją zabawna historie.
        Jakiś czas temu pracowałem u jednego z operatorów komórkowych.
        Pewnego pechowego dnia zrobiłem błąd w koncie jednego z klientów.
        Kierownik mnie skrzyczał i poinformował ze musze opisać to, co zrobiłem i przekazać do jednej z koleżanek. Pechowo okazało się ze była to dziewczyna, za która niezbyt przepadałem.
        Po przekazaniu sprawy nawiązaliśmy ze sobą kontakt, który przerodziła się w wielką miłość.
        Aktualnie ta dziewczyna jest moja zona i nie długo będziemy mieli druga rocznice ślubu.

        Kocham cię Misko :)

        PS. „Władku, Władku nasz Puchatku”
        • Gość: ziomek z pozimek Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: 212.244.189.* 20.07.06, 13:35
          ufff tez mało zabawne
        • Gość: yellow Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: 212.244.189.* 20.07.06, 13:36
          tez mało zabawne
      • xanaxy Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 12.07.06, 12:08
        Ludzie siedza w kole, ale jedna z pan "wchodzi krzeslem na drzwi". Dodajmy
        drzwi, ktore otwieraja sie do wewnatrz, sa zamkniete i nieprzezroczyste.Ktos z
        personelu otwiera drzwi - pani "obrywa" drzwiami, bo siedzi na ich tle.Z
        wymowka do "kosia" - " Trzeba pukac"!!! Ktos :" Wlasnie puknalem"!!!
        • Gość: krowa Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: 194.205.246.* 28.07.06, 18:38
          po dlugiej konferencji tak bylam zmeczona iz...nie zauwazylam szklanych drzwi
          tylko nastepne drewniane...efektem czego zlamalam nos na szybie.
          • Gość: wul Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.06, 03:44
            kobiety powinny siedziec w domu :-(
      • lila1974 Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej 13.07.06, 07:11
        Zaraz po liceum dostałam pracę sekretarki w holenderskiej firmie, ktora
        zajmowała się uszlachetnianiem skór z norek.
        Pewnego dnia szef wola mnie do siebie.
        Stanęłam w drzwiach i pytam w czym mogę mu pomóc.
        On mi na to, że mam zamówić samochód, by przewieźć "to" - tu gestem wskazał za
        okno.
        Zamiast do tego okna podejść porządnie, ja zrobilam ze dwa kroki w przód i
        wspięłam się na palce. Oczom moim ukazały się złożone na podwórzu klatki dla
        norek.
        "OK" odparłam i poszłam do siebie szukać odpowiedniego auta.

        Jakieś pół godziny później znów słyszę wołanie szefa. Nie przeczuwając nic
        złego wchodzę do gabinetu.
        - Tak? - pytam.
        - Co to jest? - szef znów mi pokazuje coś za oknem, więc ja ponownie dwa
        kroczki do przodu, nawet na palce nie musiałam się wspinać, zauważylam od razu.
        - Jak to co? Samochód, o który prosiłeś.
        Na teren firmy wjeżdżał zamówiony przeze mnie STAR.
        Szefowi na moją odpowiedź gały wylazły z orbit.
        - Taki???!!! wrzasnął
        - A co zły? - zapytałam w swej naiwności. W sumie powinnam się domyślić, że zły
        skoro szefowi para szła z uszu. Zdołał jednak opanowac swoją irytację, podszedł
        do mnie, podprowadził mnie pod samiutki parapet i pyta:
        - Jak zamierzasz nim przewieźć TO???
        Gestem wskazał mi coś, co stało tuż pod oknem, czego ja wspięta nawet na palce,
        ale stojąca wówczas w drzwiach gabinetu, nie mialam prawa zauważyć.
        "TO" okazało się małą, samojezdną kopareczką, na tyle jednak dużą, że na STARA
        nie załadowaliby jej nawet wszyscy pracownicy razem wzięci.
        Powinnam była zamówić niskopodwoziowego TIRA.
        :)
        • lila1974 Ta sama firma, ten sam szef 13.07.06, 07:25
          Szef wskazał mi ręką na frytkownicę stojącą w kuchni i mówi:
          - Trzeba oddać do naprawy. Nie grzeje.
          - Dobrze, zaraz się tym zajmę.
          Szef poszedł do kantyny, gdzie czekało na niego śniadanie i rodzina.

          Ważne dla opowiastki jest to, że kantyna mieściła się na wprost kuchni, także
          urzędując w owej kuchni, byłam na widoku szefa.

          Przed zapakowaniem frytkownicy do kartonu, chcialam ją umyć. Zaglądam do
          środka, a ona pełna jest tłuszczu - skrzyżowanie smalcu z margaryną - zimne
          stanowiło glaz. Cóż było robić ... załapałam jakąś łychę i dawaj wydłubywać ten
          tłuszcz.

          Męczyłam się już dobre parę minut a w głowie świdrowała mi natrętna myśl, że
          coś jest nie tak. Nie potrafiłam jej jednak dokładnie sprecyzować. Oprócz tego,
          czulam, że jestem intensywnie obserwowana. W końcu odwrócilam się sprawdzić,
          kto też mi się tak przygląda. Za sobą zobaczyłam trzy opadnięte szczeny -
          szefa, jego syna i synowej. Opadły im tak dalece, że przez chwilę nie byli w
          stanie ich cofnąć, mimo mojego pytającego wzroku. Pomyślałam "trzeba ich jakoś
          odblokować".
          - No co? - zapytałam.
          - Możesz mi powiedzieć, co ty robisz? - szefa rzeczywiście odblokowało.
          - Jak to co, kazałeś mi oddać to do naprawy, ale musze wybrać ten cholerny
          tłuszcz.
          - Łyżką? - upewniał się szef - A nie możesz podgrzać? - w tym miejscu cała
          trójka parsknęła niezłym śmiechem, a ja stałam jak słup, nie pojmując zjawiska.
          Pozwoliłam im się wyśmiać, po czym spytalam:
          - A jak niby mam podgrzać, skoro twierdziłeś, ze termostat się zepsuł?
          Hahaha no ubaw mieli na całego. W końcu szef przestał się dusić.
          - No się zepsuł, ale nie do końca.

          "Zabije" pomyślałam "Po raz kolejny wychodze na kompletną idiotkę" ale nie
          mogłam się gniewać na szefa, on tak rzadko się śmiał, że niech mu idzie na
          zdrowie.
          • lila1974 Na delegacji 13.07.06, 07:39
            Zostałam wysłana do Warszawy do Ministerstwa Rolnictwa po jakąś koncesję.
            Szef po raz kolejny zapomniał, że koncesja straciła ważność, a na granicy stała
            już chłodnia ze skórami. W te pędy wygnął mnie więc do Warszawy pełen nadziei,
            że załatwię sprawę od ręki, jak to już drzewiej bywało.

            Pojechalam do Ministerstwa, niestety okazało się, że na najważniejszy podpis
            muszę poczekać do następnego dnia. Musialam przekazać tę wieść szefowi.
            Poczlapalam więc do hotelu, teraz nie pamiętam, czy to był Mariot, czy Forum, w
            każdym razie do jednego z nich.
            Znalazłam hotelową pocztę i nadałam faks, w ktorym mniej więcej streścilam, co
            też udało mi się załatwić. Poczym poszukalam sali z automatami telefonicznymi,
            gdyż były to czasy, gdy komórka stanowiła rarytas.

            Przed owymi automatami kłębił się tłum okrutny.
            "Nic to" pomyślalam "Mam przecież czas do jutra, mogę sobie postać."
            Stałam już dobre pół godziny, dochrapalam się 2 miejsca w kolejce, czyli
            upragniony cel był już blisko ... gdy nagle słysze przez megafon, że jestem
            proszona do okienka pocztowego. Tak mnie trzepło z zaskoczenia, ze niewiele
            myśląc wyszłam z kolejki, nie zająwszy uprzednio miejsca i zgłosiłam się, gdzie
            kazano.
            I cóż widzę??? Faks od szefa, a na nim informacja następującej treści:
            "Zadzwoń do mnie"

            @#$%^&*() tyle pomyślalam o szefie i o sobie :)
            • Gość: alicja Re: Na delegacji IP: *.wardynski.com.pl 21.07.06, 16:19
              MIÓD!!! spadłam z krzesła, głosuje na ten wątek!!!
              • Gość: Observer.......... Na delegacji ................................. .... IP: *.krasnystaw.net 21.07.06, 16:38
                Alicjo uważaj! Tomek czuwa www.wardynski.com.pl/o_tomasz_wardynski.html
          • Gość: jkhsgadfb Moze amerykanin ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.07.06, 11:21
            Pracuje w pewnej firmie, ktorej szefem jest amerykanin. Po 7 latach w naszym
            kraju zdolal sie nauczyc kilku przeklenstw i paru ogolnie pozytecznych zwrotow
            w naszym jezyku. To samo w sobie dobrze charakteryzuje umyslowosc tego narodu.
            ( Jak oni byli w stanie wyslac czlowieka w kosmos ??? )

            Historyjka 1
            .............
            Od czasu do czasu firma wydaje pieniadze na rzeczy kompletnie nie potrzebne.
            Jednym z takich zkupow nyl 47 calowy telewizor plazmowy. Wisi teraz u
            kierownika w pokoju i sluzy za wielki monitor do komputera, albo uprzyjemniacz.

            Rzeczony szef mieni sie byc artysta, i stara sie pomagac w roznych projektach.
            ( Jestem grafikiem ) Jedna z podstawowych zasad dobrego projektu jest
            wycentrowanie. "Powinno byc na srodku i symetrycznie"

            Oczywiscie telewizor powinien wisiec na srodku sciany - na wprost biurka.
            Sciana na ktorej mial zawisnac sprawiala powazne problemy, bo sie nie nadawal
            na takie obciazenia. Czlowiek ktory wieszal to urzadzenie sporo sie
            nakombinowal z jakimis srubami, klinami itp.

            "Gabinet" byl w tym czasie w remoncie, wiadomo bylo ze zostana zamontowane za
            jakis czas rozsuwane drzwi na prowadnicach. Kierownictwo osobiscie mowilo "w
            lewo, w prawo" podczas przymierzania plazmy i ignorowalo uwagi o tym, ze czesc
            sciany zostanie zajeta przez drzwi i prowadnice.

            Dzielo zostalo ukonczone, telewizor wisial idealnie na srodku. Po jakims czasie
            przyszli robotnicy i zamontowali drzwi. Telewizor przestal wisiec na srodku.

            Kilk dni pozniej czlowiek ktory go wieszal przyjechal z wiertarkami, kilofami,
            mlotami, setka innych narzedzi i przez pol dnia rozkuwal sciane, wyciagal sruby
            i mocowania, zeby przesunac telewizor o 15 centymetrow. Po drugiej stronie na
            moj monitor syapal sie pyl i wypadaly kawalki sciany ...

            Historyjka 2
            ............

            Telewizor wisial juz sobie od jakiegos czasu, wiec nalezalo podlaczyc kablowke,
            satelite i w ogole wszystko co sie da podlaczyc do plazmy. Gdyby sie dalo
            podlaczyc lodowke, zelazko i mikrofale, tez by zostaly podlaczone.

            Powaznym problemem staly sie urzadzenia typu dekoder itd. Zeby bylo ladnie
            zostala zakupiona szafeczka. Color coordinated - wszystko musi byc w tym samym
            kolorze, albo podobnym. Nagle okazalo sie ze obudowa komputera nie jest color
            coordinated. Kolega zajmujacy sie sprzetem dostal polecenie sluzbowe wsadzenia
            komputera do szuflady. Na stale. Z gory wiadomo bylo ze beda problemy. Z
            odprowadzaniem ciepla, polaczeniem z siecia bezprzewodowa itp.

            Oczywiscie po jakims, niezbyt dlugim czasie komputer sie przegrzal i wylaczyl.
            Ale musial zostac w szufladzie ...

            Nastepnego dnia kolega ow, na polecenie kierownika zakupil dwa potezne
            wiatraki, a czlowiek ktory wczesniej wieszal telewizor przyjecjhal i wywiercil
            w szafeczce otwory do zamontowania wiatrakow. Mamy teraz chyba jedyna w Polsce
            szafke z ktorej odprowadzane jest cieplo na skale prawie przemyslowa.

            Historyjka 3
            ............
            Mamy w biurze telefony bezprzewodowe. Nawiasem mowiac wedle naszego szefa
            wszelkie kable wygladaja nieprofesjonalnie - mamy tez klawiatury i myszki
            bezprzewodowe i wieczny problem z bateriami. Telefon bezwzglednie powinien byc
            bezprzewodowy !

            Otoz szef chcial zeby jeden z telefonow zawsze byl na jego biurku. Niestety
            telefony bezprzewodowe sa dosyc mobilne i zawsze ktos go zabieral. NIe za
            bardzo bylo wiadomo jak rozwiazac ten problem. I nnaaaagle ! ! !
            Olsnienie ! "Doprowadzmy do biura trzecia linie telefoniczna !" ( Zostala
            doprowadzona)

            Ale kiedy padlo pytanie, w jaki sposob trzecia linia rozwiarze problem aparatu
            bezprzewodowego ktory jest na koncu linii, i ktory ktos moze zabrac szef troche
            sie zasepil i powiedzial ze chyba trzeba wymyslic cos innego.

            ............
            Coz, historyjek o podobnym wydziweku jest wiecej i jezeli komus sie spodobaly,
            to moze przytocze w przyszlosci ...
            • Gość: yellow Re: Moze amerykanin ? IP: 212.244.189.* 20.07.06, 13:57
              nie sadze by sie komuś podobały
              • Gość: Klimek Re: Moze amerykanin ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.06, 19:07
                Yellow idź się wypałuj może co, zamiast każdego krytykować ? ;P
              • Gość: burro Żółty, a wiesz IP: *.aster.pl 21.07.06, 16:02
                jak mawiaja brydżysci do ludzi, komentujących grę?

                "Stul kibicu paszczę, bo ci doniej naszczę":)
      • Gość: Ela Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.ec.kalisz.pl 13.07.06, 07:41
        Swego czasu z okazji świąt w naszym zakładzie pracownicy dostawali prezenty.
        Była lista z której można było sobie wybrać odpowiednią rzecz dla siebie. Ja
        dzięki temu posiadam mały sprzęt gospodarstwa domowego. Ale powstała druga
        lista z której można było wybrać inne przedmioty. Do wyboru była między
        innymi : blacha falista, taczka, rower "biełosipied". Listę tą napisali koledzy
        żartownisie. Poszłam do koleżanki a ona mi się pyta - co wybierasz z tej listy,
        bo mnie by się przydała ta blacha, ale taczka również. Muszę zadzwonić do męża
        i się poradzić. Ja coś tam odpowiedziałam i szybko wyszłam. Ona za chwilę
        przyszła do mnie i pyta mi się - no i co wybrałaś? bo ja pewnie wezmę ta
        blachę. Ja juz nie mogłam i w śmiech. Ale widziałam rozczarowanie na jej twarzy.
        • Gość: Ela Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.ec.kalisz.pl 13.07.06, 07:46
          Zatkała się studzienka ściekowa, więc majster polecił pracownikowi, żeby
          zobaczył co jest przyczyną. Pracownik wlazł do środka, pogrzebał, pogrzebał i
          wyciąga rękę i woła - szefie to jest to! Szef patrzy a on na ręce trzyma g..no.
        • Gość: Ela Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.ec.kalisz.pl 13.07.06, 07:54
          Majster dał polecenie pracownikowi - idź do walczaka i czekaj. Majster po
          jakimś czasie przychodzi do walczak (jest to jakieś urządzenie przy kotle) a
          pracownika nie ma. Ten się wścieka, bo przecież miał tu być. Szukają tego
          pracownika wszyscy, w końcu znajdują. Okazało się, że czekał u Walczaka. - No
          przecież miałem czekać u Walczaka!
        • Gość: Ela Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.ec.kalisz.pl 13.07.06, 08:00
          Dawno temu pracowałam w pokoju, który znajdował się obok kierownika. Nagle
          mówię do koleżanki coś się pali. Weszłam do pokoju kierownika i mówię, że jakiś
          swąd czuć. Kierownik wyszedł i mówi - rzeczywiście. Wezwał brygadę elektryków,
          ta przytargała drabinę i zaczęli sprawdzać przewody w korytarzu. Kierownik miał
          takie ślepe pomieszczenie przy swoim pokoju. Wychodzi i krzyczy - tu się pali!
          Czajnik się pali!
          • Gość: Ela Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.ec.kalisz.pl 13.07.06, 08:03
            Nie piszę tego dla nagrody, ale to często wspominamy, bo tych historyjek trochę
            było i zawsze się z tego śmiejemy.
        • Gość: Ela Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.ec.kalisz.pl 13.07.06, 11:21
          Koleżanka odbiera telefon. Z drugiej strony ktoś się przedstawia - dzień
          dobry,tu Wolny na co odpowiedź brzmi - dzień dobry - Pośpiech przy telefonie .
          Z drugiej strony - niech sobie pani ze mnie nie żartuje! Długo trwało aż
          wyjaśniła mu, ze nie żartuje.
          • drzejms-buond Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 13.07.06, 12:26
            Gość portalu: Ela napisał(a):

            > Koleżanka odbiera telefon. Z drugiej strony ktoś się przedstawia - dzień
            > dobry,tu Wolny na co odpowiedź brzmi - dzień dobry - Pośpiech przy telefonie .
            > Z drugiej strony - niech sobie pani ze mnie nie żartuje! Długo trwało aż
            > wyjaśniła mu, ze nie żartuje.

            moja ulubiona rozmowa telefoniczna...
            dzyn, dzyn- odpieram
            -tak, słucham...
            -dzień dobry, czy ja sie dobrze dodzwoniłam?
            :-}
          • iw78 Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 14.07.06, 20:00
            Miałam podobną historię...byłam sama w biurze, telefony dzwoniły jeden za
            drugim. Odebrałam jeden z nich, po drugiej stronie odezwał się jeden z naszych
            dostawców, na nazwisko miał Sekunda. Ponieważ telefony w dalszym ciągu dzwoniły
            niemiłosiernie, przeprosiłam go tymi oto słowami...Panie Hubercie, niech Pan
            minutkę zaczeka...
        • Gość: Ela Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.ec.kalisz.pl 13.07.06, 11:31
          To opowieść kolegi. Przygoda miała miejsce dawno temu. Otóż kolega ten wybrał
          się do kolegi z pracy. Tam sobie troszkę wypili. A że nazwijmy go Janek miał
          daleko do domu, to Grzesiu pozyczył mu komarka. Jedzie on na tym komarku i
          widzi, że jedzie milicja. Każą mu się zatrzymać, no ale on po głębszym więc gaz
          do dechy i ucieka. Dojechal do lasku i tam się ukrył. Leży cichutko dosyć
          długo. Stwieerdził, że milicja sobie już pojechała. Wychodzi więc z ukrycia
          wsiada na komarka, dojeżdża do pzrejazdu kolejowego i co widzi? - starych
          znajomych. Nakręcił więc i ucieka w drugą stronę. Milicja go dogania i woła -
          zatrzymaj się, a on na to - NIE MOGĘ!
        • Gość: Ela Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.ec.kalisz.pl 13.07.06, 11:41
          A to opowieść kolegi z pracy. To było dawno temu. Kolega Janek umówił się z
          kolegą z pracy, że pójdzie do niego do domu i sobie trochę wypiją. A że Janek
          miał daleko do domu to kolega pożyczył mu komarka. Jedzie sobie na tym komarku
          i widzi jedzie milicja. Oni chcą go zatrzymać. Jednak ten świadom tego, że
          sobie wypił, gaz do dechy i ucieka. Dojechał do jakiegoś lasu i tam za krzakami
          się skrył.Leży, leży, dłużyło mu się okropnie po czym stwierdził, że już na
          pewno sobie pojechali. Wyjechał na drogę, patrzy a przy przejeździe stoją ci
          sami milicjanci. Nakręcił więc i ucieka w przeciwną stronę. Oni go zauważyli i
          go dogonili. Każą mu się zatrzymać a on na to - NIE MOOOOOGĘ! Jechali jescze
          jakiś czas za nim, ale potem odpuścili. Komarka rozebrał i koledze powiedział
          co się stało, bo przecież milicjanci widzieli tablice rejestracyjne.
        • Gość: Ela Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 14.07.06, 20:17
          Kolezanka z pracy kupiła sobie psa, szczeniaka. Opowiadała mi o nim. Ja jej się
          pytam co daje mu jeść. A ona na to "10 sztuk pokarmu suchego". Ja do niej-
          chyba 10 dag? Nie - zaprzeczyła 10 sztuk według instrukcji. Przychodzi drugiego
          dnia i mówi: "to ja teraz wiem czemu pies nie miał siły wejść po schodach".
          Dopiero gdy przeczytała informację n/t sposobu karmienia psa, zorientowała się
          jaki popełniła błąd.
      • choca_minis Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 13.07.06, 09:24
        Pracuję w hotelu pod Warszawa, który pewnie jak każdy hotel, jest kopalnią
        oryginałów. Począwszy od setek ludzi, których widzi się pierwszy i ostatni raz
        w życiu, skończywszy na stałych bywalcach.
        Zdarza się, że przyjeżdżają do nas ludzie, którym obnażanie się przed
        recepcjonistką lub kelnerką, sprawia wielką przyjemność. Normą jest, że goście
        odbierają tacę z zamówieniem ubrani tylko w gatki. Obsługa hotelowa mogłaby
        napisać kilka książek popularnonaukowych o zmieniających się trendach
        bieliźnianych. Kratki, groszki, gwiazdki, koronki, pompony, itp. Czego tylko
        chcecie! Ci zaskoczeni szybkością realizacji zamówienia zaśmiewają się nerwowo
        i mówią coś w stylu: "Oj przepraszam! Ja taki nieubrany". W tle zazwyczaj daje
        się słyszeć szamotanie walczącej ze zbyt małą kołdrą partnerki. Tacy goście nie
        wpuszczają cię dalej niż za próg i tak zabawnie wypinają kupry, żeby
        strategiczne części ciała stały się mniej widoczne.
        Ciekawiej robi się wtedy, kiedy nieobecność bielizny nie stanowi dla gości
        większego problemu. Odważni młodzieńcy nie wpuszczają obsługi do pogrążonego w
        mroku pokoju, ale za to otwierają szeroko drzwi. Blask z korytarza dokładnie
        oświetla wtedy dyndające narządy gościa, który z uśmiechem i pewnym siebie
        spojrzeniem, obserwuje reakcję kelnerki. Kiedy już drzwi zostają zamknięte,
        wybucha spazmatyczny śmiech, bo (w ich mniemaniu)wykonali "psikusa roku".
        Taka pomysłowa młodzież eksponuje swoje wdzięki na wiele sposobów, np.: pewnego
        razu czteroosobowa ekipa mieszana zorganizowała sobie wyścigi na golasa z
        pokoju do pokoju. Nie zdawałam sobie sprawy, że bieganie z gołymi pośladkami po
        korytarzu może sprawić tyle nieskrępowanej radości.
        Innym razem do mojej zmienniczki przyspacerował bardzo kulturalny gość ubrany
        tylko w ręcznik. Zaznaczę, że był to ręcznik do rąk (wymiary: 25/30 cm). Łatwo
        się domyślić, że nie miał większych szans na opatulenie się nim i uniknięcie
        tym samym wychłodzenia organizmu. Nie zmienia to jednak faktu, że był z siebie
        bardzo zadowolony.
        Na koniec muszę zaznaczyć, że takie przedstawienia mogą dostarczyć rozrywki obu
        stronom tylko wtedy, kiedy goście nie pozbywają się zdrowego rozsądku wraz z
        garderobą.
        Pozdrawiam z hotelu:)
      • Gość: M. Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.07.06, 10:50
        Pewnego dnia w wolnej chwili od zajęć chciałem zadzwonić do dziewczyny ze
        swojego telefonu komórkowego. W tym czasie towarzyszyło mi grono znajomych,
        którzy chcąc - nie chcąc byli świadkami tej rozmowy.
        Wybrałem numer - w słuchawce odezwał się znajomy głos, jednak po chwili
        dotknąłem niewłaściwego przycisku na telefonie i zawiesiłem rozmowę. Zanim
        udało mi się odblokować połączenie, na mój numer zdążyła zadzwonić sympatia.
        Odruchowo powiedziałem "Poczekaj, mam cię na drugiej linii" - i to wystarczyło,
        ludzie dookoła tarzali się ze śmiechu. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie
        absurd tej sytuacji.
        PS. Moja druga rozmowa wraz z "Poczekaj, mam cię na drugiej linii" zapisała się
        na poczcie głosowej w komórce dziewczyny, ona sama jeszcze przez jakiś czas
        była nieźle zdezorientowana. Z kolei znajomi stwierdzili z ubawem, że to
        najlepszy sposób ucinania rozmowy tel. jaki kiedykolwiek poznali.
        • drzejms-buond Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 13.07.06, 12:09
          1.
          Ludność miejscowa ciagle nam coś kradła, a to stoliki z krzesłami, a to telewizor
          a to satelitę...nie pomagały specjalne dyżury i czuwania.
          oburzona dyrektor postanowiła zainstalowac kamery...
          ukradli nam je po miesiącu
          :-/
          • drzejms-buond Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 13.07.06, 12:16
            2.
            bal karnawałowy-ostatki.
            na sali wystawa.wiszą zdjęcia w antyramach, jedna obok drugiej.Zastanawialiśmy
            sie czy je zdjąć ale ze wzgledu na malą ilość balowiczów postanowilismy zostawić
            wystawę.
            D.J. daje znak ,że oto nastąpi ostatni taniec tego wieczoru.
            Wszyscy dostaja przypływu ostatkowej energii.Jedna z balujących wykonuje
            stylowe "padede" i zawadza o pierwszą z brzegu antyramę. całosc , na zasadzie
            domina wali się z hukiem na podłogę...Podbiegamy z kolegą do ostatniej,
            największej antyramy.Szczęśliwi,że uratowaliśmy choć jedną. Zdejmujemy ją
            powoli.on łapie z jednej strony , ja z drugiej. Antyrama pęka nam w rękach, w
            połowie.
            "To była piękna katastrofa!"
      • toja1111 Bilans 14.07.06, 00:28
        Byłam stażystką w dużym zakładzie. Podlegałam służbowo pod panią kierownik X. W
        tym samym czasie co ja zostały przyjęte dwie stażystki do księgowości.
        Wykorzystywano je na każdym kroku, a w naszym dziale stażyści traktowani byli
        jak wszyscy inni pracownicy. Ale pani X zachorowała, w ostatnim dniu obecności
        wydała dyspozycje, co mamy robić, i "nie pomagać księgowości". Ale już na drugi
        dzień przyszła główna księgowa z poleceniem że mam jechać w delegację, zawieźć
        bilans. (to były czasy gdy komputer zajmował jeden pokój), nad bilansem panie z
        ksiągowości pracowały przeszło miesiąc. Odmówiłam, lecz gdy przyszedł Prezes
        Zakładu z tym samym poleceniem, oczywiście wzięłam delegację i samego rana
        pojechałam z bilansem. W wielkim biurowcu skierowano mnie do grubego jegomościa
        z sumiastymi wąsami, który odebrał dokumenty, zaczął sprawdzać, krzywiąc się
        niemiłosoernie i począstował mnie lurowatą herbatą. Tu się nie zgadza, i tutaj,
        co robimy ? Odpowiedziałam, że nie wiem,Ciągi cyfr w rubrykach na ogromnej
        płachcie papieru nie robiły na mnie wrażenia. Może poprawimy - poadło pytanie.
        Odpowiedziałam, że nie wiem, ja tylko miałam dostarczyć ten bilans. Będzie pani
        odpowiedzałna, bo takiej wersji nie przyjmiemy. Dobrze więc poprawimy, tylko co?
        Bilans był sporządzony ołówkiem, cały. Dostałam gumkę myszkę, i gruby paluch
        wskazał co mam wymazać. Ok. Wygumkowałam. Proszę wpisać, i tu padła jakaś suma.
        Posłusznie wpisałam. Potem następną i następną rybrykę. Przez godziną gumkowałam
        i wpisywałam pod dyktando. Dobrze, niech pani podpisze. Podpisałam. Dopiero na
        drugi dzień byłam w zakładzie. Zarząd Zakładu i ja jedna. Jak było, zaczęłam
        opowiadać i widziałam przerażenie we wszystkich oczach. Co pani zrobiła.
        Mieliśmy tylko jeden egzemplarz. Prezes kazał mi iść do swojego gabinetu, ale
        przez dźwiękochłonne drzwi słyszałam krzyki rozpaczy księgowej, donośny głos
        naczelnego, że miała swoich ludzi w księgowości, i głos zastępcy, który
        przyszedł do mnie i powiedział, że księgowość przez najbliższy miesiąc pracuje
        do 20oo, a ja po godzinach, mam im pomagać. Bilans skończyli w nmarcu. Ja
        pomagałam tylko dwa dni, bo właśnie wróciła moja przełożona i kategorycznie
        zarządziła, że mam wracać, bo jestem niezbędna. Cała księgowość straciła premię
        kwartalną, ja nie miałam żadnej kary, byłam tylko stażystką, a dopiero gdzieś po
        roku zrozumiałam co zrobiłam. Ale nigdy więcej (a pracowałam w tym zakładzie 11
        lat nie zdarzyło się aby wykorzystywano pracowników z naszego działu, i
        obojętnie już czy był kierownik, dyrektor, prezes, czy byliśmy sami).
        • Gość: Znn Re: Bilans IP: *.acn.waw.pl 21.07.06, 03:41
          Nie wiem co w tym smiesznego, chyba wlasna glupota. Wsplczuje
          • Gość: smo Re: Bilans IP: *.com.pl / *.zetosa.com.pl 24.07.06, 11:21
            przykro mi synku ze nie masz paczucia humoru
        • Gość: gosia Re: Bilans IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 17:25
          przepraszam ale ja też nie rozumiem a księgową jestem
          jak dla mnie wszystko jest wyssane z palca

          bilans zakładu zawoziła stażystka?
          bilans był sporządzony tylko w 1 egzemplarzu? i w dodatku w ołówku?
          gruby z wąsami kazał poprawiać, to poprawiała i jeszcze podpisywała?

          ja rozumiem, że to były "czasy nakazowe" ale nie wierzę, że tak się to odbywało
          nawet jeżeli bilans był poprawiany to zarząd o tym nie wiedział? to po co
          bilans w ołówku?

      • toja1111 Balowa sukienka 14.07.06, 00:42
        Zostałam zaproszona na ślub. Lecz zupełnie nie miałam nic do ubrania. Pożaliłam
        się w biurze. Jedna z pań mówi, że ma w domu i jutro przyniesie. Na drugi dzień
        z sekretariatu, gdzie pracowałam telefon wywołał mnie do działu piętro niżej. Co
        prawda u Prezesa była kontrola z NIK, ale podałam kawę, a ci panowie nie
        wyglądali na poważną kontrolę (nie wiedziałam wtedy co to ten NIK :)). Sukienka
        była pękna, do kostek, z odkrytymi placami, cudo. Ekspresowo wpadłam do
        łazienki, przymierzyłam i z powrotem do ich biura. Aby jej zabrudzić weszłam na
        biurka - cztery razem zsunięte stały na środku pokoju. Czułam się w tej kreacji
        lepiej jak panna młoda, zawirowałam i w tym momencie, wszedł Prezes i ci panowie
        z kontroli. Zwinnie zeskoczyłam, chciałam się tłumaczyć, lecz Prezes wymówił
        tylko moje imię. Za to panowie byli tak rozbawieni, że .......odstąpili od
        kontroli. Ps. bardzo ważnej.
        • Gość: smo Re: Balowa sukienka IP: *.com.pl / *.zetosa.com.pl 24.07.06, 11:23
          super
      • toja1111 Kawa 14.07.06, 01:06
        Już trzeci miesiąc pracuję jako sekretarka. Telefony, notatki, korespondencja,
        parzenie kawy, herbaty. Ale zawsze się coś dzieje. W gabinecie Naczelnego stały
        stylowe fotele na dość wysokich nóżkach. Wpadł, więc na pomysł, żeby je nieco
        skrócić. Fotele wróciły od stolarza w odmienionej formie. Z Warszawy kontrola.
        Panika jak zawsze. A tu miły gruby pan i drugi jak tyczka, chudy wysoki. Podaję
        kawę, stawiam na ławę, ale grubszy wyciąga dłoń po kawę. Filiżanka zsuwa się z
        talerzyka i ląduje wprost na jego spodniach. Ja bardzo mocno przepraszam, podaję
        ściereczkę, ale, przecież go nie wytrę, Grubas podskakuje poparzony a fotel z
        nim. Naczelny podaje mu rękę szarpie i nic. A ja, ja się śmieję, kucnęłam, i
        wprost zwijam się ze śmiechu. Łzy ciurkiem lecą mi po policzkach a Naczelny
        dalej szarpie pana o znacznej tuszy. Zaklinowany. Klęczę koło fotela, a Naczelny
        krzyczy – zawołaj kogoś na pomoc! Jesteś zwolniona! Wyjdź.! Wyszłam. Naczelny
        kupił nowe meble.
      • toja1111 Bilans - skrócona wersja 14.07.06, 01:27

        Mam jechać w delegację zawieźć bilans. W wielkim biurowcu skierowano mnie do
        grubego jegomościa z sumiastymi wąsami, który odebrał dokumenty, zaczął
        sprawdzać, krzywiąc się niemiłosiernie. Tu się nie zgadza, i tutaj, co robimy?
        Ciągi cyfr w rubrykach na ogromnej płachcie papieru nie robiły na mnie wrażenia.
        Może poprawimy?. Odpowiedziałam, że nie wiem, ja tylko miałam dostarczyć ten
        bilans. Będzie pani odpowiedzialna, bo takiej wersji nie przyjmiemy.
        Bilans był sporządzony ołówkiem, cały. Dostałam gumkę myszkę, i gruby paluch
        wskazywał, co mam wymazać. Proszę wpisać, i tu padła jakaś suma.
        Posłusznie wpisałam. Potem następną i następną rubrykę. Na drugi dzień w
        zakładzie opowiadając jak było, zobaczyłam przerażenie we wszystkich oczach? Co
        pani zrobiła? Mieliśmy tylko jeden egzemplarz. Prezes kazał mi iść do swojego
        gabinetu, ale
        przez dźwiękochłonne drzwi słyszałam krzyki rozpaczy księgowej, donośny głos
        naczelnego, że miała swoich ludzi w księgowości. Bilans skończyli w marcu.
      • el_morfeusz Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 15.07.06, 16:34
        - Morf, czemu sprawa nie jest załatwiona - zamruczał prezes.
        - Jaka sprawa? Nikt do mnie nie dzwonił ...
        - Morf, ale do mnie dzwonią!!!
      • irini Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 15.07.06, 19:38
        Na studiach wzięłam udział w zdjęciach do amerykańskiego filmu o holokauście w
        Krakowie. Siedziałam na krześle podczas gdy kamerzysta ustawiał światło. Źle
        trzymałam głowę, więc w końcu reżyser kazał zawołać aktorkę, którą zastępowałam.

        Wtedy postanowiłam zostać statystką. Miałam ze sobą tekturową walizkę i
        stanowiłam część grupy Żydów, która wysiadła z pociągu na rampie w Auschwitz.
        Reżyser machał ręką, kiedy trzeba się zatrzymać. Kolejka przesuwała się ku
        rampie, a na końcu ja, coraz bardziej zniecierpliwiona, ponieważ za każdym
        razem, gdy miałam szansę uwiecznić się na filmie, reżyser mówił „stop”.
        Wreszcie dał mi szansę. Wściekła, nie ruszyłam się, mimo że kilkakrotnie dawał znak.

        Potem ekipa pojechała do Oświęcimia. Ja już nie chciałam. Jak mi później
        opowiedzieli, tak długo leżeli w barakach czekając na zdjęcia, aż wybuchł strajk.

        Jadąc pociągiem do domu zdrzemnęłam się, a zarobione pieniądze zniknęły z
        kieszeni kurtki. Nigdy nie zobaczyłam tego filmu i nawet nie znam tytułu.
        • zawsze_wolna_nilka Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 20.07.06, 21:37
          irini napisała:

          \
          > Jadąc pociągiem do domu zdrzemnęłam się, a zarobione pieniądze zniknęły z
          > kieszeni kurtki. Nigdy nie zobaczyłam tego filmu i nawet nie znam tytułu.
          >


          Steven Spielberg - Lista Schindlera - 1993 - Film zdobył siedem Oscarów- może
          warto było jednak zobaczyć?
          ;-)

          m.
          • irini Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 25.07.06, 06:16
            O rany, w tym kontekście to jest rzeczywiście śmieszne ...
        • Gość: zim Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.acn.waw.pl 21.07.06, 03:55
          ubaw po pachy
        • irini Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 25.07.06, 21:46
          A niech to. Holokaust napisałam małą literą i dwa razy użyłam słowa "szansa".
      • christina.milian rozbita głowa, szyba cała 17.07.06, 15:59
        byłem z wizytacją w biurze, gdzie jest duża lada i ogromne, przeszklone wejście. biegł jakiś "interesant" i nie zauważył przeszklonej ściany i drzwi. uderzył w szybę... bardzo, bardzo mocno - dochodził do siebie przez kilka minut z rozbitą głową, a szyba została nienaruszona (wyłamał tylko jakieś zawiasy i naurszył zamki). Na szybie został odciśnięty ślad jego głowy :)
      • toja1111 Rozmowa kwalifikacyjna! 17.07.06, 22:45
        17.07.b.r. Niestety, są od pani dwie osoby lepsze.Przyjmiemy najlepszą. Pani
        uzyskała trzeci wynik. A możemy przyjąć tylko jedną osobę. Rozumie pani ? A czy
        może być pani całkowicie dyspozycyjna. Na nowe stanowisko przyjmiemy najlepszą
        od 1 siepnia b.r. A czy pojutrze może pani jechać na szkolenie.
        • Gość: nikka Precyzyjny szef IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.06, 23:43
          Swego czasu pracowałam w kancelarii prawnej. Pewnego ranka szefa nie było i
          miało go nie być cały dzień. Zostawił więc dzień wcześniej pracownikom
          instrukcje tego co mają dziś zrobić. Zaczęliśmy czytać co nam dziś przypadło,
          każdy swoją kartkę i w pewnym momencie słyszę, że moja koleżnka dusi się ze
          śmiechu! Po prostu zatacza się. Tak się śmiała że nie była w stanie przeczytać
          mi co tam jest napisane więc podała mi karteczkę. A tam stało:
          "Pani X bardzo proszę żeby jutro z samego rana zrobiła pani to i to. Jutro to
          znaczy dziś, bo ja to piszę dziś czyli we wtorek, czyli jak pani to będzie
          czytać to dla pani to będzie wczoraj, czyli że dla mnie jutro, czyli, ze ma
          pani to zrobić w środę rano." !!! :))))
          Starałyśmy się tą karteczkę przechować jak relikwię precyzji naszego ex szefa,
          ale już nie mamy kontaktu ze sobą. Kto wie może ta karteczka nadal widnieje w
          skarbach mej ex koleżanki ? :).
      • mamadwojga Dziecinny wygląd 18.07.06, 08:38
        Mimo, że jakiś czas temu przekroczyłam trzydziestkę to wyglądam na dużo mniej.
        Pół roku temu na przykład bramkarz nie wpuścił mnie do pubu jako osobę
        nieletnią.
        Kilka lat temu pracowałam w liceum. Uczyłam tam angielskiego na pół etatu.
        Liceum było olbrzymie, 1500 uczniów, setka nauczycieli. Znałam tylko
        nauczycieli z mojego przedmiotu, bo to z nimi dzieliłam pokój nauczycielski.
        Nadzszedł czas matur. Powołano mnie do komisji egzaminacyjnej. W dzień matury
        stawiłam się w wyznaczonej sali przed czasem. Siedzący już w sali nauczyciel
        powiedział najpierw żeby jeszcze nie wchodzić. To wyszłam posłusznie, ale po
        chwili się zastanowiłam, że jednak POWINNAM wejść do środka PRZED rozpoczęciem
        egzaminu więc znowu weszłam. Tym razem, siedzący tam człowiek naprawdę się
        zdenerwował: "Wyjdź stąd, wejdziesz jak zaczniemy was prosić do środka!" -
        krzyknął. "Ale ja do komisji..."- wyszeptałam cichutko. On spojrzał na mnie,
        zaczerwienił się i przepraszał mnie chyba z pół godziny. A ja do dzisiaj się
        śmieję na samo wspomnienie tej sytuacji.
      • tears_of_sun Liceum w Szcz. 18.07.06, 12:55
        Po rewizji znaleziono u mnie w plecaku zapałki. IV klasa LO, albo stawią się
        rodzice, albo wylatuję ze szkoły. Ja i Mycha. Oczywiście na drugi dzień z rana
        przyjechała mama, weszła gabinetu pani Dyrektor, ale ona kazała poczekać razem z
        panią pedagog na druą mamę. Stoją w holu, moja mama, mama Myszy, pedagog i pani
        Dyrektor. My obok. 5, 10, 15 minut, skończyła się przerwa zaczęła się lekcja, w
        pewnej chwili moja mama, lat 45 pyta grzecznie, może wejdziemy do gabinetu, pani
        Dyrektor na to "czekamy na drugą mamę". Ja i Mysza krztusimy się z boku, ale
        mamya nie daję za wygraną i ponownie mówi "ale ja jestem tą drugą mamą",
        Dyrektorka na to "cicho bądź, czekamy na drugą mamę". Moja mama nadal, to jest
        mama X, a ja jestem mamą Y. Pani Dyrektor "nie można ludzi tak oszukiwać
        wyglądem, myślałam, że jesteś z samorządu uczniowskiego ... Pani jest ...
        Gratuluję wyglądu... Proszę wejdź, to znaczy wejdzie mamy, a mogę dowód osobisty ...
      • tears_of_sun Liceum w Szcz. II 18.07.06, 13:07
        Kolejne wezwanie rodziców do szkoły. Właśnie kończyła się przerwa. Puste
        korytarze , uczniowe wszyscy w nakładkach na buty (obowiązkowe)szurają
        niemiłosiernie. Cisza, tylko nauczyciele podążający w stronę swoich klas. Mama
        na czwartym schodku - na piętrze jest gabinet chemiczny - a tu rolega się gruby
        głos, "gdzie masz kapcie". Mama rozgląda się ale nie widąc żadnego ucznia,
        wchodzi nadal, jest na półpiętrze, "do ciebie mówię, co ty sobie myślisz
        gó..aro?" - znów głos Dyrektorki stojącej przy schodach, mama stojąca na
        półpiętrze odwraca się, i kłania się pani Dyrektor, dzieli ich około 1,5 metra.
        Dyrektorka na to "uwaga i do mojego gabinetu". Mama na to - ja do profesora z
        chemii, "jak będziesz miała kapcie to pójdziesz, natychmiast do gabinetu, do
        mnie" . - Jestem matką, grzecznei tłumaczy się mama, "nie obchodzi mnie kim
        jesteś! i co nawet nie chciało się przypiąć zdjęcia, jutro z rodzicami". Pani
        Dyrektor ja jestem matką uczennicy (mama lat 45), "a ja, ja jestem faraonem".
        Dobrze, że nauczyciel chemii wyszedł nieoczekiwanie z gabinetu, wyjaśnił po
        wielkich trudach sytuację, gdy byliśmy już w jego gabinecie, powiedział, że z
        córką już wszystko w porządku, wyprowadził mamę poza teren szkoły.
      • Gość: viva Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.06, 12:40
        czesc mam na imie WIKI historia moja przydarzyła mi sie sie niedawno.
        nosi tytuł wypłata.
        • Gość: desejm Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p IP: *.energomontaz.pl / *.energomontaz.pl 09.08.06, 08:23
          Hahahahahaha!!! I to jest najsmiesniejsza historia...
          Ale przestanę się śmiać pojutrze, jak ja dostanę wypłatę ;)
      • dentosept Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 19.07.06, 14:37
        Z KOLCZYKIEM W PĘPKU

        CZAS AKCJI: Godziny pracy, czyli zawsze, bo kochamy pracę bez przerwy

        MIEJSCE AKCJI: Firma Nowy Grób Sp. z o.o. – Poznań

        OSOBY: Euro-oka blondynka z tatuażem – nasza prezeska kochana, kol. Menedżerka,
        ja

        Jedziemy do klienta! Woła Euro-oka prezeska. Twoim prywatnym samochodem –
        szczerzy się do Menedżerki. Wbijamy się w fiacinę – więcej niż pełnoletnią i
        telepiemy na poważne biznesowe spotkanie. Wytatuowana z przodu – obok
        Menadżerki, ja z tyłu.
        Tymczasem tramwaj, który właśnie nas mija, cosik światłami błyska... Ale nie z
        nami takie numery! Nikt bezkarnie nie mrugnie do naszej prezeski kochanej, co
        to na żartach się zna i po łacinie curwa mówić umie. Fuck You! Pokazuje mu
        dzielna prezeska, i jeszcze otwiera szybę i przez okno nań bluzga. Jej nikt nie
        podskoczy – ona ma w pępku kolczyk! Stajemy na świetle, a motorniczy, jak
        wyskoczy z tramwaju, jak capnie Euro-oką! Nie miałyśmy ochoty jej bronić –
        niewdzięczne pracownice najemne...
        A tramwajarz błyskał, że mamy światła zepsute.
        PS W RAZIE PUBLIKACJI KONIECZNIE PROSZE O INFO NA MAILA, NIE ZAWSZE KUPUJE
        WYBORCZĄ
      • dentosept Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 19.07.06, 15:09
        MASKARADA, NIE NADA...
        U nas w pracy pojawiła się myśl - jednych poprzebierać za drugich, bo przyjdzie
        Niemiec, co kupował od nas, gdy byliśmy inną firmą... Zalegaliśmy mu wtedy
        pieniądze, no i jak on się kapnie, że my to znowu my - ino pod innym
        (wdzięcznym!) szyldem - to nie będzie biznesa. A biznes być musi, więc
        pozamieniamy się, i... Dostałem rolę ochroniarza! Wkładam mundur, prężę muły.
        (Co te baby widzą w tych osiłkach?). Na siłkę chodzę rzadko, aliści troszkę „w
        kablu" mam - tylko nie pytajcie ile, bo nie o tym teraz, nie o tym... Pożyczony
        mundur podśmierduje - ale co robić? Do nowej roli podszedłem bardziej
        psychologicznie niż wizerunkowo i postanowiłem - wzorując się na prawdziwych
        ochroniarzach być wredny, jak oni. Stanąłem sobie przy windzie i stoję. Stoję,
        stoję i się nudzę. Po chwili staję w rozkroku, żeby być większy. Tak sobie
        myślę (wiem, wiem ochroniarze rzadko myślą), jak ten Szwab wygląda? Chyba jakoś
        go wyczuję. A jak ktoś znajomy zobaczy mnie w mundurze? Ale siara! I wtedy
        jest, idzie. Okrągły świński blondyn w złotych okularkach. Czy może mi pan
        pomóc wnieść próbki towaru? Odzywa się piękną polszczyzną ten Germaniec. Już,
        już, miałem mu pomóc, gdy przypomniałem sobie o swojej roli! "Ja tu nie jestem
        od noszenia-aaa!" Wydarłem na gościa fachowo mordę, maskarada się udała, a
        biznes? Kwitnie!

        PS W RAZIE PUBLIKACJI PROSZĘ O INFO, NIE ZAWSZE KUPUJĘ WYBORCZĄ
        • Gość: aga telefon IP: *.chello.pl 20.07.06, 14:43
          1
          ja: jaki ma Pani abonament telefoniczny?
          Klient: taki na guziczki,a co się stało?

          2
          ja: witam, czy podpisywała pani taką i taką umowę w dniu takim i takim
          klient: ja nie podpisywałam
          ja: ale tu widnieje podpis pani takiej i takiej, czy to pani?
          klient: to ja, ale ja nie podpisałam
          ja: jest pani pewna? to bardzo ważne
          klient: a o co chodzi, bo jesli o syna to go nie ma.

          P.S klientka cierpiała na alzhaimera, o czym powiadomił nas później wspomniany
          syn

          3
          Ja; witam jaki pani ma abonament telefoniczny?
          klient: taki bezprzewodowy, ale my go chcemy oddać, bo my biedni jesteśmy i
          jescze rezygnujemy z kablówki bo to nie po polsku, czy pani przyjeła zgłoszenie?
          ja: ja dzwonie aby się dowiedzieć o abonament telefoniczny
          klient: ja mam zniżkę emerycką i za radio nie płace
          • Gość: gosia Re: telefon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 17:38
            ja: witam, czy podpisywała pani taką i taką umowę w dniu takim i takim
            > klient: ja nie podpisywałam
            > ja: ale tu widnieje podpis pani takiej i takiej, czy to pani?
            > klient: to ja, ale ja nie podpisałam
            > ja: jest pani pewna? to bardzo ważne
            > klient: a o co chodzi, bo jesli o syna to go nie ma.
            >
            > P.S klientka cierpiała na alzhaimera, o czym powiadomił nas później
            wspomniany
            > syn


            kobieto! to miało być śmieszne? gratuluję poczucia humoru
            • Gość: avc Re: telefon IP: *.chello.pl 07.10.06, 00:02
              wtedy jak dzwonila, pewnie smieszne bylo, pozniej jak sie dowiedziala moze juz
              nie.
      • Gość: panF straszna historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.06, 16:36
        Pracowałem kiedyś w Domu Starości i robiliśmy sobie czasami z sanitariuszkami
        lewatywę dla zabawy...
        • Gość: dorka Re: straszna historia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.07.06, 14:02
          Po prostu spłakalam się ze śmiechu
      • Gość: Radza Restauracja IP: *.umcs.lublin.pl 20.07.06, 19:45
        Na początku lat 90 zacząłem nauke w technikum gastronomicznym oczywiście
        interesujące były praktyki w restauracjach, koleżkowie z zawodówki mieli takie
        w jednej z knajp w rodzinnym mieście. Na zaplecze przywożono tam przed Matki
        Boskiej Piemiężnej czyli 13 każdego miesiąca ( dzień wypłat w zatrudniajacym 11
        tys. ludzi zakładzie do którego dobudowane było miasto)całe półtusze świńskie
        do rozbiórki kolesie stali koło takiej świnki i palili papieroski wszedł na to
        chłop który odbierał pomyje z tej knajpy od razu się podniecił na widok świnki
        bo to po głodówce lat komuny i zaczyna spiewkę "tyle mięsa, tyle mięsa ohhho
        itd." . To była tzw. krótka piłka : "chcesz Pan kupić?", potem pili miesiąc a
        braku połowy świni nikt sie nie dopatrzył.
        W trakcie szkoły mielismy też obowiazkowe praktyki w ramach Ochotniczego Hufca
        Pracy gotowaliśmy przez 7 tygodni dla 500 dzieciaków na koloniach pod Wawą.
        Była tam strasznie podła magazynierka tępiła nas przy obieraniu ziemniaków bo
        wiadomo jak je dłużej w maszynie potrzymać to mniej oczkowania ale za to więcej
        ich idzie więc sie piekliła. Zaczelismy wiec z kumplem regularnie chodzić z nią
        do magazymu tam była komora chłodnicza na mięcho otwierana tylko od zewnątrz
        ilekroć tam wchodziła zaczynaliśmy gadki typu "a wystarczy trzasnąć", "jak
        myślisz kiedy by ja znaleźli?", "będzie Pani pukać w szybkę ale coraz słabiej",
        Ona na to "oj nie żartujcie ja się boje itd." nie chciała też żebysmy my z nią
        chodzili po towar ale po za nami były same laski (moje ukochane gdzie wy:))więc
        zostawaliśmy tylko my. Zrobiła sie grzeczna i nawet przynosiła nam czekolady z
        deserów.
      • xxx-x Re: Konkurs: najśmieszniejsze historie z Waszej p 20.07.06, 21:01
        Kiedy pracowałam w biurze, miałam hasło do logowania "dlaczego". Któregoś dnia
        byłam na palarni i nagle pojawił się mój kierownik, który krzyczał, żebym
        szybko podała mu hasło, gdyż było to bardzo ważne, więc ja
        krzyknęłam "dlaczego", a on zaczął się tłumaczyć, że potrzebne do tego i owego,
        więc ja mu powtórzyłam - "dlaczego", a on dalej się tłumaczył,więc
        odpowiedziałam mu, że moje hasło brzmi "dlaczego". Popatrzył na mnie i
        wybuchnął śmiechem, a potem pogratulował mi pomysłowości

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka