Gość: Inka
IP: *.adsl.inetia.pl
02.12.06, 13:55
W mojej niedużej firmie "rekrutację" robię z moją szefową. Przyjęłyśmy już
kilka osób, kilka poleciłyśmy innej firmie. Oczywiście, że moje doświadczenie
jest nikłe ale po wątku smutnej mam kilka uwag.
Jest tam post dziewczyny ..., która jest zdziwiona, że gdy dzwoniono do niej
z propozycją pracy a ona prosiła by oddzwoniono do niej za 20 minut to już
nikt się nie zgłosił. Otóż droga ... - pierwszy telefon to pierwsze wrażenie.
Oczywiście, że możesz nie mieć w tej chwili czasu - ale to Tobie zależy (!) -
Ty oddzwaniasz! Ja również ponownie bym do Ciebie nie zadzwoniła.
Dzwoniłam kiedyś na komórkę do 30latka - odebrała jego żona. Przedstawiłam
się z jakiej firmy dzwonię i do kogo ale pani było mało - zanim zaprosiłam
chłopaka na rozmowę musiałam przejść przez sito dociekliwych pytań żony. No i
niestety - zasugerowało to chorą sytuację w jego domu - od razu jego szanse
spadły do połowy.
Niedawno szukaliśmy młodego chłopaka do przyuczenia. Po rozmowach szefowej
podobało się dwóch, nie mieli doświadczenia ale widać, że chętni do nauki -
wybrała odważniejszego. Wysyłałam pozostałym kandydatom maile z informacją,
że niestety ale w tej chwili nie możemy im zaproponować pracy (zawsze
powiadamiamy!). I ten drugi odpisał w tak przyjemny i sympatyczny sposób
(rozmowa bardzo mu się podobała, firma mu się spodobała i prosi by pamiętać o
nim w przyszłości), że został przyjęty - w sumie pod niego zostało stworzone
stanowisko, które miało powstać za jakiś rok.
W dodatku nigdy w ogłoszeniu nie chcemy listów motywacyjnych, tylko CV. Sama
pamiętam jak szukałam pracy i jak pisanie listów mot. było dla nie
żenujące...
Kilka razy w życiu już szukałam pracy, zanim doszłam do tej, 1,5 roku byłam
bezrobotna. Teraz widzę jak to wygląda z drugiej strony. Im mniej wymagań w
ogłoszeniu tym normalniejsza firma.