mama_dominika
11.01.07, 17:12
Dałam się oszukać nowemu pracodawcy.
Oto jak sprawy stoją:
Zatrudniłam się w jednej firmie na bardzo korzystnych (zdawać by się mogło)
warunkach. Na rozmowie kwalifikacyjnej ustaliliśmy pewną stawkę. Pani z kadr
przysłała mi potem mailem przykładowy sposób miesięcznego rozliczania - dość
nietypowy, bo zakładający, że połowa ustalonej stawki to wynagrodzenie
zasadnicze a reszta będzie wypłacana jako premia. Wszystko OK, po pierwszym
miesiącu wypłata jak najbardziej się zgadzała, bez żadnych zastrzeżeń co do
wysokości ustalonej stawki.
Jedno tylko mnie zaskoczyło - przed wypłatą poproszono mnie (jak wszystkich
pracowników) o podpisanie umowy o dzieło (oczywiście inblanco - pani w kadrach
z przyjemnością wypełni jej resztę sama), na podstawie której zostanie
wypłacona część należnego mi wynagrodzenia. Kasa mi się zgadzała, więc
pomyślałam naiwnie, że jest to widocznie sposób firmy na dzielenie sobie
kosztów czy coś w tym stylu (umowa o dzieło była zawierana z firmą o nieco
innej nazwie).
Dziś dotarło do mnie, że przecież od umowy o dzieło nie odprowadza się składek
zusowskich. Wynika z tego, że składki są odprowadzane jedynie od połowy mojego
wynagrodzenia.
Problem w tym, że przyjęłam się do tej firmy na czas określony (po tym okresie
firma wyjeżdża i nie będę miała okazji dalej z nimi pracować), po którym
zaplanowałam sobie powiększenie rodziny - po skończonej umowie poszłabym na
zwolnienie lekarskie, dzięki czemu miałabym zabezpieczenie dla rodziny kilka
miesięcy dłużej, a kiedyś na dziecko i tak trzeba się było zdecydować.
Teraz wychodzi na to, że na ewentualnym zwolnieniu będę dostawała połowę tej
kasy co teraz, podczas, gdy powinnam dostawać tyle samo. Wkurza mnie to, bo
nikt mnie nie poinformował o takiej metodzie jak się tu przyjmowałam i teraz
czuję się oszukana. Może dla innych pracowników nie ma to większego znaczenia,
bo pracując tu na stałe mają naprawdę korzystne warunki, ale w mojej sytuacji,
kiedy liczyłam na późniejszy zasiłek chorobowy, jest to zasadniczy problem.
Do tego dochodzi wrzeszczący na wszystkich szef furiat, z którym rozmowa może
nie być łatwa, ale chyba trzeba się będzie na nią zdobyć. Samo jego zachowanie
uwłacza czasem godności jego pracowników, a jeszcze to, czego się
dowiedziałam..... Niedobrze mi jak o nim pomyślę.
Jakie mam szanse w walce z tym problemem - porywać się na to w ogóle, czy już
jest za późno na wszystko? Poradźcie - z góry wielkie dzięki.