Gość: Pawel Z.
IP: 195.117.149.*
23.04.03, 11:31
Witam,
Przeczytałem właśnie artykuł wstępny w dodatku "Praca" dzisiejszej "Gazety
Wyborczej". Przyznaję, że trudno mi opanować emocje.
Kiedyś "GW" serwowała nam z dużą regularnością opowieści o "skoczkach", a
działo się to w czasach, gdy poza wąskim kręgiem pracowników sieciowych
warszawskich agencji reklamowych i kilkoma nielicznymi środowiskami
zawodowymi ludzie posiadający pracę bali się, by jej nie stracić, a ci,
którzy pracy nie mieli, szukali jej miesiącami.
Dzisiaj "GW" znowu znalazła "specjalistów", którzy gotowi są częstować
publikę wygodnymi ideologicznie treściami, mającymi z rzeczywistością związek
nader ulotny. Niektórzy socjologowie mówią, że zjawiska społeczne można
intrepretować na tyle sposobów, ile jest na świecie socjologów. Być może
sposobów interpretacji jest nawet tyle, ilu jest na świecie ludzi, bo
przecież nie trzeba być wykształconym socjologiem, by móc powiedzieć coś o
rzeczywistości społecznej. Jeśli jednak ktoś jest wykształcony i pracuje w
swoim zawodzie, to powinien zachować pewien poziom. Wydaje mi się, że
marksistowsko-psychoanalityczny sposób interpretacji zjawisk został już
wystarczająco skompromitowany w naukach społecznych, by skazać go na
marginalizację. Tymczasem sympatyczny mój kolega po fachu Tomasz Karoń z
renomowanej firmy SMG/KRC zamiast szukać przyczyn występowania określonych
poglądów w rzeczywistości społecznej, szuka ich w głowach respondentów. A
zatem zamiast zastanawiać się, co jest w rzeczywistości takiego, co sprawia,
że młodzi ludzie uważają, iż najważniejsze w znajdowaniu pracy są znajomości,
twierdzi, że racjonalizują sobie w ten sposób swoje niepowodzenia, wynikające
ze swoich braków (braku aktywności, złego przygotowania zawodowego etc. etc.).
Chciałbym w tym miejscu zapytać pana Tomasza Karonia, czy nie uważa, że
byłoby wysoce nieuczciwe, gdybym dyskusję z nim zastąpił stwierdzeniem, że
pan Tomasz Karoń twierdząc w "GW", że młodzi ludzie racjonalizują swoje
braki, racjonalizuje swoje sukcesy zawodowe (wynikające z przyczyn , hmmm,
innych niż jego osobiste zdolności). Takie stawianie sprawy jest nie tylko
niezbyt, mówiąc łagodnie, naukowe, ale jest zwyczajnie i po ludzku obraźliwe
dla milonów ludzi pozbawionych bez swojej winy możliwości podjęcia pracy.
Wypowiedzi pana Tomasza Karonia sformułowane w "GW" mają nienaukowy
charakter, zostały przygotowane na ideologiczny obstalunek tych, którzy
wytłumaczenia biedy ludzkiej szukają w gorszych cechach ludzi biedą
dotkniętych, dla których sukces jednostek jest natomiast wynikiem
pozytywnych właściwości tych jednostek.
Rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona. Bieda nie zawsze jest wynikiem
negatywnych cech biednego człowieka, często, bardzo często wynika z
okoliczności, na których wpływ człowieka dotkniętego biedą jest żaden. Czy z
tego powodu, że biedny człowiek zdaje sobie sprawę z tego faktu wynika, że
jest bierny? Moim zdaniem wynika z tego, że właściwie postrzega
rzeczywistość, która go otacza. Natomiast pan Tomasz Karoń niewłaściwie
postrzega tą rzeczywistość, ponieważ - jak mniemam - otacza go nie tłum
bezrobotnych, lecz jego koledzy, z nowymi samochodami, pakietami socjalnymi,
refundowanymi wczasami za granicą. Jednak jeśli się ktoś wypowiada jako
socjolog, to powinien oderwać się od swojego osobistego otoczenia, by
spojrzeć na rzeczywistość z pewnego dystansu. Jeśli zaś tego nie czyni, to
wypowiada się nie jako naukowiec, lecz jako ideolog.