Gość: Zrezygnowana
IP: *.acn.waw.pl
24.04.03, 19:18
Mam 26 lat. W 2001 roku ukończyłam swoje wymarzone studia - turystykę.
Wyobrażałam sobie wtedy, że znajdę pracę w biurze podroży, wyjdę za mąż za
mojego ówczesnego chłopaka i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Za mąż
wyszłam, pracy nie znalazłam do dziś.
Miałam jednak trochę szczęścia, bo w tamtym okresie pracowałam (razem z
mężem) na umowę zlecenie w pewnej firmie w Warszawie. W zeszłym roku mnie (i
mojego męża) zwolnili dlatego, że nasza rodzina pracowała w konkurencyjnej
firmie (moją rodzinę z tamtej firmy też zwolnili, ale to zupełnie inna
bajka).
Zrobiłam sobie spis większości biur podróży w stolicy i regularnie co
tydzień w poniedziałek wysyłam 10 kopert z CV i listem motywacyjnym. Tylko
co z tego, jeśli nie mam wystarczającego doświadczenia ani żadnego z kursów
typu: START, AMADEUSZ czy WORLDSPAN (to są takie sytemy rezerwacyjne). Każdy
z tych kursów kosztuje kilka tysięcy. Skąd mam je wziąć?
Od jakiegoś czasu odpowiadam także na oferty dotyczące stanowiska
asystentki. Ale tu też nie mam widać doświadczenia odpowiadającego
pracodawcom, skoro ani razu nie dostałam odpowiedzi. Nadmieniam, że praca o
której wcześniej wspomniałam była pracą biurową (kontakt z osobami
współpracującymi z tą firmą, uzupełnianie bazy danych, pomoc przy
różnorodnych projektach).
Mój mąż miał trochę wjęcej szczęścia. Dostał po znajomości pracę w dość
dużej firmie. Przepracuje tam już pół roku. Został kierownikiem działu.
Teraz zaś, pewna ..... chce go wyrzucić ze stanowiska i przejąć jego dział.
Zaproponowali mu takie warunki, że pożal się Boże! Zastanawiamy się, czy nie
lepiej żeby się zwolnił i nie psuł sobie nerwów pracując z tak podłą ...... .
Jestem zrezygnowana. Skoro ja szukam pracy już drugi rok, on równie dobrze
będzie szukał tyle samo. Mamy trochę oszczędności, ale to nam wystarczy
tylko do końca tego roku.
Gdybym nie miała męża, nie widziałabym sensu wstawania co dzień z łóżka.
Pewnie powiecie, że zbyt rozpaczam. Fajnie. Szukam roboty przez internet,
moje CV jest na kilku stronach tyypu HRK, PRACUJ, CVONLINE, wysyłam te 10
ofert tygodniowo (majątek wyudałam na znaczki przez te dwa lata), co
poniedziałek czytam Wyborczą. Pozostało mi tylko osobiście chodzić po
firmach i szukać pracy. Teraz jestem gotowa przyjąć jakąkolwiek, byle
wystarczyłoby nam na opłacanie rachunków i jedzenie.
Może znacie jakiś sposób na radzenie sobie z frustracją, z tą bezsilnoiścią
jaką zsyła wam los?
Pozdrawiam wszystkich