Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    O przygnębieniu bezrobotnego.

    IP: *.acn.waw.pl 24.04.03, 19:18
    Mam 26 lat. W 2001 roku ukończyłam swoje wymarzone studia - turystykę.
    Wyobrażałam sobie wtedy, że znajdę pracę w biurze podroży, wyjdę za mąż za
    mojego ówczesnego chłopaka i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Za mąż
    wyszłam, pracy nie znalazłam do dziś.
    Miałam jednak trochę szczęścia, bo w tamtym okresie pracowałam (razem z
    mężem) na umowę zlecenie w pewnej firmie w Warszawie. W zeszłym roku mnie (i
    mojego męża) zwolnili dlatego, że nasza rodzina pracowała w konkurencyjnej
    firmie (moją rodzinę z tamtej firmy też zwolnili, ale to zupełnie inna
    bajka).
    Zrobiłam sobie spis większości biur podróży w stolicy i regularnie co
    tydzień w poniedziałek wysyłam 10 kopert z CV i listem motywacyjnym. Tylko
    co z tego, jeśli nie mam wystarczającego doświadczenia ani żadnego z kursów
    typu: START, AMADEUSZ czy WORLDSPAN (to są takie sytemy rezerwacyjne). Każdy
    z tych kursów kosztuje kilka tysięcy. Skąd mam je wziąć?
    Od jakiegoś czasu odpowiadam także na oferty dotyczące stanowiska
    asystentki. Ale tu też nie mam widać doświadczenia odpowiadającego
    pracodawcom, skoro ani razu nie dostałam odpowiedzi. Nadmieniam, że praca o
    której wcześniej wspomniałam była pracą biurową (kontakt z osobami
    współpracującymi z tą firmą, uzupełnianie bazy danych, pomoc przy
    różnorodnych projektach).
    Mój mąż miał trochę wjęcej szczęścia. Dostał po znajomości pracę w dość
    dużej firmie. Przepracuje tam już pół roku. Został kierownikiem działu.
    Teraz zaś, pewna ..... chce go wyrzucić ze stanowiska i przejąć jego dział.
    Zaproponowali mu takie warunki, że pożal się Boże! Zastanawiamy się, czy nie
    lepiej żeby się zwolnił i nie psuł sobie nerwów pracując z tak podłą ...... .
    Jestem zrezygnowana. Skoro ja szukam pracy już drugi rok, on równie dobrze
    będzie szukał tyle samo. Mamy trochę oszczędności, ale to nam wystarczy
    tylko do końca tego roku.
    Gdybym nie miała męża, nie widziałabym sensu wstawania co dzień z łóżka.
    Pewnie powiecie, że zbyt rozpaczam. Fajnie. Szukam roboty przez internet,
    moje CV jest na kilku stronach tyypu HRK, PRACUJ, CVONLINE, wysyłam te 10
    ofert tygodniowo (majątek wyudałam na znaczki przez te dwa lata), co
    poniedziałek czytam Wyborczą. Pozostało mi tylko osobiście chodzić po
    firmach i szukać pracy. Teraz jestem gotowa przyjąć jakąkolwiek, byle
    wystarczyłoby nam na opłacanie rachunków i jedzenie.
    Może znacie jakiś sposób na radzenie sobie z frustracją, z tą bezsilnoiścią
    jaką zsyła wam los?
    Pozdrawiam wszystkich
    Obserwuj wątek
      • Gość: realista Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: *.ok.ae.wroc.pl 24.04.03, 19:32
        jestem pewien, że pracy nie znajdziesz jeszcze długo,a Twój mąż też będzie
        bezrobotny, takie realia. Najważniejsze , żebyście nie byli głodni, już
        powinniście przestawić się na tanie produkty spożywcze(ryż,ziemniaki), jak
        dopadnie was głód , to pamiętajcie ,że Kościół czasami pomaga.A tak w ogóle, to
        jeszcze kilka miesięcy , a będzie załamanie finasów Polski i ogólna katastrofa
        gospodarcza.
        • Gość: Zrezygnowana Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: *.acn.waw.pl 24.04.03, 20:17
          Gość portalu: realista napisał(a):

          > jestem pewien, że pracy nie znajdziesz jeszcze długo,a Twój mąż też będzie
          > bezrobotny, takie realia. Najważniejsze , żebyście nie byli głodni, już
          > powinniście przestawić się na tanie produkty spożywcze(ryż,ziemniaki), jak
          > dopadnie was głód , to pamiętajcie ,że Kościół czasami pomaga.A tak w ogóle,
          to
          >
          > jeszcze kilka miesięcy , a będzie załamanie finasów Polski i ogólna
          katastrofa
          > gospodarcza.

          Dzięki za podniesienie na duchu :)
          • melba76 Re: O przygnębieniu bezrobotnego. 24.04.03, 20:54
            zajrzyj na www.nonpolitan.com i przeczytaj Blog Tea
            naprawdę nie jesteś sama...
            może coś dla nas napiszesz?
            Pozdrawiam i trzymam kciuki!!!
      • Gość: falbala Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: *.jdnet.pl 24.04.03, 21:11
        widze ze jedziemy na tym samym wozku... nie wiem czy mam sie pocieszac tak
        beznadziejna sytuacja w kraju ( na zasadzie nie jestem jedyna w tej sytuacji)
        czy tez .... no wlasnie, sama juz nie wiem. ja rowniez jako pani mgr wyjechalam
        za granice aby podszlifowac jezyk, udalo mi sie zrobic jakies papierki na
        tamtejszych uczelniach ale od ponad 9 miechow echo... albo jestem za glupia dla
        niektorych albo... za madra. na ksztalcenie w moim kierunku ( myslslam o
        podyplomowce dla tlumaczy) mnie nie stac, a powiekszac rzesze zarzadzajacych i
        marketingozwco... jakos nie czuje sie na silach. i tak oto uplywa tydzien za
        tygodniem. kasa jaka jest rozplywa sie w kopertach i znaczkach( ewentualnie
        jakiejs dziwnej rozmowie) a gorycz rosnie. nie marze o stanowiskach dyrektora
        ale oprocz mc donalda i jakiejs chorej akwizycji chyba niuewiele mi
        pozostaje... no i coz... lacze sie z toba w bolu, bo wiem jak to boli. wypada
        nam albo zwijac zagle i myc gary za jakies sensowne pieniadze albo czekac az
        nasze dzieci nas jakims cudem zasponsoruja. im w unii chyba bedzie jako-tako...
        pozdrawiam i zycze wytrwalosci. pa!
      • Gość: kpt. Kloss Ja mam dobra rade ! IP: *.dhcp.uno.edu 25.04.03, 01:30
        W twojej sytuacji proponuje nastepujaca rade. Poogladaj obrady Sejmu w
        telewizji przez kilka dni pod rzad. Potem postepuj zgodnie z wnioskami.
      • losiu4 Re: O przygnębieniu bezrobotnego. 25.04.03, 08:58
        Gość portalu: Zrezygnowana napisał(a):

        > Mam 26 lat. W 2001 roku ukończyłam swoje wymarzone studia - turystykę.
        > Wyobrażałam sobie wtedy, że znajdę pracę w biurze podroży, wyjdę za mąż za
        > mojego ówczesnego chłopaka i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Za mąż
        > wyszłam, pracy nie znalazłam do dziś.

        eeech, marzenia o przyszlosci... wiadomo, niemal kazdy wkraczajacy w zycie z kochana osoba u boku widzi swiat
        przez rozowe okulary. I czasem udaje sie ziscic marzenia w mniejszym lub wiekszym stopniu, a czasem nie.

        > Miałam jednak trochę szczęścia, bo w tamtym okresie pracowałam (razem z
        > mężem) na umowę zlecenie w pewnej firmie w Warszawie. W zeszłym roku mnie (i
        > mojego męża) zwolnili dlatego, że nasza rodzina pracowała w konkurencyjnej
        > firmie (moją rodzinę z tamtej firmy też zwolnili, ale to zupełnie inna
        > bajka).

        coz, tak bywa. Znajomego wywalili z firmy "za porozumieniem stron". I co stwierdzil: gdy nieco odetchnal od
        szalenczej atmosfery w pracy, powiedzial, ze sam sie sobie dziwi, ze wytrzymal tam 5 lat...

        > Zrobiłam sobie spis większości biur podróży w stolicy i regularnie co
        > tydzień w poniedziałek wysyłam 10 kopert z CV i listem motywacyjnym. Tylko
        > co z tego, jeśli nie mam wystarczającego doświadczenia ani żadnego z kursów
        > typu: START, AMADEUSZ czy WORLDSPAN (to są takie sytemy rezerwacyjne). Każdy
        > z tych kursów kosztuje kilka tysięcy. Skąd mam je wziąć?

        pieniedzy nie stworzysz z niczego. Ale moze masz jakies znajomosci w ktoryms biurze na tyle dobre, by chociaz
        pozwolili popatrzec na taki program, lub wypytac sie. Droge mniej legalna (wyprawa na stadion X-lecia badz inna
        gielde komputerowa) zostaw sobie na koniec

        > Od jakiegoś czasu odpowiadam także na oferty dotyczące stanowiska
        > asystentki. Ale tu też nie mam widać doświadczenia odpowiadającego
        > pracodawcom, skoro ani razu nie dostałam odpowiedzi. Nadmieniam, że praca o
        > której wcześniej wspomniałam była pracą biurową (kontakt z osobami
        > współpracującymi z tą firmą, uzupełnianie bazy danych, pomoc przy
        > różnorodnych projektach).

        doswiadczenie - doswiadczeniem, ale przy istniejacej konkurencji w tym sektorze rzeczywiscie moze byc Ci ciezko.
        Pare lat temu, gdy bylo nieco lepiej z praca jedna znajoma zostala kadrowa z elementami xiegowosci w pewnej
        firmie... a skonczyla geografie

        > Mój mąż miał trochę wjęcej szczęścia. Dostał po znajomości pracę w dość
        > dużej firmie. Przepracuje tam już pół roku. Został kierownikiem działu.
        > Teraz zaś, pewna ..... chce go wyrzucić ze stanowiska i przejąć jego dział.
        > Zaproponowali mu takie warunki, że pożal się Boże! Zastanawiamy się, czy nie
        > lepiej żeby się zwolnił i nie psuł sobie nerwów pracując z tak podłą ...... .

        no coz. Rada jest tylko jedna. Jesli jeszcze jako tako da sie wytrzmac, powinien zacisnac zeby w pracy i szukac
        intensywnie innej. Po jej znalezieniu z szerokim usmiechem powinien poinformowac o checi rozsztania sie z firma. A
        jesli rzeczywiscie sie nie da wytrzymac, powinien dac stamtad noge natychmiast. No chyba ze macie zystarczajace
        zapasy finansowe, by przetrzymac jakies pol roku czy rok...

        > Jestem zrezygnowana. Skoro ja szukam pracy już drugi rok, on równie dobrze
        > będzie szukał tyle samo. Mamy trochę oszczędności, ale to nam wystarczy
        > tylko do końca tego roku.

        Znam kobiete, ktora rowniez szukala pracy przez 2 lata. I koncu znalazla. Stwierdzila, ze warto bylo czekac, bo
        lepszej roboty w okolicy by nie dostala (prowincja). By Cie pocieszyc i troszeczke zmartwic: mezczyznie latwiej
        znalezc prace niz kobiecie. Szczegolnie, ze - jak sama piszesz - jestes mloda mezatka...

        > Gdybym nie miała męża, nie widziałabym sensu wstawania co dzień z łóżka.
        > Pewnie powiecie, że zbyt rozpaczam. Fajnie. Szukam roboty przez internet,
        > moje CV jest na kilku stronach tyypu HRK, PRACUJ, CVONLINE, wysyłam te 10
        > ofert tygodniowo (majątek wyudałam na znaczki przez te dwa lata), co
        > poniedziałek czytam Wyborczą.

        wybralas droge standardowa, ktora teraz rzadko sie sprawdza. Cefalek i elemow wysylanych poczta do firm sa
        cale
        tony. Ciezko zwrocic uwage na jeden z tysiecy (chyba, ze czyjes kwalifikacje az kluja w oczy). By Cie pocieszyc:
        owa znajoma, ktora przez 2 lata szukala pracy znalazla ja wlasnie przez ogloszenie w poniedzialkowej GW. Potem
        byl szybko napisany CV i LM, 2 rozmowy kwalifikacyjne (jedna z kadrowa, druga z fachowcem) i upragniona
        praca...

        > Pozostało mi tylko osobiście chodzić po
        > firmach i szukać pracy. Teraz jestem gotowa przyjąć jakąkolwiek, byle
        > wystarczyłoby nam na opłacanie rachunków i jedzenie.

        Przez obchod firm z CV znalazlem prace w 2 firmach. Obecna zdobylem przez przypadek i wielce sobie ja chwale.
        A
        w zyciu rowniez mialem taki okres, ze musialem brac, co sie nawinie, by z rachunkami sie wyplacic. I jakos to
        poszlo...

        > Może znacie jakiś sposób na radzenie sobie z frustracją, z tą bezsilnoiścią
        > jaką zsyła wam los?

        Ano mocna musisz byc i miec pare osob zyczliwych (nie tylko meza) ktorzy pogadaja, ponarzekaja, pociesza jak
        trzeba. I nie poddawac sie. W koncu dla kazdego zaswieci slonce

        Pozdrawiam, zyczac szybkiego rozwiazania problemow pietrzacych sie przed Toba

        Losiu
      • Gość: :) nie badz przygnębiona bezrobotna. IP: *.acn.pl / 10.65.0.* 25.04.03, 12:46
        nie trac czasu na HR i ogloszenia w Gazecie Wyborczej. One sa albo dla
        WYBRANYCH KANDYDATOW albo stanowia KRYPTOREKLAME. Wykup za zaoszczedzone
        pieniazki na niepotrzebnych 10 listach tygodniowo wiaderko z cierpliwoscia i
        drugie wiaderko z konsekwencja.
        Zawsze mozesz wychodzic z zalozenia, ze jezeli ktos Ciebie nie szanuje nie
        szanuj i TY tej osoby.
        Prace znajdziesz. Uwierz w to. Jezeli pomimo tego pracy nie znajdziesz zaloz
        wlasna firme od podstaw.
        • forward Re: nie badz przygnębiona bezrobotna. 25.04.03, 14:13
          Tak jeszcze tylko musi znaleźć 499,64 zety na ZUS ( nie licząc ubezpieczenia
          wypadkowego ) i wpłacać je co miesiąc na konnnnnto zielonkowatego gmaszyska.
          Trzeba pogodzić się z rzeczywistością, która nas otacza. Praca to w Polsce
          luksus, luksus nie dla każdego, ja też tego luksusu nie mam i napewno nie będę
          nigdy miał.




          Forward
          • Gość: :) Re: nie badz przygnębiona bezrobotna. IP: *.acn.waw.pl 29.04.03, 16:48
            forward napisał:

            > Tak jeszcze tylko musi znaleźć 499,64 zety na ZUS ( nie licząc ubezpieczenia
            > wypadkowego ) i wpłacać je co miesiąc na konnnnnto zielonkowatego gmaszyska.
            > Trzeba pogodzić się z rzeczywistością, która nas otacza. Praca to w Polsce
            > luksus, luksus nie dla każdego, ja też tego luksusu nie mam i napewno nie
            będę
            > nigdy miał.
            >
            >
            >
            >
            > Forward
            Oczywiscie, ze musi te koszty ponosic. Podobno jednak sa specjalisci ktorzy
            dzien przed terminem oplaty ZUS wyrejestrowywuja dzialalnosc i dzien po
            terminie zakladaja nowa. Ja tego nie preferuje ale popieram starania otwarcia
            wlasnej, jakiejkolwiek dzialalnosci gopsodarczej pod warunkiem, ze nie jest to
            Pierdolone Oszustwo.
      • Gość: Zrezygnowana Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: *.acn.waw.pl 25.04.03, 14:19
        Dziś dali mojemu mężowi do wyboru: albo zwolni się sam albo go wyrzucą.
        Pretekst był taki: podobno wczoraj okłamał i zaniedbał obowiązki przełożonego.
        Tyle tylko że ja z nim pracowałam podczas studiów i po bnich przez klika lat w
        jedym pokoju (a jesteśmy razem już cztery lata)i NIGDY nie widziałam by
        zaniedbywał swoje obowiązki a tym bardziej okłamywał przełożonego.
        A jesteśmy pewni, że ktoś na niego donosił do przełożonego, aż go w końcu
        wrobił.
        Nie życzę nikomu by doświadczył takiej podłości i upokorzenia ze strony swoich
        współpracowników. To naprawdę boli i jest niegodziwe, niesprawiedliwe.
        Wiecie, gdybym go nie miała, nie widziałabym sensu życia, a tak am jeszcze
        motywację by codziennie wstanąć z łóżka.
      • Gość: Marek Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: *.atlanta.ga.us 25.04.03, 16:24
        Czytam i mi smutno. Chenie bym jakos Ci pomogl, ale nie
        mam niestety zadnej mozliwosci. Wyglada na to ze kryzys
        jest na calym swiecie... Tutaj (USA) tez nie jest
        ostatnio latwo, choc jak sie ma 2 rece i minimalna ilosc
        oleju w glowie to zarobic na tyle zeby miec co jest, w co
        sie ubrac i gdzie mieszkac sie da bez problemu. Ostatnio
        bardzo duzo ludzi z Polski przyjezdza i zajmuje sie czym
        tylko sie da. Najczesciej mezczyzni ida do pracy na
        budowach (do $15 za godzine), kobiety sprzataja domy (tez
        mozna niezle zarobic).
        • Gość: hedon Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: *.bud.polsl.gliwice.pl 25.04.03, 17:41
          Najlepiej ciac sie wzdłuz zyl lub pod katem 45-taka moja rada
          • Gość: escaped Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: 217.78.11.* 25.04.03, 20:52
            Dwa lata temu to samo przezylem: kilkadziesiat CV wyslanych emailem,
            kilkanascie w kopercie. Wynik: 3 odpowiedzi na papierze ze milo nam ale nie,
            na emaile zero reakcji.Wyslalem tez emaila na oferte pewnej firmy z pewnego
            kraju UE. Nastepnego dnia telefon, rozmowa trwala ok 20 minut. Powiedzialem
            dyrektorowi ze niewazne za ile i co ale mam dosyc mojego kraju. Kazal sie
            powoli spakowac, po 3 tyg dostalem ekspressem papiery od firmy, wskoczylem w
            samolot i odlecialem. Glupio sie czulem na lotnisku: wychodze z terminala, a
            tu podchodzi czlowiek do mnie, przedstawia sie, zaprasza do nowego Mercedesa
            klasy S. Mnie, niepotrzebnego w Polsce...
            Na "dziendobry" domek od firmy na czas kontraktu. O powrocie do PL nie mysle..
            Wiec nie poddawac sie, czasami marzenia sie spelniaja...
            ...
            • Gość: Marek Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: *.atlanta.ga.us 25.04.03, 21:24
              Mnie najbardziej zabolalo jak w 1 roku zaplacilem wiecej
              podatku niz wynosily moje zarobki brutto w Polsce. A od
              tego czasu podwoilem pensje...
            • cossa Re: O przygnębieniu bezrobotnego. 25.04.03, 23:59
              i wiecej takich opowiesci jak Twoja, escaped. az milo sie
              czyta:)

              cossa
            • viki2003 Re: O przygnębieniu bezrobotnego. 28.04.03, 12:19
              escaped, brawo!
              Zeby nie bylo dyskryminacji, przyznam sie do podobnego kroku..
              mimo, ze mialam calkiem niezla, bezpieczna prace to w pewnym momencie doszlam
              do wniosku ze utknelam w martwym punkcie z ktorego trudno bedzie mi sie
              wydostac jesli czegos szybko nie zmienie. Mimo, ze obecnie trudno o jakakolwiek
              prace to jednak jesli sie juz takowa ma, to najwiekszy blad jaki wiele ludzi
              popelnia to osiadanie na laurach, podczas gdy konkurencja nie spi i tylko czyha
              na okazje. Na moje zwalniane stanowisko zglosilo sie w ciagu tygodnia 69
              kandydatow ! (miedzynarodowa firma, blah, blah)
              Pomyslalam, skoro w Polsce nikt nie zamierza we mnie inwestowac, a moje srodki
              sa ograniczone to trzeba znalezc inne wyjscie. Najpierw jak glupia jezdzilam po
              calej Polsce na rozmowy kwalifikacyjne (2 lata temu nie bylo jeszcze tak trudno
              dostac sie do tego etapu), a potem zmienilam front i puscilam CV-ke na szersze
              wody.
              Od 2 lat pracuje w UE, firma mnie przyjela bez znajomosci jezyka tubylcow (no,
              moze jakiejs tam miernej znajomosci), uwierzyla w moj potencjal i zainwestowala
              w szkolenia tak jezykowe jak i profesjonalne.

              Dla tych ktorzy maja oczy szeroko otwarte i sa zdolni czasem do podjecia
              trudnych decyzji, praca sie wszedzie znajdzie.

              Zycze Wam powodzenia i nie traccie wiary w siebie, bo to rownia pochyla do
              samonakrecajacego sie blednego kola..
      • Gość: Asia Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: *.acn.pl / 10.64.1.* 25.04.03, 21:54
        Nie piszesz czy znacie jakies obce jezyki, ale jezeli turystyka jest twoim
        wyuczonym zawodem wychodze z zalozenia ze tak. Szukaj pracy po za granicami
        Polski. W Internecie mozna znalezc wiele ofert z roznych krajow. Jestescie
        mlodymi ludzmi macie naprawde duze szanse. Nawet jezeli jedno z Was znajdzie
        jakakolwiek prace, wyjedzcie drugie znajdzie prace szybko. Szkoda pieniedzy na
        znaczki, nie trac wiecej czasu. Wiem ze czasem jest sie ciezko zdecydowac
        wyjechac, bo czlowiek jest przywiazany do rodziny, mieszkania, samochodu czy
        innych rzeczy tyle ze wszystkie rzeczy materialne i tak sa nam tylko
        wypozyczone. Macie jedno zycie- swoje wlasne, musicie byc po trochu egoistami
        zeby zdecydowac sie na jakies radykalne ciecia. Nie czekajcie na to zeby jedyna
        opcja jaka Wam zostaje to byly ziemniaki z cebula lub ciecie zyl jak to ktos
        radzi. Jezeli macie jeszcze jakies pieniadze wyjedzcie nawet jak nie
        znajdziecie pracy bedac jesze w Polsce. Moze np. Hiszpania, pracy tam sporo dla
        polakow w innych krajach zreszta tez. Mozna znalezc darmowe mieszkanie na jakis
        okres, sa internetowe klubu zrzeszajace osoby ktore udostepniaja swoje
        mieszkania darmo. Sprobuj www.globalfreeloaders.com (mam nadzieje ze dobrze
        pamietam adress jezeli nie to sie odezwij )

        Pozdrawiam i zycze powodzenia, Asia
        • Gość: Mossad_Attack Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 26.04.03, 19:15
          Do zrezygnowanej
          Dziewczyno glowa do gory, po za tym ziemniaki nie sa takie zle (to moja
          ulubiona potrawa jak kazdego rasowego Polaka hihihi). Masz 26 lat, wiec zrob
          tak jak ci radzi Asia, wyjedz, rob cos, pracuj.
          Mam tak samo, probowalem robic cos na wlasna reke ale nie wyszlo, teraz dalej
          jestem bez pracy ale nie wolno sie zalamywac.

          Do Asi
          Moze przyblizysz temat tych mieszkan i ogolnie sytuacje. Sam chetnie
          sprobowalbym gdzies wyjechac.
          • Gość: Asia Re: Do Mossad_Attack IP: *.acn.pl / 10.64.1.* 28.04.03, 10:39
            Gość portalu: Mossad_Attack napisał(a):

            > Do zrezygnowanej
            > Dziewczyno glowa do gory, po za tym ziemniaki nie sa takie zle (to moja
            > ulubiona potrawa jak kazdego rasowego Polaka hihihi). Masz 26 lat, wiec zrob
            > tak jak ci radzi Asia, wyjedz, rob cos, pracuj.
            > Mam tak samo, probowalem robic cos na wlasna reke ale nie wyszlo, teraz dalej
            > jestem bez pracy ale nie wolno sie zalamywac.
            >
            > Do Asi
            > Moze przyblizysz temat tych mieszkan i ogolnie sytuacje. Sam chetnie
            > sprobowalbym gdzies wyjechac.

            Coz nie jestem Alfa i Omega ale w internecie mozna znalezc rozne kluby
            zrzeszajace osoby ktore udostepniaja swoje mieszkania (pokoj) osobom z innych
            krajow. Jest to cos w rodzaju wymiany mieszkan na urlop, z tym ze nie polega to
            na tym ze ty udostepniasz swoje mieszkanie komus kto udostepna tobie swoje w
            tym samym czasie. W tych klubach jest zarejestrowanych cale mnostwo osob z
            calego swiata. Sa ludzie ktorzy poprostu lubia poznawac innych i ich kulture.
            Ja osobiscie goscilam u siebie dwie osoby, jedna z Kanady druga z Australii.
            Cale przedsiewziecie polega na tym ze ktos udostepnia swoje mieszkanie za
            darmo. Wydaje mi sie ze jest to duzo jadac do innego kraju gdzie czlowiek
            nikogo nie zna, bo w tym czasie mozna sobie poszukac i pracy i mieszkania.

            Pozdrawiam, jezeli chcesz wiecej infromacji napisz do mnie na jbukat@tlen.pl
      • Gość: 2mek Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: *.acn.waw.pl 26.04.03, 23:05
        Głowa do góry.
        Zbliżają się wakacje. A to oznacza że można złapać pracę przy pomidorach,
        winobraniu, orzechobraniu itd.
        Poszukajcie pracy przy tych zajęciach za granicą. Jeżeli obydwoje popracujecie
        przez 2-3 miesiące to może odłożycie na następny rok.
      • mixture pokonałam przygnębienie (chwilowo?) 26.04.03, 23:22
        może "dopiero" a może "już" od 4 m-cy siedzę w domu. Silne przygnębienie
        dopadło mnie gdzieś po miesiącu bezrobocia - maksymalna deprecha: zero odzewu
        na wysyłane CV (pomimo że IDEALNIE odpowiadałam wymaganiom), poczucie
        beznadziei, żadnych obowiązków (zdarzało się, że przez cały dzień snułam się po
        mieszkaniu w szlafroku...). A przecież jeszcze do niedawna niezła robota, spore
        doświadczenie, ciągłe samodoskonalenie... Dzień wypełniony od rana do wieczora.

        Już nie pamiętam jak długo trwał ten depresyjny stan (kilkanascie dni?).
        I nagle mnie olśniło - przecież to PRZEJŚCIOWE kłopoty, przecież w końcu się
        uda coś znaleźć, przecież to nie koniec świata... I jak już oswoiłam takie
        myśli, to postanowiłam po prostu dobrze wykorzystać ten czas (pewnie gadam jak
        jakiś nawiedzony quasi-psycholog?) - wprawdzie nie biegam na żadne kursy czy
        szkolenia no bo kasa... ale staram się pogłębiać wiedzę z mojej dziedziny (nie
        chcę wypaść z obiegu); jako wielka fanka kina biegam na przedpoludniowe seanse
        (mniej ludzi, tańsze bilety); teraz przy fantastycznej pogodzie zabieram jakąś
        książkę pod pachę i siadam gdzieś w parku (w weekendy zawsze tłok, a w dni
        powszednie - pustki - jakieś matki z wózkami, staruszki...). Już cieszę się na
        myśl, że na najbliższe targi książki (połowa maja?) będę mogła wybrać się przed
        południem, kiedy nie ma tłoku ani po bilety, ani na targach (oczywiście z braku
        napływu gotówki zakupy muszą być ograniczone, fakt)

        ...a w międzyczasie przeglądam oferty, wysyłam CV...


        Oczywiście czasem przelatuje mi jakaś natrętna myśl "a co będzie jeśli nie uda
        mi się w rozsądnym czasie znaleźć pracy?". Czasem też boję się, że ten
        psychiczny dół wróci.

        Ale... może nie ma co martwić się na zapas? W końcu - życie jest jak pudełko
        czekoladek...

        Życzę wszystkim powodzenia i co najmniej tyle optymizmu ile (chwilowo?) mam ja,
        m.

        p.s. i... do zobaczenia w kinie na porannym seansie?


        • Gość: XXXX Re: pokonałam przygnębienie (chwilowo?) IP: *.fn.pl / 172.16.78.* 27.04.03, 17:40
          Hej , fajnie masz ! Że się pogodziłaś , ja nie mogę ...
      • _annie Re: O przygnębieniu bezrobotnego. 27.04.03, 18:18
        Łączę się w wami!Wprawdzie mam pracę i stanowisko, ale bardzo kiepsko
        płatne.Szukam więc systematycznie od lutego.Powiecie,że mam pracę więc moja
        sytuacja jest inna.Prawda jest taka,że ZMUSZAM się do chodzenia tam i robię
        tylko niezbędne rzeczy.Szef nic nie mówi,bo mu zalezy na utrzymaniu
        specjalisty.Ale do tego się do ogranicza.Żadnych finansowych gratyfikacji.
        Pomimo sporego doświadczenia- nie ma odpowiedzi...Postanowiłam zatem przeczekac
        i po wejściu do Unii zwiewać stąd.Trzymajcie się!
        • Gość: Pio M. Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: *.proxy.aol.com 27.04.03, 19:28
          A w Unii juz orkiestra cwiczy na twoje powitanie.....
          • Gość: gorol Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: *.bud.polsl.gliwice.pl 28.04.03, 10:00
            Ogladasz "Kiepskich".Kiedy Ferdka zapytali jak to jest byc bezrobotnym
            odpowiedział ze najgorsze sa pierwsze dwa lata,a pozniej mozna sie przyzwyczaic
      • Gość: Frida Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: *.met.pl 29.04.03, 12:23
        Droga Zrezygnowana!

        Rozumiem Twoją frustrację, bo ja tez bardzo dlugo szukałam pracy - co gorsza
        jednoczesnie studiowalam dziennie i przez to bylam skreslana juz na wstepie
        przed wiekszosc firm. A pracowac musialam, nie moglam sobie pozwolic tylko na
        studiowanie.
        W koncu dostalam moja "wymarzona" zdawaloby sie prace - pensja przyzwoita a
        sama praca nawet ciekawa. Bylam asystentka przez 10 miesiecy i juz nie
        jestem...bo nie chce skonczyc w wariatkowie. Przez ten okres moja wymarzona
        praca okazala sie koszmarem i o tym co tam przeszlam mozneby powiesc grozy
        napisac. Teraz znowu szukam wiec pracy i zastanawiam sie czy znajde ja do
        wakacji bo na zycie mam tylko do konca lipca.
        Moja rada jest taka - załap się gdziekolwiek, chocby na czesc etatu. Chocbys
        miala byc tylko sprzedawczynia w sklepie, czy pracowac dorywczo w restauracji.
        Wiem, ze osobie po studiach ciezko sie przelamac do pracy fizycznej, ale pusty
        garnek nieco weryfikuje tego typu podlady. Pracujac w taki spsób zyskujesz
        -jakies dochody - niech bedzie to nawet te 600 - 800 pln
        -ubezpeczenie i wszystkie swiadczenia
        -wysluge lat
        -doswiadczenie - kazda praca uczy nas nowych rzeczy
        I przede wszystkim traktuj te prace jako okres przejsciowy - caly czas szukajac
        lepszej, bardziej ci odpowiadajacej. Zauwaz, ze pracujac np. w sklepie
        zyskujesz tak ceniona dzis umiejetnosc obslugi klienta, ktora wierz mi - jest
        duzym atutem przy poszukiwaniu pracy w branzy uslugow-handlowej. Poza tym dla
        pracodawcy jest to zawsze cenna informacja - ze jestes elastyczna i potrafisz
        dostosowac sie w trudnej sytuacji jakos do rynku i nie siedzisz tylko
        pracujesz. Jesli jestes z Wawy spróbuj zatrudnic sie np. w Empiku czy
        pozwiedzaj centra handlowe albo lepsze kawiarnie - tam szukaja ludzi czsto -
        mlodych i o wysokiej motywacji do pracy a zarobic mozna zawsze min. te 1000
        PLN. I przede wszystkim - nie zniechecaj się - kiedys w koncu wyjdziesz na
        swoje. Powodzenia:):):)
      • Gość: kan Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: *.mega.tmns.net.au 29.04.03, 13:44
        Przyslij mi swoj e-mail adres

        To nie jest na forum
        Moj adres

        wozniak@bigpond.com.au
      • Gość: fritz Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.03, 23:26
        zrezygnowana, dopóki nie zmienisz swojej leniwej - roszczeniowej mentalności
        to pracy nie znajdziesz. i tak jak ktos wyzej, radzę ci iśc do jakiejkolwiek
        pracy i zacząć zdobywac doświadczenie zawodowe. ja bym napewno cię nie
        zatrudnił, bo jak na razie jesteś przegrana.
        • forward Re: O przygnębieniu bezrobotnego. 30.04.03, 10:08
          Fritz o czym ty pieprzysz? Jaka mentalność roszczeniowa ? dziewczyna chce
          pracować a nie ma gdzie. Po drugie praca w centrach handlowych, ok, ale tam
          zatrudnia się głównie studentów, bo nie trzeba płacić za nich ZUS-u. Po
          studiach są równie drogimi pracownikami jak wszyscy inni.
          Więc na drugi raz nie pieprz Fritz bzdur.



          Forward
          • Gość: fritz Re: O przygnębieniu bezrobotnego. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.03, 18:59
            Forward, nie rozbrajaj mnie. Znam dziesiątki młodych ludzi którzy pokończyli
            ciekawe studia (turystyka, oceanografia, ochrona środowiska, filologia
            rosyjska). Oni też by chcieli pracować w swoich wyuczonych zawodach, ale
            niestety nie wyszło. Też byli zrezygnowani i podminowani, ale szybko zaczeli
            łapac najniże stanowiska i zaczęło się kręcić. Od kilku lat każdy wie że
            sytuacja w kraju jest beznadziejna i nie można czekać na mannę z nieba. A
            jeżeli zrezygnowanej tak bardzo zależy na pracy w branży turystycznej to niech
            założy własną działalność (np. pilot wycieczek po Warszawie). Przynajmniej
            będzie miała rozeznanie o układach rządzących sektorem turystycznym w wawie. I
            to będzie wartosciowsza wiedza niż regułki klepane na studiach.
          • mortadela Opcje 02.05.03, 20:04
            Czy nie wydaje wam sie troche, ze wpedzacie sie w bledne kolo? Absolwenci i ci,
            co popracowali i stracili potem prace?
            Owszem, "skonczylem/ am ciekawe studia na dobrej uczelni. Znam jezyk/i i
            posluguje sie komputerem. Nie mam pracy, szukam juz 2 lata, nikt mnie nie
            chce". "Czekam, czekam" . Dalej nikt mnie nie chce. Wyslalem 10 000 CV. Nikt
            nie dzwoni.
            Winny jest caly swiat, rzad, prezydent. tylko ja niewinny.

            A w koncu co jest do czego? Nos do tabakiery czy tabakiera do nosa?
            W kapitalizmie przynajmniej?

            Przyjrzyjmy sie opcjom:

            Praca-Pracy szukam- pracy nie ma- znajomosci nie mam-opcja odpada.

            Otwarcie firmy-podatki za wysokie. ZUS nie do oplacenia.Nie mam pieniedzy.
            Pozyczki mi nie dadza-opcja odpada.

            Wyjazd za granice-ale nie po to sie uczylem, zeby wyjezdzac. Tu mam znajomych i
            tu chce mieszkac-opcja odpada.

            Co wiec jeszcze mozna zrobic? Strelic sobie w leb-chce zyc- opcja odpada.

            Co zrobic? Ano, przyjrzec sie opcjom raz jeszcze. gdzies na pewno jest luka.
            Ja wybralem wyjazd za granice. Jestem bardzo zadowolony.
            Pozdro i owocnego rozgryzania opcji.



    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka