Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    podobno jestem...

    IP: *.elblag.dialog.net.pl 18.05.03, 23:02
    niekulturalna bo nie potrafie we własciwy sposób sformułowac pisma do matki
    ucznia.
    tresc pisma:
    Prosze aby zjawiła sie Pani w dn.... o godz... w budynku ...przy ul....
    Moja niekulturalnosc podkreslil dyrektor wzywając mnie do swojego gabinetu.
    Powstrzymam sie przed dalszymi komentarzami. Nie chce sie irytowac przed
    zasnieciem;))))
    Obserwuj wątek
      • Gość: uncja Re: podobno jestem... IP: *.de.ibm.com 19.05.03, 10:49
        Może się czepiam, ale co to za dziwny zwyczaj wzywania rodziców na dywanik,
        jakby byli jakimiś palantami, którzy muszą dostosować swój grafik pracy do pani
        nauczycielki i warować z czapką w ręku przed pokojem nauczycielskim? Według
        mnie to trochę inaczej powinno wyglądać - jeśli masz problem z uczniem, to
        istnieje np. telefon, można zadzwonić, zasygnalizować sprawę i ewentualnie
        umówić się na spotkanie W DOGODNYM DLA OBU STRON TERMINIE, jeśli istnieje taka
        konieczność.

        Chyba o to tu chodzi....
        • Gość: dilena Re: zgadzam się z uncją IP: *.ptr.net.pl / 192.168.2.* 19.05.03, 12:57
          zgadzam się z uncją
      • Gość: kan Re: podobno jestem... IP: *.mega.tmns.net.au 19.05.03, 12:57
        To zalezy gdzie mieszkasz. Ten list jest Ok jesli jest tlumaczony z jez.
        angielskiego. To jest podobne do tego co jest wysylane do rodzicow na
        zakonczenie semestru/termu, jesli nie pasuje, to oni zmieniaja. W Polsce to
        troche za ostro.
        Pozdrowienia
      • brenya Re: podobno jestem... 19.05.03, 13:13
        Gość portalu: niekulturalna;)))) napisał(a):

        > Prosze aby zjawiła sie Pani w dn.... o godz... w budynku ...przy ul....


        Forma "prosze aby zjawila sie Pani...." jest niekulturalna. Gdybym ja byla
        osoba wzywana zareagowalabym z cala stanowczoscia. Stawiasz sie na pozycji
        osoby majacej wladze i wydajesz rozkaz owej Pani, jakby byla Twoim podwladnym,
        albo kims dla Ciebie nieistotnym, ze ma sie "zjawic" bo ty tak zadasz. Ten ton
        jest bardzo lekcewazacy.

        Samo prosze niewystarczy. Moze raczej "uprzejmie prosze", albo chociaz "bardzo
        prosze". Lepiej byloby cos w stylu "bylabym bardzo wdzieczna, gdyby zechciala
        sie Pani ze mna spotkac w tej i w tej sprawie, jezeli nie sprawi to klopotu
        proponuje dzien taki i taki...". Cos w tym stylu, a nie "prosze, aby zjawila
        sie Pani...". Fatalnie.

        prosze aby - brzmi niemalze jak rozkaz, co w stosunku do matki dziecka jest
        niegrzeczne i niedopuszczalne. W koncu nie robisz jej laski.

        "zjawila sie Pani" - coz to do cholery znaczy? Zjawila sie. Jak zjawa, czy co?
        To jest bardzo niedobre slowo. Pani ma sie zjawic na rozkaz, tak? To slowo jest
        niedbale, nieladne. Zjawic to sie moze Twoja kolezanka, a nie osoba, przed
        ktora to Ty powinnas czuc respekt.

        Cale zdanie brzmi mi mniej wiecej jak "uprasza sie, aby z laski swojej zjawila
        sie Pani i nie przyjmuje do wiadomosci, ze Pani nie bedzie.".

        Bardzo niegrzecznie.
        • Gość: Kate Re: podobno jestem... IP: *.echostar.pl 20.05.03, 01:23
          Sorry,
          nauczyciel musi czuc respekt przed rodzicam. A odwrotnie to juz nie!
      • Gość: Jo Re: podobno jestem... IP: *.icpnet.pl 19.05.03, 13:31
        Brzmi to jak wezwanie do sądu albo prokuratury na przesłuchanie...
      • Gość: mary Re: podobno jestem... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.05.03, 13:35
        Dajcie dziewczynie spokój, niezręczne sformułowanie notatki do rodzica nie
        czyni jej osobą niekulturalną. Nie ma co dzielić włosa na czworo i analizować
        czy "proszę" brzmi lepiej z "uprzejmie" czy może z "bardzo". Sprawa jest jasna -
        rodzic ma przyjść do szkoły, bo sprawa dotyczy jego dziecka i leży to w jego
        interesie. Zachowujecie się, jakby nauczyciel pełnił jakąś służalczą rolę w
        stosunku do rodziców.
        Może notatka nie była zredagowana idealnie, ale nie ma żadnego dramatu i nie
        róbcie dziewczynie wody z mózgu. Dyrektor miał pewnie zły dzień i wyżył się
        chłopina na pracownicy. Z jednej głupiej historii nie można czynić powodu do
        przypięcia komuś łatki.
        Głowa do góry, niekulturalna dziewczyno!!! :-)
        mary
        • Gość: uncja Re: podobno jestem... IP: *.de.ibm.com 19.05.03, 15:43
          Gość portalu: mary napisał(a):

          > Dajcie dziewczynie spokój, niezręczne sformułowanie notatki do rodzica nie
          > czyni jej osobą niekulturalną. Nie ma co dzielić włosa na czworo i analizować
          > czy "proszę" brzmi lepiej z "uprzejmie" czy może z "bardzo". Sprawa jest
          jasna - rodzic ma przyjść do szkoły, bo sprawa dotyczy jego dziecka i leży to
          w jego > interesie. Zachowujecie się, jakby nauczyciel pełnił jakąś służalczą
          rolę w stosunku do rodziców.


          BO DOKŁADNIE TAK JEST!!!! Bardzo przepraszam, nie deprymuję zawodu ale na
          miłość boską, to pani nauczycielka jest dla dzieci i rodziców, a nie odwrotnie!
          Ona mi łaski nie robi że uczy moje dziecko! I ja nie toleruję wzywania do
          szkoły w takim czy innym tonie o godzinie np. 11.30, bo tak pasuje pani. Mi nie
          musi - ja mam lecieć przez całe miasto w połowie dnia pracy, np. zeby usłyszeć
          że dziecko było nieprzygotowane do lekcji albo opluło kolegę? Jest problem, być
          może, ale można go rozwiązać inaczej. Moje dziecko i moja sprawa - owszem tak,
          ale istnieją inne formy komunikacji - dlaczego nikt nie raczy np. zadzwonić i
          ustalić terminu DOGODNEGO DLA OBU STRON? Dlaczego zakłada się, że rodzic ma
          rzucić wszystko i przylecieć na każde gwizdnięcie bez żadnego wytłumaczenia o
          co chodzi (a czasem powody sa idiotyczne)? A może należałoby zaproponować
          spotkanie w porze dogodnej dla rodzica?

          Można przecież napisać "proszę państwa, chciałabym przedyskutować sprawę taka a
          taką, proszę o kontakt telefoniczny celem umówienia spotkania" - po pierwsze
          nie stawia się rodzica na pozycji petenta na dywaniku, po drugie - informuje
          się o wadze problemu. Mogę zwolnić się z pracy w ważnej sprawie, ale
          niekoniecznie mam ochotę, jesli chodzi o przygotowanie gazetki szkolnej.

          Czasy czapkowania przed urzędnikami się skończyły, płacimy i wymagamy - choćby
          poszanowania naszego czasu.
          • Gość: mary Re: podobno jestem... IP: *.radiotel.com.pl / 10.200.0.* 19.05.03, 16:57
            Czyżby Twoje dziecko uczęszczało do prywatnej szkoły? Bo jak dotychczas
            szkolnictwo (przynajmniej podstawowe) jest w naszym kraju publiczne i o ile
            wiem, to nie rodzice płacą nauczycielom, ale budżet Państwa. A do tego takie
            kwoty, że szczerze mówiąc nie dziwię się, że za taką pensję nauczyciel nie ma
            życzenia dostosowywać się do rodziców. Tak więc argument - płacę i wymagam jest
            nieco chybiony...

            Nie chcę być źle zrozumiana - nie uważam, że formułka proszę się zjawić o tej i
            o tej w szkole... jest odpowiednia. Chodziło mi tylko o to, aby nie dobijać
            dziewczyny tylko z jednego głupiego powodu

            pozdrawiam
            mary
            • Gość: ścigant Re: podobno jestem... IP: *.visp.energis.pl 19.05.03, 20:41
              Gość portalu: mary napisał(a):

              > Czyżby Twoje dziecko uczęszczało do prywatnej szkoły? Bo jak dotychczas
              > szkolnictwo (przynajmniej podstawowe) jest w naszym kraju publiczne i o ile
              > wiem, to nie rodzice płacą nauczycielom, ale budżet Państwa. A do tego takie
              > kwoty, że szczerze mówiąc nie dziwię się, że za taką pensję nauczyciel nie ma
              > życzenia dostosowywać się do rodziców. Tak więc argument - płacę i wymagam
              jest
              >
              > nieco chybiony...


              Zapomniałaś dodać "i szkoła jest bezpłatna". Płaczę ze śmiechu. Wybacz, ale
              jeśli komuś nieodpowiada płaca to zawsze może się zwolnić - sorry - czasy
              komunizmu minęły. Nauczyciel podpisuję umowę o pracy ze szkołą i chyba wie ile
              będzie zarabiał ??? Czy to wina rodziców i dzieci, że Pani Profesor jest
              sfrustrowana ????
              To żenada. A co powiesz na notatkę (I klasa szkoły podstawowej) "Syn ma
              niewyrobiony charakter pisma" albo "Syn nie umie równań z jedną niewiadomą"
              (klasa II SP)- Wiesz co odpisałem : "bardzo mi przykro Szanowna Pani - ja
              również nie potrafię go tego nauczyć".
              Coś mi się wydaje, że sie w dupach powywracało.
              Nauczyciel ma uczyć - również szacunku, i również dla rodziców, i również na
              własnym przykładzie. Więcej pokory.



              >
              > Nie chcę być źle zrozumiana - nie uważam, że formułka proszę się zjawić o tej
              i
              >
              > o tej w szkole... jest odpowiednia. Chodziło mi tylko o to, aby nie dobijać
              > dziewczyny tylko z jednego głupiego powodu
              >
              > pozdrawiam
              > mary

              Faktem jest, że jest dla dzieci autorytetem - czy tego chce czy nie. Jeśli nie
              szanuje innych to jej też nikt nie będzie szanować. A poza tym spytała na
              forum - to dostała odpowiedź.


              Pozdrawiam
            • Gość: wielodzietna Re: podobno jestem... IP: *.pruszcz-gdanski.sdi.tpnet.pl 19.05.03, 22:44
              Gość portalu: mary napisał(a):


              > wiem, to nie rodzice płacą nauczycielom, ale budżet Państwa. A do tego takie
              > kwoty, że szczerze mówiąc nie dziwię się, że za taką pensję nauczyciel nie ma
              > życzenia dostosowywać się do rodziców.

              Przepraszam, ale ten budżet to MOJE pieniądze i nie chcę zeby nauczyciel mnie
              traktował tak jak ,,niekulturalna".To po pierwsze, po drugie nikt już nie daje
              nakazów pracy i nikt w szkole nie pracuje pod przymusem. A jak nie lubi-ma
              zmienić prace.
              Nieszczęscie polega właśnie na przyzwoleniu na takie postawy nauczycieli,,bo
              mało zarabiają"- czy tym należy usprawiedliwiać chamstwo?
            • Gość: uncja Re: podobno jestem... IP: *.de.ibm.com 20.05.03, 09:33
              Gość portalu: mary napisał(a):

              > Czyżby Twoje dziecko uczęszczało do prywatnej szkoły? Bo jak dotychczas
              > szkolnictwo (przynajmniej podstawowe) jest w naszym kraju publiczne i o ile
              > wiem, to nie rodzice płacą nauczycielom, ale budżet Państwa. A do tego takie
              > kwoty, że szczerze mówiąc nie dziwię się, że za taką pensję nauczyciel nie ma
              > życzenia dostosowywać się do rodziców. Tak więc argument - płacę i wymagam
              jest nieco chybiony...

              Wiesz, nic mnie bardziej nie denerwuje niż taka idiotyczna argumentacja. Ja do
              cholery płacę podatki i to niemałe i nikt mi nic nie daje za darmo! Mnie tez
              dziwi, że ktoś pracuje za takie pieniądze - ALE TO JEGO WYBÓR! Nie podoba się
              praca za 600 zł w szkole? Zawsze można iść sprzedawać pietruszkę na bazarze i
              mieć 2 razy więcej! Jeśli nie ma życzenia dostosowywać się do rodziców niech
              zmieni zawód, bo nauczyciel jest usługodawcą a rodzice usługobiorcą. A swoją
              drogą jakie to typowo polskie - ubolewanie nad niskimi zarobkami, ale
              niezauważanie tego, że ci znacznie lepiej zarabiający nauczyciele z prywatnych
              szkół MUSZĄ mieć inne podejście, bo inaczej szybciukto by zakończyli karierę.

              To tak, jakby stwierdzić, że lekarz może być chamski w stosunku do pacjenta
              tylko dlatego że ma niską pensję. Bez przesady. W innych zawodach jakoś się
              nikogo nie usprawiedliwia niskimi zarobkami, ktoś albo pracuje dobrze albo źle.
              >
              > Nie chcę być źle zrozumiana - nie uważam, że formułka proszę się zjawić o tej
              i
              >
              > o tej w szkole... jest odpowiednia.

              No sorry, ale dla mnie jest niedopuszczalna. Ja nie jestem jakąś siksą, żeby
              mnie np. 27-letnia wychowawczyni mojego dziecka rozstawiała po kątach.

              Jeszcze raz podkreślam - w każdej szkole jest telefon, każdy wychowawca ma spis
              telefonów kontaktowych do rodziców, dlaczego ja mam ryzykować kwas w pracy ? Że
              już nie wspomnę o tym, że np. z pracy do szkoły dziecka mam prawie 30 km w
              jedną stronę i wezwanie mnie np. na spotkanie o godz. 11 oznacza stratę połowy
              dnia pracy. A czasem powód jest błahy. A jeśli nie jest - to tym bardziej
              należałoby zadzwonić czy zaznaczyć że chodzi o coś naprawdę ważnego.
      • Gość: Agrypina Re: podobno jestem... IP: *.echostar.pl 19.05.03, 23:15
        Troche wyrozumialości. Moglam byc nauczycielka ale po krotkich praktykach,
        stwierdzilam ze na pewno nie!!! W dzisiaejszych czasach to dzieci stresują
        nauczycieli i to jest fakt. Nauczyciel nie moze nic zrobic jak bezczelny
        dzieciak zakłoca mu lekcje, bo zaraz ma na glowie kochanych rodzicow, ktorzy
        nie pozwola skrzywdzic swego "anioleczka"! Przez bezstersowe chowanie
        dzieciakom poprzewracalo sie w glowie - zadnych wartosci. Nie uwierzylabym
        gdybym nie widziala na wlasne oczy w w szkole podstawowej!
        Nie bronię nauczycieli, jest to bardzo specyficzne srodowisko, ale nie mozna
        tak atakowac biednej dziewczyny przez jedno zdanie! Poza tym w czasie takiego
        bezrobocia nikt nie wybiera sobie pracy tylko bierze to co jest. Poczatkujacy
        nauczyciel zarabia niecale 1000 zł - jak z tego wyżyc.
        • zlotyrybek Nauczyciele........ 20.05.03, 09:26
          Moja Droga,

          Cała ta dyskusja pewnie juz dawno przestała dotyczyć jednwj, biednej i
          niedoświadczonej "Pani w szkole" co to przesadziła z własną ambicją i dobrym
          samopoczuciem względem rodzica.
          Temat szyba zatoczył szerszy krąg.

          Bardzo mi przykro z powodu bezrobocia- może lepiej sprzedawać pomidory niż
          kształtować młode umysły i charaktery ? Jeszcze do tego CIĄGLE biadoląc jak to
          nauczyciele maja przerąbane.
          Zapewniam CIę, że nie chciałabym uczyć cudzych dzieci za ŻADNE pieniądze. Ale
          ten akurat zawód to jak POWOŁANIE, a nie metoda na zrobienie fortuny.
          Na palcach 1 ręki moge policzyć "prawdziwych" nauczycieli moich i moich
          dzieci , których spotkałam w całym swoim życiu.
          Na ogół są to bardzo kiepscy rzemieślnicy lub sfrustrowane towarzystwo
          nieudaczników (przynajmniej w podstawówkach) płaczących jak to życie ich kopie.
          Dodajmy wszystkie wolne dni w roku, jakie ma płatne nauczyciel....... może być
          ciekawie.
          Zaraz rozlegną się głosy jak to biedni po nocach sprawdzają klasówki i
          natychmiast odpowiadam : a ja po nocach piszę proposale na setki tysięcy
          dolarów - i jak sie pomylę to do końca życia będę spłacać i żyję. Pani w szkole
          nawet NIE ZAUWAŻA jak przejeżdża jak walcem młodą naturę dziecka - i jest cool.
          Niech się gnój uczy, że życie jest porąbane.
          Sorry, ale argumenty uzasadniające chamstwo kiepskich nauczycieli do mnie nie
          trafiają. Czasy feudalne się skończyły. Dla mnie taka Pani z poważnymi
          kompleksami, nie dająca sobie rady sama ze sobą, nie jest najlepszym przykładem
          dla moich dzieci. Tylko szkoda, że Dyrekcja Szkoły ma to gdzieś.

          Pozdrawiam
        • Gość: uncja Re: podobno jestem... IP: *.de.ibm.com 20.05.03, 10:00
          Gość portalu: Agrypina napisał(a):

          > Troche wyrozumialości. Moglam byc nauczycielka ale po krotkich praktykach,
          > stwierdzilam ze na pewno nie!!! W dzisiaejszych czasach to dzieci stresują
          > nauczycieli i to jest fakt. Nauczyciel nie moze nic zrobic jak bezczelny
          > dzieciak zakłoca mu lekcje, bo zaraz ma na glowie kochanych rodzicow, ktorzy
          > nie pozwola skrzywdzic swego "anioleczka"! Przez bezstersowe chowanie
          > dzieciakom poprzewracalo sie w glowie - zadnych wartosci. Nie uwierzylabym
          > gdybym nie widziala na wlasne oczy w w szkole podstawowej!

          Zgoda, ale przecież tu nie chodzi o podejście rodziców do dzieci! Ja nie
          usprawiedliwiam dzieci, zresztą nie było tu mowy o powodach wzywania rodziców
          do szkoły. Chodzi mi wyłącznie o to, że w dzisiejszych czasach niekoniecznie
          każdy MOZE tak po prostu wyrwać się z pracy nie narażając się na przykre
          konsekwencje. Rodzic tak samo zareaguje kiedy się dowie o czymś nagannym przez
          telefon - niekoniecznie trzeba urywać się z pracy na pół dnia! Moja koleżanka
          była wezwana do szkoły, bo wg katechetki jej córka przesadnie się stroi. Czy w
          takim przypadku istotnie jest to sprawa dla której trzeba się zwalniać z pracy?!


          > Nie bronię nauczycieli, jest to bardzo specyficzne srodowisko, ale nie mozna
          > tak atakowac biednej dziewczyny przez jedno zdanie! Poza tym w czasie takiego
          > bezrobocia nikt nie wybiera sobie pracy tylko bierze to co jest. Poczatkujacy
          > nauczyciel zarabia niecale 1000 zł - jak z tego wyżyc.

          Tak, jak połowa respondentów na tym forum... Nie tylko nauczyciele zarabiają
          niecałe 1000 zł - tyle, że inni nie mają też 18-godzinnego tygodnia pracy,
          zniżek, czy 2 miesięcznych wakacji... Poza tym większości ludzi jakoś nikt nie
          usprawiedliwia tym ile zarabiają - jak nie pracują dobrze, to wylatują i tyle.
          A w tym kraju jakoś dziwnie jeśli chodzi o nauczycieli czy lekarzy to zaraz się
          podnosi krzyk, że czego wymagać przy takich niskich zarobkach? Jakoś inni nie
          mają takiej taryfy ulgowej.
      • Gość: if Re: podobno jestem... IP: *.zeb.com.pl 20.05.03, 09:48
        Po pierwsze zbyt dużo szumu wokół takiej błahostki. Ja bym także inaczej
        sformułowała to pismo ale tylko i wyłącznie ze względu na użyte
        słowo "zjawiła". Jakoś mi nie pasi.
        Poza tym uczeń i jego rodzice nie są klientami w szkole publicznej i "klient
        nasz pan" nie ma tu zastosowania. Oczywiście że nauczyciel ma prawo w dowolnej
        formie czy przez telefon czy też na piśmie wezwać rodziców do szkoły. Jeśli
        rodzicowi to nie pasuje również w dowolnej formie czy to na piśmie czy przez
        telefon może podać pasujący mu inny termin. Nauczyciel nie ma obowiązku
        zostawania po lekcjach bo kochana mamusia może przyjść dopiero o 17. Jeżeli
        ktoś z rodziców chce zgrywać pana to nie w publicznej szkole. Zapiszcie swoje
        dzieci do szkoły prywatnej, wynajmnijcie nauczycieli indywidualnych i wtedy to
        oczywiście nauczyciel bedzie przychodził do ucznia i będziecie mogli zadzierać
        nosa. Nie jestem nauczycilem ale bardzo im współczuję jeśli mają do czynienia z
        takimi rodzicami jak niektórzy powyżej.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka