yeni
07.12.01, 16:31
Odpowiedzcie mi proszę , czy kiedykolwiek widzieliście coś takiego ???
w Firmie, w której pracowałam na stażu pojawił się nowy prezes - właściciel
wraz, rzecz jasna, z solidną grupą "swoich". Załoga sama dostosowała się do
podziału i byli: nowe szyszki (mniejsze i większe), stare szyszki (tylko
większe się ostały) oraz tacy , jak ja co nie mieli pleców i przez nikogo nie
byli popierani. Nikt się podziałowi specjalnie nie dziwił. Ludzie PREZESA
patrzyli na wszystkich z góry, olewali polecenia starej szyszki -dyrektora i
chyba sami się czuli jakoś tak "po prezesowemu". Ale to pikuś.
Najwięcej emocji budziły śniadania PREZESA. Dlaczego ????
Wyobraźcie sobie sekretarkę w wieku ok. 50 lat (ale przyznam, że barzdo ładna i
zadbana kobieta), która co rano robi śniadania PANU PREZESOWI.
No niby to nic takiego, ale...Wyglądało to mniej więcej tak :
07.05. - pani Kasia wysiada z autobusu i biegnie jakieś 200 metrów do piekarni
po świeże pieczywko, do sklepiku po wędlinkę io na straganik po warzywka.
07.32.- Pani Kasia spóźniła się 2 minuty, zatem kadrowa, która już schowała
listę obecności upomina Ją , że "to tak minutka do minutki pani Kasiu i się
uzbiera, a wie pani, ze młode pracy szukają".
07.45. - Pani Kasia szuka pokoju, w którym może zagrzać frankfuterki.
Tu kilka słów wyjaśnienia: w Firmie nie ma kuchni, a przcież nie można grzać
kiełbasek w sekretariacie. Uzywanie wszelkiego typu kuchenek jest zabronione
(wpis do regulaminu podpisanego przez cały Zarząd), ale przecież jak inaczej
można te cholerne kiełbachy podgrzać ? Kobiecina szukała więc pokoju, w którym
ludziom nie będzie przeszkadzał zapach jedzenia, no i którzy przypilnują jadła,
bo sekretarce nie wolno opuszczać sekretariatu :o)
08.00 - no wreszcie znałazła "dobre dusze" zerkną na kiełbaski, kiedy ona
pójdzie robić sałatkę z pomidorów (tylko dużo cebulki pani Kasiu), albo z
papryki. Jeszcze tylko bułeczki posmaruje masełkiem i obłoży salami.....
Oczywiście zapachy z sekretariatu rozchodzą się po całej Firmie:o)
Poza tym normalnie, jak to w sekretariacie : dzwoni telefon, jakieś faksy
przychodzą, ktoś tam o coś pyta .......
Jakis interesant zajdze normalka.
08.15. - Wielka PERSONA podjechała z piskiem opon swojej gabloty.
Już jest !!!!! Pani Kasia pomaga Mu zdjąć płaszcz (!)cały czas drżąc o
pozostawione "u ludzi" frankfuterki....i herbatka miętowa jeszcze nie zrobiona..
08.25 - Zaczyna się wielkie żarcie PANA PREZESA.
Pochłania bułeczki z salami, sałatkę i na szczęśnie nie rozgotowane
frankfuterki.
naczynia i sztućce pozostawia na stole, który trzeba szybko sprzątnąć, bo przed
9 zwoła naradkę i jakże tak wśród brudnych naczyń strategię firmy można uslalać.
08.50 - PAN PREZES oznajmia "Pani Kasiu dziś na śniadanku będzie oprócz żony
córka oraz syn z kolegą i narzeczoną, proszę tam dokupić co trzeba i ważne,
pani Kasiu ważne fakturki proszę nie zapomnieć (całe te śniadanka "leciały"
bowiem na koszt Firmy).
09.05. - Szukanie kogos do zastąpienia w sekretariacie (chętnych na ogół było
brak)
09.05.-09.10. - błaganie wybranej osoby o zastępstwo
09.11. - ponowny rajd "piekarnia - sklep-firma"
09.30. - powrót do sekretariatu i znalezienie karteczki "Pani Kasiu ! Proszę o
dokupienie 3 małych grahamek dla narzeczonej syna . PILNE !!!
Pieczątka V-ce Prezes Zarządu (wyj.czyli żona pana prezesa)podpis nieczytelny.
Tu zaczynała się procedura szukania zastępstwa ponowne wyjście na zakupy i
przygotowania jedzenia i tak codziennie.
Na śniadanka zjeżdżała cała rodzina (czasem dalsza prezesostwa).
Czy naprawdę nie mogli z przeproszeniem nażreć się w domu, albo sami sobie
naszykować kanapek ?????
Dodam, że jeśli pani Kasia miała urlop, "przyjemność" żywienia licznej rodzinki
spadała na tę osobę, która Ja zastępowała w sekretariacie, ale niekoniecznie ,
bo "Pani Prezes nie po każdym zje ".
Ludzie czy to była jeszcze prac, czy już niewolnictwo ???
Czekam na Wasze opinie :o)