Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Śniadanie PANA PREZESA.

    07.12.01, 16:31
    Odpowiedzcie mi proszę , czy kiedykolwiek widzieliście coś takiego ???
    w Firmie, w której pracowałam na stażu pojawił się nowy prezes - właściciel
    wraz, rzecz jasna, z solidną grupą "swoich". Załoga sama dostosowała się do
    podziału i byli: nowe szyszki (mniejsze i większe), stare szyszki (tylko
    większe się ostały) oraz tacy , jak ja co nie mieli pleców i przez nikogo nie
    byli popierani. Nikt się podziałowi specjalnie nie dziwił. Ludzie PREZESA
    patrzyli na wszystkich z góry, olewali polecenia starej szyszki -dyrektora i
    chyba sami się czuli jakoś tak "po prezesowemu". Ale to pikuś.
    Najwięcej emocji budziły śniadania PREZESA. Dlaczego ????
    Wyobraźcie sobie sekretarkę w wieku ok. 50 lat (ale przyznam, że barzdo ładna i
    zadbana kobieta), która co rano robi śniadania PANU PREZESOWI.
    No niby to nic takiego, ale...Wyglądało to mniej więcej tak :
    07.05. - pani Kasia wysiada z autobusu i biegnie jakieś 200 metrów do piekarni
    po świeże pieczywko, do sklepiku po wędlinkę io na straganik po warzywka.
    07.32.- Pani Kasia spóźniła się 2 minuty, zatem kadrowa, która już schowała
    listę obecności upomina Ją , że "to tak minutka do minutki pani Kasiu i się
    uzbiera, a wie pani, ze młode pracy szukają".
    07.45. - Pani Kasia szuka pokoju, w którym może zagrzać frankfuterki.
    Tu kilka słów wyjaśnienia: w Firmie nie ma kuchni, a przcież nie można grzać
    kiełbasek w sekretariacie. Uzywanie wszelkiego typu kuchenek jest zabronione
    (wpis do regulaminu podpisanego przez cały Zarząd), ale przecież jak inaczej
    można te cholerne kiełbachy podgrzać ? Kobiecina szukała więc pokoju, w którym
    ludziom nie będzie przeszkadzał zapach jedzenia, no i którzy przypilnują jadła,
    bo sekretarce nie wolno opuszczać sekretariatu :o)
    08.00 - no wreszcie znałazła "dobre dusze" zerkną na kiełbaski, kiedy ona
    pójdzie robić sałatkę z pomidorów (tylko dużo cebulki pani Kasiu), albo z
    papryki. Jeszcze tylko bułeczki posmaruje masełkiem i obłoży salami.....
    Oczywiście zapachy z sekretariatu rozchodzą się po całej Firmie:o)
    Poza tym normalnie, jak to w sekretariacie : dzwoni telefon, jakieś faksy
    przychodzą, ktoś tam o coś pyta .......
    Jakis interesant zajdze normalka.
    08.15. - Wielka PERSONA podjechała z piskiem opon swojej gabloty.
    Już jest !!!!! Pani Kasia pomaga Mu zdjąć płaszcz (!)cały czas drżąc o
    pozostawione "u ludzi" frankfuterki....i herbatka miętowa jeszcze nie zrobiona..
    08.25 - Zaczyna się wielkie żarcie PANA PREZESA.
    Pochłania bułeczki z salami, sałatkę i na szczęśnie nie rozgotowane
    frankfuterki.
    naczynia i sztućce pozostawia na stole, który trzeba szybko sprzątnąć, bo przed
    9 zwoła naradkę i jakże tak wśród brudnych naczyń strategię firmy można uslalać.
    08.50 - PAN PREZES oznajmia "Pani Kasiu dziś na śniadanku będzie oprócz żony
    córka oraz syn z kolegą i narzeczoną, proszę tam dokupić co trzeba i ważne,
    pani Kasiu ważne fakturki proszę nie zapomnieć (całe te śniadanka "leciały"
    bowiem na koszt Firmy).
    09.05. - Szukanie kogos do zastąpienia w sekretariacie (chętnych na ogół było
    brak)
    09.05.-09.10. - błaganie wybranej osoby o zastępstwo
    09.11. - ponowny rajd "piekarnia - sklep-firma"
    09.30. - powrót do sekretariatu i znalezienie karteczki "Pani Kasiu ! Proszę o
    dokupienie 3 małych grahamek dla narzeczonej syna . PILNE !!!
    Pieczątka V-ce Prezes Zarządu (wyj.czyli żona pana prezesa)podpis nieczytelny.
    Tu zaczynała się procedura szukania zastępstwa ponowne wyjście na zakupy i
    przygotowania jedzenia i tak codziennie.
    Na śniadanka zjeżdżała cała rodzina (czasem dalsza prezesostwa).
    Czy naprawdę nie mogli z przeproszeniem nażreć się w domu, albo sami sobie
    naszykować kanapek ?????
    Dodam, że jeśli pani Kasia miała urlop, "przyjemność" żywienia licznej rodzinki
    spadała na tę osobę, która Ja zastępowała w sekretariacie, ale niekoniecznie ,
    bo "Pani Prezes nie po każdym zje ".
    Ludzie czy to była jeszcze prac, czy już niewolnictwo ???
    Czekam na Wasze opinie :o)
    Obserwuj wątek
      • Gość: Mirko Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: 65.206.44.* 07.12.01, 18:52
        No ja nie wiem.
        Mysle sobie, ze na tym polskim folwarku sie niektorym dziedzicom we lbach
        calkiem powywracalo od tego ustalania, kto ma byc dzisiaj ekonomem a kto
        szczypac dziewczyny folwarczne.
        Jaja jakies?
      • Gość: agulha Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: 10.131.128.* 07.12.01, 23:15
        Obrzydliwe niewolnictwo.
        Jeszcze może pani Kasia chodziła z podbitym okiem, kiedy "zupa była za słona"?
        Poza tym jeśli pani Kasia już kupuje towar na fakturę dla firmy [dobrze
        jeszcze, że nie musiała hołoty żywić na swój koszt], to chyba, qrka, wykonuje
        obowiązki służbowe, więc czemu się jeszcze nad nią kadrowa znęca?
      • Gość: halina Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: *.wlfdle1.on.wave.home.com 07.12.01, 23:35
        Jestem w szoku...Czyta sie to swietnie, ale jesli to jest "prawdziwa prawda",
        to ...no, nie wiem co powiedziec. W Kanadzie nie do pomyslenia. Mozna
        oczywiscie sobie odpisac czesc wydatkow na jakies lunche czy obiady z klientem
        (tylko businessowe i udokumentowane) od podatkow, ale zywic sie na koszt firmy
        to nikt by nie smial.
        Ze ten prezes nie wpadl jeszcze na to, ze moze mu Pani Kasia robic takze
        zakupy do domu - na kolacje jak znalazl. Swoja droga - biedna kobieta i
        jeszcze ja kadrowa szantazuje wiekiem.
        Pozdrowienia
        • yeni Re: Śniadanie PANA PREZESA. 10.12.01, 12:44
          Pozdrowionka !!!!
          Nie tylko w Kanadzie nikt nieśmiałby sią tak zachowywać !!!! W szanującej się
          polskiej firmie też nie. Problem w tym, że tę Firmę tworzyli
          nowobogaccy "władcy" życia lub śmierci .....
          To , co opisałam to "najprawdziwsza prawda" - niestety... Powiem więcej pani
          Kasia nadal tam pracuje (pozostało Jej 1,5 roku do emerytury).
          Wierzcie mi , że każdy tam miał swój mały ból, pani Kasia taki bardzo
          spektakularny, a inni...
          Cóż istniał dział, w którym szefem był człowiek po zawodowej szkole a szefował
          3 technikom i 3 mgr inż. (w tym jeden z długim stażem). Ten jeszcze był dość
          przyzwoity, chociaż zachowywał się , jak prawdziwy , ważny szef i stale
          podreślał swe stanowisko. Czasem musieliśmy odrabiać zadania domowe synalkowi i
          córeczce szefa, którzy chodzili do prywatnych szkół i byli zatrudnieni w Firmie
          na etacie, ale bywali rzadako, bo "kształcili się" .A jedna z koleżanek dostała
          polecenie (podczas firmowej zabawy karnawałowej) zabawiania zaproszonego
          kontrahenta , bo "czuje się samotny"......
          Dziwię się , że po odejściuy stamtąd poradziłam sobie bez psychoanalizy :o)))
          Pozdrowionka !!!!
          • Gość: zuza Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.12.01, 00:06
            poradź Pani Kasi, żeby dolała do któregoś z napoi Presesa przy śniadanku (
            najlepiej alkoholowego) trochę wody utlenionej. Będzie mu sie lało wszystkimi
            dziurami jakie posiada! Albo podpowiedz jej, żeby zwierzyła sie predziowi, że
            właśnie wykryła u siebie podczas badań salmonellę. Nie choruje, ale jest
            nosicielem i przy przygotowaniu jedzenia zaraża. Pozdro dla biednej Pani Kasi
            • Gość: H. Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: 195.117.18.* 12.12.01, 10:10
              Cham ze wsi wyjdzie ale wies z chama NIGDY!. U mnie tez nie jest mietowo.
              Niektórym chlopkom z poczuciem niedowartosciowania którzy dorwali sie do
              stanowiska wladza poprostu uderza do glowy i pomiataja pracownikami jak gównem
              uazajac sie jednoczesnie za wybitnych biznesmenów i wymagajacych ale dobrych
              szefów. Ale niestety nie widza ze ludzie uawzaja ich z prostaków i chamów ale
              boja sie im tego powiedziec prosto w twarz bo zalezy im na pracy i tak cierpia
              i cierpia i ......
              • Gość: iks Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: *.*.*.* 12.12.01, 14:01
                Gość portalu: H. napisał(a):


                > boja sie im tego powiedziec prosto w twarz bo zalezy im na pracy i tak cierpia
                > i cierpia i ......

                błędne koło... i myślisz sobie zwolnię się, przecież jestem fachowiec, młody... a
                tu gówno, bo zawsze w każdej innej firmie znajdzie się taki jeden kretyn i nic
                nie poradzisz, to jest jak przekleństwo. Ludzie na stanowiskach, nawet jeśli są
                nieźle wykształceni, zachowują się podobnie.
      • Gość: Kika Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: 1.1.1.* 13.12.01, 14:55
        Tez przez to przeszlam, i to w firmie, ktora teraz jest na gieldzie (ale wtedy
        nie byla). Kolejne sekretarki "wylatywaly" z pracy bo nie potrafily robic
        kanapek "smacznych, zdrowych, kolorowych"! Bo to bylo pierwszym miernikiem jej
        profesjonalizmu ;-). Mialam szczescie, ze robiac kanapki "wyzywalam sie"
        artystycznie. Smutne, ale naprawde prawdziwe :-(
        Trzymam palce za Pania Kasie.
        KIKA
        • yeni Re: Śniadanie PANA PREZESA i...myszka :o) 13.12.01, 16:29
          Droga Kiko !!!
          Pani Kasi z pewnością przyda się mocne ściskanie za Nią kciuków , musi bowiem
          wytrwać do emerytury (jeszcze te nieszczęsne 1,5 roku) dzięki zatem w Jej
          imieniu... Przyznam się, że załamał mnie fakt, że gdzie indziej też istnieje
          problem sekretarko- służąco - kucharek. Widocznie nowobogaccy pomylili rolę
          sekretarki z oglądanymi w wenezuelskich serialach pokojówkami :o)
          A z zupełnie innej beczki: wspominałam, że Pani Prezes była osobą wybredną i
          nie każdy mógł dostąpić zaszczytu przygotowywania jadła dla Niej ...
          Kiedy zatem pani Kasi nie było tylko kilka wyznaczonych osób mogło to czynić.
          Bywały z tym jaja, bo tych osób (chyba dwóch) też nie było czasami i PAN PREZES
          (mniej wybredny) dopuszczał innych "nieczystych" do przygotowywania żarcia.
          Fakt ten kazał jednak ukrywać (!) przed swoją żoną :o) Razu pewnego jedna z
          koleżanek została zapędzona do kanapeczek, którymi poza rodzinką prezesa miała
          się używić jeszcze kontrola z wiadomego urzędu....Wszystko szło dobrze, gdy
          nagle starszy pan z komisji zobaczył przez niedomknięte drzwi "kolezankę -
          kuchtę" (podawała jedna z wybranych przez Panią Prezes osób). Wstał i poszedł
          powiedzieć prezesce, że jest "obca osoba"....Prezeska wparowała do sekretariatu
          i powiedziała "Niech ONA wyjdzie stąd szybko!!!!" Ta dziewczyna była tak
          wściekła, ze chciała się zwolnić i z trudem Ją przekonaliśmy, ze to nie Ją a
          siebie prezeska upokorzyła swoją gadką.
          W każdym razie Prezes i Rodzinka mieli się za bardzo kulturalnych i czystych.
          remontując budynki Firmy zaczęli od WC (były 3 toalety; na jednych dzwiach
          kóleczko i napis WC, na drugich WC z trójkatem, a na trzecich....napis WC
          ZARZĄD !!! serio ). Były też natryski i wanna z hydromasażem (widzieliśmy
          wszystko podczas remontu - później tylko sprzątaczki oglądały te "luksusy".
          Niektóre pomieszczenia biurowe zostały tez na błysk odremontowane...a niektóre
          straszyły: meblami z lat 70 (serio stare meblościanki), oknami na zimę
          zabijanymi gwoździami i uszczelnianymi styropianem w ten sposób, ze zasłaniało
          się szyby i było całkiem ciemno, podłogą z pozdzieranych płytek... Jeden z tych
          pokoi był mój niestety. Było to o tyle dziwne, ze pokój ten dość często
          odwiedzali klienci firmy. Ponieważ , chyba przez wzgląd na estertykę korytarza,
          dostaliśmy piekne drzwi wejścoiwe i tabliczki z nazwiskami wrażenie mogło mniej
          odpornych zwalić z nóg.
          Raz odwiedziło nas 2 eleganckich panów, otworzyli piękne drzwi i zobaczyli dość
          długi korytarzyk z podłogą wylaną betonem (tu będzie wykładzina....wkrótce)
          następnie ich oczom ukazał się pokój duży co prawda, ale przypominający
          graciarnię. Stan ten wynikał z tego, ze z remontowanych pokoi usuwano wszelkie
          rupiecie i przenoszono do "chwilowo" nie remontowanych.... nie wolno było
          niczego wywalić, więc to wszystko nam zalegało wśród starych mebli i okien
          zaklejonych styropianem...
          Kiedy panowie już upewnili się, że to naprawdę pokój, a nie hala produkcyjna
          patrzyli ze zdumieniem na mnie i kumpelę , bo my w tym całym pyle "remontowym"
          siedziałyśmy w eleganckich kostiumach ;o)Zaczęli rozmawiać ze mną stojąc (nie
          śmiałam proponować , żeby usiedli w swych gajerkach na zapylonych krzesłach),
          ale kolega "zaufany" prezesa przemówił "Siądźcie se panowie, co będziecie
          stać " Zatkałao mnie kompletnie, choć nie przewidiałam , że najgorsze przede
          mną :o). Mianowicie panowie z niechęcią usiedli i rozmowa szła by dalej ,
          gdyby.... W pokoju poza opisaną scenerią była jeszcze umywalka (nie zabudowana).
          Coś tam nagle stuknęło , puknęło i nad kranem spadł spory kawałek tynku, a z
          dziurki wysunęła mordkę śliczna mała myszka :o) Oczy panów natychmiast tam
          powędrowały.....
          Na tym na razie kończę tę opowiastkę , bo muszę juz spadać , ale jeśli chcecie
          dokończę ją ....
          Pozdrowionka
          • Gość: halina Re: Śniadanie PANA PREZESA i...myszka :o) IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 13.12.01, 17:15
            Dokoncz, dokoncz koniecznie, naprawde ciekawe!
            Pozdrowienia
            Halina
            • Gość: yeni Re: Śniadanie PANA PREZESA i...myszka :o) IP: *.efbud.com.pl 14.12.01, 10:29
              A więc mała czarna myszka wychynęła się żwawo z nowopowstałej dziurki i
              rozejrzała wesoło .... Wszyscy zamarli dramatycznie .... Dwóch naszych
              elegancki gości patrzyło na mysz ze zdumieniem graniczącym z osłupieniem. Żadna
              z trzech pań przebywających w pokoju nie krzyknęła i nie uciekła na biurko.
              Przez moment panowała autentycznie martwa cisza. Pierwszy mowę odzyskał jeden z
              naszych gości, wskazał z niesmakiem na zwierzątko, które ochoczo ruszyło
              na "zwiedzanie" umywalki i powiedział : "To mysz!". W milczeniu pokiwałam
              głową...Nie zazdrościłam tym panom, wszak pili herbatę ze szklanek, które mogły
              przecież być spenetrowane wcześniej przez myszy:o)
              To wydarzenie miało dalsze prześmieszne konsekwencje.
              Faceci trochę ochłonąwszy pośpiesznie się wynieśli ....jak łatwo sie domyślić
              nigdy juz nie wrócili :o)
              Nasz pokojowy kolega wpadł na pomysł, by myszę (tak mówił: mysza !!!) złapać do
              słoika !!!! Ale mysz Mu oczywiście zwiała ;o) Niestety sprawa rozniosła się po
              firmie. Każdy przychodził, żeby choć rzucić okiem na myszkę ...Wreszcie kumpela
              postanowiła zakończyć drastycznie "mysi problem " to znaczy zlikwidować
              intruza. Pomyślała, że najlepsza będzie trutka. Poszła więc po trutkę do
              kierowniczki administracyjnej, która zarządzała .....sprzątaczkami (tak tak
              taka funkcja istniała ). Niestety sprawa prosta nie była, bo trutki nie było na
              stanie, a "to trzebaby chodzić , kupować na fakturę !!!!!". Nawiasem mówiąc
              swojej prywatnej trutki też nie wolno było przynieść, bo "gdyby ktoś się otruł
              pAN PREZES miałby kłopot" W końcu Pani kierowniczka zaproponowała naturalny
              sposób uśmiercenia myszy "może ktos ma w domu kota , po cichu przyniesie po co
              rozgłos temu nadawać " Kota jednakże nikt nie chciał przynieść dla potrzeb
              firmy i mysz żyła dalej :o). O ile początkowo trochę nas to bawiło o tyle w
              końcu zaczęło wkurzać. Myszka choćby nie wiem , jak ładna nie w każdym budzi
              miłe skojarzenia. Wszyscy solidarnie nam współczuli (zwłaszcza panie:o) ale
              wszyscy odradzali nagłaśnianie sprawy "bo jak to będzie wyglądało - chcemy być
              nowoczesną firmą (!!!) a tu myszy . pan prezes będzie niezadowolony". Tego już
              było za wiele.... Tylkom czekałyśmy na moment by spektakularnie przedstawić
              panu prezesowi myszkę (a także jej liczne już rodzeństwo ). Jakoż sposobność
              miała się wkrótce nadarzyć .....
              • gregorz Re: Śniadanie PANA PREZESA i...myszka :o) 14.12.01, 12:44
                czekamy na dalsza czesc. Czyzby sie nam szykowal nowy cykl powiesci Rifun juz
                nie pisze wiec moze ty go godnie zastapisz?? Zapowiada sie ciekawie.
                • yeni Re: Śniadanie PANA PREZESA i...myszka :o) 14.12.01, 16:58
                  Firma miała aspiracje, zeby poza tym co było od lat jej działalnością robić
                  różne inne rzeczy, o których nikt pojęcia nie miał. Przodował w tym dyrektor
                  (skądinąd miły człowieczek) zwany Wizjonerem. Ksywę tę otrzymał wskutek
                  nadmiernego używania słów "mam taką wizję". nie muszę dodawać, że wizje czasem
                  nie mieściły się w granicach rozsądku ....Cóż kiedy nie zawsze pozostawały
                  wizjami...to znaczy Wizjoner wcielać je pragnął w życie bez względu na stopień
                  bezsensowności. Tym razem znów , jak to określała moja kochana koleżanka Ala (w
                  wieku mojej mamy zresztą)"padło Mu na mózg". Wymyślił mianowicie, ze ma wizję
                  żeby zająć wyrabianiem urządzeń relaksacyjnych !!!! Dla niewtajemniczonych:
                  urządzena takie produkuje np. SITA i przy ich pomocy ma uczyć(nie wiem z jakim
                  skutkiem)języków obcych w expresowym tempie. Był to najbardziej ośli pomysł na
                  jaki ktokolwiek m.ógłby wpaść...
                  po perwsze zainteresowanie tego typu cudami utrzymuje się od paru lat na stałym
                  niezbyt wysokim poziomie (pomijając szał początkowy, kiedy ludzie wierzyli, ze
                  po 100 godzinach będą spikać, albo szprechać jakby od urodzenia to robili)
                  po drugie firma w ogóle nie była nikomu znana od tej strony
                  po trzecie nie miała kasy na reklamę, na produkcję, na podzespoły słowem na
                  nic:o)
                  po czwarte nikt poza wizjonerem nie znał się na tego typu urządzeniach, a i On
                  był raczej amatorem
                  po piąte w końcu brak było ludzi o odpowiednich kwalifikacjach...
                  Piętrzące się przeszkody nie przesłoniły jednak wizjii
                  Niestety...
                  CDN oczywiście, jeśli zechcecie :o)
                  • Gość: Lila Re: Śniadanie PANA PREZESA i...myszka :o) IP: *.abo.wanadoo.fr 14.12.01, 17:17
                    Oczywiscie, ze chcemy. Wreszcie troche damskiego piora. Gdzie wy pracujecie,
                    ludzie ?! Toz to prawdziwy material na opowiesc.
                    • Gość: yeni Re: Śniadanie PANA PREZESA i...myszka :o) IP: *.efbud.com.pl 17.12.01, 15:36
                      To, co zaczęło się wyprawiać w związku z nową wizją wizjonera nie mieściło się
                      w głowach nawet najstarszych pracowników tej wariackiej firmy. Przesłoniło to
                      znacznie "mysią sprawę", czymże jest bowiem mysz marna, gdy świeży powiew wizji
                      wkracza do firmy ????
                      Dla mnie miało to po dziesięciokroć fatalne skutki, gdyż mój dział bezpośrednio
                      podlegał Wizjinerowi....A do tego sam Wizjoner uważał, że mam duży potencjał
                      zawodowy (to jego okreslenie), który On chetnie skieruje na właściwe (czyt.
                      wizjonerskie) tory. Sprawa tych urządzonek wypłynęła na poniedziałkowej
                      nasiadówie. Trudno inaczej nazwać te spotkania .....Jeśli ktoś kiedykolwiek
                      pracował z Wizjonerem wiedział, jak przygotować się do nasiadówy, jeśli nie -
                      biada mu, ach biada.
                      Przede wszystkim na nasiadówę trzeba było:
                      1. Najeść się do syta (koniecznie !!!!)
                      2. Załatwić uprzednio potrzeby fizjologiczne (dokładnie)
                      3. Wypalić conajmniej 3 papierosy (dobre tez dla niepalących- kręci się po tym
                      w głowie :o))
                      4. Wziąć kilka tabletek na uspokojenie (żeby dobrze spać)
                      5. siedzieć obok kogoś kto jest nam życzliwy i obudzi nas w odpowiednim
                      momencie (dało się zawsze kogoś skombinować)
                      Nasiadówa mogła bowiem potrwać i 3,5 godziny (serio!!!!). Wiem, ze są firmy w
                      których być może konieczne jest organizowanie tak długich narad nad stategia
                      firmy, ale ..... W tej firmie trwało to tak długo, ponieważ na nasiadówce byli
                      wszyscy, dosłownie wszyscy pracownicy administarcji i kierownictwa produkcji. W
                      firmie wielobranżowej jest tych ludzi na ogół sporo więc naradki przebiegały w
                      bardzo sennej atmosferze, bo było duszno, nudno i bez sensu, a Wizjoner gadał,
                      gadał, gadał....
                      Ale sporo można było się dowiedzieć, o ile człowiek nie zasnął oczywiście :o)
                      Kiedyś dowiedziałam się na przykład, że placowy niechętnie zamiata plac i
                      możnaby go postraszyć zwolnieniem, że na wydział Tworzyw Sztucznych przysłano
                      inne tworzywo niż potrzeba, ze brakło papieru do faxu i nie ma jak kupić , bo
                      Główna Księgowa na urlopie (!), że PZU podnosi składki, że w dziale Hahdlowym
                      trzeba wymienić aparat telefoniczny, ze w toalecie męskiej nie jest zachowywana
                      dostateczna czystość, że na produkcji brakuje kabla, że dach będzie remontowany
                      później itd....
                      Tym razem jednak nasiadówa okazała się bardzo interesująca. Wizjoner wstał i z
                      błyskiem w oku rozpoczął: Szanowni Państwo!!! Firma nasza wychodzi na przeciw
                      nowym technologiom i nowym czasom (nadmieniam, ze był to jego normalny
                      ton)....będzie tworzyć przyszłościowe projekty, które pomogą wielu ludziom i
                      he he nam oczywiście .....Zabrzmiało to ciekawie , nawet jak na Wizjonera,
                      który kontynuował upając się własnym głosem :
                      "Mam wizję dużego przedsięwzięcia, które może okazać się dla naszej firmy
                      przełomowe,,,będą to urządzenia relaksacyjne !!!! większość patrzyła na
                      wizjonera z udawanym popdziwem , głowiąc się w duchu skąd On to wytrzasnął do
                      jasnej anielki !!!! a wizjoner kontynuował, że przyciągnie to masę
                      zainteresowanych klientów, że pobijemy SITĘ, bo jesteśmy firmą polską, plótł
                      coś o promocjach w supermarketach....Dodać muszę, że w tym czasie sytuacja
                      Firmy była już delikatnie mówiąc nienajlepsza , więc gadka o wielkich
                      promocjach i nakładach na owo urządzenie wzbudziła nasz śmiech:o) oczywiście
                      stłumiony odpowiednio.
                      Dziwnym trafem tego dnia nasiadówa była dla innych pracowników w miarę krótka,
                      bo wizjoner nie chciał już sobie zaprzątać głowy produkcją i sprzątaczkami,
                      gdyż była ona w zrelaksowanym , błogim stanie przyszłego, na razie sukcesu ;o)
                      Nas zostawił po zebranku w gabinecie, zeby "dopracować szczegóły ".
                      Szczegóły polegały na tym, ze "elektronika" miała być wykonywana ręcznie przez
                      5 pracowników (sic!!), obudowa miała być skądś tam sprowadzana, nalepki na
                      obudowy miały być wykonane na zwykłym papierze i zwykłej drukarce atramentowej,
                      a następnie oklejane taśmą przeźroczystą...Pudełko miało być oklejane w ten sam
                      sposób a ulotki reklamowe miały zostać przeredagowane na odstawie tych z SITY,
                      jednym słowem brzmiało to jak kpina.... I była to kpina.... Wizjoner nie miał
                      nawet jeszcze schematu układu elektronicznego tego "gówienka", sam go na razie
                      tworzył na podstawie rozebranego na czynniki pierwsze urządzenia SITY. Była to
                      najczystsza wolna amerykanka. Miało to kosztować 800 zł netto, zatem było
                      zdaniem Wizjonera "dużo tańsze" od SITY znaczy o jakieś 200 -300 zł. jeden z
                      odważniejszych dyrektorów "pomocniczych" od razu stwierdził, ze to lipa i nikt
                      tego nie kupi, a tym bardziej za tę cenę.... Wizjoner spurpurowiał na obliczu i
                      autorytatywnie stwierdził, że na pewno ludzie to kupią , bo idziemy do Europy i
                      ludzie muszą znać języki i że ten dyrektor w ogóle nie myśli przyszłościowo i
                      nowocześnie. Tamten nie pozostał Mu dłużny i odgryzł się, że właśnie myśli, bo
                      jak ludzie zechcą to kupować to tym gorzej, bo skąd my weźmiemy tylu ludzi do
                      roboty w tej , jak to określił, manufakturze. W kazdym razie ustalono
                      rozpoczęcie wstępnych prac i popędziliśmy do roboty... Natychmaist przekazałam
                      Ali te rewelacje, co ją bardzo ubawiło, powiedziała, ze Wizjonerowi to
                      przejdzie, ale nie szybko i nie na pewno i tylko kupę czasu i energii na to
                      zmarnujemy "G...o z tego będzie i tyle". to było zdanie większości, ale wszyscy
                      siedzieliśmy cicho, bo przecież każdy chciał pracować:o). W tym czasie, kiedy
                      zdolna 5 "fachowców" lutowała pracowicie elementy na płytkach, my redagowalismy
                      i przygotowywaliśmy foldery, na produkcji klejono nalepki, a jedna z koleżanek
                      pozowała do zdjęć w okularach przeciwsłonecznych i obudową do urządzenia
                      (dzięki Bogu, ze okulary zakrywały Jej pół twarzy, bo nie wyszłaby chyba teraz
                      na ulicę )nasz wielki rodak Adam Małysz zaczął odnosić swoje pierwsze wielkie
                      sukcesy. Moze to zdumiewać , ale miało to duży wpływ na rozwój sytuacji.
                      Mianowicie ktoś (nie pamiętam już kto) z ekipy technicznej A. Małysza
                      wspomniał, że słucha on kaset relaksacyjnych. Po tej wypowiedzi Wizjoner
                      autentycznie sfiksował. Zwołał naradkę, zakomunikował nam to uroczyście
                      wyzywająco patrząc na dyrektora "niedowiarka". Stwierdził, że musi oprzeć się o
                      autorytety medyczne i zacząć testować urządzenie na ....ludziach to znaczy na
                      pracownikach !!!!! wezwał ludzi do solidarnego poddawania się testom i
                      oczekiwał na zgłoszenia ochotników !! no , jak się można domyślić ochotnicy sie
                      nie kwapili... Wiadomo; nawet w ulotkach SITY, która robi w tym od lat jest
                      wyraźnie napisane, ze urządzenie może wywołać nipożądane skutki psycho -
                      fizyczne. Cóż zatem mówić o jakimś "wynalazku" domorosłego elektronika,
                      zrobionym tanim kosztem ??? na to nikt nie chciał pójść....Żeby zachęcić
                      pracowników Wizjoner nawiązał kontakty ze światem nauki:o). i swiat nauki w
                      osobie pewnego zwariowanego psychologa pojawiać się zaczął w naszej szacownej
                      firmie. Był to człowiek zupełnie zakrecony, ale zorientowany właściwie, czyli
                      na duży zysk przy niewielkim nakładzie środków. Twierdził, ze kiedyś juz
                      próbował nagrywać kasety relaksacyjne, nie dysponował jednak "tak wspaniałym i
                      nowoczesnym sprzętem ", jak owo wymyślne urządzenie, które piszczało i
                      powodowało mruganie diod w okularach przeciwsłonecznych, co podobno miało
                      relaksować :o)W każdym razie chciał podzielić się z naszą firmą swa wiedzą i
                      autorytetem, no i oczywiście przyszłymi zyskami:o) racji mojej pracy przy
                      całym tym bezsensownym przedsięwzięciu pojawiał się czasem bezpośrednio w moim
                      pokoju. Na poczatku trochę go dziwił dziwny jego wystrój, ale potem się
                      przyzwyczaił, bo jak twierdził jest człowiekiem obytym (????). Niezależnie od
                      tego typka jął się pojawiać jeszcze jeden psycholog, autentyczny świr, który
                      chciał przy pomocy tego ustroństwa ...leczyć ludzi z fobii, depresji i innych
                      takich. On też mnie czasem nawiedzał w moim pokoju :o) Dziwię się , że przy
                      nich nie zwariowałam - serio... Tak czy owak, kiedyś kiedy nie dawało się już
                      ukryć jednego przed drugim zaprosiliśmy Ich obu na
                      • yeni Re: Śniadanie PANA PREZESA i...myszka :o) 17.12.01, 15:54
                        Tak czy owak, kiedyś kiedy nie dawało się już ukryć jednego przed drugim
                        zaprosiliśmy Ich obu na raz. Pech chciał, że obaj zjawili się w moim pokoju
                        (może dlatego, że obaj mnie znali). Stanęłam na wysokości zadania:
                        przedstawiłam panów sobie wzajemnie, a gdy usiedli zaczęłam bredzić o
                        połączeniu ich autorytetów, wspólnej wizjii (o Jezu) działania rozpaczliwie
                        czekając na Wizjonera, który szwendał się po Firmie, albo na koniec świata,
                        albo na cokolwiek, co mogłoby mnie od tego uwolnić....
                        Nagle ....Ze znajomej dziury, wyszła znajoma mi myszka, którą nasz pokojowy
                        kolega systematycznie pasł serem i tłuszczem z boczku (!), a może któreś z jej
                        rodzeństwa , nieważne :o) W kazdym razie zręcznie zeszła z umywalki i zaczęła
                        spacerować po stoliku za plecami obu panów psychologów szukając szczęścia lub
                        żarcia, bo zbliżała sie pora śniadanka. Moje 2 biurowe koleżanki, podobnie jak
                        ja nawykłe już do widoku myszki, przyglądały się jej z rozbawieniem ...
                        Wreszcie sprowokowały i panów do rzuczenia okiem w tamta stronę.... Oba
                        autorytety naukowe wzdrygnęły się wyraźnie na widok gryzonia... Wreszcie świr
                        od leczenia zadał mi głupie (zwłaszcza jak na naukowca) pytanie " Co robi ta
                        mysz ?" "spaceruje" odpowiedziałam uprzejmie licząc, że to właściwa odpowiedź:o)
                        "ale dlaczego tutaj, skad się tu wzięła w ogóle" zapytał ten, co to juz
                        nagrywał te kasety ze sztucznym relaksem ... W tym momencie nastąpiło coś
                        nieoczekiwanego - nasza zawsze cicha i spokojna Ala uśmiechnęła się złośliwie
                        i powiedziała co następuje: "A bo to panowie taka nowa terapia ". Tamci mało
                        oczu na podłogę nie upuścili "Terapia???" " A tak - rozkręcała się Ala - pan
                        dyrektor czytał w zachodnich publikacjach, że jak pracownik czuje się w pracy ,
                        jak w domu to lepiej pracuje, a żeby czuł się jak w domu to musi mieć pewne
                        warunki , prawda ?". "No tak, ale...." "No właśnie, a najlepiej jakby miał
                        jakieś zwierzątko - tu ja już nie mogłam naprawdę - ale to był troche kłopot,
                        bo niektórzy mieli psy inni koty , a niekiedy czyjeś dziecko miało żółwia i...
                        rozumieją panowie, że utrzymanie takich zwierząt kosztuje, no to zdecydowaliśmy
                        sie na myszki, bo to i taniej i swojsko" - Ala pozostawała poważna beznia kpiny
                        w głosie. "Autorytety" milczały. " Teraz chodujemy tu myszki, każdy im przynosi
                        coś do jedzenia, to bardzo integruje pracowników, a poza tym wesoło,pan
                        dyrektor wspominał, żeby nawet ten pomysł wykorzystać z tym nowym urządzeniem,
                        bo przy zwierzęciu ludzie tez się dobrze relaksują, a i leczą na przykład
                        hippoterapią." tu Alka uśmiechnęła się przymilnie i poszła po naszą
                        myszkę. "Jak mi się uda to panom ją złapię i dam pogłaskać" "coooo ???
                        Nieeee!!!!! " wrzasnął histerycznie ten od leczenia. "nie to nie , nie wie pan
                        co pan traci !!!" - stwierdziła Ala i powróciła do studiowania treści ulotek.
                        Dwaj doktorzy gapili się na mnie , a ja udawałam, że nie słyszałam tego co
                        mówiła Ala, można powiedzieć, że przeszłam nad tym do porządku dziennego :o)
                        Za to wspaniałą miałam zabawę na najważniejszym tego dnia zebranku u samego
                        PANA PREZESA. Przez kilka dni instruował mnie , jak mam "urabiać " tych gości,
                        zeby nas wsparli autorytetami (hi hi). A tu taki pasztet ;o)
                        Zaraz na poczatku, jak Prezes zaczął mówić o świeżych pomysłach Wizjonera (miał
                        na myśli to pikające g....o) obaj doktorzy się skrzywili, jak po cytrynie. Po
                        jakimś czasie ten od kaset nie wytrzymał i zaczął gadać, że trzymanie gryzonii
                        w celach dydaktyczno- terapeutycznych jest nieporozumieniem naukowym (!)i nie
                        znajduje potwierdzenia we współczesnych badaniach i w ogóle to jest to
                        sprzeczne z higieną itd. Wizjoner i Jaśnie Pan Prezes nie mogli "zatrybić " o
                        co chodzi, ja milczałam (chyba ze strachu, bo już wiedziałam co będzie). W
                        końcu psychologowie powiedzieli, że się zastanowią i zakończyli spotkanie.
                        Jeszcze na odchodnym jeden wspomniał, zeby każdy robił to co umie,a za terapie
                        z udziałem zwierząt nie ma się co brać bez stosownego doświadczenia.
                        W każdym razie sprawa się wydała za jakiś tydzień, kiedy Wizjoner ponownie
                        nawiązał kontakt z "autorytetami" . Podobno długo im wyjaśniał
                        nieporozumienie, i żart (!) koleżanki:o) Nijak jakoś nie mógł im wyjaśnić skąd
                        tak NAPRAWDĘ w "nowoczesnej firmie" wzięły się gryzonie :o))
                        Ala to co zrobiła - zrobiła swiadomie .. W dniu kiedy to powiedziała miała
                        jeszcze 3 dni pracy ...do przejscia na wcześniejszą emeryturę :o))))
                        Jak się ławtwo domyślić produkcja tych piszczących pierdułek nie wypaliła, ale
                        przecież Wizjoner miał wciąż nowe wizje ..........
                        • gregorz Re: Śniadanie PANA PREZESA i...myszka :o) 18.12.01, 10:26
                          Coraz lepsze usmialem sie niezle jak czytalem o panach Doktorach. Czekam na
                          wiecej o Wizjonerze. Nie ma dyr.Buraka ale jest dyr.Wizjoner rownie ciekawy.

                          Pozdrowka
                          • Gość: H. Re: Śniadanie PANA PREZESA i...myszka :o) IP: 195.117.18.* 18.12.01, 14:36
                            To jest super Yeni!!!
                          • Gość: halina Re: Śniadanie PANA PREZESA i...myszka :o) IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.12.01, 14:54
                            Tak, tak i prosimy o wiecej.
                            • Gość: zzzzzz taki pomysl IP: 10.40.130.* 02.01.02, 16:13
                              A moze Pani Kasia ma jakis adres e-mailowy. Moze byloby jej lzej, gdyby dostala
                              fure listow od ludzi, ktorzy jej wspolczuja?
                              • yeni Re: taki pomysl 04.01.02, 10:58
                                Niestety !!! Pomysł jest fajny, ale gdzie tam pani Kasi do internetu??? Poważnie,
                                w tej firmie dostęp do internetu (o własnej skrzynce nie wspomnę) miały zaledwie
                                3 osoby. Zresztą, cóż tu mówić o internecie, gdy w ramach oszczędności odebrano
                                ludziom bezpośrednie "wyjścia na miasto" i KAŻDĄ rozmowę łączyła pani z centrali.
                                Obojętnie: prywatną, czy służbową. Dzięki temu wiedziała np. gdzie pracuje czyj
                                (a) mąż/żona, kto ma romans itp.
                                PS.Zbieram sie do opisania kolejnej takiej trochę dłużej opowiastki z życia (a
                                raczej agonii) tej firmy.
                                Pozdr Yeni
                                • gregorz Re: taki pomysl 04.01.02, 19:43
                                  Czekamy z utesknienie bo cos sie na dilbertozie cicho zrobilo. A w sprawie
                                  dilbertozy to dostalem pod choinke ksiazke S.Adams o Dilbercie, niektore
                                  opowiastki i rysunki sa naprawde niezle.
                  • Gość: Myszonez Re: Śniadanie PANA PREZESA i...myszka :o) IP: 195.205.183.* 05.01.02, 14:57
                    Yeni, to co piszesz jest rewelacyjne. Tzn. głupota twoich - byłych/obecnych -
                    niepotrzebne skreślić przełożonych przyprawia mnie o zawrót głowy. Sposób
                    opisania naprawdę cudny, przez twoją opowieśc na chwilę stanęła u nas robota,
                    bo wszyscy czytali i dusili się ze smiechu. Czekam na więcej - pozdrowienia dla
                    p. Kasi, myszki i przekaż ode mnie prezesowi smacznego :))
                    • Gość: yeni Wizjoner, Pan prezes i "lewa hurtownia" IP: *.devs.futuro.pl 07.01.02, 13:55
                      Witam wszystkich przyjaciół pani Kasi i "fanów" Wizjonera w Nowym Roku życząc
                      wszystkim , aby ten rok wolny był od dilbertozy w każdym wydaniu :o)
                      Powracając do wątku agonii tej firmy ośmielam się kontynuować........
                      Jak już wspomniałam wcześniej interes związany z urządzeniem wytwarzajacym
                      sztuczny relaks nie bardzo się "kulał", mimo wysiłków ze strony Wizjonera i
                      całej "dzielnej załogi", Sytuacja stawała się dramatyczna, bo Jaśnie Pan Prezes
                      oczekiwał wymiernych wyników od sowicie opłacacego Wizjonera i niezmiernie Go
                      złościł brak obiecywanych ogromnych zysków z tego przedsięwzięcia :o)W związku
                      z tak niekorzystnym obrotem sprawy Wizjoner postanowił postawić na pomysł
                      prozaiczny, co prawda, ale jego zdaniem pewny na 100%. I oto w prasie pokazało
                      się ogłoszenie w rubryce "Dam pracę". Treść jego była następująca (moje
                      komentarze, od których nie mogę się powstrzymać w nawiasach): "Poważna Firma
                      (uuuuua hahahaha)wyłącznie polska (a któż by z zagraniczniaków się nimi
                      zainteresował???)z perspektywami (o Jezu jakimi??)i jasną wizją (no nie,
                      znowu ???) rozwoju poszukuje poważnego kandydata na Kierownika Hurowni
                      Elektroinstalacyjnej (znowu nowa branża !!!). Od kandytatów oczekujemy:
                      wyższego wykształcenia (no tak to niezbędne, zeby ponieść w firmie
                      współczynnik :o), doświadczenia na podobnym stanowisku (całkowicie
                      nieprzydatne, a wręcz zawadza, ale o tym później), zdolności organizacyjnych
                      (no przydałyby się normalnie, ale w tym przypadku ???), znajomości języka
                      angielskiego (no przyda się do tłumaczenia zagranicznych ulotek SITY dla
                      Wizjonera). Oferujemy: nowoczesne metody pracy (to juz bezczelne było),
                      perspektywy i możliwości awansu (chyba gdyby Wizjonera i Jego 5 pomocniczych
                      dyrektorów zdymisjonowano), miłą atmosferę (ha ha ha) i godziwe zarobki
                      (powinni napisać niegodziwe :o)..........
                      Kadrowa miała parę dni zajęcia na odpytywaniu wstępnym tych, którzy naiwnie się
                      zgłosili. Było to dla Niej tym łatwiejsze, że kompletnie się na tym nie znała
                      to i za dużo nie musiała myśleć. Pani ta ukończyła średnią szkołę
                      gastronomiczną, od kompa trzymała się z dala, po angielsku nie mówiła, ale
                      miała plecy i była "nie do ruszenia". Po odrzuceniu jakiejś tam partii
                      kadydatów (chyba za twarz, bo na jakiej podstawie???) resztę skierowała na
                      audiencję do Wizjonera. A nawet raczej nie skierowała tylko zaprowadziła
                      dokładnie pod Jego gabinet, chyba dlatego, żeby nie mieli okazji
                      zwiedzić "nowoczesnej firmy z perspektywami". Wizjoner każdego z kandydatów
                      przesłuchwiwał ok. 45 minut (średnio). Jak na Niego to było barrrrrdzo krótko,
                      aż się dziwiliśmy, że taaaaakie przedsięwzięcie a On tak się nie przykłada !!!
                      No w końcu wyłonił , jak sam mówił w drodze konkursu, optymalnego kandydata:o)
                      Był to młody inżynier - ostatnio bezrobotny z powodu likwidacji Firmy z pewnym
                      doświadczeniem. Ogólnie miły chłopak....Szybko się jakoś zgadaliśmy i czasem
                      wpadał do nas na kawę. Początkowo rozpierał go właściwy nowym pracownikom tej
                      Firmy optymizm. Dużo mówił o planach, jakie wiąże z firma, o nowej koncepcji
                      hurtowni itp. Szkoda mi było chłopaka sprowadzać na ziemię , ale kilka razy
                      wspomniałyśmy Mu delikatnie, że w tej firmie nie wszystkie pomysły "wypalają".
                      Wkrótce miał się o tym przekonać.
                      Każdy z nas wie, ze planując jakieś choćby niwielkie przedsięwzięcie trzeba
                      trochę zainwestować. To znaczy każdy wie oprócz Wizjonera. Dlaczego ???? Otóż
                      dlatego, że Wizjoner zdołał przeforsować tę całą hurtownię tylko dlatego, że
                      wmówił Jaśnie Prezesowi, że to nie będzie kosztowało prawie nic !!!!! No bo
                      tak: pusta hala po sprzedanych maszynach jest ??? Jest. No to wystarczy tam
                      posprzątać trochę upiększyć i sprzedawać sprzęt. Skąd sprzęt weźmie tego
                      Wizjoner nie mówił tylko robił tajemniczą minę. A nie mówił i robił tajemniczą
                      minę, bo........sam nie wiedział !!!!!! NAJWAŻNIEJSZY JEST DOBRY POMYSŁ - to
                      była jego dewiza :o)Zapomniał biedaczek, że trochę kasy by się też przydało na
                      realizację..........Na razie zapędzono fizycznych pracowników produkcyjnych do
                      sprzątania pustej hali, nowoprzyjętemu kierownikowi dano jakiegoś starszego
                      kompa z demobilu (czyli z poprzedniej firmy Żony pana Prezesa, która
                      padła...oczywiście firma nie Żona :o)wyposażyli Mu jako tako pokój i kupili
                      służbową komórkę. Aha jeszcze pieczątkę Mu wyrobili i wizytówki zamówili na tej
                      działalności póki co się skończyło......
                      Ja na razie też kończę, ale wrócę :o)))
                      Pozdr yeni
                      • Gość: Żarłacz Re: Wizjoner, Pan prezes i IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.01.02, 01:57
                        Pozdrawiam i czekam na cd
                        • yeni Re: Wizjoner, Pan prezes i 17.01.02, 13:25
                          Moi drodzy !!!!! Smutno mi to komunikować, ale niestety w sposób wyjątkowo
                          dilbercki "podziękowano mi" za pracę w mojej obecnej firmie .... Obawiam się,
                          ze sposób w jaki to zrobiono jest gorszy od występów Wizjonera, bo one choć
                          były nader nużące miały w sobie śmieszny pierwiastek:o) W związku z całą tą
                          sytuacją na pewien czas (mam nadzieję, że krótki) zniknę z netu:o(
                          Ale mam nadzieję, ze tu wrócę:o) i to w miarę prędko!!!
                          Na razie kończę, ale dziś jeszcze się odezwę
                          Pozdr Yeni
                          • faxio Re: Yeni!!! 17.01.02, 14:42
                            Jesteś wspaniała!!!!!!!!
                            Mam nadzieję, że wkrótce pojawisz się znowu!!!!!!!!!
                          • foczka? Re: O? 17.01.02, 15:12
                            yeni napisał(a):

                            > Na razie kończę, ale dziś jeszcze się odezwę

                            Zycze Ci abys znalazla fajna prace, ktorej nie bedziesz musiala
                            opisywac tak, jak w tym watku...


                            Uszy do gory, pozdrawiam
                            Korespondencyjna Foczka
                            • yeni Re: O? 17.01.02, 15:20
                              Dzęki, dzięki, dzięki !!!!! 3majcie za mnie kciuki !!!! Wpadnę tu jeszcze jutro
                              to opiszę koniec hurtowni i moje chlubne zwolnienie (jeśli chcecie)...Ja tylko
                              zawieszam działalność !!!!! Na 100% wrócę
                              Pozdr yeni
                              • foczka? Re: O? 18.01.02, 11:15
                                yeni napisał(a):

                                > Dzęki, dzięki, dzięki !!!!! 3majcie za mnie kciuki !!!! Wpadnę tu jeszcze jutro
                                Nie ma za co - to nasz obowiazek :-)


                                > to opiszę koniec hurtowni i moje chlubne zwolnienie (jeśli chcecie)...
                                Ja poprosze - lubie Cie czytac.

                                Pzdr,
                                Foczka
      • beno1 Re: Śniadanie PANA PREZESA. 18.01.02, 10:34
        Czakamy na Ciebie yeni i na dalszy ciąg Twoich opowieści tym razem o drugiej
        tzw. firmie. Ztego co piszesz jeszcze bardziej głupsza od poprzedniej. Opisz to.
        • Gość: Lila Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: *.hobnet.silesianet.pl 18.01.02, 13:12
          Dołączam się do życzeń rychłego znalezienia następnej pracy i powodzenia !
          Dzięki za kilka żabawnych obrazków z życia polskiego pracownika. Z Twoim
          poczuciem humoru bedziesz zawsze potrafiła poradzić sonbie z najgorszymi
          przeciwnościami. Poozdrowienia i czekamy na Ciebie.

          Lila
          • Gość: yeni "Lewa hurtownia" i ...coś jeszcze IP: *.efbud.com.pl 18.01.02, 14:33
            Witam Was wszystkich kochani!!!! Raz jeszcze wielkie dzięki za miłe słowa i
            dodawanie mi otuchy:o) Teraz bardzo tego potrzebuję:o)No, ale chcę Wam
            dokończyć tę historyjkę o hurtowni...Na czym to ja się zatrzymałam , aha już
            wiem.... A więc pieczątka była, wizytówki też były, Kierownik był - tylko tej
            hurtowni, jak nie było tak nie było....
            Kolega kierownik popełnił po jakimś tygodniu gruby nietakt i poszedł do
            Wizjonera zapytać , jaki kapitał jest przewidziany na rozruch
            przedsięwzięcia...Nie było to zbyt taktowne z Jego strony:o), jako, że jak
            wiadomo inwestycja ta miała byc przeprowadzona bez nakładów:o) Wizjoner chciał
            i Jasnie Pana prezesa usatyswakcjonować i od kolegi Kierownika się odczepić,
            więc poczynił kroki w kierunku uwiarygodnienia swej nowej wizji i
            zainwestował !!!! Mianowicie zamówił wielki podświetlany szyld z
            napisem "Hurtownia Elektroinstalacyjna" i kazał umieścić na ogrodzeniu firmy.
            Był z siebie nader zadowolony, na nasiadówie puszył się, że TERAZ dopiero
            przyciągnie klientelę !!!!! Koleś Kierownik siedział, jak na szpilkach :o)
            Zaraz po naradce przyszedł do mnie do pokoju (a właściwie do pomieszczenia,
            które wcześniej wam opisałam)i w panice zaczął mi się zwierzać, że jest
            przerażony, bo ta cała hurtownia przecież.....NIE ISTNIEJE !!!! "Co będzie, jak
            się jakiś klient napatoczy?"... No to mógł być problem:o) Poradziliśmy
            kolesiowi, zeby siedział cicho i się nie wychylał, to sprawa przyschnie, a jak
            ktoś przyjdzie to się powie , że otwarcie pierwszego i koniec !!!! "Ale jakiego
            pierwszego ? - gorączkował się biedaczyna...."no właśnie nie mów jakiego
            pierwszego, pierwszego i już" - doradzaliśmy mu ze wszystkich sił:o) On się
            biedny tym wszystkim przejmował i jak ktoś obcy przekraczał brame firmy to
            ataku dostawał, że pewnie klient do tej hurtowni-widmo....Przez tydzień się tak
            ukrywał :o) W końcu faktycznie jakiś gość przyszedł pytac o hurtownię, a raczej
            o ceny konkretnych towarów :o)
            Kierownik widmo zwiał na halę produkcyjną (wrażliwiec !!!) a mediacji z
            natrętem (!) podjął się inny kolega, wyszczekany i bardziej odporny
            psychicznie. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
            Natręt: Czy tu jest Hurtownia ...?
            Kolega: Hmmm hurtownia ??? Czemu nie...
            N: Panie ja się pytam a pan.....
            K: No dobra hurtownia jest !!!!
            N: A czy są kable *tu podał wszystkie niezbędne parametry) i w jakiej cenie???
            K: Wszystko proszę pana jest u nas kupi pan wszystko !!!!! Niedrogo!
            N; Świetnie, po ile zatem te kable ????
            K: W cenie producenta !!!!
            N: No , ale konkretnie ! W jakiej cenie ????
            K: Noooo tego to panu teraz nie powiem, bo dopiero dostawę mamy i jeszcze ceny
            nie znam, ale proszę przyjść o 17 to wszystko załatwimy !!!!!
            N: A teraz nie można ????
            K: No niestety nie znamy ceny !!!!!
            N: No dobrze to przyjdę o 17.
            K: Świetnie !!!! Serdecznie zapraszamy.
            Gwoli jasności wyjaśniam , że pracowaliśmy do godziny 15.30 !!!!!!!, a o 17
            można było tam pogadac z....portierem:o)))))))
            Po jakiś 3-4 tygodniach takich rozmów klienci się przestali pojawiać... Widać
            się rozeszło, że z tą hurtownią coś nie tak :o) Ale co ciekawe koleś kierownik
            trwał !!!!! Zajmował swoje biuro, coś sobie klepał na kompie, dzwonił po
            znajomych, biegał na kawki do ludzi , no bo w sumie co miał robić ???? Wizjoner
            go nie zwalniał, bo musiałby tym samym obnażyć straszną prawdę, że z hurtownią
            kompletna klapa. Na początku koleś bardzo sie bał, ze tak go przyuważą, że
            zbędny :o) Ale nic nie mówiono !!!! Trwało to ludzie jakieś pół roku !!!! Jak
            malowali ogrodzenie, to szyld zdjęli (bo brudny juz był)i więcej nikt już o
            hurtownię nie pytał :o) Jka się stamtąd zwalniałam to kolega Kierownikm
            jeszcze "pracował". Dopiero tak po trzech miesiącach (czyli po 9 miesiącach
            kieownania nieistniejącą hurtownią) przysłał mi sms-a, że znalazł co innego i
            tam juz nie pracuje :o)
            Fajną miał pracę nie ????
            Pozdr Yeni
            PS. Wkrótce opowiem Wam , jak mnie z honorami zwolnionob z mojej (obecnej) a
            raczej juz byłej firmy !!!! Chcecie ???

            • Gość: italia Re: tak tak tak IP: 212.106.6.* 18.01.02, 14:40
              tak tak tak tak tak.......
              • Gość: Gala :) IP: *.prasabalt.gda.pl 18.01.02, 15:17
                oczywiście:) I trzymaj się:).
                • zulia Re: :) 18.01.02, 16:00
                  PEWNIE ZE CHCEMY
            • pingu Re: ))) 18.01.02, 17:28
              Chemy, chcemy !

              A tak wogole, to mam niejasne wrazenie, ze musialas pracowac w tej samej firmie
              co Rifun, albo u kogos z krewnych lub znajomych Buraka...
              Trzymam kciuki, daj nam znac jak Ci idzie szukanie pracy, jestem pewna, ze
              wszyscy wierni czytelnicy chca wiedziec.

              Pozdrawiam, nie daj sie.
              • yeni Re: ))) 22.01.02, 11:03
                Witam wszystkich w imieniu yeni. Na wstępie informuję, że nie jestem yeni ale
                osobą która została upoważniona do reprezentowania ją na tym forum. Yeni
                dziękuje wam za słowa otuchy i nadzieji potrzebne jest nam to teraz bardzo.
                Jednocześnie yeni postara się nie zaniedbywać was w temacie DILBERTOZY tym
                bardziej, że dużo nowego matariału samo życie nadesłało. Więc jeszcze raz
                bardzo dzięki i troszkę cierpliwości yeni na pewno wróci na forum :o))))))))
                i :-))))))
                • Gość: halina Re: ))) IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 04.03.02, 18:22
                  Yeni, czekamy i czekamy. Trzymamy tez kciuki, ale odezwij sie. Pozdrowienia
      • Gość: Anna Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: *.kwidzyn.msi.pl 04.03.02, 21:09
        Rany boskie! ludzie gdzie wy pracujecie.O takich feudalnych stosunkach w
        trzecim millenium jako zywo nie słyszałam.!
        Ta mizeria obyczajowa,moralna techniczna etc tego Wizjonera to cała moja
        "ogolna teoria buractwa" w jednym.Zabrakło mi konceptu jakie jeszcze twierdzenia
        do tej teorii mogłabym dopisać!
        Pomyslę...
        • burack Re: Śniadanie PANA PREZESA. 05.03.02, 08:55
          hi, hi, hi. Ludzie mamy te same wspomienia, może nam sie to wszystko śni?
          moje byłe szefo nigdy nie mogło mi podarować, że pobieram mu z pensji podatki.
          Co się przejechał do domciu, jakieś 500 km słuzbowym autkiem, to mu ksiegowy
          ustalał dochód, i kartka do mnie, ja zaś rozliczałem podatek, jak wszędzie ,
          jak wszystkim. ja oczywiście co miesiąc na dywanik. Musiałem wysłuchiwać, że
          bawię się w szerloka holmsa, że śledzę jego miłomściwość, że znowu dostał inną
          kwotę na wypłatę. itp.
          Zamieszkał w naszym, znaczy się firmowym, czterogwiazkowym hotelu, na koszt
          firmy, bo powiedział, że w zwykłej norze mieszkał nie będzie (pięciopokojowe
          nowiutkie luksusowe mieszkanko). Ja do prezesa, że darmowe świadczenie to
          przychód, (he, he, jakieś 400 zł za dobę, razy 31 dni, he, he - strach sie bać
          jakby sie UKS dowiedział. Miałbym przerypane, od prezesa albo od skarbówki.) on
          do mnie, że nakleimy na drzwiach w hotelu kartkę, z napisem: "lokal mieszkalny"
          (lokale mieszkalne były onegdaj zwolnione od podatku). Rozumiecie! Wiara czyni
          cuda, cudowna przemiana pokoju hotelowego w mieszkalny!
          Ale żeby ktoś nie powiedział, że odbiegam od wątku. Śniadanek nie
          zaobserwowałem, ale obyczaje żarłoczne szefuńcia tak. Na zarządzie, prezesio
          rozparte na fotelu, lepiej będzie powiedzieć wyciągniety, bo nie wiem czy
          dotykał siedliska bodaj kawałkiem tyłka, chyba raczej plecami, wcinał: banany,
          mandarynki, winogronka, a przed nim pietrzyła sie góra łupinek, skórek i
          pestek. sok kapał mu na sfeterek, wokół walały sie powysysane winogronka, a
          przed nim parada dyrektorów, specjalistów itp. Do domu prezesio jeździło już w
          czwartek (500 km) wracało do pracy we wtorek. Zawsze zabierał do domu
          wszyskie "reprezentacyjne" smakołyki z sekretariatu, nawet napoczęte butelki,
          nawet otwarte paczki delicji. Wodę "dar natury" woził!
          A wiecie co jest najbardziej żałosne? facet był onegdaj prokuratorem! Miał
          wyższe wykształcenie prawnicze i niecałe 40 latek. A firma, w cale nie
          prywatna.
      • Gość: ssssss ... to jak załatwić takiego gada? IP: *.prokom.pl 06.03.02, 09:57
        Przypuszczam że na takie śniadanka znalazły by się jakieś paragrafy
        (BHP,Sandepid,IP czy z US). Po kieszeni grubasa! Macie jakieś pomysły?
        • Gość: Zołza Re: ... to jak załatwić takiego gada? IP: *.chello.pl 06.03.02, 11:31
          Najgorsze, że pracując u takiego młotka, normalnym jest że chcesz zmienić
          pracę. A w tej nowej pracy wszyscy pytają o referencje z poprzedniego miejsca
          pracy. I teraz taki osioł ma się wypowiadać na temat swojego byłego
          pracownika!! W mojej firmie np. panuje niewolnictwo. Co z tego, że mamy jakieś
          tam stanowiska, jak i tak musimy odrabiać lekcje dzieciom prezesa (przy czym te
          lekcje mają pierwszeństwo przed sprawami służbowymi), udzielać korepetycji -
          także dzieciom znajomym i rodziny -za darmo!!,kupować mięso i inne art.
          spożywcze(także po godzinach pracy), wozić ciuchy do prania (też po godzinach)i
          pamiętać o ich odebraniu! Jak się zapomni to awantura gotowa. A do tego
          wszystkiego nie wolno nam korzystać z ładnych filiżanek które są w firmie, bo
          one są dla prezesa i gości, tylko dostaliśmy stare poobijane kubki zebrane z
          domu prezesa, bo "ładna zastawa nie jest dla pracowników, bo oni nie umieją z
          niej pić!!" Tak! Synek pana prezesa zaangażował się w robienie gazetki ściennej
          w szkole, którą oczywiście dostajemy MY -do zrobienia w domu!! Przynosi
          gówniarz duży karton papieru, rzuca na biurko i mówi "na wczoraj. Może być na
          jutro". Pilnujemy spraw prywatnych szefa i jego rodzinki, za marne grosze
          dodam. Bywa, że musimy usługiwać znajomym pana prezesa-nosić kawę,przy czym
          taki prostaczek siedzi rozwalony na fotelu, nawet nie podziękuje, tylko powie
          do Prezesa: ładne dupy tu masz;wysyłać ICH listy,załatwiać ICH sprawy. Dodam,
          że wiekszość z nas ma skończone studia,WSZYSCY szukamy pracy, ale narazie
          musimy pracować w tym gównie. Jedna koleżanka wkurzyła się i odeszła w "nicość"
          czyli bez nowej pracy. Prezes się wkurzył, że śmiała zostawić taką firmę, i
          teraz gdy trafi jej się rozmowa kwalifikacyjna, proszą o podanie przełożonego,
          aby spytać o referencje. W ten sposób bidulka nie może znaleźć pracy, bo co ten
          debil o niej naopowiada -wiadomo.
          • Gość: Anna Re: ... to jak załatwić takiego gada? IP: *.kwidzyn.msi.pl 06.03.02, 20:53
            Rzeczywiscie trudna sprawa.Już trzeci post,który mówi o tym samym:sredniowiecze
            lub postkomuna- jak kto woli.
            Staram się sobie wyobrazic, co bym zrobiła na waszym miejscu.Pierwsze, to bym
            wyrzuciła ten poobijany kubek i przniosłabym swoją filiżankę.
            Starałabym sie walczyć -oczywiscie swoją metodą -przypadkiem zostawiłabym
            gdzieś tę listę buractwa.W koncu nawet największy burak nie spełnia wszystkich
            tych punktów jednocześnie.Jest szansa,ze znalazłby taki gagatek coś z czego sam
            by sie rzeczywiscie pośmiał-to by była przynęta.Te punkty które najlepiej go
            opisują napisałabym inną grubszą czcionką.Jesli jest trochę inteligentny i
            reformowalny, to moze zrozumie aluzję.Do tej ogólnej teorii buractwa trzeba
            dopisac jednak coś w rodzaju :
            aby zostac burakiem wystarczy uwazać ze:
            Motywować pracowników,wykorzystywać ich wiedzę i zdolności?- po co- mają
            słuchać szefa i skoczyć czasem po piwo(coś co by mu sie wprost nie kojarzyło)
            Na liscie jest jeszcze mnóstwo innych punktów zwłaszcza ostatnie.
            Wreszcie mozna patrzeć pozytywnie -Moze inni mają gorzej -jest u nich
            wprawdzie "po europejsku", ale wymaga sie od nich ciągle więcej,lepiej
            szybciej.Moze warto tak pracować niż żyć w stresie.
            • Gość: Zołza Re: ... to jak załatwić takiego gada? IP: *.chello.pl 07.03.02, 13:25
              Aneczko, więc poprzynosiliśmy sobie własne kubki, własną herbatę (bo i tu był
              podział), staramy się zachować godność w tych trudnych warunkach. Koleżanka
              kiedyś zrobiła kawę w tych kubkach "dla pracowników" naszym kontrahentom z
              Europy Zach., a co, odważyła się (to właśnie ta co odeszła w nicość),pan prezes
              był czerwony ze złości, kazał jej natychmiast zabierać te graty, i przynieść
              normalne filiżanki. Na to ona, że to są właśnie normalne filiżanki, w takich
              wszyscy pijemy. Oczywiście zmieniła potem te kubki na filiżanki, ale później
              niszczył ją psychicznie, nie odzywał się do niej, pomijał w dyskusjach, nie
              patrzył na nią, traktował jakby nie istniała dla niego. Nasz Pan i Władca teraz
              chełpi się tym, że ona nie dostanie żadnej pracy i że już miał okazję
              opowiedzieć Całą Prawdę O Niej jej przyszłym pracodawcom. Po prostu: ma jej
              życie w swoich rękach. Dodam jeszcze że na zewnątrz nasz Pan Prezes jest
              człowiekiem szanowanym, eleganckim, zadbanym, wzbudzającym zaufanie. Kiedy chce
              wyraża się elokwentnie, spokojnie i z klasą, więc czemu by nie wierzyć takiemu
              gadowi w opinie o pracowniku??
              • Gość: Anna Re: ... to jak załatwić takiego gada? IP: *.kwidzyn.msi.pl 07.03.02, 20:51
                Gość portalu: Zołza napisał(a):

                > Aneczko, więc poprzynosiliśmy sobie własne kubki, własną herbatę (bo i tu był
                > podział), staramy się zachować godność w tych trudnych warunkach. Koleżanka
                > kiedyś zrobiła kawę w tych kubkach "dla pracowników" naszym kontrahentom z
                > Europy Zach., a co, odważyła się (to właśnie ta co odeszła w nicość),pan prezes
                >
                > był czerwony ze złości, kazał jej natychmiast zabierać te graty, i przynieść
                > normalne filiżanki. Na to ona, że to są właśnie normalne filiżanki, w takich
                > wszyscy pijemy. Oczywiście zmieniła potem te kubki na filiżanki, ale później
                > niszczył ją psychicznie, nie odzywał się do niej, pomijał w dyskusjach, nie
                > patrzył na nią, traktował jakby nie istniała dla niego. Nasz Pan i Władca teraz
                >
                > chełpi się tym, że ona nie dostanie żadnej pracy i że już miał okazję
                > opowiedzieć Całą Prawdę O Niej jej przyszłym pracodawcom. Po prostu: ma jej
                > życie w swoich rękach. Dodam jeszcze że na zewnątrz nasz Pan Prezes jest
                > człowiekiem szanowanym, eleganckim, zadbanym, wzbudzającym zaufanie. Kiedy chce
                >
                > wyraża się elokwentnie, spokojnie i z klasą, więc czemu by nie wierzyć takiemu
                >
                > gadowi w opinie o pracowniku??

                No cóż, ja mogę wyrazić swoją dezaprobatę dla takiego stylu zarządzania dopisując
                kolejny punkt do listy buractwa:
                "Najlepszym sposobem na zbudowanie lojalności pracowników wobec firmy jest
                mściwość i okazywanie im pogardy."
                Doczekał się, ze twoja kolezanka ,a może większość z was nie identyfikuje się z
                firmą.I pewnie słusznie.
        • Gość: agulha Re: ... to jak załatwić takiego gada? IP: *.astercity.net / 10.131.128.* 09.03.02, 02:09
          Na dzień dobry donieść ANONIMOWO do szkoły, kto bachorom robi lekcje, można
          załączyć dowód rzeczowy w postaci kserokopii - chociaż tu ostrożnie, bo mogliby
          ustalić, kto dane zadanie odrabiał.
          Wiele się nie zyska, ale nie będzie im już tak słodko.
          • mreck Re: ... to jak załatwić takiego gada? 09.03.02, 19:11
            możecie mu nagwizdać.
            1 - nikt go nie zastrzeli,
            2- nikt nie ściągnie kontroli, choćby skarbowej, bo zrobi pod górkę kolegom,
            3- nikt mu nie wygarnie, bo po co? biedak i tak zrozumie z tego, ze go nie
            lubicie a w tedy gorze Wam!
            Jedyny sposób, to założyć swoja firmę, a wszystko stanie sie dla Was jasne:
            czemu buraki sa burakami.
            wniosek? Zostań sam burakiem.
            Widziałem byłytch związkowców "solidaruchów" jak zostali prezesami. Gdzies
            zniknęły ich gadki, ich styropiany, i pieśni o zerwanych kajdanach.
            Z wami byłoby tak samo. Może sie założymy?
            • Gość: Hamster Re: ... to jak załatwić takiego gada? IP: 195.117.18.* 11.03.02, 10:08
              mreck napisał(a):

              > możecie mu nagwizdać.
              > 1 - nikt go nie zastrzeli,
              > 2- nikt nie ściągnie kontroli, choćby skarbowej, bo zrobi pod górkę kolegom,
              > 3- nikt mu nie wygarnie, bo po co? biedak i tak zrozumie z tego, ze go nie
              > lubicie a w tedy gorze Wam!
              > Jedyny sposób, to założyć swoja firmę, a wszystko stanie sie dla Was jasne:
              > czemu buraki sa burakami.
              > wniosek? Zostań sam burakiem.
              > Widziałem byłytch związkowców "solidaruchów" jak zostali prezesami. Gdzies
              > zniknęły ich gadki, ich styropiany, i pieśni o zerwanych kajdanach.
              > Z wami byłoby tak samo. Może sie założymy?

              Bujaj sie buraku

              • mreck Re: ... to jak załatwić takiego gada? 11.03.02, 12:32
                :D
      • mikolaj7 Re: Śniadanie PANA PREZESA. 17.03.02, 17:04
        yeni, kontynuuj prosze! Twoje teksty sa swietne!
        • yeni Re: Śniadanie PANA PREZESA. 04.04.02, 13:14
          Kochani !!!! Witam po dłuzszej przerwie:) Pozdrawiam
          wszystkich i zapowiadam kontynuację wątku ....
          Jeśli chcecie...rzecz jasna
          Pozdro dla wszystkich
          yeni
          • Gość: Zołza Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: *.chello.pl 04.04.02, 13:20
            No nareszcie... :))) Co chwila wchodzilam na to forum w oczekiwaniu na ciebie
            Yeni! Czekamy na opowiesc. Co u ciebie? Pozdr
          • mikolaj7 Re: Śniadanie PANA PREZESA. 04.04.02, 21:08
            yeni napisał(a):

            > Kochani !!!! Witam po dłuzszej przerwie:) Pozdrawiam
            > wszystkich i zapowiadam kontynuację wątku ....
            > Jeśli chcecie...rzecz jasna
            > Pozdro dla wszystkich
            > yeni

            ja chce! zostalas tylko Ty, bo Szczur B i Rifun wybyli :-(((

            wiec kontynuuj! bylas swietna (i Prezes z rodzina tez) :-)))
          • Gość: Viola Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: *.inet.com.pl 05.04.02, 16:03
            I co obiecałaś, wszyscy czekają z zapartym tchem, a Ty nas trzymasz w napieciu.
            Odezwij się ...
            Pozdrawiam
            • mikolaj7 Re: Śniadanie PANA PREZESA. 05.04.02, 19:11
              Gość portalu: Viola napisał(a):

              > I co obiecałaś, wszyscy czekają z zapartym tchem, a Ty nas trzymasz w napieciu.
              > Odezwij się ...
              > Pozdrawiam

              wlasnie, wlasnie, odezwij sie! napisz cos!

              plisss :-)))
              • Gość: Aguś Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: *.acn.waw.pl 07.04.02, 19:59
                Yeni miałaś się odezwać. Czekamy z utęsknieniem!
          • Gość: Forecast Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: GBPLPROXY:* / *.pepsico.plusnet.pl 22.04.02, 15:53
            Yeni, nalegamy - pisz dalej!!!
            To naprawde mocne, ale tez bardzo ciekawe, jako opis obyczajow panujacych
            w "nowych" polskich firmach. Czy ktos inny ma podobne obserwacje? W mojej
            firmie jest "niestety" dosc normalnie, wiec nie mam okazji...
      • Gość: Tomson NO rewelacja!!!!!!!!!!!!!! IP: *.zlo.cxt.pl 23.04.02, 16:44
        No rewelacja!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Zatrudnie Pania Kasie !!!!!!!!!!!!!!!!
        Ona nie bedzie miała problemu ze znalezieniem pracy,
        tylko ciekawe jak daleko zajedzie ta firma

        Ja tez kiedys miałem taka panią
        tylko miała 22 lata i na imie Iwonka
        serwowała kanapki na 2 sniadanie

        ale rodzina jadła w domu

        no i jak podawała...
      • yeni_true WRACAM !!!!! 31.10.02, 21:18
        Hej wszystkim !!!!
        Jeszzce raz WIELKIE SORRY za tak długą przerwę !!!!! Nie miałam niestety
        wolnego dostępu do netu :( a na dodatek zapomniałam nieuzywanego hasełka no i
        mam teraz ambaras, bo nie dość, że nie mogę sie zalogować na stary login to
        jeszcze mnie tu Bopin podejrzewał o spółkę z Rufinem:) a konkretnie o to, że
        ja , On i Szczurb jesteśmy "troje w jednym" :) wielki to dla mnie zaszczyt, ze
        jestem porównywana do takich mistrzów:)
        Powiem Wam moi mili, że myślałam , iż po Wizjonerze nic mnie już gorszego
        spotkać nie może ....Oj srodze się zawiodłam i boleśnie !!!!
        Niestety....coraz gorsze persony mi się trafiają, jako szefowie ....choć wprost
        trudno w to uwierzyć:)
        Obecnie mam takiego szefa ...a szkoda mówć ...
        A raczej opis tzw. "swoimi słowami" byłby trudny przytoczę zatem przykład.
        Zdarzyło się to dzidiaj. Siedzę przy biureczku piszę i jem Prince Polo...
        Przyszedł mój szefo...Niby tak prypadkiem (zawsze przychodzi przypadkiem:)
        Przypadkami tymi rządzi prawidłowość - wpada jak burza na ogół wówczas, gdy
        usłyszy, ze ktokolwiek w pokoju zadał jakieś prywatne pytanie innej osobie.
        Oficjallnie bowiem ...nie wolno w firmie prywatnie gadać ...Aha, niemile
        widziane jest też gromadne wychodzenie pracowników wspólnie np. na piwko PO
        PRACY!!!!! Bo niby po co ??? Sam to kiedyś osobiście do mnie powiedział !!!
        Ponadto wpada przypadkiem, żeby zerknąć nam na monitory :o) Kiedyś kolega
        widział, jak chodził i patrzył ....jakie ludzie mają tapety na
        monitorze ...twierzdił, ze to wiele o człowieku Mu mówi, a On lubi wiedzieć....
        Z moich obserwacji wynika, że lubi wiedzieć ....wszystko o wszystkich ....
        Ale do rzeczy ....więc siedzę tak i jem tego wafla ... a on do mnie rzuca text:
        "Czy to pani Prince Polo?" Przyznam, ze text mnie kompletnie zaskoczył, jako że
        czyjeż by ono miało być ??? Zdezorientowana przytakuję ...A ten mi na to: "Czy
        mogę się poczęstować?" (nadmieniam, ze nie miałm więcej wafelków tylko ten
        jeden - aktualnie jedzony:o) Przyznam sie, ze mnioe żywcem zatkało i
        popatrzyłam na Niego baranim wzrokim, bo myslałam, ze słuch mnie omylił...
        Ale nie !!! On kontynuował " Bo głodny jestem ...śniadania nie wziąłem " ...W
        tym momencie serio myślałam, ze padnę...ale to w końcu szef..więc cóż tu
        powiedzieć...Włąśnie się zastanawiałam nad pamiętanym z lat szkolnych "Chcesz
        gryza" gdy ku m,ojemu przerażeniu moje myśli zmaterializowały się w postaci
        wypowiedzi szefunia "Czy mogę odgryźć kawałek ?" Ludzie ....dałam Mu tego
        wafelka..znaczy to co z niego jeszzce zostało ...pomyślłąm biedak głodny...ale
        to niemożliwe, zeby sam sobie tyle płacił mniej niż płaci mnie (nie no mniej to
        już całkiiem w ogóle niemożliwe:)na PP go chyba stać..W każdym razie już nie
        lubie tych wafelków i jakoś mnie mdli na ich widok...nie tylko zresztą na ich
        widok ...
        Z tego sami wyciągnijcie wnioski...ja mam chyba jakiegoś pecha - po
        Wizjonerze,,teraz Waflożerca ...
        Npiszę wkrótce ...jak mi miną te mdłości ..no i o ile jeszcze mnie nie
        wyklęliście z forum za absencję :)
        Pozdrawiam
        Yeni
      • yeni_true WRACAM !!! 31.10.02, 21:20
        Hej wszystkim !!!!
        Jeszzce raz WIELKIE SORRY za tak długą przerwę !!!!! Nie miałam niestety
        wolnego dostępu do netu :( a na dodatek zapomniałam nieuzywanego hasełka no i
        mam teraz ambaras, bo nie dość, że nie mogę sie zalogować na stary login to
        jeszcze mnie tu Bopin podejrzewał o spółkę z Rufinem:) a konkretnie o to, że
        ja , On i Szczurb jesteśmy "troje w jednym" :) wielki to dla mnie zaszczyt, ze
        jestem porównywana do takich mistrzów:)
        Powiem Wam moi mili, że myślałam , iż po Wizjonerze nic mnie już gorszego
        spotkać nie może ....Oj srodze się zawiodłam i boleśnie !!!!
        Niestety....coraz gorsze persony mi się trafiają, jako szefowie ....choć wprost
        trudno w to uwierzyć:)
        Obecnie mam takiego szefa ...a szkoda mówć ...
        A raczej opis tzw. "swoimi słowami" byłby trudny przytoczę zatem przykład.
        Zdarzyło się to dzidiaj. Siedzę przy biureczku piszę i jem Prince Polo...
        Przyszedł mój szefo...Niby tak prypadkiem (zawsze przychodzi przypadkiem:)
        Przypadkami tymi rządzi prawidłowość - wpada jak burza na ogół wówczas, gdy
        usłyszy, ze ktokolwiek w pokoju zadał jakieś prywatne pytanie innej osobie.
        Oficjallnie bowiem ...nie wolno w firmie prywatnie gadać ...Aha, niemile
        widziane jest też gromadne wychodzenie pracowników wspólnie np. na piwko PO
        PRACY!!!!! Bo niby po co ??? Sam to kiedyś osobiście do mnie powiedział !!!
        Ponadto wpada przypadkiem, żeby zerknąć nam na monitory :o) Kiedyś kolega
        widział, jak chodził i patrzył ....jakie ludzie mają tapety na
        monitorze ...twierzdił, ze to wiele o człowieku Mu mówi, a On lubi wiedzieć....
        Z moich obserwacji wynika, że lubi wiedzieć ....wszystko o wszystkich ....
        Ale do rzeczy ....więc siedzę tak i jem tego wafla ... a on do mnie rzuca text:
        "Czy to pani Prince Polo?" Przyznam, ze text mnie kompletnie zaskoczył, jako że
        czyjeż by ono miało być ??? Zdezorientowana przytakuję ...A ten mi na to: "Czy
        mogę się poczęstować?" (nadmieniam, ze nie miałm więcej wafelków tylko ten
        jeden - aktualnie jedzony:o) Przyznam sie, ze mnioe żywcem zatkało i
        popatrzyłam na Niego baranim wzrokim, bo myslałam, ze słuch mnie omylił...
        Ale nie !!! On kontynuował " Bo głodny jestem ...śniadania nie wziąłem " ...W
        tym momencie serio myślałam, ze padnę...ale to w końcu szef..więc cóż tu
        powiedzieć...Włąśnie się zastanawiałam nad pamiętanym z lat szkolnych "Chcesz
        gryza" gdy ku m,ojemu przerażeniu moje myśli zmaterializowały się w postaci
        wypowiedzi szefunia "Czy mogę odgryźć kawałek ?" Ludzie ....dałam Mu tego
        wafelka..znaczy to co z niego jeszzce zostało ...pomyślłąm biedak głodny...ale
        to niemożliwe, zeby sam sobie tyle płacił mniej niż płaci mnie (nie no mniej to
        już całkiiem w ogóle niemożliwe:)na PP go chyba stać..W każdym razie już nie
        lubie tych wafelków i jakoś mnie mdli na ich widok...nie tylko zresztą na ich
        widok ...
        Z tego sami wyciągnijcie wnioski...ja mam chyba jakiegoś pecha - po
        Wizjonerze,,teraz Waflożerca ...
        Npiszę wkrótce ...jak mi miną te mdłości ..no i o ile jeszcze mnie nie
        wyklęliście z forum za absencję :)
        Pozdrawiam
        Yeni
        • Gość: lopi1 Re: WRACAM !!! IP: 213.216.77.* 03.11.02, 12:19
          Nawet jesli to wymyslasz to robisz to swietnie. Uśmiałem się do łez.
          Jeśli to prawda, to przestaje to być śmieszne ale w końcu śmiech to chyba
          jedyna broń w takiej sytuacji.
          Pozdrawiam, życzę powodzenia i czekam na dalsze anegdoty
          • yeni_true :) 03.11.02, 19:40
            Witam :)
            Dzięki, ale ...niestety ...nie wymyślam tego !!! Życie jest czasami
            straszniejsze i śmieszniejsze niż nam się zdaje :)
            Ostatnio spotkałam przypadkiem Kolegę Kierownika hurtuwni -
            widmo ...powspominaliśmy trochę. Powiedział mi, ze przez jakiś czas miał
            dosłownie koszmary, że ściga go jakiś klient :) Ale już mu lepiej ...Obyło się
            bez psychiatry ...
            Pozdrawiam i również życzę powodzenia (cokolwiek robisz)
            Yeni
            • yeni_true Coś na szybko !!! 03.11.02, 19:52
              Teraz mi się przypomniało, jak razu pewnego (już w innej firmie) dzwoniąc po
              klieneli odbyłam taki dialog:
              Ja: Dzień Dobry!!! Tu firma blablabla, czy mogę rozmawiać z Panem prezesem X?
              Osobnik z drugiej strony słuchawki (tonem dość wesołym): Dzień Dobry !!! Nie,
              nie może pani....
              No cóż trochę mnie to zaskoczyło i pytam niepewnie:
              A kiedy mogę Go zastać ???
              Na co gość: A nigdy (też dość szczebiotliwie)
              Przyznam, ze mi na chwilkę brakło konceptu !!! Na szczęscie gość kontynuował:
              Znaczy jakby Pani bardzo zależało, to musiałaby go Pani poszukać na cmentarzu,
              bo w zeszłym miesiącu umarł....
              To mi trochę wyjaśniło...
              No cóż - mówię - bardzo mi przykro wobec tego....
              Na co gostek wesoło:
              A nam wręcz przeciwnie !!!! (zatkalo mnie trochę :)
              Chciałąm odłożyć słuchawkę, ale facet mnie zapytał:]
              Znała go pani ??
              ]Nie - mówię- dzwonię do Waszej firmy po raz pierwszy ...
              A to miała pani szczęście nioe poznac tej kanalii, przełączę Panią na
              sekretariat ...

              Bardzo miły w sumie był ten pan :)I podniósł mnie na duchu ....Uświadomił mi,
              ze nikt nie jest wieczny, ale pamięć o nas żyje w innych...Ach jakie to
              romantyczne :) Prawda ???
              Pozdro
              Yeni
        • szczurbiurowy Kategorie szefów 06.11.02, 21:31
          Tak to jest: Waflożercy, efemcegiarze, podejrzliwi dupokryci,dyplomowani
          mistrzowie dupokryctwa, starsi kablowi,tchórzliwi fantaści, rysunkowcy
          konferencyjni, wazeliniarze bezsmalcowi, brązowonosowcy, skunksy zaszafowe,
          erotomani gawędziarze, grzyby ciemniowe itd.

          Kategorii jest tyle i biur w Polsce i na swiecie. W Polsce szczególnie
          popularna jest kategoria dupokrytów - a wynika to z tego, że nie liczą się
          umiejętności w zarządzaniu i branie odpowiedzialności za podwładnych, ale
          podkładki czyli dupochrony. Mam wrażenie, że jest to wynik długoletniego
          treningu i doboru negatywnego - za komuny (z nielicznymi wyjątkami) szefami
          byli tylko dupokryci, no i tak się to zreprodukowało do dzisiaj.

          Pozdro dla wszystkich od Pana Zbyszka
      • Gość: kate Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: 212.160.228.* 04.11.02, 14:47
        muszę przyznać, że to jest ciekawostka. I NIKT sie nie zbuntuje? NIKT nie
        zapyta? DLACZEGO?
        • yeni_true Re: Śniadanie PANA PREZESA. 05.11.02, 18:55
          Gość portalu: kate napisał(a):

          > muszę przyznać, że to jest ciekawostka. I NIKT sie nie zbuntuje? NIKT nie
          > zapyta? DLACZEGO?

          A to mi klina zabiłaś ..przyznaję...Jakoś faktycznie nikt nie poszedł do Jaśnie
          Prezesa z pretensjami. Dlaczego ??? A bo pewnie każdy się bał o robotę. Smutne
          to, ale sama prawda. Nie chciałąbym w tym wątku roztrząsać spraw praw
          pracowników i wzajemnych Ich relacji, ponieważ przytoczyłam te przykłady "ku
          uciesze" szanownego forum, a nie, zeby kogoś dołować ....W gruncie rzezcy masz
          rację - pierwsza ja powinnam powiedzieć Predziowi co o Nim i Jego firmie
          myślę ....Ale nie zrobiłam tego. Nie będe sie tłumaczyć, ze stażystką byłam, że
          bez doświadczenia w takich sprawach ....Nie powiedziałam tylko szybko szukałąm
          innej pracy, zeby stamtąd uciec .....Bałam się, jak wszyscy....I tyle ...
          Nie wszyscy potrafimy być bohaterami....Jednego znam :) Nic nie wskórał, ale
          pamiętam to i jestem Mu wdzięczna.
          Pozdrawiam
          Yeni
          • Gość: agga7775 Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: *.unknown.uunet.be 29.11.02, 16:49
            yenni, a nie napisalas jeszcze w jakich okolicznosciach prace stracilas.... a
            zapowiadalo sie interesujaco.....

            pozdro
      • Gość: wowa Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: *.dial.mtl1.sprint-canada.net 19.12.02, 02:38
        to nie do pomyslenia w moim kraju. Kazdy sedza najgorszego sadu by wysmial prezesa gdyby ta pani sie poskarzyla
        ze za odmowe takiego polecenia ztracila prace Sad by jej przyznal utracone zarobki plus 10 tys za straty
        moralnr e Kazdy burak to wie od urodzenia bo go w szkole ucza a nie strasza , ze sniadanie je sie w domu albo w
        mec donaldzie za 3 dol.i nietrzeba wysiadac z auta Tutaj moja zona tylko czeka aby ktorys zszefow jej cos
        zaproponowal wystarczyl by telefon do adwokata i
        • Gość: vivi Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: *.biaman.pl 10.01.03, 21:29
          Gość portalu: wowa napisał(a):

          > to nie do pomyslenia w moim kraju. Kazdy sedza najgorszego sadu by wysmial
          prez
          > esa gdyby ta pani sie poskarzyla
          > ze za odmowe takiego polecenia ztracila prace Sad by jej przyznal
          utra
          > cone zarobki plus 10 tys za straty
          > moralnr e Kazdy burak to wie od urodzenia bo go w szkole ucza a nie
          strasza ,
          > ze sniadanie je sie w domu albo w
          > mec donaldzie za 3 dol.i nietrzeba wysiadac z auta Tutaj moja zona tylko
          czeka
          > aby ktorys zszefow jej cos
          > zaproponowal wystarczyl by telefon do adwokata i


          Jezu w jakim Ty strasznym kraju żyjesz !!!!!!!!!
          zgroza
      • Gość: xyz Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: *.wodgik.katowice.pl 13.01.03, 10:37
        Szczerze? Los Pani Kasi świadczy tylko o jej przesadnej uczciwości czy wręcz
        naiwności. Szeregowy pracownik, mający TAKIE dojście do szefa, mógłby być wręcz
        postrachem w firmie - gdyby był dosyć cwany i podły, by to wykorzystywać. Ja
        pracowałem 2 lata w instytucji, w której wszyscy wiedzieli, że osobą nr 2 jest
        kierowca szefa, bo miał do niego nieograniczony dostęp (dyrektorzy wydziałów
        woleli z nim nie zaczynać - na szczęście nie wykorzystywał swoich wpływów poza
        załatwianiem roboty rodzinie i egzekwowaniem wysokich zarobków, na pewno
        wyższych niż ci dyrektorzy) a osobami nr 3-5 dyrektor gabinetu szefa,
        najbardziej zaufany radca prawny i rzecznik prasowy (bo mieli do szefa
        powiedzmy duży dostęp). Reakcja kadrowej - założę się - była spowodowana
        zawiścią o możliwość wpływów, które ta naiwna marnuje, a kadrowej by się
        przydały - najlepiej, gdyby do robienia śniadanek szef zatrudnił jej córkę...
        Swoją drogą, ja też jestem szefem, ale nie przyszłoby mi do głowy prosić
        sekretarkę o coś więcej niż o kawę...
      • Gość: Jacek Sz Re: Śniadanie PANA PREZESA. IP: *.safesun.com 16.01.03, 17:53
        yeni napisał(a):

        > Dodam, że jeśli pani Kasia miała urlop, "przyjemność" żywienia licznej
        >rodzinki
        > spadała na tę osobę, która Ja zastępowała w sekretariacie, ale
        >niekoniecznie ,
        > bo "Pani Prezes nie po każdym zje ".

        bardzo slusznie. jak sie kogos poniza to skad wiadomo co jest w kanapkach. albo
        czy zawartosci kubka z kawa nie dopelniono w kiblu

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka