Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowej ...

    IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.07, 14:25
    Super ja tez sie wybieram do NZ nie zamierzam tu dłużej siedzieć w kraju bo
    mam ambicje na lepsze życie a takiego oczekuje w NZ.
    Obserwuj wątek
      • Gość: Radek1971 Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.07, 14:55
        Bo ten kraj obok Australii jest spelnieniem marzen dla kazdego Polaka. Obecnie
        mieszkam i pracuje w Australii, ale przez trzy lata jednak pracowalem w New
        Zeland i moge to tylko potwierdzic. Trzy cztery dni w tygodniu nurkowanie po
        pracy odmienia ludzkie zycie. Przyznam sie Wam, ze choc jestem tylko do konca
        wakacji w Pl na urlopie i odwiedzamy z zona znajomych i rodzine to juz tesknimy
        za antypodami. Przyjezdzajcie a sami sie przekonacie
        Radek Staszewski
        • cashoob Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 30.07.07, 21:16
          > Bo ten kraj obok Australii jest spelnieniem marzen dla kazdego Polaka.

          Bzdura, ja wyjechalem, tak jak Baska i Piter, jak Tomek i Gabryska, jak tysiac
          piecet innych ludzi bo mieli dosyc NZ...Spelnilo mi sie ino to zem zaplanowal ze
          opuszcze i zem opuscil...NZ nie jest moim marzeniem ani na troche, zona moja ma
          podobne koszmary po pobycie w tym dobrobycie...

          > Obecnie mieszkam i pracuje w Australii, ale przez trzy lata jednak pracowalem
          w NewZeland i moge to tylko potwierdzic. Trzy cztery dni w tygodniu nurkowanie
          po pracy odmienia ludzkie zycie.

          w NZ mieszkalem ponad 6 lat, na obu wyspach, zarabialem calkiem niezle ale to
          zeby ktos nurkowal po pracy cztery dni w tygodniu to pierwsze slysze, dosc
          kosztowna zabawa, no chyba zes na obiad lapal skorupiaki przy brzegu i to
          nazywasz nurkowaniem...czy mozesz napisac dlaczego pracujesz w Australii skoro
          NZ to takie marzenie?

          > Przyznam sie Wam, ze choc jestem tylko do konca
          > wakacji w Pl na urlopie i odwiedzamy z zona znajomych i rodzine to juz tesknimy

          Za czym? za tym ze w NZ sie nie lapia na takie banialuki bo sa rownie "obyci i
          swiadomi" czy tez dlatego ze kiwus ignoruje to co sie do niego mowi i przytakuje
          z usmiechem na twarzy a masz wrazenie jakby sluchal???? Moze tesknisz do
          Australii a nie NZ? Jakbym mial do czegos tesknic to niewatpliwie do
          Australii...szczegolnie do Melbourne bo tam jest dobre jedzenie...Obecnie jestem
          w PeReLu tak jak i Ty i wcale sie nie musze cichaczem przyznawac do tego, zadna
          ujma zem pozostawil dobrobyt i zamienilem na PeReLa, jestem nieslychanie
          zadowolony, a odpoczywam od NZ w sposob niewymierny tak psychicznie jak i
          fizycznie...lepiej nie moze byc...W Sopocie bardziej sie ubawilem wczoraj jak w
          calym Nz przez szesc lat a zareczam zem se nie zalowal ani czasu ani pieniedzy
          podczas mojej katorgi nowozelandzkiej...
          • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 31.07.07, 04:26
            cashoob napisał:

            > w NZ mieszkalem ponad 6 lat, na obu wyspach, zarabialem calkiem niezle

            jesli zarabiales calkiem niezle, to czemu przez 6 lat nie dorobiles sie tej
            plazmy, wlasnych mebli i opowiadasz o kredytach, dlugach.. czy tego sprzetu do
            nurkowania?

            > ale to
            > zeby ktos nurkowal po pracy cztery dni w tygodniu to pierwsze slysze, dosc
            > kosztowna zabawa, no chyba zes na obiad lapal skorupiaki przy brzegu i to
            > nazywasz nurkowaniem...

            chcialbym Cie poznac z kilkoma osobami, ktore przyjechaly tu z Polski i czesto
            nurkuja (oczywiscie latem czesciej), wedkuja (a potem musimy jesc te biedne
            pstragi :)), uprawiaja sporty ekstremalne i nie ma weekendu, zeby siedzieli w
            domu. a po pracy? znam przypadki, ktore po pracy ida powisiec na scianie i nam
            przypadki, ze ktos nurkuje po pracy, jesli jest jasno. co jest kosztownego w
            piance, butli i kilku gadzetach, gdy ktos kocha nurkowanie?
            ja kocham kino i wydaje na to stosunkowo duzo pieniedzy (tylko w ostatnim
            tygodniu bylismy 3 razy w kinie, czesto tez kupuje filmy, pamietasz jeszcze
            ceny filmow w NZ? zauwazyles, ze nie ma filmow z "Pania Domu" czy innym
            czasopismem?)
            zona kolekcjonuje buty i tez jej nie powstrzymuje, gdy kupuje jakies moim
            zdaniem kompletnie niepotrzebne :) rob sobie to, co najbardziej lubisz, ale nie
            opowiadaj, ze nurkowanie jest drogie w NZ, bo w takim razie obracam sie wsrod
            bogatych imigrantow z Polski, ktorych stac na taki drogi sport.
            boje sie tylko, ze jesli napisze, iz w pracy organizowalismy zawody z
            minigolfa, to zaraz mi powiesz, ze nie mozna kupic kija za kilka dolarow w
            kazdym Warehouse i ze to sport dla snobow :)
            Jak bedziesz kiedys przypadkiem w Wellington, to zapraszam na kawe (nie musisz
            przynosic wlasnej butelki wina, cos sie znajdzie) - zorganizujemy dla Ciebie
            male spotkanie panelowe, zebys mogl zapoznac sie z mozliwosciami, jak znalezc
            czas i pieniadze, zeby robic to, co sie lubi i nie jesc przy tym "kielbasy dla
            psow".

            > Za czym? za tym ze w NZ sie nie lapia na takie banialuki bo sa rownie "obyci i
            > swiadomi" czy tez dlatego ze kiwus ignoruje to co sie do niego mowi i
            > przytakuje z usmiechem na twarzy a masz wrazenie jakby sluchal????

            OMG.. ja pracuje z ludzmi z calego swiata i nigdy mi sie nie trafilo, zeby ktos
            mnie tak traktowal. moze dlatego, ze zadbalem o to, zeby raz w tygodniu z
            kazdym porozmawiac. wiesz.. po jakims czasie nie gadasz o pogodzie, tylko
            okazuje sie, ze sa to bardzo otwarci i zyczliwi ludzie. dotychczas chyba raz z
            zona natknelismy sie na osobe, ktore nie ukrywala dezaprobaty wobec imigrantow,
            ale byla to wiekowa, podchmielona ekscentryczka, ktora robila rozne szopki, a
            ze widzielismy ja raz w zyciu na przyjeciu u znajomego, mozna to jakos przezyc,
            szczegolnie, ze bardzo nas przepraszal za jej zachowanie.

            > Jakbym mial do czegos tesknic to niewatpliwie do
            > Australii...szczegolnie do Melbourne bo tam jest dobre jedzenie...

            Melbourne czyli siostrzane miasto Auckland.. ostatnie, do ktorego wpuszczaja z
            wyzszymi punktami w Australii.. no ciekaw jestem, co bedziesz pisal za rok lub
            6 lat :) W PL jestes na wakacjach? Wracasz do Melbourne? czy tam tez bedziesz
            fotografowal smiecie w rynsztoku, zeby pokazac wszystkim, jaki to syf?

            > W Sopocie bardziej sie ubawilem wczoraj jak w
            > calym Nz przez szesc lat a zareczam zem se nie zalowal ani czasu ani pieniedzy
            > podczas mojej katorgi nowozelandzkiej...

            To wlasnie jest najwazniejsze. kazdy zyje, pracuje i bawi sie tam, gdzie
            docenia zalety zycia. ja np. w Sopocie nie bawilbym sie tak dobrze i wybralbym
            inna lokalizacje na zimowe wakacje :)
            • Gość: SD Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.crowley.pl 31.07.07, 09:58
              Ja kocham nurkowanie, zabiorę sprzęt i do Ciebie przyjadę MP ;-))))))
              Spełnię swoje marzenie, które za mnie realizujesz hihi ;P

              SD
            • cashoob Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 18:36
              ...powiem ci kolego przesympatyczny tak: pan AUTOR tez mnie prosil zebym sie
              pochwalil jak mi dobrze bylo w NZ ze zdjeciami wlacznie, podalem mu link do
              strony swojej i powiedzialem ze moze se zdjecia uzyc jakie mu sie podobaja,
              podalem tez emaile do ludzi ktorzy NZ opuscili dla rownowagi w
              tekscie...podalem imie KASZUB i zyczylem powodzenia...nie mialem ambicji zeby
              pokazywac swoja twarz w gazecie i opiewac dobrobyt jaki mam pod niebiosa, Mama
              moja by sie nie zachwycila czytajac te bzdury...nigdy nie bylem typem
              chwalipiety...nigdy tez nie mialem potrzeby zeby ludziom na sile udawadniac jak
              mi dobrze, nie nawidze pozerow, spiewcow piesni, klamcow, spolecznikow oraz
              czarownic sredniowiecznych, nie lubie Ryccyka i Kaczorow rowniez, szantazu
              emocjanalnego nie trawie tez...moje piania antyzelandzkie wziely sie z tego ze
              znam paru ludzi ktorzy stracili majatek na wyjezdzie do NZ, ci ludzie tez
              sprzedali majatek w Polsce tak jak ty to zrobiles i przyjechali do NZ...po roku
              lub dwoch kiedy juz nic nie mogli zrobic, wrocili do kraju zrujnowani czesto na
              ulice, znam tez tych co wiali do Australii jak pocisk i plakali ze szczescia ze
              NZ pozostaje za nimi...tez posiadam taki maly problem zyciowy ze nie zachwycam
              sie jak malpa swiecidelkiem i nie lykam psychologicznej reklamy i kitu
              pszczelego jaki mi sie leje na oczy, problemem mym tez jest to ze slucham
              Slayera i Vadera i kocham Mandaryne "z Sopotu"...patrze w miare trzezwo na swiat
              i rozumiem co widze, skoro widze ze w NZ wcale mi nie jest lepiej jak w PL to po
              kiego mam spiewac pod niebiosa ze mi dobrze? rodziny nie zachwyce a koleszkom
              nie musze sie chwalic...wiem ze wielu jednak Polaczkow ma takie potrzeby jak Ty
              i kochaja byc slawni...zycze wiec szczescia w NZ...powiem tez ze wcale nie
              zrobiles furory przed kolegami...po postach odnioslem raczej wrazenie ze teraz
              polewaja pod stolami a na stolowce podczas obiadu jestes punktem wieczoru...
              Kasy w NZ odbilem po szesciu latach i dlatego mnie juz tam nie ma...obiecalem ze
              wydoje nz jak ona mnie i w ten sposob zakoncze swoje meczarnie w tym
              miejscu...zeby bylo smieszniej gdybym do NZ wcale nie przyjechal to bym nie
              musial dlugu w PLu splacac latami...no i wtedy bym tak dlugo tam nie musial
              siedziec...dlug splacilem...odrobilem po kilkokroc co stracilem i wyjechalem...i
              w zyciu juz tam nie wroce...zeby uscislic z pracy na pensji w zyciu bym kasy nie
              zarobil...gdybym dvd kupowal to pewnie tez...i dziekuje bogu ze sie wycofalem w
              pore z nieruchomosci bo teraz bym mial po raz kolejny kosmiczny procet na
              kredycie na 30 lat...pozdrawiam...dam ci jednak dobra rade...nie rob tego bledu
              jaki ja zrobilem na samym poczatku bycia w NZ i "nie chwal dnia przed zachodem
              slonca"...milego dnia...
              • Gość: Obiektywizm Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 21:57
                Nie wiem czemu odnosze wrażenie, ze nawet ćwierć-inteligentna jednostka nabierze sporych podejrzeń co do obietywności tego tekstu. Całość jest w związku z tym średnio wiarygodna, choć nie twierdzę, że opisane doświadczenia tych konkretnych osób są nieprawdą. Proponowałbym dla równowagi opisać doświadczenia osoby, której się nie do końca udało.

                Jeśli podajecie koszty życia w dolarach NZ, to podajcie też w tychże zarobki. To trochę tak jakby mówić, że chleb w UK kosztuje 5 złotych, czyli około 90p. Strasznie dużo, tylko nie na warunki brytyjskie.
                • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 02:08
                  Gość portalu: Obiektywizm napisał(a):

                  > Nie wiem czemu odnosze wrażenie, ze nawet ćwierć-inteligentna jednostka
                  nabierz
                  > e sporych podejrzeń co do obietywności tego tekstu. Całość jest w związku z
                  tym
                  > średnio wiarygodna, choć nie twierdzę, że opisane doświadczenia tych konkretny
                  > ch osób są nieprawdą. Proponowałbym dla równowagi opisać doświadczenia osoby,
                  k
                  > tórej się nie do końca udało.

                  to znaczy co? promowac kogos, kto narobil sobie dlugow, bo wolal kupowac piwo
                  Zyciwec ($7 za butelke), niz importowane piwa z calego swiata, ktore kosztuja
                  od $1 do $5 za butelke? kogos, kto nie kupilby nic innego, bo tylko polskie
                  ptasie melczko za $25 daje mu szczescie? ja wolalbym isc na meksykanska Corone
                  do pubu za $6 i kupic sobie garsc innych slodyczy i nie wydac na to 1/3 tego,
                  co teskniacy kazdego dnia za Polska emigrant. jesli ktos 6 lat mieszka i
                  placze, ze sobi enie radzi, bo "rudera kosztuje $400 za tydzien", to ja sie
                  zastanawiam jak on to robi, bo a) widzialem mieszkanie Kaszuba i jego zony na
                  zdjeciach. jesli za to placili $400, to tylko pogratulowac b) gdybym wynajal
                  domek za $400 w okolicach Wellington i nazywal go rudera, to koledzy z pracy
                  zastanawialiby sie, jak nazwalbym ich mieszkania przy czynszu $200-300..

                  > Jeśli podajecie koszty życia w dolarach NZ, to podajcie też w tychże zarobki.

                  przeczytaj artykul. masz tam korelacje przykladowych cen i przykladowej pensji.
                  zarobki nie sa tajemnica w NZ. wystarczy, ze wejdziesz na www.seek.co.nz i
                  poczytasz oferty pracy. zobaczysz zarobki.

                  T
                  > o trochę tak jakby mówić, że chleb w UK kosztuje 5 złotych, czyli około 90p.
                  St
                  > rasznie dużo, tylko nie na warunki brytyjskie.

                  Prosze. Jeszcze raz. Np. zarabiasz $25 na godzine netto, a w Polsce 25 zl
                  netto - czyli na ile biletow do kina zarabiasz? W Wellington obejrzysz film za
                  9-14 dolarow, czyli w godzine zarobiles na bilet dla siebie, osoby
                  towarzyszacej.. i stac Cie jeszcze na lody. Idac do kina np. Embassy mozesz
                  wybrac drozsze miejsca po 14 dolarow i kupic sobie piwo lub lampke wina za
                  dodatkowe $5 i wejsc z nim na sale, ktora ma specjlane stoliki miedzy fotelami
                  (jesli w Warszawie bedzie tak fajnie, bede sie cieszyl, ze wreszcie i tam jest
                  normalnie). W innym kinie (paramount) za to samo masz dwuosobowe kanapy, gdzie
                  mozesz w parze ogladac film, jak w domu na kanapie, tez oddzielone stolikami,
                  gdzie postawisz talerzyk po ciastku albo kieliszek wina lub piwo.
                  Jesli masz ochote, mozesz tez isc do najdrozszego kina za 30 dolarow (golden
                  lounge w reading cinema), gdzie w malej kameralnej sali, w wygodnym fotelu
                  lotniczym z podnozkiem zjesz przekaske i wypijesz drinka, ktory jest w cenie.

                  a teraz mi powiedz, ile trzeaba w Warszawie zarobic, zeby dwie osoby poszly do
                  kina i obejrzaly film takich warunkach. moze sie myle, ale w Polsce nie
                  wpuszczaja do kina z alkoholem (wejdz na strone stadionu narodowego w
                  Wellington i poczytaj, w ilu miejscach NA KORONIE stadionu mozna kupic piwo lub
                  wino i nikt nie wyrywa lawek, nie ma szalikowcow, itp. mozna? mozna)

                  nie trzeba pytac o ceny i pensje, bo sa dostepne w internecie.
                  a wyszukanie ich zajmuje minute.

                  jeszze cos o "obiektywizmie". trudno, zeby osoby opowiadaly o swoich
                  doswiadczeniach "obiektynie". nie wszyscy beda mieli taki sam poziom, po tym
                  samym czasie. czasem trzeba sie pomeczyc rok czy dwa. wszystko zalezy od
                  indywidualnych warunkow. nasz budzet jest na srednim poziomie w stosunku do
                  znajomych, ktorych tu poznalismy czyli mozna sobie pozwolic na wiecej w
                  niektorych przypadkach i mozna wpasc w dlugi, jak Kaszub.
              • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 01:39
                > ...powiem ci kolego przesympatyczny tak: pan AUTOR tez mnie prosil zebym sie
                > pochwalil jak mi dobrze bylo w NZ ze zdjeciami wlacznie, podalem mu link do
                > strony swojej i powiedzialem ze moze se zdjecia uzyc jakie mu sie podobaja,

                rozumiem, ze pieklisz sie, iz nie zostales wydrukowany? moze dlatego, ze nie
                miales nic ciekawego do powiedzenia na temat pracy i zycia w NZ?

                > podalem tez emaile do ludzi ktorzy NZ opuscili dla rownowagi w
                > tekscie...podalem imie KASZUB i zyczylem powodzenia...nie mialem ambicji zeby
                > pokazywac swoja twarz w gazecie i opiewac dobrobyt jaki mam pod niebiosa, Mama
                > moja by sie nie zachwycila czytajac te bzdury...nigdy nie bylem typem
                > chwalipiety...

                to nie jest chwalenie sie, tylko opowiadanie, jak mozna sobie ulozyc normalne
                zycie w troche innej rzeczywistosci. szczerze Ci powiem, ze mialbym o wiele
                wiecej do opowiedzenia - ksiazke kiedys opublikuje, ale niekoniecznie w taki
                sposob.

                > moje piania antyzelandzkie wziely sie z tego ze
                > znam paru ludzi ktorzy stracili majatek na wyjezdzie do NZ, ci ludzie tez
                > sprzedali majatek w Polsce tak jak ty to zrobiles i przyjechali do NZ.. po
                roku
                > lub dwoch kiedy juz nic nie mogli zrobic, wrocili do kraju zrujnowani czesto
                na
                > ulice, znam tez tych co wiali do Australii jak pocisk i plakali ze szczescia
                ze
                > NZ pozostaje za nimi...

                przykro mi, ze nie udalo im sie odnalezc w NZ. czy w zwiazku z tym nalezy
                skreslic NZ z mapy swiata? ja znam przypadek czlowieka, ktory wyjechal z
                Polski, bo jako absolwent wyzszej uczelni zarabial kilkaset zlotych w Polsce, a
                juz najmniej wyobrazal sobie zycie wsrod wszechpatriotow ze swoja zona, ktora
                jest Chinka. kazdy ma swoje powody. moim powodem bylo brak wizji mieszkania w
                chorym kraju z choruym spoleczenstwem, ktore np. widzi cos "luksusowego" jako
                powod do chwalenia sie, ze ktos sobie urzadzil mieszkanie albo kupil pojazd, co
                ma 4 kola i pozwala zawiezc Cie, gdzie chcesz spedzic weekend. chwalenie sie?
                czym? jak bede na liscie 10 najbogatszych ludzi swiata, napisze bestseller,
                otrzymam jakas nagrode uznawana na calym swiecie, to moze bede mial powod, zeby
                sie pochwalic, ale to, ze urzadzilem sobie normalne zycie? ja chyba jestem z
                innego matrixa...


                > i rozumiem co widze, skoro widze ze w NZ wcale mi nie jest lepiej jak w PL to
                p
                > o
                > kiego mam spiewac pod niebiosa ze mi dobrze?

                to po co czekales 6 lat na ten kiwuski paszport, skoro Ci tak bylo zle? trzeba
                bylo wrocic i robic oszalamiajaca kariere w Polsce, a nie prowdzic propagande
                na rzecz skreslenia NZ z mapy swiata, bo narobiles dlugow. znam ludzi, ktorzy
                zarabiaj tu mniej, niz Ty i sa szczesliwsi tylko dlatego, ze nie musza mieszkac
                w kraju dresiarzy i rownania w dol.

                > rodziny nie zachwyce a koleszkom
                > nie musze sie chwalic...wiem ze wielu jednak Polaczkow ma takie potrzeby jak
                Ty

                buchacha.. moja rodzina pukala siw czolo, ze porzucam wygodne zycie w Polsce
                dla nieznanego. nie musze i nie mam sie czym chwalic, bo to o czym mowie, jest
                normalne, a nie luksusem. posiadanie samochodu z radiem, mebli czy pozwolenie
                sobie na hobby po godzinach nazywasz "chwaleniem sie". widze, ze nigdy nie
                wyjechales z Polski.. cialem moze tak, ale duchem nie bardzo.

                > i kochaja byc slawni...zycze wiec szczescia w NZ...

                slawni? hehe Ty chyba jestes slawniejszy patrzac na to forum :)
                dziekuje, szczescie juz mam. Tobie go najwyrazniej brakuje.

                > powiem tez ze wcale nie
                > zrobiles furory przed kolegami...po postach odnioslem raczej wrazenie ze teraz
                > polewaja pod stolami a na stolowce podczas obiadu jestes punktem wieczoru...

                o to na pewno. skoro mowili, ze jade zbierac owoce albo wypasac owce, mysle, ze
                tak samo maja to gdzies, jak fakt, co ja sadze o swiatku, ktory sobie zbudowali
                na swoich przekretach i gnojeniu ludzi.

                > Kasy w NZ odbilem po szesciu latach i dlatego mnie juz tam nie ma...obiecalem
                z
                > e
                > wydoje nz jak ona mnie i w ten sposob zakoncze swoje meczarnie w tym
                > miejscu...zeby bylo smieszniej gdybym do NZ wcale nie przyjechal to bym nie
                > musial dlugu w PLu splacac latami...no i wtedy bym tak dlugo tam nie musial
                > siedziec...dlug splacilem...odrobilem po kilkokroc co stracilem i
                wyjechalem...


                co ja mam Ci na to powiedziec? jestes doroslym facetem, odpowiedzialnym za
                siebie i swoja rodzine. to, jak sobie urzadziliscie zycie, zalezy tylko od was.
                jak sobie poscieliles, tak sie wyspales. czy to powod, zeby opowiadac, ze w NZ
                nurkowanie jest dla wybranych? :) czlowieku. naprawde mi przykro, ze nie stac
                Cie bylo na normalne zycie i kazdego dnia marzyles o Australii albo powrocie do
                Polski. widac NZ nie byla dla Ciebie.

                > i
                > w zyciu juz tam nie wroce...zeby uscislic z pracy na pensji w zyciu bym kasy
                ni
                > e
                > zarobil...gdybym dvd kupowal to pewnie tez...i dziekuje bogu ze sie wycofalem
                w
                > pore z nieruchomosci bo teraz bym mial po raz kolejny kosmiczny procet na
                > kredycie na 30 lat...pozdrawiam...dam ci jednak dobra rade...nie rob tego
                bledu
                > jaki ja zrobilem na samym poczatku bycia w NZ i "nie chwal dnia przed zachodem
                > slonca"...milego dnia...

                nie chwal dnia? ja juz przezylem tu 362 dni.. i powiem Ci, ze tui, delfinow,
                pohutukawa, glow worms, wai-o-tapu i wielu rzeczy, ktore tu w tym czasie
                zobaczylem, nie kupilbym na zadnej promocji w supermarkecie. nie kupilbym tez w
                Polsce faktu, ze w czasie lunchu moge isc na waterfront i zjesc kanapke z zona
                na swiezym powietrzu oraz tego, ze po pracy mozemy kupic cos na wynos i skoczyc
                do island bay na ogladanie zachodu slonca na niepolamanej lawce, przy placu
                zabaw, gdzie sa dzieci z rodzicami, a nie banda dresiarzy z wodka i gdzie jest
                grill publiczny, ktory w Polsce nie stalby ani minuty, szczegolnie, ze gaz w
                nim jest za darmo.

                raj? nie. normalnosc juz predzej.
                • Gość: Maz Chinki Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.dickerdata.com.au 01.08.07, 03:04
                  Heh, akurat ja jestem czlowiekiem, o ktorym MP napisal (tzn. ten zonaty z
                  Chinka). Artykul jest rzeczywiscie troche jednostronny, ale to chyba byl zamysl
                  jego autora. Kiedys pewien polski rezyser nakrecil film o Australii i
                  przedstawil Polakow, jako narod umeczony i zawsze ciezko pracujacy. Co ciekawe,
                  ten sam pan rezyser robil moje zdjecia w wielkiej korporacji i wypowiedzi na
                  ten temat, ale tego juz do filmu nie puscil. Wiec jak widac, takie szachowanie
                  informacjami to u dziennikarzy/tworcow rzecz normalna.

                  Mieszkam w Australii ponad 3 i pol roku, jestem bardzo zadowolony, a do NZ chce
                  sie w koncu wybrac (ale tylko na wycieczke), bo nigdy nie znalazlem na to
                  czasu. :) I potwierdzam - Australia to tez nie raj. To po prostu normalnosc -
                  cos czego nie ma w Polsce. Tyle mi wystarczy. Raju nie potrzeba.

                  Aczkolwiek zgadzam sie z jednym z wpisow, ze jeden bedzie szczesliwy siedzac w
                  PeeReLu, inny w Australii, jeszcze inny w Nowej Zelandii. Ile ludzi tyle
                  opinii.
                • cashoob [...] 01.08.07, 11:01
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • Gość: b [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.07, 23:07
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • Gość: MP [...] IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 00:46
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • Gość: Maz Chinki Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.dickerdata.com.au 02.08.07, 02:15
                    > jesli za piec lat mi napiszesz ze masz kupiony
                    > dom za gotowke...masz wszysko w domu za gotowke...
                    >i masz dodatnie konto to uznam ze sie pomylilem...

                    Wy tam w Polsce zyjecie w jakims wyimaginowanym swiecie. Caly swiat kupuje domy
                    na kredyt, poniewaz banki robia wielki biznes na pozyczkach mieszkaniowych i
                    hipotekach. Nic wiec dziwnego, ze Polacy tego nie rozumieja, bo wam sie wydaje,
                    ze jest takie miejsce na swiecie, gdzie pojedziesz, odlozysz gotowke w ciagu 5
                    lat, w tym czasie ceny mieszkan nie pojda w gore i kupisz sobie super
                    mieszkanie.

                    Oczywiscie, moge pojsc taka droga - oszczedzac 5 lat tu w Oz i odloze okolo 120
                    tysiecy dolarow. Za to sobie kupie mieszkanie, ale daleko od miasta w arabskiej
                    dzielnicy, a to mnie nie interesuje. Wlasnie dlatego wezme kredyt, a jego
                    splata bedzie niewiele wyzsza od tej, ktora place za wynajem. Wezme kredyt na
                    30 lat, ale pokombinuje tak, aby splacic go w 10 - 12 lat. Dzieki temu, cena
                    mojej posiadlosci bedzie sie podobnie zachowywala, jak ceny innych posiadlosci
                    i po tych 10 - 12 latach odczekam powiedzmy ze 2 - 3 lata i zamienie sobie
                    mieszkanko na apartament drozszy o okolo 100 tysiecy. Niemozliwe? Chyba jednak
                    mozliwe i jakos nie widze tej wielkiej biedy i wielkich dlugow.

                    > ale jesli mi napiszesz ze masz dom na kredyt na 30 lat...masz
                    >5 kart Visa z dlugiem...zyjesz z tygodnia na tydzien...i placzesz
                    >jak nagle stracisz prace bo masz zero kasy na koncie i debet na
                    >1000 baksow to wtedy powiem zes nastepny patyk co do NZ
                    >przyjechal i dal sie zlapac na zludzenie dobrobytu...

                    Nie tylko, ze nie rozumiecie w Polsce kwestii brania kredytu mieszkaniowego,
                    ale jeszcze nie rozumiecie, jak sie uzywa karty kredytowej i wydaje wam sie, ze
                    kazdy jest glupi i zadluza sie ile wlezie. No ale czego oczekiwac od trzeciego
                    swiata (w kwestii gospodarki).

                    Jak korzystasz madrze z karty kredytowej, to tylko na niej zarabiasz. Robisz
                    zakupy na owa karte i w ciagu 'interest free period', ktora w Australii wynosi
                    55 dni splacasz caly dlug. Zatem nie ma zadnych odsetek, za to zarabiasz
                    punkty, ktore spokojnie kolekcjonujesz i np. mozesz uzbierac na jakis talon do
                    sklepu czy zamienic na punkty w Quantas Frequent Travel. Ale do tego trzeba to
                    rozumiec.

                    Oczywiscie, jak sie nie umie z tego korzystac, to sie popada w dlugi i
                    sytuacja, o ktorej piszesz, nastepuje. Dlatego wlasnie karta kredytowa i kredyt
                    mieszkaniowy sa jak Media Markt - nie dla idiotow.

                    >co smieszniejsze powiem ze jestes KIWI...

                    Lepsze to niz byc Polakiem. A zwlaszcza prawdziwym Polakiem, czyli
                    wszechpolakiem.
                    • djdustinltd Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 11.12.08, 16:03
                      Chyba z choinki spadłeś....
                      Napisałeś "Nie tylko, ze nie rozumiecie w Polsce kwestii brania kredytu
                      mieszkaniowego,
                      ale jeszcze nie rozumiecie, jak sie uzywa karty kredytowej i wydaje wam sie, ze
                      kazdy jest glupi i zadluza sie ile wlezie".

                      To właśnie Polacy są ostrożni w zadłużaniu się i potrafią liczyć. Ludzie zachodu
                      zadłużają się na pałę na maksa i są zdziwieni odsetkami itp.

                      • Gość: WYBITNA JEDNOSTKA Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.tktelekom.pl 19.07.10, 11:48
                        > To właśnie Polacy są ostrożni w zadłużaniu się i potrafią liczyć. Ludzie zachod
                        > u
                        > zadłużają się na pałę na maksa i są zdziwieni odsetkami itp.
                        >

                        wg polskiej propagandy
              • Gość: olej Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.core.lanet.net.pl 03.08.07, 13:38
                powiem ci kaszubie, że wszystko się zgadza, a mianowicie to że po prostu nie
                mogłeś tam zostać! jestes do bólu Polakiem w złym tego słowa znaczeniu. Nie
                pasujesz tami do wielu innych wyspiarskich klimatów. Każde, ale to każde
                pojedyncze Twoje zdanie świadczy o jakiejś głębokiej frustracji i braku
                akceptacji siebie i wszystkich dookola. Hodujesz jakąś urazę. Doceniam tu inne
                wypowiedzi ludzi którzy zapraszają i nie poddają się emocjom. Jeśli wolisz
                polski szynk z lepiącym się od piwa stolikiem to Twój wybór, ale naprodukowałeś
                się tych postów jak psychopata. Daj już spokój.
                Jaki Ty masz zawód, co Ty robisz? Może to jest powód?? Po co Ty tam jechałeś.
                No jak to po co. Po pieniądze!!! Gratulacje. To jest właśnie to sybirackie
                echo. Twoja ciekawość ludzi i świata ma w Twoich wypowiedziach poziom zero.
                Jestes dla mnie chodzącym negatywem. Odmianą Polaka który jadąc za granicę
                podnieca się WYŁĄCZNIE PORÓWNYWANIEM CEN. Ja mieszkałem w różnych miejscach i
                naprawdę nie miało dla mnie znaczenia że to piwo kosztuje 137,5% względem ceny
                polskiego i że tu pracując 12,7 dnia kupię sobie 10 par kaloszy.
                Rozumiem, że rodzinę trzeba utrzymać, ale jak ktoś ma jakieś przyćmione a
                zarazem rozbuchane "marzenia" że wyjade i sie dorobie to niech sobie kupi
                grę "eurobiznes" i sobie w to gra, ale niech ładuje negatywu pod przykrywką
                obiektywizmu. Z tonu wypowiedzi wyłania się przypadek kliniczny. Tyle.
                • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.cable.telstraclear.net 03.08.07, 15:07
                  taka jest niestety prawda.. jesli Kaszub uzywa tych obrazliwych nazw na
                  Azjatow, wyspiarzy z Pacyfiku itp. to w jaki sposob mogl sie nauczyc zyc w
                  tyglu kultur?

                  jesli chodzi o ceny, artykul mial byc w dodatku "praca" i opowiadac historie
                  ludzi, ktorzy znalezli prace, co wiaze sie z placa i cena zycia. zatem jakies
                  porownanie musialo sie chyba znalezc. fakt jest taki, ze to tylko fundament
                  tego, co tu mozna zbudowac, jesli ma sie wyobraznie. nikt nie powinien kierowac
                  sie cena piwa czy lodowki.. ale niech pomysli, ze pije sobie to piwko patrzac
                  na skaczace delfiny w Kaikoura albo ma niebywala okazje skoczyc rano do ogrodka
                  po swieza cytryne z krzaka pod oknem (jak one to robia, ze nawet zima
                  owocuja? :)))
            • arius5 buhahaha, kolejna Ziemia Obiecana dla Polakow 01.08.07, 00:17
              i bedzie kolejne wielkie rozczarowanie, czy ktos jeszcze wierzy w te bajki o
              cudach i latajacych smokach ?
              Tak, tak, swietnie platna praca, prosto z pracy idziesz nurkowac, obiadek na
              plazy a lokaj podaje drinki o zachodzie slonca.
              A wlasciwie to po co pracowac, przeciez tam pieniadze przysylaja od razu do domu.
              • Gość: MP Re: buhahaha, kolejna Ziemia Obiecana dla Polakow IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 02:12
                nie. wrecz przeciwnie.
                96% Polakow mysli dokladnie, jak napisales i dlatego tak nie maja w Polsce,
                maja za to rzad, ktorego wiekszosc nie lubi, frekwencje na wyborach w okolicach
                40% i wyciagaja radio z samochodu, gdy ida kupic gazete w kiosku.

                po pierwsze kazdy jest odpowiedzialny za siebie i swiat, jaki sobie buduje.
                ani ja, ani autor artykulu nikomu nic nie obiecujemy. mowimy, ze mozna.
                w Polsce nikt nie wierzy, ze mozna, a w NZ po prostu mozna.
              • Gość: Maz Chinki Re: buhahaha, kolejna Ziemia Obiecana dla Polakow IP: *.dickerdata.com.au 01.08.07, 03:07
                Ja powiem tak - Polacy w wiekszosci wszedzie sa niezadowoleni obojetnie co by
                nie mieli i jakby im sie powodzilo, wiec chyba bede musial sie zgodzic z
                powyzszym wpisem.
                • cashoob [...] 01.08.07, 11:14
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • Gość: MP [...] IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 01:05
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • Gość: Maz Chinki Re: buhahaha, kolejna Ziemia Obiecana dla Polakow IP: *.dickerdata.com.au 02.08.07, 01:36
                    Kaszub - opowiadasz podobne historie do Polaczkow, ktorym sie nie udalo w
                    Australii. Mieszkam w Australii 3 i pol roku, a oni mi opowiadaja, ze tu Polak
                    zarabia $8 na godzinea zatrudniony legalnie (podczas gdy obecne minimum legalne
                    na full time czy part time to $14.91, a casual to $16 z kawalkiem), placi 10%
                    GST jako student (choc placi sie tylko jesli ma sie wlasna dzialalnosc
                    gospodarcza i ma obrot powyzej 75K), a inni ze jako admini zarabiaja po $200 na
                    godzine (co przy 20 godzinach pracy tygodniowo dawaloby zarobek 4 tysiace na
                    tydzien!!! suma z kosmosu!!!). Wiem, co mowia o NZ statystyki, nie znam jej
                    jednak z zycia, bo mieszkam w Australii. Z porownan wynika, ze jest troche
                    podobnie do Australii, a jak przegladam czasami www.seek.co.nz, to oferty pracy
                    sa bardzo dobre. Przypuszczam, ze przecietny Kiwi zarabia mniej wiecej 45 - 50K
                    NZD (w Australii przecietny Aussie zarabia 47 - 52K AUD).

                    Ale np. ceny mieszkan sa podobne w stosunku do zarobkow tzn. w NZ bardzo drogo
                    i w Australii bardzo drogo. Dlaczego? Chodzi oczywiscie o wielki biznes jakim
                    sa kredyty mieszkaniowe i tak z 95% Aussies na nich jedzie. Zamiast placic $300
                    p/w za wynajem, placisz np. $400 za tydzien splacajac kredyt mieszkaniowy.
                    Musicie sie tam w Polsce przyzwyczaic, ze w normalnych krajach mieszkania
                    kupuje sie na kredyt, a nie gotowka.

                    Czy tekst byl sponsorowany to nie wiem, ale jak pisalem - ukazal tylko jedna
                    strone medalu i faktycznie nie napisal wszystkiego (np. ja za bilet i wyjazd do
                    Australii kiedys na studencka zaplacilem cos z $6,500, potem jeszcze za
                    zdobycie rezydenta okolo $5,000, a Nowa Zelandia koszty ma podobne). Tylko ze z
                    wlasnego doswiadczenia w Oz wiem, ze wszystkie te historie w tekscie sa jak
                    najbardziej prawdziwe, a zawistne Polaczki, ktore musza z pedzlami zasuwac czy
                    na zmywaku patrza z zazdroscia i opowiadaja rozne historie, jak to ci ludzie,
                    ktorzy dobrze sie maja, klamia w zywe oczy. Boli, ze innym sie udalo, a tobie
                    nie, oj boli.
                    • Gość: Maz Chinki Re: buhahaha, kolejna Ziemia Obiecana dla Polakow IP: *.dickerdata.com.au 02.08.07, 02:19
                      Mala poprawka - minimum na full time badz part time to 13.91, a nie 14.91
                    • Gość: MP Re: buhahaha, kolejna Ziemia Obiecana dla Polakow IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 06:50
                      Szczerze powiem, ze bylbym zawiedziony, gdyby w Australii byloby tak samo, a
                      nie choc troche lepiej niz w NZ, poniewaz Australia jest w troche innej lidze,
                      mieszka tam wiecej ludzi, kraj jest obszerniejszy (choc tez w 95%
                      niezamieszkany :)) i wiele firm w regionie Austral-Asia-Pacific wlasnie tam ma
                      swoje glowne siedziby oddzialu. Logiczne zatem jest, ze tam musi byc troche
                      lepiej.. czy jest tak kolosalnie lepiej, niz w NZ? Wszystko wskazuje na to, ze
                      zalezy to od indywidualnych przypadkow. Zatem wiele osob, ktore w Australii
                      widza wybawienie od "piekla" NZ, moze sie troche zdziwic, gdy okaze sie, ze
                      tygodniowy rent za mieszkanie.. wynosi tyle samo, tylko w AUD, zamiast NZD..
                      naprawde nie trzeba daleko szukac, zeby to sprawdzic. Wchodzimy na strone
                      Remaxa czy innej agencji sprawdzamy ceny mieszkan do wynajecia i domow na
                      sprzedaz. Potem ceny i warunki kredytow. Porowananie pensji na www.seek.co.nz i
                      www.seek.com.au tez nie jest trudne. Jednemu uda sie znalezc przepasc miedzy
                      tymi krajami, a inny zauwazy, ze szkoda zachodu, jesli nie ma innego powodu,
                      niz ekonomiczny. oczywiscie walory poznawcze i doswiadczenie bylyby moim
                      glownym powodem takiej relokacji, ale ekonomia? kolosalnej roznicy nie ma.

                      natomiast jest kolosalna roznica w wielu dziedzinach miedzy Polska a AU i NZ.
                      to bylo mysla przewodnia tego artykulu. gdybym ja go pisal, opisalbym oba
                      kierunki z Down Under (bo wiklanie nieswiadomych Polakow w rywalizacje obu
                      krajow to za duzo na poczatek), ale boje sie, ze wtedy wiele osob myslaloby, ze
                      kangury biegaja po ulicach w NZ, ktora oczywiscie nalezy do Australii, tak jak
                      biale niedzwiedzie chodza po ulicach Sztokholmu, ktory jest oczywiscie stolica
                      Norwegii :)

                      w innym poscie zacytowalem oferty prac fizycznych, gdzie Kaszub pisal, iz mozna
                      zarobic max. $15, a pensja w pierwszym lepszym ogloszeniu wynosila $18-$24..
                      zatem max Kaszuba kontra pierwsze, najprostsze ogloszenie po minucie szukania..
                      (ogloszenie, w ktorym, jak sie wczytac, nawet nie wymagaja wiele - glownie
                      szczerych checi do pracy w zespole).

                      jeszcze slowo o jednostronnosci. po pierwsze artykul pokazuje konkretne
                      pozytywne przyklady tych, ktorym sie udalo czyli jaka jest druga strona?
                      pokazac kilka przypadkow tych, ktorzy sie nie odnalzeli i wyjechali?
                      artykul ma zachecic tych, ktorzy szukaja takiego rozwiazania, wahaja sie lub
                      nigdy wczesniej nie wpadli na taki pomysl, a teraz otworza atlas i chociaz
                      sprawdza, gdzie jest NZ i czy owiec ma 70 czy tylko 30mln i co to jest
                      pohutukawa albo tui. jaka mialaby byc ta druga strona? pokazac kogos, kto
                      mieszkajac 6 lat nie zobaczyl tego wszystkiego, co mozna przez rok? trudy
                      emigracji? to sprawa indywidualna. jeden od pierwszego dnia bedzie tesknil za
                      schabowym albo nie tknie innego piwa, niz Zywiec, choc 5 razy drozsze niz litr
                      benzyny (czyli w Polsce to byloby ponad 20 zl za butelke), a inny zorganizuje
                      sobie wszystko tak, ze po roku zapomni, ze gdzies w ciagu roku sie
                      przeprowadzal, a szczegolnie na drugi koniec globusa.

                      koszty migracji sa rzecza osobista. 40 latek, ktory nazbieral w zyciu wiele
                      rzeczy, w polowie splacil M3 lub nawet M4, w ktorym biega gromadka dzieci ,
                      bedzie mial inne koszty, niz inna osoba.
                      nawet bilet. ja kupowalem 2-3 tygodnie przed wyjazdem w goroacym sezonie
                      mundialowym, gdy podrozowanie po Europie (z Warszawy przeciez nic bezposrednio
                      nie leci do NZ) troche kosztowalo.. ktos, kto zaplanuje to sobie inaczej, moze
                      zorganizuje sobie tansza lub drozsza migracje. ale.. moze sie tez okazac, ze
                      znajdzie sie specjalista, ktory odpowie na konkretne ogloszenie i firma
                      zasponsoruje mu wszystko. nie mierze wszystkich swoja miarka, jak Kaszub. Mam
                      odrobine wyobrazni i wiem, ze migracja jednej, dwoch czy 4 osob w roznym wieku
                      i z roznymi potrzebami powoduje inne koszty. dlatego trzeba zaplanowac, zrobic
                      resaerch, policzyc i wtedy mowic o kosztach podrozy.

                      Artykul mowi o konkretnych przypadkach, ich doswiadczeniach i nie daje
                      uniwersalnego przepisu na udana migracje. Dziwi mnie, ze takie oczywiste rzeczy
                      trzeba tlumaczyc ludziom takim jak Kaszub, ktorzy mowia, ze radza sobie w zyciu
                      i kilku lysych w ciemnej ulicy nie jest dla nich czyms strasznym, a chwila
                      rozsadnego planowania przyszlosci swojej rodziny, by sie nie rozczarowac, chyba
                      ich przeraza :)

                      Jesli ktos sobie wyobraza, ze po przeczytaniu kilku historii wie juz wszystko i
                      juz jest praktycznie spakowany, to tylko na swoja odpowiedzialnosc. Byle
                      pozniej nie plakac w stylu Kaszuba.
              • Gość: investor NZ to kompletne zadupie IP: *.dsl.wlfrct.sbcglobal.net 03.08.07, 04:49
                to kraj z GDP/osobe na poziomie Czech i Slovenii a czy
                ktos tam emigruje?
                To miejsce dobre dla kompletnych odludkow i tych co chce przezyc
                nadchodzaca 3 wojne swiatowa tym razem na atomowki..
                Zdaje sie dziki,antypolski,antyludzki kapitalizm,wiernopoddanczy hameryce, jaki zadomowil sie w 4RP ma na celu wypchniecie jak
                najwiecej rdzennej ludnosci polskiej za granice tylko w jakim celu..hm

                • abere8 Re: NZ to kompletne zadupie 03.08.07, 05:13
                  Gość portalu: investor napisał(a):

                  > to kraj z GDP/osobe na poziomie Czech i Slovenii

                  Male porownanie (USD - GDP per capita):

                  Polska: 14,300
                  Nowa Zelandia: 26,200
                  Australia: 33,300
                  USA: 44,000
                  Czechy: 21,900
                  Slowenia: 23,400

                  Wziete z CIA World Factbook:
                  www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/index.html
                  Moze i dochod jest na poziomie Czech i Slowenii (chociaz mimo wszystko troche
                  wyzszy), ale za to jak tu sie milo mieszka :-) Do tego ani czeskiego, ani
                  slowenskiego nie znam, a angielski tak :-)
        • Gość: Pablo Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.aster.pl 30.07.07, 21:18
          > Bo ten kraj obok Australii jest spelnieniem marzen dla kazdego Polaka.
          Obecnie
          > mieszkam i pracuje w Australii, ale przez trzy lata jednak pracowalem w New
          > Zeland

          trzy lata powiadasz??? i przez ten czas nie nauczyłeś się jak tek kraj się
          nazywa?? Brawo!
        • Gość: umghhh Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.ericsson.net 31.07.07, 14:07
          no ale jak chocby pare procent przyjedzie to sie zrobi taki sam syf jaki w kraju
          panuje to moze takie namawianie nie za bardzo ma sens?
          • zpustynii Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 20:55
            To proste, chca wypchnac ludzi z Polski i dlatego zamowili ten wspanialy
            artykul pelen powodzenia i pienia nad wspanialoscia NZ. Poza tym na tym forum
            takze jest kilku, ktorzy popieraja ten artykul i pisza banialuki, bo przeciez
            odzywaja sie normalni, ktorzy zwieli z NZ do Australii i juz do NZ nie chca
            wrocic.
            • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 02:18
              sponsorowany artykul? przez kogo rzad NZ? ambasade NZ? wszechmasonska mafie?
              agentow (a propos, kto w tym tygodniu jest agentem, bo stracilem rachube :))

              nikt im nie kaze wrac do NZ, jesli tak im bylo zle. niech znajda szczescie w
              Australii czy gdziekolwiek, tylko niech znajda, a nie opisuja, jak to zle, bo o
              odpowiedzialnosci za siebie slyszeli gdzies tam w przedszkolu i juz zapomnieli,
              co to w zasadzie bylo.
          • Gość: Atomek Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.08.07, 00:01
            Nie przyjedzie. Do Anglii możesz za 300zł pojechać, a tam jest 26 godzin lotu.
            Najpierw trzeba w Anglii na bilet zarobić :)
          • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 02:15
            96% polakow nie stac na taka wyprowadzke (dane GUS o zarbokach i progach
            podatkowych), wiec nie ma obawy, no chyba, ze wezma kredyt i przyjada narzekac,
            ze ciezko im.. od razu odradzam. EU jest tansza wycieczka po zarobek.
        • adamovski Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 01.08.07, 00:58
          Hej!

          Chetnie bym gdzies plumnal. Mieszkasz kole Aucklandowa?
          Adam
        • Gość: Rysia1984 Radek1971 IP: *.gprs.plus.pl 30.12.07, 13:11
          powiem ci ze ciesze sie z tego ze wam sie udalo, ale powiem ci tez
          cos, jestem matka wychowujaca samotnie synka, pracuje 12 h dzienni
          to w godzinnach nocnych ( moja pensja nie przekracza 1500zl). Chce
          wyjechac z kraju bo nie widze tutaj przyszlosci dla mnie i synka, NZ
          byla by spelnieniem marzen ale powiedz mi jak oni podchodza do osob
          majacych dzieci????? znam angielski w formie komunikatywnej choc
          wiem ze on moze nie wystarczyc, chciala bym pracowac wiec jak wiesz
          to daj mi pare wskazowek. moj email misia214@wp.pl. dzieki jak sie
          odezwiesz
          • Gość: MP Re: Radek1971 IP: *.cable.telstraclear.net 01.01.08, 23:39
            do osob majacych dzieci oczywiscie podchodza tak samo, jak do innych osob

            jestem nieco zaklopotany.. co to sie porobilo w Polsce, skoro ktos zadaje takie
            pytanie?
        • porque Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 16.07.10, 04:34
          Gość portalu: Radek1971 napisał(a):

          >Obecnie mieszkam i pracuje w Australii, ale przez trzy lata jednak pracowalem w
          New Zeland

          I jeszcze nie nauczyles sie pisac poprawnie nazwy kraju, w ktorym mieszkales
          przez 3 lata? Wstyd.
          --
          Z cyklu: Madrosci "autorytetow" Gazety.
          "Chinczycy mowiac Amerykanom - NIE, uwolniliby sporo rezerw, moze nawet odkupili
          od Amerykanow Alaske?"
          Jacek Tyszko
      • klaa Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowej .. 30.07.07, 15:04
        > W jego polskiej firmie źle odbierało się pracowników,
        > którzy byli zbyt ambitni i chcieli coś więcej osiągnąć
        > lub byli lepsi od innych.

        Niech autor artykułu zapyta p. Marcina Płażewskiego dlaczego w jego polskiej
        firmie współpracownicy nadali mu ksywkę Johnny Dwa Palce.
        :)
        • Gość: No powiedz Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.07, 15:27
          No powiedz, powiedz, jestem ciekaw, bo... też znałem MP
          • Gość: dany Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.07, 15:41
            nowa zelandia jest w unii? :))))
            • Gość: umghhh Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.ericsson.net 31.07.07, 14:09
              tak: w Unii Emiratow Arabskich (UEA).

              //
          • klaa Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 30.07.07, 18:38
            Gość portalu: No powiedz napisał(a):

            > No powiedz, powiedz, jestem ciekaw, bo... też znałem MP

            Bo Johnny Jedenaście Palców (reklama Heyah) "wyrabiał" 110% normy...
            :D
            • Gość: byly st. analityk Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.07, 20:26
              Ja go znam, nie mozna chlopakowi nic zarzucic, mial ambicje i glowe pelna
              pomyslow. Tez pracowalem w tej firmie i jak ktos nie przytakiwal szefom to nie
              mial szans na awans, wspolne chodzenie calych dzialow na stolowke pracownicza,
              smianie sie z tekstow szefa, jedzenie obiadow w takt jedzenia dyrektora a
              niektorzy to nawet pytali szefa co je i to samo brali, zeby tylko awansowac. A
              chlopak dobrze zrobil ze stad uciekl bo tu sie nie dalo pracoawac. Ja odszedlem
              kilk atygodni pozniej i dzis mam wlasna firme. Do Nowej Zelandii bym sie nie
              przeniosl ale na wycieczke tak. Brawo ze chociaz Tobie sie udalo
              • cashoob Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 30.07.07, 21:43
                ...tutaj chcialem tylko nadmienic ze w 6 lat mojej pracy w nz zmienilem firmy 3
                razy, w pierwszych dwuch mialem ten sam problem i sie nie moglem "wybic" bo mnie
                zaraz szlifowano do poziomu, w pierwszej "doceniono" mnie po 2 latach pracy
                kiedy mym bezposrednim szefem zostal czlowiek z Iraku, dostalem wtedy podwyzke,
                wczesniej ludzie miejscowi traktowali mnie jako intruza co proboje wyskoczyc, a
                ja poprostu robilem co do mnie nalezy i to dobrze na dodatek, w drugiej kolejnej
                firmie musialem olac wszelkie zapedy do wybijania sie bo lizacze szefowego tylka
                juz sie uczepili spodnicy bosowej jak pijawki i miejsca nie bylo na moj jezyk, w
                trzeciej natomiast trafilem na ludzi normalnych w kierownictwie i tu dopiero
                mialem wolnosc ktora polegala na tym ze robilem rzeczy jak uwazalem za stosowne
                a nie jak mi kazano, kwestia profesji i profesjonalizmu, mialem spokuj nie
                dlatego ze robilem 110% normy a dlatego ze robilem to co mialem dobrze i szybko
                ze skutkiem wlasciwym...
                ...wcale nikomu nigdy tylca nie lizalem, nawet w PeReLu przed wyjazdem mialem
                dobre uklady z szefostwem bez lizactwa...
                ... ja se tak mysle ze wszedzie jest to samo ale jak sie pojedzie do NZ czy
                Anglii czy byle gdzie to sie w pierwszych okresach poczatkowych nie lapie polowy
                niuansow i sie czlowiekowi wydaje ze jest bajera tak jak MP sie wydaje po
                niecalym roku pobytu, ja wiem ze nie jest tak i jest tak samo jak w PLu. Trzeba
                pomieszkac jednak w danym miejscu latami zeby zrozumiec jaki jest styl lizania i
                jak gleboko trzeba polizac...

                ...po latach pracy w zawodzie tez zrozumialem co to jest polityka, takie cos
                istnieje w miejscu pracy, czasami jest ona bardzo zawila i byle mlokos lub
                niedojrzaly osobnik nie rozumie owych relacji i wydaje mu sie ze nikt go nie
                lubi...proponuje poczekac z 5 lat i wtedy zapytac kazdego potencjalnego MP jak
                mu sie wiedzie i czy ma juz LCD TV 100"...a potem jak juz bedzie mial to sie
                zapytac czy za gotowke czy na raty...na 99% w NZ kazdy potencjalny MP bedzie
                mial TV z LCD lub Plazmy, nie dosc ze na raty to jeszcze bedzie mial 5 kart
                kredytowych z dlugiem 30000+ baksow i bedzie mieszkal na wynajmowanym
                mieszkaniu, bedzie splacac karte karta i bedzie opowiadac jak mu sie super zyje
                w "Raju na Ziemi"...nie bedzie posiadal nic swojego, wsio bedzie na kredyt, nie
                bedzie mial funduszy na koncie i zawsze minusowy wyciag...tylu takich tam
                widzialem ze az zal bierze jak sie czyta takie artykuly...
                • poledownunder Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 30.07.07, 23:15
                  Kaszub, trzy glebokie oddechy i nie zapominaj ze Twoje doswiadczenia to Twoje
                  doswiadczenia, a ze inni mieli inne - taki wyrok losu.

                  Ogolnie zgadzam sie ze artykul jest mocno przeslodzony i jezeli faktycznie
                  oferowales sie ze swoim punktem widzenia a nie zostal on uwzgledniony, to
                  wielka szkoda, bo poznanie dwoch stron medalu nikomu nie zaszkodzi.

                  Nowa Zelandia ma wiele wad przy ktorych fakt ze w lipcu jest srodek zimy to
                  male piwo. I kilka innych szczegolow wskazujacych na ogolnie mgliste pojecie o
                  tym o czym sie pisze. Jezdzi sie do Nowej Zelandii a nie na Nowa Zelandie, tak
                  jak nie jezdzi sie na Japonie i na Indonezje, ktore rowniez sa panstwami
                  skladajacymi sie z kilku wysp. Podawanie zarobkow w zlotych mija sie z celem,
                  bo nikt tych zarobkow nie bedzie wydawal w zlotowkach, w Polsce przypuszczalnie
                  tez nie. A jezeli zacytuje sie je w NZD i zestawi z cenami w NZD nie wygladaja
                  tak cudnie. Zwlaszcza jezeli uda sie nie zapomniec o stosunkowo wysokim
                  opodatkowaniu. Brak obowiazkowego ubezpieczenia OC bardzo prawdopodobnie juz
                  wkrotce bedzie nalezal do historii, a poki co polecam wszystkim zeby jednak je
                  sobie wykupili. Nie jest drogie, a jak sie kogos stuknie nie posiadajac go
                  albo placi sie z wlasniej kieszeni albo laduje w sadzie.

                  Tym niemniej nie znam nikogo kto bylby zmuszony jesc kielbase dla psow. Wielu
                  udaje sie zyc wygodnie i byc z zycia zadowolonym. Osobiscie nie chcialabym
                  mieszkac nigdzie indziej.

                  Wszystkim entuzjastom NZ polecalabym wyszukanie w necie blogow i innych zrodel
                  informacji o tym kraju (tych mniej zachwyconych rowniez) zanim spakuja zycie do
                  walizki i rusza na koniec swiata.
                  • cashoob Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 18:48
                    ...nie mozliwe...osiagnolem swoj cel...juz nie musze sie meczyc bo zdrowy
                    rozsadek w koncu zapanowal na swiecie...byle tak dalej to bede mogl zapomniec
                    calkiem o forach i cieszyc sie browarem...co do kielbasy to pozdrow koleszke z
                    bylego zarzadu swojego stowarzyszenia...smakowala mu ta kielbasa i o ile wiem to
                    dalej sie nia zachwyca bo jest o polowe tansza od LUDZKIEJ...jest to ekstremalny
                    przypadek ale zamierzona "przenosnia" na realnym przykladzie jest bardzo
                    adekwatna do wielu sytuacji szczegolnie ludzi swierzo co przyjechanych do
                    nz...pozdrawiam...mniej pozerstwa i lukrowania i bedzie idealnie na swiecie...
                • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 31.07.07, 02:08
                  cashoob napisał:

                  > ...tutaj chcialem tylko nadmienic ze w 6 lat mojej pracy w nz zmienilem firmy
                  3
                  > razy, w pierwszych dwuch mialem ten sam problem i sie nie moglem "wybic" bo
                  mni
                  > e
                  > zaraz szlifowano do poziomu, w pierwszej "doceniono" mnie po 2 latach pracy
                  > kiedy mym bezposrednim szefem zostal czlowiek z Iraku, dostalem wtedy
                  podwyzke,
                  > wczesniej ludzie miejscowi traktowali mnie jako intruza co proboje wyskoczyc,

                  czego sie spodziewals po roku pracy, ze zostaniesz prezesem?
                  nie miales nawet IELTS ani stalego pobytu. Twoja zona pisze na forum, ze
                  kiepsko mowiles po angielsku.. spodziewales sie kokosow?
                  mnie bardziej dziwi, ze po 6 latach dziwisz sie, ze ja, czy ktokowliek inny, a
                  znam wiele osob, ktore mieszkaja tu nawet dluzej, niz Ty, moglem do czegos
                  dojsc w rok.

                  > ja poprostu robilem co do mnie nalezy i to dobrze na dodatek

                  100% normy = 100% pensji (jest gdzies inaczej? pojedz do Indii, tam obcinaja
                  pensje za niewyrobienie normy)

                  > trzeciej natomiast trafilem na ludzi normalnych w kierownictwie i tu dopiero
                  > mialem wolnosc ktora polegala na tym ze robilem rzeczy jak uwazalem za
                  > stosowne
                  > a nie jak mi kazano, kwestia profesji i profesjonalizmu, mialem spokuj nie
                  > dlatego ze robilem 110% normy a dlatego ze robilem to co mialem dobrze i
                  > szybko ze skutkiem wlasciwym...
                  > i sie czlowiekowi wydaje ze jest bajera tak jak MP sie wydaje po
                  > niecalym roku pobytu, ja wiem ze nie jest tak i jest tak samo jak w PLu.

                  na czym polegalo przeszkadzanie Ci w wybijaniu sie?

                  > ...po latach pracy w zawodzie tez zrozumialem co to jest polityka, takie cos
                  > istnieje w miejscu pracy, czasami jest ona bardzo zawila i byle mlokos lub
                  > niedojrzaly osobnik nie rozumie owych relacji i wydaje mu sie ze nikt go nie
                  > lubi...proponuje poczekac z 5 lat i wtedy zapytac kazdego potencjalnego MP jak
                  > mu sie wiedzie i czy ma juz LCD TV 100"..

                  na razie 42" mi wystarczy, ale jestem zboczencem filmowym i na pewno sobie
                  kupie wiekszy :) ale do tego trzeba miec dom, troche wiekszy od M3 wielkosci
                  garazu z centrum Warszawy..
                  zaznaczam. nie kazdy tak bedzie mial. NZ nie jest rajem i pewnie wiele osob
                  sobie nie da rady - szczegolnie, jesli mentalnie nie wyjedzie z kraju.
                  NZ nie jest tez kierunkiem "zarobkowym", bo trzeba poswiecic koszty relokacji.

                  >a potem jak juz bedzie mial to sie zapytac czy za gotowke czy na raty...
                  na 99% w NZ kazdy potencjalny MP bedzie
                  > mial TV z LCD lub Plazmy, nie dosc ze na raty to jeszcze bedzie mial 5 kart
                  > kredytowych z dlugiem 30000+ baksow

                  plazma. za gotowke :) nie mam ani jednej karty (i nigdy nie mialem). mam
                  oszczednosci na koncie (zamrozone - lokata). nie jem kielbasy dla psow, nie
                  zbieram odpadkow.. wymysl cos madrzejszego, albo zastanow sie, gdzie popelniles
                  blad, ze nie masz tego po 6 latach. mieszkam w wynjamowanym, bo po kilku latach
                  placenia (jedynego dotychczas) kredytu mieszkaniowego w Polsce, nie spieszy mi
                  sie do takich decyzji.

                  > w "Raju na Ziemi"...nie bedzie posiadal nic swojego, wsio bedzie na kredyt,
                  nie

                  wiekszosc wyposazenia mieszkania jest nasza (jak wiesz, trudno znalezc
                  mieszkanie umeblowane). powtarzam, nie mam kredytow. nie mow, ze to jest raj na
                  ziemi, bo nie ma raju na ziemi, choc niektorzy Polacy wiedza, jak zrobic sobie
                  lub innym pieklo na ziemi.

                  > bedzie mial funduszy na koncie i zawsze minusowy wyciag...tylu takich tam
                  > widzialem ze az zal bierze jak sie czyta takie artykuly...

                  mam lokate na koncie i zawsze plusowy wyciag - nawet, gdy kupowalem meble i
                  samochod. ale to ja. kazdy prowadzi wlasne gospodarstwo tak, jak mu sie podoba.
                  elementarna matematyka i zdrowy rozsadek.

                  skoro pieniadze sa dla Ciebie takie wazne, ze kontynuujesz ten watek, to teraz
                  zalozmy, ze kupujemy komputer. okazuje sie, ze najtanszy tutaj jest Dell, ktory
                  reklamuje sie w TV - wczoraj za zestaw Dimension 9200 plus 22" Wide LCD chcieli
                  $1300.. a teraz popatrzmy na cene takiego w Polsce.. oj.. nie mozna kupic, bo
                  Dell obsluguje tylko firmy... a taki model kosztuje jakies 5600 PLN.. i co
                  kupujemy? skladaka w osiedlowym sklepie, jakich w NZ nie ma.. albo na raty w
                  MediaMarkt, gdzie doplacamy.. skoro drogi Kaszubie, tak wazne sa dla Ciebie
                  pieniadze, to zauwazysz chyba kolosalna roznice, no chyba, ze myslisz, iz w PL
                  zarobisz w dwa tygodnie na taki komputer.. jesli tak, zycze powodzenia :)
                  jestes od miesiaca w PL, pomieszkaj tam 6 lat i zobaczymy, czy dojdziesz do
                  tego samego w rok, do czego doszlismy z zona. BTW.. rok jeszcze nie minal -
                  mija pod koniec tego tygodnia :)

                  osobiscie uwazam, ze NZ ma o wiele wieksze walory, dla ktorych warto porzucic
                  wyzsze pensje z Europy Zachodniej, niz rozmowa o ekonomii.. przepraszam, ze
                  niektorzy musieli sie dowiedziec, jaki model DVD mam akurat w domu albo ile
                  litrow benzyny mam w baku, ale temat artykulu byl zwiazany z mozliwosciami
                  podejcia pracy i co z tego wynika. a inaczej, niz na konkretnych przykladach,
                  nie da sie czasem wytlumaczyc. nie gonie za takimi rzeczami, uwazam, ze jesli
                  stac mnie na godne zycie, fajne wakacje, poznanie tysiaca nowych rzeczy,
                  ktorych Kaszub nie dostrzegl przez 6 lat. to jest o wiele wazniejsze, niz model
                  DVD czy wielkosc plazmy. mnie cieszy, ze dzieki temu moglem zaprosic wiele osob
                  na wspolne ogladanie filmow czy pokazac film i zdjecia z wakacji na obu
                  wyspach. podkreslam. przede wszystkim inne zycie, inni ludzie i dzis podjalbym
                  te sama decyzje.
                  • Gość: Zdrowy rozsadek Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.233.49.196.static.cablesurf.de 31.07.07, 11:02
                    Czyli jak zawsze w zyciu. Jednemu sie uda i bedzie szczesliwy inny bedzie
                    szukal sobie innego miejsca na swiecie. Szanujmy po prostu wlasne wybory.
                    Fajnie, ze sobie ulozyles zycie na wyspach i ze Ci sie tam podoba. To przeciez
                    podstawa. A Kaszub mial po prostu inne doswiadczenia i tez to uszanujmy.
                    Pozdrowionka.
                    • Gość: rebeka Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: 80.55.241.* 31.07.07, 13:44
                      Obawiam się czy to aby nie następny sposób na wyrzucanie młodych
                      i niedoświadczonych ludzi poza kraj, tak by nie było ich stać na powrót.
                      Polaków ubędzie, potem a właściwie już musimy otwierać się na obcych, kolorowych
                      a potem przyjadą jeszcze bardziej obcy ... nie tylko w sensie kulturowym - obym
                      się mylił.
                      • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.cable.telstraclear.net 31.07.07, 22:45
                        jesli mlodych i niedoswiadczonych bedzie stac na wyjazd, ktory kosztuje ok 8tys
                        od osoby i maj aplan, jak legalnie przezyc 12 miesiecy (zalecam legalnie, bo
                        NZIS odsyla pierwsza klasa w ciagu 24h). To nie jest EU. Tu sie leci prawie 30h
                        i z reklamowka rzeczy osobistych raczej kariery sie nie zrobi.
                    • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.cable.telstraclear.net 31.07.07, 22:36
                      alez nie ma problemu, ale on od 6 lat pisze o tym, jak mu zle w NZ, robi
                      zdjecia smieci, zeby pokazywac "prawdziwe oblicze NZ", robi po prostu kampanie
                      antyNZ, na ktora natknie si ekazdy, kto szuka informacji o NZ (tak znalazlem to
                      malzenstwo, bo naprawde trudno na nich nie trafic).... i czeka na paszport
                      kiwuski.. jak mi bylo zle w Polsce, to wyjechalem. Skoro tak cudownie w
                      Australii, czemu od razu tam nie pojechal? Zaloze sie o 12pack Tui, ze za 2
                      lata bedzie robil zdjecia smieci w Melbourne.. rowniez pozdrawiam.
            • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 31.07.07, 02:37
              Napisalbym wiele na temat pracy w firmie, ktorej poswiecilem 6 lat zycia oraz o
              stosunkach, jakie tam panuja, ale nie zamierzam prac brudow publicznie. Powiem
              kilka slow ogolnie.
              Wyjechalem z Polski i mam to za soba, a osoby, ktore to pisza, nadal (ile to
              juz zakurzonych lat?) pracuja na tych samych stanowiskach (czasem wykonujac te
              sama prace, ktora ja wykonywalem) i nadal wypominaja bledy ludzi (czesto za
              przyzwoleniem i z inicjatywa kierownictwa), ktorzy juz dawno ich przerosli
              wiedza i doswiadczeniem, awanasowali (i tu jest pewnie problem) i takich bledow
              juz nie popelniaja.. i nadal mijaja ich na tym samym korytarzu ze sztuczna
              kurtuazja.
              nie mam na mysli siebie, ale nigdy nie moglem zniesc, jak odnosili sie wobec
              osob, ktore nie pasowaly do ich "kanonu" - od nazywania niskiej osoby Dzokejem
              po smianie sie, ze ktos nie zna angielskiego, gdy przy gosciu zagranicznym
              okazywalo sie, ze wcale nie sa poliglotami.. Chcialbym takie zachowanie
              zobaczyc w mojej obecnej firmie i z jakim hukiem taki ktos wylatuje za
              jakakolwiek probe molestowania lub deprecjonowania w oczach innych.

              Widomosc dotarla - wiem, kto konkretnie uzywal takiej etykietki, kiedy i
              dlaczego. Moja odpowiedz jest taka: w mojej obecnej firmie nie ma Johnnych Dwa
              Place, Dzokejow, kierownik na oficjalnym spotkaniu dzialu nie zagaja rozmowy na
              temat osob nieobecnych, zeby reszta sie posmiala z tej osoby i przelozony nie
              kupuje sobie wyzszego modelu aparatu fotograficznego, zeby nie byc gorszym..
              nie widzialem tez, zeby ktos tak wil sie jak piskorz, zeby dostac
              ponadstandardowy monitor LCD, telefon "do testow", sluzbowa nagrywarke, ktora
              wypala hologramy, walki o ryczalt na paliwo (nawet, jesli ktos nie mial
              samochodu) albo opowiadal bajki o zyciu osobistym wspolpracownikow, zeby sie
              podbudowac. niestety czasem jeszcze czuje zew i ochote zrobienia tego samogo, z
              czym sie spotykalem, ale zawsze gryze sie w jezyk. tym razem tez zakoncze moja
              litanie, bo zaczyna mnie smieszyc, jak sobie przypominam :)

              dlatego wszystkim bylym wspolpracownikom, nawet jesli zle mi zycza, ja zycze
              powodzenia w zyciu osobistym i sukcesow w zawodowym. na szczescie poznalem tam
              tez wspanialych ludzi (wiele z tych osob juz tam nie pracuje) i ich przede
              wszystm pozdrawiam. oni wiedza, ze moja krytyka nie jest skierowana do nich.
              • adamovski Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 06:55
                Witaj,

                Nazywam sie Adam, mieszkam w Auckland od 3 lat pracuje jako
                konsultant-kontraktor w jednym z duzych projektow telekomunikacyjnych.

                Znam i przechodzilem w swoim zyciu zawodowym przez pare firm, zarowno w PL jak i
                w UE. Widzialem wszystkie te patologie o ktorych piszesz, natezenie zmienialo
                sie w roznych firmach.

                Nie jest to jednak jakas Polska check. Takie same chore uklady widzialem w
                innych krajach 3-go swiata, np na Filipinach. Po prostu w slabych krajach gdzie
                ludzie nie sa w stanie wymagac rzadow by bronily ich przed wysyskiem duze firmy
                zaczynaja dzialac w taki sposob, i tolerowac takie zachowania.

                Cytat:
                "Dlaczego firmy zachodnie, które zainwestowały w Polsce, nie wniosły do nas
                swojej kultury organizacyjnej?
                Mam podejrzenie, że takie firmy wchodzą do Polski dlatego, iż liczą na tanią,
                dyspozycyjną, bardzo dobrze wykształconą i gotową na wszystko siłę roboczą.
                Wiedzą, że jest taki kraj, gdzie nie ma prawie związków zawodowych, form obrony
                pracowników, gdzie państwo przez długi czas było nieobecne, jest duże bezrobocie
                i nikt im nie będzie przeszkadzał. Polska jest krajem "pracy niechronionej".
                Pracownicy są pokorni, bo wiedzą, jak łatwo ich zwolnić i nikt się za nimi nie
                ujmie. Firmy zachodnie nie muszą myśleć u nas o kosztach społecznych
                eksploatowania pracowników, mogą ich wyżąć, a następnie pozbyć się niewielkim
                kosztem.
                Badania pokazują, że Polska ma jeden z najniższych w Europie wskaźników
                solidarności w miejscu pracy i w miejscu zamieszkania. Okazuje się, że na
                przykład mamy bardzo małą szansę na znalezienie pomocy u sąsiadów. Dlaczego
                zatem w korporacji miałoby być inaczej?"

                Poczytaj ciekawa serie artykolow

                www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=46307
                Podobne uklady jak w NZ sa tez w innych cywilizowanych krajach o niskim
                bezrobociu lub dobrej opiece spolecznej.

                Jedyne co musze przeznac to ze Polacy zamiast bronc sie przed takim traktowaniem
                ktore jest ogromnie ponizajace to bardz chetnie biora udzial w takich biorowych
                gierkach jak podkopywanie innych, wysmiewanie, itd. Smutne to jest niestety. W
                NZ tego nie ma, to fakt.

                Pozdrawiam,

                Adam.


                • vazz Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 08:48
                  adamovski napisał:


                  > Wiedzą, że jest taki kraj, gdzie nie ma prawie związków zawodowych, form
                  obrony
                  > pracowników, gdzie państwo przez długi czas było nieobecne, jest duże
                  bezrobocie i nikt im nie będzie przeszkadzał. Polska jest krajem "pracy
                  niechronionej".

                  Bezrobocie nie na tyle duże,bo ciągle poszukują chetnych do pracy.
                  W Polsce tez sie zmienia ;)

                  > Pracownicy są pokorni, bo wiedzą, jak łatwo ich zwolnić i nikt się za nimi nie
                  > ujmie.

                  :) tylko sie uśmiechne :) i powiem,ze jak ich zwolnią to zaraz znajda prace
                  gdzie indziej

                  Firmy zachodnie nie muszą myśleć u nas o kosztach społecznych
                  > eksploatowania pracowników, mogą ich wyżąć, a następnie pozbyć się niewielkim
                  > kosztem.

                  Tak im sie zdawało,ale na przykładzie np.LG widac,ze to nei prawda

                  > Jedyne co musze przeznac to ze Polacy zamiast bronc sie przed takim
                  traktowanie
                  > m
                  > ktore jest ogromnie ponizajace to bardz chetnie biora udzial w takich
                  biorowych
                  > gierkach jak podkopywanie innych, wysmiewanie,

                  O cholerka,a to nowosc dla mnie :)


                  Dawno byłeś w Polsce na dłużej?
                • Gość: selekta Re: IP: 217.173.110.* 31.07.07, 12:38
                  > Po prostu w slabych krajach gdzie
                  > ludzie nie sa w stanie wymagac rzadow by bronily ich przed wysyskiem duze firmy
                  > zaczynaja dzialac w taki sposob, i tolerowac takie zachowania.

                  Mieszkam w Irlandii, pracuje w IT. Dzieki temu, ze kilkadziesiat lat temu rzad
                  pogonil zwiazki zawodowe, bezrobocie jest tu minimalne, a kultura pracy wysoka.
                  > Mam podejrzenie, że takie firmy wchodzą do Polski dlatego, iż liczą na tanią,
                  > dyspozycyjną, bardzo dobrze wykształconą i gotową na wszystko siłę roboczą.

                  Oczywiscie! I bardzo dobrze, ze tak jest. To niezbedny punkt wyjscia.

                  > Wiedzą, że jest taki kraj, gdzie nie ma prawie związków zawodowych, form obrony
                  > pracowników, gdzie państwo przez długi czas było nieobecne, jest duże bezrobocie
                  > i nikt im nie będzie przeszkadzał. Polska jest krajem "pracy niechronionej".
                  > Pracownicy są pokorni, bo wiedzą, jak łatwo ich zwolnić i nikt się za nimi nie
                  > ujmie.

                  Gdy stracilem pierwsza prace w Irlandii, bez problemu znalazlem nowa -
                  przebieralem w ofertach. Wlasnie dlatego, ze zwiazki zawodowe sa slabe, ze latwo
                  sie tu zwalnia, tak latwo o zatrudnienie. Z kolei w krajach, gdzie prawo i
                  zwiazkowcy dbaja o "job security" (Francja, Niemcy) jest najwyzsze bezrobocie.

                  > Badania pokazują, że Polska ma jeden z najniższych w Europie wskaźników
                  > solidarności w miejscu pracy i w miejscu zamieszkania. Okazuje się, że na
                  > przykład mamy bardzo małą szansę na znalezienie pomocy u sąsiadów. Dlaczego
                  > zatem w korporacji miałoby być inaczej?"

                  Jako remedium proponujesz odgorne wprowadzenie solidarnosci spolecznej? To
                  wlasnie przez wieloletni socjalizm tej naturalnej solidarnosci w Polsce brakuje.
                  • agaj.agaj Problem z emigracja 31.07.07, 21:53
                    Powszechny problem z emigracja jest taki, ze jak gdzies wyjezdzamy to
                    spodziewamy sie, ze ludzie sa tam piekni i madrzy, kraj jest super
                    zorganizowany i kazdy jest kazdemu przyjacielem. Wysokie zarobki, awanse, auta
                    i telewizory tylko na nas czekaja. Otoz takiego kraju. Emigranta musi wpierw
                    polubic kraj, a potem starac sie go zrozumiec (nigdy nie uda sie do konca).
                    Nie mozna tez spodziewac sie zbyt duzo.

                    Problem NZ - maly kraj zamkniety na dwoch glownych wyspach. Juz to warunkuje,
                    ze mozliwosci sa ograniczone, a ludzie o charakterze zasciankowym, bez polotu
                    i bez szerszego oddechu.
                    • poledownunder Re: Problem z emigracja 31.07.07, 22:59
                      agaj.agaj napisał:

                      > Problem NZ - maly kraj zamkniety na dwoch glownych wyspach. Juz to warunkuje,
                      > ze mozliwosci sa ograniczone, a ludzie o charakterze zasciankowym, bez polotu
                      > i bez szerszego oddechu.

                      Ludzi o charakterze zasciankowym, bez polotu i bez szerszego oddechu spotkasz
                      wszedzie, nawet w wielkim swiecie, czego Twoj post jest najlepszym dowodem.
                      Czy wyspa czy nie wyspa czy w srodku czy na koncu swiata nie gra tu wiekszej
                      roli. Zyj i daj zyc innym, tak jak im odpowiada, skoro umysl masz taki
                      otwarty. Kolejna madrosc kiwijska.
                      • agaj.agaj Re: Problem z emigracja 31.07.07, 23:18
                        Ludzie sa w ciaglym ruchu. Ci ambitni w NZ dusza sie zamknieci na dwoch wyspach
                        i wyjezdzaja - najbardziej ambitni do USA. Na ich miejsce przyjezdzaja osoby z
                        jeszcze bardziej zasciankowych krajow - np. Anglia, Niemcy, Polska, itp.
                        Powiedzmy sobie szczerze - coz mozna osiagnac w NW? Trudno o kraj bardziej
                        odsuniety od reszty swiata. W Polsce bylo podobnie, ale teraz chociaz jest UE.

                        Nie lekcewazmy problemu przestrzeni na psychike ludzka. To nie przypadek, ze
                        Australijczycy, Amerykanie, czy Kanadyjczycy (Rosjanie nie bo ci sa zamknieci)
                        maja inne spojrzenie na zycie i wlasny kraj niz zasciankowe kraje gdzie kazdy
                        sie kloci z kazdym (Polska to dobry przyklad).
                    • Gość: MP Re: Problem z emigracja IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 03:06
                      > Problem NZ - maly kraj zamkniety na dwoch glownych wyspach. Juz to warunkuje,
                      > ze mozliwosci sa ograniczone, a ludzie o charakterze zasciankowym, bez polotu
                      > i bez szerszego oddechu.

                      zascianek w NZ??? gdzie? ponad 80% spoleczenstwa mieszka w miestach i 3.2mln z
                      4.1lmn mieszkancow uzywa internetu czyli Kiwi nie stroni od kontaktow i
                      wiekszych skupisk ludzi. w restauracji nie ma problemu, zeby usiasc z kims, gdy
                      nie ma wolnych stolikow. ludzie chodza ubrani tak przedziwnie, ze ubierz sie
                      tak w Polsce i zobacz, czy ktos Cie tylko za to nie pobije, ze nie jestes
                      klonem dresa.

                      zascianek.. a to pewnie dlatego w NZ prawnie sa uznawane zwiazki de facto (nie
                      wazne czy tej samej plci czy dwoch innych) i nikogo nie interesuje, dlaczego
                      wczoraj nie byles w kosciele. dlatego wlasnie w NZ rodzic moze kupic swojemu
                      dziecku alkohol na wlasna odpowiedzialnosc i panstwo nie ma nic do tego w
                      granicach rozsadku i myslisz, ze po ulicach biegaja pijane 10latki?
                      BTW nie ma tez obowiazkowego ubezpieczenia samochodu i co? myslisz, ze ludzie w
                      zwiazku z tym wola wyzsze koszty odszkodowania brac na siebie?

                      mysle, ze dlatego w tej zasciankowej NZ nie zamyka sie skrzynek na listy na
                      klucz, drzwi do mieszkan sa oszklone i nikt nie slyszal tu o antywlamaniowych
                      wynalazkach takich jak pancerne metalowe drzwi i zamek tytanowy..

                      dlatego w zasciankowej NZ zostawiasz sprzet do golfa na tylnym siedzeniu,
                      pewnie po to, zeby jeden z drugim myslal, ze jestes snobem, ktory na pole
                      golfowe jezdzi 15letnim (choc sprawnym) samochodem.. w biednej Polsce zmienia
                      sie samochody na kredyt tylko dlatego, bo sasiad ma juz wyzszy model.
                      przeciez sam to przezylem, przelozony musial kupic wyzszy model aparatu
                      fotograficznego, niz moj.. choc na poprzednim nie zrobil 1% ilosci zdjec, ktore
                      zrobilem na moim albo podpuszczony pobiegl po wiecej paczkow na tlusty czwartek
                      dla pracownikow, niz jego odpowiednik z innego teamu.. i jeszcze sie
                      smiertelnie obrazil, bo nikt nie chcial jesc, choc go wczesniej podpuszczali,
                      zeby nie byl gorszy.

                      zascianek w NZ? hehe dobry dowcip
                      • agaj.agaj Re: Problem z emigracja 01.08.07, 03:56
                        Przeczytalem ten i kilka Twoich poprzednich postow. Problem z Toba jest taki, ze
                        bez przerwy piszesz o pieniadzach, jakis telewizorach i stronie materialnej
                        zycia. Teraz dorzuciles jakies informacje spoleczne, ktore mnie absolutnie nie
                        biora.

                        Jestem pewien, ze jezeli komus chodzi o w miare dostatnie i zasobne zycie bez
                        specjalnych wyzwan, ale tez i bez problemow to NZ to dobry kraj. Problem jednak
                        z tymi abitniejszymi, tymi ktorzy dusza sie na dwoch odizolowanych wyspach.
                        Skad to wiem - ja po prostu znam tych ludzi co wyjechali z NZ bo im bylo za
                        ciasno i bez wiekszych mozliwosci rozwoju.
                        • Gość: MP Re: Problem z emigracja IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 01:13
                          > Przeczytalem ten i kilka Twoich poprzednich postow. Problem z Toba jest taki,
                          z
                          > e
                          > bez przerwy piszesz o pieniadzach, jakis telewizorach i stronie materialnej
                          > zycia. Teraz dorzuciles jakies informacje spoleczne, ktore mnie absolutnie nie
                          > biora.

                          a mnie nie biora opowiesci, ze ktos nie moze zrobic kariery w NZ. jesli w ciagu
                          roku mozna awansowac od prostej asystentki do kogos, czyje (polskie) nazwisko
                          zobaczysz w napisach koncowych produkcji Petera Jacksona, to zastanow sie, o
                          jakim duszeniu sie mowisz. zycze powodzenia u boku polskich producentow
                          filmowych.

                          > Jestem pewien, ze jezeli komus chodzi o w miare dostatnie i zasobne zycie bez
                          > specjalnych wyzwan, ale tez i bez problemow to NZ to dobry kraj. Problem
                          jednak
                          > z tymi abitniejszymi, tymi ktorzy dusza sie na dwoch odizolowanych wyspach.
                          > Skad to wiem - ja po prostu znam tych ludzi co wyjechali z NZ bo im bylo za
                          > ciasno i bez wiekszych mozliwosci rozwoju.

                          jasne. mozliwosci jest pewnie mniej, niz w Europie, ale zanim ktos dojdzie w
                          swojej karierze do tego punktu, by moc wybierac miedzy ofertami na swiecie,
                          moze zrobic duzy odcinek kariery w NZ. jesli stwierdzi, ze potrzebuje wiekszych
                          wyzwan, na pewno wyjedzie i pewien procent wyjezdza.
            • Gość: opty Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.e-wro.net.pl 31.07.07, 12:55
              takie to piękne i słodkie że aż sie chce żygać
            • Gość: Maz Chinki Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.dickerdata.com.au 01.08.07, 03:26
              I pewnie was boli, ze Johnny Dwa Palce pracuje ile musi (czyli na dwa palce) i
              zarabia kilka razy wiecej od was, a wy dalej pracujecie jak ten Johnny 110
              palcow i nic wiecej nie macie. Hahahahahaha.
          • Gość: totalizator Moze ktos mi powie: Ile potrzeba pieniedzy na m-c IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 08:27
            Moze ktos mi powie: Ile potrzeba pieniedzy na m-c aby dobrze zyc w NZ?
            • Gość: MP Re: Moze ktos mi powie: Ile potrzeba pieniedzy na IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 03:08
              a ile potrzebujesz w Polsce?
              • Gość: stiopa Re: Moze ktos mi powie: Ile potrzeba pieniedzy na IP: *.ds.pg.gda.pl 01.11.09, 13:49
                700 zł :P
      • Gość: adamyukon Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.07, 19:24
        Anna załatwiałaś już jakieś formalności w związku z wyjazdem do NZ ? jeżeli tak
        to od czego zaczynałaś ? bo mocno chodzi mi po głowie żeby się przeflancować.
        • cashoob Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 30.07.07, 20:56
          1. trzeba byc na tyle "zapartym"
          2. trzeba miec duzo kasy na wyjazd
          3. nalezy umiec sie zachwycac blaszkom jak murzyn i trzeba umiec angielski
          4. nalezy miec syndrom polaka z chicago zeby wystepowac potem w takich
          artykulach "sponsorowanych" przez firme "Jobfruwaj.pl"

          ...a tak na powaznie to takich 110% normy to widzialem juz w Nz, jedli kielbase
          dla psa i domu nie ogrzewali zeby se uciulac kasiore na koncie...mej zonie
          myster MP sie chwalil ze mieszka w "rezydencji" z chyba 9-cioma pokojami jak
          dobrze pamietam...zapomnial jednak dodac, co dopiero wyszlo po czasie, ze on w
          tej "rezydencji" mieszkal w jednym pokoju a reszta byla obsadzona przez podobne
          indywidua najmujace, pewnie to byl jakis hostel :)...
          ...my takich tam ludzi zwalismy "polaczki" czyli takiego co se robil zdjecia
          przy merasiu kolegi z pracy i wysylal rodzinie do plu ze to jego, albo
          fotografowal pokoje hotelowe jako rzekome mieszkanie a spal gdzies w koncie za
          grosze jak bezdomny...zawsze twierdzilem ze jak sie bylo dziadem w PLu to sie
          Panem nigdzie indziej nie bedzie i sloma bedzie szelescic pod gajerem z
          buta...MP tez zapomnial napisac ile kasy wydal na wizy i ze rok czekal az z
          laski mu ktos prace zaproponuje a zlewali go namietnie o ile pamietam, z gracja
          wrodzonom Kiwusom czyli milo i rzeczowo...a o zonie swej tez nie napisal ze
          wsciekla lazila bo zarabiala grosze i byla pomiatana jak pies z poczatku...no
          coz, nastepny polacki za granicem...
          ...czy ktos mi moze wytlumaczyc ile kosztuje DVD pioniera??? jako zem wrocil do
          PLu z NZtu dopiero miesiac temu to nie wiem ale mysle ze za 1000 to juz chyba
          cos kupie no nie? skoro MP nie mial kasy w PLu zeby kupic se DVD i kamery to
          gdzie on robil jako ten informatyk? w piwnicy jakiejs? 6 lat temu zanim
          opuscilem te kraine zarabialem ponad dwa kola o ile pamietam wiec cos mi nie
          pasi ze MP nie mial kasy na DVD i tak sie teraz cieszy...musze powiedziec na
          koniec ze wyjazd z NZ to bylo najlepsze co zrobilem w zyciu oczywiscie pomijajac
          wybor malzonki...dumny jestem z podjetej decyzji jak PAFFFF...
          • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 31.07.07, 01:24
            cashoob napisał:
            > 4. nalezy miec syndrom polaka z chicago zeby wystepowac potem w takich
            > artykulach "sponsorowanych" przez firme "Jobfruwaj.pl"

            mi nikt nie zaplacil za udzial w tym artykule, a Tobie za udzial w tym forum?
            kto i ile placici Ci za prowadzenie kampanii antyNZ od 6 lat?

            > jedli kielbase
            > dla psa i domu nie ogrzewali zeby se uciulac kasiore na koncie...mej zonie
            > myster MP sie chwalil ze mieszka w "rezydencji" z chyba 9-cioma pokojami jak
            > dobrze pamietam...zapomnial jednak dodac, co dopiero wyszlo po czasie, ze on w
            > tej "rezydencji" mieszkal w jednym pokoju a reszta byla obsadzona przez
            podobne
            > indywidua najmujace, pewnie to byl jakis hostel :)...

            i kto to mowi? gdy Twoja zona (pracuje jeszcze w hostelu, pchly jeszcze ja
            gryza?) przyslala mi zdjecia waszego domu, az zaniemowilem, ze mozna w czyms
            takim mieszkac po 5 latach w NZ. czlowieku, mieszkalem tam przez 1.5 miesiaca
            (polecam na poczatek, to dobra lekcja zycia i wielokulturowosci, gdy rano w
            kuchni spotykasz Amerykanina lub Irlandczyka i rozmawiacie o zywczajach). Od
            tego czasu mieszkam juz w kolejnym, trzecim miejscu. Podnosze poziom, a Ty? nie
            mam ani jednego kredytu, nie domawiam sobie jedzenia, co ludzie mi wypominaja
            ogladajac moje zdjecia :), mam za to wlasne meble, wlasny sprzet RTV/AGD,
            imponujaca kolekcje filmow, ktorych w kazdym tygodniu przybywa, mam samochod i
            nie placze, ze place wysokie rachunki, ze haruje, ze restauracja czy kino za
            drogie.. przykro mi, ze przez 6 lat nie wyrobiles sobie takiego "luksusu", jaki
            ja mam po roku i nie potrafilbys docenic tego, ze mam godzine drogi do winnic
            Martinborough, gdzie moge spedzic spokojny sobotni dzien :) polaczkuj mi,
            przyzwyczajony jestem do deprecjonowani :)
            zapraszam do Wellington na kawe (a niech tam, ja stawiam) - gdy wreszcie
            ruszycie sie z tego Auckland.. zobaczysz, jak wyglada zycie po roku i porownasz
            ze swoim po 6 latach. opowiem Ci o miejscach, gdzie nie byles, a powinienes
            pojechac :)

            zeby czytac, trzeba umiec czytac ze zrozumieniem. po tym, gdy "wyjechales z
            PLu" ludzie zabijali sie o DVD no-name za 99zl w MegaAvansie lub MediaMarktach
            (27 kartek pogotowia w Lodzi, slyszales?) na promocyjnym otwarciu.. a tu jadlo
            sie kielbaski na otwarciu Harveya Normana w Lower Hutt, grala kapela rockowa i
            ludzie kulturalnie kupowali i nikt nie zabijal sie o DVD Philipsa za $60..
            kamere kupilem za gotowke z jednej dwutygodniowki i jeszcze starczylo na czynsz
            i przezycie.. taka sama w Polsce (jeszcze jako najnowszy model, choc ma rok) na
            stronie producenta wystawiona byla za grubo ponad 4300zl.. jesli kogos w Polsce
            stac na kupienie takiej za dwa tygodnie pracy w gotowce i jeszcze przezyc, to
            powodzenia. nie chwale sie, mowie tylko o zalecie GST 12.5%, a nie VAT 22% oraz
            korelacji pensji i cen. Jesli stac mnie na nalewanie pelnego baku i
            uzywanie "klimy", to mowie to po to, zeby uswiadomic kazdemu, kto w upalny
            dzien siedzi przy otwartym oknie w korku, ze nie musi. nie interesuje mnie, kto
            jaki sprzet sobie kupi, mowie, co mozna miec bez wiekszego wysilku. jelsi chces
            zmiec 14 calowy TV albo wcale, Twoja sprawa, ja lubie filmy i dlatego kupilem
            sobie duza plazme. i Tobie nic do tego.

            > Panem nigdzie indziej nie bedzie i sloma bedzie szelescic pod gajerem z
            > buta..

            nie lubie garniturow i nie nosze :) raz na komunie, raz do slubu i moze jeszcze
            kilak razy w zyciu. raczej unikam

            > MP tez zapomnial napisac ile kasy wydal na wizy

            440zl od osoby plus badania lekarskie. najdrozsze sa bilety. zainteresowanym
            chetnie podam cennik w wolnej chwili. mojego miala mozna znalezc w internecie.
            koszt emigracji dwuosobowej rodziny to ok. 15tys zl.

            > i ze rok czekal az z laski mu ktos prace zaproponuje a zlewali go namietnie o
            > ile pamietam, z gracja wrodzonom Kiwusom czyli milo i rzeczowo...

            a to dobre :) kilka faktow. o NZ pomyslalem w dniu wyborow w pazdzierniku 2005,
            do stycznia czytalem informacje. w marcu zaczalem wysylac CV. zamiast NZ, UK
            zaczelo sie odzywac i zawracac mi glowe funtami :) na poczatku maja zadzwonil
            do mnie EDS, pod koniec maja zadzwonil drugi raz, w czerwcu przyslal draft
            kontraktu w lipcu podjalem decyzje. rok nie minal od pierwszej mysli (wtedy
            jeszcze o NZ wiedzialem tyle, co wszyscy) wiec o czym Ty piszesz? BTW polecam
            aktywne szukanie pracy tak, zeby ona znalazla Ciebie, a nie Ty szukal jej..
            gdybym chcial czekac na rekruterow, to bym do dzis wnawet w Polsce nie mial
            pracy (przepraszam rekruterow, ale jestescie malo aktywni) :D

            > a o zonie swej tez nie napisal ze
            > wsciekla lazila bo zarabiala grosze i byla pomiatana jak pies z poczatku...no
            > coz, nastepny polacki za granicem...

            hoho.. usmialem sie :) zwazywszy, ze nie musiala pracowac i dlugo nie
            pracowala, a gdy wreszcie poszla do pracy, po dwoch miesiacach bez wiekszego
            proszenia dostala takie referencje, ze w ramke mozna oprawic :) i wiesz co? ani
            jednego dnia nie pracowala fizycznie, choc nie ma tak dobrej znajomosci jezyka,
            jaka chwali sie Twoja zona :)
            nie wymyslaj bzdur, choc wesole rzeczy wymyslasz :)
            • poledownunder Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 02:35
              Gentlemeni nie mowia o pieniadzach... troche zalosne i niesmaczne wydaja mi sie
              Wasze przepychanki a ja mieszkam tak, a ja mam taka bryke i tyle na koncie, nie
              mowiac juz o wywlekaniu co kto komu kiedys powiedzial przy piwie na forum
              publiczne. Trafil swoj na swego.

              Ja mieszkam w NZ od 7 lat, zarabiam nie za duzo i nie za malo, znam takich
              ktorzy zarabiaja duzo wiecej niz ja, jak rowniez takich ktorzy zarabiaja duzo
              mniej, i moge tylko powiedziec ze nie zawsze ci ktorzy zarabiaja duzo wiecej sa
              madrzejsi, dowcipniejsi, ciekawsi, spolegliwsi niz ci, ktorzy zarabiaja duzo
              mniej. Nie zapominajmy o innych aspektach czlowieczenstwa poza kasa. Moj
              dorobek po 7 latach to stara drewniana chalupka na 700m2 w ciaglym remoncie (na
              kredyt). Nie wstydze sie tego, jezeli ktos uwaza ze powinnam, to bardziej
              swiadczy o nim niz o mnie. To co inni wydaja na plasmy ja wydaje na ksiazki,
              zwiedzanie tego pieknego kraju, rozne frajdy dla dzieci... Dla mnie w NZ liczy
              sie to, ze moge co weekend wyskoczyc w gory lub nad morze, lub nad jezioro -
              jak zachce. Ze przez 11 miesiecy w roku wracam z pracy jak jest jeszcze
              jasno. Ze ludzie maja dla mnie czas a ja dla nich. Ze otaczaja mnie ludzie
              usmiechnieci, pozytywnie nastawieni do zycia, bez fochow i fanaberii. Wg mnie
              na tym polega "magia" nowozelandzkiego stylu zycia, nie na tym ile mozna
              zarobic i jak szybko sie dorobic. Pozdrawiam.
              • Gość: VP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.cable.telstraclear.net 31.07.07, 02:49
                poledownunder napisała:

                > Dla mnie w NZ liczy
                > sie to, ze moge co weekend wyskoczyc w gory lub nad morze, lub nad jezioro -
                > jak zachce. Ze przez 11 miesiecy w roku wracam z pracy jak jest jeszcze
                > jasno. Ze ludzie maja dla mnie czas a ja dla nich. Ze otaczaja mnie ludzie
                > usmiechnieci, pozytywnie nastawieni do zycia, bez fochow i fanaberii. Wg mnie
                > na tym polega "magia" nowozelandzkiego stylu zycia, nie na tym ile mozna
                > zarobic i jak szybko sie dorobic.

                I to jest wlasnie piekne w Nowej Zelandii.
                To dlatego ludzie decyduja sie przeleciec 17 tys. km ... zeby zaznac innego
                stylu zycia.
              • adamovski Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 07:11
                Bravo Poledownunder !

                Naprawde wstyd mi za Cashooba i MP. Udalo im sie ciekawa dyskusje sprowadzic do
                wypisywania jakis bzdurnych osobistych epitetow oraz informacji na temat
                pogryzzienia malzonek przez pchly. Wyzwali sie na pojedynek na to
                kto ma lepsze DVD.

                Wlasnie przez takie kretynizmy ktore w PLu sa czescia
                codziennosci to zaczyna znowu podobac mi sie w NZ.
                • vazz Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 08:17
                  adamovski napisał:

                  >> Wlasnie przez takie kretynizmy ktore w PLu sa czescia
                  > codziennosci to zaczyna znowu podobac mi sie w NZ.

                  Zależy jakich znajomych sobie dobierasz,jak wybierzesz kiepskich to i w NZ
                  spotkasz takich co o DVD sie kłóca.
                  • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 03:47
                    szkoda, ze Darek nie wybral innych przykladow roznic cenowych, o ktore mnie
                    poprosil. byloby zabawniej czytac, jak ktos zarzuca mi, ze kloce sie o cene
                    biletu do kina albo o cene butow.

                    dla mnie nie ma roznicy. kazdy wydaje na to, na co ma ochote. dla mnie mozesz
                    nie miec nic i mieszkac w pustych czterech scianach. mozesz nawet mieszkac w
                    przyczepie, jesli Ci sie podoba. poszukaj najpierw tego, co Kaszub i jego zona
                    pisza o swoich doswiadczeniach w NZ na strocnach internetowych, a pozniej
                    zastanow sie, dlaczego naskoczyl tak na przyklad, ktory troche odbiega od jego
                    schematu (przypominam: jedzenie kielbasy, ciulanie na rzeczy na kredyt, dlugi,
                    bieda i syf - zyjesz tak w NZ? zgadzasz sie z tym, jak on opisuje zycie Polakow
                    w NZ? nie znam takich Polakow. tylko Kaszuba i jego zone..).

                    moge podac przyklady ludzi, ktorzy maja mniej, niz oni, zyja godnie i nie
                    opowiadaja takcih bredni na forum, ze majac certyfikat z jezyka mozna tylko
                    pracowac fizycznie.. to jest po prostu zenujace.

                    artykul byl o pracy, placy i cenach i inaczej, niz podajac przyklady, nie da
                    sie napisac w dwoch zdaniach o roznicach. padlo na DVD, choc podalem rozne
                    przyklady. kogos to razi, ze mozna w ciagu roku sie urzadzic, nie miec dlugow i
                    jakos sobie radzic? chcialbym czytac o takich przykladach z innych popularnych
                    krajow emigracyjnych, a czytam o masach Polakow, ktorzy z reklamowka rzeczy
                    osobistych jada po zlote runo do UK i Irlandii. rozumiem, ze tylko taki obraz
                    emigracji jest jedynie sluszny?
                • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 03:37
                  rozumiem, ze mialem zostawic bez echa wymysly kogos, kto nigdy ze mna nie
                  rozmawial, a kto publikuje szczegoly o swoim pobycie w NZ od wielu lat, wiec
                  mozesz z nich wyczytac, jak z ksiazki. mialem zostawic bez echa jego
                  komentarze, w ktorych opowiada o moim zyciu, ktorego malenki fragment zostal
                  wlasnie opublikowany w gazecie?

                  moze mnie ponioslo, ale czlowiek po prostu pisze nieprawde, opowiada o jedzeniu
                  kielbasy dla psa, dlugach (ktore sam ma i mysli, ze opowiadalbym, ze jest mi
                  cudownie, gdybym mial dlugi..), o tym, ze niby mieszkam w fatalnych warunkach
                  mieszkaniowych w hostelu (gdy jego zona na innym forum pisze, jak to ja pchly
                  pogryzly w pracy.. w hostelu). czy ja mam czego mu zazdroscic alby czym sie
                  przed nim chwalic?

                  jesli o mnie chodzi, on moglby byc "bohaterem" artykulu, opowiedziec, jak jest
                  fatalnie w NZ, ludzie nie przyjezdzajcie, nie warto, wpadniecie w dlugi..
                  gdybym sie odezwal na forum, ze on pisze bzdury, tez napisalbys, ze Ci wstyd?

                  wiesz. wspolczuje mu i jego zonie, ale jaki wysilek wlozyli w to, zeby bylo
                  inaczej? oprocz tego, ze swoje bledy przypisuje mi? moja zona nie chwali sie na
                  forach internetowych, ze mowi wspaniale po angielsku, wrecz przeciwnie, trudno
                  jej wybic z glowy, ze radzi sobie calkiem niezle.. powiedz mi zatem, jakim
                  cudem zona kaszuba pracuje fizycznie i narzeka na pchly, a moja zona pracuje w
                  biurze miedzynarodowej firmy?
                  jaki wysilek powtarzam. ja wlozylem i zbieram plony. moja zona tez odwazyla sie
                  i poszla na rozmowe w sprawie pracy, choc bala sie bariery jezykowej.
                  narzekanie na pchly i opowiadanie o dlugach i kielbasie jest dla mnie bardziej
                  zenujace, niz podanie przykladu konkretnej ceny jakiegos tam produktu.

                  to nie jest skakanie sobie do gardla, tylko opowiadanie o doswiadczeniach.
                  niektorym ludziom taka rozmowa pomaga. ktos, kto boi sie, ze nie mowi za dobrze
                  po angielsku pomysli przez chwile, co go moze czekac.. z tych przykladow
                  wynika, ze majac certyfikat z jezyka najwyzej pchly, a nie majac certyfikatu..
                  praca biurowa..

                  zastanow sie. dla mnie to, jaki kto ma model czegostam wlasnie nie ma zadnego
                  znaczenia, ale dla wielu Polakow bedzie mialo znaczenie to, ze beda mogli sobie
                  pozwolic na troche inne zycie. jak bardzo? no trzeba podac jakis przyklad
                  czasem. jesli nie zobacza porownania golym okiem, nie podejma decyzji, zeby
                  przyjechac. moglem napisac, ile kosztuje cos innego (faktycznie podalem
                  znacznie wiecej przykladow roznic w jakosci normalnego zycia, ale autor wybral
                  ten). chyba latwiej jest rozmawiac o czyms, co mozesz sprawdzic idac do
                  najblizszego sklepu, niz prownanie z kosmosu.

                  powtarzam. artykul byl o pracy i zyciu, a nie o niewatpliwych walorach NZ
                  (szczegolnie turystycznych). to, jak wysoko wybucha gejzer w wai-otapu,
                  znajdziesz w kazdym przewodniku o NZ, ale o tym, ze nie ma badan lekarskich
                  przed egzaminem na prawo jazdy na odpowiednim formularzu czy obowiazkowego
                  kursu juz nie znajdziesz tak latwo.
              • vazz Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 08:15
                poledownunder napisała:

                Ze otaczaja mnie ludzie
                > usmiechnieci, pozytywnie nastawieni do zycia, bez fochow i fanaberii. Wg mnie
                > na tym polega "magia" nowozelandzkiego stylu zycia,

                Ja mam to w Polsce :)i nie wiem czy jest sens zmiany tego szczególnie,ze
                zgadzam sie z twoim zdaniem poniżej ;). Do NZ wybrałbym sie,ale turystycznie,
                lubie góry i morze.

                > nie na tym ile mozna
                > zarobic i jak szybko sie dorobic. Pozdrawiam.
                >
                • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 03:53
                  > Ja mam to w Polsce :)i nie wiem czy jest sens zmiany tego szczególnie,ze
                  > zgadzam sie z twoim zdaniem poniżej ;). Do NZ wybrałbym sie,ale turystycznie,
                  > lubie góry i morze.

                  fajnie, to poszukaj dodatku o podrozach i turystyce (tez taki jest) i nie dziw
                  sie, ze w dodatku praca rozmawiamy o pracy, placy i cenach.

                  i podpowiem Ci.. przeczytaj dokladnie zdanie z artykulu dot. DVD, bo nie masz
                  tak samo w Polsce - masz 22% VAT, a nie 12.5% GST, wiec na to samo zarabiasz
                  kapke dluzej.. i to byla glowna, choc zgrabnie ukryta mysl :) rowniez w zdaniu
                  o restauracjach, bo nie wiem czy wiesz, w Polsce od stycznia przyszlego roku
                  VAT na potrawy w restauracjach rowniez wzrasta do 22%.

                  jesli mozesz tez sie pochwalic tym, ze w kinie lub na stadionie mozesz wypic
                  lampke wina, a kierowcy przepuszczaja Cie ZAWSZE na przejsciu dla pieszych, a
                  obcy ludzie mowia Ci "dzien dobry", to gratuluje. faktycznie nie warto bylo
                  wyjezdzac z Polski :)
                  • vazz Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 02.08.07, 09:16
                    Gość portalu: MP napisał(a):


                    >
                    > fajnie, to poszukaj dodatku o podrozach i turystyce (tez taki jest) i nie
                    dziw
                    > sie, ze w dodatku praca rozmawiamy o pracy, placy i cenach.

                    Oj a gdziez to ja sie dziwiłem?

                    > i podpowiem Ci.. przeczytaj dokladnie zdanie z artykulu dot. DVD, bo nie masz
                    > tak samo w Polsce - masz 22% VAT, a nie 12.5% GST, wiec na to samo zarabiasz
                    > kapke dluzej.. i to byla glowna, choc zgrabnie ukryta mysl :) rowniez w
                    zdaniu
                    > o restauracjach, bo nie wiem czy wiesz, w Polsce od stycznia przyszlego roku
                    > VAT na potrawy w restauracjach rowniez wzrasta do 22%.
                    >

                    Nie o zarobkach pisałem,zdaje sobieisprawe,ze NZ jako bogatszy kraj oferuje
                    lepsze zarobki.

                    > jesli mozesz tez sie pochwalic tym, ze w kinie lub na stadionie mozesz wypic
                    > lampke wina, a kierowcy przepuszczaja Cie ZAWSZE na przejsciu dla pieszych, a
                    > obcy ludzie mowia Ci "dzien dobry", to gratuluje. faktycznie nie warto bylo
                    > wyjezdzac z Polski :)

                    Do kina ide na film,a nie żeby sie napic czy najeść, na stdiony nie
                    uczęszczam,a z przejściem przez ulice nie mam problemu,z mówieniem dzien dobry
                    też nie narzekam.

              • Gość: Emigrantka z GB Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.cable.ubr02.gill.blueyonder.co.uk 31.07.07, 11:56
                I w takich jak Ty przyszlosc tego swiata - troche szersze horyzonty. Przezywac,
                a nie tylko zyc. Doswiadczac, myslec.

                Przepraszam, ze takie refleksje akurat na tym forum wypisuje, ale frustracja
                spowodowana wszechobecnym pedem do posiadania wziela gore. Pozdrawiam i zycze
                wszystkiego dobrego.
                • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 04:30
                  posiadania czego przepraszam? artykulow codziennego uzytku? no chyba, ze DVD
                  jest dla Ciebie luksusem, po ktory trzeba "pedzic ku karierze"... rownajmy w
                  dol, tak bedzie cieplej w naszym malym wygodnym duck pond...

                  nie mam zamiaru wstydzic sie tego, ze kupilem sobie cos zwyklego, co uzywam
                  codziennie i to tanim kosztem i moge o tym powiedziec podajac jako przyklad
                  roznicy cenowej bo to interesuje czytelnikow dodatku praca bardziej, niz
                  czystosc wody w zrodlach lodowcowych (roznicy cenowej lub raczej podatkowej, bo
                  o to mi chodzilo) a Ty co bys napisala kazdemu potencjalnemu emigrantowi, ktory
                  waha sie, czy warto zrobic taki krok ekonomiczny, ktory pochlania jednorazowo
                  kilka(nascie)tysiecy PLN i nie kazdy sobie pozwoli na to, zeby przy relokacji
                  zabrac kilka ton rzeczy (wiesz ile kosztuje fracht? ja wiem)?

                  niektorzy w kontekscie pracy, placy i cen wezma to pod uwage, a nie tylko to,
                  ze moga zobaczyc na zywo delfina, tui czy pohutukawa (nie kazdy i nie wszedzie
                  tak dla scislosci - Kaszubowi sie nie udalo przez 6 lat).
                  BTW.. wiesz jaki VAT jest w GB i jaka jest roznica w cenie takiego sprzetu jak
                  DVD i dlaczego Polacy tam kupuja ostatnio, zamiast zabijac sie na promocjach
                  (jedna promocje widzialem na wlasne oczy, bo okna mojego biura wychodzily na
                  BlueCity w Warszawie. zawiedzionych ludzi bez zebow, zegarkow i portfeli..
                  zawiedzionych, ze nie kupili DVD za 99zl.. jak bardzo mozna sie ponizyc, zeby
                  kupic cos tak przyziemnego?)

                  powiem Ci.. bo za roznice moga isc do kina, restauracji i odetchnac od "pedu za
                  kariera".. BTW od stycznia w Polsce VAT na restauracje podniesiony bedzie do
                  22%.. to tez bedzie luksus? i ped za kariera?
              • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 03:17
                artkul byl o pracy, cenach, pensjach itp. w dodatku praca, a nie w dodatku
                podroznik-odkrywca.
                Zgadzam sie, ze rozmowa o rzeczach tak normalnych i przyziemnych, jak pieniadze
                jest niezdrowa, ale autor artykulu chcial uzmyslowic czytelnikom przyklady.

                Kaszub pisze bzdury o mnie i mojej sytuacji, wiec musze sprostowac. Czlowiek
                nigdy w zyciu mnie widzial, korespondowalem kiedys z jego zona, ktora pytalem o
                to samo, czego szukaja przyszli emigranci - informacji o zyciu. zeby bylo
                smieszniej w tym samym czasie trafilem na zdjecia smieci w rynsztoku, ktore
                Kaszyb publoikowal jak "prawdziwe oblicze NZ" i nie wiedzialem, ze maja cos
                wspolnego. po ponad roku korespondencji dowiedzialem sie duzo wiecej, niz
                chcialem i jeszcze przed wyjazdem wiedzialem, ze ich obraz jest przerysowany.
                intuicja mnie nie zawiodla. kaszub zawiodl sie na NZ, ale postanowil
                przeczekac, by splacic dlugi i na kiwuskim paszporcie wyjechac do Australii.

                gdyby nie pisal oszczerstw na temat moj i mojej zony, szczegolnie, ze nigdy
                wczesniej nie skrzyzowalismy ani jednego zdania (sic!), nie musialbym prostowac
                jego bajek.
      • cashoob Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 30.07.07, 21:52
        ...w dzisiejszym wydaniu gazety wyborczej w dodatku do pracy jest artykul o
        nz...pomine komentarz zlosliwy...wrazenie mialem natomiast takie ze Pan
        Dariusz Brzostek czyli pisak owego artykulu zgubil gdzies obiektywnosc
        pisaczom...czasem to smialem sie do rozpuchu z bzdor wypisanych np.
        krystalicznie czystej wody za darmo czy cen za leki...nie bede przytaczac
        gdzie owe bzdury sa wypisane...mam tez takie jakies przezabawne wrazenie ze
        Jobpilot.pl "posmarowalo po chlebie maslem tak ze az sie nie dalo
        jesc"...Gratulacje panie Dariuszu...zeby bylo smieszniej czesc z osob
        wymienianych i opstrykanych na stronie trzeciej znam tudziesz mialem, ja czy
        ma zona, z nimi przyjemnosc korespondowac i powiem tak ze wiekszego dowciapu
        nie czytalem..."polaczki som wszedzie" i nie wiem dlaczego na sile staraja sie
        pokazac innym jak im dobrze, lacznie ze zdjeciami, czy ktorys sie przyznal ze
        zrom kielbase dla psow i gotuja zupy na kosciach dla psow zeby odlozyc pare
        baksow na restauracje za "$15" albo mieszkaja w "Rezydencjach" nie swoich z 20
        innymi lokatorami po spolu? Notabene nie wiem gdzie takie restauracje som bom
        nigdy nie mial przyjemnosci po spelunach sie wluczyc, a fish'n'chips w moim
        pojeciu do restauracji sie nie zalicza...coz ja mam ten komfort psychiczny ze
        juz wrocilem do PeReLu i jest mi wesolo jak nigdy, nie wspomne tez o dosc
        sporej ilosci ludzi mi znanych ktorzy juz z nz wyjechali bo tak im dobrze bylo
        a dodam ze kolejni sie szykuja i niechybnie skieruja swe oczy na polnoc...Tez
        mnie interesuje Panie Dariuszu dlaczego Pan nie skorzystal z okazji
        porozmawiania z ludzmi ktorzy z nz wyjechali a namiary chcialem Panu przeciez
        podac, siebie nie wliczam bom nie wiarygodny...mial Pan dosc czasu zeby
        pokazac dwie strony medalu...cudownie jednak Pan pominol owa smutna kwestie w
        zyciu NZ czyli eksodus ludzi rozumnych...czyzby to nie pasowalo do wizji
        eldorado ktore Jobpilot preferuje??? moj ojciec podczas pobytu
        poltoramiesiecznego i na odjezndym skwitowal to jasno, w Hong Kongu widzial
        wiecej bialych ludzi jak na ulicy w Auckland, a ceny porownal do
        nieporozumienia, zarobki zas do zartu...powiedzial tez ze w NZ w zyciu tyle
        kasy nie zarobi co na wlasnym interesie w PLu robi, dodam od siebie ze DVD
        oraz pralke juz ma...wakacje natomiast sobie chwali...podobalo mu sie to ze
        meduze na plazy zobaczyl zdechlom oraz zachwycal sie rzeczka "smrudka" plynaca
        z oczyszczalni sciekow wprost na kompielisko w Auckland...Mam nadzieje ze za
        wielu ludziom Pan zycia nie zmarnuje owym artykulem, i bedzie Pan mogl spac
        spokojnie...

        Musze jednak sprostowac zarobki bo az mnie swierzbi, srednia wyplata to $13 na
        godzine, co daje nam 19% podatku plus koszty ACC (cos jak zus) i dodatkowe
        koszty jak za mundurki itd, zalezy od roboty (do 38000 jest 19% a potem juz
        hop leci 33% i wyzej)...$13 placi sie wykwalifikowanem pracownikowi w
        fabryce...$15 jako kierownik w hotelu Sky City naprzyklad...czyszczenie kibli
        natomiast to $12...koszty natomiast to srednio w Auckland $150 na miesiac za
        prunt, $410 placilem za mieszkanie klitke w centrum...$200 za wode co 3
        miesiace, $250 co 2 tygodnie na jedzenie, dodatkowo placi sie za windy, itd
        jesli jest w budynku, jak sie ma dom to jeszcze wiecej bo dochodzi rzadowy
        podatek za grunt i posesje, ale malo kto ma dom tudziesz go na niego stac wiec
        wiekszosc wynajmuje...$150 na internet i telefon, $100 za komurke plus
        rachunek, oraz paliwo itd...$25 na godzine jak pan informatyk zapowiedzial to
        i moze i owszem ale to jest juz bardzo dobra wyplata i malo kto ma takie kase
        a jak juz to na wysokim stanowisku po paru latach pracy....glownie w
        Auckalnd...mimo ze ze zonem mielismy kasy duzo okupione to bylo tyraniem jak
        wol i przywiazaniem do telefonu i dostepnoscia na kazde zawolanie...nikt nie
        placi za spanie i lezenie na boku jak to wszem i wobec "polaczki" usiluja
        pokazac i wmowic innym biedackim z PLu...

        Pozdrawiam
        Blazen Kaszub
        • abere8 Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 30.07.07, 23:01
          cashoob napisał:

          $25 na godzine jak pan informatyk zapowiedzial to
          > i moze i owszem ale to jest juz bardzo dobra wyplata i malo kto ma takie kase
          > a jak juz to na wysokim stanowisku po paru latach pracy....glownie w
          > Auckalnd...mimo ze ze zonem mielismy kasy duzo okupione to bylo tyraniem jak
          > wol i przywiazaniem do telefonu i dostepnoscia na kazde zawolanie..

          $25 za godzine to nie tylko informatyk zarabia, zapewniam Cie. I nie tylko w
          Auckland. Jesli uwazasz, ze zarabianie $50-60k rocznie to kokosy dostepne dla
          specjalistow z doswiadczeniem, to miales pecha i tyle. Albo moze ja mam
          szczescie, jedno z dwojga :-)

          Aha, i nie tyram zbytnio - normalnie, robie wszystko, co do mnie nalezy, a
          pracodawcy sa zadowoleni, wiec chyba jest ok.
          • cashoob Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 01.08.07, 11:21
            ...staram sie pragmatycznie sytuacje ocenic, to ze ja zarabialem wiecej to nie
            jest standardem...bo z ludzi mi znanych to nie wielu tyle zarabialo...w PLu tez
            mamy kominy placowe co nie znaczy ze to sie przelicza na jednostke proacownicza
            i kazdy tyle dostaje...standard jako fizol to max 15 i koniec...a jak ktos ma
            wiecej to znaczy ze dobrze trafil...
            • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 06:09
              jesli Twoj "fizol" zarabia max $15, to wpadl jak sliwka w .., bo $10 brutto na
              dzien dobry zarobi imigrant nawet bez znajomosci jezyka zawijajac kanapki
              klientom w Subway.

              otworzylem wlasnie www.seek.co.nz i wpisujac "painter" znalazlem oferte (4 od
              gory) - SPRAYPAINTER/FINISHER: $18 - $25/hr, nastepna (wpisalem "carpenter")
              Qualified Carpenters - Commercial projects: Salary: $17 - $25/hr zatem
              otwierajac tylko ogloszenia, natrafilem na dwa w ciagu 2 minut, ktore pokazuja,
              ze bajki opowiadasz.
              • Gość: myszka Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.dialup.clear.net.nz 04.08.07, 12:44
                dla uściślenia upper intermediate:-))) tylko po siedmiu miesiącach nauki
                języka angielskiego w ogóle.Bo bez znajomości języka to nawet w woluntariacie o
                pracę trudno ;-) mam na myśli office job;-)
                pozdrowionka
                • Gość: VP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.cable.telstraclear.net 05.08.07, 23:31
                  Ja od 4 miesiecy pracuje jako wolontariuszka w biurze (recepcja, odswiezanie
                  baz danych, pomoc przy organizowaniu imprez) a moj angielski jest zaledwie
                  intermediate.

                  Szukajcie a znajdziecie !!!
        • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.cable.telstraclear.net 30.07.07, 23:13
          mialem nie reagowac, ale Cashoob idzie na calego.. po pierwsze kompletnie nie
          rozumiem, skad tyle agresji? 6 lat nie wystarczylo, zeby nabrac dystansu do
          zycia?

          dla osob, ktore nie znaja Cashooba i jego zony, poznaja ich szybko, wertujac
          strony w poszukiwaniu informacji o NZ. ciekawie sie czyta ich historie od
          poczatku, gdyz na poczatku byli bardzo podekscytowani np. tym, jak to latwo
          udalo sie oszukac pracodawcow dyplomem technika, gdyz mysleli, ze to dyplom
          inzyniera.. gdy czytam takie rzeczy, smiac mi sie chce. To nie Polska. Tu sie
          liczy doswiadczenie, a nie papierek. DOswiadczenie lokalne dodam dla scislosci.

          .. i czego sie dowiedza. ludzie ci mieszkaja w NZ od 6 lat, najpierw w CHCH,
          potem w Auckland.

          Kaszub: odpowiem na Twoja agresje w ten sam sposob, gdyz z takimi ludzmi trzeba
          rozmawiac ich jezykiem. znam Twoja zone faktycznie i opowiadala mi duzo o
          waszej "przygodzie", choc wszystko mozna przeczytac z takich dlugich postow na
          wielu forach. nie oszczedzacie nikomu szczegolow, wiec pozwole sobie zebrac je
          w calosc. przyjechales do NZ nie znajac angielskiego, co mozna przecyztac na
          forum dot. porad jezykowych (gdzie na poczatku Twoja zona pisala, ze nie trzeba
          zdawac IELTS, wystarczy tak, jak Ty dostac papierek od pracodawcy, ze zna sie
          jezyk) i szybko znalazles prace. wtedy myslalem, ze nawet dobrze platna, teraz
          Ci powiem, ze nic rewelacyjnego, wiec nie dziw sie, ze nie awansowales przez 2
          lata. Twoja zona, ktora na tym samym forum udziela porad jezykowych (jak
          twierdzi, zna jezyk perfect), przez 6 lat pracuje fizycznie.. choc byla
          studentka UW i zastanawia mnie, czemu pracuje 10 dni w tygodniu.. naprawde
          przez dwa lata zachodze w glowe czemu nie poszla do jakiejkolwiek pracy
          biurowej, gdzie nabralby doswiadczenia i zarobilaby dwa razy wiecej. oczywiscie
          nic do tego nie mam, po prostu zastanawiam sie, jak mozna narzekac, jesli nie
          zrobilo sie nic, zeby bylo lepiej.
          smiejesz sie z czystej wody itp. rzeczy.. a opowiedz wszystkim, gdzie byles
          przez te 6 lat pobytu w NZ. z rozmow z Twoja zona wynika, ze dopiero w 6 roku
          byliscie w Wellington, Polnocnej Wyspy w ogole nie znacie, byliscie chociaz w
          Hamilton? 4 lata w Uackland, 2 lata w CHCH i smiejesz sie, ze czystej wody nie
          widziales? delfina albo chociaz tui widziales?
          Kolejna sprawa.. jesli placisz $400 za rudere, to przyjedz do Welly. Tu rudery
          sa po $200 :) zostanie Ci na zwiedzanie okolicy i docenianie faktu, ze nie
          musisz wyjmowac radia z samochodu, gdy idziesz po gazete :) najwiekszy zimowy
          rachunek za prad (w zimniejszym od Auckland Welly, gdzie trzeba sie wiecej
          dogrzewac) zaplacilismy $190, a latem $70.. kuchnia jest elektryczna, suszarka
          do ubran, ogrzewanie, woda podgrzewana elektrycznie, sprzet elektroniczny tez
          pradozerny.. wiec o czym opowiadasz? masz tam jakas fabryke w domu, ze placisz
          wiecej?
          za telefon, pakiet filmowy (kanaly z filmami bez reklam) i internet place $106
          i wszystkie rozmowy lokalne mam za darmo. znajdz mi taka oferte w Polsce za 106
          zl :)

          podalem przyklad 25 netto (tak latwiej Polakowi uzmyslowic roznice) czyli
          stawke, ktora zarobisz z palcem w nosie. Programisci zarabiaja dwa razy tyle,
          wiec na rachunek za prad maja przed lunchem.

          $15 za restauracje? Zapraszam do Welly mamy ich najwiecej na glowe mieszkanca
          na swiecie. Polecam meksykanska, indyjska, azjatycjka wszelkiej masci, co tylko
          chcesz. takie za $21 tez sa, jesli ta za $15 jest dla Ciebie za tania :)

          Kaszub.. nie opowiadaj, ze mieliscie z zona duzo kasy, bo jeszcze rok temu, gdy
          rozmawialem z Twoja zona, razem zarabialiscie mniej, niz ja zaraz po
          przyjezdzie. moze zamiast kupowac kolejne watpliwej wartosci nieruchomosci,
          trzeba bylo zainwestowac w doswiadczenie lub lokalne, wysokopunktowane
          wyksztalcenie?

          Mojej zonie oplacilem kurs jezykowy, bo nie czula sie pewnie z jezykiem, a gdy
          po kilku miesiacach poszla do pracy w biurze zastanawiala sie, czemu nie
          zrobila tego od razu, bo praca to najlepsza szkola jezyka.

          Macie juz te upragnione paszporty, wasza wymarzona Australia czeka.. czemu
          jeszcze prowadzisz kampanie antyNZ (najbardziej urzeklo mnie Twoje
          fotografowanie smieci w rynsztokach)? Wyjedz i oszczedz wszystkim tego jadu, bo
          Tobie sie akurat nie udalo. Znam tu dziesiatki osob, ktorym sie udalo i znajac
          Wasze wypociny na forach zachodza w glowe, jak dlugo jeszcze bedziecie narzekac
          liczac na to, ze tu bedzie tak, jak w Polsce. nie bedzie. na szczescie.

          PS nie zycze Ci nawet 10% tego, co mnie spotkalo w pracy w Polsce, ale pomysl,
          moze faktycznie te 6 lat masz w plecy i czas wracac do Polski?
          • cashoob Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 01.08.07, 11:56
            :) widzisz stary i tu nie rozumiesz, ja sie nie chwale jak mi bylo, wsio jest
            jak nie na forum u paihy to na mojej stronie, czepiasz sie ze zona pomagala
            ludziom a ja opisalem po krotce w paru stronach co widzialem i jak mi poszlo? to
            podaj ile zes smarowal do niej zeby przyjechac, co nie przydala ci sie wiedza,
            skoros taki orzel to trza bylo nie pytac ino wsiadac i leciec jak ja zrobilem a
            nie rok pitoliles z gola po mailach az mi babe szlak trafil!?
            ...to zem angielskiego nie znal to nie jest calkiem prawda aczkolwiek nie
            mowilem plynnie w tym jezyku to juz blizej, 7 lat szkolenia angola w pisaniu i
            czytaniu nie jest rownoznaczne z plynnym konwersacyjnym, a zareczam ci ze 60% w
            PLu taki wlasnie zna...jesli jednak ktos poczyta co ja wysmarowalem to zanim
            przyjedzie to sie zastanowi i potem nie bedzie mial pretesji, jesli natomiast
            poczyta co ty smarujesz to zaraz bedzie lecial, zastanow sie jednak nad tym ze
            nie kazdy trafia jak paczek w maslo i to jest raczej moje zamierzone dzialanie
            zeby ludzi uprzedzic co moze ich spotkac...co do naszego zycia to nawet nie
            znasz 1% tego co nam sie przytrafilo a wypowiadasz sie jak znawca mych gaci, co
            ty myslales ze zona ci opisze nasze stosunki seksualne?...nz nie jest rajem i
            takie jak powyzszy artykuly sa szkodliwe spolecznie...bo po pierwsze klamie jak
            fix a po drugie zero w tym przekladu na normalne zycie i problemy z tym
            zwiazane...co do watpliwych nieruchomosci to ciebie uczyc nie bede...zostaly ci
            pokazane w celu wyrobienia pojecia na temat cen i jakosci...chcesz mieszkac w
            welli to mieszkaj ja wybralem auckland, w afryce tez mozna jak sie chce albo na
            marsie co nie znaczy ze ceny sa zblizone w danych miejscach...zycze ci jednak
            zebys dlugo nie musial tyrac na te rudery, oby ci sie udalo choc jednom
            kupic...a jak pare se kupisz wlasnych to i wtedy pogadamy, jak narazie nie
            jestes konkurentem do dyskusji na temat nz bo po pierwsze jestes tam za krotko,
            po drugie bzdury gadasz niemilosierne z powyzszego powodu, odzywasz sie na temat
            ktorego dobrze nie znasz, piejesz z zachwytu ze malo sie nie posiusiasz, oby
            cie zycie nie doswiadczylo z powodu owej ignorancji, jesli bedziesz tam minimum
            piec lat to moze bedziesz konkurentem w dyskusji, na razie jestes chlopaczkiem
            co zajechal "na Nowom Zemlandie" i na sile usiluje pokazac jak mu dobrze, nie
            jestes pierwszy co to robi, wielu sie juz przewinelo po sieci i naszym zyciu
            osobistym, wielu przyjechalo i sie cieszy, wielu nie ale jesli nie maja
            doswiadczenia w temacie to nie dyskutuja, co do australii to lepiej sie wogule
            nie odzywaj bos panie tam chyba nie byl wcale, ja mialem przyjemnosc pare
            miesiecy balowac w OZie i se potem pojechalem do PLu bo o OZie juz opinie mam,
            ku dopelnieniu o niebo lepszom jak o NZ...wyjazd do nz to nie wyjazd do anglii,
            zapomniales o kosztach z tym zwiazanych i o tym ze jak ci nie wyjdzie i
            zostaniesz bankrutem to do domu nie bedziesz mial jak wrucic, zapomniales tez
            dodac ze wyrobienie wizy to koszt nie bagatela na polskie warunki, i zapomniales
            dodac o problemach zwiazanych z uzyskaniem takiej wizy bo nie kazdy jest w
            czepku rodzony...zanim zaczniesz pitolic to sie zastanow trzy razy...i kup se
            gazete bo teraz wszyscy znaja twa twarz a to niechybnie nie jest
            pochlebiajace...a zeby ci humor poprawic to dodam ze znam informatykow tysz co w
            nz byli i po roku spitolili bo sie cofali zamiast rozwijac...jako umysl scisly
            bo elektroniczno/informatyczny powiem ci tak...chesz zablysnac to na plocie se
            napisz DUPA i wtedy kazdy jeden bedzie kopal przechodzac obok, a co modrzejszy
            sie usmieje ale nie kopnie...
            • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 02:01
              > podaj ile zes smarowal do niej zeby przyjechac, co nie przydala ci sie wiedza,
              > skoros taki orzel to trza bylo nie pytac ino wsiadac i leciec jak ja zrobilem
              a
              > nie rok pitoliles z gola po mailach az mi babe szlak trafil!?

              juz odpowiadam. w pazdzierniku (dokladnie 24) wymyslilem sobie, ze warto sie
              zainteresowac NZ. zaczalem wertowac polskie strony. oczywiscie natrafilem na
              forum z Twoja zona. napisala, zeby odezwac sie do niej na GG. nie pisalismy
              nigdy maili. po kilku naprawde krotkich rozmawoach dowiedzialem sie, ze zna
              doskonale jezyk i zmienia posciel w hostelu. pomyslalem sobie, ze musi tam byc
              strasznie, skoro ktos ze swietna znajomoscia jezyka pracuje fizycznie 10 dni
              pod rzad. po kilku miesiacach znowu sie odezwalem. zazwyczaj odzywalem sie
              wtedy, gdy jej opis na GG wskazywal, ze jest jej bardzo zle w NZ albo
              znajdowala jakas glupote w mediach. zaczelismy wymieniac sie informacjami. ja
              wysylalem o glupotach z Polski (np. stacja za 3 mln zl, z ktorej nikt nie
              korzysta) itp. raz na jkis czas pisala, ze cieszy sie iz jest juz coraz blizej
              wyjazdu do cudownej Australii. raz przyslala mi zdjecia waszego WLASNEGO, a nie
              wynajmowanego mieszkania,ktore kupiliscie z mysla o zarobku.. to wszystko.
              wszystkie informacje znalazlem sam w internecie, bo mialem dosc czytania
              jej "porad" na forum ang.pl, gdzie pisala znajdz sobie w google. ja umiem sobie
              znalezc i znalazlem. nie musialem leciec do NZ w tym celu.

              > ...to zem angielskiego nie znal to nie jest calkiem prawda aczkolwiek nie
              > mowilem plynnie w tym jezyku to juz blizej, 7 lat szkolenia angola w pisaniu i
              > czytaniu nie jest rownoznaczne z plynnym konwersacyjnym, a zareczam ci ze 60%
              w
              > PLu taki wlasnie zna...jesli jednak ktos poczyta co ja wysmarowalem to zanim
              > przyjedzie to sie zastanowi i potem nie bedzie mial pretesji, jesli natomiast
              > poczyta co ty smarujesz to zaraz bedzie lecial, zastanow sie jednak nad tym ze
              > nie kazdy trafia jak paczek w maslo i to jest raczej moje zamierzone dzialanie
              > zeby ludzi uprzedzic co moze ich spotkac...

              czemu mialbym trzymac za raczke kogos, kto jest doroslym i odpowiedzialnym
              czlowiekiem. nie trzeba robic dlugow, zeby sprawdzic, czy jezyk jest
              wystarczajacym atrybutem czy nie. najprosciej, nie ruszajac sie z miejsca i
              bardzo tanio. zapoznac kogos przez internet, umowic sie na Skype i chwile
              pogadac. ruszajc sie zmiejsca, mozna isc np. na rozmowe kwalifikacyjna w Polsce
              na stanowisko wymagajace jezyka nagielskiego. jesli po godzinie zostajesz z
              poczuciem, ze sie jakos dogadales, czemu mialbys sie nie dogadac za granica.
              bilet do Londynu jest duzo tanszy, niz do NZ. wsiadasz w samolot i za godzine
              rozmawiasz z native speakerem. udalo sie znalezc wszystko, czego szukales,
              czemu mialoby byc dramatycznie gorzej w NZ? sam mowisz, ze miales problemy z
              jezykiem, ale jakos 6 lat wytrzymales, pracowales i zyles w anglojezycznym
              kraju. przed czym zatem chcesz przestrzegac innych? przed tym, zeby nie
              sprobowali wlasnych sil? nie obcinaj zywoplotu na wysokosci, ktorej sam nie
              przeskakujesz. sa ludzie, ktorzy IELTS zjadaja na sniadanie. czy ich tez
              uprzedzisz, zeby nie przyjezdzali, bo sie nie dogadaja?

              > co do naszego zycia to nawet nie
              > znasz 1% tego co nam sie przytrafilo a wypowiadasz sie jak znawca mych gaci,
              co
              > ty myslales ze zona ci opisze nasze stosunki seksualne?

              mam nadzieje, ze nie. natomiast od kilku lat publikuje dosyc szczegolowo wasze
              zycie w NZ na forach i nie tylko i z tych wypowiedzi mozna sie dowiedziec
              znacznie wiecej, niz Ty sobie wymysliles na temat moj i mojej zony.

              ...nz nie jest rajem

              nie jest. i podkreslalem to zawsze (przed wyjazdem, po zamieszkaniu tu i
              powtarzam to dzis)

              i
              > takie jak powyzszy artykuly sa szkodliwe spolecznie... bo po pierwsze klamie
              jak
              > fix a po drugie zero w tym przekladu na normalne zycie i problemy z tym
              > zwiazane...

              rozumiem, ze wiode nienormalne zycie, w zwiazku z tym nie jestem dobrym
              przykladem, ani nikt z moich znajomych, ktorzy mieszkaja tu.. uwazaj.. kilka
              razy dluzej, niz Ty. klamliwe? ktora czesc jest klamliwa? ze kilku osobom sie
              udalo i opowiadaja o tym, a jeden, ktoremy sie nie udalo piekli sie od lat, ze
              nabral sie na wlasne wizje raju? przykro mi i wiedzac, co piszecie o Australii
              (i biorac pod uwage instynkt, ktory mowi mi, ze tam tez nie ma raju, oraz moja
              wiedze o tym kraju od osob bardziej zorientowanych ode mnie) szczerze zycze Ci,
              zebys wreszcie po tych chudych latach w Oz znalazl swoj prywatny raj. najlepiej
              nie kosztem malenkiej NZ, bo Oz to juz inna liga w wielu kwestiach (chocby
              fakt, ze populacja NZ miesci sie w jednym miescie australijskim).

              > co do watpliwych nieruchomosci to ciebie uczyc nie bede...
              (...)
              > piec lat to moze bedziesz konkurentem w dyskusji, na razie jestes chlopaczkiem
              > co zajechal "na Nowom Zemlandie" i na sile usiluje pokazac jak mu dobrze

              nie prosze o nauki, bo a) nie jestem partnerem do rozmowy dla Ciebie b) ktos,
              kto robi dlugi nie bedzie mi opowiadal, jak tworzyc sobie ekonomiczne podstawy
              zycia.

              > wyjazd do nz to nie wyjazd do anglii,

              oczywiscie. to truizm.

              > zapomniales o kosztach z tym zwiazanych i o tym ze jak ci nie wyjdzie i
              > zostaniesz bankrutem to do domu nie bedziesz mial jak wrucic

              bilet w jedna strone do Europy kosztuje jakies $1500. jak przestaniesz byc
              agresywny, to powiem Ci, ktora azjatycka linia dolecisz jeszcze taniej, gdybs
              juz byla bardzo zdesperowany i zamkniety na wszystkie pomysly wyjscia z dolka.
              tak trudno zarobic $1500? gdybym byl zdesperowany, sprzedajac tylko te rzeczy,
              ktore kupilem w NZ, zarobilbym na znacznie wiecej, niz dwa bilety do Europy.
              odpowiedzialnosc. znasz takie slowo?

              > zapomniales tez
              > dodac ze wyrobienie wizy to koszt nie bagatela na polskie warunki,

              440zl plus badania lekarskie to majatek? bilet do Londynu moze wiecej
              kosztowac, gdy kupujesz kilka dni przed odlotem w tanich liniach.
              jakie koszty? powiedz.. moze ktos Cie niezle oszukal. robiles to przez jakies
              biuro?

              > i zapomniales
              > dodac o problemach zwiazanych z uzyskaniem takiej wizy bo nie kazdy jest w
              > czepku rodzony...

              jesli masz oferte pracy, dostajesz ja w ciagu tygodnia. w czepku urodzony?

              > zanim zaczniesz pitolic to sie zastanow trzy razy...i kup se
              > gazete bo teraz wszyscy znaja twa twarz a to niechybnie nie jest
              > pochlebiajace...
              > chesz zablysnac to na plocie se
              > napisz DUPA i wtedy kazdy jeden bedzie kopal przechodzac obok, a co modrzejszy
              > sie usmieje ale nie kopnie...

              nie badz wulgarny i agresywny. wyjechalem z kraju, zeby nie spotykac takich
              ludzi, jak Ty. teraz ciesze sie, ze wyjechales z NZ. NZ's win, Australian
              Paradise's loss :)
      • Gość: Kytie Mój kuzyn mieszka tam 10 lat... IP: *.drama.pl 30.07.07, 22:48
        Nowa Zelandia to fajny kraj, jednak to co opisano w GW to droga usłana różami.
        Nie prawda rzecz jasna.
        Mój kuzyn mieszka tam 10 lat, w Auckland. Jest nauczycielem angielskiego.
        Najpierw uczył jakieś kobitki w domu towarowym, potem chińskie dzieci. Mieszkał
        w domku, który u nas uchodzi za letniskowy (kraj wiecznej wiosny, bądź co bądź
        dom z leksza niestabilny...), potem po 5 latach harówki przeprowadził sie,
        mieszka w chińsko-koreańskiej dzielnicy, gdzie gazety po angielsku nie
        uświadczysz w promieniu 10km :), same korzonki w sklepie, dziwne warzywa w
        słoikach, ryż i "zgniła" kapusta pekińska.
        Przepis na zupę jarzynową: litr wody, brukiew, marchewka, dwie małe rybki.
        Super zupka :).
        Ale mieszka tam i nie wraca, hmmm, może nie ma na bilet dla swojej 4-osobowej
        rodziny????
        Osobiście mysle, że warto wyjechać jeśli ktoś się czuje w takiej roli dobrze,
        jednak zawsze i wszędzie będzie emigrantem, i dopiero jego dzieci będa miały
        lepiej.
        • Gość: eNZet Re: Mój kuzyn mieszka tam 10 lat... IP: *.cable.telstraclear.net 30.07.07, 23:28
          a po co uczyc angielskiego w anglojezycznym kraju, gdzie najszybciej nauczysz
          sie jezyka.. rozmawiajac z ludzmi gdziekolwiek? kokosow na tym nie zbijesz, bo
          panstwo placi za szkolenie nowych rezydentow. idz na basen i ucz ludzi plywac :)
          zobaczymy, ile zarobisz :)
          Chinczycy jezyka sie nie ucza, bo nie musza, a Polacy mysla, ze jak skonczyli
          anglistyke, to bedzie im najlatwiej. za przeproszeniem kierowca autobusu tez
          mowi po angielsku, czemu nie jest dyrektorem?
          • Gość: VP Re: Mój kuzyn mieszka tam 10 lat... IP: *.cable.telstraclear.net 31.07.07, 00:52
            Witam Wszystkich! Mieszkam w NZ (Wellington) od roku.
            Przeczytalam artykul, przeczytalam wszystkie opinie ...
            W dzisiejszych czasach wyjezdza sie z Polski z dwoch powodow:
            na zarobek, albo zeby zmienic styl zycia.
            Ci pierwsi nigdy nie powinni byc nazywani emigrantami, bo oni nigdy mentalnie
            nie opuszczaja Polski.
            Ja naleze do tej drugiej grupy i to wlasnie o niej chcialabym cos napisac.
            Wyjechalam z Polski, bo:
            1) moim zdaniem za malo zarabialam, a nie mialam wystarczajaco
            mocnych "plecow", zeby zarabiac wiecej (nie twierdze jednak, ze nie mozna
            znalezc w Polsce pracy bez "plecow" ... mojej siostrze sie udalo);
            2) mialam dosc biurokracji, urzedow (mimo, ze spotkalam na swej drodze wielu
            milych urzednikow);
            3) meczyly mnie obsrane trawniki, place zabaw, parki jak chcialam pograc w
            pilke z moja mala bratanica
            4) nie bylo mnie stac na samochod (moze bardziej na benzyne)
            5) itp itd
            Obstawialismy z mezem kraje anglojezyczne. Trafilo na NZ. Czy to dobry wybor?
            Tak. Pomimo wszystkich trudnosci, warto bylo tu przyjechac.
            NZ to nie ideal, bo idealu nie ma. Dla kazdego cos innego jest wazne ...
            dla jednych czysta woda, dla drugich dobre jedzenia, a jeszcze dla innych
            nurkowanie po pracy.
            NZ to bardzo rozny kraj od Polski i to wlasnie mi sie w nim najbardziej podoba.
            Mam na mysli strone mentalna. Tu ludzie spokojniej podchodza do zycia. Sa
            bardziej na TAK. Oczywiscie jak wszedzie trafiaja sie niemili i opryskliwi
            ludzie.
            Prawda o NZ jest taka (moim zdaniem), ze to bardzo przyjazny i piekny kraj.
            Nie brak w nim oczywiscie wad, np. brak centralnego ogrzewania w wiekszosci
            domow, drogie owoce, kiepskie budownictwo, drogie uslugi tj. szewc, zegarmistrz.
            Jesli ktos z Was chcialby przyjechac do NZ na stale, to proponuje jeszcze w
            Polsce zainwestowac w nauke j. angielskiego. Jesli go znasz, to naprawde nie
            problem znalezc tu prace. Zycze powodzenia !!!

            PS> Drogi Kaszubie, jednego nie moge zrozumiec, czemu nie wrocisz do Polski?
            Rozumiem, ze jestes rozgoryczony, ze miales inne oczekiwania ... czy to nie
            jest czas, zeby cos zrobic ze swoim zyciem? Jesli Ci sie nie podoba, to spakuj
            walizki i znajdz sobie inne miejsce! Mam wrazenie, ze Twoim najwiekszym
            problemem sa pieniadze. W zyciu jest tak, ze jesli nie umie pracowac sie glowa,
            to pracuje sie rekami. W cywilizowanych krajach jest tak, ze za prace rakami
            dostaje sie mniej niz za prace glowa. Powodzenia !!!
            • yvona73pol Re: Mój kuzyn mieszka tam 10 lat... 31.07.07, 02:20
              mala korekta, dzieci z Pahiatua to sa dzieci Polakow wywiezionych w czasie
              wojny na Syberie, cudem udalo sie je wywiezc z Rosji; po wojnie rzad polski
              zazadal powrotu dzieci, ale NZ sie nie zgodzila, mowiac, ze ustroj polski
              daleki jest od niezaleznosci; tylko nieliczne pelnoletnie wrocily (rodzin nie
              udalo sie znalezc z prostej przyczyny, rozstrzelani lub w zgineli w lagrach)
              • Gość: MP Re: Mój kuzyn mieszka tam 10 lat... IP: *.static.ihug.net 31.07.07, 02:42
                tak, ale te dzieci maja dzis zaawansowany (aczkolwiek krzepki) wiek i lubia
                opowiadac o swoich dzieciach i wnukach :) zatem mozna powiedziec, ze dzieci z
                Pahiatua mieszkaja tu wraz z rodzinami, ktore tu zalozyly :)
                faktycznie niektore zdania mozna w rozny sposob intepretowac.. piszac taki
                artykul trzeba liczyc sie z limitem miejsca, a skroty myslowe bywaja
                niebezpieczne :) pozdrawiam :)
      • adamovski Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 06:24
        Witam,

        Mieszkam w Auckland ponad 3 lata, pracuje w branzy IT (Information technology)
        jako programista. Do NZ trafilem raczej przypadkowo przez agenta z UK.

        Niestety artykol ten jest (conajmniej) nieobiektywny (dyplomatycznie rzecz
        ujmujac).

        Nie chce zapytywac autora dlaczego nie wspomnial o braku dostepu do publicznej
        sluzby zdrowie przez 2 pierwsze lata pracy w NZ wlacznie z nieletnimi dziecmi
        (mimo ze placi sie podatki)?

        www.moh.govt.nz/moh.nsf/indexmh/eligibility-amieligible-workpermitholders
        My mamy prywatne rodzinne ubezpieczenie w firmie Southern Corss
        www.scti-online.co.nz/visitnz/public.aspx
        Zwykle placa ponizej polowy sumy o jaka sie wystepuje, choc raz z 400 NZ$
        zwrocili nam 1 NZ$.

        Nieprawdziwe informacje zawarte w artykole:

        Tak przy okazji bezrobocie w NZ jest oficjalnie 3,5 % do rzad NZ manipuluje
        statystykami jak rzad RP. Wg definicji jesli ktos 1 godzine w tygodniu to nie
        jest bezrobotny. Wg. tej definicji w Polsce bylo by 5% bezrobocia ;-)))))

        www.stats.govt.nz/statistical-methods/statistical-standards/labour-force-status/glossary-and-references.htm?print=Y

        Brak ubezpieczen OC przestanie sie szybko podobac gdzy dojdzie do zderzenia z
        nieubezpieczonym samochodem. Znam wypadki gdzie osoba poszkodowana musiala
        naprawic wszystkie szkody na wlasny koszt gdyz winna wypadkowi byla biedna i
        nie miala OC, ani tez srodkow na pokrycie strat ktore spowodowala. Podoba Wam
        sie to? Mi nie.

        Ceny - nie wiem gdzie udalo sie znalezc obiad za 15 NZ$ w restauracji. Pizza w
        pizzahut kosztuje 12 dolcow bez napoju.

        Obawiam sie ze nie rekomendowal bym pracy w NZ, chyba ze bardzo dobrze platnej
        ktora pokryje dodatkowe koszty.

        Nalezy brac pod uwage:
        - niskie place (w porownaniu do innych krajow zatrudniajacych obywateli z PL)
        - brak dostepu do opieki medycznej przez pierwsze dwa lata pobytu na wizie z
        pozwoleniem na prace
        - brak funduszu emerytalnego.
        - rosnace koszty wynajmu/kupna miejsca do mieszkanie, przy braku wzrostu pensji.
        - rosnace koszty kredytow mieszkaniowych
        - odplatne szkoly srednie dla dzieci

        (poza srednimi szkolami panstwowymi, ale do niektorych to sie policja boi
        zagladac w mniej niz 12 policjantow :
        www.nzherald.co.nz/topic/story.cfm?c_id=124&objectid=10437293 )

        - koszmarnie drodzy specjalisci (np ortodonta zaspiewal mi 8.000 NZ$ za
        trywialne ktore w polsce kosztowalo mnie okolo 4.000 PLN)

        W tym roku spodziewa sie zwyzki ceny nieruchomosci o 40% w Auckland. Jesli
        prognozy o katastrfalnych suszach w Australii w nadchodzacych latach sie
        sprawdza to masa ludzi z Australii bedzie staralo sie przezniesc do NZ co
        spowoduje dalszy wzrost cen.

        Z punktu widzenia gospodarki NZ to pracownicy z Europy sa przydatni.

        Generalnie tani pracownicy ktorzy cale zarobione pieniadze i tak musza wpompowac
        w gospodarke NZ (wynajem mieszkania, oplaty, jedzenie) powoduja ze de facto NZ
        ma za darmo sile robocza. Powoduje to rozwoj gospodarki, gdzy zagraniczni
        pracownicy w takim ukladzie nie sa w stanie odlozyc pieniedzy ani wyslac je do
        rodzin poza NZ. W dodatku mimo ze placa podatki jak zachoruja to nie trzeba ich
        leczyc.

        Jesli przywioza z soba pieniadze na dom czy mieszkanie to jeszcze lepiej, NZ
        zyska 300-900 tys dolarow. Jest to najczystsza forma eksportu.

        Bardzo chcialbym by rzad RP wykazywal chocby 10% tej pomyslowosci w dbaniu o
        wlasna gospodarke...

        Generalnie popatrzylbym na statystyki pokazujace ciagly odplyw wyksztalconych
        Nowozelandczykow do Europy (uwzgledniajace powroty). Zastanowil bym sie nad
        faktem ze tybylcy ktorzy znaja ten kraj najlepiej wola mieszkac i pracowac w
        Londynie.

        Pozdrawiam,

        Adam


        • abere8 Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 06:50
          adamovski napisał:

          > Ceny - nie wiem gdzie udalo sie znalezc obiad za 15 NZ$ w restauracji. Pizza w
          > pizzahut kosztuje 12 dolcow bez napoju.

          Na przyklad tu:

          tulsirestaurant.co.nz/
          www.chow.co.nz/
          www.daawat.co.nz/
          www.onereddog.co.nz/
          www.jjmurphy.co.nz/
          www.monsoonpoon.co.nz/welcome.htm
          Jasne, to nie sa miejsca na romantyczna kolacje przy swiecach, ale na szybka
          kolacje w tygodniu, jesli akurat mi sie nie chce gotowac, albo na spotkanie ze
          znajomymi w weekend. Ile razy lacznie za mnie i za meza za kolacje placilismy
          nawet $10-12! Ale to moze dlatego, ze nie boimy sie probowac nowych smakow i
          niekoniecznie musimy chodzic do restauracji, ktore serwuja miecho, ziemniaki i
          surowke (na ogol przepyszne, ale ile mozna jest to samo), liczac sobie po $25-30
          za danie, np.

          www.menus.co.nz/flyingburritobrothers/index.html?RID=113
          www.menus.co.nz/juniper/index.html?RID=183
          www.thelastsupperclub.co.nz/
          • adamovski Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 07:21
            Hej!

            Dzieki za namiary, chetnie sproboje. Z kuchni Azji lubie bardzo Tajska.

            Zaluje ze zabralem glos w tej dyskusji nie czytajac najpierw wszystkich postow.
            Poziom dyskusjio z ciekawej zrobil sie zenujaco - zalosny.

            Osobiste wycieczki niektorych osob oraz pojedynki na DVD, prace zony i zarobki
            przypominaja mi o tzw. Polskim Piekielku od ktorego sie odzwyczailem.

            A.
            • vazz Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 08:40
              adamovski napisał:

              > Osobiste wycieczki niektorych osob oraz pojedynki na DVD, prace zony i zarobki
              > przypominaja mi o tzw. Polskim Piekielku od ktorego sie odzwyczailem.
              >
              > A.

              Jak widać tzw.Polskie piekiełko to nie kwestia miejsca ;)
            • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 05:35
              co tu poradzic. jeden robi dlugi i drugiemu zazdrosci (kwestionujac w ogole
              taka mozliwosc), ze calkiem bezbolesnie zbudowal sobie normalne zycie w czasie
              krotszym niz ten pierwszy. ja nie widze, to znaczy, ze nie ma?

              przepraszam, ze zbrukalem obraz Twojej NZ, wspominajac cene jakiegos tam DVD..
              gdy ktos liczy sie z kosztami przed wyjazdem, bedzie sia na pewno zastanwail,
              czy taniej bedzie zabrac swoje z Polski, czy kupic nowe na miejscu. ale
              oczywiscie to burzy Twoj porzadek wszechswiata, bo emigrant z Polski powinien
              tylko zachwycac sie pieknymi widokami w NZ (takimi, jak Kaszub fotografujac
              smiecie w rynsztoku?) i nie zajmowac sie tak przyziemnymi rzeczami, jak budzet
              rodziny.

              przed wyjazdem zdarzylo sie, ze niektore osoby wiedzialy lepiej, co sie dzieje
              w moim zyciu osobistym, choc nigdy nie poznaly nawet mojej zony.. wiec mam juz
              takie doswiadczenie i na posty kaszyba musialem zareagowac, szczegolnie ze znam
              jego zone. do tego artykulu nie upublicznialem mojego zycia tak, jak to robia
              Kaszub i Kasiul od lat np. tu:
              www.ang.pl/nowa_zelandia_8885.html i tu: www.cashoob.republika.pl/

              i kazdy, kto szuka informacji o NZ natknie si ena nich bardzo szybko.

              jesli juz sie zapoznasz ze zdjeciami smietnikow w NZ czyli Kaszuba "prawdziwe
              oblicze NZ" oraz opowiesci o pchlach, ktore pogryzly Kasiul, to moze
              zastanowisz sie kto komu i dlaczego skacze do gardla.

              przepraszam, z enie mieszkam na smietniku, nie jem odpadkow, nie tone w dlugach
              nie marze o powrocie do Polski.. to jest takie niezgodne z kanonem. przepraszam.

              gdyby o Twojej zonie napisal, ze ktos ja zle traktuje w pracy i ze Ty masz
              dlugi, kredyty i jesz kielbase dla psow, ale wystepujesz w artykule, zeby
              pochwalic sie komus (komu? moi znajomi maja DVD, to nie jest lzaden luksus,
              tylko przedmiot tak zwykly, jak pralka, toster czy papier toaletowy, wiec czym
              sie chwalic?)
              jak bys zareagowal? no chyba, ze sie znacie i faktycznie tak jest.. to
              przepraszam.

              Powtarzam. Nigdy wczesniej nie krzyzowalem slow z Kaszubem i nie zycze sobie,
              zeby pisal o mnie cos, czego nigdzie nie publikowalem i co nie jest prawda -
              tak, jak on i jego zona publikuja krzywy obraz NZ na podstawie swoich
              doswiadczen, a ktore ja tylko przytaczam. kazdy przeciez moze sam dotrzec do
              tych faktow i sie do nich odniesc.
          • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 05:11
            no wlasnie nie chcialo mi sie wklejac tylu linkow.. szczegolnie, ze w Welington
            jest najwiecej restauracji na glowe mieszkanca na swiecie i troche by mi to
            zajelo :) a teraz mala podpowiedz. te, ktor enie maja stron internetowych, moga
            byc nawet tansze.

            Adam.. pizze zamawiam przez internet (hell pizza), przynosza mi ja za 15 minut
            goraca i za $14 mam 8 skladnikow.. moja wyobraznia smakowa w Polsce byla
            ograniczana do 4 skladnikow za ok 30 PLN..
            czy w zwiazku z tym, ze podano cene usredniona dla ZWYKLEJ restauracji, a nie
            tej w Hiltonie (w Wellington oczywiscie mozna zjesc drozej, jesli ktos ma
            ochote), ale idac na zwykly obiad do Sphinxa czy innej niewybrednej restauracji
            w Warszawie czy 6 osob naje sie do syta za 100 PLN (porownujac do przykladu
            25PLN:25NZD w zarobkach)?
            W Wellington czesto spotykamy sie ze znajomymi w restauracjach indyjskich i 6
            osob naje sie wraz z drinkami i np. ryzem bez ograniczen donoszonym z usmiechem
            za $100. To daje $16.6 za osobe, gdy kazdy wzial danie glowne i drinka.
            przepraszam, ze pomylilem sie o prawie $2.. szczegolnie, ze nasz ostatni
            rachunek zaokroglilem w gore do 100. jasne, mozes zisc do Crazy Horse na Willis
            i wydac $50 na stek, ktory w innej kosztuje max. $26.. ale to nie jest normalna
            cena za stek. czy wolalbys zobaczyc w artykule ceny takie, jak z Crazy Horse na
            Willis, czy porownywalne np. do Sphinxa. oczywiscie mozna tez porownac ceny z
            tymi z La Boheme na placu teatralnym, gdzie kwartet smyczkowy przygrywa Ci do
            eskalopek cielecych, za ktore zaplacisz 3cyfrowa sume w PLN.

            w Welington zjesz na miescie bardzo tanio i duze porcje i roznorodnie.
            czasem "mala" porcja jest za duza.
            w Warszawie nie zjesz smacznie, tanio i duzej porcji. wiem to z doswiadczenia.
            polaczenie tych wyrazow nie zadziala. szczegolnie po nowym roku, gdy VAT
            restauratorom podskoczy do 22%.

            gdy przed wyjazdem nie chcialo nam sie gotowac, czasem wpadalismy dzies na
            jedzenie na miescie. Wizyta w Sphinxie to ok. 50 zl na dwie osoby (skromnie
            liczac). Nie da sie rozmawiac o cenach bez przykladow. najlepiej oczywistych.

            Duzy cwiercfunciak w zestawie w McZarciu kosztuje $8.. zestaw dla dwojga (6
            piersi kurczaka, dwie kanapki, dwie duze porcje frytek i 1.5l pepsi czyli
            jedzenia na tydzien) w KFC to $16, jesli sie spieszysz i jakims cudem masz
            ochote na takie jedzenie (raz nam sie zdarzylo, osobiscie nie widze sensu, gdy
            za $7, w normalnych warukach przy stoliku, a nie w budzie na miescie, moge
            zjesc cos Azjatyckiego smazonego na moich oczach), wydasz znacznie mniej, niz w
            Polsce. znacznie. jeszcze cos.. w NZ nalezy sie targowac - cena za dwa jest
            mniejsza, niz cena za jeden. tu juz si enauczyli kapitalizmu. a gdy
            przyprowadzasz kilka osob, 5% bonifikaty i usmiech wlasciciela masz jak w
            banku.. czesto bez wspominania :)

            jeszcze za drogo? znajde Ci miejsce, gdzie najesz sie do syta za $5, ale nie
            jestem zwolennikiem rowni pochylej w dol. za tanio? wskaze Ci drozsza
            restauracje, ale jak masz $15 powiem Ci, gdzie usiasc, zjesc, porozmawiac i nie
            martwic sie, ze kelner zaraz wyrzuci, bo nie ma wolnych stolikow.

            a w Chow podaja nawet Zubrowke, jak bardzo tesknisz.. i tez za mniej, niz $10
            za drinka.. a wiesz ile kosztuje piwo w pubie Warszawie? w Welington nie
            znajdziesz drozszego piwa z beczki, niz $5-$6.. dlatego, ze $7 kosztuje Corona
            z limonka z butelki :)

            denerwuje mnie juz ten temat pieniedzy.. nie sadzilem, ze znajda sie osoby,
            ktore najwyrazniej nie jadaja na miescie, ale maja duzo do powiedzenia na ten
            temat.

            i najwazniejsze.

            najfajniejszego - atmosfery niespotykanej w Polsce - nie kupisz nigdzie w
            Polsce i za zadne pieniadze.

            nie usiadziesz z butelka wina, deska serow czy truskawek do wina musujacego,
            jak mozna w Botanic Garden.. na trawie.. obok innych ludzi, ktorzy ciesza sie
            przyroda, bo a) w Polsce nie mozna deptac trawnikow, a juz na pewno nie w
            takich miejscach, jak ogrod botaniczny b) w Polsce wino i trawnik to zle
            skojarzenie c) w Polsce trawniki sa za przeproszeniem obsrane i wini sie za to
            psy d) w Polsce para lezaca na trawniku w parku z butelka wina musujacego i
            truskawkami narazalaby sie na smiech po prostu.

            Live and let live
      • Gość: ret Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowej .. IP: *.aster.pl 31.07.07, 08:38
        Niemcy też wyjeżdżają z Niemiec i Anglicy z Anglii (160,000 Anglikow
        wyemigrowalo w 2006r.), dobrze że świat jest duży a milosnikow podróży nie
        brakuje też wśród Polaków - tylko nie opluwajcie swego kraju podróżnicy,
        Anglicy i Niemcy tego nie robią:))
      • Gość: mc Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 08:39
        LOL! ja mam friday drinks praktycznie everyday, bez mobbingu w przyjemnej atmosferze. i nie wyjeżdżam nigdzie
        • mniklas5 Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 08:52
          dlaczego w tym artykule ciagle mowi sie o pieniadzach i otym co kto posiada,
          przeciez po pieciu latach pobytu w innym kraju, ten kraj staje sie swoim krajem
          i nie ma sie do czego porownac, i zaczyna sie porownywac do sasiadow i kolegow
          z pracy, i tu mozna sie nabawic frustracji, poza tym czlowiek zyje nie
          pieniedzmi tylko zyciem wsrod urodzonych w tym kraju tubylcow i nalezy sie
          zintegrowac i przyjac kulture i obyczaje zwyczaje tych ludz zeby poczuc sie jak
          usiebie , inaczej nie jestes szczesliwy, ani DVD ani BMW ani dom tego szczescia
          ci nie dadza jezeli szczescia nie znajdziesz w milosci do innych ludzi
          • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 05:47
            > dlaczego w tym artykule ciagle mowi sie o pieniadzach

            dlatego, ze jest to artykul o pracy, placy i cenach w NZ opublikowany w dodatku
            Praca do Gazety Wyborczej (wspominam o tym, bo niektorzy mysla, ze jest to
            dodatek podrozniczy albo jak widze poradnik milosnika ludzkosci)

            tak, rzeczy materialne szczescia Ci nie dadza, ale jesli w Polsce wciaz sa to
            rzeczy tak istotne, ze bulwersuje rozmowa o nich, choc kazdy z nich korzysta
            codziennie, to jak chcesz zaszczepic te milosc do innych ludzi?

            gdybym opowiadal o moich przezyciach dotyczacych stosunkow miedzyludzkich w NZ
            i prownal je do tych w Polsce, byloby to ciekawsze, czy tez okazaloby sie, ze
            nie zauwazam tej milosci w Polsce? tak, nie zauwazam, bo tylko w Polsce mozna
            zrobic burze w temacie o cenach i pensjach w kontekscie emigracji. dlatego
            Polacy zabijaja sie o promocyjne DVD w supermarketach, a tacy Kiwi takich
            doswiadczen nie maja. i to jest dla mnie szczescie najwieksze, ze do wczoraj
            nie mialem takich problemow, ze kupilem sobie akurat ten przypadkowy model
            konkretnego produktu.

            rzeczy materialne latwiej chyba ogarnac umyslem, niz cos tak ezoterycznego, jak
            szczescie czy milosc.

            przypominam jednak, ze tematem artykulu byly mozliwosci przeniesienia zycia
            zawdowogo i osobistego do NZ, dlatego wlasnie mowa w nim o cenach i pensjach.
            jak inaczej chcialbys rozmawiac o tych sprawach w kontekscie pracy (praca dla
            pracy? ja pracuje, zeby zyc i wazniejsze jest dla mnie to, co robie po pracy)
            bez podawania konkretnych przykladow?
          • mala-mi29 Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 07.10.08, 19:54
            cześć! wyjechałeś już? :)
      • Gość: mama Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowej .. IP: 84.215.75.* 31.07.07, 08:55
        Hei
        Mieszkam na drugim koncu swiata-kraj moj ma 4,5 ludnosci i od okolo 3 lat
        wloczacych sie tabunami polakow po naszych ulicach-brudni,owlosieni z puszkami
        piwa w reku ,polskie zlote raczki.
        W grudniu i styczniu spedzilam wakacje w NZ,pierwsze co spotkalam w sklepie to
        dwie polki ktore o godzinie 13-tej w poludnie wygladaly jak by przed chwila
        wyszly z pod latarni,
        Kraj taki jak polska powinien sie wstydzic ze propaguje dla swojch mieszkancow-
        czy obywateli wyjazdy za granice kraju,polacy sa kompletnie dzikim narodem a
        brednie o polskich specjalistach opowiadaja sobie sami polacy jak bajki do
        poduszki,nalezy tej dziczy nie wypuszczc wogole albo wyslac najpierw do obozow
        itegracyjnych.A artykul smieszny -obiad za 15 dolarow i inne brednie.
        I ci polscy klutliwi forumowicze.Polska i polacy to dziki kraj
        • vazz uff 31.07.07, 09:14
          Jakie szczescie,ze mieszkasz w NZ,a nie w Polsce :)
        • Gość: Cytryna Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: 217.33.104.* 31.07.07, 09:59
          A ty oczywiscie jestes z Wenus... o przepraszam, chyba raczej z Marsa. Dzieki
          Bogu nie ty przyznajesz paszporty :)
        • Gość: zdeb mamo, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 11:14
          Przeciez z tego, co piszesz widac jak na dloni, ze jestes nieszczesliwym
          czlowiekiem. I ja nie pisze tego, by Ci przyciąc! Moze raczej by pomoc.
          Czlowiekowi szczesliwemu wszystko sie podoba - nawet smierdzace ulice
          miasteczka, z ktorego wyrosl i menele jego rodacy i chce z nimi rozmawiac i
          cieszyc sie zyciem. Nie bede dalej pisal, bo sama wiesz, gdzie sa zrodla
          Twojego nieszczescia. A pisze w ogole bo wiem, co nieco na temat nieszczescia.
          A poza tym wstydz sie, ze tak piszesz o rodakach. Tego sie nie robi nigdy i
          nigdzie na swiecie. Za zle wyrazanie sie o swoim kraju i o swoich rodakach
          jestes przegrana na starcie absolutnie wszedzie na swiecie!
          • Gość: Emigrantka z GB Re: mamo, IP: *.cable.ubr02.gill.blueyonder.co.uk 31.07.07, 12:04
            hm, ale myslec zle moge? Bo ja mysle bardzo zle..
            • stepnow Re: mamo, 31.07.07, 16:12
              To chyba myslisz o sobie ?
          • Gość: gość Re: mamo, IP: *.leon.com.pl 10.01.09, 08:52
            mam pytanie byłeś kiedyś za granicą? widziałeś polaków w gb lub irlandi?po
            prostu nie potrafią sie zavhować i tyle.oczywiście nie wszyscy.pozdrowionka
        • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.cable.telstraclear.net 31.07.07, 22:42
          www.masala.gen.nz/dinner.htm
          to tylko pierwszy przyklad, o jakim pomyslalem
          restauracji w Wellington masz pod dostatkiem. wolisz inna kuchnie? nie ma
          sprawy.

          obiad srednio za $15.. nie najesz sie?
          jak nie zjesz wszystkiego, zapakuja na wynos, a nie cichcem wyniosa do kuchni,
          jak w Warszawie.
      • Gość: niewygodny NZ ? OK - jest tylko jedno ale IP: *.dsl.siol.net 31.07.07, 08:59
        Jak na czteromilonowy naród zdecydowanie za duży odsetek Polaków ;)



        • cashoob Re: NZ ? OK - jest tylko jedno ale 01.08.07, 12:09
          ...raczej czteromilionowy zlepek narodowosci...polakow notabene wedle
          oficjalnych danych to ledwie 3000...4 miniony od lat bo tyle wyjezdza co nowych
          przyjezdza...gdyby to byl raj to by bylo ich 50 baniek teraz a nie raptem 4 z
          czego to najwiecej sa azjaci z chin, indiancy z indii, araby z pakistanu czy
          afganistanu czy iraku, brytowie, murzyni z somalii itd, wyspiaze z pacyfiku,
          potem ruscy, potem kiwusy orginalne a potem cala reszta, raj jak cholera
          normalnie :)
          a zeby jeszcze bylo weselej to jesli sie studiuje w nz ponad rok to sie uwazanym
          jest za rezydenta choc nie prawnie, wiec jak sie robilo statystyki to w
          granicach sporego bledu nalezy odjac studentow glownie z azjii, a wtedy by
          zostalo duzo duzo mniej zelandczykow, aktualnie wiecej wyjezdza z nz jak
          przyjezdza co tez swiadczy o kraju, nz naprowadza nabor w Ukeju, i innych
          krajach, reklamuje sie jak moze bo niedlugo jak tak dalej bedzie to zostanie tam
          ich 2.5 banki a reszta spitopi po okolicy lub do domu...a skoro ludzie uciekaja
          to dlaczego sie pytam?
          • Gość: MP Re: NZ ? OK - jest tylko jedno ale IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 02:05
            tak trudno wejsc na strone CIA Factbook i zobaczyc wspolczynnik migracji i
            urodzen? oba sa dodatnie, co znaczy, ze ludzie sie rodza (a nie umieraja, jak w
            Polsce) i przybywaja (a nie uciekaja, jak z Polski). tak trudno to zobaczyc?

            dwa pokolenia temu NZ byla 3 razy mniej ludna, a owiec bylo dwa razy wiecej,
            niz teraz. to tez mozna znalezc, gdy sie tylko chce i zna angielski, bo polecam
            w oficjalnych zrodlach (takich jak dane ministerstw), a nie w ploteczkach
            opartych na stereotypach i opiniach zawiedzionych Polakow.
      • Gość: Q Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.07, 09:05
        A ja gdzieś czytałem, że NZ ma wysoki wskaźnik samobójstw wśród młodziey.
        Dzieję się tak dlatego, że nie mają co ze sobą zrobić w tak mało zaludnionym
        kraju.
        • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 05:50
          ja tez czytalem gdzies (najlepiej na stronie WHO), ze wyzszy jest w krajach
          nadbaltyckich (np. Litwa)
        • Gość: Singel Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.10, 00:54
          Peewnie,nie ma na kogo napaść,obić mordy na meczu,to się nudzą.Luuudzie mam 49
          lat,gdyby nie to,że jak byłem 20 latkiem i zamknęli mnie za żelazną
          kurtyną,uciekłbym gdziekolwiek od porąbanego narodu ,który gore zawiścią i
          nienawiścią do innych rodaków.Gdzie co sezon remontują świeżo wybudowane
          drogi,gdzie 70 % nędznego dochodu zabiera państwo,gdzie nie ma i nigdy nie było
          perspektyw.Jesteśmy tak denni,że tylko za rządów
          cudzoziemców(Chrobry,Jagiełło,Bona),Polska rozkwitała.Lepiej żeby Hitler wygrał
          wojnę,to dzisiaj o wiele lepiej by nam się żyło.Młodych proszę o nie zabieranie
          głosu,bo żeby cokolwiek wiedzieć o życiu w Waszej "ukochanej Polsce",musicie
          dostać tyle kopniaków od życia co ja i moi rówieśnicy.Skopiujcie sobie ten post
          i wydrukujcie.Przeczytajcie za 30 lat.I możecie nalać na mój grób,jeśli mówię
          nieprawdę.
      • kuba.peerelski to chyba Michnik rzucil to haslo 31.07.07, 09:18
        w tym szalenstwie jest metoda-
        • Gość: hank Re: to chyba Michnik rzucil to haslo IP: 204.86.34.* 02.08.07, 19:37
          Koncepcji Konopnickiej?
          Chodzi ci o zmarnowanie zycie byle kolektywowi (tzw narod) bylo lepiej???
          Pochrzanilo Cie??
      • Gość: lester Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.tpgi.com.au 31.07.07, 09:23
        Witam.
        Zanim ktokolwiek zdecyduje się na wyjazd do NZ niech dwa razy głęboko to
        przemyśli.Mieszkam i pracuję od dwóch lat w Australii.Wkrótce wracam do Polski.
        Przez ten okres spotkałem tutaj wielu ciekawych ludzi min.wielu Kiwi.
        Wszyscy oni przyjechali do Australii ze wgzl.na zarobki.Nie chcę pisać, iż są
        one niskie bo w porównaniu do Polski na pewno są lepsze ale trzeba posiadać
        dobrą znajomość angielskiego oraz odpowiednie kwalifikacje jeśli chce się
        naprawde dobrze zarabiać.Jest za to jeden podstawowy minus-prawie cały rok
        wieje i jest po prostu chłodno lub zimno.Ja tam nie lubie takiej pogody.
      • Gość: Grażyna Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowej .. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.07, 09:27
        Zazdroszczę młodym. Mają dziś tyle możliwości. Ja, będąc w ich wieku mogłam
        tylko walić głową o ścianę.
        Z opisu wynika, że Nowa Zelandia to raj na ziemi. Jestem trochę sceptyczna.
        Szczęśliwcy, którym wszystko idzie prawie jak po maśle, chwalą. Spytajcie więc
        tych, którzy nie bardzo sobie radzą.
        • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 06:01
          czemu wlasciwie?
          za slodko wyglada ten miodek, dorzucmy lyzke dziegciu, bo Polak nie uwierzy, ze
          moze byc lepiej? wiekszosc Polakow nie wierzy, ze moze byc lepiej albo, ze
          pewnych rozwiazan, ktore sa w NZ nie mozna wprowadzic. mozna. tu tez ich nie
          bylo, a 25 lat temu panstwo po prostu zbankrutowalo. przeprowadzono jednak
          reformy, ktore spowodowaly, ze wskaznik emigracji jest dodatni czyli ludzie
          przyjezdzaja i pracuja na ten sukces. sukces to puste slowo w Polsce.. nalezy
          je przyciac do wysokosci zywoplotu.

          czemu nie promowac tych, ktorym sie udalo? zeby ci starsi mowili, ze juz za
          pozno? znam osoby, ktore zdecydowaly sie na ten krok majac zaawansowana kariere
          w Polsce, zaawnasowany kredyt mieszkaniowy od lat i ekonomiczny brak powodow do
          narzekania. to sa ludzie z siwizna na glowie i gromadka dzieci na karku. pakuja
          sie i wyjezdzaja do gotowych miejsc pracy, ktore czkaja na ich krok. nic
          trudnego, gdy sie chce. czemu? chca placic nizsze podatki w innych krajach i
          nie martwic sie, ze ktos im wypomina model jakiegos urzadzenia dowmoego, tylko
          dlatego, ze w dyskusji o skutkach ekonomicznych emigracji chcial pokazac
          porownanie cenowe w dwoch krajach.

          wiecej pozytywnego myslenia.
          nigdy nie jest za pozno i wyspisz sie tak, jak sobie poscielesz. czasem jeszcze
          musisz uwazac na otoczenie, ale na szczescie nie wszedzie jest ono tak
          nieprzyjazne :)
        • Gość: Nowozelandka Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.07, 13:08
          Ci ktorzy nie radza sobie w Nowej Zelandii nie radza sobie pewnie i w Polsce i
          winnych krajach
      • frusto Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandia... 31.07.07, 09:35
        Czyli.. bajka o tym, jak w latach 80tych Nowa Zelandia pograzona byla w glebokim
        kryzysie.. Utracila dostep o tradycyjnych rynkow zbytu, ekonomia oparta o welne
        nie byla w stanie przezyc zmian - az w koncu ktos poszedl po rozum do glowy i
        wprowadzil typowe liberalne reformy - traf chcial, ze to byli socjalisci.
        Rozpoczeli reformy, ale byly zbyt male - redukcja podatkow, obciecie wszelkich
        wydatkow, Likwidacja subsydiow i dotacji. Pierwsze efekty - bezrobocie, upadek
        rzadu, nowy rzad kontynuowal jednak reformy, ale wciaz za malo. Trzeci z kolei
        rzad nieco sie cofnal - zwiekszyl nieco wydatki socjalne, ale gro reform
        pozostalo nienaruszone. Wszystko sprywatyzowane, zadnego kodeksu pracy -
        wszystko to sprawa miedzy pracodawca a pracownikiem. Jasne, krytycy mowia, ze
        moglo by byc lepiej, ale biorac pod uwage sytuacje w jakiej NZ byla, to naprawde
        moglo byc duzo gorzej. A efekt w tej chwili dla zwyklych ludzi jest, jak widac z
        artykulu, nie najgorszy. Wstretni kapitalisci, co?

        Kolejny dowod na to, ze wolny rynek + kapitalizm + liberalizm daje fantastyczne
        rezultaty. Aha, i jeszcze MMP - dosc skomplikowany system, ale w sumie cos jakby
        jeden okreg- jeden posel (plus nieco zmian by odzwierciedlic takze preferencje
        mniejszosci).

        Aaa i jeszcze chyba jeden z niewielu krajow na swiecie, gdzie partia
        libertarianska ma tak wielkie wplywy,
        • Gość: kiwus Re: Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 13:45
          > artykulu, nie najgorszy. Wstretni kapitalisci, co?

          to co w końcu socjalisci czy kapitaliści? znaczy sie w polsce glosowac na sld bo to niby socjaliści ale prowadzą liberalną polityke?? libertarian nam jeszcze brakowało
          ja myślę, że po prostu ludzie w nz mają pozytywną mentalność i to jest źródłem ich sukcesu. a dlaczego. pytanie do socjologa.
          powiem tylko jedno. nie liczcie w nz na coniedzielne chodzenie do kościółka. poza europą jest to kraj o największym odsetku ateistów i agnostyków co oznacza, że jak ktoś jest biały i przed siedemdziesiatką to raczej religia go nie interesuje. w takim społeczeństwie można wprowadzac rózne pomysły, które gdzie indziej (czytaj w polsce) absolutnie by się nie sprawdziły
          • Gość: MP Re: Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandi IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 02:41
            moze lepiej nie glosowac na etykietki, nazwiska, tego, bo go lubie, albo na ta,
            bo czas na kobiety.. tylko na ludzi, ktorzy nie wmawiaja, ze bedzie cudownie, a
            po prostu nie przeszkadzaja w realizowaniu tego.

            w kontekscie artykulu powtarzam - nie kazdy bedzie mial fajnie od razu, czesci
            na pewno sie nie spodoba, bo jak to np. mozliwe, ze nie ma obchodow Bozego
            Ciala albo masowego chodzenia na groby 1 listopada.. innym sie nie spodoba, bo
            1 maja lubia isc pomachac czerwonym sztandarem.. a tu swieto pracy w
            pazdzierniku i jeszcze na dodatek nie ma nic wspolnego z komunizmem, a jest
            swietem upamietniajacym skrocenie dnia pracy z 10 do 8h w polowie XIXw.
            a jeszcze inny powie, ze woli oddac wszystkie pieniadze panstwu i wierzyc, ze
            panstwo da mu wszystko, czego on oczekuje.
            NZ nawet mu to pozwoli, ale dobrowolnie i da alternatyny wolny rynek. np.
            KiwiSaver, ktory przypomina polski ZUS jest nieobowiazkowy i zawsze mozesz
            odkladac pieniadze tak, jak Ci sie podoba.

            ja sobie chwale to, ze w gruncie rzeczy wciaz socjalistycznej NZ, jest duzo
            wieksza swoboda gospodarcza, mniejsza biurokracja (praktycznie jej nie ma w
            porownaniu z Polska) i swobody obywatelskie, o ktorych mozna marzyc w Polsce.
            raj? nie. ale normalniej jest na pewno.
        • Gość: MP Re: Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandi IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 02:31
          to nic. reformy trwaja, choc zostaly zatrzymane, bo znowu za wygodnie sie
          zrobilo. ale trwaja i zrobiono przez ostatnie 15 lat duzo wiecej, choc dla
          pryzkladu powiem, ze 25 lat temu najwyzsza stawka podatku dochodowego w NZ byla
          na poziomie 66%!! i wszystko bylo panstwowe, lacznie z biurami podrozy.
          co ciekawe zwolniono wiele tysiecy pracownikow... i bezrobocie zaczelo spadac.
          obecnie waha sie w okolicach bledu statystycznego (3.6%) przy dodatnim
          wskazniku imigracji i urodzen.

          ale wystarczy przyklad poczty. podzial na telekomunikacje i poczte w tym samym
          czasie, co w Polsce, okresy ochoronne, stopniowa prywatyzacja.. jak jest dzis?
          na stronie internetowej mozna przeczytac, ze jest 30 firm, ktore konkuruja z
          gigantem, ktory moze pochwalic sie juz takimi sukcesami, jak wlasne linie
          lotnicze, wygrany przetarg na uslugi pocztowe za granica, nagrody za najlepszy
          biznes i polowa udzialow DHL... wynik? poczta jest tansza niz w Polsce - nawet
          po przeliczeniu ceny znaczka za list zwykly (45c), popularna (wiele firm tak
          komunikuje sie z klientami, nawet zeby powiedziec, ze technik od kablowki
          przyjdzie jutro rano.. i list przyjdzie przed technikiem!) poczta dochodzi
          kilka razy dziennie (zdarzalo sie, ze rano cos bylo w skrzynce i po poludniu)..
          i listonosz jezdzi furgonetka sluzbowa z wlasnym nazwiskiem namalaowanym na
          drzwiach, a nie ... dostaje doplate do wlasnego roweru.

          strajk, manifestacja? ludzie czasem wychodza z kobzami na ulice i ciesza sie,
          ze np. minelo kilka tygodni zimy.. nie rzucaja jajkami, nie demoluja parku
          przed siedziba rzadu, by dostac cos od rzadu. brzmi za pieknie?
          • poledownunder Re: Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandi 01.08.07, 02:38
            gwoli scislosci - znaczek na list zwykly 50c.
            • Gość: VP Re: Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandi IP: *.cable.telstraclear.net 01.08.07, 02:48
              poledownunder napisała:
              > gwoli scislosci - znaczek na list zwykly 50c.


              Dopiero od miesiaca :)
              • poledownunder Re: Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandi 01.08.07, 03:04
                a to sie nie liczy?
                • Gość: MP Re: Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandi IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 01:08
                  5c ostatni raz widzialem, gdy znalazlem na ulicy.. na dodatek okazalo sie, ze
                  to australijskie 5c :) czyzbys wysylal 1000 listow miesiecznie i te 5c Cie
                  rujnuje? :)
                  • poledownunder Re: Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandi 02.08.07, 01:19
                    czy sie mijasz z prawda o 5c czy o $5000, to mijasz sie z prawda. z podziwu
                    godnym uporem starasz sie pokazac, ze artykul jest oparty na faktach, wiec
                    trzymajmy sie faktow. to nie byl atak a sprostowanie, nie ma potrzeby
                    odpowiadac atakiem. czyzbys pogardzal ludzmi, dla ktorych grosz to tez
                    pieniadz?
                    • Gość: MP Re: Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandi IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 07:00
                      jak latwo znalezc nawet w pierwszym lepszym przewodniku turystycznym w NZ nikt
                      nie wyda Ci reszty 1c czy 2c.
                      5c jest najnizsza moneta w obrocie gotowkowym..
                      a ja, zazartowalem sobie, bo mi te 5c naprawde nie robi roznicy.
                      gotowke widuje tak rzadko, gdyz praktycznie wszedzie moge placic EFTPOS (no
                      moze oprocz fresh food marketu i kilku innych przypadkow) i nawet tam wiem, jak
                      dziala marketing ceny 29.95 te 5c doliczam w pamieci :)

                      a nawet jesli masz biznes oparty na poczcie i wysylasz 1000 listow, to znaczy,
                      ze te $50 bedziesz musial jakos wygospodarowac :) dla porownania wiesz, ile
                      kosztuje list zwykly w Poczcie Polskiej i dlaczego jest tylko do kilkuset gram
                      a nie do 1 czy 2kg?
                      • abere8 Re: Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandi 02.08.07, 07:17
                        Gość portalu: MP napisał(a):

                        > 5c jest najnizsza moneta w obrocie gotowkowym..

                        No nie, juz nie jest. Teraz przeciez juz 10c jest najmniejsza i nawet monety
                        zmienili, oprocz zoltych. Widac, ze rzadko gotowka operujesz :-)
                        • Gość: MP Re: Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandi IP: *.cable.telstraclear.net 03.08.07, 09:18
                          masz racje :) rzadko uzywam gotowki, bo chwale sobie EFTPOS :) banknoty juz
                          predzej (przy okazji powiem, ze NZ jest pierwszym krajem, ktory wprowadzil
                          banknoty polimerowe - plastik zamiast papieru). a monety? czasem znajduje na
                          ulicy (podobno pieniadze nie leza na ulicy hehe) :) $2 przydaja sie czasem do
                          stolow bilardowych, bo nie wszedzie stol jest wliczony w cene piwa :) no nie
                          wiem, gdzie jeszcze.. nie wszystkie parkometry przyjmuja karty i smsy, to moze
                          jeszcze w nich :)

                          ale 5c faktycznie mozna ewentualnie nosic w porfelu "na szczescie", a rozmowa o
                          roznicy 5c w cenie, jako przykladzie nierzetelenosci w kontekscie pogladowego
                          artykulu, jest odbieganiem od tego, ze NZ krajem liberalnym jest i w wielu
                          kwestiach nawet o wiele bardziej, niz w sprawach ekonomicznych.
                          • poledownunder Re: Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandi 04.08.07, 00:05
                            5c to 10% faktycznej ceny znaczka. Twoje riposty sugeruja, ze 10% margines
                            bledu jest na tyle niewazny ze nalezy go zignorowac. To samo, rozumiem,
                            dotyczy wszystkich innych danych, ktore cytujesz w artykule i swoich
                            wypowiedziach na tym forum. Ton Twoich odpowiedzi sugeruje wrecz, ze
                            podejscie "pi razy oko" do cytowanych danych jest zupelnie w porzadku, wiec tak
                            nalezy odbierac i podawane zarobki, i ceny.

                            Powtarzam, nie chodzi mi o 5c ale o zasade, zasade sumiennosci dziennikarskiej
                            czy jak ja nazwac, ktora jestem coraz bardziej przekonana, juz nie obowiazuje.
                            • Gość: MP Re: Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandi IP: *.cable.telstraclear.net 04.08.07, 07:22
                              > Powtarzam, nie chodzi mi o 5c ale o zasade, zasade sumiennosci
                              dziennikarskiej
                              > czy jak ja nazwac, ktora jestem coraz bardziej przekonana, juz nie obowiazuje.

                              OK. rzetelnosc. choc dla mnie jest to czepianie sie.

                              www.nzpost.co.nz/Cultures/en-NZ/AboutUs/CorporateInformation/TheHistoryOfNewZealandPost/

                              w ciagu 20 lat cena znaczka w NZ zmienila sie:
                              1. w 1991 z 40c do 45c
                              2. w 1995 z 45c do 40c
                              3. w 2004 z 40c do 45c
                              4. w 2007 z 45c do 50c

                              w tym czasie zlikwidowano najnizsze nominaly monet 1, 2 i 5c w obiegu
                              gotowkowym czyli sprzedawcy zaokraglaja do sumy, ktora moga wydac jako reszte.
                              w obiegu bezgotowkowym (przelewy, EFTPOS itp.) oczywiscie sprzedawcy nie
                              zaokrogalaja. EFTOPS wprowadzony w 1987r jest juz tak powszechny, ze w
                              wiekszosci miejsc placi sie bez gotowki.

                              w artykule podano, ze cena litra benzyny wynosi ok $1.6.. zatem sumiennosc.
                              gdy przyjechalem do NZ dokladnie rok temu, cena w szczytowym momencie wynosila
                              $1.66 (cena z 19.08.2006) i raczej nie przekroczyla $1.7. Ceny na stacjach
                              podaje sie za 100L

                              picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20060819_IslandBay_Newtown/photo#5061950390017535026

                              jeszcze w pazdzierniku spadla do okolicy $1.5, a latem do $1.37 (cena z
                              06.02.2007).

                              picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20070206_Waitangi_Day/photo#5048810808137266210

                              najnizsza, jaka widzialem, byla cena $1.35 (w tymczasie diesel kosztowal ok
                              90c, dzisiaj kosztuje $1.02)

                              acha.. dzisiaj (zwracalem dzis na to uwage) ceny benzyny Ultra (Shell/BP) to
                              $1.53, zwykla kosztuje mniej. ale.. rzetelenosci ciag dalszy. jesli robisz
                              zakupy w Pak'n'Save otrzymujesz znizke 10c na kazdym litrze i analogicznie za
                              zakupy w Woolworth's/Countdown znizka 4c na litrze. zatem sumiennie nalezaloby
                              powiedziec, ze dzisiejsza cena benzyny Ultra to $1.43, a latem $1.25/1,27.

                              i na koniec uwaga. nie gub sie w szczegolach, gdy mozesz przeoczyc jakas piekna
                              calosc. NZ to nie tylko ceny znaczka, czy benzyny.. a zaradny i tak znajdzie
                              strone internetowa z aktualnymi cenami :)
      • Gość: DAREK Z AUSTRALII Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowej .. IP: *.thorn1.nsw.optusnet.com.au 31.07.07, 10:35
        Polacy,mieszkam w Australii od 20 lat-bylem w Nowej Zelandii kilkakrotnie.
        Ten artykul to BZDURY.Jesli chcecie sie skazac na SYBIR -to jedzcie tam.
        To jest prawdziwy koniec swiata-pustka pod kazdym wzgledem,brak
        perspektyw,prawie socjalistyczny rzad ,male zarobki-wszyscy stamtad uciekaja-to
        jest wydanie wyroku na siebie na zawsze-mozna tam jechac tylko jako turysta.
        • bamjozia Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 11:07
          Darek moja szkolna milośc przysłała mizdjecia z NZ i była zauroczona tym krajem
          mieszka na stałe AU pozdrawiam.
        • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 06:47
          Darku byles kilkakrotnie w NZ.. turystycznie czy pracowales?
          Bo to jest chyba najistotniejsze w portalu o pracy..

          Oczywiscie wiemy (rezydenci NZ), ze w Oz zarobki sa wyzsze (o jakies 5%??) i
          GST zamiast 12.5% wynosi 10%.. wiemy tez, ze Australia ma wiecej mieszkancow i
          niekwestionowanie przoduje w regionie.. ale zeby od razu mowic, ze NZ,
          najblizszy partner Australii w wieli interesach, to Sybir i pustynia bez
          mozliwosci?

          to tak, jakbym o Australii powiedzial, ze zyje tam 8 na 10 najjadowidszych
          wezy, kilka gatunkow pajakow zabija na miejscu, pozary co roku sa wielkim
          problemem i przepisy imigracyjne (i nie tylko) sa znacznie bardziej
          wysrubowane, niz w NZ.. w ktorej nate bane wystarczy pomieszkac kilka lat, jak
          Kaszub i wyjechac legalnie do pracy w Australii.. i przekonac sie, czy jest
          lepiej, czy nie jest. czy tak, jak Kaszub widzisz tylko minusy? Powiedzialbym
          duzo dobrego o Australii, ale kosztem malenkiej NZ..? :)

          Moj znajomy Kiwi mowi, ze nigdy tak nie zmarzl w Auckland, jak w Melbourne tej
          zimy :) U nas zima bardzo lagodna jak na razie.. temperatury dwucyfrowe powyzej
          zera. nie bedziemy mieli nigdy australijskich upalow, ale Sybir? :)

          Brak perspektyw?? Darku.. pod jakim wzgledem? Chyba przez te 20 lat ulegles
          propagandzie Kiwis vs. Aussies, ktora opowiada czasem, ze po tej stronie Morza
          Tasmana to juz tylko wrony zawracaja.. zeby nie wspominac o sukcesach All
          Blacks nad druzyna Australii :) Mozliwosci sa, nie jest ich pewnie tak
          oszalamiajaco duzo, jak u wiekszego brata, ale pustka pod kazdym wzgledem?
          No wiesz. Zalezy gdzie i kiedy. malo nas, wiec latwo sie chowamy :)

          A powazniej, mam znajomych w Australii (Polakow, Aussies i Kiwis), ktorzy nie
          przekonali mnie jeszcze (choc czesto o tym rozmawiamy, bo jestesmy ciekawi, jak
          jest po obu stronach), ze NZ jest w czyms gorsza od Australii - pod
          jakimkolwiek wzgledem. Trudno mi sie odniesc do takiego ogolnikowego postu, ale
          zapewniam Cie, ze do Sybiru tu jeszcze daleko. Nie zapominaj, ze skala
          porownawcza jest jakby nieco inna.. np. cala populacja NZ to populacja jednego
          z miast australijskich ze wszystkimi tego implikacjami (np. korki).

          Powiedzialbym jednak, ze pod wzgledem "no worries" w pracy nie ma wiekszej
          roznicy, ktora juz widac, gdy porownujesz oba kraje z Polska.

          Australia na pewno tez jest ciekawym kierunkiem emigracji, choc trzeba sie
          liczyc z roznymi czynnikami (zaczynajac od tego, ze Australia nie zniosla nawet
          jeszcze wizy tusrystycznej dla Polakow, ktorzy chcieliby zrobic rekonesans lub
          szukac pracy na miejscu, co moga zrobic w NZ, choc sam nie zdecydowalbym sie na
          opcji "na partyzanta").. ale to nie temat o Oz i jej wyzszosci (lub jej
          calkowitego braku w wielu kwestiach - np. rugby :)) nad NZ.
          • kuba.peerelski Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 03.08.07, 09:31
            faktem jest ze to kiwis szukaja pracy w australii a nie odwrotnie..;(
            • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.cable.telstraclear.net 03.08.07, 11:40
              ja pracuje z kilkoma Australijczykami.. moze im sie pomylilo? a Amerykanie albo
              Irlandczycy? czego niby szukaja w tej czesci swiata?

              Miedzy Kiwis i Aussies jest konkurencja, w skrajnych przypadkach niezdrowa i
              bezpodstawna, ale zazwyczaj obie strony znajduja argumenty na to, ze wcale nie
              sa gorsi.
              dla jednych i drugich praca po obu stronach Morza Tasmana jest niczym innym,
              jak dla dwoch innych nacji praca po obu stronach Kanalu Angielskiego zwanego
              tez La Manche :) za duzo propagandy :) nie wszyscy sie tak ze soba nie lubia,
              jak Polacy z Rosjanami albo z Niemcami..
              • kuba.peerelski Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 03.08.07, 13:17
                bzdury piszesz, u kiwsow ciezko o prace, wzrosl crime, jeden kiwiski przywodca
                zwiazkow zawodowych raportowal mi czesto ze u nich ciezko,.. inna sprawa ze on
                byl zarazem cwanym maorysem
      • Gość: andrew Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: 62.252.24.* 31.07.07, 10:45
        Witam i popieram twoja decyzje Anno,ja na wyspie uk jestem prawie od trzech lat
        i mam juz dosyc krainy deszczowcow z mila checia rowniez wyjechalbym do NZ
        tylko nie wiem od czego zaczac i jak sie do tego zabrac.
        Nie wiem czy ptrzebna jes wiza gdzie ja zdobyc,jesli mogla bys mi pomoc lub
        ktos bylbym wdzieczny,oto moj adres email: antkiewicz4@op.pl dziekuje i
        pozdrawiam.
      • Gość: zdeb Komentarz do komentarzy:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 11:05
        No, musze przyznac, ze ja zasiedzialy w Polsce, choc kiedys marzacy o emigracji
        40-latek, z wielkim zaciekawieniem przeczytalem komentarze - nie artykul, bo z
        zasady jak GW pisze, ze pogoda ladna to biore parasol od razu:)
        Przede wszystkim jestem pod wrazeniem, faktu, ze jednak znajduja sie ludzie
        trzezwo patrzacy na sprawe - chodzi mi o cashooba i adamovskiego glownie - gdyz
        ja po swoich wielomiesiecznych pobytach w UK i US dosc szybko dostrzegalem
        wszystkie prawie mankamenty z obszarow, o ktorych oni pisza. Z drugiej strony,
        jestem pod wrazeniem, ze jednak Polacy nauczyli sie konkretnie ze soba
        rozmawiac, bez bluzg i wyzywania sie na sobie, gdyz przygadywanie sobie co do
        zon, nieznajomosci angielskiego, etc, to jeszcze nic takiego - tu nie ma
        wielkiej krzywdy, a dyskusja staje sie bardziej konkretna. I ta konkretnosc to
        kolejny plus - znow jestem pod wrazeniem masy konkretow, ktore z komentarzy
        mozna bylo wysuplac. To jest wlasciwa droga - po przeczytaniu mam wrazenie, ze
        wiem niemalo, tak, tak!. A teraz rzecz najwazniejsza - moi mili - prosze
        zrozumcie wszyscy ze bycie mentalnie zawodnikiem wyscigu szczurow to nie jest
        dobra droga. I nie ma sensu przebijac sie danymi komu lepiej i gdzie lepiej po
        to, aby pokazac, ze to JA jednak wygralem. Ludzie nie w tym rzecz (raczej).
        Chodzi o to, by byc szczesliwym. Jeden bedzie szczesliwy zlopiac piwo nad
        naszym morzem i ogladajac seriale w TVP a inny harujac w NZ i nurkujac. I
        zrozummmy to, ze ludzie sa rozni, choc nie zmienia to faktu, ze kariere
        wiekszosc chcialaby zrobic, ale nie kazdemu to dane. I to tez jest element
        zycia - przeciez nikt normalny nie zaneguje tego, ze sa mniej i bardziej
        zdolni, mniej i bardziej pracowici. I co z tego wynika? A moze to, ze ci
        zdolniejsi mogliby czasami podac reke tym mniej zdolnym rodakom (jak Zydzi
        sobie na przyklad), a nie dokopowywac im pokazujac jacy to sa ciency. A co do
        emigracji juz na koniec - marze sobie, ze Polska stanie sie takim krajem, z
        ktorego wyjezdzac bedziemy tylko na krotko, z zalem i tylko na wczasy lub aby
        objac kierownicze stanowiska. Tego nam wszystkim zycze!
        • smart_arse Re: Komentarz do komentarzy:) 31.07.07, 11:34
          Wszystko ladnie i pieknie wyglada, gdy jedzie sie na wakacje a inaczej, gdy
          trzeba zyc. Dlaczego nikt nie napisal, ze Nowa Zelandia marzy o wprowadzeniu i
          dazy do unii polityczno-gospodarczej z Australia, poniewaz wszystko zaczyna sie
          rozlazic - toczy sie jak w polskim kawale "Franek trzymaj sciane a ja lece po
          wyplate". Wielu Kiwis przyjezdza do Australii wlasnie w celu znalezienia
          lepszego zycia gdyz sila nabywcza ich dolara jest slaba. Autorzy artykulu
          mydla oczy wydatkami typu piwo, obiad, itp a dlaczego nie mowia ile kosztuje
          splata domu (przy pozyczce ok 300 tys NZ$ trzeba placic ok 600 NZ$), ile
          kosztuje inwestowanie w emeruture (tutejsze emerytury sa tak samo glodowe jak w
          Polsce), ile trzeba placic za wszystkie codzienne wydatki typu telefony,
          energia, paliwo, itd i wtedy naprawde zostanie niewiele na wszystkie extrasy.
          Zarabia sie w dolarach i wydaje sie w dolarach a najwiekszym bledem nowych
          emigrantow jest "przeliczanie i porownywanie" wszystkiego do polskich
          wydatkow. Wiem co mowie, gdyz po 13 latach zycia w Australii znam wielu Kiwis,
          z kilkoma pracuje i zaden z nich nie mysli o powrocie. Bez watpienia jest to
          wspaniale miejsce dla turystow i narciarzy ale ogolnie to kompletne odludzie.
          I jezeli ktos lubi mieszkac w takim miejscu to jego sprawa. Powszechnie
          Australia uwazana jest za kompletne odludzie ale Nowa Zelandia to juz naprawde
          zadupie.
          • Gość: Mek Re: Komentarz do komentarzy:) IP: *.tpgi.com.au 31.07.07, 11:59
            Hey Dude bez przesady niejest az tak zle ... Ja tez znaw wielu Kiwis i mieszkam
            w OZ !
            Super miejsce a zadupie to jest w kieleckiem !!!
            • Gość: Emigrantka z GB Re: Komentarz do komentarzy:) IP: *.cable.ubr02.gill.blueyonder.co.uk 31.07.07, 12:10
              Mieszkam w miasteczku ok 20tys, mnostwo Polakow dokola i to wlasnie uwazam za
              zadupie. Zadupie, bo nie ma z kim porozmawiac, dokad pojsc, zeby ktos Ci nie
              przeszkadzal. NZ wydaje sie doskonala alternatywa!
              • Gość: logo Re: Komentarz do komentarzy:) IP: *.dsl.bell.ca 31.07.07, 16:41

                Oj Polacy marzyciele,szukacie zawsze eldorado.Nowa Zelandia istna
                sielanka,calkowity luz.Czy Wy wiecie naprawde jaki to odlegly kraj.Mlodzi ten
                spokoj Was tam zabije.Polecam wybranie tego kraju emerytom w wyyyysoka
                emerytura,ktorzy naprawde pragna spokoju,ale nie Wam.Musicie dobrze
                odkladac,zeby czesto bywac w Polsce.Bedziecie jeszcze tesknic za cywilizacja
                Europy ,za jej tetnem zycia,poprostu za ludzmi.Skoro to taki raj NZ, to czemu
                tam zyje nadal ok.5 mln.ludzi.....?
                • Gość: MP Re: Komentarz do komentarzy:) IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 02:45
                  bo nie wiedza, ze nie ruszajac sie z takiego miasta, jak Wellington (no moze
                  czasem do Auckland albo CHCH), moga miec wszystko, czego czlowiek pragnie. od
                  wielkich imprez sportowych (zebys widzial miasto w trakcie i po meczu All
                  Blacks vs. Francja), przez koncerty (slawne zespoly i solisci), opere, teatry,
                  kina (lacznie z festiwalami miedzynarodowymi, jak trwajacy wlasnie i sale sa
                  pelne ludzi!), miedzynarodowy festiwal jazzowy.. kultura niczym nie odbiega od
                  europejskiej. mlodzi znajda znacznie wiecej, bo NZ slynie ze sportow
                  ekstremalnych i promuje aktywnosc na powietrzu. dlatego nie bedzie problemu w
                  znalezieniu miejsc, gdzie mozna rozladowac nadmiar energii czy zakosztowac
                  skoku adrenaliny. a wieczorem? Courtenay Place w Wellington nie zasypia - i nie
                  tylko mlodzi znajda miejsce dla siebie. sa tez kluby, gdzie 30-40latkowie moga
                  troche spokojniej potanczyc. nie chce mi sie tego wszystkiego wymieniac, bo
                  jesli ktos byl i twierdzi, ze w NZ jest nudno, to czym go zadowolic? mowi sie,
                  ze inteligentni ludzie sie nie nudza.
            • Gość: Martino Re: Komentarz do komentarzy:) IP: *.inetaccess.pl 31.07.07, 16:16
              Wypraszam sobie, byś się zdziwił jak się Kielce zmieniły :P
          • Gość: MP Re: Komentarz do komentarzy:) IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 02:33
            pensje latwo porownac:

            www.seek.co.nz
            www.seek.com.au

            wielka roznica?

            a teraz sila nabywcza pieniadza.
            wchodzimy na dwa portale z ofertami bankow, sprzedazy mieszkan, cen
            kablowki/telefonu/internetu (moze byc ta sama firma, zeby bylo ciekawiej - np.
            telstra) i co sie okazuje? ze szerzysz propagande. kwadrans przy kawie
            wystarczy, by sprawdzic, ze Twoje opowiadanie o WIELKICH mozliwosciach w
            Australii w stosunku do NZ mozna wlozyc do worka pt. nie ma wielkiej roznicy. w
            obu krajach znajdziesz te same firmy. roznica jest taka, ze kilka z nich ma
            swoje nadrzedne oddzialy w Oz, a nie w NZ.. ale.. zanim ktos dojdzie do tego
            momentu kariery w NZ, dorobi sie legalnego biletu do podjemowania pracy w
            Australii, jakim juz jest staly pobyt.
            Mieszkania? w Australii masz pozary i powodzie, a w NZ masz powodzie i
            pozary... tylko skala jaby mniejsza i w NZ nie zaznasz suszy, a raczej wilgoc.

            akurat o kupnie mieszkania rozmawiam z kolegami z Sydney i moge powiedziec
            tyle, ze roznicy wielkiej w cenie/jakosci nie ma.

            zatem powiedzialbym raczej, ze w Australii jest podobnie. rownie ciekawie, choc
            wiecej atrakcji pelza po ziemi :) kto co lubi.. ja wole tui i pohutukawa :)
            a w spory miedzy Oz vs. NZ, ktore od lat sa na zupelnie innej plaszczyznie, nie
            zamierzam wplatywac Polakow, ktorzy jeszcze nie wiedza co to jest cabbage tree
            i dlaczego oba kraje mogloby sie "spierac" o jakies drzewo :)

            dodaj jeszcze, ze przepisy imigracyjne w Australii sa znacznie bardziej
            zaostrzone - z punktu widzenia Polakow, ktorzy np. musza jeszcze kupic wize
            turystyczna, a do NZ juz nie.

            zamiast deprecjonowac NZ i chwalic Australie, zastanow sie, jak wypromowac ten
            kierunek, zeby ludzie przyjezdzali do obu krajow chetniej, zamiast wahac sie,
            czy warto opuscic polskie M3, by zmierzyc sie z troche innym swiatem.
            bo majac rezydenta w jednym z tych krajow, mozesz pracowac w obu, planowac
            wakacje po obu stronach Morza Tasmana, a majac srednia krajowa w Polsce, mozesz
            najwyzej zapisac dzieci na "lato w miescie".
            • Gość: Zbigniew Pogadałem sobie kiedyś z jednym Kiwi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.07, 22:33
              W tym roku byłem w Londynie w hostelu i miałem przyjemność dość długo gadać z
              jednym Kiwi szukającym pracy w Londynie. Facet był specem z IT ( Oracle
              Databases ) , żonatym z Hiszpanką.Mieszkał w Madrycie i w Hiszpanii zarabiał ok.
              2000 euro na rękę. Na nieszczęście lub na szczęście żona spodziewała się dziecka
              i nie pracowała więc płacąc 900 euro za mieszkanie postanowił szukać szczęścia w
              Londynie i oczywiście znalazł robotę ( jak mówił za 35 GBP na godzinę ). Jak się
              spytałem gościa czemu nie wróci na antypody popatrzył się tylko dziwnie i
              stwierdził , że tam to fajnie jest pojechać na urlop ale też nie za bardzo bo
              przelot drogi. Jak mi facet opowiadał ile kosztują np. papierosy a ile się tam
              zarabia ( mniej w tamtejszych dolarach niż w Anglii w funtach ) to sądziłem , że
              gość zmyśla.Ale jak się zastanowić , to facet zamiast szukać szczęścia w Anglii
              wróciłby do siebie gdyby tam były aż takie miody.
        • Gość: MP Re: Komentarz do komentarzy:) IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 07:47
          > zycia - przeciez nikt normalny nie zaneguje tego, ze sa mniej i bardziej
          > zdolni, mniej i bardziej pracowici. I co z tego wynika? A moze to, ze ci
          > zdolniejsi mogliby czasami podac reke tym mniej zdolnym rodakom (jak Zydzi
          > sobie na przyklad), a nie dokopowywac im pokazujac jacy to sa ciency. A co do
          > emigracji juz na koniec - marze sobie, ze Polska stanie sie takim krajem, z
          > ktorego wyjezdzac bedziemy tylko na krotko, z zalem i tylko na wczasy

          Jak sobie wyobrazasz te pomoc?

          Zdolniejszy mniej zdolnemu? prosze. Moim wyciagnieciem reki bylo opisanie
          swojej historii i pokazanie, ze mozna i to latwiej, niz myslalem na poczatku.

          Pracowity mniej pracowitemu? ale czemu? Jeden niech sie nameczy, a inny niech z
          tego zyje?

          Moge dac Ci wedke, ale na rybe nie licz, bo wiem, ze ja zjesz i nie nauczysz
          sie lowic ryb. Mi nikt ryby nie dal. Musialem zbudowac wedke, podpatrzec, jak
          inni wedkuja i zdobyc rybe, z ktorej zlowienia sie ciesze, bo wlozylem w to
          wiele wysilku, by w zyciu byc tu, gdzie jestem.
          Jak mam pomagac komus, kto nie chce sobie pomoc?

          Nic nie daje wiekszej satysfakcji, niz owoce wlasnej pracy. Jak juz odpoczniesz
          z piwkiem i serialami w TVP, zajrzyj do prac Johna Locke i docen fakt, ze
          zarobiles na to piwo, kanape i ten TV wlasna praca, a nie praca tego bardziej
          pracowitego.

          Kazdemu, kto wykaze sie minimum checi i zainteresowania, ale utknie na czyms,
          podam pomocna dlon, jesli tylko bede mial takie doswiadczenie. BTW tego samego
          oczekuje sie w pracy i profesjonaliste poznasz po tym, ze naprowadzi mniej
          doswiadczonego kolege na wlasciwy tor myslowy. w wyscigu szczurow natomiast
          nawet nie spodziewaj sie, ze ktos Ci powie "czesc" rano w pracy.

          wiesz jak pomagaja sobie Polacy w Greenpoint i Jackowie?
          sprzedaja sobie ryby.
          kupcza ofertami pracy: www.bazarynka.com
          (a potem czlowiek sie dziwi, ze Polakow wyrzucono z loterii wizowej)
          takiej pomocy oczekujesz od Polakow? ja nie.

          ale jesli nie chce mi sie nawet kiwnac palcem, zeby cos zrobic samemu, to czemu
          mialbym oczekiwac, ze ktos to zrobi za mnie? uwazasz, ze jest to uczciwe?

          > lub aby objac kierownicze stanowiska. Tego nam wszystkim zycze!

          najpierw deprecjonujesz kariere sprowadzajac ja do wyscigu szczurow, a potem
          zyczysz sukcesow w karierze? wiesz z czym mi sie to kojarzy? z nazywaniem w
          Polsce pieniedzy "pieniazkami" - dzieci tak mowia oraz dorosli, ktorzy mysla,
          ze pieniadz jest zly (bo tak nauczyl ich komunizm, a raczej socjalizm, bo
          ogarnia szersza epoke). kariera a wyscig szczurow, to dwa rozne pojecia, w
          pierwszym (raczej nie spotykanym w Polsce) nie ma takich elementow, jak
          podkladanie klody wspolpracownikowi, zaslanianie swojej pracy lokciem, brak
          wsparcia grupy, ktora jako calosc jest odpowiedzialna za projekt itp.

          oczywiscie mozna rzucic haselko, ze mi wystarczy ogladanie TVP z piwkiem na
          brzuchu (chyba nawet wygodne), ale ze wszystkimi tego konsekwencjami i pelna
          odpowiedzialnoscia czyli po pierwsze, jesli ktos wklada o wiele wiecej wysilku
          i ma lepsze wyniki, nie sprowadzamy go do szczura w wyscigu, gdy ja jestem
          wyzluzowany "Czepard Gester", bo leze z piwkiem na kanapie i mam gdzies jego
          jakies tam sukcesy.. moj sukces: kanapa, piwko, TVP.. ich sukces nurkowanie po
          pracy itp.

          na tej samej zasadzie nalezaloby tez niektorych oduczyc, ze nie zalewa sie
          kwasem maski samochodu sasiada (najlepiej w ogole, a nie dlatego, ze ma lepszy
          model - przyklad z zycia wziety), ze sasiad nie musi deptac po kupie mojego psa
          na klatce schodowej, nie pale korespondencji sasiada w skrzynce na listy, bo do
          mnie to nikt nie pisze, ze jesli sasiad chce miec odremontowana lazienke, to
          nie zalewam go woda tylko dlatego, ze nie chce mi sie wyciagac korka z wanny
          podczas kapieli i mam gdzies jego wyscig szczurow w zdobywaniu nowej glazury,
          gdy mi wystarcza cerata na scianie, ze jesli sasiad zamawia sobie kontener na
          swoje smieci, to nie podrzuca mu sie swoich, bo jemu nie zrobi roznicy, a mi si
          enie chce, a zreszta musialbym zaplacic, a on ma przeciez wiecej pieniedzy..

          jak bedziesz lezal na kanapie przed TVP zastanow sie nad tym wszystkim i
          pomysl, ze ludzie w przyplywie zdrowego instynktu beda unikali takich rzeczy
          czyli podnosili kwalifikacje, awansowali, przeprowadzali sie, zeby nie spedzic
          calego zycia w bagienku opowiadajac wszystkim, ze wychylanie sie ponad zywoplot
          to wyscig szczurow i jeszcze przeciez powinni sie ze mna podzielic, bo jestem
          mniej pracowity i mniej zdolny..
      • Gość: byłem było miło... Można zakochać się w tym kraju.. IP: *.chello.pl 31.07.07, 11:33
        Prawdą jest że tam jest inaczej,lepiej,to wszystko się zgadza.Ja wyłem z
        tęsknoty do kraju...a pisanie o relacjach cenowych to są opowieści o żelaznym
        wilku,którego nam zafundował p.Balcerowicz.Podpinanie w tak obrzydliwy sposób,no
        cóż tak tylko potrafi wybiórcza.Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma,zawsze będę
        tęsknił do tego miejsca...niestety drugie dno artykułu polega na tym aby namówić
        resztę niezdecydowanych,by wyjechali,ech,niech zostaną młotki którym skuteczniej
        pierze się zwoje mózgowe.tylko kto będzie wygranym,DROGA REDAKCJO?
      • Gość: mg Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.nsw.bigpond.net.au 31.07.07, 11:49
        Wszystko pieknie, tylko radzilbym najpierw dowiedziec sie od pierwszego
        napotkanego Australijczyka albo Angola, co te swintuchy wyprawiaja tam z owcami!
        • Gość: mek Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.tpgi.com.au 31.07.07, 11:54
          Well co kraj to obyczaj ....
        • Gość: ja Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.tpgi.com.au 01.08.07, 02:39
          mg napisal:

          >Wszystko pieknie, tylko radzilbym najpierw dowiedziec sie od pierwszego
          >napotkanego Australijczyka albo Angola, co te swintuchy wyprawiaja tam z owcami

          wlasnie co?? jakies wlasne doswiadczenia/przezycia??
          chetnie poczytam
          pzdr.
      • Gość: Mek Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowej .. IP: *.tpgi.com.au 31.07.07, 11:52
        Yeah.. Nowa Zelandia Super bardzo polecam Szczegolnie ze swietnie graja w RUGBY.
        Wspaniali ludzie Poludniowa wyspa jest urocza polecam Swietne warunki
        narciarskie (taniej niz w Australji) malownicze krajobrazy.
        Odleglosc jest wzgledna mozna sie przyzwyczic szczegolnie jak sie lata do
        Europy/PL 3 razy w roku.
        • agaj.agaj rugby - syndrom NW 31.07.07, 23:26
          Zainteresowanie czy wrecz pasja sportem to charkterystyczny syndrom miejsc
          (miast, krajow, itp) w ktorych nic sie nie dzieje. Stad tez ta popularnosc
          rugby w NW (w nieco mniejszym stopniu - Australii). Coz ci ludzie tam maja
          robic? Robia to co im zostaje - interesuja sie rugby. Podobnie dzieje sie w
          malych miejscowosciach gdzie jedyna rzecz ktora wzbudza zainteresowanie to
          druzyna sportowa bo innych atrakcji brak. Nie krytuje tego, tylko stwierdzam
          fakt.
          • adamovski Re: rugby - syndrom NW 01.08.07, 00:56
            Hej!

            Zapomniales jeszcze o wedkowaniu. Wedlug Nowozelandczykow wedkarstwo zalicza sie
            do kultury nie do sportu lub hobby ;-))))

            "Fishing is a huge part of kiwi culture"
            www.thread.co.nz/article/568
            Jest dokladnie tak jak piszesz. Cisza, spokoj, nic sie nie dzieje, tak troche
            ciagnie to wszystko zapadla prowincja. I za to naprawde lubie NZ.

            Adam
          • poledownunder Re: rugby - syndrom NW 01.08.07, 01:22
            Nie wiem gdzie w NZ byles (jezeli w ogole byles) i skad te spostrzezenia. Nie
            wiem tez, co bys chcial zeby sie dzialo. Jak dla mnie dzieje sie
            wystarczajaco, nigdy nie mam problemu ze znalezieniem zajecia (nie pasjonuje
            sie sportem i nie lowie ryb). Najbardziej na nude w NZ narzekaja ci, ktorzy
            spedzaja kazdy wieczor przed telewizorem bo nic innego im sie nie chce, i
            smutno im ze za oknem im sie wielki swiat nie odbywa, zeby mogli czasem wzrok
            od telewizora oderwac i za okno przeniesc.

            Odmieszkalam swoje w Londynie (10 lat z kawalkiem), tam owszem zawsze sie cos
            dzialo, az za duzo. Tyle bylo do wyboru, ze trudno bylo z tych dobrodziejstw
            korzystac. A fanow sportu (dokladniej pilki noznej) tylu co w Londynie, i tak
            zapalonych, nigdzie nie widzialam. Moze Londyn to po prostu prowincja, a ja
            nie zauwazylam.
            • Gość: MP Re: rugby - syndrom NW IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 04:46
              > Nie wiem gdzie w NZ byles (jezeli w ogole byles) i skad te spostrzezenia. Nie
              > wiem tez, co bys chcial zeby sie dzialo. Jak dla mnie dzieje sie
              > wystarczajaco, nigdy nie mam problemu ze znalezieniem zajecia (nie pasjonuje
              > sie sportem i nie lowie ryb). Najbardziej na nude w NZ narzekaja ci, ktorzy
              > spedzaja kazdy wieczor przed telewizorem bo nic innego im sie nie chce, i
              > smutno im ze za oknem im sie wielki swiat nie odbywa, zeby mogli czasem wzrok
              > od telewizora oderwac i za okno przeniesc.

              powiem wiecej. mieszkajac w Wellington, gdzie za oknem mam Wellington Harbour,
              a za nim Rimutaka Range, nawet jak nie masz sily sobie czegos zorganizowac, to
              przynjamniej pogapisz sie na ten niesamowity widok.

              zazwyczaj osoby, ktore mowia, ze nie ma co robic, pytam "a co chcialbys robic,
              zeby nie bylo Ci nudno? na czym polega ta 'nuda' w NZ?".. problem jest w tym,
              ze takie osoby zazwyczaj nie maja bladego pojecia, co chcialyby robic albo
              odpowiadaja "no jak to.. usiasiasc z kumplami pod blokiem i wypic piwo.. za tym
              mi sie teskni, bo pojscie do nudnego pubu to nie to samo co melanzyk" i rozmowa
              jest skonczona, rowniez dlatego, ze melanz kojarzy mi sie z miksem owocow lub
              warzyw :)

              tez nie jestem fanem sportu, ale jak jest jakis wazny mecz i nikt inny o niczym
              innym nie rozmawia, to przylaczam sie do rozmowy, albo gdy widze, ze miasto
              zamiera, bo druzyna francuska, ktora od tygodni mowi, ze dokopie All Blacks
              przyjezdza i zdobywa 6 razy mniej punktow, a pozniej zabawa w miescie z kobzami
              o polnocy w centrum miasta jest wydarzeniem lokalnej spolecznosci i nie
              zamierzam sie izolowac, bo jestem z innej czesci globusa.

              inteligentni ludzie sie nie nudza, a NZ daje tak wiele mozliwosci, ktorych
              Polska nie daje (np. weekendowa wycieczka po winnicach w Martinborough albo
              spacer nad oceanem kolo kolonii fok). a rozrywki kulturalne typu kino,
              teatr, 'kabaret', muzeum itp. (nie chce wymieniac, bo znowu odezwie sie jakis
              Kaszub i powie, ze szpanuje stylem zycia, ktory najwyrazniej jest nie do
              pomyslenia w pewnych kregach) przyciagaja tlumy. Koncerty gwiazd roznego
              formatu i roznych gatunkow np. U2, Eltona Johna, G'n'R, Black Sabbath, Red Hot
              Chilli Peppers to tylko niektore z tych, ktore odbyly sie w ciagu ostatniego
              roku.

              ale jesli kogos nic nie interesuje, to nie znajdzie nic ciekawego ani w
              wystawie egipskiej w Te Papa, ani w muzeum motoryzacji, ani w muzeum
              osadnictwa, ani w festiwalu filmow czy jazzowym, ani tez w obserwatorium
              astronomicznym czy w zwyklym spacerze brzegiem oceanu lub w gaszczu lasu
              deszczowego..

              ..ale niech nie opowiada, ze w NZ jest nuda, jesli nie wlozyl odrobiny wysilku
              w to, zeby w ogole zobaczyc, jak wiele NZ oferuje.
      • Gość: ed_wood Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 12:34
        witam wszystkich:)
        nie ukrywam, że również moim marzeniem jest wyrwać się z kraju i zamieszkać gdzieś daleko. wszystkich, którzy marzą i chcą wyjechać zachęcam do ignorowania osób takich jak kaszub. wygląda on na człowieka, któremu trudno dogodzić i zawsze bedzie patrzył na życie od tej gorszej strony. podejrzewam, że nawet gdyby wygrał w totolotka, narzekałby, że źle się stało, bo musi zapłacić ogromny podatek a inni ludzie rzucają się na niego żeby ograbić go z pieniędzy.
        po prostu jest to najczarniejszy typ pesymisty, który nie dopuszcza do siebie, że ktoś może być zadowolony z życia, że komuś może się udać.
        pozdrawiam jeszcze raz podróżników-marzycieli:)
      • finish1 Gdybym miał 30 lat mniej,. 31.07.07, 12:54
        Gość portalu: Anna napisał(a):

        > Super ja tez sie wybieram do NZ nie zamierzam tu dłużej siedzieć w kraju bo
        > mam ambicje na lepsze życie a takiego oczekuje w NZ.

        też bym wyjechał.
        • Gość: MP Re: Gdybym miał 30 lat mniej,. IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 04:53
          na realizacje marzen nigdy nie jest za pozno. kwestia celu w zyciu. ja zyje po
          to, zeby marzenia zamieniac w cele, ktore sobie wyznaczam i pracuje nad tym,
          zeby je osiagnac. gdy juz poznalem NZ, chcialem zobaczyc NZ i w momencie, gdy
          mialem szanse zostac w Europie za troche wieksze pieniadze, wybralem NZ -
          dlatego, ze wydalo mi sie to ciekawsze. oplacalo sie - zobaczyc tyle, ile
          zobaczylem przez te 12 miesiecy, pomieszkac, poczuc smak tutejszego zycia,
          poznac ciekawych ludzi.. to jest bezcenne. to jest realne. otwiera oczy,
          rozszerza perspektywy. na ten krok nigdy nie jest za pozno.. i odmladza :)
          moze nie koniecznie NZ, ale w kazdym nowym miejscu znajdzie sie cos ciekawego.
          im wiecej nowosci, na ktore sie otworzysz, tym ciekawsza i bardziej ksztalcaca
          podroz :)
      • Gość: czytacz autorze, ucz się... polskiego!!! IP: 157.25.204.* 31.07.07, 14:28
        A w Nowej Zelandii wszyscy są na "ty"
        - od kiedy to angielskie 'you' odpowiada polskiemu 'Ty'?

        Ja prowadzę księgowość dla H.O. oraz 4 Franchises i na brak pracy nie narzekam.
        - tego się już tłumaczyć nie chciało?
        • sajjitarius Re: autorze, ucz się... polskiego!!! 31.07.07, 14:50
          "- od kiedy to angielskie 'you' odpowiada polskiemu 'Ty'?"

          A nie odpowiada ?
        • Gość: tatto Re: autorze, ucz się... polskiego!!! IP: 194.176.201.* 31.07.07, 14:53
          Oj czytacz, przesadziles troszeczke....

          Byc po imieniu oznacza, ze np. wolajac druga osobe (ktora nazywa sie dajmy na to
          Paul Smith) mowimy np.: "Paul, mozesz podejsc?" a nie "Mr Smith, czy moze pan
          podejsc?" :) Wiec jesli ktos mowi, ze jest z kims na "ty", to znaczy, ze wola na
          niego/nia "Paul, mozesz podejsc?".

          Wyglada na to, ze to Ty powinienes sie troszeczke dluzej pouczyc angielskiego,
          bo z Twojej wypowiedzi wnioskuje, ze dopiero zaczales - slowko "you" - czyli
          "ty, wy" badz "Pan, Pani" - objasnia sie podczas pierwszej (no, ostatecznie
          drugiej) lekcji :) Ale spoko, sam reagowalem tak samo w 1982 roku, kiedy
          zaczynalem sie uczyc tego jezyka.

          Pozdrawiam

          tatto
          • Gość: MP Re: autorze, ucz się... polskiego!!! IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 08:06
            niektorzy "sa na ty" z kierownikiem jeszcze inaczej, bo mowia: "ty, lolu,
            kopsnij mi ten segregator" (z zycia wziete i to byla osoba z wyzszym
            wyksztlaceniem na praktyce, w pierwszych dniach pracy), wiec nie ma co promowac
            takiego wyluzowania w pracy w NZ, bo w Polsce jest juz luzniejsze :)
            Ola pewnie jeszcze o tym nie wie, bo gdy wyjezdzala do NZ, wszyscy mowili do
            siebie per "pani Halinko" albo "panie dyrektorze" :) juz nie, teraz mowi
            sie "lolu", bo nowe pokolenie magistrow (z pomyslami takimi jak przyklejenie
            szefowi na biurku karteczki post-it.. w ksztalcie rozowego serduszka, albo
            zamowienie business-lunchu dla dyrektora i kilku starszych pan w zakietach w
            restauracji.. z poduszkami do siedzenia na ziemi) wkroczylo na rynek pracy :)

            a moze czytacz chcialby, zebym do wszystkich w pracy mowil per "you" np. "you,
            could you bring me.." :D

            jestesmy "na ty" znaczy, ze jestesmy "po imieniu" i nie klaniamy sie w pas
            nikomu mowiac "dzien dobry panie dyrektorze", bo jest to przesadna kurtuazja w
            miejscu pracy, gdzie struktura pozioma firmy jest wazniejsza od struktury
            pionowej.
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka