Gość: Iga
IP: informatyka:* / 192.168.117.*
05.09.03, 13:55
Na pewno wielu z was to przeyżyło - telefon od szefa, papierki, już tu nie
pracujesz. U mnie było tak:
Wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim. Przed urodzeniem potomka oddałam
firmie 100 procent czasu - taka praca. Świątek, piatek, niedziela, wigilia,
sylwester, miesiącami nie miałam ani jednego wolnego dnia. 10 dni po
powrocie z macierzyńskiego (nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby pójść na
wychowawczy, bo przecież FIRMA) dostałam telefon z centrali - przyjeżdżaj.
No to jadę. Już jak weszłam, wiedziałam co się święci. Dyrektor zmięszany,
drugi szef nerwowy - Pani Igo, jest cięzko, musimy się łozstać (nie wymawia
r). Tu nastąpił długi wywód o tym, że w zasadzie byłam Pracownikiem Roku i
nie ma większej starty dla Firmy, jak pozbycie się mnie.Jeżeli potrzebuję
referencji - oczywiście. Opdrawa - jak najbardziej. Być może za jakiś czas,
jak minie recesja - czekają na mnie z otwartymi ramionami. No cóż, otarłam
łzy na korytarzu i zaczęłam szukać nowej pracy.
Za kilka dni szef zadzwonił do mnie na prywatną komórkę - Jeżeli zgodzi się
pani na obniżenie stawki, to może jakiś etat by się znalazł, ale płoszę o
tym nikomu jeszcze nie mówić itp.
Jako ze niemal już załatwiłam sobie lepszą pracę (hi, hi, hi, ale fuks)
powiedizałam mu chłodno, ze może mnie cmoknąć (no, nie dosłownie). po czym
za parę dni doweidziałam sie, że odprawa mi się nei należy, bo dostałam
drugą propzycję pracy od nich i jej nie przyjęłam !!! Myślałąm, że padnę
trupem. Na szczęście jakoś dotarło do nich, że udało mi się załapać na dość
wysokie stanowisko do firmy, od której w jakiś tam sposób są zależni.