ellesar-u
14.10.03, 16:58
W zeszlym tygodniu bylem na rozmowie kwalifikacyjnej w pewnej firmie
komputerowej. Rekrutacja byla zorganizowana na naprawde wysokim poziomie,
podzielona na kilka etapow
I - test 30min. , pytania z zakresu wiedzy IT oraz test psychologiczny
Na pytania z IT odpowiedzialem dosc latwo, balem sie troche o test
psychologiczny (jestem seryjnym morderca ;p). Do drugiego etapu wzieto 20
osob (w tym mnie), osoby ktore przeprowadzaly rekrutacje umowily sie ze mna
na rozmowe kwalifikacyjna, tego samego dnia
Poszedlem do domu, zjadlem, odpoczalem no i przybylem na umowione spotkanie.
Panowie byli wczesniej na obiedzie, spotkania odbywaly sie z 20min
opoznieniem. No to "siadlem" na korytarzu. Czlowiek jest ciekawska bestia,
wiec sie nie powstrzymalem i przystawilem ucho do drzwi, podsluchujac co oni
tam gadaja
Przyszla kolej na mnie. Zaczeto mi zadawac typowe, podchwytliwe pytania typu
"Jak Pan sobie radzi z niepowodzeniami?"
"Jak Pan sobie radzi ze stresem?" itd itd
Rodzice mnie wychowali na uczciwego czlowieka, wiec mowilem prawde. Zadnych
sztywnych, schematycznych do bolu odpowiedzi - zwlaszcza takich ktore mozna
wyczytac w poradnikach "Jak sie zachowywac na rozmowie kwalifikacyjnej"
Do trzeciego etapu oczywiscie sie nie dostalem, przyczyna nie byly
kwalifikacje i doswiadczenie, to akurat mam na wysokim poziomie. Poprostu -
nie mowilem tego co pracodawca chcial uslyszec
Probowalem wcielic sie w pracodawce i zastanowic po co mi pracownik, ktory
sie uczy na pamiec odpowiedzi na pytania, nie jest soba, mowi to co ja chce
uslyszec. Po co komu taka osoba? Przeciez idealnego pracownika nie ma. Im
bardziej ktos wydaje mi sie doskonaly, tymbardziej nie widze jego sztucznosci
Nie wiem czy ja zle mysle, czy pracodawca. Wazne ze mam kwalifikacje,
kilkuletni staz... a pracy brak
Pozdrawiam