Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Urząd Marszalkowski. Test + rozmowa.

    IP: *.dip.t-dialin.net 20.10.08, 09:49
    Czy ktoś już przechodził taki etap, może w innym dowolnym urzędzie i może coś
    powiedzieć w zakresie jaki jest ten test czy bardzo szczegółowy co do
    wymienionych w ogłoszeniu aktów prawnych i czy później taka rozmowa po teście
    również dotyczy wiedzy merytorycznej czy to już raczej jest taka gadka ogólna
    o życiu??? Dziękuję za odpowiedzi.
      • totus.tytus Test? no daj spokój, proszę Cię 20.10.08, 10:17
        w urzędzie marszałkowskim??? jakiś test??? jakaś rozmowa??? jeśli nie było
        "rozmowy" na temat tego, kogo znasz i kto za Tobą stoi, to śmiało możesz sobie
        darować swoje wątpliwości.
        No, może to być "gadka o życiu", czyli jak żyjesz z wujkiem/ciocią, którzy Cię
        zaprotegowali.
      • wojo.b Re: Urząd Marszalkowski. Test + rozmowa. 20.10.08, 10:54
        Owszem, byłem na rozmowie w urzędzie marszałkowskim w Rzeszowie. Owszem,
        przepytywali z ustaw. Tylko, że każdego pytali o to samo, więc jak pogadasz z
        ludźmi i nie pójdziesz pierwsza, to będziesz znać i pytania i odpowiedzi. Byłem
        na dwóch rozmowach, jeden z panów przepytywał z ustaw ogólnych, a drugi, szef
        departamentu z zakresu tematycznego którym niby miałbym się zajmować.
        Dla mnie te rozmowy były dziwne, widać było, że tak naprawdę panowie, choć mili,
        nie są zainteresowani mną jako potencjalnym pracownikiem, moim potencjałem,
        umiejętnościami, tym czy będę się do pracy nadawał, czy jestem w stanie
        zrozumieć temat, którego dotyczy stanowisko pracy... Jakie ma w praktyce
        znaczenie, czy wiem ilu radnych liczy sejmik? No dobra, wiem ilu liczy. I co,
        dostanę te robotę? Mam przecież niezłe wykształcenie, w tym podyplomowe studium
        samorządowe na dobrej uczelni i kilkuletnia praktykę w branży funduszy UE. E tam...

        To wszytko jest pośrednim dowodem na to że konkursy są dla picu. Znam osobę,
        która faktycznie dostała się do urzędu bez znajomości. Jest po prostu fachowcem
        i zna się na swojej robocie. Urzędy też takich potrzebują, bo jakoś robota musi
        hulać. Ale ta sama osoba potwierdza, że przyjmują masy tumanów bez jakichkolwiek
        umiejętności i wiedzy w branży w której mają działać. Zamiast wdrażać się w
        zakres swoich przyszłych obowiązków, zajmują się plotkowaniem i ogólnie dobrą
        zabawą. Czuja się pewnie, bo wiedzą że są umocowani i mają wszystko w nosie.
        Osoba ta jest przerażona, jak będzie wyglądała praca w tym departamencie, jak
        ruszy unijny fundusz który mają obsługiwać, po prostu ci ludzie nie znają
        podstawowych pojęć ani mechanizmów funkcjonowania funduszy UE.I nie są
        zainteresowani ich poznaniem.
        Jeżeli kandydujesz na "coś" poniżej specjalisty to prawdopodobnie będziesz
        statystą w przedstawieniu. Sorry...
    Pełna wersja