asia.su
29.10.03, 22:26
Jakiś czas temu, kiedy część forumowiczów czyniła pewne zabiegi, aby zostać
ławnikiem (ja - parę rozmów, 2 wizyty, bombonierka- chodziło z sad pracy więc
związki zawod.), padło pytanie - czy i tym razem najważniejsze będą
znajomości.
Napisałam wtedy, że o funkcję ławnika staram sie ja i moja koleżanka - obie
bezrobotne prawniczki, i że jeżeli żadna z nas się "nie dostanie" to wiadomo
o co chodzi.
No i żadna z nas nie została wybrana.
W moim mieście zostali za to ławnikami - radny (członek 2 komisji w Radzie
Miasta),kierownik i zastępca kier. urzędu pracy, dyr. jednej z podstawówek i
pewno inne ważne osóby, których nie udało nam sie zidentyfikować.
I teraz myślę sobie i po co mi to było? Po co była ta nadzieja, że w końcu
zacznę coś robić , czegoś się uczyć.
Ani mi ani koleżance nie chodzi już o pieniądze tylko o zajęcie.
A jak Wam poszło?