Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Pierwsza praca – koniecznie na studiach?

      • wlodi9 Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach 18.02.09, 17:09
        Wiecie co? Większość z Was powtarza jak zaklęta, że pracować, pracować i jeszcze
        raz pracować na studiach, że zawsze się da wygospodarować 2-3 dni na pracę w
        tygodniu, rzucacie przykładami, ale żeby powiedzieć, jak to pogodzić skutecznie,
        to już nikt mądry nie jest. Zależy mi bardzo na ocenach, chcę pracować, ale też
        mieć nadal piątki w indeksie, bo ciekawią mnie moje studia (mimo obelżywych słów
        co poniektórych osób pod adresem biednego zarządzania) i tyle. Skoro wszyscy
        obecni niemalże bez wyjątku pracowali studiując, to może powiedzą, jak to
        pogodzić w sesji? Jak się uczyliście żeby nie wylądować z poprawkami? hektolitry
        kawy i wio? Mierzenie szybkości nauki w tygodniach na godzinę? Bo nie wierzę, że
        byliście tacy systematyczni.
        • Gość: Hamerykanin Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.nwrk.east.verizon.net 18.02.09, 17:38
          Nie wiem jak to dziala w Polsce. W USA moglem sobie ustawic plan zajec tak, ze
          mialem klase od 6-9 wieczorem kazdego dnia. Do pracy jezdzilem rano od 9-5,
          potem do szkoly. Nie uczylem sie podczas tygodnia, bo raz ze po calym dniu
          pracy/szkoly nic mi sie juz nie chcialo, a dwa ze nie bylo juz wieczorem czasu.

          Cala nauke, zadania domowe - zwalalem na Niedziele (zrobilem sobie Soboty dniem
          wolnym od pracy i nauki). Wymaga to odrobine dyscypliny, bo nie mozesz pozwolic
          sobie na zalegloci, i musisz o wiele bardziej koncentrowac sie na wykladach,
          zeby wiecej z nich wyniesc, i nie tracic czasu w domu. Przed egzaminami
          koncowymi uczylem sie takze w Soboty.

          Taki tryb zycia jest nie dla kazdego, ale zawsze mozna brac mniej przedmiotow,
          jezeli jest tego za duzo. Lepiej skonczyc studia rok pozniej z doswiadczeniem,
          niz na czas, bez.
          • Gość: J Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: 217.173.100.* 18.02.09, 17:51
            Ja zaczynalam praktyki pod koniec pierwszego roku studiow, nie bylo
            to zatrudnienie stale, tylko na umowy zlecenia lub umowe o staz. I
            wymagalo to wileu wyrzeczen.
            Niestety nie przynioso mi to doslownie niczego - ani korzysci
            finansowych, ani zawodowych, kiedy staralam sie o prace po studiach
            ("ma Pani za wysokie kwalifikacje", " potrzebujemy wiekszego
            doswiadczenia itd"). Po roku poszukiwan wyjechalam z Polski i
            dopiero w nowej ojczyznie znalazlam prace zgodna z wyksztalceniem i
            doswiadczeniem.
            Moja rada, to mimo wszystko probowac pracujac na stazu czy umowach
            zlecenia - macie wtedy okazje poznac siebie w srodowisku pracy,
            rozwinac swoje zainteresowania. Jezeli sie pomylicie nic sie nie
            stanie, uczycie sie na wlasnych bledach. Ale nie warto poswiecac sie
            w 100% dla tego. I pamietajcie o roznicy miedzy praca w
            wolontariacie (slynne darmowe staze) a zwyczajnym i bezczelnym
            wykorzystywaniem ludzi.
        • morfinka79 Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach 18.02.09, 17:45
          Tak, koniecznie. Studia - dzienne konczylam 6 lat temu, od mniej
          wiecej drugiego roku pracowalam na umowe o dzielo, kazde wakacje
          przepracowane w USA na wizie J1. Oceny nikogo lub malo kogo
          obchodza, liczy sie to, co potrafisz a przede wszystkim jak sie
          zaprezentujesz na rozmowie. I uwierz mi, wszystkie tzw kujony z
          mojego roku z wys srednia skonczyly na marnych posadkach podczas gdy
          reszta doskonale sobie radzi.
          Jak pogodzis studia z praca? Nauczyc sie zarzadzac swoim czasem,
          zapomniec o tym, ze studia to przedluzenie mlodosci i czas zabawy bo
          te czasy dawno minely, polubic kawe, wybrac kilka przedmiotow z
          ktorych chcemy byc b.dobrzy a reszte zaliczac, w syt b.kryzysowych
          wspomoc sie amfetamina choc do tego akurat nie namawiam:)
        • Gość: Dani Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.3-213.fix.bluewin.ch 18.02.09, 18:25
          Po pierwsze: zdecydowanie nie "pracować pracować i jeszcze raz pracować". To przegięcie w drugą stronę, ze studiów musi coś jeszcze zostać oprócz nauki i pracy.

          A jak? Nie wiem... "Piątki w indeksie" :-))) Może u Ciebie to się da zrobić, u mnie to było trochę nierealne - generalnie >4.0 byli _dobrzy_ studenci a powyżej 4.5 elita :D (ja utrzymałem solidne 4.2-4.3, choć, nie chwaląc się, bez żadnej poprawki przez całe studia :-)). I to jest zresztą moim zdaniem prawidłowe kształtowanie ocen przez kadrę. Krzywa Gaussa :)

          Nie napisałem "obelżywych słów pod adresem zarządzania". Studia jak każde:

          - nie jakoś kosmicznie trudne - nie ma tam chyba dowodzenia *ze zrozumieniem* twierdzeń na N-wymiarowych algebrach abstrakcyjnych (gdzie po dwóch dniach nauki nadal nie wiesz czym się różni jeden znaczek od drugiego a głowa boli), albo cytowania z pamięci 1842-tej strony 98142731-tego dzieła Katona, a rozkład ocen na roku jest j.w... może bardziej ze średnią w okolicach 2.5

          - ani też specjalnie proste - jak np. takie, które sprowadzają się głównie do chlania na wykopaliskach, a byle dresiarz, urządzający dzień w dzień całonocne imprezy w akademiku (przeszkadzając innym się uczyć) ma najwyższe stypendium naukowe - przykład niestety z praktyki.

          Moja uwaga dotyczyła kombinacji: zarządzanie + IV rok + brak czasu. Sorry, ale coś tu nie gra. Nawet na najbardziej hardcore'owych kierunkach (ścisłe na MiMUW, prawo na UJ itp) ludzie na IV roku w większości już robią coś poza wydziałem, nawet niekoniecznie komercyjnie - tak jak napisałem w poprzednim poście, tu naprawdę nie chodzi o $$$ ani doświadczenie jako Managing Director w koncernie motoryzacyjnym, ale o COŚ.

          A jak to osiągnąć - obstawiam, że trzeba się postarac. Albo obniżyć sobie cele.


          BTW, prawo i matematyka/informatyka powyżej są tylko jako przykłady - pewnie znalazłyby się analogiczne wydziały z fizyką albo coś na SGH. Chodzi mi głównie o to, że zarówno wśród kierunków ścisłych jak i humanistycznych można znależć studia i "studia". I Twojego zarządzania wcale nie widzę gdzieś na dole tej klasyfikacji ;-)

          • psc0 Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach 20.02.09, 01:06
            Naprawdę nie mogę czytać niektórych komentarzy..
            Ludzie jak ktoś się woli bawić na studiach lub jest na tyle ograniczony, że musi
            siedzieć całymi dniami nad książkami proszę bardzo (oczywiście są i takie
            kierunki na których trzeba.. ale co nich zaliczam np medycynę..) Chcecie mieć
            coś ze studiów? Dlaczego nie.. bimbajcie sobie, uczcie się, ale przyszłość sama
            nie zapuka do drzwi..
            Jestem na drugim roku studiów, pracuję... od 2klasy liceum, na początku w
            weekendy, po to by mieć na imprezy, droższe ciuchy i ku zdziwieniu wielu..
            zdałam maturę i jestem w całkiem dobrej szkole na dziennych studiach. Od matury
            pracuję wieczorami w biurze, w zawodzie zupełnie nie związanym z kierunkiem
            moich studiów (a kto wie jak się życie potoczy i w jakiej firmie kiedyś nie
            wyląduje? I czy mi się to doświadczenie nie przyda?) Zajęć na uczelni troszkę
            mam, uczyć się muszę, owszem.. zdarza się, że przyjdę nie przygotowana na
            zajęcie.. co z tego, siądę w weekend i to nadrobię. W szkolę uczę się suchych
            faktów, nabywam wiedzę, a w pracy uczę się pracy w zespole, solidności i wielu
            innych rzeczy.
            Moim zdaniem w dobie dzisiejszych przemian powinniśmy stawiać na wszystko,
            człowiek powinien mieć swoją specjalizację, ale nie ograniczać się tylko do
            tego. Jak już mówiłam, nigdy nie wiadomo czym będziemy musieli się zajmować w
            przyszłości.
            Dodam także, że nie ograniczam się do pracy i szkoły (no.. może w sesji ;-) )
            imprezuje, bawię się, wyjeżdżam ze znajomymi (dzięki takiemu stażowi w firmie
            mogę sobie pozwolić na "szefie .. proszę.. wyjazd ze znajomymi.. (ktoś tam) mnie
            zastąpi.. "
            Jak się chce, to się da.. a osoby mające "wielkie aspiracje" myślące, że dyplom
            to wszystko są dla mnie po prostu osobami leniwymi którym dobrze jest tak jak jest.
            Człowiek uczy się każdego dnia, przy wszystkim co robi. Choćby student
            weekendami rowy kopał.. zawsze się przy tym nauczy jak łopatę trzymać :-)
            Nie wiem jak wy.. ale ja pracuję dla siebie, dla własnej satysfakcji,
            doskonalenia się, edukacji.. w najmniejszym stopniu dla pieniędzy, ponieważ mam
            na tyle komfortową sytuację, że nie musiałabym pracować.

            Dodam do tego, że mam w rodzinie osobę zajmującą się rekrutacją, kiedyś się
            pytałam jak to wygląda.
            Usłyszałam tyle, że studia muszą być, to jest podstawa bez której się nie
            rozmawia, ale zaraz po nich patrzy się na to co dana osoba robiła, czy jest
            pracowita, jeśli pracowała w różnych zawodach znaczy, że potrafi odnajdywać się
            w różnych sytuacjach, jeśli pracowała podczas studiów znaczy, że potrafi
            organizować swój własny czas, potrafi wskazywać sobie cele i do nich dążyć..


            Tak więc pozdrawiam wszystkie leniuszki które później mówią, że teraz w Polsce
            nie ma pracy dla ludzi z wyższym wykształceniem :-)
        • Gość: lipka Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.centertel.pl 19.02.09, 09:32
          Jeśli zależy Ci na piatkach, tomoże byc ciezko. Ja jak zaczelam pracowac, od
          razu spadlam z piatek na nieco gorsze stopnie, ale nie bylo tragedii, troj,
          poprawek ani nic z tych rzeczy. Fakt, jak jestes zmeczony po pracy, ciezko idzie
          kucie, zwlaszcza jak kawa juz przestaje na cienbie dzialac (ja zreszta jako
          nadcisnieniowiec w ogole kawy pic nie moge). Robilam tak, ze staralam sie po
          pracy wieczorem przynajmniej 2 godziny posiedziec, w weekendy oczywiscie wiecej.
          Jest taki specyfik jak Memotropil, lekarze na recepte to wydaja, na poprawe
          koncentracji - brałam to i mogłam się jakoś skupić, może tego spróbuj?? Ale
          oczywiscie najpierw poszukaj tej pracy :) Wolontariat to tez nizly pomysl. pzdr.
      • sleepysheep Jak się chce, to można... 18.02.09, 17:44
        To oczywiście jest dość mocno uzależnione od kierunku studiów i przyszłego
        zawodu, ale ja jestem zdania, że jak się chce, to pracę zawsze można dostać.
        Nawet jeśli od razu nie przypadnie Ci w udziale stanowisko kierownika czy
        dyrektora, to w końcu i tak do niego dotrzesz jeśli się uprzesz:) Kwestia uporu,
        nastawienia, a przede wszystkim rzetelności w wykonywanej pracy.
      • Gość: m Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.chello.pl 18.02.09, 18:21
        ja pracuje od 2 roku studiow i teraz na 4tym dzieki temu juz znalazlam ciekawa
        prace. a kierunek studiow trudny i techniczny, a ponizej 4.0 nie schodze (a i
        4.6 sie trafilo) - jakos da sie. Trzeba chociaz sprobowac. I to procentuje.
      • Gość: jill zdecydowanie tak IP: 94.254.131.* 18.02.09, 19:30
        moim zdaniem można pogodzić pracę i studia i o dziwo;) im ma się
        wiecej zajęć i obowiązków tym lepiej organizuje się czas..zaczęłam
        pracę przed 3 rokiem dziennych.jest związana z kierunkiem, finansowo
        nawet nieźle i co najważniejsze nauczyłam się, że praca to zupełnie
        inny świat niż uczelnia..no i jak napisał Dani pozwala to na w miarę
        bezbolesne "przejście od słodkiego żywota studenta-pijaka, do
        rutynowej młócki" :)
      • Gość: lalie Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.ghnet.pl 18.02.09, 20:01
        Moim zdaniem powinno sie dazyc do tego, aby zdobyc jakies doswiadczenie zawodowe jeszcze na studiach. Jasne, nie na kazdym kierunku studiow jest to mozliwe, nie zawsze znajdziesz prace od razu, ale mozna probowac. Ja jestem na 3 roku studiow dziennych, studiuje tak "wysmiewany" kierunek jak socjologia na dosc prestizowej panstwowej uczelni i od pewnego czasu pracuje w wydawnictwie :) Praca na umowe zlecenie, przychodze kiedy chce, wychodze kiedy chce, pensja liczona od godzin i od zrealizowanych projektow - bardzo dobre zarobki jak na studenta. Czyli dac sie da. Potrafie sobie wygospodarowac 3 dni w tygodniu na taka prace, ale to sie wiaze tez z wyrzeczeniami - nie mam ferii, wakacji itd. Z sesja zadnych problemow nie mialam, zadnej poprawki, a zeby bylo zabawniej - mam lepsze wyniki w nauce niz kiedy nie pracowalam. Praca pozwala ci na nauczenie sie lepszego gospodarowania twoim czasem, mnie dodatkowo motywuje, chce mi sie cos robic, nawet mimo zmeczenia, bo mam swiadomosc, ze za moim wysilkiem ida zarobione pieniadze, ktore pozwalaja mi uniezaleznic sie od rodzicow.

        Pozdrawiam i zycze powodzenia - czy to na studiach, czy w pracy.
      • Gość: Anna To po kiego studia IP: 94.254.150.* 18.02.09, 20:23
        Czytając Wasze posty zastanawiam się po co właściwie studia, które nic nie dają.
        Lepiej zacząć pracować zaraz po maturze, nie sądzicie? Sorry, ja tu nie chcę
        zaklinać rzeczywistości, jestem po studiach na których łączenie nauki z pracą
        było praktycznie niemożliwe (ogrom nauki plus liczba godzin zajęć) przez całe 6
        lat. Ba, po studiach nikt nie oczekiwał doświadczenia, po nich dopiero zaczynała
        się prawdziwa nauka. Wiec może mam "zwichnięte" spojrzenie i nie do końca
        rozumiem realia panujące na rynku dla większości młodych ludzi. I szkoda mi
        czasem ludzi, którzy mają takie parcie na karierę, czy konieczność życiową, że z
        perspektywą spędzenia 40 kilku lat w pracy, zaczynają już na studiach.
        Ja przyznam się szczerze, że zawsze bardzo podejrzliwie patrzę na CV, w których
        widać ze nauka była łączona z pracą na cały etat. Bo od razu mi się nasuwa myśl:
        albo te studia były tak banalne, albo kandydat robił je tylko dla papierka i
        miał je w głębokim poważaniu. I co z tego, ze ma x lat doświadczenia w jakiejś
        pracy? Tutaj znowu mogę być wyjątkiem od reguły: gdy przeglądam CV zawsze
        najbardziej interesujące są te gdzie jest działalność w kołach studenckich,
        stowarzyszeniach, stypendia i prace naukowe za granicą na dobrych uczelniach. To
        mi pokazuje otwartość umysłu, umiejętność rozwiązywania problemów i pracy w
        grupie. Nie dajcie się ludzie zwariować!
        • Gość: S Re: To po kiego studia IP: *.acn.waw.pl 18.02.09, 21:30
          Studia w naszych polskich realiach niestety są stratą cennego czasu.

          Jednak żyjemy w takiej rzeczywistości że dyplom przynajmniej magistra trzeba
          mieć i koniec, nie można z tym dyskutować. A studia uważam za stratę czasu
          ponieważ sam pracuję na pełen etat (w bardzo dobrej firmie w zawodzie ktory mnie
          interesuje) studiuje jednoczesnie na 4 roku zarządzanie na sgh z calkiem
          niezlymi ocenami. Bądźmy szczerzy - czy gdyby uczelnia poważnie podchodziła do
          nauczania to taka sytuacja byla mozliwa? Oczywiscie ze nie. Jednak z uwagi na
          absolutny brak wymagan, a co za tym idzie brak jakiejkolwiek wartosci dodanej
          przez uczelnie, studia w Polsce trzeba odbębnić i robić swoje. Co więcej, mówię
          o SGH, uczelni pretendującej do tytułu "najlepszej" więc strach pomyśleć co
          dzieje się na uczelniach tzw "słabszych"...
          • Gość: Anna Re: To po kiego studia IP: 94.254.150.* 18.02.09, 22:03
            Qrczę, załamałeś mnie :-))) Daję słowo, zawsze sądziłam, ze SGH to taka
            uczelnia, która daje wiele możliowości i wiele wymaga.
            To jest błędne koło-studiowanie na studiach, które niczego nie dają, ale
            konieczny jest papierek i pracowanie podczas studiów bo studia nic nie dają,
            więc trzeba się czegokolwiek nauczyć.
          • piot-r-wawa Re: To po kiego studia 18.02.09, 23:37
            > Studia w naszych polskich realiach niestety są stratą cennego czasu.
            >

            Jak się studiuje lans i bans w wyższej szkole lansu i bansu (SGH itp.
            marketingo-psychologio-socjologie), to faktycznie masz rację. Ale wyobraź sobie,
            że są uczelnie i kierunki, na których faktycznie się studiuje - w pełnym tego
            słowa znaczeniu.
            Także mów za siebie.
            • Gość: S Re: To po kiego studia IP: 213.86.33.* 19.02.09, 12:17
              Każdy studiuje to co chce - jeżeli uważasz studia ekonomiczne za gorsze to tylko
              i wyłącznie twoja sprawa i problem. A może wyjawisz jaki kierunek ty wybrałeś?
              Bo po sposobie wypowiedzi zgaduję że studiujesz na politechnice i jesteś bardzo
              dumny z tego że takie to trudne rzeczy robisz i takie skomplikowane obliczenia.
              Mylę się?
              • piot-r-wawa Re: To po kiego studia 19.02.09, 13:56
                Gość portalu: S napisał(a):

                > Każdy studiuje to co chce - jeżeli uważasz studia ekonomiczne za gorsze to tylk
                > o
                > i wyłącznie twoja sprawa i problem.

                Ależ wcale tak nie uważam. Z tym że te całe "studia" z marketingu mają się nijak
                do studiowania ekonomii.

                > A może wyjawisz jaki kierunek ty wybrałeś?
                > Bo po sposobie wypowiedzi zgaduję że studiujesz na politechnice i jesteś bardzo
                > dumny z tego że takie to trudne rzeczy robisz i takie skomplikowane obliczenia.
                > Mylę się?

                Mylisz, bo nie studiowałem na politechnice. Ale tylko częściowo, bo oczywiście w
                porównaniu do studiowania lansu i bansu na wyższej szkole
                marketingo-psychologio-socjologii robiłem na studiach rzeczy trudne i
                skomplikowane. Dyskutowanie o tym nie ma sensu, bo dla mnie powyższe jest
                oczywiste, a jak ktoś pięć lat leserował studiując pranie mózgów ciemnym masom,
                to może nie rozumieć różnicy pomiędzy prawdziwą nauką a pierdzeniem w stołek.
                • Gość: S Re: To po kiego studia IP: 213.86.33.* 19.02.09, 16:15
                  Coż, gratuluję samopoczucia i szczęścia życzę z takim podejściem do ludzi. Sam
                  nie studiuję marketingu ale nazywanie jakiegokolwiek kierunku baunsem i lansem
                  na podstawie jakichs dziwnych stereotypow uwazam jedynie za ignoranctwo. No ale
                  po to sie marketing stuiuje zeby ignorantami sterowac, wiec wszystko sie nawet
                  uklada w calosc :)

                  A mozesz, drogi trollu, napisac co jest tą "prawdziwą nauką" a co pierdzeniem w
                  stolek?
                  • piot-r-wawa Re: To po kiego studia 19.02.09, 23:23
                    Gość portalu: S napisał(a):

                    > Coż, gratuluję samopoczucia i szczęścia życzę z takim podejściem do ludzi. Sam
                    > nie studiuję marketingu ale nazywanie jakiegokolwiek kierunku baunsem i lansem
                    > na podstawie jakichs dziwnych stereotypow uwazam jedynie za ignoranctwo. No ale
                    > po to sie marketing stuiuje zeby ignorantami sterowac, wiec wszystko sie nawet
                    > uklada w calosc :)

                    Racja, a tym samym mistrzom zarządzania możemy podziękować za obecny kryzys.

                    >
                    > A mozesz, drogi trollu, napisac co jest tą "prawdziwą nauką" a co pierdzeniem w
                    > stolek?

                    Chemia, fizyka, matematyka to jest nauka. Markieting, stosunki międzynarodowe,
                    socjologie i tym podobne to co najwyżej dobre tematy na semestralny wykład w
                    korespondencyjnej szkole szycia ściegiem łańcuszkowym.
                    • Gość: S Re: To po kiego studia IP: 213.86.33.* 20.02.09, 09:37
                      Ech, wlasnie przez takie myslenie w tym kraju jest tak jak jest... :/ Tak, masz
                      racje - jak ktos studiuje chemie to sie liczy. Jak ktos studiuje socjologie to
                      znaczy ze szydelkuje korespondencyjnie. Masz podobne kategorie tez na inne
                      dziedziny otaczajacej rzeczywistosci? Narodowosc, kolor skory? Nie no, nie moge
                      jakie to jest dupomyslenie... Wlasnie takiej elastycznosci i otwartej glowy
                      czesto brakuje ludziom na kierunkach o ktorych piszesz a ktora jest chyba jedna
                      z wazniejszych rzeczy w zyciu.
                    • Gość: studentka Re: To po kiego studia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.09, 17:36

                      hehe... poszedł byś n takie studia to byś sie przekonał jak bardzo
                      się myslisz. My tą Twoją matematyke używamy jako narzędzia do
                      dalszych działań, a nie ona nas.. być ekspertem w jednej dziedzinie
                      nic nie daje. Połączenie wiedzy z kilku dziedzin daje sukces. Prosty
                      przykład. Motywacja pracownika. Z punktu matmy wyszło by, że im
                      więcej będzie zarabiał i mniej pracował powinnien byc zadowolony,
                      ale już w punktu psychologii wygląda to troszeczke inaczej. np.
                      trzeba wziąć pod uwagę samorealizację.
                  • exxon71 Re: To po kiego studia 23.02.09, 06:36
                    Heh, ja tez studiowalem na SGH i niestety, zgodze sie z tym, ze
                    zarzadzanie i marketing to w duzej mierze "lans i bauns". Oczywiscie
                    takze w ramach tego kierunku mozna wybrac bardzo ciekawe i konkretne
                    specjalizacje, jak np. badania marketingowe, ale mozna
                    tez "przesliznac sie" najmniejszym wysilkiem.

                    Na SGH jest duza dowolnosc wyboru przedmiotow w ramach danego
                    kierunku. W praktyce mozna - szczegolnie wlasnie na zarzadzaniu
                    marketingu - wybierac zajecia niczego nie uczace, a mozna tez pojsc
                    na cos konkretnego. Ale to juz zalezy od tego czy ktos studiuje dla
                    papierka, czy po to zeby sie czegos nauczyc.

                    Moim celem bylo przede wszystkim to drugie i mysle, ze mi sie udalo.
                    Duzo sie nauczylem i procentuje to teraz w mojej obecnej pracy (w
                    dziale finansow, w miedzynarodowym koncernie, w centrali za
                    granica). Oczywiscie, jesli ktos bedzie sie uczyl tylko pod katem
                    jak najlatwiejszego zdania egzaminow, to potem mu sie ta wiedza w
                    pracy nie przyda. Ale jak sie wybiera ciekawe przedmioty u dobrych
                    wykladowcow, to zareczam ze mozna zdobyc wiele przydatnej wiedzy.

                    Ale swoja droga laczenie pracy ze studiami (byle w rozsadnych
                    proporcjach - ja dopiero na ostatnim semestrze pracowalem w pelnym
                    wymiarze godzin) na pozniejszych latach studiow jest na SGH
                    koniecznoscia - kazda teorie trzeba wykorzystywac w praktyce, bo
                    inaczej po prostu "wyleci ona z glowy".

                    A wczesniej mozna zdobywac doswiadczenia chociazby dzialajac w
                    organizacjach studenckich - sam mialem duzo takich doswiadczen i
                    wiem ze m.in. dzieki temu nigdy nie mialem problemu ze znalezieniem
                    dobrych praktyk, czy pracy.

                    Podsumowujac - w zawodzie finansisty czy menedzera sama nauka
                    podczas studiow na pewno nie wystarczy. Ale tez uwazam ze kompletne
                    olanie studiow i nie korzystanie z mozliwosci zdobycia wiedzy od
                    wielu ekspertow jacy prowadza zajecia na SGH (oczywiscie jest tez
                    mnostwo slabych wykladowcow - ale przeciez mozna wybierac) to
                    glupota. I tak potem powazniejsze korporacje wysylaja czlowieka na
                    kursy typu ACCA, CFA, CIMA, itp. Jak ktos sie przylozy, to duza
                    czesc tej wiedzy zdobedzie juz na studiach. Trzeba tylko chciec.
        • Gość: scott Re: To po kiego studia IP: 94.254.131.* 18.02.09, 21:35
          a nie myślałaś o tym, że w trakcie studiów (mimo nawału
          nauki,zaliczeń,kolosów itp.) można znaleźć fajną pracę, nawet na
          kilka godzin w tygodniu, w której można wykorzystać teoretyczną
          wiedzę ze studiów i nie musi ci być szkoda ludzi "którzy mają takie
          parcie na karierę, czy konieczność życiową", bo praca może być
          przyjemnością:)
          • Gość: Anna Scott IP: 94.254.150.* 18.02.09, 21:47
            Ja mówię o pracy na cały etat (40h w tygodniu) plus studia dzienne. Nie jestem w
            stanie uwierzyć, że można te dwie rzeczy bezkolizyjnie połączyć. Albo to są
            studia,na których palcem w bucie nie trzeba kiwać albo się nie chodzi na
            zajęcia. O jakiejś sensownej nauce nie wspomnę.
            A jeśli ktoś ma to szczęście, że studiując ma możliwość spędzania paru godzin w
            pracy, która jest pasją- to tylko mogę szczerze pogratulować.
            • Gość: doman Re: Scott IP: *.xdsl.centertel.pl 18.02.09, 23:01
              Bardzo interesujący temat. W mojej ocenie im student wcześniej rozpocznie prace
              tym szybciej zauważy, że studia to tylko papierek, nieważne z jakimi ocenami.
              Przykre to, ale prawdziwe.

              Sam studiuję dziennie na 4 roku UW jednego z lepszych kierunków, a do pracuję w
              branży związanej z moim kierunkiem na cały etat, mam umowę podpisaną na czas
              nieokreślony. Wydawać by się mogło, że odbije się to na moich wynikach na
              uczelni (a mam stypendium naukowe) - nic bardziej błędnego - ostatnia sesja była
              najlepsza w historii mojego studiowania. W tej chwili myślę nad tym, żeby
              ponadto założyć jeszcze własną firmę.

              Mogło by wydawać się, że jestem wyjątkowy - nic bardziej błędnego. Z mojej klasy
              z LO (a nie utrzymuję z wszystkimi kontaktu) wiem, że 2 osoby też pracują na
              całe etaty - studenci dzienni Politechniki i SGH. Tak więc drodzy koledzy i
              koleżanki można, trzeba tylko chcieć.

              • piot-r-wawa Re: Scott 18.02.09, 23:42
                > Sam studiuję dziennie na 4 roku UW jednego z lepszych kierunków, a do pracuję w
                > branży związanej z moim kierunkiem na cały etat, mam umowę podpisaną na czas
                > nieokreślony

                Ciekawe, że nie zdradzasz co to za kierunek. Niech zgadnę: marketing? A nie,
                może jednak... psychologia?
            • Gość: S Re: Scott IP: 213.86.33.* 19.02.09, 12:15
              Otóż to - studia są na tyle niewymagające, że mając sensownego, elastycznego
              pracodawcę spokojnie można połączyć pełen etat z dowolnymi studiami na sgh.
              Raczej smutne. Nie do pomyślenia w zachodnich ośrodkach akademickich... no ale
              cóż, jak juz pisałem - róbmy swoje :)
          • jakw Re: To po kiego studia 18.02.09, 22:39

            A znalazłeś taką pracę, która ma wszystkie opisywane przez ciebie
            cechy? Fajną, na kilka godzin i związaną ze studiami? Myślisz, że
            takiej pracy jest dla x tysięcy studentów? Nie żartuj.
            • Gość: scott Re: To po kiego studia IP: 94.254.131.* 18.02.09, 23:56
              no właśnie znalazłam:), i wiem, że jest to możliwe, szczególnie w
              stolicy.
              • Gość: S Re: To po kiego studia IP: 213.86.33.* 19.02.09, 12:25
                Proste że jest. Tylko trzeba ruszyć dupę sprzed kompa i przestać kwękać o
                znajomościach, wyścigu szczurów i tym podobnych wymówkach dla leniwców.
        • Gość: Renata Re: To po kiego studia IP: *.dsl.chcgil.ameritech.net 19.02.09, 05:54
          No to w Stanach dzieciarnia zaczyna jeszcze wczesniej :) Juz w klasie maturalnej
          mozna sobie wybrac jako przedmiot ksiegowosc czy zarzadzanie i dostac praktyki w
          renomowanych firmach. Jesli jestes dobry to zostawia Cie i czesciowo zaplaca za
          studia. Oczywiscie, ze mozna studiowac i pracowac. Uczelnia jest wazna ale
          wyklady nie zastapia praktyki.
          Jako manager wole pracownika z 4-kami ale sprawdzonego niz z 5 na dyplomie ale
          bez praktyki.
          • Gość: zara Re: To po kiego studia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.09, 17:56
            Tylko ze niekoniecznie już w klasie maturalnej każdy wie, co w zyciu
            chce robić. Poza tym, kto przyjmie dziecko w klasie maturalnej do
            pracy innej niż kelner czy kasjer! A takie "doświadczenie" można
            sobie wsadzić w tył. Mnie się nie chciało pracować po liceum, a na
            studiach miałam zajęcia od pon-pt srednio 6-9 godz dziennie! W
            którym miejscu widzisz czas na pracę? Nie można pracować kosztem snu
            czy odpoczynku. Ja jako dyrektor główny nie zarudniłabym
            takiego "managera" od siedmiu boleści
      • Gość: Dekert Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.chello.pl 18.02.09, 21:27
        No i oczywiście nikt nie odpowiedział: skąd wziąć taką pracę? Ktoś pisze: "Praca
        na umowe zlecenie, przychodze kiedy chce, wychodze kiedy chce, pensja liczona od
        godzin i od zrealizowanych projektow". Takich ogłoszeń nie ma. Więc jak?
        • Gość: lalie Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.ghnet.pl 18.02.09, 22:36
          Ameryki nie odkryjesz - wysylasz i skladasz CV, pytasz wsrod znajomych, czy ktos nie szuka kogos do pracy itd. Zaczynalam od kelnerowania, potem okazalo sie ze w pewnym miejscu szukaja pilnie pracownika, wyslalam e-mailem CV, poszlam na rozmowe kwalifikacyjna, dostalam prace.

          A ze "takich ogloszen nie ma" - coz... Niewiele jest ogloszen, gdzie podaja ci godzinowa stawke i mowia jakie konkretnie pieniadze zarobisz. To raczej ciebie zapytaja na rozmowie ile chcesz zarabiac. Ja mialam szczescie i znalazlam ciekawa, dobrze platna prace na studiach, co znaczy, ze inni tez moga :)
          • Gość: Dekert Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.chello.pl 18.02.09, 23:24
            Trzeba jeszcze umieć.... Mieć rozeznanie, obycie, umieć złapać kontakt, wiedzieć
            o co pytać i prosić, żeby to organizacyjnie działało.

            > wysylasz i skladasz CV

            Gdzie, do kogo?

            > pytasz wsrod znajomych,

            Nie mam znajomych.

            > potem okazalo sie
            > Ja mialam szczescie

            Tego właśnie nie rozumiem. Mnie się takie rzecz same z siebie nigdy nie
            "okazują" :(

            > Niewiele jest ogloszen, gdzie podaja ci
            > godzinowa stawke i mowia jakie konkretnie pieniadze zarobisz.

            Nie chodzi mi o pieniądze, tylko możliwość pogodzenia organizacyjnego studiów i
            pracy.
            • Gość: Memento Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.09, 11:45
              Bo kolega "szczesciarz" mial wlasnie szczescie i mysli ,ze kazdemu ono dopisze.

              Ja nie mialem doswiadczenia na studiach (oprocz praktyk i wyjazdow do UK:). Po
              obronie pracy mgr wysylalem CV, po 3 tygodniach mialem prace BEZ ZNAJOMOSCI, z
              progresywna stawka i po roku mialem juz ladna pensje. Tylko ze 3/4 znajomych z
              grupy tak latwo nie mialo. I oczywiscie JA mogolbym napisac "no przeciez mozna,
              patrzcie na mnie!", a 15 osob jednak mialo gorzej, bo nie byli "w odpowienim
              czasie w odpowienim miejscu".
      • Gość: bbb Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.09, 21:57
        ja nie pracowalem. ogladajac znajomych ktorzy dla oslawionego doswiadczenia
        wypruwali zyly a na studiach zawalali rok za rokiem bylem pewien, ze sie oplaci.
        po studiach prace znalazlem i teraz po paru miesiacach pracy jestem pewien, ze
        gdybym zmienial prace to wystarczy. pierwsza prace dorwac po studiach
        najwazniejsze- pozniej juz ona ci do doswiadczenia wystarczy. poza tym topowi
        pracodawcy wola po studiach niz z doswiadczeniem.
      • Gość: umba umba wyślij CV bez doświadczenia w pracy a sie dowiesz IP: *.g2.isko.net.pl 18.02.09, 22:56
        a jak myślisz, czy ktokolwiek zagląda do średniej ze studiów? masz studia to masz. a czy Ty byś zatrudnił do swojej firmy studenta (sprawdzając średnią ofkors) prymusa- z zerowym doświadczeniem, czy 3.0-wca z 4 letnim doświadczeniem w branży?
      • Gość: starycynik Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.no.no.cox.net 19.02.09, 04:19
        W moich czasach doba miala 24 godziny, a studiowalo sie po to aby
        cos poznac i zrozumiec. Nie przejmuj sie jednak, ja wkrotce umre.
      • hateel Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach 19.02.09, 07:56
        zacząłem pracować po dziennych studiach licencjackich (magisterkę od kilku lat
        "robię" zaocznie) i szybko stwierdziłem, że studia z natury powinny być zaoczne.
        Może nie od razu, może powiedzmy po 3-4 semestrach. Gdybym posiadał taką wiedzę
        po liceum, od razu poszedłbym na studia zaoczne. Z reguły pierwsza praca jest za
        liche pieniądze, a pewnym wieku (czyt. po studiach) jest to już trochę za mało.
        Teoretycznie praktyki/staże mają pomóc, by nie obudzić się potem z ręką w
        nocniku, ale w większości przypadków są robione (przez studentów i firmy) na
        odwal i po macoszemu..

        odpowiadając krótko: tak, pierwsza praca koniecznie na studiach.
      • Gość: Mentor Studiuj, nie słuchaj debili. IP: *.jmdi.pl 19.02.09, 08:05
        O tym, że doświadczenie jest ważne najczęściej piszą ludzie bez studiów lub absolwenci zaocznych (spotkajmy się 4x w miesiącu i chodźmy na wagary) Oxfordów.
        • wycofany Tu piszą jakieś półgłówki 19.02.09, 08:44
          Pokończą jakieś byle co dla papierka, zero wiedzy, zero
          zainteresowań i mentalność zwykłego robola po zsz.
          Robić trza i zapić setą, bo kto nie robi, ten nie żre, a kto nie
          pije, ten sprzedaje. Jakie to polskie.
          • Gość: rynek pracy Re: Tu piszą jakieś półgłówki IP: *.elk.mm.pl 19.02.09, 08:49
            Moje kochane pragnace sie lansowac szczylki sikajace na widok krawata i
            sluzbowego laptopa - pracodawca w polsce nie potrzebuje pracownika, a
            niewolnika. oczywiscie wyjatki sie zdarzaja. milej kariery w pl.
            • Gość: S Re: Tu piszą jakieś półgłówki IP: 213.86.33.* 19.02.09, 11:06
              Albo masz wielkiego pecha albo na nic więcej jak niewolnika się nie nadajesz i
              dlatego tkwisz w realiach o ktorych piszesz. Polska jest krajem stwarzającym
              naprawdę spore możliwości dla ludzi z głową na karku.
              • Gość: jnjn smiesznei IP: *.elk.mm.pl 19.02.09, 22:32

                Niestety, nie kazdy ma tatusia czy mamusie z cieplym mieszkankiem w Warszawie.
                Wtedy to ok, mozna za 1200 zyc w miare normalnie. Doswiadczenie zdobyc i sie
                lansowac.
                • Gość: S Re: smiesznei IP: 213.86.33.* 20.02.09, 09:40
                  To fakt, nie każdy. Niestety tez nie każdy potrafi wziąć sprawy w swoje ręce i
                  przysiąść do roboty. Ale to jest trochę trudniejsze niż marudzenie że nie mam
                  znaaajooomofci i nie mam tatufia w warfafwie...
                  • thorgallpl Re: smiesznei 20.02.09, 13:09
                    ty nalezysz do tych, ktorzy maja i tatufa i mamufe w warfafie. mamufa ugotuje obiadek,a synus poje za darmo,bo niby po co ma wydawac kasiore na wspolna lodowke, niech sie starzy sprezaja. chcieli miec synka to niech dorabiaja, nawet na emeryturze. wszak synus musi czasem zamoczyc w weekendus, a marne 1200 plnow z umowy zlecenia nie starczy. nawet sypailnie mu oddadza, sami jadac na wies pod altanke.
                    pozniej taki specjalista krytykuje na forum, ze ludzie nie maja lba na karku jak on!:)
                    • Gość: s Re: smiesznei IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.09, 17:47
                      glupoty gadasz. Nie masz zielonego pojecia jak czuja sie dzieci w
                      takich rodzinach. brak miłości sprawia, że zazwyczaj są oni zimni
                      dla innych i wewnetrznie bardzo nieszcesliwi. rodzice ktorzy
                      dorobili sie nie malych pieniedzy zdaja sobie sprawe jak wiele pracy
                      w to wlozyli. moze i wykladaja kase na studia/wyjazdy/przyjemnosci
                      syna/córki ale zazwyczaj duzo więcej od niego/niej oczekują. i nie
                      mówie tu tylko o ocenach, ale i o sukcesach poza szkolnych,
                      powiedzmy parac dodatkowa, kola tematyczne i sukcesy z nim,
                      uprawianie jakiegos sportu itd. wcale nie jest tak kolorowo. skad
                      wiem? z doswiadczenia.
                    • Gość: S Re: smiesznei IP: 213.86.33.* 20.02.09, 18:07
                      Mieszkam w Wawie 500km od rodzicow, studiuje dziennie na sgh, pracuje na pelen
                      etat na umowie o prace, nie biore od rodzicow ani grosza, z pensji nie zaluje
                      sobie na zycie, nie dostalem sie po znajomosci. Wybralem sobie firme do ktorej
                      wyslalem cv i bombardowalem mailami i telefonami az w koncu zaproszono mnie na
                      rozmowe prawdopodobnie tylko po to zebym sie odczepil. Rozmowa poszla dobrze i
                      zaproponowano mi beznadziejnie platne praktyki w polowie ktorych przeszedlem na
                      rozsadna umowe o prace. Simple as that - wystarczy chciec, nie miec dupy zbyt
                      ciezkiej do ruszenia sprzed kompa i miec szeroko otwarta glowe. Moim zdaniem. Ty
                      oczywiscie mozesz trzymac sie swojej opinii.
                • Gość: studen Re: smiesznei IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.09, 17:31
                  nie badz smieszny...
                  czy jak sie rodzimy to wybieramy sobie rodzicow i miejsce
                  zamieszkania? no nie...
                  jesli ktos ma to 'szczescie', mieszka w duzym miescie, badz blisko,
                  ma rodzcow ktorych stac na oplacanie studiow/utrzymania itp to czemu
                  on ma z tego nie korzystac? bo inni maja gorzej? jak by Ci co maja
                  gorzej byli w jego sytuacji tez by korzystali.
                  jak ja sie rodziłam nikt mi nie powiedział, że życie będzie proste,
                  łatwe i kolorowe. Nawet do dziś mi powtarzają w domu, że życie jest
                  niesprawiedliwe i nic się na to nie poradzi. A jak Tobie w domu
                  mówiono?
                  • Gość: lo Re: smiesznei IP: *.elk.mm.pl 20.02.09, 19:24
                    wiesz, jak sam napisales, na pewne rzeczy nie ma sie wplywu. Taki stan
                    akceptuje, lecz glosow mamisynkow, ktorzy prawia o radzeniu sobie sami bedac na
                    kroplowce u mamusi czy rodzinki, to przegiecie. wielu takich zawistnych dupkow
                    udziela sie na forach, co to zawsze wysmiewaja to wyjezdzajacych za granice do
                    pracy, to narzekajacych na zarobki/atmosfere w pracy/ brak pracy w Polsce.
                    Prawda jaka jest-kazdy widzi. Na zmywaku w londynie lepiej traktuja polskiego
                    studneta niz w przecietnej polskiej firmie. tu nie chodzi nawet o zarobki. juz
                    to przerabialem.
                    • czarne.nanane Re: smiesznei 20.02.09, 20:33
                      Student to jednak ma przesrane życie...:(
          • Gość: qwasdghj Re: Tu piszą jakieś półgłówki IP: *.adsl.inetia.pl 19.02.09, 16:42
            a co jest dla Ciebie wynacznikiem "byle co" - widocznie jeśli Ty po
            swoich studiach nie mogłeś znaleźć pracy to to było właśnie byle
            co...bo chyba mozliwośc zdobycia pracy to najlepszy wyznacznik
            prawda??
      • Gość: boni Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.ksknet.pl 19.02.09, 09:03
        Wlodi,
        Dla pracodawcy oprocz wyksztalcenia wazne jest doswiadczenie. Tylko ze
        doswiadczenie, to niekoniecznie praca zawodowa. Bardzo cenne sa: dzialalnosc w
        organizacjach studenckich (szczegolnie miedzynarodowych), kolach naukowych,
        zagraniczne staze, udzial w szkoleniach i konferencjach itp itd.

        Jako osoba przegladajaca wiele CV jestem w stanie zrozumiec, ze kazdy musi od
        czegos zaczac, ale odrzucam CV w ktorych jest tylko pozycja wyksztalcenie.

        A na oceny nikt nie patrzy. Szczegolnie w dziedzinie ktora studiujesz. Takie zycie.

        pozdrawiam
        • Gość: anty Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: 80.48.227.* 19.02.09, 09:11
          gdybys ty skonczyl jakies studia i wiedzial na czym te kola naukowe
          polegaja i ile hektolitrow piwa za panmstwowe dotacje tam sie
          wypija, to bys tego nie nazywal doswiadczeniem.
          • Gość: jnjn Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.elk.mm.pl 19.02.09, 10:28
            on wie, dlatego dobiera sobie takich jak on sam.
      • Gość: rq Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.ite.pl 19.02.09, 10:58
        W moim przypadku były to studia dzienne na politechnice. Od 3-go roku studiów
        publikowałem fotografie ilustrujące artykuły w miesięczniku studenckim (za
        darmo, dla satysfakcji i cv, na zasadzie "podeślij co masz, może wydrukujemy").
        Robiłem też drobne zlecenia graficzne dla innego klienta.

        Po studiach dostałem dwie propozycje pracy od ludzi, którzy mieli okazje poznać
        mnie wcześniej od strony zawodowej. Według mnie jeżeli widać, że dana osoba
        angażuje się w to co robi, widać że jej na tym zależy, to bez problemu znajdzie
        pracę. A dyplom mgr inż. politechniki? Leży na dnie szuflady, nie pamiętam o
        nim, może dlatego, że tutaj praktycznie każdy go ma i nie jest to coś
        niezwykłego. Zajmuje się czymś niezbyt związanym z kierunkiem ukończonych
        studiów, podobnie jak połowa pracujących tu osób.
      • Gość: Marcin Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.toya.net.pl 19.02.09, 11:26
        Kwestia tego czy chcesz się uczyć na piątki czy umieć na piątki. Ja ciężkie
        politechniczne studia pomimo pracy na pełen etat zaliczyłem na ocenę bardzo
        dobrą. Czy umiałem wszystko na 5? Praktycznie nigdy, ale mając głowę na karku
        można znacznie ograniczyć czas nauki. I nie mówię tu o ewidentnych oszustwach
        typu ściąganie. Większość egzaminów da się zaliczyć przyswajając 30% wiedzy,
        trzeba tylko zdobyć informację nt jak wyglądało dane zaliczenie w latach
        ubiegłych, podpytać samego wykładowce (jeden z najsurowszych profesorów podał mi
        kiedyś podczas konsultacji 80% pytań,które później były na egzaminie) itd. itp.
        Trochę sprytu i szczęścia naprawdę nie zaszkodzi ;)
        Przez całe studia skupiałem się wyłącznie na przedmiotach, które były powiązane
        z moją codzienną pracą i wiedziałem, że chcę to robić przez resztę kariery
        zawodowej.

        Z pracą magisterską nie miałem żadnych problemów, pisałem na temat rzeczy, które
        na co dzień wykonuję w pracy zarobkowej, miałem dostęp do doskonałych materiałów
        właśnie dlatego, że pracuję w firmie, która jest jednym z liderów w dziedzinie
        nowoczesnych technologii.

        Dodatkowo nie wiem skąd pojawiają się wnioski, że jak wcześniej zaczniesz to
        staniesz się korporacyjnym zombie. Mi wcześnie rozpoczęta praca pozwoliła
        założyć rodzinę - w wieku 28 lat mam żonę i dwójkę dzieci, którym mogą spokojnie
        i bez nadmiernego wysiłku zapewnić dostatnie życie.
      • Gość: Jaaaaaaaaag Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.09, 11:42
        Ja zaczęłam pracę w zawodzie na pełnym etacie w połowie piątego roku
        (studiowałam "shitowe" - jak to ktoś określił - zarządzanie) i cieszę się, że
        podjęłam taką decyzję. Zajęć było niewiele, po skończeniu studiów miałam już
        roczne doświadczenie w zawodzie. Wcześniej 2-krotnie podejmowałam się pracy w
        charakterze przedstawiciela handlowego na całą Polskę w okresie wakacyjnym, jak
        również odbyłam 2 praktyki studenckie. Patrzę na moje koleżanki, które się
        obroniły razem ze mną w grudniu zeszłego roku (w trakcie studiów podejmowały
        prace dorywcze jak sprzedawca w sklepie odzieżowym czy praca w sekretariacie) i
        nadal nie mają pracy i wiem, że zrobiłam dobrze rezygnując z czasu wolnego na
        rzecz rozwoju zawodowego. Teraz jestem na etapie poszukiwania nowego pracodawcy,
        ale jest bardzo niewiele ofert w mojej branży. Jeżeli ja z moim doświadczeniem
        mam z tym problem, to co mają powiedzieć absolwenci studiów wyższych bez
        doświadczenia? Jasne, na rozmowie kwalifikacyjnej oceniane są raczej kompetencje
        miękkie, ale żeby doszło do rozmowy, trzeba najpierw coś przedstawić w CV żeby
        wyróżnić się spośród dziesiątek innych kandydatur. Moja rada - zacznij pracę jak
        najszybciej! :)
        • monia420 Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach 19.02.09, 12:24
          Studia mam za sobą, czas mordęgi z łączeniem pracy i studiowana także.
          Nikt mnie nigdy nie pytał o oceny w indeksie. Dyplom otwiera niektóre drzwi,
          niektóre nawet nieco szerzej, ale nikogo nie interesują oceny w indeksie.
          Pracownika wybiera się po jego kompetencjach (lub znajomościach), po tym jakie
          wrażenie robi na rozmowie, jak mówi o poprzednim pracodawcy, jak opowiada o
          swoim doświadczeniu. Dyplom załącza się kadrowej do dokumentacji i tyle...
      • parkomat absolwenci zwykle nic nie umieją 19.02.09, 13:44
        Odpowiem Ci jako pracodawca.

        Oczywiście, są zawody, gdzie w ogóle do rozpoczęcia jakiegokolwiek działania
        jest niezbędne solidne, sprawdzone wykształcenie. Ot - lekarz czy np. architekt.
        Większość stanowisk pracy wymaga jednak umiejętności, których przeważnie nie
        uczą na uniwersytecie: samodzielności, dobrej organizacji pracy, umiejętności
        pracy w zespole, kreatywnego podejścia do rozwiązywania problemów. To są sprawy
        banalne, można się ich nauczyć w kilka miesięcy, ale nie uczą ich w szkołach.
        Trzeba po prostu gdzieś popracować, i oczywiście nie mówię o zmywaniu naczyń w
        wakacje czy jakichś promocjach.

        Trafiają do mnie dziesiątki CV, zwykle pisanych sztampowo, według schematu, w
        setkach kopii (czasem nawet kandydat zapomni zmienić nagłówek i jest w nim nazwa
        innej firmy, sic!). Absolutnie nich z nic nie wynika, oprócz nazwy szkoły
        średniej i nazwy wydziału na studiach. Co mi po takim CV? Kolejna rzecz to listy
        motywacyjne, w ostatnich 5 latach czytałem chyba ze dwa, które rzeczywiście były
        listami motywacyjnymi (było w nich napisane, dlaczego kandydat szuka właśnie tej
        pracy), pozostałe to były rzeczy przepisane z CV plus irytujące ogólniki
        ("byłoby dla mnie zaszczytem pracować w tak wspaniałej firmie bla bla bla").
        Często papiery są adresowane w ogóle do działu, którego u nas nie ma. O tym, że
        ktoś nie pisze, na jakie w ogóle stanowisko aplikuje i co by chciał robić, nawet
        nie wspominam.

        Rzecz o której chciałem napisać, to poziom tych absolwentów. To są osoby po
        5-letnich studiach, z tytułem naukowym "magistra". Nie będę już narzekał, że nie
        umieją wysłać faksu, nie odróżniają zszywacza od dziurkacza (sic!), nie umieją
        obsłużyć ksero. Tego się można nauczyć w kilka dni - choć każde takie kilka dni
        to są moje stracone pieniądze. Ale niestety, absolwenci nie umieją obsługiwać
        komputera (na przykład PRAWIDŁOWO napisać coś w edytorze tekstu czy policzyć w
        arkuszu kalkulacyjnym). To często zresztą widać jeśli ktoś przysyła swoje CV
        emailem - wystarczy spojrzeć na formatowanie tekstu.
        Ale najgorsze jest to, że ci ludzie absolutnie nic nie umieją. Jeśli chodzi o
        tematykę swoich studiów, to owszem, mają jakąś ogólną wiedzę w tym temacie,
        która zazwyczaj nikomu (o ile nie chce robić w danej dziedzinie doktoratu) nie
        jest potrzebna na co dzień. Ale umiejętność samodzielnego napisania jakiegoś
        tekstu, analizy, artykułu - niestety przeważnie jest zerowa. Pisanie tekstów
        ogranicza się do Ctrl-C Ctrl-V z Internetu (boże, jak ci ludzie napisali prace
        magisterskie?).

        To co powyżej, to są podstawowe rzeczy irytujące mnie jako pracodawcę. Jeśli
        muszę wyciągnąć ze swojej kieszeni 30 tys. złotych (bo tyle właśnie kosztuje
        zatrudnienie kogoś na rok z dość mało atrakcyjną pensją 1500 zł "na rękę"), to
        chciałbym mieć poczucie, że mam jakąś korzyść z tych 30 tys., nawet korzyść
        potencjalną, ale jednak. Nikogo nie stać na wyrzucanie pieniędzy (chyba że to
        jest etat w urzędzie państwowym), to jest normalne, że nowego pracownika trzeba
        przeszkolić, wdrożyć, ale to też musi mieć swoje granice.

        Więc wracając do Twojego pytania - doświadczenie w Twoim CV jest cholernie
        ważne. Nawet jeśli tylko byłeś gdzieś przez pół roku na stażu, to przynajmniej
        mogę liczyć, że nauczyli Cię obsługiwać faks i zszywacz. Musisz mieć cokolwiek,
        staż, wolontariat w NGO, próby z własną działalnością gospodarczą. Konkursami na
        najlepszą pracę semestralną, nagrodami za działalność w kole naukowym, piątkami
        na dyplomie - możesz się chwalić jeśli chcesz się dostać na studia doktoranckie
        albo zostać nauczycielem.

        Albo powiem jeszcze inaczej - musisz przekonać pracodawcę, że umiesz robić
        właśnie to, co się na danym stanowisku robi. Nie będziesz umiał przekonać, skoro
        tak naprawdę sam nie wiesz, co tam się robi - nigdy nie widziałeś takiej pracy z
        bliska. I nikt się na Twoje przekonywanie nie nabierze, skoro jedyne co możesz
        pokazać, to goły dyplom uczelni. To trochę tak, jakbyś poszedł do kaletnika i
        chciał u niego pracować. A co robi kaletnik? A, no robi rzeczy ze skóry. Ale co
        konkretnie chcesz robić? A nie wiem, szyć? kleić? A robiłeś kiedyś coś ze skóry?
        A nie, ale szybko się uczę. I będę zaszczycony pracą w takiej wspaniałej firmie.

        Trochę Ci się dziwie, bo piszesz że studiujesz zarządzanie. Na zarządzaniu to
        naprawdę jest bardzo dużo możliwości stażów i praktyk w firmach. Studiujesz
        dziennie - to są praktyki wakacyjne. Moim zdaniem trzeba tylko chcieć i się
        zakręcić wokół tego. Na IV roku - najwyższa pora!
        • kasia_kasia13 Re: absolwenci zwykle nic nie umieją 21.02.09, 17:59
          Większość stanowisk pracy wymaga jednak umiejętności, których przeważnie nie
          > uczą na uniwersytecie: samodzielności, dobrej organizacji pracy, umiejętności
          > pracy w zespole, kreatywnego podejścia do rozwiązywania problemów. To są sprawy
          > banalne, można się ich nauczyć w kilka miesięcy, ale nie uczą ich w szkołach.

          To nie sa sprawy banalne i tego UCZA na niektorych studiach. Tylko, ze osoba,
          ktora "studiuje" z podejsciem takim, ze studia to tylko papierek faktycznie ze
          swoich studiow NIC nie wyniesie.




          > Ale najgorsze jest to, że ci ludzie absolutnie nic nie umieją. Jeśli chodzi o
          > tematykę swoich studiów, to owszem, mają jakąś ogólną wiedzę w tym temacie,
          > która zazwyczaj nikomu (o ile nie chce robić w danej dziedzinie doktoratu) nie
          > jest potrzebna na co dzień. Ale umiejętność samodzielnego napisania jakiegoś
          > tekstu, analizy, artykułu - niestety przeważnie jest zerowa. Pisanie tekstów
          > ogranicza się do Ctrl-C Ctrl-V z Internetu (boże, jak ci ludzie napisali prace
          > magisterskie?).

          Ci ludzie napisali tak wlasnie prace magisterskie, kopiujac je z Internetu. Lub
          zaplaci komus innemu za napisanie pracy za nich.
          Sami nie mieli czasu, poniewaz w tym czasie kelnerowali w knajpie, aby wpisac to
          do CV jako swoje doswiadczenie zawodowe, ktore swiadczy o ich zaradnosci.

          Konkursami n
          > a
          > najlepszą pracę semestralną,

          Napisanie najlepszej pracy jak najbardziej swiadczy o tym, ze student potrafi
          samodzielnie przeanalizawac jakis problem oraz napisac tekst.

      • Gość: agg Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.krak.tke.pl 19.02.09, 20:27
        daj spokój, wszyscy wiedza jak jest kiedy szukają pracy i żaden pracodawca nie studiuje Twojego indeksu i nie patrzy jakie oceny miałeś, bo to jest śmieszne troche, masz wyższe wykształcenie to masz, i to sie liczy a nie czy miałes piątki czy tróje, czasem ten co na trójach jechał ma większą wiedze życiową co taki kujon piątkowy, a liczy się doświadczenie przede wszystkim, bo taki student kończąc szkołe, po magisterce dajmy na to 26-latek,zero doświadczenia..ktoś woli osobe ze średnim a co pracowala i ma obycie, co z tego ze srednia 5,0 miales jak i tak tego nikt nie widzi, a każdy chce kogos kto juz mial przynajmniej do czynienia z pracą, takie życie, ja to widze teraz i te studia nic nie znaczą, tylko kasa wydana, no chyba że chodzi o rzeczywiście o studia prawnicze czy medyczne bo tam wiedze trzeba miec zeby z niej korzystać..ale tak to sie to wcale nie liczy
      • macandana Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach 20.02.09, 11:03
        Hmm jako były student - ciężko było mi pracować na dziennych
        studiach, bo oceny były średnie , a moje koleżanki prymuski były
        dumne ze swoich piątek, ( i świeżo zrobionych paznokci :)ale gdybym miała to powtórzyć to pracowałabym jeszcze więcej. Dzięki takiej
        kombinacji nauczyłam się co to elastyczność, że zdarzają sie różne
        sytuacje a teoria nie zawsze pokrywa się z praktyką, może to zabrzmi
        banalnie ale dopiero w pracy Ta Ciężko Wkuwana Teoria nabiera
        jakiegokolwiek wymiaru. Uczysz się tak naprawdę organizacji pracy,
        radzenia sobie z wieloma obowiązkami, współpracy z innymi,
        obowiązkowości, rzadko kto daje ci drugi termin, uczysz sie
        ponoszenia konsekwencji swoich błędów, oraz prawdziwego smaku sukcesu
        :) Już nie wspomnę o całej siatce kontaktów zawodowych które nie
        wiadomo kiedy mogą się przydać.
        teraz jako pracodawca.... w dzisiejszych czasach - to że ktoś jest
        studentem , lub już studia ukończył rzadko bywa dla mnie zaletą... bo niestety po jakimś czasie i tak okazuje się że ta osoba w ogóle nie
        potrafi wykorzystać swojej tzw WIEDZY, niestety kiepsko to wygląda
        jeśli chodzi o tzw inteligencję reaktywną czyli połączenie osoba
        KUMATA/SPRYTNA/ZARADNA/ODPOWIEDZIALNA a tego rzadko uczą na
        studiach...:) Nawet najprostsza praca w połączeniu ze zdobywaniem
        wiedzy jest w stanie czegoś nauczyć i da więcej niż sama tzw
        WIEDZA...
        Tak trochę poza tematem.... Coraz częściej zdarza się że młode osoby
        po studiach mają TAAAAAAAAKIE oczekiwania , a nie zastanawiają sie
        jaką wymierną korzyść przyniosą danemu pracodawcy, owszem przeszkolić
        trzeba każdą osobę ale skoro na rozmowie /CV wysuwamy argument "PO
        STUDIACH" to zastanówmy się co w związku z tymi studiami mogę zaoferować czy jest to tylko pusty banał przynajmniej do czasu aż się
        nauczę wykorzystywać wiedzę w praktyce.
        uff to się napisalam... pozdrawiam i życzę powodzenia w szukaniu pracy!
        • Gość: anty Sa rozne zawody IP: 80.48.227.* 20.02.09, 11:40
          Nie wszedzie trzeba miec doswiadczenie, w niektorych zawodach nie
          mozna go zdobyc przed uzyskaniem dyplomu, np. nauczyciele.
          • parkomat Re: Sa rozne zawody 20.02.09, 12:12
            Oczywiście. Podobnie jak gdybym szukał inżynierów automatyków do programowania
            falowników, to w sumie wystarczyłoby mi, gdyby mieli ten temat przerobiony na
            studiach, niekoniecznie doświadczenie byłoby najważniejsze (a już zwłaszcza,
            gdyby to było doświadczenie typu "sprzedaż okularów przeciwsłonecznych w wakacje").
        • Gość: Dekert Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.chello.pl 20.02.09, 12:47
          > niestety kiepsko to wygląda
          > jeśli chodzi o tzw inteligencję reaktywną czyli połączenie osoba
          > KUMATA/SPRYTNA/ZARADNA/ODPOWIEDZIALNA a tego rzadko uczą na
          > studiach...:)

          Obawiam się, że tego w ogóle nie uczą nigdzie, bo jak? Ktoś ma albo nie ma. Znów
          pozostaje się pochlastać :(
        • kasia_kasia13 Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach 21.02.09, 18:10
          >Nawet najprostsza praca w połączeniu ze zdobywaniem
          >wiedzy jest w stanie czegoś nauczyć i da więcej niż sama tzw
          >WIEDZA...


          Slow-klucz: w POLACZENIU. W praktyce czesto oznaczo to ZAMIAST.
          Spotkalam sporo, zwlaszcza mlodych osob z zerowa wiedza za to z tzw. doswiadczeniem. Porazka. Potrafia spedzic caly dzien na rozwiazywaniu problemu, ktory mozna rozwiazac w ciagu 5 minut, jesli sie wie jak. No ale przewaznie nie wiedza, bo na studiach nie zawracali sobie glowy ta sucha teoria, ktora podobno nijak sie ma do praktyki.
          "Teretyczna wiedza jest niewazna, wazna jest umiejetnosc wykorzystania tej wiedzy w praktyce", potwarzaja jak mantre. Przy okazji, niech mnie ktos oswieci: jak mozna wykorzystac w praktyce teorie, jesli sie tej teorii nie zna i/lub nie rozumie?
      • Gość: lejla81 Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.ip.netia.com.pl 20.02.09, 13:31
        Zgadzam się zarówno nurtem magistrów inżynierów, jak i magistrów
        nieinżynierów. Wystko zależy od tego, co studiujesz. Jeśli medycynę,
        czy jakiś właśnie kierunek na polibudzie, to musisz więcej czasu na
        naukę poświęcić, ale i pracę jest łatwiej znaleźć potem, po prostu
        na takie zawody jest popyt. Jeśli natomiast zarządzanie,
        psychologię, socjologię, jakieś tam stosunki, czy tak jak ja np.
        polonistykę, to najlepiej się już w trakcie studiów ogarnąć i
        poszukać jakiejś pracy, żeby potem się z ręką w nocniku nie obudzić.
        Bo umówmy się, co o pracy wie taki polonista (o ile oczywiście nie
        przygotowywał się do zawodu nauczyciela, a takich jest na studiach
        może z jedna czwarta), nic, kompletnie nic! Pracodawcy nie obchodzi,
        jakie książki przeczytałeś, że znasz się na poezji Norwida czy tam
        innego Słowackiego. Ale umiejętności zdobyte na studiach
        humanistycznych mogą się przydać, nawet bardzo, do tego właśnie,
        żeby przekonać pracodawcę, że jest się lepszym od tych innych,
        oryginalniejszym, bardziej kreatywnym. Ja za każdym razem starałam
        się z tego korzystać i za każdym razem się udawało. Raz na rozmowie
        rekrutacyjnej do firmy x zaczęłam gadać o eseju Herberta, który
        jakiś tam związek z tą firmą miał (firma zażyczyła sobie żeby
        przygotować mały speech na temat oferowanych przez nią usług). I
        dostałam tę pracę, bo powiedziałam coś innego niż wszyscy. Po
        ostatniej rozmowie szef mi powiedział wprost, że decyduje się na
        mnie, ponieważ lepiej się od mojej kontrkandydatki wysławiam. I to
        się tak naprawdę liczy przy szukaniu pracy - kreatywność, wyrażanie
        chęci do pracy, do nauki, zapał, kulturalnie zachowanie,szeroki
        uśmiech, a nie piątki w indeksie, ani nawet tak nie do końca
        doświadczenie, chociaż ja miałam i to, i to i również mi się to
        przysłużyło.
      • otaliaa Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach 20.02.09, 20:44
        Dlaczego zakładasz, że osoby pracujące muszą gorzej sobie radzić na uczelni? W
        porządku, mają mniej czasu na naukę czysto teoretyczną, ale sposób zrozumienia i
        przyswojenia rzeczy, które mają "wykuć" jest często ciekawszy i na pewno
        pochłania mniej czasu, bo wiele zagadnień zna się z praktyki. Pracowałam od
        trzeciego roku, za liche stawki, bywało, że poniżej własnych możliwości, ale
        warto było, choćby z tego względu, że mój zawód obecnie wymaga umiejętności z
        wielu dziedzin, a program studiów żadnej z nich nie obejmował. Ze studiami też
        sobie poradziłam i to wcale nie najgorzej. Jedyną przykrą konsekwencją było
        ogromne zmęczenie i poczucie frustracji w trudnych chwilach, bo słodkie życie
        skończyło się trochę wcześniej.
        • ziembool Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach 21.02.09, 10:12
          Z pracą a nauką jest chyba tak, że oceny mogą pomóc przy dostawaniu się do pracy
          w sytuacji, kiedy masz same piątki. Np tak jak laureaci tego wydarzenia
          www.kampustv.pl/videos/watch/157 bo odsetek osob ze srednia 5.0 jest
          niewielka i to czlowieka wyroznia. Pracodawcy twierdza, ze jezeli ktos przez 5
          lat przez kilkuset profesorow byl oceniany zawsze na najwyzsza ocene jest
          prawdopodobienstwo duze, ze w pracy tez tak bedzie oceniony. Potem jest grupa ze
          srednia od 4,coś do 3,coś - wielkie nic, ktorzy uczyli sie kiedy im się chcialo,
          glownie sie przeslizgiwali, czasami ich uwalono. Dla pracodawcy to informacja,
          ze ma do czynienia ze zwyklym studenciakiem. Taka jest moja teoria: albo masz
          srednia 5,0 albo kombinuj z pracą jak najwczesniej i nie ucz sie duzo :)

          Ja jestem na II roku i dzialam w telewizji studenckiej - KampusTV. Polecam :)
          • Gość: lo haha IP: *.elk.mm.pl 21.02.09, 10:18
            to co to za uczelnia, gdzie srednia 4 costam to przeslizgiwanie sie!? Na pewno
            nie politechnika. Polscy pracodawcy to przede wszytskim brak kultury.
      • kasia_kasia13 Podsumowujac 21.02.09, 18:20
        Sa zawody, w ktorych trzeba cos UMIEC. Wtedy studia i wyniesiona z nich wiedza
        sie przydaja. Cala reszta powinna sobie odpuscic zabawe w studiowanie na koszt
        podatnika, pojsc po maturze do pracy i tam zdobywac cenne doswiadczenie.
      • Gość: taka sama ale inna Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.09, 18:46
        Też opowiem ciekawą historyjkę na ten temat. Studiowałam dziennie
        ekonomię na renomowanej uczelni. Miałam pewną koleżankę, która nic
        się nie uczyła i właściwie nic nie umiała, leciała na samych
        poprawkach i warunkowych. Pomagałam jej poza zajęciami statystyka,
        matma etc. ale już cierpliwość traciłam bo kompletnie nic nie
        kumała. Pozwalałam przepisywać ode mnie na egzaminach,kserowała ode
        mnie notatki, bo oczywiście na wykłady nie chodziła. Kiedyś nawet mi
        zaproponowała zebym za nią poszła na poprawkę, oczywiście się nie
        zgodziłam. Potem nasze drogi się trochę rozeszły, na magisterce ja
        wybrałam finanse i bankowość, ona marketing. Poza tym ja zaczęłam
        pracować, bo zajęć było nieco mniej. Ona nie musiała, więc nie
        pracowała. Dostawała kasę na wszystko co chciała od rodziców.Ja
        pracowałam dwa lata, ponieważ nie była to praca moich marzeń, kilka
        miesięcy po obronie odeszłam żeby znaleźć inną, ambitniejszą. Szukam
        jej od ponad miesiąca i nic dla mnie po prostu nie ma! Powiedzcie mi
        teraz pracodawcy od siedmiu boleści jak to jest bo teraz to ja nie
        kumam! Otóż ta moja koleżanka zaraz po owej magisterce, którą o
        dziwo obroniła(a marnym wynikiem ale zawsze), "pracuje" na
        stanowisku Specjalisty w dziale Finansów. Z tego co wiem na to
        stanowisko, dokładnie w tej firmie trzeba mieć chociażby
        doświadczenie, pomijam już znajomość języka obcego i jakąkolwiek
        wiedzę! To jest tylko jeden z wielu przypadków z jakimi się
        spotkałam. Morał z tego taki, że wcale NIE trzeba pracować podczas
        studiów. Powiem więcej! Nie trzeba się nawet uczyć! Wystarczą UKŁADY
        i KASA a urzędowa posadka w państwowej czy prywatnej (to bez
        różnicy) firmie będzie, i bardziej opłacalna niż dla "zwykłego"
        absolwenta, który ma wiedzę i ambicje!
      • lunaglass Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach 21.02.09, 21:48
        > Ostatnio usłyszałem, że pracować powinno się zacząć najpóźniej na trzecim roku
        > studiów, bo później będzie ciężko ze znalezieniem roboty.
        Będąc w temacie powiem tyle, nie jest tak jak do końca, ale prawdą jest że
        osoby, które pracują już na studiach (nieważne na którym roku) mają później
        łatwiej ze znalezieniem pracy.

        > Znajoma mi powiedziała, że nie mam szans na znalezienie pracy po studiach, bo
        > nie pracowałem w ich trakcie.
        Znajoma pewnie dużo mówi. Niekoniecznie zgodnie z rzeczywistością.

        > studiów gdzieś tam na pół czy jedną trzecią etatu, zarabiają grosze, nie mają
        > kiedy się uczyć, w indeksie marne oceny, ale za to twierdzą, że będą mieli
        > doświadczenie. I że pracodawcy mniej patrzą na dział wykształcenie w CV a
        > bardziej na doświadczenie zawodowe.
        Tutaj owszem - do indeksu nikt ci nie zaglądnie, a do doświadczenia zawodowego w
        CV i owszem. Doświadczenie zawodowe nie jest to jednak warunkiem koniecznym
        znalezienia pracy po studiach. Jedynie je ułatwia. Z kolei nieprawda, że
        pracodawca nie patrzy na wykształcenie - wręcz przeciwnie, a ideałem jest dobre
        wykształcenie + doświadczenie w branży.
        W pracy po studiach liczy się elastyczność, "obrotność" i często jest tak że
        piątkowi studenci sobie nie radzą, a natomiast przodują "matołki".

        > Nie chce mi się w to wierzyć szczerze
        > powiedziawszy, bo chyba po to chodzimy na studia, żeby jak najwięcej
        > dowiedzieć się o branży i materii, w jakiej mamy zamiar pracować, prawda?
        Niekoniecznie. Studiujemy po to, żeby mieć pojęcie o branży i dostać dyplom.
        Konkretów uczymy się dopiero czynnie pracując. Obecnie studia są zbyt mało
        specjalizowane, jest to jeszcze pozostałość po komunistycznym systemie edukacji
        - "poproszę trochę wszystkiego" gdzie uczono wszystkiego po łebkach.

        > Więc w takim kontekście – czy faktycznie warto pracować na studiach za ws
        > zelką
        > cenę, czy raczej lepiej się skupić na nauce? Szczerze powiedziawszy ja się
        > skłaniam ku tej drugiej opcji, ale trochę się zacząłem niepokoić... Proszę o
        > wypowiedzi osoby, które przeszły już jakieś rozmowy kwalifikacyjne i wiedzą,
        > na które działy w CV patrzą bardziej pracodawcy.
        Nie ma się czym martwić, ale jeżeli masz możliwość zarówno nauki jak i pracy w
        trakcie to próbuj łączyć te dwie rzeczy - oczywiście tak, aby nauka jak najmniej
        ucierpiała. Praca w trakcie studiów ma być dodatkiem do nauki, a nie odwrotnie.

        > na które działy w CV patrzą bardziej pracodawcy.
        Na wszystkie!
      • cynamonowe_musli Re: Pierwsza praca – koniecznie na studiach 21.02.09, 22:11
        Moim zdaniem, praca podczas studiów jest dobrym pomysłem, o ile nie koliduje za
        bardzo z nauką.

        Można znaleść prace na pół etatu (pracowac tylko w weekendy, z możliwością
        dorobienia sobie).
        Pracuje w młodym zespole, i w zasadzie wszyscy się uczą. Rozmawiałam ostatnio ze
        swoim pracodawcą, powidział że osoba pracująca i ucząca się jest postrzegana za
        silniejszą, bardziej doświadczoną.

        Co moim zdanianiem jest prawdą.

        Bo nie sztuka żyć za pieniądze mamusi, ale nauczyć się żyć za swoje.
        A pracodawcy i tak zazwyczaj nie patrzą na poszczególne oceny.No chyba, że w
        zespecjalizowanym środowisku :)

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka