Gość: nooo IP: *.171.198.10.static.crowley.pl 26.02.09, 16:26 A potem co w CV wpiszę? Gap Year? czy dojenie krów na wsi w Bangladeszu? www.wyporzyczalnieaut.com Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: GRU-Bass Zrób sobie przerwę (w pracy) IP: *.aster.pl 26.02.09, 17:28 Gap Year jest modne tam gdzie się ludziom we łbach poprzewracało z nadmiaru kasy i dobrobytu. W naszych warunkach dla statystycznego młodego Kowalskiego Gap Year to skazanie siebie na głodowanie i problemy w przyszłej karierze. Ewentualnie jak ktoś nie ma dzieci i jest singlem to może sobie pozwolić na takie coś w wieku dojrzałym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rgz Re: Zrób sobie przerwę (w pracy) IP: 137.71.226.* 27.02.09, 13:45 Ależ Wy się czepiacie. Ja właśnie jestem w trakcie swojego "gap year". W kraju czeka na mnie ostatni rok studiów a ja siedzę w Irlandii i nabijam sobie doświadczenie zawodowe (żeby nie było - zgodne z kierunkiem studiów) a w wolnym czasie zwiedzam i przekonuję się, jak żyje się w innym miejscu świata. Grunt to sprawę przemyśleć i odpowiednio zaplanować. Odpowiedz Link Zgłoś
mijo81 Re: Zrób sobie przerwę (w pracy) 27.02.09, 17:31 gap year u studentów to co innego Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Zrób sobie przerwę (w pracy) IP: *.chello.pl 27.02.09, 19:46 pojęcia nie masz o czym piszesz, tu chodzi o sytuację, gdy już pracujesz. Rób sobie co chcesz, jak jesteś studentem, bierz urlop dziekański itd.itp.... A jak już ktoś pracuje i zrobi sobie "gap year" to o takiej osobie powiedzą, że jest stuknięta! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rgz Re: Zrób sobie przerwę (w pracy) IP: 89.100.73.* 27.02.09, 21:13 Z artykułu: "Gap year to roczna (umownie) przerwa od nauki lub pracy, bardzo popularna na Zachodzie, zwłaszcza w obrębie wpływów kultury anglosaskiej." Więc to, co w tej chwili robię to jak najbardziej gap year. Przynajmniej w znaczeniu omawianym w artykule. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Zrób sobie przerwę (w pracy) IP: *.chello.pl 28.02.09, 20:19 ale nie o to chodziło poprzednikom krytykując gap year Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: @@@ co za Quatsch! co za bzdety! IP: *.eu.org 26.02.09, 17:38 jasne, zrób sobie człowieku "gap year", będziesz miał gap w kieszeni (budżecie), a potem gap w cv. Polski pracodawca zapewni ci przekształcenie "gap year" w "gap decade" albo nawet "gap life". Będziesz miał drogi "gapowiczu" doskonałą okazję żywienia się w śmietnikach, uważaj jednak, tam coraz większa konkurencja. Możesz też pójść pracować jako wolontariusz, i żywić się powietrzem. To porada z tej samej półeczki, równie idiotyczna jak temat artykułu. Ogólnie niezłe bzdety, oplułem monitor i z trudem utrzymałem mocz w pęcherzu. Czego to nie wymyślą "dziennikarzyny" w pogoni za wierszówką... pismaku, idź napij się atramentu i walnij się w łeb, może przejdzie? PS/ "wypożyczalnia" pisze się przez "ż". Poważnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kiryło Zrób sobie przerwę (w pracy) IP: *.sileman.net.pl 26.02.09, 23:40 Widać, że redaktorzy GW są zupełnie oderwani od rzeczywistości podobnie jak polscy politycy. Polska to nie Kanada, Polska to biedny kraj gdzieś na pograniczu Europy Wschodniej i Azji, gdzie ludzie ledwo wiążą koniec z końcem. papier na którym będzie wydrukowany ten artykuł jest więcej wart od jego treści (możecie tym papierem wiecie co zrobić) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ja Gap year - dawniej to się nazywało służbą wojskową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.09, 07:56 SUPER Odpowiedz Link Zgłoś
arabeski Fajna idea, ale.... 27.02.09, 13:26 Mam rodzine w Wielkiej Brytanii, ich dzieci zrobily sobie taki 'gap year' - podroz po egzotycznych krajach polaczona z praca itp. I wiecie co? te dzieciaki sie okrutnie rozleniwily, wrocily i w sumie to pasozytuja a to na mamie, a to na partnerach. Niby idea piekna, ale ryzykowna . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pszczoola Zrób sobie przerwę (w pracy) IP: 217.192.12.* 27.02.09, 14:07 dokladnie, nie rozumiem czemu wszyscy z taka zawiscia komentuja ten artykul i cala idee Ja zrobilem sobie gap year w trakcie studiow, pol roku zasuwalem w Anglii zeby zebrac srodki, a drugie pol roku spedzilem w Australii, podrozujac, surfujac i nurkujac, przezywajac najlepszy okres swojego zycia. Po studiach zaaplikowalem na program managerski w miedzynarodowej korporacji, podczas assesment center jako jedyny mialem taka "straszna" dziure w swoim cv (wiekszosc osob mialo za soba wyjazdy zagraniczne w ramach programow studenckich) i jakos mi to nie zaszkodzilo, co wiecej, nawet jako jedyny z calej grupy otrzymalem upragnione stanowisko... Teraz w ramach mojej pracy firma wyslala mnie na polroczny projekt do Zurychu, za chwile zbieram sie z biura i jade na weekend na deske w Alpy i jestem przekonany, ze gdyby nie moja decyzja o gap year nie mialbym takiej mozliwosci... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Deratyzator Nareszcie wypowiedz Homo Sapiensa IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 27.02.09, 17:02 Bo reszta to zniewolone na umysle, bezwolne Rats, ktorym sie wydaje, ze juz staja do wyscigu zycia i dlatego staraja sie znalezc najlepsze miejsce przy smietniku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Zrób sobie przerwę (w pracy) IP: *.chello.pl 27.02.09, 19:48 kolejna osoba, która myśli, że bohaterstwem jest zwykły urlop dziekański!!! Odpowiedz Link Zgłoś
totus.tytus Niedługo napiszą, że 27.02.09, 17:19 najlepszą metodą na przeczekanie kryzysu jest zapadnięcie w śpiączkę farmakologiczną na jakieś 2-5 lat, a potem - jeśli się uda - to powrót do aktywności zawodowej. Albo hibernacja, jak w "Seksmisji". Mankamentem jest jednak to, że mimo śpiączki czy hibernacji, i braku dochodów, obowiązek płacenia haraczu na ZUS zostanie utrzymany. Bo dlaczego by nie, szanowni obywatele? za darmo byście chcieli leżeć w szpitalu? w domach nie będziecie mogli leżeć, bo zabierze (odbierze) je wam bank, a na ulicy jest potrzebne miejsce dla pozostałych przy życiu obywateli. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: choqita skad tyle krytyki??? IP: *.supernet.com.bo 27.02.09, 17:56 Sama robie obecnie swoj rok w bok. Jestem od 4 miesiecy w Bolwii, gdzie prowadze zajecia na uniwersytetach z kultury i polityki europejskiej oraz kursy z liderstwa. kiedy tu przyjechalam nie mowilam prawie po hiszpansku, teraz mowie plynnie. za pobyt tutaj nie place ani grosza- jest sposnorowany w ramach programu Komisji Europejskiej. nie rozumiem skad tyle krytyki w strone Roku w Bok. Ciekawe, ze jest ona autorstwa osob, ktore nigdy takiej przerwy sobie nie zrobily. Oczywiscie nie dla kazdego Rok w Bok to idealny sposob na spedzenia roku zycia. Ale jesli ktos ma odwage, inwencje i pomysl to moze byc fantastyczne przezycie! Gap w cv?? Nic podobnego! nie wiem jak za gap w cv mozna uznac, np plynne opanowanie kolejnego jezyka obcego, rok pracy przy planowaniu kampanii mlodziezowych w niemczech, w firmie doradczej w Chinach, czy tez w banku w Australii. pamietajmy jednak, ze dla pracodawcow, przynajmniej tych z wyzszej polki, nie liczy sie tylko doswiadczenia zawodowe. Licza sie dla nich ludzie z pasja, ktorzygotowi sa poswiecic rok swojego zycia na pomoc dzieciom w Indiach, zakladanie baterii slonecznych w Bolwii czy budowanie domow w Afryce. To w Polsce utarl sie taki model przebiegu zycia: matura lat 18, studia do 24, potem praca. kto powiedzial ze musimy trzymac sie tego schematu? przerza mnie takze to, jak bardzo ludzie boja sie, ze bede mieli dziure w cv. czy wy zyjecie tylko po to zeby zapelniac wasze cv??? a co z satysfakcja, spelnieniem sie? nie zgadzam sie takze z tymi ktorzy pisza, ze gap year to kaprys bogatych spoleczenst, ktore na to stac. to prawda, ze ludzie z krajow zachodnich, majac na to srodki, zwykle popsrostu placa za swoj gap year i spedzaja go milo i wygodnie. dla polakow to nadal droga impreza i wymaga wiecej wysilku, planowania i poszukiwan, ale to dlatego wlasnie duzo nas moze nauczyc. sa mozliwosci stypendiow, mozna najpierw pol roku pracowac potem podrozowac, na prawde da sie, tylko trzeba chciec! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: skad tyle krytyki??? IP: *.chello.pl 27.02.09, 19:57 płynny hiszpański w 4 miesiące!!!To rzeczywiście warto mieć gap year!!! 3x4 = 12, tj. po roku 3 języki biegle. Zazdroszczę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbb Re: skad tyle krytyki??? IP: *.dialup.ice.no 27.02.09, 21:57 pomijając ten płynny hiszpański... zgadzam się, że takie spędzenie roku (lub krócej,a czasem dłużej) to żadna bzdura. Wszystko zależy od naszej sytuacji. Nie rozumiem ludzi, którzy żyją po to, by robić rzeczy ładnie wyglądające w naszym CV. To dopiero jest chore! A jeśli zachorujesz? I spędzisz kilka miesięcy w szpitalu? Lub jeśli masz dziecko i musisz przerwać karierę, by je wychowywać? Co wpiszesz w CV? Jak to będzie wyglądało w oczach przyszłego pracodawcy? oh, nie! Precz z chorobami i dziećmi, bo to psuje nasze CV! I dlaczego ktoś myśli, że jadać trzeba od razu ze śmietnika... Można pracować przecie, a żadna praca nie hańbi, nawet jeśli jest odmienna od tego co robimy na co dzień. Zastanówcie się ludzie, po co wy żyjecie. I zastanówcie się ile tych żyć macie. Jedno? To może warto je przeżyć tak, aby będąc staruszkiem mieć co wspominać. Uważam, że zmiana pracy lub zakończenie studiów to dobry czas na to, żeby wyluzować trochę i porobić coś innego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maniek Re: skad tyle krytyki??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.09, 23:01 Może nie robiłem roku przerwy aczkolwiek mogłem.Pracowałem dorywczo w Hiszpanii.To co zarobiłem w miesiąc starczało na 2 miesiące zwiedzania.Źle?Ja to bardzo miło wspominam.W Holandii miałem podobnie aczkolwiek tam kilka dni pracy (różnie bywało,raz 5 raz 15 dni) we wszystkie wolne (równie dobrze od 5 do 15) wycieczki,imprezki,nowi ludzie itd.Nie żałuję i nigdy nie będę żałował tym bardziej,że z każdego z owych krajów wróciłem jeszcze z jakąś gotówką:)) Pozdrawiam i polecam. p/s ehh rozmarzyłem się bo w Hiszpanii tak cieplutko było a tu za oknem plucha :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anetapopielchoqita jezyk obcy w 4 miesiace IP: *.supernet.com.bo 28.02.09, 00:00 wyjasniam sprawe hiszpanskiego: przed wyjazdem chodzilam na kurs przez dwa semestry. taki najzwyczajniejszy dwa razy w tygodniu po 1.5h na uniwerku, co dalo mi podstawy. zaraz jak przyjechalam do boliwii zamieszkalam z rodzina boliwijska i mialam lekcje 6h w tygodniu. duzo czytam i rozmawiam po hiszpansku. tak ,efekt jest taki, ze mowie plynnie na tyle zeby prowadzic zajecia po hiszpansku, choc oczywiscie zostalo jeszcze duzo pracy, aby byc perfekcyjnym. efekt jest niesamowity!!! hiszpanski to moj trzeci obcy jezyk, ale pierwszy ktorego nauczylam sie w ten sposob. polecam wszystkim! chce jednak obalic jeden mit- jest tu wiele osob, wolontariuszy, ktorzy przyjezdzaja do Boliwii i wydaje im sie ze tylko przez samo "bycie" w kraju naucza sie jezyka. to nie prawda. trzeba miec duzo samozaparcia, zeby caly czas nie pomagac sobie angielskim w sytuacjach, w ktorych brakuje nam slow. trzeba sie pilnowac, zeby nie zamknac sie w gronie osob z wlasnego kraju, bo wtedy tracimy mozliwosc na nauczeniesie jezyka kraju w ktorym jestesmy. i oczywiscie, nie uciekniemy od ksiazek i zakuwania na pamiec. ale to dziala!!! que les vaya bien:P Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bbb Re: jezyk obcy w 4 miesiace IP: *.dialup.ice.no 28.02.09, 11:21 no tak, z takimi podstawami to rozumiem:) uczyłam się francuskiego i jest to pokrewny język, niestety nie miałam okazji go używać pośród ludzi mówiących tym językiem, jednak z dobrymi podstawami i samozaparciem jestem pewna, że szybko nauczyłabym się go świetnie. I nie od dziś wiadomo, że podróże kształcą, rozwijają, zapewne bardziej niż praca za biurkiem, więc jeśli tylko nie ma się na głowie kredytów, rodziny na utrzymaniu, to dlaczego nie zrobić sobie przerwy w tej szarej codzienności?? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: duende Re: skad tyle krytyki??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.09, 00:03 Potwierdzam, że jest to możliwe!!! :D kiedys postanowilam, ze chce sie nauczyc hiszpanskiego, ale zeby nie obciązac budzetu rodzicow, postanowilam, ze zrobie to sama. Byla wtedy moda na gazetki 'Easy English', a potem 'Easy Espanol' - kupowalam i uczylam sie z kaset (nie powiem, zeby to bylo bardzo intensywne, ale kilka slowek i zwrotow zapadlo w pamiec). W kolejne wakacje postanowilam wyjechac z kolezankami (ja na psychologii, one na iberystyce :) ) do Hiszpanii do pracy. Pomyslalam: praca w kuchni nie wymaga zbyt bieglej mowy. Gdy stalam na lotnisku w Katowicach, pomyslalam, ze chyba mi odbilo, w dodatku mam w garsci bilet za pozyczone pieniadze i zadnej pewnosci, ze bede je mogla oddac! kilka godzin potem, gdy wysiadlam z samolotu w Barcelonie i poczulam ten gorac i zobaczylam palmy, pomyslalam, ze chocbym miala stracic ta kase, to nie bede tego zalowac! bylo tam tak pieknie. Po 2 tygodniach wreszcie znalazlam prace (kolezanki mi ja znalazly, bo ja nie bardzo jeszcze potrafilam mowic) - oczywiscie w kuchni. Potem juz stalam za lada kawiarenki i moglam nawet obslugiwac klientow. Bylam jedyna osoba mowiaca tam po angielsku, wiec w razie potrzeby zawsze mnie uzywano jako tlumacza :) pracowalam 2 miesiace, we wrzesniu wrocilam (baaaardzo niechetnie do domu). Postanowilam usystematyzowac swoj jezyk i poszlam do szkoly hiszpanskiego 'Instytut Cervantesa' (podaje nazwe, zeby podkreslic - ucza tam sami nativos). Na wstepie mialam rozmowe i test, ktory mnie przyporzadkowac mial do odpowiedniej grupy. Dostalam sie na 4. semestr!!! czyli w 2 miesiace zrobilam 1,5 roku nauki w szkole, jaka oszczednosc pieniedzy! :D pozdrawiam niedowiarkow. PS: hiszpanski jak dla mnie jest bardzo latwym jezykiem - angielskiego ucze sie od 5. klasy podstawowki i nadal kalecze, ze az wstyd :P Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gappers Re: skad tyle krytyki??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.09, 14:49 > nie rozumiem skad tyle krytyki w strone Roku w Bok. Ciekawe, ze jest ona autors > twa osob, ktore nigdy takiej przerwy sobie nie zrobily. Oczywiscie nie dla kazd > ego Rok w Bok to idealny sposob na spedzenia roku zycia. Ale jesli ktos ma odwa > ge, inwencje i pomysl to moze byc fantastyczne przezycie! dokładnie tak! gap year to tylko słowo klucz, które pozwala otworzyć głowę na poszukiwanie różnych sposób na realizację tytułowego roku przerwy. prawda - nasze realia wymagają większego wysiłku przy planowaniu i realizacji takiego pomysłu, ale jest to realne. zresztą wystarczy poczytać relacje tych których się zdecydowali www.gapyear.pl/relacje/index.php a co do CV, to doświadczenia z wyjazdu wpływają tylko na plus. bo decydując się na gap year nabierasz pewności siebie i wiary w swoją samodzielność, a są to przecież cechy pożądane przez pracodawców. druga sprawa, że nic też tak nie przemawia za Twoją "chęcią do podejmowania nowych wyzwań" jak zmierzenie się z pobytem w nowym, często obcojęzycznym środowisku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Asia Zrób sobie przerwę (w pracy) IP: *.139.146.109.koba.pl 01.03.09, 13:48 na początku zastanówcie się: żyjecie żeby pracować czy pracujecie żeby życ? teraz panicznie boicie się luki w zyciorysie, potem cale zycie bedziecie trzęść się nad swoją posadką, a na koncu bedziecie starymi zgorzknialymi i wiecznie niezdowolonymi emerytami, ktorzy nie maja czego wspominac :P Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: luna Re: Zrób sobie przerwę (w pracy) IP: *.aster.pl 01.03.09, 16:58 CV służy do przedstawienia swojego doświadczenia zawodowego jakie się w życiu zdobyło. A wam się chyba wydaje,że życie służy do tego,żeby tworzyć cv. Straszne. Jeżeli ktoś ma duże doświadczenie to czy naprawdę rok przerwy sprawi,że wszystko zapomni i już sobie nie poradzi? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gappers Zrób sobie przerwę (w pracy) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.09, 14:59 gap year jest jak najbardziej możliwe również w naszych realiach! tutaj www.gapyear.pl/pomysly/index.php są pomysły, które mogą być pomocne przy planowaniu własnego roku przerwy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magda Niektorzy ludzie mają marzenia! IP: 123.19.143.* 19.05.09, 15:37 Wątek stary, ale dopiero teraz na niego trafiłam. Po pierwsze smutne jest to, że jak to często bywa na polskich forach dyskusyjnych, każdy pomysł, który choć trochę odbiega od standardów jest atakowany. Mam wrażenie, że w wielu przypadkach to zwykła ludzka zwiść... Po drugie, nie ma obowiązku robienia sobie gap year. Przerwę robi sobie ten kto chce. Więc po co ta nagonka na zwolenników pomysłu. Po trzecie, to jest do zrobienia i wcale nie musi psuć perspektyw na przyszłość. Swój pierwszy gap year zrobiłam sobie po pierwszym roku pracy. Miałam ciekawą, ale koszmarnie nisko płatną pracę w administracji lokalnej. Nadarzyła się okazja wyjazdu na rok do Malezji. Nie zastanawiałam się ani sekundy. Przez rok uczyłam w Malezji angielskiego i pracowałam w lokalnej firmie w dziale marketingu. W wolnym czasie zwiedziłam całą Malezję, Tajlandię i Kambodżę. Nie wspomnę o szkole życia jaką był ten pobyt w Azji. Po powrocie znalazłam pracę od razu. Miałam kupe rozmów kwalifikacyjnych w różnych firmach i ciężko było nie odnieść wrażdenia, że byłam na wiele z nich zapraszana właśnie dzięki mojemu "epizodowi" w Malezji. Pracodawcy byli ciekawi moich doświadczeń i chcieli o nich usłyszeć. Drugi gap year mam teraz. Sytuacja nieco inna. Miałam ciepłą i dobrze płatną posadę w wielkiej korporacji, ale z niej zrezygnowałam, bo nie tak widzę swoje życie na dłuższą metę. Oszędzałam przez dwa lata, sprzedałam wszystko co miałam - auto, meble, sprzęty itp, i ruszyłam w podróż. W drodze od 5 miesięcy, przede mną kolejne 10. Pewnie wielu uważa mnie za nieodpowiedzialną osobę, ale mnie ich zdanie zupełnie nie interesuje. Znam trochę ludzi, którzy zrobili tak jak ja i wszysy znaleźli potem pracę. Czasem trochę to trwało, ale praca w końcu się znalazła. Z tym, że dla tych ludzi celem w życiu nie jest praca. Oni mają marzenia, które sięgają nieco poza wysoką pensję, telewizor plazmowy i nowy samochów. Wiem, że niektórym trudno w to uwierzyć, ale jest na tym świecie całkiem spora grupa ludzi, dla których praca, zarabianie kasy i kupowanie nowych, niekoniecznie potrzebnych rzeczy nie jest priorytetm w życiu. I nikt nie ma ich prawa za to krytykować. Każdy żyje tak jak lubi. Odpowiedz Link Zgłoś