Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Młody inżynier się nie ceni

      • Gość: maciej nie jestem inzynierem, IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.05.09, 16:18
        mam mniej niz 30 lat, zarabiam 10k brutto + dodatki pozaplacowe..Informatyk
        • Gość: ms Re: nie jestem inzynierem, IP: *.aster.pl 20.05.09, 16:48
          to cudownie,
          ale artykuł jest o młodych inżynierach z południa polski w porze kończenia
          studiów, a Ty jak sam przyznajesz, nie jesteś inżynierem.
          • Gość: michał Re: nie jestem inzynierem, IP: *.ds10.agh.edu.pl 22.05.09, 12:37
            inżynierowie mogą zarabiać tyle samo co on :P
        • Gość: M. Re: nie jestem inzynierem, IP: 195.150.100.* 08.06.09, 07:25
          Chwalisz się czy żalisz?
      • Gość: ironista :) Re: Młody inżynier się nie ceni IP: *.anonymouse.org 20.05.09, 16:47
        Zachcialo sie warszafce kokosow. W chomato takich i niech zasuwaja za
        700 zl miesiecznie to zrozumieja co sie im nalezy i gdzie ich
        miejsce! Zycie to nie bajka, kilof w reke i do roboty!

        A po 10 latach pracy laskawie 100 zlotych podwyzki. Niech sie ucza
        drygu i posluszenstwa. Mysla, ze studia zrobili to im wszystko wolno,
        ot co. Lezeli brzuchem przez 6 lat i jeszcze wymagaja. Farsa.

        POpaprancy.
        • Gość: zadupie Re: Młody inżynier się nie ceni IP: *.xdsl.centertel.pl 20.05.09, 17:12
          Wolał by sobie palnąć w łeb bo takie życie nie ma sensu.
      • Gość: t-rex Młody inżynier się nie ceni IP: *.ntlworld.ie 21.05.09, 10:53
        witam,

        jestem po polibudzie, studiowalem chemie w polsce zarabialem 1 800 PLN netto
        teraz jestem w irlandii. na poczatku mialem 2 ooo eur teraz po 2 latach mam 3
        500 eur netto za ta sama prace a wlasciwie robie 10 razy mniej. polska to syf i
        tylko debile tam zostaja. pzdr
      • Gość: JoeShmoe Młody inżynier się nie ceni IP: *.bos1.dsl.speakeasy.net 21.05.09, 19:00
        Problemy z dobrze platnymi pracami dla inzynierow zaczely sie juz
        dawno temu, szczegolnie gdy nie mieszkalo sie w Warszawce.
        Ja 12 lat temu przenioslem sie za ocean i nigdy nie zalowalem tej
        decyzji.
      • Gość: feryweg Re: Młody inżynier się nie ceni IP: *.ghnet.pl 22.05.09, 13:53
        Chyba robili te badania na jakichś badziewnych wydziałach typu odlewnictwo,
        metalurgia i tym podobnym szrotom, jakieś jaja a nie badania. Jeśli szukać
        inżyniera to proponuje na wydziałach elektrycznych, elektronicznych,
        mechanicznych, informatycznych -. tam nikt nie siłuje sie przez 5 lat żeby potem
        zarabiać jak jakaś kasjerka w markecie po podstawówce. I że to niby mittal robił
        te badania? Niesłychane...
      • dystansownik Młody inżynier się nie ceni 23.05.09, 15:12
        Moim zdaniem ten artykuł zbyt uogólnia niektóre kwestie. Przy analizie oczekiwań
        przyszłych inżynierów z uwzględnieniem tego ile "powinni" (jest to bardzo
        subiektywne pojęcie) zarabiać, trzeba uwzględnić podstawowe kwestie takie jak:
        - charakterystykę zawodu inżyniera
        - pracę którą chce wykonywać
        - cechy samego człowieka.

        Inżynier inżynierowi nie równy. Pomijam już kwestie tego, który zawód powinien
        dawać po ukończeniu inżyniera, a który nie.
        W niektórych przypadkach, jak np. informatyków, inżynier na starcie jest już w
        dość dobrej pozycji. Wchodzi w zawód ze świeżą wiedzą o najnowszych
        technologiach, zwykle ma spore szansę na zdobycie doświadczenia już podczas
        studiów. To daje mu jakieś argumenty do negocjacji wynagrodzenia. Doświadczenie
        w samej pracy zawodowej też jest ważne, ale inne cechy mogą przeważyć o
        atrakcyjności kandydata.
        Drugim przykładem jest, w pewnym sensie przeciwieństwo, czyli zawód np.
        inżyniera budowlanego. W tej pracy liczy się głównie doświadczenie, a bez niego,
        z samym papierkiem, jest się nikim i niczego się nie umie.

        Co w tej sytuacji ma zrobić inżynier który bez doświadczenia nic nie może, a nie
        ma jak zdobyć doświadczenia ?? Obniża swoje wymagania. Lepiej jest wystartować w
        zawodzie na marnych warunkach, niż wcale.
        Szukając pracy bez znajomości i bardzo bogatego CV o które dość ciężko na
        studiach (do budownictwa nie tak łatwo się załapać w czasie studiów), człowiek w
        pewnym momencie popada w desperację i łapie co jest.

        Gdy wysyła się kilkadziesiąt zgłoszeń do różnych firm, a z tego odpowiada jedna
        lub dwie z zaproszeniem na rozmowę, to nie każdy potrafi zachować na niej
        pokerową twarz. Ja osobiście nie potrafiłbym rzucić tekstem "3 tyś. albo
        wychodzę" w sytuacji, gdy wiem, że nie mam żadnej realnej alternatywy.
        Zacisnąłbym zęby i popracowałbym choćby dla samego doświadczenia.

        Osobiście wkurza mnie hipokryzja niektórych ludzi. Szczególnie tych
        twierdzących, że za jakąś pensję nie poszliby do pracy, bo się "cenią". Ciekawe
        czy nie mając co jeść, czy też by się "cenili". Nie każdy ma bogatych rodziców
        czy inne warunku pozwalające na wybrzydzanie.

        Ten artykuł przypomina mi o innym, który czytałem kiedyś na temat oczekiwań
        płacowych studentów kierunków ekonomicznych (chyba SGH). Tam większość
        stwierdzała, że na starcie oczekują płacy 4-5 tysięcy zł. Około 10% z
        ankietowanych odpowiedziało, że od razu oczekują pracy na stanowiskach
        kierowniczych i dyrektorskich. Nie wiedziałem wtedy czy się z tego śmiać czy
        opłakiwać w jakim kraju żyjemy.

        Na zakończenie może jeszcze wspomnę, że sam, zwiedziony propagandą medialną,
        wybrałem budownictwo jako kierunek studiów i choć naprawdę mi się podoba, to
        jednak widzę jak nierealne są moje wcześniejsze wyobrażenia dotyczące przyszłej
        pracy i kariery.
        Ten artykuł po części odnosi się także do mnie, bo jako student kierunku
        inżynierskiego na PK (czyli w Małopolsce) sam nie mam za wielkich oczekiwań.
        Gdybym dostał teraz 1,5 zł na rękę i pracę w dobrej firmie, z perspektywą
        rozwoju, szansą na zdobycie doświadczenia i zrobienie uprawnień, to przyjąłbym
        taką ofertę z pocałowaniem ręki (mówiąc w przenośni, bo nie popieram zwyczaju
        oblizywania czyiś kończyn jako wyrazu wdzięczności czy szacunku).
        • Gość: ms Re: Młody inżynier się nie ceni IP: *.aster.pl 31.05.09, 13:02
          > Osobiście wkurza mnie hipokryzja niektórych ludzi. Szczególnie tych
          > twierdzących, że za jakąś pensję nie poszliby do pracy, bo się "cenią". Ciekawe
          > czy nie mając co jeść, czy też by się "cenili". Nie każdy ma bogatych rodziców
          > czy inne warunku pozwalające na wybrzydzanie.

          Daj spokój, na jedzenie to można zarobić samymi korepetycjami z matematyki itp.

          > Ten artykuł przypomina mi o innym, który czytałem kiedyś na temat oczekiwań
          > płacowych studentów kierunków ekonomicznych (chyba SGH). Tam większość
          > stwierdzała, że na starcie oczekują płacy 4-5 tysięcy zł.

          całkiem wiarygodne, zresztą podobno średnia płaca w Warszawie to 4,5tys brutto.
          Ale to SGH, Warszawa, drogie jest życie i mieszkania.

          Tak w ogóle to dobrze że przypomniałeś że w zawodach inżynierskich występuje coś
          takiego jak "uprawnienia", czyli formalne zawodowe kwalifikacje. Informatycy i
          ekonomiści czegoś takiego raczej nie maja.

          I tutaj artykuł zawala w sprawę, bo nie wspomina o tym, i nie pyta studentów
          również o oczekiwania płacowe po zdobyciu uprawnień.
          • Gość: 13k Re: Młody inżynier się nie ceni IP: *.adsl.inetia.pl 05.06.09, 18:14
            Tyle, że żeby zrobić te uprawnienia, to w budowlance jest minimum trzy lata na
            budowie, a w stolicy nieważne jakie ktoś ma wymagania, człowiek po studiach
            dostanie 1200-1500 na rękę.
            Zresztą artykuł byłby miarodajny, jeśli wszyscy Ci studenci, którzy się tak
            bardzo cenią na studiach, wypełnili ankietę w swojej pierwszej pracy, z dużym
            prawdopodobieństwem realna płaca jaką dostaną będzie niższa.
            A zarobić na chleb zgadza się można korkami, pracą fizyczną na budowie czy w
            markecie, tyle że ci ceniący się nawet do takiej pracy się nie dotkną. Efekt w
            wieku trzydziestu, trzydziestu kilku lat, mają za sobą trzy fakultety, jeden
            doktorat, ale zero lat pracy w przemyśle, i jak lądują na produkcji to się
            okazuje, że pan Janek tokarz po zawodówce, jest od nich o trzy klasy lepiej
            postrzegany, i ma wyższą płacę, bo ma doświadczenie a nie suchą wiedzę z książek.
            :)
            • dystansownik Re: Młody inżynier się nie ceni 05.06.09, 22:51
              No właśnie ze zrobieniem praktyki do uprawnień jest problem. Przeważnie 3/4
              ofert dla inżynierów budowlanych ma w wymaganiach posiadanie uprawnień. Gdy ktoś
              je już zdobędzie to pracę powinien znaleźć bez większych problemów i może
              stawiać większe warunki jeśli chodzi o płacę.
              Natomiast świeży absolwent jest nikim. Praktycznie pracodawca mu robi łaskę, że
              go zatrudnia i pozwala się uczyć zawodu. To wynika z prostego prawa podaży i
              popytu. Uczelnie wypuszczają tłum świeżych inżynierów, a nie wszystkich rynek
              jest w stanie wchłonąć.
            • Gość: ms Re: Młody inżynier się nie ceni IP: *.aster.pl 16.06.09, 09:33
              > zero lat pracy w przemyśle, i jak lądują na produkcji to się
              > okazuje, że pan Janek tokarz po zawodówce, jest od nich o trzy klasy lepiej
              > postrzegany, i ma wyższą płacę, bo ma doświadczenie a nie suchą wiedzę z książek.

              tylko, że przy decyzjach życiowych nie należy się kierować tym, czy będzie się
              miało wyższą płacę od pana Janka, tylko - jeśli o płacach mówimy - to
              maksymalizacją własnej :-)

              co być może dla absolwentów inż. budownictwa jest akurat taką drogą przez jakąś
              biedę i mękę na praktykach :-|
        • Gość: Łukasz Re: Młody inżynier się nie ceni IP: 77.79.200.* 06.06.09, 11:21
          Zgadzam się z powyższą wypowiedzią. Kasa dla inżyniera budownictwa,
          zaczyna się dopiero po 3-5 latach od ukończenia nauki, bo własnie po
          tym czasie nabieramy doświadczenia oraz zdobywamy uprawnienia
          budowlane do pełnienia samodzielnych funkcji technicznych. Samo
          doświadczenie jakie możemy zdobyć w czasie studiów jest bliskie
          zeru, gdyż studia są dość ciężkie pozatym praca, głównie na
          delegacjach uniemożliwia większości pogodzenie nauki i pracy.
          Podczas praktyk studenckich przez pierwsze 3 miesiące zarabiełem
          1000-1200zł/netto, w zależności od godzin pracy. Po trzecim miesiącu
          stawka wzrosła do niemal 2500zł/netto jednakże po pół roku trzeba
          było wrócic na uczelnię... Teraz, szukam nowej firmy i z 100%
          pewnością znów będę musiał płacić "frycowe" i z tytułem inżyniera
          pracować za ok 1500zł/netto. Wpływ na uwarunkowania finansowe ma
          lokalizacja. Śląsk jest jednym z największych (o ile nie
          największym) skupiskiem firm budowlanych różnego kalibru oraz kilku
          uczelnie technicznych kształcących inżynierów budownictwa. Tym samym
          zwiększa się ilość potencjalnych pracowników i aby zdobyć miejsce
          pracy trzeba zejść z oczekiwań finansowych lub pochwalić się
          doświadczeniem, czego 99% świażo upieczonych inżynierów zrobić nie
          może. Osobiscie ubolewam nad faktem, iż osoby niewykwalifikowane
          zarabiają po 2-3 tys. netto, a człowiek b.dobrze przygotowany do
          trudnego zawodu moze liczyć na polowe lub 1/3 stawki pracownika po
          zasadniczej szkole zawodowej...jest to flustrujące. Najważniejsze to
          jak ja to nazywam metoda małych kroczków...zrobie uprawnienia i
          będę "szarpał" po 6k/miesiąc albo i więcej, a do tego czasu trzeba
          klepać biede...
      • Gość: JO! Młody inżynier się nie ceni IP: *.smgr.pl 25.05.09, 18:01
        jestem mlodym inżynierem pracuje dopiero nieco ponad rok i zarabiam
        2,5 tyś plus premia netto. I szukam teraz czegos gdzie zarobie
        wiecej. I kto tu się nie ceni? tylko na południu jest za
        dużo "wykształciuchów" wiec nie ma jak sie tam cenic i trzeba ruszyc
        tylek w polske
        pozdro
      • Gość: andrzej Młody inżynier się nie ceni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.09, 13:10
        Jak mają się cenić skoro brakuje dla nich pracy? Ostatnio szuka się
        inżynierów budownictwa szczególnie drogownictwa ( pewnie efekt
        dotacji z UE ) ale mechanikom czy chemikom jest o wiele trudniej
        znależć pracę. Nie każdy absolwent ma bogatego tatusia lub
        konkubenta aby mógł się wysoko cenić.
      • Gość: Magda Młody inżynier się nie ceni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.05.09, 14:21
        Mowimy o inzynierach a czy wiemy ile zarabiaja prcawnicy uczelni
        wyzszych - tych ktorzy maja ksztalcic tych inzynierow ? czy oni sie
        cenia i czy maja wybor.
        • dystansownik Re: Młody inżynier się nie ceni 27.05.09, 17:08
          U mnie na uczelni połowa wykładowców dorabia sobie na boku. Część zajmuje się
          oczywiście sprawami takimi jak różnego rodzaju ekspertyzy itp. czyli rzeczy
          których można się po naukowcach spodziewać, a część ma po prostu swoje firmy czy
          u kogoś pracują i kasę mają. Oczywiście często odbija się to na ich dostępności
          dla studentów. :P
      • Gość: toffik chyba im sie w du. ach po przestawialo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.09, 03:08
        caly czas widze tych studencikow jak mordy zalewaja w klubach do nauki by sie
        wzieli matoly
      • Gość: grzes Młody inżynier się nie ceni IP: 84.38.160.* 03.06.09, 00:12
        prosze cie przegladnij sobie oferty pracy na podkarpaciu a potem powiedz mi
        dlaczego młodzi inż sie nei cenią , jak nikt nie chce dac wiecej niz średnia
        krajowa,
      • Gość: Kiksu Młody inżynier się nie ceni IP: *.nat.student.pw.edu.pl 03.06.09, 18:38
        Chyba autor nie wie o czym pisze. Jak młody inżynier ma się cenić jak po
        latach nauki wzorów, projektów, laboratoriów jedyne o co pyta pracodawca to
        doświadczenie. Nagle się okazuje że po latach nauki tak naprawdę nie ma co
        wpisać w CV, pojawia się gniew i rozgoryczenie. No i gdzie są te 5 miejsc na
        jednego inżyniera o których pisała gazeta.pl jeszcze kilka lat temu. Gdzie ta
        Irlandia obiecana przez Tuska.
        • dystansownik Re: Młody inżynier się nie ceni 03.06.09, 19:45
          No właśnie, zamiast 5 miejsc na inżyniera, nagle robi się 25 inżynierów na jedno
          miejsce. :P
        • Gość: indżynier Re: Młody inżynier się nie ceni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.06.09, 07:35
          5 miejsc na inzyniera, to bylo najsmieszniejsze co moglem przeczytac w temacie
          o pracy.
          jak to gdzie irlandia??? zaraz obok wlk. brytani. jak tak dalej pojdzie, to bede
          inzynierem w irl lub uk, w pl zostane inzynierem frustratem ;)
      • Gość: 13k Młody inżynier się nie ceni IP: *.adsl.inetia.pl 05.06.09, 18:03
        Ale czemu się pan redaktor dziwi, o panu profesorze nie wspominając, chłopaki
        wreszcie patrzą na rynek pracy realnie. Te wysokie zarobki wg BDI są
        uśrednieniem i to sporym, zresztą nakręconym jak zwykle przez firmy z branży
        IT oraz przez tzw. inżynierów sprzedaży, czyli mówiąc wprost handlowców,
        którzy mają procent od ilości sprzedanego towaru. Inżynier na stanowisku
        typowo inżynierskim, czyli projektowanie, utrzymanie ruchu, itp. na pierwszą
        płacę dostaje około 1.500 netto, wyższe płace to odsetek. Zgadza się tyle
        można zarobić w markecie, ale sorry klient bezpośrednio po studiach też nic
        nie umie, a ma tylko dużo teorii w głowie. A zbytnie cenienie się prowadzi
        tylko to bezrobocia, bo nikt nie zatrudni klienta bez praktyki, za to z
        wybujałymi życzeniami co do zawartości portfela.
        • Gość: 10 lat po Na początek trochę wiedzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.09, 02:34
          redaktorom i chętnym do zdobycia zawodu inżyniera.
          Inżynierowie związani z budownictwem (budownictwo, inżynieria
          środowiska, wydziały elektryczne, architektura) żeby otworzyć firmę
          albo móc być projektantem lub kierownikiem budowy lub zespołu budów
          albo inspektorem nadzoru, muszą zdobyć tzw. uprawnienia budowlane
          bez ograniczeń do projektowania lub do nadzoru. Opisuje to prawo
          budowlane i odpowiednie rozporządzenia kolejnych ministrów od
          budownictwa.
          W praktyce wygląda to tak: wymóg: min. 2 lata na budowie na pełnym
          etacie jako tzw. inżynier budowy z wpisywaniem codziennie do
          specjalnej "ksiązki praktyk" co się robiło, bo nie wszystko się do
          okresu tego stażu liczy (odpada np. kosztorysowanie). Każdy tydzień
          podpisać musi przełożony, który już takie pełne uprawnienia
          posiada. "Przełożony" nie może być zatrudniony przez młodego
          inżyniera (np. nie może być że kończę studia, zakładam firmę,
          zatrudniam emeryta z uprawnieniami, dziubę remonty i on mi wpisuje
          do ksiązki) bo się też nie będzie liczyć.
          Po tych 2 latach składa się książkę praktyk do kontroli w Okręgowej
          Izbie Inżynierów Budownictwa i wnioskuje o egzamin. Egazmin jest
          pisemny i ustny.
          Jeśli ktoś chce (a chciałaby większość) mieć pełne uprawnienia i do
          nadzoru i do projektowania, to zamiast skłądać wniosek o egzamin
          idzie na pełny etat do biura projektów (jakie to proste) na tzw.
          asystenta projektanta. Tu pracuje znowu min. dwa lata, codziennie
          wpisując Ksiązki Praktyk co zrobił i raz na tydzień zdobywając
          podpis przełożonego z uprawnieniami bez ograniczeń do projektowania.
          Dodatkowo musi podpisywać projetky wykazane w ksiązce, bo inaczej
          praktyka też się nie będzie liczyć. Po dwóch latach (czyli w sumie
          już 4) składa ksiązkę praktyk z biura projektowego i z budowy do
          Izby Inżynierów Budownictwa i pisze wniosek o egzamin. Egzamin jest
          i z wiedzy projektowej i nadzorwczej pisemny, a potem ustny.
          Uzyskując uprawnienia bez ograniczeń (min. po 4 latach od studiów)
          do projektowania i nazdoru delikwent staje się dopiero pełną gębą
          inżynierem. I teraz mu życzyć szczęścia, bo może spotkać zarówno
          ofertę za 4 tys netto jak i za 1800zł netto, albo otworzyć własną
          firmę i drżeć, żeby tak wygrywać przetargi, żeby nie dokładać do i
          tak głodowych pensji pracowników.
          Dodajmy, że w PRL-u wystarczyło tylko przepracować ileś tam lat w
          biurze projektów i na budowie i szło się po papier z uprawnieniami
          do Urzędu Wojewódzkiego jak po cukier. Ludzie którzy wtedy tak
          zdobyli uprawnienia dziś cwaniakują i "nieuprawnionym" inżynierom
          proponują albo zdobywanie uprawnień za płacę minimalną, nierzadko ze
          zmuszaniem do pracy fizycznej razem z teoretycznie nadzorowanymi
          robotnikami (ale dużo lepiej płatnymi), a są i tacy, którzy oferując
          płacę minimalną każą sobie jeszcze po cichu (jak się nie zgodzisz to
          zwalnia) zwracać składki odprowadzane na ZUS.

          Sposób na uprawnienia.
          Powszechnym wobec powyższego sposobem na zrobienie uprawnień stały
          się na południu Polski tzw. staże absolwenckie. Niektóre firmy w
          ogłoszeniach jednoznacznie zaznaczają, że chodzi tylko o stażystów.
          Jest to wariant lepszy od wyżej opisanego: przez 12 miesięcy
          pracodawca zatrudnia takiego inżyniera, potem może zwolnić (ale
          połowa stażu w zeszycie praktyk jest) nie płacąc mu ani grosza ani
          poborów ani składek. I pobory i składki płaci poprzez Urząd Pracy
          państwo, z tym, że wysokość poborów wynosi tyle samo co zasiłek dla
          bezrobotnych czyli jakieś 400-500zł na rękę.
          Po roku trzeba szukać "zwykłej" pracy, bo natychmiast na drugi staż
          się nie kwalifikujesz (dopiero jakbyś był przez co najmniej rok
          bezrobotny). Można błagać szefa, żeby nie zwalniał, ale ten woli
          mieć następnego jelenia za którego zapłaci państwo.
          Tym sposobem może minąć przynajmniej 6 lat po studiach, zanim, przy
          szczęśliwych okolicznościach wystąpimy o egzamin w OIIB.
          Dodajmy, że aby zostać inżynierem stażystą musi być popyt na takich
          ludzi, a więc i ruch budowlany w danym regionie.

          Z moich kolegów z roku uprawnienia zdobyło ok 10 może 15%. Reszta
          siedzi w jakichś debilnych hurtowniach instalacyjnych albo
          budowlanych, bo tu płacą lepiej (2-3tys zł netto) a jak ci się chce
          harować na pełny zegar to przez rok dwa i 4 do 5k wyciągniesz, potem
          już nie bo prędzej byś wyciagnął nogi od takiej roboty.
          Rynek pracy (sprawdzie sobie inż budowlany, inżynier sanitarny,
          inżynier elektryk po ofertach) na południu czy wschodzie Polski
          praktycznie nie istnieje, tylko administracja czasem szuka, ale tych
          z uprawnieniami bez ograniczeń. Potem siedzą i podpisują przetargi
          na huśtawki albo płotki wokół rabatek przy bloku.

          Można uciekać w inny region, czy za granicę, ale jak się ma żonę i
          dwójkę dzieci na głowie, to nie zawsze jest takie proste. Są tacy co
          idą pracować w ogóle poza zawodem.
          Są tacy - i ja się do nich zaliczam - że pracują na obrzeżach zawodu
          za pieniądze lepsze od tych co na budowie i w biurach, ale ma to
          swoją cenę: niestabilność - bo co rusz koniunktura na coś innego
          (opracowania, studium gmin, operaty itp.) i trzeba często szukać
          nowych miejsc i nowych kontaktów. Pracę zmieniałem już 5 razy i mam
          za sobą czas także działalności gospodarczej na zasadzie podzleceń.
          Ale nic z tego co robiłem, nie liczy się do uprawnień. Książkę
          Praktyk mam puściutką, a niedawne zderzenie ze świeżymi absolwentami
          po moim kierunku uświadomiło mi, ile już zapomniałem i jak branża
          poszła do przodu, mimo że po studiach, ukończonych z bardzo dobrym
          dyplomem irytowałem starych inżynierów w swojej pierwszej pracy
          znajomością nowych technologii czy umiejętnością rozwiązywania
          problemów, których rozwiązywania oni już dawno zapomnieli.
          !0 lat po studiach mogę powiedzieć: postawiłem na pieniądze
          (średnie, nie wielkie) a nie na upokarzające i skazujące na
          wegetację zasuwanie za 400zł z deską czy cementem po budowie (bo
          inżynier budowy często dziś pełni praktyczną rolę zaopatrzeniowca
          budowy).
          Nie wiem co będzie jutro, za rok, za to wiem, że jako inżynier
          zawisłem w próżni, trochę już zapomniałem, a o wielu nowszy rzeczach
          usłyszeć i poznać ich nie miałem okazji.
          Jeśli to dalej tak będzie wyglądać (szczególnie kwestia uprawnień)
          to za 10-20 lat nie będzie inżynierów do nazdoru ani projektowania.
          Dodam jeszcze że za wszystkim stoi min. silne lobby inżynierów z
          Izby i rzeszy emerytów ze "starymi" uprawnieniami, dorabiajacych do
          głodowych emerytur i utrzymujących często w domu w ten sposób
          młodych, nierzadko też inżynierów. Jest to też sytuacja daleka od
          sielanki.
          • dystansownik Re: Na początek trochę wiedzy 06.06.09, 07:52
            Ogólnie popieram to co napisałeś, tylko według mnie kwestia zdobywania uprawnień
            pozostaje dość dyskusyjna, bo napisałeś:

            > Jeśli to dalej tak będzie wyglądać (szczególnie kwestia uprawnień)
            > to za 10-20 lat nie będzie inżynierów do nazdoru ani projektowania.

            Uważam, że uprawnionych inżynierów będzie dokładnie tylu ilu mamy teraz. Ani ta
            liczba się nie zmniejszy, bo jednak cały czas ktoś te uprawnienia będzie
            dostawał, ani się nie zwiększy, bo absolwentom będzie ciężko odbyć praktykę w
            odpowiedniej formie (i przez to przy nadprodukcji absolwentów inżynierskich
            kierunków, dalej będzie można mówić w mediach, że za parę lat będzie brakowało
            kilkudziesięciu tysięcy inżynierów).

            Ogólnie forma zdobywania uprawnień ma sens. Idziesz do pracy, zdobywasz
            odpowiednie doświadczenie, potem zdajesz egzamin. Szczególnie ta ostatnia
            kwestia jest dość ważna.
            Miałem już przedmiot "prawo budowlane" na studiach i wykładowca w ramach
            zaliczenia zorganizował nam testy podobne do egzaminu pisemnego organizowanego
            przez izbę. Tyle, że my dostaliśmy łącznie "tylko" 30 pytań i tylko z samej
            ustawy, gdzie trzeba było wybrać 1 z 3 podanych odpowiedzi. W efekcie 1/4 osób
            nie zaliczyła.
            To moim zdaniem najlepiej świadczy o tym, że w ramach postępowania w sprawie
            uzyskania uprawnień trzeba sprawdzić rzeczywiste kompetencje kandydatów, bo
            studia może ukończyć praktycznie każdy przy odrobinie szczęście. Potem może
            pracować jako inżynier, ale na stanowisku w ogóle nie wymagającym inżynierskich
            umiejętności. Czy taka osoba zasługiwałaby na uprawnienia budowlane ?? Moim
            zdaniem nie. Od tego właśnie jest Izba Inżynierów, żeby dbać o to kto dostaje
            uprawnienia.

            Tylko tu pojawia się problem z tym komu jest łatwiej te uprawnienia zdobyć. O
            ile do egzaminu nie można się przyczepić, bo to jednak jest regulowane
            przepisami prawnymi i nikt by nie ryzykował, to kwestia tkwi właśnie w praktyce
            budowlanej.
            Pracodawcy wiedząc, że absolwent musi odbyć praktykę, może go po prostu
            wykorzystywać. Jednak to jeszcze nic, ważne, żeby tą praktykę w ogóle znaleźć.
            Jak ktoś ma kogoś z rodziny w zawodzie to nie ma problemów, sam znam takie
            przypadki, że ludzie już na studiach mają robotę pewną po otrzymaniu papierka.
            Zresztą chyba każdy zdaje sobie sprawę, że duża część przyjmowanych ludzi w
            firmach budowlanych, odbywa się na zasadzie bliższych lub dalszych znajomości.
            Do przyjmowania obcych pracodawca bierze się dopiero, gdy nie ma kogoś znajomego
            do zatrudnienia.
            • sky.83 Re: Na początek trochę wiedzy 06.06.09, 11:49
              Ha ha ha,też miałem taką "rewelacyjną" propozycje od pana prezesa pewnej firmy
              budowlanej;-) Pół roku stażu za 600 zł (praca 12h dziennie) ,jednak na moje: "to
              zależy ile pan do tego 600 zł dorzuci" przestał już grać cwaniaczka i
              zaproponował jakieś normalne pieniądze i umowe(chyba zlecenie,ale dobre i to:-)
              Taka prawda państwo studenci,że ten cały syf na rynku wynagrodzeń to jest tylko
              i wyłącznie wina samych studentów i między innymi takich artykułów.Jak słyszę od
              kolegów studentów jak ja to mam super warunki bo zarabiam więcej niż 1200 netto
              to nie wiem czy się mam śmiać czy płakać? Sami taka postawą zaniżacie swoje
              wynagrodzenia w pierwszej pracy .Żeby nie było sam zacząłem za coś koło 1600
              netto,ale tak się wtedy umówiliśmy z innymi,że każdy tyle mówił na rozmowach
              jako pensje którą chciał by na okresie próbnym i ten sposób działa...
            • Gość: 10 lat po Re: Na początek trochę wiedzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.09, 15:36
              W/g mnie zasadniczą kwestią przy uprawnieniach (i ich zdobywaniu)
              jest sytuacja na rynku budowlanym i kształtowany przez nią popyt na
              pracujących inżynierów - tych z uprawnieniami i tych bez.
              Np. dziś biura projektowe to często jednoosobowe spółki dawnych
              pracowników państwowych biur projektowych, bazujące na studentach
              (też jako student od IV roku w takim biurze zarabiałem po jakieś 3
              stówki od policzonej instalacji c.o. w modernizowanym bloku - do
              tysiąca na m-c - druga połowa lat 90-tych + 400zł stypendium
              naukowego, nie było źle), ale jak mi po studiach zaproponował
              600zł/m-c za 8 godzin codziennie to mnie przyłamał i zrezygnowałem -
              ale nie zdążyłem nawet o tym poinformować :), bo gdy przyszedłem na
              rozstrzygajacą rozmowę, to już siedział u niego jakiś student i gość
              mnie zaczął przepraszać, że nie da rady, że jak nie będzie zleceń to
              na ZUS nie wyrobi, więc nic z tego i woli podzlecać studentom i to
              tylko wtedy jak ma jakąś robotę. To co robiłem zawsze miało
              termin "na wczoraj", więc robiłem wyliczenia nocami i dostarczałem
              mu na dyskietce czy płytce, a on je firmował sam.
              Pod koniec 90-tych lat jak się na mieście pojawił jakiś dźwig to
              było wydarzenie i spekulacje: co to budują i kto.
              Jak w takiej sytuacji kilkudziesięciu co najmniej absolwentów
              corocznie opuszczających poszczególne kierunki na Politechnice miało
              te uprawnienia zdobywać. Nawet takich głupich staży jak dziś w ogóle
              nie było - nie istniało coś takiego.

              Zaczepiłem się na pewnym etapie po studiach u jednego takiego
              starego inżyniera, robił jakieś drobiazgi; zaproponowałem mu że
              jeśli zna ludzi po gminach, to można by modernizować po wsiach
              ujęcia wody za unijne pieniądze. Miałem świeżą wiedzę, praca
              dyplomowa dała mi pojęcie co wtedy nowego i dobrego w branży się
              działo, miałem namiary na firmy dostarczajace technologie.
              Ale sam nie mogłem tym się zajać bo brak uprawnień właśnie a po
              drugie brak kontaktów. Gość był zachwycony (umowa zlecenie), ale
              robienie najpierw ekspertyz, potem projektów zmiany technologii
              uzdatniania (np. wypełnień filtrów, dostosowanie prędkości filtracji
              itp.) w stacjach istniejących - jak mi jeszcze w urzędzie
              wojewódzkim powiedziano - nie daje możliwości wpisywania praktyki
              zawodowej do ksiażki, "bo to nie projekt ani budowa", chociaż
              papiery musi podpisać gminie inżynier z uprawnieniami.

              Gdzieś po półtora roku gość zaczął opóźniać wypłaty, która biorąc za
              1 zysk z jednego zlecenia wynosiła dla mnie jakieś 15-20%, a potem
              zaczął smęcić, że zleceń już nie ma, i jak mi zalegał prawie rok z
              którąś wypłatą, nie dając nowych zleceń, postraszyłem go sądem,
              pieniądze dostałem ale współpraca się skończyła na jego wyraźne
              żądanie. Potem robił dalej to samo ale już z jakimś swoim dawnym
              kumplem (nawiasem mówiąc jak się uczepili tego co mu wtedy
              przyniosłem to jedzie z tym do tej pory, chociaż, są już
              nowocześniejsze technologie).
              Trzeba było coś nowego szukać.

              Nie neguję potrzeby zdobywania stażu czy egzaminu na uprawnienia,
              ale takie sytuacje powodują, że zdobywanie uprawnień przypomina
              wsponaczkę gołymi rękami po gładkiej ścianie.
              Kumpel zrobił staż na uprawnienia u wujka, który miał firmę
              budowlaną. Inny u ojca, też w jego firmie. Potem nastąpiła wymiana
              ze znajomymi wujka, którzy mają biuro projektowe.
              Na pensję przy tym nie narzekali, pierwszy kupił sobie wtedy nową
              skodę octawię 1,9TDI i wziął kredyt na zakup mieszkania. Dziś ma
              jednoosobową firmę projektową i jak na przedsiębiorcę to ledwo wiąże
              koniec z końcem.
              Ja, żeby móc wziąć kredyt na zakup używanego dwupokojowego
              mieszkania i zacząć budowę domu, nie mogłem myśleć o "normalnej
              drodze" zdobywania uprawnień za kilkaset złotych na miesiąc i to
              jeszcze z łaską.

              Starzy "uprawnieni" i większosci z nich "umiejętności" to temat na
              kolejną opowieść, której tu nie rozwinę.
              Rynek pracy dla inżynierów z uprawnieniami dziś jest też
              niesamowicie rozchwiany. Jak pisałem zdarzają się oferty za 5-6
              tys.zł ale często z biegłym językiem angielskim czy niemieckim, a
              większość "starych uprawnionych" języków nie zna.
              W zeszłym roku z rozbawieniem przyglądałem się jak jakiś powiat w
              prasie przez kilka miesięcy szukał na stanowisko urzędnicze
              inżyniera sanitarnego z uprawnieniami za... 1800zł brutto.
              Czy znalazł - nie wiem, ogłoszenie zniknęło.
              Dużo takich ludzi siedzi dziś w administracji - od blokowej, przez
              samorządową po wojewódzką i cieszą się, że mają pracę. Prawdę mówiąc
              uprawnenia są na ich stanowiskach potrzebne jak sprinterowi w biegu
              trzeci but, ale taka jest tradycja, że ten z uprawnieniami będzie
              lepiej nadzorował zakup żarówek do bloku, albo lepiej poprowadzi
              miejski przetarg na zakup pojemników na psie kupy. Jest jakś tam
              kasa i stabilizacja (a jak to drugie jest ważne nie wie ten co
              jeszcze nia ma rodziny). Co taki uprawniony pamięta po 5-10 latach
              takiej pracy?
              Śmiem twierdzić, że mniej niż świeżo upieczony absolwent z lepszym
              dyplomem.
              Pisałem że braknie inżynierów z uprawnieniami, bo starzy się
              naturalnym biegiem rzeczy wykruszą, a jeżeli teraz jest raczej
              kiepska koniunktura w budownictwie, to i mniej ludzi uprawnienia
              robi.
              Jak za jakiś czas zacznie się boom budowlany (załóżmy) to z rękawa
              uprawnionych nie wytrzepią, biorąc pod uwagę minimalny czas
              zdobywania uprawnień wynoszący wg obecnych przepisów 3-4 lata.

              Nawiasem mówiąc jeden taki uprawniony - technik - robił mi centralne
              w domu. Stwerdził że projektu nie trzeba, zrobi na oko i będzie
              chodzić, bąkając jeszcze coś pod nosem o nic nie umiejących
              inżynierkach, którzy znają tylko teorię.
              Postawiłem mu warunek - jak coś będzie nie tak - za darmo poprawi
              tak jak ja mu każę. Zgodził się, pokazując w szyderczym uśmiechu
              zgnite zęby, a ja po cichu przeliczyłem instalację.
              Jak przyszło do uruchomienia, okazało się że ogrzewanie nie chodzi
              jak trzeba. Nie chciał piernik poprawiać, mówił, że lepiej nie
              bedzie, że żądam cudów, a ja mu na to: tutaj to i to zmienić.
              Zmienił, dołożył do zaworu sterownik, o istnieniu jakiego nie miał
              pojęcia.
              I jest jak być powinno, - a było to po 5 latach zdobywania wiedzy
              tylko teoretycznej (ten miał ponoć 15 lat praktyki) i bez uprawnień.
          • Gość: olewus k....wa święta racja IP: *.chello.pl 08.06.09, 23:11
            całe szczęśćie, że chlałem całe studia i w dupie miałem zajęcia

            przynajmniej w przeciwieństwie do kolegów, którzy się uczyli mam co wspominać i do reszty nie och....ałem

      • Gość: dar w innych krajach uprawnień nie ma IP: *.chello.pl 07.06.09, 20:09
        W każdym normalnym kraju ( np. Holandia, Anglia) nie istnieje coś takiego jak
        uprawnienia budowlane, to taki polski wymysł.

        To w zasadzie jest chore bo żeby zaprojektować rurkę do kibelka trzeba mieć
        uprawnienia a np. rurociąg wysokociśnieniowy pary zaprojektowany przez inż.
        pipingu już nie....
        • Gość: inzynier Re: w innych krajach uprawnień nie ma IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 07.06.09, 21:02
          w polsce szara rzeczywistośc. dla absolwenta inżyniera 1500 zł
          netto. dla doświadczonego inzyniera 3-4 tys netto.
      • Gość: gość Młody inżynier się nie ceni IP: 144.177.70.* 08.06.09, 15:45

        Ja też uważam, że pracować trzeba a rynek reguluje płace. I też jak
        zaczynałem to pracowałem za grosze. Większość moich przyjaciół
        robiła tak samo i wszystkim w końcu się udało. Nie ma co marudzić w
        stylu "nie psuć rynku" - bierze się co jest, w końcu nie żenisz się
        z pracą.

        Na początku zawsze jest ciężko, zwłaszcza jak się mieszka w jakiejś
        dziurze bez perspektyw.

        Na pocieszenie tym studentom napiszę tylko, że nie zawsze tak
        będzie. Przecierpcie, a za kilka lat będą oferty, stanowiska i
        przyzwoite pieniądze. Dlatego właśnie opłaca się studiować.
        Wytrwajcie w walce, a po trzydziestce będzie was stać na wygodne
        życie, podróże i co tam sobie chcecie. Tylko trzeba wytrwać, nie
        poddawać się, walczyć twardo i nie brać jeńców. Nie godzić się na
        pracę w supermarkecie do śmierci, szukać dojścia, wysyłać CV,
        atakować bez przerwy. Prędzej czy później dla każdego słońce
        zaświeci.

        Powodzenia.
      • globalmsg Się nie ceni? Oddajcie nasze pieniądze złodzieje! 18.06.09, 07:43
        Się nie ceni? Oddajcie nasze pieniądze złodzieje z daministracji
        państwowej! 70% podatku w europie i się nie ceni! Złodzieje!
        • Gość: Janosik tak jest ! oddawać IP: *.chello.pl 19.06.09, 23:39
          > Się nie ceni? Oddajcie nasze pieniądze złodzieje z daministracji
          > państwowej! 70% podatku w europie i się nie ceni! Złodzieje!


          i z administracji samorządowej też !
          • Gość: mgrinz Inżynier??? IP: 194.6.204.* 20.06.09, 20:28
            tak jak ktoś słusznie zauważył inżynier po studiach w większości
            przypadków nie jest specjalnie przydatny. i nie mam tu na myśli
            doświadczenia [bo to logiczne] tylko poziomu wiedzy wyniesionej ze
            studiów, który jest o wiele niższy od poziomu wiedzy technika sprzed
            lat. nie pisze tego złośliwie, bo sam byłem w takiej sytuacji , tyle
            że ktoś dał mi szansę - zczynałem siedem lat temu od bajecznej
            pensji 850zł na łapę.
            odczekałem swoje, nabrałem doświadczenia, po 1,5 roku zmieniłem
            pracę na bardziej wymagającą i lepiej płatną i jakoś mi idzie, choć
            kokosów nie zarabiam i stresów nie brakuje. a jako człowiek skromny
            mogę powiedzieć, że niejeden z tzw. wyśmiewanych fachowców ma dużo
            większą wiedzę od panów iżnynierów i radzę tych ludzi czasami
            słuchać. bo czego głównie branży techniocznej brakuje, to nie
            inżynierów tylko techników i porządnych rzemieśliników w dobrym tego
            słowa znaczeniu.
            a tak co, kształcimy tysiace "inżynierów" a do roboty nie ma nikogo,
            no bo przecież pan inżynier po "studiach" schylac się nie będzie,

            pozdr.




      • Gość: uuuu Młody inżynier się nie ceni IP: 94.246.151.* 07.08.09, 21:24
        7500 hahaha matol jesteś po ośmiu latach mam 2000 zł na reke górnik ze
        wszystkimi kwalifikacjami
      • Gość: Młody inż? Młody inżynier się nie ceni IP: *.chello.pl 07.08.09, 23:00
        Pięć lat "ciężkich" studiów technicznych, poniżania przez wykładowców którzy
        mądrzejsi są od Boga, egzaminy, kolokwia, projekty, wakacyjne praktyki, brak
        życia towarzyskiego, wiele nieprzespanych nocy, stres, życie w 3 osobowym
        pokoju przez 5 lat, jedna łazienka na całe piętro w której po 22:00 nie ma
        cieplej wody, przyjmowanie gości po 22:00 uzależnione jest od kontaktów z
        panią portierką- po tym wszystkim gdy już jesteś mgr inż. otrzymujesz pensję
        1500 zł. ROBOTNIK ŚMIEJE CI SIĘ W TWARZ.
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka