banitka51
19.03.20, 04:01
Po przerwie, którą zmarnowałam na codzienne sprzątanie łazienki (robotnicy sąsiadów z góry+wymiana kanalizacji) wracam powoli do świata, który w międzyczasie opanowany został przez koronawirusa. A z pewnością przez jakąś zarazę, nie jestem pewna, czy uleczalną. Głowię się mianowicie, dlaczego ludzie wykupują w masowych ilościach papier toaletowy i dostałam trzy odpowiedzi:
1. Jest w spisie na liście potrzebnych zapasów w razie klęski;
2. Przy tak sporych zapasach makaronu może się okazać niezbędny
3. Wszyscy kupują, więc się udziela.
I żadna z tych odpowiedzi nie dociera do mojego małego rozumku, bowiem:
1. Nawet, jeśli siedzi się w domu, to nie znaczy, że na klopie w wiecznym akcie wypróżnienia;
2. Dopóki mamy wodę, nie straszne nam problemy z higieną;
3. Skąd nagle wszyscy mają tak pojemne mieszkania, by zmieścić także te papierowe, spore zapasy?
A wody i baterii nikt nie kupuje masowo. Może przez to sprzątanie łazienki mam jakiś problem z pojmowaniem zagrożeń, ale nie ogarniam.
W mojej okolicy jest, choć bywały dni pustych półek.
Jeśli chodzi o zapasy makaronów i kasz, słyszę już zacieranie łapek moli spożywczych.
Mam wrażenie, że jestem zdrowa. Może się mylę?