wiktoria53
06.04.06, 11:50
przeżyje operację.Krótko opiszę moze chaotycznie-wybaczcie, ale ręce mi sie
trzęsą i juz sama nie wiem co mam robić.W poniedziałaek Mama upadła i zlamała
kość biodrową. Ma 83 lata skończone.Wyobraźcie sobie, że nasz szpital
powiatowy nie przyjął Mamy na oddział. Założono but derotacyjny i odesłali do
domu.Ja nie mogłam z tym żyć i we wtorek prywatnie odwiedziłam ortopedę
(ordynatora oddziału szpitala wojewódzkiego), który wypisał skierowanie do
szpitala.Spotkałam sie z przeróznymi osobami, prac tego szpitala, które
pomogły w załatwieniu karetki na przewóz Mamy (ok.50km)oczywiście na koszt
pacjenta (ale nie chodzi mi o żadne koszta).Po wielu badaniach wyrażono
zgodę na zabieg zespajający obie części złamanej kości.Szczególnie ważna
była decyzja internistki, która w rozmowie ze mna powiedziała, ze nie miała
innego wyjścia, ponieważ w przypadku nie dopuszczenia do zabiegu, Mama żyłaby
2 miesiące.(To nie będzie endoproteza).Wczoraj przesiedziałam w szpitalu przy
Mamie calutki dzień od
7.00 do 19.00. Miała mieć ten zabieg. Jednak z uwagi na dużą liczbę zabiegów
i operacji przełożono na dziś. Jadę tam, o 14.00-wyjeżdżam. Z jednej strony
mam nadzieję, że jakoś Mama prztrwa operację i najgorsze dni po, kiedy trzeba
rehabilitować, a z drugiej strony jestem pełna obaw.Co się dzieje w moim
sercu nie będę opisywać-niektórzy byliście w podobnej sytuacji, kiedy
Najbliższa osoba cierpi, a nie można pomóc.Najgorsza myśl kołacze mi w
głowie: czy przeżyje????