Dodaj do ulubionych

Nie wierzę, ale.....

27.04.06, 21:34
Wkładam kij w mrowisko. Pewnie mi się oberwie. Najbardziej od Panów.
Stanowisko na ten temat wszystkich mi znanych mężczyzn jest
jednakowe: „totalna głupota”.
Ja jednak zapytam, co sądzicie n.t. wróżek, jasnowidzek, wizjonerek.. jak
zwał tak zwał (chociaż to podobno zasadnicza różnica).
Nigdy nie brałam poważnie tego typu działalności i historii z tym związanych.
Ale wyszła ze mnie zwykła babska ciekawość. Psiapsióła przybiegła do mnie tuż
po wizycie u takiej właśnie Pani.
Myślałam, że będę musiała wezwać pogotowie. Ona, osoba też sceptycznie
nastawiona, poszła dla zabawy i ją powaliło. Widziałam jak ją trzepnęło,
słuchałam co mówi i jestem cała głupia. To co tam usłyszała po prostu w
głowie się nie mieści. Pomóżcie mi wyjść z osłupienia i spojrzeć na to z
dystansu. Poproszę o kubeł zimnej wody.
Obserwuj wątek
    • jakotakot Re: Nie wierzę, ale..... 27.04.06, 22:22
      Melanio, wrozki wszelkiej masci sa swietnymi psychologami i stosuja bardzo
      sprytne techniki "naprowadzajace" delikwenta na pewne watki zyciowe, ciagnac
      watek powolutku w strone reakcji klijenta. Trudno mowic o czyms, czego sie nie
      bylo swiadkiem, wiec moze jakies detale ?
      • mela42 Re: Nie wierzę, ale..... 27.04.06, 22:35
        No właśnie te detale powalają. Nie mam powodu żeby nie wierzyć koleżance.
        To nie były dywagacje, przypuszczenia i zgadywanki. Ona o nic nie pytała.
        Np. mąż (jeszcze) mając zapasowe kluczyki zabrał jaj samochód z parkingu.
        Ta kobieta (świadomie nie używam określenia wróżka, bo jakoś mnie to śmieszy)
        sama w pewnym momencie wizyty powiedziała: "coś Pani zginęło, to mąż zabrał, to
        jest samochód, widzę, że ukrył go u kogoś z najbliższej rodziny, u brata".
        Sprawdziła to tego samego dnia. Tak było.
        Boże pisząc o tym, czuję się jak idiotka. Ty mnie Jakotko nie pytaj, tylko
        mnie sprowadź ..
    • bodzio49 Re: Nie wierzę, ale..... 27.04.06, 22:24
      No to masz pierwszego pan, ktory nie nazwie tego totalną głupotą.
      Fakt, że 90% to roznej masci oszusci ale spotkałem sam osoby ktore widza a
      dokladniej czuja wiecej niz inni. To nic nowego i totalną glupotą jest wlasnie
      twierdzenie ze nie ma nic poza tym co znamy, widzimy i wiemy na pewno.
      Mozliwosci czlowieka sa poznane w niewielkim procencie. W to wierze.
      • jakotakot Re: Nie wierzę, ale..... 27.04.06, 22:38
        Radosc wielka w mojem sercu gosci, bo zgadzam sie w koncu z Bodzislawem ! Z
        pewnych zrodel wiem, ze policja z duzym powodzeniem korzysta z uslug tak zwanych
        psychic przy szukaniu zwlok zaginionych osob. Ale wrozki to cwaniutkie sztuki.
        Widzialam kiedys film dokumentalny, w ktorym "rewelacyjne" wrozki zatykaly sie
        kompletnie z powodu (zamierzonego) braku reakcji ze strony klijenta - ot co -
        feed back is the key !
        • bodzio49 Re: Nie wierzę, ale..... 27.04.06, 22:48
          jakotakot napisała:

          > Radosc wielka w mojem sercu gosci, bo zgadzam sie w koncu z Bodzislawem !
          ---------
          I moja radość jest wielka a bylaby jeszcze wieksza gdyby nie podejrzenie ze
          zbyt doslownie a nie tylko wirtualnie udzielasz sie na watku alkoholowym smile
            • fedorczyk4 Re: Nie wierzę, ale..... 27.04.06, 23:06
              Bodziu jako autorka wątku alkoholowego poczułam się dotknięta w moich
              uczuciach. Niniejszym informuję że na dany moment jestem niechętnie, ale
              trzeźwa, więc za to co zaraz napiszę biorę pełną odpowiedzialność. Jestem
              zaryta czterema kartezjańskimi kopytami w rzeczywistości. Mam za sobą 2 lata
              (tylko) psychologi, kilka ładnych lat pracy w marketingu. Co nie przeszkadza mi
              miewaniu stanów dziwnych ( bez picia i palenia). Działam jak płachta na byka na
              wszystkie media i bawiących sie w parapsychologię. Cyganki na mój widok
              wezeszczą- a kysz. Do wrózek nie chadzam odkąd jedna na mój widok zemdlała.
              Powlokla mnie do niej mać mojej kolezanki, zeby powrózyła nie mnie, a własnie n
              intencję kolezanki. Mać kolezanki nie odbiera moich telefonów od tego dnia. A
              moja nie miałaa na imię Rsemary, daję słowo.
    • monia.i Re: Nie wierzę, ale..... 27.04.06, 22:33
      Rozumiem, że w osłupienie wprawiła Cię reakcja sceptycznie do takich praktyk
      nastawionej psiapsiółki? Czy też jednak owe rewelacje, których się nasłuchała?smile
      Dwa razy w życiu byłam u wróżki. Dawno temu (to brzmi jak samousprawiedliwianie
      się smile)) - raz dla towarzystwa a raz - gnana chęcią poznania przyszłości -
      najlepiej jakiejś świetlanej i u boku ówczesnego gamonia. Żeby być precyzyjną -
      za każdym razem byłam u innej. Byłam dość nieufna - i bardzo się pilnowałam,
      żeby jak najmniej mówić - taka byłam chytra bestia...
      No i stwierdziłam, że nie ma siły - gdy one tak gadały i gadały - ładnie i
      składnie - to ja mimowolnie dopasowywałam to, co panie "widziały" w kartach do
      własnej rzeczywistości. Dopasowywałam nawet po dłuższym czasie, gdy coś mi
      się "sprawdziło" smile Ale jednak sceptycyzm zwyciężył. I pozostałam nieufna.
      Tyle, że jednak wierzę, że są osoby na tym świecie, które potrafią
      widzieć...hmmm...więcej? Dzięki wrodzonym predyspozycjom albo innej
      wrażliwości..Nie wiem, jak to określić.

      • mela42 Re: Nie wierzę, ale..... 27.04.06, 22:44
        Wiem jak łatwo manipulować ludźmi w stresie (nie oszukujmy się, przeważnie
        tylko tacy przychodzą do tzw. wróżek). Wiadomo też, że takie osoby szukają
        światełka. To duże pole do działania i manipulowania ludzkimi uczuciami. Biorąc
        to wszystko do kupy (sorki za określenie)każdy , nawet domorosły psycholog
        mógłby nieźle zarobić (patrz: wszelkiego rodzaju żenujące horoskopy w
        gazetach). Ja to wszystko wiem. Zaszokowały mnie fakty, które znała ta Pani.
        Tutaj przytoczyłam jeden. Było ich więcej. Nie mogę ich opisać. To życie mojej
        przyjaciółki. Mnie zcięło. Nie mam wytłumaczenia.
          • monia.i Re: Nie wierzę, ale..... 27.04.06, 23:04
            jakotakot napisała:

            > Melu, ja Cie nie sprowadze niestety, bo mnie samej kiedys Cyganka
            powiedziala,
            > ze wyladuje za wielka woda z brunetem....

            Mnie powiedziała, że będe miała dwójkę dzieci. A mojej teściowej - że będzie
            miała szóstkę wnucząt. Więc albo mam strasznie mało czasu - i muszę się
            cholernie sprężać - albo pora zacząć sprawdzać małżonka - bo coś sobie na boku
            wije.
            • mantra1 Re: Nie wierzę, ale..... 27.04.06, 23:21
              Nie wierze, ale...
              Zaraz po studiach polazlam do slynnego Mustafy Jusufa Akhara ("Pamietnik
              jasnowidza"), coby sie dowiedziec czegos wzgledem swej swietlanej przyszlosci.
              We trzy poszlysmy, z przyjaciolka i jej siostra. Na pierwszy ogien poszla ta
              siostra. Wyszla zdegustowana, bo jej wróż zapodal, ze "wyjdzie zamaz za
              czlowieka w mundurze", a wtedy za mundurem to raczej panny sznurem akurat nie
              lataly. Rok pozniej bawilam sie na jej weselu. Wyszla za faceta, ktory akurat
              wtedy, gdy bylysmy u Mustafy faktycznie chodzil w mundurze...bo odbywal studium
              wojskowe smile) Przypadek to, czy "jasnowidzenie"?
              Mnie powiedzial takie cuś: "Jak bedzie pani jechala tramwajem i pania z niego
              wypchna, to nic sie pani nie stanie, ale jak bedzie pani za tym tramwajem biegac
              i probowac do niego wskoczyc w biegu, to trup na miejscu". I dokladnie tak
              wlasnie uklada mi sie w zyciu: cos za cos, nic za darmo i wszystko odmierzane z
              aptekarka dokladnoscia. Cokolwiek mi sie trafi jak slepej kurze ziarno od razu
              wiem, ze bede musiala za to zaplacic jakims nieszczesciem i to slono. Za male
              wzloty place malymi upadkami.
              Powiedzial mi jeszcze, ze wyjade i nie bedzie to "zaden Poznan, ani Wroclaw, ale
              conajmniej Paryz, czy Londyn". Jesli zdecyduje sie na wyjazd - czeka mnie 15 lat
              szczescia wszelakiego, nawet gdy wroce. 2 tygodnie po wizycie u niego dostalam
              propozycje wyjazdu na 2 lata do Turynu. Nie skorzystalam, bo milosc, bo plany
              zalozenia rodziny, bo zwyczajnie sie balam, jak sobie dam rade taka
              mloda-nieboga gdzies tam sama na obczyznie. Oczywiscie 15 lat nieprzerwanego
              szczescia przeszlo mi kolo nosa. Na moje wlasne zyczenie smile)
              I nadal nie wiem, czy mam wierzyc, czy nie w to wszystko
              • mela42 Re: Nie wierzę, ale..... 27.04.06, 23:33
                No i co wyszło z tej zamiany? Bywa tak, że 15 lat szczęścia wszelakiego można
                zamienić na 40 lat szęścia największego smile Wróżka mówiła, że sami wybieramy
                sobie drogę. Ona tylko sugeruje, mówi co widzi.
        • monia.i Re: Nie wierzę, ale..... 27.04.06, 22:59
          Ja nie byłam w stresie smile Byłam absolutnie wyluzowana - tyle, że nieprzytomnie
          ciekawa tego, co usłyszę smile
          Melu - zważ, że nie siedziałaś u boku przyjaciółki w trakcie owego spotkania -
          tylko wysłuchałaś relacji. Każda relacja jest nieco subiektywna.
      • mela42 Re: Nie wierzę, ale..... 27.04.06, 22:56
        Nawet Ty Jutko! Myślałam, że mnie sprowadzicie na ziemię., wyśmiejecie i będzie
        mi głupio, a tymczasem wszystko wskazuje na to, że powędruję do tej Pani, bo
        mnie ciekawość zeżre. Czy wszystkie Melki są takie naiwne?
        • jutka1 Re: Nie wierzę, ale..... 27.04.06, 23:00
          Dlaczego "nawet ty Jutko", Melu?
          Jesli sprawiam wrazenie hiper-realistki i sceptyczki, to jest ono mylne.

          Mam swiadkow, nawet na tym forum, ale nie wywoluje ich do tablicy, bo to raczej
          pozaforumowe rzeczy smile))

          Podp.: Wiedzma (bez miotly bo sie zlamala przy pracach ogrodowych wink))))
          • mela42 Re: Nie wierzę, ale..... 27.04.06, 23:12
            Już tłumaczę dlaczego "nawet Ty Jutko". Swoim tekstem n.t. miłości przekonałaś
            mnie, że jesteś osobą, która trzeźwo stąpa po ziemi i powinna śmiać się z
            takich tematów. Ja mimo 40+ jeszcze wierzę w miłość i właśnie zapieram się
            wszystkimi kończynami żeby nie uwierzyć we wróżki. Nosz jeszcze by tego
            brakowało!!!
          • antyproton Re: Nie wierzę, ale..... 27.04.06, 23:45
            Ja, wielki wroz pomrocznej krainy ,
            Antyproton pierwszy ,
            przepowiem wam przyszlosc :

            - Czarno widze .....

            Szminki i tusze do oczu na rog rzucone beda ,
            kuse suknie sprzed kolan do kurzow scierania beda przeznaczone,
            w zimne miesiace cieplutki berecik grzal was bedzie ,
            kazda niewiasta ku chwale ojczyzny trojke potomstwa powic bedzie musiala,
            ktora 3 razy w miesiacu do spowiedzi nie pojdzie nigdy kariery nie zrobi
            a jej fotografia w parafi wisiec bedzie ,

            czarno widze ....

            od chlopa bedzie mozna odejsc tylko jak ducha wyzionie ,
            w internecie tylko strony z przepisami kulinarnymi i poradami dobrej
            gospodyni dostepne beda ,
            trzy czwarte pensji bedziecie oddawac na budowe nowych swiatyn i autostrad ,
            w TV jeden program tylko bedzie , tak jak i w radio .

            czarno widze ....

            (przelewy i czeki prosze wplacac na moje prywatne konto utworzone w celach
            charytatywnych )

            wink)




    • skrzydlate Re: Nie wierzę, ale..... 28.04.06, 09:06
      no bo swiata nie da sie opisac racjonalnie, to nie tylko wzorki chemiczne i
      fizyczne... i dzieja sie na nim rzeczy! ze hoho! i jeszcze bardziej smile
      ludzie na ogol staraja sie byc bardzo racjonalni, to teraz bardzo na topie jest,
      kultura, rozum, intelekt i szafa gra


      a na swiecie bywa tak nieprzewidywalnie i stukpuk ... szok smile
        • mammaja Re: - 28.04.06, 10:45
          Wloczac sie po warszawskim swiadku przed laty trafilam swiadomie bardzo do tego
          samego wroza co Mantra. Znany byl om bardzo wtedy, ale mnie konkretnie pognalo z
          powodu niezwyklej trafnosci z jaka odniosl sie do spraw moich kolezanek.
          Przyjaciolka serdeczna powrocila ze Szwecji i nie miala pojecia jak dalej i
          gdzie ukladac swoje zycie. Pierwsze slowa pana M. byly: "pani siedzi na
          wzlizkach". Drugiej tez opisal bezblednie jej sytuacje. No to nie wytrzymalam i
          pognalam czegos sie dowiedziec. No i dowiedzialam sie. Ale czy sie sprawdzi? nie
          wiem.smile
          On poprostu mi powiedzial, zebym do niego nie przychodzila, bo jestem urodzona
          pod bardzo szczesliwym ukladem gwiazd i zawsze jakos wyjde na plusy z minusowych
          nawet sytucji. No i czesto sie tym pocieszam, ze jakos to bedzie smile)))))
          Wiecej do rzadnych wrozek nie pojde, bo naprawde mozna sie czyms zasugerowac -
          ale moja mama byla w czasie wojny u slawnego Stefana Ossedowskiego, miala
          fotografie wuja i przjaciela rodziny i on jej powiedzial, ze obaj nie zyją i
          kiedy zmarli.Potwierdzilo sie niestety. Czytalam o nim ksiazke i wierze we
          wszystkie jego niezwykle talenty, lacznie z teleportacja.
        • mela42 Re: ps 29.04.06, 17:09
          Dopiero teraz doczytałam. Nie wiem czy to znajdziesz. Jestem strasznie ciekawa
          jekie są Twoje doświadczenia z tarotem. Ja, zanim go poznałam, naczytałam się,
          że trzeba się go bać.
          • mela42 Re: Nie wierzę, ale..... 29.04.06, 16:36
            Nie jedna z Nas "zaprzedałaby duszę diabłu" byle nie korzystać z tzw.
            kalendarzyka małżeńskiego. Wkroczyłeś ze swoimi wizjami na grzązki grunt.
            Nie odpuszczasz to się będę musiała z Tobą rozprawić:
            > Szminki i tusze do oczu na rog rzucone beda ,
            Toż Ty zupełnie kobiet nie znasz. Żaden doświadczony Wróż nie oważyłby się
            wypowiedzieć takich bzdur. W imieniu kobiet mówię Ci, to niemożliwe.
            > kuse suknie sprzed kolan do kurzow scierania beda przeznaczone,
            Oczywiście, ale tylko wtedy kiedy w modzie będzie midi lub maxi.
            > w zimne miesiace cieplutki berecik grzal was bedzie ,
            jak gustowny i nie z moheru, to czemu nie?
            > kazda niewiasta ku chwale ojczyzny trojke potomstwa powic bedzie musiala,
            no jak mus to mus, toż to tylko samo szczęście. Ale mamy swoje sposoby.

          • mela42 Re: Nie wierzę, ale..... 29.04.06, 16:45
            Cd.
            > ktora 3 razy w miesiacu do spowiedzi nie pojdzie nigdy kariery nie zrobi
            a jej fotografia w parafi wisiec bedzie ,
            No połowy z Nas to nie przeraża. A druga połowa zrobi jak mówisz.

            > od chlopa bedzie mozna odejsc tylko jak ducha wyzionie
            HAHAHA, jeżeli tak ma być, no to wyzionie jak będzie trzeba smile
            > w internecie tylko strony z przepisami kulinarnymi i poradami dobrej
            gospodyni dostepne beda
            OK.Wyrzucamy słówko "tylko" i jesteś super Wróż.
            > trzy czwarte pensji bedziecie oddawac na budowe nowych swiatyn i autostrad ,
            Z moją pensją to źle wróżę tym przdsięwzięciom. Ale co mi tam, dam. Super Wróż.
            > w TV jeden program tylko bedzie , tak jak i w radio .
            Przeżyjemy. Najważniejsze, że nie wywróżyłeś jednej książki.
            Pozdrawiam.



              • antyproton Re: Nie wierzę, ale..... 29.04.06, 21:44
                Moze masz i racje Melu ,
                ze niezbyt rozumiem swiat kobiet ,
                tego pelnego wrozb,przesadow,horoskopow, krasnoludkow i faunow . wink)

                Ale nie krytykuje i nie "nabijam" sie , po prostu obserwuje i
                od czasu do czasu zartuje .

                Mela to po wlosku jablko.
                Jablko jak sie urwie z jabloni to spada zawsze na ziemie.
                W "chlopskim" swiecie dzieje sie tak bo istnieje pewne prawo fizyczne
                odkryte, opisane i udowodnione doswiadczalnie.
                Zeby stwierdzic ze ktos potrafi przewidziec przyszlosc potrzeba na to
                udokumentowanych dowodow i przede wszystkim stosunku ilosci przepowiedni
                do trafnosci przewidzenia pozniejszych faktow.

                No ale tak to jest w "chlopskim" swiecie. wink

                Jezeli wierzycie we wrozby ,to moze tez macie inne wyjasnienie dlaczego to
                jablko spada na ziemie ?

                wink)))))





                • jutka1 Re: Nie wierzę, ale..... 29.04.06, 21:59
                  Nautrino,
                  I tak mi na slowo nie uwierzysz.
                  Gdybysmy kiedys wypili to dawno obiecane piwo, to bym Ci byla opowiedziala pare
                  rzeczy, i moze bys mi wytlumaczyl. Bo ja racjonalnych wytlumaczen nie mam, mimo
                  usilowan. I to nie jest to, ze jestem kobieta, bo moi tutaj goscie meskiej
                  proweniencji wink tez doswiadczali, i nawet mnie oskarzali o sfingowanie.
                  No, ale to nie jest na rozmowe forumowa. Az tak nie umiem sie odslaniac.
                  big_grin
                  • antyproton Re: Nie wierzę, ale..... 29.04.06, 22:21
                    Jutus , ja Tobie wierze w ciemno , jak dziecko mamie wink))
                    Po prostu cos zaobserwowalas , czego nie potrafisz wytlumaczyc.
                    Domyslam sie ze to moze jakis duch krazacy w posiadlosci wink
                    Pewnie to jakas zona zgladzona przez jednego z bylych wlascicieli .

                    Ale , sza...
                    tez nie chce cie narazac na zbytnie "obnazanie" .
                    smile)
                    • jutka1 Re: Nie wierzę, ale..... 29.04.06, 22:30
                      Nie tylko to co opisujesz, Sunshine.
                      Byla intuicyjna wiedza o rzeczach, o ktorych nie mialam jak wiedziec.
                      Byly sny, ktore pamietalam, a w ktore weszlam po latach, co do najdrobniejszego
                      szczegolu jak gdzie kto siedzial i jak wygladal i jak sie nazywal.
                      Bylo i jest mnostwo "dziwnych" rzeczy. Ale ja sie juz przyzwyczailam.

                      Zdaje sobie sprawe, ze narazam sie teraz na miano wariatki, ale taka jest
                      prawda, a ja mowie prawde.
                      • antyproton Re: Nie wierzę, ale..... 29.04.06, 22:50
                        Ogladalas "Dom Dusz" z Maryl Streep i Banderasem ?
                        Piekny film.

                        Na pewno nie odwaze sie analizowac Twoich snow i odbieranych sygnalow.
                        Jedyne co moge powiedziec to to , ze nalezaloby upewnic sie czy te "sygnaly"
                        rzeczywiscie "dotarly" do Ciebie wczesniej czy bylas tylko o tym przekonana
                        w momencie ich zaistnienia.

                        A nie jest to latwe , bo oczywiscie wewnetrznie jestes tego w 100% pewna.
                        Moze sprobuj zapisywac jakies sny , marzenia , przypuszczenia razem z data.
                        I po pewnym czasie sprawdz ile z nich mozna zaliczyc do sprawdzonych w realu.
                        Wazny tez jest procent tych spelnionych do ogolu zapisanych.
                        Bo mozna z duzym prawdobodobienstwem przewidziec , ze osobie duzo i
                        refleksyjnie myslacej , majacej duzo snow jakas ich czesc pokryje sie
                        z rzeczywistoscia.

                        smile



                        • jutka1 Re: Nie wierzę, ale..... 29.04.06, 23:03
                          Czytalam ksiazke. Lepsza od filmu.

                          Neutrino, dokladnie tak rozumowalam, ale to mi nie pomoglo.
                          Jesli jakies sny pamietam cale lata, a potem wchodze z identyczna sytuacje?
                          Jesli widze czyjas sylwetke na horyzoncie i - bez zadnych uprzednich informacji
                          - mysle, ze wlasnie zmarl jej ojciec, a byla to smierc nagla?
                          Itp. itd.

                          No nic. Przepraszam za szczegoly.
                          Zyje z tym, staram sie zrobic uzytek z tego czy owego, dla innych bo na mnie to
                          nie dziala. Np. z tego czegos, co mam w dloniach, a co usmierza bol i podobno
                          pomaga na rozne rzeczy.

                          Pozdrawiam smile
                          • antyproton Re: Nie wierzę, ale..... 29.04.06, 23:42
                            No teraz to mnie naprawde zaskoczylas.
                            Mam tylko nadzieje ze jestes szczera i nie zartujesz , bo ja zakladam ze
                            piszesz na powaznie.

                            Moja tesciowa "leczyla" biopradami. Bardzo w to sie angazowala , duzo
                            studiowala , jezdzila na rozne zloty i konferencje.
                            Nigdy z nia nie rozmawialem na ten temat , bo ja po prostu jestem "niewierzacy"
                            i nie chcialem ranic jej przekonan.

                            Ale jak to mowi osoba tak inteligentna jak Ty i majaca u mnie taki autorytet,
                            to na pewno bede musial to sobie przemyslec.

                            Jednego jestem pewien, kazda rzecz ktora przynosi pomoc i ulge innym jest
                            potrzebna i pozyteczna.




                                • jutka1 Re: Nie wierzę, ale..... 30.04.06, 09:49
                                  Melu, wbrew powszechnie panujacym opiniom, wiele osob tak ma, a jeszcze wiecej
                                  ma potencjal. Tak ze wcale to nie jest nic az tak wyjatkowego. smile

                                  PS. Wracajac do glownego tematu: U wrozki bylam tylko raz, w Warszawie gdzies na
                                  Brodnie czy Pradze, nie pamietam. Wywrozyla mi spotkanie bylego meza, ale nie
                                  wiem, czy naprawde, czy tez zasugerowalam sie jej wrozba i mialam oczy szerzej
                                  otwarte i uwazniejsze - inaczej moze nie zwrocilabym na niego uwagi.

                                  Raz tez w Paryzu bylam u kolezanki, i na tej samej kolacji byl jej dobry
                                  znajomy, ktory stawia karty i inne takie tam. Po kolacji kolezanka poprosila go,
                                  zeby zobaczyl, co tam dla mnie maja niebiosa w rekawie wink NB1, pierwszy raz go
                                  na oczy widzialam. NB2, wtedy bylam jeszcze szczesliwa mezatka.
                                  Powiedzial mi wiele rzeczy, gdzies to nawet mam spisane przez kolezanke, bo
                                  robila notatki. Pare jednak mi utkwilo: ze sie rozwiode i dlaczego, ze /podal
                                  imie mojej pasierbicy/ jest w ciazy /byla, ale mysmy o tym jeszcze nie
                                  wiedzieli, a kolezanka przysiegla, ze nic mu na moj temat nie mowila/, ze wroce
                                  do Polski /wtedy jeszcze przez mysl mi to nie przeszlo/. No i rozne inne rzeczy smile
                                  Musze znalezc te notatki i jeszcze raz przeczytac smile))

                                  Przeczytalam wszystkie wpisy, i wydaje mi sie, ze wszyscy maja po trosze racje.
                                  Tzn. ze wielu jest naciagaczy, ktorzy sa dobrymi psychologami, i po mimice,
                                  ubiorze, reakcjach etc. moga sobie dopowiedziec, co dana osoba chce uslyszec.

                                  Ale sa tez osoby, ktore maja ten "dar", jakkolwiek go nie nazwiemy.
                                  I bywaja pomocne rowniez przy poszukiwaniu zaginionych czy tez w sledztwach
                                  kryminalnych.
                                  • lablafox Re: Nie wierzę, ale..... 30.04.06, 10:50
                                    Jutyldo- wierzę i rozumiem , kiedyś , na początku istnienia tego forum
                                    rozmawialismy o podobnych sprawach , ale między innymi i mi dostało się po łbie
                                    od zabobonnych bab i innych takich paskudztw.
                                    Swiat, Neutrino , to nie tylko szkiełko i oko i to co już odkryto i nazwano
                                    nauką.
                                    PS To jabłko to tak ma przez Galileusza i krzywą wieże w Pizzie i Ciotkę
                                    Grawitacje Galileusza.
                                    • antyproton Re: Nie wierzę, ale..... 30.04.06, 11:39
                                      Wiekszosc kobiet wierzy we wrozby i w istnienie sil nadprzyrodzonych .
                                      Tak juz jestescie skonstuowane ze czujecie mocniej i glebiej a w dzialaniu
                                      i tlumaczeniu swiata nie poslugujecie sie tylko rozumem i kalkulacja .
                                      No i bardzo dobrze , dopoki nie staje sie to obsesyjne i narzucane sila
                                      innym to przeciez nic w tym zlego.

                                      Lx, slusznie przytoczylas doswiadczenia Galileusza , z tym tylko ze wieza nie
                                      stoi w Pizzy lecz w Pizie co jest identyczna wymowa wloskiej Pisa .
                                      wink))


                                      • jutka1 Re: Nie wierzę, ale..... 30.04.06, 12:24
                                        antyproton napisał:

                                        > No i bardzo dobrze , dopoki nie staje sie to obsesyjne i narzucane sila
                                        > innym to przeciez nic w tym zlego.
                                        **********
                                        A coz tu jest do narzucania Neutrino?
                                        Jedni maja tak, inni inaczej, a i tak kazdy czlowiek postrzega te sama rzecz
                                        inaczej. Wiec nikt nikomu nie moze nic narzucic...
                                        Tak mysle.
                                        I wiem ze nic nie wiem smile))
                                        • antyproton Re: Nie wierzę, ale..... 30.04.06, 15:31
                                          jutka1 napisała:
                                          Wiec nikt nikomu nie moze nic narzucic...

                                          Oj mozna, oj mozna .
                                          Wlasnie skonczyl sie tutaj proces przeciwko Annie Marki , jej corce
                                          i brazylijskiemu magowi Denascimiento .
                                          W swoim programie TV sprzedawali talizmany buonafortuna, przepowiadali
                                          przyszlosc i numery w enalotto.
                                          Oczywiscie dzwonili do nich ludzie znajdujacy sie w ciezkich sytuacjach
                                          zyciowych , po rozwodzie , bankructwie , utracie pracy z chorobami.
                                          Nastepnie byli przez nich szantazowani ze jezeli nie wplaca odpowiednich
                                          sum spotka ich nieszczescie, spadnie na nich klatwa , cos zlego stanie sie ich
                                          dzieciom.
                                          W piec lat dzialalnosci ich majatek wzrosl do setek milionow euro,
                                          dziesiatkom ludzi skrzywiono zycie .
                                          Dlatego uwazam ze nalezy byc bardzo ostroznym, szczegolnie w przypadku jezeli
                                          ktos kaze sobie placic ze tego rodzaju "uslugi".

                                          Ale jezeli ktos w to wierzy i nie naklania nikogo do tej samej wiary
                                          to jest to jego prywatna , wewnetrzna sprawa.
                                          smile
                                      • skynews Nie wierzylem, ale..... 30.04.06, 18:38

                                        ...uwierzylem ze istnieja zjawiska, ktore nie daja sie w zaden logiczny sposob
                                        wytlumaczyc.

                                        Wspominaliscie o przewidywaniu przyszlosci.
                                        Ja mam do opowiedzenia cos co ma byc moze jakis zwiazek z przeszloscia.

                                        Kilka miesiecy temu postanowilismy razem z Jutka zwiedzic jakis
                                        duzy zamkek, ktory ja znalem czesciowo juz wczesniej
                                        i wyjatkowo lubilem to miejsce.
                                        Grzebalismy sie strasznie wiec przybylismy na miejsce pol godziny przed
                                        zamknieciem. Biletow juz nie sprzedawano.

                                        Namowilem Jutke ze wejdziemy jednym z bocznych wejsc. Niechetnie, ale zgodzila
                                        sie. Weszlismy wiec do wewnatrz nie zatrzymywani przez nikogo. Znalezlismy sie w
                                        pustym korytarzu, z ktorego prowadzily wejscia do kolejnych pomieszczen.
                                        Otworzylismy jedne z drzwi i zaczelismy isc nastepnym korytarzem, ktory
                                        przebiegal po luku.
                                        Od tego momentu zaczely sie dziac pewne dziwne rzeczy.
                                        W drzwiach, ktorymi weszlismy pojawil sie jakis facet. Zamknal drzwi, ktorymi
                                        weszlismy na klucz, przeszedl obok nas nie odezwawszy sie ani slowem,
                                        nawet nie spojrzal na nas, tak jakbysmy w ogole nie istnieli i zniknal za zakretem !
                                        Powstal problem: jak wydostac sie teraz z zamku.
                                        Wprawdzie traktowalem to w dalszym ciagu jako fascynujaca przygode, ale Jutka
                                        zasygnaliowala pierwszy raz ze jakos dziwnie sie czuje w tym miekscu
                                        i ze musi sie jak najszybciej wydostac na zewnatrz.
                                        Ok, zeszlismy po kamiennych schodach i... znalezlismy sie w czesci zamku nie
                                        przeznaczonej dla turystow gdzie wlasnie odbywala sie jakas huczna zamknieta
                                        impreza z licznym towarzystwem w muszkach, krawatach i sukniach balowych, a my
                                        ubrani oczywiscie na turystycznie-sportowo.

                                        Spodobalo mi sie tym bardziej ze nikt, nawet liczni ochroniarze nie zwracali
                                        na nas najmniejszej uwagi, nikt nawet nie zapytal o zaproszenia, a przeciez
                                        powinnni bo bylismy ubrani nieodpowiednio i tym sie wyroznialismy.
                                        Zobaczylem szwedzki stol uginajacy sie od jadla i napojow.
                                        Mialem juz w rece talerzyk, chcialem cos dla nas wybrac i... wtedy uslyszalem
                                        za plecami cichy glos Jutki: "prosze cie, chodzmy, wyprowadz mnie stad".
                                        Odwrocilem sie i zobaczylem jej twarz: byla nienaturalnie blada, na czole drobne
                                        kropelki potu, w oczach jakies przerazenie, krotki oddech.
                                        Zrozumialem w tym momencie ze to nie zarty.
                                        Wybieglismy z zamku.
                                        Na szczescie intuicyjnie znalezlismy wlasciwa droge.
                                        Jutka dopiero na dziedzincu doszla do siebie.
                                        Mowila mi ze od smego poszatku czula sie dziwnie w tym zamku a w kulminacyjnym
                                        momencie cos jakby ja stamtąd wyrzucalo.

                                        Byc moze to co sie wydarzylo w zamku ma jakis zwiazek z jej wlasciwosciami, o
                                        ktorych juz wspomniala.
                                        Kiedys, kiedy bylem chory polozyla mi dlonie na czole. Moje przeziebienie
                                        zniknelo w kilkanascie minut a Jutka... niestety, zachorowala jeszcze tego
                                        samego dnia.


                                        Enjoy it !

                                        • jutka1 Re: Nie wierzylem, ale..... 30.04.06, 18:49
                                          Moglabym Cie ochrzanic, ale tego nie zrobie smile

                                          To prawda. Cos w tym zamku bylo, od czego wlosy na karku mi deba stanely.
                                          Mialam takie cos jeszcze jeden raz w Ksiazu. Tez ucieklam.

                                          A co do tego przeziebienia, ktore "przeszlo na kota", to teraz rozumiecie,
                                          dlaczego tak sie ze Sky'em kloce, bo mu darowac nie moge wink)))))
    • ewelina10 Re: Nie wierzę, ale..... 30.04.06, 22:29
      Przespałam 21 nocy w zamku w Książu na koloni i nie było jakiś nietypowych
      doznań, ani nic o nich nie słyszałam od innych. Pamiętam tylko, że pecha
      mieliśmy z pogodą. Przez cały okres padało i było zimno a ja zabrałam z domu
      tylko letnie ubranie.