Dodaj do ulubionych

Miasto mego dzieciństwa

04.10.06, 11:20
Spacer w wrześniowym słońcu.
C:\Documents and Settings\DOM\Pulpit\ZDJĘCIA\P9020006.JPG
C:\Documents and Settings\DOM\Pulpit\ZDJĘCIA\P9020007.JPG
C:\Documents and Settings\DOM\Pulpit\ZDJĘCIA\P9020004.JPG
C:\Documents and Settings\DOM\Pulpit\ZDJĘCIA\P9020012.JPG
C:\Documents and Settings\DOM\Pulpit\ZDJĘCIA\P9020013.JPG


Obserwuj wątek
    • sioma1 Re: Miasto mego dzieciństwa 04.10.06, 11:21
      Coś popieprzyłem !
      • regine Re: Miasto mego dzieciństwa 04.10.06, 11:29
        No nie ma tego czego by nie można było poprawić. Czekamy Sioma.
        Wszyscy z nas tak się tu uczyli, więc się nie przejmuj i do roboty. Ciekawa
        jestem Twego miasta z dzieciństwa.
        • sagittarius954 Re: Miasto mego dzieciństwa 04.10.06, 12:08
          Nie martw się mnie też tak wychodzi wklejanie , ciekawy jestem gdzie Ty
          mieszkałes ? Napiszesz też choć kilka słów ?smile
          • b_ska56 Re: Miasto mego dzieciństwa 04.10.06, 14:30
            A może być TYLKO ulica???smile
            Bo w "miescie mojego dzieciństwa" mieszkam do dzisiaj.
            Ale ulica była najpiękniejsza na świecie!
            Wysadzana akacjami, takimi kulistymi, w których łapalismy chrząszcze.
            Była brukowana kocimi łbami i stały tam przedwojenne kamieniczki.
            Wszyscy wszystkich znali, co miało, jak zwykle, dobre i "złe" stronysmile))
            A dzisiaj...
            Stoi olbrzymi hotel,na miejscu domów powstały luksusowe strzeżone osiedla.
            Kamieniczka, w której się urodziłam i wychowałam jeszcze stoi, ale juz chyli się
            ku upadkowi i ginie wśród otoczenia.I akacje też nie są juz takie same...
            Wszystko jakieś takie brzydkie i obce...
            Czasami specjalnie tam jadę i nadziwić się nie mogę,dlaczego wciąż w moich
            wspomnieniach pozostała "moją" najpiekniejszą ulicą...
            • wiktoria53 Re: Miasto mego dzieciństwa-sioma1 04.10.06, 17:56
              No, sioma zrób coś z tymi zdjęciami bo już nie mogę się doczekać. Chyba dasz
              radę? wink
    • p.a.d.a.l.c.o.w.a No to ja wkleję foto mojego miasteczka... 04.10.06, 23:28
      img115.imageshack.us/img115/7829/poczynnx3.jpg
      • e-baba Re: No to ja wkleję foto mojego miasteczka... 04.10.06, 23:32
        Padalcu, czemu ten załącznik Twój taki mały? Jak powiększam - staje sie mało
        czytelny. Inny sposób?
      • p.a.d.a.l.c.o.w.a na tamtym nic nie widać :-(( 04.10.06, 23:33
        img143.imageshack.us/img143/6791/mjpoczynfn4.jpg
        • e-baba Re: na tamtym nic nie widać :-(( 04.10.06, 23:38
          Teraz widać pięknie. Urokliwe te kamieniczki.
          Czy wspomnienia masz równie urokliwe?
          • regine Re: Moje miasto dzieciństwa. 05.10.06, 00:19
            Z lotu ptaka :
            img156.imageshack.us/img156/8355/mojemiastomr7.png
            • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: Moje miasto dzieciństwa. 05.10.06, 00:50
              regine napisała:

              > Z lotu ptaka :
              > img156.imageshack.us/img156/8355/mojemiastomr7.png
              paskudne, gierkowskie BLOCZYSKA psują każdy pejzaż. Że też wszędzie tego
              badziewia nasadzili ci architekci i urbanisci z awansu partyjnego, na pohybel
              szmirusom wszelakim.
              • regine Re: Moje miasto dzieciństwa. 05.10.06, 00:56
                Nie mam starówki na zdjęciu. Jak pojadę na Wszystkich Świętych, dowiozę. Stare
                miasteczko. Cóż te blokowiska straszą wszędzie. Nic na to nie poradzę. Ale jest
                na pierwszym planie przepiękny kościół, cerkiew i w oddali również kościół, na
                skarpie nad dopływem Bugu. Przepięknie położony. Ten w oddali z białymi
                kopułami.
                • mania1119 Re: Moje miasto dzieciństwa. 05.10.06, 01:28
                  Ja tez mam stale to samo miasteczko.Tyle,ze inną ulice.I juz nie tyle chodzi mi
                  o stereotypowe i mizerne architektonicznie bloki,ile o to,ze tam gdzie dzis
                  stoja nowe,prywatne domy-kostki,byl las.To brzmi jak poprzedzia era z koncowka-
                  "-zoiczny" ale tak bylo.Obok domu w ktorym sie urodzilam,byl lasek,do ktorego
                  chodzilo sie na borówki i poziomki,potem jeden dom a potem maliniaki,az do
                  nastepnej ulicy.dzis po tym sladu nie ma -betonowe podwórka-ziemia niedlugo nie
                  bedzie miala czym oddychac.
                  Zbieralismy buczynowe orzeszki i zajadalismy sie nimi.I do dzis dokladnie
                  pamietam,w ktorym miejscu i kiedy odkrylam,ze MYŚLĘ.
                  Mialam wtedy moze 6-7 lat,szłam z mama i jej znajomym i w ktoryms momencie
                  zapytalam (moze ktos z nich powiedzial np."mysle,ze...itd,a ja to
                  skojarzylam):"a czy ja tez potrafie
                  myslec?".Odpowiedzieli:"oczywiscie".Zapytalam:"a jak?".Ktores z doroslych
                  powiedzialo:"pomysl na przyklad o pączku".I POMYŚLAŁAM".
                  Trafiło!
                  Ulica była piekna,zielona,pełno drzew,trawniki .Dawniej w Zakopanem przy kazdej
                  posesji byl murek wzdluz ogrodzenia i kwiaty na nim.I wszyscy sie
                  znali.Pytali:"dokąd idziesz" i odpowiadało sie normalnie,ze do miasta,ze po
                  zakupy,ze do szkoly.Ja to lubilam.Wcale mi to nie przeszkadzalo..
                  I jeszcze jedno wspomnienie z tamtej mojej ulicy.Bylam juz wtedy chyba w
                  liceum; ktoregos dnia idąc do szkoly ( a padal deszcz) zobaczylam malego
                  chlopaka jak stał pod rynna,z ktorej strumieniem z wysoka lała sie woda z dachu
                  i podstawial pod ten strumien glowe w kapturze.Mine mial bardzo uszczesliwiona.
                  Nie dawalo mi to spokoju.Ktoregos dnia tez stanelam pod taka rynna.Fajnie było!
                  ________________________________
                  Wraz z wiedzą przychodzi smutek.
                  • goskaa.l Re: Moje miasto dzieciństwa. 05.10.06, 07:35
                    Mieszkam od urodzenia w tym samym miejscu: urodziłam się w domu, który widzę z
                    okna na innym rogu tego samego skrzyżowania, wprowadzilismy się tam, gdzie
                    mieszkam, kiedy miałam 2 miesiące.
                    Ale nie tylko ja się zmieniłam; zmieniło się też całe otoczenie.
                    Przed moim domem był i jest chodnik, taki zwyczajny, szeroki na 4 płytki. A za
                    nim "ziemia niczyja" - szeroki pas od chodnika do jezdni, na którym kwitło
                    nasze dziecięce życie. W moim domu było tylko troje dzieci, ale w sąsiednim -
                    kilkanaścioro. Na tym klepisku gralismy w klipę, w noża, w państwa, w zbijaka,
                    berka, skakankę, klasy. Jeździliśmy tam na rowerach. Na sąsiednim podwórku
                    tylko czasem udawało się grać piłką z "figurami": pamiętacie zapewne odbijanie
                    pilki od ściany, przy czym trzeba było w zależności od figury przeskoczyć nad
                    nią, rzucić od tyłu (za sobą) itp.
                    Ruch samochodowy był niewielki. Ale później ruch się nasilił, a wraz z nim
                    zdarzało się coraz to więcej stłuczek na skrzyżowaniu przy tym sąsiednim domu.
                    Trzeba przyznać, że było to kolizyjne skrzyżowanie, bo nie dość, że jedna ulica
                    szła na nie dość osrtym łukiem, a druga pod górkę, to dwa z czterech odcinków
                    jezdni mijały się mniej więcej o szerokość jednego pasa. Najpierw zainstalowano
                    paraboliczne lustro, co troszkę poprawiło bezpieczeństwo, ale nie na długo.
                    Potem poszerzono jezdnię przed moim domem, zabierając nam pas za drzewami, i
                    równocześnie zasiano na reszcie "ziemi niczyjej" trawę. Kilka lat później
                    wprowadzono na tamtym trudnym skrzyżowaniu sygnalizację świetlną.
                    Naprzeciw mojego domu był i jest inny. Ale pomiędzy nim a sąsiednim świeciło
                    pustką miejsce po jednym z trzech pobliskich domów, które ucierpiały wskutek
                    nalotów. Przez lata był tam zielony kiosk spożywczy, prowadzony przez dwoje
                    ludzi: Żyda i Polkę. Na przykładzie tego mężczyzny nie pozwolę mówić, że Żydzi
                    to lenie. Nie wiem, czy spotkałam kiedykolwiek drugiego tak pracowitego
                    człowieka. Oboje są zresztą bardzo dobrze wspominani do dziś. Pamiętam, jak do
                    kiosku podjeżdżał (też zielony) wóz z piekarni, zaprzężony w dwa konie. Chleba
                    były dwa rodzaje: praski i zakopiański. Nie wiem, dlaczego takie nazwy im dano.
                    Potem na pustym placu wybudowano sklep "Społem" i budka odeszła w niwbyt, a
                    wraz z nią sprzedawcy. Ten pan nie wyjechał z Polski; spotkałam go w okresie
                    studenckim, obsługującego saturator na ulicy w pobliżu politechniki.
                    Domy wokół też się zmieniły.
                    Niegdyś mieszkałam w "dzielnicy" konsulatów - niemiecki i czechosłowacki miałam
                    na najbliższych skrzyżowaniach (ten pierwszy właśnie ulokowano w domu, gdzie
                    się urodziłam), a niedaleko były jeszcze radziecki i kubański. Miało to dla nas
                    bardzo przyjemne skutki, bo nie zdarzały się "planowe" wyłaczenia prądu.
                    Teraz w miejscu konsulatu niemieckiego ulokował się sąd (ten, który zajmuje się
                    m. in. rejestrowaniem podmiotów prawnych), w budynku po czechosłowackim
                    znajduje się dom spotkań (inaczej to się nazywa, ale nie pomnę) kościoła
                    ewangeliczno - augsburskiego (też nie wiem, czy dobrze tę nazwę napisałam).
                    Tam, gdzie był kubański, są pokoje recepcyjne bodajże Urzędu Marszałkowskiego
                    czy wojewódzkiego, a budynek po radzieckim zajął bank.
                    Okoliczne domy zmieniły swój wygląd, zyskały nowe elewacje, a w ostatnich
                    latach ich dachy zmieniły pokrycia. W sąsiednim domu (tam, gdzie było tyle
                    dzieci) w miejscu ogrodu "kwitną" garaże.
                    A ja nadal mieszkam w tym samym miesjcu...
                    • e-baba Re: Moje miasto dzieciństwa. 05.10.06, 22:57
                      Tak pięknie opisałaś to miejsce, że po prostu widzę je. I widzę jak się
                      zmieniało.
                      Niektórzy lubią ciagłe zmiany, przeprowadzki. Ale przeciez fajnie jest być
                      przez tyle lat w jednym miejscu i patrzeć jak powoli wszystko wokół się zmienia.
                      • kasia573 Re: Moje miasto dzieciństwa. 05.10.06, 23:32
                        Nie od każdego to zależy. Ja mam siedem miast dzieciństwa.Dwóch nie pamiętam
                        w ogóle, dwa wspominam szczególnie czule: Grudziądz i Zieloną Górę.
                        W Grudziądzu pamiętam miejsce zamieszkania, pierwsze fascynacje przyrodą
                        i światłocieniem na pobliskim skwerze, drogę do przedszkola, przedszkole na
                        zewnątrz i wewnątrz trochę, sklep "Wedla", tramwaje, dworzec autobusowy + kiosk
                        z landrynkami w kształcie zwierzątek, wielką sympatię dla mnie ze strony
                        otoczenia, Osoby, których już wśród nas nie ma i pierwszą przedszkolną miłość...
                        W bardzo ładnej Zielonej Górze: śródmieście, winnice, lody Cassatte, pagórki za
                        blokami, zimowe zabawy w śniegu, szkołę, kochaną wychowawczynię, koleżanki,
                        koleżanki mamy i do dziś wspominaną głupio zakończoną szkolną miłość...
                        • kasia573 Re: Moje miasto dzieciństwa. 05.10.06, 23:42
                          I nie tyle uroda tych miast ma znaczenie, co atmosfera, której nie da się tak
                          pokrótce opisać, ludzie wokół, radość życia, beztroska i miłość...
                          • maladanka Re: Moje miasto dzieciństwa. 05.10.07, 19:09
                            Wrocław - zrujnowany,ale pełen ludzi najróżniejszych. Był czas,że
                            nosił tytuł Najmłodszego Miasta PRL - średnia wieku była tu
                            najniższa.Mnóstwo osób mówiło "ta joj" i miało złote serca.Ponure
                            gmaszyszko szkoły, a w niej nauczyciele-przyjaciele.
                            Z piękna Wrocławia zdałam sobie sprawę dużo później,był raczej dla
                            mnie tajemniczym.I wszędzie stragany z książkami - nawet w zimie.
              • kryzar do p.a.d.a.l.c.o.w.e.j 05.10.06, 09:51
                nie narzekaj na blokowiska. Pamiętam ilu szczęśliwych młodych ludzi było, gdy otrzymało swoje pierwsze M-ileś właśnie w blokowisku. Cieszyli się jak dzieci z samodzielnego mieszkania, choć często było wiele niedoróbek popełnionych przez szybkość i niechlujstwo. Blokowisko to nie tylko specjalność gierkowskiej ekipy, to budownictwo było na całym świecie. W Polsce był tragiczny brak mieszkań z uwagi na ogromne zniszczenia wojenne i pamiętam jak w latach powojennych do Gdyni przyjeżdżali ludzie do pracy nawet z bardzo odległych miejscowości i gnieździli się dosłownie wszędzie. Budynki zamieniane na hotele robotnicze nie wystarczały, więc zdażało się często dokwaterowanie do zajętych już mieszkań. Gdynia nie była jednak miastem zniszczonym, gorzej było w Gdańsku. Dla ludzi w moim wieku często otrzymane nawet M-ćwierć budziło większy zachwyt niż teraz wybudowany dom jednorodzinny . Pozdrowienia Kr
                PS nigdy nie mieszkałam w blokowisku i nigdy nie chciałam, choć do sp-ni mieszkaniowej się zapisałam siła rozpędu.
                Za Gierka budowano dużo, choć za mało, a teraz buduje się coraz mniej. W tym roku mniej niż w poprzednim. Biedny zwykły Kowalski nie dużych szans na własne M z uwagi na wysoki koszt mieszkania i brak pracy.
                • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: do p.a.d.a.l.c.o.w.e.j 05.10.06, 13:33
                  kryzar napisała:

                  > nie narzekaj na blokowiska.

                  Narzekam z pozycji architekta.
                  To tak jak chirurg, który po rozkrojeniu brzucha pacjenta, widzi wszędobylsko
                  rozpełzający się po trzewiach - nowtwór.
                  • kryzar Re: do p.a.d.a.l.c.o.w.e.j 05.10.06, 18:05
                    ale blokowiska to też sprawka architektów i nie tylko w Polsce.
                    A domki jednorodzinne, klocki typu bunkier budowane systemem gospodarczym, to też dom marzeń nie jednego Kowalskiego, a właścicieli duma rozpiera do dziś.
                    A jeszcze coś czego nie trawię, to zakopiańskie budownictwo wciśnięte na równinę. Właściciele też zadowoleni i szczęśliwi.
                    Padalcowo na świecie mamy nie tylko dzieła sztuki mamy również mnóstwo szmiry. Popatrz z jakim zachwytem ludzie się rzucają na wytwarzaną obecnie "sztukę" /tak zwaną/ kościelną. Wszystko okrąglutkie różowiutko-niebiesko-zieloniutkie aż człowiek dostaje mdłości od tych barw a kupują jak świeże bułeczki.
                    Też mieszkam w nijakim domu i nie mam możliwości na zmianę, a chciałabym mieć dom nad morzem na urwisku. Ale to są tylko marzenia. Pozdrowienia Kr
                    • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: do p.a.d.a.l.c.o.w.e.j 05.10.06, 18:48
                      kryzar napisała:

                      > ale blokowiska to też sprawka architektów i nie tylko w Polsce.
                      w Polsce - to na ogół sprawka techników budowlanych i inżynierów po
                      budownictwie lądowym - a nie architektów. Powtazam - w dużej ( nie
                      całkowitej ) mierze. Tak 80 %.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka