ja_nie_lica
07.11.06, 13:12
To będzie długie ale prosze przeczytaj i napisz chociaż jedno zdanie -
azymut.
Jeden obóz stanowię młodszy 13letni syn i ja a drugi stary i starszy syn 24
lata.
Jestem 25 lat w zwiazku. Na początku kiedy zostałam matką chyba /aż wstyd sie
przyznać/ nie byłam dojrzała do macierzyństwa. Sama będać ofiarą despotyzmu
matki i uległości ojca, zapomniana przez rodzinę jedynaczka a raczej
niedopuszczana do niej z powodu mojej szpetoty fizycznej i intelektualnej /to
słowa matki/, pozbawiona uczuć pozytywnych ze strony rodzicielki ale za to
ukradkiem obdarowywana nimi przez ojca pantoflarza. Sama bez zaspokojenia
tego co dziecku niezbędne do prawidłowego rozwoju czyli miłosci nie umiałam
dać tegpo mojeju stzrszemu dziecku. Tak więc, idąc tym samym kanałem, znaym i
z włąsnej pzreszłosci chowałam moje dziecko jak cyrkowe zwierzątko tresując i
nie szczędzac mocnych wrażeń /negatywnych/, zastraszając karą nierzadko
cie;lesna podsycana uwagami matki, jakiż on gapowaty, zrób córko coś z tym
itp. Mój mąż widział to ale sam nie maiał za sobą innej przeszłosći a sam
beda ofiarą totalitarnych rządów matki i babki, równie nieudacznego i
posłusznego ojca. Niemy zawsze wycofany mąż nie zabierał stanowiska co do
tekstów pod adresem swojego dziecka, żony jakie padały co i rusz z ust babki
i matki. Np :
Dziecko jest niedorozwiniete, musicie cos z tym zrobić, czemu on jest taki
powolny i gapowaty.
Natomiast ja zawsze byłam dla nich obu cyt. - ani to wykształcenia /ja wyższe
a mąż średnie/ ani urody /ładna laska 176/60 długie super zgrabne nogi,
ciemnorude długie włosy/ ani majątku / tutaj może mało wniosłam do zwiazku
równowartość 3 maluchów i ksiazeczkę mieszkaniową, trochę biżuterii/.
Ponad to moi rodzice mieli średnie wykształcenie a on wyzsze.
Na domiar złego zmuszeni byliśmy na mieszkanie z nimi pod jednym dachem. Moi
riodzice mieli małe mieszkanie a teściowie dom w którym piętro stało puste.
Rodzice moi umeblowali wiec ów strych i wyposarzyli.
Syn więć wychowywał sie w atmosferze ciągłych wahań ciśnienia, burz z
piorunami, z rzadka słońce.
Nie umiałam go kochać i nie potrafię do dziś być dla niego tak ciepło i
troskliwa matką jką stałam sie w 11 lat później kiedy pojawił sie drugi z
dawna wyczekiwany syn. Było to oczko w głowie moich rodziców i moje. Mój mąż
natomiast stał jakby z boku i nigdy nie był dla drugiego syna tak troskliwym
ojcem. W ciągu tych 11 lat ja na skutek sypiącego sie zdrowia i wędrówkach po
lekarzach różnej maści trafiłam na Sobieskiego i podczas terapii ujrzałam
siebie i cała moją historię jak na ekranie i jakze mi było, zal, wstyd, jak
bardzo poczułam sie pokrzywdzona i krzywdząca. Wiedziałam od dawna, ze coś
jest nie tak ale teraz wiedziałam co jest tego pzryczyną. Wiadomo, ze ta
terapia musiała jeszcze być wprowadzona w życie z tym były kłopoty. Mój
pierworodny syn był na tyle duży że mogłam z nim porozmawiać i prosić o
wybaczenie całego zła jakiego doświadczył za moja pzryczyną. Do dzisiaj jest
to wielki dzieciak w skórze faceta, który stoi na rozstajach i nie moze
zdecydować co dalej i oglada sie na mnie lub ojca. Ja staram sie mu pomóc a
mąż nigdy nie stanowił tak naprawdę oparcia dla mnie, dzieci podobnie jak on
nie miał oparcia w teściu.
Historia wiec powtarza sie a ja jestem tym już naprwdę zmęczona. Te rozterki,
frustracje przypłaciłam rakiem, depresją obecnie 3letnim brakiem pracy. Radzę
sobie jednak w kwestii finansowej i bywa, ze dorzucam do podupadłego mocno
budżetu dość pokaźne kwoty. Jako wielozawodowiec co to z niejednego pieca
chleb jadła spadam na cztery ąłpy ale coraz trudniej mi to przychodzi. Mając
50 lat jestem właściwie pozbawiona perspektyw na lepsze jutro.
Natomiast starszy syn bez naszej wiedzy rzucił studia na UKSW tłumacząc sie
nie możłiwościa pogodzenia studiów dziennych i pracy, prawdziwa zaś przyczyna
to lenistwo bym to ujeła, ucieczka od trudnosci. Chyba pracuje na etacie ale
mu niewierze bo pełno w tych opowieściach alogizmów. Nie daje nam nic na
utzrymania a na moje upomnienia stwierdza, ze tata mu zabronił dawać
pieniedzy niech sobie cos kupi, niech sie zbawi. Stwierdził, ze nie można od
młodego człowieka wymagać, naszym obowiazkiem jest utrzymać syna. Nastepnego
dnai listonosz przyniósł kolejnna porcje rachunków w tym za telefon syna i
dowiedziałam sie , ze od miesiaca moje dziecko jeździ na gape bo nie ma
biletu a pokryjomu pożycza od ojca i brata jak idzie z kolegami do klubu lub
na imprezę. Ja pracuje po 12 godzin narażając sie na nieprzyjemności gdyby
sie to wydało, oszczedzam a tatuś wspaniałomysłnie wydaje takie dyrektywy
stwierdzając pzry tym, ze ja z młodzym syanem pozwalam sobie raz na 2
miesiace odwiedzić ksiagarmnie, czy pójść z nim do kina albo na pizzę.
Naprawdę mam usługiwania dwóm wzajemnie sie wspierajacych leni. Słyszę też z
ust meza i syna , ze to ja jestem, winna całemu nieszczęściu jakie spadło na
te rodzinę. Maż pzre 2 laty staracił posadę dyrektorska w małejk firemce
kolegi a pzrypadkiem dowiedziałam się, ze tylko dlatego , ze psuł wszystko co
inni skrzetnie wydeptywali. Dlatego go wywaliłli z hukiem dając mu 6 m-cy
wczesniej sygnał, zeby sobie szukał pracy. On po cichu liczył na taryfę
ulgową i schował głowę w piasek, ale prawa rynku są nieubłagane i po jego
odejściu i pzryjęciu na jego miejsce innego faceta w tym samym wieku - firma
stanęłą na nogi i ma sie bardzo dobrze. Juz nie mam sił opisywać teej całej
historii ale na teraz potrzebuje waszych pomysłów PrzERWANIE TEGO ŁaŃCUCHA.