Dodaj do ulubionych

Dwa obozy w domu

07.11.06, 13:12
To będzie długie ale prosze przeczytaj i napisz chociaż jedno zdanie -
azymut.
Jeden obóz stanowię młodszy 13letni syn i ja a drugi stary i starszy syn 24
lata.
Jestem 25 lat w zwiazku. Na początku kiedy zostałam matką chyba /aż wstyd sie
przyznać/ nie byłam dojrzała do macierzyństwa. Sama będać ofiarą despotyzmu
matki i uległości ojca, zapomniana przez rodzinę jedynaczka a raczej
niedopuszczana do niej z powodu mojej szpetoty fizycznej i intelektualnej /to
słowa matki/, pozbawiona uczuć pozytywnych ze strony rodzicielki ale za to
ukradkiem obdarowywana nimi przez ojca pantoflarza. Sama bez zaspokojenia
tego co dziecku niezbędne do prawidłowego rozwoju czyli miłosci nie umiałam
dać tegpo mojeju stzrszemu dziecku. Tak więc, idąc tym samym kanałem, znaym i
z włąsnej pzreszłosci chowałam moje dziecko jak cyrkowe zwierzątko tresując i
nie szczędzac mocnych wrażeń /negatywnych/, zastraszając karą nierzadko
cie;lesna podsycana uwagami matki, jakiż on gapowaty, zrób córko coś z tym
itp. Mój mąż widział to ale sam nie maiał za sobą innej przeszłosći a sam
beda ofiarą totalitarnych rządów matki i babki, równie nieudacznego i
posłusznego ojca. Niemy zawsze wycofany mąż nie zabierał stanowiska co do
tekstów pod adresem swojego dziecka, żony jakie padały co i rusz z ust babki
i matki. Np :
Dziecko jest niedorozwiniete, musicie cos z tym zrobić, czemu on jest taki
powolny i gapowaty.
Natomiast ja zawsze byłam dla nich obu cyt. - ani to wykształcenia /ja wyższe
a mąż średnie/ ani urody /ładna laska 176/60 długie super zgrabne nogi,
ciemnorude długie włosy/ ani majątku / tutaj może mało wniosłam do zwiazku
równowartość 3 maluchów i ksiazeczkę mieszkaniową, trochę biżuterii/.
Ponad to moi rodzice mieli średnie wykształcenie a on wyzsze.
Na domiar złego zmuszeni byliśmy na mieszkanie z nimi pod jednym dachem. Moi
riodzice mieli małe mieszkanie a teściowie dom w którym piętro stało puste.
Rodzice moi umeblowali wiec ów strych i wyposarzyli.
Syn więć wychowywał sie w atmosferze ciągłych wahań ciśnienia, burz z
piorunami, z rzadka słońce.
Nie umiałam go kochać i nie potrafię do dziś być dla niego tak ciepło i
troskliwa matką jką stałam sie w 11 lat później kiedy pojawił sie drugi z
dawna wyczekiwany syn. Było to oczko w głowie moich rodziców i moje. Mój mąż
natomiast stał jakby z boku i nigdy nie był dla drugiego syna tak troskliwym
ojcem. W ciągu tych 11 lat ja na skutek sypiącego sie zdrowia i wędrówkach po
lekarzach różnej maści trafiłam na Sobieskiego i podczas terapii ujrzałam
siebie i cała moją historię jak na ekranie i jakze mi było, zal, wstyd, jak
bardzo poczułam sie pokrzywdzona i krzywdząca. Wiedziałam od dawna, ze coś
jest nie tak ale teraz wiedziałam co jest tego pzryczyną. Wiadomo, ze ta
terapia musiała jeszcze być wprowadzona w życie z tym były kłopoty. Mój
pierworodny syn był na tyle duży że mogłam z nim porozmawiać i prosić o
wybaczenie całego zła jakiego doświadczył za moja pzryczyną. Do dzisiaj jest
to wielki dzieciak w skórze faceta, który stoi na rozstajach i nie moze
zdecydować co dalej i oglada sie na mnie lub ojca. Ja staram sie mu pomóc a
mąż nigdy nie stanowił tak naprawdę oparcia dla mnie, dzieci podobnie jak on
nie miał oparcia w teściu.
Historia wiec powtarza sie a ja jestem tym już naprwdę zmęczona. Te rozterki,
frustracje przypłaciłam rakiem, depresją obecnie 3letnim brakiem pracy. Radzę
sobie jednak w kwestii finansowej i bywa, ze dorzucam do podupadłego mocno
budżetu dość pokaźne kwoty. Jako wielozawodowiec co to z niejednego pieca
chleb jadła spadam na cztery ąłpy ale coraz trudniej mi to przychodzi. Mając
50 lat jestem właściwie pozbawiona perspektyw na lepsze jutro.
Natomiast starszy syn bez naszej wiedzy rzucił studia na UKSW tłumacząc sie
nie możłiwościa pogodzenia studiów dziennych i pracy, prawdziwa zaś przyczyna
to lenistwo bym to ujeła, ucieczka od trudnosci. Chyba pracuje na etacie ale
mu niewierze bo pełno w tych opowieściach alogizmów. Nie daje nam nic na
utzrymania a na moje upomnienia stwierdza, ze tata mu zabronił dawać
pieniedzy niech sobie cos kupi, niech sie zbawi. Stwierdził, ze nie można od
młodego człowieka wymagać, naszym obowiazkiem jest utrzymać syna. Nastepnego
dnai listonosz przyniósł kolejnna porcje rachunków w tym za telefon syna i
dowiedziałam sie , ze od miesiaca moje dziecko jeździ na gape bo nie ma
biletu a pokryjomu pożycza od ojca i brata jak idzie z kolegami do klubu lub
na imprezę. Ja pracuje po 12 godzin narażając sie na nieprzyjemności gdyby
sie to wydało, oszczedzam a tatuś wspaniałomysłnie wydaje takie dyrektywy
stwierdzając pzry tym, ze ja z młodzym syanem pozwalam sobie raz na 2
miesiace odwiedzić ksiagarmnie, czy pójść z nim do kina albo na pizzę.
Naprawdę mam usługiwania dwóm wzajemnie sie wspierajacych leni. Słyszę też z
ust meza i syna , ze to ja jestem, winna całemu nieszczęściu jakie spadło na
te rodzinę. Maż pzre 2 laty staracił posadę dyrektorska w małejk firemce
kolegi a pzrypadkiem dowiedziałam się, ze tylko dlatego , ze psuł wszystko co
inni skrzetnie wydeptywali. Dlatego go wywaliłli z hukiem dając mu 6 m-cy
wczesniej sygnał, zeby sobie szukał pracy. On po cichu liczył na taryfę
ulgową i schował głowę w piasek, ale prawa rynku są nieubłagane i po jego
odejściu i pzryjęciu na jego miejsce innego faceta w tym samym wieku - firma
stanęłą na nogi i ma sie bardzo dobrze. Juz nie mam sił opisywać teej całej
historii ale na teraz potrzebuje waszych pomysłów PrzERWANIE TEGO ŁaŃCUCHA.
Obserwuj wątek
    • ja_nie_lica Re: Dwa obozy w domu 07.11.06, 13:19
      Sorry WAs za błedy których bez liku. To wszystko pośpiech i nerwy.
      • maladanka Re: Dwa obozy w domu 07.11.06, 14:32
        Temat trudny i na pewno będą wypowiedzi,ale trzeba problem przemysleć.
        jesli chodzi o mnie, to uważam,że najbiedniej ale młodzi powinni sobie radzić
        sami tzn.na pewno mieszkać oddzielnie.
        A na razie poczytam jeszcze kilka razy to co napisałaś.
        • ja_nie_lica Re: Dwa obozy w domu 07.11.06, 14:51
          Właśnie otrzymałam meila , ze go wyrzucili i z pracy i ze to moja wina bo go
          nie wspierałam tylko wciskałam w zimię. Kiedy trzeba było wstawać rano to
          stałam nad nim i wrzeszczałam. Że go nie kochałam i nie kocham i na zycie to on
          nie da bo nie am i ze się nie wyprowadzi bo nie ma za co i gdzie. Moim
          obowiazkiem jest dać mu żreć, wyro. Ot cała prawda o moim pierworodnym tym
          większa porażka że jestem pedagogiem.
          • krise1 Re: Dwa obozy w domu 07.11.06, 15:16
            Trudno mi Tobie coś doradzić. Ale musisz być stanowcza, to już dorosły
            mężczyzna, rozumię serce matki, szkoda go jako dziecka. Daj mu tylko wikt i
            opierunek, a o resztę niech się sam stara. Oni widzą, że Ty się o wszystko
            starasz i wiążesz koniec z koncem, więc mają wszystko w nosie. Ja też mam
            podobną sytuację, ale na szczęście dzieci mieszkają osobno. Ale jeśc im daję,
            bo nie mam sumienia sama jeść, skoro wiem że, oni są głodni. Nic po zaty im nie
            daję. Muszą sobie sami radzić.
            • banitka51 Re: Dwa obozy w domu 07.11.06, 15:28
              nie pracuje, nie studiuje - a uważa, że mu się należy?
              może praca daleko od domu by go 'wyprostowała'? Może samo szukanie pracy mu
              uświadomi, że inni znajdują, a on nie?
          • natla Re: Dwa obozy w domu 07.11.06, 15:19
            Janielico, nie przejmuj sie, wiekszosć pedaggów ma kłopoty z wychowaniem
            własnych dzieci....to typowe,nie ma czasu na dom, bo szkoła pochłania każdą
            chwile, więc najpierw są porządki, gotowanie, prasowanie, a dzieci niestety
            zostają na koniec. No i brak pomocy drugiej strony....
            Ja sie tylko odniosłam do Twojego wykształcenia ped. Przeczytałam o problemie,
            ale jak Danka, muszę drugi raz w spokoju, aby nabrać dystansu.
      • banitka51 Re: Dwa obozy w domu 07.11.06, 15:02
        zajrzyj do skrzynki pocztowej
        • krista57 Re: Dwa obozy w domu 07.11.06, 15:51
          Nawarstwiło się wiele problemow w Twoim domu.Wiele błędow popełniono
          i popełnia się nadal.Nie czuję sie na siłach aby udzielać radsad
          Mam w rodzinie dziewczyne 32 letnią,niepracującą po dwoch fakultetach,
          a tatus utrzymuje ją i jej mieszkanie....ledwie dycha biedak!
          Syn wżenia się w rodzinę,gdzie chłopak 26 letni nie chce ani pracowac ani uczyć
          się....a mamusia oprócz wiktu i opierunku daje mu na papierosy i piwo.
          • sagittarius954 Re: Dwa obozy w domu 07.11.06, 16:01
            To takie polskie . Chowanie dzieci dla siebie , ciężko teraz zamienić usmiech
            matki na kij bejsbolowy , ale z bezrobotnym jest jak z narkomanem . Żadnych ulg ,
            żadnego kieszonkowego, żadnych kluczy do mieszkania, jedynie woda z kranu.
            Sama sytuacja wymusi na rodzicach inne postepowanie , jest takie przysłowie kto
            ma miękkie serce ten musi mieć twardą pupkę.
            • del.wa.57 Re: Dwa obozy w domu 07.11.06, 17:11
              Trudny temat,trudna rada.
              Tez wychowałam sie w podobnym domu,ale swoim dzieciom dałam miłośc i
              czułość,której sama nie miałam,skąd wiedziałam? nie mam pojęcia,też byłam
              bardzo młodziutka wychodząc za mąż a w męzu oparcia żadnego i nie miałam dokąd
              wrocić/dom rodzinny odpadał/ itak trwałam w tym związku 25 lat,potem odeszłam.
              To moje zycie.
              Sama wiesz,że popełniłas błąd,powielałaś metody rodziców swoich i pewnie cos w
              Twoim dziecku zostało i nie wiem czy teraz można to naprawić?
              Płacąc za syna rachunki i utrzymując go nie wynagrodzisz mu ''dzieciństwa''
              powinnaś byc zdecydowana i powiedzieć wprost od dzisiaj żyjesz synek na własny
              rachunek.
              Mieszkam w Niemczech i widzę jak tutaj wychowuja dzieci i bardzo mi się to
              podoba,dzieci idą wcześnie na swoje,uczą się,pracują i to jest
              normalne,niestety u nas to jest właśnie takie polskie jak napisał Sagi rodzice
              bardzo długo trzymają dzieci przy sobie.Tutaj tez zdarzają sie tacy co to przy
              mamusi siedzą mając 30 lat,ale to są wyjątki.
              Trudno naprawde Ci coś radzić nie''siedzimy'' w Twoich sprawach,problemach.
              Jednak z synem powinnas poważnie ,spokojnie porozmawiać i byc konsekwentną.
              Może nie powinnas tyle pracować a zagonic swoich panów do pracy.
              • banitka51 delwa 07.11.06, 17:46
                w Polsce, niestety, nie da się za wynagrodzenie za pracę (1000zet na poczatek?)
                wynająć mieszkania i jeść. Ten problem powoduje, ze dzieci sie domu trzymają.
                Inne warunki kształtują inne zwyczaje. Gdyby moje dziecko nie znalazło dobrze
                płatnej pracy w swoim zawodzie, siedziałoby przy mamie, bo za wynajem płaci dwie
                najnizsze pensje. Takie zycie mamy tu...
                A w Niemczech od lat kłopotu z wynajmem nie ma. Tak jak w USa itd, a nawet Thaiti.
                Tutaj problem z mieszkaniami trwa niezmiennie i ciągle dzieci siedzą na karku
                rodzicom, nie widząc innej możliwości na swoje locum.
                • del.wa.57 Wiem Banitko 07.11.06, 17:53
                  Wiem,że tak jest,dałam tylko taki przykład i ze bardzo mi się to podoba.
                  Zgadza się,że o mieszkanie tutaj łatwo,ale wynajmowanie tez nie mało kosztuje a
                  i młodzi,którzy uczą się i pracują też zarabiają niewiele.
                  Młodzi wynajmuja mieszkania we dwójke,trójke łatwiej im wtedy i /taniej/żyć.
                  Mamy tez bardzo operatywną młodzież/nie wszyscy/co radzą sobie swietnie i nie
                  siedzą u mamusi na garnuszku.
                  • banitka51 Re: Wiem Banitko 07.11.06, 19:07
                    tez mi sie to podoba. masz 18 lat? pomoge, porecze - ale idz w zycie, radz sobie
                    sam; jestem cała 'za'. Widzę problem tylko w mieszkaniach, ten zwyczaj jest u
                    nas spotykany, jak dziecko stać przede wszystkim finansowo.
                    Pewnie i są mamusie-magnesy, co nie potrafią się pogodzić z samodzielnym
                    dzieckiem i braku wpływu na latorośl. Ale tego świat pełen.
    • graga211 Re: Dwa obozy w domu 07.11.06, 19:08
      Nie ma tłumaczenia! Nadopiekuńczość matek nie zna granic, a bezwzględność ich
      dzieci jest przerażająca. W Polsce dobra mama to taka, która wstaje o 5-tej,
      synowi (lub zięciowi) szykuje śniadanie, biegnie do sklepu po świeże bułeczki,
      wyprawia dzieci do szkoły, sprząta, robi zakupy, gotuje, popołudniami prasuje,
      wieczorami ceruje i przyszywa zgubione guziki, a na koniec idzie ostatnia spać.
      A jeszcze jeśli cos po drodze zarobi, to jest ekstra, choć z tego powodu wcale
      nie jest doceniona, bo ZARABIA tylko mężczyzna. Kobieta się bawi. Mamie zresztą
      nic się już nie należy, bo już swoje przeżyła… I obojętne, czy ma lat 50 czy
      już 70.
      Janielico, nie wiem, czy ktokolwiek będzie w stanie Ci pomoc. Na to, co teraz
      masz, pracowałaś wiele lat i sama musisz przeciąć ten gordyjski węzeł. Fakt, ze
      rodzone dziecko, które jest dorosłym mężczyzną, ma czelność powiedzieć, ze
      matki <obowiązkiem jest dać mu żreć i wyro> jest czymś nie do pojęcia! Na
      takie wypowiedzi musiałaś jakoś zapracować. Ty nie masz brać całej winy na
      siebie, tylko spokojnie uzmysłowić synowi, ze twoje błędy wychowawcze wynikły z
      niewłaściwych wzorców wyniesionych z domu i nie zdawałaś sobie sprawy, ze były
      niewłaściwe. Robiłaś wszystko, co uważałaś za dobre. Wy oboje (i chyba mąż
      także) zostaliście okradzieni z bardzo ważnych dla dziecka uczuć. Tak, jak w
      tej chwili jest, nie może być dalej - masz w domu 2 pasożytów, lecz masz ich na
      własne życzenie. A co wyrośnie z młodszego? Tego jeszcze nie wiesz, a przecież
      on już nasiąka... (O ile oczywiście to wszystko co opisałaś jest prawdą, a nie
      prowokacyjną fikcją, by nas rozruszać i zmusić do zajęcia jakiegoś konkretnego
      stanowiska).
      • e-baba Re: Dwa obozy w domu 07.11.06, 20:28
        Graga ma świętą rację. ten węzeł trzeba przeciąć.
        Kto z nas nie popełniał błędów w stosunkach z najbliższymi? Chyba każdy, ale z
        reguły te nasze błędy korygowała inna najbliższa nam osoba. I kiedy źle się
        działo, to pozostawała świadmość, że ktoś nas wspiera. Ty tej świadomości nie
        masz, bo ani w kłopotach z synem nie wspiera Cię mąż, ani w kłopotach z mężem
        nie wspierają Cię dzieci (bo nie wiem, czy młodszy syn jest Ci oparciem czy
        tylko miłym towarzyszem).
        Sytuacja taka trwa stanowczo zbyt długo i nie widać szans na jej poprawę. Więc
        choć będzie boleć - przeciąć. Zdecydowanie. Uważam bowiem, że nikt nie ma prawa
        nakładać na Ciebie takich powinności, akich spełnienia oczekują od Ciebie i mąż
        i syn. Masz za to obowiązki wobec siebie - zycie masz jedno. Musisz
        zdecydowanie nie tylko określić "drugiemu obozowi", jak chcesz je przeżyć, ale
        i to najważniejsze - egzekwować swoje do niego prawo.
        • fleur1 Re: Dwa obozy w domu 07.11.06, 20:33
          Ja_nie_lica opisała jakąś chorą rodzine, rozpoczęła temat
          i jak czytam jej poprzednie wpisy to mi się wydaje,
          że ona prowokuje.
          Jeżeli się mylę to proszę niech mnie ktoś wyprowadzi z błedu.
          • e-baba Re: Dwa obozy w domu 07.11.06, 22:01
            Fleur, fakt, że internet daje różnorodne możliwości w tym względzie. Każdy może
            pofantazjować ile wlezie. Janielica też. Ale jakby to nawet prowokacja była,
            no to co? Ludzie czasem są w takich sytuacjach, że innym w głowie się nie
            mieści, że coś podobnego mogło mieć miejsce.
            Więc nawet gdyby i zwierzenia Janielicy z prawdą nie miały nic wspólnego - to
            sobie po prostu porozważaliśmy hipotetyczną sytuację.
            A swoją drogą, daj Boże, aby Janielicy taka sytuacja w realu nie dotyczyła, bo
            masz rację, że to wszystko nie bardzo jest zdrowe.
    • czarny.humor Nie masz lekko - trzeba przyznać. 08.11.06, 08:05
      Nie osądzam takich sytuacji, zwłaszcza po poznaniu wersji tylko jednej strony. Wersji wybitnie jednostronnej, subiektywnej, choć - przyznaję z uznaniem - nie całkiem egoistycznej, czy oskarżającej wszystkich poza sobą. Ale jednak poza tym, co napisałaś, dużo ważniejsze jest to, czego nie napisałaś. Na przykład nie wspomniałaś w pierwszym poście o tych rannych wrzaskach!! Jestem przekonany, że nie ma u Was rozmowy, tylko wrzask, albo pełne rozgoryczenia i rozpamiętywania milczenie. Jedno i drugie tylko potęguje poczucie niezrozumienia i krzywdy.

      A jaki obraz wyłoniłby się z relacji Twoich synów i męża??
      Tego powinnaś być ciekawa, a nie opinii i rad całkiem obcych Ci ludzi!!

      Chcesz sobie i rodzinie pomóc?? Chcesz móc o nich ponownie mówić „moi bliscy”? To na początek przeczytaj ze zrozumieniem dwieście razy sygnaturkę Fleur1 - „amor vincit omnia - miłość zwycięża wszystko”! Wydrukuj sobie tę sentencję i powieś nad łóżkiem Przypomnij sobie to uczucie!! Ono naprawdę istnieje, jest wszystkim potrzebne i skutecznie leczy takie problemy!! Jest też potrzebne Tobie i Twojej rodzinie.
      I ROZMOWA!!
      Sama - z naszymi „mądrymi” radami - nie poprawisz sytuacji, bo właśnie na Twoich stosunkach z innymi polega problem. Jedynymi potrzebnymi Ci ludźmi w tym procesie są Twoi synowie i mąż. Ale musisz z góry założyć i przyjąć bezwzględnie, że Twoje i ich uczucia, oczekiwania, nadzieje i nawet fobie są równoważne i zasługują na równie poważne traktowanie.

      Nikt, poza Wami samymi nie rozwiąże waszych problemów.
      Skoro widzisz tak jasno swoje i nie tylko swoje porażki rodzinne, to wiesz także, co powinnaś zmienić i jak to zrobić, a tylko brak Ci odwagi na rozpoczęcie i wiary, że da się te zmiany przeprowadzić.
      Naprawdę to wiesz!!
      Sądzę, że właśnie niewiara w możliwość współpracy z rodziną i Twoja niska ich ocena, są głównym czynnikiem paraliżującym podjęcie tematu.
      Twoje wyznanie świadczy, że wiesz co chcesz zmienić. Dobrze, że masz to już napisane czarno na białym. Teraz, sama przeczytaj to na spokojnie, uzupełnij nowymi myślami i spisz sobie swoje oczekiwania w stosunku do siebie i rodziny oraz jakie widzisz sposoby i metody zmian. Jak już dopracujesz wszystko - daj to do przeczytania mężowi i dzieciom. Spróbuj skłonić ich do podobnych wyznań na piśmie i na podstawie wspólnych punktów i jednakowych oczekiwań zacznijcie RAZEM!! odbudowywać się. Tylko nie mów, że „z nimi się nie da”! Takie stwierdzenie zniweczy wszelkie starania i próby zmian, a poza tym jedynie wywoła pytanie - czy aby na pewno Z TOBĄ się da??!
      I - na Boga - pod żadnym pozorem nie dajcie się żadnej sytuacji prowokować do wrzasków i wypominania przeszłości!!
      Pamiętając o złej przeszłości, macie przecież budować szczęśliwą przyszłość!!

      Życzę wiary, że:

      Jeszcze będzie przepięknie,
      Jeszcze będzie normalnie.
      Jeszcze będzie przepięknie,
      Jeszcze będzie normalnie.
      Jeszcze będzie przepięknie,
      Jeszcze będzie normalnie.

      smile))
      • natla Re: Nie masz lekko - trzeba przyznać. 08.11.06, 08:55
        Jeżeli o mnie chodzi, to wszystko zostało napisane przez poporzedników.
        Żyjsz w piekiełku, z którego nie wyjdziesz, jeżeli bedziesz sie ciągle obwiniać.
        Stało sie, a działo się latami i tylko radykalne postępowanie moze coś zmienić.
    • filomena1 Re: Dwa obozy w domu 08.11.06, 13:39
      Poczytałam sobie. tekst Janielicy oraz zacnych koleżanek wypowiedzi przede mną.
      Każda wypowiedz wnosi coś do sprawy.
      Ze swej strony dodam,
      Ostatnio tutaj również odnotowuje sie wzrost powrtów synów pod dach mamusi, Nazywają to złosliwi
      "PENSJONAT MAMA" , Dorsli mężczyzni . ppo jakimś czasie doświadczen na własnych śmieciach, gdy
      nie znajduja dziewczyny. albo się z dziewczyną rozstaną , to wracają jak bumerang do Mamuśki.
      Chłopcy są na ogół wygodniccy i lekko pozwalaja sie obsługiwać.
      Nie chcę zajmowaś stanowiska wobec sytuacji Janielicy.
      Wczoraj akurat spotkałam moją psiapsiółke. którą uczyłam rosyjskiego.
      Ma on 3 synów. Powiem Wam. że az mnie znudziło ile ona sie na narzekała. Całe nasze spotkanie
      ograniczyło sie do utyskiwań i narzekań "źle wychowanych synalków".
      Miałam na końcu języka zapytać : a kto ich tak wychował? ale ugryzłam się w język. oraniczająac sie
      do pożałowania jej i współczucia , jak jest skrzywdzona przez los i jak ma ciężko.
      Nie wiem, jak i na jakich warunkach układają sobie ludzie takie dziwne zwiazki męsko-damskie.
      małżenskie, przecież stoją na dwóch różnych biegunach wzajemnie się odpychajęcych. Nie widzę sensu
      wspólnoty, skoro wspolnych interesów brak, to nawet nie ma miejsca na koegzystencję.
      Wiem tez. że ze względów finansowych takie koegzystencje pod jednym dachem są wymuszone
      materialnymi warunkami. Ale to nie jest całkiem prawda. gdyz jesli ktos bardzo chce sie uwolnic, to
      może byc wolnym nawet żyjąc w więzieniu. Pieekło tworzymy sobie sami,
      Czy znacie może sztuke J-P Sartra. " Zamkniete społeczeństwo" . akurat niedawno oglądałam, nie
      wiem czy to po polsku jest takie brzmienie tytulu, Rzecz sie dzieje w Piekle, gdzie zamkniete sa 4
      osoby. skazane na wiecznosc, Kazda ma cos na sumieniu. Kitwasza sie ze sobą w wyrzutach sumienia
      własnych i cudzych, kisza sie we własnym sosie . gotują na miękko we własnych słabościach,
      wymówkach i rozgrzebywaniu przeszłości. To jest zabójcze.
      Pozdrawiam i Życze duzo odwagi, cierpliwości wyrozumiałości .
      Rady i wnioski Jenielica musi znaleźć sama. pamiętając o sobie ,ale nie zapominjąc o spójności
      rodziny, gdyż Rodzina jest skarbem. klejnotem,o ktory nie tylko warto dbać, lecz dbałość o nią jest
      naszymśwętym obowiązkiem.Wszystkich, i nie wymądrzam się, lecz powtarzam , po mędrcach.

      Pozdro
      Filomena

      • natla Re: Dwa obozy w domu 08.11.06, 14:40
        Ale wiesz Filomeni ,że z rodziną wychodzi sie najlepiej na zdjeciu? Niektórzy
        nawet wycinają jej fragmenty wink)) Może to nie filozofia, a życie.
        Absolutnie *nie*, dla "za wszelką cenę rodzina". Pomoc nieudacznikowi
        rodzinnemu robi mu jeszcze większą krzywdę. Nieudacznik wie, ze moze na rodzinę
        zawsze liczyc, nie liczy się z jej problemami. On po proostu jest.....jest i
        musi być "obsłużony" pod każdym względdem, bo po to jest głupia rodzina.
        A sztukę o której piszesz wystawiał kiedyś nasz niezapomniany perelowski Teatr
        Telewizji we wspaniałej obsadzie. Pamietam, że atmosfera tej sztuki okropnie
        mnie przygnębiła i zmęczyła. A ileż takich piekiełek jest na Ziemi i właśnie
        często niejako na rządanie.
        • uyu Re: Dwa obozy w domu 09.11.06, 00:22
          Dans la vie on ne fait pas ce que l'on veut mais on est responsable de ce que
          l'on est. Jean-Paul Sartre
          W zyciu nie robimy tego co chcemy, natomiast jestesmy odpowiedzialni za to kim
          jestesmy.
      • takanietaka "PRZY DRZWIACH 09.11.06, 09:57
        ZAMKNIETYCH" tak nazywa sie ta sztuka Sartre'a w polskim tłumaczeniu ,i to z
        tego dramatu pochodzi sławne zdanie "Piekło to inni".Ostatnio na kanale Europa
        zobaczyłam stary film francuski krecony według tej sztuki -niezły był!
        A co do problemu Janielicy ..z bólem to czytam ,az trudno cos myslec
        radzić ..takie to juz zaplątane i zasupłane ..chyba tylko przecięcie tego węzła
        sie moze udac ,bo rozplatanie ,wyprostowanie chyba jest niemozliwe.
        * nigdy nic nie wiadomosmile **ZAMKNIETYCH
        • filomena1 Re: "PRZY DRZWIACH 09.11.06, 10:38
          Dziekuje . Takanietaka.

          Masz racje. konieczne jest przecięcie . albo lepiej odcięcie . ale to nie przeciecie węzła pomoże lecz
          odciącie pępowiny.
          Najwyższa bowiem pora. aby tych PANOW odciąć od pępowiny.
          Koniec matkowania. Ale nie koniec rodziny,
          Natlo. piszesz" z rodzina najlepiej na fotografi". masz rację . ale czy z własnymi dziećmi????
          Z dziećmi to na złe i na dobre jesteśmy rodziną, One wiedzą , ze moga na nas liczyć. W końcu na kogo
          mają? na siebie, rzecz jasna, ale,.....
          Juz jakies powiedzonko łacinskie mowiło, ze dziecku należy sie szacunek,
          Jeśli nie ma go od nas to nie oczekujmy szacunku od dziecka.
          Poza tem, mąż jest nabyty , a dzieci urodzone.
          Czasem powoduje to nieprawdopodobna wprost zazdrość mężczyzn o macierzyńskie uczucia żony.
          rozpisałam sie.
          pozdrowka wsiem,
          Filomena.

          • graga211 Re: "PRZY DRZWIACH 09.11.06, 11:25
            > Poza tem, mąż jest nabyty , a dzieci urodzone.
            > Czasem powoduje to nieprawdopodobna wprost zazdrość mężczyzn o macierzyńskie u
            > czucia żony.

            Nie do konca zgadzam sie z Toba. Dzieci MUSZA znac granice co im wolno i ile im
            wolno. Kiedys moja corka mi powiedziala: "masz mnie przeciez tylko jedna, wiec
            nalezy mi sie". Odpowidzialam z usmiechem: "Uwazaj, zebys sie nie zdziwila, bo
            zawsze jeszcze moge zaadoptowac kilkoro". Od tego czasu nie odwazyla sie
            wspomniec, ze cos jej sie nalezy, cos mam jej dac, cos mam dla niej zrobic.
            A jesli chodzi o drugie cytowane zdanie, to wcale nie dziwie sie zazdrosci
            mezczyzny, kiedy kobieta przesadza z ta swoja malpia miloscia i zapomina, ze on
            w ich rodzinie jest rownie wazny jak ich wspolne dziecko.
            pozdro, Gr.
            • graga211 I jeszcze cos. 09.11.06, 12:14
              Kiedys u nas nakrecono film - nie pamietam tytulu, chyba nosilo zdrobiale imie
              meskie Franus, Michas czy jakis Jozinek, nie wazne - w którym pokazano relacje
              pomiedzy synem egosta bez najmniejszych skrupolow wykorzystujacym matczyna
              milosc starenkiej, bardzo zabiedzonej i opuszczonej matki, która nijak nie
              dostrzegala w nim pospolitego bandziora. I az chcialo się chwycic te kobiete za
              ramiona i mocno nia potrzasnac, by nareszcie zobaczyla jego prawdziwe oblicze.
              I to uwazasz Filomeno, za normalne, prawidlowe i godne pochwaly? Tylko dlatego,
              ze go urodzila?!?! Zgadzam się, ze dziecku należy sie szacunek, lecz szacunek
              nie jest rownoznaczny z bezwarunkowa akceptacja wszelkich ekstrawagancji
              dziecka. A o to w tym wszystkim przeciez chodzi.
              • natla Re: I jeszcze cos. 09.11.06, 13:08
                Tak Filomeno, piszesz o dziecku i dziecku sie należy szacunek, to bardzo ważne,
                konsekwentne wychowanie wg ustalonych zasad i oczywiscie z miłością.
                Ale to stary koń, to juz nie dziecko. Myślę, że główny problem jest w tym iż
                matka przejrzała na oczy i siebie obwinia......i chyba ma racje, tylko to nie
                zmienia faktu. Ona nawet siebie w pewnym sensie usprawiedliwia (jej dom
                rodzinny) i dobrze, bo mogłaby popaść w czarna rozpacz. Szkoda, że nie
                przeanalizowała tego problemu choć kilka lat temu, kiedy mozna buło jeszcze na
                syna "wpłynać.
                Zgadzam się całkowicie z Gragą i Humorkiem....ona sama musi problem
                rozwikłać....czy przeciąć, czy rozsupłać, bo tylko ona do końca zna realia.
                Odgraniczenie miłości do syna (o ile ona istnieje), od zrobienia mu ewentualnej
                krzywdy jest bardzo trudne.
                Przciędcie tego węzła wydaje się jedynie uzasadnione, ale.....my do końca nie
                znamy realiów.
    • ja_nie_lica Re: Dwa obozy w domu 09.11.06, 14:47
      ballada o januszku
      ktoś posądził mnie o prowokację. Otóż jest tohistoria prawdziwa, dziejąca się
      teraz w centralnej Polsce na peryferiach stolicy wśród sosnowych lasów.
      Piszecie, ze jestem nadopiekuńcza napewno to prawda. Lecz w bardzo spaczony
      sposób chcę zmazać wszystkie swoje i nie swoje winy. To chore - wiem. Kocham
      swoje dzieci nade wszystko może w sposób krańcowo inny jak mnie kochano a
      szczególnie matka. Ktoś taki jak ja poniekąd DDD nie wie jak to jest kochać
      prawidłowo tego nie mozne zdefiniować to trzeba pzreżyć a jeśłi ja nie
      doświadczyłam tej miłości to niby skad do licha mam to wiedzieć. Cały czas się
      uczę i robie błędy.


      To, że postrzegana jestem jako ciepła miła i taka co pzryciąga do siebie i chce
      się z nią pogadać to efekt terapii. To dzięki niej w jakiś zupełnie
      niewyjaśniony sposób stałam się kimś takim. Pamiętam siebie jako ponurą wycofaną
      a nawet dziką osobę. Unikano mnie a szczególnie chłopcy a ja tak barzdo
      pragnęłam pzryjaźni. Długo by o tym. Wystarczy że w wieku 35 lat zarzuciłam
      pierwszy zawód /ekonom/ i po terapii ukończyłam pedagogikę specjalną.
      Teraz pzryzanm, ze nie wiem czy to był dobry pomysł ale coś w tym było.
      • graga211 Re: Dwa obozy w domu 09.11.06, 19:49
        "Ballada o Januszku", dzięki.
        Zajrzyj na gazetową pocztę, proszę.
        • fleur1 Re: Dwa obozy w domu 09.11.06, 20:20
          Ja-nie-lico jeżeli uraziłam Ciebie moim posądzeniem
          o prowokację to bardzo przepraszam, ale historia,
          która opisałaś wydała mi się tak nieprawdopodobna,
          że napisałam o tym,co odczułam po jej przeczytaniu.
          Wiele czytalam, znam wiele rodzin, interesuję się życiem
          wokół mnie, ale nie znam takiej rodziny i stąd moja reakcja.
          Teraz wydaje mi się, że powinnaś ratować siebie, Twój mąż
          i synowie są już dorośli i jak wynika z Twego opisu są też
          silniejsi psychicznie, oni dadzą sobie radę.
          • czarny.humor Re: Dwa obozy w domu 09.11.06, 21:47
            Zupełnie mnie nie przekonyje Jolu Twoje stwierdzenie skierowane do Janielicy, że jej "... mąż i synowie są już dorośli i jak wynika z Twego opisu są też silniejsi psychicznie, oni dadzą sobie radę."

            Zwróć uwagę, że cała opisana sytuacja dotyczy nie tylko jednej osoby Janielicy. To dotyczy czterech osób! I wszystkie one czują się głęboko skrzywdzone, mają swoje doświadczenia i chowają swoje urazy, a Janielica - co naprawdę bardzo doceniam - wie i mówi wprost, że wskutek własnych błędów przyczyniła się do tej sytuacji.
            Wszyscy są tu skrzywdzeni i wszyscy są ważni. Ta rzekoma dorosłość mężczyzn, ich siła psychiczna i zdolność radzenia sobie w życiu, wydaje mi się też tutaj bardzo wątpliwa. Raczej wygaje mi się, że starszy syn uciek i demonstruje właśnie całkowitą bezradność życioową i zagubienie.

            Powtarzam - problem jest jeden, ale dotyczy czterech osób. I nie dzieli się przez to na cztery, tylko z całą pewnością potęguje do czwartej potęgi.
            Kilka wpiisów tu świadczy, że Janielica wzbudziła u autorek współczucie. A co by było, gdyby każdy z uczestników dramatu opisał tu swoje odczucia?? Na pewno nie byłyby mniej dramatyczne, tylko bardziej. Komu wtedy współczuć?!
            Współczucie dla Janielicy nie może zaciemnieć obrazu tego, że i ona sama przyczyniła się bardzo do tej wielce pogmatwanej sprawy.


            Rzucenie wszystkiego wydaje się rozwiązaniem najprostszym, ale dla nikogo nie będzie dobre. Każdy zachowa jeszcze bardziej wyolbrzymioną pamięć krzywd, urazy i bezgraniczny żal do innych. A te uczucie bardzo skutecznie zatrują życie im, ich otoczeniu, i przyszłym rodzinom. Potem będą rozprawy sądowe, majątek do podziału, alimenty na młodszego syna ... i wielkie szczere wreszcie uczucie - NIENAWIŚĆ!!

            Ale akurat szczerość tego uczucia, chyba nikomu jeszcze nie wyszła na dobre.
            • fleur1 Re: Dwa obozy w domu 09.11.06, 22:27
              Czarny.humorze, ale ona napisała o terapii, że trwa, że była
              i jak ona zadba o siebie, o swoją psychikę to potem
              może o nich myśleć, być im pomocną.
              Jak będzie umiała o tym mówić, nie krzyczeć, nie oskarżać,
              jak potrafi przebaczyć swoim rodzicom, rozliczyć się
              z przeszłością, jak potrafi zrozumieć, że jej wina nie była
              tak naprawdę jej winą, tylko grzechem jej rodziców
              to wtedy można myśleć o jej mężu i synach.
              Oczywiście oni wszyscy mogą podlegać terapii póki
              nie stało się nic złego, póki nie wydarzyła się tragedia
              można jeszcze cos naprawić.
              Nie napisałam, że mężczyźni są silniejsi, mogłyby to być
              też córki, a są synowie, stąd moje stwierdzenie, że są dorośli
              i dadzą sobie radę bo z opisu wynikło, że nieszczęście najbardziej
              dotknęło matkę i ona już o tym potrafi mówić i pisać.
              Pomogłam juz kilku osobom, moje pisanie nie wzięło się z powietrza,
              nie były to takie same sprawy jak wyżej, ale dotyczyły relacji
              rodzice - dorosłe dziecko.
              • grazyna10 Re: Dwa obozy w domu 10.11.06, 01:24
                Z tego co tu przedstawiono, to wynika, ze terapii potrzebuje cala rodzina.
                Uklad jest tak zagmatwany i chory, ze terapia jednej osoby nie na wiele sie
                zda.Moze warto by pomyslec o terapii rodzinnej. Pytanie tylko, czy pozostalym
                czlonkom na tej rodzinie zalezy, bo mi sie wydaje, ze mieszkacie razem ale
                kazdy zyje osobno. Nie stanowicie rodziny a grupe wspollokatorow.
                Ilez ciezkiej pracy twojej Janielico i twojego meza trzeba bylo aby wytworzyc
                taki uklad w domu. A teraz zeby to chociaz czesciowo naprawic, bo chyba
                calkowicie sie nie da, pewne zmiany sa nieodwracalne, potrzeba bedzie
                dziesieciokroc wiecej wysilku wlozyc.
                ********
                Znudzila mi sie skromnosc
                ********
                • mania1119 Re: Dwa obozy w domu 10.11.06, 01:32
                  Jesli,jak slusznie zauwazasz,komukolwiek na tym zalezy.Bo moze byc tak,ze ,w
                  gruncie rzeczy,kazdy sie jakos w tym odnalazl .Z patologii tez mozna czerpac
                  korzysci- i nie mam tu na mysli tylko oczywistych.
                • goskaa.l Re: Dwa obozy w domu 10.11.06, 06:52
                  Słusznie napisałaś, grago, że terapii potrzebuje cała rodzina. Tylko trzeba
                  zadać podstawowe pytania:
                  po pierwsze: czy inni (oprócz janielicy) zdają sobie z tego sprawę
                  po drugie: czy chcą tej terapii.
                  W ramach mojego uwalniania się spod kurateli mamy doszłam do wniosku
                  (przyklepanego przez terapeutkę), że najlepszym co można zrobić, byłaby terapia
                  grupowa całej trójki (ja, mama, mój - wtedy w klasie maturalnej - syn).
                  Jednakże próba namówienia mojej mamy na uczestnictwo w terapii spełzła na
                  niczym. Wolała siać wokół mit złej, niewdzięcznej córki i pokrzywdzonej matki.
                  Nigdy nie wnikała w przyczyny moich zachowań - nie dość na tym; kiedy
                  próbowałam jej to czasem wytłumaczyć, nie słyszała co mówię. Tak jest do dziś i
                  to jej osobisty wybór. A ja zniszczyłam rodzinę i więzi, które w niej były
                  (brr, gówno prawda - byliśmy trojgiem ludzi mieszkających pod współnym dachem,
                  pełnymi wzajemnych pretensji).
                  W przypadku opisanym przez Janielicę układ jest nieco bardziej skomplikowany,
                  bo jak sama pisze, różnicuje swój stosunek do potomków.
                  • tofika Re: a teraz"Lubię mowic z Toba... 12.11.06, 08:22
                    Zycie, zycie to poemat..
                    nie ma tak w zyciu ,ze wszystko ulega w gruzach--
                    bo niedobre metody obralas ..
                    Janielico,
                    tak jakosto wszystko czytam i cos mimo wszystko mi tu nie pasuje ,
                    ujmujac w calosc "Twoja sprawe klopotow rodzinnych
                    tak jakos wyborczo je charakteryzujesz..
                    25lat,wspolnego zycia .. to bardzo duzo lat...
                    urodzilas dwoje zdrowych synow, sukces juz mialas,
                    ukonczylas studia, ciekawy bardzo kierunek.. wiem!! pracowalam jeden rok w
                    szkole o "umiarkowanym "nawet polroku zaliczylam majac 23l wych 8 kl, gdzie
                    moii wychowankowie byli mlodsi odemnie o 4,5l..tak bylo,, ja dotknelam tej
                    pracy,
                    nigdzie nie pojawia sie w opowiadaniu o Twojej rodzinie "madrosc pedagoga"
                    jakos mi tak dziwnie, moze TTY tak prowokujesz nas tu do odpowiedzi,,w imieniu
                    czyims?
                    Bo ja nie moge uwierzyc, zebys ,, majac 25l doswiadczenie zycia w zwiazku, tak
                    malo umotywowalas swoje problemy..
                    TY nie potrafisz rozmawiac z synem ? 25l? nasze zadanie jest zawsze do konca
                    zycia uczyc dzieci rozmow, wyszukiwania najlepszych sposobow! nie ma absolutnie
                    dla rodzicow wytlumaczenia, za bledy ktore sami sobie stworzyli.. nikt nie
                    wszedl do waszego domu z "butami"wy sami stworzyliscie klimat i taki macie jak
                    udalo WAM sie go stworzyc,
                    nie ma cudownuch terapii,
                    nie ma tak dobrych psychologow , itp wyuczonych ludzi, ktorzy
                    Janielico..wejda CI do Domu i wszystko naprawia za WAS....
                    nic przedewszystkim nie jest stracvone..
                    NIC.. tworzycie rodzine, i ja pozostancie,,
                    nic nie osiagniesz rozbijajac idac gdzies z jednym synem.. ludzie ! tak nie
                    mozna,,
                    nie zauwazylas zadnych przez tyle lat dobrych meza?????????
                    nic zupelnie nie jest on dla ciebie wart?
                    albo siebie oskarzasz? po co? jestes wartosciowa kobieta, wyksztalcona,
                    znajdz rozwiazanie dla swego syna bezrobotnego ,,kobieto!!!
                    jestes , zyjesz ,istniejesz,,
                    zrob wszystko, by mu pomoc, wszystko , nie mow ze nie dasz rady.
                    takie sa mozliwosci dla bezrobotnych.. to nieprawda, ze nie ma wyjscia..
                    a WY zamykacie sie w swoich skorupach... i trwacie NIC nie robiac zeby pomoc
                    synowi, ktory jest WASZ!!zdenerwowalam sie na WAS!!!!!!ruszcie glowa, bo
                    poprostu nie mozna zaakceptowac Twoich Janielico wywodow--jak CI zle i
                    niedobrze..bo.. wszyscy winni,,no moze TY troszeczke.. a syn .. moze zrob
                    wszystko z mezem zeby byl jak najszybciej tuptusiem blakajacym sie bezdomnym!
                    • lucjona Re: a teraz"Lubię mowic z Toba... 12.11.06, 09:05
                      Janielico,
                      ja w Ciebie wierze,potrafisz Nikt tak jak TY ,potrafisz wszystko inaczej i
                      tylko pomyslnie jeszcze poukladac.. w swojej Rodzinie zycze powodzonka...
                      • ja_nie_lica Jestem złą, żoną, matką.... 14.11.06, 00:39
                        W domu wrze wiem, ze was już zanudzam. To wrzenie to stłumione emocje pod
                        pokrywa milczenia, która =niekidy podskakuje wydając syk, ryk, łkanie....
                        Pzrez dwa dni miałam do dyspozycji mieszkanie koleżanki kóra mieszka w pobliżu.
                        Drugiego dnia siedząc tam sama uświadomiłam sobie jak bardzo jestem sam , niby
                        mam dzieci, chłopa ale nie mam tak naprawde nikogo na kim mogłabym się
                        oprzeć. .
                        Ostudziło te głupie marzenia wydarzenie ostaniej nocy. dzisiaj w nocy dostałam
                        nagle krwotoku bez powodu. Mój mąż, który od stycznia śpi oddzielnie
                        odpowiedził, zebym się położyła i czekała do rana. Do rana zużyłam 2 paczki
                        waty. Kiedy on wychodził do pracy zapytał jedynie czy idę do pracy
                        powiedziałam , ze nie i zaraz po tym usłyszałam samochód. Ze mnie lało się
                        równo nawet nie zapytał a ja nie smiałam juz nic mówić. Potem tylko telefon, ze
                        on wraca do domu bo matka jego się żłe czuje i ze ja jestem zimną i nie
                        współczuje, a to ja powinnam sie nią zająć skoro zostałam w domu. Przyjechał
                        zawióżł ją do lekarza i potem siedział u niej do wieczora bo pzrecież ona taka
                        chora. Ja musiałam zwlec się z łóżka i przygotować sobie i młodszemu dziecku
                        cos do zjedzenia. To jakiś koszmar i jeszcze usłyszałam, że jestem chamką, co
                        całe życie myślę o sobie, ze nawet teraz wykręcam sie ,,chorobą" , ze skoro nie
                        pracuje to powinnam opiekować sie jego matką. Obwinił mnie, za niepowodzenia
                        syna, za to, ze ma on zamiar wyprowadzić sie. Że rozbiłam ten dom, że
                        zniszczyłam cała jego rodzinę, że jestem chamką i wampirem .

                        Teraz wiem on ma racje powinnam zdechnąć tak jak sobie zamarzyła moja
                        teściowa Po przyszykowanej i obsłużonej przezemnie konsolacji po pogrzebie
                        teścia a w 3 lata po mojej operacji usłyszłam jej wypowiedź, ze ona wie, ze ,
                        ze byłą złą żoną ale jeszcze gorszą jestem ja. Ze mój mąż to niesczęśliwy
                        człowiek, ze mu złamałam życie, cyt - szkoda, ze ona nie umarła 3 lata temu,
                        teraz syn byłby szcześłiwy i wolny.
                        Moze czas ziścić te marzenia.
                        Wierzcie mi, już nie mam siły walczyć.
                        • tofika Re: zmien sie janielico..zmien! 14.11.06, 02:04
                          Niemozliwe zebys przyswoila do siebie te epitety , ze przylgnely one do Ciebie
                          i utkwily jak kolec od rozy, gorszy jest kolec zesliwki, wiem ile zachodu
                          trzeba by pozbyc go z ciala(fakt autentyczny, bo kolec z rozy jest pojefynczy,
                          a ze sliwki ma haczyk...
                          i kolce i kolce z haczykami da sie pokonac..
                          ale jesli cale malzenskie lata wsoplnie zylas z rodzicami meza,
                          to jednak oni tez Ci sluzyli pomoca , gdy mieliscie dzieci male,
                          tak mysle...
                          W Twoim domku jest jakas niepisana cisza-
                          • tofika Re: zmien sie janielico..zmien! 14.11.06, 07:17
                            Janieliczko,
                            ja jestem pelna wiary ze pokonasz, mocno postaraj,,mocno... napiosz mi co ? i
                            jak,, na ferie juz Ciebie z kim chcesz zapraszam do Siebie,,zima warmii i Mazur
                            jest cudna..zobaczysz... mowie CI.. nie jestes sama!!! uwierz, wiele osob z
                            Forum chcialoby Ci pomoc... bo klikamy do Ciebie, odzywamy my w Ciebie
                            wierzymy... pokonalas choroby, pokonasz takie tam.. do wszystkiego slowo Ci
                            daje .. rozmowy i postanowienia rodzinne potrzebne.. trzymaj ,,nie podawaj ..
                            zycie i tak .. wiesz... ale my..my naprawde musimy o nie dbac... reszta samo
                            czasem nistad nizowad potrafi poukladac UWIERZ!()()()()usciskow moc...
                            • tofika Re:janieliczko, odezwij.. 23.11.06, 22:42
                              gdzie schowalas, pytalas to odpowiadalysmy,
                              malutkimi nawet kroczkami mozna cos zdzialac..
                              napisz troszke, musi byc wszystko dobrze, pouklada Ci sie .. zobaczysz...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka