Dodaj do ulubionych

Symbole,wielkie puste slowa ...

02.04.08, 11:46
i gesty...ilez ich w naszym zyciu...
Dlaczego tak sie dzieje...taka refleksja nasunela mi sie myslac o
Janie Pawle II...tyle bylo lez,tyle obietnic i gestow...co z tego
zostalo...
Ile lez jest na pokaz i nie musimy tego wiazac tylko ze smiercia
J.P.II ale wogole ile mamy takich sytuacji w zyciu...
Czy to wszystko to jedna wielka gra...
Obserwuj wątek
    • sagittarius954 Re: Symbole,wielkie puste slowa ... 02.04.08, 12:47
      nie, no nie można powiedzieć że to tylko pusta gra . A papież był tego
      przykładem .Ale I tk trudno brać z niego przykład , choćby dlatego, że pewnie
      przez całe życie nikt z nas nie doświadczy dotknięcia Boga ,, tak dosłownie by
      zdać się na jego decyzje i prawa całkowicie . Wiara - to pozostaje w mniejszym
      lub większym stopniu w każdym z nas .
      Ale jeśli ja sam mogę sobie zarzucić co nieco , to dlaczego mam patrzeć na
      innych z politowaniem i mówić im, że zeszli ze ścieżki jaką kiedyś szli .
      Patrzymy na tych na najwyższym stopniu władzy , ale czas by spojrzeć na tych
      wokół nas i wydaje mi się, że tych przyjmiemy inaczej, cieplej ,spokojniej,
      wiele możemy u nich zrozumieć i czasami im wybaczyć . A to już nie jest źle .
      Doskonałości zapewne człowiek nigdy nie osiągnie, gdyż w dalszym ciągu do
      wolności człowieka jest bardzo bardzo długa droga. O ile takowa jest . Cóż
      człowik tylko powiela formy niewolnictwa i je unowocześnia , czy jednak jest
      taka możliwość istnienia jednostki w społeczeństwie jednocześnie nie angażując
      się w nią ? Kto wie ...
      Inko ? rozumiem ,że to chodzi o rocznice śmierci papieża , ale czy Ty czujesz
      sie szczęśliwsza dlatego że On po prostu był przez ileś lat .
      Ja myślę że osobiście ten człwoiek odziaływał na jednostki, przez to zmieniliśmy
      się na lepsze , choćby ociupinkę, ale zmieniliśmy się . A żeby zmienić się
      diametralnie, ile musiało by być takich ludzi . To ogrom pracy do wykonania i z
      tego też powinniśmy zdawać sobie sprawę .smile
      • inka-1 Dla mnie sam J.P.II to wielka postac... 02.04.08, 13:14
        czlowiek jakich nie wielu na tym swiecie (zjednywal sobie ludzi wierzacych i nie
        wierzacych...)
        Moze w srod tych wielu teatralnych gestow wykonywanych przez maluczkich
        nas...czasem tak wlasnie na pokaz tez zostanie ,,ziarnko..zasiane przez
        Papieza""ale boli mnie ze tak wiele jet tylko na pokaz...jak daleko jestesmy ...
        • sagittarius954 Re: Dla mnie sam J.P.II to wielka postac... 02.04.08, 13:22
          A jesteśmy bardzo daleko , to dopiero dwa tysiące lat człowieczeństwa , za
          następne dwa tysiące będą tu ogrody doskonałośći, czego Twoim bliskim i swoim
          bliskim życzę .smile)
          • graga211 Re: Dla mnie sam J.P.II to wielka postac... 02.04.08, 14:06
            >dopiero dwa tysiące lat człowieczeństwa
            ?!?!?!?!?
            • sagittarius954 Re: Dla mnie sam J.P.II to wielka postac... 02.04.08, 14:32
              naszej ery smile
              • milata2 Re: Dla mnie sam J.P.II to wielka postac... 02.04.08, 17:01
                Płakaliśmy, zapalaliśmy znicze, wpisywaliśmy się w swoich parafiach
                do ksiąg
                kondolencyjnych, jednoczyliśmy się w bólu....
                A dzisiaj, co możemy o sobie powiedzieć? Czy zatrzymaliśmy się choć
                na chwilę zadumy, czy przypomnieliśmy sobie jakieś przesłanie,
                lekcję, których tak dużo nam udzielił? Nie wymagajmy tego od innych,
                wymagajmy przede wszystkim od siebie....
                Czesław Miłosz pięknie napisał:
                „Przychodzimy do Ciebie, ludzie słabej wiary,
                Abyś nas umocnił przykładem swego życia
                I oswobodził od niepokoju
                O dzień i rok następny. (...) / Oda na osiemdziesiąte urodziny JPII
                Pozostawił nam tak dużo tylko trzeba czerpać ....
                On był jak okno, budził w ludziach poczucie godności, był harmonią –
                mówił jak żył i żył jak mówił.
                Wolność jaką proponował oznaczała konsekwentną wędrówkę raz obraną
                drogą, drogą która prowadzi do dobra. Nie mówił, że życie jest
                fajne i przyjemne, że nie ma walki i cierpienia.
                Mówił, że życie jest i takie, i takie. I trzeba przyjąć jedno i
                drugie, nadając mu sens swoją postawą, także ofiarą. Mówił: „Każdy
                powinien w życiu znaleźć swoje Westerplatte, czyli jakąś słuszną
                sprawę”
                „Wymagajcie od siebie, nawet jeśli nikt od was nie wymaga”
                Pocieszał nas i umacniał: „Przestańcie się lękać”, „Wypłyń na głębię”
                „ Nie ma zwycięzców ani pokonanych, lecz są ludzie, którym należy
                pomóc, aby pozostawili za sobą popełnione błędy”
                Kochał młodzież, a młodzież Jego kochała: „Wy jesteście nadzieją
                świata, nadzieją Kościoła, wy jesteście moją nadzieją”
                Mawiał, że dzieci i młodzież są Kościołem jutra: „Wy jesteście
                światłem świata”
                Mówił też, że godność i wolność ludzi jest darem Boga, a nie
                jakiegokolwiek rządu.
                Oraz: „Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała.
                Natomiast czuwajmy przy wszystkim, co stanowi autentyczne
                dziedzictwo pokoleń, starając się wzbogacić to dziedzictwo. Naród
                zaś jest przede wszystkim bogaty ludźmi”.
                Wybaczcie te moje refleksje.....

                • malosia06 rocznice 04.04.08, 11:58
                  Kiedy JPII umierał, w pobliżu mojego domu, tam, gdzie odbyła się
                  msza podczas pielgrzymki w roku 1987(?), gromadzili się ludzie,
                  modlili się, ustawiali rzędy zniczy. Piękne było to, co wtedy
                  pojawiło się między tymi ludźmi.
                  W rok po śmierci 2 kwietnia wypadł w niedzielę. Akurat wróciłam ze
                  spływu, zmęczona, z bagażnikiem pełnym brudnych rzeczy. Odtatni
                  kilometr jechałm co najmniej pół godziny, po czym skostatowałam, że
                  wjasd do mojej bramy jest zastawiony (nota bene, często go
                  zastawiają parafianie uczestniczący we mszy). Postawiłam auto byle
                  gdzie, odszukałam policjanta. Musiałam okrążyć najbliższy kwartał,
                  co znów zajęło mi pół godziny, po czym udało się wjechać, bo
                  samochód odjechał, a policjant nie dopuścił żeby inny zajął jego
                  miejsce.
                  Czciciele pamięci JPII (skądinąd mam o Nim jak najlepszą opinię,
                  uważam, że był człowiekiem o niezwykłej charyźmie) stawali samochody
                  nawet na trawnikach.
                  W tym roku rocznica przeszła spokojnie, bo po pierwsze był to dzień
                  powszedni, a po drugie (moim zdaniem) trochę przycichło ogólne
                  szaleństwo wokół tej postaci.

                  A tak w ogóle apeluję do wiernych wszelkich wyznań, zeby idąc czcić
                  Pana nie grzeczyli popełniając wykroczenie drogowe: nie zastawiali
                  wyjazdów z garaży.
        • skrzydlate ? inka 02.04.08, 17:20
          "zjednywal sobie ludzi wierzacych i niewierzacych...)" wiesz ze to jest
          życzeniowe? to jest takie nabożne życzenie wierzących w JP II. Moim zdaniem
          część naprawdę czuła się zjednoczona w bólu, cześć omijała temat bo nie chciała
          być atakowana przez cierpiących (no i byc może nie chcieli ranić nikogo), a
          część miała to w nosie .. wiem bo szczerze sobie z ludźmi porozmawiałam,
          najgorzej rozmawia się o tym z ludźmi wierzącymi w niego, wiara tak ma że
          uniemożliwia intelektualne porozumienie.

          Dlatego myślisz że to było na pokaz? Ja widziałam że niektórzy normalnie
          depresje mieli, a że minęło? przecież wszystko mija, czas tak ma, ze leczy
          wszystkie rany i życie toczy się dalej, przeciez nie mozna caly czas tkwić na
          jakims wierzchołku emocjonalnym.
          • skrzydlate Re: ? inka 02.04.08, 17:24
            za to obecny elegancko z tego wierzchołka kogo się dało posciągał wink
          • milata2 Re Mówił: Dla nie zawsze będzie Wielki 02.04.08, 17:38
            Chłodnym "szkiełkiem i okiem" trudno postrzegać wiarę. Jednak wielu
            głęboko mądrych i wykształconych ludzi mocno wierzy. Papież zaś
            nikogo nie odrzucał, nikim nie gardził. Mówił, że każdy z nas ma
            swoją dumę i może dokonywać wolnych wyborów i ponosić za nie
            odpowiedzialność.
            Może Jego prawda, choć dla wielu niewygodna, to może kiedyś wróci
            okrężną drogą?
            Wystarczy prześledzić Jego życie, komu mogę bardziej wierzyć?......
    • szyszkasosny Re: Symbole,wielkie puste slowa ... 02.04.08, 19:20
      Wyklniecie może mnie, ale... Patos rozdęty do granic niemożliwości przez media,
      dla których ten okres oczekiwania na śmierć i czas żałoby był wodą na młyn.

      Dziwne dla mnie, że ludzie wierzący w życie pozagrobowe i patrzący na zmagania
      Starego Człowieka z chorobą i cierpieniem, płakali i rozpaczali, zamiast cieszyć
      się, że odszedł do Ojca.

      A najlepszym przykładem pustych obietnic, o których z góry było wiadomo, że nie
      zostaną spełnione, była postawa kibiców krakowskich.

      Czy jesteśmy teraz lepsi? Ani o jotę! Błogosławieni cisi... Tacy, którzy nic nie
      obiecują, nie trąbią o tym światu, a robią swoje.
      • milata2 Re: Symbole,wielkie puste slowa ... 03.04.08, 11:25
        To zupełnie nie tak .....dużo by o tym pisać, ale lepiej już
        zamilknąć. Każdy ma swoje przeżycia i odczucia i niech tak
        pozostanie. Przepraszam, nie chcę nikogo urazić smile
      • skrzydlate Re: Symbole,wielkie puste slowa ... 03.04.08, 22:37
        cześć, witaj w klubie

        dla mnie nasz kochany papież był najlepszym produktem medialnym watykanu - ten
        patos nie do wytrzymania - udało im się szczęśliwie zmienić żywego a potem
        nieżyjącego człowieka w ikonę

        a przecież nie wiem jakim był człowiekiem, ja nie znałam go prywatnie a nie
        przywiązuję sie do postaci z telewizora nigdy, moze mnie ktos fascynowac i tak
        bylo w tym przypadku ale tak jak do kazdej medialnej produkcji mam do tych
        emocji spory dystans

    • graga211 Re: Symbole,wielkie puste slowa ... 04.04.08, 10:53
      A jednak klikne jeszcze cos od siebie, bo straszliwie draznia mnie
      ludzie „nawiedzeni”, bez zastanowienia przyjmujacy obce prawdy. I
      żeby tylko je przyjmowali, ale nie, powielaja dalej jako już wlasne!
      Takich ludzi mamy wokół mnostwo, coraz wiecej, a media na tym zeruja.
      Milato, spokojnie i madrze dyskutujesz, bez agresji, bez obrazania
      się i nie uciekaj. Dyskusja nie może się toczyc wobec braku
      przeciwstawnych racji. Chodzi tylko o to, by przebiegala wlasnie tak
      spokojnie i rzeczowo, z cytatami jako dowod, ze nie jest sie
      golowslownym. Podoba mi się Twój post, co wcale nie znaczy, ze
      wszystko bez zmruzenia oka lyknelam.
      Posty szyszkasosny i skrzydlate niosa prawdy dla gleboko wierzacych
      niewygodne i niemile.
      Niestety, można tylko udawac, ze się tych prawd nie widzi…
      Inka pisze, ze JPII "zjednywal sobie ludzi wierzacych i
      niewierzacych"
      A dlaczego zjednywal?
      Bo akceptowal (wierzacy powiedza: kochal) jednych i drugich. Bo
      rozumial, ze musza istniec jedni i drudzy, by zycie toczylo się
      dalej, a ludzie nie stawali się wtornymi analfabetami. To dopinguje
      do wszystkiego, owszem, również do Zlego, bowiem Zlo takze jest
      niezbednym skladnikiem zycia.
      A w ogole, zacznijmy od siebie, swoich dzieci, swoich wnukow, nie
      spogladajac na innych.
      Robmy to, co uwazamy za dobre i sluszne bez zadania tego wylacznie
      od innych.
      Akceptujmy innosc innych, a nie ganmy ich i nie wytykajmy.
      Zacznijmy od siebie. Obcych zostawmy w spokoju, inaczej będzie
      kwitla nienawisc, ktorej już pelno jest wokół nas. Powszechny brak
      tolerancji zaczyna brac gore, choc jeszcze skrywa go poła Fałszu
      (ostatni program T.Lisa – wypowiedz jednego z uczestnikow n/t
      wlasnego stosunku do gejow)
      Ciekawi mnie, co na biezacy temat napisalaby tez e-baba?
      E-babo, hej, hej!
      A Czarny, Mania, Natla, Ovaka?
      Gdzie przycupnela Filomena?
      Filomeno, hej, hej!
      Dyskusja z jeszcze Waszym udzialem stalaby się prawdziwa uczta.
      Zasiadzmy do niej spolem!
      • filomena1 slowa ... 04.04.08, 18:47

        Graga pisze :straszliwie draznia mnie
        > ludzie „nawiedzeni”, bez zastanowienia przyjmujacy obce prawdy. I
        > żeby tylko je przyjmowali, ale nie, powielaja dalej jako już wlasne!

        Mimo to zachowam sie niczym "nawiedzona i zacytuje cudze prawdy.


        "Nasza pokora powinna być ograniczona mądrością, pewnym rozsądkiem i uczciwością
        wobec samych
        siebie i drugiego człowieka. Przebaczenie z głębi serca winno być kwintesencją
        pokory.
        W ewoluującym świecie pojęcie pokory również się zmienia."
        „drogowskazów w zmieniającym się świecie wartości moralnych [...] nie
        zawdzięczamy religii, lecz dogłębnej refleksji nad człowieczeństwem”.
        „co było dobre dla naszych przodków, niekoniecznie jest dobre dla nas”.
        • ovaka Re: slowa ... 04.04.08, 20:24
          ja jestem osoba "głeboko" niewierzącą.Ale rozumiem iz religia jest
          potrzebna wiekszosci osób i nie było nigdy jakiejs wiekszej
          społecznosci która by była pozbawiona wierzeń religijnych.|Potrzeba
          zobaczenia sensu w tym co nas otacza jest tak przemożna..a
          wszystkie religie świat wyjasniają i wprowadzaja sensowność.Ja
          sensowności nie szukam w religii, szukam jej w filozofii.Kant
          zapytany o Boga (dotyczyło to jego ksiązki z teorią powstania
          świata)odpowiedział.."Ta hipoteza nie była mi potrzebna " mnie tez
          nie jest.Ale co do Papieża, spotkałam sie z nim , tak sie to
          ułożyło w życiu, zamieniłam dwa zdania , był uprzejmy wobec
          wszystkich i byłam na mszy przez niego prowadzonej w
          CastelGandolfo.
          Na pewno był człowiekiem o wielkiej charyźmie i wielkiej sile
          przyciagania.Równiez jego twarz była pełna dobroci.Dla mnie jest
          człowiekiem wybitnym..i tyle.Dla mojej ojczyzny uczynił bardzo
          wiele. Takich wybitnych ludzi na świecie nie bywa wielu..I to by
          było na tyle.Reszta nie ma dla mnie znaczenia.Patrze raczej z
          pobłazaniem na te przerózne ceremonie, symbole itd..ludzie to
          lubią ...ludzie to kupią ... ..byle....
          • graga211 Re: slowa ... 05.04.08, 10:03
            No wlasnie.
            Nie wiem, czy to tylko takie moje szczescie, ze poznani "gleboko
            niewierzacy" okazuja sie byc osobami nad wyraz tolerancyjnymi i
            wyrozumialymi, skrupulatnie wazacymi slowa n/t osadzania innych,
            natomiast mam paskudnego pecha wobec osob gleboko wierzacych, ktorzy
            najczesciej co innego mowia, a co innego robia. Do tego zupelnie
            jawnie obnosza sie ze swoimi ksenofobiami, a dla przekonania do
            swoich racji staja sie niebezpiecznie agresywni. Doprawdy nie
            wiadomo wowczas, jaka postawe przyjac wobec nich... Czesto trudno to
            akceptowac, wowczas mowie wprost, co mysle, lecz nie jest to mile
            ani dla nich ani dla mnie.
            A przeciez to wlasnie Kosciol nawoluje do "kochania blizniego jak
            siebie samego".
            Tylko, ze Kosciol takze nie przestrzega...
            Taka dwoistosc prowadzi potem do tego, nad czym tak bardzo ubolewa
            Inka.
            Tak mysle.

            • filomena1 Re: slowa ... 05.04.08, 11:02
              Także jestem uczuclona na nawiedzonych. W jedną jak i w drugą stronę
              nawiedzonych. Czasem wpadam w potężną irrytację gdy jedni chełpią się, lub
              pyszą, przed drugimi. Uważają za lepszych. Sama łapię sie na tym, że czuję się
              natychmiast lepsza od nich. No i kółko się zamyka.
              Kto z nas się myli? Tolerancja nadmierna, pobłażliwość, też nie jest dobrą
              lekcją. Jest dozzwoleniem i akceptacją czegoś co wcale nie uważamy za pozytywne.
              Ocena tego czy jest negatywne czy pozytywne jest względna, subiektywna. Wpadamy
              zatem w pojęcia zła i dobra i moralności i etyki.
              pozdrówka
              • graga211 Czyli... 05.04.08, 19:05
                ...szyszkasosny ma najlepsze panaceum: "Błogosławieni cisi... Tacy,
                którzy nic nie obiecują, nie trąbią o tym światu, a robią swoje."
                Wlasnie wrocilam z gorskiej wycieczki, ledwo zyje, moj mozg lezy w
                poprzek, nie stac go na nic, nawet na najbardziej leniwy impulsik...
                Pozdrowka
                (tez)
                • skrzydlate Re: Czyli... 06.04.08, 16:25
                  Górskie wycieczki to jest to, przywracają obecność życia tu i teraz..

                  jakoś nigdy nie ufałam bezmyślnie kiedy ktoś mówił mi: wiesz, on cie kocha, wiesz, ona cie szanuje, przekonuje sie o tym kiedy faktycznie, rzeczywiscie i realnie sie przekonam, jest jedna "rzecz" w którą moge uwierzyc bez zastrzezen, to jest Bóg, cokolwiek to słowo znaczy, otworzyłam się mentalnie i duchowo na tę niewyjaśnioną i na zawsze nieodgadnioną rzeczywistość i to jest ...
                  co do ludzi zawsze będę miała wątpliwości, bo miara człowieczeństwa jest też grzech, nieudolność, pomyłka, wiec nikt mnie nie przekona do ubóstwiania i uwielbienia drugiego człowieka tylko na podstawie filmu w telewizji, programu jakiegoś tam
                  i to, ze tysiące ludzi jest pod wrażeniem też nie jest dla mnie przekonywające, bo w historii zdarzały sie zbiorowe wpadki ludzkości i jakoś mnie to nie bierze, ludzie sie mylą i to czasem zbiorowo,
                  byłam na stadionie 10-lecia i jedyne co pamiętam to niezwykłą atmosferę i tłum ludzi szczęśliwych, bo to były czasy komuny i ludzie szukali oparcia.. papieża prawie w tym tłumie nie widziałam, nigdy z nim nie rozmawiałam, nigdy mi reki nie podał, herbaty ze mną nie wypił, nie sprawdziłam, czy potrafi być przyjacielem i oparciem dla mnie, nie jest mój, po prostu, jestem straszliwie trzeźwa... to co ja mogę o nim powiedzieć? nic... dużo mogłabym o tym mówić i mogę przeprosić, jeśli ktos sie poczuje obrazony w swoich uczuciach religijnych, osobiście wierze głęboko w ludzki umysł (również), mądrość, inteligencję, a moje uczucia religijne są permanentnie obrażane i nikogo to nie obchodzi smile (zacytowalam kogos, podpisuje sie)

                  no i na koniec, piszę tak jawnie o tym, bo wiem że sporo ludzi czuje podobnie a czasem nawet boją sie wychylić, jesteśmy, w mniejszości być może .. ale na pewno zakrzyczani przez wierzących w JPII... po prostu jest mi raźniej kiedy widzę że ktoś czuje tak jak ja i nie jest to młodziak naenergetyzowany negatywnie do wszystkiego co sie kojarzy z wapniacwtem
                  • skrzydlate Re: Czyli... 06.04.08, 16:30
                    i niestety z uwagi na zaistniałe fakty jestem zmuszona traktować kościół jako
                    organizacje "mafijno-wojskową" (- to jest skrót myślowy, bo nie wiedziałam jak
                    to ująć), która ma swoje cele niekoniecznie tożsame z moimi smile
                    • e-baba Re: Symbole,wielkie puste slowa ... 06.04.08, 22:03
                      Na wstępie – wyrazy uznania za poziom dyskusji. Jakoś bowiem tak się dzieje, że wszelkie rozmowy na temat religii stają się zwykle bardzo burzliwe. Tutaj udało się uniknąć niepotrzebnych emocji, przy jednoczesnych różnicach zdań. Wiadomo – 50+ mają poziomwink)
                      I, Skrzydlate, nie obrażasz niczyich uczuć religijnych, bo czym? Szczerością?. Innym, niż wierzący, odbieraniem Jana Pawła II? Masz prawo do własnej oceny każdej osoby i prawo wyrażania własnych poglądów na wszystkie kwestie. Każdy ma takie prawo.
                      A co do przedmiotu dyskusji.
                      Jan Paweł II niewątpliwie był jedną z najwybitniejszych postaci w historii Kościoła Swoją charyzmą przyciągał ludzi całego świata. Jego przesłania zawierały bowiem w większości treści uniwersalne – niosły chrześcijańskie miłosierdzie i szacunek dla bliźniego. Krytykował obojętność na ludzką krzywdę i społeczne nierówności.
                      Minęły trzy lata od Jego śmierci. I co nam po Nim zostało? Myślę, że przede wszystkim dobra o Nim pamięć wielu ludzi. A z jego przesłań, nauk, apeli? Niestety, z żalem stwierdzam, że niewiele. Inaczej świat zmieniłby się na lepsze. A tak się nie stało. Dalej krzywdzimy innych, zabijamy się w nikomu niepotrzebnych wojnach, przechodzimy obojętnie obok potrzebujących pomocy..
                      Jednak, według mnie, najbardziej przykry jest fakt, że przyrzeczenia przestrzegania nauk Papieża składali ludzie deklarujący się jako wierzący, a więc ci, którym miłość bliźniego nakazuje religia. I te „licytacje” w ilości i wielkości stawianych Janowi Pawłowi pomników, te kiczowate pamiątki ku Jego czci a jednocześnie wypowiadane w nienawiści słowa krzywdzące innych - tych, którzy są inni, w jakikolwiek sposób. I Kościół, który moim zdaniem, zamiast szerząc podstawowe przesłania Jana Pawła II o miłowanie bliźniego – zezwala, a nawet sam bierze udział w szerzeniu nietolerancji (radio Maryja, zezwolenie na wykłady w kościołach Ryszarda Nowaka). A gdzie miejsce na miłość bliźniego, gdzie pochylenie się nad tymi, którzy cierpią, którzy płaczą? Gdzie wyciągnięte ręce do tych, którzy błądzą?
                      Więc po co były te przyrzeczenia, przysięgi i słowa pełne patosu? Według mnie wynikały one z nastroju chwili, z emocji wywołanych uczestnictwem w zbiorowości połączonej bólem z powodu odejścia Jana Pawła II. I ten wielki medialny szum, wywołujący powszechny trans religijny. Kochamy się w patosie, ceremoniach „z okazji” i „ku czci”. Mimo tego sądzę, iż przyrzeczenia w większości składane były z zamiarem ich dotrzymania. Ale człowiek to istota słaba, ze skłonnością do omijania trudności i zapominania o złożonych obietnicach. A codzienność, ze swymi trudnościami, z pośpiechem, z otaczającą nas powszechną komercją – oddala w świadomości to, co trudne, co wymaga wysiłku - obowiązek dotrzymania obietnic…
                      Dla mnie człowiekiem, który najpełniej całym swym życiem realizował nauki Papieża, był Marek Kotański, podając rękę odrzuconym na margines życia społecznego, od których odwrócili się inni, którym nikt nie chciał pomóc. I nie składał żadnych przyrzeczeń…
                      Bo albo jest się dobrym, otwartym na potrzeby innych, człowiekiem, albo nie. Dobre chęci i deklaracja wiary to zbyt mało…
                      • ovaka Re: Symbole,wielkie puste slowa ... 06.04.08, 22:27
                        Dla mnie takim dobrym niewierzącym "chrzescijaninem " był też Jacek
                        Kuroń.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka