lovestrysy
13.09.09, 17:59
Poznają się na forum, on zaczyna z nią korespondencje na mailu, przez 3
miesiące rozmawiają „o wszystkim i niczym” krygując się w zgadywanki, on
wiele jej pytań przeradza w żart, rozmowy o uczuciach, o samotności, trochę
flirtują, przeradza się to w wyczekiwane codzienne miłe kontakty. On dostaje
jej zdjęcie, swojego nie odsyła. Namawia ją na spotkanie na żywo, po dłuższym
czasie ona daje się namówić. Spotykają się, on okazuje się starszy niż
zakładała z rozmowy ale dużo w nim młodzieńczego uroku, dobrze się razem bawią
i nadają na podobnych falach, to samo poczucie humoru, on jest pełen
kurtuazji, opiekuńczy. Ona jest osobą nieśmiałą a on daje jej poczucie bycia
wyjątkową.
On nalega na kolejne spotkania, podkreśla jak bardzo ona mu się podoba, że
czuje, że trafił na swoja połówkę. Za którymś razem po zakrapianej dyskotece
lądują w łóżku. Związek się rozkręca, codziennie do niej dzwoni, kilka razy w
tygodniu przyjeżdża do niej prosto z pracy na noc wracając do siebie, weekendy
całe spędzają razem. On oświadcza, że traktuje ją poważnie i chciałby, żeby
ona też tak go traktowała. Ona poznaje go ze swoimi znajomymi.
Po 5 miesiącach spotkań, okazuje się, że on ma żonę i nastoletnie dziecko.
Ona płacze i chce odejść.
On błaga ją by została, oświadcza, ze kocha tylko ją a tam jest dla dziecka w
martwym od lat układzie, że formalny rozwód to drobiazg i może go mieć w
każdym momencie a przeciez ich łączy wyjatkowe uczucie i szkoda go zmarnować.
Przeprasza, że jej nie powiedział, tłumacząc , że wydawało mu się, iż ona o
tym nie chce wiedzieć bo przeciez go wprost nie zapytała, żeby go nie
zostawiała teraz bo będzie mu zbyt ciężko żyć z masa problemów jakie posiada.
Ona daje się przekonać, by zostać, na okres próbny. Nie chce przekreślać tego
co już między nimi jest i postanawia obserwować rozwój sytuacji nie odrzucając
go.
Nie żąda od niego rozwodu wprost, czeka na jego własną decyzję, w końcu on już
wie, że dla niej to ważne. Jest przekonana, że zakochany w niej mężczyzna
załatwia sprawy rozwodowe tak jak powinno być, czyli nie mieszając jej do
tego, tak samo jak nie powiedział na wstępie o posiadaniu rodziny.
On obsypuje ją czułością, zainteresowaniem, nosi na rękach. Proponuje poznanie
z jego znajomymi co ona odrzuca, bo nie chce być teraz przedstawiana jako
kochanka. Czeka na rozwód.
Po półtorej roku ona zaczyna się niecierpliwić, zaczynają się scysje między
nimi, ona zaczyna się dopominac o informacje o stanie spraw rozwodowych. On
tłumaczy się, że aktualnie są problemy z dzieckiem i chce poczekać jakiś czas.
Ona jest przybita, bo nie przypuszczała, że przez ten czas on nic nie zrobił
w sprawie rozwodu, jest nim coraz bardziej rozczarowana. Zostaje z nim
jeszcze kolejne kilka miesięcy, gdzie coraz częściej się kłócą i wylewaja na
siebie wzajemne frustracje, równolegle nie umiejąc bez siebie żyć.
Gdy podczas którejś kłótni słyszy od niego, ze on pod naciskami się nie
będzie rozwodził, ona postanawia odejść i to robi. Oświadcza mu, że ma
takiego związku dość.
On ma do niej pretensje, ze go porzuciła. Że on tyle dla niej robił i dbał o
nią a ona nie chce tego docenić tylko się formalności czepia. Już po kilku
dniach umawia się z innymi dziewczynami żeby swoje cierpienie ułagodzić.
Po dwóch miesiącach przyjeżdża do niej. Rozmawiają, on oświadcza, że
powiedział żonie, że chce się rozwieść co bardzo źle przyjęła i w domu są
awantury. toczy się sprawa rozwodowa. Po pół roku zapadł rozwód, on bierze
winę na siebie by uniknąć prania brudów, choć uważa, że wina powinna być z
zona pół na pół.
Znowu spotykają się, od czasu do czasu. Jednak on jest ostudzony w uczuciach,
ma dla niej mało czasu, traktuje olewająco, równolegle rozglada się za innymi
znajomościami i nie uwaza tego za naganne. Ona po raz kolejny ma dość,
oczekuje albo zaangażowanego związku i planu na przyszłość albo jasnego końca.
On oferuje swoją przyjaźń i chęć by już zawsze mógł do niej przychodzić na
czułe chwile, nawet jeśli by była z kimś innym. Ona uznaje to za żart.
On nie chce się określić, unika jasnej decyzji i rozmowy o nich.
Ona odchodzi.
On jest wściekły, ma pretensje, że to ona powinna go wspierać w trakcie
rozwodu ,że tego nie robiła i niby na co teraz liczyła. Określa ją jako
wredną podłą jędzę.