Dodaj do ulubionych

zdziwiona jestem..

06.07.06, 13:48
Troche sobie rozmawiam na tym forum od wczoraj i zdziwiona jestem, jak malo sie zastanawiacie nad zasadniczym i jakze madrym pytaniem - "co dalej?"...
Ja wiem, ze krotko po rozwodzie albo jeszcze a trakcie czlowiek ma troche przygluszone poczucie, trzeba jakos brnac dalej.
i wiadomo, ze problemy bycia samemu, lek przed tym, ze trzeba bedzie kontakt naprawic, albo ze " ona zawsze rozliczala podatki" istnieja. Istnieje rowniez powazny problem dotyczacy dzieci. wiadomo. i czlowiek ma zal.
ale wydaje mi sie, ze najwazniejsze, to patrzec do przodu, wierzyc, ze kiedys przestanie sie cierpiec na brak zafania, traktowaz plec przeciwna jako zagrozenie.
dlaczego tak bardzo ogladacie sie w tyl?
nie chce nikogo obrazac, nie chce jatrzyc - wrecz przeciwnie chcialabym powiedziec, ze najlepsza metoda, i trzeba sie w niej wspierac, to myslec tylko i wylacznie do przodu!
Obserwuj wątek
    • brzoza75 Re: zdziwiona jestem.. 06.07.06, 13:54
      wiesz człowiek jest ciężko "myślący" czasem, ja szybko się podnoszę ale to
      naprawdę dzięki chwalebnemu tutejszemu gronu (chylę czoła), znajomym, życiu.
      Jak zapewne zdążyłas zauważyć rozstrząsamy pewne sprawy na gorąco, cos co
      zdarzyło się zaledwie wczoraj , czy przedwczoraj lub zdarzy za kilka dni,
      dzielimy się obawami i sukcesami, na refelksje przychodzi też czas, co widać w
      wątakch, być może ja za pół roku napiszę post "co dalej" bo będę już wiedziała,
      na razie jestem w trakcie.... a emocji nie da się wyplenić ot tak od ręki ,
      szacuneczek.
      • nuta11 zycze ci tego 06.07.06, 13:58
        brzozo, jak najpredzej...naprawde.patrze wstecz i wiem, ze po tym jak malo nie stracilam zycia po jednym takim Panu, tez podnosilam sie dlugo. ale zawdzieczam wiele tym, ktorzy caly czas trzymali mnie za reke i mowili, ze kazda sekunda jest cenna. kazda moja sekunda oddana rozpaczy jest stracona.
        pozdrawiam mocno
        • brzoza75 Re: zycze ci tego 06.07.06, 14:01
          dziękuję , więc sama widzisz że ty tez miałaś swój czas na żal, niepewność,
          strach o jutro etc., teraz chce mi się żyć bo mam dla kogo dziecka, a co dalej
          to nie wiem naprawdę...smile
    • crazysoma Re: zdziwiona jestem.. 06.07.06, 13:55
      eeee, ja jak tylko sie zorientowalam, ze bede sama wychowywac dziecko juz
      istniejace i to, ktore dopiero zobaczy swiat od razu polecialam po raz pierwszy
      w zyciu do wrozki (konkretnie tarocista to byl). Po co - bo sie chcialam
      dowiedziec co dalej.
      i co najdziwniejsze sie sprawdzilo smile

      pozdrawiam
      • nuta11 Re: zdziwiona jestem.. 06.07.06, 14:00
        no wierze...ale wiesz, chodzi mi o takie uwagi, ze faceci wredni, wstretni, utwierdzanie sie w tym i wspieranie. sa wstretni, tak jak i wstretne baby. a sa i fantastyczni i to ze jeden sie szuja okazal, to nie znaczy, ze wszystkich w kosz.
        • brzoza75 nutka 06.07.06, 14:03
          ale my tutaj sobie hmm jakby tu określić polemizujemy, tu się nikt nie wspiera
          bo to nie grupa, my wymieniamy uwagi na pewne tematy i na temat konkretnych
          zdarzeń smile)
          • nuta11 Re: nutka 06.07.06, 14:08
            wiem, brzozko...
            tylko pomyslcie, ze fajnie bedzie jeszcze kiedys dac sie uwiesc smile))
            I ciesze sie, ze masz lda kogo funkconowac, bo rzecz jasna to podstawa. ja zostalam wtedy sama.
          • 374.4w Re: nutka 06.07.06, 14:08
            żeby powiedzieć "co dalej.." faktycznie potrzebna jest wróżka. I to bez wzgledu
            na to czy dotyczy rozwodzących sie/rozwiedzionych, panien, kawalerów, mężów, żony...
        • crazysoma oczywiscie ze tak 06.07.06, 14:10
          ale wiesz tak jak napisala Brzoza wszystko ma swoj czas. zal trzeba wyplakac
          wymiedlic, przerobic, zeby w koncu dosc do etapu - juz nie chce stac w miejscu
          i patrzec tylko do tylu, chce isc do przodu. Tak jak z zaloba (a moze nawet
          gorzej, bo obiekt zyje tyle, ze nie z nami). Kazdy ma inna wrazliwosc i
          umiejetnosc radzenia sobie z problemami. Jeden juz nastepnego dnia "po" mowi i
          OK. to bylo wczoraj, dzis jest dzis, a jutro jest jutro, a inny nastepnego
          dnia "po" budzi sie jeszcze bardziej obolaly.
          Ale to dobrze, ze jest takie forum, czasem tylko po to zeby sie wyplakc, czasem
          zeby miec wsparcie a czasem wlasnie po to, zeby zobaczyc, na konkretnych
          przykladach zyjacych osob, ze dalej moze byc jeszcze piekniej...

          pozdrawiam
          • brzoza75 Re: oczywiscie ze tak 06.07.06, 14:12
            no Crazy lepiej bym tego nie ujęła!smile
            • nuta11 macie racje 06.07.06, 14:15
              macie racje dziewczyny!
              tylko nie zwlekajcie!
              a ten obiekt niech sobie zyje...gdzies tam.
              • crazysoma zwlekanie nie jest zle 06.07.06, 14:21
                a wiesz dlaczego? bo kiedy moj ksiaze przyjedzie na tym osle z paragwaju to
                chce stanac przed nim swiadoma i madrzejsza o pewne rzeczy (co nie zmienia
                faktu, ze moge byc jeszcze glupsza)
                to jak z rosyjska ruletka w pewnym momencie juz nie mozesz sie pomylic smile

                pozdrawiam
                • nuta11 Re: zwlekanie nie jest zle 06.07.06, 14:26
                  kiedy sidzialam zalamana, moj brat zartowal, ze gdzies tam jedzie ten ksiaze na bialym zolwiu..I mysle, ze to jest clou - ten kon czy osiol bedzie jechal tyle, ile trzeba.
                  a kiedy sie martwilam, ze nastepnym razem juz sie nie moge pomylic, bo juz wiek nie ten, zeby sie mylic moja b. madra przyjaciolka powiedziala tak -"alez kochana! to niemozliwe! jak poczujesz, ze cos ci drga w sercu, to nie bedziesz myslala o tym, czy sie mylisz! po prostu wejdziesz w ta cala soba. i popelnisz pomylki. tylko inne..."
                • brzoza75 Re: zwlekanie nie jest zle 06.07.06, 14:27
                  racja, ja już czuję się o niebo bardziej świadoma niż kiedyś smile
            • crazysoma Re: oczywiscie ze tak 06.07.06, 14:17
              dziekuje. a bo moj komputer znowu jakis kon chyba zre i co chwile mi zamyka
              wszystko i musze zwiezle pisac smile

              pozdrawiam
    • iva2 Re: zdziwiona jestem.. 06.07.06, 14:06
      > Troche sobie rozmawiam na tym forum od wczoraj i zdziwiona jestem, jak malo
      sie
      > zastanawiacie nad zasadniczym i jakze madrym pytaniem - "co dalej?".

      porozmawianie sobie przez jeden wieczór nie oddaje pełnego obrazu tego forum...
      atmosfera tego forum jest ok, fajne relacje miedzy forumowiczami... ale kiedy
      trzeba i powazne podejście do tematów.
      proponuje przejrzec forum, potem wydawac opinię, ja nie smiałabym oceniać tych
      ludzi, a forum podczytuję juz czas jakiś.
      pozdrawiam, Iva
    • scriptus Re: zdziwiona jestem.. 06.07.06, 14:07
      Nutko, nie sądź, że jesteśmy ludźmi bez wyobraźni, przynajmniej nie w
      większości, i że nie potrafimy myśleć do przodu. Jeśli chodzi o mnie, to znam
      swoją przyszłość, wręcz potrafię namalować wielopiętrowe drzewko decyzyjne i
      określić najbardziej prawdopodobne warianty przyszłości. W moim przypadku
      odcinanie się od przeszłości na pewno nie prowadzi mnie na te lepsze gałązki
      mojego drzewka, bowiem nie zamierzam sadzic nowego. Jestem jużw połowie mojego
      zycia i odcinanie się od przeszłości zbyt wiele kosztuje (nie mam tu na myśli
      spraw materialnych)
      • 374.4w Re: zdziwiona jestem.. 06.07.06, 14:10
        koleżanka trafiła na "frywolne" wątki wakacyjne: same spotkania im w głowie!
      • nuta11 Re: zdziwiona jestem.. 06.07.06, 14:13
        absolutnie nie posadzam nikogo tutaj o brak wyobrazni, naprawde!
        co dalej to chyba nie jest pytanie o zdarzenia..
        ja tez jestem w polowie mojhego zycia, budowalam je od poczatku kilkakrotnie i wiem, (naprawde, uwierz mi!) ile to kosztuje. i to tez nie chodzi o sprawy materialne smile
        Ja chcialabym w was optymizm tchnac! z calym usmiechem, ale i z powaga, na jaka to wszystko zasluguje.
        • ladyhawke12 Nuta 06.07.06, 14:19
          To sie niestety Tobie nie udało, narazie ja odczułam jako krytykę.
    • phokara Re: zdziwiona jestem.. 06.07.06, 14:24
      Zeby moc sie zastanawiac nad 'jakze madrym pytaniem co dalej' najpierw trzeba sobie dac rade
      z pytaniem 'co teraz'. I kazdy ma tyle czasu na odpowiedz ile potrzebuje. Jego sprawa.

      Tak, jak jestem fanatyczna przeciwniczka stania w miejscu w blocie po kolana, tak samo jestem
      przeciwniczka wychodzenia z tego blota bez grama refleksji wlasnej. To jest chyba jedna z
      cenniejszych rzeczy, jakie mozemy wyniesc ze zdechlego zwiazku - oprocz mebli, telewizora i
      zalu.

      Myslenie tylko i wylacznie do przodu jest oczywiscie bardzo fajne ale tylko do pewnego
      momentu zycia. Bo im blizej nam do trumny tym dalej wolimy uciekac pamiecia do tylu, taka
      dziwna sprawa. I caly pic polega na tym, zeby jakos to wszystko zbilansowac.

      W ogole to nie bardzo wierze ani w zbytnie myslenie do tylu ani do przodu. I to tez taka moja
      refleksja 'po-zwiazkowa'. Wydaje mi sie, ze jakby kazdy sie staral zyc 'tu i teraz' a nie kreowal
      idealistyczne wizje na przyszlosc czy kultywowal relikty przeszlosci, to bysmy sie teraz nie
      madrzyli na tym forum. Nie w takiej ilosci w kazdym razie.


      • nuta11 Re: zdziwiona jestem.. 06.07.06, 14:32
        ja caly czas sie z wami wszystkimi zgadzam. zasadniczo.
        ale mam uwagi-
        -refleksja - jasne, ze trzeba ja wyniesc z gruzow. to najwazniejsze. i wolalam to, bo nigdy nie zabralam nawet mebli ani telewizora...glupia ja..
        ale powiem cos, co wlasnie napisalam w innej odpowiedzi - ta refleksja ddotyczyc powinna spraw ogolnych - np. tego, ze treba uwazac, nie byc pohopnym itd. co i tak wiemy..
        natomiast refleksje szczegolowe dotyczyc beda tego jednego zwiazku i tego jednego partnera i -moge to powiedziec z jaka taka odpowiedzialnoscia majac za soba dwa zwiazki - nie przydadza sie moim zdaniem na wiele...takie moje smutne przemyslenie..
        • phokara Re: zdziwiona jestem.. 06.07.06, 14:44
          > -refleksja - jasne, ze trzeba ja wyniesc z gruzow. to najwazniejsze. i wolalam
          > to, bo nigdy nie zabralam nawet mebli ani telewizora...glupia ja..

          No to nie tylko Ty.

          > ale powiem cos, co wlasnie napisalam w innej odpowiedzi - ta refleksja ddotyczy
          > c powinna spraw ogolnych - np. tego, ze treba uwazac, nie byc pohopnym itd. co
          > i tak wiemy..

          Refleksja ma byc moja wlasna tyczaca sie MOICH oczekiwan wobec siebie i swiata, a dopiero
          potem ewentualnego nastepcy exia.
          Po rozwodzie trzeba niejako miec czas na przewartosciowanie zycia tudziez wykonanie
          'przegladu generalnego' i stwierdzenie, ze nic sie w nim nie chce przewartosciowywac, bo nam
          sie podoba. I to warto zrobic samemu, bez ogladania sie na exa i bez czepiania sie nexia.
          Rozliczac sie i tak bedziemy solowo.

          Natomiast pelna zgoda co do 'refleksji szczegolowych'. Mozna je spokojnie spakowac razem z
          poprzednim partnerem, bo w kolejnym zwiazku tylko beda sie kurzyc w szafie. A kurz jest
          niezdrowy...
          • nuta11 pho 06.07.06, 14:53

            i znowu masz racje. i znowu mam zastrzezenie - nie zzawsze jest prawda, ze nie warto niczego w sobie nie ruszac. ja ruszylam naiwnosc, wiare w to, ze moge zmienic drugiego czlowieka i takie tam inne.
            ale rowniez prawda jest to, ze nie nalezy za wszelka cene zachowac (badz odbudowac) wiare w to, ze generalia sa w porzadku i to nie nasza wina to wszytko.
            A w sprawie tego 'telewizora', to Ci powiem, ze wtedy sie unioslam honorem i teraz tez nie zaluje smile) kupie sobie nowy!
            • phokara Re: pho 06.07.06, 15:11
              >i znowu mam zastrzezenie - nie zzawsze jest prawda, ze nie
              > warto niczego w sobie nie ruszac. ja ruszylam naiwnosc, wiare w to, ze moge zmi
              > enic drugiego czlowieka i takie tam inne.

              Nie napisalam, ze nie warto niczego w sobie ruszac. To sa bardzo indywidualne sprawy. Nie
              wierze w zwiazki czarno-biale, w ktorych kazda strona przypisuje sobie jeden kolor i mysli, ze
              ma racje. To chore.
              Nie wierze tez, ze mozna zmienic drugiego czlowieka bez szkody dla niego i dla mnie. Nie po to
              wybieram sobie kogos, zeby go zmieniac tylko po to, zeby wydobyc z niego najlepsze strony
              jego natury i 'uspic' te mroczne. Taki jest sens bycia z kims. Zakladanie, ze sie kogos lekko
              nareperuje przynosi z czasem tylko frustracje, nic wiecej.

              W generalizowanie to nie wierze w ogole, podobnie jak w zadne zlote teorie i naukowo
              sprecyzowane reguly. Milosc nie jest regula. Jest wyjatkiem.
              Dlatego pomimo formalnych podobienstw, nie ma na tym forum ani jednej takiej samej historii.
    • kruszynka301 Re: zdziwiona jestem.. 06.07.06, 14:26
      chcialabym powiedz
      > iec, ze najlepsza metoda, i trzeba sie w niej wspierac, to myslec tylko i wyla
      > cznie do przodu!

      Nutko, jest to szczera prawda, ale - każdy musi do tego dojść SAM. Niektórym to zajmuje mniej, innym więcej czasu.
      Wierzę, że czytając to forum, patrząc na losy innych rozwodników, bardzo często tak podobne do swoich, można przyspieszyć w sobie przełamanie się.
      Ale - nic na siłę, na razie każdy z nas musi przejść wszystkie etapy, bez popędzania.
    • der1974 Re: zdziwiona jestem.. 06.07.06, 21:48
      Pytanie co dalej jest pytaniem zasadniczym. To niewątpliwe. Tylko dojście do odpowiedzi zajmuje nieco czasu. Ale to na pewno nie jest czas stracony. Można w końcu dokonać refleksji nad swoim życiem, zachowaniem, miejscem w jakim się jest. Bez tego nie da się odpowiedzieć rzetelnie co dalej? Dopóki się tkwi w związku człowiek się nad tym zupełnie nie zastanawia, bo nie odczuwa takiej potrzeby, bo nie ma na to czasu z uwagi na natłok obowiązków rodzinnych albo poczucie że wszystko jest ok. A wstrząs w postaci rozstania/rozwodu daje szanse na takie przemyślenia. I wydaje mi się, że jest to zawsze (aczkolwiek bolesny) krok do kolejnego stopnia dojrzałości. Mimo tego, że dla mnie odejście żony jest przykrym przeżyciem, dzięki temu czuję, że w końcu spojrzałem w siebie, zrozumiałem wiele rzeczy, również z tego co do mnie ex mówiła. I pewnie nie raz miała rację. I nie jest to poczucie winy, ani też szukanie wyższości moralnej. Raczej próba zrozumienia siebie, zagubionego dotychczas w emocjach, postawach, słowach własnych i jej. Kiedy poczuję, że dotarłem do siebie, to będę umiał odpowiedzieć co dalej. A na razie to wyrzucanie symbolów przeszłości, odcinanie się, jakieś tematy zastępcze typu praca, rower, studia podyplomowe. Ale i ten etap trzeba przejść. Jednak zgadzam się, że tę przeszłość trzeba starać się zamykać od początku. Najpierw troszkę, potem nieco mocniej, aż w końcu pier... tą przeszłością i iść do przodu. Tylko czasu na to trzeba. Nie wierzę, że można tak sobie zakmnąć przeszłość, zapomnieć i z zadowoleniem żyć.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka