nuta11
06.07.06, 13:48
Troche sobie rozmawiam na tym forum od wczoraj i zdziwiona jestem, jak malo sie zastanawiacie nad zasadniczym i jakze madrym pytaniem - "co dalej?"...
Ja wiem, ze krotko po rozwodzie albo jeszcze a trakcie czlowiek ma troche przygluszone poczucie, trzeba jakos brnac dalej.
i wiadomo, ze problemy bycia samemu, lek przed tym, ze trzeba bedzie kontakt naprawic, albo ze " ona zawsze rozliczala podatki" istnieja. Istnieje rowniez powazny problem dotyczacy dzieci. wiadomo. i czlowiek ma zal.
ale wydaje mi sie, ze najwazniejsze, to patrzec do przodu, wierzyc, ze kiedys przestanie sie cierpiec na brak zafania, traktowaz plec przeciwna jako zagrozenie.
dlaczego tak bardzo ogladacie sie w tyl?
nie chce nikogo obrazac, nie chce jatrzyc - wrecz przeciwnie chcialabym powiedziec, ze najlepsza metoda, i trzeba sie w niej wspierac, to myslec tylko i wylacznie do przodu!