Dodaj do ulubionych

O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotka...

26.10.06, 02:34
To była piękna miłość wielkie gorące uczucie, przyjaźń i przwiązanie. Pól roku
temu urodziło nam się dzieciątko...bardzo kochane i oczekiwane a dziś mój mąż
oświadczył mi że nie chce być ze mną dłużej. Przekreślił 7 lat naszego związku
w tym ostatnie trzy ogromnie szczęśliwe lata. Jak stwierdził wydawało mu się,
że był szczęśliwy. Boję się, czy będę potrafiła przestać go kochać pomimo że
zachowuje się jak rozkapryszony bachor!!! Nawet jeśli będziemy próbwać jeszcze
walczyć o nasz związek to nie wiem czy po takim "wyznaniu" będę potrafiła
nadal ufać i czy będę się czuła bezpiecznie...tak się boję, wydaje mi się, że
to koniec świata!!!
Obserwuj wątek
    • to.ja.kas Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 26.10.06, 09:10
      Jeśli zachowuje sie jak rozkapryszony bachor to moze tylko tak kaprysił???
      A powaznie, to jesli zwerbalizował takie uczucia tzn. ze dużo niedobrego stało
      sie w czasie gdy Ty uwazałas, ze jestescie szczesliwi.
      Zastanow sie, porozmawiaj z mezem o tym...o to co dalej robic to martw sie po
      wyniku rozmowy....
    • alexolo Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 26.10.06, 09:21
      AA COOO SIE STAłO ...ZNASZ POWóD?
      może to kryzys..może on jest przemeczony może coś sie dzieje w pracy (
      oczywiście to go nie usprawiedliwia!!!)może to ten słynny kryzys po 7
      latach!!!1
      walcz..póki widzisz sens walcz!!!
      powodzenia pisz...dziewczyny z forum potrafią wspierać !!!!!
    • puch.marny Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 26.10.06, 09:23
      Głowa do góry, nie bój się, to nie koniec świata...
      Smutne, ale to nie koniec świata...
      Przecież jeszcze z nim nie rozmawiałaś? Powiedział tylko, że mu się wydawało...
      Porozmawiaj z nim, wiem, że to nie będzie łatwe... I nie daj się zbyć tekstem,
      że mu się tylko wydawało, że jest szczęśliwy, bo ja jakoś w taki powód nie
      wierzę...
      Albo jest inny powód, albo naprawdę to tylko kaprys...
      Trzymam kciukismile Będę tu zglądać...
      Powodzeniasmile
      p.m
      • chalsia Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 26.10.06, 10:26
        jakos tak niestety czesto bywa, że facet, który uważał, ze wszystko było i jest
        OK, zaczyna zmieniać na ten temat zdanie (czyli, że jednak nie było/jest OK)
        pod wpływem innej kobiety.
        Chalsia
    • jicky7 Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 26.10.06, 11:00
      Nie chcę krakać, ale u mnie było tak jak pisze Chalsia.
      Koniecznie porozmawiaj. Pozdr.
      • libra22 Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 26.10.06, 11:31
        Współczuję, ale Kas i inne dziewczyny mają rację: coś musiało być nie tak w
        waszym związku, skoro takie coś powiedział. Może tego nie zauważyłaś, skupiona
        na ciąży i dziecku.
        Nie zawsze jest to druga kobieta, choć potrafi ona wyzwolić w mężczyznie siłę
        do odejścia (jest skutkiem, a nie powodem tego co się źle działo).
        Trochę przypomina mi to moją historię, tylko mój mąz powiedział mi to 6 lat po
        narodzinach naszego dziecka, choć o odejściu myślał już, jak byłam w ciąży, a
        nawet przed. I ja też uważałam, że jest fajnie, a okazało się, że on nie był
        szczęśliwy.

        Rozmawiaj z nim.
        • chalsia Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 26.10.06, 13:12
          > Nie zawsze jest to druga kobieta, choć potrafi ona wyzwolić w mężczyznie siłę
          > do odejścia (jest skutkiem, a nie powodem tego co się źle działo).

          Tak.
          Jednak fakt, że facet nie komunikuje wprost, że nie czuje się szczęsliwy i
          spełniony (zwłaszcza, że kobieta w ciąży raczej sama tego nie zauważy, co
          uważam za całkowicie usprawiedliwione) ZANIM znajdzie sobie poboczną
          pocieszycielkę, jest nie do usprawiedliwienia i świdczy o braku dojrzałości
          gościa.
          Chalsia
          • libra22 Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 26.10.06, 14:05
            I tu muszę się z Tobą Chalsiu zgodzić.
            • chalsia Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 26.10.06, 14:19
              mój eks tez miał watpliwości dotyczace naszego związku, które pojawiły sie po
              wielu latach bycia razem, niedługo po utracie pierwszej ciązy.
              Ale nie podzielił się tym ze mną.
              I świadomie "brnął" w dziecko - była druga utracona ciąża, a potem trzecia -
              już udana. I właśnie w trakcie tejże trzeciej znalazł się ten "wątek poboczny",
              a skończyło się na tym, że odszedł jak nasze dziecko miało 5 miesięcy.
              Twierdził, że jak byłam w ostatniej ciąży to dawał mi "sygnały", że coś mu nie
              pasuje. Jednak dawanie "sygnałów" (i jednoczesnie twierdzenie wprost, że mnie
              akceptuje taką, jaka jestem) to gruba pomyłka. Kobieta w ciąży NIE ODBIERZE
              sygnałów z zewnątrz (o ile nie jest to kominikat wprost), bo jest totalnie
              nastawiona "wewnętrznie".
              Chalsia

              ps. jakie to smutne, że to takie powszechne jest
              • libra22 Chalsiu 26.10.06, 14:23
                Powiem więcej, ja jako być może ślepak totalny nie odebrałam tych sygnałów i
                kilka lat po ciąży (tak poza tym widzę, że z pewnymi sprawami miałyśmy podobny
                życiorys - współczuję Ci tych przeżyć).
                • phokara Re: Chalsiu 26.10.06, 14:34
                  ps. jakie to smutne, z˙e to takie powszechne jest

                  tak, to dosc przerazajace.
              • crazysoma Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 26.10.06, 16:20
                > Ale nie podzielił się tym ze mną.
                > I świadomie "brnął" w dziecko

                A moj sie podzielil, potem wycofal, a potem jak juz bylam w ciazy to nawet
                stwierdzil, ze tak cudownie jak jest teraz miedzy nami i w domu (i ten stan
                trwa od 2 lat), nie bylo nawet na poczatku, po czym godzine pozniej (pod
                pretekstem wyjscia na spacer) spedzil pierwsza cala noc u kochanki. "Jest
                cudownie" i "wypalilo sie" to naprawde nie znaczy to samo...
                Ale wiecie co, widocznie "ja" wtedy i na tamtym etapie wiedzy o sobie, nie
                mogla byc madrzejsza od "ja" teraz. I widocznie "tamta ja" musiala dostac po
                tylku, zeby zrozumiec, ze sygnaly sa po to, zeby je odbierac i reagowac a nie
                po to, zeby udawac, ze to tylko jakies odblyski z okna sasiadow.
                Tylko dziewczyn moich mi zal jak o tym wszystkim mysle.
                • chalsia Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 26.10.06, 16:29
                  no ale za to, czy informacja została odebrana de facto odpowiedzialny jest jej
                  nadawca, jeśli zalezy mu na tym, by ta informacja dotarła.
                  Innymi słowy, jeśli się ma za partnera/partnerkę kogoś mało
                  empatycznego/nastawionego dośrodka a nie zewnątrz/wpisać inne odpowiednie
                  określenie, to należy kierować do takiego osobnika informację w takiej formie
                  by wiadomo było, że została odebrana. Trywiazlizując - niewidomemu nie
                  napiszesz kartki tylko nagrasz na płycie, a niesłyszącemu - odwrotnie -
                  napiszesz właśnie.
                  Jesli ktoś, kto od dawna zna partnera i wie, że np. nalezy do "głuchych", i
                  puszcza mu "sygnały dzwiękowe", to jak dla mnie nie jest wina głuchego, że nie
                  usłyszał.
                  Chalsia
                  • crazysoma Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 26.10.06, 16:35
                    Odpowiedzialni ludzie nie wysylaja sygnalow, (na ogol bardzo sprzecznych) tylko
                    mowia otwarcie, niedojrzali tchorze wysylaja sygnaly, bo w razie jak huknie i
                    sie rozleci, umyja raczki i pojda w swoja strone. A ta druga strona zostaje z
                    wielkim znakiem zapytania w glowie i zaczyna proces myslenia pt "gdzie
                    popelnilam(lem) blad". Ale w koncu dochodzi do konfrontacji z przeszloscia i
                    terazniejszoscia...
                    • chalsia Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 26.10.06, 16:42
                      Odpowiedzialni ludzie nie wysylaja sygnalow, (na ogol bardzo sprzecznych) tylko
                      >
                      > mowia otwarcie, niedojrzali tchorze wysylaja sygnaly, bo w razie jak huknie i
                      > sie rozleci, umyja raczki i pojda w swoja strone

                      no właśnie.
                      wiele z nas miało do czynienia właśnie z takimi egoistycznymi, niedojrzałymi,
                      nieodpowiedzialnymi tchórzami.
                      Cholera, jak to trudno spotkac partnera, który by nie był taki jak wyżej
                      opisani.

                      aaaa. z ciekawostek - mój eks myślał jak tzw. "głupia baba" - post factum
                      okazało się, iż miał nadzieję, że dziecko naprawi nasz związek. A sam kroku w
                      tym kierunku nie uczynił.
                      Chalsia
                      • libra22 Chalsiu, crazy 26.10.06, 18:00
                        Wiecie co - uświadomiłam sobie, czytając Wasze posty, ze ciągle mam trochę
                        poczucia winy: właśnie m.in. za to, że nie zauważyłam sygnałów. I Wy je ze mnie
                        zdejmujecie.
                        Mój eks do tej pory uważa, że się starał naprawić związek nasz, zachowując się
                        co jakis czas lepiej, ale nie dociera do niego, że jeśli nic mi nie mówił (a
                        nie mówił), a na moje pytania, co się dzieje (coś tam jednak czułam, że jest
                        nie tak jak powinno być) odpowiadał "domyśl się", to nie można mówić o żadnej
                        naprawie ani komunikacjismile
                        I w sumie smutne dla mnie ejst to, że on nie wyciągnął chyba żadnych wniosków,
                        ani niczego się nie nauczył, bo uważa, że on się bardzo starał, ale "małżeństwo
                        nam się rozpadło".
                        Tak samo z siebie.
                        I że nie odszedł ode mnie (bo: patrz wyżej).
                        • chalsia Re: Chalsiu, crazy 26.10.06, 22:24
                          > Mój eks do tej pory uważa, że się starał naprawić związek nasz, zachowując
                          się
                          > co jakis czas lepiej, ale nie dociera do niego, że jeśli nic mi nie mówił (a
                          > nie mówił), a na moje pytania, co się dzieje (coś tam jednak czułam, że jest
                          > nie tak jak powinno być) odpowiadał "domyśl się", to nie można mówić o żadnej
                          > naprawie ani komunikacjismile

                          Klasyka. Niestety.
                          NA moje pytania (juz po urodzeniu dziecka) co się dzieje -
                          odpowiedź "nic", "nie wiem".
                          Na moją propozycję terapii małżenskiej - jak łatwo się domyślić - odpowiedź
                          była negatywna.
                          A czy eks wyciągnął wnioski - odnoszę wrażenie, że nie. Jego punkt widzenia
                          jest taki, że to "wszystko przeze mnie".

                          Chalsia

                          ps. ja nie mam poczucia winy z racji nie zauważenia "sygnałów" w czasie ciąży -
                          bo była to ciąża po dwóch niepowodzeniach ciążowych, wszystko łacznie w okresie
                          2 lat. Jako kobieta czuję się po prostu usprawiedliwiona za tak mocne
                          skoncentrowanie się na sobie w tamtym okresie.
                        • crazysoma Re: Chalsiu, crazy 29.10.06, 18:50
                          Libra, ale dlaczego winisz siebie, za to, ze nie widzialas sygnalow? Ja np.
                          winie siebie ze wzgledu na niekompletna rodzine moich corek. Ale najbardziej to
                          mnie wkurza fakt, ze jakies 6 lat przed odejsciem (jego od nas) probowalam z
                          nim rozmawiac i tlumaczylam, ze z roznych powodow nie jestem szczesliwa, ze go
                          kocham, ale mam wrazenie, ze nie powinnismy dluzej razem byc, i ze chce sie
                          wyprowadzic i ze wydaje mi sie, ze on tez nie jest szczesliwy itp itd. I
                          uslyszalam wtedy, ze byc moze i tak jest, jak ja mowie ale, ze nigdy w zyciu
                          nie da mi rozwodu, bo mamy corke. Po czym 6 lat pozniej nie przeszkadzalo mu
                          tej samej corce, 11 latce wtedy, powiedziec, ze kocha inna pania i ze od tej
                          pory wszystko sie zmieni i ona musi to zrozumiec. Jak sobie przypomne niektore
                          jego teksty i dzialania to mi sie robi niedobrze. Sa rzeczy, za ktore zawsze
                          bede go szanowala ale sa takie, za ktore sie nim po prostu brzydze. I tak sobie
                          mysle, ze moja wina byl fakt popelniania bledow (nieswiadomie, ale to mozna
                          bylo "leczyc", gdym sie zdecydowala podjac takie leczenie wczesniej) i zdaje
                          siebie sprawde, ze bylam trudnym partnerem, ale na poczatku ON byl wazniejszy
                          ode mnie, natomiast ja nigdy nie bylam dla niego wazniejsza od niego samego i
                          innych. Ale zdaje sobie tez sprawe, ze "my razem", w pewnym momencie zaczelismy
                          generowac nawzajem, swoje zachowania z tej gorszej, ciemnej strony. I chocby
                          dlatego, "never together". A co do wyciagania wnioskow, ja wyciagnelam i
                          wyciagam caly czas, (staram sie, w kazdym badz razie) a czy on tez, nie wiem,
                          nie jestem z nim, ale kiedy widze konkretne zachowania, (no bo jednak jakis
                          kontakt jest), identyczne z tymi z naszego wspolnego zycia to mam wrazenie, ze
                          nie wyciagnal zadnych wnioskow. I czasem mi przykro, bo to uderza w moje corki.
                          Ale nadal nie moge pojac dlaczego sa dni, kiedy widac jego zainteresowanie (jak
                          dloa mnie nadmierne) naszym zyciem, a zaraz potem sa dni kiedy jest totalna
                          olewka. Nawet on, potrafiacy zachowac sie dokladnie przeciwstawnie, w ciagu 10
                          minut mnie w tym temacie wciaz zaskakuje, bo takie zachowanie odbiera mi
                          jakakolwiek chec informowania go o czymkolwiek, co sie dzieje w zyciu
                          dziewczynek. No nie da sie za dlugo chodzic po polu minowym, bo to grozi
                          pomieszaniem zmyslow.
          • jicky7 Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 26.10.06, 17:09
            Właśnie. Zgadzam się z Tobą całkowicie.
    • kurka_wodna2 Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 26.10.06, 14:16
      Witaj
      Powiedz mi,o co chcesz walczyć i zabiegać?
    • m.4 Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 26.10.06, 15:44
      to nie jest koniec swiata, nie łam się Ewik. Dasz rade, masz dla kogo zyc, masz
      dziecko. Trzymaj sie i nie poddawaj cokolwiek zdecydujesz- walczyc czy pozwolic
      odejsc.m.4
      • ewik154 Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 06.11.06, 00:37
        Wielkie dzięki Wszystkim, zajrzałam tu po kilku dniach i nie sądziłam, że tyle
        ciepłych słów znajdę. Mam małe dziecko, do tego pracuję więc trudno czasem o
        wolny czas. Cały czas myślę o zaistniałej sytuacji...dużo w tym mojej winy ale i
        jego tchórzostwa. Krótko po urodzeniu dziecka przenieśliśmy się do mojej mamy.
        Uzgodniliśmy WSPÓLNIE, że będę pracowała (dostałam kilka bardzo ciekawych ofert)
        a moja mama będzie zajmowała się dzieckiem. Jeszcze we wrześniu mój mąż
        zachwycał się jak to jest cudownie, ze ma nową rodzinę i super się tu czuje. Od
        dwóch miesięcy zaczęłam zauważać, że coś nie gra. Pytałam go wielokrotnie czy mu
        ten układ pasuje na co on ochoczo przytakiwał! Dopiero dwa tygodnie temu
        wydusiłam z niego że nie. Na co ja żebyśmy wracali do siebie, na co on, że ok
        ale wcześniej zrobimy remont i przez 10 dni nic!!! Jeśli ja nie znajdę ekipy to
        nic się za pewne nie wydarzy. Jesteśmy więc tu ale mój mąż ostentacyjnie
        okazuje swój kiepski humor. Przy mnie jest wciąż skwaszony, rozdrażniony, zły.
        Ożywia się dopiero przy swoich przygłupawych koleżkach. Szuka pretekstu, żeby
        zostać samemu w starym mieszkaniu (na codzień jeździ do pracy 40 km). nie chce
        rozmawiać bo "MAM GO NIE MĘCZYĆ, POWTARZAM SIĘ" itp. Dzisiaj przyłapałam go na
        kłamstwie. Wyszedł wieczorem z psem nie było go długo więc zadzwoniłam -
        włączyła się skrzynka. Jak wrócił pytam co jest a on na to że mu się komórka
        rozładowała! Sprawdziłam dzwonił w tym czasie do swojego koleżki...pewnie
        pożalić się jak mu tu źle. Raczej mnie nie zdradza...może to smutne, że tak go
        oceniam ale jest na to za mało bystry - sprawa rypnęła by się bardzo szybko no
        chyba żeby mnie zaskoczył bo jak sytuacja pokazała niczego nie mozna być pewnym.
        Od tygodnia skaczę wokół niego i próbuję zaspokoić zachcianki jaśniepana (pewnie
        mam poczucie winy) ale jak tak piszę to dochodzę do wniosku, że frajer z niego i
        coraz częściej myślę, ze tu już nie ma czego ratować. Nie ma zaufania, czułości,
        nie ma rozmów, wspólnie spędzanego czasu. Pytanie co jest??? Moja obawa, że się
        zdenerwuje albo obrazi, debilni koledzy...Ech szkoda gadać!!! Usćiski, napiszcie
        coś!
        • to.ja.kas Re: O Boże a sądziłam, że nigdy mnie to nie spotk 06.11.06, 08:35
          jakby Moj wyzywał moje niektore BARDZO ZABAWNE kolezanki od debilnych,
          twierdził, ze jestem frajerka, jakbym bała sie mu powiedziec ze gadałam z
          kolezanka (Twoj bez powodu nie ukrył tego) i zasłaniała sie rozładowaniem
          komorki, w której on po kryjmu by grzebał (jawnie moze sobie patrzec, na
          zdrowie, ja czasem uzywam Jego telefonu bo ma olbrzymi limit, ale TAKI MAMY
          UKŁAD!) TO POSŁAŁABYM GO W 100 DIABŁOW.
          Ani w Nim rozumu i checi działania, ani w Tobie szacunku - tyle wynika z tego
          co piszesz.
          Obydwoje zachowujecie sie jak dzieci.
          • west Opowiedz w Wysokich Obcasach 06.11.06, 10:08
            Prywatnie jestem facetem po rozwodzie. Ale piszę do was zawodowo. Przygotowuję
            reportaż do Gazety Wyborczej (Wysokie Obcasy) o ludziach po rozwodzie.
            Chciałbym dotrzeć do kobiet i mężczyzn, do takich, którzy są z rozwodu bardzo
            zadowoleni, do takich którzy żałują i do takich - zapewne to większość - którzy
            są gdzieś między jedną a drugą postawą.
            Zależy mi na prawdziwych historiach z życia, widzę tu dużo takich na forum. W
            Gazecie nie muszę podawać imion, nazwisk, miejscowości (możemy się umówić na
            zmianę danych). Proszę o kontakt osoby, które chciałyby porozmawiać ze mną o
            życiu po rozwodzie.
            Moje namiary: wojciech.staszewski@agora.pl
            GG: 2553788
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka