Jestem taka szczesliwa!!! Niedawno dowiedzielismy sie, ze pasierbica nie jest
biologiczna corka mojego meza (dziecko z wpadki). Podejrzenia maz mial zawsze
ale to za moja namowa doszlo do wybadania calej sprawy, przeprowadzenia testow
DNA itd. Ta dziewucha nie jest jego corka!

)
Mezowi zrobilo sie przykro, ale jednoczesnie odtracil to dziecko zaraz jak
prawda wyszla na jaw. Postanowil gwaltownie urwac wszelkie kontakty, ale
psycholog poradzil nam, zeby pozbywac sie tego dziecka stopniowo, coraz
bardziej ograniczac kontakty az do calkowitego zerwania kontaktow. W kraju, w
ktorym mieszkamy prawo jest takie, ze maz moze wystapic o odszkodowanie od
matki dziecka. Ale ja mowie mezowi - pal ja licho, moje szczescie jest takie
duze, ze te pieniadze nie maja dla mnie znaczenia. Nosze wlasnie w brzuszku
dziecko mojego meza i wkrotce mu zrekompensuje tamta strate. Najpiekniejsze w
tym wszystkim jest to, ze maz jeszcze bardziej doceni narodziny naszego
dziecka - dziecka z jego wlasnej krwi.
Dziewczyny, pisze to dlatego, bo moze i dzieci waszych partnerow, ktore
musicie tolerowac, moze wcale nie sa z ich krwi! Moze warto by przeprowadzic
takie badania. Nawet jezeli tylko jednej z was by sie poszczescilo i okazaloby
sie, ze to nie dziecko waszego partnera. Zawsze warto!