Dodaj do ulubionych

Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem meza!:)

06.08.08, 08:25
Jestem taka szczesliwa!!! Niedawno dowiedzielismy sie, ze pasierbica nie jest
biologiczna corka mojego meza (dziecko z wpadki). Podejrzenia maz mial zawsze
ale to za moja namowa doszlo do wybadania calej sprawy, przeprowadzenia testow
DNA itd. Ta dziewucha nie jest jego corka! smile)
Mezowi zrobilo sie przykro, ale jednoczesnie odtracil to dziecko zaraz jak
prawda wyszla na jaw. Postanowil gwaltownie urwac wszelkie kontakty, ale
psycholog poradzil nam, zeby pozbywac sie tego dziecka stopniowo, coraz
bardziej ograniczac kontakty az do calkowitego zerwania kontaktow. W kraju, w
ktorym mieszkamy prawo jest takie, ze maz moze wystapic o odszkodowanie od
matki dziecka. Ale ja mowie mezowi - pal ja licho, moje szczescie jest takie
duze, ze te pieniadze nie maja dla mnie znaczenia. Nosze wlasnie w brzuszku
dziecko mojego meza i wkrotce mu zrekompensuje tamta strate. Najpiekniejsze w
tym wszystkim jest to, ze maz jeszcze bardziej doceni narodziny naszego
dziecka - dziecka z jego wlasnej krwi.
Dziewczyny, pisze to dlatego, bo moze i dzieci waszych partnerow, ktore
musicie tolerowac, moze wcale nie sa z ich krwi! Moze warto by przeprowadzic
takie badania. Nawet jezeli tylko jednej z was by sie poszczescilo i okazaloby
sie, ze to nie dziecko waszego partnera. Zawsze warto!
Obserwuj wątek
    • dyderko Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 06.08.08, 09:13
      O żesz... Najzwyczajniej mnie zatkało...
      Nie wiem dziewczyno jaka jest historia Twojego męża, może
      rzeczywiście wyjaśnienie że dziecko nie jest jego było tu potrzebne,
      może… Wiem natomiast jedno, jeśliby mój M dowiedział się o czymś
      takim prawdopodobnie by się załamał. On może w tej chwili
      nienawidzić matki swoich dzieci, ale ma te dzieci i je kocha i
      wiadomość że nie są jego byłaby ciosem po którym by sięchyba nie
      podniósł. Wierzę że nie zmieniłoby to jego kontaktów z dziećmi bo
      dziecka nie kocha się genami tylko wspólnymi przeżyciami,
      wytworzonymi więziami, czymś mocno nieuchwytnym a silniejszym niż
      wspólna krew.
      Tak więc, może u Ciebie tak trzeba było ale daruj sobie radosne rady
      by gremialnie sprawdzać pochodzenie pasierbów, bo najczęściej taka
      wieść zniszczyłaby nie więź ze znienawidzonym pasierbem a tego
      partnera. I szczerze mówiąc to, mimo mocno nieprzyjemnych kontaktów
      z matką dzieci, nigdy w życiu nie podsuwałabym M myśli że one mogą
      być nie jego. Nigdy bym nie namawiała go na badanie. Jakoś inaczej
      pojmuję miłość do człowieka… No i nie wiem czy bym z nim była gdyby
      próbował szukać możliwości wyparcia się dzieci które uznał, które
      wychowywał i którym pozwolił siebie pokochać…
      • chalsia Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 06.08.08, 11:43
        no cóż, cover-girl dobrali się z partnerem jak w korcu maku -
        perfect fit dwojga mentalnych i emocjonalnych przedszkolaków czyli
        są oboje na etapie piaskownicy.
        W sumie szkoda ich współnego dziecka, bo ciężkie bardzo jest życie
        dziecka, którego rodzicami są dzieci.
        • dyderko Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 06.08.08, 12:23
          A ja, bardziej jestem w stanie zrozumieć reakcję i zachowanie męża
          cover-girl, niż jej samej… Zraniona męska duma, pierwsza reakcja,
          zdarza się że ludzie wtedy robią, a zwłaszcza mówią, głupoty. O tym
          kim on jest świadczyć będzie jego zachowanie jak otrząśnie się z
          szoku (bo nie wiemy czy minęły trzy dni, trzy tygodnie, czy trzy
          miesiące). Natomiast namawiać ukochanego, by sprawdził czy kochana
          córka nie jest jego, ja bym nie potrafiła… Z tym, że ja bym się nie
          związała z facetem który własnej córki nie kocha, więc mogę mieć złą
          perspektywę.
          • cover-girl Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 06.08.08, 12:52
            Minelo kilkanascie dni odkad sie dowiedzielismy.
            Namawialam meza, bo on sam mial zawsze watpliwosci, czul ze cos jest nie tak,
            podswiadomie nie mogl zbudowac prawdziwej wiezi z tym dzieckiem.

            > Z tym, że ja bym się nie
            > związała z facetem który własnej córki nie kocha

            Ja tez nie wink Ale w tym przypadku to nie jest jego corka smile
            Naprawde spadl mi wielki kamien z serca. Gdyby sie nadal upieral utrzymywac
            kontakty z tym obcym dzieckiem mimo, ze wkrotce narodzi sie NASZE dziecko, to
            bym mu tego nie wybaczyla. Gdyby obce dziecko stawil na rowni z wlasnym.
            • cover-girl Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 06.08.08, 12:55
              I jezeli was tak to bulwersuje, to przygarniajcie sobie sami obce, przypadkowe
              dzieci i je kochajcie, ale zrozumcie, ze inni nie maja ochoty akceptowac obcych
              w swoim zyciu.
              • chalsia Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 06.08.08, 13:02
                > I jezeli was tak to bulwersuje, to przygarniajcie sobie sami
                obce, przypadkowe
                > dzieci i je kochajcie, ale zrozumcie, ze inni nie maja ochoty
                akceptowac obcych
                > w swoim zyciu.

                logika Ci siada, zresztą nic dziwnego u osoby na poziomie
                przedszkola. To nie było dziecko przypadkowe z ulicy, tylko takie,
                które wspolnie z żoną/eks partnerka od urodzenia wychowywał.
                Czyli facet jest emocjonalnym kaleką jak do tej pory nie zbudował z
                tym dzieckiem mocnej więzi emocjonalnej.
                Wściekłośc i nienawiść w takiej sytuacji powinna byc kierowana
                wobec eksi a nie niewinnego dziecka, dla którego facet JEST ojcem w
                dziecka sercu i umyśle.

                aaaa, Twojemu związkowi to za dobrze nie wróży też, że pan tak
                łatwo wymazuje istniejące wczesniej więzi, nawet mu do tego nie
                jest potrzebny stan odkochania.
                • cover-girl Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 06.08.08, 13:25
                  Maz nigdy tak naprawde nie byl w zwiazku z matka dziecka, nie byli oficjalnie
                  para - przelotna znajomosc i ta wpadka (jak sie okazalo z innym facetem). Na
                  dziecko placil od poczatku i tylko je widywal raz na jakis czas, nie mozna mowic
                  o wychowywaniu tamtego dziecka.

                  A co do naszego wspolnego dziecka, to sie o nie nie martw. My tworzymy rodzine i
                  moj maz nigdy nie bedzie mial watpliwosci co do tego, ze to jego dziecko ani
                  problemow z wiezia. Bedzie zawsze obecny w jego zyciu, bedzie je wychowywal a
                  nie tylko odbebnial wizyty smile
              • dyderko Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 06.08.08, 13:37
                Wybacz cover-girl, ale obawiam się że ten pan może mieć problemy
                (podświadome – a jakże!) ze zbudowaniem więzi i z Twoim dzieckiem.
                Nie ważne że nie ma powodu, jak tak się stanie to kiedyś jakiś powód
                się wynajdzie… Oczywiście mogę się mylić. Ale co to za człowiek
                który odrzuca bliskość i uczucia do dziecka które oficjalnie uważa
                za własne, ma z nim kontakty, pozwala mu się kochać…? A jakby
                okazało się że jest jego córką? To by wyszło na to że nie zbudował
                więzi z powodu bzdur chodzących mu po głowie?
                A to dziecko nie jest obce, przypadkowe, przygarnięte, to jest ktoś
                komu on pozwalał przez jakiś czas się kochać, ktoś komu pozwalał
                uważać go za ojca, komu pozwalał liczyć że będzie częścią życia,
                bardzo ważną częścią… Miał wątpliwości i mimo to okłamywał je?
                Trzymam kciuki za to żeby Twój mąż nie miał nigdy w stosunku do
                Ciebie i Waszego dziecka żadnych wątpliwości.
                • cover-girl Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 06.08.08, 14:00
                  Maz jest bardzo podekscytowany faktem, ze bedziemy mieli dziecko. Bardziej niz
                  ja. Bardzo sie kochamy, to dodatkowo scementuje nasz zwiazek. Jest bardzo
                  zaangazowany w moja ciaze, uwielbia dotykac mojego brzucha i mowi, ze nie moze
                  sie doczekac, gdy wezmie dzieciatko na rece. Jestem nastawiona bardzo pozytywnie
                  jezeli chodzi o nasza przyszlosc. Nie mam zamiaru martwic sie na zapas.
                  Zauwazylam, ze takie krakanie na tym forum to normalka. Byle zony najczesciej
                  pisza neksiom, ze ich partner napewno tez je zostawi, tak jak one zostaly
                  porzucone, na pewno bedzie zlym ojcem dla nowego dziecka, bo zaniedbal
                  poprzednie itd. Pisza tak tylko z zawisci. A mojego szczescia i tak nie jest w
                  stanie nic zburzyc smile
                  • cover-girl Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 06.08.08, 14:03
                    Aha i to moj ostatni post w tym watku. Chcialam tylko uswiadomic innym
                    macoszkom, ze jest zawsze swiatelko w tunelu smile)
                    • dyderko Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 06.08.08, 14:32
                      Nie jestem ex tylko next, ale nie byłabym z M gdybym miała choćby
                      cień podejrzenia że kogoś okłamywał i nie liczył się z czyimiś
                      uczuciami. Natomiast z własnego doświadczenia (sama jestem
                      pasierbicą) wiem że nie geny są ważne tylko chęć bycia rodzicem.
                      Ja wiem że Twój mąż został okłamany i oszukamy. Że złapano go na
                      najstarszy wybieg świata (dobrze że nie dał się wrobić w małżeństwo)
                      ale pozwalał temu dziecku myśleć że jest jej ojcem (przecież
                      przychodził na te spotkania, nie sprawdzał swoich wątpliwości co do
                      ojcostwa). Ja rozumiem że może się czuć upokorzony tym oszustwem.
                      Jestem w stanie go zrozumieć, choć pozwól mi mieć wątpliwości co do
                      jego umiejętności tworzenia trwałych więzi (przecież jakiś czas
                      myślał że to jego dziecko i nagle ten czas przestał istnieć).
                      Natomiast, czym innym jest Twoje szczęście z tego powodu. Tak
                      szczerze mówiąc poza korzyściami finansowymi (bo przestanie płacić)
                      ja nie widzę żadnych korzyści z zaistniałej sytuacji. Jak piszes,z
                      Twój M rzadko bywał u dziecka, jak piszesz, nie miał jakiś
                      szczególnie bliskich emocjonalnych związków z matką, a Ty skaczesz
                      pod niebo i jeszcze piszesz innym: sprawdźcie, może i was spotka
                      takie szczęście… Co to za szczęście? Że ktoś został oszukany? Że
                      komuś się los na gorszy odmienił?
                      • rose25 Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 06.08.08, 14:51
                        dyderko napisała:

                        > sama jestem pasierbicą

                        To prawie tak samo, jakbys byla ex big_grin
    • aga-t-ka Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 06.08.08, 14:20
      Znam podobny przypadek. Z tym, ze mezczyzna (mial juz druga zone)gdy dowiedzial
      sie, ze to nie bylo jego biologiczne dziecko (z pierwsza zona), przezyl maly
      szok, nie chcial zrywac kontaktow z dzieckiem, ale czas i tak zrbil swoje. Wiezy
      rozluznily sie w naturalny sposob, nie bylo to jego dziecko, wiec nie bylo
      obowiazku widywac dziecka. Z czasem pogodzil sie z tym, ze to nie jego dziecko.
      Nowa zona urodzila mu kolejne dzieci, wiec to tez mialo wplyw na rozluznienie
      wiezow z tamtym dzieckiem. Obecnie mezczyzna nie ma kontaktow z dzieckiem
      pierwszej zony
    • natasza39 Powiem tak... 06.08.08, 23:51
      Podobnie jak dyderko nie widzę powodu do aż takiej radości cover-girl z faktu,
      że jej mąż został kiedyś oszukany i że to oszustwo wyszło na jaw.
      Oczywiście dobrze się stało, że fałszerstwo baby która faceta wrobiła w ocjostwo
      wyszło na jaw, ale powodu do skakania z radosci z tego powodu nie widzę.

      Jednak w przeciwieństwie do reszty nie widzę również powodu do tego, aby faceta
      wyciętego kiedyś w rogi od czci i wiary odsądzać.
      1. Nie wiemy ile chłop miał lat, kiedy mu baba ta ciażę wcisnęła.
      Niekiedy dwudziestoparoletni, czy nawet młodsi chłopcy, bo w tym wieku to oni
      mężczyznami tylko w sensie seksualnym są, nie czują więzi z rodzonym dzieckiem,
      choćby nawet kochali jak diabli jego matkę. Niestety tak jest i to wina przede
      wszystkim kobiet, które na ojców swoich dzieci wybierają sobie niedojrzałych
      emocjonalnie samców.
      A zatem jeśli chłop został w ciażę wmanewrowany w tym wieku, na dodatek z matka
      dziecka nigdy w powaznym związku nie był, trudno się dziwić, że więzi z
      dzieckiem emocjonalnych nie ma.

      Oczywiście nie oznacza to, że taki facet w wieku lat 30-stu, 40-stu nie będzie
      super ojcem nawet dla dziecka przysposobionego. Musi po prostu dojrzeć i z
      chłoptasia przeobrazić się w mężczyznę.

      2. Mylicie pojęcia co do dziecka przysposobionego z własnej i nie przymuszonej
      woli, które można kochać, szanować, wręcz uwielbiać, od dziecka, które się nam
      wciska i każe kochać.
      Inny jest stosunek do psa którego bierze się ze schroniska z własnej woli, a
      inny do psa, który jakiś nieodpowiedzialny kretyn wrzuca nam przez siatkę na
      ogród. Oczywiście możecie być oburzone przykładem psa, ale chodzi o ideę. Ideę
      tego, że żadne prawdziwe uczucie, ani do kobiety, ani do mężczyzny, ani do psa
      nie może być oparte na oszustwie i na przymusie. To jest po prostu wbrew
      charakterowi człowieka.

      Na koniec dodam, ze do bab, które wciskają komuś nie jego dziecko, ewentualnie
      robiących sobie dziecko z facetem dlatego, ze jest ustawiony, ewentualnie
      wmawiających mu ciąże, żeby się z nimi ożenił mam gorszy stosunek niż do
      prostytutek. Te ostatnie sa uczciwsze.
      I gadki o wzniosłych uczuciach wobec dziecka, które się uznało, o krzywdach
      które się mu robi odrzuceniem są śmieszne, bo nie można od kogoś wymagać
      heroizmu. Tutaj można mieć pretensje wyłącznie do oszustki mamusi. To ona i
      tylko ona ponosi winę za ewentualne kalectwo emocjonalne dziecka.
      Jak można kochając dziecko narażać go w dzisiejszych czasach, gdzie łatwo jest
      zrobić sobie test DNA narażać dziecko na coś takiego?

      Cover-girl jest może i infantylna, ale tamta kobieta, to zwykła szmata.

      ---------------------------------------------------------------------
      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
      głupcami.
      • chalsia Re: Powiem tak... 07.08.08, 00:30
        > Inny jest stosunek do psa którego bierze się ze schroniska z
        własnej woli, a
        > inny do psa, który jakiś nieodpowiedzialny kretyn wrzuca nam
        przez siatkę na
        > ogród.

        no to tu się Natasza różnimy.
        • natasza39 Re: Powiem tak... 07.08.08, 00:40
          chalsia napisała:
          > > Inny jest stosunek do psa którego bierze się ze schroniska z
          > własnej woli, a
          > > inny do psa, który jakiś nieodpowiedzialny kretyn wrzuca nam
          > przez siatkę na
          > > ogród.
          >
          > no to tu się Natasza różnimy.

          Tylko podziwiać, ze potrafisz od pierwszego wejrzenia pokochać takiego psa i nie
          złościsz się na kretyna, który go wrzucił przez ogrodzenie.
          Gdybym miała inaczej pewnie dziś miałabym około setki takich psów.
          Nie jestem jednak Violetta Villassmile
          ---------------------------------------------------------------------
          Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
          głupcami.
      • mrs_ka Re: Powiem tak... 07.08.08, 03:10
        Do meritum się nie odniosę, ja w ogóle nie wiem, co się z tym forum
        dzieje: może zmienić nazwę z 'Nowa rodzinka' na "Matecznik
        oszołomów" czy coś równie adekwatnego? Co post to mam wrażenie, że
        klan wrednych eksiar postanowił się zabawić i zrobić macochom
        mozliwie jak najgorszą prasę wcielając się w co bardziej tępe i
        infantylne typy macoch.

        Odniosę sie tylko do fragmentu wypowiedzi Nataszy:

        "I gadki o wzniosłych uczuciach wobec dziecka, które się uznało, o
        krzywdach
        > które się mu robi odrzuceniem są śmieszne, bo nie można od kogoś
        wymagać
        > heroizmu. Tutaj można mieć pretensje wyłącznie do oszustki mamusi.
        To ona i
        > tylko ona ponosi winę za ewentualne kalectwo emocjonalne dziecka.
        > Jak można kochając dziecko narażać go w dzisiejszych czasach,
        gdzie łatwo jest
        > zrobić sobie test DNA narażać dziecko na coś takiego?"

        no więc szczerze- nie chciałabym żyć w świecie, w którym
        przyzwoitośc zamieniono miejscami z heroizmem.
        Zostawmy z boku matkę, nie ona jest tutaj ważna.
        W takim ujęciu sprawy pobrzmiewa mi potraktowanie dziecka niczym
        towaru, którego zakup mozna uniewaznić, jesli wykaże sie
        sprzedającemu uchybienia wobec klienta. Tyle, że dziecko nie jest
        towarem i to chyba umknęło w tej dyskusji.
        Nawet jeśli kupiec byl świnią i draniem, to niestety ów "towar"
        myśli, czuje i cierpi. I nie każdemu wystarczy konstatacja "mozna
        miec pretensję do mamusi, że zafundowała dziecku emocjonalny hard
        core".
        Nie każdemu wystarczy, bo częśc ludzi posiada coś takiego jak
        sumienie i to sumienie niełatwo daje się kneblować prostym
        przerzuceniem odpowiedzialności na drugiego człowieka.
        Przyzwoitośc nie jest bohaterstwem.
        W tym przypadku jest prostym telefonem raz na jakiś czas i
        zapytaniem, co w szkole, co u ciebie slychac? Wzięciem na lody lub
        do kina co miesiąc, co pare miesięcy. Zapewnieniem, że jest się
        nadal przyjacielem dziecka i że możemy na siebie wzajemnie liczyć.
        To tak dużo zważywszy na to, że dziecko od swojego urodzenia mówiło
        na kogoś "tato"?

        Mam wiele wyrozumiałości dla wrobionego w ojcostwo faceta. Tak, jest
        ofiarą. Tak, został potraktowany jak jeleń. Tak, baba była szmatą.
        Jednocześnie jestem dorosłym człowiekiem, którego socjalizacja
        polegała między innymi na wkodowaniu mu przekonania, ze słabszych
        nalezy chronić i opiekowac się nimi.
        Dziecko jest słabsze.
        I nie lubię moralnych ekwilibrystyk, które ostatecznie dowiodą, ze
        gorsze świństwa ludzie robią sobie wzajemnie niż powiedzenie "przez
        siedem lat byłem twoim tatą, ale sorry gregory, od jutra już nim nie
        jestem, bo twoja matka mnie oszukała".

        Posiadanie w tej sytuacji lekkiego snu i spokojnego sumienia wydaje
        mi sie dowodzić upośledzenia moralnego i stanowi powód do wstydu.
        I dzieki Najwyższemu, bo mało jest rzeczy równie obrzydliwych, co
        racjonalizacja krzywdy kogoś bezbronnego.

        a.
        • natasza39 O czym ty merska piszesz? 07.08.08, 11:01
          mrs_ka napisała:

          Przyzwoitośc nie jest bohaterstwem.
          W tym przypadku jest prostym telefonem raz na jakiś czas i
          zapytaniem, co w szkole, co u ciebie slychac? Wzięciem na lody lub
          do kina co miesiąc, co pare miesięcy. Zapewnieniem, że jest się
          nadal przyjacielem dziecka i że możemy na siebie wzajemnie liczyć.
          To tak dużo zważywszy na to, że dziecko od swojego urodzenia mówiło
          na kogoś "tato"?

          Ty uważasz, że on powinien się z tym dzieckiem spotykać dalej na stopie
          przyjacielskiej jeśli jest przyzwoity?
          Ja pisałam o tym, czy nadal powinien po czymś takim być "ojcem" tego dziecka.
          To czy mężczyzna po czymś takim, co zrobiła mu baba zmuszając do uznania nie
          swojego dziecka jest się w stanie spotykać na stopie przyjacielskiej z dzieckiem
          czy nie zalezy oczywiście od więzi jaką miał wczesniej z dzieckiem i od jego
          dojrzałości jako człowieka.
          I ok!
          Mam wielki szacunek do każdego faceta, który po czymś takim nie odtrąca zupełnie
          dziecka, od czasu do czasu spotykając się z nim na stopie towarzyskiej.
          Ale "tatusia" to on jednak nie powinien udawać. To uczenie dziecka fałszu po
          prostu
          ---------------------------------------------------------------------
          Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
          głupcami.
          • chalsia Re: O czym ty merska piszesz? 07.08.08, 23:12
            > Ale "tatusia" to on jednak nie powinien udawać. To uczenie
            dziecka fałszu po
            > prostu

            nie ten tata, który spłodził, ale ten, który wychował
            dla tego dziecka jest jedynym tatą jakiego zna
            • natasza39 Sorry ale czegos nie rozumiem.... 09.08.08, 00:30

              1. On nie wychowywał, jak wynika z postu, tylko uznał, a potem widywał się, a
              zatem nie jest ani tym "co zrobił", ani "tym co wychowywał".
              2. Dlaczego tak wytrwale bronicie opinii oszustki?

              ---------------------------------------------------------------------
              Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
              głupcami.
            • adela38 Re: O czym ty merska piszesz? 09.08.08, 10:28
              > nie ten tata, który spłodził, ale ten, który wychował
              > dla tego dziecka jest jedynym tatą jakiego zna

              Jak kilka lat ktos oszukiwal dziecko to czy daje to mu prawo by latwowierna
              ofiare(ojca) skazywac na bycie czyims ojcem dozywotnio? To jakies prawo
              zasiedzenia czy jak? A moze powinno sie szukac prawdziwego biologicznego ojca?Bo
              on gdzies tam na swiecie jest?
              Czy dziecko nie prawa do poznania swojego prawdziwego ojca? Swoich korzeni?
              A gdzie jest elementarna sprawiedliwosc? Dlaczego cos co zostalo uzyskane droga
              oszustwa nie mialoby byc naprawione? Fakt ojcostwa wiaze sie przeciez nie tylko
              z alimentami, ale i np z dziedziczeniem...
              • chalsia Re: O czym ty merska piszesz? 09.08.08, 10:41
                > Jak kilka lat ktos oszukiwal dziecko to czy daje to mu prawo by
                latwowierna
                > ofiare(ojca) skazywac na bycie czyims ojcem dozywotnio? To jakies
                prawo
                > zasiedzenia czy jak? A moze powinno sie szukac prawdziwego
                biologicznego ojca?B
                > o
                > on gdzies tam na swiecie jest?
                > Czy dziecko nie prawa do poznania swojego prawdziwego ojca?
                Swoich korzeni?
                > A gdzie jest elementarna sprawiedliwosc? Dlaczego cos co zostalo
                uzyskane droga
                > oszustwa nie mialoby byc naprawione? Fakt ojcostwa wiaze sie
                przeciez nie tylko
                > z alimentami, ale i np z dziedziczeniem...

                jedno drugiemu nie stoi na przeszkodzie

                > Jak kilka lat ktos oszukiwal dziecko to czy daje to mu prawo by
                latwowierna
                > ofiare(ojca) skazywac na bycie czyims ojcem dozywotnio?

                to nie jest kwestia skazywania jeno elementarnej ludzkiej
                odpowiedzialności - przypomnij sobie "Małego księcia"
    • jazemine Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 11.08.08, 09:32
      To cudownie, naprawde szczesciara z Ciebie. Gratuluje!
    • agamagda Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 11.08.08, 10:52
      Po przeczytaniu Twojego postu zastanowiło mnie jak się czuje to
      dziecko.
      A nastepnie, zdziwiło mnie, ze dorosła kobieta może, az tak bardzo
      się cieszyc, z ciosu jakie otrzymało dziecko, osoba w sumie niewinna
      i poniekąd ofiara całej tej sytuacji. Bo przecież to dziecko jest
      ofiarą i najbardziej bedzie cierpieć - dlatego, ze straciło
      świadomosć posiadania ojca- nawet, jeśli była to osoba wirualna i w
      sumie mało fizycznie istniejąca w życiu dziecka, a po drugie,
      dziecko odkryło, ze nie moze mieć zaufania do matki - i w jego
      sytaucji jako poniekąd półsieroty, to chyba jeszcze gorsze.

      Nie sądzisz covergirl, że taka dzika radość jaka przebija z Twojego
      postu jest jakaś dziwna reakcja u osoby dorosłej, która sama zreztą
      ma niedługo zostać matką?

      Co do sedna sprawy i reakcji odrzucenia u oszukanego faceta -
      dziewczyny, uważam, ze mozna to zrozumieć. Mam nadzieję, że jest to
      pierwsza reakcja, jakby odruch, który z czasem ustąpi, ale z drugiej
      strony facet ma prawo czucia się pokrzywdzonym, zagrano przecież na
      jego uczuciach i na jego finansach.
      • adela38 Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 11.08.08, 19:16
        Jak sie czuje dziecko?- dziecko nadal ma ojca...tego prawdziwego...trzeba go
        tylko poszukac...
        Malo kto zauwaza, ze jego tez okradziono...zabrano mu dziecko...
    • escribir Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 26.08.08, 13:35
      Kto raz się sparzył- na zimne dmucha.
      Za pierwszym razem facet badań nie przeprowadził- teraz pewnie chodzi mu to po
      głowie.
    • linda.de Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 28.08.08, 09:41
      cover-girl, mam nadzieję,że niedługo też będę tak się cieszyła jak Ty.Mój partner właśnie zrobil badania DNA i synowi(?) z poprzedniego malżeństwa i czekamy na wynik.Oj czuje,że będzie cudnie...smile
      • dyderko Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 28.08.08, 12:01
        A jak nie? A jak się okaże że jest jego? Będzie Ci wmawiał ze uśpiła
        go a on nie chciał!?
        • 13monique_n Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 28.08.08, 12:09
          "Świat wg Garpa"???? wink
        • ava62 Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 28.08.08, 13:18
          Będzie jej wmawiał że został zgwałcony a ta uwierzy hi hi hi.
    • kicia031 Ale ja mam szczescie 28.08.08, 23:06
      Wielkie, wielkie szczescie - otoz moje panie, ja zyje z mezczyna z klasa.
      Mezczyna ktory orzekl jedno - nigdy nie znizylby sie do sprawdzania, czy jego
      dzieci sa jego - bo on swoje wiezi z nimi buduje na tym, co jest szczegolne dla
      czlowieka, a nie na tym, co kazdy zwierzak potrawi zrobic. Dla niego ojcostwo to
      wiezi z dziecmi, ktore buduje - w przypadku corki od lat i wbrew przeszkodom
      rzucanym mu pod nogi przez Exie.

      Ide dac mu buzi z tej okazji, pa.
      • mrs_ka Re: Ale ja mam szczescie 29.08.08, 01:45
        Kicia, ale te panie (mam tu na mysli autorkę i inne tam
        superrzeczywistości) też mają szczęście do mężczyzn. One tylko mają
        dupiatą robotę w Rozmowach w Toku i Życiu na Gorąco.

        a.
        • 13monique_n Re: Ale ja mam szczescie 01.09.08, 12:09
          mrs_ka napisała:

          > Kicia, ale te panie (mam tu na mysli autorkę i inne tam
          > superrzeczywistości) też mają szczęście do mężczyzn. One tylko
          >mają dupiatą robotę w Rozmowach w Toku i Życiu na Gorąco.

          Myślisz mrs_ka, ze to rodzaj "badania rynku" i "reseacrh'ów"??? No,
          świat by znacznie lepiej wyglądał, gdybyś miała rację wink
    • kasia_kasia13 Re: Pasierbica nie jest biologicznym dzieckiem me 03.09.08, 13:12
      To mi wyglada na trolla, nie wierze w ta historie.
    • 13monique_n Już wrzesnień - początek szkoły 03.09.08, 14:45
      Na forum pustka się zrobiła. Czyżby małolaty wróciły do szkoły i
      zaczynają pisać pierwsze sprawdziany z ortografii wink)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka