a.niech.to
17.08.09, 11:51
Najpierw pojawia się pojedynczość, gdy wszystkie codzienne trudy
lądują wyłącznie na jednych barkach. Później czujemy osamotnienie,
siedząc po wiele godzin w wyłącznym towarzystwie małolatów. Na końcu
wchodzimy w samotność. Dość rzadki to stan, ale niezwykle bolesny.
Definiowałabym go jako uczucie wyłączenia z bliższych układów z
ludźmi lub brak choćby jednego numeru telefonu, który można
machinalnie wybrać, co się zresztą do jednego sprowadza.
Piszę o tym, bo samotność nie jest wyrokiem. Można jej zapobiegać i
leczyć.