Gość: Richelieu*
IP: 195.117.90.*
29.01.05, 21:54
W październiku ub.r. otworzyła swoje podwoje Warszawska Szkoła Filmowa,
kształcąca aktorów, reżyserów, operatorów, scenarzystów. Dla tych, którzy do
państwówki się nie dostali, a są dziani, oj, bardzo dziani (miesiąc 1200).
Studium mające wykształcić fachowców o rzemiosła, bez zbędnych, jak to mówią,
uniwersyteckich naleciałości. A mówi to spec od najświetniejszego polskiego
sit-comu, Ślesicki, który zabłysnął Tatą i się wypalił chyba, przepalił abo
co innego. Mówi też gość, który jednym zdaniem "Co ty ku.. wiesz o
zabijaniu" zagwarantował sobie miejsce zakazanych gęb, które są wręcz
stereotypowo kojarzone z przypiedoleniem, z małymi odskoczniami do ról tych,
co przypier, a teraz pokutują.
Zawód aktora, a tym bardziej reżysera, scenarzysty wymaga niesamowitego
szczęścia i charyzmy własnej, unikatowości. Ilu aktorów poległo po pierwszej,
drugiej próbie zaistnienia. Dziś są urzędnikami, sprzedawcami garnków,
dyrektorami, bez wykształcenia, za to z krótkimi w ich przypadku 5 minutami.
Co zostało? Zapis na www.filmpolski.pl i tyle. Oprawiają wycinki z gazet na
swój temat sprzed 20 lat, bo brakło tego jednego szczebelka.
Teraz, gdy powstało studium Ślesickiego i Lindy, kto z niego wyjdzie? Od
zawsze przy niektórych teatrach i operetkach istniały studiumy wokalno-
aktorskie, a ich absolwenci zazwyczaj zasilali szeregi albo macierzystego
teatru albo bezrobotnych. Tworzyli teatry offowe, trzech aktorów i
bezkurtynie, pięćdziesięciu widzów, notka w gazecie uniwerysteckiej na 1/16
szpalty.
A ci, młodzi niepokorni za 1200 miesięcznie, kim zostaną? Czy będą tworzyć
teatry uliczne z pochodniami i przechodniami i zaakceptują gratisowość
własnych dokonań? Więc po co? Popatrzeć sobie na Olbrychskiego i
poprzypominać, że w Kolejności uczuć też był mistrzem i być może też ma
skłonności? Albo na Holland, że jeśli lubi drwić z tożsamości narodowej, to a
nuż się wkręcę udając polskiego Greka, zwłaszcza na egzaminie. Czy, wiem,
chodzi o Hołdysa, który modny był zawsze, ale od pierwszego bigbradera zaczął
być modny rówież u dresów (co za rewolucja to być musiała).
Summując, komu potrzebne jest studium filmowe i po co, jeśli "rekrutacja"
odbywa się wśród bardzo wąskiej grupy dzianych. Jak oni będą mogli grać,
patrzeć, panować, pisać o czym innym niż własnym półświatku
www.szkolafilmowa.pl