Gość: Urbu
IP: *.dialup.warszawa.pl
07.10.02, 10:20
Pan Stefan Kuryłowicz ma opinię jednego z
większych "krwiopijców" na rynku pracy młodych architektów.
NIe miałem okazji pracować z nim (czy też dla niego), więc
trudno mi weryfikować ten pogląd. Znam natomiast pana
Kuryłowicza, jako wykładowcę projektowania architektonicznego.
Jestem pełen podziwu dla jeg talentu. Również podziwiam
konsekfencję i logikę, z jaką potrafi przeprowadzić proces
powstawania projektu architektonicznego.
Projekt studencki "po okiem" pana Kuryłowicza była to ciężka
praca, ale i duża satysfakcja (również z oceny).
W wywiadzie mistrz Kuryłowicz wspomniał o uprawnieniach
zawodowych. Na to zagadnienie chciałbym zwrócić szczególną uwagę
ewentualnych czytelników mojej wypowiedzi.
W środowisku architektów od lat, być może od dziesięcioleci,
funkcjonuje system zdobywania uprawnień w oparciu o praktykę
projektową. Wymagana praktyka wykonawcza (kontakt z rzeczywista
budową), choć wymagany przez postanowienia prawa budowlanego,w
moim odzczuciu, w rzeczywistości jest traktowany po macoszemu.
Wynika to po części z twardych realiów życia, lecz jest w tym
duża doza nastawienia, mentalności panujacej w śród architektów.
Zauważyłem, że większość projektujacych moich kolegów po fachu
praktykę wykonawczą "załatwiło sobie" w sposób mniej lub
bardziej będący wybiegiem, obejściem obowiązujących przepisów.
Z moich obserwacji zawodowych, (architekta wykorzystującego w
codziennej praktyce swoje uprawnienia wykonawcze), mogę
zformułować prawidłowość następującą: im "szerszym łukiem" ktoś
ominął wymóg przepracowania 1 roku jako majster czy inżynier na
budowie, tym bardziej jest to widoczne w jakości dokumentacji
projektowej, jaką tworzy. Zdecydowanie, osoby, które "zalatwiły
sobie" praktyki wykonawcze projektują gorzej, ich pomysły,
często nioszące znamiona duzego talentu i wyobrazni, okazują
się "nierealizowalne" lub aby dostosować je do mozliwości
realizacyjnych danej technologii, ulegają przekształcenom tak
daleko idacym, że zatracają swój pierwotny zamysł.
Wniosek wyciągam jeden: Koleżanki i koledzy! nie lekcewazcie
etapu budowy w swoich ścieżkach kariery zawodowej!
Kurs budownictwa na studiach to o wiele za mało aby móc być
samodzielnym architektem! Również doswiadczenie zdobywane na
drodze wizyt na budowie w ramach nadzorów autorskich nie daje
tej dagłębnej wiedzy ,jaką zdobywa śię w codziennej pracy na
budowie.
Jeżeli przepracujecie ten jeden rok wymagany przepisami,
będziecie madrzejsi , lepiej przygotowani, skuteczniejsi i
bardziej kompetentni od konkurencji. Pomyslcie o tym, warto!
Naprawdę, jest dla mnie bardzo niemiłym doswiadczeniem gdy o
takich architektach inżynierowie budownictwa wyrażają się z
przekąsem: "wnętrzarze" albo "dekoratorzy wnętrz", celowo myląc
dwa różne kierunki wykształcenia.