Dodaj do ulubionych

Syndrom językowców

IP: *.chello.pl 21.04.07, 00:00
Na studiach językowych można popaść albo w samozachwyt, albo wręcz
przeciwnie. W pierwszym wypadku uważa się, że jest się już tak cudownym, że
wie się wszystko; w drugim widzi się, że pomimo lat nauki nic sie nie umie.
Ja mam to drugie, ciągle jest tyle słóóóóóóóówek, których nie znam, i mam
wrażenie, że nawet gdybym siedziała 24h/7 ucząc się, to i tak nigdy nie
osiągnę stanu, który by mnie usatysfakcjonował. Poza tym wyczucie
stylistyczne w danym języku to coś czego nie da sie nabyć, to trzeba po
prostu mieć, a żaden nie native nie będzie tego miał. Ehh...tak to już jest z
tymi językami, cóż zrobić...

P.S Nie w temacie. Wydaję mi się, że najwięcej można sie naczyć na dobrych
kursach, albo zajęciach indywidualnych, niż na studiach
filologicznych/lingwistyce.
Obserwuj wątek
    • Gość: En person Re: Syndrom językowców IP: *.chello.pl 21.04.07, 01:20
      Mam to samo, im dłużej studiuję anglistykę (UW), tym głupsza się czuję. Jak
      zaczynam zdawać sobie sprawę, ile rzeczy jeszcze nie umiem, to wpadam w
      przerażenie. A jak więcej się uczę, to zauważam rzeczy, które powinnam wiedzieć
      a nie wiem, więc się uczę więcej i zauważam więcej tego czego powinnam być
      pewna i tak w kółko :( Z nauką języków jest jak z wchodzeniem do morza, jak
      jesteśmy na mieliźnie, to myślimy, że morze jest płytkie i bezbieczne, ale jak
      wypłyniemy na otwarte morze, widzimy bezkres..... Ja widzę bezkres :(
    • Gość: xxx Re: Syndrom językowców IP: *.aster.pl 21.04.07, 09:23
      > P.S Nie w temacie. Wydaję mi się, że najwięcej można sie naczyć na dobrych
      > kursach, albo zajęciach indywidualnych, niż na studiach
      > filologicznych/lingwistyce.

      Tylko jakich kursach ? Kursu powyzej CPE nie da sie raczej w Warszawie znalezc.
      Tylko filologia zostaje.
    • Gość: polka Re: Syndrom językowców IP: *.cnb.com.pl 21.04.07, 09:28
      Jestem po anglistyce i od 3 lat uczę w szkole. To dopiero jest masakra. Mój
      poziom angielskiego obniżył sie do poziomu dziecka z przedszkola. Jeżeli uda
      się wyjść poza I conditional, a o Passive Voice nie wspomnę to cud. Ze słówkami
      to samo. Zapominam najprostszych rzeczy. Chciałabym wrócić na studia:((

      Co do Twojej ostatniej wypowiedzi to niestety, ale filologia to nie jest nauka
      języka, ale o języku, więc...
      • Gość: kra Re: Syndrom językowców IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.07, 11:11
        jezykoznawstwo powinno byc dziedzina filozofii.
        • Gość: Tawananna* Re: Syndrom językowców IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.07, 14:43
          Ciekawe stwierdzenie, ale się z nim nie zgadzam. I mogłabym trochę
          popolemizować, gdybyś podał/a jakiekolwiek argumenty.
      • kociamama Re: Syndrom językowców 29.04.07, 19:11
        przeciez poziomu jezyka nie do konca mozna mierzyc iloscia struktur
        gramatycznych:( A poza tym, jeze;li sie caly czas mowi do dzieci po angielsku
        to mozna sie wiele nauczcy - nie cofnac. Zawsze trzeba sie douczcy jakis nazw
        ptakszow/owocow/gier itp.

        Pzdr,
        Kociamama.
    • klymenystra Re: Syndrom językowców 21.04.07, 12:49
      gleboko Ci wspolczuje. jestes na filologii/lingwistyce po to, zeby sie nauczyc
      jezyka? to juz lepiej rzeczywiscie isc do szkoly jezykowej.
      co do wyczucia stylistycznego u nie nejtwiow- nie masz racji. wystarczy miec
      troszke talentu i posiedziec za granica. znam ludzi, ktorzy tlumacza litrature,
      i to tlumacza dobrze, nie na jezyk ojczysty, lecz wyuczony.
      lepiej rezygnuj, poki mozesz.
      co do podzialu, to nie skomentuje.
      • Gość: echo Re: Syndrom językowców IP: *.chello.pl 22.04.07, 16:21
        Dlaczego na stwierdzenie, że ktoś studiujący filologię wybrał ten kierunek, aby
        lepiej poznać język przyszli filolodzy się oburzają i radzą ze studiów
        rezygnować? Głównym przedmioten tych studiów jest język, więc o co chodzi?

        Zaznaczam, że z żadną filologią nie mam nic wspólnego (i być może dlatego)
        sytuacji nie rozumiem.
        • klymenystra Re: Syndrom językowców 22.04.07, 16:43
          jezyk na filologii staje sie narzedziem pracy, a nie celem studiow. oczywiscie,
          prkatyczna nauka to najwazniejszy przedmiot, jednak mozna tez pojsc do dobrej
          szkoly jezykowej czy na prywatne lekcje i osiagnac zblizony poziom.
          zbliozny...albowiem uczac sie w obcym jezyku literautry czy gramatyki opisowej,
          slownictwo poszerza sie w zakresie znaczniejszym, niz byloby to mozliwe w
          innych warunkach.
          ciezko powiedziec, ze na czwartym czy piatym roku przedmiotem studiow jest
          jezyk. specjalizacje, gdzie sa przedmioty tyypu informatyka, prawo, czy
          reklama, sa prowadzone w jezyku obcym- wiekszosc wiadomosci zdobywa sie poprzez
          ten jezyk, ale dla nich samych, a nie dla jezyka. praca magisterska tez jest z
          pewnych zgadanien- moze byc oczywiscie z jezykoznawstwa, ale w zwiazku z tym,
          trzeba miec pojecie o tej dziedzinie- a wiedza ta zdobyta jest na studiach
          wlasnie.
          poza tym sa przedmioty typu filozofia czy lacina, czy tez przerozne faukltety
          (np literatura arabska w hiszpanii, czy tez teatr katalonski w XXw, czy
          leksykografia)- trudno powiedziec, ze one maja na celu lepsze poznanie jezyka.
          jesli ktos idzie na polonistyke, to nie po to, zeby uczyc sie polskiego.
      • kociamama Re: Syndrom językowców 29.04.07, 19:13
        PO co te wyrazy wspolczucia? Praktyczna na filologii powinna byc na wyzszym
        pozimie. I chodzi tu o poziom zajec, nie egzaminow. Ja tam najwyzszy poziom
        nauczania jezyka mielam w liceum. Chyba na filologii powinien byc wyzszy pozim
        nauczania jezyka niz na kursach i w liceach, skoro filologowie beda miec prawo
        nauczania w tychze szkolach?

        PZdr,
        Kociamama.
    • Gość: iwa Re: Syndrom językowców IP: *.tkdami.net 21.04.07, 14:14
      Klymenystro wszystkie rozumy pozjadalas czy co ? Czytam czesto twoje
      watki i chociaz sama studiuje fil .obca to jest we mnie troche wiecej
      skromnosci.Przeciez nie kazdy ma ambicje /a moze nie chce?/byc tlumaczem
      literatury pieknej.Dziewczyna powyzej piszaca ma obawy ,watpliwosci i sie po
      prostu nimi dzieli z innymi.Pomysl troche i o tym zanim z czyms wystrzelisz ,bo
      to zdarza ci sie czesto - niestety.
      • klymenystra Re: Syndrom językowców 21.04.07, 15:49
        nie, nie pozjadalam. uwazam tylko, ze jesli ktos idzie na filoligie, nie majac
        pojecia o tych studiach i ich celach, to lepiej, zeby zrezygnowal. jasne, ze
        nie kazdy chce byc tlumaczem, po filologii przewaznie jest sie nauczycielem.
        obawy tej dziewczyny? przperaszm, jakie obawy? obraza studentow filologii tym
        smiesznym podzialem. pozxa tym to jest kolejny watek z serii "na co komu studia
        jezykowe". wyszukiwarka nie gryzie, chociaz lepiej pisac pamietnik, zamiast sie
        uzalac na forum. nie rozumiem tego ekshibicjonizmu.
        pokaz mi dokladnie, gdzie jestem nieskromna. i gdzie "wystrzeliwuje".
        ja sie nie bede litowac nad tymi, ktorzy albo nie przemysleli wyboru studiow
        albo w trakcie zdali sobie sprawe z tego, ze to nie ten kierunek, ale zamiast
        rzucic, to jojcza i narzekaja.
        • Gość: filolog Re: Syndrom językowców IP: *.chello.pl 29.04.07, 13:52
          Klymenystro, Iwa oraz autor(ka) watku maja racje. Nie kazdy idzie na filologie ze swiadomoscia, w co sie pakuje. Sa rowniez ludzie (tacy jak ja) ktorzy na nia ida, bo interesuje idz konkretna dziedzina studiow filologicznych, jeszcze inni chca swietnie poznac jezyk a do tego np. interesuja sie literatura danego jezyka. I kazdy z nich ma prawo twierdzic, ze wybral dobre studia i ze daja mu one satysfakcje, a Ty nie masz prawa decydowac za niego czy ma z nich zrezygnowac czy tez nie.

          Swoja postawa udowadniasz, ze podzial dokonany przez ffffff jest jak najbardziej sluszny. W iluz to watkach napisalas jak swietnie znalas jezyk idac na studia? A w ilu przyznalas, ze bardzo wiele Ci daly w kwestii jesgo znajomosci? I co? Koniec? Wiesz juz wszytsko? Wydaje mi sie, ze istota filologii (zwlaszcza obcej) jest doglebne poznanie jezyka POPRZEZ literature, kulture, gramatyke opisowa. Jesli twierdzisz, ze jest inaczej odsylam do etymologii slowa filologia. Dobry filolog, czy to z tytulem mgr, dr czy prof. bedzie mial na tyle pokory, by wciaz poglebiac swoja wiedze, nie tylko dlatego, ze jezyk sie zmienia, ale rowniez dlatego, ze bardzo ciezko go ogarnac, niewazne czy w przeciagu 5 lat studiow czy tez 10 lat wstecz (jak w Twoim przypadku). To, ze ktos wyraza swoje obawy dotyczace tego, ze jego znajomosc jezyka wciaz jest niewystarczajaca bardziej swiadczy o tym, ze wie co robi na tych studiach, niz o tym, ze ich wybor byl nieprzemyslany. Teoretycznie to absolwenci filologii powinni miec najlepsza znajomosc jezyka obcego, w praktyce jednak czesto tak nie jest.

          > nie rozumiem tego ekshibicjonizmu.

          Tutaj jestes naparawde zabawna :) Co jak co, ale nawet nie sledzac Cie mozna sie o Tobie bardzo duzo dowiedziec i bez problemu zidentyfikowac, bo jestes niemal na kazdym forum i zawsze masz najwiecej do powiedzenia, chocby bylo kompletnie bez sensu i nic nie wnosilo do dyskusji. Klymenystra zawsze musi zaznaczyc swoja obecnosc. Wole nie wiedziec, co znajde korzystajac z wyszukiwarki (moze kiedys znajde na to czas i ochote). Zawsze bylas dla mnie niepojetym wzorem internetowego ekshibicjonizmu.

          Wylacz agresor i przyjmij do wiadomosci, ze nie zawsze musisz miec racje, a bedzie dobrze :)
          • klymenystra Re: Syndrom językowców 29.04.07, 14:20
            >a Ty nie masz prawa decydowac za niego czy ma z nich zrezygnowac
            > czy tez nie.

            a gdziez to, przepraszam bardzo, decyduje? nie uprawiaj tu czczej erystyki.
            doradzam rezygnacje, jesli ktos sie zle czuje, to samo pisalabym do prawnika
            czy socjologa.

            . W iluz to watkach napisalas jak swietnie znalas jezyk idac na studia
            > ? A w ilu przyznalas, ze bardzo wiele Ci daly w kwestii jesgo znajomosci? I
            co?
            > Koniec? Wiesz juz wszytsko

            setki razy przynznawalam, ze te studia daly mi bardzo wiele. i tweirdze tak
            caly czas. i zastanawiam sie, np, jak moglam sobie radzic dawniej, skoro tylu
            rzeczy nie wiedzialam. ale Tobie jest wygodniej twierdzic, ze jestem
            zarozumiala, mimo ze mnie nie znasz?
            ach, kiedy szlam na portugalistyke, to portugalski znalam zaledwie podstawowo.
            gdziez napisalam, ze siedze na laurach, panie wychowawco, i nie zglebiam mej
            wiedzy?

            bo jestes niema
            > l na kazdym forum i zawsze masz najwiecej do powiedzenia

            oo? na niemal kazdym?? wspaniale. w ulubionych mam okolo 15 forow, wydaje mi
            sie, ze portal gazeta.pl jednak zawiera ich wiecej. i zawsze mam najwiecej do
            powiedzenia? to dopiero jest smieszne.
            ekshibicjonizmem jest wylewanie swych zalow i smutkow i frustracji na forum.
            korzystaj z wyszukiwarki, slonko, a vontade, ale moze najpierw sam sie zaloguj,
            co? a moze sie boisz, ze potem ktos bedzie Ciebie wyszukiwal?
            zawsze bylam wzorem... ooooch, wspaniale.
            smieszni sa tacy ludzie, ktorzy mysla,ze wiedza o innych wszystko tylko poprzez
            internet. sa sprawy, o ktorych w sieci nigdy nie pisze i jest ich najwiecej.
            ale zyj sobie dalej w tym blogim przeswiadczeniu, ze jestes wspanialy.
            petons
            • Gość: filolog Re: Syndrom językowców IP: *.chello.pl 29.04.07, 15:07
              > ale Tobie jest wygodniej twierdzic, ze jestem
              > zarozumiala, mimo ze mnie nie znasz?

              Jak juz zostalo zaznaczone wczesniej, nie jest trudno Cie zidentyfikowac, a swiat bywa zaskakujaco maly. Skad wiec pewnosc, ze Cie nie znam, he?

              > gdziez napisalam, ze siedze na laurach, panie wychowawco, i nie zglebiam mej
              > wiedzy?

              Taki wniosek moznaby wysnuc na podstwie Twoich wypowiedzi i sugerowania tym, ktorzy sa niezadowoleni ze swojego (nieraz bardzo dobrego) poziomu jezyka rezygnacje ze studiow.

              > oo? na niemal kazdym?? wspaniale. w ulubionych mam okolo 15 forow, wydaje mi
              > sie, ze portal gazeta.pl jednak zawiera ich wiecej.

              Pewnie zawiera ich wiecej, ale filologowie miewaja zbiezne zainteresowania, nawet jesli ich poglady roznia sie diametralnie. Spotykam Twoje wypowiedzi wystarczajaco czesto by (zbyt) wiele o Tobie wiedziec.

              > ale moze najpierw sam sie zaloguj,
              > co? a moze sie boisz, ze potem ktos bedzie Ciebie wyszukiwal?

              Niektorzy nie spedzaja calych dzionkow na produkowaniu mniej lub bardziej sesnownych wypowiedzi na forach internetowych. Przyznaje, dalem sie sprowokowac. Pisze na tyle okazjonalnie, by konto nie bylo mi potrzebne, a skoro portal daje mi mozliwosc pisania jako gosc-to z niej korzystam.

              > sa sprawy, o ktorych w sieci nigdy nie pisze i jest ich najwiecej.

              Milo, ze sa sfery, ktorych nie poddajesz publicznej dyskusji. Wole nie wiedziec czego dotycza, skoro wywlekasz na swiatlo dzienne sprawy osobiste swoje i nie tylko. Twoje prawo, nie twierdze, ze nie. Moim prawem jest odczuwac to jako ekshibicjonizm.

              A poniewaz wypowiedz ta nie a nic wspolnego z tematem, nie zamierzam ciagnac tej bezowocnej dyskusji dalej. Nie przeszkadza mi, ze nie bede mial ostatniego slowa, wiec smialo-mozesz polemizowac.
              • klymenystra Re: Syndrom językowców 29.04.07, 15:40
                > Jak juz zostalo zaznaczone wczesniej, nie jest trudno Cie zidentyfikowac, a
                swi
                > at bywa zaskakujaco maly. Skad wiec pewnosc, ze Cie nie znam, he

                pewnosci nie ma nigdy.

                Taki wniosek moznaby wysnuc na podstwie Twoich wypowiedzi i sugerowania tym, kt
                > orzy sa niezadowoleni ze swojego (nieraz bardzo dobrego) poziomu jezyka
                rezygna
                > cje ze studiow.

                nie tym, ktorzy sa niezadowoleni z poziomu jezyka, a tym, kotrzy narzekaja na
                studia. to pewna roznica. dosyc istotna nawet.

                Spotykam Twoje wypowiedzi wystarc
                > zajaco czesto by (zbyt) wiele o Tobie wiedziec.

                aa, tak? to prosze na priva, coz takiego o mnie wiesz.



                > Niektorzy nie spedzaja calych dzionkow na produkowaniu mniej lub bardziej
                sesno
                > wnych wypowiedzi na forach internetowych

                czynisz, jak widze, aluzje do mnie. no, nie sa to cale dzionki, choc moze sie
                tak wydawac. sa to raczej przerwy. poza tym forum jest dla mnie kopalnia pewnej
                wiedzy. nie bede precyzowac, bo nie o to chodzi.

                > Milo, ze sa sfery, ktorych nie poddajesz publicznej dyskusji. Wole nie
                wiedziec
                > czego dotycza, skoro wywlekasz na swiatlo dzienne sprawy osobiste swoje i nie
                > tylko.

                "moje i nie tylko". zabrzmialo groznie.
                tu tez prosze o uscislenie na prv

                > A poniewaz wypowiedz ta nie a nic wspolnego z tematem, nie zamierzam ciagnac
                te
                > j bezowocnej dyskusji dalej. Nie przeszkadza mi, ze nie bede mial ostatniego
                sl
                > owa, wiec smialo-mozesz polemizowac.

                moltes gracies, czuje sie zaszczycona.
      • klymenystra aha 21.04.07, 15:50
        i nie bardzo rozumiem, jak Twoj post ma sie do mojej wypowiedzi wyzej.
        • Gość: idz Re: aha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.07, 16:03
          decyzji o rezygnacji ze studiow nie podejmuje sie od tak...
          • Gość: nn Re: aha IP: *.aster.pl 21.04.07, 17:35
            jakby studia byly platne to by nie bylo tych jeczacych i od razu by
            rezygnowali... a tak, za panstwowe pieniadze sobie studiuja...
            • Gość: z. Re: aha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.07, 18:40
              kolejny kretynizm -niewazne co byleby studiować,no ludzieeeeee,filologia to nie
              kurs językowy jak napisała wcześniej Klymenystra .Nie odpowiada ci program to
              albo zmieniasz albo cierpisz i idziesz do przodu ,to tak jakby studiowac chemie
              i jeczeć sie,ze sie ma duzo doświadczen w laboratorium
          • klymenystra Re: aha 22.04.07, 13:16
            "od" czego?
            oczywscie, ze nie. ale jojczenie na forum w niczym nie pomaga, trzeba
            przemyslec pare spraw i wystarczy. wiem z doswiadczenia, mojego i moich
            znajomych.
            ale zaraz znow mi zarzuca nieskromnosc, wiec sie nie odzywam:/
            • Gość: fffff Re: aha IP: *.chello.pl 22.04.07, 15:08
              klymenystra jake jecznie, jaka rezygnacja? Co Ty dziewczyno w ogole mowisz?
              Gdzie ja powiedzialam, ze mi sie nie podoba? ze ten podzial to moj problem
              zyciowy.
              Moze, wez sama zrezygnuj. Niektorzy ludzie sa naprawde tragiczni.
              • sil86 Re: aha 22.04.07, 15:23
                Mnie się ten temat też nie kojarzy z "jojczeniem", a raczej z sokratejskim
                "wiem, że nic nie wiem". Dobrze kombinuję? :D
              • klymenystra Re: aha 22.04.07, 15:27
                rozumiem, ze pisanie, ze jest tyyyle slowek i ze lepiej isc na kurs jezykowy,
                to pochwaly filologii, wzglednie lingwistyki? to przepraszam, widocznie mam
                inny poziom konotacji, bo w denotacje nie watpie.
                ja juz raz zrezygnowalam, ma chere, a teraz nie mam powodow.
                za SJP:
                tragiczny
                1. «budzący uczucie grozy i rozpaczy»
                2. «naznaczony nieszczęściem; też: odzwierciedlający taki stan»
                3. «związany z tragedią – utworem dramatycznym»
                4. pot. «rażąco zły»

                czy ktores z tych okreslen odnosi sie do mnie?
                moze najpierw powinnas nauczyc sie operowac wlasym jezykiem- moze dlatego masz
                problemy z jezykami obcymi? i sobie urpaszczasz swiat, wprowadzajac glupie
                podzialy. nie w tym nic zlego, wszyscy upraszczamy, ale nie ma potrzeby glosic
                tego wszem i wobec na forum...
    • Gość: Tawananna* Re: Syndrom językowców IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.07, 18:34
      Nie wiem, kto wpada na studiach językowych w samozachwyt. Natomiast drugie
      zjawisko, o którym piszesz - wydaje mi się, że to normalne przy nauce języków
      obcych w ogóle. Masz moment, kiedy wydaje Ci się, że całkiem nieźle znasz język
      i potem będzie już z górki (ja tak miałam na etapie FCE z angielskiego), a
      chwilę później zaczynasz widzieć ogrom zagadnień związanych z danym językiem,
      subtelności stylistycznych, które nie do końca zauważasz, tysiące idiomów,
      słówek, zawiłości gramatyki, która wcześniej wydawała się jasna i prosta.
      Normalne. Zdarza się na filologii zwłaszcza, bo dążysz tu do jak najlepszej
      znajomości języka.

      Piszesz, że stanu, który by Cię usatysfakcjonował, nie osiągniesz. Tu warto
      sobie zdefiniować, jaki to byłby stan. I warto umieć się cieszyć tym, co już się
      umie - bo nauczyciel o ekstremalnych wymaganiach (a takich dużo jest zwłaszcza
      na filologiach) potrafi Ci wmówić, że tak naprawdę nic nie umiesz. I tu się myli
      :). Warto się cieszyć z postępu, jaki się robi, i stawiać sobie małe cele. Ja
      wiem, że mówię znacznie lepiej w moim docelowym języku niż mówiłam pół roku temu
      - i to mnie cieszy, pal licho, że nie każde wyuczone słówko w tej chwili
      pamiętam ;). A wyczucie stylistyczne daje się nabyć - Klymenestra pisała o
      osobach, które tłumaczą literaturę na język dla nich obcy - i to jest dowód na
      to, że to możliwe. A że nie wszyscy osiągną taki poziom "wyczucia językowego"...
      czy wszystkim jest ono potrzebne?

      Co do Twojego P.S. - filologia to przede wszystkim nie kurs językowy. Nie po
      dobrą znajomość języka idzie się na filologię, choć jego dobrą znajomość się tam
      również nabywa. Zawsze można się nauczyć więcej/lepiej/szybciej - jeśli chodzisz
      na dobry kurs o liczbie zajęć równej tej na filologii i tym samym poziomie
      wyjściowym, nie ma powodu, dla którego nie miałabyś tam nauczyć się więcej - bo
      zawsze przecież może być lepszy nauczyciel czy bardziej intensywne zajęcia.

      Ja w ogóle uważam, że nie na dobrym kursie, zajęciach indywidualnych czy
      studiach nauczysz się najwięcej, ale - poprzez własną pracę i kontakt z
      językiem. Zajęcia z nauczycielem to tylko dodatek, można sobie w ten sposób
      uporządkować wiedzę, jest ktoś, kto poprawi błędy w pracy pisemnej, ktoś, z kim
      można porozmawiać z językiem obcym. A faktyczny postęp zależy od godzin
      spędzonych na nauce w domu (niekoniecznie tylko na odrabianiu zadań domowych i
      kuciu słówek podanych na lekcji).
      • Gość: fffff Re: Syndrom językowców IP: *.chello.pl 22.04.07, 21:44
        klymenystra przytaczanie definicji za slownikiem, no tak mozna sie bylo tego
        spodziewac. Uwielbaim takich forumowiczow. Powiedz tylko czemu to sluzy? Albo
        lepiej nie mow juz.
        Zrozum napisalam na forum to co mysle, to co zauwazam na codzien, i mam prawo
        to glosic gdzie mi sie podoba. Mozesz sie ze mna nie zgadzac, rob to jednak w
        kulturalny sposob.
        Tawananna* dziekuje za sensowna i kulturalna odpowiedz.
        • klymenystra Re: Syndrom językowców 22.04.07, 22:38
          taki juz moj charakter, ze brak mi klutury. pierwszy raz na forum przytaczam
          cos mza slownikiem, ale naduzywanie pewnych slow jest wedlug mnie razace. nie
          odpowiedzialas sensownie na moje posty, czemuz wiec oczekujesz tego ode mnie?
      • kociamama Re: Syndrom językowców 29.04.07, 19:27
        Masz racje Tawanna, ze mozna spotkac na filoogiach ludzi, ktorzy zdaja sobie
        sprawe ile jeszcze nie umieja, a, ze sa entuzjastami chca dazyc do tego by
        umiec jak najwiecej sie da.

        Z drugiej strony, zauwazylam tez zjawisko samozachwytu:( Wiele osob, niestety,
        uwaza, ze papier ukonaczenia filologii, czy chocby fakt zaliczenia
        poszczegolnych egzamniow oznacza umiejetnosc w danej dziedzinie.
        Niestety, wiele osob wychodzi z alozenia, ze poziom komunikacji jest poziomem
        docelowym, i umiejtnosc przelozenia mysli po polsku na jezyk docelowy
        wystarcza. A celem przeciez powinno byc zblizenie sie do native speaker level,
        chocby zeby rozumiec nativow i ulatwic ucznioko ich zrozumienie.
        Myslac w ten sposob, czesto ignoruje sie wyrazenia i struktury typowe dla
        danego jezyka.
        Wyczucia stylistycznego tez nabywa sie przez chec najwiekszego mozliwego
        poglebienia swojej wiedzy, a nie dzielenia zwortow na warte i niewarte
        zapamietania.

        PZdr,
        kociamama.
        • klymenystra Re: Syndrom językowców 29.04.07, 22:43
          Zgadzam sie z Toba calkowicie.
          Ba, czesto nam sie powtarza, ze my, jako filologowie, mamy znac jezyk lepiej
          niz nativ- nie tylko w jego strukturze zewnterznej, ale, o ile to mozliwe, w
          warstwie leksykalnej rowniez.
        • Gość: Tawananna* Re: Syndrom językowców IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.07, 23:08
          Zjawisko samozachwytu też zauważyłam :(. I trochę mnie to śmieszy, bo jako
          polonistka i "native speakerka" wiem, że nawet w moim rodzimym języku nie
          osiągnę perfekcji... ;)

          Co do poziomu komunikacji jako docelowego - myślę, że trzeba tu jeszcze
          wprowadzić rozróżnienie pomiędzy filologiami różnych języków. Inne są
          oczekiwania wobec absolwenta filologii angielskiej, niemieckiej, ew. francuskiej
          lub rosyjskiej (w przypadku tych dwóch ostatnich poziom "startowy" niestety
          właśnie spada), inny - w przypadku tzw. łatwych języków europejskich -
          słowiańskich, hiszpańskiego czy włoskiego, a zupełnie inny, jeśli chodzi o
          absolwenta sinologii...

          Ale najważniejsze jest, by mieć świadomość, że mgr jakiejkolwiek filologii
          jeszcze nie świadczy o tym, że zna się język świetnie - i to już kwestia
          odpowiedniej dozy samokrytyki. Ale też na tyle dobrej znajomości języka, by
          wiedzieć choćby, ile z już wychwytywalnych subtelności jeszcze nie jesteśmy w
          stanie wyrazić.

          A poziom absolwentów, jak wiemy, jest różny. Zdarzyło mi się ostatnio zapytać
          kogoś, jakie studia skończył. Kiedy usłyszałam odpowiedź - germanistyka -
          myślałam, że się przesłyszałam, bo słyszałam wcześniej tę osobę mówiącą po
          niemiecku i poziom, zwłaszcza pod względem fonetycznym, zdecydowanie odbiegał od
          mojego wyobrażenia absolwenta germanistyki. Cóż, wyobrażenia trzeba weryfikować
          ;). I może nawet nie powinnam nikogo krytykować, skoro mnie samej do perfekcji
          tak straszliwie daleko.

          > Wyczucia stylistycznego tez nabywa sie przez chec najwiekszego mozliwego
          > poglebienia swojej wiedzy, a nie dzielenia zwortow na warte i niewarte
          > zapamietania.

          Kiedyś jęczałam nad słówkami, narzekając: a po co mam wiedzieć, jak jest po
          angielsku "rozszczep kręgosłupa", przecież i tak nie wiem dokładnie, co to
          znaczy! Koleżanka - absolwentka filologii, posługująca się językiem naprawdę
          znakomicie (to nie tylko moja ocena :)) - odpowiedziała mniej więcej tak: "nie
          wiesz, co to znaczy, ale jednak znasz to słowo po polsku i coś ci się z nim
          kojarzy". Tak samo będzie w języku obcym. Nie da się nauczyć języka świetnie,
          wybierając tylko warte zapamiętania słowa :)
          • kociamama Re: Syndrom językowców 30.04.07, 13:37
            Zgadzam sie, ze (niestety) tutul mgr filologii automatycznie nie zonacza
            wysokiego poziomu jezykowego (mam na mysli bieglosci jezykowej, bo natuaralnie
            umiejetnosc jezyka na poziomie rozwiazywania cwiczen jest nie nizsza niz CAE,
            jak sadze).

            Tym nie mniej, wlasnie przez przepychaniu przez studia wszystkich, kotrzy na
            nich sa ( i nie mowie tu o studiach dziennych na dobrej uczelni, choc i tam
            zdarzaja sie jednostkie nie tak kompetentne jakby tytul wskazywal, ale np.
            licencjat w jakiejs prywatnej szkolce) ludzie maja bardzo zla opinie o
            filologach.
            Wiele osob, ktore spotkalo sie w szkolach panstwowych z filolgami kotrzy
            reprezentowali niski poziom jezykowy i nie przykladali sie do nauczania, potem
            uwza generalnie nauczycieli jezykow za tych, co przekazuja wiedze ksiazkowa,
            kotra nijak ma sie do jezyka praktycznego. I potem maja wieksze zaufanie w
            kwestii wyczucia jezykowego i jego znajomosci do dresiarza, ktory pracuje w
            anglii na zmywaku, gdzy ten mowi "prawdziwym" jezykiem w przeciwienstwie
            do "wyuczonej" wiedzy filologow.

            NIedawno spotkalam sie z taka opinia. Troche mnie zirytowala, ale niestety
            rozumiem przyczyny takiego nastawienia do nauczycieli:(

            Dlatego uwazam, ze licencjat czy tytul mgr powinine sie przekladac na konkretne
            jezykowe (bardzo wysokie) kwalifikacje. Oczywiscie, ze studia jezykowe to nie
            kurs jezyka, ale praktyczna nauka z naciskiem na mowienie powinna byc
            najwazniejszym przedmiotem.

            PZdr,
            Kociamama.
            • Gość: agata Re: Syndrom językowców IP: 193.145.230.* 02.05.07, 20:11
              witam...ciesze sie ze ffff zalozyla taki temat,...ja studiuje hiszpanski i
              niemiecki,kierunek nazywa sie arts-wiec tlumaczac wpada mi do glowy slowo SZTUKA
              (ale to nie wazne)na mojej uczelni skupiaja sie na gramatyce,niby na mowieniu
              ale to tylko 1htyg-wiec nic,na literaturze,tlumaczeniu i historii,...jestem
              teraz na wymianie w hiszpanii...po 2 latach naauki na studiach przyjechalam
              tutaj na rok,i...wyszlo ze ja nic nie umiem,nie rozumialam co do mnie mowia,nie
              umialam sie wyslowic,teraz jest o wiele lepiej,ale popadam w skrajnosci,raz sie
              ciesze ze nauczylam sie np 50%uzycia subjuntivo(pozostala polowe,moj mozg nie
              ogarnia:)))i ze moje slownictwo sie poglebia,a drugi raz wpadam w depreche,ze
              wpakowlam sie w studnie bez dna,i czytajac la reina del sur dobijam sie ze tego
              jezyka nigdy sie nie naucze i wtedy sie poddaje,nie mam sily walki,...a
              przeciez tak milo jest chociaz na chwilke wymienic,hola,como estas,encantada de
              conocerte...a wiec rozumiem fff w zupelnosci,co wiecej moj drugi jezyk
              niemiecki,lezy...bo odkrylam w sobie ze miloscia do niego nie pajam,ale musze
              probowac zakochac sie ponownie...i co lepsze i jeszcze bardziej dobijajace
              mnie,ze ludzie mowia ze kierunek JEZYKI to latwosc i ze gamonie ida na niego,a
              przeciez tak na prawde musimy uczycz sie codziennie,to po prostu taka mniejsza
              medycyna,...ludzie ktorzy chca poglebic swoja wiedze,na prawde musza byc
              zdyscyplinowani i poswiecic te 2 godzinki codziennej nauki,prawda??? prosze mi
              powiedziec dlaczego czaassssmi tak dyscyplina mnie opuszcza i nie chce
              niczego??'
              • Gość: agata Re: Syndrom językowców IP: 193.145.230.* 07.05.07, 16:43
                podnosze

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka