Dodaj do ulubionych

Gwałty wojenne

09.12.24, 07:23
wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,31521909,gwalcili-nawet-osmioletnie-dziewczynki-i-strzelali-do.html
Gwałcili nawet ośmioletnie dziewczynki i strzelali do chłopców, którzy próbowali chronić swoje matki

Katarzyna Włodkowska

Okrążyłam glob kilka razy, przeprowadziłam 347 wywiadów z kobietami z różnych krajów, które przeżyły gwałt wojenny.
Z WIOLETTĄ REBECKĄ, PSYCHOANALITYCZKĄ Z WIELOLETNIM DOŚWIADCZENIEM W PRACY KLINICZNEJ Z TRAUMĄ I SYNDROMEM GWAŁTU WOJENNEGO, AUTORKĄ KSIĄŻKI „GWAŁT: HISTORIA WSTYDU. PAMIĘTNIK OCALAŁYCH", ROZMAWIA KATARZYNA WŁODKOWSKA
Wyjazd, od którego wszystko się zaczęło?
– Tanzania, 16 czy 17 lat temu, Nyarugusu, obóz dla uchodźców. Spotkałam tam dziewczynę z dwójką dzieci, urodzonych w wyniku gwałtów w Rwandzie. O oprawcy mówiła „wujek", choć – gdy ją gwałcił – miała dziesięć lat. Nie mogłam pojąć jej perspektywy. Nie czuła złości, mówiła, że dzięki niemu nie gwałcili jej inni. Dzieci bardzo kochała i marzyła, że kolejnym krokiem będzie Norwegia.

Norwegia?
– Bo tam jest zimno i nie ma malarii. To częste u afrykańskich ocalonych – chcą uciec jak najdalej. Dotarła wtedy do mnie złożoność i nieoczywistość tych sytuacji. Ta kobieta po tym wszystkim, co przeszła, miała poczucie siły i sprawczości. Chciała, jak to określiła, normalnego życia – dla siebie i dzieci. Wtedy przypomniałam sobie babcię.

Która przeszła przez nazistowski obóz koncentracyjny Ravensbrück.
– Moja wiedza o losach babci pochodziła tylko od niej i od jej siostry. Według przekazu babci w grudniu 1943 roku trafiła do obozu, mając zaledwie szesnaście lat. Była jedną z osiemdziesięciu sześciu zdrowych młodych kobiet i dziewcząt, które naziści wybrali na obiekty doświadczalne. Symulowano na przykład obrażenia doznawane na polu bitwy: łamano kości, rozrywano nerwy i mięśnie. Gdy narzekała później na zdrowie, twierdziła, że to konsekwencja nazistowskich „badań". Po pięćdziesiątce na szyi wyrósł jej guz.

Bo naziści w Ravensbrück badali też skuteczność nowych leków, w tym sulfonamidów, jednych z pierwszych antybiotyków. Infekowali rany, a potem robili wszystko, by infekcja była jak najpoważniejsza – zakażali paciorkowcem, tężcem. Babcia powtarzała, że jej nowotwór, zlokalizowany na szyi, był właśnie ich skutkiem. W to miejsce robiono jej zastrzyki.

Kiedy wiadomo już było, że nadciąga rosyjska Armia Czerwona, naziści zmusili około 11 tysięcy więźniarek do opuszczenia obozu. Kobiety ruszyły na północny zachód Niemiec w tzw. marszach śmierci. Około 3500 z nich zostało w Ravensbrück, były zbyt osłabione. Jedną z tych kobiet była moja babcia.

Nigdy o tym nie mówiła. Dowiedziałam się w szpitalu, gdzie w wieku 68 lat trafiła po wylewie. Gdy lekarze ją wybudzili, zwróciła się do mnie: „Czemu mi to zrobiłaś?".

Nie chciała żyć?
– Powiedziała, że nie chce o tym pamiętać, a pamięta codziennie. Wtedy pojęłam, dlaczego od zawsze dręczyły ją migreny, walczyła z bezsennością i uzależnieniem od leków przeciwlękowych. Miała też obsesyjną potrzebę kontroli najbliższych. Zawsze musiała wiedzieć, gdzie jesteśmy, a mi kazała nosić długie majtki. Z nogawkami przed kolana, tzw. reformy.

Po co?
– Przekonywała, że „złapię wilka". Myślę, że to był jej sposób na zabezpieczenie mnie przed potencjalnym atakiem seksualnym.

I nosiła je pani?
– Nie, ale pakowała mi je do plecaka przy okazji każdego wyjazdu. Babcia radziła sobie z traumą gwałtu, tłamsząc ją. Zupełnie inaczej niż ta młoda dziewczyna z Tanzanii. Poczułam potrzebę zrozumienia, poszłam za tym, zaczęłam współpracować z organizacjami humanitarnymi. Od tego czasu okrążyłam glob kilka razy, zjeździłam całą Afrykę, nie licząc Madagaskaru, przeprowadziłam 347 wywiadów z kobietami z różnych krajów, które przeżyły gwałt wojenny. To nieustający proces pracy także nad sobą.

80 TYSIĘCY DOLARÓW ZA POZEW
Nie ma żadnych oficjalnych statystyk dotyczących gwałtów wojennych. Jak to możliwe?
– Myślę, że chodzi o ukrywanie ich politycznego wymiaru. Rok temu zapoznałam się z fragmentami raportu, który w 1949 roku sporządził brytyjski Secret Service. Analizowano w nim skalę masowych gwałtów na Niemkach pod koniec II wojny światowej i po wyzwoleniu Berlina w maju 1945. Raport – do 2023 roku – był utajniony. Jest to dokument szokujący.

Okazuje się, że już w 1949 roku jasne było, że krzywdzili nie tylko żołnierze Armii Czerwonej. Niemieckie kobiety gwałcili też, na mniejszą skalę, żołnierze polscy, francuscy i amerykańscy. Podczas ucieczki na Zachód i okresu wypędzeń niemieckie dziewczęta i kobiety dopadane były przez Czechów, Serbów i Słoweńców. Wcześniej gwałcicielami byli niemieccy żołnierze i członkowie oddziałów SS. Wiele z tych ofiar było krzywdzonych wielokrotnie, dziś szacuje się, że aż połowę – z setek tysięcy, jeśli nie milionów – spotkały gwałty zbiorowe.

Raport z 1949 roku mówi o kobiecie w Gdańsku, którą Rosjanie zgwałcili w ciągu jednej nocy ponad 30 razy. Swoje ofiary zamknęli w kościele, całą noc bili w dzwony, grali na organach i „celebrowali". Gdański duchowny oświadczył później: „Gwałcili nawet ośmioletnie dziewczynki i strzelali do chłopców, którzy próbowali chronić swoje matki".

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Gwałty wojenne 09.12.24, 07:25
      Po co to ukrywać?
      – Aby nie zaostrzać konfliktów? Masowe gwałty na Niemkach stanowiły tabu do 1992 roku, kiedy to ukazały się pierwsze publikacje. Cztery lata później wyszły badania Hsu-Ming Teo. „Kontinuum przemocy seksualnej w okupowanych Niemczech, 1945-49" to analiza zjawiska szczególnie w kontekście okupacji przez różne siły alianckie. Ale później nadal karmiono nas narracją, że Rosjanie byli gwałcicielami, a alianci tylko wyzwolicielami.

      Każda wojna oznacza ofiary i wszyscy się z tym liczą, ale głównie w wymiarze finansowym – wojsko, odszkodowania, odbudowa krajów. Konsekwencje ludzkiej traumy, a te są transpokoleniowe, w koszty nie są wliczane.
      Bo?
      – Chyba mało komu zależy, byśmy byli świadomi. Kwoty, niezbędne do zabezpieczenia osób, które przeżyły wojnę, tortury i gwałty wojenne, są ogromne. Chodzi o opiekę medyczną (krótko- i długoterminową), psychiatryczną i psychologiczną, pomoc socjalną – bardzo rozbudowaną, bo takie osoby często nie są w stanie wrócić do normalnego życia – czy w opiece nad dziećmi takich osób, bo wychowywanie sprawia zbyt duże trudności. Tylko w Ukrainie po zakończeniu wojny wsparcia psychologicznego może potrzebować około 15 milionów osób. Do tego dochodzi choćby pomoc prawna. Jeśli ocalona czy ocalony chce dochodzić sprawiedliwości przed Międzynarodowym Trybunałem Praw Człowieka w Hadze, musi mieć około 80 tysięcy dolarów. Tyle kosztuje przygotowanie jednej sprawy i wniesienie jej przed Trybunał.

      TRAUMA GWAŁTU WOJENNEGO
      – Osoby doświadczone przemocą seksualną najczęściej potrzebują czasu, by o tym opowiedzieć. Bo najpierw jest faza szoku. Trwa ona mniej więcej pięć lat.

      To czas, kiedy ofiara próbuje wrócić do rzeczywistości, decyduje, gdzie i jak chce żyć. Takie osoby potrzebują ustabilizować układ nerwowy, wzmocnić poczucie wpływu na otaczające środowisko. W tym okresie, jeśli mogą, zgłaszają się do psychoterapeuty, męczone bezsennością, atakami paniki, flashbackami. Jeśli nie da się w dotychczasowym miejscu pobytu poczuć bezpiecznie, a często tak jest, przeprowadzają się do innego kraju.

      Co potem?
      – Po blisko pięciu latach, jeśli sytuacja życiowa się unormowała, pojawiają się problemy ze zdrowiem fizycznym. Wciąż brakuje dostatecznej liczby badań na temat długofalowych skutków gwałtów wojennych, ale od dwóch lat wiemy, że organizm wytwarza substancje toksyczne.

      Skąd to wiemy?
      – Zjawisko zaobserwowano w Demokratycznej Republice Konga. Północna część zmaga się obecnie z epidemią raka szyjki macicy i piersi. Prawie 90 procent pacjentek to osoby po doświadczeniach gwałtu. Wstępne badania grupy badawczej, pod przewodnictwem kongijskiego lekarza Denisa Mukwege, laureata Pokojowej Nagrody Nobla w 2018 roku, wskazują na powiązanie pomiędzy traumą gwałtu wojennego a szybkim rozwojem nowotworów.

      Mam podobne obserwacje. Spośród kobiet ocalałych z gwałtów wojennych z Rwandy, Konga, Bośni, Kosowa, z którymi pracuję, 24 zgłosiły choroby przewlekłe, w tym 18 – różne formy nowotworów. Ale także nadciśnienie tętnicze, choroby serca, depresje, uzależnienia.

      Czyli czas między piątym a dziesiątym rokiem od urazu związanego z gwałtem wojennym to poważne kryzysy zdrowotne.
      – Dochodzi do załamań, wracają traumatyczne wspomnienia. Dopiero po tym przychodzi żałoba, próba pogodzenia się ze stratami, które pociągnęła za sobą wojna. Ale gwałt już do końca życia jest w tle. To nie jest coś, o czym da się zapomnieć.

      Pisze pani w swojej książce „Gwałt: historia wstydu. Pamiętnik ocalałych", że w Kongu, prowincja Kiwu Północne, rejestruje się 46 gwałtów na godzinę. Oznacza to, że każdej doby zgwałcone zostają 552 osoby, w ciągu miesiąca – 16 560 osób, rocznie prawie 200 tysięcy.
      – Dzisiaj już więcej i mówimy tylko o przypadkach, które są oficjalnie zgłaszane. Badania opublikowane w 2011 roku w „American Journal of Public Health" (pismo Amerykańskiego Stowarzyszenia Zdrowia Publicznego) wskazują, że w latach 1998-2003 w Demokratycznej Republice Konga zgwałcono szacunkowo 2 miliony kobiet i dziewcząt. Byłam tam, pracowałam z ocalałymi.

      Dlaczego akurat tam?
      – To był rok 2017, przebywałam w Rwandzie, zbierałam do książki relacje ocalonych. Stamtąd chciałam pojechać do Burundi, jednego z najmniejszych i najbiedniejszych państw afrykańskich, gdzie w latach 1993-2006 miała miejsce wojna domowa. Walki toczyły się przez większość lat 90. i były wyjątkowo brutalne. Wiele osób straciło życie lub musiało uciekać. Szacuje się, że dziesiątki tysięcy kobiet dotknęła przemoc seksualna, w tym gwałty. Ale Rwanda nie chciała dać mi wizy do Burundi, udało mi się za to – nie do końca legalnie – przedostać do Gomy w Kongu. To stolica prowincji Kiwu Północne. Tam nawiązałam współpracę m.in. z lokalną organizacją pozarządową Sowers of New Hope (Siewcy Dobrej Nadziei), wspierającą dzieci i rodziny. Zostałam na miesiąc.

      W Kongu od 30 lat trwa wojna domowa. Kiwu Północne jest głównym dostawcą rud rzadkich metali, niezbędnych do produkcji telefonów komórkowych, konsol gier wideo czy laptopów. Nabywcami są korporacje, producenci elektroniki. Jeśli kiedykolwiek sytuacja w Kongu zostanie opanowana, a to obecnie najbardziej krwawy konflikt od II wojny światowej, ceny wzrosną. To, niestety, powoduje, że nikt nie jest zainteresowany interwencją i kosztowną misją stabilizacyjną. Wiele doniesień mówi o przemocy wobec dzieci. Byłam świadkinią śmierci pięcioletniej dziewczynki, ofiary gwałtu.

      Co opowiadają ocalone?
      – Po odkryciu kolejnych złóż bogactw naturalnych kradzież ziemi zawsze odbywa się w ten sam sposób: wpada oddział rebeliantów, podpala wieś, gwałci, torturuje. Potem zmuszają mieszkańców, w tym dzieci, do pracy w kopalniach. Dzięki eksploatacji zdobywają środki na broń, amunicję, przetrwanie.

      W ostatnim półtora roku dach nad głową straciło około trzech, czterech milionów ludzi. Wysiedleni ludzie trafiają do obozów przejściowych, zakładanych przez UNHCR i lokalne władze. Jest tam tak niebezpiecznie, że nawet międzynarodowe organizacje humanitarne nie chcą tam pracować. UNHCR daje namioty i nic więcej nie robi.

      JESZCZE JEDNO WIELKIE TABU
      Przemoc seksualna w trakcie wojny to?
      – Broń. Chodzi o unicestwienie przeciwnika także w sensie społecznym. Są już dowody na przemoc żołnierzy wobec dziewczynek i kobiet w Ukrainie. W Sudanie dzieci atakowane są w drodze do szkoły. Ciała kobiet stają się polem bitew w Afganistanie, Syrii, na Haiti, w Birmie, na Mali, w Libii… Raport ONZ za rok 2023 wskazuje na drastyczny wzrost przemocy seksualnej w strefach konfliktów w stosunku do roku 2022 – o 50 procent. Dane pochodzą z 21 krajów i dotyczą głównie kobiet i dziewcząt. Skok związany jest z inwazją na Ukrainę.

      Wszędzie tam potrzebne są niezbędne usługi, wsparcie, dostęp do wymiaru sprawiedliwości, ale przede wszystkim społeczność międzynarodowa musi dojść do konsensusu i uznać przemoc seksualną na równi z zakazaną bronią – chemiczną czy biologiczną. Ale to wciąż niemożliwe.

      Gwałt wojenny jest przecież zbrodnią przeciwko ludzkości.
      – Teoretycznie wszyscy wiedzą, że nie można gwałcić. Tylko żeby karać to, co jest międzynarodowo zakazane, każdy kraj powinien mieć w miarę klarowną definicję zgwałcenia. A nie ma jednej, ogólnoświatowej i ujednoliconej. W Ugandzie i Salwadorze gwałt jest przestępstwem, ale przestępstwem jest też akt seksualny pomiędzy osobami tej samej płci. Tym samym mężczyzna zgłaszający gwałt, którego padł ofiarą, może zostać oskarżony o sodomię. W Kolumbii przez dekady obowiązywało prawo, zgodnie z którym gwałty mogły zgłaszać jedynie kobiety, ponieważ prawodawstwo wykluczyło możliwość gwałtu na mężczyznach. Japonia do roku 2017 nie miała żadnej definicji. W Irlandii istnieje, ale zawiera opis tylko penisa i waginy, który musi bez zgody tę waginę penetrować. Prawo nie przewiduje zgwałcenia mężczyzny przez mężczyznę lub kobiety jako sprawcy. I tak jest w wielu krajach. Według prawa mężczyzna nie może być zgwałcony także w Malezji, Singapurze czy w Indiach.

      CDN...
      • diabollo Re: Gwałty wojenne 09.12.24, 07:27
        O czym to jest?
        – O wielkim tabu. Bardzo trudno nam przyjąć, że w czasie konfliktów zbrojnych przemoc seksualna dotyczy także mężczyzn i bywa dokonywana przez kobiety.

        Zderzyłam się z tym w czasie pandemii. W Nowym Jorku, gdzie mieszkam, Genocide Survivors Foundation (Fundacja Ocalałych z Ludobójstwa) organizuje dni pamięci wokół rwandyjskiej tragedii w 1994 roku. Najważniejszą częścią są spotkania z osobami, które przeżyły rzeź. W 2020 roku, z powodu pandemii, wszystko odbywało się online. I pomogło to wielu ocalałym opowiedzieć o zdarzeniach, o których nie potrafili powiedzieć twarzą w twarz. Jeden z mężczyzn, wówczas 11-letni chłopiec, doświadczył wielu form przemocy seksualnej, w tym gwałtu zbiorowego. Wzięło w nim udział pięć kobiet.

        Wiele osób uważa, że kobieta nie jest w stanie zgwałcić.
        – Jeśli zakładamy, że w sytuacji przemocy seksualnej chodzi tylko i wyłącznie o przyjemność dla sprawcy, to jesteśmy w błędzie. Podstawą jest poczucie wpływu, dominacji, chęć upokorzenia. Oczywiście bywa, że konsekwencją jest również satysfakcja seksualna, ale jej źródłem nie jest całowanie się, przytulanie, penetracja. Chodzi o władzę nad drugim człowiekiem.

        To może się odbywać na różne sposoby. Na przykład za pomocą – tak było wtedy w Rwandzie – przedmiotów. Albo poprzez masturbację, seks oralny, zmuszenie do wykonania określonych czynności.

        Mogłabym wymienić wiele aktywności, o których my, dorośli, wiemy, a którym zaprzeczamy, gdy myślimy o kobiecie jako sprawcy czy mężczyźnie jako ofierze.
        Dlaczego tak trudno przyjąć, że to spotyka także mężczyzn?
        – Ten, który został zniewolony, uprzedmiotowiony, upokorzony, nie pasuje do społecznego wizerunku mężczyzny. Poza tym ofiary gwałtu są zawstydzane przez społeczeństwo, niezależnie od tego, czy był to gwałt wojenny, czy niezwiązany z konfliktem i ludobójstwem. Ocalali wolą więc milczeć. Nikt nie chce zostać wykluczony.

        Panuje także silne przekonanie, że ocaleni powinni sobie poradzić. Żyjesz, to o co ci chodzi? A szukanie pomocy, jeśli nie jesteś kobietą, nie jest też proste. Nie szkoli się specjalistów do pracy z mężczyznami po doświadczeniu gwałtu.

        Do tego, gdy przyjrzymy się dyskursowi, choćby filmom, okaże się, że gwałty na mężczyznach zdarzają się wyłącznie w więzieniach. A jeśli wydarzyło się to poza murami zakładu karnego – to kolejny mit – mężczyzna zapewne jest homoseksualistą. Tymczasem zdecydowana większość mężczyzn, którzy deklarują to doświadczenie, to osoby o orientacji heteroseksualnej.

        Od zawsze padali ofiarami gwałtów?
        – Jak kobiety, od zarania dziejów. W badaniu z 2009 roku wykazano, że w 1980 roku w Salwadorze 76 procent więźniów politycznych płci męskiej doświadczyło gwałtów. W przypadku więźniów obozów koncentracyjnych w Sarajewie w latach 1992-1995 gwałt lub tortury o charakterze seksualnym zgłosiło 80 procent z nich.

        Jak mężczyźni mierzą się z tą traumą?
        – Najczęściej o tym nie mówią. A jeśli tak, to dzieje się to z powodów medycznych. Pracowałam z kilkoma mężczyznami po tego typu doświadczeniach, jednym z nich był żołnierz z Kosowa. Gwałcono go lufą karabinu lub urwaną nogą od stołu. Doznał brutalnych uszkodzeń wewnętrznych. Innym ocalonym był 19-letni wówczas chłopak z Bośni, gwałcony wielokrotnie przez serbskich żołnierzy w trakcie pobytu w „obozie koncentracyjnym". Serbowie stworzyli ich cztery, w każdym więzionych – głównie ludność cywilną – torturowano i głodzono. Setki zgwałcono, wielu kazano gwałcić się nawzajem.

        Konflikt zakończył się w grudniu 1995 roku, a mój rozmówca dalej nie mógł zaznać spokoju. Nikt nie chciał jego historii wysłuchać. A on wciąż miał przed sobą zapachy, twarze, sytuacje. Poznaliśmy się w 2014 roku. Wszyscy, żalił mi się, zatrzymywali się na tym, że doświadczył gwałtu i kiedy to miało miejsce. Tak było na przykład, gdy stanął przed rządową komisją, starając się o status pokrzywdzonego. A on bardzo potrzebował zostać wysłuchany. Słuchanie z zaangażowaniem jest kluczowym etapem pracy nad traumą.

        Niewiele też wiadomo o przemocy wobec osób nieheteronormatywnych.
        – Badania dotyczące doświadczeń osób LGBT+ w kontekście wojny praktycznie nie istnieją. Mamy publikacje historyczne przy okazji tematu Holocaustu, potem długo, długo nic i dopiero w latach 2000-10 pojawiają się raporty z Kolumbii. Te ostatnie z Syrii (2020 i 2023) pokazały, że orientacja jest wykorzystywana jako pole do nadużyć, np. aresztowań. Dochodzi do gwałtów i tortur w ośrodkach zatrzymań. Osoby LGBT+ w Syrii nie mają żadnej ochrony prawnej przed dyskryminacją.

        Napisała pani w książce: „W naszym psychologiczno-klinicznym świecie osoby ocalałe z gwałtów wojennych niemal nie istnieją – nie widzi się ich. Owszem, analizuje się traumę i PTSD, ale trauma ocalałych pozostaje w cieniu". Nie istnieją żadne procedury terapeutyczne.
        – Powstało wiele opracowań mówiących o psychologicznych konsekwencjach zgwałcenia w ogóle, ale nikt nie analizuje, jak pracować z osobą, która padła ofiarą tego przestępstwa w trakcie wojny. Mimo że dotyczy to milionów ludzi. Psychoanaliza to dziedzina opisująca człowieka w każdym możliwym aspekcie. Wszystko tam znajdziemy, oprócz doświadczenia gwałtu wojennego. To zaskakujące.

        Dlatego opracowałam własne narzędzie terapeutyczne – SERS, pozwalające ocalonym zrozumieć naturę traumy, uleczyć jej skutki. Wskazuję też na konieczność współpracy różnych specjalistów (terapeutów, lekarzy, prawników), w zależności od sytuacji i kontekstu kulturowego.

        Jak wytłumaczyć brak procedur, wielką lukę badawczą?
        – Temat gwałtów wojennych ignorujemy od dekad, także w Polsce. Pomorze, Kaszuby, marzec 1945, marsz Armii Czerwonej. Kobiety wolały się utopić, niż zostać zgwałcone. Z tych zbrodni rodziły się dzieci. Nie ma żadnego opracowania mówiącego o tym, jak było żyć z tym piętnem. Pisząc doktorat, wróciłam do ocalonych m.in. z ludobójstwa w Rwandzie czy wojny w Bośni i Hercegowinie. Konsekwencje, społeczne czy zdrowotne, ciągnęły się przez 20 lat. Wszystkie badane mówiły o zdradzie autorytetów: nie otrzymały odpowiedniego wsparcia od profesjonalistów medycznych, społecznych, prawnych, ale też własnych rodzin.

        Pewnie naukowcom trudno o rozmówców.
        – Kiedyś opowiedziano mi historię z Kaszub. Gdy Rosjanie weszli do wioski, pewna rodzina schowała się w ziemiance. Sąsiedzi, by siebie uchronić, powiedzieli o nich. Żołnierze stanęli przed ziemianką i oznajmili, że albo wyjdzie jakaś dziewczyna, albo wrzucą do środka granat. Rodzina oddelegowała najstarszą córkę. Wyszła i w ten sposób ich uratowała. Myli się teraz ten, kto myśli, że spotkała ją za to wdzięczność, opieka.

        A co?
        – Nikt nawet nie zawiózł jej do lekarza, a wkrótce usłyszała, że przynosi wstyd. Bo po wsi zaraz się rozeszło, ludzie zadawali pytania, wytykali. Rodzina radziła sobie z wyrzutami sumienia, obwiniając dziecko. Tu dochodzimy do kolejnego mitu. W Afryce jest takie powiedzenie, że aby zgwałcić kobietę, potrzeba całej wsi. Gwałt jest zwykle doświadczeniem, o którym wszyscy wiedzą. Teza, że jest lub był zupełną tajemnicą, służy tym, którzy nie zareagowali.

        Zawsze ktoś widzi, słyszy, towarzyszy.

        Wielopokoleniowe poczucie winy. To dlatego źle myślimy o zgwałconych?
        – Myślimy źle, bo tak jest łatwiej. Teraz to jest bardziej ucywilizowane. Mówimy: „Współczujemy, osoby zgwałcone powinny mieć dostęp do terapii". Jakby terapia miała wszystko załatwić. Dać pracę, wpłynąć na polityków, społeczne myślenie, systemy pomocowe. To jak z dziećmi. Często rodzice wysyłają je na badania, a potem okazuje się, że to oni powinni iść na terapię, dziecko reprezentuje tylko problemy dorosłych. Jako społeczeństwo jesteśmy jak patologiczna rodzina, udająca, że wszystko jest OK. A kłopot w tych pojedynczych osobach, które się wyłamują.

        CDN...
        • diabollo Re: Gwałty wojenne 09.12.24, 07:29
          WYBACZENIE
          Wspomniała pani o dzieciach z gwałtów wojennych.
          – Globalnie uważamy, że to tylko nieunikniony efekt uboczny, a nie krzywda. Nie ma mowy o odpowiednich środkach zaradczych.

          Jakich?
          – W Bośni matki, które rodziły się w wyniku gwałtów dokonywanych przez Serbów, były pannami, nie mogły dostać aktu urodzenia. Bo w Bośni w latach 90. dziecko musiało mieć dwoje rodziców. Prawie 30 lat trwało uregulowanie tej prostej kwestii, by dzieci urodzone w wyniku gwałtów wojennych mogły się starać o uzyskanie statusu pokrzywdzonego. Do tego czasu były stygmatyzowane.

          Czyli?
          – Najlepiej o tym nie rozmawiać, nie zajmować się, nie widzieć jako problemu. A jeśli już, to przecież matka sobie radzi, wyszła za mąż, sytuacja zażegnana. To powoduje, że rodzi się kolejne pokolenie poszkodowanych. Nikt nie daje możliwości dochodzenia swoich praw. Jedyną zarejestrowaną organizacją zrzeszającą dzieci urodzone z gwałtów wojennych jest stowarzyszenie Forgotten Children of War (Zapomniane Dzieci Wojny) w Bośni i Hercegowinie.

          Co czują takie dzieci jako osoby dorosłe?
          – Zwykle nie wiedzą, kto jest ojcem. Bywały wyśmiewane, piętnowane. Najpierw matki ukrywają przed nimi prawdę, później dostrzegają, że stanowią tabu. Rzadko chcą o tym mówić. Bardzo się wstydzą, czują winne.
          W Kongu poznałam Alaina. Miał 19 lat, angażował się społecznie, był dzieckiem z gwałtu. Kiedy ojczym zaproponował jego matce małżeństwo, nie myślała długo. Takie propozycje nie zdarzają się często, bo w tej kulturze zgwałcona kobieta jest brudna. To był mężczyzna, który miał już swoje biologiczne dzieci i nigdy nie podniósł na nie ręki. Ale Alaina i jego matkę bił okrutnie. Raz złamał mu nos, innym razem rękę. Nazywał go bękartem i pomiotem. Mimo tak trudnego życia Alain skończył studia, dziś ma lat 33 i jest prawnikiem. Założył fundację, pomaga kobietom i dzieciom doświadczonym przemocą. Ojczymowi wybaczył.

          To z tego powodu wiele kobiet 50 lat temu wyemigrowało z Bangladeszu do Indii, by tam urodzić dzieci?
          – Wojna o niepodległość w Bangladeszu była niezwykle okrutna. Kobiety i dziewczęta były gwałcone i torturowane. Zachodziły w niechciane ciąże, doznawały traum. A kiedy wojna się skończyła, oczekiwano od nich, że postawią rodziny na nogi.

          Mówi się, że w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości życie odebrało sobie 50 tysięcy kobiet i dziewcząt – właśnie z powodu zaniedbań społecznych, nieznośnego poczucia wstydu, braku opieki psychiatrycznej. Wiele z tych, które postanowiły przetrwać, wyjechało.

          SYNDROM SZTOKHOLMSKI
          Kiedy pierwszy raz pojechała pani do Ukrainy?
          – We wrześniu 2022 roku, by pracować z osobami z doświadczeniem gwałtu, tortur, byłymi więźniarkami Rosjan. W Ukrainie od trzech lat działała odnoga międzynarodowej organizacji SEMA. W każdym kraju zakładają ją ocalałe – organizują szkolenia, oferują pomoc psychologiczną, prawną, socjalną. Edukują mieszkanki małych miejscowości. Pojechałam tam z ramienia kongijskiej Mukwege Foundation, szkoliłam kolejne członkinie SEMA. Kobiety opuszczają więzienia – konflikt zbrojny w Ukrainie trwa przecież od lutego 2014 roku, kiedy to Rosjanie zajęli Krym i zaatakowali Donbas – nabierają dystansu i angażują się na rzecz pozostałych.

          Szkolenie?
          – Wyjaśniałam, czym jest trauma, pokazywałam, czego w pierwszych dniach potrzebują ocalałe. Bardzo intensywne, poruszające spotkania. I trudne. Gdy byłam w tym roku, wybił problem syndromu sztokholmskiego. Uczestniczki warsztatów opowiadały, że wracają kobiety – z dłuższej lub krótszej niewoli w obozach pracy – i mówią, że są zakochane w sprawcach. Albo że, owszem, zmusił do seksu, ale przynajmniej nie zostały zabite. I że ten mężczyzna uratował im życie. To budziło opór, złość, brak zrozumienia u członkiń SEMA.

          Syndrom sztokholmski powstał, by wyjaśnić, dlaczego niektórzy nie reagują na swoją sytuację agresją czy ucieczką, wykazują empatię wobec oprawcy. Tłumaczy stan psychiczny, a bywa używany pejoratywnie.
          – Sugeruje się w ten sposób, że ofiara nie jest lub nie była w stanie właściwie ocenić swojej sytuacji. To przerzucanie odpowiedzialności. W ogóle termin ten, co nie ma potwierdzenia w badaniach, sugeruje pozytywną reakcję emocjonalną, zakłada wzajemną troskę, ale ta wzajemność nie istnieje w przypadkach porwania, nadużycia i zagrożenia życia. Wtedy, jeśli już, pojawia się uległość. Jak wykazała w 2023 roku grupa badaczy pod przewodnictwem dr. Stephena W. Porgesa, za tę reakcję odpowiada neurofizjologia, czyli nasz układ nerwowy działający z poziomu przetrwania. Robimy to podświadomie.

          A ocalałe z SEMA pytały swoje rozmówczynie: „Ale co ty mówisz, nie można kochać sprawcy!". Tamte się broniły, więc nie utrzymywały się w grupie.

          To, co w takiej sytuacji należy robić?
          – Stabilizować układ nerwowy, przywracać wrażliwość. Nie wchodzisz w to, co mówi ocalała, nie edukujesz. Pracujesz z ciałem, nad poczuciem bezpieczeństwa.

          I co potem?
          – Przyglądasz się, czy jest zmiana. Zazwyczaj po pewnym czasie stan ocalonych zaczyna się poprawiać, docierają do nich konsekwencje, można rozpocząć etap psychoterapii. Zdarza się, że nie chcą przejść tego procesu. Wtedy do końca życia mogą nie uważać, że zostali straumatyzowani.

          A ukraińscy mężczyźni?
          – Ostatnio, w ramach SEMA, zawiązała się pierwsza grupa męska. Liczy 70 osób. To byli żołnierze i osoby przetrzymywane w rosyjskich więzieniach, po doświadczeniu gwałtu i tortur. Spotyka to obecnie prawie wszystkich jeńców. Według statystyk ukraińskiej prokuratury generalnej udokumentowano już 310 przypadków przemocy seksualnej popełnionej w czasie wojny. Większość ofiar to kobiety, jest ich prawie 200. Reszta to mężczyźni (113) i dzieci (15). Wiek: od 4 do 82 lat.

          Swój raport opublikowała Rada Bezpieczeństwa ONZ. 263 przestępstwa, sprawcy to rosyjscy żołnierze, organy ścigania, służby więzienne. Ponad połowa (163) ofiar to mężczyźni, 83 osoby to kobiety, 10 to nieletnie dziewczynki, a dwie – nieletni chłopcy. Skąd różnice?
          – Różne źródła, inne grupy badawcze. Natomiast nikt nie ma wątpliwości, że to ułamek pokrzywdzonych. Skala jest bezprecedensowa, jak ocenia kolumbijska organizacja All Survivors Project, wspierająca mężczyzn doświadczonych przemocą seksualną.

          Na ten moment jest trudno, bo żołnierze wracają z frontu, a psychoterapeuci mają kilka dni, by chociaż część postawić na nogi. W kilka dni niewiele można zrobić. Ale jest świadomość konsekwencji. Instytut Psychologiczny w Kijowie szkoli terapeutów w całym kraju.

          Ukraina ma szanse być wyjątkiem, jak Kolumbia?
          – To pierwsze miejsce na świecie, gdzie zawiązały się grupy ocalałych mężczyzn. Kolumbijczycy na równi z kobietami domagają się sprawiedliwości, uznania krzywd. Wywalczyli zmianę definicji zgwałcenia, bo prawodawstwo wykluczało możliwość gwałtu na mężczyznach. Ukraina też idzie w realność zjawiska i być może to kolejny krok, by świat zobaczył przemoc seksualną w pełni.

          Kontakt z autorką wywiadu przez stronę katarzynawlodkowska.pl
    • diabollo Re: Gwałty wojenne 09.12.24, 07:31
      Ten artykuł to dobra ilustracja jak wygląda rzeczywistość wojenna vs. "polityka historyczna" np. w Polsce.

      Kłaniam się nisko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka