diabollo
09.12.24, 07:23
wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,31521909,gwalcili-nawet-osmioletnie-dziewczynki-i-strzelali-do.html
Gwałcili nawet ośmioletnie dziewczynki i strzelali do chłopców, którzy próbowali chronić swoje matki
Katarzyna Włodkowska
Okrążyłam glob kilka razy, przeprowadziłam 347 wywiadów z kobietami z różnych krajów, które przeżyły gwałt wojenny.
Z WIOLETTĄ REBECKĄ, PSYCHOANALITYCZKĄ Z WIELOLETNIM DOŚWIADCZENIEM W PRACY KLINICZNEJ Z TRAUMĄ I SYNDROMEM GWAŁTU WOJENNEGO, AUTORKĄ KSIĄŻKI „GWAŁT: HISTORIA WSTYDU. PAMIĘTNIK OCALAŁYCH", ROZMAWIA KATARZYNA WŁODKOWSKA
Wyjazd, od którego wszystko się zaczęło?
– Tanzania, 16 czy 17 lat temu, Nyarugusu, obóz dla uchodźców. Spotkałam tam dziewczynę z dwójką dzieci, urodzonych w wyniku gwałtów w Rwandzie. O oprawcy mówiła „wujek", choć – gdy ją gwałcił – miała dziesięć lat. Nie mogłam pojąć jej perspektywy. Nie czuła złości, mówiła, że dzięki niemu nie gwałcili jej inni. Dzieci bardzo kochała i marzyła, że kolejnym krokiem będzie Norwegia.
Norwegia?
– Bo tam jest zimno i nie ma malarii. To częste u afrykańskich ocalonych – chcą uciec jak najdalej. Dotarła wtedy do mnie złożoność i nieoczywistość tych sytuacji. Ta kobieta po tym wszystkim, co przeszła, miała poczucie siły i sprawczości. Chciała, jak to określiła, normalnego życia – dla siebie i dzieci. Wtedy przypomniałam sobie babcię.
Która przeszła przez nazistowski obóz koncentracyjny Ravensbrück.
– Moja wiedza o losach babci pochodziła tylko od niej i od jej siostry. Według przekazu babci w grudniu 1943 roku trafiła do obozu, mając zaledwie szesnaście lat. Była jedną z osiemdziesięciu sześciu zdrowych młodych kobiet i dziewcząt, które naziści wybrali na obiekty doświadczalne. Symulowano na przykład obrażenia doznawane na polu bitwy: łamano kości, rozrywano nerwy i mięśnie. Gdy narzekała później na zdrowie, twierdziła, że to konsekwencja nazistowskich „badań". Po pięćdziesiątce na szyi wyrósł jej guz.
Bo naziści w Ravensbrück badali też skuteczność nowych leków, w tym sulfonamidów, jednych z pierwszych antybiotyków. Infekowali rany, a potem robili wszystko, by infekcja była jak najpoważniejsza – zakażali paciorkowcem, tężcem. Babcia powtarzała, że jej nowotwór, zlokalizowany na szyi, był właśnie ich skutkiem. W to miejsce robiono jej zastrzyki.
Kiedy wiadomo już było, że nadciąga rosyjska Armia Czerwona, naziści zmusili około 11 tysięcy więźniarek do opuszczenia obozu. Kobiety ruszyły na północny zachód Niemiec w tzw. marszach śmierci. Około 3500 z nich zostało w Ravensbrück, były zbyt osłabione. Jedną z tych kobiet była moja babcia.
Nigdy o tym nie mówiła. Dowiedziałam się w szpitalu, gdzie w wieku 68 lat trafiła po wylewie. Gdy lekarze ją wybudzili, zwróciła się do mnie: „Czemu mi to zrobiłaś?".
Nie chciała żyć?
– Powiedziała, że nie chce o tym pamiętać, a pamięta codziennie. Wtedy pojęłam, dlaczego od zawsze dręczyły ją migreny, walczyła z bezsennością i uzależnieniem od leków przeciwlękowych. Miała też obsesyjną potrzebę kontroli najbliższych. Zawsze musiała wiedzieć, gdzie jesteśmy, a mi kazała nosić długie majtki. Z nogawkami przed kolana, tzw. reformy.
Po co?
– Przekonywała, że „złapię wilka". Myślę, że to był jej sposób na zabezpieczenie mnie przed potencjalnym atakiem seksualnym.
I nosiła je pani?
– Nie, ale pakowała mi je do plecaka przy okazji każdego wyjazdu. Babcia radziła sobie z traumą gwałtu, tłamsząc ją. Zupełnie inaczej niż ta młoda dziewczyna z Tanzanii. Poczułam potrzebę zrozumienia, poszłam za tym, zaczęłam współpracować z organizacjami humanitarnymi. Od tego czasu okrążyłam glob kilka razy, zjeździłam całą Afrykę, nie licząc Madagaskaru, przeprowadziłam 347 wywiadów z kobietami z różnych krajów, które przeżyły gwałt wojenny. To nieustający proces pracy także nad sobą.
80 TYSIĘCY DOLARÓW ZA POZEW
Nie ma żadnych oficjalnych statystyk dotyczących gwałtów wojennych. Jak to możliwe?
– Myślę, że chodzi o ukrywanie ich politycznego wymiaru. Rok temu zapoznałam się z fragmentami raportu, który w 1949 roku sporządził brytyjski Secret Service. Analizowano w nim skalę masowych gwałtów na Niemkach pod koniec II wojny światowej i po wyzwoleniu Berlina w maju 1945. Raport – do 2023 roku – był utajniony. Jest to dokument szokujący.
Okazuje się, że już w 1949 roku jasne było, że krzywdzili nie tylko żołnierze Armii Czerwonej. Niemieckie kobiety gwałcili też, na mniejszą skalę, żołnierze polscy, francuscy i amerykańscy. Podczas ucieczki na Zachód i okresu wypędzeń niemieckie dziewczęta i kobiety dopadane były przez Czechów, Serbów i Słoweńców. Wcześniej gwałcicielami byli niemieccy żołnierze i członkowie oddziałów SS. Wiele z tych ofiar było krzywdzonych wielokrotnie, dziś szacuje się, że aż połowę – z setek tysięcy, jeśli nie milionów – spotkały gwałty zbiorowe.
Raport z 1949 roku mówi o kobiecie w Gdańsku, którą Rosjanie zgwałcili w ciągu jednej nocy ponad 30 razy. Swoje ofiary zamknęli w kościele, całą noc bili w dzwony, grali na organach i „celebrowali". Gdański duchowny oświadczył później: „Gwałcili nawet ośmioletnie dziewczynki i strzelali do chłopców, którzy próbowali chronić swoje matki".
CDN...