lek_na_sraczke
28.07.07, 13:01
O Jezu, jaka ta uczelnia jest dziwna!
Musiałam wczoraj tam się zawlec, żeby potwierdzić chęć studiowania
administracji od października. Zajechałam tramwajem, wysiadłam, przeszłam
przez chodniczek przed budynkiem jak po wybiegu dla modelek (lol; oczywiście
po obu stronach chodniczka na ławkach pełno ludzi - nie wiem dlaczego
studenci w wakacje przesiadują pod uczelnią, ale dobra), weszłam do środka.
Byłam pewna, że nie będzie żadnych kolejek, bo przecież gdy byłam tam składać
podanie widziałam tylko jednego kandydata, więc lekkim kroczkiem poszłam za
strzałkami "kasa --->". A ta kasa... Dajcie spokój, co to w ogóle ma być?
Jakaś wielgachna jak na poczcie! No ludzie, po co takie coś na uczelni to ja
nie wiem. A pod nią wielgachna kolejka jak stąd nad morze! Zapytałam jakiś
ludzi o co w tym wszystkim chodzi, a oni powiedzieli, że muszę wypełnić sobie
druczek i stanąć w kolejce. Polazłam po druczek do okienka (oczywiście na
chama wryłam się przed nos jakiemuś chłopakowi) i zamiast jak normalny
człowiek usiąść przy stoliczku i go wypełnić, stanęłam w kolejce i zaczęłam
po nim bazgrać w powietrzu. Po jakimś czasie, kiedy już widziałam kobietę w
kasie, zauważyłam, że na okienku jest naklejony jakiś papier - wzór jak
wypisać druczek. Spojrzałam na moją pomiętą kartkę i dotarło do mnie, że
wypełniłam ją kompletnie inaczej. Coś tam skreśliłam, coś dopisałam, wyszły z
tego niezłe bochomazy i taki zgnieciony świstek wręczyłam babce w kasie. Ta
prychnęła z niesmakiem, ale przyjęła 9 zł i dała mi dowód wpłaty. Po
zapakowaniu tego wszystkiego w teczkę, ruszałam w stronę dziekanatów. Weszłam
na korytarz, a tam znowu wielkie kolejki. Szłam sobie, czytałam wszystkie
napisy na wszystkich drzwiach, aż doszłam na sam koniec korytarza. Na
drzwiach przed którymi stało około 100 osób, przeczytałam "Dziekanat Wydziału
Humanistycznego", więc zapytałam kto ostatni i takie tam. Potem zaczęły się
nudy, bo trzeba było tak stać z dwie godziny.
Stojąc jak kołek mogłam zrobić pełną analizę ludzi z mojego Wydziału.
Patrzcie:
98%- dziewczyny. Od kobiet po trzydziestce i piętnastolatek, przez ładne i
brzydkie, mądre i głupie, aż po dziwne. Normalnych brak. [Oczywiście
pomijając mnie, ale siebie w tę analizę nie włączam, lol :P)
2% (to jest 2 sztuki)- chłopaki. Super dokładnej analizy nie zrobiłam, bo
ciążko ją zrobić na tak nielicznym obiekcie badawczym, ale pierwszy to jakiś
dziwak. Na nikogo nawet nie spojrzał, tak jakby bał się, że go ludzie zabiją
wzrokiem. Albo tak jakby był w jakimś transie. Nie wiem, nie lubię takich
ludzi. W ogóle nie lubię jak ludzie nie nawiązują kontaktu wzrokowego.
Drugi - uwaga! filozof! Jak przyszłam i go zobaczyłam, od razu stwierdziłam,
że idelanie pasuje do "opisu folozofa", a potem sam mi powiedział, że idzie
na filozofię. Haha :D
Po jakiejś godzinie stania jak cieć, na horyzoncie zamajaczyła jakaś postać.
Patrzę, a tu w stronę najbardziej żałosnego skupiska ludzi w całej AP idzie
taki przystojniak! I to jeszcze nie jakieś dzieciak, a facet po dwudziestce.
Myślę: "Chodź na administrację, proszęęęęę!". Facet rzeczywiście przyszedł,
ale tylko pod Wydział i tak sobie stał przez jakieś pół godziny. Ani w
kolejece, bez teczki i w dodatku chyba wyznawał te same zasady co facet numer
1, bo też nie zaszczycił nikogo spojrzeniem, tylko gapił się w swój czubek
nosa. Pomyśłałam, że jednak z niego dziwak, więc lepiej, żeby nie szedł na
moją administrację. Po kolejnej godzinie stania w kolejce, okazało się, że
ten facet już studiuję na AP i to od kilku lat, a przyszedł pod dziekanat bez
celu.
No nie, co za palant. Chyba przylazł lansować się wśród najmłodszej części
społeczeństwa tej uczelni. Ludzie są nienormalni! :/
Za pół godziny, kiedy byłam już jakiś kilometr przed drzwiami, z dziekanatu
wyszłam jakaś babka i zapytała ludzi stojących najbliżej (w tym mnie) na jaki
kierunek idziemy. Usłyszała socjologię, politologię, itp. i kazała nam
czekać, a wzięła ostatnią osobę w kolejce, która przyszła dosłownie minutę
wcześniej i szła na filologię jakaś tam. Szok :/ Gdy ta dziewucha wreszcie
wylazła z dziekanatu, bez żadnych ceregieli wkroczyłam bojowo nastawiona do
tego pokoiku i walnęłam ostro do pań obijających się, że chcę potwierdzić
administrację. Popatrzyły na mnie krzywo, ale pozwoliły wejść. Dałam im
jakieś papiery, musiałam złożyć podpis na liście przyjętych (i tu też
przeżyłam szok, bo 99% osób już potwierdziło, nawet olimpijczycy mający
100/100 punktów!) i uciekłam stamtąd.
:D:D
Nie wie ktoś czy na amerykanistyce na UJ zwolnią się jakieś miejsca???