Dodaj do ulubionych

Czy to dzieci, czy potwory?!?!?!

28.10.04, 19:08
W ostatnich miesiącach w Bielsku dwójka dzieci trafiła do szpitala pod
wpływem alkoholu. I nie byłoby to nic szczególnie dziwnego. Takie rzeczy sie
zdarzają. Jednak owe mlode istoty (10 - letni chłopak i drugi troche starszy)
nie upily sie same. Alkohol został im wlany na siłe, przez grupę starszych
nastolatków!!!
Jeden z chlopaków zostal znaleziony, nieprzytomny pod Łysa Górką w stanie
wychlodzenia organizmu 33 stopnie. Malo brakowalo a zamarzłby na śmierć. Na
dzieciecym oddziale dochodził do siebie kilka dni. Z jego opowiesci wynikało,
że został sila zabrany z pod bloku przez starszych chłopaków pod groźbą
pobicia. kilku go trzymało i wlewało wódkę do gardła. Po wszystkim zostawili
go samego i uciekli. Chłopak miał ok. 3 promili alkoholu. Bardzo to przeżył.
(nikt się chyba zreszta nie dziwi) Jeszcze nie zdązył sam spróbować, a juz
musiał przechodzić zatrucie alkoholowe.

Nowy sposób zabicia nudy, niewinna zabawa, a moze objawy wypaczenia??? Co sie
dzieje? Z kąd sie biorą takie pomysły w głowach nastolatków?
Obserwuj wątek
    • bielszczanin Re: Czy to dzieci, czy potwory?!?!?! 28.10.04, 20:38
      Nie wiem, ale według mnie to przede wszystkim winna jest bieda.
      - być może ta materialna (i rodziców i miasta - być może nie mają
      tym "potworom" czego zaproponować)
      - ale i bieda emocjonalna - tu obwinię rodziców i pedagogów, chociaż Ci ostatni
      mają już coraz mniejszy wpływ. Co z wychowaniem? Pewnie nikt się nimi (tak na
      prawdę) nie interesował. Tak, najwięcej na sumieniu mają rodzice.
      A tak naprawdę to słów brakuje.
      • marzena5510 Re: Czy to dzieci, czy potwory?!?!?! 29.10.04, 13:17
        bielszczanin napisał:

        > Nie wiem, ale według mnie to przede wszystkim winna jest bieda.
        > - być może ta materialna (i rodziców i miasta - być może nie mają
        > tym "potworom" czego zaproponować)

        Być moze bieda, chociaż uwazam ze z biedy nie krzywdzi sie drugiego czlowieka.
        Z biedy mozna cos ukrasć, "pobawic się" w niszczenie czyjegos dobra, albo
        ewentualnie samemu sie napic (idąc przykładem swoich rodziców, którzy nie
        zawsze, ale często piją z biedy). Ale wlewać komuś na siłe alkohol? Przepraszam
        bardzo ale to już chyba zboczenie. I tu sie zaczyna rola rodziców i
        wychowawców!!!

        > - ale i bieda emocjonalna - tu obwinię rodziców i pedagogów, chociaż Ci
        ostatni mają już coraz mniejszy wpływ. Co z wychowaniem? Pewnie nikt się nimi
        (tak na prawdę) nie interesował. Tak, najwięcej na sumieniu mają rodzice.
        > A tak naprawdę to słów brakuje.

        Interesowac sie a INTERESOWAĆ to jest duza róznica. Sama jestem rodzicem i siłą
        rzeczy dzieckiem równiez byłam.
        Można sie dzieckiem interesować biernie, to znaczy kontrolować jego poczynania,
        wydając zakazy, nakazy, polecenia i egzekekwowac ich wykonanie (często
        całkowicie bezskutecznie). I to jest pujście na latwiznę.
        Mozna również czynnie uczestniczyć w rozwoju dziecka poprzez chociażby próbę
        zrozumienia jego problemów, pomoc, rozważanie pewnych spraw wspólnie, nie
        narzucając z góry swojego zdania. A to jsz jest prawdziwym wyzwaniem dla
        rodzica. Zrozumiec dziecko - nie latwa rzecz.
        Ale podstawa to do dziecka mówic, mówić, mówić... jak być powinno, co jest
        dobre. Zawsze cos młodej istocie w glowie zostaje z tej mowy.
        I niech nikt nie mówi że rodzice nie mają czasu na rozmowe z dzieckiem, na
        umoralnianie. Bo na to zawsze powinien byc czas. Byl czas na zrobienie dziecka,
        musi być na wychowanie.
        Pedagodzy, wychowawcy.... Czy zwyklego magistra polonistę, historyka, plastyka
        mozna nazwać pedagogiem? Chyba niezabardzo. Kedy ja uczyłam sie w
        Bielskiej "Trójce" (którą niezwykle cieplo i sympatycznie wspominam) byli tam
        pedagodzy z prawdziwego zdarzenia, którzy rzeczywiscie potrafili lekcję
        poświęcić sprawom wychowawczym i potrafili ucznia zainteresować swoimi
        wywodami, umoralnić. Umieli inteligentnie skrytykować zachowania uczniów,
        którzy choć pozostawali anoinimowi, czuli na sobie tę krytykę i myśle że to
        było dobre i skuteczne.
        Obecnie nie wymagałabym od nauczyciela więcej niz informacji o moim dziecku i
        jego zachowaniach. Nie wierze że dzisiejszy nauczyciel jest w stanie pomóc mi w
        wychowaniu mego dziecka (I wcale tego nie oczekuje). Dobrze by było żeby kazdy
        potrafil nauczyć przedmiotu. I nie to zebym nie szanowała nauczycieli, wrecz
        przeciwnie - jestem pełna podziwu tym którzy z własnej woli zdecydowali się
        nimi zostać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka