markochmeleski.1
26.10.08, 19:58
przed chwilą obejrzałem zmontowany na yoy tube "apel wojskowy" i tak mi się
przypomniał, przy okazji, mój pobyt w wojsku. W wojsku w którym trzeba było
być dwa lata, w którym była prawdziwa "fala" i przez które sie przeszło i całe
życie wspomina.Wojsko które miało ubrania wyjściowe gdzie żołnierz na
przepustce czy urlopie wyglądał jak żołnierz.Wiem, że to bylo LWP, że to była
komuna itd.Tych z zasadniczej g..o to a nie obchodziło. Pobór był pobór.
Oczywiście "jesień" (październik) albo wiosna (kwiecień) w innych miesiącach
to byli "pingwini" albo "dziki".Służbę zaczynałem jako "kot", po pół roku
byłem "przycięty" na "ogona", po roku pasowany przez swoich "dziadków" na
"dziadka" i mogłem w końcu usiąść lub położyć się na łóżko w ciągu dnia, po
półtorej zostawałem "rezerwą", 150 dni przed końcem zaczynałem obcinać falę i
odstukiwać łyżką o tacę po obiedzie dni do końca w myśl zasady:obiad zjedzony,
dzień zaliczony, na 49 dni przed końcem zostawało się cywilem, dociągało się
pas i opinacze przy butach, wyglądem człowiek upodabniał się prawie do
nowowcielonego :) I tak kończyło się służbę.
Ja wiem, że w tym wszystkim wiele rzeczy było prymitywnych i tandetnych.
Przynajmniej ja, przeszedłem przez służbę w pełni tego świadomy. Cierpiałem
jako "kot", sam będąc wyrozumiały dla "kotów".Dziś po "oczku" wyjścia do
cywila, trochę inaczej na to patrzę i uważam, że fala (w pewnych granicach)
była korzystna dla samej armii nie mówiąc, że kształtowała, w pewnym sensie
,charakter.
To tyle na początek :)