kochamchelm
26.08.05, 20:05
Cyrk przyjechał!
Pan Tusk pokazuje zdjęcie: jakaś zawieszona na linie, zakutana w ciepłą
kurtkę postać, myje szyby wieżowca. Twarzy nie widać – pewnie skryta przed
bezpieką. – To ja, mówi z dumą „prezydent Tusk”, na bilbordach boleśnie
wykastrowany ze swojego „Donalda”. Tak za komuny tyrałem. Rodzina do dziś go
podziwia. Ale w telewizji pojawia się jego kolega i mówi: w życiu! To nie on.
Wykastrowany ze swojego „Donalda” „prezydent Tusk” mówi, że kolega jest
rozgoryczony i że on go rozumie.
Pan Kaczyński pokazuje „pana Witka”, który nadzieję na poprawę swego losu
widzi w PiS. Ale okazuje się aktorem, członkiem PO zresztą, występującym w
filmie PiS za pieniądze, bo jak każdy aktor i on żyje z udawania. Podobnie
jak inni zwolennicy tej partii, za pieniądze zwiezieni przed kamery z
Włocławka.
W radiu wykastrowany ze swojego „Donalda” „prezydent Tusk”, trochę sepleniąc
i bardzo gulgocząc, wyszczebiotał radośnie, że właśnie ustalił z panem
Kaczyńskim, że w ich niedalekim już wspólnym rządzie, będzie obowiązywała
zasada: czyje zwycięstwo, tego podatki. Podatki, jak wiadomo są jedną z wielu
kości niezgody tych dwóch zaprzyjaźnionych partii: PO zapowiada podatek
liniowy, PiS chce zmniejszyć stawki, ale zachować zasadę progresji i stosować
mechanizmy pro-rodzinne. Pan Kaczyński natychmiast zdementował to, co
powiedział jego wykastrowany z „Donalda” rozmówca. Prywatny, jak się na
dodatek okazało, bo rozmowa między obu panami była prywatna.
To dobrze wróży publiczności politycznej, na wypadek, gdyby wykastrowany
z „Donalda” rzeczywiście został prezydentem. Będzie wesoło! Pogada sobie na
przykład wykastrowany z „Donalda” Tusk prywatnie z Bushem o naszym dalszym
udziale w misji irackiej, z Blairem o planach akcji przeciwko terrorystom, z
Chirackiem, dajmy na to, o wojskowej aparaturze łącznościowej, a potem o tym
wszystkim opowie w radiu … W tej sytuacji pan Kaczyński dokonał jednak jak na
siebie czynu heroicznego, czyli zachował zimną krew. Zdementował co prawda
informacje wykastrowanego z „Donalda” „prezydenta Tuska”, ale całe
nieporozumienie zwalił na dziennikarzy. Co też dobrze rokuje na przyszłość,
bo przecież wykastrowany z „Donalda” nie będzie jedynym gadułą w przyszłej
ekipie, która sobie nami porządzi. Co prawda Gilowską zdążyli spuścić przed
kampanią, ale Rokity nie zdążyli, a ten to dopiero potrafi dać czadu – słowa
cisną mu się na usta niczym pociski z podajnika ckm „Maxim”. A i PiS sroce
spod ogona nie wypadło, też ma swojego Dorna. Będzie co dementować. Może
nawet specjalną gazetę trzeba będzie założyć: „Dementi”, na przykład … Albo
jakoś inaczej, żeby nie kojarzyło się z „demencją”, bo to obciach.
Jan Kabaret