Dodaj do ulubionych

O ramionach i wypełnianiu tychże, niekoniecznie...

27.05.10, 01:41
... potomkiem.

Czyli pasje w Jeżycjadzie. I wśród czytelniczek Jeżycjady.

Bo chyba jednak nieszczęsna Róża z jej idiotycznym "całe życie byłam pustym
inkubatorem bez zainteresowań" jest wyjątkiem nawet na skalę Jeżycjady.

Lecąc nieco chronologicznie:

Julii Zak ramiona wypełnia (prócz Toleczka) szeroko pojęta sztuka plastyczna.
Mamie Zakowej także (te hipcie!)
Obserwuj wątek
    • staua Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 01:45
      Pulpa zbierala popielniczki, a potem przeobrazila sie w monstrum,
      ktorego zycie wypelniaja same pasje, od sadzenia drzewek, przez
      kuchnie, ogrod, pszczoly, konie, dzieci, nie wiem sama co jeszcze.
      Pyza daleko w tyle.
      • tygrys2112 Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 01:53
        A rower, na którym jechała do Środy? ;) :P

        BeBe miała swój Brulion. :) Też nie dużo w sumie.
        • nessie-jp Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 01:57
          BeBe, fakt. Zapomniałam o niej. Nie lubię tej postaci
          • staua Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 02:08
            O Bebe jest wprost napisane, ze zazdroscila Koziowi jego
            lalkarskiej/teatralnej manii, ale lubila ksiazki.
            Pyza tez na pewno lubila ksiazki, bo nemozliwe, zeby nie, ale to sie
            nie liczy.
            A rower na wycieczke przygotowal Fryderyk. Juz jakby nie umiala
            jezdzic na rowerze, to by byla calkiem niewiarygodna.
            • nessie-jp Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 02:37
              > ale lubila ksiazki.
              > Pyza tez na pewno lubila ksiazki, bo nemozliwe, zeby nie, ale to sie
              > nie liczy.

              Ja też uważam, że się nie liczy. Bierna konsumpcja czyjejś twórczości to jednak
              trochę co innego, niż rzeczywista pasja. Sama lubię czytać do upadłego, ale
              raczej nie uważam tego za pasję, którą warto się chwalić
              • verdana Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 09:09
                Bez przesady, nie kazdy musi mieć tworczą pasję. Czytanie książek
                jest jak najbardziej OK. Nie widze nic specjalnie podnioslego i
                tworczego w zbieraniu popielniczek, ani nawet w dzierganiu - po
                prostu fajne spędzanie czasu, ale bez związku z całokształtem
                charakteru.
                Problem z Pyzą to nie brak pasji, ale bezwolność - zupełnie co
                innego.
              • dakota77 Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 09:44
                Czyli zdobywanie wiedzy z danejd ziedziny, o ile nie przekute na
                czyny, nie liczy sie jako pasja? Kocham historie sredniowiecza i
                nowotyztna, historykiem w koncu nie zostalam, w bractwach rycxerskich
                sie nie udzielam, strojow z epoki nie szyje, czyli to sie nie liczy?
                w koncu tylko konsumuje cudza trowczosc.

                Hokej na lodzie uwielbiam ogladac od wielu lat, sama nie gram, po co
                to komu?:)

                pasja to jest cos, co kto kocha, co go zajmuje, niezaleznie od tego,
                jakiego udzialu wymaga. Czytanie ksiazek to pasja naprawde nie gorsza
                od tych nieszczesnych popelniczek.

                Zgadzam sie jednak z tym, ze "kocham czytac, uwielbiam dobre kino: to
                takie latwe haselka, ktore mozna rzucic nawet wtedy, kiedy faktcyznie
                czyta sie te ksiazki i oglada ot tak, bez glebszej refleksji i
                znajomosci twmatu. Tyle ze nie odbieralabym i tak mowiacym takie
                rzeczy prawa do uwazania tegio za pasje.
                • verdana Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 09:55
                  Ja tam nawet nie czepialabym się głębszej refleksji. Czytanie
                  głupich powiescideł to też pasja, nie musi być od razu uzupelniana
                  krytycznoliterackim podejściem do tychże arcydzieł. Ani nie musi się
                  mieć znajomosci tematu - czyta się , bo się lubi. Wystarczy.
                  • nessie-jp Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 14:22
                    > czyta się , bo się lubi. Wystarczy.

                    No tak, ale w ten sposób patrząc, to każdy jest pasjonatem, bo np. ma pasję
                    oglądania telewizji. Bo lubi. Albo pasję leżenia w łóżku i gapienia się w
                    sufit... Nie mam nikomu za złe, że lubi rozrywki bierne, ale "pasja" to jednak
                    co innego.
                • nessie-jp Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 14:21
                  dakota77 napisała:

                  > Czyli zdobywanie wiedzy z danejd ziedziny, o ile nie przekute na
                  > czyny, nie liczy sie jako pasja?

                  O nie, nie, to jest co innego. Co innego interesować się konkretną dziedziną i
                  pogłębiać wiedzę, a co innego na pytanie "Czym się interesujesz" odpowiedzieć
                  "No... książkami".

                  Może wychodzę z mylnego założenia, ale wydawało mi się, że książki jako takie
                  czytają wszyscy, więc trudno to uznać za przejaw szczególnej pasji. Takie
                  ogólnikowe "lubię czytać" jest raczej opisem sposobu na nudę niż konkretnego
                  zainteresowania.

                  Już rzeczywiście wyżej bym ceniła pasje rękodzielnicze (druty, szydełko,
                  biżuteria samoróbna) niż pasje konsumpcyjne typu "lubię chodzić do kina" albo
                  "lubię książki".

                  (Może dlatego, że sama wykazuję głównie konsumpcjonizm i czuję, że to mało)
                  • lezbobimbo Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 14:38
                    nessie-jp napisała:
                    > Może wychodzę z mylnego założenia, ale wydawało mi się, że książki
                    jako takie> czytają wszyscy, więc trudno to uznać za przejaw
                    >szczególnej pasji.

                    Oj, zdziwilabys sie ;) Znam sporo ludzi którzy nie lubia czytac
                    ksiazek, wola czasopisma przerzucac, program tivi, albo przedkladaja
                    wszystkie inne hobby nad czytanie - a kiedy widza moja skromna
                    biblioteczke, to im oczy wylaza na wierzch, bo pewnie "jestem jakims
                    ajnsztajnem" (a trzymam na widoku np. Muminki wymieszane ze
                    slownikami i kolorowymi albumami ;)
                    Ksiazki i artykuly pisane maczkiem wymagaja troche jednak interakcji
                    od czytelnika, wiec w rankingu hobby konsumpcyjnych stawialabym je
                    jednak nieco wyzej od telewizji i kina - gdzie mamy rozrywke podana
                    na tacy i wepchnieta w oczy, natomiast przy ksiazce trzeba sie skupic
                    i samemu sobie te rozrywke wyobrazic.

                    O rany borskomechate, teraz uscisle, aby nie brzmiec jako MM,
                    grzmiacy apostol przeciw telewizji :PP
                    Otóz telewizje i kino bardzo lubie, a niektóre programy i oferty
                    wrecz uwielbiam, tylko sie zastanawiam w tym watku nad stopniem
                    pasywnosci rozrywek, hobby i pasji.
                  • verdana Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 14:45
                    Czyta bardzo niewielki procent spoleczeństwa. I jakos czytanie, jako
                    sposób na nude jest dla mnie zaskakującym stwierdzeniem - czyli
                    czyta się z braku lepszego zajęcia. Nie, dla wielu osób czytanie nie
                    jest "sposobem na nudę", tylko tym, co chcą robić. To trochę jednak
                    co innego.
                    Czytanie jako pasja konsuppcyjna tez mi jakoś nie pasuje. Ani nawet
                    chodzenie do kina, ktore naprawde moze być prawdziwą pasją.
                    • nessie-jp Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 14:55
                      > Czytanie jako pasja konsuppcyjna tez mi jakoś nie pasuje. Ani nawet
                      > chodzenie do kina, ktore naprawde moze być prawdziwą pasją.

                      To może inaczej
                      • mmaupa Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 15:09
                        > Przypominam, że pisząc to cały czas mam na myśli tę nieszczęsną niedorobioną
                        > BeBe, która "lubi czytać". No kto nie lubi? Przynajmniej w świecie
                        > musierowiczowsko-forumowym. Na tej zasadzie to Bernard lubi jeść... :P
                        >

                        Ha! Rozmawialam ostatnio z wspolspaczem mmaupoluda i okazalo sie, ze on wlasnie
                        nie lubi czytac. Bardzo nie lubi, ma wstret od czasow liceum. Faktycznie, w domu
                        nie ma ani jednej jego ksiazki - przedtem tego nie zauwazalam, bo mmaupolud ma
                        polke zapelniona po brzegi, ale po tej rozmowie rzucilo mi sie w oczy.
                        Wstret do ksiazek nie przeszkadza wspolspaczowi w posiadaniu pasji, zarowno
                        czynnych (taniec) jak i biernych (tv).
                      • kooreczka Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 15:10
                        Popieram nessie.
                        Dal mnie trudno nazwać pasją pochłanianie bez refleksji, czy choćby wyboru- bo
                        czym się różni bierne czytanie od biernego oglądania TV?
                        • ananke666 Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 17:57
                          kooreczka napisała:

                          > Popieram nessie.
                          > Dal mnie trudno nazwać pasją pochłanianie bez refleksji, czy choćby wyboru- bo
                          > czym się różni bierne czytanie od biernego oglądania TV?

                          Różnicą jest właśnie refleksja. W przeciwnym razie kino będzie pasją
                          zarezerwowaną dla przemysłu filmowego i ewentualnie studentów filmówki. A to
                          nieprawda.
                      • dakota77 Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 15:27
                        Wiesz co, ty chyba przeceniasz ludzi. Wedluig badan czyta bardzo maly
                        procent Polakow. Moim zdaniem tylko pasjonaci literatury czytaja
                        wszystko z literkami, chocbby na jakiejsc etykietce nadrukowanymi:).
                        jak kogos srednio ksiazmki ciagna, co najwyzej zmeczy lekture czy jakis
                        glosno reklamowany przeboj.
                        • nessie-jp Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 17:21
                          dakota77 napisała:

                          > Wiesz co, ty chyba przeceniasz ludzi. Wedluig badan czyta bardzo maly
                          > procent Polakow.

                          A, bo ja nie wierzę w te badania. Mały procent Polaków czyta? A przecież dookoła
                          księgarnie, w supermarketach (!!!) książki sprzedają, na bazarkach budki z
                          książkami, w każdym kiosku książki
                          • ananke666 Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 17:35
                            > FOREMKI! HELP! CO CZYTA RÓŻA?
                            Montgomery, Buyno-Arctową i listy Chopina, co bardzo dziwi Laurę. Nie wiem co,
                            sama bym przeczytała. A nie wie przy tym, co to ruski miesiąc.
                            • kooreczka Buyno-Arctowa? 27.05.10, 18:45
                              Jeżu, "Słoneczko" wspominam gorzej niż "Serce"
                              • nighthrill Re: Buyno-Arctowa? 28.05.10, 11:57
                                A ja obie książki jako rzewne, ale fajne. Ciekawe, czy współczesne dzieci by
                                przez nie przebrnęły...
                                • kooreczka Re: Buyno-Arctowa? 28.05.10, 13:35
                                  Mojej przyjaciółce się podobało, mnie odrzuciło na kilometr. Obie jesteśmy jak
                                  najbardziej współczesne.
                                  • marslo55 Re: Buyno-Arctowa? 28.05.10, 16:05
                                    kooreczka napisała:
                                    "Mojej przyjaciółce się podobało, mnie odrzuciło na kilometr. Obie
                                    jesteśmy jak najbardziej współczesne."
                                    Czy Buyno-Arctowa to ta od "Kociej mamy"? Jeśli tak, to mnie
                                    się w wieku Pyzowym też podobało. Co do "Serca", to nie tknęłabym go
                                    kijem - w podręczniku miałam fragment o starszym panu, któremu
                                    chłopcy wepchnęli śnieżką szkło do oka. FUUUUU!!
                                    Jak możecie twierdzić, że Pyza nie ma pasji? Jej pasją jest
                                    napełnianie brzucha. Jako dziecię nieświadome i niewinne napycha go
                                    jedzeniem, potem zaś przechodzi na wyższy poziom i wypełnia brzuch
                                    dzieckiem. Jedno i drugie czyni z żarliwą pasją. A że jest przy
                                    tym "zasadą pasywną".. cóż..

                                    • marajka Re: Buyno-Arctowa? 28.05.10, 16:42
                                      Co do "Serca", to nie tknęłabym go
                                      > kijem - w podręczniku miałam fragment o starszym panu, któremu
                                      > chłopcy wepchnęli śnieżką szkło do oka. FUUUUU!!
                                      > Jak możecie twierdzić, że Pyza nie ma pasji?

                                      Miałyśmy chyba ten sam podręcznik:D Też mnie odrzucił ten fragment, ale kiedyś, chyba z nudów, sięgnęłam po Serce, bo to była jedyna nieprzeczytana ksiażka na moim regale. I podobało mi się, choć już nic z tego nie pamiętam. Kocią mamę uwielbiałam i czytałam kilka razy.
                                      • kooreczka Re: Buyno-Arctowa? 28.05.10, 17:55
                                        Byuno-Arctowej znam tylko "Słoneczko", więc o innych książkach się nie wypowiem.
                                        Co do Serca- pozwólcie, że dam link do swojej recenzji, bo ta scena wcale nie
                                        była najgorsza.
                                        www.biblionetka.pl/art.aspx?id=102622
                          • lilith_tempscire Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 23:23
                            >>>FOREMKI! HELP! CO CZYTA RÓŻA?

                            Tłajlajta! I marzy tak sobie o tym, jak to ona jest Bellą (Iza-, nie Ara-), której to amant włazi nocą przez okno do jej pokoju (jak Frycek), który to zostawił ją samą i nieszczęśliwą, sam wyruszając za granicę (jak Frycek), przez co ona przewegetowała biernie kilka miesięcy, i którego to ona musiała sama biedna uwieść, bo on się do związku nie palił (jak Frycek). Tylko córeczce ukochanej dała imię babuni, a nie tak jak Bella imię mamuś.

                            A potem podczytuje sobie forum Twimoms z wypiekami na twarzy różanej.
                          • tygrys2112 Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 28.05.10, 01:54
                            O, to już pasja ;)
                        • nikusz Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 01.06.10, 14:57
                          > Wiesz co, ty chyba przeceniasz ludzi. Wedluig badan czyta bardzo
                          maly
                          > procent Polakow.

                          no masz, przypomnialas mi
                          taki rysunek

                          Moim zdaniem tylko pasjonaci literatury czytaja
                          > wszystko z literkami, chocbby na jakiejsc etykietce
                          nadrukowanymi:).

                          ja kompulsywnie czytam wszystkie etykietki. nawet w obcych mi
                          jezykach. czasem mysle, ze najwieksze nieszczescie dla mnie to
                          przeprowadzka do kraju, gdzie uzywa sie nieznanego mi alfabetu
                    • tygrys2112 Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 28.05.10, 01:23
                      1. Są tacy dla których czytanie jest zapychaczem czasu.
                      2. Są tacy, którzy sięgają po konkretne książki, gdy zainteresuje ich jakiś
                      temat, lub gdy jest im to potrzebne (do tej grupy się zaliczam)
                      3. Są tacy, którzy uwielbiają czytać (dla nich jest to pasja)
                      4. Są tacy którzy czytają, bo wypada (snobizm, lub presja społeczna - jak kto woli)
                      i pewnie są i inne powody

                      myślę, że to wszystko kwestia indywidualna
                      • marajka Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 28.05.10, 16:47
                        Som tacy co muszom bo studjójom filologie napszykład.
                    • croyance Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 03.06.10, 13:45
                      Ja nie lubie czytac fikcji: czyli odpada mi polowa powiesci - czesc
                      sie nadaje, bo mimo fikcyjnej fabuly wykazuje sie jakas prawda
                      historyczna, czy psychologiczna. Ale gdybym mogla informacje, ktore
                      mnie interesuja, przyswoic inaczej, niz czytaniem, to czemu nie? W
                      koncu druk jest tylko nosnikiem, a to o konkretna informacje chodzi.
                      Gdyby np. dalo sie zaladowac to, co chce wiedziec, jakims USB
                      bezposrednio do mozgu, to pierwsza stalabym w kolejce.

                      Mysle, ze czym innym jest niechec do zapoznawania sie z czyms nowym
                      i poszerzania horyzontow, a sama niechec do czytania. Ja czytam, bo
                      w ten sposob dowiaduje sie nowych rzeczy - ale czytanie samo w sobie
                      mnie nie podnieca.
                      • kolczykizoldy Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 03.06.10, 15:42
                        croyance napisała:

                        > Ja nie lubie czytac fikcji: czyli odpada mi polowa powiesci - czesc
                        > sie nadaje, bo mimo fikcyjnej fabuly wykazuje sie jakas prawda
                        > historyczna, czy psychologiczna.

                        Ale czy powiesc z zasady nie jest nosnikiem jakiejs prawdy psychologicznej i/lub
                        historycznej/socjologicznej? Zwlaszcza powiesc realistyczna, choc nie tylko :)
                        • tygrys2112 Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 03.06.10, 16:10
                          osadzenie w kontekście historycznym nie zawsze oznacza prawdę
                          historyczną (jeśli coś takiego w ogóle istnieje, bo można się
                          spierać), a charaktery postaci nie zwasze są wiarygodne czy
                          prawdziwe psychologiczne. więc z założenia raczej nie
                          • kolczykizoldy Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 03.06.10, 16:37
                            tygrys2112 napisała:
                            > osadzenie w kontekście historycznym nie zawsze oznacza prawdę
                            > historyczną (jeśli coś takiego w ogóle istnieje, bo można się
                            > spierać), a charaktery postaci nie zwasze są wiarygodne czy
                            > prawdziwe psychologiczne. więc z założenia raczej nie

                            Mysle, ze z zalozenia ma raczej przedstawiac, czy tez probuje przedstawic. Czym
                            jest jest prawda, to juz insza inszosc do pofilozofowania, ale upieram sie, ze w
                            wiekszosci fikcja literacka dazy do uchwycenia (czasem tez w krzywym zwieciadle)
                            pewnych procesow czy to psychologicznych, czy to historycznych
                            (polityczno-spolecznych itp) obserwowalnych w rzeczywistosci. Jak i czy sie to
                            udaje, to juz inna sprawa.

                            Zrozumialam, ze Croyance czyta te powiesci, ktorym udaje sie to lepiej :)
                            • croyance Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 04.06.10, 16:07
                              Wlasnie o to mi chodzi :-)
                        • nessie-jp Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 03.06.10, 16:24
                          > Ale czy powiesc z zasady nie jest nosnikiem
                          > jakiejs prawdy psychologicznej

                          Tylko i wyłącznie o AUTORZE. Czyli prawdy o tym, jakiego to typu psychikę ma
                          człowiek, który tę powieść napisał i jak widzi świat.
                          • croyance Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 04.06.10, 16:06
                            To prawda, ale takiemu Dostojewskiemu na przyklad wierze i uwazam jego
                            ksiazki za prawdziwe, chociaz dotycza osob fikcyjnych.

                            Generalnie rzecz biorac, z KAZDEJ ksiazki mozna dowiedziec sie czegos
                            nowego, ale jesli bedzie to jedna informacja na 300 stron, to mnie sie
                            nie chce.
                • staua Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 21:55
                  Ja napisalam, ze czytanie sie nie liczy, bo w Jezycjadzie wszyscy
                  oprocz czarnych charakterow czytaja, wiec to jest poziom "zero".
          • tygrys2112 Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 28.05.10, 01:15
            Ja w sumie Bebe lubię - Brulion Bebe jest dla mnie pełen opisów jej różnych
            skrytych emocji. Ma też silną więź z Koziem. Jaki jest Kozio to jakby osobny
            temat. Dlatego jest to postać, którą lubię i nie wydaje mi się być tak papierowa
            jak Róża w wielu sytuacjach.
            Niemniej o jej zainteresowaniach mało wiemy
      • onlycoffee obrona Pulpy 06.06.10, 16:54
        Absolutnie nie zgadzam się, jakoby Pulpa miała nie mieć pasji, zainteresowań i
        zaangażowania i nie chodzi mi o popielniczki. Pulpa w wieku lat 18 miała
        doskonale opracowany plan na życie: żadnych mężczyzn, studia menedżerskie,
        własny biznes. Nic sobie nie musiała wypełniać, czuła się pełnowartościowym
        człowiekiem sama ze sobą (jej pewność siebie jest wielokrotnie podkreślana). W
        ogóle Patrycja jest jedną z moich "najulubieńszych" postaci (a może nawet tą
        "naj-naj") i bardzo żałuję, że została jej poświęcona tylko jedna książka -
        bardzo dla Pulpy problematyczna zresztą: narodziny nieznanej dotąd i niechcianej
        miłości, początki depresji niezdolność do poradzenia sobie z problemami, brak
        wsparcia od rodziców(!), w efekcie zawalona matura, a na koniec wyraźna niechęć
        ojca Borejko do zaakceptowania wybranka córki. Chętnie poczytałabym o
        szczegółach życia (i pożycia) Patrycji już uzdrowionej, a szczególnie
        interesowałyby mnie powody, dla których Pulpa zgodziła się studiować leśnictwo i
        grzebać się w ziemi. Bo o ile bez trudu jestem w stanie sobie wyobrazić, że
        Pulpa pozyskuje fundusze unijne (ostatecznie bycie bizneswoman było jej planem
        na życie), to nie bardzo ogarniam te wszystkie kwiatki, drzewka i pieczenie bułek.

        Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale jestem tu nowa, a też chcę mieć zabawę ;)
        • onlycoffee Re: obrona Pulpy 06.06.10, 16:56
          O, i nie zacytował mi się post na który odpowiadałam. Przepraszam za robienie
          bajzlu.
        • kolczykizoldy Re: obrona Pulpy 06.06.10, 18:49
          Czesc, Onlycoffe. Tez jestem tu raczej nowa, niemniej witam cie serdecznie :)

          Podoba mi sie twoja "obrona Pulpy" :) Swego czasu Pulpecja z ta jej depresja,
          buntem i problemami w szkole byla mi pociecha o wiele wieksza niz inne dziarskie
          bohaterki Jezycjady.

          Wydaje mi sie jednak, ze zainteresowanie Pulpy studiami biznesowymi pozostawalo
          raczej w sferze deklaratywnej. Ot, chciala byc inna niz jej rodzina, a zawody
          zwiazane z biznesem i marketingiem w poczatku lat 90 kojarzyly sie z luksusem i
          pieniedzmi, o ktorych sobie Pulpa roila. W ksiazce ktos nawet przypomina jej, ze
          nie jest dobra z matmy itp, ale Pulpa zbywa to z typowa dla niej pewnoscia
          "jakos to bedzie". Tak wiec to raczej nie jest powazne zainteresowanie, tylko
          taki dziecinny i nie do konca przemyslany pomysl, bo przeciez cos trzeba w zyciu
          robic. Rozumiem ja, tez w tym wieku nie wiedzialam czego chce i poszlam na
          studia tak troche z przypadku.

          A co do lesnictwa, kopania w ziemi i przemiany leniwej sybarytki w robota
          domowego, to masz racje. Typowy realizm musierowiczowski :)
          • onlycoffee Re: obrona Pulpy 06.06.10, 19:10
            Deklaratywne czy nie, to jednak były jakieś plany, nawet jeśli poparte głównie
            chęciami i Pulpa miałaby szanse się w nich zrealizować, gdyby nie przeszkodziły
            jej wydarzenia powyższe (a o wpływie problemów emocjonalnych i depresji na
            zastopowanie planów i życia jako takiego wiem aż za dobrze). No i kluczowe dla
            mnie jest to, że Pulpa chciała się od rodziny odseparować, tzn. wyprowadzić się
            i nieidealistycznie tłuc kasę w żakiecie i szpilkach od Diora. Tym bardziej nie
            widzę tej kobiety wyzwolonej i eleganckiej (vide Kalamburka), jak piecze córkom
            bułki wśród kapusty.
            • verdana Re: obrona Pulpy 06.06.10, 19:38
              bardzo mi się to rozumowanie podoba.
              Tym bardziej, ze Pulpa chciała być bizneswoman na przekór rodzinie,
              była to forma buntu. dziecinna czy nie - sam bunt przeciw
              borejkowskim obyczajom jest już jakąś deklaracją, samodzielnoscią w
              mysleniu.
              *Nota bene chyba MM zapomniała, ze Mila studiowała ekonomię...).
              Tylko u Borejków kazdy wyskok jest tłumiony - normalna rodzina
              mowi "Wiesz, a może ci w takim razie korki z matematyki potrzebne",
              a nie "I tak nic z tego nie będzie, śmieszna jesteś".
              Po kilku razach sprowadzania do parteru marzeń pozostają tylko puste
              ramiona.
              • kolczykizoldy Re: obrona Pulpy 06.06.10, 20:35
                Oczywiscie, ze chciala sie w jakis sposob odciac od rodziny i wlasnie na
                odseparowanie sie miala wieksze parcie niz na ten caly biznes. O to mi chodzi.
                Pulpa nie miala scisle sprecyzowanych planow na przyszlosc i mocno okreslonych
                zainteresowan, ona miala mgliste wyobrazenie o tym, jak mozna by zyc wedlug
                innego niz borejkowski schematu. Koniec koncow odeszla z domu nie w swiat
                biznesu, a z Baltona w lasy, bagna i wreszcie na wies. I ok, jesli czula sie
                spelniona u boku ukochanego. Tylko IMO MM przesadzila w "Sprezynie" i zrobila z
                niej jakis niewiarygodny automat, zamiast pokazac zajeta gospodarstwem, dziecmi
                i interesami kobiete, ktora jest w ogole szczesliwa, a w szczegole czasem
                zmeczona i zniechecona rutyna i praca.
                • onlycoffee Re: obrona Pulpy 06.06.10, 20:41
                  Z "Kal." przynajmniej wiadomo, że Patrycja strzyże się w salonie fryzjerskim,
                  więc czasem wyskakuje z tych piachów i szortów :)

                  Tak naprawdę to myślę, że MM potrzebowała kogoś na prowincji, żeby mieć gdzie
                  upchnąć tych mieszkańców Roosevelta, którzy pałętali się pod nogami psując fabułę.
                  • kolczykizoldy Re: obrona Pulpy 06.06.10, 20:44
                    No wlasnie, bo ona obrabia te kapuste dlonmi z idealnie wykonanym manicure.
              • onlycoffee Re: obrona Pulpy 06.06.10, 20:38
                Tak na marginesie dodam jeszcze, że gdy czytałam "Pulpecję" po raz pierwszy - a
                byłam dziewczęciem ledwo nastoletnim - wydawało mi się dziwne, że Mila nie
                reaguje na zachowanie córki, które bardzo różniło się od jej codziennego sposobu
                bycia. Owszem, Natalia nieśmiało coś zagaduje, a Gabrysia ma to w planach, ale
                brak zainteresowania od własnej matki? Mniej więcej 10 lat później przechodziłam
                poważne perturbacje emocjonalne i też nie znalazłam u moich rodziców
                zrozumienia, co mnie bardzo wtedy rozgoryczyło. Wydaje mi się, że pokolenie,
                które obejmuje rodziców (moich i Borejko), nie znało się za dobrze na depresji i
                podobnych zaburzeniach - nie był to chyba nagłośniony problem społeczny - stąd
                ten brak zrozumienia i zaangażowania w pomoc. Może się mylę, to taka moja
                refleksja po latach.
                • verdana Re: obrona Pulpy 06.06.10, 20:39
                  Trudno mi powiedzieć - moja matka akurat na depresję jest bardzo
                  wyczulona, a jest w wieku starych Borejkow.
                  • onlycoffee Re: obrona Pulpy 06.06.10, 20:49
                    Być może ja i Pulpa miałyśmy pecha ;)
                • kolczykizoldy Re: obrona Pulpy 06.06.10, 20:55
                  W "Pulpecji" Mila wychodzi na sopel lodu, przy ktorym Ewa Jedwabinska to samo
                  cieplo i empatia. Mogla Mila nie miec pojecia o depresji i jej objawach, ale
                  zeby az tak nie zauwazac, ze jej dziecko ma powazne problemy PRZED MATURA...
                  Moglaby nawet nie wiedziec jak na taka depresje zareagowac, albo zareagowac nie
                  najlepiej. Niestety, ona nie reaguje wcale.
                  • anutek115 Re: obrona Pulpy 08.06.10, 21:11
                    kolczykizoldy napisała:

                    Mogla Mila nie miec pojecia o depresji i jej objawach, ale
                    > zeby az tak nie zauwazac, ze jej dziecko ma powazne problemy PRZED MATURA...
                    > Moglaby nawet nie wiedziec jak na taka depresje zareagowac, albo zareagowac nie
                    > najlepiej. Niestety, ona nie reaguje wcale.

                    A jeszcze dziwniejsze jest, że parę lat wcześniej doskonale wiedziała, jak
                    zareagować na o wiele słabiej okazywaną depresję (czy to w ogóle była depresja?)
                    Idy, sama zauważyła, że cos nie gra ("Ja cię przecież bardzo uważnie obserwuję,
                    jedną mam przecież Idusię", czy jakoś podobnie, cytuję z pamięci). Słowem, moim
                    zdaniem MM albo nie lubi Pulpy (i jej nieborejkowskich planów na życie), albo
                    jej, cóż, nie wyszło (byłby to jeden z pierwszych razów, gdy nie wyszło, acz,
                    niestety, nie ostatnich...).
            • nessie-jp Re: obrona Pulpy 06.06.10, 22:19
              onlycoffee napisała:

              > Deklaratywne czy nie, to jednak były jakieś plany, nawet jeśli poparte głównie
              > chęciami i Pulpa miałaby szanse się w nich zrealizować,

              Ja chciałabym tylko zwrócić uwagę, że pisząc o literackim "niedorobieniu" tej
              postaci mam na myśli komentarz odautorski do ww. planów
              • onlycoffee Re: obrona Pulpy 07.06.10, 08:41
                Aaa, w czasach Pulpecji jeszcze nie wyszłam z podstawówki, więc nie miałam szans
                na załapanie tej ironii. A później nie zastanawiałam się nad tym, bo i po co.
                Ale teraz zrobiło mi się przykro, że MM napisała tom o Patrycji po to, żeby jej
                tam cichcem dokopać.
                • marslo55 Re: obrona Pulpy 07.06.10, 11:09
                  onlycoffee napisała:
                  "Ale teraz zrobiło mi się przykro, że MM napisała tom o Patrycji po
                  to, żeby jej tam cichcem dokopać."
                  To ja zazdroszczę Pulpie przez cały tom, a potem się dowiaduję, że
                  celem jego stworzenia było dokopanie bohaterce.. W takim razie nie
                  zadziałało;)

              • kooreczka Żakiecik w pepitkę 07.06.10, 11:19
                Te naiwne wyobrażenia o zawodzie są właśnie fajne i normalne- konia z rzędem
                temu, kto idąc na studia zdawał sobie sprawę w co się pakuje. Ja bidulka
                myślałam, ze na ćwiczeniach z anatomii dostane trupka do rozłożenia, a koleżanka
                na japonistyce dość boleśnie przekonała się, że to nie dyskusje o kulturze i
                subtelnościach kaligrafii w kimonie, przy czarce herbaty, a powrót do
                podstawówki i rozbiory logiczne zdań.
                • onlycoffee Re: Żakiecik w pepitkę 07.06.10, 19:34
                  A wiesz, jakie jest rozczarowanie na filologii klasycznej...?
                  <smętnie kiwa głową>
                  • tygrys2112 Re: Żakiecik w pepitkę 07.06.10, 23:05
                    chyba na każdej :( Jedyny porządny lektorat jaki miałam był w Niemczech na
                    filologii włoskiej - prowadziły go po włosku nativ-ki i ćwiczenia były rozłożone
                    na wiele rodzajów - konwersacje, gramatyka i słownictwo i wyrównawcze dla
                    nowicjuszy, miały też opracowany podręcznik autorski.
                    • nessie-jp Re: Żakiecik w pepitkę 07.06.10, 23:11
                      tygrys2112 napisała:

                      > chyba na każdej :(

                      Serio? Ja na angielskiej ani przez chwilę nie byłam rozczarowana... Wszystko mi
                      się podobało
                      • tygrys2112 Re: Żakiecik w pepitkę 09.06.10, 01:07
                        widocznie trafiłaś do instytutu, gdzie wszystko jest w miarę poukładane, kadra
                        jest wyspecjalizowana, program jest sensownie zaplanowany. u nas cóż - ciągle
                        program się zmienia, kadra się dopiero klaruje. Jak się studiuje - nie muszę
                        wyjaśniać.
    • mmaupa Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 10:13
      Romcia wypelniala ramiona toksycznoscia rodzicow. Baltona filmami Jarmuscha i
      Harleyem, a potem kwiatkami.
      • jota-40 Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 10:37
        Ignacy jest pasjonatem w dziedzinie literatury i filozofii klasycznej...
        • towarzyszka_j Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 11:40
          A Mila? Nie dość, że wannę z pasją myje, to jeszcze dramaty pisze!
          • kebbe Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 11:43
            O! Z towarzyszką towarzysko pisałyśmy razem :)
        • kebbe Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 11:42
          Nader obficie swoje wątłe ramiona wypełniała Mila. Ale chyłkiem i w
          wielkim sekrecie :)
          Choć, jako studentka, brała przecież także czynny i jawny udział w
          życiu tetralnym.
          To już conajmniej trójka teatromaniaków w różnych odsłonach: Mila
          (dramatopisarka, niegdyś aktorka/amatorka), Kozio (scenograf,
          dekorator) i Aniella (aktorka czytaj gwiazda)
    • kebbe Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 27.05.10, 11:50
      nessie-jp napisała:
      > Kreska dzierga, dłubie, tworzy, szyje, wreszcie projektuje
      (architektura).
      > Iduś także samo, choć raczej nie w kategoriach odzieżowych, tylko
      ogólnie
      > użytkowych, a poza tym z wielką pasją podchodzi do zropiałych
      migdałków i
      > innych przypadłości laryngologicznych.

      Iduś w młodości zajmuje się rękodziełem artystycznym: rzeźbi w kurzym
      gnacie oraz lepi gipsowe serduszka. Te ostatnie sprzedaje za żywą
      gotówkę. Bardzo chwalebna pasja moim zdaniem :).
      • p.aulinka Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 28.05.10, 00:00
        ja chciałam tylko napisac ze NIE umiem jeżdzić na rowerze
        serio :(
        • tygrys2112 Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 28.05.10, 02:01
          Jeszcze wszystko przed Tobą P.aulinko. :) to nie jest takie trudne, choć też
          nauczyłam się jeździć późno.
          za to nie umiem kompletnie jeździć na łyżwach. moje pierwsze pół godziny na
          lodzie zaowocowało siniakami na całym ciele, które nie znikały przez następne 2
          miesiące. rower jest dużo prostszy.
          • doratos Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 28.05.10, 10:59
            Osobiście uważam że czytanie jest pasją dla wielu ludzi,
            tak jak dla mnie,
            bez czytania nie ma dla mnie sensu istnienia!
            Zawsze czytanie wygrywa u mnie z innymi zajęciami!
            Czytam przy jedzeniu,przy oglądaniu filmów(na reklamach)
            do poduszki(bez tego nie mogę zasnąc,
            najpiękniejszy zapach to dla mnie woń nowej książki!
            Książki były moimi rodzicami,
            moimi przyjaciółmi,(choc na ludzkich przyjaciołach nigdy mi nie
            zbywało)
            gdy czytam to chocby piorun trafił w dom nie oderwie mnie to od
            lektury(to nasze rodzinne powiedzenie:),
            mój mąż i dzieci już się przyzwyczaili ale wielu gości widząc u mnie
            książki wszędzie szeroko otwierają oczy ze zdziwienia:)
            I choc mogę na palcach jednej ręki policzyc
            osoby spoza mojej rodziny które tak jak ja czytają(lub trochę mniej)
            o dziwo w naszej gminnej bibliotece
            często muszę poprosic po cichu żeby mi odłożono jakąś książkę,
            ponieważ jest wciąż w czytaniu,
            i nie zawsze są to nowości czy lektury!

            Więc z tym czytaniem wcale w Polsce nie jest tak źle!
            Zobaczcie na przykład ile jest na gazecie różnych for książkowych.

            Więc jak dla mnie to samo czytanie dla czytania jako sens życia
            jest pasją,
            jeśli Róża wypełnia swoje ramiona właśnie czytaniem
            to jak najbardziej nie są one puste,
            bo kiedyś ktoś bardzo mądry powiedział:
            -kto nie czyta ten żyje raz,kto czyta żyje wiele razy
            czy coś koło tego:)
            • nessie-jp Re: O ramionach i wypełnianiu tychże, niekonieczn 28.05.10, 16:49
              > bez czytania nie ma dla mnie sensu istnienia!
              > Zawsze czytanie wygrywa u mnie z innymi zajęciami!

              No dla mnie także, ale nie uważam tego za... jak by to powiedzieć... jakąś
              rozrywkę definiującą moją osobowość, nadającą mi szczególny zarys. Czytam, bo
              lubię, kocham czytać. Na tej samej zasadzie "kocham" jeść, oddychać i spać --
              ale trudno przecież powiedzieć, że jedzenie to moja szczególne pasje.

              Może to niedocenianie czytania bierze się u mnie rzeczywiście z tego, że sama
              czytam bez przerwy i nie uznaję tego za coś niezwykłego czy szczególnego. Dla
              mnie pasją może być coś KONKRETNEGO, jakiś temat, dziedzina wiedzy, hobby.
              Czytanie to rozrywka przedkładana przeze mnie nad wszystkie inne, owszem, ale
              nie pasja sama w sobie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka