wrzesniowamama07
20.07.11, 12:02
Zajrzałam na forum i się wciągnęłam. Do późnej nocy czytałam kilka wątków (m.in. wątki niedowiarków). A jednak nie znalazłam takiego, w którym mogłabym wyrazić swoją opinię - nie będzie to opinia o dyskusjach forumowych, które mnie zaciekawiły, ale o rozczarowaniu - które momentami współodczuwam - neojeżycjadą.
Od razu zaznaczę, że do pani Małgorzaty Musierowicz mam jeden, ale bardzo głęboki żal - o Gizelę Trak. Niespójności między KK a Kalamburką nijak wytłumaczyć ani pojąć nie mogę, chociaż próbowałam. Druga kwestia, to kreowanie post factum Pyziaka na zło wcielone.
Inne kwestie (w tym wieku bohaterek i kształtu ich oczu) są dla mnie drugorzędne.
Pani Musierowicz nie ma jednak lekko z czytelnikami. Mam czterdziestkę na karku, do starej Jeżycjady (która dla mnie kończy się na Pulpecji., jednej z moich ulubionych książek) wracam dość regularnie, a i NeoJeżycjada stoi u mnie na półce, i niektóre książki wydane po Pulpecji lubię (np. Córkę Robrojka). Jako fanka byłam na Jeżycach, zaglądałam na klatkę Borejków, chodziłam śladami bohaterów. Na wiele rzeczy (choćby wysłanie na wakacje dziecka tuż po ospie, z młodszą siostrą, jeszcze niezaospioną, pod namiot), patrzę jak matka dziecku - czyli jeżą mi się włosy na głowie.
No ale pamiętam, że MM nie pisze literatury faktu, ani też książek dla matek z dziećmi. Nie pisze też reportaży. To jest jednak fikcja - a dorośli czytelnicy po prostu nie są w stanie wejść w konwencję, i zostawić autorce marginesu (szerokiego marginesu) kreowania rzeczywistości. Ktoś pisze, że na Roosvelta 5 opukiwał suterenę, obskurną piwnicę... czyli zarzut, że tam jednak nie ma apartamentów doktorostwa Pałysów? Ktoś pisze, że pogoda się nie zgadzała w jednym tomie, bo w dniu X było chłodnawo a nie gorąco w Poznaniu.... Czy to nie przesada i nie zbyt daleko idące czepianie się szczegółów?
Z drugiej strony, jak MM próbuje "skręcić" - np. w sprawie statusu materialnego Borejków, który poprawił się w sposób dość widoczny - podnoszą się głosy, że to niemożliwe. Odkładam na bok rozważania, czy Mila Borejko jest wziętym autorem sztuk teatralnych (w ostatnich dniach dowiedziałam się, że sztuki pisze jeden z moich kolegów, bynajmniej nie lyterat ;), więc tak całkiem nierealne to nie jest, choć rzeczywiście mało prawdopodobne) - ale między rokiem 1991 a końcem lat 90. no i ostatnimi latami opisywanymi w Jeżycjadzie przynajmniej wykształceni mieszkańcy wielkich miast odczuli spory awans materialny, i śmiało wierzę że Strybowie, Pałysowie i Robrojkowie awansowali do średniej klasy średniej). Dla mnie byłoby niemożliwe, gdyby się nie przesunęli w górę na drabinie dochodowej ;)
Mnie też młodsze pokolenia musierowiczowych bohaterek nie przekonują, ale nawet nie roszczę sobie pretensji, do ich rozumienia. Owszem, podejrzewam że MM kreuje postaci, które w rzeczywistości byłyby po prostu śmieszne (Róża od pewnego momentu), ale jeśli sięgam po te książki - a sięgam - to żeby się dowiedzieć, co słychać u Borejków. Ani Żaba, ani Trolla nie poruszają mojej wyobraźni nawet na jotę. Wstępni Borejków też nie zresztą :)) ale lubię siostry Borejko (najmniej - Gabrielę, przyznaję) i ciekawi mnie, co u nich. Na zasadzie ploteczek o starych znajomych ;)
no ale cały czas pamiętam - MM pisze nie dla mnie. Pisze dla wczesnych nastolatek. Dla młodszej młodzieży pisze. Czy trafnie? Nie wiem, bo nie znam reakcji młodszej młodzieży ;)