Dodaj do ulubionych

kolacja u Borejków

03.11.11, 18:06
Pamiętacie kolację u Borejków w KK?
Były smażone ziemniaczki, cebulka (chyba też smażona) i gotowane mleko.

Przyznam, że takie zestawienie wywołuje we mnie odruchy zwrotne. Mleko do ziemniaków - owszem, ale tylko zsiadłe!!!
No, ale ja gotowanego mleka nie cierpię tak jak Tomcio i Romcia, błe.

A jak Wasze kubki smakowe zareagowałyby na taką kolację?
Obserwuj wątek
    • klymenystra Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 18:34
      Kubki to nie wiem, ale jelitka...
      • jota-40 Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 19:07
        Ziemniaczki, cebulka, świetnie, mogłabym wciągnąć w trzy sekundy - na pewno jednak nie z gotowanym mlekiem, którego nie biorę do ust od czasów zamierzchłego dzieciństwa i traumy, związanej z kożuchami, glutami oraz ohydnym smakiem tego nieszczęsnego, przegotowanego płynu.
        Mogę wypić zsiadłe, surowe z lodówki, kefir, maślankę...
        • iwoniaw Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 19:20
          Z gotowanym mlekiem mam jak Wy - jedyna podgrzana forma mleka, która mi wchodzi, to ubite na piankę - do kawy. No ale "de gustibus..." ;-)
          • ding_yun Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 19:28
            Reczywiście dziwne połączanie. Ja smażonych ziemniaków z cebulką nie zjadłabym nawet z kwaśnym mlekiem, jakoś połączenie smażeniny i nabiału działa na mnie odstręczająco... jeszcze na kolację? Z gotowanym to już w ogóle, choć ogólnie gotowane mleko lubię, pijam tylko na przeziebienie z miodem i na bezsenność z cynamonem. Ale we mnie mleka w dzieciństwie nie wmuszano, choć już zupy mleczne którymi nas faszerowano w zerówce wspominam jako ohydę nie do opisania. Na dźwięk słów makaron z mlekiem, ryż z mlekiem oraz zwłaszcza zacierki na mleku mam odruch wymiotny. Kto w ogóle wymyślił, żeby tym karmić dzieci w przedszkolu? Ani to zdrowe, ani pożywne (sama mąka z wodą) ani smaczne. Bleh.
            • pi.asia Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 20:07
              najgorsza zupa mleczna - lane kluski na mleku
              to jest jeszcze gorsze od zacierek!
              Po prostu - kolekcja kożuchów różnej wielkości, yyyyyyy......

              A u Borejków wszyscy to gotowane mleko z ziemniaczkami rąbią aż furczy.
              A potem jeszcze poprawiają herbatką (była wzmianka, że ktoś tam stawia czajnik na gazie)
              Jak oni przetrwali tę kolację? Stoperanu wtedy nie było...;)
            • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 23:14
              zestaw dziwny ale pamietajcie ze borejkowie kase wydawali na ksiazki a nie na jedzienie:P
              na normalne zarcie chodzili do Jozeczka:)
    • the_dzidka Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 20:27
      To było gotowane mleko?!
      Smażone ziemniaki ze zsiadłym mlekiem/kefirem uwielbiam orgazmicznie, wręcz polewam te ziemniaczki tym kefirem, żeby było smaczniej!
      Gotowane? Gotowane mleko?
    • mika_p Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 20:30
      Moje do smażonych ziemniaczków z cebulką dodałyby biały ser i jadłyby farsz do ruskich :) Nie robię pierogów, bo nie umiem, ale sam farsz też pyszny.
      Gotowanego mleka bym nie chciała, już wolałabym kefir.

      Herbatka do kolacji - oczywiście. Po kolacji też.
      • the_dzidka Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 20:51
        > Moje do smażonych ziemniaczków z cebulką dodałyby biały ser i jadłyby farsz do
        > ruskich :) Nie robię pierogów, bo nie umiem, ale sam farsz też pyszny.

        Moja ciotka sprzedała mi patent - farsz jak do ruskich, zamiast lepienia pierogów naleśniki! :) Matko, jakie dobre!
        • mika_p Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 20:10
          Z nalesnikami próbowałam. A może to były krokiety? W kazdym razie stwierdziłam empirycznie, że to nie to. Więc ziemniaczki z białym serem i cebulką jem bez owijacza. I moja córka też. Biedne dziecko, nieprędko pozna smak ruskich pierogów, tylko sam farsz zna :)
          • totorotot Re: kolacja u Borejków 09.11.11, 00:26
            >Biedne dziecko, nieprędko pozna smak ruskich pierogów
            > , tylko sam farsz zna :)

            Ależ to nie żaden problem! Na któryś obiad zalej mąkę ciepłą wodą, pogmerlaj chochlą, wrzuć do wody i dziecko pozna też drugą stronę pieroga.
    • dakota77 Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 20:39
      Mmm, zjadlabym smazone ziemniaczki. Moglyby byc z kefirem. Ale z gotowanym mlekiem? Brr...
      • pi.asia Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 20:57
        Sama sobie nie wierzyłam, więc sprawdziłam:

        "Gabrysia zaś poszła do kuchni. W samą porę, ponieważ ojciec, zaczytany w niewielkiej książczynie, nie zwracał najmniejszej uwagi na kipiące mleko. To Gabrysia zamknęła gaz, nalała mleka do kubeczków, wstawiła je do zimnej wody, wygarnęła z patelni na półmisek smażone ziemniaki i zaniosła je do pokoju. Kiedy wróciła po talerze i mleko, oiciec jeszcze czytał, ale już zaczęło docierać do niego, że czajnik gwiżdże."

        "Jestem tego samego zdania - przytaknął Janusz Pyziak. Przełknął mleko i zagryzł je smażonym ziemniaczkiem."

        Ojciec też wolał mleko niż herbatę.
        Dziwna rodzina ;)
        • dziennik-niecodziennik Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 21:15
          "To Gabrysia zamknęła gaz, nalała mleka do kubeczków, wstawiła je do zimnej wody,"

          no to moze popijali tym mlekiem wychłodzonym jednak? bo ze gotowali to mnie nie dziwi, w tamtych czasach mleko nie bylo ani pasteryzowane, ani tym bardziej uhate, jak sie nei chcialo zlapac jakiejs bakterii to trzeba bylo przegotowac...
        • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 23:16
          pare takich kolacyjek u Borejkow i nic dziwnego ze uciekl:D:D:D:D
      • ginestra Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 21:07
        Krzepiące dla mnie jest dowiedzieć się, że tyle osób nie lubi gotowanego mleka i kożuchów.
        Gotowane mleko, zupy mleczne (zgadzam się co do klusek lanych z Pi.asią!) to zmora mojego dzieciństwa. To ulga słyszeć, że nie tylko ja tak miałam/ mam.

        W tamtych czasach było to coś strasznego, bo podobno mleko w tych słynnych butelkach z kapslem ze sreberka nie nadawało się do picia bez przegotowania. Tak twierdzili moi rodzice i zawsze przegotowywali to mleko, ono niejednokrotnie kipiało i zalewało kuchenkę, a już te kożuchy to była makabra. I ten zapach. :-/

        Uważam, że tolerancją u człowieka na gotowane mleko oraz kożuchy rządzi specjalny gen: jedni go mają, inni nie. Nie zapomnę widoku ludzi dorosłych oraz moich małoletnich ówczesnych rówieśników, którzy demonstrowali przy mnie, że kożuchy są jadalne, a wręcz bardzo smaczne... :-]

        Myślę, że Borejkowie mieli właśnie ten gen, że im smakowało gotowane mleko z całym dobrodziejstwem inwentarza. Gen ten przekazali potem na dalsze pokolenia: w "Imieninach" jest scena, w której Róża pije rano gorące gotowane mleko, parząc sobie przy tym usta i wygląda na to, że jest to jej codzienny napój na śniadanie...
        • pi.asia Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 21:31
          "To Gabrysia zamknęła gaz, nalała mleka do kubeczków, wstawiła je do zimnej wody,"

          >no to moze popijali tym mlekiem wychłodzonym jednak?
          nie, nie, bo Gabrysia zanosi tylko ziemniaki do pokoju i wraca po talerze i mleko. Ono mogło ewentualnie troszkę przestygnąć, jakby czekała aż się zupełnie wystudzi, to i ziemniaki by się zupełnie wystudziły.

          >bo ze gotowali to mnie nie dziwi, w tamtych czasach mleko nie bylo ani pasteryzowane, ani >tym bardziej uhate, jak sie nei chcialo zlapac jakiejs bakterii to trzeba bylo przegotowac...

          Na szczęście nie było pasteryzowane ani uhate, można je było postawić na zsiadłe. Wprawdzie gdzieś czytałam, że przed postawieniem na zsiadłe też należy przegotować, ale to jakiś absurd.
          Za to jak podeszło serwatką, wylewało się na gazę rozłożoną na sitku i na rano był świeżutki, delikatny twarożek.

          Można było zrobić tez twarożek zalewając zsiadłe mleko wrzącym mlekiem, ale ten twarożek był ohydny. Chyba nawet gorszy niż samo gotowane mleko!!!

          Teoria Ginestry o genie warunkującym uwielbienie do mleka sprawdza się w 100% w odniesieniu do Borejków. U mnie w rodzinie Mama była wielbicielką mleka a zwłaszcza kożuchów, które specjalnie dla niej się zdejmowało z mleka.
          Ja się wyrodziłam ;)

          I miło wiedzieć, że jest nas więcej ;)
          • taria Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 08:44
            > Na szczęście nie było pasteryzowane ani uhate, można je było postawić na zsiadłe.
            > Wprawdzie gdzieś czytałam, że przed postawieniem na zsiadłe też należy przegotować, ale
            > to jakiś absurd.

            To nie jest żaden absurd. Surowe mleko nadal jest jedną z dróg zakażenia krowim szczepem gruźlicy, chorobą, która w latach siedemdziesiątych szalała wciąż jeszcze w Polsce, a i dzisiaj nie jest rzadkością. Zakwaszenie skażonego mleka nie zabija prątków, pasteryzacja tak.

            Bezpieczniej jest świeże mleko na zsiadłe/jogurt/kefir przegotować, wystudzić i dodać trochę produktu z poprzedniego kwaszenia niż liczyć na to, że krowa nie jest nosicielem mikroba.
            Odnosi się to nawet bardziej do mleka wiejskiego, od znajomej krowy, niż produktu dużych ferm bydła, gdzie krowy dostają w paszy profilaktycznie antybiotyki. Prątkująca krowa, tak jak człowiek, może przez długi czas nie dawać zadnych objawów.
          • the_dzidka Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 08:49
            > I miło wiedzieć, że jest nas więcej ;)

            U mnie miłosniczką kożuchów była babcia, która chciała mnie do tego "przysmaku" przekonać podstępem, podając mi go na łyżeczce do buzi. Nie chcecie wiedzieć, co było dalej. Nie chcecie...

            ... w każdym razie jeszcze teraz, 30 lat później, gdy to piszę, żołądek łomocze mi o zęby.
            • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 11:41
              czytalyscie moze "Adriana Mole'a Czas Cappucino"? tam jest opisana scena jak Adrian, bedac kucharzem w modnej londynskiej restauracji Hoi Poloi, ktora slynela z ohydnego menu, przygotowuje na deser pudding nakrapiany Wacek i kozuch z mleka na tym puddingu, jest dodatkowym, platnym extra, rarytasem:D
              jest piekna scena jak jakis nierozgarniety pracownik wyrzuca ten kozuch do smieci - potem go ratuja, wyjmujac na lopatkach do smazenia ryb i myjac pod goraca woda:D
              • the_dzidka Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 11:58
                Tak! Mycie kożucha, Hoi Polloi i Luigi z grzybicą stóp, które mył w kuchennym zlewie :D
                • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 12:19
                  bo jak Sophia Loren przychodzila do restauracji w ktorych pracowal, to zawsze mu mowila "pamietaj Luigi zebys zawsze dbal o stopy" :D:D:D
              • ding_yun Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 12:06
                Ale naprawdę żadne z was nie pije gotowanego mleka? Ja pijam czasami wieczorem zamiast kolacji na dobry sen, pewnie to placebo, ale i tak dobrze mi się śpi potem :) Kożuch, jeśli jest, to wyrzucam, ale kożuch i tak rzadko się na tym mleku robi, chyba jest za chude.
                Toleruję natomiast tylko mleko UHT, teraz w Polsce święci triumfy surowe mleko "od krowy" w butelkach, nie znoszę jego zapachu. Smaku surowego, niepasteryzowengo mleka z dzieciństwa prawie nie pamiętam. Było takie, sprzedawane w foliowych woreczkach, moja babcia mi je czasem gotowała razem z kakao (takim naturalnym, niesłodzonym) ale moja mama sama nie znosi mleka i mi go raczej nie dawała. W życiu nie widziałam, zeby wypiła szklankę mleka, toleruje tylko w capuccino albo skondensowane do kawy. To jest jakaś kwestia pokoleniowa :)
                • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 12:22
                  to mleko w butelkach o ktorym piszesz jest pasteryzowane:) podobnie jak mleko w woreczkach
                • slotna Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 12:23
                  Ja sobie podgrzewalam kiedys w mikrofalowce jak sie drastycznie odchudzalam, tlumilo jakos glod. Ale zeby pic tak o, to nie bardzo. Nawet do kawy rano wlewam sojowe.
                  • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 12:37
                    no wlasnie po prostu spora czesc doroslych ma problemy z trawieniem mleka. organizm wie czego potrzebuje a z czym sobie nie daje rady, wiec ta niechec do picia mleka moze wynikac z tego ze bardziej nam ono szkodzi niz pomaga
                    • klawiatura_zablokowana Re: kolacja u Borejków 08.11.11, 13:40
                      Eeee no cośw tym jest, niestety
                      www.eioba.pl/a/1tl0/pij-mleko-bedziesz-kaleka-biala-smierc
                      • turzyca Re: kolacja u Borejków 08.11.11, 19:21
                        To jest tekst, ktory jest moim ulubionym przykladem na manipulacje. Troche klamstewek zrecznie polaczonych z faktami, ktore w tym kontekscie nabieraja zupelnie innej wymowy. Wypowiedzi fachowcow wyrwane z kontekstu i wypowiedzi zupelnie anonimowych laikow, ktore nadaja odpowiedni kontekst. Bardzo dlugi tekst, ktory jest jednoczesnie przeciwko mleku i jego przetworom, przeciwko mleku i za przetworami oraz przeciwko mleku przetworzonemu, a za mlekiem prosto od krowy. Niesamowita spojnosc pogladow.

                        Histeria rownie bezpodstawna jak w przypadku szczepionek.
                • dakota77 Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 12:41
                  Ja mleko lubie i pije, ale wylacznie pasteryzowane. takiego prosto od krowy nie bylabym w stanie tknac. No i mleko zawsze zimne.
                  • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 13:06
                    ja pamietam z dziecinstwa mleko prosto od krowy, mielismy rodzine na wsi i pare razy dane mi bylo sprobowac - bylo cieple, mialo pianke, inaczej pachnialo - tak jakby koniczyna. nie bylo zle. a, i bylo b. tluste, ale to nie przeszkadzalo.
                    natomiast mleko prosto od KOZY to jest dopiero przezycie. bylam kiedys w gospodarstwie agroturystycznym gdzie hodowano 50 koz, zadnych krow i do kazdego posilku raczono nas kozimi specjalami czyli swiezym mlekiem i bialym serem. mleko bylo straszliwe - kwaskowate, jechalo na kilometr wszystkimi chwastami ktore zjadla koza. wiem ze kozie mleko i prztwory sa b,. zdrowe ale w zyciu nie zdolam sie przekonac do ich smaku
                    • paszczakowna1 Re: kolacja u Borejków 07.11.11, 16:04
                      > ja pamietam z dziecinstwa mleko prosto od krowy, mielismy rodzine na wsi i pare
                      > razy dane mi bylo sprobowac - bylo cieple, mialo pianke, inaczej pachnialo - t
                      > ak jakby koniczyna. nie bylo zle. a, i bylo b. tluste, ale to nie przeszkadzalo

                      Ja niestety też pamiętam z dzieciństwa. Nie pachnie żadną koniczyną, pachnie KROWĄ. (A może tam gdzie jezdziłaś jakieś czystsze krowy mieli?) Nie byłam w stanie nawet spróbować. Mleko, owszem, bardzo chętnie (od zawsze lubiłam), ale nieśmierdzące i z lodówki. (Zamiłowanie przejęła moja córka, w wieku lat pięciu niemal litr dziennie wypija.)
                      • nessie-jp Re: kolacja u Borejków 07.11.11, 17:23
                        > Ja niestety też pamiętam z dzieciństwa. Nie pachnie żadną koniczyną, pachnie KR
                        > OWĄ. (A może tam gdzie jezdziłaś jakieś czystsze krowy mieli?)

                        Kwiiiik!

                        Nie no, nie wypowiadam się za cudze krowy, ale te, od których ja mleko piłam, były całkowicie zwyczajne, nie jakieś czyścioszki. Normalne łaciate krówska. Ale mleko było bardzo smaczne, pod warunkiem, że naprawdę pite od razu
                        • dakota77 Re: kolacja u Borejków 07.11.11, 17:31
                          No wlasnie dla mnie to niby super mleko prosto od krowy tez capi brudna krowa i robi na mnie wrazenie kompletnie niehigienicznego plynu:). Mleko musi byc koniecznie UHT:). Jak juz jest, moze sobie dla byc dla nawet niebieskie, jak w USA;-)
                        • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 07.11.11, 22:33
                          no troche w tym racji jest. obora ma ten swoj slodkawo-mdlacy zapach zwierzecia, paszy, wiadomo czego jeszcze... a z czystoscia na wsiach roznie bywalo
                      • ananke666 Re: kolacja u Borejków 07.11.11, 23:15
                        > Ja niestety też pamiętam z dzieciństwa. Nie pachnie żadną koniczyną, pachnie KR
                        > OWĄ. (A może tam gdzie jezdziłaś jakieś czystsze krowy mieli?)

                        Zapach mleka zależy mniej od czystości krowy, bo i tak wymię myje się przed udojem, a bardziej od tego, co jadła krowa. Z czego najgorsze jest po kiszonkach. Poza tym dochodzi kwestia naczyń używanych przy dojeniu, jeśli nie są każdorazowo szorowane i wyparzane.

                        Bez przetworów mlecznych długo nie pożyję, natomiast samo mleko służy mi niemal wyłącznie do kawy. Czyste wypiję pod gilotyną. Kupuję, bo dziecko jest mlekopijem.
                        Wiecie, że mleko klaczy jest słodkie? :)
                    • totorotot Re: kolacja u Borejków 09.11.11, 00:22
                      >mleko by
                      > lo straszliwe - kwaskowate, jechalo na kilometr wszystkimi chwastami ktore zjad
                      > la koza.

                      O, żeby koza się żywiła wyłącznie chwastami, to jej mleko by pachniało fiołkami. A że i but się kozie trafi i inne przysmaki, to jej mleko pachnie... no, inaczej niż fiołki.
            • kkokos Re: kolacja u Borejków 05.11.11, 08:29
              he_dzidka napisała:

              > > I miło wiedzieć, że jest nas więcej ;)
              >
              > U mnie miłosniczką kożuchów była babcia, która chciała mnie do tego "przysmaku"
              > przekonać podstępem, podając mi go na łyżeczce do buzi. Nie chcecie wiedzieć,
              > co było dalej. Nie chcecie...
              >
              > ... w każdym razie jeszcze teraz, 30 lat później, gdy to piszę, żołądek łomocze
              > mi o zęby.
              >

              ha! a moje dziecko traciło zainteresowanie kubkiem ciepłego mleka, gdy tylko zjadło kożucha. uwielbiało kożuchy!
        • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 23:22
          o to ta wiadomosc nie dotarla do mojego domu rodzinnego i pilismy to mleko bez przegotowania:D smietane butelkowana tez spozywalo sie bezposrednio i byla ok, a w smaku o niebo lepsza od dzisiejszych homogenizowanych. za to wybitnie nie smakowalo mi pozniejsze mleko pasteryzowane, w woreczkach. mialo taki dziwny posmak surowizny i trzeba je bylo zagotowac zeby sie tego posmaku pozbyc
    • nessie-jp Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 22:26
      Na początku nie doczytałam, że to w KK i pomyślałam sobie "Boziu, kto jeszcze w dzisiejszych czasach gotuje mleko do picia jak za króla Ćwieczka?" Bo gotowane mleko to faktycznie fuj i fyf strafny.

      Ale w czasach KK... wtedy jeszcze chyba święcie wierzono, że mleko jest zdrowe (na pewno wmuszano codziennie gotowane mleko w dzieci, czasami instytucjonalnie: w szkole na przerwie; trzeba było przychodzić z własnym kubkiem i wpierali tę ohydną, mdlącą, kożuchowatą ciecz).

      Odejście od wiary w zbawczą moc mleka to chyba dopiero lata 90-te albo i później (szalona moda na prebiotyki i probiotyki, no i związany z tym szał na jogurty, kefiry i później zsiadłe mleko).

      Tak jak surowe mleko uwielbiam (takie prosto od krowy, jeszcze ciepłe po udojeniiu, tylko przecedzone
      • ding_yun Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 23:24
        > Odejście od wiary w zbawczą moc mleka to chyba dopiero lata 90-te albo i późnie
        > j (szalona moda na prebiotyki i probiotyki, no i związany z tym szał na jogurty
        > , kefiry i później zsiadłe mleko).

        Potwierdzam, ja dziecięciem byłam w latach 90 i już nikt we mnie mleka nie wmuszał. Poza tymi mlecznymi zupami w przedszkolu, które opisałam powyżej, ale to chyba raczej z oszczędnosci, a nie z wiary w zbawczą moc mleka. Bardziej wychuchane dzieci były karmione kolorowymi owocowymi jogurcikami, które stosunkowo niedawno pojawiły się w Polsce i były uznawane za bardzo zdrowe.
      • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 23:26
        nessie-jp napisała:
        > (na pewno wmuszano codziennie gotowane mleko w dzieci, czasami instytucjonalnie
        > : w szkole na przerwie; trzeba było przychodzić z własnym kubkiem i wpierali tę
        > ohydną, mdlącą, kożuchowatą ciecz).
        taaak, kazdy musial przynosic wlasny kubeczek i codziennie przychodzila wozna z wielkim, cynowym garem pelnym mleka i korzucha i chochla nalewala ten syf do kubeczkow. kto mial szczescie, ten dostawal bez korzucha, a najszczesliwsi byli ci co przynosili sobie rozpuszczalne kakao (wtedy chyba jeszcze niedostepne w sklepach tylko z zagramanicy..)
    • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 03.11.11, 23:08
      zgadzam sie. tez mi gotowane mleko, cieple (brrr) jakos nie podchodzi do ziemniakow z CEBULA.... to chyba jakis szwedzki zwyczaj, popijanie obiadu mlekiem. no ale u nich nic mnie nie zdziwi, skoro marynowanego sledzia robia na slodko...
      • pi.asia Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 05:34
        Dziewczyny, a zauważyłyście, że MM jest chyba fanką gotowanego mleka?

        Piją je Tunio i Munio w MiR, Tomcio i Romcia w K (no, one nie lubią, wyjątek jakiś), cała rodzina Borejków począwszy od KK poprzez wszystkie tomy, Kreska w OwR robi Dmuchawcowi śniadanie - chleb, miód i mleko, sama pije bawarkę (kolejne świństwo). Jak juz nie da się tego gotowanego mleka wstawić w treść, to każe się bohaterce robić budyń (CR).

        Ukoronowaniem tego wszystkiego jest Mila, która na Dzień Dziecka zamiast zrobić dzbanek kompotu, choćby z rabarbaru czy truskawek, albo jakiś sok z wodą, to robi dzieciom kakao.

        Mleko uber alles.

        A herbata służy jako fajka pokoju.
        • kanga_roo Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 10:28
          ale picie mleka nie jest jakimś ewenementem, naprawdę.
          nasza rodzina (dwoje dorosłych, dwójka dzieci w wieku przedszkolnym) wypija 12 litrów mleka na tydzień. wiem, że tyle, bo taszczę te zgrzewki do domu :-)
          i o ile mąż mój pije zimne mleko, a cześciej kakao, o tyle dzieci i zimne, i ciepłe, i mleko, i kakao, i mleko z miodem. ja natomiast albo zimne, albo (najczęściej) gorrrące. wielki kubek, przed snem.
          oczywiście nikt tego mleka nie gotuje, podgrzewamy w mikrofalówce.
          zupy mleczne też lubię, ale rodzina średnio, więc czasem zrobię tylko dla siebie.
          tak, wiem, mleko się długo trawi, nie jest jakoś super-zdrowe, a kakao rozpuszczalne to sam cukier. ale lubimy i już :-)
          ps. u nas w szkołach podstawowych dzieciary dostają mleko trzy razy w tygodniu - takie małe kartoniczki ze słomką. zwykłe - za darmo, smakowe za drobną opłatą.
          • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 11:37
            kanga_roo napisała:
            > - takie małe kartoniczki ze słomką. zwykłe - za darmo, smakowe za drobną opłatą
            a po kiego grzyba szkola pasie dzieci cukrem? mleko smakowe to sam cukier.

            • mika_p Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 20:09
              Za cukier płacą rodzice wedle własnego wyboru. Albo dziecka wyboru :)
              • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 20:27
                wiadomo ze dzieciak sobie chetnie kupi slodkie wiec moze lepiej zeby takich rzeczy nie bylo w szkolnym sklepiku/stolowce. a potem wielki alarm ze mamy nadwage u dzieci. to ma tyle cukru i aromatu ze nawet nie powinno nazywac sie mlekiem smakowym tylko napojem.
                • jota-40 Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 20:34
                  "E, sekunda, ale dlaczego wytaczasz na mnie te działa? Jak bonie dydy, nigdy nie twierdziłam, że mleko jest "potwornie niezdrowe". Twierdzę, że była przez lata moda i przekonanie, że jest "bardzo zdrowe" (*), co akurat w przypadku krowiego mleka podawanego ludzkim dzieciom wiele sensu nie ma. "
                  No, ale właśnie do tego piję - bo ja też nie rozumiem, dlaczego mleko ma nie być zdrowe i nie ma sensu konsumpcja tegoż?
                  Fakt pozostaje faktem, że jako nałogowa pożeraczka nabiału nigdy nie miałam problemów z włosami, paznokciami, osteoporozą i tak dalej.
                  • nessie-jp Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 21:19
                    > No, ale właśnie do tego piję - bo ja też nie rozumiem, dlaczego mleko ma nie by
                    > ć zdrowe i nie ma sensu konsumpcja tegoż?

                    Jest nie bardziej "zdrowe" lub "niezdrowe" niż każde inne jedzenie z grupy nabiałowej, po prostu.

                    Mówiąc o wierze w pro-zdrowotność mleka mam na myśli to, że kiedyś uważano, że TRZEBA je pić, bo jak nie, to się będzie chorować. (Ze, rozumiesz, kości ci rozmiękną i włosy wypadną, jeśli NIE wypijesz tego mleka codziennie). To oczywiście bzdura
                    • verdana Re: kolacja u Borejków 05.11.11, 15:16
                      Tyle, ze za uroczego PRL-u z grupy nabialowej to bylo własnie mleko. Żółty ser czasami, w latach 80-tych był rarytasem, kefir bywał, jogurt to byla nowość, w jednym wieloowocowym smaku, zazwyczaj nie do kupienia. Biały ser jest zdrowy dla figury, ale wapnia to za dużo nie ma.
                      Pozostawało zatem mleko. Li i jedynie.
                  • kkokos Re: kolacja u Borejków 05.11.11, 08:12
                    > Fakt pozostaje faktem, że jako nałogowa pożeraczka nabiału nigdy nie miałam pro
                    > blemów z włosami, paznokciami, osteoporozą i tak dalej.
                    >

                    e tam, jako nałogowa pożeraczka białych serków i jogurtów od zawsze miałam i mam kłopoty z włosami, a zwłaszcza z paznokciami.
                    z osteoporozą rzeczywiście nie, ale też może za młoda jestem :)

                    ale wniosek z twoich i moich doświadczeń, że do włosów i paznokci nabiał ma się nijak.
                • mika_p Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 23:32
                  rannie.kirsted napisała:
                  > wiadomo ze dzieciak sobie chetnie kupi slodkie wiec moze lepiej zeby takich rze
                  > czy nie bylo w szkolnym sklepiku/stolowce.

                  Jako rodzic pierwszoklasistki, uprzejmie informuję, ze u nas wyglądało to tak:
                  na zebranie 1 września poszedł tatuś, w pewnym momencie przysłał sms z opcjami: "mleko, mleko waniliowe, czekoladowe, jogurt truskawkowy, zwykłe gratis, reszta dopłata"
                  Będąc w domu z dzieckiem, mamusia zapytała, na co dziecko ma ochotę: wybrało waniliowe.

                  Dziecko nie wybiera na stołówce: dostaje takie, jakie wybrali rodzice.
                  • nessie-jp Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 23:59
                    > Będąc w domu z dzieckiem, mamusia zapytała, na co dziecko ma ochotę: wybrało wa
                    > niliowe.
                    >
                    > Dziecko nie wybiera na stołówce: dostaje takie, jakie wybrali rodzice.

                    Sprzeczność widzę :) Jasne, że dziecko wybiera. Spróbowałabyś nie dać waniliowego, byłby krzyk i niepicie mleka.
        • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 11:36
          ksiazki ktore wymienilas dzieja sie w latach 70-80 wtedy picie mleka bylo powszechne. nie bylo soczkow, nie bylo takiego wyboru wod mineralnych, byla herbata, kompoty i mleko.

          a jezeli chodzi o Mile robiaca wnukom kakao to nic dziwnego, dzieci po dzis dzien spozywaja mleko i kakao;)
    • staua Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 17:46
      Nie lubie niefermentowanego mleka w zadnej postaci, ale smazone ziemniaczki z cebulka moge zjesc nawet na kolacje.
      • jota-40 Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 19:25
        "Ale w czasach KK... wtedy jeszcze chyba święcie wierzono, że mleko jest zdrowe ..."
        Nessie, czytałaś może taki artykuł Kamila Sipowicza (czy może wywiad z nim, nie pamiętam), w którym tłumaczy, że delegalizacja marihuany to była sprawka koncernów tytoniowych?... A pamiętasz, jak przez całe lata 90-te poważne ałtorytety medyczno-dietetyczne udowadniały, że margaryna jest lepsza od masła?
        Wtedy też chyba wykwitła owa moda pt. "mleko jest potwornie niezdrowe".
        Zgłębiałam ten temat z zainteresowaniem, wiem, że chodzi o enzymy trawienne, bla bla. Lub o nietolerancję laktozy czy innych białek. Ostatnio jednak wyczytałam, że nietolerancja owa najczęściej występuje u południowców, natomiast ludy Północy - raczej jej nie przejawiają. Znaczyłoby to, że jestem genetycznie przynależna do Północy, bo nie wyobrażam sobie życia bez mleka. ZIMNEGO.
        I daję Wam słowo, że popijam nim wszystko, sałatki z pomidorów i ogórków, rozmaite kiszonki, smażeninę, zapiekanki, no, wszystko. Kwestia przyzwyczajenia i zamiłowania.
        • staua Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 19:40
          To jest niedobor laktazy i oczywiscie jest zmienny w populacjach. Tak jak dehydrogenazy alkoholowej (obydwu malo maja Azjaci, zwlaszcza Japonczycy).
          Kazdy, kto ma ten problem (w dziecinstwie raczej nie, bo laktaza zanika z wiekiem) bedzie sie zle czul po mleku (wzdecia). Na przyklad ja tak mam. A jak ktos sie dobrze czuje, to nie ma problemu, mleko jest zdrowe :-)
        • nessie-jp Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 19:45
          > Wtedy też chyba wykwitła owa moda pt. "mleko jest potwornie niezdrowe".

          E, sekunda, ale dlaczego wytaczasz na mnie te działa? Jak bonie dydy, nigdy nie twierdziłam, że mleko jest "potwornie niezdrowe". Twierdzę, że była przez lata moda i przekonanie, że jest "bardzo zdrowe" (*), co akurat w przypadku krowiego mleka podawanego ludzkim dzieciom wiele sensu nie ma. W potworność tego napitku jednakże nie wierzę, a zimne mleko uwielbiam, co przecież napisałam. Zsiadłe mleko jest zdrowsze, owszem, ale to nie znaczy, że od niekwaśnego się robi oczka w krzyżyki, pada na plecy i od razu umiera.

          Ale ciasto drożdżowe z rodzynkami zapijane mlekiem, mniam, o boziu, a niech ta sobie będzie niezdrowe jedno z drugim ile chcieć, niebo w gębie :)


          (*) Potem była taka sama moda na jogurciki dla dzieci, teraz też przyszło trochę opamiętania, że no nie, jednak to nie jest panaceum i obowiązek, żeby dziecko Danonkami karmić, bo inaczej matka wyrodna, nieprawdaż.
          • zla.m Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 20:16
            Ale dlaczego mleko ma być niezdrowe jako takie i nie powinno być podawane dzieciom (pomijam ludzi nietrawiących laktozy, ze skazą białkową itp)? Poważnie pytam, bo nie rozumiem.

            Mleko jest źródłem wapnia, fosforu, jest źródłem białka zwierzęcego, witamin ADE itd. Przez wieki służyło jako produkt zastępczy w przypadku braku mleka naturalnego itp. Rozumiem argument, że nie powinno być podawane wyłącznie ono, bo ma np. za mało żelaza. No, ale to nie jest argument, że jest niezdrowe - na tej zasadzie niezdrowa jest sałata, bo nie zawiera witaminy D.
            • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 20:33
              ja slyszalam ostatnio od internistki taka rzecz * uwaga dla tych co sie latwo obrzydzaja prosze nie czytac dalej* ze nabial w pewnych przypadkach moze powodowac gromadzenie sie sluzu w organizmie - tak rzecze medycyna chinska. chodzi o wszelkiej masci zatokowcow, oskrzelowcow co przechodza z jednego przeziebienia w drugie. takze osoby ktore czesto choruja na zatoki powinny unikac nabialu. a poza tym wszelkiej surowizny, warzywa gotowac, piec, owoce podobnie. surowizna i owoce cytrusowe wychladzaja organizm.
              • nessie-jp Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 21:26
                rannie.kirsted napisała:

                > ja slyszalam ostatnio od internistki taka rzecz * uwaga dla tych co sie latwo o
                > brzydzaja prosze nie czytac dalej* ze nabial w pewnych przypadkach moze powodo
                > wac gromadzenie sie sluzu w organizmie

                Hm, ale czy to aby nie chodzi nie o sam nabiał, co o pokarmy białkowe w ogóle? Bo owszem, cysteina (aminokwas taki, jeden z "klocków", z których zrobione są białka) to klasyczny środek na odglucenie
                • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 23:06
                  ja mam ciagle nawracajace infekcje zatok. ta lekarka troche sie interesuje medycyna chinska, powiedziala mi ze surowe warzywa i owoce maja dzialanie wychladzajace na organizm czyli w zimowych porach roku nie sa wskazane. kazala mi odstawic calkowicie slodycze, mąke,ryz, nabial i cytrusy, z tego co mowila to nabial u zatokowcow nasila problemy czyli ciagle zapychanie sie zatok.
                  • croyance Re: kolacja u Borejków 07.11.11, 16:33
                    W Anglii NHS zaleca, przy przeziebieniach, na kilka dni odstawic produkty mleczne.
                    • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 07.11.11, 22:35
                      mleko moze powodowac namnazanie sie bakterii, i chyba przy goraczce tez nie jest zalecane. bulion, marchewa i pietruszka, stare ludowe sposoby sie klaniaja:) nawet ponoc kasza gryczana nie jest wskazana w trakcie przeziebienia, tylko jaglana (tfu)
                      • nessie-jp Re: kolacja u Borejków 07.11.11, 23:53
                        > nawet ponoc kasza gryczana nie jest wskazana w trakcie przeziebienia, tylko jag
                        > lana (tfu)

                        Jakie tfu, kasza jaglana jest pyszna! :) Nie jest gorzkawa w ogóle, delikatna, cudowna. Obok gryczanej właśnie to jedyna z kasz, która mi smakuje (no jeszcze manna, ale nie umiem manny gotować, żeby nie przypalić).

                        A mleko Klara właśnie moja koteczka piła jako 3-miesięczniak
                        • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 08.11.11, 02:52
                          no wlasnie jest tak delikatna ze kojarzy mi sie silnie ze znienawidzona kasza manna. brrr.... jedyna kasza jaka lubie jest gryczana, reszta to dla mnie jakas pomylka. no z wyjatkiem tej w krupniku, peczaku chyba.
                          mleko klare pily rowniez i moje koty tyle ze one straszne lakomczuchy sa, a to mleko b. tluste bo ma nie wiedziec po co dodatek oleju, takze poszlo w odstawke jak kicury przytyly
                        • the_dzidka Re: kolacja u Borejków 08.11.11, 09:33
                          > A mleko Klara właśnie moja koteczka piła jako 3-miesięczniak
                          • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 08.11.11, 10:09
                            ojtam:D zawiera troche oleju to moze przeczyscic (dziwne ze kotow nie czysci) i troche - jak to zarcie dla zwierzat - popiolu :D:D
                            • marslo55 Re: kolacja u Borejków 08.11.11, 11:41
                              rannie.kirsted napisała:
                              "ojtam:D zawiera troche oleju to moze przeczyscic (dziwne ze kotow nie czysci) i troche - jak to zarcie dla zwierzat - popiolu :D:D"
                              Najważniejsze, że smakuje:D Moja kotka zawsze miała "Klarę" w pogardzie i ze zgrozą patrzy teraz, jak jej syn pije tę wstrętną, białą maź. Ale każdy ma swój gust. Jako dziecko stwierdziłam, że kocia karma, choć nieco kwaśna, jest jednak całkiem smakowita.
                          • nessie-jp Re: kolacja u Borejków 09.11.11, 01:21
                            > Przyznać się, nie przyznać?... A co mi tam.
                            > Nie dodaję mleka do kawy, więc nigdy go w domu nie mam. Pewnego dnia miałam bar
                            > dzo drogiego memu sercu gościa, który bez mleka kawy nie ruszy. Aby nieba mu pr
                            > zychylić, dolałam mu do kawy "Klarę".

                            Kwik :) Miejmy nadzieję, że nie czyta forum!

                            Moja bliska przyjaciółka, uziemiona w domu świeżo ulęgłym dzieciątkiem, a wiedząca, że ja też kawy bez mleka nie ruszę, chciała mi nieba przychylić i zaproponowała... własne. Twierdząc, że przecież to dla ludzi i nie może być bardziej obrzydliwe niż krowie.

                            Nie przemogłam się. W ekspresowym tempie nauczyłam się lubić kawę bez mleka :P

                            • pi.asia Re: kolacja u Borejków 09.11.11, 19:15
                              O RANY GORZKIE :)))))

                              I TY, bliska przyjaciółka od kilku lat, nie doceniłaś jej oferty? Dzieciątko, znające ją dużo krócej, jakoś nie miało oporów ;))))))
                              • nessie-jp Re: kolacja u Borejków 09.11.11, 19:53
                                > I TY, bliska przyjaciółka od kilku lat, nie doceniłaś jej oferty? Dzieciątko, z
                                > nające ją dużo krócej, jakoś nie miało oporów ;))))))

                                Wiesz, zdawałam sobie sprawę, że oferta jest uczyniona w ramach skrajnego zgrywu, ale i tak wymiękłam i zbladłam :)) Jej mąż natomiast podobno twardy był, skonfrontowany z tym samym dowcipem stwierdził, "A to polej, kochanie" i wypił... No ale to mąż, ja jednak, yyy, NIE.

                                • the_dzidka Re: kolacja u Borejków 10.11.11, 11:41
                                  Wyobraziłam sobie, jak ona tym cyckiem tak BEZPOŚREDNIO - wyjmuje go, pochyla się nad filiżanką i ziu strużką! :)

                                  W klasie maturalnej nasza koleżanka urodziła córeczkę. Poszłyśmy ją odwiedzić, karmiła cycem, i jedna z nas spróbowała. Pociągnęła prosto z :)
                  • turzyca Re: kolacja u Borejków 08.11.11, 19:30

                    z tego co mowila to nabial
                    > u zatokowcow nasila problemy czyli ciagle zapychanie sie zatok

                    Ja bym chciala zobaczyc wyniki porzadnie zrobionych badan. Bo test na trzech osobnikach polegajacy na odstawieniu wszystkich produktow krowich z wymiana masla na margaryne wlacznie nie dal najmniejszych pozytywnych rezultatow, nosy jak byly zatkane tak pozostaly, a wrecz u osobnika numer trzy, u ktorego odstawienie produktow mlecznych oznaczalo diete weganska, skonczyl sie wrecz wielotygodniowym zwolnieniem lekarskim, bo po pelnoobjawowym przeziebieniu zostala chrypa tak silna, ze uniemozliwiala wykonywanie zawodu.

                    To juz wiecej pozytku przynioslo wyrobienie sobie nawyku, ze przy najwstepniejszych objawach dodatkowego zatkania czyli przy zwiekszeniu pragnienia, trzeba jak najszybciej przystapic do rozgrzewania odpowiednich obszarow. Dwa, trzy wieczory z termoforem na twarzy i zagrozenie znika.
              • totorotot Re: kolacja u Borejków 09.11.11, 00:30
                rannie.kirsted napisała:

                > ja slyszalam ostatnio od internistki taka rzecz * uwaga dla tych co sie latwo o
                > brzydzaja prosze nie czytac dalej* ze nabial w pewnych przypadkach moze powodo
                > wac gromadzenie sie sluzu w organizmie - tak rzecze medycyna chinska. chodzi o
                > wszelkiej masci zatokowcow, oskrzelowcow co przechodza z jednego przeziebienia
                > w drugie. takze osoby ktore czesto choruja na zatoki powinny unikac nabialu. a
                > poza tym wszelkiej surowizny, warzywa gotowac, piec, owoce podobnie. surowizn
                > a i owoce cytrusowe wychladzaja organizm.

                Azjaci generalnie brzydzą się mlekiem i jego przetworami. Razu pewnego widziałam filmik, gdzie młody Chińczyk uprawiał coś w rodzaju wschodniego jackassa, delektując się ostentacyjnie spożywanym mlekiem, wlewał je sobie do gardła, cały kubek wypił się uśmiechał!
            • nessie-jp Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 21:24
              zla.m napisała:

              > Ale dlaczego mleko ma być niezdrowe jako takie i nie powinno być podawane dziec
              > iom (pomijam ludzi nietrawiących laktozy, ze skazą białkową itp)?

              No m.in. dlatego właśnie nie powinno być wmuszane hurtem w szkole, że wiele dzieci mope tę nietolerancję laktozy mieć i nie ma sensu podawać im ryzykownego jedzenia, którego w dodatku raczej nie lubią. Dokładnie identyczny efekt (a z punktu widzenia diety
              • turzyca Re: kolacja u Borejków 06.11.11, 21:00
                że wiele dzi
                > eci mope tę nietolerancję laktozy mieć (...).

                Raczej nie. Nie w Polsce, kraju, gdzie od stuleci hoduje sie bydlo mleczne. Bo tolerancja laktozy w wieku poniemowlecym, to kwestia mutacji, ktora rozprzestrzenia sie w sprzyjajacych warunkach. W Europie te warunki byly bardzo sprzyjajace, hodowla bydla mlecznego byla powszechna i kontakt z laktoza tez. Dlatego mamy stosunkowo niski odsetek doroslych nietolerujacych laktozy - wsrod dzieci ten odsetek jest jeszcze nizszy, bo nietolerancja laktozy rozwija sie wiekem. Wsrod dzieci chyba czestsze sa juz alergie na bialka mleka.

                > Mleko ma wcale nie za dużo białka, za to dużo tłuszczu i cukru

                Tluszczu w ktorym rozpuszczone sa tak potrzebne organizmowi witaminy.
                Cukru - niespelna 5 gram na 100, w soku pomaranczowym jest 8,5.
                Kalorie owszem sa, ale niepuste.

                Dokładnie identyczny efekt (...) można uzyskać, dając dzieciom w szkole twa
                > rożek, jogurt (niesłodzony), ser.


                Przeszlam kiedys w Polsce bardzo starannie przez trzy rozne sklepy, czytajac etykietki wszystkich oferowanych jogurtow naturalnych. I wszystkie jogurty, ktore mialam w reku mialy zawartosc laktozy wyzsza niz mleko. Serki wygladaja podobnie nieoptymistycznie, jedyne co pewne pod wzgledem laktozy to mocno dojrzaly zolty ser (bo taka mloda gouda ma jej bardzo duzo). Jesli wiec chcemy uwzglednic potrzeby dzieci bezlaktozowych, to musimy praktycznie w ogole wywalic produkty mleczne ze szkol.
                Ale dzieci nietolerujacych mleka czy ze wzgledu na laktoze czy ze wzgledu na bialka jest malo i nie ma sensu pozbawiac rowiesnikow kalorycznego, ale zdrowego napoju. Pechowcom mozna zaoferowac kartoniki z mlekiem sojowym czy innym roslinnym. Albo inny napoj w kartoniku wg uznania rodzicow. Bo takie produkty mozna latwo przechowac i wydac, podczas gdy do tych wymienionych przez Ciebie potrzeba lodowki.
                • nessie-jp Re: kolacja u Borejków 06.11.11, 22:11
                  Ja szczerze powiedziawszy patrzę na tę sprawę z nieco innej perspektywy, bo dzieci nie hoduję, chowam natomiast koty :) A koty niestety, nawet w Polsce, mają bardzo często nietolerancję laktozy. Dlatego uważam, co mi z talerza wyżerają.

                  > nie ma sensu pozbawiac rowiesnikow kalorycznego, ale zdrowego
                  > napoju.

                  Ale po co w ogóle dzieciom KALORYCZNY napój? Dziecko trzeba nauczyć zaspokajać pragnienie płynem niskokalorycznym, a nie ładować się kaloriami. Do picia ma służyć coś, co uzupełni braki mikro- i makroelementów, nie kalorii.

                  Picie to jedno, pożywny i zbilansowany posiłek co innego. I do tego posiłku można dać mleko, niech to będzie zupa mleczna, czemu nie
                  • turzyca Re: kolacja u Borejków 07.11.11, 01:13
                    > Wspominam o tym, bo trudno czasem nawet dorosłym uświadomić, jak wiele niepotrz
                    > ebnych kalorii przyswajają w napojach
                    • nessie-jp Re: kolacja u Borejków 07.11.11, 02:04
                      > Bo dla mnie czym innym jest bute
                      > lka icetea (pominmy cole z jej kwasem fosforowym) z tona cukru, a czym innym ml
                      > eko z jego tluszczami, witaminami i mikroelementami. Kalorie nie sa zle, jesli
                      > nie sa samotne. ;)

                      Faktycznie chyba się zgadzamy :) Ja myślałam raczej o mlekach "smakowych", czyli krótko mówiąc
                      • mmoni Re: kolacja u Borejków 07.11.11, 18:46
                        JULIAN TUWIM

                        Gorące mleko

                        Każą pić gorące mleko,
                        Chłopca mdli na widok mleka.
                        W gardle więźnie spazm wściekłości:
                        Nie chcę mleka! Nie chcę mleka!
                        Żeby w odmęt zieloności
                        Rozwierzganą wtargnąć bandą,
                        Na chłopczyka przed werandą
                        Czterech dzikich Siouxów czeka
                        W parujące, z kożuchami,
                        Dmucha wódz ich zrozpaczony.
                        Rozpluskaną szklanką mleka
                        Wolny obłok niebem goni.
                  • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 07.11.11, 22:37
                    jest takie mleko dla kotow klara - ma chyba w ogole pozbawione laktozy, albo zmniejszona ilosc.
            • klymenystra Re: kolacja u Borejków 05.11.11, 11:12
              Mleko powoduje także osteoporozę, osłabia kości, dlatego lepiej jeśc przetwory mleczne.
          • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 20:29
            o tak do ciasta drozdzowego zdecydowanie najlepsza popitka jest mleko. do ciasta czekoladowego tez jest dobre, zwlaszcza zimne:) tylko raczej suchego ciasta, typu babka
            • kkokos Re: kolacja u Borejków 05.11.11, 08:33
              rannie.kirsted napisała:

              > o tak do ciasta drozdzowego zdecydowanie najlepsza popitka jest mleko. do ciast
              > a czekoladowego tez jest dobre, zwlaszcza zimne:) tylko raczej suchego ciasta,
              > typu babka

              co ty, do szarlotki i sernika też mniammniam :)
              • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 05.11.11, 13:57
                rzecz gustu pewnie nabyta w dziecinstwie. u mnie zawsze mleko/kakao bylo do suchycch ciast czy pieczywa - bulka, ciasto drozdzowe, babka kakaowa, dlatego nie widzi mi sie mleko z niczym mokrym typu dzem czy nadzienie szarlotki. tak samo jak nie kumam polaczenia kakao + slodkie pieczywo czy ciasto
          • dziennik-niecodziennik Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 22:53
            > Ale ciasto drożdżowe z rodzynkami zapijane mlekiem, mniam, o boziu

            kakałkiem, kakałkiem!
            <slini się>
            • rannie.kirsted Re: kolacja u Borejków 04.11.11, 23:09
              drozdzowka z kakalkiem? rzydżek. cos jak paczek z kakałkiem, brrrrr. do kakałka pasi mi tylko bułka zwykla, nieslodka.
      • totorotot Re: kolacja u Borejków 09.11.11, 00:23
        > Nie lubie niefermentowanego mleka w zadnej postaci, ale smazone ziemniaczki z c
        > ebulka moge zjesc nawet na kolacje.

        Ja tam mogę na sniadanie, poświęcę się...
    • skrzydlate.bobry Leniwa jestem 04.11.11, 20:10
      i pisać mi się nie chce, zwłaszcza merytorycznie, ale że w tym wątku jakaś taka miażdżąca przewaga tych, co to dla nich gorące mleko ble i fuj, to ja tak tylko dla równowagi napiszę, że mleko uwielbiam i to właśnie raczej gorące niż zimne (chociaż to zależy od pory roku), zupy mleczne mogę jeść za całą rodzinę (z genem to nie ma nic wspólnego, bo najwyraźniej jestem wyrodna) i to od zawsze, kożuchy wciągam bez mrugnięcia okiem i im jestem starsza, tym bardziej mi smakują. Mleko pod każdą postacią. Kefiry, jogurty, śmietana. Masło - masło to ja rozumiem, a oliwę traktuję podejrzliwie. Ogólnie jestem nabiałowiec i o ile bez mięsa mogę się spokojnie obywać całymi tygodniami, o tyle bez mleka i jajek... Cienko to widzę. Chociaż wegańsko też potrafię gotować, nie żeby to był problem.

      Z kolacyjnego zestawu problem stanowiłaby dla mnie za to cebulka :D
      • pi.asia Re: Leniwa jestem 04.11.11, 20:30
        skrzydlate.bobry napisała:

        > w tym wątku jakaś taka
        > miażdżąca przewaga tych, co to dla nich gorące mleko ble i fuj

        Wczasy nad polskim morzem, wiek XXI, prywatny pensjonat, śniadanie.
        Sześć stolików = mniej więcej 20 dorosłych osób (to było po sezonie). Kelnerka zaczyna roznosić wazy z zupą mleczną. Zanim przyniosła ostatnią, szóstą wazę, pięć poprzednich już zostało odniesionych do kuchni przez wczasowiczów.
        Mina każdego kto wchodził do jadalni i dostrzegał na stoliku głębokie talerze - bezcenna...

        Najwyraźniej osób nielubiących mleka jest więcej niż jego wielbicieli.
        A takie np. smażone ziemniaczki każdemu smakują ;)

        PS - mleko z tzw. mlekomatów nie jest pasteryzowane, tylko schłodzone, ma 4% tłuszczu i pachnie tak pięknie, że pierwszy raz w życiu dobrowolnie napiłam się mleka nie-zsiadłego
        • kaliope3 Re: Leniwa jestem 04.11.11, 21:20
          Ubiegłaś mnie z tym mlekomatem;) Ja mam blisko domu, na drodze do przedszkola i bardzo często właśnie rano, w pośpiechu je kupujemy bo dla dziecka nie ma większej frajdy niż wrzucić monetę i patrzeć jak wyskakuje butelka, a potem jak się mleko do niej leje. To mleko jest rzeczywiście świetne, a jaki twaróg z niego wychodzi...Ja z obozu mleka zimnego,dodam.
          • slotna Re: Leniwa jestem 05.11.11, 01:00
            Wyguglalam sobie ten mlekomat, czad! Nie mialam pojecia, ze istnieje cos takiego :)
            • kaliope3 Re: Leniwa jestem 05.11.11, 10:54
              No, mówię Ci:) Nie dość,że to mleko jest autentycznie pyszne, pięknie pachnie i ma 4% ( mniam), to jeszcze jaka zabawa z samym kupowaniem! A po wszystkim jeszcze się sam czyści ( ten mlekomat) i jest ręcznik papierowy żeby sobie butelkę wytrzeć w razie czego, bo nalewane jest po sam brzeg.Widziałam jak sobie ludzie na rowerach podjeżdżali z małymi bańkami swoimi, bo oczywiście można mieć też swoje naczynie.
        • dziennik-niecodziennik Re: Leniwa jestem 04.11.11, 22:55
          a w szpitalu jak leżałam to byłam jedyną osobą która nie chciała ryżu na mleku, makaronu na mleku itd. za to jak była kasza manna to zamienialam się z którąś kolezanek z sali - ja jej kanapki, ona mi swoją kaszkę :D
          • rannie.kirsted Re: Leniwa jestem 04.11.11, 23:12
            o taaak, szpitalne sniadanka. ryz na mleku, grysik na mleku, ryz na mleku, grysik na mleku i tydzien w szpitalu zdaje sie czlowiekowi wiecznoscia.
            • pi.asia Re: Leniwa jestem 05.11.11, 05:17
              rannie.kirsted napisała:

              > o taaak, szpitalne sniadanka. ryz na mleku, grysik na mleku, ryz na mleku, grys
              > ik na mleku i tydzien w szpitalu zdaje sie czlowiekowi wiecznoscia

              łomatko, mnie już jedno śniadanie wydawałoby się wiecznością!
              • kkokos Re: Leniwa jestem 05.11.11, 08:27
                > > o taaak, szpitalne sniadanka. ryz na mleku, grysik na mleku, ryz na mleku
                > , grys
                > > ik na mleku i tydzien w szpitalu zdaje sie czlowiekowi wiecznoscia
                >
                > łomatko, mnie już jedno śniadanie wydawałoby się wiecznością!

                a ja lubiłam zupy mleczne!
                nie pamiętam, czy w przedszkolu, tam pewnie nie, bo generalnie przedszkole pod względem jedzenia kojarzy mi się z horrorem, choć zup mlecznych akurat tam nie pamiętam - ale za komuny istniało coś takiego jak wczasy z trzema posiłkami (jedzonymi w turach, dwóch lub trzech, i jak się miało kiepską turę, to mimo wakacji trzeba było zrywać się o świcie, a z plaży schodzić w najlepszym momencie, bo schabowy wjeżdżał na stół). no i na tych wczasach też były zupy mleczne, które moja rodzina omijała łukiem szerokim, a ja radośnie wsuwałam. najbardziej lubiłam taką rzadziutką kaszkę mannę (w domu robiło się ją tylko w formie zastygniętej i krojonej w kostkę do rosołu) i zupę mleczną z makaronem na słono. z ryżem była na słodko - i za tą nie przepadałam. była też bardzo rzadka owsianka o smaku owsianki, którą uwielbiałam. najrzadziej były kasza manna i owsianka, najczęściej ryż. (oczywiście po pożywnej zupie mlecznej było "drugie danie" śniadania, na które przypadała kajzerka, parę plasterków wędliny lub żółtego sera i ćwierć pomidorka, do tego jeszcze chleb i dżem na stole - kalorycznie to śniadanie węglarza, a nie plażowicza. ech, idę sobie zrobić kawę bez mleka)
                • rannie.kirsted Re: Leniwa jestem 05.11.11, 13:59
                  kurde zupa mleczna na slono to niezla perwersja..... ja z kolei nie cierpie wszelkich mlecznych paciaj przez te nieszczesna kasze manne w dziecinstwie - codziennie stawiano przede mna talerz ohydnej mdlo-slodkawej brei kazda lyzka to byla walka ze soba
                  • pi.asia Re: Leniwa jestem 05.11.11, 15:24
                    rannie.kirsted napisała:

                    > kurde zupa mleczna na slono to niezla perwersja..... ja z kolei nie cierpie wsz
                    > elkich mlecznych paciaj przez te nieszczesna kasze manne w dziecinstwie - codzi
                    > ennie stawiano przede mna talerz ohydnej mdlo-slodkawej brei kazda lyzka to byl
                    > a walka ze soba

                    Witaj w klubie! Miałam tak samo!
                    Aczkolwiek na wczasach bez protestów zjadałam owsiankę - może dlatego, że była właśnie lekko słonawa, i po posłodzeniu robiła się całkiem niezła.
                    A może była to zasługa kucharki z ośrodka Politechniki Częstochowskiej w Ustroniu Morskim, niejakiej pani Władzi, która robiła genialne zupy. Nawet mleczne w jej wykonaniu były jadalne.

                    Kkokos wspaniale opisała śniadania w takich ośrodkach! Od siebie dorzucę, że zupa mleczna z "drugim daniem" (+ herbata) była co drugi dzień, naprzemiennie ze śniadaniem jednodaniowym, do którego serwowano kawę zbożową z mlekiem, nieodmiennie podawaną w metalowych, emaliowanych dzbankach z pokrywką. Dzbanki - niezależnie od ośrodka - zawsze były czerwone albo granatowe ;)
                    • kkokos Re: Leniwa jestem 05.11.11, 15:41
                      zu
                      > pa mleczna z "drugim daniem" (+ herbata) była co drugi dzień, naprzemiennie ze
                      > śniadaniem jednodaniowym, do którego serwowano kawę zbożową z mlekiem, nieodmie
                      > nnie podawaną w metalowych, emaliowanych dzbankach z pokrywką. Dzbanki - niezal
                      > eżnie od ośrodka - zawsze były czerwone albo granatowe ;)

                      a nie, to tam, gdzie ja zwykle jeździłam, zupa była codziennie i kawa zbożowa do wyboru z herbatą codziennie - z tym że kawa w niedziele zamieniana była na kakao. z kolonii różnych pamiętam, że nie było herbaty do wyboru, ale reguła kakao w niedziele też działała.
                      herbata na koloniach była po kolacji - zawsze lekko słodka, słodzona "centralnie". jako że od 4. czy 5. roku życia nie słodziłam herbaty wcale (bo chciałam naśladować mamę), herbata półsłodka powodowała u mnie odruch wymiotny, zaś ci, którzy słodzili, narzekali, ze tego cukru dużo za mało :)

                      i tak, emaliowane dzbanki też pamiętam! ale one bywały też brązowe (w pięknym kolorze kupy :)).
                      • nessie-jp Re: Leniwa jestem 05.11.11, 16:08
                        Tam, gdzie ja jeździłam była (i zresztą jest, ten ośrodek istnieje do dzisiaj i menu ma identyczne, jak za PRL-u!) kawa zbożowa codziennie z wyjątkiem niedziel, kiedy to był rarytas w postaci kakao. Codziennie był też dżem, a w niedziele rarytas: miodek :)

                        Zupy mleczne to ja nawet lubię, i na słodko, i na słono, i bez żadnych przypraw. Jedyne, czego nie lubię z nabiału, to charakterystyczny zapaszek przegotowanego mleka. Dopóki zupa mleczna jest robiona na mleku podgrzanym, a nie zdenaturowanym gotowaniem, to chętnie ją pożeram.

                        Uwielbiam kaszę mannę na rzadko, na słono, z odrobiną masełka. Mniam, pokarm bogów.

            • mmoni Re: Leniwa jestem 05.11.11, 15:31
              Zamiłowanie placówek żywienia zbiorowego do zupy mlecznej na śniadanie nieodmiennie mnie zadziwia. Czy to jakiś aksjomat wiary, którego uczą na dietetyce? W trakcie ostatniego pobytu w szpitalu zjadłam owsiankę na mleku, zacierki na mleku, kaszkę mannę na mleku i makaron na mleku, potem na szczęście mnie wypisali. Ale powiem wam, że po dwóch dniach postu pooperacyjnego ta zupa mleczna to smakuje jak małmazja.
              • rannie.kirsted Re: Leniwa jestem 06.11.11, 21:54
                tez spedzilam niedawno tydzien w szpitalu i doszlam do wniosku ze gdyby nie walowa przyniesiona przez rodzine to chyba nic bym tam nie jadla. na snaiadnia codziennie zupa mleczna - na zmiane ryz i manna. zimne. na obiad jakies ohydne przecierane zupy, kotlety mielone chyba z psa z budą, ziemniaki, wszystko zalane ZIMNYM sosem. kolacja - wedlina mielonka najgorszego rodzaju - to ma byc zdrowe jedzenie???? chleb, marmolada.ZERO warzyw.
                przy takim jedzeniu to chyba pacjenci wolniej zdrowieja nizby powinni
              • klawiatura_zablokowana Re: Leniwa jestem 08.11.11, 13:42
                A kleik ryżowy i suchar jaka małmazja trzeciego dnia po wyrostku :)))
      • onion68 Re: Leniwa jestem 05.11.11, 08:06
        > i pisać mi się nie chce, zwłaszcza merytorycznie, ale że w tym wątku jakaś taka
        > miażdżąca przewaga tych, co to dla nich gorące mleko ble i fuj, to ja tak tylk
        > o dla równowagi napiszę, że mleko uwielbiam i to właśnie raczej gorące niż zimn
        > e (chociaż to zależy od pory roku), zupy mleczne mogę jeść za całą rodzinę (z g
        > enem to nie ma nic wspólnego, bo najwyraźniej jestem wyrodna) i to od zawsze, k
        > ożuchy wciągam bez mrugnięcia okiem i im jestem starsza, tym bardziej mi smakuj
        > ą. Mleko

        Zgłaszam się, żeby Ci smutno nie było :) Od małego lubię kożuchy. Z mlecznych zup tylko ryż na mleku mi nie podchodzi.
        A do ziemniaków z cebulką - czerwony barszcz. Mmmm.
        • rannie.kirsted Re: Leniwa jestem 05.11.11, 14:01
          o, a ja z kolei widzialam taka forme podawania tej zupy, ze do talerza czerwonego, zabielanego barszczu wkladano ugotowany ziemniak w mundurku.
          • moleslaw Re: Leniwa jestem 06.11.11, 13:13
            Uwielbiam mleko w każdej postaci, na zimno, gorące, kwaśne, z miodem czy z cukrem i najbardziej lubię mleko z czosnkiem i solą. Po prostu nie ma nic lepszego. Mleczne zupy kocham po prostu a naworkę często sobie gotuję tak jak jeszcze dziadek mnie uczył. Jednak nie lubię smażonych ziemniaczków a cebulki (smażonej) wręcz nie cierpię zatem kwestia czy mleko słodkie czy kefir odpada :-)
            • pi.asia Re: Leniwa jestem 08.11.11, 05:34
              co to jest naworka?
              • nessie-jp Re: Leniwa jestem 09.11.11, 01:22
                pi.asia napisała:

                > co to jest naworka?

                Też nie wiedziałam i wygóglałam wczoraj
                • pi.asia Re: Leniwa jestem 09.11.11, 19:18
                  Dzięki :)

                  Od samego opisu mam odruchy zwrotne - przecież to nic innego jak kożuchy na mleku :(
      • yowah76 Re: Leniwa jestem 08.11.11, 01:45
        skrzydlate.bobry - ja tez. Lubie cieple, zimne, od krowy najlepiej wlasnorecznie udojone (w dziecinstwie, bo teraz nie mam okazji), wiekszosc jogurtow, kefir moze nieco mniej, maslanke, zsiadle wrecz maniakalnie (moje psy i koty tez), zupy mleczne a szczegolnie owsianke. Ser bialy bez niczego. Za to miesa niewiele, jajka rzadko...
    • turzyca Re: kolacja u Borejków 06.11.11, 21:16
      No coz u nas do takiej kolacji na stole zjawi sie jedna czarna herbata bez cukru i jedno kakao z zimnego mleka. Bardzo starannie nie zagladamy do kubka drugiej osoby, po co psuc sobie apetyt?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka