nabakier
14.12.12, 15:14
Czasy się zmieniły albo co...bo coraz większe przygnębienie czuję na myśl o życiu mieszkaniowo-rodzinnym Borejków. Pewnie już było fyfset razy o tym, ale cóż...przygnębiło mnie i trzyma.
No bo jak? Jedna łazienka i tyla luda? Nie myli się, nie siusiali, czy myli się i siusiali wedle grafika? Jedni drugich wypukiwali z kibla, jak ich przycisnęło? Ile razy można wstrzymywać, no pardon...nerwicy się idzie nabawić. Jak u nich wyglądają poranki, kiedy wszyscy (albo większość) się spieszą??? Myją się co trzeci dzień czy jak? Czy pierwszy wstaje dwie godziny przed wyjściem?
Najmniejsza komórka rodzinna w jednym pokoju z dziecięciem? Jeden pokój mieszczący sypialnię, gabinet do pracy, dziecięcy i dzienny? A gdzie hm...intymność? Gdzie dziecię przyjmuje kolegów z podwórka czy ze szkoły? Tatuś lub mamcia przy kompie lub grzebiący w ważnych papierach (mama przygotowuje się do habilitacji), a dziecię z kumplami grandzą (a chyba powinni grandzić, jak to dzieci)? A jak kto chory jest, to reszta co?
Gdzie starzy Boreje i inni przyjmują SWOICH (nie-wspólnych z innymi członkami rodziny) gości? Znaczy: Mila psiapsióły, którym się sypie małżeństwo i przyszły pochlipać, a Borej kumpli na brydża- (czy odwrotnie). Nie mają tych kumpli i psiapsiół (pytanie retoryczne)? Podobnie Gabrysia czy Grześ?
Jedna kuchnia na tyla luda? A jak ktoś ma szczególny apetyt na kapuchę, a inny na pierogi? Toć się idzie pozabijać od samych zapachów, stracić apetyt na ament.
Gabriela sypiająca na materacu w jednym pokoju z córeczkami. światło trzeba gasić na dzwonek, muzyki się nie posłucha, tv nie obejrzy (tak, wiem, za niska rozrywka, ano ale jakiś anormalny tez im się mógł urodzić, który chciałby tv, i co wtedy?)
Ida i Marek walczący o minimum intymności (wiem, wiem- było). Nie urządzają późnowieczornych czy nocnych nasiadówek ze znajomymi? No bo gdzie? Starsi państwo, co to już śpią. Albo dzieci (cudze) obok w pokoju obok).
To nie życie, kurna, to wegetacja. To jakis kurnik, gdzie gaszą światło o 19.
Fajna mi rodzinka, co to jej na myśl nie przyjdzie, że człowiekowi potrzeba czegoś więcej do życia, niż mityczne "rodzinne skrzydełka"- w ciasnocie i reżimie (bo bez reżimu się chyba pozabijają albo powariują).
Wstręt poczułam na sama myśl o takiej egzystencji. Oni są jednak nienormalni.
Tak mi się zebrało.
I teraz pytam: czy to inne czasy, inne standardy, czy jednak- coś tu nie gra? Oni są chyba z XIX w. z głębokiej wsi, gdzie śpią całą rodzina na zapiecku, albo wprost ze stada, gdzie zwierzaki pokotem śpią obok siebie i mieszkają w jednej jamie.
Wołami by mnie na to Roosevelta 5 nie zaciągnęli, brrr.
[A na koniec dodam, że dranie choinki zabijają, a mnie żal tych hektarów ścinanych corocznie choinkę dla kaprysu bezmyślnych ludzi- tak mi się ulało do kompletu, hehe. Dobrze, że choć jedną choinkę na tyla luda- zawsze coś, jedno dobre z tego kołchozu wychodzi (w miarę dobre, bo jednak zabijają). ]
Nie ma we mnie rozumienia tej sytuacji ani wyrozumiałości dla Borejków, no nie ma...