hania_jk
21.05.13, 12:17
Skoro już zostało ustalone, że pani MM inspiruje się naszym forum (ja to traktuję bardziej na zasadzie "nie wierzę w duchy, ale coś w tym musi być"), czemu by nie ułatwić Autorce zadania i nie spreparować całych fragmentów, a co! ;)
Kłopot mały w tym, że pani MM nie bardzo chce ujawić, o kim... kiedy... dlaczego... i przede wszystkim O CZYM, ale pozwólmy tu sobie na dowolność zgadywania :)
Ja zacznę. Zgaduję, że "Wnuczka..." będzie o małej Mili, która przybędzie z Oxfordu do dziadków i Flobrostwa na prawdziwie chrobrochabrowe polskie wakacje, co by Mickiewicza chłonąć i nadszarpniętą gramatykę polską pod okiem grammarfreaka Łusi poprawiać.
Czas - jakoś tak lato 2015, czyli Mila będzie miała 11 lat.
"Samolot wylądował.
Głęboki i dostojny głos młodego pilota poinformował znajdujących się na pokładzie pasażerów, że w Poznaniu niebo jest bezchmurne, temperatura wynosi obecnie 26 stopni Celsjusza.
Dziesięcioletnia Mila Schoppe wsunęła ufnie rączkę w dużą, lecz budzącą zaufanie dłoń babci Gabrysi, i uśmiechnęła się do niej. Babcia Gabrysia - lub Gabi, jak Mila wolała ją nazywać - odwzajemniła ten uśmiech, a w jej miłych kasztanowych oczach można było dostrzec całą miłość, jaką darzyła swą najstarszą wnuczkę. Mila miała czasem nieśmiałe wrażenie, że z Gabi łączy ją szczególna więź. Nie oznaczało to, że Gabi nie kochała jednakowo wszystkich dzieci swoich córek. Aby się o tym przekonać, wystarczyło tylko zobaczyć, z jaką szczerą radością przez ostatnie dwa tygodnie zajmowała się młodszą siostrzyczką Mili (ochrzczoną co prawda podwójnym imieniem Gizela Gabriela, ale przez wszystkich zwana po prostu Gizią), a także jak często dzwoniła do Polski, do cioci Laury i wujka Adama, dopytywać się o zdrowie bliźniaczek. Ta dzielna, wyjątkowa osoba nigdy nie dopuściłaby do tego, by jakiekolwiek wnuczę czuło się przez nią zaniedbywane, o nie - co do tego Mila Schoppe byla absolutnie przekonana. Niemniej jednak czasami wydawało jej się, że w sposobie, w jaki Gabi uśmiecha się do niej, można dostrzec coś wyjąkowego: pewnego rodzaju dumę z Mili i absolutną do niej sympatię. Nie ma się co dziwić, w końcu Mila była jej pierwszą wnuczką!
Podczas gdy samolot prężnie toczył się po pasie startowym, Mila z ukontentowaniem oddawała się myślom o czekających ją wakacjach w Polsce, najpierw w domu Gabi przy Roosvelta 5, a następnie na wsi, w gospodarstwie cioci Patrycji i wujka Floriana. Milę szczególnie cieszyła ta dalsza perspektywa - szczególnie, że ciocia i wujek mieli w gospodarstwie hodowlę koni i pasiekę, w ogródku od groma świeżych warzyw i owoców (rarytas nie do pozyskania w Oxfordzie), a od dwóch lat charytatywnie prowadzili coś w rodzaju letnich kolonii dla dzieci krewnych i znajomych. Jak wyjaśniła Mili babcia Gabrysia, dzieciaki kwaterowano w specjalnie wybudowanej dla nich dziecięcej altance w ogródku; podczas kolonii mogły korzystać nie tylko ze wszelkich dobrodziejstw gospodarstwa wujostwa, lecz także poprawić gramatykę i ortografię pod czujnym okiem kuzynki Łusi lub uczestniczyć w lekcjach śpiewu i gry na pianinie prowadzonych przez ciocię Laurę. Podczas lekcji cioci Laurze, mającej obecnie przerwę w karierze solistki w Operze Poznańskiej, towarzyszyły z entuzjazmem jej kilkumiesięczne pociechy, radośnie gaworząc do wygrywanych przez matkę dźwięków."
A może po prostu każdy dopisze dalszy ciąg? Zapraszam do zabawy ;-)