Dodaj do ulubionych

Naprawdę żal mi Róży

30.04.14, 10:13
Wiem,że według większości na forum dzieckiem odtrąconymi i skrzywdzonym jest Laura.Ja jednak uważam,że najmniej prawdziwego ciepła i wsparcia od rodziny otrzymała właśnie Róża.
Była pierwszym dzieckiem Gabrysi.W psychologii podkreślany jest aspekt,że pierworodni wyjątkowo potrzebują uwagi i wsparcia rodziców,ponieważ to oni pamiętają moment ,kiedy mieli rodziców tylko dla siebie.U Borejków to nie działa.Cała uwaga skoncentrowana jest na zbuntowanej Laurze ,później także na genialnym Ignacym Grzegorzu.Mało tego,rodzina pozwala Laurze kpić z Róży,kraść jej rzeczy(prezent zakupiony dla Lelujki przejmuje Laura i wręcza go jubilatowi).Róża musi się czuć bardzo niepewnie skoro nie potrafi okazać gniewu.Bez przerwy wydaje się zabiegać o uczucie bliskich.Ta ustawiczna pomoc w domu,dogadzanie na każdym kroku rodzince przy jednoczesnej zgodzie na ignorowanie jest tak naprawdę niepokojące.Niby rodzina ją uwielbia ,jest zachwycona jej charakterem ,ale tylko w deklaracjach...
-Ulubiona ciocia Natalia na wyśmiewanie Pyzy przez Laurę(w obecności prawie obcego Filipa) reaguje "cudowną"sentencją stylu -"niektórzy tak mają,odpuść"
-Dziadek Ignacy zawsze faworyzował Tygrysa a jak urodził się Miągwa to o stał się oczkiem w głowie seniora rodu.Nie przypominał sobie poza "Czarną polewką" jakiejkolwiek jego interakcji z Różą
-Babcia Mila ,której Pyza mówi o nieplanowanej ciąży reaguje chłodem i taką pełną dystansu ironią.W dodatku subtelne porównanie do Gabrysi,która była ileś lat temu w podobnej sytuacji,ale nie płakała ,bo ona jest dzielna było w tej sytuacji dla dziewczyny tylko kolejną szpilą i sugestią-"nie masz prawa się żalić".
-Matka Gabrysia-to ona zawsze dawała córce jak najmniej uwagi.Widziała,że jest delikatniejsza niż Laura i że ta robi z niej kozła ofiarnego i nie reagowała.Może i logiczne , bo kiedyś ujawnia chyba Natalii,że najbardziej kocha Tygrysa.W czasie ciąży Róży zero emocjonalnej bliskości miedzy Gabą i córką.Zostawiła też ją w połogu z pierwszym dzieckiem .Rozumiem,że Ignacy Borejko miał wystarczyć,ale pomijając jego brak rozsądku w takich chwilach chyba swobodniej byłoby młodej matce mając u boku inną kobietę.Oczywiście , nic nie musiała,Pyza jest dorosła.Tyle tylko,że Gabrysia też była ,kiedy korzystała z pomocy Mili i Ignacego.
-To naprawdę jest przedziwne,że nikt Róży nie pokazał zdjęcia ojca i nie rozmawiał z nią o nim.Ona przecież znajduje przypadkiem w rzeczach Laury fotkę Janusza("Tygrys i Różą) i doznaje wstrząsu,że po raz pierwszy świadomie widzi ojca.Skoro już w "Imieninach"pojawił się temat Janusza w rozmowach z Tygrysem czemu wtedy nie porozmawiano również z Różą.Bo nie histeryzowała jak jej siostra?Zastanawia mnie to bardzo ,jak bardzo musiała czuć się niepewnie,że nie zapytała sama o swojego tatę,jakby czuła,że nie może sobie pozwolić na to pytanie.To nie jest normalne.Tym bardziej kiedy widzimy,że w "Czarnej polewce"potrafi rozmawiać z Pyziakiem i raczej nie budzi jej wstrętu.
-W tej sytuacji w ogóle mnie nie dziwi jej związek z emocjonalną Antarktydą Frycem.Mimo wszystko kiedy czytam o tej postaci zawsze jej trochę współczuję.
-
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Naprawdę żal mi Róży 30.04.14, 10:44
      mnie tez zal Rozy, ona jest ofiara zbiorowej przemocy psychicznej - ignorowanie to tez forma przemocy, choc najsubtelniesza
      moze MM gustuje w dowcipach z gatunku "panie doktorze, wszyscy mnie ignoruja - nastepny prosze !"
      absolutnie mnie nie dziwi zwiazek Rozy ze sztywniakiem Frycem - on jesli jej nie zauwaza, to dla wyzszych celow (gwiazdozbiory), a nie dlatego, ze inni LUDZIE absorbuja jego uwage i dla biednej Rozy to juz pociecha, ostatecznie wobec gwiazd kazdy jest malutki i niezauwazalny
      Gabon potraktowal ja tak jak Miagwe w pewnym momencie, "sama sie wychowaj", nie werbalizujac tego co prawda, no i nie deklarowala, ze uwaza corke za madra
      Roza odeszla najdalej, odgrodzila sie od rodziny polowa Europy i kanalem na dodatek i nic nie sugeruje, ze dazy do kontaktow
      • ginny22 Re: Naprawdę żal mi Róży 30.04.14, 11:22
        A mnie zawsze strasznie ciekawi, czy MM ma świadomość, CO napisała. Bo przecież Róża w jej odczuciu miała być - jak sądzę - kimś zupełnie innym niż ta Róża, którą widzimy my. To miało być złote, idealne dziewczę, które wszyscy kochają, taka mary Sue: piękna, mądra i dzielna, a nie opuszczona przez wszystkich dziewczyna z syndromem DDD.
      • sta-fraszka Re: Naprawdę żal mi Róży 25.07.14, 00:05
        W swietle tej wypowiedzi ma ogromny sens fakt, ze Roza podczas pobytu w Polsce mieszka u Pulpy.
        • ciotka_scholastyka Re: Naprawdę żal mi Róży 25.07.14, 09:17
          Że mieszka - OK. Ale że nie spędza Wigilii z własną matką? Podobną "najlepszą"?!
          Tak się zastanawiam, czy Musierowicz w ogóle czyta to, co napisała?...
    • zla.m Re: Naprawdę żal mi Róży 30.04.14, 11:36
      Mi też jest Róży żal, pisałam o tym tutaj: forum.gazeta.pl/forum/w,25788,131040643,137581328,Re_Tak_bronic_Pyziaka_.html

      , z tym że ja skupiłam się na braku ojca i konsekwencjach tego porzucenia, a ty pokazałaś też stosunek reszty rodziny do Róży.

      Aha, no i z obecnego doświadczenia, czyli posiadania własnego dziecka: roczne, a już na pewno ponad roczne dziecko (bo kiedy Pyziak odpłynął w siną dal po raz drugi Pyza miała ponad rok) NA PEWNO zauważy brak ojca, oczywiście jeżeli był to ojciec, który się w opiekę nad dzieckiem raczył angażować, a nie tylko czasem przechodził obok.
    • lululemon12 Re: Naprawdę żal mi Róży 30.04.14, 12:04
      Kiedyś już o tym pisałam, ale zawsze dziwił mnie brak jakichkolwiek emocji na linii Gaba-Pyza. Pomiędzy Laurą a jej matką strzelają iskry, są trudności, coś się dzieje- przy Róży nic takiego się nie pojawia. Ot, Róża, w sumie dobrze, że jest, ale nie będziemy się nad tym zastanawiać.
      Zupełnie zaś niepojęte jest dla mnie, że nikt nie próbował wyperswadować Pyzie genialnego pomysłu studiowania astronomii. Nikt też, widząc jej problemy i narastające znudzenie dziedziną, nie proponował zmiany kierunku. Pamiętam jeszcze, jak to wyglądało w mojej bynajmniej nie idealnej rodzinie, ile odbyto ze mną dyskusji i w jakiej temperaturze, jak często pytano mnie później, czy na pewno podjęłam właściwą decyzję. Owszem, często było to irytujące, ale jednocześnie dawało kojące poczucie, że nie jestem z tym wszystkim sama. Borejkowski takt niestety takiego poczucia nie zapewnia. Sama autorka mimo woli zdaje sobie chyba z tego sprawę, vide przemyślenia Ignasia w kwestii "wierzę, że sam dorośniesz".
      • dominka1 Re: Naprawdę żal mi Róży 30.04.14, 13:08
        Mnie zawsze stosunek Gaby &Borejków do Pyzy przypominał relację Mila i reszta rodziny-Pulpecja. Pamiętam takie zdanie z Pulpecji,że rodzice pochłonięci problemami emocjonalnymi i życiowymi starszych córek nie specjalnie przejmowali się Pulpą bo była przecież"grzeczna ",miła,bezproblemowa.Dokładnie ten sam mechanizm jak u Róży a potem wielki szok-,że matura oblana czy nieplanowana ciąża.
        • akniwlam Re: Naprawdę żal mi Róży 30.04.14, 14:53
          Pulpecja i Laura trochę się buntują i walczą o uwagę rodziny. Róża nie dostaje od Borejków zbyt wiele uwagi, ale ma za to jedną cenną rzecz - aprobatę. Różę się w rodzinie akceptuje, Róża ma kontakt z matką (to jej mówi o zaręczynach w stogu siana) i z Natalią, która jej właśnie opowiada o Cyprze i planach kupna kawalerki. Róża może przyprowadzać do domu Fryderyka (do jego wyjazdu). Płaci za to odgrywaniem roli rodzinnego Słoneczka i panicznym lękiem przed konfliktami, ale odgrywana przez nią rola wcale do najgorszych nie należy.
          Mi chyba najbardziej jest żal Ignasia, którego nikt nie obroni przed kuzynem i jego całkiem niekrytą agresją, którego się od urodzenia wtłacza w rolę wunderkinda, starego maleńkiego, miągwy i znawcy Platona. To dziecko nigdy nie miało szans być dzieckiem. I wobec niego oczekiwania rodziny są po prostu nie do udźwignięcia.
          • dakota77 Re: Naprawdę żal mi Róży 30.04.14, 15:14
            Ze nikt Ignasia nie broni przed kuzynem, ze patrzy sie z poblazliwym usmieszkiem na to, jak ucieka przed szerszeniami it., - tu pelna zgoda. Ale nie mam wrazenia, ze rodzinne oczekiwania sa dla niego nie do udziwgniecia. Ignas wydaje sie czuc w swojej roli cudownego dziecka znakomicie.
          • dominka1 Re: Naprawdę żal mi Róży 30.04.14, 15:51
            W sumie poza "Czarną polewką" nie było sytuacji ,że wybranek Borejkówny/Pyziakówny byłby nie wpuszczony do domu.Róża rzekomo ma dobry kontakt z Gabą,tak jak Mila z Pulpą,ale w praktyce w najważniejszych chwilach matka jej nie wspiera.Mam wrażenie,że u starszych Borejków dużo bardziej dla rodziców liczą się Gaba i Ida,Natalia i Pulpa to tło. Gabriela powiela ten schemat,tyle że koncentruje się na Laurze i Ignasiu(zwłaszcza do Czarnej polewki).Można to odebrać, w tej rodzinie trzeba być głośnym ,wyszczekanym (Ida,Laura)żeby być w centrum uwagi.
            Róża i Patrycja są może akceptowane,ale tak na zasadzie -"to tylko Pulpa","to tylko Pyza".Sprawy dotyczące Gabrysi,Idy , Ignasia czy Laury są ważne,niezwykłe.Problemy i kłopoty Patrycji czy Róży zawsze były zbyt banalne ,żeby się nad nimi pochylić.Taki sam kontrast widziałam w reakcji rodziców Borejko na widok Gaby(której nie widzieli ok 48 godzin) i Natalii ,która była nieobecna rok i pierwsze co słyszy od rodziców"tak tęskniliśmy Gabuniu".Nic tylko zawrócić i wrócić na Cypr
            • bupu Re: Naprawdę żal mi Róży 30.04.14, 19:27
              dominka1 napisała:

              > W sumie poza "Czarną polewką" nie było sytuacji ,że wybranek Borejkówny/Pyziakó
              > wny byłby nie wpuszczony do domu.Róża rzekomo ma dobry kontakt z Gabą,tak jak M
              > ila z Pulpą,ale w praktyce w najważniejszych chwilach matka jej nie wspiera.Mam
              > wrażenie,że u starszych Borejków dużo bardziej dla rodziców liczą się Gaba i I
              > da,Natalia i Pulpa to tło. Gabriela powiela ten schemat,tyle że koncentruje się
              > na Laurze i Ignasiu(zwłaszcza do Czarnej polewki).Można to odebrać, w tej rod
              > zinie trzeba być głośnym ,wyszczekanym (Ida,Laura)żeby być w centrum uwagi.

              Tyle, że nie jest to uwaga pozytywna. Gaba przecież nie wykazuje ani odrobiny inicjatywy i dobrej woli, aby zająć się problemami młodszej z córek. Tygrys jest dla niej wygodnym szczudłem, takim Pyziakiem zastępczym, dzięki któremu można pokazywać rodzinie jaka to Gabusia jest biedna i jak dzielnie cierpi, a przez to skutecznie rzeczoną rodziną manipulować. No i są efekty, Gabuni nikt przecież złego słowa nie powie, wszyscy latają dookoła na paluszkach. Dzięki temu Gaba, z aureolą świętej, może sobie odpuścić wychowywanie własnych dzieci, może sobie odpuścić jakąkolwiek samodzielność i zadekować się w wygodnej roli wiecznej córki, z imitacją męża w charakterze alibi.

              Co się tyczy Ignacego Grzegorza, to uwaga Gaby wobec niego jest wyjątkowo toksyczna. To nie jest uwaga troskliwej matki, to jest uwaga posiadaczki, której rozwój dziecka wisi jak kilo kitu na agrafce, dziecko ma być cudowne, zdolne i absolutnie posłuszne mamusi. No i takie właśnie jest, a kiedy przestaje bodaj na milimetr, Gaba już ma palpitacje (patrz początek "McDusi"). I już widzę jak we "Wnuczce" Gaba terroryzuje Ignasia swoim Biednym Chorym Sercem...

              Pyza natomiast jest dzieckiem niewidzialnym, bo jak widać powyżej, jedyna uwaga, jaką można otrzymać u Borejków, to uwaga toksyczna i szkodliwa. Tak więc supergrzeczna, cicha i potulna Pyzunia wypracowała sobie umiejętność absolutnego nierzucania się w oczy i bycia użytecznym sprzętem domowym. Trochę jak Grześ.
              • bisturi Re: Naprawdę żal mi Róży 10.07.14, 12:37
                W "Sprężynie" za dobrą, słodką Pyzunią tęsknią absolutnie wszyscy. Gaba chce dzwonić ale się na siłę powstrzymuje w tym konkretnym momencie z czego można wnosić, że dzwoni często.
                Jakieś to takie.. no nie wiem jakby na siłę rodzina chciała zatrzymać czas i żeby słodka Pyzunia miała cały czas 12 lat. Przecież to jest dorosła kobieta, wyjechała z mężem i dzieckiem i ma tam swoje życie. Z Różą można porozmawiać, spędzić wspólnie święta, odwiedzić się, przylecieć na ślub - to jest całkiem sporo. Normalna dorosła córka z własną rodziną zazwyczaj nie ma intensywniejszych kontaktów ze swoją rodziną (no chyba, że babcia pełni rolę baby-sitterki i widują się codzinnie). Tęsknota "wszystkich" za małą Milą wydaje się zrozumiała ( małe dziecko, szybko się zmienia, dziadkowie tracą etapy rozwoju) ale tęsknota taka ckliwa i płaczliwa za Pyzą jest dla mnie dziwna. Pyza służy do zaspokajania określonych potrzeb emocjonalnych różnych osób, głównie Gaby (bo z Pyzy bije jakaś dobra moc) i Mili (promyczek) i jak ta Pyza wyjeżdża to niedobrze, powinna przecież tu być i świecić. Podejrzewam, że zarówno telefony Gaby, jak i wizyty Mili wzbudzają w niej gigantyczne poczucie winy i te wszelkie emigracyjne turbulencje duszne.
                • zla.m Re: Naprawdę żal mi Róży 10.07.14, 13:08
                  bisturi napisała:

                  > . Normalna dorosła córka z własną rodziną zazwyczaj nie ma intensywniejszych ko
                  > ntaktów ze swoją rodziną (no chyba, że babcia pełni rolę baby-sitterki i widują
                  > się codzinnie).

                  No to nie wiem - albo nie jestem normalna albo niedorosła. Mam intensywne kontakty z własną rodziną, chociaż moja mama nie zajmuje się moim dzieckiem. Po prostu - lubimy się czy coś. To nienormalne?
                  • verdana Re: Naprawdę żal mi Róży 10.07.14, 18:40
                    Ja też jestem niedorosła. I nie, nie uważam, aby brak tęsknoty za dorosłą córką, która wyjechała daleko i chęć rozmowy z nia były objawem patologii. Chyba, ze przyjmiemy, ze kocha się tylko dzieci - kiedy dzieci dorastają, to miłość i zainteresowanie nimi wygasa, bo przecież dziwne byłoby, aby nadal lubić dorosłą córkę i syna i być zainteresowanym, jak sie im żyje. Zwierzęta też sa zainteresowane młodymi do momentu ich dorastania , a potem zapominają i tyle. A człowiek to tylko zwierzę, jak odchowa, to po co potem jeszcze inwestować jakieś uczucie?
                    • ding_yun Re: Naprawdę żal mi Róży 11.07.14, 10:04
                      Dołączam do grona niedojrzałych. Jestem dorosła, wkrótce będę mężatką, mieszkam za granicą od kilku lat, a za rodziną tęsknię bardzo i utrzymuję z rodzicami niezwykle bliski kontakt. Co nie znaczy że nie mam własnego życia. Ale ja mam z rodzicami wiele wspólnych tematów, zainteresowan i poglądów, nie stali mi się obcymi ludzmi z chwila gdy opuscilam dom i wyjechałam na studia.
                      • bisturi Re: Naprawdę żal mi Róży 14.07.14, 09:14
                        No to Ci zazdroszczę. I wszystkiego najlepszego :)
                • berek_76 Re: Naprawdę żal mi Róży 09.08.14, 08:45
                  Ja ze swoją mamą miam bardzo wybuchowe relacje, ale dzwonimy do siebie często i gadamy godzinami. I nie uważam tego za objaw patologiczny - ludzie, którzy się kochają, moga potrzebować duuuuuużo kontaktow ze sobą (chociaż wcale nie muszą). Nie pojmuję założenia, że dorosłe dzieci powinny mieć wyłącznie własne życie, a z rodzicami widywac się na święta. Uwielbiam, kiedy moi rodzice odwiedzają mnie zupełnie bez powodu i żałuję, że to tak rzadko.


                  -----------------------
                  Berek, mama Ani, Dasi i Funi

                  You've got to kick a little
    • tt-tka Re: Naprawdę żal mi Róży 17.07.14, 09:02
      jako bardzo dorosla melduje, ze mam czesty kontakt z rodzina, ale ja tego chce
      pytanie, czy Pyza tez ? to do niej dzwonia i przyjezdzaja, ale jak to wyglada w druga strone ?
      jakos nie moge sie oprzec wrazeniu, ze gdy Pyza wyszla z domu i zobaczyla / zaznala innych niz borejcze relacji z ludzmi, to postanowila trzymac sie jak najdalej od matki, babki, siostry i calej reszty stada

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka