Dodaj do ulubionych

Wnuczka - nasze recenzje

05.11.14, 22:01
Nowy wątek, co byśmy mogły zamieszczać w nim przemyślenia całościowe po lekturze.
Kto już przeczytał?
Kto się kiwa w kąciku, zamroczony kremem Choco?
A może wręcz przeciwnie - komu jest ciepło i miło?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Wnuczka - nasze recenzje 05.11.14, 22:04
      Za późno, napisałam juz. Może droga moderacja przeniesie tutaj?
    • lululemon12 Re: Wnuczka - nasze recenzje 05.11.14, 22:13
      Aż ciepło i miło nie, ale ogólne wrażenie dość dobre, możliwe, że porównawczo :). Przeleciałam dość pobieżnie, w sumie na niczym oprócz pierwszej pomocy specjalnie mi się wzrok nie zatrzymał.
      Borejkowie uczłowieczeni, do tego w niewielkich ilościach.
      Traktowanie Ignasia niezbyt fajne- ale on sam też posunięty trochę w karykaturę.
      Wątek z Magdą idiotyczny. W ogóle ten wciskany do znużenia przekaz, że mężczyzna to myśliwy, któremu należy stawiać przeszkody, ukazywanie Janickiej jako nachalnej, klejącej się dziołchy- nie bardzo, panie tego.
      • melomanka87 Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 17:21
        Eee, a ta Janicka pojawia się tylko we wspomnieniach, czy też po kilku latach nadal podoba jej się agresywny gbur Józin?
        • morekac Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 17:41
          Pojawia się we wspomnieniach o nieodległej przeszłości typu kilka tygodni czy kilka miesięcy wstecz.
    • la.spinka Re: Wnuczka - nasze recenzje 05.11.14, 22:25
      Mnie jest ciepło i miło, bo traktuję tę książkę jak drugą "Idę Sierpniową" - "Ida sierpniowa po Latach". Ida jest tam główną bohaterką, dziatwa błąka się gdzieś w tle po lesie. Odmawiam patrzenia na te książkę inaczej! Odmawiam! Bo Ida jest tu w końcu normalna, uczłowieczona - postrzelona, tak jak wcześniej, ale z całej książki wychodzi z twarzą.

      Swoją drogą przykre to, że cieszę się, że bohaterka jest w końcu normalna - no, ale to już offtopic.
    • morekac Re: Wnuczka - nasze recenzje 05.11.14, 23:01
      Lepsze to niż poprzednia, bo mniej Borejkow. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby ich wcale nie było, Pałys Józef mógłby zostać i się zakochiwac. Trochę glupawe, ale taka konwencja powieści pensjonarskiej. Się muszą zakochać od pierwszego wejrzenia. I muszą być przeszkody obiektywne. Oraz wraży konkurent do ręki.
      Wtopa 1: pierwsza pomoc. Pisałam już o tym, bo panna Rumianek nader nieumiejętnie się za to zabiera. A przecież zamierza zostać lekarzem. Pamiętacie, jak Ida udzielała pp braciom L.? I naprawdę uczą teraz tej EDBS dość porządnie- gdyby dziewczyna chciała, to by się naumiala. Moje starsze dziecko, dokładnie w wieku panny Dorotki, złapała się wczoraj za głowę po zapoznaniu się z tym fragmentem. Nie wybiera się na medycynę, a takich głupot by nie zrobiła.
      Wtopa 2: wiecznie pijany Chrobot, z którym nikt nie boi się wsiąść do samochodu. Przecież nieszczęśnik ma pewnie stałe stężenie alkoholu we krwi w granicach 2 promili. A poza tym jest zadziwiająco pomocny. Albo gość jest totalny degenerat albo jest w miarę ok, tylko z rzadką zdarza mu się przesadzić z alkoholem.
      Wtopa 3: matura Józefa. Nie chce mi się wierzyć, ze chłopak dosyć konkretny i w dodatku raczej nie poddajacy się naciskom, idzie na medycynę bez przekonania, a potem decyduje się na PW nigdy o niej wcześniej nie myśląc i nie przymierzając się nawet do matury z rozszerzonej matematyki.
      Wtopa 4: czy pan Bogatka nie mógłby być mniej oblesny ? Przecież przy takim ćwoku wiecznie w kąpielowkach nawet Ignacy G. Stryba jest amantem. Co to za konkurencją dla kogokolwiek? Przecież gdyby Józef wykosil kandydata przystojnego, na poziomie,ubranego itp. , wartość tego, ze to akurat on został zaszczycony przez Dorotę byłaby większa. A tak to jakby Bayern wygrał z LKS Zadupie.
      Wtopa 5: machlojki internetowo- telefoniczne. Albo mają Internet albo nie mają. Zasięgu mogło nie być a linie mogła uszkodzić nieco burza i został się tylko jakiś Internet z tajemniczego zródła. A skoro panie nie mają żadnego telefonu, to jak goście rezerwują pobyty? Letnicy mogą się trafic tylko z łapanki albo trzeba zakładać pułapki na mostkach.
      Ale podobało mi się kilka rzeczy. .. ze to Ignasiowe zamiłowanie w poezji zostało trochę obsmiane. Matko, dziewczyna chora, a ten zamiast dac aspiryne i herbatki zrobić katuje ją poezją. Nic dziwnego, ze zwiala i nie stanęła aż w Paryżu. Dziwne, ze odpisala. 😉
      Spodobała mi się nowa ksywa Natalii.
      Dorota byłaby niemal zabójcza (w przenośni, nie dosłownie) , gdyby- jako przyszła pani doktor- opanowała zasady pierwszej pomocy.
      • la.spinka Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 00:05
        Morekac, czytałaś książkę? Tam jest wspomniane, że Chrobot pijany tylko w niedzielę bywa (teraz nie mogę znaleźć tej strony, ale dokładnie to pamiętam).

        Co do machlojek internetowo-telefonicznych: napisane jest, że internet mają pociągnięty od telefonu stacjonarnego Chrobota, przez płot. Więc za bardzo tajemnicze to źródło nie jest :)
        A letników wyszukując zamieszczając "ogłoszenia w gminie" (s. 66), cokolwiek to znaczy.. Może jakaś gazeta? Ja sobie wyobraziłam taką tablicę, na którą przypina sie pinezkami ogłoszenia własnoręczne. Może w tej gminie coś takiego mają w centrum? Więc to też jest wyjaśnione.

        Co do ksywy Natalii - właśnie, najpierw przeczytawszy, myślę sobie: znów kolejne dziwactwo MM, która rodzinie nagle kazała babcię nazywać "Babi", a matkę-Natalię "Matalią". Ale już po chwili zaczęło mi to do niej pasować, bo ona jakaś taka daleka jest od wizerunku Matki-Polki, i bardziej mi się widzi, że jej synowie widzą ją jako Natalię właśnie, a nie mamę. To nawet zgrabnie zostało utrafione.

        • morekac Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 01:10
          Czytałam. Co do Chrobota, to było napisane, że kasy mu się nie powierza, bo wszystko przepija,
          Nie było to w niedzielę, w niedzielę bywał rutynowo pijany- ale nie oznacza, ze pil tylko w niedzielę. Tylko może w niedziele pił bardziej.
          Wiem, że Internet miały od sąsiada, miałam na myśli, ze mogłyby mieć z satelity (drogi) , ale dlaczego nie założyły telefonu? Drogo nie drogo, jeśli się mieszka na zadupiu, to telefon jest niezbędny. W domu są dwie starsze osoby, mogą się źle poczuć- jak zadzwonić po pomoc? I to jeszcze pragną zarabiać kasę, tylko nawet nie można się do nich dodzwonić i spytać, czy mają wolny pokój.
          Imo: mogły mieć normalny Internet, mogłyby mieć i normalny telefon, tylko popsuty chwilowo.
          -------------------------------------------------------------
          "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
          • kosheen4 Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 01:23
            > Wiem, że Internet miały od sąsiada, miałam na myśli, ze mogłyby mieć z satelit
            > y (drogi) , ale dlaczego nie założyły telefonu? Drogo nie drogo, jeśli się mies
            > zka na zadupiu, to telefon jest niezbędny. W domu są dwie starsze osoby, mogą
            > się źle poczuć- jak zadzwonić po pomoc?

            i znowu ta cholerna bukolika, która od pierwszej wzmianki o lesie buko(liko)wym wyjść mi z głowy nie chce. czuć na odległość nachalny neofityzm, człowieka który z prawdziwymi problemami na wsi ma tyle wspólnego co ja z mercedesami. czyli nic. i naprawdę nie uwierzę, żeby Musierowicz miała cokolwiek z tym bliżej. pani autorka nie ma pojęcia, jak wygląda biedny dom na wsi - zaserwowano nam tu jakiś przedziwny, wyrwany z XIX wieku obrazek domu, wysmakowanego z jednej strony, a z drugiej cierpiącego na niedostatek. Ni to podupadły dworek, ni to wiejska chałupa. Odnoszę wrażenie, że to miks wyobrażeń o tym jak wygląda prawdziwa prowincja, snutych w wygodnym podmiejskim lokum.
            • kopiec_esmeralda Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 06:54
              To opis wnętrza domu ze skansenu w Lednicy, blisko /lednogóry, tam nieraz wymienianej,. Widać MM wydaje się, że "prawdziwa wiejska chałupa" tak właśnie wygląda.
            • morekac Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 07:49
              Była nauczycielka podstawowa i była urzędniczka pocztowa miały chyba jakieś emerytury, dziecko było utrzymywane przez matkę do tego stopnia, ze chodzilo do szkoły społecznej płatnej (dopiero od 2 klasy miała mieć zwolnienie z czesnego)
              Miały własne żarcie- za bogato pewnie nie było, dom był pewnie nieco zaniedbany technicznie odkąd Rumianka zabrakło, ale niedostatek?
              • iwoniaw Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 09:13
                No to chyba wszystkie środki szły na tę szkołę, bo dziewczę nawet butów nie ma ani sukienki.
                • iwoniaw i nawet linia stacjonarna telefoniczna 06.11.14, 09:20
                  wypada "za drogo" (sąsiada-pijaka stać, w odróżnieniu od dwóch emerytek i dziewczynki utrzymywanej przez matkę z norweskimi zarobkami, toteż ciągną od niego internet (którego podłączenia domagała się matka Doroty - ciekawe, czy chodziło jej o zakup internetu od operatora czy o ciągnięcie kabla na lewo...), za który chłopina najwyraźniej płaci z życzliwości sąsiedzkiej...).
                  • morekac Re: i nawet linia stacjonarna telefoniczna 06.11.14, 09:26
                    Po prostu wielkopolskie skąpstwo i tyle.
                    • morekac Re: i nawet linia stacjonarna telefoniczna 06.11.14, 09:27
                      Przepraszam mniej oszczędne wielkopolanki, of korz.
                      • iwoniaw Ale przecież nikt nie kradnie :-D 06.11.14, 09:30
                        W tej Wielkopolsce znaczy. Wszak sama idea, że ktoś mógłby coś ukraść z pootwieranej pustej chałupy w samo niedzielne południe może przyjść do głowy wyłącznie letnikom ze złodziejskiej Warszawy...
                        • anutek115 Re: Ale przecież nikt nie kradnie :-D 08.11.14, 11:18
                          ... chociaż forsę sie trzyma w stodole za krokwia, coby jej życzliwy sąsiad nie znalazł i nie przepił :).
                • morekac Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 09:31
                  Kreska była lepiej ubrana, a przecież była sama na utrzymaniu Dmuchawca- emeryta. Skoro rodzice siedzieli w internacie, to raczej kasy z tej strony nie było. Tu dwie emerytki i matka pracująca w Norwegii są w stanie zapewnić dziecku nawet tego.
                  • anutek115 Re: Wnuczka - nasze recenzje 08.11.14, 11:19
                    W dodatku ta Kreska lepiej była ubrana w latach osiemdziesiątych, gdy naprawdę było trudno z zaopatrzeniem wszelkiego rodzaju.

                    Kompletnie nie kupuję Dorotki w jedynej sukience na przemian z jedynymi spodniami.
                    • czarna9610 Re: Wnuczka - nasze recenzje 08.11.14, 12:25
                      Nie przeczytałam zbyt uważnie. przyznaję opisy przyrody omijałam Po przeczytaniu że "dzięcioł puścił swój niezłomny dziób, osadzony w jakże niezłomnej czaszce". Ida przypomina Idę z "Córki Robrojka" tylko tym razem zamiast wygłaszać monologi pisze. Niefajny stosunek Idy do Ignasia to ironiczne określenie "Cierpienia młodego Stryby" i jeszcze te kpiny, kiedy chłopa zetknął się z żądłem szerszenia. Ogólnie z Idy taka wojownicza matka zwłaszcza, kiedy wysyła Róży l;istę ulubionych potraw dzieci. Parę stron wcześniej jest, że Róża z trudnością sobie radzi ze swoimi dziećmi , no to jej jeszcze dowalamy lepienie pierogów z grzybami i kiszoną kapusta .
                      Gabi jest osłabiająca "są na świecie rzeczy ważniejsze niż ćwierkanie dwojga wielodzietnych pięćdziesięciolatków pod namiotem. I nie bądź tak egoistycznie nastawiona" No prawie praca organiczna i od podstaw i co tam jakieś budowanie więzi między ludźmi. W końcu najlepszy sposób na odpoczynek i urlop to remont mieszkania.
                      Patrycja powinna skopać panią Musierowicz, za zrobienie z niej takiego ideału .
                      Na dodatek książka znowu kończy się wymiana pierścionków (kółko od firanki) przez bardzo młode osobniki. Litości , czy każda pierwsza miłość od razu musi się kończyć zaręczynami i być prawie po grób ? To zakończenie takie trochę w stylu XIX wiecznych powieści dla panienek .
        • ewaty Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 09:42
          "A letników wyszukując zamieszczając "ogłoszenia w gminie" (s. 66), cokolwiek to znaczy.. Może jakaś gazeta? Ja sobie wyobraziłam taką tablicę, na którą przypina sie pinezkami ogłoszenia własnoręczne. Może w tej gminie coś takiego mają w centrum? Więc to też jest wyjaśnione. "

          Ale, nawet zakładając, że jest to tablica ogłoszeniowa obok urzędu gminy, jaki jest sens wieszania tam ogłoszeń dla potencjalnych letników, którzy zwykle mieszkają w mieście? Od kilku lat nie skorzystałam z innego źródła, szukając noclegu, niż internet. A swoją drogą, liczenie na zarobek letników w sytuacji, gdy zaleca się gościowi kąpiel w jeziorze, bo szambo się wtedy nie przepełni, hm...
          • kopiec_esmeralda Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 09:50
            He, he, już widzę swoją minę, gdyby mi ktoś zalecił kąpiele w jeziorze, zamiast w łazience. Pomijam, ze w agro standardem jest pokój z łazienką, a często i z aneksem kuchennym. MM ma chyba wyobrażenia z czasów Makuszyńskiego, no, może Bahdaja. Ale halo, halo, tu Ziemia, mamy XXI wiek.
            • mary_ann Re: Wnuczka - nasze recenzje 11.11.14, 12:14
              No dobra, Ty się śmiejesz, a ja pamiętam podobną scenę z życia, sprzed zaledwie paru lat. Wynajmowany dom nad Bugiem, rekordowe upały. Patologicznie małe szambo, właściciel wyraźnie niezadowolony, że musi je ciągle opróżniać, namawiał nas do przerzucenia się wyłącznie na kąpiele w rzece ("Tu nie Warszawa, żeby tak wodę lać i lać":)
          • morekac Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 09:54
            Może gmina miała jakąś stronę internetową z noclegami? Ale jakby nie patrzeć - panie z dolinki powinny mieć chyba jakiś telefon, żeby nieszczęsny letnik mógł zadzwonić i spytać się, czy w terminie takim czy owakim można przybyć.
            A one się dziwią, że letników nie ma i pies z kulawą nogą do nich nie zagląda...
            No litości
    • iwoniaw Ta książka mnie nie oburza, ona mnie śmieszy 06.11.14, 09:33
      - jest tak durna, jak durnowate opka gimnazjalistek, trudno z czymś takim polemizować na poważnie, można wytykać "kwiatki", których nie brak (tytuł Verdany "redaktor nie zaczął" bardzo a propos).
    • czerwona_skarpeta Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 13:43
      Właśnie skończyłam. Mam jakieś takie.. mieszane uczucia, prawdę mówiąc. Może to i lepsze od McDusi, ale szału nie ma.
      Po pierwsze, bardzo mi zazgrzytało mi podejście Idy do matury Józefa (które zresztą słusznie zostało potem skomentowane przez bodajże Florka). No hej, nie każdy musi iść śladami rodziców! I w jej oczach niedostanie się na medycynę, ale generalnie zdanie matury (podejrzewam że zdał po prostu dobrze, z paroma może wpadkami, ale nieźle), to już słabo? Bez przesady.
      Po drugie, Ignacy G. Odetchnęłam z ulgą, że nie poszedł na polonistykę ani na filologię klasyczną. Historia sztuki mnie jednak odrobinę zdziwiła, nie mogła być historia, archeologia albo chociaż kulturoznawstwo? Nigdy mi się nie kojarzyło by się zachwycał jakimś obrazem, rzeźbą, czy twórcą..).
      Ale wznosiłam boleśnie oczy do nieba (i modliłam się by mu coś głos odebrało), czytając każdą jego wypowiedź. Nie wiem czy to na serio czy sparodiowane, ale mną aż trzęsło. Jęczy i smęci jeszcze gorzej niż w McD, aż zbyt wrażliwy, i do tego histeryk. Jedyne czemu się nie dziwię, wręcz go doskonale rozumiem, to paniczny lęk przed osami, pszczołami i szerszeniami. Sama też tak mam, na jego miejscu zachowywałabym się podobnie w kontakcie z nimi, jak nie gorzej.
      Po trzecie, co do cucenia flaszką. Metoda zdecydowanie, ekhm, oryginalna i raczej bym jej nie zastosowała. Wydaje mi się że dziewczyna myśląca o medycynie powinna coś więcej wiedzieć o pierwszej pomocy. Czy w przypadkach takich jak uraz Idy można obracać do pozycji bocznej ustalonej aka bezpiecznej? Przedstawicielki i przedstawiciele nauk medycznych proszeni o konsultację :)
      I po czwarte, monolog Doroty o hormonach.. Nie wiem, czy to miało pokazać jaka jest wyedukowana biologicznie i jak bardzo nie ufa osobnikom płci przeciwnej pełnym testosteronu i instynktu rozrodczego, ale jakoś mi to nie grało. Na moje oko, jakieś takie za długie i chyba przedobrzone. Ale mogę się mylić.
      Na plus: babcie. Takie fajne, porządne kobity. Swoją drogą, rzuciło mi się w oczy imię Wiktoryna, może nie na dzisiejsze czasy, ale fajne :) I wprowadzenie Rojków w akcję, przynajmniej można sobie ich przypomnieć. I Jędrek się zachowuje i myśli jak dzieciak, pyta, wielu rzeczy nie rozumie albo jeszcze się nie domyśla, a nie jak maniacka Łusia która by załapała wszystko w lot i napisała esej filozoficzny o tożsamości zbiorowej..
      W skali od 1 do 10? Hmmm..Takie 6. Serio. Jak mówię, zdecydowanie lepiej, ale szału też nie ma.
      • lululemon12 Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 15:26
        Z obracaniem bym się wstrzymała, skoro nie ma pewności, czy nie uszkodziła kręgosłupa. To zresztą kolejna wpadka: Dorota, rozmyślając, że nie wolno Idy przemieszczać ze względu na kręgosłup, kładzie sobie jej głowę na kolanach. Chyba nie nadążam za jej logiką, zwłaszcza że rdzeń kręgowy najczęściej zostaje uszkodzony właśnie w odcinku szyjnym.
      • morekac Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 15:58
        Po pierwsze, bardzo mi zazgrzytało mi podejście Idy do matury Józefa (które zresztą słusznie zostało potem skomentowane przez bodajże Florka)
        No, Ida tak podeszła jak podeszła, wspierające to specjalnie nie jest, raczej wręcz przeciwnie, ale przecież ona zawsze była z lekka histeryczna. Reakcja reszty rodziny jest ok i to się też liczy.
        • dakota77 Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 17:27
          Reakcja rodziny fajna i widac, ze uwazaja ze Ida nie ma racji. Kto powiedzial, ze postac zawsze ma sie zachowywac nienagannie i zgodnie z naszymi oczekiwaniami? Ida tu racji wyraznie nie ma.
          • verdana Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 17:41
            Akurat ten wątek jest bardzo dobry - parokrotnie różne osoby powtarzają Józinowi, ze nie musi spełniać marzeń matki i nie musi dać się wkręcać w rywalizacje z kuzynem.
      • semihora Re: Wnuczka - nasze recenzje 08.11.14, 10:17
        Zgadzam się prawie ze wszystkim. Wykład Doroty przegadany, Ignaś mameja, a Jędrek to zwykłe dziecko, czasem cudujące po swojemu, czasem pytające do bólu, ale przecież myślące i ciekawe świata... Za to wkurzał mnie dziad Borejko traktujący wnuka jak głupka, a i do Gaby odnoszący się jak pan i władca ("ty nie gadaj, tylko mnie pakuj" - cytat niedosłowny, nie mam akurat książki pod ręką).

        I ta dobra Babi nadająca w jednej ze scen Józinowi na Idę... Też słabe, bo podważające autorytet matki, będące furtką do tego, aby jej nie szanować.

        A, jeszcze jedno - mnie ubodły te przemiłe staruszki, które podają Idzie podwójną cenę... Jak lekarz, to można go wykorzystać? Albo jak nie widział ogłoszenia w gminie, to też można podać inną kwotę? Czy to takie usprawiedliwienie, że skoro ten wredny VAT je zuboża, a nowych letników nie ma, to tego frajera, który się trafił, można wycisnąć jak cytrynę?
        • rozdzial43 Re: Wnuczka - nasze recenzje 08.11.14, 16:01

          > I ta dobra Babi nadająca w jednej ze scen Józinowi na Idę... Też słabe, bo podw
          > ażające autorytet matki, będące furtką do tego, aby jej nie szanować.

          Nie zgadzam się. Matka, której autorytet trzeba chronić poprzez przemilczanie jej niezrówoważonych zachowań nie ma żadnego autorytetu. Dwoje kochających Idę ludzi pokpiło sobie cichutko i z miłością do okpiwanej.

          Wiele szkody wyrządziło już IMHO traktowanie autorytetu rodzica jako wartości absolutnej. Zbyt dosłowne odczytywanie przykazania czcij ojca swego i matkę swoją często pozostaje w jaskrawej sprzeczności z czymś, co obecnie nazywamy dobrem dziecka.
          • semihora Re: Wnuczka - nasze recenzje 09.11.14, 18:04
            Ja nie traktuję rodziców jako absolutnego autorytetu i w wielu sytuacjach uważam, że jeśli dzieci ich nienawidzą, to jest to efekt, na który ci rodzice sobie zasłużyli. Aczkolwiek, nie oszukujmy się, wiele jest też takich przypadków, gdy dziecko byle co traktuje jako powód do ustawienia ojca i matki na pozycji swoich wrogów, bo uważają, że ich dobro zawsze powinno być na pierwszym miejscu, a rodzice są źli.

            W innej scenie ta rozmowa o Idzie przeprowadzona jest rzeczywiście z miłością i mimo podkreślania wad Idy, zakończona jest pozytywnie i, tfu, tfu, miło. Rozmowa wcześniejsza jest obrzydliwa, opiera się na podejściu prześmiewczym i robi z Idy kretynkę i potwora. Ida jest raptusem, owszem, ale nie zasługuje na pogardę ze strony swojego syna i matki. Nie mam książki, nie będę cytować, w każdym razie mnie to zazgrzytało, Tobie nie musi. Każdemu jego porno :P
      • kkokos Re: Wnuczka - nasze recenzje 08.11.14, 15:32
        > Po pierwsze, bardzo mi zazgrzytało mi podejście Idy do matury Józefa (które zre
        > sztą słusznie zostało potem skomentowane przez bodajże Florka). No hej, nie każ
        > dy musi iść śladami rodziców! I w jej oczach niedostanie się na medycynę, ale g
        > eneralnie zdanie matury (podejrzewam że zdał po prostu dobrze, z paroma może wp
        > adkami, ale nieźle), to już słabo? Bez przesady.

        a mnie to właśnie w ogóle nie zgrzyta - bo "zostało potem skomentowane przez bodajże florka". tam generalnie dyskusja była i z florkiem, i z gabą, i babi się włączyła. i były przedstawione różne punkty widzenia.
        nie irytuje mnie, jeśli bohater gada głupoty, każdemu wolno, irytuje mnie, jeśli te głupoty nie są skontrowane przez innych bohaterów, skomentowane odautorsko, jeśli pozostawia się czytelnika w przekonaniu, że autor te głupoty pochwala/podziela punkt widzenia.
        • verdana Re: Wnuczka - nasze recenzje 08.11.14, 16:16
          Mnie też nie zgrzyta, to doskonały wątek.
    • rosynanta Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 15:38
      Mam mieszane uczucia.

      Na plus:
      - brak kolejnych zepsutych postaci. Płakać mi się chciało, kiedy w McDusi zepsuli mi Tygrysa, kiedy w Imieninach Róża stała się nudziarą. Bałam się bardzo, że Wnuczką będzie ktoś związany z Żakami i mi zepsują Cesię albo jeszcze co gorszego. Idusia została zrehabilitowana, jest cudna.
      - przeniesienie akcji w jakieś nowe miejsce i rozbicie jej na dwa domy. No nareszcie! Plus remont na Roosevelta.
      - nowa bohaterka, nowa krew w ten chów wsobny
      - nieliczne, ale wciąż obecne momenty potwierdzające, że książki pisze wciąż ta sama osoba. Kwiknęłam dwa razy ze śmiechu, takiego autentycznego. Dwa to nie dwadzieścia, kwiknięcie to nie kaskady śmiechu nad moim myszem

      Na minus:
      - główna bohaterka. Ładna, mądra, energiczna, na wszystkich ma cudowny wpływ, ojca nie ma, ale jej to zupełnie nie przeszkadza, matkę ma za granicą, ale takoż, chodzi do liceum społecznego, piniondz jej spływa z nieba za gęsi i kurczaki, chłop pojawia się znikąd i od razu za-ko-cha-na z wza-jem-noś-cią, sielanka. Zgrzytałam zębami, czytając o tej cholernej Dorotce i myślałam, gdzie się podziała niepewna siebie Cesia z kompleksami, Aniela z prowincji, rudy kościotrup sierpniowy, zakochana bez wzajemności Kreska zakutana w bure swetrzyska czy zagipsowana Bebe. Pollyanna nam się objawiła na orzechu, psiakrew.

      - zachwyty nad wsią. Jak rozumiem, pani Musierowicz mieszka na wsi i nie cierpi lata w mieście, kiedy wszędzie jest hałas i pył. W pełni się solidaryzuję. Ale, cholera jasna psiakrew, gdzie się podziały zachwyty nad kamieniczkami z giętkimi irysami? Bohaterki kochały Jeżyce, a potem pac, jak wielkim tasakiem zostały od nich odcięte, siedzą na wsi i wygłaszają peany na temat tego, jakie to miasto okropne. Myślałam, że mnie skręci, kiedy przeczytałam, że lepiej mieszkać na wsi, oddawać miastu pół dnia (na pracę), po czym wracać do rumianków, łąk i pszczółek. Raz, że nie pół (8h + co najmniej 2 na dojazd, zostaje 6 godzin na życie, w którym rumianki i pszczółki są przeznaczone na czas relaksu - wiem, bo tak żyję), a dwa, że łąki to przez 2 miesiące w roku, pozostałe miesiące są deszczowe albo śnieżne, a do domu wraca się, kiedy jest ciemno.

      - bardzo dziwny model relacji w związkach. Miejscami czułam się, jakbym oglądała "Plotkarę", która absolutnie nie powinna być dla nikogo wzorcem i modelem.

      Ogólnie książka jest taka o. Wracam do "Noelki", akurat dobry czas.
      • rosynanta Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 15:41
        ERRATA:

        Dwa to nie dwadzieścia, kwiknięcie to nie kaskady śmiechu nad moim myszem (a raczej myszem Bobcia), ale to wciąż coś.

        Bohaterki kochały Jeżyce - z wyjątkiem Pulpy, która chciała mieszkać na nowoczesnym osiedlu typu stal i szkło, chociaż przecież ceniła secesję w postaci popielniczek.
      • mary_ann Re: Wnuczka - nasze recenzje 11.11.14, 12:23
        "Na plus:
        - brak kolejnych zepsutych postaci. "

        Dla mnie jest jedna, mało widoczna, niepierwszoplanowa. Agata Janicka. W "McDusi" wyraźnie określona jako dziewczyna z klasą, mądra, zrównoważona, taktowna, taka, która wie, co gdzie i kiedy. Teraz nagle okazuje się bezambicjonalną stalkerką, jadowitym bluszczem. WTF?
        • morekac Re: Wnuczka - nasze recenzje 11.11.14, 13:08
          Ida jest zazdrosna o pierworodnego.
          Nawet Dorotka to dla tego lebiegi Ignasia miała być, nie zaś jako odwrócenie myśli Józefa od tej narzucającej się Agatki.

          Teraz nagle okazuje się bezambicjonalną stal
          > kerką, jadowitym bluszczem. WTF?
          Może Józio wypełnił jej ramiona? ;-)
          • mary_ann Re: Wnuczka - nasze recenzje 11.11.14, 13:34
            No dobrze, ale najwyraźniej Józinek jest tego samego zdania. Przemożny wpływ matki czy raczej po prostu, ze strony MM, mało przekonywający sposób na uśmiercenie postaci, co do której były poważne plany autorskie, ale musiały ustąpiły pod naporem nowej koncepcji?
            • morekac Re: Wnuczka - nasze recenzje 12.11.14, 08:43
              Józiowi mogła się dziewczyna znudzić, cokolwiek.
              Ciągnięcie niechcianego 'romansu' przez 3,5 roku też nie wygląda dobrze dla chłopaka. Narzucała się czy nie, on jakieś zaangażowanie chyba wykazywał?
    • szprota Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 18:48
      Na plus:
      - M.M. opisuje otoczenie, w którym przebywa i w którym się dobrze czuje; opisy wsi tchną pogodą i zadowoleniem
      - mejle Idy (serio, parę razy mnie rozbawiły)
      - gest Józinka z koralami

      Na minus:
      - dopieprzanie się do miastowych przy każdej okazji
      - pojazd po popkulturze, tym boleśniejszy, że w kontekście rozmowy o tożsamości zbiorowej
      - technofobia (dość zresztą wybiórcza)
      - pseudonaukowe bzdurki typu alkohol leczy, a testosteron jest hormonem agresji (to trochę na wyrost, wiadomo, że MM nigdy nie popularyzowała nauki, ale skoro mi przeszkadza, to co mam nie pisać, że mi nie przeszkadza?)
      - mimo wszystko - język
    • zla.m Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 20:43
      A plosę pani, verdana to się panosy na innych stronach jenterneta...
      • verdana Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 20:48
        Skarzypyta!!!
        • szprota Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 20:56
          No ładnie, matka zcurkom napisały, jak tu się wepchnąć ze swoją recenzją? Hę? ;)
          • verdana Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 20:58
            Między wódkę a zakąskę:)
            • szprota Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 21:00
              Ja to, proszę pani, tylko, khę, krystaliczną wodę popijam.
              Po prawdzie to obie napisałyście, co mi chodziło po głowie.
              • verdana Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 21:02
                Ale my czekamy obie na Twoją recenzję, pisz, chcę przeczytać!
                • szprota Re: Wnuczka - nasze recenzje 06.11.14, 21:04
                  O, miło mi to czytać :)
                  • ponis1990 Re: Wnuczka - nasze recenzje 07.11.14, 01:16
                    Właśnie skończyłam czytadło,
                    - z tym brakiem zasięgu komórkowego, i jeno internetem do stacjonarnego mogę potwierdzic - miałam okazję siedzieć w takiej dziurze nie tak dawno i był dokładnie ten sam problem:)
                    - cudna ta para, kocham Dorotę i Jóżka! Za pragmatyzm i brak jęczenia o kwiatkach. Ale chyba już za stara jestem, bo po raz enty wizja ,,popatrzeli sobie w oczy i bach, bach, oni juz wiedza, po co gadać'' zgrzyta mi jak piach między zębami.
                    Ale ogólnie, zapachniało wakacjami. :)
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Wnuczka - nasze recenzje 07.11.14, 08:18
      Przeczytałam może kilkadziesiąt stron w Empiku, ale raczej mniej, bo przeskakiwałam opisy przyrody i powtórzenia. Nuda.

      Przede wszystkim nudne są powtórzenia. Najpierw bohaterka coś tam robi, a potem opisuje to samo w liście. To nie do przejścia.
      • kopiec_esmeralda Re: Wnuczka - nasze recenzje 07.11.14, 08:26
        W dodatku wszystko to umajone tysiącem nic nie wnoszących uwag w nawiasach i wykrzykników.
        • ann1989 Re: Wnuczka - nasze recenzje 07.11.14, 10:40
          Przeczytałam i z przerażeniem muszę napisać, że chociaż MCDusia była po prostu strasznie irytująca, to jednak wzbudzała jakieś emocje, tutaj natomiast nic. Zero. Cała historia jakby pisana na siłę, bez wielkiego pomysłu, przeplatana co i rusz opisami przyrody i otoczenia. Gdyby powycinać te wszystkie opisy cała fabuła liczyłaby najwyżej 100 stron.Niby wszystko przedstawione jest ładnie i przyjemnie ale tk naprawdę książka nic nowego do świata borejczanego nie wnosi. Pulpa jak zwykle gotuje, Flobry jak zwykle zajmuje się gospodarstwem, Ignac z Milą jak zwykle czytają w łóżkach, Gabryela jak zwykle jest opoką, Miągwa jak zwykle stara się zmężnieć, Natalia jak zwykle przewiduje przyszłość, a Robroj jak zwykle jest wąsaty. No po prostu nic nowego. NIC.Bohaterowie są książka w książkę przedstawiani tak samo, a ci o których nie chce się pisać w ogóle jak zwykle są na zagranicznych wojażach. Co do fabuły już bardziej konkretnej, pomysł z Idą na wakacjach nie był zły. Szkoda tylko, że autorka wcześniej zrobiwszy z niej potwora teraz ze skruchą w kilka dni przemieniła Idusię w normalną kobietę, której nie przeszkadza jedzenie smażonych kopytek ze skwarami przez Dorotę (co pewnie w przypadku Magdy skutkowałoby milionem złośliwych komentarzy i potępieniem na wieki). W każdym razie konkretna fabuła poza Idą na wywczasie, rodzinnym spotkaniem u Flobrych i wątpliwą oraz naciąganą historią miłosną Józina nie zawiera w sobie nic interesującego. Prawie toż to historia żywcem zdjęta z Laury i Adama panie tego. Od pierwszego spojrzenia, drżenie rąk i te sprawy. A Dorcia pewnie taka lubiana bo przypomina Gabryjellę za czasów szkolnych- hart ducha, płowa krótka czupryna, białe zęby panie tego i praktyczne podejście do życia. No i oczywiście wyniosłe podejście do wyglądu. Przecież tak jak Gabrysi przykrótka szkolna spódnica i bezpretensjonalne jeansy "Odra", tak Dorotce wystarczy przymała sukienczyna, rozdarte spodnie i trepy po mamie. Niestety pani M. zamiast przypomnieć sobie jak to się kiedyś książki pisało, woli posmęcić i napisać kolejnego (tym razem przyrodniczego) gniota. No tak, za opisy przyrody człowieka nie zjadą tak, jak za potrząsanie szczurem.
    • zla.m Re: Wnuczka - nasze recenzje [SPOJLER NA SPOLERZE] 07.11.14, 19:18
      Uczucia mam wysoce mieszane.

      Przede wszystkim - nie myślałam, że kiedykolwiek to powiem - ODDAJCIE JÓZEFA. Jożin z Jeżyc był mizoginistycznym, krytykanckim maczo jedzącym kiełbasę scyzorykiem i pozbawionym empatii. Nie polubiłabym go jako człowieka, ale jako postać literacka się bronił - oczywiście pomijając rozjazd komentarze-zachowanie.

      A ten tutaj baobab jest taki... w sumie taki jak ta miłość, taki wymyślony przez nastolatkę. Silny milczący mężczyzna, dzielny i dobry, co każdemu pomoże, wuj go wychwala, dzieci ubóstwiają, sarny się go nie boją... nie, sarny to nie ten ideał, ale Kobyłka od razu go pokochała. I z tym wszystkim jest - żaden. Tektura to przy nim ołów. Po prostu nieistniejący ideał z marzeń podlotków.

      I płynnie przechodząc od amanta do romansu - jak już słusznie zauważono, romans też jest taki nastolatkowo-naiwny. I to byłoby ok, ale... książka się kończy w momencie kiedy tak naprawdę następuje ich pierwsze spotkanie obejmujące cokolwiek poza głębokim patrzeniem w oczy.

      W ogóle od Sprężyny mam takie poczucie, że książka się zaczyna-zaczyna-powoli toczy-ŁUPS!: 3 zdania i koniec. Tak jakby nagle zaczynało brakować czasu. Zostajemy bez poznania się Doroty z Jóżinem, jakiejkolwiek weryfikacji przez życie ich sielankowych wyobrażeń, ale brak też rozwiązania innych wątków - czemu Józef jest taki utytłany? Bił się z Igorem czy spadł z roweru? A może spotkał spadomisia? Co się stało z Jędrkiem? Zadzwonił do Józefa? Ale jak - skoro ofiara nachalnej Janickiej twierdziła, że wyłącza komórkę na całe wakacje.. Po prostu miałam wrażenie, jakby mi ktoś ostatni rozdział z książki wyciął.

      Co do reszty - babcie mnie nie zachwyciły, za gruba ta kreska, takie flip-flapowe skontrastowanie. Ogólnie mnie jednak nie bolą, poza sceną z Igorem, gdzie babcia Andzia naprawdę sprawia wrażenie osoby obciążonej już demencją.

      Osobiście zabolał mnie kawałek o miastowych nabijających się z pożaru. Zarzuty, żem z bloku, bez czółka i poezji, a za to z frytką byłam w stanie potraktować żartobliwie. Natomiast zakładanie, że jak jeżdżę na miastowych blachach, to się będę cieszyć z cudzego nieszczęcia - to już jest naprawdę nieprzyjemne.

      Z rzeczy pozytywnych - naprawdę poczułam lato, ten upał, to rozleniwienie, brzęk owadów podkreślający ciszę. To mi się podobało. Podobała mi się korespondencja Idy z Gabą, nawet nawiasy (w tych mailach, nie ogólnie - taki nawiasik ;)) ) mnie nie raziły, bo sama ich używam sporo, zwłaszcza w takiej swobodnej wymianie myśli. Natomiast każde zdanie Doroty zakończone trzema (!!!) wykrzyknikami - oj. To już bolało.

      Podoba mi się też remont na Roosvelta, choć ogólnie miastowy armageddon remontowy chyba przesadny. Natomiast przenoszenie się na wakacje, czy nawet miesiąc-dwa z całym dobytkiem jakoś tak brzmi nieco dziwnie... Mi by się na te 2, niechby nawet 3, miesiące, nie chciało całości rozpakowywać i rozstawiać. Ale może się okaże, że to już docelowe miejsce...

      Jak recenzja, to recenzja - rozpisałam się. A to jeszcze nie wszystkie wrażenia - idę się produkować w innych wątkach.

      PS
      Acha, ogólnie podoba mi się, że jest o czym rozmawiać i że te rozmowy nie są zgodnym chórem potępień, bo się różne rzeczy w książce udały i czytelnicy (choć nie wszyscy) mieli z lektury przyjemność.
      • kopiec_esmeralda Re: Wnuczka - nasze recenzje [SPOJLER NA SPOLERZE 07.11.14, 19:25
        >ODDAJCIE JÓZEFA. Jożin z Jeżyc był mizoginistycznym, krytykanckim maczo jedzącym kiełbasę scyzorykiem

        Ale tutaj przynajmniej zjada jajko na twardo, całe pchając do gęby ;)

        Psss.to ja pierwsza porónałam bacie do Flipa i Flapa ;>
        • kkokos Re: Wnuczka - nasze recenzje [SPOJLER NA SPOLERZE 08.11.14, 15:45
          > Psss.to ja pierwsza porónałam bacie do Flipa i Flapa ;>

          cholera, tak to jest dorwać książkę w dwa dni po wszystkich i dorwać się do forum w dwa dni po wszystkim.

          czy oprócz tego, że flip i flap ktoś już napisał, że choć sam chwyt wydaje się tani - był kiedyś cyryjek i metody, teraz będzie na drugą nóżkę, dwie starsze panie - to miał on potencjał, który jednak został troszkę zmarnowany?
          • kopiec_esmeralda Re: Wnuczka - nasze recenzje [SPOJLER NA SPOLERZE 08.11.14, 15:48
            Żartuję, pewnie, że nie mam kopyrajta :) Chłyt stary jak świat, mały i duży, chudy i gruby, poważny i śmieszny.
      • morekac Re: Wnuczka - nasze recenzje [SPOJLER NA SPOLERZE 07.11.14, 22:06
        A ten tutaj baobab jest taki... w sumie taki jak ta miłość, taki wymyślony przez nastolatkę. Silny milczący mężczyzna, dzielny i dobry, co każdemu pomoże, wuj go wychwala, dzieci ubóstwiają, sarny się go nie boją... nie, sarny to nie ten ideał, ale Kobyłka od razu go pokochała. I z tym wszystkim jest - żaden. Tektura to przy nim ołów. Po prostu nieistniejący ideał z marzeń podlotków.

        Przecież on się jej nawet nie przedstawił. To, że wuj go wychwala, a dzieci ubóstwiają, tp biedna dziewczyna nic o tym nie wie. Zakochała się bez tego.
        • zla.m Re: Wnuczka - nasze recenzje [SPOJLER NA SPOLERZE 07.11.14, 22:53
          > Przecież on się jej nawet nie przedstawił. To, że wuj go wychwala, a dzieci ubó
          > stwiają, tp biedna dziewczyna nic o tym nie wie. Zakochała się bez tego.

          Ja nie o Dorocie, ja o czytelniczce modelowej. Która, prawda, podlotkiem jest, o takiej miłości bez słów marzy i widzi wydarzenia nie tylko od strony Rumianków, ale też Borejków. Więc wie, że bohaterka dobrze wybrała patrząc w oczy li i jedynie. Świadczy to też, że Dorota, w przeciwieństwie do takiego Igora, nie kieruje się hormonami i instynktem rozrodczym, tylko, prawda, porozumieniem dusz.

          A swoją drogą - jak miałam 14 lat to czytałam "Romea i Julię" i nawet wtedy uważałam, że przegięli z tym ślubem i otruciami. Więc nie wiem, czy jako target Józka i Doroteę bym łyknęła. Chociaż obawiam się, że tak ;-)
          • kopiec_esmeralda Re: Wnuczka - nasze recenzje [SPOJLER NA SPOLERZE 08.11.14, 08:09
            Nie, nie łykam tego, ze modelowa nastolatka jest na tyle durna, by uwierzyć w uczucie na wieki powstałe na podstawie spojrzenia w oczy i tp. Bez słowa, czyste porozumienie dusz. Nie, nie i nie.
      • kkokos Re: Wnuczka - nasze recenzje [SPOJLER NA SPOLERZE 08.11.14, 15:42
        zla.m napisała:

        > Uczucia mam wysoce mieszane.

        mogę się podpisać pod każdym zdaniem recenzji złej.m!!!!! (!!!)
      • isia_54 Re: Wnuczka - nasze recenzje [SPOJLER NA SPOLERZE 23.11.14, 13:59
        Florek prosił Józefa, aby włączył telefon - budowa stajni
    • kindzie Re: Wnuczka - nasze recenzje 07.11.14, 20:45
      O tym, co mi się we "Wnuczce" podobało napisałam już w wątku "Co na się we Wnuczce podoba?".
      Tutaj wiec napiszę o tym, co mi się nie podobało:
      - romans. Nierealistyczny i niewiarygodny pod każdym względem. Być może to kwestia wieku, nie wiem, ale kiedy sama byłam w wieku grupy docelowej dla tego typu literatury, to uwielbiałam Musierowicz między innymi za to, jak świetnie i wiarygodnie pokazuje, jak zaczyna się (albo i kończy) zakochanie (np. u Cesi i Hajduka, u Idy i Klaudiusza, u Gaby i Pyziaka, u Kreski i Maćka, a z tych kończących się: u Anieli i Pawełka)
      - to, że bohaterowie zbyt często mówią Małgorzatą Musierowicz zamiast własnym językiem,
      - bezlitosne potraktowanie Igora. Mnóstwo dehumanizujących określeń, które mają go opisywać, a już najgorszy - przy którym aż przeszedł mnie dreszcz - to "mówiący insekt",
      - no i ten przewijający się regularnie w rozmowach Borejków ton niechęci i pogardy wobec ludzi spoza kręgu wybranych.

      Ale mimo tego wszystkiego książka jako całość podobała mi się. Polubiłam główną bohaterkę, Idę uwielbiałam, podobały mi się opisy upalnego lata (i tego w wersji wiejskiej, i tego w wersji miejskiej), a przy niektórych fragmentach śmiałam się na głos.
      • kubara1 Re: Wnuczka - nasze recenzje 08.11.14, 12:44
        a tam, fajnie że jest ta "Wnuczka" , jakby nowy odcinek serialu który się bardzo lubi, mimo, że się wie, że nie jest najwyższych lotów. Romans nieralny, nikt tak do siebie w dzisiejszych czasach nie mówi, nie pisze, i co z tego? Albo się bierze Musierowicz ze wszystkimi jej przywarami, z całą jej sztuczną edukacją i krytyką doczesności i po prostu zanurza w tę atmosferę, albo nie. mam wrażnie, że rozkłądacie wszystko na części pierwsze, zapominając o radości czytania , ot tak, po prostu bez krytycznej analizy:-). Ja przeczytałam, pogłaskałam i odstawiłam do mojej kolekcji z czułością. Nie wrócę pewnie, bo wraca się do Kreski, do Pulpy, do Idy, do Gaby, ale mam, wiem co u nich wszystkich i cieszę się że się spotkałam ze starymi bohaterami. Może już po prostu jesteśmy za stare i nie odbieramy tego jak 15 lat temu?
        • verdana Re: Wnuczka - nasze recenzje 08.11.14, 14:18
          Ja bym się chętnie zanurzyła w atmosferę Noelki czy Idy sierpniowej, nawet gorzej napisanej i nie do końca prawdopodobnej. Tylko to już nie ta atmosfera. Mamy tu wstrętnych ludzi z miasta, prymitywy ze wsi i naukę, że prawdziwie szlachetny człowiek jest samotnikiem. Ja takiej atmosfery nie chcę. Nie chcę wstrętnego świata, którego zmienić właściwie nie można, trzeba od niego odwrócić sie plecami, chcę świata wczesnej MM, gdzie dało sie żyć i dało się ten świat naprawiać.
          I nie sądzę, aby taki przekaz, skierowany do nastolatek był właściwy.
        • kindzie Re: Wnuczka - nasze recenzje 08.11.14, 14:19
          Pewnie masz rację co do starości i co do tego, jak ona zmienia odbiór beletrystyki, zwłaszcza tej przeznaczonej dla młodzieży.
          Dla mnie jednak rozważenie tego, co w książce było świetne, co dobre, co takie sobie, a co zupełnie kiepskie, stanowi sporą część przyjemności, jaką daje czytanie.

          Przy tym uważam, że "Wnuczka", pomimo tego, co mi się w niej nie podobało, jest fajną książką. Taką właśnie, we świecie której można się zanurzyć i spędzić tam z przyjemnością parę godzin. Nawet jeśli w trakcie tego pobytu zauważyło się parę omsknięć stwórcy tego świata.

          A następną część Jeżycjady na pewno kupię i nie będę biadolić na zmarnowane pieniądze, nawet jeśli okaże się dużo gorsza niż "Wnuczka". Właśnie dlatego, że faktycznie mam do tej serii stosunek jak do oglądanego od lat serialu, z którego nie umiem zrezygnować, pomimo tego, że to już nie to samo, panie dzieju, co za moich młodych lat :-)
      • kindzie Ale wtopa :-( 30.09.15, 18:19
        kindzie napisała:
        > O tym, co mi się we "Wnuczce" podobało napisałam już w wątku "Co na się we Wnu
        > czce podoba?".
        (...)
        > - bezlitosne potraktowanie Igora. Mnóstwo dehumanizujących określeń, które mają
        > go opisywać, a już najgorszy - przy którym aż przeszedł mnie dreszcz - to "mó
        > wiący insekt"

        Jakoś tak grzebiąc po półce z książkami natrafiłam na "Wnuczkę", zaczęłam ją czytać i przeczytałam z rozpędu jeszcze raz. No i co się okazało? Nie ma tam żadnego "mówiącego insekta". Jest "chodzący instynkt". No cóż, pomyłka godna pani Sznytek. Bardzo mi głupio w każdym razie, że przypisałam Małgorzacie Musierowicz tamto paskudne określenie.

        Musiałam o tym napisać, bo mnie to męczyło.

        • tt-tka Re: Ale wtopa :-( 30.09.15, 18:31
          Ladnie, ze sprostowalas, ale nie przejmuj sie tak bardzo. Opis Igora i jego charakterystyka jest wystarczajaco parszywa i bez insekta.
    • palum Re: Wnuczka - nasze recenzje 08.11.14, 15:01
      Gra wstępna była nieco przydługa, ale później ciepło i w świetle lampy.
      Trochę zen, sporo śmiechu, dawka feminizmu (Dorota Rumianek), odżyła moja
      mocno przygasła nadzieja, że istnieje miłość. Może istnieje...
      MM wyraźnie złagodniała i to chyba... powrót do tego lepszego nurtu jej twórczości.

      W sumie 3 wieczory (dawkowałam przyjemność czytania!), za które MM szczere DZIĘKI :-)
    • rozdzial43 Re: Wnuczka - nasze recenzje 08.11.14, 15:41
      Przeczytałam.

      Cóż. Nie jest to złe. Nie jest to również dobre.
    • klawiatura_zablokowana Re: Wnuczka - nasze recenzje 08.11.14, 16:42
      Ja znalazłam taki głos:

      https://naforum.zapodaj.net/thumbs/1580dd5a412b.jpg
    • buka_z_muminkow Re: Wnuczka - nasze recenzje 09.11.14, 23:52
      To moj pierwszy komentarz po przeczytaniu, zanim wczytam sie w Wasze wpisy i porównam odczucia.
      Ogólnie książka jest ok. Po McDusi nie oczekiwałam cudów i trochę bałam się, co to będzie, więc mile się zaskoczyłam. Jednakże gdybym miała oceniać w oderwaniu od poprzednich tomów, to jest to po prostu lekka i przeciętna książka.

      Generalnie zauważyłam, że w Neo-bachoriadzie zachodzi sinusoida:
      Język Trolli - irytujący przez zdziadziałe przemyślenia dziewięciolatka i ponury w całoksztalcie
      Żaba - zdecydowanie lepsza, pozytywna w odbiorze; generalnie jest to moja ulubiona część Neo
      Czarna Polewka - męczaca m.in. przez nadmiar wątków i Ignacego Grzegorza
      Sprężyna - znowu lepsza, wątek Trolli "zasnuty pajeczyną" - uff
      McDusia - slabizna na całej linii :/
      Wnuczka - przyjemna w czytaniu, chociaż nie bez wpadek

      Nie wiem, czy macie podobny odbior, ale jesli przyjąc, że taka zasada rzeczywiście zachodzi, to troche się boję części pt. "Feblik"....

      Wracajac jednak do samej wnuczki... czytałam książke bardzo zmęczona i ze szczypiacymi oczami (mam zapalenie), co mogloby utrudniac odbiór, mimo to nie miałam problemu, żeby "wejść" w opisywaną okolicę. Trzeba przyznac, że opisy przyrody są tak poprowadzone, że czytając, miałam wrazenie, ze jestem a to w domu Doroty, a to w lesie, a to w okolicy. Bardzo mi się to podobalo i bardzo to bylo odprężajace po całym dniu pracy. :)

      Poza tym sama główna bohaterka wg mnie fajna, o normalnym imieniu i nazwisku, zachowująca sie jak nastolatka :) Jej babcie takze odebrałam pozytywnie. Ida znormalniala, Józin w końcu też. Podoba mi sie takze wątek przyjaźni Ignacego i Doroty :) W końcu ten odludek i dziwak zawiązal z kimś normalna relację i jest to napisane w naturalny, nieudziwniony sposob.

      Pamietam, jak przy mcDusi pisałam na forum, że humory Idy to na pewno skutki menopauzy i czytając o klimakterium we Wnuczce, mialam wrazenie, że MM czytała forum i teraz tłumaczy się z zachowania Idy z poprzedniego tomu.

      Co mi sie nie podoba, to wątek Igora - tzn uważam, że móglby być mniej czarno-biały. Owszem, istnieją tacy chlopcy jak Bogatka, ale jednak mimo wszystko.... w ogole sam portret Bogatki (ilustracja) jest karykaturalny i patrzac na tę postać, możemy się spodziewać, że az do końca ksiażki będzie to postać poprowadzona w charakterze epatującego przemoca prostaka bez mozgu :/ szkoda, bo można bylo napisać to inaczej.

      Jedrek wydał mi sie dość infantylny jak na swój wiek, ale w sumie nie mam na co dzień do czynienia z dziećmi w tym wieku, więc moge sie mylić.

      Przez cala ksiażkę miałam wrażenie, że ten doktor, na którego pomstuje Ida, okaze się ojcem marnotrawnym Doroty, nic takiego jednak nie nastapiło - obstawiam jednak, że dowiemy się o tym z nastepnych tomow, bo za często o tej postaci pisano ;)

      Poza tym wyłapałam kilka wpadek, ale o tym gdzie indziej, zresztą podejrzewam, że bylyście szybsze i już o tym napisalyscie.

      To tak na szybkiego, ksiażke przeczytałam w piątek i przez weekend mogłam juz pozapominac, o czym jeszcze chciałam napisać. Pewnie w międzyczasie się sobie przypomnę i dopiszę w innych wątkach :)
      • dianevond Re: Wnuczka - nasze recenzje 13.11.14, 15:29
        Genialne, Kraniak jako ojciec Doroty! Nikt na to wcześniej nie wpadł, ale rzeczywiście może tak być. Chociaż on chyba też był laryngologiem, jak Idencja. Niemniej jednak - brawo za dobry trop.
        • morekac Re: Wnuczka - nasze recenzje 13.11.14, 16:21
          Odpada. Ojciec Doroty był kardiologiem, Kraniak jest neurochirurgiem (jako zastępca ordynatora neurologii czy neurochirurgii).
          • dakota77 Re: Wnuczka - nasze recenzje 13.11.14, 16:25
            A po co w ogole na sile doszukiwac sie jej ojca w ktoryms z lekarzy pojawiajacych sie juz w Jezycjadzie?
            • kopiec_esmeralda Re: Wnuczka - nasze recenzje 13.11.14, 16:26
              Dla zabawy?
              • dakota77 Re: Wnuczka - nasze recenzje 13.11.14, 16:28
                Tylko materialu do zabawy brak, bo lekarze dotychczas wymienieni byli innych specjalizacji.
                • kopiec_esmeralda Re: Wnuczka - nasze recenzje 13.11.14, 17:03
                  Zawsze może się okazać, że mają więcej, niż jedną specjalizację, albo ewoluowali :)
                  • morekac Re: Wnuczka - nasze recenzje 13.11.14, 17:56
                    Z kardiologa na jakiegoś neurochirurga/neurologa to raczej ciężko.
                    • dakota77 Re: Wnuczka - nasze recenzje 13.11.14, 17:58
                      Z neurologa na neurochirurga tez :P
            • buka_z_muminkow Re: Wnuczka - nasze recenzje 15.11.14, 12:44
              Alez z mojej strony to nie było celowe - po prostu przez całą lekturę ksiażki miałam wrażenie, że skoro tylez razy wymieniany jest ten Kraniak, to w końcu okaze się, że to on ;) Tym bardziej, że negatywnie wyraża się o nim nie kto inny, jak Ida, co by było dość ciekawe, skoro prawdopodobnie zostanie ona teściową Doroty ;-)

              Co do zmiany specjalizacji, to musiałabym zajrzeć do książki. Skąd właściwie wiadomo, że on jest tym kardiochirurgiem? Skoro u Doroty się nie przelewa, to zakładam, że ojciec alimentów nie płaci, czyli zapewne kontaktów nie utrzymują.... czyli być może za młodu zrobił dziecko i przepadł bez śladu...? Planował zrobić specjalizację z kardiochirurgii, więc wszyscy myślą o nim jako o kardiochirurgu, tymczasem może zmienił plany i zainteresowała go neurochirurgia?

              Musiałabym przeczytać książkę jeszcze raz, bo nie pamiętam za dobrze, co pisano o ojcu Doroty :-)
              • morekac Re: Wnuczka - nasze recenzje 15.11.14, 12:49
                Jeśli tak, to może jego nazwisko brzmiało Pałys.
              • dakota77 Re: Wnuczka - nasze recenzje 15.11.14, 13:00
                Kraniak jest wspomniany pare razy, bo Ida wini go, i to mocno, za to ze zepsul jej plany wakacyjne i przez niego Marek nie mogl wyrwac sie z pracy- nic dziwnego, ze sie na niego swieka. A jeszcze na koncu okazuje sie, ze miala racje i Kraniak sciemnial co do wrzodow.

                Kardiolog, nie kardiochirurg. "Wielki pan doktor, z aprzeproszeniem pani doktor. I to kardiolog! A zwial jak szuja. Teresa zostala sama, w sam raz do obrzucania blotem przez byle zmije".
                • buka_z_muminkow Re: Wnuczka - nasze recenzje 15.11.14, 14:59
                  Po co wspomina Kraniaka Ida, to pamietam. Gdyby to nie była Musierowicz, to nie podejrzewałabym, że to może być jedna i ta sama osoba. Jednakże w powieściach Musierowicz często tego typu zabiegi są stosowane - że niby o kimś mowa, niby nie wiadomo, kto to, ale czytelnik może się domyślać, a potem gdzies pod koniec książki okazuje się, że dwie osoby są jedna i ta samą i to wnosi coś do całej fabuły(najlepszy przykład - Pan Polonista i Adam, Bobcio i Baltona w Noelce) i myślałam, że to kolejny zabieg w tym stylu. Chyba MM przyzwyczaila mnie do tych chwytów ;-)


                  Nie pamiętałam natomiast, co mówiły o nim babcie Doroty, stąd była moja wątpliwość.

                  • dakota77 Re: Wnuczka - nasze recenzje 15.11.14, 15:05
                    Moim zdaniem ojciec Doroty sie nie pojawi juz i nie ma akcji zadnego znaczenia, kim jest. Chodzilo tylko o to, zeby stworzyc tlo dla Doroty, jakas historie, ktora uksztaltowala ja i jej rodzine.
    • kopiec_esmeralda Re: Wnuczka - nasze recenzje 10.11.14, 21:28
      Zostałam upoważniona do przekazania tutaj wrażeń z korespondencji prywatnej. Wklejam:

      Przeczytałam Wnuczkę. Masakra. Nie dlatego, ze jestem uprzedzona, ale dlatego że jestem literaturoznawcą. Infantylna, pozbawiona wdzięku i akcji, z błędami językowymi, z nieporadnym stylem pisanina. Nie wierzę, że pisała to Musierowicz - nie da się aż tak zepsuć stylu.
      Józef zakochuje się z wzajemnością od pierwszego wejrzenia w dziewczynie spotkanej pod sklepem i na ostatniej stronie tego koszmarku wymieniają pierścionki. Dno.
      Ignacy Grzegorz - cżłowiek poniżej normy intelektualnej (pomimo oczytania i upoetycznienia) i społecznej.
      Stare Borejki instalują się niby na czas remontu w miescie u Pulpy. Wygląda na to, ze zostaną tu na zawsze, a Pulpa się cieszy, ze ma rodziców w domu. Przy czym na czas remontu przeprowadzają się z łózkami, biblioteką, ząbkiem mlecznym Gabrysi i puklem włosów Idusi.
      Ida, lat 49, pozwala pannie lat 17 mówic sobie po imieniu a tamta się na to godzi. Coś zupełnie zdumiewającego. Oczywiście Ida będzie teściową owej dzieweczki. Strasza pani ok. 70tki prosi Idę o mówienie jej na ty - nie wyobrażam sobie, zeby Musierowicz to pochwalała.
      Chała. Przebrnełam, bo nie lubię czytac opinii nie przeczytawszy tekstu. Nadzieja umarła. NIektóre głosy na forum brzmią: to nawet miłe. To ine jest miłe. Miejscami jest wręcz wredne.

      • piotr7777 Re: Wnuczka - nasze recenzje 11.11.14, 12:40
        Uważam, że to niesprawiedliwa opinia, ale każdy ma prawo do własnych odczuć.
      • jednorogini Re: Wnuczka - nasze recenzje 11.11.14, 22:35
        Niestety - Autorka sama przyznaje, że pisze książki, ponieważ "ciągle ktoś od niej tego wymaga".
        Są to autentyczne słowa z jej Księgi Gości. Trochę smutne.
        Podobnie "Feblik" - sama przyznaje, "że najchętniej dałaby sobie spokój, ale wydawca twierdzi, że bezpośrednia kontynuacja to wspaniały pomysł".
        Smutno mi trochę, gdy uświadomię sobie, żę pisze z przymusu/dla kasy.
    • klymenystra Re: Wnuczka - nasze recenzje 11.11.14, 23:18
      Skończyłam dwa dni temu, okrzepłam i tak:

      - bardzo podobają mi się opisy przyrody i ogólny wakacyjny klimacik - plastycznie, ładnie napisane
      - podoba mi się także Ignacy Grzegorz - według mnie wiarygodny, znałam takich chłopaków na studiach. Scena, w której wysiada na dworcu, widzi bezzębną staruszkę, kota - a w myślach nawiązuje do Kafki i Bułhakowa, była fantastyczna, choć niejeżycjadowa, raczej kojarzyła mi się ze schiozoidalnymi postaciami Topora.
      - miłosna baśń. Staram się tak odbierać romans Doroty i Józefa - jako baśń, która może się spodobać nastolatkom. Mnie nie, wyrosłam z turbo romansów.
      - Ida. Ida była fajna.

      Fragmentów o Jeżycach i Borejkach u Pulpy mogłoby nie być. Nudziły mnie i męczyły. Ten mały Rojek denerwował: nie lubię dzieci, które myślą, że wszyscy są skupieni na ich rozrywce i pakują się nieproszone w cudze życie. Nie podoba mi się, że pewne motywy wracają (szerszenie i to dwa razy, złota nić - choć nienazwana w ten sposób, Dorota jako wersja młodej Gaby).

      Mam zamiar wrócić, bo były miejsca, gdzie się śmiałam, było parę tekstów, które chcę przyswoić i nawet jeden dialog jak z Chmielewskiej. Na wpadki postaram się przymknąć oko, bo atmosfera książki sprawia, że jestem bardzo łaskawa.
    • limelight7 Re: Wnuczka - nasze recenzje 13.11.14, 11:34
      Nie mam potrzeby udania się do kącika, ale nie jest mi też szczególnie ciepło i miło. Owszem, czytało mi się o nie bo przyjemniej niż poprzednie tomy, ale w dużej miesze to efekt kozy. Łusia, Naszpan z Sarenką i nieszczęsna grubaska za horyzontem, seniorzy w pigułce, Gaba bez aureoli, Ida bez słoika, Józef bez szczura, Grześ bez sałaty i obudzony ze śpiączki Marek. Ogromna ulga i duża radość.
      Na marginesie, zamarzył mi się kawałek, w którym czwórka Borejkowych zięciów wysyła swoje panie na tydzień do SPA, zbiera na Florkowych włościach, goli wąsy, w dzień nabiera charakteru, a wieczorami gra w brydża. Koniec dygresji.
      Na zdecydowany plus, bez negatywnego kontrastu, oceniam plastycznie opisane upalne lato (powiało mi 'Pulpecją', do której mam duży sentyment), maile Idy i Gaby, niektóre dialogi, pozytywna bohaterka, która nie czytuje poezji a łacinę traktuje w sposób użytkowy (choć tu jednak koza w tle przemyka), konflikt Idy i Marka odmalowany w szarych tonacjach, bez wyrokowania, kto ma rację, remontowy szał na Roosvelta i pomysł Józinka z koralami. A także same korale, dostałam podobne, własnoręcznie zrobione od koleżanki i do dziś robi mi się ciepło na sercu, kiedy na nie patrzę.
      Sporo rzeczy zdecydowanie mi się nie podobało. Na początek plaga wykrzykników i nawiasów- okropnie kłuły mnie w oczy. Podobnie jak niektóre niezręczności, czy wręcz błędy stylistyczne. Tu ukłon w stronę redaktora.
      Nibysierotka Dorotka w kusej kiecce i chodakach, z mamą na emigracji zarobkowej i płatną szkołą. W ogóle Dorotę znielubiłam od sceny ratowania Idy-za kompletny brak przejęcia się przed i empatii po- i do końca juz nie zdołałam zapałać do niej głębszą sympatią.
      Kuriozalne podejście do zdobywania i traktowania letników. Ogłoszenie w gminie? Brak telefonu? Kąpiel w jeziorze? Podwójna stawka jak juz ktoś się trafił?
      Odczłowieczony Bogatka.
      Pijany Chrobot jako element komiczny. Dla mnie to raczej smutne. I jeszcze posadzenie go za kierownicą. Ratunku :(
      Ignaś namalowany wręcz karykaturalnie, w paskudnych portkach, obśmiany za owadzią fobię, wykorzystany jako kurier przez ciotkę, lecący do Magdusi na pierwsze wezwanie. Cały pomysł z 'walką' o Magdę uważam za dość koszmarny; przecież zerwała z nim w sposób pozostawiający mało miejsca na wątpliwości ('Wyjeżdżam do Paryża. Żegnam') a teraz okazuje się, że czekała na odzew i mami obietnicą gorących buziaczków? I Ignacy się na to łapie? Biedak...
      I ostatnia rzecz, której się uczepię: próba obrony upiornych, roztrząsanych na forum, łóżek na pilota.
      Generalnie, dużo lepiej niż się spodziewałam po McD, CP czy JT, ale z uczuciem dużego niedosytu. Najwyraźniej ciągle wierzę mocno w MM :)
    • dianevond Wietrzenie na Roosevelta 13.11.14, 15:08
      Odpowiem na własne pytania, a co! :)

      Na "Wnuczkę" polowałam od wtorku, czwartego listopada (bo te daty premier to niemal taka sama ściema, jak cholesterol :)), nabyłam w środę i przeczytałam w jeden wieczór.

      Ogólną refleksję mam taką, że Pani Autorce chyba dobrze robi pisanie w trudnych i mhrocznych czasach zaburzeń (narodowej) tożsamości. Wnuczka podobała mi się, mimo całej listy czepialskich i krytycznych uwag, które zamieszczam poniżej i których umieszczenia na forum nie mogłam się doczekać :)

      Po pierwsze - Dorota, która wyrosła z sandałków. Od razu pomyślałam, że mowa tu o trzynastolatce, po czym zaraz dowiedziałam się, że dziewczę ma lat siedemnaście. Która siedemnastolatka jeszcze rośnie? Mogłaby co najwyżej przytyć, ale nie urosnąć.

      Po drugie - Dorota niekonsekwentna. Niby jest taka praktyczna i rzeczowa, a robi Józinowi romantyczną (i moim zdaniem uroczą) niespodziankę; niby jest taka silna i zdrowa, a łamie sobie kończynę (w ogóle coś dużo tych kontuzji we Wnuczce, zupełnie niepotrzebnie); niby jest taka przaśna, a cieszy się z kiecki "w stylu Kate Middleton". Przaśna dziewczyna chyba raczej czułaby się w eleganckim stroju niezręcznie.

      Inne niekonsekwencje też mnie drażniły: pan Chrobot, "rytunowo pijany", jest elementem komicznym. Pijący piwo pod sklepem Bogatka jest zdaniem autorki odrażający.

      Igor w ogóle moim zdaniem autorce nie wyszedł. Miał być z założenia bohaterem negatywnym, a porównała go do żółwia, czym sprawiła, że nie mogłam patrzeć na niego bardzo krzywo. Żółwie nie są odrażające i agresywne. Żółwie są powolne i sympatyczne. Tym samym, jak napisała, że Dorota "rozbiła biednemu (sic) żółwiowi nos", to mu współczułam, moim jego prymitywizmu i lenistwa.

      Kompletnie niepotrzebne było rozbijanie nosa Bogatki z baśki przez Dorotkę Cnotkę, i ze względu na kompletnie nie licującą z miłą powieścią krwawą przemocą, i ze względu na mało przekonujące napastowanie w wykonaniu Igora. Nie ściągał przecież Dorocie majtek, prawda? Następna honorowa się znalazła, co to ją całowanie obraża. Bo nie wierzę, żeby MM chciała w ten sposób zawoalować naprawdę zagrażające Dorocie zachowanie Igora, skoro nie ma problemu z pisaniem o krwawiących, złamanych kościach nosowych. Mogła napisać coś w stylu, że był "przerażająco zaborczy", albo coś w tym (jej) stylu, a nie, że "brał się do całowania", bo to wyszło trochę groteskowo.

      A propos stylu jeszcze: list od matki Doroty, w którym kładzie córce do głowy, że instynkt rozrodczy zwodzi na manowce, jest idiotyczny i w ogóle nie będę go komentować.

      Zbędna też była moim zdaniem scena z pożarem pola. Rozumiem, że MM współczuje małorolnym sąsiadom, ale w moim odczuciu jest to dłużyzna podobna do karambolu w "JT".

      Tyle narzekania, bo wbrew pozorom "Wnuczkę" czytało mi się przyjemnie (po prostu czepliwa jestem). Ignacy G. jest przekonujący, choć zaskakujący, jako student hs - nawet czyta prawdziwą pierwszoroczną lekturę. Motyw z koralami jest naprawdę ładny; podobała mi się nawet scena z pierścionkami, chociażby dlatego, że jest bardzo odpowiednia do powieści młodzieżowej. Podobało mi się, gdy Grześ powiedział "do mnie jechałaś" i podobał mi się dziadek Ignac z wnukiem na kolanach. Podobnie jak rosynanta, roześmiałam się w głos dwa razy (ciekawe, czy śmiałyśmy się w tych samych momentach :))

      Fajne są powroty do dawnej Jeżycjady: narracja budowana za pomocą listów i Dorota wychowywana w nietypowej rodzinie. Fajny jest też dystans (nareszcie!) Autorki do bohaterów: Ida kłóci się z MArkiem, Pyza nie radzi sobie z dziećmi, Natalia nic nie kuma. O ileż to ciekawsze, niż kolejna wymiana cytatów nad stołem kuchennym.

      A propos: apokalipsa na Roosevelta to świetny pomysł, bo robiło się tam zdecydowanie za duszno. Oddechem ulgi było już przemalowanie niepokalanego zielonego pokoju, natomiast perspektywa rozrzucenia Borejów i progenitury po lokalach zastępczych stwarza cudowne możliwości narracyjne.

      Mam tylko nadzieję, że Grześ zdąży uciec spod walących się ścian, bo znowu go zostawili z brudną robotą.
      • mankencja Re: Wietrzenie na Roosevelta 14.11.14, 10:04
        > Kompletnie niepotrzebne było rozbijanie nosa Bogatki z baśki przez Dorotkę Cnot
        > kę, i ze względu na kompletnie nie licującą z miłą powieścią krwawą przemocą, i
        > ze względu na mało przekonujące napastowanie w wykonaniu Igora. Nie ściągał pr
        > zecież Dorocie majtek, prawda? Następna honorowa się znalazła, co to ją całowan
        > ie obraża.

        Nie, nie ściągał jej majtek, ale złapał ją wpół i unieruchomił jej ręce. Po czym "wziął się do całowania", cokolwiek autorka chciała przez to powiedzieć, WBREW WOLI DOROTY. Ta miała zatem święte prawo się bronić.
        I co to znaczy " Nie ściągał przecież Dorocie majtek, prawda?Następna honorowa się znalazła, co to ją całowanie obraża."?! Tak, obraża ją, bo odbywa się bez jej przyzwolenia. I tak, szybka a gwałtowna reakcja zamiast spokojnego czekania, aż agresor zacznie się dobierać do bielizny jest w pełni zrozumiała.
        • dziabka1 Re: Wietrzenie na Roosevelta 14.11.14, 11:44
          mankencja napisała:

          > > Kompletnie niepotrzebne było rozbijanie nosa Bogatki z baśki przez Dorotk
          > ę Cnot
          > > kę, i ze względu na kompletnie nie licującą z miłą powieścią krwawą przem
          > ocą, i
          > > ze względu na mało przekonujące napastowanie w wykonaniu Igora. Nie ściąg
          > ał pr
          > > zecież Dorocie majtek, prawda? Następna honorowa się znalazła, co to ją c
          > ałowan
          > > ie obraża.
          >

          Ja przepraszam, ale jeśli ktoś unieruchomi mi ręce i będzie próbował dobrać się gębą do twarzy (nie mówiąc o innych rzeczach) to nie mam prawa do reakcji? Akurat tu Dorotę doskonale rozumiem.
          To, co próbował zrobić Igor, to wstęp do gwałtu! Nieważne, ze tylko pocałunkowego, ale każde działanie zmierzajace do bliskości cielesnej, niepożądanej przez kobietę, w pewnym sensie jest gwałtem.
          Zareagowałabym podobnie, won z łapami! Skoro on jest silniejszy, to trzeba wykorzystać każdą możliwość obrony. Jeśli nie dociera do ciebie słownie, to dotrze inaczej. Precz i szlus!
          Moje ręce, moje ciało, tobie nic do tego, tym bardziej, że nie wyrażałam na to zgody a ni nigdy nie wyrażałam skłonności a wręcz wychodziłam z odwrotnych przesłanek.

          Przepraszam za emocjonalną reakcję, ale od stwierdzenia, że pani_sama_sobie_winna, gotuje mi się w żywocie i rozumie.

          Nawiasem, mimo wszystko, też nie umiem pozbyć się odrobiny sympatii do postaci Igora, być może z przekory, ze został tak ostro i jednoznacznie przez autorkę potraktowany. Moim zdaniem, może jeszcze ma szansę na rehabilitację.
          Do tego typu typów docierają tylko argumenty dobitne i być może, dobitność argumentu zaprezentowana przez Dorotę, mu, paradoksalnie, pomoże.


          • agafiatichonowna Re: Wietrzenie na Roosevelta 14.11.14, 20:00
            W sąsiednim wątku napisałam, że podoba mi się prawie cała książka. Przede wszystkim podoba mi się, że główna bohaterka pochodzi ze wsi. Była już w zamierzchłych czasach małomiasteczkowa Aniela, była blokowa Gieniusia-Aurelia, a potem już tylko nieprzerwany pochód elitarnych, kamienicznych Borejków. Rzeczywiście, czas już był wielki na zmianę scenerii.Jest dla mnie jasne, że stało się tak dlatego, że sama autorka zmieniła adres. Ale w związku z tym dostrzegam u pani MM klasyczne podejście neofity. To co było przedtem - teraz jest be, to co jest teraz - jest cacy. Rozumiem, kontakt z naturą inne tempo życia, spokój, cisza, to rzutuje u Niej na sposób postrzegania wsi. Ale czy trzeba było stawiać do tego w opozycji miasto jako siedlisko brudu, syfu, hałasu i bucowatej wredoty? Scena pożaru wkurzyła mnie niebotycznie.Wieś jak monolit - współczująca, a mieszczuchy, durne tłuki bez cienia refleksji. No nie. Schadenfreude zdarza się różnym osobnikom, niezależnie od ich proweniencji, a współczuć potrafią i całkiem obcy ludzie. Ten fragment to duży zgrzyt, dodatkowo okraszony jeszcze występami nieszczęsnego Bogatki, który wziął na siebie ciężar bycia jedynym, za to superszwarccharakterem.. Paskudne toto, chamowate, w głowie pomyje, z pyska zionie mu piwem bo się permanentnie alkoholizuje. Jak w lotto - nastąpiła kumulacja. Całkiem inna sprawa to zauważone przez Was lekko pogardliwe nastawienie Doroty do "mieszczuchów". Zastanawiam się czy to czasem nie taki mentalny rewanż za protekcjonalne traktowanie mieszkańców wsi przez część tzw. miastowych. Mogła się z tym spotkać i w kontaktach z letnikami i może również w szkole. Wieś, wiejski to wciąż dla sporej grupy osób synonim obciachu, nieobycia, złego gustu. Na własne uszy słyszałam takiego pana -"halo, podejdżcie no tu, gospodyni". Dobrze, że nie "moja dobra kobieto", Zadne tam "proszę pani". Dla niektórych pań na wsi niet. W tym protekcjonalnym poklepywaniu celują szczególnie przedstawiciele tzw. władzy. Przyjedzie takie panisko, spóżnione rzecz jasna, na wiejskie zebranie, /na które chadzam nałogowo/ potoczy wzrokiem po sali, sami prostaczkowie siedzą, no to trzeba do nich mówić prosto, głośno i powoli. Inaczej nie zrozumieją. Bo to przecież ciemny lud, dzicz prawie. Nic, tylko im dać paciorków. A potem, wot siurpryza, z sali padają logiczne, inteligentne kontry i wielkie zdziwienie jest, że my , wsioki, mówić umiemy. A i pomyśleć nam się zdarza. Co zmiana na stołku - ta sama polka. Jeśli Dorota z podobnym traktowaniem kiedykolwiek się zetknęła to jestem w stanie ją zrozumieć i kupuję jej sposób myślenia. Nie kupuję natomiast Chrobota pospołu z szyrszyniem. Co do eksterminacji kociąt mam wątpliwości bo znam paru Chrobotów z nader miękkim secem, ale szerszeniowi by nie przepuścili. I wcale się nie dziwię. Wredne to bydlę i agresywne - wiem bo co rok mam z nimi nieprzyjemność. Fobii nie posiadam, alergii też nie, ale unikam zarazy jak ognia i wcale się Ignasiowi nie dziwię, a raczej współczuję ogólnego braku zrozumienia. I już na koniec. Co do tego, że Bogatka zarobił w pysk od Doroty, to jak mi go w sumie żal , to w tym wypadku na rękoczyn sobie sam solidnie zapracował.
          • zua.laura Re: Wietrzenie na Roosevelta 15.11.14, 00:04
            przytoczone na początku słowa napisała dianevond; mankencja tylko je cytowała
            ;)
            • kaliope3 Re: Wietrzenie na Roosevelta 15.11.14, 11:44
              Wiem, śledziłam wymianę i też zacytowałam, tylko wkleiło się pod Mankencją ( nigdy bym nie założyła, że użyje ona takiego określenia).
              • zua.laura Re: Wietrzenie na Roosevelta 15.11.14, 12:19
                "przytoczone na początku słowa napisała dianevond; mankencja tylko je cytowała"
                Kaliope3, ja dopisałam to pod słowami Dziabki1, bo to u niej jest ta pomyłka - niestety drzewko jest nieprzejrzyste i sprowadza na manowce... ;)
                • dziabka1 Re: Wietrzenie na Roosevelta 17.11.14, 16:35
                  zua.laura napisał(a):

                  > "przytoczone na początku słowa napisała dianevond; mankencja tylko je cytowała"
                  > Kaliope3, ja dopisałam to pod słowami Dziabki1, bo to u niej jest ta pomyłka -
                  > niestety drzewko jest nieprzejrzyste i sprowadza na manowce... ;)

                  Mutter, jaka pomyłka? Ja też się już pogubiłam :)

          • lorretta Re: Wietrzenie na Roosevelta 21.11.14, 18:58
            Przeczytałam wczoraj i stwierdziłam, że muszę napisać komentarz.

            Ta książka woła o POMSTĘ do NIEBA.

            Ale po kolei. Historia z dwiema ciotkami, to jakbym czytała Noealkę z wujkami Cyrylem i Metody. Maile, które 17(!) letnia Dorotka pisze do matki słownictwem jak lat 70 - "Facetka"? Kto tak mówi, ja mam 30 lat i dla mnie to słowo jest anachroniczne. Albo teksty o impulsie rozrodczym, ludzie ratujcie(!), ja mam już tego NIE MÓWIENIA wprost dość!!! Albo ta Gaba, nadwrażliwa jakaś kobieta, która skacze dokoła 19 latka (!), że potrzebuję jej pomocy. Ręka w górę ile z Was, po maturze wyprowadziło się z domu. Kolejne. Jedynie racjonalna Ida, zostaje przedstawiona przez swoją rodzinę, jako wariatka, której przejdzie jak się ją zostawi w spokoju, a ona po prostu mówi, co CZUJE.

            Ignacy Borejko, Świeci Pańscy, ten dziad, z książki na książkę jest przedstawiany, jako mędrzec opatrznościowy, i to słowo: dżentelmen ()!, pasuje do niego jak pięść do oka, to że w Sprężynie podał Aureli rękę przy wsiadaniu do taksówki, nie czyni go dżentelmenem. Jego zachowanie i to, co mówi pokazuje, że jest to nadęty bufon, człowiek odcięty od rzeczywistości, zawieszony "gdzieś". Jego relacja z ludzi ograniczają się do cytatów. On ani nie przytuli, ani nie wspiera, natomiast nieustająco potrzebuję potwierdzenia swojej, wątpliwej wartości siebie. Jego żona, "święta" Mila, ludzie, kobieta, która obdarza ludzi rozumiejącym spojrzeniem oraz ma zawsze lekko ironiczny uśmieszek. Boże uchowaj, nic dziwnego, że ta Gaba taka porąbana wyszła. Nie ma słowa o czułym uśmiechu, przytuleniu, rzucaniu na szyję, nie, ta kwaśna baba, co najwyżej ?spojrzy rozumiejąco?. Szczerze, brak rozmów i mówienia WPROST powoduje najwięcej niedomówień. Ludzie nie czytają sobie w myślach, nie mamy takiej funkcji w oprogramowaniu. Możemy kogoś zrozumieć, ale i tak nie zastąpi to rozmowy. Po to właśnie mamy narząd MOWY. Natomiast Bioreje ? NIE! Dla nich powiedzenie rzeczy wprost, to PLUGASTWO.

            Generalnie, Ignacy jr. Ten notoryczny lękowiec powinien wreszcie iśc na terapię, może NAWET farmakologiczną, zresztą po takiej matce, która nie potrafi nic powiedzieć, bo jeszcze kogoś urazi, jest to zrozumiałe, dlatego też ? Gaba ? na terapię, jest popaprana totalnie, ale to pewnie, dlatego, że matka nie okazywała jej nigdy czułości. Zresztą ta cała Mila, mogłaby się wreszcie pozbyć tej ironii, co jej szkodzi, po prostu okazywać szczere uczucia? Musierowicz stworzyła świetną sagę lękowców, ludzi generalnie, nie komunikujących wprost i nie umiejących okazywać i identyfikować się z własnymi emocjami, nie umieją radzić sobie elementarnie ze złością. Powinna to być lektura na psychologii pt. jak ludzie unikają konfrontacji z uczuciami na postawie rodziny B. od rodziców Ignaca i Mili począwszy.
            Świetnie też opisano scenę sexu, ?chodzą się kąpać do lasu nawet w nocy? ? WOW!!!

            Dość mam tego pisania o rozumieniu się bez słów, żeby to jeszcze były niemowy, ale nie, oni po prostu wolą nieme porozumiewanie się.

            Kolejna historia, tym razem już bez wychwalania jak to zaradna Pulpa, je sobie wesoło i tylko kupuję coraz większe ubrania, tym razem już ciałko wylewa się z szortów i podkoszulka. Biedna dziewczyna, nie zaznała matczynej czułości, to ją sobie ciastkami aplikuje.

            Szczerze mówiąc, mam dość tej nadmuchanej, sztucznej, że aż zęby bolą historii. Żałuję, że to przeczytałam, tak potwornego paździerza nie czytałam dawno. I czuję się wykorzystana, oszukana i generalnie jak bym spotkała tych popaprańców, to z wyjątkiem Idy, co to się głodzi i Pulpy, co się obżera resztę kopnęłabym w tyłek.

            AMEN
            • zla.m Re: Wietrzenie na Roosevelta 22.11.14, 11:01
              Cześć, cappucino!
              • agafiatichonowna Re: Wietrzenie na Roosevelta 22.11.14, 11:25
                Jak to wczoraj czytałam miałam to samo odczucie ale pomyślałam, że jestem przeczulona .
                • idrin Re: Wietrzenie na Roosevelta 22.11.14, 14:31
                  Ja przepraszam, że przerywam, ale mam wrażenie, że jeden chory troll (bo nikt mi nie wmówi, że tego typu zachowania mieszczą się w normie społecznej) rzeczywiście spowodował, iż teraz na każdą w miarę szczerą, nawet egzaltowaną, ale nadmiernie krytyczną recenzję wszyscy przez jakiś czas będą spoglądali podejrzliwym okiem. I tak oto szlag trafia domniemanie niewinności oraz przyjazną atmosferę.

                  Do samej recenzji trudno mi się odnieść, albowiem książki nie czytałam i nie zamierzam, dopóki nie pojawi się w mojej lokalnej bibliotece.

                  - idrin, lurkująca
              • emae Re: Wietrzenie na Roosevelta 22.11.14, 17:43
                zla.m napisała:

                > Cześć, cappucino!
                >

                Jakoś nie wydaje mi się, żeby to była ona.
      • emae Re: Wietrzenie na Roosevelta 14.11.14, 10:54
        dianevond napisał(a):

        > Kompletnie niepotrzebne było rozbijanie nosa Bogatki z baśki przez Dorotkę Cnotkę, i ze względu na kompletnie nie licującą z miłą powieścią krwawą przemocą, i
        > ze względu na mało przekonujące napastowanie w wykonaniu Igora. Nie ściągał pr
        > zecież Dorocie majtek, prawda? Następna honorowa się znalazła, co to ją całowanie obraża.

        Dziewczyna zostaje określona jako Cnotka, bo nie dała się pocałować?... Kolesiowi, do którego nic nie czuje i który jej się zupełnie nie podoba, wręcz wzbudza w niej odrazę?
        Ciekawe, jak zostałaby określona, gdyby z zapałem odwzajemniła pocałunek Igora, bo przecież całowanie jej nie obraża.
        Facet, który demonstruje swoją przewagę fizyczną nad dziewczyną, która ewidentnie nie wyraża zgody na kontakty z nim, z pewnością nie ma dobrych zamiarów. Myślisz, że poprzestałby na całowaniu?

        I błagam, niech nikt nie porównuje tej sceny do pocałowania Józinka przez Magdusię. Tam niziutka dziewczyna wspięła się na palce i pocałowała chłopaka nie tyle przemocą, co przez zaskoczenie, w chwili jego reakcji już mu nie zagrażała. Tu znacznie większy i silniejszy facet tłamsi w uścisku słabszą (i chwilowo niepełnosprawną) dziewczynę, przytrzymuje jej ręce, zagrożenie jest bardzo realne. A Dorota żałuje przecież, że go uszkodziła.

        Co do Cnotki jeszcze: zawsze kojarzy mi się z tym określeniem opowieść mojej koleżanki, którą w środku komunikacji miejskiej zaskoczyła kiedyś łapa na pośladku. Dziewczyna obróciła się zdziwiona, nie pobiła gościa, nie zwyzywała, po prostu jednoznacznie wyraziła, że nie życzy sobie podobnych gestów. Odpowiedzią było niemalże zbulwersowane "rany, ale Cnota!!!". Śmiałyśmy się później, że może ona powinna była podziękować temu kolesiowi za taki zaszczyt, zamiast wyrażać sprzeciw ;)
        • morekac Re: Wietrzenie na Roosevelta 14.11.14, 11:44
          Józek nie był napastowany w środku lasu, tylko w domu pełnym domowników. Gdyby Bogatka usiłował pocałować Dorotę w jej rodzinnym domu, gdzie za ścianą kręci się któraś babcia i wystarczy po prostu wrzasnąć, by uzyskać pomoc, to również reakcja typu 'rozbicie nosa' byłaby nieadekwatna.
          Tymczasem Dorota, ze złamaną nogą, była napastowana w bezludnym terenie przez osobnika silniejszego.
          Możliwości ucieczki miała ograniczone, obrony także, możliwości wezwania pomocy - iluzoryczne.
      • kaliope3 Re: Wietrzenie na Roosevelta 14.11.14, 11:22
        " Kompletnie niepotrzebne było rozbijanie nosa Bogatki z baśki przez Dorotkę Cnot
        > kę, i ze względu na kompletnie nie licującą z miłą powieścią krwawą przemocą, i
        > ze względu na mało przekonujące napastowanie w wykonaniu Igora. Nie ściągał pr
        > zecież Dorocie majtek, prawda? Następna honorowa się znalazła, co to ją całowan
        > ie obraża. Bo nie wierzę, żeby MM chciała w ten sposób zawoalować naprawdę zagr
        > ażające Dorocie zachowanie Igora, skoro nie ma problemu z pisaniem o krwawiącyc
        > h, złamanych kościach nosowych. Mogła napisać coś w stylu, że był "przerażająco
        > zaborczy", albo coś w tym (jej) stylu, a nie, że "brał się do całowania", bo t
        > o wyszło trochę groteskowo. "
        Przepraszam, rozumiem, że z rozwaleniem Bogatce nosa powinna była poczekać, aż jej on majtki zdejmie? Świetnie. Określenie kobiety, jakiejkolwiek, jako "cnotka", jest cholernie pogardliwe i otwierające drogę do dalszych jej określeń typu " cichodajka" itp.
    • bookalice Re: Wnuczka - nasze recenzje 13.11.14, 21:37
      A ja "Wnuczkę" otrzymałam wczoraj w wyczekiwanej paczce z Polski i dziś skończyłam czytać. Moje wrażenia są... ogólnie całkiem niezłe. Oczywiście, było kilka rzeczy, które mnie zirytowały, jednakże uważam, że ta książka jest wiele lepsza niż "McDusia".

      Niewątpliwe plusy:
      Ilustracje! Szczególnie podoba mi się grafika z domem Doroty i wielkim orzechem (s.12).

      Rehabilitacja Idy. I chociaż po McD trochę trudno mi uwierzyć w tę postrzeloną, trochę szaloną ale dobrą, uczynną i spragnioną uczucia Idę, którą kiedyś uwielbiałam, to i tak jestem za to autorce wdzięczna. Bo znalazły się przyczyny (choćby grubymi nićmi szyte) zachowania Idy. Bo jej otoczenie to widzi (Marek i tekst o klimakterium - bezcenne, chociaż moja mama, również miłośniczka Jeżycjady w wieku 40+ może się nie uśmiać). Bo rodzina stara się jednocześnie ją wesprzeć i stonować jej zachowanie. Szczególnie mnie urzekło przywołanie z mroków słoika z musztardą i malowania ludzi na zielono - widać, że Musierowicz starała się te zachowania zrównać i przypisać idusiowemu szaleństwu (o którym kilkakrotnie rozmawiają Borejkowie).

      Kolejna rzecz, idąc tropem Idusi - Marek. On żyje! On posiada interakcje z żoną! Fajnie było go zobaczyć z nieco bardziej zarysowanym charakterem.

      Podobała mi się wzmianka o tym, jak lekarz powinien traktować pacjentów, zwłaszcza starszych. Było to niewymuszone, a bardzo prawdziwe i ładnie pokazane z punktu widzenia Doroty.

      Podobała mi się rodzina Rojków - zwłaszcza Matalia i Jędrek.

      Podobało mi się, że kilka razy prychnęłam w stronice i przypomniał mi się śmiech nad dawną Jeżycjadą.

      Na plus także wzmianka o drogich śmieciach :D i problemy finansowe dwóch babć (prawdopodobne czy nie, ciekawie się o tym pisało).

      Józef lepszy niż Józef w McD - przede wszystkim mnie nie irytował. Może dlatego, że starszy, a może dlatego, że nie miał monologów wewnętrznych (tzn, zapewne jakieś miał :D). Korale - ładny pomysł i naprawdę piękny gest. Trochę mi jednak przeszkadza, że MM z uporem kreuje go na rycerza bez skazy ni zmazy.

      Gaba i Grześ! Znowu - interakcje. I chyba najbardziej romantyczny cytat: "Do mnie jechałaś". I remont na Roosevelta (choć nieco mi żal, że zielony pokój nie jest zielony). I przenosiny seniorów na wieś. Ucieszyłam się też, że spora część bohaterów wysłana została chwilowo na wakacje, co zrobiło miejsce dla głównej bohaterki i jej rodziny.

      Rzeczy, co do których jestem ambiwalentnie nastawiona:
      Główna bohaterka. Trochę Gabrysia, a trochę Bella, choć ogólnie rzecz biorąc całkiem sympatyczna. Chętnie poczytałabym więcej o jej romansie z Józinkiem, jednak myślę, że to miało właśnie takie być: niedopowiedziane, urocze, takie... zielone :D
      Przedstawienie Ignacego Grzegorza i jego związku z Magdusią (dlaczego aż tak przerysowane? szkoda.)
      Scena pożaru.

      Nie podobał mi się za to Chrobot ani Igor Bogatka (ten drugi nawet bardzo), ale o tym już trochę zostało napisane. Opisy przyrody też mnie jakoś specjalnie nie ujęły. Mogłabym wymienić więcej rzeczy, ale pewnie zrobię to w stosownym wątku.

      A, na koniec - urzekło mnie słowo "szałaput". Jestem z wielkopolski (średniej wielkości miasto) i u nas nadal się tak mawia ;)




    • koriolanus Re: Wnuczka - nasze recenzje 14.11.14, 09:51
      Powiem szczerze, trochę za dużo czytałam tego forum i do pewnych fragmentów podchodziłam przez to jak przez mikroskop, zastanawiając się nad światopoglądem autorki, aluzjami do aluzji itd. W połowie książki powiedziałam "dość" i machnęłam ręką na to wszystko, biorąc od tej pory kolejne fragmenty za dobrą monetę i bardziej dopowiadając sobie własne interpretacje niż szukając tak zwanych "intencji autorki".
      Na pewno na plus jest to, że fakt, zrobiło mi się ciepło i miło, a byłam w dość podłym nastroju związanym z nadmiarem pracy - czytając, poczułam atmosferę wakacji: upał, dużo czasu a nawet takie drobnostki jak komary mi się podobały :)
      Podobała mi się - tu chyba jestem raczej dość odosobniona - postać Igora Bogatki, a mówiąc ściślej jego końcowy monolog, przez który naprawdę zrobiło mi się go żal. Fakt, jest kreowany na pijaka, przemocowca i troglodytę, ale tym bardziej uderzyła mnie ta jego świadomość, że Dorota nawet nie spróbuje z nim porozmawiać, bo woli jakiegoś księcia z bajki i cokolwiek by nie zrobił, jest skazany na przegraną. Fakt, że potem próbuje się do dziewczyny dobierać i dostaje za to w pysk, ale ta wypowiedź pokazała go jako człowieka, nieszczęśliwego, który zachowuje się tak, bo po prostu nie potrafi inaczej, a nikt mu nie pomoże być lepszym - i tak trafia w błędne koło, za kilka lat zapewne skończy jak Chrobot. To, że autorka na chwilę oddaje mu głos, to wielka wolta w stosunku do McDusi i wcześniejszych, gdy tacy Igorowie są po prostu grupkami mętów rzucających przekleństwa. Na tę bardzo krótką chwilę Igor przypomniał mi Jacka Lelujkę, któremu bardzo kibicowałam w "Opium w rosole".

      Na minus - nienawiść wręcz do miasta i ta przykra scena z miastowymi robiącymi sobie selfie z pożarem. Nie ma tu podziału na dobrych i złych ludzi, tylko na dobrych - ze wsi i złych - z miasta. Tym bardziej uderzające, że to MM wylansowała uwielbienie dla Poznania i nazywana była "Homerem Jeżyc". Zwłaszcza że te aluzje pojawiają się w komentarzu odautorskim, we właściwej fabule mamy przecież i złą młodzież spod sklepu, i złego/dobrego Chrobota. A przecież akcja trafiała już na łono natury ("Nutria i Nerwus" albo "Dziecko piątku") i nie było to aż tak eksponowane.
      Na drugi minus - cytat o świniach i telewizji. Strasznie dziwny i naprawdę musiałam użyć siły woli, żeby nie dopisać do tego "intencji autorki" tylko uznać, że to dziadek popada w paranoję.
      Więcej dopiszę później ;-)
    • adorabelle-dearheart Re: Wnuczka - nasze recenzje 18.11.14, 20:17
      Przeczytałam!

      Książka bardzo fajna, sprawiła mi mnóstwo przyjemności, nie zgrzytałam zębami.

      Mam wrażenie, że książka jest świeższa i dużo bardziej naturalna niż ostatnie tomy Neo dziejące się w Poznaniu i wydaje mi się, że ma to wiele wspólnego z przeprowadzką pani MM, która - z tego co wyczytałam na tym forum i na jej stronie - mieszka teraz poza Poznaniem w domu z ogrodem.

      Zdaję sobie sprawę, że książka pokazuje raczej ludomańską wizję wsi niż sili się na realizm, ale książki Musierowicz zawsze były pewną wizją rzeczywistości, a nie jej kalką (skądś przecież wziął się termin "realizm magiczny") i teraz mam wrażenie, że autorka zdecydowanie bardziej czuje to, o czym pisze, czyli po prostu... pisze o tym, co zna lub po prostu jest jej bliskie, a tylko ubarwia obraz, zgodnie ze swoimi upodobaniami estetycznymi i etycznymi.

      Bohaterka sympatyczna, choć Mary Sue. Sądzę, że nie znosiłabym jej jako nastolatka (bardzo nie lubiłam idealnych bohaterek, które mają kilka drobnych, uroczych wadek i nad którymi roztkliwiają się wszyscy bohaterowie i narrator), ale z dzisiejszej perspektywy przyjemnie całkiem poczytać o takiej świeżej istocie. Rzeczywiście dużo wykrzykników w jej mailach, ale traktuję to dokładnie tak jak wyjaśniła MM: zamierzony efekt stylizowania pisania na nastolatkę pod wpływem emocji. Owszem, przesadzony i trochę skarykaturowany, ale znów mam wrażenie, że to się wpisuje w ogólną konwencję książek MM.

      Ida wspaniała. Cóż za soczysta postać. Strasznie się ucieszyłam, że zdanie z sarną i 150 letnim drzewem jest cytatem z jej listu, a nie narratora: więc to był zamierzony zabieg (kamień z serca)!

      Oczywiście, dziwne jest to, że jej mąż się interesuje tym, gdzie jest jego żona parę dni po jej zniknięciu i nie dzwoni co chwila, nie wysyła do niej smsów/maili/facebookowych wiadomości/czegokolwiek jakimkolwiek znanym mu sposobem komunikacji, jednocześnie rozpytując najbliższych, czy mają jakieś wieści (już ja widzę mojego męża w podobnej sytuacji... Zachowanie Marka jest dość mało prawdopodobne), ale... ok, nawet to jestem w stanie jako tako usprawiedliwić konstrukcją powieści i MOŻE jego znajomością charakteru Idy (???). Generalnie nie jest to pierwsze mało prawdopodobne psychologicznie zachowanie w całej Jeżycjadzie, które ma służyć "wyższemu/innemu celowi" w powieści i ja naprawdę jestem w stanie wybaczyć wiele fabule, jeśli inne elementy świata przedstawionego mi stykają.
      A tu ogólne wrażenie pozytywne i, choć czasem wyłażą grube szwy, całość ładna.

      Generalnie bohaterowie przedstawieni z sympatią, tylko Bogatki żal. Rozumiem, że miał być archetypem prymitywnego samca, acz trochę się jakby wymsknął spod kontroli i jednak budzi współczucie, że nikt mu nawet nie chce dać za bardzo szansy na pokazanie się z dobrej strony. Szczególnie że, mam wrażenie, Bogatka się jakoś tam stara na miarę swoich możliwości. Ale i tak jest skazanym na samotność nosorożcem, którym nikt się za bardzo nie przejmuje, tylko narzeka, że zajmuje miejsce. Mam kilku znajomych, którzy działają w środowiskach tzw. "trudnej młodzieży" i o tyle o ile widzę, jak wiele wysiłku i dobrej woli potrzeba, żeby chociaż trochę wyciągnąć z marazmu kogoś, komu się nie chce chcieć i bardzo przykro mi się czytało o... właśnie braku takiej dobrej woli u innych. Bogatka - ewolucyjnie skazany na nosorożcowatość, choć podobny do żółwia (co w tym złego?!). Smutne.

      Ale! Nawet złota nić aż tak bardzo nie jątrzy! Dużo zgrabniej jest to przedstawione niż w Sprężynie, może dlatego że bohaterowie chcą de facto ze sobą porozmawiać i oboje dążą do spotkania, tylko albo im śmiałości nie staje (Dorota) albo po prostu okazji brak. W Sprężynie jakoś mnie raziła hiperaktywność Laury i bierność Naszpana, który się tylko boleśnie wpatrywał i rwał włosy z jej głowy (;), coby przytknąć do ust, ale żeby chociaż zapytać pana Gruszki, czy Floriana o jakieś namiary na Laurę i jakoś doprowadzić do spotkania z nią, to nie baudzo. No ludzie... Tutaj: spojrzenia, od razu research w poszukiwaniu imienia, korale i ciasteczka, próby sprowokowania takiego bardzo "przypadkowego" spotkania: tak jak pisała anutek w innym wątku, jak to wszystko wpisuje się w nastoletnie marzenia o idealnym zakochaniu!

      Mam wrażenie, że w odbiorze książki bardzo pomaga fakt, że nie czytałam jeszcze McD (wszystko co wiem o McD pochodzi z forum i Niezatapialnej Armady, ale udało mi się uniknąć osobistego sprawdzenia zepsucia postaci przez samą MM). Jest mi ciepło i miło, do tego parę razy porządnie zgłodniałam przy tej książce, czytając o frykasach, którymi objadają się bohaterowie, i naprawdę nie oczekuję niczego więcej.
    • lorretta Re: Wnuczka - nasze recenzje 21.11.14, 19:00
      Przeczytałam wczoraj i stwierdziłam, że muszę napisać komentarz.
      Ta książka woła o POMSTĘ do NIEBA.
      Ale po kolei. Historia z dwiema ciotkami, to jakbym czytała Noealkę z wujkami Cyrylem i Metody. Maile, które 17(!) letnia Dorotka pisze do matki słownictwem jak lat 70 - "Facetka"? Kto tak mówi, ja mam 30 lat i dla mnie to słowo jest anachroniczne. Albo teksty o impulsie rozrodczym, ludzie ratujcie(!), ja mam już tego NIE MÓWIENIA wprost dość!!! Albo ta Gaba, nadwrażliwa jakaś kobieta, która skacze dokoła 19 latka (!), że potrzebuję jej pomocy. Ręka w górę ile z Was, po maturze wyprowadziło się z domu. Kolejne. Jedynie racjonalna Ida, zostaje przedstawiona przez swoją rodzinę, jako wariatka, której przejdzie jak się ją zostawi w spokoju, a ona po prostu mówi, co CZUJE.
      Ignacy Borejko, Świeci Pańscy, ten dziad, z książki na książkę jest przedstawiany, jako mędrzec opatrznościowy, i to słowo: dżentelmen ()!, pasuje do niego jak pięść do oka, to że w Sprężynie podał Aureli rękę przy wsiadaniu do taksówki, nie czyni go dżentelmenem. Jego zachowanie i to, co mówi pokazuje, że jest to nadęty bufon, człowiek odcięty od rzeczywistości, zawieszony "gdzieś". Jego relacja z ludzi ograniczają się do cytatów. On ani nie przytuli, ani nie wspiera, natomiast nieustająco potrzebuję potwierdzenia swojej, wątpliwej wartości siebie. Jego żona, "święta" Mila, ludzie, kobieta, która obdarza ludzi rozumiejącym spojrzeniem oraz ma zawsze lekko ironiczny uśmieszek. Boże uchowaj, nic dziwnego, że ta Gaba taka porąbana wyszła. Nie ma słowa o czułym uśmiechu, przytuleniu, rzucaniu na szyję, nie, ta kwaśna baba, co najwyżej „spojrzy rozumiejąco”. Szczerze, brak rozmów i mówienia WPROST powoduje najwięcej niedomówień. Ludzie nie czytają sobie w myślach, nie mamy takiej funkcji w oprogramowaniu. Możemy kogoś zrozumieć, ale i tak nie zastąpi to rozmowy. Po to właśnie mamy narząd MOWY. Natomiast Bioreje – NIE! Dla nich powiedzenie rzeczy wprost, to PLUGASTWO.
      Generalnie, Ignacy jr. Ten notoryczny lękowiec powinien wreszcie iśc na terapię, może NAWET farmakologiczną, zresztą po takiej matce, która nie potrafi nic powiedzieć, bo jeszcze kogoś urazi, jest to zrozumiałe, dlatego też – Gaba – na terapię, jest popaprana totalnie, ale to pewnie, dlatego, że matka nie okazywała jej nigdy czułości. Zresztą ta cała Mila, mogłaby się wreszcie pozbyć tej ironii, co jej szkodzi, po prostu okazywać szczere uczucia? Musierowicz stworzyła świetną sagę lękowców, ludzi generalnie, nie komunikujących wprost i nie umiejących okazywać i identyfikować się z własnymi emocjami, nie umieją radzić sobie elementarnie ze złością. Powinna to być lektura na psychologii pt. jak ludzie unikają konfrontacji z uczuciami na postawie rodziny B. od rodziców Ignaca i Mili począwszy.
      Świetnie też opisano scenę sexu, „chodzą się kąpać do lasu nawet w nocy” – WOW!!!
      Dość mam tego pisania o rozumieniu się bez słów, żeby to jeszcze były niemowy, ale nie, oni po prostu wolą nieme porozumiewanie się.
      Kolejna historia, tym razem już bez wychwalania jak to zaradna Pulpa, je sobie wesoło i tylko kupuję coraz większe ubrania, tym razem już ciałko wylewa się z szortów i podkoszulka. Biedna dziewczyna, nie zaznała matczynej czułości, to ją sobie ciastkami aplikuje.
      Szczerze mówiąc, mam dość tej nadmuchanej, sztucznej, że aż zęby bolą historii. Żałuję, że to przeczytałam, tak potwornego paździerza nie czytałam dawno. I czuję się wykorzystana, oszukana i generalnie jak bym spotkała tych popaprańców, to z wyjątkiem Idy, co to się głodzi i Pulpy, co się obżera resztę kopnęłabym w tyłek.
      AMEN
      • piotr7777 Re: Wnuczka - nasze recenzje 22.11.14, 10:53
        Te postaci są jakie są, bo taka jest koncepcja autorki . Może się nie podobać, ale teksty o "pomście do nieba" są krzywdzące i niesprawiedliwe. Pomijam emocjonalny i mocno chaotyczny styl wypowiedzi.
        Ale po kolei - obecnie większość osób w czasie studiów mieszka u swoich rodziców, nierzadko i później. Ignacy ma sporo wad, ale kultury osobistej odmówić mu nie sposób. Mila jest taka sama - ironiczna, opanowana i pozornie zimna - od samego początku, dla jej rodziny taka postawa jest właściwa. Szprycowanie wrażliwych nastolatków środkami farmakologicznymi to pomysł, co najmniej wątpliwy.
        No i odniesień do Wnuczki w tekście jak na lekarstwo.
        Ty po prostu masz awersję do Borejków właściwie całościowo.
        • tt-tka Re: Wnuczka - nasze recenzje 22.11.14, 17:57
          Piotr napisal
          Ignacy ma sporo wad, ale kultury osobistej odmowic mu nie sposob

          zartujesz, prawda ?
          • piotr7777 Re: Wnuczka - nasze recenzje 22.11.14, 19:01
            > zartujesz, prawda ?

            Oczywiście, że nie.
            Jeśli się skupimy wyłącznie na treści książek (a nie interpretacjach, przypuszczeniach czy fanfikach) to Ignacy jest na codzień bardzo kulturalnym człowiekiem, prezentującym trochę archaiczną i wyszukaną galanterię.
            Są oczywiście sytuacje, w których traci panowanie nad sobą i wykrzykuje nie do końca przemyślane rzeczy, ale ludzie, którzy nigdy nie tracą autokontroli raczej są rzadkością i w pewnych aspektach jest to raczej niebezpieczne.
            • tt-tka Re: Wnuczka - nasze recenzje 22.11.14, 20:21
              galanteria = kultura osobista ?
              przypuszczam, ze watpie
              to tylko polor towarzyski, warstewka ciensza niz bielizna Ignaca

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka