zuzudanslemetro
16.06.17, 14:00
Ja wiem, że różnica wieku powoduje silny brak zrozumienia i umiejętności wczucia się w nastoletniego bohatera, ale mam wrażenie, że młodzież w książkach MM infantylnieje z każdym tomem. W pierwszych tomach 16-letnia Cesia umiała ogarniać nawet noworodka; 15letnia Anielka prowadzi dom i sama wyjeżdża do Poznania. Autostopem! 17letnia Gabrysia przejmuje obowiązki matki; 14letnia Ida zostaje sama i podejmuje pracę, a 17letnia Magdusia zamiast pomieszkać w mieszkaniu po dziadku i ogarniać przy okazji, musi gnieździć się z Borejkami. Rozumiem, że z ich strony to był taki gest przyjaźni, ale przecież też upupiania Magdy. Kiedy jej matka będąc w jej wieku, została sama bo dziadek na dłużej wylądował w szpitalu, nie zgarnęli Kreski do siebie tylko troszczyli się zdalnie, podrzucając różne dobre. Mogliby więc zaproponować Magdzie wspólną Wigilię i obiady, ale spokojnie młoda dama mogła pomieszkać bez męczącego towarzystwa z przepełnioną łazienką i przemądrzałą Łusią. Tak samo Żaba - ma jakieś 15 lat a zachowuje się jak przedszkolak. Łącznie z tym naiwnym pomysłem intrygi mającej na celu sprowadzenie Fryca tam gdzie jego miejsce. Dorotka to już w ogóle! Niby opisana jako dzielna i dojrzała a gryzie się, jak tu się wymknąć babciom. Czy czasem w jej wieku nie mówi się, że ma się jakąś sprawę do załatwienia i wychodzi i wróci o tej i o tej? O Jędrusiu nie wspominam, bo pamiętam, że był mu poświęcony osobny wątek.
Mam wrażenie, że dawni bohaterowie Jeżycjady byli dojrzalsi i ich infantylnienie poczęło się w Pulpecji, która niby zachowuje się normalnie a boi się, że rodzice ją ochrzanią za wygłupy na śniegu. Niby co w tym złego, że się z kolegą powygłupiała? Przecież nie uprawiali seksu pod bałwanem tylko stroili sobie całkiem normalne figielki.