haszyszymora
15.01.18, 19:24
Ale nie kryminalnie, tylko fabularnie. Ot, Janusz niefortunnie spadł ze schodów prosto na sąsiada, który wracał z nożami od ostrzenia. Albo zadławił się pierogiem z grzybami. Fakt faktem, że Pyziak opuszcza ten padół w 1984, czyli w momencie swojego kanonicznego zniknięcia z kołchozu. Gaba nadal ma swoją traumę, Laura nie ma ojca, Janusz zniknięty.
Ale co dalej? Tak sobie dumam, czy martwy Pyziak nadal byłby tematem tabu? Gaba-wdowa pielęgnowałaby swoje cierpienie czy przeciwnie, wzięła się w garść, gdy nie została skrzywdzona z premedytacją? Laura nadal byłaby piętnowana za podobieństwo do nieboszczyka (bo swoim widokiem przypomina matce) czy przeciwnie, hołubiona jako żywa relikwia? Czy Pyza nadal miałaby tę kwestię w de? I czy Ignacy nauczyłby się wreszcie imienia zięcia, gdyby je widywał co roku wypisane na płycie?
Przyznaję, że dla mnie opcje - i patologiczna, i pozbierana w garść - wydają się równie prawdoopodobne. :P