Dodaj do ulubionych

"Zepsucie" postaci

17.06.18, 22:21
Wielokrotnie już dyskutowano, kiedy "Jeżycjada" się popsuła, od którego tomu zaczyna się "Neojeżycjada", która część była najgorsza...
A co z postaciami? Zwłaszcza tymi, które kiedyś budziły szczerą sympatię? Z jednej strony "psuły się" stopniowo, ale z drugiej większość w którymś momencie przekroczyła pewną granicę, za którą stała się karykaturą samej siebie. Wydarzenie, konkretna scena - coś, po czym czytelnik przeciera oczy i myśli "to przecież nie jest Gaba/Mila/Ida"
Zauważyłam, że w przypadku wielu bohaterów można taki punkt wskazać.
Gaba - scena rozmowy z Idą na temat bezczelnego zachowania Laury i Pyzy, kiedy Gabrysia słuszne zarzuty siostry obraca w okazję, by zrobić z siebie ofiarę
Ida - pierogi! Rzucanie słoiczkiem byłam w stanie przełknąć, tego - nie
Pyziak - scena w korku

I tak dalej...
Obserwuj wątek
    • bupu Re: "Zepsucie" postaci 17.06.18, 23:31
      Mila dla mnie ostatecznie zmieniła się w Milicję wygłosiwszy sentencyę o tym, że Laura to niedobre dziecko. Mili Borejko, tej co jedną miała Idusię, taki tekst przez usta by nie przeszedł.

      Ignac wbił sobie gwoździe do trumny własnoręcznie, wbijając je w balkonowe drzwi. Oczy przecierałam ze zdumienia co to za furiat i dlaczego udaje Ignacego. Oraz czemu rodzina nie zarządza natychmiastowej interwencji psychiatrycznej.

      Gabon tak, Gabon się zgabonizował nieodwołalnie w Pulpecji, podczas rozmowy z Idą, gdy zaczął ślozy ronić, gdyż Pypypyziak.

      Nutria zawsze miała tysiąc osobowości, nową w każdym tomie, Grzegorz kalarepą był, jest i będzie. Baltona, dotąd trzymający się dzielnie mimo prób uwąszenia, poległ w CZ zamieniając się w pszenno-buraczanego dyktatora domowego. Łusia i Ignaś karykaturalni byli od zawsze. Aurelia przeszła nie tyle karykaturyzację, co amputację osobowości, podobnie Larwa. Bernard... Okej, wczesny Bernard, ten z BBB, też może być dla niektórych irytujący, ale w okolicach "Imienin" podmieniono go na obleśnego flejtucha z galopującą logoreą i empatią czołgu. Poważnie, nowego Bernarda mam za każdym razem ochotę wyrżnąć kłonicą w potylicę, żeby wreszcie zamilkł.

      No i jeszcze Różyczka jest, którą to Różyczkę pożycie z Robofrycem zamieniło najwyraźniej w cyborga, zaprogramowanego na prasowanie ubranek niemowlęcych i obsługę niemowląt. Co nie w programie to nieważne, nawet własna progenitura.
      • zuzudanslemetro Re: "Zepsucie" postaci 17.06.18, 23:58
        Nieprawda, Ignaś jeszcze w Imieninach był fajnym, czarującym dzieciakiem, który potem dopiero przemienił się nie wiedzieć kiedy, w paskudnego donosiciela. W Imieninach pięknie wiedział, jak się nazywa i gdzie mieszka; cudownie zachwycał się fajerwerkami i "bardzo lubił tych chłopaków". I planował zostać maszynistą, i nie wiedział czy Kopernik umarł czy wpadł do czarnej dziury. Śliczny był ten Ignaś. A potem przerobił się w IGStrybę.
      • tt-tka Re: "Zepsucie" postaci 18.06.18, 00:05
        Dla mnie Milicja zaistniala w Pulpecji - Monika, obca osoba, zauwaza, ze z Patrycja jest cos nie halo, na co (juz) Milicja "moze jej zimno". Przeczytalam, nie uwierzylam, przeczytalam ponownie. No stoi, czarno na bialym.

        Ygnac - od kalamburki. Cemna strona ksiezyca, druga twarz, mister o-Hyde-k. Niby zgadzalo sie, ten sam, tylko pokazany od strony obrzdliwego wnetrza, a nie sympatycznego zewnetrza. Dobila go pochwala inwigilacji w chwili, gdy to on jest odbiorca, a nie obiektem donosow. Pierog powinien mu napluc na wycieraczke.

        Gabon - oryginalna nie bede, rozmowa z Ida w Pulpecji.

        Ida - chyba od sceny z Magda na dworcu. Wczesniej byla narwana, ale zyczliwa ludziom i uczynna, tu zostalo tylko dosrywanie.

        Pulpa juz w Sprezynie wydala mi sie inna, ale w pelni - ostatnie dwa tomy, w Febliku "twierdza z kruchych cial rodzicow, ktora oby jak najdluzej chronila jej dzieci", a dobitka w CZ, ten wytrysk szczescia, ze na stale bedzie miala na karku siostre i szwagra. Pulpa ! Ktora swoich kochala zawsze, ale chyba jako jedyna bywala nimi zniecierpliwiona !
        (chyba ze, chyba ze... przyjac, ze Pulpa czula sie lub w pewnej chwili poczula mniej wazna, mniej kochana, potraktowana per noga - wtedy to, ze cieszy sie rodzina, wobec ktorej wystepuje jako niezastapiona, bezkonkurencyjna szafarka dobr byloby ytlumaczalne)

        • zona_glusia Re: "Zepsucie" postaci 18.06.18, 17:17
          tt-tka napisała:

          > Dla mnie Milicja zaistniala w Pulpecji - Monika, obca osoba, zauwaza, ze z Patr
          > ycja jest cos nie halo, na co (juz) Milicja "moze jej zimno". Przeczytalam, nie
          > uwierzylam, przeczytalam ponownie. No stoi, czarno na bialym.
          Dla mnie Mila też "zepsuła się" w Pulpecji. "Może jej zimno" to zdanie było szczytem tego, jak Mila traktuje Patrycję od początku książki. Dziwnie się poczułam już przy twierdzeniu Mili, że musi udzielić Pulpecji reprymendy, nie porozmawiać tylko właśnie udzielić reprymendy po rewelacjach sąsiadki na temat tarzania się w śniegu z Baltoną.
        • marutax Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 19:02
          tt-tka napisała:

          > Ygnac - od kalamburki. Cemna strona ksiezyca, druga twarz, mister o-Hyde-k. Nib
          > y zgadzalo sie, ten sam, tylko pokazany od strony obrzdliwego wnetrza, a nie sy
          > mpatycznego zewnetrza.

          Tu się zgodzę. Ignacy zawsze miał wady, ale zawsze też wydawało się, że wynikają ona z cech może nie pozytywnych, ale sympatycznych. Naiwność, roztargnienie, życiowa beztroska, oderwanie od rzeczywistości, antymaterializm - to wszystko nie jest złe, choć może rodzić negatywne skutki. Tymczasem w "K" okazało się, że za brzydkimi zachowaniami Ignaca stoi przede wszystkim egoizm, małostkowość, niewdzięczność, brak empatii, poczucie, że inni są gorsi, połączone z przewrażliwieniem na własnym punkcie... Brrr
          • significado-significante Re: "Zepsucie" postaci 20.06.18, 00:01
            marutax napisała:

            > Tu się zgodzę. Ignacy zawsze miał wady, ale zawsze też wydawało się, że wynikaj
            > ą ona z cech może nie pozytywnych, ale sympatycznych. Naiwność, roztargnienie,
            > życiowa beztroska, oderwanie od rzeczywistości, antymaterializm - to wszystko n
            > ie jest złe, choć może rodzić negatywne skutki. Tymczasem w "K" okazało się, że
            > za brzydkimi zachowaniami Ignaca stoi przede wszystkim egoizm, małostkowość, n
            > iewdzięczność, brak empatii, poczucie, że inni są gorsi, połączone z przewrażli
            > wieniem na własnym punkcie... Brrr

            Bardzo trafne podsumowanie! Ps. Tak, brrr...
      • przymrozki Re: "Zepsucie" postaci 18.06.18, 08:23
        bupu napisała:

        > Mila dla mnie ostatecznie zmieniła się w Milicję wygłosiwszy sentencyę o tym, ż
        > e Laura to niedobre dziecko. Mili Borejko, tej co jedną miała Idusię, taki teks
        > t przez usta by nie przeszedł.

        Tej sceny można by bronić - Mila była chora, czuła się fatalnie i fizycznie, i psychicznie (popłakała się, bo widziała, że jest obciążeniem dla innych). Gabrysia, która z nią wtedy rozmawiała, uznała, że ten monolog nie jest w stylu jej matki.

        > Ignac wbił sobie gwoździe do trumny własnoręcznie, wbijając je w balkonowe drzw
        > i. Oczy przecierałam ze zdumienia co to za furiat i dlaczego udaje Ignacego. Or
        > az czemu rodzina nie zarządza natychmiastowej interwencji psychiatrycznej.

        Moim zdaniem Ignacy doznał najpoważniejszej przemiany. Z człowieka, który był w stanie niszowym hobby porwać grono nastolatków przeistoczył się w stękającą miągwę, która w wieku dwudziestu lat planuje dzień tak, żeby nie musieć wchodzić po schodach. I te jego uwagi o indyczkach. Ja rozumiem, że w wewnętrznym monologu młody chłopak ocenia pośladki dziewcząt i niektóre nazywa "kuperkami", spoko, ale ogólna i programowa niechęć do absolutnie wszystkich osób płci żeńskiej z jednym wyjątkiem to już chyba jakiś problem.
        No a potem mamy jeszcze Ignacego - oficera prowadzącego Ignasia Stryby. Już w "Języku Trolli" pierwsze jaskółki (choć jeszcze wtedy była zdolność do samorefleksji).

        > Nutria zawsze miała tysiąc osobowości, nową w każdym tomie, Grzegorz kalarepą b
        > ył, jest i będzie.

        To w ogóle byłoby ciekawe. Zebrać kiedyś wszystkie twarze Natalii. Wyszłaby z tego kobieta z zaburzeniami osobowości, to pewne.

        > No i jeszcze Różyczka jest, którą to Różyczkę pożycie z Robofrycem zamieniło na
        > jwyraźniej w cyborga, zaprogramowanego na prasowanie ubranek niemowlęcych i obs
        > ługę niemowląt. Co nie w programie to nieważne, nawet własna progenitura.

        Akurat Róży będę broniła. To zawsze była raczej niezbyt bystra maź o budyniowatej osobowości. No i zawsze ciągnęło ją do niemowląt. Materiał na przyjaciółkę żaden, ale jako opiekunka w żłobku albo niania byłaby do ozłocenia.
    • marutax Re: "Zepsucie" postaci 18.06.18, 22:14
      Pod wpływem wątku o "BBB" przypomniałam sobie, kiedy MM zepsuła dla mnie postać Anieli.
      Nie, nie przy Krystianie i absurdalnych kłamstwach. Nie przy Bernardzie.

      Otóż doszłam do wniosku, że ta Aniela nie jest dawną Anielą gdy przeczytałam zdanie "Otóż Aniela Kowalik skończyła rok temu wydział grafiki w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych, gdzie studiowała dlatego, że nie przyjęto jej na wymarzony wydział aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej." Aniela przez pięć lat studiowała kierunek, do którego nie miała szczególnego talentu czy zamiłowania? Ta Aniela, która jako piętnastolatka potrafiła załatwić sobie szkołę i lokum w Poznaniu? Która miała określony cel i potrafiła zrobić naprawdę dużo, by go osiągnąć? Aniela z "Kłamczuchy", gdyby nawet nie dostała się na wydział aktorski za pierwszym podejściem, próbowałaby za rok i dwa. Złożyłaby papiery do innych szkół teatralnych. Starałaby się o pracę w teatrze bez studiów aktorskich, nawet kosztem zdobycia dyplomu. Królowałaby w teatrzykach studenckich. Na pewno po pierwszej klęsce nie położyłaby uszu po sobie i nie machnęła ręką na swoje plany. To nie mogła być Aniela Kowalik. Po tym szoku wszystkie inne głupoty jakoś przełknęłam, bo w końcu dotyczyły kogoś innego...
      • sayoasiel Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 00:06
        A ja nie wierzę, że się nie dostała i to po części nieco psuje tę postać. Wiem, że tam dostać się niesamowicie trudno, ale to jednak była Anielka, dziewczyna kreowana na talent, który był zauważalny nawet dla tych, którzy się nie znają.
        • marutax Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 08:32
          sayoasiel napisał(a):

          > A ja nie wierzę, że się nie dostała i to po części nieco psuje tę postać. Wiem,
          > że tam dostać się niesamowicie trudno, ale to jednak była Anielka, dziewczyna
          > kreowana na talent, który był zauważalny nawet dla tych, którzy się nie znają.

          Ja nawet wierzę, że mogła zawalić pierwsze podejście - z jej ego możliwe jest, że uznała egzaminy za czystą formalność. Mało prawdopodobne, ale możliwe.
          Ale później? Usiadła na... grafice i na pięć lat zapomniała o teatrze? Mamy przecież Julię, która dostaje się na artystyczny kierunek "wreszcie" i dzięki znajomościom, ale nie odpuściła. Laurę, która też chyba nie dostała się za pierwszym razem - ale tu nie jestem pewna. A Aniela, o wiele bardziej oddana swojej pasji i zdeterminowana, macha ręką po jednej porażce?
          • neandertalka Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 11:13
            marutax napisała:

            > Ja nawet wierzę, że mogła zawalić pierwsze podejście - z jej ego możliwe jest,
            > że uznała egzaminy za czystą formalność. Mało prawdopodobne, ale możliwe.
            > Ale później? Usiadła na... grafice i na pięć lat zapomniała o teatrze? Mamy prz
            > ecież Julię, która dostaje się na artystyczny kierunek "wreszcie" i dzięki znaj
            > omościom, ale nie odpuściła. Laurę, która też chyba nie dostała się za pierwszy
            > m razem - ale tu nie jestem pewna. A Aniela, o wiele bardziej oddana swojej pas
            > ji i zdeterminowana, macha ręką po jednej porażce?

            Fakt, zwłaszcza że i to liceum poligraficzne jej kompletnie nie interesowało, poszła do niego wyłącznie z powodu Pawełka (żeby być blisko, tj. w Poznaniu). A więc i szkoła średnia, i studia niezgodne z tak wyraziście zaakcentowanymi zainteresowaniami i talentem? Hm. Możliwe, ale mało prawdopodobne, a przy tym sprzeczne z uporem i determinacją Anielki, stanowiącymi główne (obok kłamstwa ;-) ) cechy jej charakteru.
      • zuzudanslemetro Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 06:35
        marutax napisała:


        >
        > Otóż doszłam do wniosku, że ta Aniela nie jest dawną Anielą gdy przeczytałam zd
        > anie "Otóż Aniela Kowalik skończyła rok temu wydział grafiki w Państwowej Wyższ
        > ej Szkole Sztuk Plastycznych, gdzie studiowała dlatego, że nie przyjęto jej na
        > wymarzony wydział aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej." Aniela przez
        > pięć lat studiowała kierunek, do którego nie miała szczególnego talentu czy zam
        > iłowania? Ta Aniela, która jako piętnastolatka potrafiła załatwić sobie szkołę
        > i lokum w Poznaniu? Która miała określony cel i potrafiła zrobić naprawdę dużo,
        > by go osiągnąć? Aniela z "Kłamczuchy", gdyby nawet nie dostała się na wydział
        > aktorski za pierwszym podejściem, próbowałaby za rok i dwa. Złożyłaby papiery d
        > o innych szkół teatralnych. Starałaby się o pracę w teatrze bez studiów aktorsk
        > ich, nawet kosztem zdobycia dyplomu. Królowałaby w teatrzykach studenckich. Na
        > pewno po pierwszej klęsce nie położyłaby uszu po sobie i nie machnęła ręką na
        > swoje plany. To nie mogła być Aniela Kowalik. Po tym szoku wszystkie inne głupo
        > ty jakoś przełknęłam, bo w końcu dotyczyły kogoś innego...

        Masz rację! W tamtym czasie dużo łatwiej było załapać się do pracy w teatrze jako adept i potem zrobić eksternistycznie dyplom. Ale jest ciekawe co innego - nie dostała się do PWST, ale dostała się na grafikę?! Do której przecież trzeba przygotować teczkę. Kiedy ona to robiła? Przygotowując się do egzaminów wstępnych na aktorski? Niemożliwe. Oraz grafika jest równie oblegana jak aktorski, więc nie wiem, jakim cudem?... Sądzę, że MM umieściła Anielę na grafice, żeby jej nie wypuszczać z Poznania. W Poznaniu nie ma Akademii Teatralnej (wówczas PWST).
      • vilez Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 07:44
        marutax napisała:

        > Aniela przez
        > pięć lat studiowała kierunek, do którego nie miała szczególnego talentu czy zam
        > iłowania? Ta Aniela, która jako piętnastolatka potrafiła załatwić sobie szkołę
        > i lokum w Poznaniu?

        Przecież to Anielka zapisała się do Liceum Poligraficznego, mimo że do poligrafii miała zamiłowanie zerowe. Miała w szczerej pompce, czego się będzie uczyć.
        • marutax Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 08:26
          vilez napisała:

          > Przecież to Anielka zapisała się do Liceum Poligraficznego, mimo że do poligraf
          > ii miała zamiłowanie zerowe. Miała w szczerej pompce, czego się będzie uczyć.

          Po pierwsze, wtedy decydującym czynnikiem była "miłość" do Pawełka. Przy studiach takiego czynnika nie stwierdzono.
          Po drugie, to nie był wybór między aktorstwem a grafiką, a między zwykłym liceum a poligraficznym. I tak nie uczyłaby się tego, co kochała.
          Po trzecie, owszem, "miała w szczerej pompce, czego się będzie uczyć" - ale nie co będzie robić. A w przypadku studiów Aniela odpuszcza sobie swoje marzenia. Mając różne możliwości - dorywcza praca w teatrze, występy w teatrze studenckim czy kabarecie, ponawianie prób dostania się na studia - ona nie robi nic. Przecież niejeden aktor zrobił karierę właśnie dlatego, że został zauważony w jakimś amatorskim przedstawieniu czy podczas festiwalu.
          Po czwarte, pamiętajmy, że Aniela mieszkała w niewielkim miasteczku, gdzie nie miała zbyt wielu okazji do rozwijania swoich pasji. Wyjazd do Poznania, nawet na poligrafię, zbliżał ją do "wielkiego świata" i jej marzeń.
          • potworia Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 08:30
            marutax napisała:

            >Przecież niejeden aktor zrobił karierę właśnie dlatego, że został zauważony w jakim
            > ś amatorskim przedstawieniu czy podczas festiwalu.
            >

            Na przykład kto? Pytam o realia polskie.
            • marutax Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 09:33
              potworia napisał(a):

              > Na przykład kto? Pytam o realia polskie.

              Musiałabym pogrzebać, ale na szybko przychodzi mi do głowy Adam Pawlikowski, który trafił na plan "Kanału", bo grał na okarynie.
              • potworia Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 10:40
                marutax napisała:

                > potworia napisał(a):
                >
                > > Na przykład kto? Pytam o realia polskie.
                >
                > Musiałabym pogrzebać, ale na szybko przychodzi mi do głowy Adam Pawlikowski, kt
                > óry trafił na plan "Kanału", bo grał na okarynie.

                Pawlikowski trafił do "Kanału" jako krytyk muzyczny i filmowy, doskonale znany środowisku i samemu Wajdzie, nie jako anonimowy gracz na okarynie. Nie znam realiów z lat osiemdziesiątych, ale obecnie scenariusz pt. "zdolny amator, wyłowiony w nieprofesjonalnej produkcji" brzmi jak bajka o żelaznym wilku.
                Już bardziej prawdopodobne jest, że współczesny Pawlikowski/Żuławski/Szumowska świadomie obsadzają w roli głównej amatorów, szukając właśnie unikatowej, niezawodowej jakości gry. Ale te przypadki rzadko przeradzają się w sensowne kariery, a w niektórych przypadkach wręcz przeciwnie.
                • marutax Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 11:04
                  potworia napisał(a):

                  > Pawlikowski trafił do "Kanału" jako krytyk muzyczny i filmowy, doskonale znany
                  > środowisku i samemu Wajdzie, nie jako anonimowy gracz na okarynie. Nie znam rea
                  > liów z lat osiemdziesiątych, ale obecnie scenariusz pt. "zdolny amator, wyłowio
                  > ny w nieprofesjonalnej produkcji" brzmi jak bajka o żelaznym wilku.

                  Pawlikowski rzeczywiście był znany w środowisku, ale...

                  Krystyna Sienkiewicz - studentka warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, przypadkowo zaangażowała się do STS-u i została aktorką
                  Stanisław Tym - studiował ileś nieartystycznych kierunków, w studenckim klubie "Stodoła" pracował jako szatniarz i bramkarz, potem zaczął występować w kabarecie, potem ten kabaret współtworzyć. Dopiero wtedy zaczął studia aktorskie, mając już niezła pozycję.

                  W obu przypadkach widziałabym na ich miejscu Anielę. No, może bez bramkarza ;-)


                  • potworia Re: 19.06.18, 11:23
                    marutax napisała:

                    > Pawlikowski rzeczywiście był znany w środowisku, ale...
                    >
                    > Krystyna Sienkiewicz - studentka warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, przypadk
                    > owo zaangażowała się do STS-u i została aktorką
                    > Stanisław Tym - studiował ileś nieartystycznych kierunków, w studenckim klubie
                    > "Stodoła" pracował jako szatniarz i bramkarz, potem zaczął występować w kabarec
                    > ie, potem ten kabaret współtworzyć. Dopiero wtedy zaczął studia aktorskie, mają
                    > c już niezła pozycję.
                    >
                    > W obu przypadkach widziałabym na ich miejscu Anielę. No, może bez bramkarza ;-)

                    Opowiadasz starodawne dzieje... :-) Mój dawny chłopak, studiując w latach 2000-2004 wręcz ukrywał swoją przeszłość w teatrze alternatywnym, bo profesorowie Akademii hołubili świezaków.

                    Różnica też w tym, że Anieli marzyła się scena i wielki klasyczny repertuar, a ten wymaga bardzo specyficznego profesjonalnego warsztatu.

                    Co do meritum się zgadzam. Aniela, ta Aniela z Kłamczuchy stanęlaby na głowie, żeby mieć kontakt z teatrem, jakimkolwiek, zamiast grzecznie iść na inny kierunek, skądinad równie oblegany i wymagający, co WA.

                    A btw, z branżowej perspektywy Żeromski Teatr Eksperyment ma tyleż sensu, co konie w porzeczkach.
                    • marutax Re: 19.06.18, 11:36
                      potworia napisał(a):

                      > Opowiadasz starodawne dzieje... :-) Mój dawny chłopak, studiując w latach 2000-
                      > 2004 wręcz ukrywał swoją przeszłość w teatrze alternatywnym, bo profesorowie Ak
                      > ademii hołubili świezaków.

                      Nie mam zamiaru się kłócić, bo wiadomości mam z okresów bardziej "historycznych", a o młodszych aktorach ciężko dokopać się dokładniejszych informacji - normalnych aktorach, nie celebrytach...

                      • potworia Re: 19.06.18, 13:38
                        marutax napisała:
                        >
                        > Nie mam zamiaru się kłócić, bo wiadomości mam z okresów bardziej "historycznych"...

                        Ja też nie:-) Po prostu znam to podwórko, bo moje.
                      • kkokos Re: 28.06.18, 20:34
                        > Mój dawny chłopak, studiując w latach 2000-
                        > 2004 wręcz ukrywał swoją przeszłość w teatrze alternatywnym, bo profesorowie Ak
                        > ademii hołubili świezaków.

                        >>>>>>>Nie mam zamiaru się kłócić, bo wiadomości mam z okresów bardziej "historycznych",


                        tak dla porządku tylko przypomnę, że aniela kowalik to rocznik 1963, więc jej studia to też okresy bardziej historyczne, a nie nowe tysiąclecie, jak twojego chłopaka.
                        • potworia Re: 28.06.18, 23:58
                          kkokos napisała:

                          >
                          >
                          > tak dla porządku tylko przypomnę, że aniela kowalik to rocznik 1963, więc jej s
                          > tudia to też okresy bardziej historyczne, a nie nowe tysiąclecie, jak twojego c
                          > hłopaka.

                          Nie musisz przypominać, czytałam Jeżycjadę. Nie zmienia to mojego zdania co do meritum. Uczelnie teatralne i ogólniej - artystyczne, nie ewoluowały zbyt szybko i baaardzo powoli otwierały się na niezalezne nurty. W latach osiemdziesiątych rozdział oficjalnej kultury teatralnej i alternatywy był jeszcze głębszy i bardziej fundamentalny niż za naszych czasów, choć naturalnie pewne nowinki przenikały nawet do tych twierdz konserwatyzmu, choćby za sprawą takich zjawisk jak wrocławski Festiwal Teatru Otwartego i zagraniczne sukcesy Kantora i Grotowskiego.
                  • zuzudanslemetro Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 14:25
                    marutax napisała:


                    >
                    > Krystyna Sienkiewicz - studentka warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, przypadk
                    > owo zaangażowała się do STS-u i została aktorką
                    > Stanisław Tym - studiował ileś nieartystycznych kierunków, w studenckim klubie
                    > "Stodoła" pracował jako szatniarz i bramkarz, potem zaczął występować w kabarec
                    > ie, potem ten kabaret współtworzyć. Dopiero wtedy zaczął studia aktorskie, mają
                    > c już niezła pozycję.
                    >
                    > W obu przypadkach widziałabym na ich miejscu Anielę. No, może bez bramkarza ;-)
                    >
                    >
                    Sienkiewicz grała w STSie, który był bardzo popularny, więc nic dziwnego, że ją wyłowiono, co do Tyma - on wyleciał z aktorskiego! I dopiero po wylocie zajął się czymś innym. Nie, nie ma aktorów wyłonionych z amatorskich zespołów cudem niczym Kopciuszek na balu u księcia. Zawsze albo jest się znajomym producenta, kogoś z teatru i w ten sposób poleconym albo jest się w jakimś aktualnie popularnym projekcie (jak wspomniany STS).
                    • marutax Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 15:07
                      zuzudanslemetro napisała:

                      > Sienkiewicz grała w STSie, który był bardzo popularny, więc nic dziwnego, że ją
                      > wyłowiono, co do Tyma - on wyleciał z aktorskiego! I dopiero po wylocie zajął
                      > się czymś innym. Nie, nie ma aktorów wyłonionych z amatorskich zespołów cudem n
                      > iczym Kopciuszek na balu u księcia. Zawsze albo jest się znajomym producenta, k
                      > ogoś z teatru i w ten sposób poleconym albo jest się w jakimś aktualnie popular
                      > nym projekcie (jak wspomniany STS).

                      Ale właśnie o to mi chodzi i widzę w tym Anielę - studiuje grafikę, kręci się w studenckim środowisku artystycznym, łapie na małą rólkę, potem na większą... Przestaje być anonimowa. Zostaje wyłowiona lub nie, ale próbuje i cały czas "siedzi" w temacie. I nie muszą to być ani amatorskie zespoły świetlicowe, ani poważne instytucje, ale właśnie studenckie teatry lub kabarety na przyzwoitym poziomie, które mogą stać się czymś więcej - jak STS.
                      • dakota77 Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 15:14
                        marutax napisała:
                        >
                        > Ale właśnie o to mi chodzi i widzę w tym Anielę - studiuje grafikę, kręci się w
                        > studenckim środowisku artystycznym, łapie na małą rólkę, potem na większą... P
                        > rzestaje być anonimowa. Zostaje wyłowiona lub nie, ale próbuje i cały czas "sie
                        > dzi" w temacie. I nie muszą to być ani amatorskie zespoły świetlicowe, ani powa
                        > żne instytucje, ale właśnie studenckie teatry lub kabarety na przyzwoitym pozio
                        > mie, które mogą stać się czymś więcej - jak STS.

                        Gdyby miala kontakty w branzy i lapala jakies male rolki, zapewne nie musialaby zebrac u Jozefiny o prace suflerki. Wyobrazic sobie mozemy wszystko, ale i tak zostajemy z tym, co mamy w tekscie.
                        • tt-tka Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 15:24
                          dakota77 napisała:

                          > Gdyby miala kontakty w branzy i lapala jakies male rolki, zapewne nie musialaby
                          > zebrac u Jozefiny o prace suflerki. Wyobrazic sobie mozemy wszystko, ale i tak
                          > zostajemy z tym, co mamy w tekscie.
                          >
                          >
                          Wlasnie. a w tekscie mamy np takie kwiatki, jak ta Historia teatru, ktora Aniela powinna juz znac na pamiec i zadnych branzowych lektur nowszych czy obszerniejszych...
                          >
                          >
                        • marutax Re: 19.06.18, 15:25
                          dakota77 napisała:

                          > Gdyby miala kontakty w branzy i lapala jakies male rolki, zapewne nie musialaby
                          > zebrac u Jozefiny o prace suflerki. Wyobrazic sobie mozemy wszystko, ale i tak
                          > zostajemy z tym, co mamy w tekscie.

                          Dakoto, ale w tym właśnie jest sedno sprawy - Aniela nic takiego nie robiła, a biorąc pod uwagę jej charakter z "Kłamczuchy" powinna przynajmniej próbować. Nie zdała na wydział aktorski, poszła na grafikę, przez pięć lat nie próbowała nic zmienić, po czym jako bezrobotna graficzka przyczepiła się do Józefiny. Tak właśnie wygląda to w tekście. Brakuje mi właśnie wspomnień typu - walczyła, próbowała, nie wyszło... Dlatego ten właśnie wątek - a nie np. związek z Bernardem - zepsuł dla mnie postać Anieli.
                          • dakota77 Re: 19.06.18, 15:32
                            marutax napisała:

                            > Dakoto, ale w tym właśnie jest sedno sprawy - Aniela nic takiego nie robiła, a
                            > biorąc pod uwagę jej charakter z "Kłamczuchy" powinna przynajmniej próbować.

                            A, rozumiem. To o czym napisalas to jest to, co Aniela powinna robic, a nie to, co twoim zdaniem robila przez te lata, kiedy jej nie widzielismy? Inaczej to zrozumialam.
                            • marutax Re: 19.06.18, 16:27
                              dakota77
                              > A, rozumiem. To o czym napisalas to jest to, co Aniela powinna robic, a nie to,
                              > co twoim zdaniem robila przez te lata, kiedy jej nie widzielismy? Inaczej to zrozumialam.
                              >
                              >
                              Dokładnie 😊. Powinna, jeśli byłaby Anielą z "Kłamczuchy".
      • przymrozki Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 07:54
        marutax napisała:

        > Aniela przez
        > pięć lat studiowała kierunek, do którego nie miała szczególnego talentu czy zam
        > iłowania? Ta Aniela, która jako piętnastolatka potrafiła załatwić sobie szkołę
        > i lokum w Poznaniu?

        Tak jak napisała Vilez, chodzi o Anielę, która zapisała się i najprawdopodobniej ukończyła liceum poligraficzne z powodu znacznie bardziej irracjonalnego niż "do szkoły pierwszego wyboru mnie nie przyjęli". Na dodatek ona tę poligrafię ewidentnie polubiła i podobnie mogło być z grafiką (która jest wszak poligrafią z mocno rozwiniętą stroną kreatywną). Jakim cudem Aniela dostała się na ASP bez "teczki" trudno powiedzieć. Może od początku obstawiała dwa kierunki i "teczkę" jednak miała. To by znaczyło, że ta grafika wcale nie była taka zupełnie przypadkowa i sroce spod ogona.

        A co do studiów aktorskich, na które nie dostała się Aniela. Jeżeli opinia Beaty nie była czczą złośliwością, Aniela fałszowała. Nie miała szans na studia aktorskie.
        • potworia Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 08:08
          Oj, na dwadzieścia parę osób na roku, śpiewać umie jakaś jedną czwarta. Połowa jako tako ratuje się aktorską ekspresją, a reszta... cóż, reprezentuje polską przeciętną.
          Dostanie się do szkoły bardziej utrudnia krzywy zgryz niż brak słuchu muzycznego.
          • przymrozki Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 08:57
            potworia napisał(a):

            > Oj, na dwadzieścia parę osób na roku, śpiewać umie jakaś jedną czwarta. Połowa
            > jako tako ratuje się aktorską ekspresją, a reszta... cóż, reprezentuje polską p
            > rzeciętną.
            > Dostanie się do szkoły bardziej utrudnia krzywy zgryz niż brak słuchu muzyczneg
            > o.

            O ile można wierzyć Beacie, problemem Anieli nie był "taki sobie głos", ale brak słuchu muzycznego. Nawet dzisiaj to by kładło szansę na aktorstwo teatralne. A podejrzewam, że dziś, w skali kraju, przyjmuje się więcej osób niż wtedy, czyli kryteria są siłą rzeczy bardziej liberalne.

            I przecież Aniela ostatecznie zaczepiła się w teatrze. Nic nie wskazuje, żeby był to zbieg okoliczności, czyli pewnie o to zabiegała. Z jakich powodów bez protekcji Józefiny było to niemożliwe, tego nie wiemy, ale istnieje możliwość, że sama Aniela była zainteresowana tylko takimi stanowiskami, które dają szansę na kontakt z żywą sztuką. Wcale nie chciała robić czegokolwiek, byle w teatrze. Zresztą, pomijając stanowiska wymagające wykształcenia kierunkowego (scenografia, kostiumografia etc.) i te bez żadnego związku ze sceną (sprzątaczki, szatniarze, księgowi, tragarze) to tych stanowisk w teatrze nie jest znowu tyle, żeby wszystkie pasjonatki dramatu mogły znaleźć etat. Zwłaszcza że Aniela nie jest ani sympatyczna, ani prawdomówna, ani gotowa do cichej, skromnej pracy. A rzecznik prasowy czy sufler w teatrze musi się jako tako znać na dziedzinie, fakt, ale talent aktorski nie jest wymagany.
            • marutax Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 09:30
              przymrozki napisała:

              > I przecież Aniela ostatecznie zaczepiła się w teatrze. Nic nie wskazuje, żeby b
              > ył to zbieg okoliczności, czyli pewnie o to zabiegała.

              Ale właśnie o to "ostatecznie" chodzi! Dziewczyna, dla której teatr był wielką pasją i wymarzoną przyszłością, idzie na grafikę, bo nie dostała się na aktorstwo. OK, coś musi robić. Ale dlaczego automatycznie na pięć lat "zawiesza" swoje plany? Myśli "dobra, skończę grafikę i wtedy wrócę do teatru, co tam te kilka lat"? Gdyby MM napisała, że Aniela próbowała jeszcze w kolejnych latach, że założyła/grała w teatrze studenckim, że jeździła na przesłuchania do filmów, gdzie poszukiwano aktorów niezawodowych... Nie. Aniela nie dostała się na wymarzone studia, więc skończyła inne. Pasuje do Róży, ale nie panny Kowalik.
              • przymrozki Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 09:49
                marutax napisała:

                Ale właśnie o to "ostatecznie" chodzi! Dziewczyna, dla której teatr był wielką
                > pasją i wymarzoną przyszłością, idzie na grafikę, bo nie dostała się na aktorst
                > wo. OK, coś musi robić. Ale dlaczego automatycznie na pięć lat "zawiesza" swoje
                > plany? Myśli "dobra, skończę grafikę i wtedy wrócę do teatru, co tam te kilka
                > lat"?

                Wydaje mi się, że nie mamy żadnych informacji o tych pięciu latach z życia Anieli. Może dorabiała jako szatniarka w teatrze, może strzeliła środowisku focha, że się na niej nie poznało i żyła w silnym przeczuciu własnej kariery malarskiej, a może tworzyła jakiś szalenie eksperymentalny teatr grafików, ale że nie zapraszała do tego grona Bernarda, nawet w roli karmelitanki bosej, to temat nie pojawił się w BBB.

                I skoro Beata w BBB wie o niedostaniu się Anieli na wymarzone studia, to widać rzecz była wałkowana przez wiele lat po tym przykrym wydarzeniu. Czyli jakoś tam temat istniał, czy w kontekście "za rok trzecie podejście" czy "jeszcze się na mnie poznają!" czy "czarna rozpacz, nigdy nie będę aktorką". To nie było tak, że Aniela zapomniała i odpuściła.
                • marutax Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 10:10
                  przymrozki napisała:

                  > Wydaje mi się, że nie mamy żadnych informacji o tych pięciu latach z życia Anie
                  > li. Może dorabiała jako szatniarka w teatrze, może strzeliła środowisku focha,
                  > że się na niej nie poznało i żyła w silnym przeczuciu własnej kariery malarskie
                  > j, a może tworzyła jakiś szalenie eksperymentalny teatr grafików, ale że nie za
                  > praszała do tego grona Bernarda, nawet w roli karmelitanki bosej, to temat nie
                  > pojawił się w BBB.

                  Informacje mamy takie, że skończyła grafikę, bo nie dostała się na studia aktorskie. Jakakolwiek działalność artystyczna powinna przekładać się na jakieś kontakty, znajomości w środowisku, krąg znajomych... Tymczasem Aniela przyczepia się do Józefiny jako do swej jedynej szansy. Poza tym Aniela w "BBB" myśli sporo o swoim życiu, głównie prywatnym. Nie myśli o swoich nieudanych próbach zaistnienia, o zawiedzionych nadziejach, o studenckich sukcesach, które nie przełożyły się na uznanie w środowisku...

                  > I skoro Beata w BBB wie o niedostaniu się Anieli na wymarzone studia, to widać
                  > rzecz była wałkowana przez wiele lat po tym przykrym wydarzeniu. Czyli jakoś ta
                  > m temat istniał, czy w kontekście "za rok trzecie podejście" czy "jeszcze się n
                  > a mnie poznają!" czy "czarna rozpacz, nigdy nie będę aktorką". To nie było tak,
                  > że Aniela zapomniała i odpuściła.

                  Nie wiem, czy Beata wie, jeśli tak, to pewnie z rozmów Anieli z Józefiną, którą panna Kowalik "urabiała" w celu uzyskania protekcji. O całej sprawie czytelnik dowiaduje się od narratora bezosobowego i wszechwiedzącego. Plus pamiętajmy, że w "BBB" Aniela jest rok po studiach i nie ma pracy, czyli temat aktorski mógł wrócić właśnie z braku laku. Dopiero kiedy Aniela nie mogła znaleźć pracy jako graficzka nawiązała kontakt z Józefiną, która "od niedawna osiadła w Poznaniu".
                  A co do pracy w teatrze - mamy czarno na białym, że dla Anieli "każda praca w teatrze jest miła i ciekawa".
                  • przymrozki Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 10:27
                    marutax napisała:

                    > Informacje mamy takie, że skończyła grafikę, bo nie dostała się na studia aktor
                    > skie. Jakakolwiek działalność artystyczna powinna przekładać się na jakieś kont
                    > akty, znajomości w środowisku, krąg znajomych...

                    Czy ja wiem, czy kółko teatralne w akademiku musi przerodzić się w jakieś szczególne znajomości. No i Aniela nie była szczególnie ogarnięta społecznie.

                    > Nie wiem, czy Beata wie, jeśli tak, to pewnie z rozmów Anieli z Józefiną, którą
                    > panna Kowalik "urabiała" w celu uzyskania protekcji. O całej sprawie czytelnik
                    > dowiaduje się od narratora bezosobowego i wszechwiedzącego.

                    Ja zapamiętałam to inaczej, nie mam pod ręką książki, czy ktoś mógłby sprawdzić? Mam wrażenie, że "nic dziwnego, że nie przyjęli jej do szkoły aktorskiej" to wewnętrzny monolog Beaty.

                    > A co do pracy w teatrze - mamy czarno na białym, że dla Anieli "każda praca w t
                    > eatrze jest miła i ciekawa".

                    No ale to Aniela. "Każda praca" pod warunkiem, że Aniela może w niej się jakoś wykazać. Nic nam nie wiadomo, żeby mogła jej wystarczyć posada sprzątaczki albo portiera.
                    • marutax Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 10:50
                      przymrozki napisała:

                      > Czy ja wiem, czy kółko teatralne w akademiku musi przerodzić się w jakieś szcze
                      > gólne znajomości. No i Aniela nie była szczególnie ogarnięta społecznie.

                      Wątpię, by Anieli wystarczyło "kółko teatralne w akademiku". Nie było wówczas festiwali czy konkursów teatrów studenckich? Występów podczas Juwenaliów? Nawet jeśli nie zaowocowało to wielką karierą, to jakiś ślad powinien pozostać. Choćby ślad zawodu.

                      > > Nie wiem, czy Beata wie, jeśli tak, to pewnie z rozmów Anieli z Józefiną,
                      > którą panna Kowalik "urabiała" w celu uzyskania protekcji. O całej sprawie czytelnik
                      > > dowiaduje się od narratora bezosobowego i wszechwiedzącego.
                      >
                      > Ja zapamiętałam to inaczej, nie mam pod ręką książki, czy ktoś mógłby sprawdzić
                      > ? Mam wrażenie, że "nic dziwnego, że nie przyjęli jej do szkoły aktorskiej" to
                      > wewnętrzny monolog Beaty.

                      Jedno drugiego nie wyklucza - jak napisałam, Beata będąc w domu podczas wizyt Anieli mogła poznać jej historię. Na pewno zdanie o studiach jest odautorskie. I na pewno Aniela zwróciła się do Józefiny dopiero gdy po ukończeniu studiów nie mogła znaleźć pracy jako graficzka: "Kiedy stwierdziła, że czeka ją bezrobocie (...) Kłamczucha udała się po radę do dalekiej kuzynki swej matki - którą to kuzynką był nie kto inny, jak sławna Józefina Bittner, od niedawna osiadła w Poznaniu".
                      >
                      > > A co do pracy w teatrze - mamy czarno na białym, że dla Anieli "każda pra
                      > ca w t
                      > > eatrze jest miła i ciekawa".
                      >
                      > No ale to Aniela. "Każda praca" pod warunkiem, że Aniela może w niej się jakoś
                      > wykazać. Nic nam nie wiadomo, żeby mogła jej wystarczyć posada sprzątaczki albo
                      > portiera.

                      A skąd ten wniosek? Każda to każda, jako szatniarka Aniela też mogłaby stykać się aktorami, twórcami, oglądać za darmo przedstawienia... Poza tym jeśli Aniela studiowała grafikę to mogła szukać w teatrze pracy związanej ze stroną plastyczną - oczywiście nie jako główny scenograf, ale pomocnik-stażysta.

                      Powiedz szczerze - gdyby Ida nie dostała się na wymarzoną medycynę, to oczekiwałabyś, że za rok spróbuje jeszcze raz plus pójdzie do jakiejś szkoły dla pielęgniarek lub poszuka pracy w szpitalu, by zdobyć większe kwalifikacje i doświadczenie? Czy że machnie ręką, pójdzie na biologię na Akademii Pedagogicznej i uzna, że jak skończy ten kierunek to pomyśli o zostaniu lekarzem? Pomijając już wszystko inne - to pięć lat, które poświęcasz na coś, czego robić nie chcesz, odkładając to, do czego dążysz.
                      • potworia Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 10:57
                        Pozwól, Maturax, że tu znów Cię poprę:-) Nie leży mi ta Anielina grafika z żadnej strony.
                        • przymrozki Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 11:36
                          potworia napisał(a):

                          > Nie leży mi ta Anielina grafika z żadn
                          > ej strony.

                          Ale przecież Anieli leżała poligrafia. Spodobało jej się to, mimo że zajęcie było więcej niż przypadkowe. Grafika, w tym kontekście, aż tak od czapy nie jest.

                          Na dodatek my naprawdę nic nie wiemy o anielinej cierpliwości w dążeniu do celu. Ona, owszem, jak sobie coś uwidziała, to to na spontanie robiła. Choćby było to nie wiem jak głupie. Ale nigdy nie wiedzieliśmy jej wytrwale o coś walczącej mimo przeciwności. Pawełka odpuściła (słusznie, bo słusznie, ale walki o niego nie podjęła), teatr mimo liceum poligraficznego trafił się jej przypadkiem, ona wcale nie szukała żadnej sceny, żeby na niej błyszczeć.

                          Wiemy, że Franciszka znalazła pracę i że to znaczy, że Aniela była w tej materii kreatywna. Ale przecież metody na zdobycie pracy gosposi u Dąbek-Nowackich mogą nie być szczególnie pomocne w szukaniu pracy w teatrze. Zwłaszcza że ona nie studiowała scenografii, tylko grafikę. Przecież nie przebrała się za pomocą kosmetyków Tosi za dyplom ukończenia innego kierunku. Wątpię, żeby przepisy BHP i ogólnoludzki rozsądek pozwalały oddać projektowanie scenografii osobie bez wiedzy w dziedzinie tworzenia trójwymiarowych konstrukcji. A ile potrzeba grafika w teatrze? Raz jakiś plakat, raz jakiś program, raz jakaś rozpiska z repertuarem. W całym Poznaniu mogły być wszystkiego dwa takie etaty i oba zajęte.
                          • marutax Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 11:57
                            przymrozki napisała:

                            > Ale przecież Anieli leżała poligrafia. Spodobało jej się to, mimo że zajęcie by
                            > ło więcej niż przypadkowe. Grafika, w tym kontekście, aż tak od czapy nie jest.

                            Spodobała jej się czysto estetyczna strona i to kiedy została raz pochwalona za gust i wyczucie.

                            > Na dodatek my naprawdę nic nie wiemy o anielinej cierpliwości w dążeniu do celu
                            > . Ona, owszem, jak sobie coś uwidziała, to to na spontanie robiła. Choćby było
                            > to nie wiem jak głupie. Ale nigdy nie wiedzieliśmy jej wytrwale o coś walczącej
                            > mimo przeciwności.

                            Ale w "Kłamczusze" jest pokazana jako osoba o jednej, długotrwałej pasji, do tego osoba, która tę pasję naprawdę rozwija - czyta, ogląda, ćwiczy. I trwa, jak się okazuje, całe życie - poza kilkoma wyjętymi z życiorysu latami na studiach graficznych.

                            > Wiemy, że Franciszka znalazła pracę i że to znaczy, że Aniela była w tej materi
                            > i kreatywna. Ale przecież metody na zdobycie pracy gosposi u Dąbek-Nowackich mo
                            > gą nie być szczególnie pomocne w szukaniu pracy w teatrze. Zwłaszcza że ona nie
                            > studiowała scenografii, tylko grafikę. Przecież nie przebrała się za pomocą ko
                            > smetyków Tosi za dyplom ukończenia innego kierunku. Wątpię, żeby przepisy BHP i
                            > ogólnoludzki rozsądek pozwalały oddać projektowanie scenografii osobie bez wie
                            > dzy w dziedzinie tworzenia trójwymiarowych konstrukcji. A ile potrzeba grafika
                            > w teatrze? Raz jakiś plakat, raz jakiś program, raz jakaś rozpiska z repertuare
                            > m. W całym Poznaniu mogły być wszystkiego dwa takie etaty i oba zajęte.

                            Ale pisałam o pracy pomocnika, nie scenografa czy kostiumografa. Żeby zaczepić się w teatrze, poznać środowisko, zdobyć doświadczenie. Jako odpowiedź na sugestię, że Anielę interesowałaby tylko praca kreatywna, artystyczna.
                          • dakota77 Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 12:04
                            przymrozki napisała:

                            > potworia napisał(a):
                            >
                            > > Nie leży mi ta Anielina grafika z żadn
                            > > ej strony.
                            >
                            > Ale przecież Anieli leżała poligrafia. Spodobało jej się to, mimo że zajęcie by
                            > ło więcej niż przypadkowe. Grafika, w tym kontekście, aż tak od czapy nie jest.
                            >
                            Ale poligrafia to dzialka techniczna, a grafika artystyczna. Studiowanie grafiki wymaga predyspozycji, o ktorych nic w przypadku Anieli nie wiemy.
                            • przymrozki Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 12:12
                              dakota77 napisała:

                              > Ale poligrafia to dzialka techniczna, a grafika artystyczna. Studiowanie grafik
                              > i wymaga predyspozycji, o ktorych nic w przypadku Anieli nie wiemy.
                              >

                              Jak na kierunek artystyczny, grafika jest dosyć techniczna. I jej związek z poligrafią jednak wydumany nie jest.

                              Natomiast rzeczywiście musimy uwierzyć na słowo MM, że Aniela dostała się na ASP. Najwyraźniej w toku nauki w liceum zainteresowała się jakoś bardziej kreatywną stroną swojego nowego hobby i poświęciła czas na naukę rysunku. MM sama jest grafikiem, jakoś te egzaminy Anieli wraz z "teczką" musiały jej się w wyobraźni zmieścić. Na jej korzyść działa fakt, że po KK nie widzimy Anieli licealistki. Ze strefą jej zainteresowań mogło się stać cokolwiek.
                              • dakota77 Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 12:46
                                przymrozki napisała:

                                Najwyraźniej w toku nauki w liceum zainteresowała się jakoś bardziej kreatyw
                                > ną stroną swojego nowego hobby i poświęciła czas na naukę rysunku. MM sama jest
                                > grafikiem, jakoś te egzaminy Anieli wraz z "teczką" musiały jej się w wyobraźn
                                > i zmieścić. Na jej korzyść działa fakt, że po KK nie widzimy Anieli licealistki
                                > . Ze strefą jej zainteresowań mogło się stać cokolwiek.

                                No tak, ale to sa nasze przypuszczenia, nie znajdujace potwierdzenia w tekscie. I znow wystarczyloby jedno zdanie w tekscie, mowiace o tym, ze w liceum Aniela zainteresowala sie rysunkiem, i ze ta grafika wydawala sie calkiem niezla opcja na przeczekanie, skoro nie dostala sie do szkoly teatralnej.
                                • przymrozki Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 13:06
                                  dakota77 napisała:

                                  > No tak, ale to sa nasze przypuszczenia, nie znajdujace potwierdzenia w tekscie.
                                  > I znow wystarczyloby jedno zdanie w tekscie, mowiace o tym, ze w liceum Aniela
                                  > zainteresowala sie rysunkiem, i ze ta grafika wydawala sie calkiem niezla opcj
                                  > a na przeczekanie, skoro nie dostala sie do szkoly teatralnej.

                                  Ja już chyba wiem, czemu mnie to nie razi.

                                  BBB dział się jeszcze w czasach, w których Jeżycjada nie miała cech serialu. Bohaterów widywaliśmy raz na dziesięć lat i raczej dowiadywaliśmy się, co u nich (jak u dawno niewidzianych znajomych) niż stale śledziliśmy ich życie. Wyobrażam sobie, że jako piętnastolatka mogłabym mieć znajomą, pasjonatkę aktorstwa, która spotkana przypadkiem po kilkunastu latach okazuje się służyć na okręcie podwodnym. I spoko. Różnie się ludziom układa.

                                  To jest zupełnie co innego niż np. sopran ex machina Laury. Edukację Tygrysa śledzimy niemalże w czasie rzeczywistym i widzimy, że ona nie gra na fortepianie. Aż do dnia, w którym się okazało, że gra. Ta-daaaam.
                              • al-rubia Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 12:53
                                Chyba jednak nie do końca "cokolwiek". W BBB nie widzimy Anieli zainteresowanej jakimś projektem związanym z ukończonymi studiami. Aniela cieszy się, że dostała "malutką rólkę", która będzie dla niej szansą na coś większego. Czyli - nadal chce być aktorką, dokładnie tak, jak w liceum. Po co więc ta zmiana w trakcie lat przeznaczonych na studiowanie?
                                Aniela byłaby przecież całkowicie wiarygodna, gdyby wróciła do Poznania po studiach aktorskich, gdyż nie dostała angażu w tym mieście, gdzie studiowała. I kłopoty z mieszkaniem w ten sposób by się tłumaczyły, i pewien brak oparcia w środowisku - stąd taka rola Józefiny w jej życiu.
                                Oczywiście, w wieku nastoletnim raptowne zmiany zainteresowań są możliwe - tyle tylko, że Aniela jest i w liceum, i po studiach, konsekwentnie prezentowana jako aktorka. Studia natomiast skończyła inne i kompletnie nic z tego nie wynika, chyba poza znajomością z Bernardem. Który mógłby ją poznać w dowolnych okolicznościach.
                              • potworia Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 13:31
                                przymrozki napisała:

                                > dakota77 napisała:
                                >
                                > > Ale poligrafia to dzialka techniczna, a grafika artystyczna. Studiowanie
                                > grafik
                                > > i wymaga predyspozycji, o ktorych nic w przypadku Anieli nie wiemy.
                                > >
                                >
                                > Jak na kierunek artystyczny, grafika jest dosyć techniczna. I jej związek z pol
                                > igrafią jednak wydumany nie jest.

                                Każda dyscyplina sztuki ma swój aspekt techniczny. Bliżej poligrafii lokuje się typografia, w nie grafika jako taka.
                                >
                                Na jej korzyść działa fakt, że po KK nie widzimy Anieli licealistki
                                > . Ze strefą jej zainteresowań mogło się stać cokolwiek.

                                Ale sytuacja z Brulionu razi również dlatego, że po pięciu latach studiów na ASP Aniela nadal marzy o teatrze i podejmuje bardzo konkretne kroki, żeby to marzenie zrealizować. Dlaczego więc nie wcześniej?

                                • przymrozki Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 13:44
                                  potworia napisał(a):

                                  > Ale sytuacja z Brulionu razi również dlatego, że po pięciu latach studiów na AS
                                  > P Aniela nadal marzy o teatrze i podejmuje bardzo konkretne kroki, żeby to marz
                                  > enie zrealizować. Dlaczego więc nie wcześniej?

                                  Bo nie znalazła pracy jako grafik. Nie wiemy, jak pilnie szukała, to fakt, ale możliwe, że była pełna szczerych chęci do pracy w zawodzie. A jak nie wyszło z grafiką, poszła zarabiać na swojej pasji, którą w planie A swojego życia, widziała jako hobby.


                                  • potworia Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 14:23
                                    przymrozki napisała:

                                    > potworia napisał(a):
                                    >
                                    > > Ale sytuacja z Brulionu razi również dlatego, że po pięciu latach studiów
                                    > na AS
                                    > > P Aniela nadal marzy o teatrze i podejmuje bardzo konkretne kroki, żeby t
                                    > o marz
                                    > > enie zrealizować. Dlaczego więc nie wcześniej?
                                    >
                                    > Bo nie znalazła pracy ja. A jak nie wyszło z
                                    > grafiką, poszła zarabiać na swojej pasji, którą w planie A swojego życia, widzi
                                    > ała jako hobby.

                                    Ale ona zaczęła od roli Raniewskiej/Rozalindy/Blanche tylko od suflerowania - funkcji niewdzięcznej, podrzędnej i dla byłego bądź niespełnionego aktora wręcz degradującej. I nie wpadła jej ta robota przypadkowo, jak ongiś rola Hamleta, tylko wyzebrala ją u kuzynki-aktorki.
                                    Środowisko aktorskie jest baaardzo hierarchiczne. Już widzę dziewczyny z zespołu spokojnie patrzące na to, że rolę dostaje suflerka. Droga na scenę dla osoby bez profesjonalnego wykształcenia, jest długa, najeżona upokorzeniami i rzadko prowadzi na szczyt. Zwłaszcza, jeśli się zaczyna w wieku 25 lat.

                                    A etat grafika jest w każdym szanującym się teatrze. W niektórych nawet dwa.
                                    >
                                    • potworia Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 14:29
                                      Autokorekta: nie zaczęła, oczywiście:-)
                                    • przymrozki Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 15:13
                                      potworia napisał(a):

                                      > A etat grafika jest w każdym szanującym się teatrze. W niektórych nawet dwa.
                                      > >

                                      To jest prawda, ale zakładam, że Aniela, szukając pracy w wyuczonym zawodzie, zaczęła od teatru właśnie. Jak nie było wakatu, no to nie było, co robić. Drugiego (czy tam trzeciego) pewnie nie potrzebowali.
                                    • gat45 Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 17:58
                                      potworia napisał(a):


                                      > A etat grafika jest w każdym szanującym się teatrze. W niektórych nawet dwa.
                                      > >

                                      A na czym polega praca takiego etatowego grafika ?
                                      Pytam bez cienia złośliwości, po prostu zaciekawiło mnie to, a zupełnie nie znam teatru od kulis strony.
                                      • potworia Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 18:12
                                        Materiały promocyjne, identyfikacja wizualna, programy, repertuary, plakaty, strona internetowa, druki ulotne - to wszystko wymaga profesjonalnego grafika.
                                        Najczęściej ma taki grafik jakiś swój kąt z komputerem, choć pracuje zdalnie. Gada z dyrektorem, reżyserem, scenigrafem, przedstawia kilka propozycji, rozwija jedną, zbiera cięgi od niezadowolonych - zawsze są jacyś;-)
            • potworia Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 10:31
              przymrozki napisała:

              > potworia napisał(a):
              >

              > > Dostanie się do szkoły bardziej utrudnia krzywy zgryz niż brak słuchu muz
              > yczneg
              > > o.
              >
              > O ile można wierzyć Beacie, problemem Anieli nie był "taki sobie głos", ale bra
              > k słuchu muzycznego. Nawet dzisiaj to by kładło szansę na aktorstwo teatralne.

              No, nie kladłoby.

              > A podejrzewam, że dziś, w skali kraju, przyjmuje się więcej osób niż wtedy, czy
              > li kryteria są siłą rzeczy bardziej liberalne.

              Nie, nie są. Dziś na Wydział Aktorski krakowskiej AST zdaje ponad 4 tys. osób, w większości dziewczyn. Ilość miejsc mniej więcej taka sama jak w latach osiemdziesiątych.


              >
              > I przecież Aniela ostatecznie zaczepiła się w teatrze. Nic nie wskazuje, żeby b
              > ył to zbieg okoliczności, czyli pewnie o to zabiegała. Z jakich powodów bez pro
              > tekcji Józefiny było to niemożliwe, tego nie wiemy, ale istnieje możliwość, że
              > sama Aniela była zainteresowana tylko takimi stanowiskami, które dają szansę na
              > kontakt z żywą sztuką. Wcale nie chciała robić czegokolwiek, byle w teatrze. Z
              > resztą, pomijając stanowiska wymagające wykształcenia kierunkowego (scenografia
              > , kostiumografia etc.) i te bez żadnego związku ze sceną (sprzątaczki, szatniar
              > ze, księgowi, tragarze) to tych stanowisk w teatrze nie jest znowu tyle, żeby w
              > szystkie pasjonatki dramatu mogły znaleźć etat. Zwłaszcza że Aniela nie jest an
              > i sympatyczna, ani prawdomówna, ani gotowa do cichej, skromnej pracy. A rzeczni
              > k prasowy czy sufler w teatrze musi się jako tako znać na dziedzinie, fakt, ale
              > talent aktorski nie jest wymagany.
              • przymrozki Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 11:46
                potworia napisał(a):

                > > A podejrzewam, że dziś, w skali kraju, przyjmuje się więcej osób niż wted
                > y, czy
                > > li kryteria są siłą rzeczy bardziej liberalne.
                >
                > Nie, nie są. Dziś na Wydział Aktorski krakowskiej AST zdaje ponad 4 tys. osób,
                > w większości dziewczyn. Ilość miejsc mniej więcej taka sama jak w latach osiemd
                > ziesiątych.

                Ale uczelni jest chyba więcej niż było.
                • potworia Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 11:50
                  Nie. Warszawa, Łódź, Kraków plus dwa wydziały zamiejscowe we Wrocławiu i Białymstoku.
                • zuzudanslemetro Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 14:37
                  przymrozki napisała:


                  >
                  > Ale uczelni jest chyba więcej niż było.
                  Uczelni jest dokładnie tyle samo, Potworia je wymieniła (Potworio, czym się zajmujesz bo widzę, żeś z branży), ale popowstawało mnóstwo miesięcznych kursów, dwuletnich szkółek itd. Ludzie po nich mówią, że są aktorami ale de facto nie są, co bardzo wychodzi, jak trzeba z nimi pracować.
                  • potworia Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 14:44
                    zuzudanslemetro napisała:

                    > (Potworio, czym się zaj
                    > mujesz bo widzę, żeś z branży)

                    Jestem scenografką:-)
                    • zuzudanslemetro Re: "Zepsucie" postaci 20.06.18, 06:50
                      potworia napisał(a):

                      > zuzudanslemetro napisała:
                      >
                      > > (Potworio, czym się zaj
                      > > mujesz bo widzę, żeś z branży)
                      >
                      > Jestem scenografką:-)

                      wow! To fajnie by było spotkać się kiedyś zawodowo. :)
                      • potworia Re: "Zepsucie" postaci 20.06.18, 09:03
                        zuzudanslemetro napisała
                        > >
                        > > Jestem scenografką:-)
                        >
                        > wow! To fajnie by było spotkać się kiedyś zawodowo. :)

                        Myślałam o tym też:-) Parę tygodni temu odpaliłam pierwszą premię po urodzeniu córki, więc oficjalnie znów jestem na rynku:-)
                        • zuzudanslemetro Re: "Zepsucie" postaci 20.06.18, 09:47
                          O, gratuluję :) Ja tydzień po cesarce wylądowałam na próbie i jakoś tak w połowie próby uświadomiłam sobie, że mnie to nie wolno skakać ;)
          • zuzudanslemetro Re: "Zepsucie" postaci 19.06.18, 14:27
            potworia napisał(a):

            > Oj, na dwadzieścia parę osób na roku, śpiewać umie jakaś jedną czwarta. Połowa
            > jako tako ratuje się aktorską ekspresją, a reszta... cóż, reprezentuje polską p
            > rzeciętną.
            > Dostanie się do szkoły bardziej utrudnia krzywy zgryz niż brak słuchu muzyczneg
            > o.

            Nieprawda. Brak słuchu muzycznego to podstawa i studentów aktorstwa bez słuchu jest zaledwie promil. Brak słuchu mógł Anielę spokojnie uwalić na egzaminach wstępnych. Natomiast dziwne jest, że zamiast zapisać się na umuzykalniające zajęcia, poszła na grafikę.
        • marutax Re: 19.06.18, 08:12
          przymrozki napisała:

          > Tak jak napisała Vilez, chodzi o Anielę, która zapisała się i najprawdopodobnie
          > j ukończyła liceum poligraficzne z powodu znacznie bardziej irracjonalnego niż
          > "do szkoły pierwszego wyboru mnie nie przyjęli". Na dodatek ona tę poligrafię e
          > widentnie polubiła i podobnie mogło być z grafiką (która jest wszak poligrafią
          > z mocno rozwiniętą stroną kreatywną). Jakim cudem Aniela dostała się na ASP bez
          > "teczki" trudno powiedzieć. Może od początku obstawiała dwa kierunki i "teczkę
          > " jednak miała. To by znaczyło, że ta grafika wcale nie była taka zupełnie przy
          > padkowa i sroce spod ogona.
          >
          > A co do studiów aktorskich, na które nie dostała się Aniela. Jeżeli opinia Beat
          > y nie była czczą złośliwością, Aniela fałszowała. Nie miała szans na studia akt
          > orskie.

          Jestem nawet w stanie uwierzyć, że nie dostała się za pierwszym podejściem - Aniela miała wielkie ego, mogła uznać, że egzaminy to tylko formalność i w rezultacie coś zawalić. Ale ona na pięć lat odpuszcza sobie jakiekolwiek działania w tym kierunku! Nie próbuje za rok czy dwa. Nie bada, jak wyglądają sprawy w innych miastach. Nie uczestniczy nawet w poznańskim życiu teatralnym, o czym świadczy fakt, że jej kluczem do świata teatru jest Józefina. Aniela nie ma własnych znajomości, nie ma reputacji, nie ma osiągnięć poza Hamletem w I klasie liceum. Jakby po "Idzie..." wpadła w czarną dziurę...
          • potworia Re: 19.06.18, 08:40
            Zgadzam się w pełni. To do Anielki niepodobne.
          • al-rubia Re: 19.06.18, 11:27
            Dla mnie problemem w uwiarygodnieniu tej wolty, jaką wykonała Aniela, jest przede wszystkim fakt, że rekrutacja na uczelnie artystyczne odbywała się wówczas PRZED egzaminami wstępnymi na inne uczelnie, właśnie po to, żeby tym, którzy odpadli, nie blokować możliwości dostania się na "normalne" studia. Tak więc, po oblanym egzaminie Aniela zupełnie spokojnie mogłaby zdawać na polonistykę, psychologię czy cokolwiek innego. Tymczasem ona przygotowuje się do dwóch równoległych egzaminów do szkół artystycznych (w tym aktorskiego w innym mieście), natomiast o jej zainteresowaniach plastycznych, nie mówiąc już o zdolnościach, nie wiemy kompletnie nic. Taka "teczka", którą należy przedstawić komisji, to nie jest bagatelka, parę rysunków, które można machnąć od ręki w ciągu wieczoru (to znaczy, pewnie można, ale wtedy trzeba mieć niebagatelny talent, o którym, itd.) Tymczasem Aniela podczas przygotowań do "Hamleta" ani jednej myśli nie poświęciła choćby kostiumom, a to przecież byłoby całkowicie naturalna ciekawość: jak oni wszyscy razem będą wyglądać na scenie? Nie widać u niej nawet cienia zainteresowań oprawą spektakli, scenografią, kostiumami, więc tym bardziej grafika wydaje się pomysłem mocno egzotycznym.
            I rzeczywiście, do Anieli znanej z Kłamczuchy o wiele bardziej pasowałyby kolejne próby zdawania na studia aktorskie (można było do 22 roku życia), a jeśli nie, to teatr studencki. Zawsze gdzieś takie działają, nie ma tak, żeby nie. Przecież Poznań to Teatr Ósmego Dnia! Nie twierdzę, że Aniela tam powinna próbować się zahaczyć, ale w środowisku, gdzie istnieje jedna choćby silna scena alternatywna, zawsze pączkują podobne inicjatywy. Tak więc pomysł, że Aniela przyssała się jak kleszcz do Józefiny, która jest dla niej jedyną szansą na kontakt ze sceną, wydaje mi się mocno wątpliwy i jest właśnie psuciem postaci.
            Owszem, Aniela nie mogła studiować aktorstwa w Poznaniu, gdyż takich studiów tam po prostu nie było - lecz w BBB widzimy ją po tak długiej przerwie, że zupełnie spokojnie mogłaby po studiach, które skończyła gdzie indziej (w Warszawie czy Krakowie, obojętne), próbować zaczepić się w którymś z poznańskich teatrów. Wtedy kłopoty z brakiem mieszkania też byłyby zrozumiałe, a obeszłoby się bez tej niewiarygodnej zmiany zainteresowań i celów życiowych - na parę lat tylko, bo jednak aktorstwo zwyciężyło.
            • jottka Re: 19.06.18, 13:45
              właśnie też chciałam napisać to, co al-rubia wyżej napisała - na zdawanie na aktorstwo były ograniczenia wiekowe, koncepcja, że idę na pięć lat na inne studia, a potem pomyślę o karierze scenicznej jest bez sensu, chyba że od razu zakładamy, że będziemy gwiazdą lokalnego domu kultury...
              • przymrozki Re: 19.06.18, 13:59
                jottka napisała:

                > koncepcja, że idę na pięć lat na inne studia
                > , a potem pomyślę o karierze scenicznej jest bez sensu, chyba że od razu zakład
                > amy, że będziemy gwiazdą lokalnego domu kultury...

                Na aktorów domu kultury kształciła pedagogika kulturalno-oświatowa. Takie aktorstwo light plus konferansjerka.
                • jottka Re: 19.06.18, 17:59
                  nieno, ten dom kultury to taki dowcip był... widzisz Anielę, jak się szykuje do bycia primadonną Zawodzia Dolnego?:)
            • mika_p Re: 19.06.18, 23:29
              1. W Kłamczusze widzimy Aniellę w polowie I klasy szkoły średniej, skupioną na Pawełku i Hamlecie, a mimo to widać nutkę sympatii dla szkoły, ktorą wybrała. Nie mozna wykluczyć, że w kolejnych latach odkryła więcej fajnych rzeczy, które pozwoliły jej przygotować teczkę na grafikę, nawet jesli to był tylko plan B.

              2. W całym niniejszym wątku Aniella rozpatrywana jest w oderwaniu od reszty swojego habitatu.
              Józefa Kowalika, konkretnie.
              Pragmatyczny rybak poligrafię zaakceptował i mieszkanie córki pod okiem swojego kuzyna takoż.
              Od Słupska (byłe miasto wojewódzkie Łeby i Lęborka) do Poznania jest 272 km, do Warszawy 500, do Krakowa jeszcze dalej.
              Może nie był entuzjastą studiów córki aż tak daleko i zgodził się na jedną próbę dostania się do szkoły teatralnej? Albo wcale się nie zgodził, ale Aniela liczyła na to, że jak się dostanie, to tata zmięknie i będzie ją finansował?
              Może w ogóle nie był entuzjastą studiów, w końcu fach w ręku Anielcia miała już po liceum poligraficznym - ale dał się przekonać, a Aniella wiedziała, że szanse na dostanie się do szkoły teatralnej ma małe, niemniej studiując będzie mieć więcej czasu na amatorskie dokonania niż pracując na dwie lub trzy zmiany w drukarni?

              No i szerzej: kim innym jest 15-letni dzieciak, który się uczy, dorabia, nawet młody lekarz na dorobku może wesprzeć młodziutką krewną śniadaniem czy miską zupy (co taka pannica zje) - a kim innym dorosła, mająca zawód kobieta, która nie pracuje, nie studiuje i goni za marzeniem.
              • dakota77 Re: 19.06.18, 23:56
                mika_p napisała:


                > Może nie był entuzjastą studiów córki aż tak daleko i zgodził się na jedną pró
                > bę dostania się do szkoły teatralnej? Albo wcale się nie zgodził, ale Aniela li
                > czyła na to, że jak się dostanie, to tata zmięknie i będzie ją finansował?
                > Może w ogóle nie był entuzjastą studiów, w końcu fach w ręku Anielcia miała już
                > po liceum poligraficznym - ale dał się przekonać, a Aniella wiedziała, że szan
                > se na dostanie się do szkoły teatralnej ma małe, niemniej studiując będzie mieć
                > więcej czasu na amatorskie dokonania niż pracując na dwie lub trzy zmiany w dr
                > ukarni?

                No i wszystko pieknie, ale (pomijac juz fakt, ze znow to tlo to cos, co sobie dospiewujemy), to czemu akurat grafika, skoro nic nie wiemy o Anieli zainteresowaniu grafika, predyspozycjach, kiedy uczyla sie rysunku i przygotowywala teczke. I znow wystarczyloby jedno/dwa zdania ze strony autorki, zeby dolozyc jakies tlo, uzasadnic wybor.
                • cynowapanienka Re: 20.06.18, 10:14
                  dakota77 napisała:

                  > No i wszystko pieknie, ale (pomijac juz fakt, ze znow to tlo to cos, co sobie d
                  > ospiewujemy), to czemu akurat grafika, skoro nic nie wiemy o Anieli zainteresow
                  > aniu grafika, predyspozycjach, kiedy uczyla sie rysunku i przygotowywala teczke
                  > . I znow wystarczyloby jedno/dwa zdania ze strony autorki, zeby dolozyc jakies
                  > tlo, uzasadnic wybor.

                  Chyba nikt nie zauważył, że to była grafika warsztatowa - więc Aniela poszła na studia po linii druku.

                  BTW o ile dobrze rozczytałam, przynajmniej dzisiaj na te studia potrzebne jest wykonanie rysunku na egzaminie, nic nie ma o teczce.
                  • potworia Re: 20.06.18, 10:41
                    cynowapanienka napisał(a):

                    >
                    > Chyba nikt nie zauważył, że to była grafika warsztatowa - więc Aniela poszła na
                    > studia po linii druku.

                    Fakt, nie zauważyłam, ale niczego to nie zmienia. Druk artystyczny ma niewiele wspólnego z drukiem przemysłowym; poza ogólną zasadą (matryca-odbitka) raczej już tylko nazwę. A benektynska pracowitość, której wymagają techniki rytownicze ma się średnio do temperamentu Anieli.
                    >
                    > BTW o ile dobrze rozczytałam, przynajmniej dzisiaj na te studia potrzebne jest
                    > wykonanie rysunku na egzaminie, nic nie ma o teczce.

                    To zależy od szkoły, tych się narobiło sporo, ale na wyższych państwowych uczelniach 'teczka', czyli prezentacja prac jest raczej standardem. Tym bardziej była nim w latach osiemdziesiątych (głowy nie dam).
                    • cynowapanienka Re: 20.06.18, 11:25
                      potworia napisał(a):

                      > Fakt, nie zauważyłam, ale niczego to nie zmienia. Druk artystyczny ma niewiele
                      > wspólnego z drukiem przemysłowym; poza ogólną zasadą (matryca-odbitka) raczej j
                      > uż tylko nazwę. A benektynska pracowitość, której wymagają techniki rytownicze
                      > ma się średnio do temperamentu Anieli.

                      Nie wiem, czy w liceum poligraficznym uczy się także jakiejkolwiek metody drukowania ilustracji - ale ogólnie przejście od poligrafii do grafiki warsztatowej wydaje mi się w przypadku "barwnej" Anieli całkiem uzasadnione. Podoba mi się wręcz, że na etapie BBB nie ma takiej "złotej drogi" jak Laura ze śpiewaniem. Bardzo znaną aktorką znikąd staje się dopiero potem...

                      > To zależy od szkoły, tych się narobiło sporo, ale na wyższych państwowych uczel
                      > niach 'teczka', czyli prezentacja prac jest raczej standardem. Tym bardziej był
                      > a nim w latach osiemdziesiątych (głowy nie dam).

                      To raczej ciekawostka, ale właśnie w Poznaniu od dobrych paru lat teczki nie trzeba! Jest egzamin, w trakcie którego tworzy się rysunek. Też nie wiem, jak było 30 lat temu.
                  • dakota77 Re: 20.06.18, 11:52
                    cynowapanienka napisał(a):


                    > Chyba nikt nie zauważył, że to była grafika warsztatowa - więc Aniela poszła na
                    > studia po linii druku.
                    >
                    > BTW o ile dobrze rozczytałam, przynajmniej dzisiaj na te studia potrzebne jest
                    > wykonanie rysunku na egzaminie, nic nie ma o teczce.


                    Nawet jesli to rysunek na egzaminie, nie przygotowana teczka- to w dalszym ciagu pytam- skad zalozenie, ze Aniela umiala rysowac? Nie slyszelismy nigdy o tym, by uczyla sie rysunku. MM mogla ja poslac na polonistyke, teatrologie czy kulturoznawstwo na przeczekanie, gdy Aniela nie dostala sie do szkoly teatralnej. Nie musiala to byc grafika.
              • potworia Re: 20.06.18, 09:00
                mika_p napisała:
                >
                > 2. W całym niniejszym wątku Aniella rozpatrywana jest w oderwaniu od reszty swo
                > jego habitatu. Józefa Kowalika, konkretnie.

                Józef Kowalik sprawiał wrażenie czlowieka mądrego, światłego i otwartego światopoglądowo. Nb, widział był Anielę w liceum ogólnokształcącym, zatem zapewne dopuszczał myśl o jej przyszłych studiach. Nie wiem dlaczego miałby się pięć lat później zamienić w groteskowego Dottore, który sabotuje życiowe i edukacyjne decyzje dorosłej córki. Nie wiem też, dlaczego ta córka z dowodem dojrzałości w kieszeni miałaby tym naciskom ulec. Z powodu tych dodatkowych kilkuset kilometrów? Z powodu pieniędzy?
                Na pewno mówimy o Anieli Kowalik, zwanej Kłamczuchą?

                > Aniella wiedziała, że szan
                > se na dostanie się do szkoły teatralnej ma małe, niemniej studiując będzie mieć
                > więcej czasu na amatorskie dokonania niż pracując na dwie lub trzy zmiany w dr
                > ukarni?

                Ale jakie 'amatorskie dokonania'? Rozmawiamy o tym, że nie było żadnych dokonań, usiłowań, starań. Nic. Teatr zniknął, pojawiła się grafika. Grafika wyparowała, Aniela znów walczy o scenę. I to walczy skutecznie - co jest najlepszym dowodem na to, że predyspozycje i talent posiada.
                >

                > No i szerzej: kim innym jest 15-letni dzieciak, który się uczy, dorabia, nawet
                > młody lekarz na dorobku może wesprzeć młodziutką krewną śniadaniem czy miską zu
                > py (co taka pannica zje) - a kim innym dorosła, mająca zawód kobieta, która nie
                > pracuje, nie studiuje i goni za marzeniem.

                Tu już kompletnie zgłupiałam. O kim mowa? Przecież wnioskuje się tutaj uprawdopodobnienie studiów Anieli - na przykład poznańska polonistyka była wówczas matecznikiem świetnych zespołów alternatywnych.

                Znam bardzo wielu aktorów, którzy do szkoły dostawali się za drugim, trzecim, czasem wręcz czwartym podejściem. W międzyczasie studiowali, pracowali, chodzili na spektakle, pracowali nad swoimi słabymi stronami i przygotowywali się do następnego podejścia. I w ten sposób gonili za marzeniem. Nie widzę sprzeczności.
                >
                • zuzudanslemetro Re: 20.06.18, 09:46
                  ja na przykład za pierwszym razem się nie dostałam na aktorski, rok poświęciłam na studia humanistyczne, pracę oraz performance, który zmajstrowaliśmy z kolegami (taki inspirowany Lurie Anderson) i nawet jeździliśmy z nim na festiwale. Normą jest, że jak ktoś się nie dostanie na aktorski idzie sobie przeczekać na socjo, reso, czasem na teatrologii i potem zdaje jeszcze raz, a czasem i pięć razy. Pilnie się w tym czasie przygotowuje do egzaminu i wyciąga wnioski z tamtego uwalonego egzaminu. Natomiast jak żyję nie spotkałam nikogo, kto by poszedł na ASP bo się nie dostał na AT, obłożenie podobne (zwłaszcza na grafice) i egzaminy chyba zaczynają się jeszcze wcześniej (słynne złożenie teczki) niż na AT. Zatem po uwaleniu egzaminu na aktorski Aniela miała do wyboru różne kierunki uniwersyteckie, na które mogła się dostać z palcem w nosie, jako osoba inteligentna i oczytana.
                  • przymrozki Re: 20.06.18, 10:16
                    zuzudanslemetro napisała:

                    > Natomiast jak żyję nie spotkałam nikogo, kto by poszedł n
                    > a ASP bo się nie dostał na AT, obłożenie podobne (zwłaszcza na grafice) i egzam
                    > iny chyba zaczynają się jeszcze wcześniej (słynne złożenie teczki) niż na AT. Z
                    > atem po uwaleniu egzaminu na aktorski Aniela miała do wyboru różne kierunki uni
                    > wersyteckie, na które mogła się dostać z palcem w nosie, jako osoba inteligentn
                    > a i oczytana.

                    Przy założeniu, że od czasu pamiętnej rozmowy z ciotką Lilą, Aniela podciągnęła się z historii sztuki i miała lekcje rysunku (może były w programie liceum poligraficznego) to na ASP mogła się dostać. Nie ma powodu, żeby nie zrobiła wrażenia na komisji. A w teczkach przecież nie daje się dzieł sztuki, od których latarnik płacze i zapomina o obowiązkach, tylko dołącza się solidne dowody na to, że się umie narysować dłoń, żeby wyglądała na dłoń, a ponadto umie się prawidłowo oddać perspektywę w jakimś kulturalnym landszafciku.

                    Musimy założyć, że Aniela po KK poszła w stronę rysunku i że drukując plakaty w szkole zapragnęła je również projektować. Bardzo mi to na Anielę wygląda. Wszyscy drukowali jakieś kijowe wzory skądkolwiek, a Aniela dwie noce nie spała, żeby zadziwić wszystkim czymś oryginalnym. Żeby wszyscy mówili "ho ho, jaka ta Aniela zdolna".
                    • tt-tka Re: 20.06.18, 10:33
                      przymrozki napisała:


                      > Musimy założyć,

                      Nie, nie musimy.

                      > że Aniela po KK poszła w stronę rysunku i że drukując plakaty w
                      > szkole zapragnęła je również projektować. Bardzo mi to na Anielę wygląda.

                      Mnie nie wyglada, bo nie ma po temu ZADNEJ, NAJMNIEJSZEJ przeslanki. Po tych latach studiow grafika, a nawet tylko plakaty w zyciu Anieli nie istnieja, nie zauwaza ich, nie zlosci sie, ze kiepskie ani nie chwali, ze udane, nawet nie mowi, ze zrobilaby lub robila lepsze. Piec czy szesc lat wlozona do zamrazarki, z ktorej wyszla tak samo niezainteresowana grafika, nawet nieobznajomiona z nia jak latem 1976.
                      • przymrozki Re: 20.06.18, 10:56
                        tt-tka napisała:

                        > przymrozki napisała:
                        Musimy założyć,
                        >
                        > Nie, nie musimy.

                        Musimy. Tak jest w tekście. Od KK do matury Anieli minęły trzy lata. Czy się nam to podoba, czy nie, w tym czasie Aniela w jakiś sposób i z jakichś powodów skręciła w stronę grafiki. Nawet nie możemy użyć argumentu "MM nie wiedziała, o czym pisze". Sama jest grafikiem, więc wie, że potrzeba lekcji rysunku, teczki i zdania egzaminów trochę przed egzaminami na inne kierunki. MM opisując Anielę w BBB napisała postać, która wszystkie te formalności wykonała w terminie i prawidłowo, skoro w BBB jest już po dyplomie. Innej Anieli, takiej będącej plastycznym beztalenciem, nie ma.

                        Możemy się tutaj zastanawiać, czy to pasuje do Kłamczuchy, jaką znamy ze wcześniejszych tomów. I tak jak pisałam, mi na przykład się nie kłóci. Aniela lubiła bycie artystką i bycie w centrum uwagi, mogła się przyczepić sztuk plastycznych, bo to nimi mogła imponować kolegom z liceum.
                        • potworia Re: 20.06.18, 11:02
                          przymrozki napisała:

                          > tt-tka napisała:
                          >
                          > > przymrozki napisała:
                          > Musimy założyć,
                          > >
                          > > Nie, nie musimy.
                          >
                          > Musimy. Tak jest w tekście.

                          Hm. W takim razie musimy założyć również bilokację Pyziaka i Robrojka oraz transmorficzność Róży, Marka i kilkorga innych. Czy zakładasz?
                          • przymrozki Re: 20.06.18, 11:53
                            potworia napisał(a):

                            > Hm. W takim razie musimy założyć również bilokację Pyziaka i Robrojka oraz tran
                            > smorficzność Róży, Marka i kilkorga innych. Czy zakładasz?

                            Różnica jest zasadnicza. Wedle wszelkiej dostępnej nam wiedzy, bilokacja nie jest możliwa. Natomiast to, że osiemnastolatka ma nieco inny zakres zainteresowań niż miała trzy lata wcześniej zdarza się dosyć często. I że na ASP został przyjęty ktoś, kto jeszcze rok wcześniej nie był pewny, czy chce stratować, też się zdarza, co wiem na pewno, gdyż widziałam na oczy swe własne, za to zielone.

                            I tutaj sprawa jest naprawdę inna niż w przypadku kieszonkowego pianina Laury. Bo zasadnym jest pytanie, gdzie się ono ukrywało przez NiN, TiR i Imieniny. Tutaj w kwestii Anieli mamy długi czas przerwy w sygnale, nie wiemy, co się z nią działo. Mogła przebąblować te lata na rysunek i żeby to zakwestionować nie mamy nic ponad przeczucie, że "Kłamczucha nie jest taka".
                            • potworia Re: 20.06.18, 12:08
                              @przymrozki
                              Różnica jest w moim i Twoim poczuciu realizmu. Dla mnie Anieline studia graficzne są niewiarygodne z kilku powodów, skrupulatnie tu wymienionych. Nie akceptuję tego detalu w narracji, razi mnie jak błąd ortograficzny. Twoje uzasadnienia brzmią dla mnie niewiarygodnie, ale jesli Ciebie satysfakcjonują - Twoja rzecz. Ilu czytelników, tyle książek.
                              Aniela rzeczywista, której mogłyby się poza kadrem przydarzać różne wolty, nie istnieje. Istnieje wyłącznie Aniela napisana - i wg mnie jest napisana niespójnie. Eot.
                              • tt-tka Re: 20.06.18, 12:16
                                Mnie wystarczy jedno - ani sladu tej studiowanej grafiki w zyciu, myslach i postrzeganiu swiata przez absolwentke owej grafiki.
                                • dakota77 Re: 20.06.18, 12:22
                                  tt-tka napisała:

                                  > Mnie wystarczy jedno - ani sladu tej studiowanej grafiki w zyciu, myslach i pos
                                  > trzeganiu swiata przez absolwentke owej grafiki.

                                  Tej grafiki, ktora, jak nam sie tu wpiera, stala sie pasja Anieli w czasach liceum :) A potem kompletnie wyparowala.
                                  • przymrozki Re: 20.06.18, 12:43
                                    dakota77 napisała:

                                    > Tej grafiki, ktora, jak nam sie tu wpiera, stala sie pasja Anieli w czasach lic
                                    > eum :) A potem kompletnie wyparowala.

                                    O Anieli po BBB w ogóle wiemy tyle, że z suflera awansowała na główną aktorkę (jak? cudem), nie odróżnia swoich dzieci (to niech jednemu inaczej obetnie włosy), pluje pastylkami na gardło (kto to potem zdrapuje?), udostępnia mieszkanie po ojcu i ogródek przy tym mieszkaniu Borejkom (a każdym razie ich nie wygania), każe dzieciom smarować pryszcze (logiczne) i uczestniczy jako modelka w tworzeniu dzieł o tematyce sakralnej (ktoś musi). I że mąż uważa ją za kobietę genialną.

                                    W zasadzie cała Aniela po BBB wyparowała.

                                  • zuzudanslemetro Re: 20.06.18, 12:45
                                    Przymrozki, mogę założyć, że pod okiem ciotki Lili Aniela zainteresowała się sztukami pięknymi a poligrafia ją wchłonęła i zaczęła się zajmować grafiką. Mogę, naprawdę. Nie mogę natomiast przyjąć, że "po oblaniu egzaminu na aktorski, Aniela zdała na grafikę" (cytat, rzecz jasna, niedokładny ale zachowujący sens), ponieważ nie ma egzaminów na grafikę po egzaminach na aktorski. Mogłabym uznać, że "Aniela oblała egzaminy na aktorski, szczęśliwie złożyła dokumenty na drugi interesujący ją kierunek, jakim była grafika, gdzie dostała się z pierwszą lokatą" albo coś w ten deseń.
                                    Aha, ten egzamin z rysunku lub egzaminowanie teczki - rysować realistycznie da się nauczyć prawie każdego, ale niekoniecznie ma to coś wspólnego ze sztuką. Teczka i egzamin weryfikują nie tylko umiejętność odwzorowania rzeczywistości, ale też kompozycję, zadatki warsztatowe, predyspozycje. Ten sam kandydat może mieć odwaloną teczkę na malarstwie a już na architekturze będą nią zachwyceni, bo dziedziny podobne a jednak inne. To taka marginałka, rzecz jasna.
                                    • zuzudanslemetro Re: 20.06.18, 12:47
                                      A! I przypominam, że Julia Żak też studiowała grafikę, na którą się dostała po uruchomieniu wszystkich znajomości, a o Julce wiemy, że był to jedyny kierunek, który ją interesował. Więc co? Owładnięta pasją Julka nie dostała się po raz enty a Anielka taki Durrer samorodny?
                                      • przymrozki Re: 20.06.18, 13:11
                                        zuzudanslemetro napisała:

                                        > A! I przypominam, że Julia Żak też studiowała grafikę, na którą się dostała po
                                        > uruchomieniu wszystkich znajomości, a o Julce wiemy, że był to jedyny kierunek,
                                        > który ją interesował. Więc co? Owładnięta pasją Julka nie dostała się po raz e
                                        > nty a Anielka taki Durrer samorodny?

                                        Jaki tam Durrer. Człowiek, który umie rysować, ma plastyczną wyobraźnię, jest kreatywny i tyle. To grafika, nie malarstwo. Mnóstwo grafików w życiu nie stworzyło żadnego dzieła sztuki oszałamiającego mocą przekazu, bo życie spędza dłubiąc w grafice użytkowej. A trudno wyrazić siebie zmieniając szerokość kraty na ceracie w reklamie parówek, bo klient woli węższe.

                                        A powodów niepowodzeń Julii mogło być wiele, na czele z takim, że rysować uczyła ją matka artystka. A na egzaminie liczy się jednak bardziej technika niż już gotowy manifest artystyczny. Że już nie wspomnę o tym, że może Julia wcale nie była uzdolniona, a tylko bardzo chciała być. Kto ją tam wie, zniknęła nam z oczu po "Szóstej klepce".
                                        • dakota77 Re: 20.06.18, 14:03
                                          przymrozki napisała:
                                          >
                                          > Jaki tam Durrer. Człowiek, który umie rysować, ma plastyczną wyobraźnię, jest k
                                          > reatywny i tyle. To grafika, nie malarstwo. Mnóstwo grafików w życiu nie stworz
                                          > yło żadnego dzieła sztuki oszałamiającego mocą przekazu, bo życie spędza dłubią
                                          > c w grafice użytkowej. A trudno wyrazić siebie zmieniając szerokość kraty na ce
                                          > racie w reklamie parówek, bo klient woli węższe.

                                          Wy o Durerze, Albrechcie zreszta, czy cos przegapiam? A co do zdolnosci. Ja nie watpie w to, ze Aniela mogla zaczac sie pasjonwac grafika, uczyc rysunku w liceum i wykazywac predyspozycje. Ale nie podoba mi sie, ze o tym nic nie slyszymy. A jesli zalozymy, ze to sie wydarzylo, choc nic o tym nie wiemy, to musimy tez przyjac, ze masa innych rzeczy w Jezycjadzie, o ktorych nic nie wiemy miala miejsce, tylko niejako poza kadrem. Ze Grzegorz i klan Borejkow maja kontakt z Elka, Cyryjkiem i Metodym. Ze wszyscy sa w regularnym kontakcie z Monika, ciocia Wiesia itp. Ze IGS kupuje sie stosowne buty na zime. Ze z dziecmi sie rozmawia itp. itd.
                                          • przymrozki Re: 20.06.18, 14:28
                                            dakota77 napisała:

                                            > . A jesli zalozymy, ze to sie wydarzylo, choc nic o tym nie wiemy, to musimy t
                                            > ez przyjac, ze masa innych rzeczy w Jezycjadzie, o ktorych nic nie wiemy miala
                                            > miejsce, tylko niejako poza kadrem. Ze Grzegorz i klan Borejkow maja kontakt z
                                            > Elka, Cyryjkiem i Metodym. Ze wszyscy sa w regularnym kontakcie z Monika, cioci
                                            > a Wiesia itp. Ze IGS kupuje sie stosowne buty na zime. Ze z dziecmi sie rozmawi
                                            > a itp. itd.

                                            No właśnie tutaj jest chyba podstawowa różnica i sedno problemu. Aniela w NeoJeżycjadzie jest postacią epizodyczną, a wcześniej jako postać pojawiła się dwa razy, raz jako nastolatka (Kłamczucha i KK), drugi raz jako kobieta tuż po studiach (BBB). Wiemy o niej mało, a to co wiemy, to wiedza mocno poszatkowana. Dlatego nie możemy wiedzieć na pewno, jakim typem człowieka jest Aniela. Ona się od "Kłamczuchy" mogła siedem razy zmienić nie do poznania.

                                            Z Elką, Cyryjkiem i Metodym sprawa jest inna. Widzimy rodzinę Borejków oczami prawie wszystkich jej członków z niewielkimi przerwami od trzydziestu lat. Wiemy, że dziesięcioletni Ignaś nie miał drugiego dziadka, bo jego rozmyślania o rodzinie, życiu etc. znamy z pierwszej ręki i tam o Metodym nie było ani słowa. Wiemy też na pewno, że w jego świadomości nie było Elki, mamy kilka jego myśli "o siostrach" i te siostry były zawsze dwie. Żadnych podobnych "twardych" dowodów w przypadku Anieli nie mamy.
                                            • dakota77 Re: 20.06.18, 15:02
                                              przymrozki napisała:


                                              > No właśnie tutaj jest chyba podstawowa różnica i sedno problemu. Aniela w NeoJe
                                              > życjadzie jest postacią epizodyczną, a wcześniej jako postać pojawiła się dwa r
                                              > azy, raz jako nastolatka (Kłamczucha i KK), drugi raz jako kobieta tuż po studi
                                              > ach (BBB). Wiemy o niej mało, a to co wiemy, to wiedza mocno poszatkowana. Dlat
                                              > ego nie możemy wiedzieć na pewno, jakim typem człowieka jest Aniela. Ona się od
                                              > "Kłamczuchy" mogła siedem razy zmienić nie do poznania.
                                              >

                                              Oczywiscie ze mogla sie zmienic. Ludzie zmieniaja sie od czasow licealnych do doroslosci. Porzucaja pewne pasje, rozwijaja inne. Ale czy naprawde, zapytam po raz bodajze czwarty i juz ostatni, bo ilez mozna, czy naprawde dla autorki byl to taki problem dopisac zdanie czy dwa wytlumaczena, czemu grafika? Zwlaszcza ze napisano juz tu, ze egzaminy na grafike nie odbywaly sie po egzaminach do szkolny teatralnej, wiec Aniela musiala zlozyc papiery na oba wydzialy. Rozumiem, ze musiala gdzies ie zaczepic po tym, jak nie dostala sie na wydzial aktorski, ale tyle innych kierunkow studiow mialoby wiekszy sens niz grafika. Jakies lekkiechumanistyczbe studia, ktore dalyby Anieli czas na poswiecenie sie temu, co ponoc jest jej zyciowa pasja, aktorstwu, na rozwijanie umiejetnosci, prace w jakis grupach teatralnych itp., zeby znow podejsc do egzaminow do szkoly teatralnej. A tu nie, wychodzi na to, ze Aniela zawsze szykowala sie do dzialania na dwa fronty, tu aktorstwo, tu grafika... Malo to ma sensu w przypadku tej postaci.
                                              • tt-tka Re: 20.06.18, 15:17
                                                Widzimy ja wystarczajaco dokladnie tuz po studiach, tych graficznych. I caly BBB w Anieli NIE MA NIC Z GRAFICZKI.
                                                • przymrozki Re: 20.06.18, 15:30
                                                  tt-tka napisała:

                                                  > Widzimy ja wystarczajaco dokladnie tuz po studiach, tych graficznych. I caly BB
                                                  > B w Anieli NIE MA NIC Z GRAFICZKI.

                                                  A jak wygląda ktoś, kto ma w sobie coś z grafika? Nanosi kaczory na nocniki w czynie społecznym z samej pasji do zawodu?
                                                  • al-rubia Re: 20.06.18, 15:47
                                                    W BBB widzimy Anielę, która CHCE BYĆ AKTORKĄ. Nie ma żadnych chałtur, które byłyby związane z wykorzystaniem ukończonych studiów - choćby to miało być projektowanie etykiet na słoiki z dżemem, ilustracje do pisemek dla dzieci czy cokolwiek równie atrakcyjnego (ale płatnego, a jakże).
                                                    I tak się zastanawiam: jakie znaczenie ma dla fabuły BBB ta przemiana Anieli w graficzkę? ŻADNE. Gdyby Aniela skończyła studia aktorskie i nie dostała propozycji pracy w Warszawie czy Krakowie, wróciłaby do Poznania i tak samo mogłaby urabiać kuzynkę-aktorkę, żeby ta zaprotegowała ją w teatrze. Tak samo miałaby problemy z mieszkaniem. Natomiast czytelniczki BBB nie miałyby problemu z wytłumaczeniem słabo uzasadnionej przemiany potencjalnej aktorki w dyplomowaną graficzkę, która nadal chce być aktorką, tyle, że zajmuje się tym od pieca strony. Czyli od suflerki.
                                                  • przymrozki Re: 20.06.18, 16:30
                                                    al-rubia napisał(a):

                                                    > W BBB widzimy Anielę, która CHCE BYĆ AKTORKĄ. Nie ma żadnych chałtur, które był
                                                    > yby związane z wykorzystaniem ukończonych studiów - choćby to miało być projekt
                                                    > owanie etykiet na słoiki z dżemem, ilustracje do pisemek dla dzieci czy cokolwi
                                                    > ek równie atrakcyjnego (ale płatnego, a jakże).

                                                    Mamy informację, że Aniela pracy w zawodzie nie znalazła (czyli, jak rozumiem, szukała). A też nie sądzę, żeby w latach '80 było tyle chałtur dla grafików co dziś (związanych z zawodem, nie że dowolnych). Dżemów było tyle, ile wypuściła państwowy monopol z własnym grafikiem na etacie. Inicjatywy prywatnej mało, a ta co była, raczej sobie radziła bez grafików (po co komu grafik do sprzedawania ogórków z własnej szklarni). W przestrzeni publicznej mało reklam, zero stron internetowych. Kampanie społeczne centralnie sterowane plus inicjatywa lokalna typu białe litery na zielonym suknie.

                                                  • tt-tka Re: 20.06.18, 16:58
                                                    przymrozki napisała:


                                                    nie sądzę, żeby w latach '80 było tyle chałtur dla grafików co
                                                    > dziś (związanych z zawodem, nie że dowolnych).


                                                    Byly. Duzo.

                                                    > Dżemów było tyle, ile wypuściła
                                                    > państwowy monopol z własnym grafikiem na etacie.

                                                    Jaki monopol ??? Monopol to alkoholowy byl ! Dzemy produkowaly panstwowe przetwornie, spoldzielnie rolnicze i przetworcze, kolosy typu HorteX i male lokalne typu SP Odrzywolek. Nawet na export, tak. I to opakowanie trzeba bylo zaprojektowac.


                                                    prywatnej mało, a t
                                                    > a co była, raczej sobie radziła bez grafików (po co komu grafik do sprzedawania
                                                    > ogórków z własnej szklarni).

                                                    Do projektowania abazurow sprzedawanych w prywatnych pawilonach chocby. Zabawek, nalepek, znaczkow (tych wpinanych w klape, fortune kiedys zrobil plastyk, ktory wymyslil plakietki z prostym nadrukiem e=mc kwadrat. Szly jak woda)

                                                    >W przestrzeni publicznej mało reklam, zero stron
                                                    > internetowych. Kampanie społeczne centralnie sterowane plus inicjatywa lokalna
                                                    > typu białe litery na zielonym suknie.

                                                    Obejrzyj sobie chocby linkowane w ktoryms niedawnym watku etykiety na czekolady wedlowskie. Od groma ich bylo. Wystawy sklepow, moja ciotka plastyczka z tego zyla dlugie lata, szczegolnie przy beakach masy towarowej ceniono pomyslowosc. Kolko w szkole czy domu kultury, wystroj w tychze placowkach, oswiata zdrowotna, - to wszystko byly zlecenia. Pracy w zawodzie nie mogl znalezc ktos, kto nie szukal. O Etat bylo trudniej, ale zlecenia - zawsze. Plus ustrojowa gwarancja zatrudnienia, to byl rok 88.
                                                    >
                                                  • przymrozki Re: 20.06.18, 20:15
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > Obejrzyj sobie chocby linkowane w ktoryms niedawnym watku etykiety na czekolady
                                                    > wedlowskie. Od groma ich bylo. Wystawy sklepow, moja ciotka plastyczka z tego
                                                    > zyla dlugie lata, szczegolnie przy beakach masy towarowej ceniono pomyslowosc.
                                                    > Kolko w szkole czy domu kultury, wystroj w tychze placowkach, oswiata zdrowotna
                                                    > , - to wszystko byly zlecenia. Pracy w zawodzie nie mogl znalezc ktos, kto nie
                                                    > szukal. O Etat bylo trudniej, ale zlecenia - zawsze. Plus ustrojowa gwaranc
                                                    > ja zatrudnienia
                                                    , to byl rok 88.

                                                    Nawet dzisiaj grafik - wolny strzelec tuż po studiach musi się konkretnie namęczyć, żeby zarobić na swoje utrzymanie. To jest branża, w której jedziesz na opinii, rozpoznawalności i poleceniu przez zadowolonych klientów. Nikt grafika w książce telefonicznej nie szuka. I jednak najbardziej typowa ścieżka zawodowa jest taka, że najpierw wyrabia się sobie nazwisko i znajduje klientów pracując dla kogoś. A jeżeli chce się zajmować projektami za większe pieniądze, to już w ogóle samotnemu strzelcowi jest trudno. W pojedynkę trudno ogarniać te wszystkie przetargi, a potem organizować kampanie.

                                                    A przecież rynek przez te 30 lat zmienił się bardzo - strony internetowe, reklamy wyskakujące z każdego zakątka przestrzeni, nadprodukcja towarów i cały ten furgoczący kapitalizm. Ba! Nasz polski rynek jest jednym z najszybciej się rozwijających i najbardziej sprzyjających młodym (stały deficyt pracowników). Teraz w branży jest mnóstwo młodych Greków, Hiszpanów i Włochów, którzy przyjechali pracować na portfolio tu, bo u siebie musieliby albo za darmo, albo w ogóle wcale.

                                                    Więc że Aniela w kryzysie nie była zasypywana zleceniami, w to chętnie wierzę. Dziwne, że nie znaleziono jej żadnego etatu, choćby jakiegoś zupełnie michałowatego. Wydawać by się mogło, że jakiś skierowanie na projektowanie główek do szpilek powinna mieć.
                                                  • tt-tka Re: 20.06.18, 21:26
                                                    przymrozki napisała:

                                                    >
                                                    > Nawet dzisiaj grafik - wolny strzelec tuż po studiach musi się konkretnie namęc
                                                    > zyć, żeby zarobić na swoje utrzymanie.

                                                    Nie nawet, a zwlaszcza. Wtedy gwarancja zatrudnienia byla, i na bazie stalej pracy i pensji mozna sobie bylo wyrabiac nazwisko i szukac zlecen. nauczycielka wychowania plastycznego mogla robic piekne gobeliny i szukac kupca na nie dlugo i wytrwale, ale miala warunki, by szukac - stala pensje.
                                                    Aniela ani w branzy nie pracuje, ni nie pracowala, ani nawet nie szukala - bo jakby szukala, to by znalazla.
                                                    No chyba ze z marszu chciala zostac plastyczka teatralna i zadna inna :)

                                                  • zuzudanslemetro Re: 26.06.18, 07:47
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > przymrozki napisała:
                                                    >
                                                    > >
                                                    > > Nawet dzisiaj grafik - wolny strzelec tuż po studiach musi się konkretnie
                                                    > namęc
                                                    > > zyć, żeby zarobić na swoje utrzymanie.

                                                    Pozwolę sobie wypowiedzieć się jako osoba z rodziny plastyków. Otóż mój dziadek w latach 50tych skończył ASP i aż do upadku komunizmu zarabiał całkiem przyzwoicie. Istniały spółdzielnie plastyków, związek zawodowy oraz ochrona zawodu. Do zaprojektowania ulotki, plakatu, znaczka okolicznościowego trzeba było wziąć osobę wykwalifikowaną a nie kuzyna prezesa. Dlatego też etykiety, logotypy i wszystko użytkowe mieliśmy na dużo wyższym poziomie niż obecnie. Istniały też zlecenia przy aranżacji wystaw, etc. Moja matka studia ukończyła w kiepskim momencie bo akurat w stanie wojennym. Uczciwy związek plastyków został zamknięty i zastąpiony tzw. wronim związkiem a galerie były mu podporządkowane. Wystawy artystyczne robili po kościołach, które - jak wiadomo - były włączone w walkę z systemem. Niemniej i matka wymyśliła sposób na zarabianie - ceramiczna biżuteria, popielniczki ceramiczne i tak dalej. Z tej ceramiki rodzina żyła jak królowie. Po upadku komunizmu przez jakiś czas jeszcze było wygodnie i dało się żyć nawet ze sztuki, bo było sporo sponsorów. Rynek sztuki załamał się pod koniec lat 90tych, kiedy przestała obowiązywać ochrona zawodu a wszyscy zaczęli oszczędzać bo "szwagier ma komputer to mi zaprojektuje plakat" i od tamtej chwili plastycy muszą się nieźle nachodzić za zarobkiem, a amatorzy psują rynek zaniżając ceny i zalewając nas wizualną tandetą.
                                                    Anieli znacznie łatwiej byłoby znaleźć w tamtych czasach zlecenia w zawodzie wyuczonym niż etat inspicjenta.
                                                  • tt-tka Re: 20.06.18, 17:06
                                                    przymrozki napisała:

                                                    > tt-tka napisała:
                                                    >
                                                    > > Widzimy ja wystarczajaco dokladnie tuz po studiach, tych graficznych. I c
                                                    > aly BB
                                                    > > B w Anieli NIE MA NIC Z GRAFICZKI.
                                                    >
                                                    > A jak wygląda ktoś, kto ma w sobie coś z grafika? Nanosi kaczory na nocniki w c
                                                    > zynie społecznym z samej pasji do zawodu?

                                                    Widzi swiat plastycznie. Tak jak MM we wczesnych tomach chociazby, "Ida wygladala jak kolorystyczny zapis gry na trabce, cala w ostrych jasnych tonach", "wszystko w tym wnetrzu komponowalo sie ze soba, barwy, plaszczyzny i faktury", oryginalne okreslenia kolorow (tej zwietrzalej musztardy z Dijon jej nie daruje) - w Anieli nie ma tego jej wyksztalcenia plastycznego, zainteresowania, o pasji juz nie mowiac, ani ani.
                                              • cynowapanienka Re: 20.06.18, 16:25
                                                dakota77 napisała:

                                                >
                                                > Oczywiscie ze mogla sie zmienic. Ludzie zmieniaja sie od czasow licealnych do d
                                                > oroslosci. Porzucaja pewne pasje, rozwijaja inne. Ale czy naprawde, zapytam po
                                                > raz bodajze czwarty i juz ostatni, bo ilez mozna, czy naprawde dla autorki byl
                                                > to taki problem dopisac zdanie czy dwa wytlumaczena, czemu grafika? Zwlaszcza z
                                                > e napisano juz tu, ze egzaminy na grafike nie odbywaly sie po egzaminach do szk
                                                > olny teatralnej, wiec Aniela musiala zlozyc papiery na oba wydzialy. Rozumiem,
                                                > ze musiala gdzies ie zaczepic po tym, jak nie dostala sie na wydzial aktorski,
                                                > ale tyle innych kierunkow studiow mialoby wiekszy sens niz grafika. Jakies lekk
                                                > iechumanistyczbe studia, ktore dalyby Anieli czas na poswiecenie sie temu, co p
                                                > onoc jest jej zyciowa pasja, aktorstwu, na rozwijanie umiejetnosci, prace w jak
                                                > is grupach teatralnych itp., zeby znow podejsc do egzaminow do szkoly teatralne
                                                > j. A tu nie, wychodzi na to, ze Aniela zawsze szykowala sie do dzialania na dwa
                                                > fronty, tu aktorstwo, tu grafika... Malo to ma sensu w przypadku tej postaci.
                                                >
                                                Na początku BBB wygląda to tak, jakby aktorstwo przestało być dla Anieli największym życiowym marzeniem. Czyta książki, marzy, ale trochę czeka na gwiazdkę z nieba. Komentarz do pracy suflera:
                                                " Nie było to jeszcze to, o czym mogła marzyć młoda graficzka w rok po dyplomie - ale w końcu każda praca w teatrze jest miła i ciekawa, toteż Aniela była uszczęśliwiona"

                                                A tu cytat, który dobrze definiuje jej charakter:
                                                "Ja tam chodzę na piątą - oświadczyła Aniela. - Kazanie ma ojciec Krzysztof, a wszędzie pełno jest dusz artystycznych, punków oraz innych dziwadeł. Mnie się podoba. Nie lubię przebywać w towarzystwie tych wszystkich sztywnych mieszczan."

                                                Dla mnie to spójne. Aniela już w Kłamczusze nie lubiła się przemęczać i iść utartymi ścieżkami. Ona wcale nie prezentuje jakiejś wielkiej wytrwałości, by zostać aktorką czy osiągnąć coś konkretnego. Tym bardziej, wyobrażacie sobie, że idzie na nudną polonistykę czy historię? Potrzebowała środowiska, w którym mogłaby stylizować się na artystkę, żyć po swojemu i rozmawiać z koleżankami o czymś innym niż sesja i narzeczeni.

                                                "Koleżanki z roku, graficzki i malarki, te same, co zarzekały się wraz z nią, że
                                                małżeństwo dla artystki to śmierć, wszystkie jakoś błyskawicznie powychodziły za mąż. "

                                                Poza tym powiedziane jest, że graficzką była przeciętną.

                                                • jottka Re: 20.06.18, 16:41
                                                  ja się kolejny raz zgadzam z al-rubią:) wszystko nieważne, fakty, daty i charaktery rzecz bez znaczenia, kluczowa jest jedna rzecz - po co właściwie dowiadujemy się, że Aniela skończyła grafikę? w utworze literackim w jak każdym innym dziele sztuki nie ma zbędnych elementów, znaczy wszystko znaczy:) to jest zarzut koronny i on tak naprawdę obrazuje bezsens tej grafiki, ona jest po nic. no chyba że autorka znowu komuś obiecała, że ulubionej postaci da jej zawód albo coś w tym stylu...

                                                  a z zupełnie innej bajki - mnie zawsze trochę śmieszyła ta miłość Anieli do Raszewskiego, tzn. gdyby ona się wybierała na teatrologię, to ok, jak najbardziej. ale kandydatki (i kandydaci) na gwiazdy raczej z obłędem w oku przerzucali podręcznik do polskiego, żeby jakieś wiersze znaleźć na wstępny czy tam inny egzamin istotny, a nie studiowali z zapałem życiorys Bogusławskiego...:)
                                                  • dakota77 Re: 20.06.18, 16:45
                                                    jottka napisała:

                                                    > ja się kolejny raz zgadzam z al-rubią:) wszystko nieważne, fakty, daty i charak
                                                    > tery rzecz bez znaczenia, kluczowa jest jedna rzecz - po co właściwie dowiaduje
                                                    > my się, że Aniela skończyła grafikę? w utworze literackim w jak każdym innym dz
                                                    > iele sztuki nie ma zbędnych elementów, znaczy wszystko znaczy:) to jest zarzut
                                                    > koronny i on tak naprawdę obrazuje bezsens tej grafiki, ona jest po nic. no chy
                                                    > ba że autorka znowu komuś obiecała, że ulubionej postaci da jej zawód albo coś
                                                    > w tym stylu...

                                                    O to to.
                                                  • mariamm87 Re: 20.06.18, 17:17
                                                    jottka napisała:

                                                    > ja się kolejny raz zgadzam z al-rubią:) wszystko nieważne, fakty, daty i charak
                                                    > tery rzecz bez znaczenia, kluczowa jest jedna rzecz - po co właściwie dowiaduje
                                                    > my się, że Aniela skończyła grafikę? w utworze literackim w jak każdym innym dz
                                                    > iele sztuki nie ma zbędnych elementów, znaczy wszystko znaczy:) to jest zarzut
                                                    > koronny i on tak naprawdę obrazuje bezsens tej grafiki, ona jest po nic. no chy
                                                    > ba że autorka znowu komuś obiecała, że ulubionej postaci da jej zawód albo coś
                                                    > w tym stylu...
                                                    >
                                                    Grafika była zdaje się po to, żeby Aniela miała skąd znać Bernarda.
                                                  • upadly_kocyk Re: 20.06.18, 17:24
                                                    mariamm87 napisała:

                                                    > >
                                                    > Grafika była zdaje się po to, żeby Aniela miała skąd znać Bernarda.

                                                    To też nie było niezbędne, bo Bernard jest taką postacią, którą można poznać WSZĘDZIE. Szczególnie jeśli Aniela chciała otaczać się artystami.
                                                  • dakota77 Re: 20.06.18, 17:42
                                                    upadly_kocyk napisał(a):

                                                    > mariamm87 napisała:
                                                    >
                                                    > > >
                                                    > > Grafika była zdaje się po to, żeby Aniela miała skąd znać Bernarda.
                                                    >
                                                    > To też nie było niezbędne, bo Bernard jest taką postacią, którą można poznać WS
                                                    > ZĘDZIE. Szczególnie jeśli Aniela chciała otaczać się artystami.

                                                    Gaba i Grzegorz jakos mogli poznac sie poza szkolno-uczelnianym schematem, Aniela i Bernard tez by dali rade :)
                                                  • marutax Re: 20.06.18, 19:47
                                                    dakota77 napisała:

                                                    > Gaba i Grzegorz jakos mogli poznac sie poza szkolno-uczelnianym schematem, Anie
                                                    > la i Bernard tez by dali rade :)

                                                    Chociaż w schemacie też by się dało - Aniela dostaje się na wydział aktorski we Wrocławiu czy Warszawie, Bernard robi tam jakiś kierunek plastyczny, studenci-aktorzy organizują przedstawienie, współpracują ze studentami-plastykami przy dekoracjach i kostiumach...
                                                  • al-rubia Re: 20.06.18, 20:55
                                                    Aniela studiująca aktorstwo i Bernard mogliby się poznać nawet przy realizacji spektaklu w teatrze eksperymentalnym na Mazurach - czymś takim jak np. Teatr Węgajty :) Miejsc, gdzie spotykają się studenci szkoły teatralnej i ASP naprawdę nie brakowało.
                                                    Zupełnie spokojnie mogę sobie wyobrazić Anielę, jak siedząc w mieszkaniu Józefiny opowiada Bebe i Koziowi o tym, że po swoim przedstawieniu dyplomowym dostała bardzo interesującą propozycję roli w spektaklu, ale, niestety, z powodu fudamentalnych różnic w pojmowaniu tejże roli doszło do zatargu pomiędzy nią i reżyserem, no i cóż... Musiała szukać nowego miejsca. I nie wiadomo byłoby, czy to prawda (przecież Kłamczucha opowiada!), czy Aniela tylko sobie życie ubarwia, natomiast jej problemy bytowe w Poznaniu byłyby identyczne - kłopoty mieszkaniowe, brak solidnego oparcia w środowisku zawodowym, które dopiero poznaje. A szanse na to, że pomoże protekcja Józefiny i Aniela zaistnieje na scenie, byłyby o wiele bardziej prawdopodobne niż przy tej dość karkołomnej koncepcji, że ktoś w suflerce bez jakiegokolwiek przygotowania scenicznego dostrzeże potencjalną akorkę.
                                                  • turzyca Re: 20.06.18, 22:39
                                                    Aniela i Bernard obydwoje nie zdali na wymarzone kierunki, on na grafikę, ona na aktorstwo, więc poszli na cokolwiek, żeby tylko mieć status studenta (i nie wylądować w woju).

                                                    Już na inauguracji zauważyli, że nie pasują do reszty towarzystwa, prosto z auli poszli na wino, wypili nie tylko brudzia ale i zawarli pakt o dostaniu się do marzeń. Przeciągnęli się nawzajem przez sesję zimową, a z rozpędu i przez letnią, ale cel był zupełnie inny. Aniela krytykowała Bernarda rysunki do teczek z prostolinijną złośliwością. Bernard robił za widownię do prób, zawsze zbyt łagodną, ale to on podsunął Anieli tekst Dürrenmatta, którego interpretacją zachwyciła komisję. Dostali się na studia jako faworyci, Bernard na ASP, Aniela do krakowskiej szkoły teatralnej. Grafika, aktorstwo i geografia uniemożliwiły spotkania.
                                                  • dakota77 Re: 20.06.18, 22:47
                                                    turzyca napisała:

                                                    > Aniela i Bernard obydwoje nie zdali na wymarzone kierunki, on na grafikę, ona n
                                                    > a aktorstwo, więc poszli na cokolwiek, żeby tylko mieć status studenta (i nie w
                                                    > ylądować w woju).

                                                    Aniela by nie wyladowala w woju ;-)
                                                  • turzyca Re: 20.06.18, 23:19
                                                    Dlatego wój był w nawiasie. Każdy ma swoje motywacje.
                                                    Aniela powinna ten egzamin do szkoły teatralnej ukrywać przed ojcem, oficjalnie zdaje na coś, co jest jakoś kontynuacją jej liceum, żeby mieć lepsze szansę i większą kasę. Bernardowi w rozpaczy wszystko jedno, wchodzi do pierwszego lepszego budynku, a że świadectwo liceum w Buku zawierało wyłącznie oceny bardzo dobre, także z zachowania, co wywalczyła ofiarnie polonistka, której Bernard robił oprawę graficzną wszystkich gazetek ściennych, to dostał się z konkursu świadectw. (Wiem, że na polibudzie na najtrudniejszych nawet kierunkach była taka opcja.)
                                                  • slotna Re: 20.06.18, 22:29
                                                    No jasne, że poznali się we Wrocławiu. Bernard tam poznal Dumba :) I wszystko sie pieknie klei.
                                                  • bupu Re: 20.06.18, 17:53
                                                    upadly_kocyk napisał(a):

                                                    > mariamm87 napisała:
                                                    >
                                                    > > >
                                                    > > Grafika była zdaje się po to, żeby Aniela miała skąd znać Bernarda.
                                                    >
                                                    > To też nie było niezbędne, bo Bernard jest taką postacią, którą można poznać WS
                                                    > ZĘDZIE. Szczególnie jeśli Aniela chciała otaczać się artystami.

                                                    Bernard jest taką postacią, która cię otoczy nawet gdy nie będziesz chciał, w każdych okolicznościach, każdym miejscu i czasie, więc ten... Ta grafika potrzebna Anielli do ubernardowienia jak... jak... Jak Gabie własna sypialnia!
                                                  • jottka Re: 20.06.18, 19:15
                                                    równie dobrze mogli się poznać na mszy u dominikanów, a o ileż by było sensowniej i w zgodzie z deklaracją Anieli, że lubi tam chodzić, bo tyle dziwadeł:)
                                                  • dakota77 Re: 20.06.18, 19:23
                                                    jottka napisała:

                                                    > równie dobrze mogli się poznać na mszy u dominikanów, a o ileż by było sensowni
                                                    > ej i w zgodzie z deklaracją Anieli, że lubi tam chodzić, bo tyle dziwadeł:)

                                                    O, i to byloby fajne :)
                                                  • przymrozki Re: 20.06.18, 19:58
                                                    jottka napisała:

                                                    > równie dobrze mogli się poznać na mszy u dominikanów, a o ileż by było sensowni
                                                    > ej i w zgodzie z deklaracją Anieli, że lubi tam chodzić, bo tyle dziwadeł:)

                                                    Równie dobrze Bernard nie musiał być po ASP. Przecież artysta i tak był z niego taki raczej w sensie ogólnym. Obalać mury na przystanku mógł nawet jako absolwent filologii japońskiej. A jego malarstwo też było bez szału. Okiem Agi widzimy jego dzieła jako miłe, ale amatorskie.
                                                  • jottka Re: 20.06.18, 20:19
                                                    osobiście uważam, że absolwent japonistyki oraz prawdziwy miłośnik krainy kwitnącej wiśni murów obalał nie będzie ani czegokolwiek innego:) nie ten styl, nieprawdaż.

                                                  • bupu Re: 20.06.18, 20:57
                                                    przymrozki napisała:

                                                    > jottka napisała:
                                                    >
                                                    > > równie dobrze mogli się poznać na mszy u dominikanów, a o ileż by było se
                                                    > nsowni
                                                    > > ej i w zgodzie z deklaracją Anieli, że lubi tam chodzić, bo tyle dziwadeł
                                                    > :)
                                                    >
                                                    > Równie dobrze Bernard nie musiał być po ASP. Przecież artysta i tak był z niego
                                                    > taki raczej w sensie ogólnym. Obalać mury na przystanku mógł nawet jako absolw
                                                    > ent filologii japońskiej. A jego malarstwo też było bez szału. Okiem Agi widzim
                                                    > y jego dzieła jako miłe, ale amatorskie.

                                                    Okiem Agi widzimy dziela Bernarda w czasie, gdy MM dawno straciła i do niego i do Anielli jakąkolwiek sympatię.
                                                  • przymrozki Re: 21.06.18, 07:57
                                                    bupu napisała:

                                                    > Okiem Agi widzimy dziela Bernarda w czasie, gdy MM dawno straciła i do niego i
                                                    > do Anielli jakąkolwiek sympatię.

                                                    Mam wrażenie, że MM lubi Bernarda bardziej niż on na to zasługuje. W prawdziwym życiu taki typ aż tyle sympatii by nie budził, nawet z uwzględnieniem faktu, że jest to postać przerysowana.

                                                    Natomiast czy Bernard kiedyś w ogóle był dobrym plastykiem? Dmuchawiec podziwia jego artystyczną duszę, ale o dziełach milczy. Nikt nigdy nie zakwestionował jego warsztatu, ale nic nam nie wiadomo o tym, aby poza tableau Lumière podejmował próby tworzenia czegoś oryginalnego. Czyli taki bardziej rzemieślnik niż artysta. No, chyba że stojak na ręczniki Idy i banalny, ale miły dla oka landszaft Gabrysi miały być sztuką, tylko nie bardzo wyszło.
                                                  • potworia Re: 21.06.18, 13:24
                                                    przymrozki napisała:
                                                    >
                                                    > Natomiast czy Bernard kiedyś w ogóle był dobrym plastykiem?

                                                    Był o tym wątek w swoim czasie. W moim odczuciu MM najpierw roztropnie nie wydawała na ten temat osądu, pozostawiając sprawę otwartą. Później zrobiła z Bernarda nieudolnego pacykarza.
                                                • marutax Re: 20.06.18, 20:15
                                                  cynowapanienka napisał(a):

                                                  > Na początku BBB wygląda to tak, jakby aktorstwo przestało być dla Anieli najwię
                                                  > kszym życiowym marzeniem. Czyta książki, marzy, ale trochę czeka na gwiazdkę z
                                                  > nieba.
                                                  > Dla mnie to spójne. Aniela już w Kłamczusze nie lubiła się przemęczać i iść uta
                                                  > rtymi ścieżkami. Ona wcale nie prezentuje jakiejś wielkiej wytrwałości, by zost
                                                  > ać aktorką czy osiągnąć coś konkretnego.

                                                  W "Kłamczusze" Aniela ma 15 lat, a jej wiedza i umiejętności świadczą, że marzenie o aktorstwie to nie jest przelotna zachcianka kapryśnej nastolatki. Plan zbliżenia się do Pawełka wskazuje na determinację, pomysłowość i umiejętności organizacyjne. A także upór w dążeniu do celu. Nie wiem, skąd twierdzenie, że nie ma wytrwałości, by osiągnąć coś konkretnego. Właśnie teatr jest chyba jedynym pewnikiem w wizji przyszłości 15-letniej Anieli.

                                                  > Tym bardziej, wyobrażacie sobie, że id
                                                  > zie na nudną polonistykę czy historię? Potrzebowała środowiska, w którym mogłab
                                                  > y stylizować się na artystkę, żyć po swojemu i rozmawiać z koleżankami o czymś
                                                  > innym niż sesja i narzeczeni.

                                                  Ale skąd założenie, że polonistyka czy historia uniemożliwiają działalność artystyczną? Poloniści nie mogą zakładać studenckich zespołów teatralnych? O to właśnie chodzi i to było już kilkakrotnie powtórzone - Aniela nie tylko nie dostaje się na wydział aktorski, ona nie robi nic, by swoją pasję realizować! Nie próbuje zdawać po raz drugi czy trzeci. Nie angażuje się w żadne teatralne przedsięwzięcia. I tak dalej. Studiuje grafikę i to jakby amputuje jej teatralną pasję.

                                                  Grafika natomiast pojawia się tylko jako kierunek studiów z kosmosu i nie odgrywa w życiu Anieli żadnej roli. W "BBB" widzimy Anielę po kilku latach. Szybko pojawiają się fragmenty świadczące o jej miłości do teatru. Pod prysznicem deklamuje "Wesele", nadal czyta codziennie Raszewskiego... O zamiłowaniu do grafiki nie świadczy nic. O zainteresowaniu grafiką - także nic.
                                                  Tak samo jest w kolejnych tomach - Aniela jest postacią epizodyczną, ale pojawia się w sytuacjach, które coś o niej mówią. I ta Aniela z "Noelki" czy "Kalamburki" pasuje do Anieli z "Kłamczuchy" - trochę postrzelona, impulsywna, egotyczka, zakochana w teatrze, dominująca, przekonana, że zawsze ma rację, trochę gruboskórna... Jej portret jest w miarę spójny i wcale nie powierzchowny. Tymczasem "graficzny" fragment jej życia to czarna dziura.

                                                • kkokos Re: 28.06.18, 22:11
                                                  cynowapanienka napisał(a):

                                                  wyobrażacie sobie, że id
                                                  > zie na nudną polonistykę czy historię? Potrzebowała środowiska, w którym mogłab
                                                  > y stylizować się na artystkę, żyć po swojemu i rozmawiać z koleżankami o czymś
                                                  > innym niż sesja i narzeczeni.
                                                  >

                                                  matko i córko, nie wiem, co studiowałaś i kiedy (pedagogikę 10 lat temu?) ale zaręczam ci, że w latach 80. polonistyka i historia to były ostatnie wydziały, o których można powiedzieć, że tam tylko o sesji i narzeczonych. fakt, że uw jest większy od uam, więc może siłą rzeczy wydziały te były liczniejsze w warszawie i frakcja nudziarzy (obojga płci) ginęła w tłumie, ale dusz artystycznych było mnóstwo - i nie wierzę, że w poznaniu było dużo gorzej. fakt, historia była bardziej rozpolitykowana niż artystyczna, ale od barwnych osobowości też tam się roiło. a na polonistyce byli i pasjonujący się teatrem, i dziennikarstwem, i poezją - i to wszystko w takim półoficjalnym obiegu/wydawnictwach/imprezach buzowało aż miło!
                                                  • cynowapanienka Re: 28.06.18, 23:41
                                                    kkokos napisała:

                                                    > matko i córko, nie wiem, co studiowałaś i kiedy (pedagogikę 10 lat temu?) ale z
                                                    > aręczam ci, że w latach 80. polonistyka i historia to były ostatnie wydziały, o
                                                    > których można powiedzieć, że tam tylko o sesji i narzeczonych. fakt, że uw jes
                                                    > t większy od uam, więc może siłą rzeczy wydziały te były liczniejsze w warszawi
                                                    > e i frakcja nudziarzy (obojga płci) ginęła w tłumie, ale dusz artystycznych był
                                                    > o mnóstwo - i nie wierzę, że w poznaniu było dużo gorzej. fakt, historia była b
                                                    > ardziej rozpolitykowana niż artystyczna, ale od barwnych osobowości też tam się
                                                    > roiło. a na polonistyce byli i pasjonujący się teatrem, i dziennikarstwem, i p
                                                    > oezją - i to wszystko w takim półoficjalnym obiegu/wydawnictwach/imprezach buzo
                                                    > wało aż miło!

                                                    A skąd podejrzenie, że pedagogika 10 lat temu?? Bardzo daleko od prawdy, jeśli to ma jakiekolwiek znaczenie. Skoro Ty zaręczasz tak, to ja odwrotnie, że historia i polonistyka na innym wiodącym uniwersytecie (UJ) były dalekie od buzowania barwnymi kwiatami, w stanie (po)wojennym imprezy zwiędły, oryginałów chodziło sporo, artystycznych dusz znacznie mniej, inaczej niż na ASP. Jak zwykle mamy słowo przeciw słowu, tyle że w wątku zastanawiano się, co mogło skłonić Anielę do pójścia na grafikę, a nie dlaczego akurat historia czy polonistyka byłyby dla niej najlepszym środowiskiem.
                        • dakota77 Re: 20.06.18, 11:58
                          przymrozki napisała:

                          > Musimy. Tak jest w tekście. Od KK do matury Anieli minęły trzy lata. Czy się na
                          > m to podoba, czy nie, w tym czasie Aniela w jakiś sposób i z jakichś powodów sk
                          > ręciła w stronę grafiki.

                          Absolutnie nie musimy. W tekscie jest jedynie, ze Aniela poszla na grafike, nie wiadomo czemu. Nie mamy zadnych informacji o tym, zeby grafika zaczela sie interesowac, zeby sie uczyla rysunku. I powtorze po raz kolejny, ze wystarczyloby jedno zdanie ze strony autorki, tlumaczace czemu akurat grafika. Ale mam wrazenie, ze u MM zadzialalo to tak: sama studiowalam grafike, wrzuce ten kierunek mojej bohaterce, i juz. Bez zastanawiania sie, ze moglaby poslac Aniele na teatrologie na przyklad.
              • marutax Re: 20.06.18, 09:26
                mika_p napisała:

                > No i szerzej: kim innym jest 15-letni dzieciak, który się uczy, dorabia, nawet
                > młody lekarz na dorobku może wesprzeć młodziutką krewną śniadaniem czy miską zu
                > py (co taka pannica zje) - a kim innym dorosła, mająca zawód kobieta, która nie
                > pracuje, nie studiuje i goni za marzeniem.

                Potworia większość wypunktowała, ale jeszcze dopiszę - nikt nie sugerował, że Aniela powinna "nie pracować, nie studiować i gonić za marzeniami". Wręcz przeciwnie, kilkakrotnie pisałam, że jej studia na innym kierunku w sytuacji, kiedy nie dostała się na wymarzony wydział, są jak najbardziej realne i ok. Ale czy te studia uniemożliwiły jej kolejne próby zdawania na aktorstwo? Wykluczały dodatkowe zajęcia (jakieś 2 godziny tygodniowo), na których mogłaby poprawić swoje szanse? Czy jako studentka grafiki miała zakaz angażowania się w studenckie życie teatralne?
                • al-rubia Re: 20.06.18, 11:13
                  Ja cały czas się zastanawiam, jak te perturbacje ze studiami Anieli wpływają na budowanie jej jako postaci, jako osoby o określonym charakterze i wizerunku. I, niestety, nie jest z tym dobrze.
                  W Kłamczusze Aniela ma 15 lat i dla realizacji swoich celów życiowych wykorzystuje kuzynów w Poznaniu. W BBB Aniela ma 25 lat i dla realizacji swoich celów życiowych wykorzystuje kuzynkę w Poznaniu. Cel za każdym razem jest identyczny: zostać aktorką. Kłopot w tym, że Aniela przez ostatnich 5 lat nie zrobiła nic, żeby ten cel przybliżyć (podczas gdy jako uczennica zrobiła całkiem sporo, zważywszy jej oczytanie, opatrzenie, znajomość historii teatru. W podstawówce!). Raz oblany egzamin na studia aktorskie wcale tej bierności nie uzasadnia. Rezultat jest taki, że jeśli w Kłamczusze Aniela była zadzierzystą, przebojową nastolatką, która doskonale wie, czego chce i działa w sposób właściwy dla jej wieku, to w BBB Aniela jest wyrachowaną cwaniaczką, która też wie, czego chce, ale jedyną drogę do celu widzi w schlebianiu Józefinie (doskonale się składa, że w krytycznym okresie życia trafiła się jej kuzynka-aktorka, prawdziwy dar niebios).
                  Pomijając już prawdopodobieństwo, czy raczej nieprawdopodobieństwo przyznania roli w spektaklu suflerce - dla mnie takie ustawienie postaci jest jej ewidentnym zepsuciem. Pani MM nie wykorzystuje tu dość popularnego i trącącego dydaktycznym smrodkiem, lecz sprawdzającego się w literaturze schematu: bohater natrafia na przeszkody, lae zaciska zęby i z uporem usiłuje dotrzeć do celu, co mu się wreszcie udaje. Aniela nie podchodzi do egzaminu kolejny raz, nie próbuje zaistnieć na scenie studenckiej, lecz w wieku 24-25 lat łasi się do kuzynki, żeby ta jej cokolwiek załatwiła. Jakąkolwiek pracę w teatrze. Regres w porównaniu z Anielą nastoletnią jest ewidentny.
                  Nie mam pojęcia, dlaczego MM skomplikowała jej drogę życiową w ten właśnie sposób. Gdyby Aniela skończyła studia aktorskie i nie dostała angażu tam, gdzie studiowała, też mogłaby wrócić do Poznania (przecież nie do Łeby!) i zaczynać wszystko od początku, w środowisku mało sobie znanym. Kuzynka Józefina również byłaby wówczas na wagę złota, cała zaś akcja BBB rozwijałaby się prawie identycznie. Ze względów fabularnych cała ta wolta ze studiami jest kompletnie nieuzasadniona.
                • mika_p Re: 20.06.18, 11:49
                  > Ale czy te studia uniemożliwiły jej kolejne próby zdawania na aktorstwo?

                  A kto by za to zapłacił? Powtórne zdawanie do szkoły teatralnej (i odstanie się do niej) oznaczałoby, że ten pierwszy rok po maturze byłby zmarnowany z ekonomicznego punktu widzenia. Za to trzeba by Aniellę utrzymywać kolejny rok.
                  Teraz student studiów dziennych ma szersze możliwosci dorabiania niż w I połowie lat 80-tych, czyż nie? Jest więcej barów typu McDonalds, galerii czynnych w weekendy, promocji proszków w marketach, dowozu jedzenia, roznoszenia ulotek.
                  • zuzudanslemetro Re: 20.06.18, 12:48
                    Na aktorskim o ile nie trafi się studentowi chałtura w związku z zawodem to ma cienkie szanse na dorabianie, bowiem siedzi na uczelni od ósmej rano do ósmej wieczorem w ramach zajęć programowych a potem jeszcze do północy cyzeluje swoje role.
                    • briar_rose Re: 20.06.18, 22:12
                      Mnie dziwi, że zafiksowana na teatrze Aniela posiadająca krewną-aktorkę już wcześniej nie próbowała tego wykorzystać. No nie wiem, gdyby teatr był moją pasją, to wkręcałabym się na przedstawienia, prosiła o pozwolenie zwiedzania teatru od kulis czy przyglądaniu się pracy. Józefina zmaterializowała się trochę z powietrza.
                      • marutax Re: 20.06.18, 22:17
                        briar_rose napisał(a):

                        > Mnie dziwi, że zafiksowana na teatrze Aniela posiadająca krewną-aktorkę już wcz
                        > eśniej nie próbowała tego wykorzystać. No nie wiem, gdyby teatr był moją pasją,
                        > to wkręcałabym się na przedstawienia, prosiła o pozwolenie zwiedzania teatru o
                        > d kulis czy przyglądaniu się pracy. Józefina zmaterializowała się trochę z powi
                        > etrza.

                        Józefina dopiero od niedawna mieszkała w Poznaniu. Nie wiemy, gdzie przebywała wcześniej, może na drugim końcu Polski?

                    • turzyca Re: 20.06.18, 23:23
                      Bardziej bym uwierzyła w Anielę, która myciem kominów latem zarabia na studia aktorskie, niż w Anielę, która nie podchodzi drugi raz do egzaminu.
                      • joasia.skora Re: 26.06.18, 08:21
                        A ja jakoś wierzę. Przeczytałam całą dyskusję i myślę, że ludziom, którym się nie przelewa, otwiera się pewna pragmatyczna strona osobowości. Jeśli Aniela zdała na grafikę i z powodzeniem, zainteresowaniem skończyła pierwszy rok - to co, miała porzucić studia? Na takie "romantyczne" zrywy stać jedynie dzieci bogaczy, którzy mogą sobie próbować. Aniela mogła sercem i się wyrywać na kolejne egzaminy, ale życie witało ją mocnym kopniakiem w potylicę. Poza tym - Aniela, jest tylko pozornie pewna siebie - w głębi duszy mogło się w niej zachwiać poczucie, że jest utalentowana. Wiecie - wielka gwiazda w liceum, pasja teatralna od dziecka, wrodzony talent (Franciszka Wyrobek), a tu przepadła na egzaminach. Choćby nie wiem, jak ktoś byłby pewny siebie, musiałby się zastanowić, czy aby na pewno jest utalentowany.
                        No i grafika jest blisko poligrafii, zwłaszcza grafika użytkowa, DTP. A jak już tu przypominałyście, ona dość szybko zafascynowała się tematyką przedmiotów zawodowych w tym przypadkowym liceum, wręcz opowiadała o nich z gwiazdką w oku. Aniela ze stabilnym zawodem może już ryzykować kolejne podejścia do swojej teatralnej pasji. ;)

                        A co do Bernarda - fakt, jeszcze w BB go jakoś tolerowałam, ale potem budził we mnie tylko jakieś takie obrzydzenie. Ten "kitelek" założony na gołe ciało. W ogóle uważam, że jest to najbardziej nierealistyczna postać, totalnie w nią nie wierzę. Równie dobrze mógłby być wytworem wyobraźni jednej z postaci - nie ma takich ludzi. Aż takich (ekscentrycznych, niefrasobliwych). No i niespójnych: w PBB wykazuje się niezwykłą subtelnością i wyczuciem chwili i podkłada po kryjomy zwitek pieniędzy dla Anieli, oddając praktycznie wszystko, co miał (urocze), a potem - tak jak mówiłyście - empatia czołgu, brak taktu, wręcz jakaś taka aspergerowska szczerość. Co przy jednoczesnej poetyckiej naturze, bogatym, obrazowym języku jest mieszanką po prostu niemożliwą. ;) To moje zdanie oczywiście. Może po prostu nie znam za wielu ludzi i może zaściankowość przeze mnie przemawia. ;)
                        • marutax Re: 26.06.18, 08:52
                          joasia.skora napisała:

                          > A Jeśli Aniela zdała na grafikę i z powodzeniem, zainteresowaniem skończyła pierwszy rok - to
                          > co, miała porzucić studia? Na takie "romantyczne" zrywy stać jedynie dzieci bogacz
                          > y, którzy mogą sobie próbować. Aniela mogła sercem i się wyrywać na kolejne egz
                          > aminy, ale życie witało ją mocnym kopniakiem w potylicę.

                          Ale nie chodzi o to, żeby Aniela porzucała studia ze względu na egzaminy! Tylko że - studiując grafikę - do tych egzaminów nie przystąpiła. Przecież to, że studiowała inny kierunek, nie blokowało jej możliwości zdawania na ten wymarzony. Nie dostałaby się - zostałaby na grafice. Dostała - mogłaby na spokojnie zdecydować, co dalej.
                          A druga sprawa - ona nie tylko nie próbowała zmienić kierunku studiów, ona całkiem zrezygnowała z rozwijania swojej największej (i ponoć cały czas trwającej) pasji. OK, jest na grafice, nie może dostać się na wydział aktorski. W tym wątku wymieniano szereg możliwości, by jednak była związana z teatrem. Aniela z żadnej z nich nie skorzystała. Do licha, Mila studiująca ekonomię była gwiazdą studenckiego kabaretu! A o wiele bardziej zorientowana na karierę sceniczną Anielka przesiedziała pięć lat czytając "Historię teatru"?
                          • joasia.skora Re: 26.06.18, 08:59
                            No może się w pewnym sensie poddała po prostu... Straciła zapał, wiarę w siebie, w swój talent. To mi do niej pasuje - osoba, która zdejmuje okulary, żeby się bardziej spodobać. To kupka kompleksów. Też jestem z małego miasta, po prostu rodzimy się z takim strachem przed ryzykiem. Na pewno są i osoby przebojowe. Ale z większości jednak ta małomiasteczkowość nie wychodzi. Ja np. dopiero po czterdziestce uwierzyłam w to, że mogę się spełniać i zarabiać na tym, co kocham. I kochałam to już w liceum, nie przeszkodziło mi to skończyć "nie-taki" kierunek studiów i 16 lat pracy w szkole (never more!).

                            Ale w sumie może masz i rację - jakoś nie podejrzewam MM o tak wnikliwe, wielowarstwowe budowanie postaci. ;) Rozpędziłam się. :D
                            • gat45 Re: 26.06.18, 09:49
                              joasia.skora napisała:

                              [...]
                              >
                              > Ale w sumie może masz i rację - jakoś nie podejrzewam MM o tak wnikliwe, wielow
                              > arstwowe budowanie postaci. ;) Rozpędziłam się. :D

                              Chronicznym problemem pani MM jest to, że tworzy całkiem nieźle zarysowane postaci, ale chyba się do nich nie przywiązuje, bo najwyraźniej nie pamięta, jakimi cechami je obdarzyła. Wyjątkiem tu jest Gaba, której przejście od dzielnej dziewczyny do drgającej bródki jest względnie dobrze poprowadzone. A może tylko Gabę lubi, a pozostałych swoich bohaterów uważa za niegodnych jej zainteresowania ? Nie wiem, ale odnotowałam nie tylko psucie postaci, ale po prostu mnóstwo niespójności sylwetek. No ale ja mam tę przewagę(?), że cały cykl przeczytałam 3 lata temu, po kolei i ciurkiem :)
                              • marutax Re: 26.06.18, 10:19
                                gat45 napisała:


                                > Chronicznym problemem pani MM jest to, że tworzy całkiem nieźle zarysowane post
                                > aci, ale chyba się do nich nie przywiązuje, bo najwyraźniej nie pamięta, jakimi
                                > cechami je obdarzyła.

                                To - mam wrażenie - nie tylko swoista amnezja, ale też lenistwo i zafiksowanie na pomyśle Borejczady, czyli sagi rodzinno-koleżeńskiej, ciągnącej się latami i zapełnionej tymi samymi bohaterami (lub ich potomkami). W rezultacie kiedy MM tworzy kolejną historię to upiera się, by jej bohaterami były znane już postacie, nie przejmując się, że fabuła wymaga, by owe postacie prezentowały określone cechy charakteru, niekoniecznie spójne ze swoim dawnym wizerunkiem. Autorka potrzebuje delikatnej, szemrzącej nauczycielki? O, wyciągnijmy Aurelię, co tam, że nie pasuje! Bohater ma być skonfliktowany z ojcem-materialistą? Ojcem niech będzie Kowalik, co tam, że gania do Borejków bezinteresownie i na każde zawołanie, to o niczym nie świadczy...

                                Miałam właśnie bardzo silne przeczucie, że "Chucherko" będzie wnuczką Loni...
                          • kkokos Re: 28.06.18, 21:55
                            marutax napisała:

                            Przecież to, że st
                            > udiowała inny kierunek, nie blokowało jej możliwości zdawania na ten wymarzony.
                            > Nie dostałaby się - zostałaby na grafice. Dostała - mogłaby na spokojnie zdecy
                            > dować, co dalej.

                            znów tak dla porządku - w latach 80. było to trudniejsze, bo przecież zdawało się wyłącznie na jeden wybrany kierunek, a nie składało się papierów na pięć kierunków jednocześnie, jak teraz. i nie wszystkie wydziały akceptowały na egzaminach duplikaty matur, trzeba było złożyć oryginał. a jeśli studiowałeś, to przecież twoja matura leżała na uczelni, a nawet niektóre szkoły pomaturalne (nie mówiąc już o uczelniach) niechętnie "pożyczały" swym uczniom matury na te egzaminy - w ramach polityki "wiesz, bo po jesteś u nas i chcesz tu być, a jak ci nie zależy, to droga wolna". być może w przypadku uczelni artystycznych było inaczej, akceptowały wszystko podczas egzaminów (zwłaszcza że były one zwykle wcześniej niż na zwykłe wydziały), byle tylko po decyzji o przyjęciu donieść oryginał matury, ale pewności nie mamy.
                            • jottka Re: 28.06.18, 23:49
                              a wiesz, że ty masz racje.. mam mętne wrażenie, że można było złożyć papiery na kierunek artystyczny plus coś 'normalnego', to było później i był czas przenieść dokumenty po ew. porażce, ale tu Aniela musiałaby obstawiać dwa artystyczne i to faktycznie mogło być niemożliwe w jednym roku.
                              • al-rubia Re: 29.06.18, 07:36
                                Tak właśnie było - składało się papiery na kierunek artystyczny i jakiś drugi, na którym egzaminy rozpoczynały się w "normalnym" terminie, wyznaczonym zresztą przez ministerstwo. Ktoś, kto odpadł na ASP czy PWST, mógł bez problemu zdawać na polonistykę, historię czy historię sztuki. Zwłaszcza ta ostatnia była miejscem, gdzie gromadziły się rozmaite artystyczne dusze, liczące, że w następnym roku będą miały więcej szczęścia na uczelniach artystycznych. Pewnie i dlatego na historię sztuki niełatwo było się dostać, ale "zwykła" historia, traktowana jako roczna przechowalnia, to wariant całkiem realistyczny.
                                • zuzudanslemetro Re: 09.07.18, 19:24
                                  al-rubia napisał(a):

                                  > Tak właśnie było - składało się papiery na kierunek artystyczny i jakiś drugi,
                                  > na którym egzaminy rozpoczynały się w "normalnym" terminie, wyznaczonym zresztą
                                  > przez ministerstwo. Ktoś, kto odpadł na ASP czy PWST, mógł bez problemu zdawać
                                  > na polonistykę, historię czy historię sztuki. Zwłaszcza ta ostatnia była miejs
                                  > cem, gdzie gromadziły się rozmaite artystyczne dusze, liczące, że w następnym r
                                  > oku będą miały więcej szczęścia na uczelniach artystycznych. Pewnie i dlatego n
                                  > a historię sztuki niełatwo było się dostać, ale "zwykła" historia, traktowana j
                                  > ako roczna przechowalnia, to wariant całkiem realistyczny.
                                  >
                                  Nadal tak jest. Egzaminy na artystyczne kierunki nadal są, a kandydat oprócz tego składa jeszcze papiery na filozofię lub socjologię, żeby przezimować.
                                  • zuzudanslemetro Re: 09.07.18, 19:26
                                    Mało tego! Egzaminy na aktorski w czasach kiedy ja zdawałam, czyli 15 lat temu, były tak ustawione na uczelniach teatralnych, że kandydat na dobrą sprawę mógł złożyć dokumenty wszędzie i przynajmniej dwa pierwsze etapy (o ile nie odpadł od razu na pierwszym) bezkolizyjnie załatwić w różnych częściach kraju.
    • potworia Re: "Zepsucie" postaci 18.06.18, 22:35
      Pulpecja, bredząca rzewnie przy łożu boleści Gabrieli. Nie, lęk o siostrę nie usprawiedliwia tego, co toczyło się z jej ust pąkowia - rewelacji o uszach Romowego Clooneya i Laurowej produkcji córeczek z udziałem syna sąsiadów. Ble.
      Patrycję z Pulpecji bardzo lubię, małą Pulpę z KK uwielbiam.
      • zuzudanslemetro Re: "Zepsucie" postaci 20.06.18, 06:53
        Ja bym broniła bredzenia Pulpecji. Ilekroć mój osobisty dziadek lądował w szpitalu (a jak to bywa u ludzi z żelaznym zdrowiem, lądował na granicy śmierci), tylekroć ja przerażona i wiedząc, że on też jest przerażony, gadałam do niego różne głupotki, żeby odwrócić jego myśli od jego stanu. A jak on widział, że ja jestem przerażona jego stanem to opowiadał mi dla odmiany różne historyjki. Taki rodzaj troski i - jestem tego pewna - wyraz ogromnej miłości.
    • haszyszymora Re: "Zepsucie" postaci 25.06.18, 21:38
      Laura w Języku Trolli. Przez całe dzieciństwo i wczesne nastolęctwo Tygrys była pisana jako może niezbyt sympatyczna, ale inteligentna, charakterna i niepozbawiona uroku małolata, by w klasie maturalnej znienacka przedzierzgnąć się w desperatkę, która labidzi, że jeszcze nie wyszła za mąż. Potem już niestety szło konsekwentnie w tę stronę, a skończyło się sarenką w garsonce.
      • szarotkaaaa Re: "Zepsucie" postaci 26.06.18, 02:31
        haszyszymora napisał(a):

        > Laura w Języku Trolli. Przez całe dzieciństwo i wczesne nastolęctwo Tygrys była
        > pisana jako może niezbyt sympatyczna, ale inteligentna, charakterna i niepozba
        > wiona uroku małolata, by w klasie maturalnej znienacka przedzierzgnąć się w des
        > peratkę, która labidzi, że jeszcze nie wyszła za mąż.Potem już niestety szło k
        > onsekwentnie w tę stronę, a skończyło się sarenką w garsonce.
        O tak, bardzo żal mi Laury. Była moja ulubioną postacią, z którą się identyfikowałam. Myślę, że za jej powstanie we wczesnej formie mogły odpowiadać dobre korektorki. Wyglądem i charakterem znacznie odróżnia się od reszty stadła, niestety, ulega błyskawicznej przemianie w sploszoną sarenkę, której ktoś szoruje mydłem twarz, rwie grzebieniem włosy z głowy i ubiera w spróchniałą garsonkę.
        Moja Laura nigdy by nikomu na to nie pozwoliła. Po pierwsze, jej wymarzoną stylizacją na ślub nie byłaby barokowa suknia, posklejana fryzura i odpustowy makijaż. Raczej tiulowa spódnica i czerwone trampki. Laura nigdy wcześniej nie przejawiała złego gustu i uważam, że został.jej dopisany by uwydatnić przemianę, jaka przechodzi dzięki Adamowi. Przy okazji, zostaje prekursorką ruchu bezwolnych firan na ślubnym kobiercu.
      • przymrozki Re: "Zepsucie" postaci 26.06.18, 08:16
        haszyszymora napisał(a):

        > Laura w Języku Trolli. Przez całe dzieciństwo i wczesne nastolęctwo Tygrys była
        > pisana jako może niezbyt sympatyczna, ale inteligentna, charakterna i niepozba
        > wiona uroku małolata, by w klasie maturalnej znienacka przedzierzgnąć się w des
        > peratkę, która labidzi, że jeszcze nie wyszła za mąż.

        Laura zawsze przyklejała się do obcych panów, byle tylko okazali jej zainteresowanie i uczucie. Charakterna i niezależna nie była nigdy, jej wybryki służyły temu, żeby matka ją zauważyła (w TiR mamy np. opis tygrysiej satysfakcji z łzawej reakcji Gaby na pyskowanie, nawet podczas wyprawy do Torunia 3/4 jej myśli było poświęcone matce). Ciągnięcie każdej napotkanej pary spodni przed ołtarz jest, moim zdaniem, logiczną kontynuacją jej postaci.

        Natomiast też trudno mi uwierzyć, żeby dziewczyna z taką traumą (na ile poważną, na ile wydumaną - to nie ma znaczenia, ważne, że ona uważała, że nie jest kochana) zmieniła się i uwierzyła w szczerość intencji Adaaaaama tylko dzięki Pyziakowi ex machina.
        • malgorzata_madej Re: "Zepsucie" postaci 26.06.18, 13:22
          przymrozki napisała:
          >
          > Natomiast też trudno mi uwierzyć, żeby dziewczyna z taką traumą (na ile poważną
          > , na ile wydumaną - to nie ma znaczenia, ważne, że ona uważała, że nie jest koc
          > hana) zmieniła się i uwierzyła w szczerość intencji Adaaaaama tylko dzięki Pyzi
          > akowi ex machina.


          Doprowadziwszy znienawidzonego ojca do udaru, Laura odzyskała poczucie sprawczości i uwolniła się od traumy.
        • tt-tka Re: "Zepsucie" postaci 26.06.18, 21:36
          przymrozki napisała:



          >
          > Laura zawsze przyklejała się do obcych panów, byle tylko okazali jej zaintereso
          > wanie i uczucie. Charakterna i niezależna nie była nigdy, jej wybryki służyły t
          > emu, żeby matka ją zauważyła (w TiR mamy np. opis tygrysiej satysfakcji z łzawe
          > j reakcji Gaby na pyskowanie, nawet podczas wyprawy do Torunia 3/4 jej myśli by
          > ło poświęcone matce).

          Tez jestem tego zdania. A od pewnego czasu (urodzenie sie Ignasia, nie wiem, czy to tylko zbieznosc w czasie, czy i zwiazek przyczynowo-skutkowy) zaczyna gnebic kazdego, kogo zdola - Pyze, Natalie.
          To sie konczy, gdy Pyza ma juz Fryca i przestaje zwracac uwage na siostre i jej zachowania, a Natalia wybywa z domu. Wtedy Laura zamienia sie w desperatke, ktokolwiek, byle dla niego ona byla najwazniejsza !

          >Ciągnięcie każdej napotkanej pary spodni przed ołtarz jes
          > t, moim zdaniem, logiczną kontynuacją jej postaci.

          I owszem. Franz byl niezainteresowany, Lelujki tez (Adrian przelozyl cieleta w Belgii nad nia !), Wolfi wyjechal z Bodziem... no to jak Adam sie przykleil i ani myslal odklejac, to juz cud miod i orzeszki. Ona ani go nie zna na dobra sprawe, ani nie rozkminia jego postepowania - wazne, ze jest i nie zamierza zniknac.



        • haszyszymora Re: "Zepsucie" postaci 26.06.18, 22:56
          >Laura zawsze przyklejała się do obcych panów, byle tylko okazali jej zainteresowanie i uczucie. Charakterna i niezależna nie >była nigdy, jej wybryki służyły temu, żeby matka ją zauważyła (w TiR mamy np. opis tygrysiej satysfakcji z łzawej reakcji >Gaby na pyskowanie, nawet podczas wyprawy do Torunia 3/4 jej myśli było poświęcone matce). Ciągnięcie każdej >napotkanej pary spodni przed ołtarz jest, moim zdaniem, logiczną kontynuacją jej postaci.

          Hm, z robieniem na złość to szczera prawda, ale myślę, że niezależnie od motywacji, Laura wykazała dużą niezależność, łamiąc pyziacze tabu. W sytuacji, gdy dorosłe baby chodzą wokół Gaby na palcach, Tygrys uparcie pyta i drąży, nie daje się zbyć łzami ni frazesami - ba, podchodzi do tej histerii ze zdrowym krytycyzmem. Umie nazwać rzeczy po imieniu: nazywa literaturą bajdurzenia Gaby i wytyka Mili zlewanie tematu. I oczywiście, mogła drążyć i uciekać na złość matce, ale już rozmowy ze zdjęciem Pyziaka czy buszowanie za nim w internecie wydawały się płynąć ze szczerej, osobistej potrzeby.

          Co do klejenia się - szczera prawda, za portkami Laura uganiała się zawsze, ale jednak aż do JT było to inaczej opisywane. Tygrys-lolitka potrafiła być ujmująca, kiedy chciała, i to wyraźnie działało, wszyscy upatrzeni wujkowie ją lubili, koledzy z klasy zasypywali walentynkami, na pierwszą randkę szła w wieku lat dwunastu. Poza tym była wybredna! Grzegorza jawnie oprotestowała, Marcelka lekceważyła (wtedy Pulpa przyznała jej oko do mężczyzn), do Roberta też nie pałała entuzjazmem, koledze z randki dała kosza.

          Laura z JT jest karykaturalna. Żenująca nawet dla innych bohaterów (ta scena, gdy zagaduje na śmierć Franza) i tak zdesperowana, że wydaje się cieszyć nawet z zaczepek dresów. Niby cechy charakteru te same, ale akcenty poprzesuwane tak, że aż smutno się robi.
          • tt-tka Re: "Zepsucie" postaci 26.06.18, 23:48
            haszyszymora napisał(a):

            > , mogła drążyć i uciekać na złość matce, al
            > e już rozmowy ze zdjęciem Pyziaka czy buszowanie za nim w internecie wydawały s
            > ię płynąć ze szczerej, osobistej potrzeby.

            Ale to byla caly czas ta sama potrzeba (skadinad zrozumiala) - byc dla kogos najwazniejsza ! A Laurze zdawalo sie/wymyslila sobie, ze z tym nieznanym ojcem ona jedna zrozumie sie, on jeden ja doceni, zauwazy jej wyjatkowosc itd. Kiedy poznala osobe z rodziny ojca, przeszlo jej jak reka odjal. Ojciec nie taki, jak sobie wymyslila, to juz najwazniejsze staje sie, ze zostawil "taka kobiete jak mama" - juz nie ma potrzeby dowiedziec sie czegos, poznac racje, znika krytycyzm i zauwazanie wad Gaby/Babi.



            • jottka Re: "Zepsucie" postaci 27.06.18, 11:21
              ja bym powiedziała, że opis dziecka z potężną i nieleczoną traumą jest całkiem przekonujący - ona całą swoją pewność siebie, że tak powiem, zasadzała na hipotetycznym uwielbieniu ojca, gdyby go tylko spotkała. a od bliskiej mu osoby dowiaduje się nagle, że (znowu) jest nikim. wstrząs jak malowanie, trauma nam się pogłębia lotem koszącym, spójność psychiczną ratować trzeba, no to chwytamy się w desperacji pierwszej z brzegu gałęzi (ten-wredny-ojciec-co-zniszczył-taką-kobietę-jak-matka!). nikomu nic nie trzeba tłumaczyć, nagły aplauz otoczenia zapewniony, a że skutki tragiczne, to już ktoś z zewnątrz musiałby zauważyć i chcieć (i umieć) pomóc.

              czyli jak już wielekroć pisano - postacie Jeżycjady bardzo trafnie rozmaite traumy i defekty psychiczne do patologii włącznie opisują, tylko autorka sama nie wie, o czym pisze... szkoda.
              • gat45 Re: "Zepsucie" postaci 28.06.18, 23:11
                jottka napisała:

                > ja bym powiedziała, że opis dziecka z potężną i nieleczoną traumą jest całkiem
                > przekonujący - ona całą swoją pewność siebie, że tak powiem, zasadzała na hipot
                > etycznym uwielbieniu ojca, gdyby go tylko spotkała. a od bliskiej mu osoby dowi
                > aduje się nagle, że (znowu) jest nikim. wstrząs jak malowanie, trauma nam się p
                > ogłębia lotem koszącym, spójność psychiczną ratować trzeba, no to chwytamy się
                > w desperacji pierwszej z brzegu gałęzi (ten-wredny-ojciec-co-zniszczył-taką-kob
                > ietę-jak-matka!). nikomu nic nie trzeba tłumaczyć, nagły aplauz otoczenia zapew
                > niony, a że skutki tragiczne, to już ktoś z zewnątrz musiałby zauważyć i chcieć
                > (i umieć) pomóc.
                >

                Uwielbiam pogłębianie lotem koszącym ! Widzę to (w wyobraźni)
                • jottka Re: "Zepsucie" postaci 28.06.18, 23:27
                  nie możesz:) trauma się pogłębia w otchłań absolutną, a ofiara w nią właśnie pikuje i na tym polega rozpacz:)
      • sayoasiel Re: "Zepsucie" postaci 26.06.18, 09:39
        wyobrażam sobie to jako anegdotkę dydaktyczną. 'Nie rób tak i tak,bo skończysz jak sarenka w garsonce'.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka