Dodaj do ulubionych

"Nowa Szymborska"

10.01.05, 12:18
Znacie może wiersz BAL z ostatniego tomiku Szymborskiej-"Chwila" A może
próbowaliście sił w jego interpretacji??? Jesli tak, to prosze o
Wasze "literackie" głosy :) Pozdrówka.
Obserwuj wątek
        • Gość: Grzech Czy bełkot, tolerasto, jest jedynym argumentem? IP: *.cro.citynet.pl 11.01.05, 16:36
          Ja pytałem serio. Co trzeba przeczytać michnistki-flecistki Szymborskiej lub
          lizodupa Konwickiego, by mieć Twój poziom chamskich wypowiedzi, jaki
          zaprezentowałeś wyżej?
          Czy Szymborska kiedykolwiek na serio odcięła się od swej
          czerwonej "tfurczości", czy przeprosiła szkalowanych przez nią ludzi? Czy
          przypadkiem nie gardłowała czerwonym, bo tak się opłacało, a potem nie
          przerzuciła się na rewizjonizm, by dalej - kiedy już można było trochę podnieść
          głowę (choć niektórzy nigdy jej nie pochylili - nawet w megazbrodniczych
          latach 40. i 50.) - móc zarobkować na włażeniu w dupę silniejszym? Czy potem,
          już w "wyzwolonej" nie gardłowała przeciw lustracji, dekomunizacji, przeciw
          elementarnym aktom sprawiedliwości?
          Ktoś już celnie w innym temacie podał celnie Twoją charakterystykę lewaka,
          nawet słowa nie napisałeś w odpowiedzi, podobnie jak na kilkanaście pytań
          forumowiczów. Tylko wrzucić dwa zdania opatrzone przymiotnikami, bez pokrycia i
          dawaj dyla, jak ktoś zaczyna punktować. A już godłem dziennikarzy i
          czytelników "Gazrury Wygodnej" jest postępowanie wobec innych, jeśli brak
          argumentów, polegające na personalnych inwektywach. Normalnie za to dostałbyś
          po twarzy lub ktoś powiedziałby Ci w cztery oczy męskie słowo, ale w sieci
          uchodzi Ci to na sucho.
          Doucz się, za friko, różowy młotku:
          Wisława Szymborska
          TEN DZIEŃ
          "Życie Literackie" nr 11/61 z 15 marca 1953 r.

          Jeszcze dzwonek, ostry dzwonek w uszach brzmi.
          Kto u progu? Z jaką wieścią, i tak wcześnie?
          Nie chcę wiedzieć. Może ciągle jestem we śnie.
          Nie podejdę, nie otworzę drzwi.

          Czy to ranek na oknami, mroźna skra
          tak oślepia, że dokoła patrzę łzami?
          Czy to zegar tak zadudnił sekundami.
          Czy to moje własne serce werbel gra?

          Póki nikt z was nie wypowie pierwszych słów,
          brak pewności jest nadzieją, towarzysze.
          Milczę. Wiedzą, że to czego nie chcę słyszeć -
          muszę czytać z pochylonych głów.

          Jaki rozkaz przekazuje nam
          na sztandarach rewolucji profil czwarty?
          - Pod sztandarem rewolucji wzmacniać warty!
          Wzmocnić warty u wszystkich bram!

          Oto Partia - ludzkości wzrok.
          Oto Partia: siła ludów i sumienie.
          Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie.
          Jego Partia rozgarnia mrok.

          Niewzruszony drukarski znak
          drżenia ręki mej piszącej nie przekaże,
          nie wykrzywi go ból, łza nie zmaże.
          A to słusznie. A to nawet lepiej tak."

          W lutym 1953 podpisała się pod wspólną rezolucją członków ZLP potępiającą
          skazanych w styczniu 1953 duchownych z kurii krakowskiej. Oto cytat z tej
          rezolucji: "W ostatnich dniach toczył się w Krakowie proces grupy szpiegów
          amerykańskich, powiązanych z krakowską Kurią Metropolitalną. My zebrani w dniu
          3 lutego 1953 r. członkowie krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich
          wyrażamy bezwzględne potępienie dla zdrajców Ojczyzny, którzy wykorzystując swe
          duchowe stanowiska i wpływy na część młodzieży skupionej w KSMM działali wrogo
          wobec narodu i państwa, uprawiali - za amerykańskie pieniądze - szpiegostwo i
          dywersję. Potępiamy tych dostojników z wyższej hierarchii kościelnej, którzy
          sprzyjali knowaniom antypolskim i okazywali zdrajcom pomoc, oraz niszczyli
          cenne zabytki kulturalne. Wobec tych faktów zobowiązujemy się w twórczości
          swojej jeszcze bardziej bojowo i wnikliwiej niż dotychczas podejmować aktualne
          problemy walki o socjalizm i ostrzej piętnować wrogów narodu - dla dobra Polski
          silnej i sprawiedliwej". [Szymborska miała wtedy 30 lat – to wystarczająco
          dużo, by spostrzec, że się siedzi w bagnie po uszy, albo jeszcze głębiej –G.].

          W 1964 r. m.in. Szymborska potępiała radio Wolna Europa pisząc "...wyrażamy
          stanowczy protest przeciwko uprawianej na łamach prasy zachodniej ...
          zorganizowanej kampanii oczerniającej Polskę Ludową...".

          W 1992 r. na łamach "Gazety Wyborczej" opublikowała wiersz "Nienawiść",
          potępiający lustrację i jej zwolenników. O wierszu tym Michnik pisał: "Niechaj
          jego przesłanie będzie i naszym głosem w sporze z nikczemnością i nienawiścią".
          (podano za: szwilk.republika.pl/okiem/index2.html?cnota/szymborska.htm&3)

          Szkoda, że ta starsza pani nie chce dalej lansować swej
          niepowtarzalnej twórczości z lat, kiedy wchodziła komunistom bez środków
          nawilżających, np. przypominając wierszyki w rodzaju "Nowa Huta buduje
          człowieka" ("Kraków. Wczoraj. Dziś. Jutro", PTTK, Kraków 1951). Przykład
          serwilizmu i czerpania korzyści – ta inwestycja to był odwet za wybory w 1947
          r., w których Kraków pokazał zgięty łokieć czerwonym. Zabrano pod budowę tego
          giganta najlepsze ziemie rolne, przez kilkadziesiąt lat mieszkańcy SKM i okolic
          systematycznie byli zatruwani w stopniu kryminogennym. Szymborska, żeby było
          śmieszniej, sama mieszka w Krakowie od 1931 r.

          Jak powiedział Jackowi Trznadlowi Zbigniew Herbert ("Hańba domowa", Lublin
          1990, s. 183), cytat: "Językoznawca" powiedział, że nie trzeba kupować narodu,
          wystarczy mieć tych inżynierów dusz i to zupełnie załatwia problem zniewolenia.
          Władza potrzebowała legitymizacji i legitymizacja wyszła od strony inteligencji
          tak zwanej twórczej, przede wszystkim od literatów (...)".
          Op. cit., s. 201: "Tak, to co powinno nas łączyć, to pewna niezbywalność
          ludzkiego sumienia. Intelektualista jest po to, żeby myślał sam na własny
          rachunek, nawet przeciwko wszystkim, za to jest opłacany albo bity, wszystko
          jedno, to jest jego psi obowiązek - klerka. Prawda obowiązuje zawsze. Nie wolno
          wyzbywać się swojej indywidualości (...)".

          Szymborska - rocznik 1923
          Herbert - rocznik 1924

          Cytuję poniżej za: Romuald Bury, "Polskie Jutro", 7 grudnia 2002 r.

          WISŁAWA SZYMBORSKA - czyli od Stalina do Unii

          Im bliżej zakończenia negocjacji i rozstrzygnięcia, czy Polacy faktycznie chcą
          wejścia do Unii Europejskiej na zasadach przez nią narzuconych, tym bardziej
          atmosfera robi się nerwowa. W dniu 11 listopada, czyli w Święto Niepodległości
          zawodowe "autorytety moralne" oraz garść innych obywateli III RP podpisali
          apel, zwany "Wawelskim". Wśród jego sygnatariuszy znalazła się laureatka
          Nagrody Nobla z 1996 roku w dziedzinie literatury, Wisława Szymborska. Takie
          podpisy mają zwiększyć wagę apelu i nakłonić osoby niezdecydowane, aby owczym
          pędem zwiększyły grono euroentuzjastów.
          Wisława Szymborska ma w tym zakresie spore doświadczenie, albowiem podpisuje
          różne apele już od półwiecza. Jeśli zatem podpisała i ten apel, warto przyjrzeć
          się jej kwalifikacjom moralnym.

          Przyszła poetka urodziła się w 1923 roku w Kórniku jako córka Wincentego
          Szymborskiego, zarządcy dóbr Władysława Zamoyskiego i Anny z domu Rottermund. O
          jej życiu w PRL-u wiadomo naprawdę niewiele, Szymborska otacza się bowiem
          nimbem tajemniczości, a o sobie nie chce mówić. Nie wiadomo, czy to tylko
          przekora, czy także niechęć wspominania wstydliwej przeszłości?

          Poetka nie mówi prawdy

          Zadebiutowała dość późno, bowiem miało to miejsce 14 marca 1945 roku, w pisemku
          kierowanym przez komunistycznego propagandzistę nie najwyższych lotów - Jerzego
          Putramenta. Jej ówczesne wiersze były ocenione jako bardzo słabe, ale po
          przeróbkach, dokonanych w redakcji, co nieco jednak ukazało się drukiem. Ich
          autorka zgłosiła się natychmiast po... honorarium. Później jednak produkowała
          wiersze taśmowo, a w 1952 roku, podczas najczarniejszej nocy stalinowskiej,
          ukazał się jej pierwszy tomik. Jakie czasy, takie wiersze...
          Kolejny tom, opublikowany w 1954 roku, gdy stalinizm nieco już tajał, jest taki
          sam. Oto próbki jej ówczesnej twórczości:

          Partia. Należąc do niej, z nią działać, z nią marzyć, z nią w planach
          nieulękłych, z nią w trosce bezsennej - Wierz mi to najpiękniejsze, co się może
          zdarzyć w czasie naszej młodości - gwiazdy dwuramiennej.

          Były też wiersze do towarzysza Stalina, "Młodzieży budującej Nową
          Hutę", "Robotnik nasz mówi o imperialistach", "Lenin"... Cała gama trujących
          zachwytów, budzących dziś obrzydzenie, w dodatku wątpliwych pod względem
          warsztatu
        • Gość: Grzech Cd. Czy bełkot jest, tolerasto, jest jedynym arg.? IP: *.cro.citynet.pl 11.01.05, 16:39
          Były też wiersze do towarzysza Stalina, "Młodzieży budującej Nową
          Hutę", "Robotnik nasz mówi o imperialistach", "Lenin"... Cała gama trujących
          zachwytów, budzących dziś obrzydzenie, w dodatku wątpliwych pod względem
          warsztatu, nie mówiąc o polocie. Co więc robi nasza bohaterka? Konsekwentnie
          pomija ten okres milczeniem, korzystając z orwellowskiej formuły mówiącej, że
          to, co nie nazwane, nie istnieje. Tego jednak nie da się wymazać z pamięci.
          Dopiero w 1991 roku zaczęła nieśmiało nawiązywać do tamtej twórczości, szukając
          jednak dla siebie (i swych "dzieł") usprawiedliwienia: "Należałam do pokolenia,
          które uwierzyło. Ja uwierzyłam. Wypełniałam swoje 'wierszowane zadania' z
          przekonaniem, że robię dobrze. Jest to najgorsze doświadczenie w moim życiu".
          Można powiedzieć, że każdy ma prawo do błędów. To prawda - miała je zatem i
          Szymborska. Ale błędy należy naprawiać, należy głośno i wyraźnie się od nich
          uwolnić. Na to już poetki nie było stać. Może brak odwagi w rozgrzebywaniu
          przeszłości, która jest - jak już dobrze wiemy - bardziej ponura, może jednak
          nostalgia za młodymi laty, okresem wzniesień i głębokiej wiary (choćby i w
          Lenina czy Stalina)? Tego się niestety, od Szymborskiej dowiedzieć nie można.

          Specyficzna wrażliwość moralna

          Dziś poetka nie zamyka się w swej literackiej "twierdzy" i nie ogranicza swej
          aktywności do poezji. Jest aktywna politycznie - służy swym nazwiskiem
          konającej Unii Wolności (którą wspiera zresztą od początku). Z całkowitym
          oddaniem poparła Adama Michnika i jego gazetę w walce z lustracją w 1992 roku.
          Czy to tylko konsekwencje wstąpienia do PZPR pod koniec lat 40-tych? Wtedy też
          dawała przykład innym, jako początkujący literat, opisując "egzamin kandydata
          na członka":

          Pytania brzmią ostro
          ale tak właśnie trzeba
          bo wybrałeś życie komunisty
          i przyszłość czeka
          twoich zwycięstw.

          Wielbienie PZPR to była nie tylko bierna akceptacja zbrodniczego ustroju. To
          była jego afirmacja, to był wybór drogi życia. Formalnie - była w partii dwie
          dekady. Mentalnie - tkwi tam jeszcze znaczną częścią swej przeszłości, jeśli
          nie chce się od niej zdecydowanie uwolnić. Swym krytykom z tych właśnie pozycji
          dała zdecydowany "odpór", poetycko wyrażony w wierszu: "Pochwała złego o sobie
          mniemania":

          Nic bardziej zwierzęcego
          niż czyste sumienie.

          Sama zatem odrzuca taki wybór. Woli zachować takie sumienie, jakie ma. Andrzej
          Szczypiorski (inny "autorytet" lewicy) tuż po przyznaniu jej Nagrody Nobla
          napisał: "To wzorowa etycznie postawa wobec rzeczywistości, którą poetka zawsze
          demonstrowała, nawet w najtrudniejszych czasach. Jest tak suwerenna duchowo
          postacią, że nawet najostrzejszy krytyk niczego nie mógłby wytknąć" [wytł. -
          G.]. Jak widać Towarzystwo Wzajemnej Adoracji istnieje i ma się dobrze.
          Śmiać się czy płakać? Takie mamy obecnie "autorytety moralne", tak, jakby na
          inne nie było nas stać. A przecież to nie wszystko.

          Zabić księży!

          O ile Apel Wawelski w sprawie poparcia integracji Polski z UE jest - jak na
          razie - ostatnim takim aktem, podpisanym przez noblistkę, to warto przypomnieć,
          jakie były jej początki w tym zakresie.
          Pod koniec 1951 roku UB dokonało licznych aresztowań w Kurii Krakowskiej. Do
          więzień trafiło kilkunastu księży, którym władze komunistyczne postawiły
          fałszywe, na ogół kryminalno-polityczne zarzuty, ze szpiegostwem, dywersją i
          zdradą włącznie. Na początku 1953 roku zapadły wyroki: trzy kary śmierci i kary
          długoletniego więzienia. Księża byli torturowani, znęcano się nad nimi również
          psychicznie, co było zresztą wówczas regułą i wszyscy o tym wiedzieli. Gdy
          skazani oczekiwali w celi śmierci na wykonanie wyroku, krakowscy literaci,
          którzy wierzyli w Stalina wiarą Szymborskiej, uchwalili "Rezolucję Związku
          Literatów Polskich w Krakowie w sprawie procesu krakowskiego". Warto przytoczyć
          jej treść, bo to rzadko dziś przypominany dokument, oddający ducha tamtych
          czasów:

          W ostatnich dniach toczył się w Krakowie proces grupy szpiegów amerykańskich
          powiązanych z krakowską Kurią Metropolitarną. My zebrani w dniu 8 lutego 1953
          r. członkowie krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich wyrażamy
          bezwzględne potępienie dla zdrajców Ojczyzny, którzy wykorzystując swe duchowe
          stanowiska i wpływ na część młodzieży skupionej w KSM działali wrogo wobec
          narodu i państwa ludowego, uprawiali - za amerykańskie pieniądze - szpiegostwo
          i dywersję.
          Potępiamy tych dostojników z wyższej hierarchii kościelnej, którzy sprzyjali
          knowaniom antypolskim i okazywali zdrajcom pomoc, oraz niszczyli cenne zabytki
          kulturalne.
          Wobec tych faktów zobowiązujemy się w twórczości swojej jeszcze bardziej bojowo
          i wnikliwiej niż dotychczas podejmować aktualne problemy walki o socjalizm i
          ostrzej piętnować wrogów narodu - dla dobra Polski silnej i sprawiedliwej.

          Wyobraźmy sobie dziś taką rezolucję, skierowaną przeciwko...sygnatariuszom
          owych apeli i rezolucji. Ale byłby rejwach i oskarżenia o sianie nienawiści. A
          krakowską rezolucję, domagającą się śmierci skazanych księży, podpisały 53
          osoby. Była wśród nich Wisława Szymborska w towarzystwie między innymi:
          Andrzeja Kijowskiego, Adama Włodka (jej pierwszego męża), Kornela Filipowicza
          (późniejszego męża Szymborskiej), Władysława Machejka (współpracownik
          gadzinowej prasy hitlerowskiej w Krakowie, po wojnie oficer Urzędu
          Bezpieczeństwa), Jana Błońskiego...
        • ada08 Re: Uderz w stół, a niewątpliwie jakieś... 11.01.05, 16:49
          dr.krisk napisał:

          > .. tępe nożyce się odezwą. W tym wypadku wyjątkowo tępe.

          To już widać taka ''nowa, świecka tradycja''. Gdy tylko ktoś napomknie
          o Szymborskiej zaraz zjawi się jakiś ''Grzech'', który lubi walić się
          z hukiem w cudze piersi.
          a.
          • dr.krisk To prawda. 11.01.05, 17:00
            Nudne to jest. Nawet ułożyłem o tym limeryk:

            Raz na łąkach koło Mławy
            zebrali się przeciwnicy Wisławy.
            I wypomnieli jej sześć
            wierszyków, co były na cześć.
            Nie lubię ja takiej zabawy.....

            Ot co.
            Pozdrowienia.
            KrisK
            • Gość: Grzech Dedykacja IP: *.cro.citynet.pl 11.01.05, 17:36
              To wiersz jakiegoś anonimowego internauty zamieszczony kiedyś w temacie dot.
              Szymborskiej:

              "Jest wśród nas noblistka
              której przyjrzałem sie z bliska
              trzęsie sie baba chyba dlatego
              że jej poezja jest do niczego
              zero rymu, zero taktu i niezrozumiałej treści
              w jej tomiku wierszy - w głowie sie nie miesci
              ale dla pisarza świat tak jest ułożony niestety
              że trzeba miec szczęście a nie duszę poety"

              A ode mnie dedykuję lepieje na cześć michnistki-leninistki:

              Lepiej pisać wiersz o Hucie
              niźli znaleźć się w Workucie

              Lepiej już pozostać glistą
              niż iść służyć komunistom

              Lepiej wchodzić bez poślizgu
              niż pod prąd iść po ciernisku

              Lepiej semper być fidelis
              niż zatrudnić się w burdelis
          • Gość: Grzech Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.cro.citynet.pl 11.01.05, 17:04
            Nie jakiś, tylko ten. Jestem facetem. I nie "walę się" w "cudze piersi", tylko
            przypominam, że słowo pozostaje i za słowo się odpowiada. Niezależnie, czy
            akurat Tobie to odpowiada, czy nie. Taki mam już kaprys. Może znałaś te teksty
            Szymborskiej wcześniej i nie uwierało Cię, czy można się robić na "niezależną"
            i "szlachetną" z takim garbem szlbierstw? Nie mieszaj dialektycznie walenia w
            piersi (kóre może robić tylko osoba w stosunku do siebie) z haniebną
            przeszłością i kłamstwem, które nie znalazło należnego napiętnowania.
            • dr.krisk Kapryśny Grzesiu! 11.01.05, 17:24
              Gość portalu: Grzech napisał(a):

              > Nie jakiś, tylko ten. Jestem facetem.
              A skąd wiesz? Mężczyźni nie kapryszą...

              >Taki mam już kaprys.
              Czy masz też inne kaprysy & zachcianki? I czy jak kaprysisz, to rozrzucasz
              kaszkę i zanosisz się płaczem?
                  • Gość: Grzech Cierpliwość IP: *.cro.citynet.pl 11.01.05, 18:09
                    Już Ci napisałem, żebyś nie natężał się, i nie układał wszystkiego na swoim
                    poziomie. Doprawdy, z tym poziomem "niemowlęcym" trudno dyskutować. Jak nie
                    wiesz, co napisać, po prostu nie pisz. Inaczej pomyślę, że naprawdę brak Ci
                    żłobka.
                    I nie pisz o sobie w liczbie mnogiej, jak ongiś towarzysze pisali i mówili, jak
                    zapewne pamiętasz, m.in. na wykładach marksizmu-leninizmu albo
                    innych "szkołach" dla czerwonej braci.
                    • dr.krisk Ależ drogi Grzesiu! 11.01.05, 18:31
                      Gość portalu: Grzech napisał(a):

                      > Doprawdy, z tym poziomem "niemowlęcym" trudno dyskutować.
                      Ależ ja nie zamierzam z tobą dyskutować! Po prostu robię sobie z ciebie jaja
                      (jakbyś nie wiedział). Dyskutować to ja mogę z ludźmi poważnymi, a nie z
                      gó..arzami, pokrywającymi chamstwem swoją niewiedzę i niepewność.
                      Tak przy okazji - ile masz lat? I co robiłeś w latach 50-tych? Jeżeli nie było
                      cię wtedy na świecie, to nie baw się w Katona, ale posprzątaj klocki i napij
                      się bobofruta. Ada ma rację :łatwo moralizować i bić się w cudze piersi.
                      Idź do kąta pomyśleć.
                      KrisK
                            • Gość: Grzech Re: Posłuchaj, hunwejbinie, IP: *.cro.citynet.pl 11.01.05, 22:13
                              I typowa retoryka czytelnika "Gazrury Wygodnej".
                              Naucz się w końcu, że faszyzm to był we Włoszech, a nazizm, o którym myślisz,
                              to był też czerwony ustrój, tylko powstały w Niemczech. Wiesz, co oznacza skrót
                              NSDAP?
                              Ja obu czerwnonych ustrojów nienawidzę, lecz za bardziej zbrodniczy i szkodliwy
                              uważam ten zaszczepiony przez Niemców w Rosji. I tym, co najmniej, się różnimy.
                              • mysz_optyczna posłuchaj, człowieku 12.01.05, 08:41
                                Gość portalu: Grzech napisał(a):

                                > I typowa retoryka czytelnika "Gazrury Wygodnej".
                                > Naucz się w końcu, że faszyzm to był we Włoszech, a nazizm, o którym myślisz,
                                > to był też czerwony ustrój, tylko powstały w Niemczech. Wiesz, co oznacza
                                skrót
                                > NSDAP?

                                Nauczyłeś się na pamięć takiej formułki i w kółko ją klepiesz na różnych
                                wątkach, ale co z tego? Od powtarzania w kółko nie nabierze sensu. Faszyzm to
                                nazwa pewnej skrajnie prawicowej formacji politycznej, która po raz pierwszy
                                objawiła się we Włoszech, a w latach trzydziestych rozpleniła się gdzie tylko
                                mogła. Hitler był faszystą. Jego naziści byli faszystami. Od żonglowania
                                słowami istota rzeczy się nie zmieni. Koń, jaki jest, każdy widzi. Nazwij się
                                nawet i bożą krówką, a i tak pozostaniesz tym facetem, który przychodzi na
                                forum wstawiać kity.
                                • Gość: Grzech Posłuchaj, "wyborczooświecony" człowieku IP: *.cro.citynet.pl 12.01.05, 21:02
                                  Jeszcze nie wykazałaś mi żadego kitu, więc zrób to napierw, a nie pleć andronów
                                  zaczytanych w "Gadule Wyrodnej" (piszę w formie żeńskiej, bo masz ksywę żeńską,
                                  tudzież logikę).
                                  Śmiać mi się z chce z Twego "wykładu" historycznego, zero sensu i znajomości
                                  faktów. Fraza "Hitler był faszystą. Jego naziści byli faszystami" wyrwała mi
                                  kilka boków ze śmiechu. Dziękuję za odrobinę zdrowia.
                                  Zadałem Ci pytanie, byś sama sobie postarała się odpowiedzieć na pytanie, czy
                                  nazizm i faszyzm to prawica, jak napisałaś. Zadania nie odrobiłaś, więc
                                  informuję: NSDAP to Narodowo-Socjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza. To
                                  lewica w pełnym tego słowa znaczeniu, naucz się tego w końcu i przestań
                                  powtarzać bezmyślnie głodne kawałki prasowe.
                                  Masz rację, od powtarzania w kółko teza nie nabierze sensu. Przykładem Twoje
                                  powtarzanie o tym, że "faszyzm to nazwa skrajnie prawicowej formacji
                                  politycznej". Mam głęboko gdzieś wszystkie lewicowe formacje: komunizm, nazizm
                                  i faszyzm. Więc wypraszam sobie określanie mnie od faszystów, bo to i ubogość
                                  umysłu, i chamstwo.

                                  Cytuję kilka fragmentów z trzech pierwszych artykułów zamieszczonych w
                                  poniższych linkach:
                                  Otóż, co by nie powiedzieć, słowo "faszyzm" albo zwrot "ty faszysto" robią w
                                  ostatnich latach zawrotną karierę. Faszystami nazywa się praktycznie
                                  wszystkich, którzy odważyli się myśleć inaczej niż średnia europejska
                                  poprawność nakazuje. I aby nie zasłużyć na ten epitet, każdy służy na czterech
                                  łapkach, jak tresowany pekińczyk albo salonowy ratlerek. Stefan myślał, iż po
                                  tzw. upadku komuny, tym najbardziej zbrodniczym systemie społecznym, jaki znał
                                  świat cywilizowany, nazwanie kogoś komunistą będzie obelgą obelg, czymś
                                  najgorszym z najgorszych. Ale nie, zwyciężył jednak epitet "ty faszysto" i już.
                                  I ten epitet kończy rozmowę czy też dyskusję raz na zawsze, a nazwany tym
                                  przydomkiem powinien zniknąć z horyzontu ludzi myślących raz na zawsze;
                                  najlepiej, gdyby umarł - i też oczywiście raz na zawsze. Przyznam, że doznaję
                                  mocnego dysonansu poznawczego, gdy spotykam się z użyciem tego przezwiska wobec
                                  ludzi mających ciut odmienny pogląd niż ten, który preferuje Gazeta Wyborcza i
                                  jej najbliższe okolice. Bo czymże był faszyzm? Toż to lekka forma dyktatury
                                  nacjonalistycznej a'la operetkowy w gruncie rzeczy Benito Mussolini i to
                                  wszystko. Liczba ofiar tego systemu nijak się ma do dziesiątków, milionów ofiar
                                  represji komunistów, czy to w ZSRR, czy w Kambodży, Kubie, Wietnamie,
                                  Mozambiku, Nikaragui, Meksyku, itp., itd., że już o Polsce nie wspominam i
                                  innych krajach bloku komunistycznego. Oczywiście, sprytni manipulatorzy,
                                  żonglując pojęciami niczym cyrkowcy, aby nie urazić swoich lewicowych ciągot,
                                  wymyślili tzw. szerszą formę faszyzmu, podciągając pod to miano socjalistyczny
                                  z treści, a nacjonalistyczny z formy, socjalizm Niemiec hitlerowskich. Ale
                                  nazizm jest formacją socjalistyczną i żadne ściemnianie nic w tej sprawie nie
                                  zmieni, czerwony kolor flag taki sam jak w Sowietach, a trochę później i w
                                  kraju nad Wartą. Tak więc faszyzm ostał się jeno w języku, tym mianem
                                  piętnowani są wszyscy ludzie mający swoje odmienne zdanie na tematy, które w
                                  postępowej Europie zostały już dawno ustalone i odmiennego zdania nie godzi się
                                  na nie mieć. W świecie realnym jednak nadal funkcjonuje komunizm w swojej coraz
                                  bardziej wyrodniejącej formie, tak jak na Kubie czy w Korei Północnej, gdzie
                                  głód jest chlebem powszednim, a knut i kula czymś oczywistym. Niemniej nikt
                                  nikogo nie przezwie, nie krzyknie "ty komunisto", nawet na największego
                                  zwyrodnialca, raczej nazwie go faszystą i tak się, niestety, sprawy mają.

                                  Pocieszające jest tylko pewne zmęczenie materiału. Epitet faszyzm jest używany
                                  tak często, iż już wkrótce wszystko oprócz demoliberalizmu zostanie
                                  zdemaskowane jako gorzej lub lepiej zakamuflowany 'faszyzm' oraz 'biały
                                  bolszewizm' (to ostatnie określenie, prawdziwy krok milowy w rozwoju
                                  politologii, jest autorstwa Aleksandra Małachowskiego) - a znacząc prawie
                                  wszystko, znaczyć zacznie prawie tyle co nic. I tak już od kilku dekad nie
                                  sposób już krytykować lewicy, albo walczyć z komunizmem, tak by nie zostać
                                  jednocześnie zaliczonym w poczet 'brunatnych szeregów'. Po prostu gdy się kogoś
                                  nienawidzi, wyładowuje swoją złość nazywając go 'nazistą' czy 'faszystą'
                                  (zupełnie zatarto różnicę znaczeniową tych pojęć); działa to w sposób bardziej
                                  przypominający łacinę podwórkową niż merytoryczną wymianą argumentów. W tych
                                  okolicznościach trudno się dziwić temu, że w propagandzie stalinowskiej nawet
                                  socjaldemokracja zdemaskowana została jako 'socjal-faszyzm', a trockizm
                                  jako 'trocko-faszyzm'.

                                  Owo różnicowanie ciężaru gatunkowego totalitaryzmów, tak charakterystyczne dla
                                  opartych na etosie walki z 'faszyzmem' socjaldemokracji i demoliberalizmu, jest
                                  jeszcze o tyle zaskakujące, że nazizm i komunizm przez pewien czas skłaniały
                                  sie ku sojuszowi. Mussolini zapewniał, że stalinizm to 'rodzaj słowiańskiego
                                  faszyzmu'. Ribbentrop pamiętny dzień podpisania w Moskwie traktatu z Mołotowem
                                  uczcił słowami 'czułem się jak wśród starych towarzyszy partyjnych' (swoją
                                  drogą ciekawe, że w NSDAP używało się dobrze nam znanej formuły 'towarzysz'). O
                                  tej osmozie totalitaryzmów, by użyć określenia Jarosława Tomasiewicza,
                                  zajmująco pisał Karol Stern, Żyd, przebywający w latach 30-tych w Niemczech, a
                                  którego wspomnienia 'Słup Ognia' wydała w 1999 r. 'Fronda'. Pewnego razu
                                  zauważył on nazistów zachwycających się doktryną permanentnej rewolucji:
                                  - 'Panowie, jak rozumiem, duża część wasze strategii politycznej została
                                  zaczerpnięta z Trockiego. Czy nie wydaje się wam niezwykłe, że wy, naziści,
                                  cytujecie Trockiego, bolszewika i Żyda, jakby był Waszym Ewangelistą'?

                                  Okazało się, że obaj rozmówcy świetnie wiedzieli kim jest Trocki, a za
                                  najlepszy kierunek rozwoju III Rzeszy uważali sojusz z ZSRS
                                  przeciw 'zachodniemu kapitalizmowi'. I nie byli osamotnieni. Ludzi takich nie
                                  brakowało po obu stronach. Głównym przeciwnikiem dla takiego sojuszu byłby
                                  zapewne Kościół katolicki i konserwatywne rządy autorytarne w Europie, które
                                  dziś, często całkowicie niesłusznie, posądza się o 'faszyzm'.
                                  Poczytaj sama i przemyśl sobie:
                                  www.gazeta.obywatel.pl/arch/26_567/felieton.htm
                                  www.wandea.org.pl/fasci-combattimento.html
                                  www.wandea.org.pl/totalitaryzm.htm
                                  lanuser.waw.pl/bullshit/index.php?mid=artics&artid=47
                                  I kto tu jest "facetem, który przychodzi wstawiać kity"?
                                  Klacz jaka jest, każdy widzi.
                                  • mysz_optyczna człowieku nieoświecony... 13.01.05, 07:31
                                    Hitler był takim samym socjalistą, jak ja kobietą. Jesteś ofiarą nabożnej wiary
                                    w słowo. Rodzaj gramatyczny w takim nicku, którego można używać jak się chce,
                                    to już dla ciebie źródło rzetelnej wiedzy. Tak samo bezkrytycznie odnosisz się
                                    do słów użytych przez Hitlera. Nazwał swoją partię socjalistyczną żeby
                                    zamanipulować takimi jak ty podatnymi na indoktrynację nieszczęśnikami.
                                    Zdziwisz się, ale Stalin też się oparł na takich jak ty. Bez nich ani
                                    prawicowy, ani lewicowy totalitaryzm nie miałby szans.
                                    • Gość: Grzech Re: człowieku nieoświecony... IP: *.cro.citynet.pl 13.01.05, 18:29
                                      Z nickiem odpuść sobie - mówi się ta mysz. Jak się wstydzisz powiedzieć wprost,
                                      ze jesteś mężczyzną, to trzeba się niestety domyślać. Nie miej głupawych
                                      pretensji.
                                      I kto tu jest zaindoktrynowany? I kto manipuluje?
                                      Podaj źródła, cytaty, ale nie z "Wyrodnej", błagam - chodzi mi o prace naukowe,
                                      podręczniki (byle nie z PRL-u).
                                      Miłej nauki.
                                      • mysz_optyczna Wracając do Szymborskiej 14.01.05, 08:05
                                        Gość portalu: Grzech napisał(a):

                                        > Podaj źródła, cytaty, ale nie z "Wyrodnej", błagam - chodzi mi o prace
                                        naukowe,
                                        >
                                        > podręczniki (byle nie z PRL-u).
                                        > Miłej nauki.

                                        Z twojego posta nie wynika jasno, czy prosisz o bibliografię żeby powiększyć
                                        swoją wiedzę, czy raczej chcesz uczyć mnie. Moja rada - nie wieszaj się na
                                        wypisach. Nie łap się na bryki, na opracowania z opracowań, gdzie ktoś ci
                                        serwuje swoją mieszankę firmową "cytatów" i gotowe wnioski wkłada łopatą do
                                        głowy. Raczej czytaj sam. Czytaj rzeczy z różnych półek i wyciągaj własne
                                        wnioski.
                                        A wracając do Szymborskiej - to wysokiej klasy polska poezja i warto ją także
                                        poczytać samemu bez uprzedzeń, zamiast grzebać się w padlinie.
                                        • Gość: Grzech Re: Wracając do Szymborskiej IP: *.cro.citynet.pl 19.01.05, 21:49
                                          Miałem na myśli to, że jak zaczniesz czytać rzetelne źródła, to nauczysz się,
                                          że nazizm i komunizm mają wspólne korzenie i są ustrojami lewicowymi. Jak Ci
                                          się nie chce przeczytać "mieszanki cytatów", to nie pisz o "wyciąganiu z
                                          różnych półek".
                                          Podaj mi tytuły ksiązek i autorów, w których jest dowiedzione, że nazizm to
                                          skrajna prawica. Jak nie znasz, to przynajmniej nie powtarzaj bezmyślnie
                                          propagandy z lat 40. i 50. serwowanych przez "Gadułę Wyrodną" swym
                                          czytelnikom.
                                          • mysz_optyczna źródła 20.01.05, 07:08
                                            Gość portalu: Grzech napisał(a):

                                            > Miałem na myśli to, że jak zaczniesz czytać rzetelne źródła, to nauczysz się,
                                            > że nazizm i komunizm mają wspólne korzenie i są ustrojami lewicowymi.

                                            Grzechu, opamiętaj się. Sam nie znajdziesz żadnego rzetelnego źródła, w którym
                                            taka myśl znalazła oparcie. Żeby ją głosić z powołaniem na źródła, ktoś
                                            operował wyrwanymi z kontekstu zdaniami, naciągał sensy, i dzięki temu zdołał
                                            skołować takich jak ty czytelników.
                                            Chyba że "rzetelnymi źródłami" nazywasz właśnie tę przeżutą papkę, kombinowaną
                                            z lewych cytatów. Jeśli tak, to znam te "źródła", czytałem, dziękuję. Nie lubię
                                            w nich tego, że usiłują nam zrobić wodę z mózgu.
                                            A poza tym, co to wszystko ma wspólnego z Szymborską, że akurat na wątku o
                                            Szymborskiej rozpychasz się ze swoimi ideologicznymi problemami?
                                            • stooper Re: źródła 23.01.05, 06:56
                                              Nie wiem czemu maja sluzyc te brednie wypisywane lprzez ludzi podobnych do
                                              myszy_optycznej, ale jedyna rada, nie brac udzialu w tej pozal się Boze
                                              grotesce.

                                              Lewicowosc faszyzmu czy nazimu nie wynika ze zrodel, ale z doktryny
                                              politycznej, z faktu jak rzadzono panstwem i ze stosunku do wlasnosci oraz
                                              wolnosci osobistej. Zrodla moga pomoc, oczywiscie, ale nie ma potrzeby po nie
                                              siegac. Faszyzm nie mogl byc prawica z jednego istotnego powodu -
                                              ideologicznego. Fakt ze za III Rzeszy bylo wiecej wolnosci i mniej
                                              administracji, nie swiadczy ze tam byl kapitalizm, tylko ze w dzisiejszej III
                                              RP i UE jest mniej wolnosci, za to wiecej mowienia o niej (dryfujemy znowu ku
                                              socjalizmowi, inaczej realizujacego idee socjalizmu). Zeby zrozumiec co to jest
                                              wolnosc (w sensie osobistym i gospodarczym), trzeba popracowac w US. Odechce
                                              sie wypisywania bzdur na poziomie niedouczonej licealistki, ktora uksztaltowal
                                              socjalizm. Dodam, ze w US tej wolnosci jest mniej niz chociazby w XIX-wiecznej
                                              Ameryce (ale duuuuuuzo wiecej niz w UE!). Tylko, prosze, nie wyciagac glupich
                                              wnioskow per analogiam.

                                              Jesli ktos nie rozumie na czym polega lewicowosc i prawicowosc, nazywajac
                                              Hitlera czlowiekiem prawicy (ha, ha, powiem to moim znajomym Zydom), znak to
                                              nieomylny, ze mamy przed soba oszoloma. Wstyd jak bardzo wyprano mozgi ludziom
                                              w Polsce i Europie przez ostatnie 50 lat. Z nimi dyskutowac nie wolno. Oszoloma
                                              poznac po jednym, nie potrafi wydobyc z siebie jednego logicznego argumentu.
                          • stooper Re: Sam tego chciałeś :) 23.01.05, 07:06
                            Jesli smieszą Cie literowki, a sens wypowiedzi tych roznych myszy, a raczej
                            bezsens - nie, to cos z Toba jest nie w porzadku. Z poczatkowego rozbawienia
                            Twoim rozbawieniem wpadam w nastroj wielkiego przygnebienia. Kol. Grzech mogl
                            opuscic litere "r" przez "rzygac", to oczywiste. Nie pomyslales o tym, panie
                            kolego? I jesli glos zabierasz to wyksztus z siebie cos wiecej, cos co pachnie
                            argumentami, a nie rzygami, za przeproszeniem.
                              • stooper Cyborgi 23.01.05, 14:06
                                >... od czasownika "zygać", np. komś do oczu.Ale widać i to przerosło zdolności
                                > pojmowania UB-awionego kacapa.

                                Widzisz, sadze, ze wszelka dyskusja z ultralewakami nie ma sensu. Przypominaja
                                oni fanatykow, do ktorych nie dociera zaden argument. Ten zalosny watek
                                pokazal, ze stac ich na wszystko. Pokazujac, ze nazizm mial prawicowy
                                charakter, przeszli samych siebie. Nie dziw sie, ze ultralewacy znd Wisly sa
                                odporni w kwestii Szymborskiej, to detal wobec nadrzednych naduzyc. W koncu
                                Polacy sa winni zbrodni holocaustu, a my o Szymborskiej. Zakoncz ten watek. Oni
                                musza wierzyc w bzdury, ktore wymyslaja i im bardziej zblizasz sie do prawdy,
                                oni coraz bardziej beda klamac. Taka ich natura. Nie ma sensu podawanie
                                cytatow, odwolywanie sie do zrodel. Dla nich to nic nie znaczy. Sa oni jak
                                zaprojektowane do wykonywania okreslonych czynnosci cyborgi. Odwracac kota
                                ogonem. Klamac. A jesli nie klamia, dopuszczaja sie innych manipulacji. To
                                pewna grupa wzajemnej adoracji, ich jest przynajmniej setka aktywistow. Wszyscy
                                odporni na odkrywanie prawdy. To pozyteczni idioci. Szkoda tak milo
                                rozpoczetego dnia. Jeszcze raz - daj sobie spokoj. Szkoda energii na walke z
                                oszolomami. Nie dawaj tak obszernych cytatow, bo oni tego nie czytaja. To
                                niewolnicy.
                                • Gość: Grzech Re: Cyborgi IP: *.cro.citynet.pl 25.01.05, 18:56
                                  Co do zasady masz rację, ale ja nie piszę dla ultralewaków, nie chcę "walczyć"
                                  z nimi, lecz dla osób, które na przykład nie wiedzą zbyt wiele albo nic w danym
                                  temacie.
                                  Istnieją prócz grup ultralewaków i tacy lewacy, którzy mają zdolność
                                  rozróżniania prawdy od fałszu, posługują się własnym umysłem w wyciąganiu
                                  wniosków i nie powtarzają haseł bolszewickich, antynarodowych, antykościelnych,
                                  proubeckich itd.
                                  Są też ludzie, którzy nie są lewakami i też mają powyższe cechy.
                                  Także istnieje grupa osób, którzy mają dość lewackiej wszechobecnej propagandy,
                                  jaka zalewa Polskę od 1944 roku.
                                  Zatem nie dla eunuchów intelektualnych cytowałem to, co cytowałem.
                                  A lewacy, jak to lewacy: "<<coś w mózgu>> i pustka w sercu (oschłość)".
            • ada08 Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie 11.01.05, 17:39
              Gość portalu: Grzech napisał(a):

              Musiałam ''pokawałkować'' Twój post :-)

              > Nie jakiś, tylko ten. Jestem facetem.

              Któż by w to wątpił ? Ja przecież nie napisałam ''jakaś'' tylko ''jakiś''.
              Czyli facet.

              > przypominam, że słowo pozostaje i za słowo się odpowiada.

              Nikt temu nie przeczy, że słowo pozostaje. Wiadomo skądinąd, że
              ''rękopisy nie płoną''.

              > Niezależnie, czy
              > akurat Tobie to odpowiada, czy nie. Taki mam już kaprys.

              Nie ciekawią mnie Twoje kaprysy :-)

              > Może znałaś te teksty
              > Szymborskiej wcześniej i nie uwierało Cię, czy można się robić
              na "niezależną"
              > i "szlachetną" z takim garbem szlbierstw?

              Znałam i uwierały mnie. Ale znam też inne jej teksty, czego o Tobie
              chyba nie da się powiedzieć. Nigdzie Szymborska nie ''robi się'' na
              niezależną i szlachetną. Chyba wcale nie znasz jej twórczości, poza
              tymi kilkoma wczesnymi wierszami, z których istotnie nie ma powodu być dumna.

              > Nie mieszaj dialektycznie walenia w
              > piersi (kóre może robić tylko osoba w stosunku do siebie) z haniebną
              > przeszłością i kłamstwem, które nie znalazło należnego napiętnowania.

              Nie ''mieszam dialektycznie''. ''Bicie się w cudze piersi'' to jest
              popularne porzekadło, które Ty tutaj uskuteczniasz.

              Autorka wątku zapytała o jeden wiersz. O jeden wiersz z tomiku ''Chwila''.
              A Ty natychmiast czujnie zareagowałeś i wywlokłeś Szymborskiej jej
              życiorys.
              Tak jakbyś nie wiedział, że gdybyśmy mieli czytać tylko dzieła
              tych autorów, którzy zawsze byli jak ze spiżu, to niewiele byłoby
              do czytania.
              Pozdr.
              a.
              • Gość: Grzech Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.cro.citynet.pl 11.01.05, 18:04
                Masz rację, "jakiś" to rodzaj męski. Przepraszam, mea culpa. I tu walę się w
                swoją pierś.
                Nie interesuje mnie czy Ciebie ciekawią moje kaprysy, ale skoro się odezwałaś
                do mnie napisałem, to, co napisałem.
                Szymborska jednak na taką się robi, a niesamowicie pomagają je w tym media,
                zwłaszcza "Gazrura Wygodna". Kiedyś czerwnone gazety, dziś różowe (na
                szczęście, z każdym dniem coraz bledsze wobec ukazującej się hucpy tzw. III RP).
                Czytałem jej wiersze późniejsze, ale to jeno sprawność językowa i
                powierzchowność bez metafizyki, bez polotu, bez błyskotliwej formy, bez emocji,
                bez czaru słowa polskiego - słowem: przeciętność.
                Z tą dialektyką nie chodziło mi o przysłowie, ale o Twój sposób repliki, a to
                duża różnica.
                Nie wywlekam życiorysu noblistki tylko jej słowa, a to duża różnica, nie
                interesuje mnie jej życie prywatne, kogo lubi, czyta, itd. Ale jej słowa mam
                prawo "wywlekać" i przypominać. Najwyżej nie czytaj.
                Czujnością to się wykazywali: Mrożek, Szymborska, Bratny, Konwicki, Lec,
                Miłosz, Brandys, Słonimski i inne czerwone kundle.
                > Tak jakbyś nie wiedział, że gdybyśmy mieli czytać tylko dzieła
                > tych autorów, którzy zawsze byli jak ze spiżu, to niewiele byłoby
                > do czytania
                Czytałaś np. Sergiusza Piaseckiego, Józefa Mackiewicza, Gustawa Herlinga-
                Grudzińskiego, Zbigniewa Herberta? Czy cała Ich twórczość nie była
                twórczoscią "tych autorów, którzy zawsze byli jak ze spiżu"? A niechby niewiele
                miało być, ale za to uczciwie i bez zakłamania!
                Kłaniam się,
                Grzech
                • ada08 Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie 11.01.05, 18:29
                  Gość portalu: Grzech napisał(a):

                  Zauważ, że jej jest bardzo mało w mediach. Bardzo rzadko się odzywa.
                  Ona sama rzadko się odzywa. A na to, że inni ją cytują, czy też się
                  w jakikolwiek sposób posługują jej tekstami, to juz ona doprawdy nie ma
                  wpływu.

                  Co do oceny twórczości Szymborskiej - nie ma zgody, mopanku :-)
                  Szymborska jest jedną z moich ulubionych poetek, ale tu chyba
                  nie dojdziemy do porozumienia. Pozostaje powiedzieć sobie nawzajem: De
                  gustibus ... :-)

                  Oczywiście, że masz prawo mówić o jej życiorysie i wczesnych utworach.
                  Każdy ma. Co napisała to napisała, tego się nie zatrze. Jeszcze raz
                  powtarzam '' rękopisy nie płoną''. Ale czy trzeba przy każdej
                  wzmiance o jej póżnych wierszach wyciągać to, co napisała kilkadziesiąt lat
                  temu ? Po co ?

                  Mrożka, Słonimskiego etc nie uważam za kundli :-) A nawet bardzo lubię
                  ich czytać. Moze z wyjątkiem Bratnego, którego zresztą prawie nie znam.

                  Czytałam Józefa Mackiewicza, Herlinga, Herberta. Piaceckiego nie.

                  Czy interesuje Cię tylko polska literatura ? I sztuka ?
                  A czytałeś Geneta, Dostojewskiego ? A oglądałeś obrazy Caravaggia ?
                  I o czym myślisz czytając ich ksiązki lub oglądając obrazy ?

                  Poprzestaję na nazwiskach, które, pierwsze z brzega przyszły mi do głowy.
                  Nazwiska ludzi o trudnych do zaakceptowania życiorysach.
                  Pozdr.
                  a.
                  • Gość: agłaja Dość profanacji!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.05, 18:41
                    qurcze nie pomyslalam nawet ze jednym pytaniem przypominam jakim ( o
                    wiersz "BAL"!!!) wywolalam taką burze dyskusji (ja to jestem inspirująca :))
                    Ale przypominam ze ten post zostal napisany w okreslonych celach twórczych! A
                    nie zeby sie zeszli na forum "obrońcy" i "przeciwnicy" Szymborskiej. A swoją
                    droga niezly by ubaw miala nasza "noblistka" gdyby Wasze posty przeczytala! Te
                    wasze nazbyt gorące dyskusje, jawnie dowodza ze Szymborska WIELKĄ JEST!!! Kto
                    by sie tak przejmowal jakąś marniutka "poecinką" ??? Tak samo jak z Miłoszem:
                    większość go wielbila, ale znalazly sie i takie marne jednostki, co z zazdrosci
                    o niepospolity talent, pisywaly równie marne, wręcz bluźniercze artykuly o jego
                    twórczości !
                    Przy okazji zapraszam co bardziej twórcze jednostki, bez widoku na spory nad
                    biedną Szymborską do głosu na temat jej ostatniego tomiku "Chwila" a konkretnie
                    wiersza "BAL" ;)
                    • ada08 Re: Dość profanacji!!! 11.01.05, 18:52
                      Gość portalu: agłaja napisał(a):

                      > qurcze nie pomyslalam nawet ze jednym pytaniem przypominam jakim ( o
                      > wiersz "BAL"!!!) wywolalam taką burze dyskusji (ja to jestem inspirująca :))
                      > Ale przypominam ze ten post zostal napisany w okreslonych celach twórczych! A
                      > nie zeby sie zeszli na forum "obrońcy" i "przeciwnicy" Szymborskiej.


                      No to ja Ci przypominam, Agłajo, czy jak Ci tam :-) , zdaje się mnożysz
                      swoje nicki :-), że to jest forum, a nie teleturniej, w którym odpowiada się
                      ściśle na zadane pytanie.
                      Zadając pytanie na forum trzeba się liczyć z tym, że rozmowa może zboczyć
                      w kierunku przez autorkę wątku zgoła nieoczekiwanym :-)

                      > Przy okazji zapraszam co bardziej twórcze jednostki, bez widoku na spory nad
                      > biedną Szymborską do głosu na temat jej ostatniego tomiku "Chwila" a
                      konkretnie
                      >
                      > wiersza "BAL" ;)

                      O tym tomiku była już na forum dyskusja, zaraz po jego ukazaniu się.
                      Może nie każdemu chce się pisać to, co już raz napisał :-)
                      Pozdr.
                      a.
                      • Gość: agłaja Re: Dość profanacji!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.05, 20:16
                        Nawet nie liczylam na ścisłą odpowiedź! Ale jakiekolwiek skojarzenia z tym
                        tomikiem lub samym wierszem :)A w teleturniej to ja sie chetnie bawie, ale nie
                        w związku z poezją, zwlaszcza tak wysublimowaną, jak poezja Szymborskiej.
                        Cóż, może jednak zjawią sie na forum czytelnicy Szymborskiej, którym z lekka
                        nie odpowiada temat "Sądu nad twórczością Szymborskiej"??? I z taka nadzieją
                        bede oczekiwać na kolejne posty :P
                        • ada08 Re: Dość profanacji!!! 11.01.05, 21:00
                          Gość portalu: agłaja napisał(a):

                          > Cóż, może jednak zjawią sie na forum czytelnicy Szymborskiej, którym z lekka
                          > nie odpowiada temat "Sądu nad twórczością Szymborskiej"??? I z taka nadzieją
                          > bede oczekiwać na kolejne posty :P

                          Może się zjawią :-) Na razie nie wyszło, ale z Szymborską na forach z reguły
                          tak jest :-) Powodzenia :-)

                          Pozdr.
                          a.



                  • Gość: Grzech Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.cro.citynet.pl 11.01.05, 20:30
                    To fakt, obecnie rzadko się odzywa.
                    Nie mniej ostatnio dała głos "moralnego" poparcia marszu pederastów (ciot) i
                    lesbijek w Krakowie (łącznie z Miłoszem - w duecie). O wsparciu "Gaduły
                    Wyrodnej" w tej jakże wzuszającej akcji można poczytać.
                    Z pewnością do podobnej oceny postawy i poezji Szymborskiej nam daleko, ale nie
                    o to chodzi, by wszyscy mieli ten sam pogląd. Już był taki krasny ustrój, który
                    wspierała z całej siły pióra twórczyni lepiei, ale cudny ustrój ten dał ciała i
                    przeobraził się w nieco inny, "demokratyczny", itd.
                    Czy trzeba, jak to ujęłaś, "przy każdej wzmiance o jej póżnych wierszach
                    wyciągać to, co napisała kilkadziesiąt lat temu? Po co?".
                    A dlaczego nie? Czy wtedy miała 6 lat, by nie wiedzieć, o czym pisze, i w jaki
                    sposób? Podaj mi powody, dla których miałbym doznać amnezji, i nie pamiętać, o
                    czym pisała ta pani np. w 1953 r.? A skąd to przekonanie, że za, np. 5 lat, ta
                    pani nei napisze kolejnego wiersza o komunizmie? Co wtedy jej powiesz? Co
                    decyduje o tym, że coś, co się napisało 2, 5, 10, 20, 30 i więcej lat temu, ma
                    być zakryte zasłoną milczenia? "Spuśćmy zasłonę miłosierdzia na koniec tej
                    sceny", tak? A imię czego? Czy ktoś z tych literatów, poetów i innych
                    politruków PZPR (czytaj: NKWD) choć raz zamilczał, gdy szkalowano patriotów?
                    Czy ktoś wyraził żal za swoją służalczość? Czy miała miejsce pokuta? Czy ktoś
                    publicznie - tak jak publicznie pluł na II RP, AK, polską historię, katolicyzm,
                    patriotyzm, itd. - napisał, że zrobił komuś krzywdę, że łgał, że dał dupy
                    czerwonym?
                    Mrożka i Słonimskiego i innych kelnerów kacapów uważam za kundli, bo się
                    skundlili, i tyle. Po szczegóły odsyłam do książek i do zasobów Internetu. Jak
                    chcesz, przytoczę Ci literaturę (może jutro, bo już mi gały z orbit wychodzą).
                    Nie interesuje mnie tylko polska literatura i w ogóle kultura, ale ten temat
                    dotyczył wyłącznie polskiego obszaru literackiego. Nie piszemy o kulturze jako
                    takiej, tylko o postawie i twórczości fanki czerwnonych kanalii, Michnika nie
                    wyłączając.
                    Geneta nie czytałem. Jeśli już chcesz wiedzieć, to interesuję się innymi
                    rzeczami, w tym malarstwem (np. bardzo lubię Dalego - spędziłem trochę czasu w
                    Hiszpanii w dwóch muzeach (Katalonia): jedno w Figueres, drugie w jego domu w
                    Port Lligat k. Cadaques); historią (np. czytałaś o rebelii w Kongu w 1960 r.?,
                    o Polsce w latach 1944-1956 i nast., o ZSRR w latach 1917-1989, o Europie
                    okresu 1800-1815, o życiorysach literatów polskich o polskojęzycznych 1939-
                    2004, o lansjerach, o Podziemiu Antysowieckim, o polskich lotnikach 1939-1945,
                    o II WŚ, itd.); poezją i biografiami poetów (np. Herbertem, Lechoniem),
                    literaturą obcojęzyczną, muzyką, filmem...
                    O czy myślę, chłonąc pewne rzeczy, to nie temat forum.
                    Moje opinie i wrażenia z innych dziedzin nie zmienią opinii o michnistce, wręcz
                    przeciwnie - utwierdzają mnie w nich.
                    Ukłony,
                    Grzech
                • Gość: Bodzio Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.05, 15:22
                  Gość portalu: Grzech napisał(a):
                  > Czytałem jej wiersze późniejsze, ale to jeno sprawność językowa i
                  > powierzchowność bez metafizyki, bez polotu, bez błyskotliwej formy, bez
                  emocji,bez czaru słowa polskiego - słowem: przeciętność.

                  A teraz zastąpmy w tej wypowiedzi słowo "jej" słowem "jego" a "wiersze"
                  słowem "książki" mając na myśli twojego guru Łysiaka (z którego zrzynasz m.in.
                  różne określenia "Wyborczej").
                  Kto mieczem wojuje od miecza ginie . Ty możesz napisać coś równie
                  nieokreślonego jak "czar słowa polskiego" a ja mogę napisać o Łysiaku, że to
                  najwyżej rzemieślnik a nie Mistrz - powtarza się i ważniejsza dla niego ilość
                  niż jakość. I co fajnie? Ten sam poziom abstrakcji w argumantacji co u ciebie.

                  Rzecz w tym, że na współczesną twórczość Szymborskiej patrzysz zawsze przez
                  pryzmat jej zachowań w czasach stalinowskich. I to jest twój problem i tobie
                  podobnym – już ją osądziliście. Nie ty jesteś Prawdziwym Sędzią (na szczęście)
                  i zważ, że twój życiowy bilans może się w końcowym efekcie okazać gorszy niż
                  jej. A po za tym nie traktuj ludzi na tym forum jak idiotów, których dopiero
                  trzeba uświadomić (mam wrażenie, że masz poczucie MISJI w tym względzie –
                  oświecić maluczkich) co pisała W. Szymborska kiedyś. Większość z pewnością to
                  już wie i bez twoich epistoł. I nie bądź wcale pewien, że znasz wszystkie
                  motywy jej postępowania i jej dzisiejszy do nich stosunek . Jeśli uważasz, że
                  znasz – gratuluję dobrego samopoczucia.
                  • Gość: Grzech Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.cro.citynet.pl 13.01.05, 18:25
                    Może jak chcesz pisać o Łysiaku, przejdź do wątku o Łysiaku. Nie utrzymuję, że
                    jestem autorem określenia "Gaduła Wyrodna" (jest to w kilku książkach Łysiaka),
                    więc nie zrzynam, tak jak nie zrzynam innych określeń, które są w obiegu;
                    termin "Gazrura Wygodna" jest mój.
                    Nie jestem arbitrem. Mam prawo napisać wrażenie po lekturze Szymobrskiej - nie
                    ma definicji "czaru słowa poslkiego", więc co mam napiasać, jeśli tak czuję?
                    "I to jest twój problem i tobie podobnym – już ją osądziliście"
                    A Ty nie sądzisz czegoś o mnie? Ja jej nie skazuję, ale uważam, że twórczości
                    poety nie należy dokonywać w oderwaniu od zachowania, postaw, tekstów.
                    "i zważ, że twój życiowy bilans może się w końcowym efekcie okazać gorszy niż
                    jej".
                    Nie sądzę, bym chciał szkalować niewinnych i bić pianę na cześć zamordyzmu.
                    Czas pokaże wielkość poezji tej pani.
                    • Gość: daria13 Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.crowley.pl 14.01.05, 15:32
                      Ależ Człowieku! Czas już pokazał jej wielkość, w końcu nagroda Nobla jest chyba
                      najważniejszą z możliwych nagród literackich, ale Ty zdaje się uważasz, że
                      Akademia to kupa starych, bezrozumnych durniów i nagrodę dają byle komu. Ty za
                      to jesteś najmądrzejszym człowiekiem świata i masz monopol na osądzanie
                      wszystkich. Jestem więcej niż pewna, że jesteś bardzo młody, niedoświadczony i
                      arogancki do granic możliwości. Aż mi wstyd, że takiemu jak Ty odpowiadam, bo
                      zupełnie nie warto, ale o ile opluwanie Miłosza mogłam jakoś zdzierżyć to
                      Szymborskiej nie mogę Ci darować. Jesteś z betonu i taki umrzesz. Odpowiedz
                      szczerze, czy kiedykolwiek czytałaś jakieś wiersze Szymborskiej, poza tymi
                      przez Ciebie w kółko wymienianymi? Szczerze wątpie. Żal mi Ciebie, a zwłaszcza
                      Twoich bliskich.
                      • Gość: Grzech Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.cro.citynet.pl 19.01.05, 22:19
                        Czas jeszcze niczego nie pokazał - na razie Szymborska jest nieźle medialnie
                        dmuchana na megagwiazdę polskiej poezji. Właściwie to prawie niczego czas nie
                        pokazał, bo można się przekonać, jakie to "twórcze" pomysły ma "wielka dama" -
                        lepieje, popieranie publiczne marszu pedałów i ciot w Krakowie. Jak to było, to
                        chyba jej wspólnika do poparcia marszu pederastów - Miłosza - "spisane będą
                        rozmowy i czyny".
                        Co do oceny tzw. akademii (w istocie to Komitet Noblowski) niemal się zgadzam -
                        to durnie, zapomniałaś tylko dodać, że nieludzko zlewicowani. Jeśli Dario Fo
                        jest wielki tylko dlatego, bo dostał Nobla, to gratuluję smaku, inteligencji i
                        wyobraźni. To samo Jean-Paul Sartre, a ostatnio Jelinek. Nie wiedziałem, że
                        są "bezrozumni durnie", ciekawe... W takim razie są też "rozumni durnie",
                        ciekawe...
                        Rozwaliła mnie zwłaszcza teza z uzasadnienia nagrody dla Szymborskiej: "za
                        poezję, która z ironiczną precyzją pozwala historycznemu i biologicznemu
                        kontekstowi ukazać się we fragmentach ludzkiej rzeczywistości". Nie napisali,
                        że to za poezję z lat 1990-1996 tylko za poezję - czytaj: całą.
                        Nie sądź mnie, czy jestem młody, itd. - zachowujesz się jak małolata (zamiast
                        podyskutować o twórczości Szymborskiej).
                        Nie jestem z betonu, raczej z granitu lub marmuru. I raczej taki umrę, ale nie
                        Tobie będzie o tym sądzić.
                        Już pisałem wcześniej, że czytałem wiersze Szymborskiej - nie czytałaś
                        poprzednich postów chyba. Jest sprawna w języku polskim, ale to i wszystko.
                        Chamowate żale zachowaj na swoją logiką i kulturą.
                        I może odstaw na kilka miesięcy "Gazrurę Wygodną", bo chaos, inwektywy i
                        tautologia, jakie masz w nader wysokim stężeniu, są nie do "ztolerowania".
                        • dr.krisk Dobre!!!! 19.01.05, 22:51
                          Gość portalu: Grzech napisał(a):

                          > Nie jestem z betonu, raczej z granitu lub marmuru.
                          Znakomite!!! Ubawiłem się setnie :)
                          Musisz mieć problemy w środkach komunikacji publicznej.. a może przemieszczasz
                          się przy pomocy dźwigu?
                          Rzeczywiście - przypominasz kamiennego bałwana.....
                          KrisK Ubawiony!
                                  • Gość: Grzech No to Ci pomogę IP: *.cro.citynet.pl 23.01.05, 12:20
                                    Sergiusz Piasecki
                                    Były poputczik Miłosz

                                    Przeczytałem w „Kulturze” (nr 45/46) artykuł Juliusza Marchlewskiego Sprawa
                                    Miłosza. Autor twierdzi, ze Miłosz nie jest nawet oportunistą i że „tego
                                    rodzaju postawa [nieufność do „nawróconego” Miłosza] jest obelgą dla narodu
                                    polskiego”. Jeśli uwzględnimy inne podobne głosy, okaże się, że postać tego
                                    dyplomaty Bierutowego zaczyna się powoli wywindowywać na piedestał bohatera
                                    narodowego.
                                    Sprawa Miłosza świadczy, że wielu ludziom brak wyobraźni w ocenianiu
                                    rzeczywistości „na dystans”, jak to często obserwujemy u ludzi Zachodu. Będą
                                    czule reagowali na krzywdę psa lub kota w zasięgu ich wzroku, lecz nie potrafią
                                    wczuć się w tragedię Polaka – patrioty, od wielu lat pozbawionego ojczyzny.
                                    Miłosz rozczula do łez swym strasznym losem aktualnego „samobójcy”, który
                                    wybrał gorzki chleb emigracyjny, by tylko nie iść na kompromis ze swym
                                    sumieniem poety. I znikła gdzieś w tumanie słów i frazesów istotna postać
                                    poputczika, który przez wiele lat reprezentował za granicą narzucony Polsce
                                    rząd bolszewicki jako prawowitą władzę, opartą na demokracji ludowej i
                                    prowadzącą Polskę w krainę socjalizmu. Jeśli „nawrócony” Miłosz ośmiela się
                                    pisać w czasopiśmie emigracyjnym (Nie w nr. 43 „Kultury”): ”...cieszyłem się,
                                    iż półfeudalna struktura Polski została złamana...”, łatwo domyślić się, w
                                    jakim świetle i w jakich barwach jako dyplomata Bieruta ukazywał obcym swoją
                                    ojczyznę.
                                    Warto w tym miejscu przytoczyć z książki znakomitego publicysty Stanisława
                                    Mackiewicza (Cata) Lata nadziei (Londyn [1946], str. 145) opinię jego o całej
                                    grupie wileńskiej:
                                    „...Było mi smutno i wstyd, że bolszewizm w Wilnie szerzyła grupa
                                    utalentowanych młodych ludzi najautentyczniej wileńskiego pochodzenia, których
                                    same nazwiska przypominały stronice Pana Tadeusza lub Pamiętniki kwestarza
                                    [powieść Ignacego Chodźki]. Bujnicki nazywał się Nieściuszko Bujnicki i był
                                    prawnukiem starego miłego grafomana, który tak rzewnie opisywał północną
                                    Białoruś. Putrament... nazwisko to figuruje w sienkiewiczowskim Latarniku jako
                                    symbol starej, tęsknej litewskości, <<Putrament z Pikturną>> - czytamy w Panu
                                    Tadeuszu. Miłosz... I oto ci ludzie, którzy powinni byli najlepiej rozumieć
                                    miłość kraju, pierwsi sprowadzili na niego infekcję wroga, zdradzali go,
                                    sprzedawali, sprzedawali także siebie, bez godności, o ileż gorzej niż zwykła
                                    ku... Jakaż silna jest ta infekcja i jakże wielką mieliśmy rację, gdyśmy z nią
                                    walczyli. Dzisiaj podobno niejeden z tych poetów chadza w cylinderku, zajmując
                                    dygnitarskie stanowisko, sprzedawszy kraj własny, sprzedaje państwo całe. Może
                                    kiedyś poczuje do samego siebie pogardę, gdy znajdzie się po jakiejś czystce na
                                    Kołymie lub w republice Komi”.
                                    Ale Miłosz ani na Kołymie, ani w republice Komi się nie znalazł. Uniknął losu
                                    wielu innych poputczików i setek tysięcy uczciwych Polaków. Był dostatecznie
                                    rozsądny, by w porę zostać na Zachodzie. Co więcej, znalazłszy się wśród nas,
                                    zachował się bezczelnie, topiąc prawdę w powodzi kłamstw. Sięgnął nawet po
                                    uznanie dla swoich zasług. Powinniśmy wymierzyć mu je w pełni.
                                    ***
                                    Gdy Miłosz porzucił stanowisko dyplomaty regime’owego, z miejsca rozpętał
                                    olbrzymią reklamę (technika bolszewicka) dokoła swego wyczynu i swojej
                                    wielkości jako poety. Głos Ameryki i „Kultura” wołają, ze wielki poeta, a sam
                                    Miłosz nie szczędzi sobie pochwał wszelkiego typu. Wyliczył kogo przekładał,
                                    lecz skromnie opuścił pozycje najciekawsze, np. Przekłady z poezji Chin
                                    Ludowych („Twórczość” z września 1950). Na str. 83 zbiór tych ludowych perełek
                                    rozpoczyna wiersz Mao Tse-tunga Śnieg. Imponujące! Ale ja nie mogę wpaść w
                                    zachwyt, skoro jako poeta Miłosz jest już starą kobyła, bo łupi swe wiersze od
                                    dwudziestu lat [pierwszy tom wierszy - „Poemat o czasie zastygłym” – Miłosz
                                    opublikował w 1933r. – L.], możliwości rozwoju miał rozległe, a nie napisał
                                    jeszcze nic takiego, co by dorównało np. wierszom Łobodowskiego [1909-1988].
                                    Gdyby Miłosz po zerwaniu z regimem wypowiedział się jasno, szczerze, skromnie,
                                    gdyby umiał splunąć na tamtą rzeczywistość tak jak inni, którzy ją zgłębili,
                                    jak setki intelektualistów różnych narodowości, którzy poznali komunizm w
                                    praktyce, gdyby bez pozy i blagi poświęcił swój talent, wiedzę oraz
                                    doświadczenie zwalczaniu zła, któremu służył i który też szerzył, moglibyśmy
                                    uznać, ze trzeba milczeć i zapomnieć o jego przeszłości.
                                    Miłosz istotę bolszewickiego „komunizmu” rozumiał i rozumie doskonale. Widać to
                                    chociażby z artykułu Ketman w nr. 45/46 „Kultury” [S. Pisecki posługuje się
                                    numeracją ciągłą; tekst zamieszczony w „Kulturze” (1951, nr 7/8), wszedł
                                    następnie jako rozdział III do książki Cz. Miłosza Zniewolony umysł (Paryż
                                    1953)]. Mimo to Miłosz napisał swoje Nie, które właściwie jest pochwała obecnej
                                    potwornej rzeczywistości w Polsce. Miłosz pochwala reformę rolną i uniwersytety
                                    zapełnione przez młodzież robotniczą. A oto co pisze na ten sam temat
                                    w „Kulturze”, nr 45/46, Roman Palester w artykule Konflikt Marsjasza:
                                    „Jakże cieszyć się z wielkiej ilości młodzieży chłopskiej i robotniczej na
                                    uniwersytetach, jeżeli celem tych uniwersytetów jest uformowanie umysłów
                                    całkowicie bezkrytycznych i posługujących się wyłącznie obiegowymi sloganami
                                    obowiązującej teorii? A wyrażanie radości z przeprowadzenia reformy rolnej jest
                                    chyba niezdawaniem sobie sprawy z tragicznego losu, jaki ta <<reforma>> gotuje
                                    milionom ludzi.
                                    Program jest maksymalny i niszczy zarówno samego człowieka, jak i te wszystkie
                                    wartości, które dotychczas nadawały życiu ludzkiemu pewien obiektywny sens”.
                                    Miłosz pisze: „Pisarze w krajach Zachodu nie mogą mieć pojęcia o opiece, jaką
                                    zapewniają ich kolegom państwa rządzone według zasad leninizmu – stalinizmu”.
                                    Twierdzi, że zarobki ich w porównaniu z zarobkami robotnika czy urzędnika
                                    są „niebotyczne”. Miłosz ma rację, tylko nie dodaje, kto i za jakie zasługi ma
                                    te „niebotyczne zarobki”. Aby je mieć, trzeba wyrzec się godności człowieka i
                                    Polaka.
                                    Miłosz twierdzi: „Wielcy pisarze przeszłości rzadko byli za ich życia
                                    honorowani. Zdychali z głodu, wyganiano ich z republik, wyśmiewano, uważano za
                                    wariatów i maniaków”. Miłosz rzucił to twierdzenie właśnie „propagandowo” – dla
                                    uzasadnienia dalszych wywodów, dla efektu. Tak jakby pisał ulotkę dla
                                    mieszkańców państwa totalnego, nie troszcząc się o prawdę i przechodząc do
                                    porządku nad faktami historycznymi. Nie ma tu miejsca na obszerniejsze
                                    rozważenie tej kwestii. Ale wystarczy, jeśli podam tylko jeden przykład na
                                    dowód, jak twierdzenie Miłosza jest fałszywe. Gorki za caratu miał w Rosji
                                    sławę i dobrobyt, mimo że był pisarzem dla ustroju wrogim i szkodliwym. A jak z
                                    punktu widzenia ustroju szkodliwym, można zorientować się z tego, że potrafił
                                    rozpętać za granicą (w Europie i Ameryce) akcję przeciwko udzieleniu przez
                                    Francję pożyczki Rosji, przekonywając wszędzie opinię publiczną, że te
                                    pieniądze są potrzebne reżimowi carskiemu do tępienia ruchów postępowych i
                                    umocnienia tyranii. Mimo to mógł wrócić do Rosji i dalej tam żyć za tegoż cara
                                    i dalej go zwalczać. Dopiero Stalin się z nim rozprawił. W Rosji, od
                                    najdawniejszych czasów, istniało wielu innych pisarzy krytycznych, postępowych
                                    albo wręcz rewolucyjnych i nie spotkał ich tak potworny los, jak obecnie
                                    spotkałby każdego pisarza-opozycjonistę, gdyby się pojawił.
                                    Interesujące jest zdanie Miłosza o Rosjanach: „Kontakt z obywatelami tego kraju
                                    jest trudny, wspomnienia, jakie zostawiła armia wyzwalająca, nadmiernie skłonna
                                    do grabieży, złodziejstw i gwałtów – niemiłe”. Tylko „n
                                    • Gość: Grzech No to Ci pomogę - ciąg dalszy IP: *.cro.citynet.pl 23.01.05, 12:24
                                      A jak z punktu widzenia ustroju szkodliwym, można zorientować się z tego, że
                                      potrafił rozpętać za granicą (w Europie i Ameryce) akcję przeciwko udzieleniu
                                      przez Francję pożyczki Rosji, przekonywając wszędzie opinię publiczną, że te
                                      pieniądze są potrzebne reżimowi carskiemu do tępienia ruchów postępowych i
                                      umocnienia tyranii. Mimo to mógł wrócić do Rosji i dalej tam żyć za tegoż cara
                                      i dalej go zwalczać. Dopiero Stalin się z nim rozprawił. W Rosji, od
                                      najdawniejszych czasów, istniało wielu innych pisarzy krytycznych, postępowych
                                      albo wręcz rewolucyjnych i nie spotkał ich tak potworny los, jak obecnie
                                      spotkałby każdego pisarza-opozycjonistę, gdyby się pojawił.
                                      Interesujące jest zdanie Miłosza o Rosjanach: „Kontakt z obywatelami tego kraju
                                      jest trudny, wspomnienia, jakie zostawiła armia wyzwalająca, nadmiernie skłonna
                                      do grabieży, złodziejstw i gwałtów – niemiłe”. Tylko „niemiłe”?!... A armia –
                                      naturalnie „wyzwalająca”. Grabież zaś, złodziejstwa i gwałty (wyzwolicieli)
                                      tylko dlatego są Miłoszowi niemiłe, że nadmierne. Co innego, jeśliby robili to
                                      umiarkowanie, według planu leninowsko-stalinowskiego. Gdyby dziś, na przykład,
                                      zgwałcili Putramenta, jutro Jędrychowskiego, potem Broniewskiego, później
                                      Gałczyńskiego, następnie Miłosza, może by to nawet było miłe... A jeśli
                                      bolszewicki pułk rabuje pociąg repatriantów polskich, jadących na zachód, to
                                      jest to nadmierne czy umiarkowane, czy normalne? Czy armię, która dokonywa
                                      gwałtów i grabieży, można nazwać „wyzwalającą”?
                                      Ktoś mógłby przypuszczać, że niektóre wypowiedzi Miłosza są zwykłymi lapsusami,
                                      ale zdarzają się między nimi takie, które rozwiewają wszystkie wątpliwości,
                                      ukazując całą potworność psyche tego bierutowca. „Czy szczęście ludzi – pisze
                                      Miłosz – których horyzont myślowy jest ograniczony do kopania swoich ogródków,
                                      picia wina w kafejce i uprawiania hobbies, nie jest szczęściem idiotów? Nie do
                                      takiego szczęścia dąży ludzkość poprzez śmierć i terror. Czy idiota będzie
                                      sadzić róże w swoim ogródku, czy rąbać las w karnych brygadach, jest właściwie
                                      wszystko jedno”.
                                      Czyż nie jest to filozofia zimnych gadów, takich jak Dzierżyński? Dla nich
                                      cichy kąt skromnego człowieka i jego spokój są nienawistne. Im jest
                                      właściwie „wszystko jedno”, czy zwykły człowiek stworzy sobie cichą przystań
                                      życiową, czy gnije w łagrze. Ale o swoją osobę taki dialektyk jest bardzo
                                      troskliwy. Tak troskliwy, że nawet wylądowanie wśród nas nazwał „samobójstwem”.
                                      [Później Piasecki dokona sprostowania swojego komentarza do powyższej
                                      wypowiedzi Miłosza. Napisze: „Zwrócono mi obecnie (pośrednio) uwagę, że słów
                                      tych Miłosz nie wypowiada od siebie, ale że mają one odtwarzać tok rozumowania
                                      wyznawców tzw. <<Nowej Wiary”>>. Prostując moją pomyłkę, wynikłą z zawiłego,
                                      mętnego i niezdarnego wysławiania się Miłosza, muszę zaznaczyć, że Miłosz nie
                                      protestuje przeciwko takiemu nikczemnemu stosunkowi wyznawców <<Nowej Wiary>>
                                      do człowieka; dodaje skromnie, że to, co może przeciwstawić podobnemu
                                      rozumowaniu, jest „oczywiście znacznie słabsze”, i nieśmiało pyta:
                                      <<Czy...szacunek dla jednostki ludzkiej, dla jej głupich często myśli i zajęć –
                                      jest dorobkiem zupełnie nieprzydatnym w Nowej Budowli?>>”. – L.).
                                      Spostrzegłem, że urokowi tego „samobójcy” uległo wielu ludzi, którzy naiwnie
                                      wytłumaczyli sobie jego zmianę frontu albo jako rezultat kryzysu w
                                      zapatrywaniach politycznych, albo jako bunt poety, który nie mógł pójść na
                                      kompromis z sumieniem. Zygmunt Zaremba [działacz PPS, publicysta i pisarz
                                      polityczny, po wojnie na emigracji we Francji] np. ironicznie nazywa („Kultura”
                                      45/46) krytykujących Miłosza „emigracyjnymi Katonami” o „z góry powziętej
                                      niechęci, opartej na jedynej przesłance, że Miłosz służył regime’owi
                                      warszawskiemu. To kryterium – pisze p. Zaremba – dla oceny ludzi z kraju w
                                      żadnym wypadku wystarczyć nie może, wobec zaś Miłosza w zupełności się nie
                                      nadaje”.
                                      Lecz Miłosz nie jest człowiekiem „z kraju”. Miłosz jest człowiekiem, który ze
                                      swojej zagranicznej placówki narzucony Polsce regime przedstawiał jako
                                      prawowitą władzę. Pan Zaremba pisze o grupie podobnych Miłoszowi typów: „Ludzie
                                      ci po prostu bałamucili się lewicowo, dziedzicząc po Żeromskim czy Strugu
                                      sympatię do świata pracy bez zadania sobie najmniejszego trudu zgłębiania jego
                                      życia i walk”. Trzeba na to powiedzieć, że w gruncie rzeczy ludzie ci tylko
                                      innych bałamucili swą lewicowością, sami światem pracy pogardzali i przy
                                      najbliższej sposobności wzięli czynny udział w zaprzedaniu tego świata pracy
                                      obcemu najeźdźcy.
                                      W związku z tym opowiem krótko, jak wyglądało „bałamucenie się lewicowe” na
                                      terenie Wilna niektórych przedstawicieli tej grupy w okresie okupacji. Henryk
                                      Dembiński [1908-1941; związany z pismem „Żagary”, gdzie drukował artykuły
                                      wstępne] przed wojną był prezesem katolickiego „Odrodzenia”, stał się
                                      lewicowcem i przywódcą ruchu „wolnościowego” młodzieży uniwersyteckiej w
                                      Wilnie. Żadnego pionu nie miał. Komunizował lub reakcjonizował – zależnie od
                                      okoliczności. Gdy przyszli do Wilna bolszewicy, stał się pospolitym
                                      denuncjantem. Nawet wskazał bolszewikom tajne skrytki w archiwum miejskim , w
                                      których ukryto najcenniejsze dokumenty historyczne. Stefan Jędrychowski (drugi
                                      as grupy) [w 1943 współzałożył ZPP w ZSRR – L.] od r. 1941 przebywał w Moskwie
                                      i tam tworzył „Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego”, z którym się zjawił w
                                      lipcu 1944 w Chełmie. Przedtem też denuncjował i został skazany przez sąd tajny
                                      Armii Krajowej na śmierć. Teodor Bujnicki [poeta, członek grupy „Żagary”] w
                                      piśmie bolszewickim „Prawda Wileńska” zamieścił wiersz Nasz kandydat, na cześć
                                      znanego nam kandydata do Wierchownego Sowietu [chodzi o Pawła
                                      Bołtruszkę, „kandydata bloku komunistów bezpartyjnych”], którego wilnianie
                                      musieli „wybrać”, aby otrzymać pieczątki na paszportach - że głosowali. W
                                      wierszu było takie zdanie: „Już się kończy łajdacko – kupiecko – szlachecka”!
                                      Tak się cieszył polski poeta i „lewicowiec” z końca naszej niepodległości. Za
                                      swą denuncjatorską działalność został również skazany na śmierć, i wyrok
                                      wykonano. Ludzie ci byli oczami i uszami okupanta. Oni dopomogli wrogowi
                                      planować akcje przeciw nam. Oni wskazywali, gdzie są „reakcjoniści”. Oni się
                                      zjawiali wraz z czołgami armii sowieckiej i znikali wraz z nimi lub
                                      konspirowali się wśród nas (aby przetrwać), nawet wciskali się do organizacji
                                      podziemnych. Są dowody, że nawet wówczas potrafili denuncjować do gestapo tych
                                      patriotów polskich, którzy byli przeciwnikami Sowietów. Ich to zdrady, rady i
                                      pomoc umożliwiły potem bolszewikom stworzenie fikcji rządu polskiego z „woli
                                      narodu”. Bez nich byłaby to tylko okupacja wojskowa obcego państwa. Nie była
                                      to „bałamucąca się lewicowo” grupka młodzieży, lecz banda podstępnych i
                                      bezwzględnych zdrajców. Wówczas wpisałem do zeszytu wierszy młodego poety z
                                      konspiracji, uczciwego patrioty:
                                      „Adamie, Adamie! [apostrofa skierowana zapewne do Adama Mickiewicza] Co się
                                      dzieje z poetami twego ukochanego Wilna? Nawet cwani enkawudziści nie umieją
                                      już odróżnić wierszoklety od bliadi [bljad’ – wulgarne określenie prostytutki;
                                      obelżywe wyzwisko] i drogo płacą za stosunki z nimi. Biedne zaś ku.. płaczą
                                      zrozpaczone, widząc tak straszne pohańbienie swego fachu”.
                                      Ludzie ci jak szakale czyhali, kiedy Polska opadnie z sił i radowali się
                                      polskimi klęskami. A ponowna okupacja Polski przez wojska bolszewickie była dla
                                      nich radosnym dnie
                                      • Gość: Grzech No to Ci pomogę - ciąg dalszy (2) IP: *.cro.citynet.pl 23.01.05, 12:31
                                        Ludzie ci jak szakale czyhali, kiedy Polska opadnie z sił i radowali się
                                        polskimi klęskami. A ponowna okupacja Polski przez wojska bolszewickie była dla
                                        nich radosnym dniem – ziszczała ich marzenia o władzy i karierach. I wiele
                                        dotkliwych dla Polski posunięć bolszewickich zawdzięczamy ich wpływom.
                                        Przypadkiem trafiłem na jedną z drobnych usług poety Miłosza i nic w tym
                                        poetycznego znaleźć nie umiem. W „Dzienniku Polskim” [i Dzienniku Żołnierza] z
                                        28 maja 1947 zamieszczono korespondencję z Waszyngtonu, pióra Vigila [Vigil O
                                        Świerczewskim, Murzynach i „porwaniu dzieci. Popisy propagandowe pomocników
                                        Winiewicza, „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, 1947, nr 125.). Jest w niej
                                        taki fragment:
                                        „Polonia Amerykańska sprowadziła dwie grupy sierot polskich z Indii oraz
                                        poważną grupę bezdomnych dzieci polskich z obozu Santa Rosa w Meksyku.
                                        Wszystkie te dzieci przeszły piekło zsyłki sowieckiej i ogromna większość z
                                        nich postradała rodziców na obszarach Peczory, poprzez Kołymę do Kazachstanu.
                                        Obecnie dzieci są w szkołach, pod znakomitą opieką, wiele z nich adoptowały
                                        rodziny amerykańskie, a kongresman Jan Lesiński, który jako przewodniczący
                                        kongresowej komisji imigracji i naturalizacji w poprzedniej kadencji Izby
                                        najwięcej napracował się nad sprowadzeniem dzieci – otoczony jest wdzięcznością
                                        zarówno ze strony małoletnich imigrantów, jak i ich opiekunów.
                                        Inaczej rzecz się ma z p. Józefem Giebułtowiczem, pierwszym sekretarzem zespołu
                                        waszyngtońskiego, i p. Czesławem Miłoszem, który, jak Erenburg w <<Prawdzie>>,
                                        w krakowskim <<Przekroju>> cierpliwie naucza Amerykanów demokracji. [Od
                                        założenia „Przekroju” (1945, nr 1) Cz. Miłosz publikował na jego łamach cykl
                                        felietonów pt. Kolorowym atramentem].
                                        Pewnego dnia obaj młodzi ludzie wmaszerowali do jednego z gabinetów
                                        Departamentu Stanu z interwencyjnymi wyrazami twarzy. Chodzi o te dzieci. Mają
                                        wrócić do Polski, szczególnie te z Indii, ale i te z Meksyku również. Rząd tego
                                        się domaga, bo rząd jest jedynym opiekunem obywateli polskich za granicą.
                                        Dzieci <<wywieziono>> do Stanów Zjednoczonych i wydano w obce ręce bez
                                        porozumienia się z rządem. Podobno nawet w Polsce znaleźli się rodzice, którzy
                                        domagają się zwrotu swych dzieci. Nazwiska? – to później. Teraz chodzi o
                                        zasadę.
                                        Odpowiedź była grzeczna i prosta. Stany Zjednoczone załatwiły sprawę imigracji
                                        dzieci zgodnie z przepisami prawa i w zgodzie z prawnymi opiekunami dzieci,
                                        którymi byli – w Indiach na przykład – ludzie mianowani przez sąd okręgowy w
                                        Bombaju. Obecnie amerykańskie instytucje opieki społecznej są całkowicie
                                        zadowolone ze sposobu umieszczenia dzieci, ich kształcenia itd. To – wszystko.
                                        Dyplomatyczni interwenci zdenerwowali się najwidoczniej, skoro p. Giebułtowicz
                                        zaryzykował okrzyk i wyraził przekonanie, że dzieci zostały porwane. Wyrażenie
                                        amerykańskie, którego użył, brzmi: <<kidnapped>> i posiada wydźwięk dla
                                        Amerykanina tak wyraźny, że rozmówca amerykański odpowiedział coś w rodzaju:
                                        <<... przykro mi, że pan posiadł język nasz w ten sposób, iż używa
                                        niewłaściwych wyrażeń...>>, po czy rozmowę urwał.
                                        Dyplomacja – jak widać – też na poziomie”.
                                        Ale wyobraźmy sobie, że miły poeta Miłosz natchnioną wymową poetycką
                                        przekonałby Amerykanów, że dzieci polskie należą do Polski, a ponieważ stracili
                                        rodziców, ich nowy papa Bierut smuci się po nich i łzy wylewa, i mocno do serca
                                        przycisnąć pragnie, Radkiewicz [członek Biura Politycznego KC PPR i PZPR; w
                                        latach 1944 – 1954 minister bezpieczeństwa publicznego, jeden z wykonawców
                                        polityki stalinizacji Polski] niepokoi się, czy dziateczek nie zdeprawowano, a
                                        ojczulek wszystkich dzieci w demokracjach ludowych, Stalin, tez ich losem jest
                                        srodze zmartwiony. No i oddaliby je Amerykanie. I wyrosłaby z nich, na
                                        przykład, kupa utalentowanych poetów klasy Miłosza i jegoż wysokiego poczucia
                                        patriotycznego!
                                        Jak szkoda, że rząd bierutowski nie posłał poety Miłosza na Sybir, aby ściągnąć
                                        dzieci polskie, która pojechały tam na wycieczkę krajoznawczą w latach 1939 –
                                        1944. Wiele z nich zostało sierotami. Ale może, wychowani w „Nowej Wierze”,
                                        baliby się jechać do Polski... W liście z Polski czytałem: „Janeczek wieczorem
                                        boi się spać i prosi dobrze zamykać drzwi. Twierdzi, że za drzwiami czai się
                                        reakcjonista”.
                                        Na bardzo umiarkowane, w stosunku do politycznego konta Miłosza, zarzuty prasy
                                        emigracyjnej Miłosz zamieścił w nr. 45/46 „Kultury” Odpowiedź. Jest równie
                                        fałszywa, jak pierwsze oświadczenie, chociaż napisana ostrożniej i z mniejszym
                                        tupetem.
                                        Miłosz twierdzi, ze Polacy „zachodni” nie rozumieją lub „lekceważą” „głębokie”
                                        przemiany świadomości”, jakie zachodzą w Polsce. Rozumiem i nie lekceważę
                                        przemian, lecz nie uznaję przemiany świadomości. Można być zamkniętym w
                                        pojedynczej celi przez dziesięć lat, można nie wiedzieć nic o świecie za
                                        murami, można dojść do kresu wytrzymałości fizycznej i psychicznej, lecz dopóki
                                        się nie zatraciło zdolności myślenia albo nie wpadło w obłęd, świadomość będzie
                                        nienaruszona. Te „przemiany świadomości”, które zachodzą w Polsce, są
                                        przystosowaniem się do okoliczności i grą aktorską. Pisał o tym sam Miłosz w
                                        Ketmanie. Być może, że młodzież, zdana całkowicie na wychowanie w duchu
                                        bolszewickim, obniży swój „moral”, lecz trudno będzie nawet tę młodzież
                                        przekonać, że tylko „Nowa Wiara” da jej szczęście.
                                        Miłosz pisze: „To, że wszyscy Polacy <<zachodni>> są antystalinistami, nie
                                        oznacza, że wszyscy mają te same racje do potępiania stalinizmu... Moim zdaniem
                                        słabo usprawiedliwiona jest niechęć do prób udzielenia odpowiedzi na pytanie,
                                        dlaczego stalinizm jest zły. <<Myśmy to dawno wiedzieli>> nie rozwiązuje
                                        niczego”.
                                        Otóż nie tylko nie ma „niechęci” do udzielenia odpowiedzi, dlaczego stalinizm
                                        jest zły, lecz istnieje entuzjazm w udzielaniu takich odpowiedzi. Napisano o
                                        tym tysiące książek. A samo pytanie jest nader nudne i bezsensowne – tak jakby
                                        ktoś pytał: dlaczego kura pije, a siusiu nie robi? Stalinizm jest zły dla
                                        miliona powodów, chociażby dlatego np., ze Miłosz nie mógłby napisać swego Nie
                                        w zasięgu „stalinizmu”.
                                        Argument Miłosza, ze liczba zwolenników stalinizmu na świecie powiększyła
                                        się „w ostatnich latach o ładną garstkę milionów”, nawet gdyby był słuszny, też
                                        by niczego nie dowodził, tak jak zwiększenie się alkoholizmu nie stanowi
                                        dowodu, że wódka jest pożyteczna albo lepsza od wody czy mleka.[Porównanie
                                        Piaseckiego jest genialne, znakomicie obnaża tępotę wiary w nieomylność
                                        większości (czy choćby „dużej liczby”). A pięknie koresponduje z nim zdanie
                                        Wilka o „muchokracji” – L.).
                                        Miłosz próbuje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego przez tyle lat służył reżimowi
                                        warszawskiemu i dlaczego tak późno przejrzał. Ale odpowiedź ta
                                        jest „dialektyczna”. Wygląda to tak, jakby ktoś spytał: która jest godzina? –
                                        na co otrzymałby odpowiedź: na wiosnę przylatują bociany. Miłosz odpowiedziałby
                                        szczerze tylko enkawudzistom w ich demokratycznym MGB; my takich metod nie
                                        mamy.
                                        Miłosz pisze, że służył Krajowi, chociaż służył Bierutowi. Pisze, że służył,
                                        bo „wszyscy służą”. Ale jak służą? Jeśli robotnik czy urzędnik nawet wstępuje
                                        do PPR-u, aby wyżyć, jeśli nawet w pochodach nosi portret Stalina – którego
                                        jeśliby mógł, udusiłby własnymi rękami – to jest to nieszczęście, w które
                                        miłosze go wtrącili. Za Niemców wielu ludzi też służyło, ale orientowaliśmy się
                                        doskonale w charakterze ich służby. Jest różnica między służbą, wysługiwaniem
                                        się, współpracą. A już zupełn
                                        • Gość: Grzech No to Ci pomogę - ciąg dalszy (3) IP: *.cro.citynet.pl 23.01.05, 12:32
                                          Za Niemców wielu ludzi też służyło, ale orientowaliśmy się doskonale w
                                          charakterze ich służby. Jest różnica między służbą, wysługiwaniem się,
                                          współpracą. A już zupełnie czym innym jest przynależność do aparatu rządowego,
                                          administracyjnego albo policyjnego. Wiele słów się pomieszało, wiele straciło
                                          znaczenie, wiele się wypacza. Ale czy możemy sobie wyobrazić Polaka, który by w
                                          razie zwycięstwa Hitlera i stworzenia przez niego przemocą w Polsce ustroju
                                          nazistowskiego reprezentował ten ustrój za granicą, jako attache kulturalny, i
                                          twierdził poważnie, że służy Polsce? Jakbyśmy nazwali takiego typa?
                                          Gdy się czyta Odpowiedź Miłosza, ma się wrażenie, że tak się załgał, że
                                          wszystko mu się pomieszało, albo uważa, że o niczym nie mamy pojęcia. Główny
                                          konik, na którym jedzie Miłosz, to poetycki pegaz: „Istnieją sfery działania, w
                                          których można uprawiać kompromisy, i sfery działania, w których na żaden
                                          kompromis iść nie wolno. Dla poety tą sferą działania jest poezja”. W więzieniu
                                          słyszałem opowiadanie o pewnym starowierze, który zabił Węgra, sprzedającego po
                                          wsiach towary galanteryjne. W sądzie zapytano, co zrabował zabitemu.
                                          Odpowiedział, ze nic przy nim nie znalazł. Sędzia zaznaczył, e przy trupie
                                          znaleziono kawałki mięsa. Czy je jadł? Tu starowier się oburzył: „Jak możecie
                                          mnie posądzać, że jadłem mięso, kiedy wiecie dobrze, że to było w piątek!”.
                                          Miłosz także ogromnie rozszerza sfery działania, w których można iść
                                          na „kompromisy”. Nie ma dla niego Polaka, obywatela, człowieka, reżymowca,
                                          dyplomaty, zdrajcy. Jest tylko niepokalany duch poetycki. Niestety, duch ten
                                          wyzwala się jedynie w piątki. I gdyby nie nieszczęście, ze tydzień ma 7 dni,
                                          nic by nie nie można mu było zarzucić.
                                          Miłosz pokpiwa z tych, którzy „do ostatniej chwili porządkowali swoje bibeloty,
                                          złudzenia, dywaniki, antyki – a potem już tylko krew i płomień i zgorzelisko”.
                                          Drżyjmy wobec zapowiedzianej przez Miłosza zagłady. Może ona przyjść, choć może
                                          i nie przyjść. Ale tak czy inaczej lepiej jest „schronić się w lamus pełen
                                          słowników, herbarzy, senników, kalendarzy, między pamiątki minionego czasu” –
                                          którymi tak Miłosz pogardza – niźli włazić do katowni tego lub owego Iwana
                                          Groźnego i czytać ukazy, prikazy i dekrety. W tych „lamusach” matki – Polki,
                                          zdejmując dziecku z szyi sowiecką wesz, składają mu rączki do modlitwy za Kraj
                                          i za kogoś, kto ginie na Sybirze, jęczy w lochu Bezpieki czy spala się tęsknotą
                                          za rodziną na obczyźnie. Z tych „lamusów” wykwitły takie duchy, jak Mickiewicz,
                                          Słowacki, Norwid, Chopin. Z dialektyki zaś i filozofii miłoszów powstają krwawe
                                          upiory, jak Dzierżyński czy Radkiewicz.
                                          Uważam, ze Miłosz nadal jest niebezpieczny dla sprawy polskiej i sprawy wolnego
                                          świata, walczącego z bolszewizmem. Może bardziej niebezpieczny teraz niźli na
                                          poprzednim stanowisku dyplomaty regime’u warszawskiego. Jeśli wówczas szerzył
                                          informacje o tym, że Polska ma obecnie ustrój demokratyczny i dąży ku
                                          socjalizmowi, dawniej zaś była zacofana, półfeudalna – mogło to być uważane za
                                          propagandę rządową. Jeśli teraz będzie szerzył takie pojęcie o Polsce – będzie
                                          to brzmiało jak prawda. Mało kto przecież rozumie, że Miłosz nie mógł w to
                                          wierzyć poprzednio i że nie wierzy w to teraz. Lecz pycha nie da mu nigdy uznać
                                          szczerze, że służył dla różnych powodów... może i ze strachu też – takiego,
                                          jaki ma francuski piesek przed dużym, śmierdzącym brytanem. Aby przedstawić
                                          siebie w pięknym świetle, Miłosz będzie wybielał to, czemu służył. Na wyznanie
                                          szczere trzeba odwagi. Miłosz woli kluczyć.
                                          Słyszałem, że Tuwim jest jeszcze gorszy niźli Miłosz, bo występuje z
                                          histerycznymi wierszami na cześć Stalina, Armii Czerwonej, obecnej Rosji.
                                          Trudno się z tym zgodzić. Robota Tuwima jest prostacka. Taki „słowik” Stalina
                                          jest zrozumiałym dla każdego błaznem, nad którym można się jedynie litować. I
                                          im głośniej i przesadniej będzie czkał i rzygał na cześć Stalina, tym więcej
                                          ośmiesza i siebie, i Stalina. Mimo wszystko jednak w galerii naszych poetów
                                          Tuwim będzie miał wielki portret, u którego stóp przytuli się maleńki portrecik
                                          Miłosza. Ale w galerii poputczików Miłosz będzie miał wielki portret, Tuwim zaś
                                          spocznie u jego stóp, nie dorastając mu do pięt.
                                          (Seriusz Piasecki, Były poputczik Miłosz [w:] „AUTODENUNCJACJA”, Warszawa 2002,
                                          s. 191 – 201).
                            • dr.krisk A gdzie tu widzisz epitety? 20.01.05, 00:31
                              Proszę mi wskazać w moim poście jakikolwiek epitet pod adresem Szanownego
                              Pomnika.
                              Czy aby drogi kapryśny Grzesiu nie cierpisz na kult (własnej) jednostki?
                              Nieładnie - w tak młodym wieku.....
                              KrisK Ucieszony
                              P.S. A z czego masz cokolik? I co na nim pisze?
                                  • stooper O dr.krisk 23.01.05, 07:23
                                    dr.krisk napisał:

                                    > Fakt - "pisze" to Grzesio swoje wypociny, a na pomniku "jest napisane".
                                    > To z przepracowania.

                                    Wszystko jedno z czego to wynika. Nawet jak piszesz poprawnie, to nie ma tam
                                    nic najczesciej, oprocz silenia sie na styl. Jestes marzycielem, cwierc-
                                    szyderca, literackim onanista, pluskasz sie zaledwie w slowie. Do prawdziwego
                                    szydercy i literata jeszcze Ci daleko, a nawet za daleko.
                              • Gość: Grzech Wzór a' la Konwicki IP: *.cro.citynet.pl 23.01.05, 02:52
                                WŁODZIMIERZ MAJAKOWSKI:
                                "Młodzieńcze, co wahasz się jak żyć,
                                Nie namyślając się wzór ci podam bliski,
                                Pamiętaj i nie zapomnij o tym,
                                Żyj, jak żył towarzysz Dzierżyński".

                                A propos kultu jednostki: czy to wszystko, co możesz napisać o proubeckich
                                tekstach Konwickiego, UB-awiony?
                            • wqrwiony Re: Dobre!!!! 20.01.05, 00:42
                              Nie czytałeś Salonu?
                              Przecież Ty doskonale znasz życiorys i twórczość Miłosza więc powinieneść
                              dostrzec ordynarną z ducha ubecką manipulację czytelnikiem.
                        • Gość: daria13 Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.crowley.pl 20.01.05, 10:08
                          Po pierwsze: co masz do "pedałów i ciot" i co to ma do rzeczy w ocenianiu
                          czyjejś twórczości?
                          Po drugie: jeśli Komitet Noblowski nie jest w stanie ocenić obiektywnie i
                          wnikliwie, kto powinien otrzymać najwyższą nagrodę w dziedzinie literakury to
                          kto? Ty? a może Twój guru Łysiak? O ile o Dario Fo można podyskutować, o tyle
                          Sartre bez wątpienia na Nobla zasłużył (mam na myśli jego twórczość literacką,
                          bo dla mnie i dla większości rozumnych istot to właśnie jest kryterium
                          przyznawania nagrody). Jelinek jest świetną, oryginalną pisarką, niestety jej
                          twórczość nie przemawia do ludzi o wąskich horyzontach, ale to już nie jej
                          wina.
                          Po trzecie o ostatnim tomiku Szymorskiej na razie podyskutować nie mogę, bo
                          jeszcze nie czytałam, a nie ma zwyczaju omawać czegoś, czego dogłębnie nie
                          poznałam.
                          Po czwarte nie rozumiem zdania "Chamowate żale zachowaj na swoją logiką i
                          kulturą". Błąd składniowy, czy ja jestem za tępa, żeby zrozumieć jakąś głębię
                          wypływającą z tego stwierdzenia. Proszę mnie oświecić.
                          Po piąte jestem szalenie ciekawa, co w swoim życiu zrobiłeś tak wielkiego, że
                          możesz o sobie powiedzieć, że jesteś z marmuru? Czy plucie jadem i piętnowanie
                          błędów młodości niektórych osób (nota bene wyciągniętych nie przez Ciebie)
                          uprawnia Cię do tak wysokiej samooceny? Choć może są w Twoim życiu jakieś
                          chlubne czyny, pochwal się nam profanom i miernotom.
                          Po szóste: nie mogę zrozumieć dlaczego skoro tak nienawidzisz GW, czytasz ją
                          namiętnie i regularnie i od lat wypowiadasz się na jej forum. Dyskusje na
                          temat literatury niewątpliwie bardzo by zyskały na merytorycznej jakości,
                          gdybyś stąd zniknął; czego sobie i innym użytkownikom tego forum serdecznie
                          życzę. Jeśli już musisz pozostać wierny forum Gazety, to przerzuć się na forum
                          Polityka, prooooszę!!!!!
                          PS. Rzeczywiście z "bezrozumnymi durniami" trochę mi nie wyszło, ale w ferworze
                          dyskusji trochę straciłam nad soba panowanie, a zależało mi na podkreśleniu
                          sprawy.Co Tobie też się chyba czasami zdarza.
                            • Gość: daria13 Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.crowley.pl 21.01.05, 08:55
                              Dzięki Wqrwiony za uznanie (ja też Cię bardzo lubię; nie wiem czy pamiętasz
                              naszą krótką dyskusję o Dicku [Philipie of course], która uświadomiła mi wiele
                              istotnych rzeczy. Jak pięknie było rozmawiać kulturalnie o literaturze, eh).
                              Z drugiej strony, po przeczytaniu posta Maxima wreszcie ochłonęłam i
                              zrozumiałam, że odpowiadanie Grzechowi jest pozbawione jakiegokolwiek sensu, bo
                              a. sami pozwalamy mu na odejście od zasadniczego tematu i rozwinięcie skrzydeł
                              jego niczym nie ograniczonej elokwencji i mądrości;
                              b. jako człowiekowi rzeczywiście podobnemu do słuchaczy radia maryja na sto
                              procent nic nie wytłumaczymy, bo niestety ale jako maluczcy nie jesteśmy w
                              stanie udowodnić mu, że Łysiak wielkim manipulatorem jest. Pozostaje jedynie
                              mieć nadzieję, że kiedyś ktoś odsłoni i udowodni, takie sprawki Pana Ł., że
                              Grzechowi cały świat przewróci do góry nogami.Bo zwykle tak się kończy
                              bezkrytyczne uwielbienie jednego , pożal się Boże, guru.
                              Z drugiej strony miło jest być w jednym froncie dyskusji z tak inteligentnymi
                              forumowiczami jak Ty i dr Krisk.
                              Bardzo gorąco pozdrawiam.
                                • Gość: daria13 Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.crowley.pl 24.01.05, 15:57
                                  Gość portalu: Grzech napisał(a):

                                  > No udowodnijże mi w końcu, że "Łysiak wielkim manipulatorem jest", a nie pleć
                                  > trzy po trzy, bo inaczej będę uważał to za kolejne zastosowanie na ludziach
                                  > doświadczeń Pawłowa.
                                  > I zrób to, oczywiście, inteligentnie - tak jak potrafisz.
                                  > Czekam.

                                  Ja też czekam na Twoje odpowiedzi na zadane przeze mnie pytania w moim ostatnim
                                  poście, bo jak na razie zarzucasz i zanudzasz nas wszystkich kilometrowymi
                                  cytatami.W tym jesteś bezkonkurencyjny.Udawadniać Ci czegokolwiek nie mam
                                  zamiaru, bo ze wszystkim i tak rozprawisz się tak jak z postem Yaddo (co nie
                                  znaczy, że się pod całym podpisuję).
                                  Temu, że Pani Szymborska pisywała wiersze prokomunistyczne nie da się
                                  oczywiście zaprzeczyć,ale jako wytrawny znawca czasów i metod działania komuny
                                  powinieneś się chyba spotkać z procederem fałszowania podpisów, więc list na
                                  temat księży krakowskich nie wydaje mi się do końca wiarygodnym dokumentem. Nie
                                  sądzę też, żedy ktoś zatrudnił w tej sprawie grafologów. Pomówienia o
                                  sprzedawanie przyjaciół myślę, że są już dowodem na Twoje zdolności
                                  konfabulacyjne.Pius XII też miał zdjęcia z Hitlerem, choć w rzeczywistości
                                  nigdy się z nim nie spotkał. Nie wmówisz nam chyba, że komuna nie stosowała
                                  takich metod.
                                  Komuna też piętnowała wszelkie przejawy satyry anty, więc rozwaliły mnie
                                  całkowicie oskarżenia Pana Ł., że Gombrowicz wyśmiewał i wyszydzał Polaków i
                                  polskość. Na Boga, czy Polacy to święte krowy. Litości, trochę dystansu do
                                  świata, a szczególnie do siebie. Jeśli wytykamy Żydom, że mają nam za złe
                                  wypowiedzi antysemickie, to nie obrażajmy się na Gombrowicza, za jego
                                  prześmiewcze dzieła.
                                  Wyrywanie z kontekstu cudzych wypowiedzi śmiem nadal uważać za manipulowanie,
                                  nazywanie Gombrowicza tchórzem takoż.
                                  Wciąż czekam na informacje o Twoich zasługach,które pozwalają Ci twierdzić, że
                                  jesteś z marmuru.
                                  Powątpiewająca D.
                                • Gość: daria13 Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.crowley.pl 25.01.05, 12:57
                                  Wiem, że Grzecha i tak nie przekonam, bo betonu (w końcu nam nie okazał,
                                  dlaczego mieni się "człowiekiem z marmuru")i tak nic nie przebije, ale może
                                  niektórym bardziej myślącym i normalnym zwolennikom Łysiaka da to odrobinę do
                                  myślenia.Łysiak w swoim wiekopomnym Salonie obarcza bezpośrednią
                                  odpowiedzialniością Sartre'a za zbrodnie Pol Pota :
                                  "Sartre uchodzi (słusznie)za duchowego ojca takich harcowników goszyzmu jak
                                  osławiony D. Cohn-Benedict, lecz właściwie całe pokolenie tamtych czasów to
                                  były "dzieci Sartre'a", nie tylko zresztą w Europie, czego jaskrawym przykładem
                                  ludobójstwa Pol Pota, który dla lewackiej utopii wymordował co najmniej jedną
                                  trzecią Kambodżan (co najmniej dwa miliony ludzi), a studiował lewackość w
                                  sartrowskim Paryżu, czyli w "Salonie" Sartre'a."
                                  Jeśli ktoś nazwie to obiektywnym przedstawianiem fatów, a nie czystą
                                  manipulacją to ja naprawdę wymiękam. Przecież to czyste, wręcz karkołomne
                                  naciąganie faktów i nadinterpretacja, tak charakterystyczna dla twórczości
                                  Łysiaka.To ma być cała, czysta Prawda? Ratunku!!!!!!
                                  Dodam tylko, że całego Salonu nie czytałam, bo brzydzę się takimi "dziełami",
                                  zacytowany powyżej przeze mnie fragment jest tylko efektem pobieżnego
                                  przekartkowania książki i to już mi wystarczyło, żeby potwierdzić moją opinię
                                  o "wielkim twórcy" i jego toku myślenia, jak również dało mi, uważam, dość
                                  dobry i reprezentatywny przykład i agrument na przedstawienie manipulacji
                                  Łysiaka. Ta pozycja to jeden, chory bełkot fanatycznego warchoła, który żeruje
                                  na naszych obecnych frustracjach. Wielka, spiskowa teoria dziejów! Ludzie!
                                  Trochę obiektywizmu i rozsądku!!!!
                                  Jeśli uda mi się przełamać moje obrzydzenie, może przeczytam więcej i wyrywając
                                  z kontekstu przedstawię inne fantastyczne teorie Pana Ł.(w końcu to jego
                                  domena; udawadnianie komuś złej woli i zbrodniczych intencji cytując wyrwane z
                                  kontekstu wypowiedzi).
                              • Gość: wqrwiony Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 21:33
                                Dario to właśnie z tamtej rozmowy kojarzę twoj nick:)

                                Nie rób sobie wyrzutów z powodu odejścia od tematu bo jak widać Grzechu bez
                                jakichkolwiek zachęt i prowokacji ćwiczy intensywnie sztukę monologu
                                dygresyjnyego w odmianie "cut & paste".

                                Nie mam ambicji udowadniać Grzechowi, że Łysiak jest "Wielkim Manipulatorem"
                                chociazby dlatego, że etykieta ta formułowana jako ocena "per saldo" jest
                                niesprawiedliwa wobec niego i odwraca uwagę od tego co istotne w jego
                                publicystyce i felietonach. Istotnych chociażby jako prozpozycja do refleksji
                                nad tym i owym.

                                Nie dostrzegam sensu dyskusji z kimś kto przyznaje, że ceni pana Majdę za to, że
                                ten "zdecydował się publicznie podważyć autorytet Miłosza pokazując jego
                                antypolskość". (Łysiak potraktował Miłosza w "Salonie" w sposób równie niegodny
                                co literaturoznawca Majda. Obydwaj prostackim żonglowaniem cytatami
                                udowadniali rzekomą antypolskość poety.)

                                Poza tym na odcinku miłoszo i łysiako frontowym powiedziałem prawie wszystko co
                                miałem do powiedzenia, tyle, że na innym forum na które trafiem dzięki koledze
                                Grzecha. Pozostało dobić gwoździe. Póki co nie mogę się zmobilizować.

                                Pozdrawiam serdecznie


                                • Gość: daria13 Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.crowley.pl 25.01.05, 13:47
                                  Kochany Wqrwiony! (swoją drogą, nie myślałeś nigdy nad zmianą nika, bo ja po
                                  staroświecku mam wrodzoną niechęć do inwektyw, ale oczywiście jeśli jesteś
                                  przywiązany, to jakoś wytrzymam:)Mobilizujże się szybciej, bo jako bez
                                  porównania madrzejszy i bardziej oczytany ode mnie z pewnością możesz wytoczyć
                                  cięższe działa na tego granitowo-betonowego bałwana, a sprawiłbyś tym
                                  niekłamaną przyjemność nie tylko mi, ale i innym (jak widać z powyższego i
                                  innych łysiakowych wątków), forumowiczom.
                                  Jeśli chodzi o inne wątki miłoszowe i łysiakowe, to wedle wszelkich praw
                                  prawdopodobieństwa, Grzech nie ma równego sobie kolegi i Daro15 to właśnie On.
                                  Tak domniemywam.Do podobnych wniosków doszedł zresztą już gdzieś DrKrisk. Swoją
                                  drogą z wielkim żalem odebrałam jego odejście z tego wątku, bo jego erudycja i
                                  humor też by mi się tutaj bardzo przydały.
                                  Trzymając kciuki za zbieranie sił i amunicji gorąco pozdrawiam.
                                  Zniecierpliwiona D.
                                  • dr.krisk Jestem, jestem.... 25.01.05, 14:34
                                    .. ale obawiam się cokolwiek pisknąć, bo zaraz Ciężka Artyleria Grzesiowa
                                    odpali setką wypisów dla młodzieży patriotycznej. Nic to, że nie masz w tym
                                    myśli żadnej wiodącej, wniosków & przemyśleń. Zresztą od przemyśleń jest Wielki
                                    Mistrz Łysiak, zaś jego akolici pracowicie studiują i cytują.
                                    Ciekawe, kiedy powstanie pierwsza katedra łysiakolgii stosowanej?
                                    Pozdrawiam i idę na narty. Ładny śnieg dzisiaj....
                                    KrisK
                                  • Gość: ynoiwrqw Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.05, 02:53
                                    Dario skromna jesteś, niesłusznie. Dziekuję Ci za dobre słowa postaram się
                                    równać do twojego wyobrażenia o moim potencjale intelektualnym ale wybacz jeśli
                                    się nie uda. Poprzeczkę ustawiłaś wysoko:)
                                    Dario w temacie Łysiaka zostało powiedziane niemal wszystko.
                                    Również na tym forum:
                                    www.kaczmarski.art.pl/forum/viewtopic.php?t=555&start=315
                                    Wątek jest długi więc nie wiem czy zdołasz przebrnąć przez całą dyskusję dlatego
                                    zwracam twoją uwagę na posty Zbycha. Facet pisze bardzo mądrze i pięknym lekkim
                                    stylem.

                                    Wqrwiony też się udzielał tam trochę. To co zgodnie z zapowiedzią miał jeszcze
                                    od siebie dodać, zostanie dodane, chociaż prawdopodobnie odpuściłby sobie gdyby
                                    nie ostatnie posty niejakiego smakosza.
                                    Dzięki za doping.

                                    Pozdrawiam serdecznie
                                    • Gość: daria13 Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.05, 18:58
                                      Dzięki z namiary na forum Kaczmarskiego. Miło jest utwierdzić się w swoich
                                      opiniach,czytając tak inteligentne posty jak Zbycha.Nie udało mi się jeszcze
                                      przeczytać całości, ale to co przeczytałam wystarczyło mi, żeby raz jeszcze
                                      porównać poziom dobrego wychowania u naszych oponentów.
                                      Jak można komentować tak ordynarnie fakt przyjęcia przez Kaczmarskiego chrztu
                                      na łożu śmierci. Przecież jest to najbardziej intymna chwila w życiu człowieka.
                                      To podłe. Nigdy nie wybaczę tego Łysiakowi.Jeśli taki z niego katolik, to jak
                                      może zapominać słowa z Pisma świętego, że w niebie cieszą się bardziej z
                                      jednego nawróconego niż ze stu sprawiedliwych.Komentarze Łysiaka są żałosne i
                                      szkaradne.
                                      Rozpoczynając dyskusję z Grzechem nie liczyłam na wygraną, bo jak zauważyłeś
                                      słusznie jestem raczej skromną osobą, a i pewność siebie i arogancja Grzecha
                                      wydawała mi się nie do pokonania, ale jak można sądzić z jego upartego
                                      milczenia, chyba udało mi się trafić w jego słabe punkty. A może wyjechał na
                                      ferie?
                                      Póki co czuję się stroną wygraną i czerpię z tego niejaką satysfakcję.
                                      Przesyłam ciepłe uściski w ten mroźny wieczór :)
                                      Dumna D.
                                      • Gość: wqrwiony Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.05, 22:14
                                        Witaj Dario!

                                        W najbliższych dniach może uda mi się coś dodać konkretniejszego w temacie. Chciałbym trochę o Miłoszu napisać tylko nie bardzo wiem jak się do tego zabrać. Im więcej wyjasnień padało (nie tylko z mojej strony) tym mniej dostrzegam woli rozumienia po drugiej stronie. Szczerze mówiąc to niedostrzegam jej w ogóle.
                                        Róznica jest taka, że smakoszo geppardo grzechopodobnym daje się możliwość wykoślawiania intencji, wekslowania tematu, przejmowanie argumentacji jaką wobec nich wysuwano z czego skwapliwie korzystają w celu zakrycia istoty sporu zagłuszenia jej watkami pobocznymi i na tym budowania ofensywy przez próbę punktowania na terenie dość odległym od pierwotnego usytuowania miejsca ringu.
                                        Tak też się dzieje na forum Kaczmarskiego. Niejaki Smakosz co do którego łudziłem się do momentu kiedy deklarował wycofanie z dyskusji pogrywa własnie w taką gierkę. Na szczęście nie znajduje sparring partnerów.

                                        Te metody znane mi są dobrze stąd niechęć do tłumaczenia czegokolwiek.
                                        Jeśli ktoś uprze się, żeby niedostrzegać, że człowiek uczciwy nie powinen zniżać się do pewnego poziomu to trudno racjonalnie delikwentowi wytłumaczyć skąd opór wobec przedstawiania sylwetki np właśnie Kaczmarskiego, Miłosza czy Gombrowicza na modłę jaką Łysiak zaproponował. Bo to w sumie sprowadza się do owej sławetnej "kwestii smaku".
                                        Z tym, że na nieszczęście Łysiaka i jego akolitów facet zbyt mocno obnażył mizerię intelektualną i przy okazji kilka innych mizerii.
                                        Paradoks całej sytuacji polega na tym, ze moja niezgoda na jawną niesprawiedliwość przy zrozumieniu a czesto akceptacji poglądów "z ducha konserwatywnych" i mało politycznie poprawnych, przyczyniła się do tego, że w opnii ludzi którzy rzekomo tym wartościom i poglądom służą i je wyznają, jestem człowiekiem o różowej mentalności czy wręcz pozbawionym honoru. Niejaki Geppard zaproponował mi ostatnio zmianę nicku na "sqrwiony".
                                        Opinie tych panów średnio mnie wzruszają ale niemal doszczętnie kruszą już i tak mocno nadwątloną wiarę, że do szczytnych idei dorastają ich wyznawcy i obrońcy i że jestem w stanie zainwestować swoje poparcie w jakikolwiek ruch intelektualny społeczny, polityczny. Istnieje poważna obawa, że casus króla Midasa nie grozi komuś kto w obronie niegodnego postępowania traci godność i kto zdradza poważne objawy deficytu ilorazu IQ więc chyba naiwnością jest oczekiwanie, że tacy ludzie są w stanie budować coś sensownego, nie tylko niszczyć.

                                        W każdym razie długi staram się regulować więc coś tam skrobnę.

                                        Pozdrawiam serdecznie :)
                                        • Gość: Geppard Re: Przeczytaj jeszcze raz, ale uważnie IP: *.miedniewice.sdi.tpnet.pl 01.02.05, 18:27
                                          Witam, zostałem niejako wezwany do „tablicy”, więc nie wypada udzielić
                                          pewnego „sprostowania”. Pan sqrwiony napisał:

                                          „Niejaki Geppard zaproponował mi ostatnio zmianę nicku na "sqrwiony".”

                                          Lecz nie podał dlaczego mu zaproponowałem taką zmianę. Ano dlatego, że
                                          zamieścił „psełdonałkowy wywud”, w którym przypisał Łysiakowi fałszywe intencje
                                          i poglądy. Więc poprosiłem go, by udowodnił swoje „wywudy”. Cytuję:

                                          <<A teraz udowodnij mi Pan (tylko bez tego dialektycznego owijania w bawełnę,
                                          tak po prostu wysil się Pan i nie krętacz, albo poproś tego „murzyna” o którym
                                          wspomniałem na początku tego „posta”), że:
                                          1. Dla Łysiaka „przywiązanie Miłosza do Litwy jest dowodem jego antypolskości”.
                                          [Chyba, że Pan „narobiłeś” literówkę, i chciałeś napisać o przywiązaniu Miłosza
                                          do „sitwy” („umoczeńców”).]
                                          2. Łysiak wmawia/sugeruje, że „pary opisowe typu Polak-katolik, ateista-
                                          komunista-lewicowiec-filosemita , prawicowiec-człowiek szlachetny są regułą.”
                                          3. Łysiak utożsamia „ateistę z wrogiem Polski”. [Chyba, że pisząc „ateista” ma
                                          Pan na myśli konkretną osobę, ale tego Pan nie zaznaczyłeś.]
                                          To na razie wystarczy.
                                          Jeśli mi Pan tego nie udowodnisz, to zaproponuję Panu zmianę nick’a. Albo
                                          raczej zmianę pierwszej litery nick’a. Na jaką? Sssam Pan sssgadnij! A jeśli
                                          nie będziesz Pan wiedział przez kogo lub przez co, to mogę to
                                          Panu „alegorycznie” wytłumaczyć.”>>

                                          Więc nie zaproponowałem mu ad hoc zmianę nicka, lecz uwarunkowałem tę zmianę
                                          brakiem udowodnienia przez niego własnych „tez”. Bo ich się niestety nie da
                                          udowodnić. Łysiak operuje trochę innymi kryteriami w swych ocenach. By nie być
                                          gołosłownym coś zacytuję:

                                          <<Widząc w Michniku lidera, więcej: symbol tej formacji, która hańbi i
                                          deprawuje III Rzeczpospolitą - Herbert, jak już wspomniałem, od roku 1994
                                          związał się mocno z "Tysolem". Mocno, znaczy: właściwie monopolistycznie, gdy
                                          idzie o walkę polityczno-etyczno-kulturową. A z kim innym miał się wiązać?
                                          Z "Najwyższym Czasem", którego sternik, J. Korwin-Mikke, wyraża wobec gen.
                                          Jaruzelskiego szacunek równy "braterstwu" między Michnikiem a "Jaruzelem"? (K.
                                          Herbertowa: "Zbyszek Jaruzelskiego po prostu nienawidził. Uważał, że jest to
                                          człowiek, który spodlił Polskę. A „Gazeta” Jaruzelskiego broniła. To stworzyło
                                          przepaść między Adamem a Zbyszkiem zanim jeszcze ostatecznie wróciliśmy do
                                          Polski"). Lub może miał się wiązać z "Gazetą Polską", której szef, P.
                                          Wierzbicki, dziś już otwartym tekstem pieje hymny pochwalne pod adresem
                                          Michnika jako "oryginalnego politycznego wizjonera"? (notabene
                                          wiceszefowa "GP", niegdyś publikująca u Kwaśniewskiego, dziś publikuje u
                                          Michnika). Pragnąc zachować czyste sumienie - Herbert nie mógł wybrać innej
                                          gazety jak "Tygodnik Solidarność".>>
                                          (Piórem i Mieczem, Waldemar Łysiak, Chicago-Warszawa 2001)

                                          Proszę nie cytować wybiórczo, czyli nie fałszować rzeczywistości i nie
                                          relatywizować, bo skutki będą takie, jak w aferze Rywina - najpierw Michnik to
                                          rycerz walczący z korupcją, a potem to normalny oszust umawiający się z
                                          Rywinem; potem, po 5 miesiącach informujący opinię publiczną, co miało dać
                                          efekt szantażu, a skończyło się sromotną klęską hochsztaplera. I upadkiem III
                                          RP.

                                          Geppard
    • Gość: maxim Re: "Nowa Szymborska" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.01.05, 16:40
      Sorry, nie chcę wam przerywać, ale autorowi wątku chodziło o co innego...
      Chciał poznać interpretacje pewnego wiersza... Której ja jeż jestem ciekawy...
      PO JAKĄ WIĘC CHOLERĘ DYSKUTUJECIE TU O PRZESZŁOŚCI SZYMBORSKIEJ, SKORO NIKT WAS
      O TO NIE PROSIŁ?
      Co ma twórczość Wisławy Szymborskiej z czasów stalinizmu do wiersza, który
      ukazał się kilka lat temu? Na tym naprawdę nie polega kulturalna dyskusja,
      tylko zaściankowe przekrzykiwanie się - Grzechu, nie różnisz się niczym od
      słuchaczy radia maryja...
    • Gość: Grzech Czołówka "wieloboju włazidupów" IP: *.cro.citynet.pl 23.01.05, 02:35
      Komunizm w twórczości
      Wśród licznych wierszy W. Szymborskiej są i takie: "Robotnik nasz mówi o
      imperialistach", "Z Korei" opisujący fikcyjne bestialstwo pułkownika
      amerykańskiego w Korei z porównaniem do hitlerowca znęcającego się nad polskim
      chłopcem, "Wstępującemu do Partii" ze słowami: "Partia. Należeć do niej,...to
      najpiękniejsze co się może zdarzyć...", "Pytania stawiane sobie" z
      tekstem: "Pytania brzmią ostro ale tak trzeba, bo wybrałeś życie komunisty i
      przyszłość czeka", wiersz o tytule "Gdy nad kołyską Ludowej Konstytucji do
      wspomnień sięga stara robotnica" opisując rzekomą nędzę przedwojennej
      Polski, "Ten dzień", w którym opłakiwała śmierć Stalina tymi słowami: "Nic nie
      pójdzie z jego życia w zapomnienie, Jego partia rozgarnie mrok", a
      także "Dytyramb ku czci Prezydenta Bieruta", "Na powitanie budowy
      socjalistycznego miasta", "Żołnierz radziecki w dniach wyzwolenia do dzieci
      radzieckich mówił tak".
      okiem.boo.pl/okiem/index2.html?cnota/szymborska.htm&3
    • Gość: Grzech Noblistka i klakierzy IP: *.cro.citynet.pl 23.01.05, 02:43
      Noblistka i klakierzy
      Swoistą cechą dworskich poetów było wzajemne wspieranie się. Szczypiorski,
      kreując swych przyjaciół serwilistów na autorytety moralne, tak pisał w 1996
      roku o Szymborskiej: Szymborska to coś więcej niż literatura – to wzorowa
      etycznie postawa wobec rzeczywistości, którą poetka zawsze demonstrowała, nawet
      w najtrudniejszych czasach. Jest suwerenną duchową postacią, że nawet
      najostrzejszy krytyk niczego nie mógłby wytknąć ("Życie", 4.10.1996 r.).
      Przykład właśnie Wisławy Szymborskiej pokazuje, jak bardzo można bazować na
      powszechnej chorobie zwanej amnezją społeczną.
      Do tej amnezji przyczynił się też "Tygodnik Powszechny" – po przyznaniu
      Szymborskiej nagrody Nobla, drukując jej bibliografię literacką, nie wymieniono
      niewygodnych utworów, chwalących Stalina czy socjalizm. Po prostu – jakby ich
      nie było. A przecież najwyższego literackiego wyróżnienia w postaci Nagrody
      Nobla nie przyznano poetce za ostatnie dziesięć lat poezji, lecz za całokształt
      twórczości (niektórzy rozdzierają szaty nad tym, że nie uhonorowano Herberta,
      ja myślę, że to dobrze, Szymborska zapewne czuje się lepiej w towarzystwie
      Dario Fo, innego laureata). Ta Pierwsza Dama Poezji polskiej, Księżniczka
      Rymów, Mozart Poezji mieszała łzy z atramentem po śmierci Stalina, opłakując go
      rzewnie, niczym zmarłego kochanka. Wielokrotnie sankcjonowała swym autorytetem
      istnienie partii komunistycznej pisząc: Oto Partia – ludzkości wzrok! / Oto
      Partia siła ludów i sumienie. Pisząc o partii, zachęcała w wierszach-agitkach
      do masowego akcesu w szeregi PZPR: Partia należeć do niej / z nią działać, z
      nią marzyć / wierz mi to najpiękniejsze co może się zdarzyć / w czasie naszej
      młodości .
      Mało kto wie, że Szymborska nie tylko zajmowała się poezją, redagowała też np.,
      wspólnie z Ireną Garztecką, śpiewnik dla młodzieży, dbając o stronę
      merytoryczną wyboru piosenek. I tak mamy w śpiewniku: Międzynarodówkę, Czerwony
      sztandar, Na barykady – pieśń rewolucyjna, Bądź zawsze gotów – hymn pionierów z
      1928 roku, Marsz młodzieży radzieckiej, Krainą cudów zwą nasz wielki kraj,
      Marsz pionierów węgierskich, My pokoju wierna straż, Zetempowiec itd. Ciekawe,
      czy autorka tych agitek zdaje sobie sprawę z tego, że swym autorytetem siała
      zwątpienie w elementarną pewność, że zło jest złem, a dobro dobrem, i wiarę
      ludzi w to, że kapłani sztuki i wzniosłości, jakimi są poeci, stoją po stronie
      mądrości i piękna.
      Mylą się ci wszyscy, którzy czas czerwonej młodości Szymborskiej uznali za
      zamkniętą kartę. W 1996 roku, gdy była jeszcze szansa powiedzenia Polsce, kto w
      czasach czerwonej zawieruchy pobierał pieniądze, donosząc na znajomych i
      przyjaciół, będąc w służbie okupanta, wtedy, gdy próbowano przeprowadzić
      lustrację – powróciła Szymborska ze swą młodzieńczą wiarą, publikując
      w "Gazecie Wyborczej", na zamówienie Adama Michnika, wiersz dotyczący
      lustracji, zatytułowany Nienawiść. Głos Michnika o sądach kapturowych lustracji
      mógł okazać się za słaby, wzmocniony musiał być autorytetem poetki. I to nie
      byle jakiej. Sam Michnik zachęcał, by go czytać i by był to nasz głos w sporze
      z nienawiścią i nikczemnością, jaką miała być lustracja. Szymborska stanęła na
      wysokości zadania, stawiając znak równości między nienawiścią a lustracją, co
      ma bystre oczy snajpera, poetka nie chciała zezwolić, by babrać się w tym tarle
      nienawiści. Daje rady i napomina zwolenników lustracji, by pamiętali: jak
      dobrze się trzyma nienawiść w naszym stuleciu. Wspaniałe są jej łuny czarną
      nocą. A nade wszystko nigdy jej nie nudzi / motyw schludnego oprawcy / nad
      splugawioną ofiarą.
      Oczywiste jest, że wszyscy ci broniący przed lustracją de facto bronili przede
      wszystkim siebie. Celem wspominania serwilistycznej przeszłości Szymborskiej
      nie jest bynajmniej wyciąganie zdechłego szczura w celu zdyskredytowania lub
      ośmieszenia poetki. Jedynym celem jest sprzeciw, by tego rodzaju ludzi nazywać
      autorytetem moralnym i drogowskazem. Trudno zgodzić się z tezami pogrobowców
      PRL-u, chwytających się deklaracji, którą w "Polityce" z 1994 roku ogłosił
      Daniel Passent: Mamy już więc tych, którzy lepiej rozumieją i doceniają – oni
      pilotować będą bombowce pamięci i rozświetlać niebo, które tak prędko
      zaciągnęło się mrokiem. Za nimi pójdą inni, którzy nie ukrywają, że są
      mądrzejsi od swych czytelników, lepiej rozumieją, lepiej pamiętają. Przewiduje
      się również akcje: szukaj i niszcz!
      www.opcja.pop.pl/numer25/25kon1.html
    • Gość: Grzech Lenin Szymborskiej IP: *.cro.citynet.pl 23.01.05, 02:47
      Wisława Szymborska o Leninie (z wiersza "Lenin"):
      Że w bój poprowadził krzywdzonych,
      że trwałość zwycięstwu nadał,
      dla nadchodzących epok
      stawiając mocny fundament -
      grób, w którym leżał ten
      nowego człowieczeństwa Adam,
      wieńczony będzie kwiatami
      z nieznanych dziś jeszcze planet.
    • Gość: Grzech Rozstanie pod przymusem IP: *.cro.citynet.pl 23.01.05, 02:58
      Rozstanie pod przymusem
      Minęły lata 50., minął stalinizm. Wielu z tych, którzy utrwalali go piórem,
      później wystąpiło z jego krytyką, z czasem ta krytyka dotyczyła nie tylko
      okresu "błędów i wypaczeń", ale także całego systemu. Było składanie
      legitymacji partyjnych. Ale i tu nie obyło się bez koniunkturalnych zachowań.
      Urbankowski opisuje przypadek Jastruna, który nie złożył legitymacji ani na
      wieść o zbrodniach stalinowskich, ani w proteście przeciwko masakrze w
      Budapeszcie, tylko dopiero wtedy, kiedy władze nie dały zgody ani pieniędzy na
      druk "Europy" - przygotowywanego wspólnie z Janem Kottem liberalizującego pisma
      komunistów. Woroszylski natomiast odwoływał się od decyzji usuwającej go z
      szeregów partyjnych. Jednak najbardziej zaskakującym "zwrotem" była zmiana
      frontu przez Ważyka. W 1955 r. opublikował "Poemat dla dorosłych", w którym
      wystąpił z krytyką kłamstw "hyclów od moralności socjalistycznej". Okazało się
      później, że zwrot Ważyka, jak pisze Jerzy Robert Nowak, był "tylko jednym z
      elementów gry w ówczesnej elicie władzy". Dziś wiadomo, że do
      napisania "przełomowego odwilżowego" wiersza namówił go członek KC PZPR Roman
      Zambrowski (jedna z czołowych postaci frakcji "puławian"), w imieniu samego
      Jakuba Bermana.
      Dla wielu poetów takich jak Szymborska, Jacek Bocheński, Julian Stryjkowski,
      zdaniem Bohdana Urbankowiskiego, komunizm przestał być atrakcyjny dopiero
      wtedy, gdy frakcja partyjnych "politruków", z którą byli związani, została
      odsunięta od władzy. Dopiero po tym czasie wiele z tych postaci zaczęło się
      kreować na autorytety moralne związane z opozycją, na tych niepokornych.
      www.naszawitryna.pl/jedwabne_778.html
    • Gość: Grzech "Socrealizm? Cóż to właściwie było?" IP: *.cro.citynet.pl 23.01.05, 03:12
      „Stalin” to najbogatszy w treści motyw Nowej Wiary [23], to „nadzieja”, jak
      napisał o nim znakomity polski poeta Władysław Broniewski w poemacie Słowo o
      Stalinie (1949). Zbigniew Jarosiński zwraca uwagę, że w utworze tym Stalin
      staje się „figurą z mitu” [24]. Jarosiński poświęca wiele uwagi symbolizacji,
      alegoryzacji i sakralizacji rzeczywistości, a także konwencjonalizacji motywów
      w literaturze socrealistycznej [25]. Bohaterowie „sami znaczą niewiele, ale
      reprezentują nowy wymiar ludzkiego losu”, a w nierzadko zsakralizowaną
      przestrzeń (Wisława Szymborska: „Miasto socjalistyczne – w przyjaźni z każdym
      człowiekiem”) „wkracza niespostrzeżenie skojarzenie z biblijnym rajem” [26].

      [23] Robert Kupiecki, „Natchnienie milionów”. Kult Stalina w Polsce 1944–1956,
      Warszawa 1993.
      [24] Zbigniew Jarosiński, Nadwiślański socrealizm, Warszawa 1999, Instytut
      Badań Literackich PAN, s. 111.
      [25] j. w., s. 108, 116, 123–124, 127, 211.
      [26] j. w., s. 118, 212–213.

      free.art.pl/demusica/De_Mus_2/DM_02_03.htm#_edn24
    • Gość: Grzech Lekkość pióra IP: *.cro.citynet.pl 23.01.05, 03:20
      Zbrodnie sądowe

      Komuniści zachowując pozory demokratycznego państwa prawa nie zawsze strzelali
      od razu w tył głowy albo zamęczali na śmierć podczas śledztwa. Urządzali
      równolegle procesy pokazowe, które miały dekonspirować współpracowników
      faszystów z Armii Krajowej albo agentów imperializmu. Lewicowa sprawiedliwość
      wyrokiem prokuratorów takich jak Helena Wolińska czy Stefan Michnik dosięgła
      m.in.:

      Gen. bryg. Emil Fieldorf Nil bohater Armii Krajowej i dowódca tajnej
      organizacji NIE (Niepodległość”) powieszony w więzieniu mokotowskim 24 lutego
      1953. Miejsce pochówku do dziś nie jest znane.

      Rotmistrz Witold Pilecki – dobrowolnie dostał się do obozu Auchwitz, gdzie
      założył wojskową komórkę konspiracyjną. Po przebytym śledztwie w komunistycznym
      więzieniu powiedział: Oświęcim to była igraszka. 25 maja 1948 roku zamordowany
      strzałem w głowę w kotłowni mokotowskiego więzienia. Miejsce pochówku nieznane
      dotąd.

      Jan Rodowicz Anoda, znany z wielkiej odwagi żołnierz Armii Krajowej z batalionu
      Zośka niejednokrotnie odznaczany Krzyżem Walecznych. Gdy wrócił po wojnie na
      studia uchodził za wybitnego studenta, któremu wróżono światową karierę
      architekta. Nie doczekał. Aresztowany w wigilię 1948, zamęczony w śledztwie w
      styczniu 1949.

      gen. Aleksander Krzyżanowski Wilk – wybitny dowódca Wileńskiego Okręgu AK,
      zdobywca Wilna, oskarżony o kolaborację z Niemcami. Zamordowany przez ubecję
      prawdopodobnie 29 września 1951 roku (...).

      W czasie tym gdy tysiące patriotów z AK i oddziałów kontynuujących poakowskie
      tradycje (m.in. NOW, WiN, NSZ) siedziało w więzieniach byli tacy, którym się
      wszystko podobało. Choćby znana już wówczas poetka Wisława Szymborska, która w
      1954 roku pisała:
      "Partia. Należeć do niej,
      z nią działać, z nią marzyć,
      z nią w planach nieulękłych,
      z nią w trosce bezsennej -
      wierz mi, to najpiękniejsze,
      co się może zdarzyć,
      w czasie naszej młodości
      - gwiazdy dwuramiennej".
      prawy.pl/czytaj.php?id=2550&dz=felietony
        • fabianstory Re: Przerażony erupcją Twojego Talentu...... 23.01.05, 08:36
          " ... uciekam z tego wątku. Jest cały twój!"

          Tak najłatwiej! Nic nie dorzucić od siebie i zwiać! Z przerazeniem obserwuje to
          od dłuższego czasu, że wielu forumowiczów przyjęło taktykę walki na słowa,
          przepychankę frazeologiczną lub zwykłą manipulację faktami, pojęciami, od czego
          włos się jeży na głowie. Kiedy jednak zostaną wytoczone działa w postaci
          argumentów, uciekają lub, co gorsza, lżą. Jeśli ktoś nie ma nic do powiedzenia,
          faktycznie, lepiej opuścić wątek.
    • Gość: Grzech "Czerwona msza" IP: *.cro.citynet.pl 23.01.05, 12:38
      Ze wstępu do „Czerwonej Mszy...” B. Urbankowskiego:

      Historia literatury nie jest sądem. Ściganiem przestępców i tych, którzy im
      pomagali, którzy swą sztuką ułatwiali i usprawiedliwiali zbrodnie, winny zająć
      się odpowiednie organa. W Niemczech – jak pamiętamy – funkcjonowały one dosyć
      długo, przeprowadzono denazyfikację, wielu kolaborantów uwięziono, wielu objął
      zakaz piastowania stanowisk czy zakaz publikacji. U nas przestępcy byli
      awansowani, pełnili funkcje kierownicze w kulturze, grali role autorytetów
      moralnych – wielu gra je do dziś. Na mocy odwrócenia wartości - wciąż jeszcze
      trwa opaczna msza: zło czczone jest jako dobro, przestępcy uchodzą za wzorce
      uczciwości – a ci, co krytykują – za przestępców. Napisanie prawdy o tamtych
      czasach to nie rewanż, to niezbędne minimum moralności, bez którego kultura
      traci wiarygodność. Dziś, gdy w Polsce nadal nie funkcjonuje prawo –
      substytutem sprawiedliwości jest pamięć(...).
      Budowanie kultury sowieckiej w Polsce nie zaczęło się – jak chcieliby
      niektórzy „historycy” – w roku 1949, lecz dokładnie dziesięć lat wcześniej. I
      nie skończyło się około 1955 roku: walka o tę kulturę trwała do końca PRL, choć
      prowadzono ją zmiennymi metodami. Kiedy jednak w roku 1981 komuniści znaleźli
      się wyraźnie w defensywie – sięgnęli po przemoc, zaczęły się miesiące stanu
      wojennego: mordowanie księży, dwa procesy polityczne KPN,
      prześladowanie „Solidarności”, masowe wyrzucanie ludzi z pracy. Potem znów
      zmieniono metody na bardziej humanitarne. Symbolem „łagodnego” komunizmu stał
      się uśmiech Gorbaczowa, o którym Gromyko powiedział: jest łagodny, bo ma
      stalowe zęby.
      Sowietyzm w Polsce nie był budowany z pojedynczych wierszy młodych ludzi,
      którzy na chwilę zbłądzili. Był świadomie zaplanowaną jedną z wielkich Budowli
      Komunizmu, taką jak Białomorski Kanał – i wykonaną podobnymi metodami. Tylko że
      oprócz niewolników pracowali przy tej budowie ochotnicy – oczywiście na
      stanowiskach nadzorców albo propagandzistów, albo błaznów. Stalinizm nie
      był „błędem”, był sposobem na życie poetów, prozaików, ludzi teatru, którzy
      uwierzyli w trwałość tego systemu. Jeśli nawet niektórymi rządził strach – to
      woleli bać się z katami niż z ofiarami, widząc zbrodnie – opowiadali się przez
      lata po stronie oprawców, oskarżali prześladowanych. Jeśli nawet, powtarzam,
      niektórymi rządził strach, to bali się w luksusowych willach, które dostali od
      władzy, jak Tuwim czy Broniewski, bali się – pobierając sute uposażenia. Nie
      słyszałem też, aby ktokolwiek odmówił wzięcia tłustej nagrody państwowej – ani
      Woroszylski w 1950, ani Tuwim w 1951, ani Ważyk w 1953, ani Iwaszkiewicz,
      Słonimski czy Szymborska w 1955 roku. Nie odrzucili jej nawet Brandysowie, choć
      każdy z braci miał dwukrotną okazję, by to uczynić... Nie o błędach młodości i
      wyjątkach, lecz o regułach będą to szkice. Autorów pojedynczych wierszy
      wynikłych z życiowych pomyłek chętnie pominę. Lecz poeci, o których piszę,
      wydali nie pojedyncze utwory i nawet nie pojedyncze tomiki. Tuwim, który
      wydawał w okresie socjalizmu także śliczne książki dla dzieci, doczekał się,
      wraz ze wznowieniami, około dwudziestu pięciu pozycji, Jastrun – 21, pod
      podchodził Broniewski, młodziutki Woroszylski – 15, Pasternak – 14, Ważyk – 13,
      Dobrowolski – 12, Kubiak – 11, Wirpsza – 10. Ponad pięć książkowych „błędów
      młodości” sprzedali wówczas władzom: Słucki(7), Lewin (7, wraz z antologią o
      Świerczewkim), Braun (6); Lec, Międzyrzecki i Mandalian po pięć. Nie gorzej
      cierpieli wówczas prozaicy: Kazimierz Brandys wydał osiem książek, jego brat
      Marian – sześć, ale licząc także wznowienia, każdy z nich dostał honoraria za
      ponad dwadzieścia pozycji. Wśród najemnych ideologów – publicystów prym
      dzierżył Koźniewski – piętnaście pozycji, ze wznowieniami jednak około
      dwudziestu. Każda z tych książek miał kilka – kilkanaście arkuszy, każdy arkusz
      równał się średniej pensji... Jeśli dodamy do tego fakt, że – kiedy Polska był
      odcięta żelazną kurtyną – każdy z tych twórców spędzał co najmniej jeden urlop
      rocznie na Zachodzie, że mieli w kraju elitarne ośrodki wypoczynkowe, stołówki,
      kliniki – zrozumiemy, dlaczego najodważniejsi z nich zaczęli się buntować
      przeciw stalinizmowi... kilka lat po śmierci Stalina. Symboliczny będzie gest
      Jastruna, który nie złożył legitymacji partyjnej ani na wiadomość o zbrodniach
      stalinizmu, ani w proteście przeciw masakrze w Budapeszcie, tylko dopiero gdy
      władze nie dały zgody i forsy na druk „Europy” – przygotowywanego przez
      Jastruna i Kotta liberalizującego pisma komunistów. Odbyło się to w ten sposób,
      iż poeta... pojechał najpierw na stypendium reżimowe do Paryża i dopiero po
      powrocie, po cichu oddał legitymację ówczesnemu szefowi POP-u Literatów –
      Janowi Strzeleckiemu. I tak dobrze! Bo np. Woroszylski wytrzymał w
      przestępczej, według jego własnego określenia, partii do roku 1967, a i to
      jeszcze się odwoływał do łaski KC od decyzji, mocą której został usunięty z
      kompartii. Równie długo wytrzymywali w partyjnym i ohydnym dla siebie
      towarzystwie Szymborska i Słucki, Bocheński i Stryjkowski, obydwaj Brandysowie
      i wielu, wielu Szczypiorskich. Dla nich komunizm przestał być atrakcyjny
      dopiero wtedy, gdy frakcja partyjnych „politruków”, z którą większość z nich
      była związana, została odsunięta od władzy przez konkurującą
      frakcję „partyzantów”. Na ich miejsce wstąpią do partii następni aktywiści w
      rodzaju Gąsiorowskiego czy Barańczaka, dla których komunizm będzie atrakcyjny
      przez następne kilkanaście lat... Nie będzie to już, co prawda, ów brutalny
      system stalinowski, raczej ten uśmiechnięty (choć ze stalowymi zębami) – ale
      wejście do jakiejś partii sprawującej władzę oznacza akceptację i dla tej
      partii, i dla jej przeszłości, i dla metod zdobywania oraz utrzymywania władzy.
      Błąd młodości może trwać dzień, może trwać parę dni. Parę lat, w ciągu których
      ci poeci dali się drukować i lansować, to już nie błąd, to metoda...

      Bohdan Urbankowski, „Czerwona Msza, czyli uśmiech Stalina” (wyd. II poprawione
      i rozszerzone, t. 1 i 2, Wyd. Alfa, Warszawa 1998, s. 23-25).
    • Gość: Grzech "Zabić księży" IP: *.cro.citynet.pl 23.01.05, 12:48
      Wisława Szymborska: "Zabić księży"
      W moim artykule o Wisławie Szymborskiej pt. "Szymborska, Stalin i Giordano
      Bruno", który ukazał się w "Naszym Dzienniku" na początku listopada br. (2001 -
      wtr. WK) pojawiło się następujące zdanie: "Szymborska z garstką podobnych jej
      krakowskich intelektualistów domagała się przyspieszenia wykonania wyroków
      śmierci na krakowskich księżach, których komuniści kłamliwie oskarżyli o pracę
      dla obcego wywiadu." Zdanie to wywołało zainteresowanie wielu czytelników.
      Prosili oni o szczegóły. Ten materiał te szczegóły właśnie prezentuje.

      W 1951 r. komuniści rozpoczęli bezpośrednią bezpardonową walkę z Kościołem.
      Zapoczątkowało ją aresztowanie pod zarzutem szpiegostwa biskupa kieleckiego
      Czesława Kaczmarka. Pod koniec tego roku aresztowano kilkunastu księży w
      diecezji krakowskiej. W styczniu 1953 r. odbył się ich "proces". Zarzucono
      im "szpiegostwo za amerykańskie pieniądze". Trzech księży skazano na śmierć, a
      pozostałych na wieloletnie więzienie.

      W lutym 1953 roku gdy księża oczekiwali w celach śmierci na wykonanie wyroku
      grupa literatów krakowskich, wśród których była Szymborska, podpisała i
      przekazała władzom oraz ogłosiła "Rezolucję Związku Literatów Polskich w
      Krakowie w sprawie procesu krakowskiego". Czego domagali się literaci? Czas był
      taki, jak pokazała historia, że broniąc księży mogli uratować im życie. Władze
      komunistyczne wyraźnie się wahały. Potrzebowały "poparcia społecznego". Chciały
      podzielić się odpowiedzialnością.

      Czyn komunistów był zbrodniczy i haniebny. Trzeba było być idiotą, by uwierzyć,
      że w kurii krakowskiej działa amerykański wywiad wykorzystując ją jako swoje
      narzędzie przeciwko komunistom. Nawet jednak jeśli ktoś, by w to uwierzył to i
      tak musiałby uznać, że stracenie księży to za wysoka kara.

      Literaci podpisani pod rezolucją nie byli idiotami. Byli to przecież ludzie
      wykształceni, światli, zorientowani, dobrze poinformowani, rozumiejący
      charakter przemian jakie się odbywały w Polsce i ich kierunek. Byli to też, tak
      by się wydawało, humaniści stanowiący elity, a więc ludzie, których zadaniem
      było bronić uniwersalnych zasad, nie zgadzać się na takie działania władz,
      które by w sposób szczególnie drastyczny były barbarzyńskie, antyludzkie,
      niesprawiedliwe.

      Literaci krakowscy mieli trzy wyjścia. Mogli ostro zaprotestować wybierając
      drogę podyktowaną przez ich ludzką godność i kulturę, którą reprezentowali,
      drogę heroiczną, drogę, która byłaby jakoś drogą męczeństwa. Gdyby wybrali tą
      drogę Bóg i historia nagrodziliby ich sowicie. Za miesiąc umarł Stalin.
      Represje by się skończyły, a oni w glorii i chwale zostaliby obwołani
      bohaterami narodowymi.

      Literaci ci mogli też postąpić uczciwie i pragmatycznie, dyplomatycznie. Mogli
      potępić księży, a zarazem domagać się w imię humanizmu darowania im życia.
      Mogliby, tak przy okazji zastosować parę kruczków, które mogłyby ułatwić
      władzom komunistycznym postępowanie. Mogliby np. zaproponować następującą
      formułę: "Komunizm zwyciężył. Komunizm ma rację. Komunizm jest dobry. Komunizm
      jest silny i wielkoduszny. Jako taki potrafi wybaczać winy, darować. Zamieńcie
      księżom wyroki śmierci na dożywocie."

      Literaci krakowscy mogli też milczeć choć z pewnością władze komunistyczne
      naciskały na nich, by potępili księży. Gdyby literaci krakowscy nie zabrali
      głosu represje władz w stosunku do nich byłyby najmniejsze. Mogliby stracić
      swoje ciepłe posadki, otrzymać zakaz drukowania. Nie byłaby to jednak wcale za
      wysoka cena na honor i wierność podstawowym wymiarom człowieczeństwa, za to, że
      się nie upodlili, nie zostali wspólnikami zbrodni. Ceny tej, to powinni już
      wtedy wiedzieć, nie płaciliby w nieskończoność. Zbrodniczy ustrój związany był
      z osobą Stalina. Ten zaś miał już swoje lata. Jego śmierć musiała pociągnąć za
      sobą przemiany - odwilż polityczną.

      Literaci krakowscy wybrali czwartą drogę. Treść ich wystąpienia była taka, że
      między wierszami można było wyraźnie przeczytać: "Wykonać wyrok, przyspieszyć
      go." Jednocześnie i to przy takiej okazji, złożyli, wręcz na kolanach,
      czołobitny hołd i przysięgę wierności zbrodniarzom i faktycznym zdrajcom
      Polski.

      Oto tekst rezolucji:

      W ostatnich dniach toczył się w Krakowie proces grupy szpiegów amerykańskich
      powiązanych z krakowską Kurią Metropolitarną.

      My zebrani w dniu 8 lutego 1953 r. członkowie krakowskiego Oddziału Związku
      Literatów Polskich wyrażamy bezwzględne potępienie dla zdrajców Ojczyzny
      (wytłuszczenie - S. K.), którzy wykorzystując swe duchowe stanowiska i wpływ na
      część młodzieży skupionej w KSM działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego,
      uprawiali - za amerykańskie pieniądze - szpiegostwo i dywersję.

      Potępiamy tych dostojników z wyższej hierarchii kościelnej, którzy sprzyjali
      knowaniom antypolskim i okazywali zdrajcom pomoc, oraz niszczyli cenne zabytki
      kulturalne.

      Wobec tych faktów zobowiązujemy się w twórczości swojej jeszcze bardziej bojowo
      i wnikliwiej niż dotychczas podejmować aktualne problemy walki o socjalizm i
      ostrzej piętnować wrogów narodu - dla dobra Polski silnej i sprawiedliwej."

      Rezolucję podpisało swoimi nazwiskami i pierwszymi literami swoich imion 53
      osoby. Wśród nich znaleźli się tak znani pisarze i krytycy literaccy jak: K.
      Bunsch, Wł. Dobrowolski, K. Filipowicz (późniejszy mąż Szymborskiej), A.
      Kijowski, J. Kurek, Wł. Machejek, Wł. Maciąg, S. Mrożek, T. Nowak, J. Przyboś,
      T. Sliwiak, M. Słomczyński (znany tłumacz Szekspira podpisujący kryminały
      swojego autorstwa pseudonimem Joe Alex), O. Terlecki, H. Vogler, A. Włodek
      (pierwszy mąż Szymborskiej).

      Wśród sygnatariuszy tej rezolucji znalazł się również Jan Błoński, który
      kilkadziesiąt lat później zarzucał Polakom, równie kłamliwie, w "Tygodniku
      Powszechnym", "zbrodniczą obojętność wobec zagłady getta warszawskiego".

      Rezolucję podpisali także: K. Barnaś, Wł. Błachut, J. Bober, Wł. Bodnicki, A.
      Brosz, B. Brzeziński, , B. M. Długoszewski, L. Flaszen, J. A. Frasik, Z. Groń,
      L. Herdegen, B. Husarski, J. Janowski, J. Jaźwiec, R. Kłyś, W. Krzemiński, J.
      Kurczab, T, Kwiatkowski, J. Lowell, J. Łabuz, H. Markiewicz, B. Miecugow, H.
      Mortkowicz-Loczakowa, W (lub S.). Otwinowski, A. Polewka, M. Promiński, E.
      Rączkowski, E. Sicińska, St. Skoneczny, A. Świrszczyńska, K. Szpalski, J.
      Wiktor, J. Zagórski, M. Załucki, W. Zechenter, A. Zuzmierowski.

      Rezolucja ta była, powtórzmy to raz jeszcze, zbrodnicza i haniebna. Ci, którzy
      ją podpisali, podpisali się nie tylko pod wyrokami śmierci dla 3 księży i pod
      wyrokami wieloletniego więzienia dla pozostałych kapłanów, ale podpisali się
      również w ten sposób pod pozostałymi zbrodniami stalinizmu. Oni przecież użyli
      swych nazwisk, swoich autorytetów, by wesprzeć stalinizm, by go wzmocnić, by go
      usprawiedliwić.

      Jej moralnej wymowy nie osłabia fakt, że podpisało się pod nią wielu znanych
      literatów, że w tym samym czasie wielu innych obywateli polskich, w tym znanych
      ludzi takich choćby jak Gałczyński czy Tuwim, postępowało tak samo czy
      podobnie.

      Jej moralnej wymowy nie osłabia fakt, że Stalin umarł miesiąc później i wyroków
      śmierci nie zdążono wykonać.

      Szymborska mogła teraz po latach wyrazić żal i skruchę oraz potępienie dla
      stalinizmu w świetle jupiterów. Mogła przeprosić Kościół i Polaków. Mogła w
      obecności kamer telewizyjnych złożyć kwiaty na grobach księży, których życie
      skróciły cierpienia wywołane aktem, który wsparła osobiście. Mogła też, w
      ramach zadośćuczynienia przekazać niewielką choćby część swojego olbrzymiego
      majątku na rzecz Kościoła krakowskiego.

      Ona zaś bez słowa, z uśmiechem przyjęła z rąk przedstawicieli krakowskich władz
      samorządowych tytuł honorowej obywatelki Krakowa, tytuł, który, w tym wypadku,
      był swego rodzaju kpiną i nową hańbą, już nie tylko dla niej.
      Szymborska zapisała się w historii Polski i Krakowa nie tylko jako poetka,
      laureatka nagrod
      • Gość: Grzech "Zabić księży" - dokończenie IP: *.cro.citynet.pl 23.01.05, 12:49
        Szymborska zapisała się w historii Polski i Krakowa nie tylko jako poetka,
        laureatka nagrody Nobla, ale również jako ktoś kto brał udział w zniewalaniu
        naszego kraju, eksterminacji polskiego narodu, w działaniach zmierzających do
        jego zastraszenia, upodlenia, demoralizacji.

        Miejmy nadzieję, że tych jej czynów i słów nie powtórzy już nigdy żadna polska
        poetka.

        dr Stanisław Krajski, "Katolicka Gazeta Internetowa", 1 grudnia 2002 r.
          • Gość: daria13 Re: "Nowa Szymborska" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 21:28
            Halo Grzech! Tu Daria13 - odbiór!
            Zastanawiam się, dlaczego mi nie odpowiadasz. Czy mną gardzisz, czy tym razem
            zbrakło Ci cytatów, a może argumentów.Śmiem sobie pochlebiać, że raczej to
            drugie, bo zauważyłam, że masz skądinąd pozytywną cechę, odpowiadania na
            pytania i posty rozmówców, nawet jeśli jesteś w nich obrażany, więc milczenie w
            stosunku do mnie odbieram jako Twoją bezsilność.
            Jeśli jednak zdecydujesz się odpowiedzieć, proszę zrób to swoimi słowami, bo
            jak widzisz ciągłe zamieszczanie cytatów różnego autoramentu, nikogo tu jeszcze
            nie przekonało, a w końcu chodzi tu o osobistą dyskusję i przedstawianie
            własnych opinii, a nie sypanie cytatami.Skup się, proszę na własnej wypowiedzi
            i odpowiedz konkretnie ma moje pytania,jeśli potrafisz, najlepiej punkt po
            punkcie. Chodzi mi głównie o odpowiedź na posta, w którym pytałam m.in. o to co
            masz przeciwko "pedałom i ciotom" .
            Po tym, jak odniosłeś się do jednego z ostatnich postów Kriska (Łysiak w
            bonżurce w papugi) nareszcie zrozumiałam co spowodowało u Ciebie tak daleko
            posunięty brak obiektywizmu i bałwochwalcze uwielbienie dla takiego warchoła
            jak Łysiak. To brak jednej w ważnieszych cech ludzkich, a mianowicie poczucia
            humoru. Zastanawiam się tylko, czy to brak wrodzony, czy jakieś traumatyczne
            przeżycia pozbawiły Cię tej cechy tak niezbędnej przecież w rozwoju
            człowieczeństwa. Brak poczucia humoru i dystansu do siebie w przeszłości już
            wielu popchnął do bardziej jeszcze szkaradnych zachowań, niż tylko opluwanie
            innych.Zaczynam się bać.
            Zniecierpliwiona Twoim milczeniem D.
              • kardiolog Re: Stara Szymborska 09.03.05, 16:57
                tad9 napisał:

                >
                > Czy wielbicielom poetki naprawdę nie przeszkadza, że sławiła Stalina?


                Przeszkadza, ale to jej wybor. Nie mam nic przeciwko temu, niech nie mowi
                jednak, ze Stalin jest zly kiedy wszystko wskazuje, ze jednak dobry, albo ze
                niby zly, ale w sumie wiele dobrego zrobil dla ludzi i bez niego nie byloby
                ZSRR.

                Moj stary do dzis z lezka w oku wspomina komunizm... No coz stary czlowiek a
                morze..sie wzruszyc jeszcze.

                M.S.
                • Gość: daria13 Re: Stara Szymborska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.05, 19:21
                  > tad9 napisał:
                  >
                  > >
                  > > Czy wielbicielom poetki naprawdę nie przeszkadza, że sławiła Stalina?

                  W zasadzie przeszkadza, ale jedynie jako niewyjaśniona zagadka, bo znając jej
                  póżniejsze wiersze i ogólnie osobowość, nie przestaję się dziwić, że wcześniej,
                  daaawno temu pisała taki, nie bójmy się użyć tego słowa, chłam. Jestem
                  przekonana, że jest jakieś racjonalne wytłumaczenie tego faktu, lecz nie wydaje
                  mi się, żebu rozwiązanie tej zagadki było jakoś bardzo mętne, nieczyste i
                  obrazoburcze. Mam nadzieję, że może ktoś nam to kiedyś wyjawi, ale jeśli nie,
                  to też uda mi się bez tego dalej żyć. I to wszystko w najmniejszym stopniu nie
                  wpłynie na moją ocenę jej geniuszu, a Kot w pustym mieszkaniu nigdy nie
                  przestanie być jednym z moich ulubionych wierszy at all.
                  Pozdrawiam
                  • tad9 Re: Stara Szymborska 09.03.05, 20:25
                    Gość portalu: daria13 napisał(a):


                    > W zasadzie przeszkadza, ale jedynie jako niewyjaśniona zagadka, bo znając jej
                    > póżniejsze wiersze i ogólnie osobowość, nie przestaję się dziwić, że
                    >wcześniej, daaawno temu pisała taki, nie bójmy się użyć tego słowa, chłam.

                    Nie wiem czy dobrze Cię rozumiem, ale mam wrażenie, że piszesz tu o wartości
                    artystycznej tych wierszy ("chłam"), tymczasem chodziło mi raczej o stronę
                    moralną. Nie masz żadnych problemów z Szymborską w tym wymiarze?



                    > Pozdrawiam
                    • Gość: daria13 Re: Stara Szymborska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.05, 21:37
                      Gość portalu tad9 napisał:

                      > Nie wiem czy dobrze Cię rozumiem, ale mam wrażenie, że piszesz tu o wartości
                      > artystycznej tych wierszy ("chłam"), tymczasem chodziło mi raczej o stronę
                      > moralną. Nie masz żadnych problemów z Szymborską w tym wymiarze?

                      Mi chodziło o stronę artystyczną i moralną w równej mierze, bo jak już
                      powiedziałam, nie wiem jakie pobudki kierowały Panią Szymborską, kiedy pisała
                      tamte wiersze, więc nie mogę oceniać jej morale. Jak zresztą nikt z nas nie
                      powinien, nie mając po temu danych.
                      • tad9 Re: Stara Szymborska 10.03.05, 19:20
                        Gość portalu: daria13 napisał(a):


                        > Mi chodziło o stronę artystyczną i moralną w równej mierze, bo jak już
                        > powiedziałam, nie wiem jakie pobudki kierowały Panią Szymborską, kiedy pisała
                        > tamte wiersze, więc nie mogę oceniać jej morale. Jak zresztą nikt z nas nie
                        > powinien, nie mając po temu danych.

                        Zdaje się z tego wynikać, że w pewnych przypadkach gotowabyłabyś "rozgrzeszyć"
                        Szymborską z zaangażowania w stalinizm. Jakie to przypadki? Jeszcze jedno - czy
                        znasz taki przypadek zaangażowania się artysty w to czy owo, który jesteś w
                        stanie jednoznacznie potępić? Np. przypadek Ezry Pounda? Co myślisz o nim?

                        • Gość: daria13 Re: Stara Szymborska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.05, 21:04
                          Gość portalu tad9 napisał:
                          > Zdaje się z tego wynikać, że w pewnych przypadkach
                          gotowabyłabyś "rozgrzeszyć"
                          > Szymborską z zaangażowania w stalinizm.
                          Ile razy na tym forum będę musiała jeszcze powtarzać, że nie czuję się
                          absolutnie władna, żeby kogokolwiek rozgrzeszać, a już na pewno nie Szymborską.
                          Kimże my jesteśmy, żeby móc to zrobić? Trochę dystansu do siebie.
                          Co do Pounda, to jego przypadek też nie jest absolutnie jednoznaczny, można go
                          zaliczyć bowiem, albo do "świętych naiwnych" albo uznać wyrok Ameryki i
                          określic go niepoczytalnym. W obu przypadkach też nie możemy go potępić, chyba,
                          że Ty tam byłeś w tamtych czasach (choć nie robisz wrażenia aż tak sędziwego:)
                          i wiesz najlepiej.
                          Amerykanie i cały świat anglosaski bardzo chwalili Mussoliniego aż do roku
                          1936, kiedy Włochy zajęły Etiopię, naruszając tym samym imperialne interesy
                          Wielkiej Brytanii w basenie Morza Śródziemnego. Potem nagle doznali amnezji i
                          zapomnieli, jak serdeczne listy pisał Roosvelt do Mussoliniego. A potem to już
                          najłatwiej było oskarżyć Pounda i zrobić pokazówkę.
                          Ja niestety mam za mało danych, żeby móc oceniać bezstronnie postawę Pounda
                          więc nie zamierzam tego robić, ale to jeszcze raz udowadnia relatywizm postaw i
                          polityki.
                          Chciałabym wiedzieć, jakie wymierne korzyści macie (zwolennicy teorii Łysiaka)
                          zamiar wynieść z opluwania naszych współczesnych wielkich poetów. Czy sianie
                          nienawiści i wieczne rozpamiętywanie cudzych błędów, nie takich w końcu
                          potwornych, ma na celu osiągnięcie poprawy naszego bytu? Czy dzięki temu,że
                          znienawidzę Szymborską stanę się w Waszym pojęciu lepszym człowiekiem. I niech
                          mi proszę na Boga ktoś wreszcie wytłumaczy co złego jest w tolerancji?
                          Pozdrawiam
                          • tad9 Re: Stara Szymborska 10.03.05, 21:20
                            Gość portalu: daria13 napisał(a):


                            > Ile razy na tym forum będę musiała jeszcze powtarzać, że nie czuję się
                            > absolutnie władna, żeby kogokolwiek rozgrzeszać, a już na pewno nie
                            >Szymborską. Kimże my jesteśmy, żeby móc to zrobić? Trochę dystansu do siebie.

                            Jesteśmy stworami zdolnymi do takich ocen. To wystarczy. Nie widzę powodu, dla
                            którego nie możnaby oceniać cudzych poglądów, wyborów, działań itd, itp. Nie
                            twierdzę, że każda taka ocena jest trafna, sprawiedliwa, obiektywna. Twierdzę,
                            że ocenianie to rzecz zupełnie naturalna. To, co proponujesz, jest propozycją
                            wygaszenia pewnej sfery ludzkiej aktywności. Zwracam też uwagę, że na
                            opcji "nie oceniaj" NAJWIĘCEJ zyskują najwięksi łajdacy.


                            > Co do Pounda, to jego przypadek też nie jest absolutnie jednoznaczny, można
                            >go zaliczyć bowiem, albo do "świętych naiwnych" albo uznać wyrok Ameryki i
                            > określic go niepoczytalnym.

                            Więc może w ten sposób: czy istnieje jakakolwiek postać, którą jesteś w stanie
                            ocenić?

                            > Chciałabym wiedzieć, jakie wymierne korzyści macie (zwolennicy teorii Łysiaka)
                            > zamiar wynieść z opluwania naszych współczesnych wielkich poetów.

                            Może chodzi o - aż wstyd pisać - sprawiedliwość, etykę czy inne takie
                            starocie?

                            >Czy sianie nienawiści i wieczne rozpamiętywanie cudzych błędów, nie takich w
                            >końcu potwornych, ma na celu osiągnięcie poprawy naszego bytu?

                            Nie widzę tu nigdzie "siania nienawiści".

                            >Czy dzięki temu,że
                            > znienawidzę Szymborską stanę się w Waszym pojęciu lepszym człowiekiem.

                            Dużo piszesz o nienawiści.

                            >I >niech mi proszę na Boga ktoś wreszcie wytłumaczy co złego jest w tolerancji?

                            Weźmy dwie sytuacje:
                            1. Młoda poetka angażuje się w jakieś świństwo, co mocno ułatwia jej karierę.
                            2. Młoda poetka odrzuca taką pokusę, nie robi kariery.
                            To co proponujesz sprawia, że nie ma znaczenia, jakiego wyboru dokona poetka.
                            Nie możemy dokonać oceny. O to chodzi?

                            > Pozdrawiam
                            • Gość: daria13 Re: Stara Szymborska IP: *.crowley.pl 11.03.05, 09:23
                              Tad9! Chciałam Cię przede wszystkim bardzo przeprosić za napastliwość. Jak
                              zapewne zauważyłeś jestem w ten wątek zaangażowana niemal od początku i jestem
                              nim już odrobinę zmęczona, w związku z czym jadę już nieco po całości. Prowadzę
                              też równolegle gorącą dyskusję w wątku o rzetelności Łysiaka.Ciężka sprawa;)
                              Twoje wypowiedzi są akurat na tyle wyważone, że nie należały Ci się słowa aż
                              tak gorliwej krytyki z mojej strony,ale bardzo ostatnio wkurzyła mnie postawa
                              Saskii i Abakusa, więc niechcący dostało się i Tobie, za co raz jeszcze
                              przepraszam (to odnośnie nienawiści i tolerancji).
                              Masz rację, że mamy naturalną skłonność do oceniania, tylko ostatnio ta
                              skłonność przybiera już niestety w naszym kraju zbyt, moim zdaniem, monstrualne
                              rozmiary. Nie odbieram Ci prawa do oceniania innych ale mi chodzi raczej o
                              rozgrzeszanie, a to już nieco inny, cięższy kaliber. Staram się kierować w
                              życiu - aż wstyd pisać- (co nie zawsze mi się udaje, bo nie jest łatwe)zasadą
                              Chrystusową: kto z was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień.Wiem, że
                              brzmi to górnolotnie, ale dla mnie jest to jedna z najważniejszych zasad
                              życiowych.
                              Wczesne wiersze Szymborskiej uwierają mnie, nie powiem, ale dopóki nie dowiem
                              się od niej samej,co nią kierowało, kiedy je pisała nie mogę dokonać swojej
                              oceny. Przepraszam.
                              NIe zgłębiałam wnikiliwie casusu Pounda, więc tym bardziej nie mogę do końca
                              dokonać krytyki bądź obrony, ale zaintrygowałeś mnie tym tematem, więc może Ty
                              mógłbyś mnie bardziej oświecić. Będę wdzięczna:)
                              A tak przy okazji, czy lubisz późniejszą Szymborską? Pytam bez podtekstów, z
                              czystej ciekawości:)
                              Pounda znam słabo, co do Szyborskiej sprawę uważam za wciąż za słabo
                              wyjaśnioną i klarowną, ale ja mam inny dylemat; najbardziej na świecie kocham
                              prozę Marqueza, żaden pisarz nie działa tak na moją wyobraźnię i zmysły, jak on
                              (co nie oznacza, że tylko on, po prostu najbardziej). Mam jednak poważny
                              problem z pogodzeniem się z jego przyjaźnią z Castro. A co Ty o tym sądzisz?
                              Pozdrawiam nieco skruszona:o)
                              • tad9 Re: Stara Szymborska 11.03.05, 14:40
                                Gość portalu: daria13 napisał(a):

                                > Twoje wypowiedzi są akurat na tyle wyważone, że nie należały Ci się słowa aż
                                > tak gorliwej krytyki z mojej strony,ale bardzo ostatnio wkurzyła mnie postawa
                                > Saskii i Abakusa, więc niechcący dostało się i Tobie, za co raz jeszcze
                                > przepraszam (to odnośnie nienawiści i tolerancji).

                                Miło mi, ale chcę zaznaczyć, że nie jestem tu kimś bezstronnym. Postawę
                                Szymborskiej - czy szerzej - tego środowiska, które reprezentuje, oceniam
                                negatywnie.

                                > Masz rację, że mamy naturalną skłonność do oceniania, tylko ostatnio ta
                                > skłonność przybiera już niestety w naszym kraju zbyt, moim zdaniem,
                                >monstrualne rozmiary.

                                Nawet gdyby tak było, nie byłoby to jeszcze dla mnie powodem, by zaprzestać
                                oceniania (tak, jak spora liczba alkoholików nie skłania mnie do abstynencji,
                                tak ewentualny nadmiar oceniaczy, nie skłania mnie do nieoceniania).

                                > Staram się kierować w
                                > życiu - aż wstyd pisać- (co nie zawsze mi się udaje, bo nie jest łatwe)zasadą
                                > Chrystusową: kto z was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień.Wiem, że
                                > brzmi to górnolotnie, ale dla mnie jest to jedna z najważniejszych zasad
                                > życiowych.

                                Dobrze, tylko, że w ten sposób także "ustawiasz" się w pewien sposób w
                                odniesieniu do takiego czy innego problemu. Pozostawiasz rzecz w zawieszeniu.
                                Niestety - tak, jak oceniając można kogoś skrzywdzić, tak też można krzywdzić
                                nieoceniając. Podawałem przykład 2 poetek - Twoja postawa sprawia, że stoją na
                                jednej płaszczyźnie. Podoba Ci się to?

                                > Wczesne wiersze Szymborskiej uwierają mnie, nie powiem, ale dopóki nie dowiem
                                > się od niej samej,co nią kierowało, kiedy je pisała nie mogę dokonać swojej
                                > oceny. Przepraszam.

                                Tylko od niej? Nie jesteśmy dobrymi sędziami we własnej sprawie. A jak oceniasz
                                tamte czasy?


                                > NIe zgłębiałam wnikiliwie casusu Pounda, więc tym bardziej nie mogę do końca
                                > dokonać krytyki bądź obrony, ale zaintrygowałeś mnie tym tematem, więc może
                                >Ty mógłbyś mnie bardziej oświecić. Będę wdzięczna:)

                                Mógłbym np. zacytować fragmenty jego wystąpień radiowych, ale nie wiem, czy
                                warto iść w to tak szczegółowo.

                                > A tak przy okazji, czy lubisz późniejszą Szymborską? Pytam bez podtekstów, z
                                > czystej ciekawości:)

                                Jestem - niestety - dość głuchy na poezję, więc generalnie rzecz biorąc trzymam
                                się prozy. Unikam oceniania wierszy - niezależnie od autora.

                                > Pounda znam słabo, co do Szyborskiej sprawę uważam za wciąż za słabo
                                > wyjaśnioną i klarowną, ale ja mam inny dylemat; najbardziej na świecie
                                >kocham prozę Marqueza, żaden pisarz nie działa tak na moją wyobraźnię i
                                >zmysły, jak o (co nie oznacza, że tylko on, po prostu najbardziej). Mam jednak
                                >poważny problem z pogodzeniem się z jego przyjaźnią z Castro. A co Ty o tym
                                >sądzisz?

                                Ta przyjań mi się nie podoba. Takie "uwieranie" o jakim piszesz ma miejsce
                                wtedy, gdy bardzo mocno łączymy autora z dziełem, a do tego traktujemy go jak -
                                bo ja wiem - wzór, czy autorytet moralny. Przez wzgląd na to, że podoba nam się
                                to, co pisze, chcemy, by był "czysty" w życiu. To chyba zbytni idealizm. Jest
                                tak, że można pisać rzeczy wibitne, a prywatnie być świnią (i na odwrót).





                                > Pozdrawiam
                                • Gość: daria13 Re: Stara Szymborska IP: *.crowley.pl 11.03.05, 16:21
                                  Gość portalu tad9 napisał:
                                  Ta przyjań mi się nie podoba. Takie "uwieranie" o jakim piszesz ma miejsce
                                  wtedy, gdy bardzo mocno łączymy autora z dziełem, a do tego traktujemy go jak -
                                  bo ja wiem - wzór, czy autorytet moralny. Przez wzgląd na to, że podoba nam
                                  się to, co pisze, chcemy, by był "czysty" w życiu. To chyba zbytni idealizm.
                                  Jest tak, że można pisać rzeczy wibitne, a prywatnie być świnią (i na odwrót).
                                  Teraz to ja już Cię doprawdy nie rozumiem. Jeśli zbytnim idealizmem jest
                                  wymaganie od pisarza, żeby był "czysty" w życiu, to jak to się mam do Twojego
                                  oburzania się na Szymborską. Toż przyjaźń z tyranem i zbrodniarzem jest chyba
                                  większym wykroczeniem, niż napisanie kilku wierszy pro, a z Twojej wypowiedzi
                                  wnioskuję, że Marquezowi byłbyś gotów wybaczyć jego postawę. A może jednak Cię
                                  nie zrozumiałam. Dziwne to wszystko.
                                  Ja właśnie jestem zwolenniczką idei, że należy oddzielić twórczość od życia
                                  pisarza i dlatego nie rozważam nieustannie postawy Szymborskiej, w
                                  przeciwieństwie do Ciebie. Jakoś brak spójnośći w Twoich wypowiedziach.
                                  Bardzo czekam na oświecenie przez Ciebie, bo Twoja ostatnia wypowiedź jest dla
                                  mnie niezłą zagwozdką.
                                  Pozdrawiam

                                  • tad9 Re: Stara Szymborska 11.03.05, 17:50
                                    Gość portalu: daria13 napisał(a):

                                    > Teraz to ja już Cię doprawdy nie rozumiem. Jeśli zbytnim idealizmem jest
                                    > wymaganie od pisarza, żeby był "czysty" w życiu, to jak to się mam do Twojego
                                    > oburzania się na Szymborską.

                                    Nie rozumiem, gdzie widzisz tutaj niespójność. Nie wymagam od Szymborskiej
                                    czystości i mówię: nie jest czysta. Jesteśmy tu na poziomie ustalania pewnych
                                    faktów. Jednocześnie nie twierdzę, że tylko ktoś czysty może dobrze pisać.


                                    > Toż przyjaźń z tyranem i zbrodniarzem jest chyba
                                    > większym wykroczeniem, niż napisanie kilku wierszy pro, a z Twojej wypowiedzi
                                    > wnioskuję, że Marquezowi byłbyś gotów wybaczyć jego postawę.

                                    Wniosek nieuzasadniony. Marquez też czysty nie jest.


                                    > Ja właśnie jestem zwolenniczką idei, że należy oddzielić twórczość od życia
                                    > pisarza i dlatego nie rozważam nieustannie postawy Szymborskiej, w
                                    > przeciwieństwie do Ciebie.

                                    Zwracam uwagę, że nie rozważam tu twórczości Szymborskiej, ale właśnie jej
                                    życie. Zaangażowanie w stalinizm, to właśnie część życia. Wiersze na cześć
                                    partii to efekt tego zaangażowania, ale ich jakości nie oceniam.


                                    >Jakoś brak spójnośći w Twoich wypowiedziach.

                                    Nie wydaje mi się. Uważasz, że gdy kto napisze, że nie wymaga od pisarza
                                    czystości, to jednocześnie nie może napisać o tym czy innym pisarzu "on nie
                                    jest czysty"?



                                    > Pozdrawiam

                                    • Gość: daria13 Re: Stara Szymborska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.05, 21:03
                                      Tad9 napisał:
                                      Uważasz, że gdy kto napisze, że nie wymaga od pisarza
                                      > czystości, to jednocześnie nie może napisać o tym czy innym pisarzu "on nie
                                      > jest czysty"?

                                      Jeśli nie wymagasz, to jest Ci obojętne, jeśli jest Ci obojętne to po co
                                      drążysz?
                                      Zadałeś pytanie, czy nam nie przeszkadza, a nie czy Szymborska była czysta.
                                      Obawiam się, że nasza dyskusja wchodzi już w etap bicia piany, dlatego długo
                                      milczałam, ale stwierdziła, że należy Ci się odpowiedź.
                                      Pozdrawiam
                                      • tad9 Re: Stara Szymborska 15.03.05, 21:55
                                        Gość portalu: daria13 napisał(a):

                                        > Jeśli nie wymagasz, to jest Ci obojętne, jeśli jest Ci obojętne to po co
                                        > drążysz?

                                        Chyba niezbyt dobrze się rozumiemy. Postaram się pisać jaśniej. Otóż, do
                                        pisarza może wymagać czystości ktoś, kto pisarzy postrzega jako wzór (autorytet
                                        moralny - czy jak to tam nazwiemy). Nie postrzegam pisarzy w ten sposób. Nie
                                        jest mi natomiast wszystko jedno czy dany CZŁOWIEK jest czy nie jest w
                                        porządku.

                                        > Zadałeś pytanie, czy nam nie przeszkadza, a nie czy Szymborska była czysta.

                                        Pytam więc teraz: czy uważasz, że Szymborska jesy czysta?


                                        > Pozdrawiam
                                        • Gość: daria13 Re: Stara Szymborska IP: *.medical / *.crowley.pl 16.03.05, 09:06
                                          To cholernie trudne pytanie. Najpierw musiałabym dowiedzieć się od Ciebie, czym
                                          w Twoim pojęciu jest "czystość" i jak wiele osób znasz "czystych" według Twoich
                                          kryteriów. Ostatnie pytanko: czy Ty uważasz się za "czystego"?
                                          Ja myślę, że zawsze należy zaczynać od siebie. Nawet, jeśli ani Ty , ani ja,
                                          ani np. Grzech czy Daro15, czy Saskia są absolutnie "czyści" względem
                                          jakichkolwiek powiązań z układami komunistycznymi, czy na pewno nie mamy innych
                                          grzechów na sumieniu?
                                          Myślę, że nasze obecne negowanie tolerancji pod hasłem niechęci do poprawnośći
                                          politycznej nie zaprowadzi nas nigdzie, wręcz przeciwnie, odwraca uwagę od
                                          spraw istotnych i ważnych dla przyszłości naszego społeczeństwa.
                                          Pozdrawiam
                                          • tad9 Re: Stara Szymborska 16.03.05, 17:26
                                            Gość portalu: daria13 napisał(a):

                                            > To cholernie trudne pytanie. Najpierw musiałabym dowiedzieć się od Ciebie,
                                            >czym w Twoim pojęciu jest "czystość" i jak wiele osób znasz "czystych" według
                                            >Twoich kryteriów. Ostatnie pytanko: czy Ty uważasz się za "czystego"?

                                            Owszem - jestem czysty jak łza.



                                            > Ja myślę, że zawsze należy zaczynać od siebie. Nawet, jeśli ani Ty , ani ja,
                                            > ani np. Grzech czy Daro15, czy Saskia są absolutnie "czyści" względem
                                            > jakichkolwiek powiązań z układami komunistycznymi, czy na pewno nie mamy
                                            >innych grzechów na sumieniu?

                                            Moim jedynym powiązaniem z układem komunistycznym, było to, że chodziłem do PRL-
                                            owskiej szkoły (bo już nie na studia). Inne grzechy na sumieniu? Mówimy o
                                            grzechu bardzo konkretnym - o zaangażowaniu w totalitaryzm. Pytanie brzmi: czy
                                            fakt, że spora część naszych "koryfeuszy" ma za sobą takie zaangażowania jest
                                            czy nie jest problemem. Moim zdaniem jest. Ci ludzie mówiąc o komunizmie są
                                            sędziami we własnej sprawie, a to, w jaki sposób "doświadczenie komunistyczne"
                                            zostanie umiejscowione w pamięci społecznej, ma spore znaczenie.


                                            > Myślę, że nasze obecne negowanie tolerancji pod hasłem niechęci do
                                            >poprawnośći politycznej nie zaprowadzi nas nigdzie, wręcz przeciwnie, odwraca
                                            >uwagę od spraw istotnych i ważnych dla przyszłości naszego społeczeństwa.

                                            To, co nazywasz tutaj tolerancją, oznacza zaniechanie dyskusji o historii.
                                            Owszem, można rzecz zamknąć ogólnym "kochajmy się", ale moim zdaniem byłoby to
                                            szkodliwe i niesprawiedliwe. Czy zauważyłaś, że te same osoby, które tak wiele
                                            mają do powiedzenia o konieczności "krytycznego podejścia do narodowych mitów"
                                            (celuje w tym "GW") nie mają zbytniej ochoty na krytyczne rozmowy o
                                            stalinowskiej przeszłości tego czy innego koryfeusza?




                                            > Pozdrawiam
                                            • Gość: daria13 Re: Stara Szymborska IP: *.medical / *.crowley.pl 17.03.05, 15:20
                                              Wydawało mi się, że dość jasno napisałam, że nie podejrzewam Ciebie, ani
                                              pozostałych sędziów Szymborskiej o grzechy względem systemu, bo to dopiero
                                              byłaby hipokryzja na całego. Chodziło mi generalnie o czystość, nie wiem,
                                              etyczną, moralną, whatever. W sumie, na pytanie o taką czystość mi nie
                                              odpowiedziałeś.
                                              Co jest większym "grzechem": napisanie wierszy ku czci, czy np. podpisanie
                                              lojalki w zakładzie pracy, którą wtedy podpisywać musieli wszyscy, popytaj
                                              rodziców, krewnych. Jeśli ktoś pracował np.w dobrym hotelu musiał podpisać
                                              jakieś tam zobowiązanie, które tak naprawdę w praktyce z reguły nic nie
                                              oznaczało, ale jego niepodpisanie było równoznaczne z utratą dobrej pracy.
                                              Każdy większy zakład pracy miał swojego tzw. opiekuna, który mógł Ci zadawać
                                              różne pytania. Czy żeby być czystym na takie pytania należało mu mówić: wal się?
                                              O takie niuanse chodziło mi, kiedy pisałam, że nie znam pobudek Szymborskiej
                                              przy pisaniu tamtych wierszy.
                                              Wszelkie listy, pod jakimi się jakoby podpisywała ona i inni literaci nie są
                                              dla mnie miarodajnym źródłem wiedzy, bo każdy wie, że takie rzeczy były
                                              notorycznie fałszowane.
                                              Wciąż nie mogę dojść do tego, jakie korzyści odniesiemy z potępiania i
                                              piętnowania takich zbrodni, jakimi zhańbiła sie np. Szymborska.
                                              Czy możesz mi to objaśnić w jakiś klarowny sposób, bo z całej tej czeredy
                                              sędziów w Tobie wyczuwam w miarę najbardziej logiczny sposób dedukcji. A po za
                                              tym tylko Ty zostałeś na placu boju. Pytanie tylko czy inni mnie
                                              zlekceważyli,jako przypadek nieuleczalny, czy tylko Ty masz tyle cierpliwości i
                                              chęci dojścia do jakiegoś konsensusu.
                                              Pozdrawiam
                                              • tad9 Re: Stara Szymborska 17.03.05, 16:57
                                                Gość portalu: daria13 napisał(a):

                                                > Chodziło mi generalnie o czystość, nie wiem,
                                                > etyczną, moralną, whatever. W sumie, na pytanie o taką czystość mi nie
                                                > odpowiedziałeś.


                                                A co wynikałoby z takiej odpowiedzi? Uważasz, że stwierdzenie "nikt nie jest
                                                bez winy" załatwia sprawę?

                                                > Co jest większym "grzechem": napisanie wierszy ku czci, czy np. podpisanie
                                                > lojalki w zakładzie pracy, którą wtedy podpisywać musieli wszyscy, popytaj
                                                > rodziców, krewnych.

                                                Nie ma obowiązku, by być poetą. A gdy się nim jest, nie ma obowiązku, by
                                                publikować. Szymborska NIE MUSIAŁA pisać tych wierszy. Chciała je napisać.
                                                Byli szczerze zaangażowani w stalinizm. Nie wymuszano na nich lojalek. Nie było
                                                trzeba. To oni byli tymi, którzy wymuszali. Niektórzy mieli potem przynajmniej
                                                tyle odwagi, by to powiedzieć - np. Roman Zimand.

                                                >Jeśli ktoś pracował np.w dobrym hotelu musiał podpisać
                                                > jakieś tam zobowiązanie, które tak naprawdę w praktyce z reguły nic nie
                                                > oznaczało, ale jego niepodpisanie było równoznaczne z utratą dobrej pracy.

                                                Mówimy nie o szarych mieszkańcach PRL, lecz o bardzo specyficznej grupie - o
                                                młodej "nowej inteligencji", która została wypromowana przez partię. Jak już
                                                pisałem - byli to hunwejbini szczerze zaangażowani w stalinizm.

                                                > O takie niuanse chodziło mi, kiedy pisałam, że nie znam pobudek Szymborskiej
                                                > przy pisaniu tamtych wierszy.

                                                Ja znam - zaangażowanie ideologiczne.

                                                > Wszelkie listy, pod jakimi się jakoby podpisywała ona i inni literaci nie są
                                                > dla mnie miarodajnym źródłem wiedzy, bo każdy wie, że takie rzeczy były
                                                > notorycznie fałszowane.

                                                Proszę podaj mi chociaż JEDEN przykład sfałszowania tego rodzaju listu. Mam na
                                                myśli fałszywy list partyjnych literatów potępiających "wrogów ludu". Skoro
                                                robiono to "notorycznie" nie powinnaś mieć chyba problemów. Podaj mi jakieś
                                                źródło, w którym mowa jest o tym, że list o którym mówimy został podrobiony.
                                                Kłopot polega właśnie na tym, że partia nie musiała takich listów fałszować.
                                                Miała dość oryginałów. A podpis Szymborskiej pod listem potępiającym
                                                autorów "listu 64" (to już lata 60-te)? To też fałszywka?

                                                > Wciąż nie mogę dojść do tego, jakie korzyści odniesiemy z potępiania i
                                                > piętnowania takich zbrodni, jakimi zhańbiła sie np. Szymborska.

                                                Ponieważ TO BYŁO, więc mównienie o tym nie jest niczym co mogłoby budzić
                                                zdziwienie. Korzyścią jest już sama rozmowa. Lepiej rozumiemy historię, innych
                                                i samych siebie.


                                                >A po za tym tylko Ty zostałeś na placu boju. Pytanie tylko czy inni mnie
                                                > zlekceważyli,jako przypadek nieuleczalny, czy tylko Ty masz tyle cierpliwości
                                                >i chęci dojścia do jakiegoś konsensusu.

                                                Cóż - rzeczywiście, gdy ktoś mówi "nie ma o czym gadać, bo wszyscy mają coś na
                                                sumieniu, a dokumenty mogą być fałszywe", to trudno z nim rozmawiać. Ale skoro
                                                napisałem, że już sama rozmowa jest coś warta, więc czy mam inne wyjście?



                                                > Pozdrawiam
                                                • Gość: daria13 Re: Stara Szymborska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.05, 15:57
                                                  Jeśli rozmawiasz ze mną z przymusu i grzeczności, nie żywiąc cienia nadziei na
                                                  choćby najmniejsze porozumienie, to dzięki ale zbytek łaski.
                                                  Jestem w szoku, że jako wytrawny znawca epoki stalinizmu, nie spotkałeś się
                                                  nigdy z takimi metodami władzy ludowej jak prowokacja, pomówienia, fałszywe
                                                  donosy i fałszowanie podpisów. Wiesz doskonale, że zarówno Ty mi jak i ja Tobie
                                                  nie udowodnimy i nie wykażemy, które listy i które podpisy były fałszowane. Ja
                                                  wcale się nie upieram, że tak było, ale i Ty nie masz dowodów na słuszność
                                                  swojej racji.
                                                  Chyba nie dojdziemy jednak do porozumienia, bo ja mam zupełnie inny
                                                  światopogląd, mam w sobie znacznie więcej pokory i dystansu do wielu spraw.
                                                  Jestem zdecydowaną przeciwniczką lustracji z wielu powodów, ale głównie
                                                  dlatego, że uważam ją za typowy chwyt mydlający oczy i stanowiący zasłonę dymną
                                                  dla dużo poważnieszych spraw, a na ten chwyt łapią się ogromne rzesze
                                                  sfrustrowanych Polaków, dziwi mnie jedynie, że jest w nich część osób
                                                  wydawałoby się myślących.To doskonały czas dla takich demagogów jak Łysiak,
                                                  Giertych i nieszczęsny ojciec Rydzyk.
                                                  Wiem, że się ze mną nie zgodzisz, ale już się z tym pogodziłam i jeśli ta
                                                  dyskusja już cię znudziła, to proszę, nie wysilaj się więcej i nie zmuszaj do
                                                  kontynuowania tej rozmowy, bo doprawdy łaski nie potrzebuję.
                                                  Pozdrawiam
                                                  • tad9 Re: Stara Szymborska 18.03.05, 16:35
                                                    Gość portalu: daria13 napisał(a):

                                                    > Jeśli rozmawiasz ze mną z przymusu i grzeczności, nie żywiąc cienia nadziei
                                                    >na choćby najmniejsze porozumienie, to dzięki ale zbytek łaski.

                                                    Nie rozmawiam z Tobą z łaski! Co do możliwości porozumienia, jestem natomiast
                                                    rzeczywiście sceptykiem, chociaż - kto wie....

                                                    > Jestem w szoku, że jako wytrawny znawca epoki stalinizmu, nie spotkałeś się
                                                    > nigdy z takimi metodami władzy ludowej jak prowokacja, pomówienia, fałszywe
                                                    > donosy i fałszowanie podpisów.

                                                    Przyznaję - nie spotkałem się z fałszywką tego rodzaju, o jakiej tu mówimy.
                                                    Dokumenty oczywiście fałszowano - np. po to, by skompromitować przeciwników
                                                    politycznych, nigdy jednak nie zetknąłem się z przypadkiem pochodzącej z lat 50-
                                                    tych (i późniejszych też) fałszywki dotyczącej pisarzy POPIERAJĄCYCH partię. W
                                                    tamtych latach nie mieliśmy nawet do czynienia z tym typem rozgrywania
                                                    konfliktów wewnątrzpartyjnych, który mógłby zaowocować taką fałszywką. Coś
                                                    takiego byłoby od biedy do pomyślenia w latch 60-tych, ale w latach 50-tych?
                                                    Nie znam takiego przypadku. Ty znasz? Czemu właściwie miałaby służyć taka
                                                    prowokacja? Poza tym, sprawa owego listu funkcjonuje publicznie. Czy słyszałaś
                                                    by KTÓRYKOLWIEK z sygnotariuszy twierdził, że to fałszywka?

                                                    >Wiesz doskonale, że zarówno Ty mi jak i ja Tobie
                                                    > nie udowodnimy i nie wykażemy, które listy i które podpisy były fałszowane.
                                                    >Ja wcale się nie upieram, że tak było, ale i Ty nie masz dowodów na słuszność
                                                    > swojej racji.

                                                    By coś twierdzić, należy mieć ku temu jakieś przesłanki. Twoim jedynym
                                                    argumentem na rzecz hipotezy fałszywki jest stwierdzenie "dokumenty
                                                    fałszowano". Proszę więc o podanie JAKIEGOKOLWIEK źródła, w którym dokument ten
                                                    opisany jest jako fałszywy. Pod tamtą deklaracją podpisało się kilkadziesiąt
                                                    osób. Czy znasz JAKĄKOLWIEK wypowiedź KTÓREJKOLWIEK z nich, mówiącej, że jej
                                                    podpis sfałszowano? Czy potrafisz przywołać chociaż JEDNEGO historyka
                                                    mówiącego, że jest to fałszywka?

                                                    > Chyba nie dojdziemy jednak do porozumienia, bo ja mam zupełnie inny
                                                    > światopogląd, mam w sobie znacznie więcej pokory i dystansu do wielu spraw.

                                                    Być może masz wiele dystansu do wielu spraw, jednak temat naszej rozmowy do
                                                    tych spraw nie należy. Jesteś mocno zaangażowana po jednej ze stron w tym
                                                    sporze.

                                                    > Jestem zdecydowaną przeciwniczką lustracji

                                                    Nie rozmawiamy przecież o lustracji!

                                                    > Wiem, że się ze mną nie zgodzisz, ale już się z tym pogodziłam i jeśli ta
                                                    > dyskusja już cię znudziła, to proszę, nie wysilaj się więcej i nie zmuszaj do
                                                    > kontynuowania tej rozmowy, bo doprawdy łaski nie potrzebuję.

                                                    Dyskusja mnie nie znudziła/




                                                    > Pozdrawiam