pi.asia
19.12.22, 10:11
Do założenia tego wątku zainspirowały mnie wpisy kilku osób.
julian_arden:
Mój prapradziad (albo jeszcze jedno pra-) poślubił jedną siostrę, która obdarzyła go piątką pociech i zmarła. Wówczas pojął jej młodszą siostrę, która obdarzyła go drugą porcją tego samego, z czego na drugim końcu łańcuszka ja jestem. No ale to było w okolicach powstania styczniowego.
tajna_kryjówka_pyziaka:
Przy moich pradziadkach też tak było, a dużo później, bo to pokolenie urodzone w latach 40. XX wieku. Prababcia życzyła sobie na łożu śmierci, aby pradziadek poślubił jej młodszą o kilkanaście lat siostrę. Założenie było takie, że on ma jej "pilnować", bo ta siostra była imprezowiczką, wypić lubiła i często wplątywała się w nieciekawe towarzystwo. I ta ostatnia wola została wypełniona.
ponownie julian_arden:
To odpowiednik w mojej rodzinie był podobno pożogą seksualną przedwojennego Zakopanego, zanim wyszła na tzw. ludzi :)
kon.zrzeda:
Moja prababcia, o ile dobrze pamiętam, po tragicznej śmierci męża poślubiła jego brata. Ale to było podyktowane względami praktycznymi- on czuł się w obowiązku zaopiekować rodziną, a ona, wdowa z małymi dziećmi, potrzebowała męża do samodzielnej egzystencji.
kocynder:
Moja babcia i jej młodsza siostra podczas jakiejś okazji towarzyskiej poznały dwóch braci. Obie panny były wówczas "tuż po pensji" (w sensie nie że po wypłacie, a po stosownej instytucji pedagogiczno wychowawczej), obaj panowie nosili mundury ułańskie. Pomimo niejakiego oporu rodziców (ułani nie uchodzili za idealny materiał na mężów) obie panny poślubiły wybranków. Jedna para żyła długo i szczęśliwie, drugiej, niestety nie było to dane: ukochany ułan zginął w obozie w Oświęcimiu.
druza.11:
Moja babka prowadzala sie z narzeczonym dość dlugo. W końcu obie rodziny zaczeły naciskać na sformalizowanie związku. Datę ustalono na pierwszą niedzielę karnawału, bowiem na święta BN zjeżdżał do kraju przyjaciel pana młodego, konczący politechnikě w Zurichu.
No i co powiecie na to, ze ślub odbył się w terminie tyle, że świadek został panem młodym a pan młody świadkiem
Cała trójka żyła długo i szczęśliwie.
Co najzabawniejsze, moja córka powieliła casus prababki.
Jak widać, życie pisze przedziwne scenariusze, czasem takie, o których się fizjologom nie śniło. Podzielmy się naszymi pięknymi rodzinnymi historiami!
Ja też mam co opowiadać, ale to później :)