Dodaj do ulubionych

Zdjęcia ślubne

03.02.24, 14:50
Słuchajcie, ja nie wymagam, żeby Gaba sobie wieszała nad małżeńskim łożem monidło w wymiarach dwa na dwa metry, natomiast dziwi mnie absolutny brak jej zdjęcia ślubnego z Grzybem w lokalu na Rusfelta. Istniało jej zdjęcie ślubne z Pyziakiem, nie wyrzucone, ne spalone w piecu, tylko troskliwie przechowywane, w kopercie, w biurku Ignaca, pośród rozmaitych sentymentalnych pamiątek (oczyma duszy widzę Ignaca, rozmawiającego nocami ze zdjęciem Juliusza Utraconego...). Wiemy, że na kuchennej tablicy figurowały zdjęcia ze ślubu Pyzofryców, Larwdamów, Ignieszków i prawdopodobnie również Józworotków. Tymczasem nie ma żadnego zdjęcia ślubnego państwa Gąbów, nawet w ich pokoju.Ba, jeśli wierzyć opisowi z TiR, w jaskini Gąbostwa do pewnego momentu nie było żadnych fotografii, pojawiły się dopiero na etapie Feblika, a i wtedy nie było tam współnego zdjęcia Gąbostwa, głównie zdjęcia Ignasia, Gąby i Ignasia z Gąbą. Mam rozumieć, że ani Gąba, ani Grzyb nie mieli żadnego wspólnego momentu, który chcieliby wspomiać? Nawet tego hanejmuna w Wenecji?
Obserwuj wątek
    • przymrozki Re: Zdjęcia ślubne 03.02.24, 18:01
      A to akurat jest najzupełniej spójne.

      Po pierwsze, z ogólnym stosunkiem rodziny do Grzegorza.

      Po drugie, z faktem, że Grzegorz - co było podnoszone na niniejszym forum nieraz, przy niejednej okazji i przez niejedną forumkę - w toku akcji ewidentnie był choć raz podmieniony na zamiennika. Tezauryzowanie dawnych zdjęć tylko by o tym niepotrzebnie przypominało.
    • mika_p Re: Zdjęcia ślubne 03.02.24, 18:06
      > Wiemy, że na kuchennej tablicy figurowały zdjęcia ze ślubu Pyzofryców, Larwdamów, Ignieszków i prawdopodobnie również Józworotków.

      Pyza, Laura i IGS to dzieci Gaby, nie dzieci Borejków najstarszych.
      • mircja Re: Zdjęcia ślubne 03.02.24, 18:18
        mika_p napisała:

        > > Wiemy, że na kuchennej tablicy figurowały zdjęcia ze ślubu Pyzofryców, La
        > rwdamów, Ignieszków i prawdopodobnie również Józworotków.
        >
        > Pyza, Laura i IGS to dzieci Gaby, nie dzieci Borejków najstarszych.
        >
        No właśnie - czy były tam zdjęcia ze ślubu Idy czy też Patrycji? Ale chyba były Natalii?
        • przymrozki Re: Zdjęcia ślubne 05.02.24, 18:10
          mircja napisała:

          > No właśnie - czy były tam zdjęcia ze ślubu Idy czy też Patrycji? Ale chyba były
          > Natalii?

          Zdjęcie plątaniny nóg, rąk i welonu było chyba ze ślubu Natalii.
          • kocynder Re: Zdjęcia ślubne 28.09.24, 16:13
            Na pewno było z Natalii. Znaczy nie wiem czy figurowało na tablicy, ale pamiętam, że mnie zamurowała ta wzmianka o welonie, gdyż albowiem było wcześniej napisane, że Nutryja w dniu swego zamęścia miała na sobie kontusik i (futrzany?) toczek. I jakoś ni czorta nie umiem sobie wyobrazić tego kontusika z toczkiem plus welon. I to welon rzetelny, długi, skoro brał udział w plątaninie, nie jakiś tam skraweczek woalki przy toczku. Jak ktoś ma pomysł to poproszę.
    • julian_arden Re: Zdjęcia ślubne 05.02.24, 12:04
      Prawdę mówiąc, ja też żadnego zdjęcia ślubnego nie mam nigdzie. Tzn niby mam jedno, ale ze ślubu, i tak już nieaktualnego, mojego syna :-)
    • kooreczka Re: Zdjęcia ślubne 05.02.24, 18:44
      Bo żaden bobas nie skupczył się słodko więc nie warto tego uwieczniać.
      (Serio. Co autorka miała na myśli opisując fotografie Pyzy i Fryca?)
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 02:28
        kooreczka napisał:

        > Bo żaden bobas nie skupczył się słodko więc nie warto tego uwieczniać.
        > (Serio. Co autorka miała na myśli opisując fotografie Pyzy i Fryca?)

        Odkopuję, gdyż mam z tego tekstu ubaw niemożebny!
      • sanfran_84 Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 08:42
        kooreczka napisał:

        > Bo żaden bobas nie skupczył się słodko więc nie warto tego uwieczniać.
        > (Serio. Co autorka miała na myśli opisując fotografie Pyzy i Fryca?)

        MM w ogóle przejawia jakieś specyficzne podejście do zdjęć ślubnych: tu plątanina nóg, tam Ignacy Grzegorz rozpaczliwie szuka obrączek, podczas gdy Józef na czilu cyka mu fotę (chociaż to on powinien pierwszy ruszyć cztery litery, by pomóc panu młodemu w takiej sytuacji), tu jakże zabawne przewijanie dziecka na schodach kościoła, czy gdzieś tam (jakby rodzina nie mogła poczekać, aż Róża i Fryc oporządzą małą i na spokojnie się ustawią), tam zdystansowany Pyziak i ogólnie mało udane zdjęcie z mało udanego ślubu. Czy to znów nie jest jakaś kontra Autorki w stosunku do "gorączki ślubnej" i pozowanych sesji zdjęciowych? Kontra oczywiście niekonsekwentna, bo bohaterowie, których MM uważa za szczególnie udanych zaraz po Gabrieli, obdarzeni zostali najpiękniejszym zdjęciem ślubnym w całym Wszechświecie, aczkolwiek - zauważcie - zdjęciem zrobionym mimochodem od niechcenia, ot, ciotka akurat trafiła w dobry moment, nie że ktoś pozował do czegokolwiek profesjonalnemu fotografowi, a w życiu.
        • hanuszka189 Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 09:24
          sanfran_84 napisał(a):

          >
          > MM w ogóle przejawia jakieś specyficzne podejście do zdjęć ślubnych: tu plątani
          > na nóg, tam Ignacy Grzegorz rozpaczliwie szuka obrączek, podczas gdy Józef na c
          > zilu cyka mu fotę (chociaż to on powinien pierwszy ruszyć cztery litery, by pom
          > óc panu młodemu w takiej sytuacji), tu jakże zabawne przewijanie dziecka na sch
          > odach kościoła, czy gdzieś tam (jakby rodzina nie mogła poczekać, aż Róża i Fry
          > c oporządzą małą i na spokojnie się ustawią), tam zdystansowany Pyziak i ogólni
          > e mało udane zdjęcie z mało udanego ślubu.

          To są po prostu slapsticki. Nie wiem jaka sekwencja zdarzeń w realnym świecie prowadziłaby do zmiany pampersa (rozumiem - z treściwą zawartością?) przez państwa młodych na stojąco i wisząco, na podkładce z sukni ślubnej, na schodach kościoła i przy wianuszki gości. To chyba najmniej prawdopodobna scenka całej Jeżycjady.

          Skąd Fryderyk wyjął świeżego pampersa? Kto przejął zużytego pampersa? Jak wyczyszczono małą Milę? Co za piękny temat do dyskusji :D

          Jeśli ta scena coś sugeruje to tylko fakt, że ślub Fryca i Róży odbył się jednak w dniu zakończenia Czarnej Polewki - od razu, z suknią ślubną od Żaby, z Milą w nosidełku, z pampersem za pazuchą Fryderyka i z rodziną zebraną łącznie z Pyziakiem - co drugi raz by się raczej nie zdarzyło.

          • tt-tka Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 09:50
            Slabe mam pojecie o slubach koscielnych, ale zdaje sie nawet takiego czysto koscielnego, nie konkordatowego, nie da sie wziac z marszu - jakies dokumenty sa jednak potrzebne (chocby metryka i swiadectwo chrztu), jakies administracyjne formalnosci...

            czy ty sugerujesz, ze na slub Rozy rodzina by nie pojechala ? no, ladnie...
            • bupu Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 10:06
              tt-tka napisała:

              > Slabe mam pojecie o slubach koscielnych, ale zdaje sie nawet takiego czysto kos
              > cielnego, nie konkordatowego, nie da sie wziac z marszu - jakies dokumenty sa j
              > ednak potrzebne (chocby metryka i swiadectwo chrztu), jakies administracyjne fo
              > rmalnosci...

              Świadectwa chrztu, świadectwa bierzmowania, zaświadczenie o odbyciu nauk przedmałżeńskich i zaświadczenie o odbyciu spowiedzi, względnie odbycie tejże u mającego udzielać ślubu księdza.
              • mircja Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 22:47
                bupu napisała:


                > Świadectwa chrztu, świadectwa bierzmowania, zaświadczenie o odbyciu nauk przedm
                > ałżeńskich i zaświadczenie o odbyciu spowiedzi, względnie odbycie tejże u mając
                > ego udzielać ślubu księdza.
                >
                Podobno (według deklaracji MM) potrzebne dokumenty właśnie Fryderyk z Różą skompletowali i czystym przypadkiem Fryderyk miał je akurat przy sobie.
            • hanuszka189 Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 10:27
              tt-tka napisała:

              > Slabe mam pojecie o slubach koscielnych, ale zdaje sie nawet takiego czysto kos
              > cielnego, nie konkordatowego, nie da sie wziac z marszu - jakies dokumenty sa j
              > ednak potrzebne (chocby metryka i swiadectwo chrztu), jakies administracyjne fo
              > rmalnosci...
              >
              Jasne, w realnym świecie się nie da. Jednak jak pisałam - nie mam pojęcia, jaka sekwencja wydarzeń miałaby prowadzić do finałowej sceny z pampersem. Ślub na szybko, gdzie tylko państwo młodzi dysponują pieluchami a reszta rodziny nie za bardzo ogarnia o co chodzi, jest jedynym rozwiązaniem.

              Mam nawet wrażenie, że ten nagły ślub Fryca i Róży miał być finałem i klamrą dla akcji "Polewki" (jest to mocno zasugerowane w treści) - jednak korekta zorientowała się, że żaden współczesny ksiądz takiego ślubu nie udzieli.
              Ślubny wątek Laury i Wolfiego też jest nielogiczny, co wielokrotnie już omawiano.
              • hanuszka189 Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 10:45
                Na bogów, pogrzebałam trochę w treści - i Fryce ten ślub naprawdę mogli wziąć z marszu.
                Bodzio mówi do Laury parę godzin przed ceremonią: "już ci mówiłem,że proboszcz nie widzi przeszkód i tylko prosił, żebyś i ty przyszła dla dopełnienia wszelkich formalności."

                Natomiast wcześniej Ida, planując Róży kawalerkę każde jej przycisnąć Fryca - "jeśli chodzi o szybki ślub niech w trymiga leci do parafii" i załatwi co trzeba.

                Wygląda to dość jednoznacznie.
                • tt-tka Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 10:59
                  Jednoznacznie, gdybysmy mieli oceniac altorke...

                  bo jesli chodzi o dopelnienie formalnosci :), to proboszcz zechcialby od Larwy (i Wolfiego) tego wszystkiego, co Bupu ponizej wyliczyla - swiadectwo chrztu, bierzmowania, odbycia nauk - a oni maja ze soba dowody osobiste i byc moze metryki. I nic wiecej. No to, dziateczki drogie, prosze uzupelnic dokumenty, odbyc nauki, spowiedz i mozemy rozmawiac.
              • bupu Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 14:57
                hanuszka189 napisała:

                > Jednak jak pisałam - nie mam pojęcia, jaka
                > sekwencja wydarzeń miałaby prowadzić do finałowej sceny z pampersem. Ślub na s
                > zybko, gdzie tylko państwo młodzi dysponują pieluchami a reszta rodziny nie za
                > bardzo ogarnia o co chodzi, jest jedynym rozwiązaniem.


                Ale czego nie ogarniają, na Bora Iglastego? Tego, że dziecię zapelniło pieluchę i wymaga świeżej? Jak założyć pampersa? To przepraszam, Pyziak ich w drodze do Brzostowa okładał łyżka do opon po głowach?


                > Mam nawet wrażenie, że ten nagły ślub Fryca i Róży miał być finałem i klamrą dl
                > a akcji "Polewki" (jest to mocno zasugerowane w treści) - jednak korekta zorien
                > towała się, że żaden współczesny ksiądz takiego ślubu nie udzieli.

                Ależ w musierowersum najwyraźniej udzielił, bo że Sprężyny dowiadujemy się, że Fryce hajtneły się w Brzostkowie, w porze ciepłej, w momencie gdy mała Mila była wymagającym pampersów niemowlęciem, na tyle lekkim, że można je było jedną ręką trzymać pod pachą, nie ryzykując zafajdania kiecki (acz autorce chronologia rozjechała się tu z nieomal takim rozmachem, z jakim Fryderyk rozpościerał pampersa, albowiem napisała, że zdjęcie wykonano przed przeszło trzema laty. CP to 2004, S to 2008 więc od tamtej chwili minęło lat cztery. W dzierżenie pod pachą rocznego dziecięcia nie uwierzę).


                > Ślubny wątek Laury i Wolfiego też jest nielogiczny, co wielokrotnie już omawian
                > o.

                Ślubny wątek Wolfiego i Larwy wyjechał powozem wprost z XIX stulecia, co to kochankowie uciekli do Gretna Green i kowal dał im ślub.
                • hanuszka189 Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 22:55
                  bupu napisała:

                  >
                  > Ale czego nie ogarniają, na Bora Iglastego? Tego, że dziecię zapelniło pieluchę
                  > i wymaga świeżej? Jak założyć pampersa? To przepraszam, Pyziak ich w drodze do
                  > Brzostowa okładał łyżka do opon po głowach?

                  Na normalnym ślubie do opieki nad Milą oddelegowana byłaby... dowolna siostra, babcia, ciotka, a nawet dziadek Ignacy któremu zdarzało się później samodzielnie ogarniać niemowlę (Ziutek). Osoba z zapasem pieluch, chusteczek i sukieneczek na zmianę, pozwalająca pannie młodej kilka godzin zajęcia się sobą i wyrzucenia z głowy ciągłej myśli o dziecku. Oczywiście, że przebieranie dziecka na schodach jest nielogiczne w każdej sytuacji. Chyba, że to taka zaplanowana przez fotografa scena rodzajowa ;)
                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 23:40
                    hanuszka189 napisała:

                    > bupu napisała:
                    >
                    > >
                    > > Ale czego nie ogarniają, na Bora Iglastego? Tego, że dziecię zapelniło pi
                    > eluchę
                    > > i wymaga świeżej? Jak założyć pampersa? To przepraszam, Pyziak ich w dro
                    > dze do
                    > > Brzostowa okładał łyżka do opon po głowach?
                    >
                    > Na normalnym ślubie do opieki nad Milą oddelegowana byłaby... dowolna siostra,
                    > babcia, ciotka, a nawet dziadek Ignacy któremu zdarzało się później samodzielni
                    > e ogarniać niemowlę (Ziutek). Osoba z zapasem pieluch, chusteczek i sukieneczek
                    > na zmianę, pozwalająca pannie młodej kilka godzin zajęcia się sobą i wyrzuceni
                    > a z głowy ciągłej myśli o dziecku. Oczywiście, że przebieranie dziecka na schod
                    > ach jest nielogiczne w każdej sytuacji. Chyba, że to taka zaplanowana przez fot
                    > ografa scena rodzajowa ;)

                    Podejrzewam, że właśnie tak było, rodzinka specjalnie zaaranżowała "śmiechową" scenkę na tablicę.
                  • bupu Re: Zdjęcia ślubne 28.09.24, 10:02
                    hanuszka189 napisała:

                    > bupu napisała:
                    >
                    > >
                    > > Ale czego nie ogarniają, na Bora Iglastego? Tego, że dziecię zapelniło pi
                    > eluchę
                    > > i wymaga świeżej? Jak założyć pampersa? To przepraszam, Pyziak ich w dro
                    > dze do
                    > > Brzostowa okładał łyżka do opon po głowach?
                    >
                    > Na normalnym ślubie do opieki nad Milą oddelegowana byłaby... dowolna siostra,
                    > babcia, ciotka, a nawet dziadek Ignacy któremu zdarzało się później samodzielni
                    > e ogarniać niemowlę (Ziutek). Osoba z zapasem pieluch, chusteczek i sukieneczek
                    > na zmianę, pozwalająca pannie młodej kilka godzin zajęcia się sobą i wyrzuceni
                    > a z głowy ciągłej myśli o dziecku.

                    Ale do ołtarza Rurza raczej nie leciała z niemowlęciem pod pachą i torbą pieluch w dłoni, szczególnie, że jedną rękę miała zajętą bukietem, a drugą Fryderykiem. Trzeciej ręki do dziecka brakło. Ktoś zatem się małą Milą zajmował kiedy oni stali przed ołtarzem, a potem szli nawą, ktoś miał ze sobą całe oprzyrządowanie dziecięce i ktoś radośnie wtrynił dziecko pannie młodej w jednym z najmniej stosownych momentów, zamiast własnoręcznie przewinąć. A naprawdę nie trzeba wielkich wysiłków intelektualnych, żeby zatrybić, że skoro pielucha pełna trzeba ją zmienić, samemu bo rodzice niemowla są zajęci. Jeśli nie była to planowa komedia, to był to porażający brak empatii albo małpia złośliwość ze strony prawdopodobnie Gaby albo Mili. I dech w piersiach zapierający brak empatii ze strony reszty rodziny, która albo patrzyła jak słupy, albo cykała z uciechą fotki (te, Jeżycka Miss Empatii, Nutria B. wstań jak do ciebie mówię!)


                    Oczywiście, że przebieranie dziecka na schod
                    > ach jest nielogiczne w każdej sytuacji. Chyba, że to taka zaplanowana przez fot
                    > ografa scena rodzajowa ;)
                    • ako17 Re: Zdjęcia ślubne 28.09.24, 19:02
                      bupu napisała:

                      > hanuszka189 napisała:

                      > > Na normalnym ślubie do opieki nad Milą oddelegowana byłaby... dowolna sio
                      > stra,
                      > > babcia, ciotka, a nawet dziadek Ignacy któremu zdarzało się później samod
                      > zielni
                      > > e ogarniać niemowlę (Ziutek). Osoba z zapasem pieluch, chusteczek i sukie
                      > neczek
                      > > na zmianę, pozwalająca pannie młodej kilka godzin zajęcia się sobą i wyr
                      > zuceni
                      > > a z głowy ciągłej myśli o dziecku.

                      Ale to jest rodzina, która bardzo nie lubi zajmować się problemami swoich bliskich, chociaż bardzo lubi deklarować. że to robi. To jest rodzina, która swoje dzieci raczej wtrynia komuś, niż opiekuje się dziećmi kogoś innego. Choćby ta osoba właśnie wychodziła z kościoła po ślubie.
                      >
                      Ktoś zatem się małą Milą zajmował kiedy oni
                      > stali przed ołtarzem, a potem szli nawą, ktoś miał ze sobą całe oprzyrządowani
                      > e dziecięce
                      skąd wiesz? Może Mila leżała sama obłożona tomami, tam gdzie ją matka położyła? i całe oprzyrządowanie też leżało obok, znowu TAM, GDZIE JE RÓŻA położyła?
                      Można poddawać w wątpliwość zabieranie tomów na ślub siostry/ wnuczki/ siostrzenicy itp. Ale ja bym nie ręczyła za Ignaca czy Ignasia, czy nie wzięli ze sobą jakichś cegieł do czytania.

                      i ktoś radośnie wtrynił dziecko pannie młodej w jednym z najmniej s
                      > tosownych momentów, zamiast własnoręcznie przewinąć. A naprawdę nie trzeba wiel
                      > kich wysiłków intelektualnych, żeby zatrybić, że skoro pielucha pełna trzeba ją
                      > zmienić, samemu bo rodzice niemowla są zajęci. Jeśli nie była to planowa komed
                      > ia, to był to porażający brak empatii albo małpia złośliwość ze strony prawdopo
                      > dobnie Gaby albo Mili. I dech w piersiach zapierający brak empatii ze strony re
                      > szty rodziny, która albo patrzyła jak słupy, albo cykała z uciechą fotki (te, J
                      > eżycka Miss Empatii, Nutria B. wstań jak do ciebie mówię!)
                      >
                      >
                      > Oczywiście, że przebieranie dziecka na schod
                      > > ach jest nielogiczne w każdej sytuacji. Chyba, że to taka zaplanowana prz
                      > ez fot
                      > > ografa scena rodzajowa ;)

                      To jest tak głupie i nieprawdopodobne na tylu poziomach, że aż się słabo robi.
                      Po pierwsze: czemu na schodach??? Jak to miało być, technicznie, przeprowadzone? Co m.in. miała Róża zrobić ze zużytą pieluchą, pier..nąć na te schody, czy zawinąć w welon i podać Panu Młodemu?
                      Po drugie: dlaczego to Pyza dostała dziecko do przewinięcia?
                      Po trzecie: jeśli nikt z kochającej, ciepłej, miłej i wspierającej rodzinki się nie pokwapił do przewinięcia dziecka, to dlaczego przynajmniej bukietu nikt Róży nie przytrzymał?
                      Albo DUA totalnie nie rozumie co pisze, albo Borejkowie to naprawdę okropni ludzie.
                      No chyba że powyższa scenka jest bardzo zabawna, a a nie mam poczucia humoru.
        • kocynder Re: Zdjęcia ślubne 28.09.24, 16:18
          "zabawne przewijanie dziecka na schodach kościoła, czy gdzieś tam (jakby rodzina nie mogła poczekać, aż Róża i Fryc oporządzą małą i na spokojnie się ustawią)"
          Jakby ktoś z empatycznej i kochającej rodziny nie mógł przejąć niemowlaka, coby się niemowlak nie skupczył na kieckę panny młodej?
          • sanfran_84 Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 09:26
            kocynder napisała:

            > Jakby ktoś z empatycznej i kochającej rodziny nie mógł przejąć niemowlaka, coby
            > się niemowlak nie skupczył na kieckę panny młodej?
            >

            No właśnie, ale tu znowu wracamy do ewentualnej kontry w kwestii "złe gorączki ślubne - dobrzy Borejkowie": czymże jest "jakaś kiecka" w porównaniu do dziecięcia i konieczności ogarnięcia jego odchodów? Także suknia suknią, ale jak trzeba przewinąć małą, to koniecznie musi to zrobić matka, bo nikt inny nie ma kwalifikacji, koniecznie w sukni ślubnej, bo co tam, odrobina kupy na białym to żaden problem, koniecznie akurat na schodach, bo nie można już poczekać pół minuty i przenieść w bezpieczniejsze miejsce, koniecznie z bukietem w ręku i mężem z pieluchą pod pachą w kadrze fotografa, bo będzie ach jak zabawnie, ale przy tym Życiowo przez duże Ż, a nie jak te współczesne panny młode się stroją jak na bal i wydziwiają.
    • azalia02 Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 12:27
      Taki ślub kościelny na łapu-capu, bo jest biała sukienka i dwoje chętnych, to fantastyka. Ksiądz, nawet pełen najlepszej woli, może pominąć nauki przedmałżeńskie (sam może im takich nauk udzielić) czy świadectwo bierzmowania, ale musi zażądać dokumentów potwierdzających tożsamość (dowód osobisty, odpis aktu urodzenia) oraz świadectwa chrztu. Bez tego ostatniego się nie obędzie - ślub kościelny to sakrament, którego udziela się członkom wspólnoty KK, co jest potwierdzone właśnie aktem chrztu. (Możliwy jest ślub kościelny z osobą nieochrzczoną, niewierzącą albo należącą do innego wyznania, lecz to wymaga dyspensy, czyli zgody biskupa ordynariusza diecezji). Tak więc i Laura z Wolfim, i Pyza z Fryckiem powinni mieć przy sobie przynajmniej te trzy dokumenty. Laura i Wolfi ślub zaplanowali, więc (teoretycznie) wiedzieli, co muszą księdzu dostarczyć. Pytanie, po co ta druga para miałaby zabierać własne świadectwa chrztu na ślub Laury i Wolfiego. Takie rzeczy to tylko w musierowersum. Pomijam już reakcję księdza na wieść, że przed ołtarzem mają zamiar stanąć nie ci narzeczeni, którzy wcześniej o to zabiegali, lecz całkiem inni.
      • kooreczka Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 12:41
        Zapowiedzi są obowiązkowe.
        Można uzyskać dyspensę, ale na poziomie kurii i podparta argumentami ( typu: dobro nienarodzonego dziecka czy zagrożenie związane z ujawnieniem danych)
        i świadkami, że oboje są stanu wolnego
        • azalia02 Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 14:10
          Sama brałam ślub za dyspensą (jako ochrzczona, ale niewierząca), nie potrzebowałam świadków, że jestem stanu wolnego, w podaniu do kurii też nie używaliśmy żadnych szczególnych argumentów, po prostu - mężowi jako praktykującemu katolikowi na tym zależało, ja musiałam tylko oświadczyć, że dzieci z tego związku będą wychowywane w wierze katolickiej. Ślub braliśmy zresztą i poza parafią męża, i moją. O zapowiedziach nawet nie pamiętałam - pewnie były w tej parafii ślubnej. Tak więc, rozmaite przeszkody na drodze do związku sakramentalnego można pokonać, ale nawet w przypadku osób, które sytuację w KK mają identyczną i uregulowaną, na to wszystko potrzeba czasu. A zatem, urocze zdjęcia ślubne, nawet jeśli sugerują, że "ślub Fryca i Róży odbył się jednak w dniu zakończenia Czarnej Polewki - od razu, z suknią ślubną od Żaby, z Milą w nosidełku, z pampersem za pazuchą Fryderyka i z rodziną zebraną łącznie z Pyziakiem - co drugi raz by się raczej nie zdarzyło", muszą jednak dotyczyć innego momentu. Bo tak normalnie, według procedur kościelnych, to się nie da. Zwłaszcza jeśli zapowiedzi są obowiązkowe.
          • hanuszka189 Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 14:44
            azalia02 napisała:

            . A zatem, urocze zdjęcia ślubne, nawet jeśli
            > sugerują, że "ślub Fryca i Róży odbył się jednak w dniu zakończenia Czarnej Pol
            > ewki - od razu, z suknią ślubną od Żaby, z Milą w nosidełku, z pampersem za paz
            > uchą Fryderyka i z rodziną zebraną łącznie z Pyziakiem - co drugi raz by się ra
            > czej nie zdarzyło", muszą jednak dotyczyć innego momentu. Bo tak normalnie, wed
            > ług procedur kościelnych, to się nie da. Zwłaszcza jeśli zapowiedzi są obowiązk
            > owe.

            Nie da się, ale jestem na 90% przekonana, że tak chciała autorka. Od któregoś tomu postaci z Jeżycjady są przedstawiane na pierwszej stronie jak bohaterowie sztuki, więc zamysł jest dość czytelny. "Czarna polewka" bazuje na konwencji "Romea i Julii" co ma uzasadniać rozmaite hiperbole narracyjne, w stylu zabarykadowania drzwi balkonowych, szybkiej decyzji o ślubie, ogromu niechęci dziadka B. do mężczyzn Schoppe, teatralności relacji Laury i Wolfiego itp.

            Nigdzie w akcji nie pada stwierdzenie, że ślub Laury i Wolfiego nie może się odbyć z przyczyn formalnych. W trakcie pisania autorce najwyraźniej nie przyszło to do głowy (Romeo i Julia się pobrali!). Młodzi wiedzą o kilku papierkach, które mają załatwić, oraz o konieczności okazania dowodu. Wszystko to zostaje spełnione. Te same formalności Ida każe załatwić Róży i Fryderykowi, by umożliwić szybki ślub w dogodnym momencie.

            Już pod kościołem, Róża i Fryderyk wpadają na "pewien pomysł". I tu akcja "Czarnej Polewki" się urywa. Czy trzeba było gromadzić dokładnie wszystkich bohaterów dalszych i bliższych tylko po to, by Laura się rozmyśliła a Bodzio odkrył, że miał sen z Mickiewiczem? Podejrzewam, że tu wkroczyła do akcji korekta, tłumacząc, że się nie da - proponując zostawić wszystko w domyśle.

            Natomiast w Borejkowersum Róża wzięła ślub z marszu, w widzianej pierwszy raz na oczy sukience (rozmiar 38 - ktoś kiedyś zauważył, że to nie rozmiar Laury), w otoczeniu całej rodziny (to jedyne, co się liczy), dzielnie ukazując co jest naprawdę ważne w życiu młodej kobiety.
            • azalia02 Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 21:06
              A tak, też miałam wrażenie, że "pewien pomysł" Róży i Fryderyka dotyczy ich własnego ślubu, ale raczej uzgodnienia terminu i innych detali. Przecież chyba nie wparowali do zakrystii z deklaracją: "proszę księdza, my przyjechaliśmy tu na ślub naszych krewnych, ale tak się składa, że panna młoda właśnie się rozmyśliła, a my mamy wszystkie potrzebne dokumenty, więc prosimy, żeby ksiądz to nas połączył dzisiaj węzłem małżeńskim. Goście są, suknia ślubna też, świadków zaraz się wybierze, po co ma się termin zmarnować". Zawieszenie akcji w CP było w tym momencie bardzo na miejscu - jest wyraźna sugestia, jaki zamiar mają Róża i Frycek, rodziny nie rejtanią pod kościołem, tylko są jak najbardziej za, czyli można się spodziewać, że w kolejnym tomie mała Mila nie będzie smutno kwilić jako dziecię nieślubne.
              I cała ta sytuacja byłaby niewarta rozkładania na czynniki pierwsze, gdyby nie ta nieszczęsna ślubna fotografia... Ale i tak najbardziej fascynuje mnie przekonanie, że niemowlaka (w pampersie!) trzeba przewijać zaraz, natychmiast, na schodach kościoła, jakby nie można było donieść go do samochodu i tam dokonać stosownych czynności.
              Chyba miało być niekonwencjonalnie i zabawnie, a wyszło slapstickowo...
              • mircja Re: Zdjęcia ślubne 27.09.24, 22:42
                azalia02 napisała:

                > A tak, też miałam wrażenie, że "pewien pomysł" Róży i Fryderyka dotyczy ich wła
                > snego ślubu, ale raczej uzgodnienia terminu i innych detali. Przecież chyba nie
                > wparowali do zakrystii z deklaracją: "proszę księdza, my przyjechaliśmy tu na
                > ślub naszych krewnych, ale tak się składa, że panna młoda właśnie się rozmyślił
                > a, a my mamy wszystkie potrzebne dokumenty, więc prosimy, żeby ksiądz to nas po
                > łączył dzisiaj węzłem małżeńskim.

                A czym to by się różniło od sytuacji Laury i Wolfiego, który też miał nagle wparować do zakrystii z deklaracją, że chce dzisiaj wziąć ślub? Skoro według MM mogła Laura i Wolfi, to równie dobrze może Fryderyk i Róża. Jak na moje wyczucie to z punktu widzenia fabuły za dużo strzelb wisi na ścianie (cała rodzina, prezenty, i nawet być może ślubna sukienka i pantofle), żeby praktyczny poznaniak miał z nich nie wystrzelić.
                • hanuszka189 Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 10:10
                  mircja napisała:

                  > A czym to by się różniło od sytuacji Laury i Wolfiego, który też miał nagle wpa
                  > rować do zakrystii z deklaracją, że chce dzisiaj wziąć ślub? Skoro według MM mo
                  > gła Laura i Wolfi, to równie dobrze może Fryderyk i Róża. Jak na moje wyczucie
                  > to z punktu widzenia fabuły za dużo strzelb wisi na ścianie (cała rodzina, prez
                  > enty, i nawet być może ślubna sukienka i pantofle), żeby praktyczny poznaniak m
                  > iał z nich nie wystrzelić.

                  Aż się uśmiałam :D Też tak sądzę, ale mam nadzieję, że wszyscy pamiętają, że to dyskusja z przymrużeniem oka (także moje wywody powyżej).
                  • tt-tka Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 10:25
                    Oczywiscie pamietamy, ze z przymruzeniem :), ale swoja droga nie rozumiem bardziej niz zwykle (MM nie rozumiem, nie forumek) - przeciez i wtedy, gdy ona slubowala, i gdy jej dzieci, nie mozna bylo wziac slubu z marszu. Takie cos to moze bylo mozliwe w Polsce przedrozbiorowej, bo juz w XIX-wiecznej nie, a im pozniej, tym bardziej sie wszystko biurokratyzowalo.
                    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 11:37
                      tt-tka napisała:

                      > Oczywiscie pamietamy, ze z przymruzeniem :), ale swoja droga nie rozumiem bardz
                      > iej niz zwykle (MM nie rozumiem, nie forumek) - przeciez i wtedy, gdy ona slubo
                      > wala, i gdy jej dzieci, nie mozna bylo wziac slubu z marszu. Takie cos to moze
                      > bylo mozliwe w Polsce przedrozbiorowej, bo juz w XIX-wiecznej nie, a im pozniej
                      > , tym bardziej sie wszystko biurokratyzowalo.
                      >

                      Nie mamy też zwyczaju prowadzenia córki do ołtarza przez ojca i mówienia "możecie się pocałować" przez księdza. A mimo to MM wpycha te motywy do kolejnych tomów. PO CO?
                      Wiem, że drugi przypadek to po prostu bezmyślna kalka z hamerykańskich filmów, ale jaką funkcję ona ma niby pełnić? Do czego to jest potrzebne? Co do pierwszego, wyłania mi się przykra konkluzja, że według autorki ojcowie tylko do tego są potrzebni.
                      • tt-tka Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 13:39
                        I to nie kazdemu/nie kazdej !
                        Ida do oltarza popylala z Markiem pod de pache.
                    • hanuszka189 Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 13:44
                      tt-tka napisała:

                      > przeciez i wtedy, gdy ona slubo
                      > wala, i gdy jej dzieci, nie mozna bylo wziac slubu z marszu. Takie cos to moze
                      > bylo mozliwe w Polsce przedrozbiorowej, bo juz w XIX-wiecznej nie, a im pozniej
                      > , tym bardziej sie wszystko biurokratyzowalo.
                      >
                      Ciekawe, że ten motyw występuje u Montgomery - "eloping", czyli ucieczka młodych i szybki ślub bywał społecznie akceptowalnym rozwiązaniem, ponieważ ślub przed Bogiem był ważniejszy od wszystkiego innego łącznie z opinią rodziców, koniec kropka.
                      W kulturze polskiej nie było tak już w XVI wieku - można sobie poczytać o losach słynnej Halszki z Ostroga.
                      • tt-tka Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 13:54
                        Ale tu chodzi nawet nie o opinie, tylko o prawomocnosc - w kosciele katolickim (bohaterki LMM biora sluby w protestanckim, co do tego sie nie wypowiadam, bo nie wiem) obowiazuja od dawna zapowiedzi, albo indult, to juz w XIX-wiecznym pisarstwie mamy, a od miedzywojnia dodatkowo fura formalnosci papierkowych. Niedasie tak po prostu wejsc do kosciola z dowodem osobistym i wziac slub.
                        • azalia02 Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 14:48
                          tt-tka napisała:

                          > Niedasie tak po prostu wejsc do kosciola z dowodem osobistym i wziac slub.
                          >
                          Ale to nakręca akcję. Gdyby Laura i Wolfi zdecydowali się wziąć ślub nawet w tajemnicy przed rodzicami, lecz tak zwyczajnie, w Poznaniu i zgodnie z wymogami prawa, wtedy odczekaliby parę tygodni na dopełnienie wszystkich formalności, a po fakcie może byłby wstrząs w jednej rodzinie, poczucie ulgi w drugiej (bo ten związek sakramentalny ma jednak wartość dla Borejków, a stalowooki Tygrys poszedł właściwą drogą) - i co? Nuda, panie, nuda. A tak to jest dramatyczna wyprawa do Zakopanego samochodem, który się rozpada po drodze, poszukiwanie innego miejsca, gdzie ślubny plan można by zrealizować, jest zadanie dla Żaby, która musi natychmiast kupić białą suknię i pantofle i dowieźć je na miejsce, jest napięcie wynikające z niepewności, czy wszystko się uda - coś się dzieje, a objętość książki rośnie. To jest trochę tak, jak w komediach z przebierankami męsko-damskimi: wszyscy widzowie nie mają wątpliwości, że Marysia w peruce i z wypchanym biustem to jednak Maryś, ale nie dostrzega tego potencjalny amant, który do niej startuje. Realia i czysto życiowe prawdopodobieństwo zdarzeń muszą ustąpić wobec założeń fabuły. Tyle że filmowa komedia ma takie nieprawdopodobieństwa wręcz wpisane w reguły gatunku, natomiast książki pani MM są w założeniu (chyba, tak mi się przynajmniej wydaje) realistyczne. Dlatego czytelniczkom, zwłaszcza tym, które mają już za sobą ślubne doświadczenia - nie wiem, jak nastolatkom, ale one podobno Jeżycjady nie czytają - co i rusz przy czytaniu zapala się czerwona lampka. A przy dokładnym roztrząsaniu rozmaitych detali to już w ogóle nie chce zgasnąć.
                          • kocynder Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 15:10
                            Uczciwie przyznam, że pamięć już nie ta a wracać do lektury mi się nie chce. Ale... Czy nie można by tego napisać realnie, czyli na zasadzie, że Wolfi i Larwa podczas wakacyjnej włóczęgi znaleźli mały, ustronny kościółek zagubiony gdzieś w górach i wymarzyli sobie ślub właśnie tam, od razu weszli zapytać Dobrodzieja, jak i co trzeba załatwić, jakie są terminy itd, po czym po powrocie do Poznania w tajemnicy przed wszystkimi załatwili dokumenty (całkiem serio, jeśli pełnoletni to żadne zgody rodziców do niczego potrzebne nie są), zapowiedzi bywają ogłaszane w parafiach różnie, załóżmy, że stare Szopy w kościele nie bywają, a Borejkowie zamiast do swojej parafii wola popylać do Dominikanów, albo zamiast do Dominikanów, będących ich parafią chadzają do jezuitów, bo lubią kazania ojca Anzelma, ewentualnie, że ich parafia zapowiedzi umieszcza tylko i li na stronie internetowej - nie wierzę, że ktoś z Borejklanu wchodzi na stronę parafii! - no, w każdym razie wszystko załatwili i pojechali tylko we dwoje romantycznie wziąć ślub, a reszta klanu się dowiedziała i pojechała za nimi, czy co tam se autorka umyśliła? Czy opcja załatwienia WCZEŚNIEJ papierologii by w jakikolwiek sposób zaburzyła akcję?
                            • tt-tka Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 15:45
                              Ale nawet moglo byc tak jak bylo ! - para szczeniakow, ktora prawna strona nie zaprzata sobie glowy, bo nie ma o tym pojecia, uciekaja, zeby wziac ten slub i gra muzyka. Do mommentu, gdy Bodzio przychodzi z tekstem, ze Larwa ma isc dopelnic formalnosci. Albo nawet i to bym przelknela, gdyby altoressa/ktoras z postaci nawiasowo wspomniala, co to sa te formalnosci i ze serdecznie zapraszamy za miesiac albo trzy :)

                              No i reakcja rodziny wtedy powinna byc inna - nie ze lzami w oczach (lzami szczescia) jechac poblogoslawic, tylko panika n/t "co ta glupia szczeniara znowu wymyslila" (opcjonalnie "w co ja ktos wrabia i co to w ogole za jeden ten ktos") i jechanie na wariata, zeby powstrzymac !*

                              *nie przed slubem powstrzymac, bo takowego nie bedzie, co doroslym powinno byc wiadome, tylko przed zrobieniem dowolnego idiotyzmu
                            • bupu Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 16:08
                              kocynder napisała:

                              > Uczciwie przyznam, że pamięć już nie ta a wracać do lektury mi się nie chce. Al
                              > e... Czy nie można by tego napisać realnie, czyli na zasadzie, że Wolfi i Larwa
                              > podczas wakacyjnej włóczęgi znaleźli mały, ustronny kościółek zagubiony gdzieś
                              > w górach i wymarzyli sobie ślub właśnie tam, od razu weszli zapytać Dobrodziej
                              > a, jak i co trzeba załatwić, jakie są terminy itd, po czym po powrocie do Pozna
                              > nia w tajemnicy przed wszystkimi załatwili dokumenty (całkiem serio, jeśli pełn
                              > oletni to żadne zgody rodziców do niczego potrzebne nie są), zapowiedzi bywają
                              > ogłaszane w parafiach różnie, załóżmy, że stare Szopy w kościele nie bywają, a
                              > Borejkowie zamiast do swojej parafii wola popylać do Dominikanów,

                              A należą do parafii Najświętszego Zbawiciela przy Fredry. Się zgadza. Pani Dąbek-Nowacka za to chadza na Fredry i to ona informuje Borejków o zapowiedziach Wolfkego i Larwy...
                            • azalia02 Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 18:23
                              Ech... A ja sprawdziłam. Cała akcja CP, bo o niej mówimy, rozgrywa się w ciągu czterech dni. CZTERECH. Od piątku, 9 lipca, do poniedziałku, 12 lipca A. D. 2004. W piątek Laura obwieszcza Wolfiemu, że chce ślubu, a dalej, to już wiemy. Nawet jeśli Autorka nie chciała rozciągać akcji w czasie, mogła potraktować ten ślubny zamiar jako retrospekcję: gdyby się zdecydowali w połowie czerwca, wszystko, łącznie z zapowiedziami, mieliby już załatwione i mogliby wyruszać do jakiegoś ślicznego kościółka, który wypatrzyli kiedyś w czasie wycieczki rowerowej. Oczywiście, w tajemnicy przed rodzinami, bo - wiadomo, co. Za czarnego luda, zagrażającego szczęściu obojga, mógłby robić tata Schoppe, który dowiedziawszy się przypadkiem o tych planach (jak w CP), postanawia pojechać za synem i wybić mu z głowy małżeństwo. Wprawdzie syn jest pełnoletni, ale jakaś dramatyczna tyrada na placyku przed kościołem mogłaby ochłodzić gorącą głowę... Czyli prawie tak, jak jest, tylko z przesunięciem decyzji o ślubie na czerwiec, poza te cztery nieszczęsne dni.
                              Jak wynika z sugestii, które do tej pory pojawiły się w tym wątku, jest parę możliwości ogarnięcia ślubnego zamieszania, a każda z nich lepiej oddaje realia życia niż wersja Autorki. Ale cóż, pani MM nie pierwszy raz realia traktuje z dużą swobodą...
                              • kocynder Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 19:03
                                O. No, mi właśnie o to chodziło. Ten zachwyt Larwy nad kościółkiem gdzieś tam, fajnie, ale jakby to dano w retrospekcji. Czyli że młodzi podczas majówki ten kościółek wypatrzyli, wtedy padł pomysł ślubu, a teraz, w czasie akcji, w lipcu, całą papierologię mają załatwioną i jadą sformalizować. I by zagrało.
                      • bupu Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 19:53
                        hanuszka189 napisała:


                        > Ciekawe, że ten motyw występuje u Montgomery - "eloping", czyli ucieczka młodyc
                        > h i szybki ślub bywał społecznie akceptowalnym rozwiązaniem, ponieważ ślub prze
                        > d Bogiem był ważniejszy od wszystkiego innego łącznie z opinią rodziców, koniec
                        > kropka.
                        > W kulturze polskiej nie było tak już w XVI wieku - można sobie poczytać o losac
                        > h słynnej Halszki z Ostroga.


                        W wypadku akurat Halszki zadecydował fakt, że Dymitr Sanguszko najzwyczajniej najechał zamek w Ostrogu, uwięził księżnę Beatę, matkę Halszki, a samą Halszke poślubił w sposób nader kuriozalny, bo panna młoda milczała w trakcie ceremonii, wszystkich odpowiedzi zaś udzielał jej stryj, Wasyl Ostrogski.

                        Losy Halszki zresztą nie mają nic wspólnego z żadnymi romantycznymi ucieczkami, bo ta nieszczęsna dziewczyna była tylko pionkiem w machinacjach politycznych Zygmunta Augusta, oraz prywatnych rozgrywkach matki i fatygantow.
                        • hanuszka189 Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 20:12
                          bupu napisała:

                          >
                          > W wypadku akurat Halszki zadecydował fakt, że Dymitr Sanguszko najzwyczajniej n
                          > ajechał zamek w Ostrogu, uwięził księżnę Beatę, matkę Halszki, a samą Halszke p
                          > oślubił w sposób nader kuriozalny, bo panna młoda milczała w trakcie ceremonii,
                          > wszystkich odpowiedzi zaś udzielał jej stryj, Wasyl Ostrogski.
                          >
                          > Losy Halszki zresztą nie mają nic wspólnego z żadnymi romantycznymi ucieczkami,
                          > bo ta nieszczęsna dziewczyna była tylko pionkiem w machinacjach politycznych Z
                          > ygmunta Augusta, oraz prywatnych rozgrywkach matki i fatygantow.

                          Nie chodziło mi o romantyzm, tylko o podejście do ślubów udzielonych w niepewny czy niepełny sposób, a takich Halszka miała ponoć trzy.

                          Natomiast co do "eloping", kojarzy mi się opowiadanie u LMM, a może był to jeden z wątków "Dzbanu ciotki Becky"? - w zamyśle podobny do wątku Laury i Wolfiego. Zdaje się, że na końcu panna też jednak nie chciała brać ślubu z dala od rodziny. Jednak tam, mimo tajności ucieczki, wszystko było wiarygodnie rozciągnięte w czasie.

                          We współczesnych warunkach nawet to by było nie do wykonania. Pomijając nauki przedślubne i zapowiedzi (które mogą być skrócone i ogłaszane tylko pismem), konieczność potwierdzonej spowiedzi, ksiądz ma obowiązek spisania protokołu, gdzie wypytuje młodych m.in. o wiarę i relację z rodzicami (już nie pamiętam dokładnie, ale tych pytań było sporo).
                          • tt-tka Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 20:47
                            Calkiem obok tematu CP, za to w temacie slubow goraco zachecam do przeczytania niewielkiej objetosciowo ksiazeczki "Wielki swiat Capowic" Lama.
                            Poza tym ze np nie mozna wziac slubu (koscielnego, jak najbardziej) nie dysponujac waznym swiadectwem szczepienia ospy (autentyk !), to sceny ze spisywania protokolu przedslubnego sa tak napisane, ze poplakalam sie ze smiechu "najsnadniej dostapi zbawienia ta, ktora niektorych pytan nie zrozumie", "kosciol ma wprawdzie przepisy, ale tez ma moc odstepowania niekiedy od przepisow", "jako autor zalecam sposob zastosowany przez Milcie tym moim czytelnikom, ktorym zostanie doreczony nakaz platniczy" i wiele innych
                          • kooreczka Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 21:27
                            Gdzie Rzym, a gdzie Krym...
                            W wypadku Halaszki w grę wchodził olbrzymi majątek, wiek i pozycja społeczna dziewczyny- nic dziwnego, że każdy był kontestowany, a i tak sprawa rozwiązała się po śmierci oblubieńców. Pomniejsze szlachcianki często uciekały się do ucieczki, przeczekując gniew rodziców. Z drugiej strony dziedziczki bez krewnych musiały szukać sobie opieki, najlepiej w dworze lub w klasztorze.


                            W Anglii od połowy XVIII wieku przy pannach młodszych niż 21 lat wymagano zgody.
                            Łatwo nam myśleć o ucieczkach jako romantycznym buncie, ale niejedna obudziła się z ręką w nocniku, kiedy okazało się, że ukochany to utracjusz, łowca posagów, przemocowiec nawet jak na ówczesne standardy albo skąpiradło- a ona nie ma żadnego zabezpieczenia ujętego w zwyczajowej umowie małżeńskiej- zabezpieczania posagu, oprawy wdowiej, nawet pieniędzy na szpilki.
                            • kocynder Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 21:47
                              "niejedna obudziła się z ręką w nocniku, kiedy okazało się, że ukochany to utracjusz, łowca posagów, przemocowiec nawet jak na ówczesne standardy albo skąpiradło- a ona nie ma żadnego zabezpieczenia ujętego w zwyczajowej umowie małżeńskiej- zabezpieczania posagu, oprawy wdowiej, nawet pieniędzy na szpilki."
                              To coś podobnego było w którejś książce Chmielewskiej chyba? Matka z aspiracjami wysłała córkę do swojej zamożnej siostry, panna poznała gdzieś amanta i z tymże uciekła. Wzięła ślub, legalny, a jakże, tylko później okazało się, że panna w dworze rodziców żyła dostatnio, w pałacu ciotki luksusowo, a tu pan mąż ma, i owszem, nazwisko szlacheckie, ale z majętności to chałupa we wsi, obszerna, dwuizbowa, ale - kompletnie "schłopiała". Kurczę, co to było? Pamiętam, że ta matka, wściekła na córkę za tą ucieczkę odseparowała ją od majątku, a charakter miała taki więcej żelazny. I zasadniczo clou książki właśnie ten majątek stanowił, a nie perypetie obyczajowe, ale tak mi się skojarzyło. :D
                              • tt-tka Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 21:52
                                "Studnie przodkow" :)
                            • tt-tka Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 21:51
                              Zdaje sie matka Halszki jako dorosla juz mocno kobieta poslubila trzeciego meza jak najbardziej pro forma i ze wszystkimi szykanami, a i tak skonczyla jako wiezniarka wlasnego slubnego... a byla kobieta z pozycja, majatkiem i koneksjami :P
                              • kooreczka Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 22:10
                                Drugiego. Olbracht Łaski poślubił ją i traktował jak zakochany książę dopóki nie przepisała na niego majątku- wtedy zwyczajnie ją uwięził. A że nie miała oficjalnych krewnych a opinię miała złą (wszak wyłącznie ze złości i chciwości nie chciała wydawać za mąż 10 latki z którą ewidentnie było coś nie do końca w porządku) to uwolnil ją gdy była umierająca.
                                • tt-tka Re: Zdjęcia ślubne 29.09.24, 22:56
                                  Drugi, faktycznie, natomiast uwolniona nie zostala - areszt u meza zamieniono na inny (habsburski ?), ale zyla i zmarla pod straza.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka