Dodaj do ulubionych

szarość nie radośc

23.03.24, 11:24
Zastanawialiśmy się, co Jan Schoppe rozumie pod pojęciem „pułapka biologiczna”. Oddajmy głos samemu zainteresowanemu:

Są ludzie, w życiu których szarość dominuje. Stanowią większość. Rodzice Jana Schoppe też do niej należeli. Żyli pośród tej szarości, a potem umarli, zostawiając mu tę swoją dziuplę w bloku, a w niej – kilka sprzętów i album fotografii dokumentujących ich niedługi pobyt na ziemi. I tyle. Jan mieszkał tu najpierw z rodzicami, potem z żoną Aliną i kilkuletnim Fryderykiem. Urodziło im się jeszcze dwoje dzieci. I żadne z nich nie lubiło tego miejsca. Przyznać musiał, że szarość przeważała i w jego życiu – lecz trafiały się w nim przecież nieliczne punkty pełne żywych barw i nawet blasku. Najwięcej za sprawą Fryderyka (…). Jan Schoppe zawsze wbijał synowi do głowy, że prawdziwy blask, jasność i potęga wiążą się z nauką, z wiedzą, z kulturą – tymi najszlachetniejszymi dziedzinami życia ludzkiego. Jednakże szarość (…) ta podstępna szarość, silniejsza niż wszelkie ludzkie zmagania, zaczynała się już upominać o swoje miejsce w życiu Fryderyka. Szarość używała dla swoich celów biologii i zastawiała piekielnie sprytne pułapki, posługując się pięknem i młodością. Róża, sama o tym nie wiedząc, była wysłanniczką szarości. Fryderyk wrócił ze stypendium w Houston, lecz jakoś nie wyglądał na triumfatora. Przeciwnie. W ciągu ostatnich tygodni pobladł, wychudł i spoważniał, zrobił się nerwowy i zalatany. Wciąż jeszcze nie znalazł pracy, bo oczywiście teraz nie wystarczyłoby mu już to, co zupełnie go zadowalało, gdy jeszcze nie miał dziecka (…) [Ignacy Borejko] najwyraźniej palił się do wprzężenia Fryderyka w kierat małżeńskich obowiązków i zmarnowania mu tym samym życia.

Wynikałoby z tego, że Jan dał się złapać Alinie na dziecko (trzy razy) i żałuje. Uważa, że dokonałby więcej i byłby szczęśliwszy, gdyby nie rodzina, dlatego przestrzega najbardziej udany ze swoich trzech błędów (podobnie jak w nieco podobnych okolicznościach Teresa Rumianek przestrzegała Dorotę) przed skutkami życiowych pomyłek, które sam popełnił (trzy razy). Jan jest przy tym postacią niewątpliwie negatywną, smutnym człowiekiem, który nie umie kochać i który w swojej życiowej filozofii błądzi absolutnie.

Ale stary Szop zauważa też, i tu najpewniej ma dużo racji, że wczesne i nieplanowane ojcostwo zabrało Fryderykowi spokój i zamknęło przed nim wiele drzwi. Zamiast korzystać z niewątpliwego talentu, rozwijać się i być może osiągnąć jakiś niebywały naukowy sukces, Fryc musi zarabiać na narzeczoną, córkę i mieszkanie. A wszystko to tylko dlatego, że antyteza Jana, w osobie Róży, dla odmiany wyznaje głębokie przekonanie, że małżeństwo i dzieci to sama radość, żadne poświęcenie, żaden obowiązek, żadne koszty i żadne ograniczenie.
Obserwuj wątek
    • mircja Re: szarość nie radośc 23.03.24, 14:20
      przymrozki napisała:


      > Ale stary Szop zauważa też, i tu najpewniej ma dużo racji, że wczesne i nieplan
      > owane ojcostwo zabrało Fryderykowi spokój i zamknęło przed nim wiele drzwi. Zam
      > iast korzystać z niewątpliwego talentu, rozwijać się i być może osiągnąć jakiś
      > niebywały naukowy sukces, Fryc musi zarabiać na narzeczoną, córkę i mieszkanie
      > . A wszystko to tylko dlatego, że antyteza Jana, w osobie Róży, dla odmiany wyz
      > naje głębokie przekonanie, że małżeństwo i dzieci to sama radość, żadne poświęc
      > enie, żaden obowiązek, żadne koszty i żadne ograniczenie.

      Nie no, zaraz, Fryderyk jest dorosły i niewątpliwie wie, skąd biorą się dzieci. Róża przed uwiedzeniem go nie podała mu żadnych środków odurzających, wiedział w czym zgodził się współuczestniczyć. Czyli jego ojciec o nierozsądne zachowanie powinien mieć do Fryderyka pretensje w takim samym stopniu, w jakim miał wobec Róży.
      • przymrozki Re: szarość nie radośc 23.03.24, 14:56
        Tak, ale Jan (w tym fragmencie) nie wini Róży, on wini nieosobową szarość, która dopada młodych ambitnych ludzi celem pozbawienia ich radości z życia. Uważa przy tym, że szarość jest sprytna, bo kusi młodością i fizyczną atrakcyjnością, więc tak jak Róża zmarnowała życie Fryca, tak Fryc zmarnował życie Róży. Po prostu będąc ojcem Fryca, Jan przejmuje się tylko nim.

        Natomiast co do Fryderyka i Róży - nie bardzo wiemy, jak dokładnie wyglądało to rozmnażanie pośród lunet, ale ze słów samej Pyzy wynikało, że to ona zainicjowała seks godząc się na to, że zajdzie w ciążę (dla niej nie był to żaden problem, wręcz przeciwnie) i nie ustalając tego z Fryderykiem. Fryc być może zachował się zbyt głupio, żeby mu współczuć (jeżeli w ogóle nie zapytał o antykoncepcję), ale równie dobrze mógł zostać wprowadzony w błąd ("no dobrze, Różo, a antykoncepcja?", "ach, nie martw się Fryderyku, nie zajdę w ciążę", co ona rozumiała jako "chyba mam niepłodne dni, a poza tym przy pierwszym razie się nie zachodzi" a on jako "jestem dorosłym, wykształconym człowiekiem i nie byłam chowana pod kamieniem, więc skoro w 2003 r. mówię partnerowi seksualnemu, że nie zajdę w ciążę, to znaczy, że stosuję antykoncepcję gwarantującą skuteczność na poziomie bliskim 100%").
        • mircja Re: szarość nie radośc 23.03.24, 15:15
          przymrozki napisała:


          > Natomiast co do Fryderyka i Róży - nie bardzo wiemy, jak dokładnie wyglądało to
          > rozmnażanie pośród lunet, ale ze słów samej Pyzy wynikało, że to ona zainicjow
          > ała seks godząc się na to, że zajdzie w ciążę (dla niej nie był to żaden proble
          > m, wręcz przeciwnie) i nie ustalając tego z Fryderykiem. Fryc być może zachował
          > się zbyt głupio, żeby mu współczuć (jeżeli w ogóle nie zapytał o antykoncepcję
          > ), ale równie dobrze mógł zostać wprowadzony w błąd ("no dobrze, Różo, a antyko
          > ncepcja?", "ach, nie martw się Fryderyku, nie zajdę w ciążę", co ona rozumiała
          > jako "chyba mam niepłodne dni, a poza tym przy pierwszym razie się nie zachodzi
          > " a on jako "jestem dorosłym, wykształconym człowiekiem i nie byłam chowana pod
          > kamieniem, więc skoro w 2003 r. mówię partnerowi seksualnemu, że nie zajdę w c
          > iążę, to znaczy, że stosuję antykoncepcję gwarantującą skuteczność na poziomie
          > bliskim 100%").

          Po pierwsze - nie ma antykoncepcji skutecznej na 100% (a pewnie 20 lat temu z tą skutecznością mogło być jeszcze gorzej niż teraz), więc mężczyzna podejmujący współżycie zawsze musi liczyć się z możliwością powołania dziecka na świat. Po drugie - Fryderyk był z Różą wystarczająco długo żeby wiedzieć, że nie jest ona aktywna seksualnie. Naprawdę by było dziwne, gdyby od razu domniemywał, że ona ni stąd, ni zowąd w tajemnicy przed nim mogła nagle zacząć przyjmować tabletki antykoncepcyjne (a wcześniej dostać na nie receptę od ginekologa), i nawet nie próbował się co do tego upewnić, zadając jej jedno krótkie pytanie.
          • bupu Re: szarość nie radośc 23.03.24, 15:36
            mircja napisała:


            . Po
            > drugie - Fryderyk był z Różą wystarczająco długo żeby wiedzieć, że nie jest on
            > a aktywna seksualnie. Naprawdę by było dziwne, gdyby od razu domniemywał, że on
            > a ni stąd, ni zowąd w tajemnicy przed nim mogła nagle zacząć przyjmować tablet
            > ki antykoncepcyjne (a wcześniej dostać na nie receptę od ginekologa), i nawet n
            > ie próbował się co do tego upewnić, zadając jej jedno krótkie pytanie.

            Po pierwsze jako człowiek inteligentny i wykształcony Fryc mógł wiedzieć, że tabletek antykoncepcyjnych używa się nie tylko w celu zapobieżenia ciąży, ale także, nader często, w charakterze leku, na przykład na endometriozę, PCOS, bolesne i obfite miesiączki, trądzik i mnóstwo innych problemów zdrowotnych. Mógł zatem domniemywać, że Rurza zażywa tabletki w celach leczniczych, a antykoncepcja robi tu za skutek uboczny. Poza tym owszem, Rurza mogła dostać od dowolnego lekarza cały wagon recept na dowolne leki, bez wiedzy Fryderyka.

            Po drugie w takich chwilach z reguły myśli się raczej mętnie, jeżeli w ogóle.
            • mircja Re: szarość nie radośc 23.03.24, 16:23
              bupu napisała:


              > Po pierwsze jako człowiek inteligentny i wykształcony Fryc mógł wiedzieć, że ta
              > bletek antykoncepcyjnych używa się nie tylko w celu zapobieżenia ciąży, ale tak
              > że, nader często, w charakterze leku, na przykład na endometriozę, PCOS, bolesn
              > e i obfite miesiączki, trądzik i mnóstwo innych problemów zdrowotnych. Mógł zat
              > em domniemywać, że Rurza zażywa tabletki w celach leczniczych, a antykoncepcja
              > robi tu za skutek uboczny. Poza tym owszem, Rurza mogła dostać od dowolnego lek
              > arza cały wagon recept na dowolne leki, bez wiedzy Fryderyka.

              Był z nią przez tyle lat i nie wiedział, że pojawiły się u niej problemy zdrowotne, które musi leczyć? Jakoś nie wyobrażam sobie takiego związku. Poza tym i tak by było dla mnie dziwne, gdyby nagle w tych okolicznościach zaczął tak przypuszczać i jednocześnie na wszelki wypadek o to nie zapytał, czy faktycznie bierze takie środki (i jakie konkretnie).
              • przymrozki Re: szarość nie radośc 23.03.24, 17:00
                mircja napisała:

                > Był z nią przez tyle lat i nie wiedział, że pojawiły się u niej problemy zdrowo
                > tne, które musi leczyć? Jakoś nie wyobrażam sobie takiego związku.

                Ale jeżeli oni na tym etapie w ogóle byli w związku, to właśnie takim - nawet w okresie pierwszego zauroczenia Fryc miał dla Róży dwa popołudniu w tygodniu w ściśle wyznaczonych godzinach, nie chadzał z nią na rodzinne uroczystości (na ślub Natalii nie poszedł zasłaniając się referatem), a własnej rodzinie powiedział, że Róża jest jego koleżanką. Jedyna ich interakcja, jaką widzimy, to ta, gdy Róża odbiera telefon i zakłada, że milcząca po drugiej stronie osoba to Fryderyk (a była to Laura w Toruniu). Róży nie dziwi, że Fryc się nie odzywa, wszak jest na nią obrażony za to, że nie wierzyła mu w sprawie jakiejś naukowej danej, którą potem sprawdziła i okazało się, że Fryc faktycznie miał rację.

                A czemu w ogóle powątpiewam w związek - Róża sama mówi, że uwiodła Fryderyka właśnie po to, żeby on o niej nie zapomniał podczas półrocznego stypendium. To w ogóle nie brzmi jak coś, co powiedziałaby narzeczona w stabilnym związku trwającym nieprzerwanie od sześciu lat.
                • mircja Re: szarość nie radośc 23.03.24, 17:32
                  przymrozki napisała:


                  > Ale jeżeli oni na tym etapie w ogóle byli w związku, to właśnie takim - nawet w
                  > okresie pierwszego zauroczenia Fryc miał dla Róży dwa popołudniu w tygodniu w
                  > ściśle wyznaczonych godzinach, nie chadzał z nią na rodzinne uroczystości (na ś
                  > lub Natalii nie poszedł zasłaniając się referatem), a własnej rodzinie powiedzi
                  > ał, że Róża jest jego koleżanką. Jedyna ich interakcja, jaką widzimy, to ta, gd
                  > y Róża odbiera telefon i zakłada, że milcząca po drugiej stronie osoba to Fryde
                  > ryk (a była to Laura w Toruniu). Róży nie dziwi, że Fryc się nie odzywa, wszak
                  > jest na nią obrażony za to, że nie wierzyła mu w sprawie jakiejś naukowej danej
                  > , którą potem sprawdziła i okazało się, że Fryc faktycznie miał rację.

                  W takim przypadku Fryderyk by nie był w porządku wobec Róży.
                  Trudno żeby znając Różę nie wiedział, że jej na nim zależy, i na ich wspólnej przyszłości.
                  Po co spotykał się z nią w tajemnicy przed rodziną, a jednocześnie dawał jej nadzieję, zamiast postawić sprawę jasno, żeby mająca powodzenie wśród płci przeciwnej Róża mogła spróbować szczęścia z kimś innym?
                  • przymrozki Re: szarość nie radośc 23.03.24, 18:24
                    mircja napisała:

                    > Po co spotykał się z nią w tajemnicy przed rodziną, a jednocześnie dawał jej na
                    > dzieję, zamiast postawić sprawę jasno, żeby mająca powodzenie wśród płci przeci
                    > wnej Róża mogła spróbować szczęścia z kimś innym?

                    To jest dobre pytanie, na które w książce nie ma odpowiedzi. Ale wina wcale niekoniecznie była po stronie Fryca. Nie wiemy nawet, czy Fryderyk wiedział, że w 2003 roku Róża uważa ich zaręczyny za aktualne. Skoro się nie widywali, nie spędzali razem czasu, a Fryc opowiadał wszystkim, że nie ma dziewczyny, to może on naprawdę myślał, że licealny związek się naturalnie wypalił i zostało z niego niezbyt bliskie koleżeństwo.
                    • mircja Re: szarość nie radośc 23.03.24, 18:39
                      przymrozki napisała:


                      >
                      > To jest dobre pytanie, na które w książce nie ma odpowiedzi. Ale wina wcale nie
                      > koniecznie była po stronie Fryca. Nie wiemy nawet, czy Fryderyk wiedział, że w
                      > 2003 roku Róża uważa ich zaręczyny za aktualne.

                      To powinien je był wyraźnie i oficjalnie odwołać, żeby na pewno WIEDZIEĆ, że Róża nie uważa ich za aktualne. Dopiero wtedy jego postępowanie by mogło być w porządku.
                    • hanuszka189 Re: szarość nie radośc 23.03.24, 20:33
                      przymrozki napisała:


                      > To jest dobre pytanie, na które w książce nie ma odpowiedzi. Ale wina wcale nie
                      > koniecznie była po stronie Fryca. Nie wiemy nawet, czy Fryderyk wiedział, że w
                      > 2003 roku Róża uważa ich zaręczyny za aktualne. Skoro się nie widywali, nie spę
                      > dzali razem czasu, a Fryc opowiadał wszystkim, że nie ma dziewczyny, to może on
                      > naprawdę myślał, że licealny związek się naturalnie wypalił i zostało z niego
                      > niezbyt bliskie koleżeństwo.

                      Nie no, bez przesady. Sytuacja Róży i Fryca jest opisana dość jasno. Dla Borejków Fryderyk jest wieloletnim chłopakiem Róży, który w dodatku kiedyś się z nią "zaręczył". Laura nazywa go "tym odwiecznym Fryderykiem".
                      W oczach Józinka:
                      "Fryderyk Schoppe, student astronomii, chodził z Różą od niepamiętnych czasów. Poznali
                      się podobno jeszcze w szkole średniej i - jak to lubili wspominać - zaręczyli się podczas burzy, w
                      stogu siana. Była to okoliczność dość mocno zapadająca w pamięć słuchaczy, zwłaszcza
                      młodocianych. (...) Zawsze Józinka denerwowało, że kobiety w rodzinie wynosiły pod niebiosa wdzięki i zalety tego suchego blondyna. Uchodził wśród nich za rasowego dżentelmena i za obiecującego naukowca i za
                      uroczego młodzieńca."

                      Po drugie: Róża nie mówiła Fryckowi o żadnej antykoncepcji, tylko nie powiedziała nic:
                      "Ja niczego nie zawodziłem! - zakrzyknął nerwowo Fryderyk. - Odwrotnie! To Róża mnie nie uprzedziła, że może zajść w ciążę!"

                      Fryderyk natomiast nie ma ochoty na zakładanie rodziny: "Jesteś oczywiście wolnym człowiekiem... - zaczął dziadek, a w tym momencie Fryderyk się sypnął, wołając: - ...i takim chcę pozostać!!!"
                      Ale mówi, że jeszcze do Róży zadzwoni.

                      Wersję rodziny Schoppe już znamy - Fryderyk stwierdził, że to tylko koleżanka, że nic go nie łączy, Żaba się zastanawia jak to możliwe, ale też wierzy w tę wersję - mimo, że ona i Wolfi widzą, że Fryc spędza z Różą sporo wolnego czasu.

                      Podsumowując - Fryderyk nie chciał się wiązać z Różą. Nie chciał się angażować w jej życie rodzinne, nie przejmował się nią, milczał, gdy się pokłócili, wykręcał od uroczystości rodzinnych. Jak sam wyraził - chciał zostać wolnym człowiekiem. Jednocześnie jednak zainteresowanie Borejków i Róży musiało mu schlebiać na tyle, że z niego nie rezygnował i w dodatku grał rolę zaangażowanego młodziana. Róża przyczepiła się skutecznie - poszła za nim na astrofizykę, więc była odprowadzana i przyprowadzana na wykłady, adorowana przez wspólną naukę i zapewne inne czynności, bo najwyraźniej Fryderyk co jakiś czas okazywał ochłapy uczucia. W jej oczach wszystko zmierzało do stabilnego związku, od oświadczyn w stogu siana po radosną wieść o ciąży. No niestety Fryc wychodzi na głupka albo narcyza - nie "odczepił" od siebie Róży, bo była dla niego przydatna. Potem okazuje trochę ludzkich uczuć po narodzeniu Mili (jaka ona bezbronna) i musi jakoś funkcjonować mieszkając u Borejków (czyżby dobre jedzenie i ciasta były takim wabikiem?), ale nie widzę kolejnych lat życia państwa Schoppe w jasnych barwach po takich początkach.

                      Co do starszych państwa Schoppe zastanawiam się, kto kogo złapał, skoro mama Schoppe jest wykończona trójką dzieci i żałuje, że z ich powodu (oraz słabego wzroku) nie mogła rozwinąć kariery muzycznej.
                      • mircja Re: szarość nie radośc 23.03.24, 22:35
                        hanuszka189 napisała:


                        > Co do starszych państwa Schoppe zastanawiam się, kto kogo złapał, skoro mama Sc
                        > hoppe jest wykończona trójką dzieci i żałuje, że z ich powodu (oraz słabego wzr
                        > oku) nie mogła rozwinąć kariery muzycznej.

                        No właśnie, może ojciec Fryderyka w młodości postanowił zastawić "pułapkę biologiczną" na kobietę, w której się zakochał, a teraz się tego wstydzi i odwraca kota ogonem? Ostatecznie mógł nie być tak uzdolniony jak Fryderyk i zdawać sobie sprawę z tego, że na niego wielka kariera naukowa nie czeka. A Fryderyk mógł swoje zdolności zawdzięczać genom obojga rodziców, a nawet w większym stopniu utalentowanej matki - lekarz neurolog z którym kiedyś rozmawiałam twierdził, że uzdolnienia matematyczne i muzyczne występują często razem.
                      • przymrozki Re: szarość nie radośc 24.03.24, 09:35
                        hanuszka189 napisała:

                        > Nie no, bez przesady. Sytuacja Róży i Fryca jest opisana dość jasno.

                        Właściwie to nie. Bezpośrednich widzeń Fryderyka mamy dosłownie kilka na krzyż - wszystkie są mocno zdawkowe i nie układają się w żaden sensowny obraz. Z TiR wynika na przykład, że Fryc nie ma dla Róży zbyt wiele czasu, za to chętnie bawi się z jej pięcioletnim bratem ucząc go (syna informatyka!) obsługi komputera. Z Żaby zaś dowiadujemy się o Frycu niewiele, oprócz tego że nie lubi dzieci. W Imieninach ma wielką i ciepłą rodzinę, która kibicuje jego związkowi, potem ma tylko zgorzkniałego ojca i matkę w depresji, którzy drżą na myśl, że kiedyś założy rodzinę i zmarnuje sobie życie a do tego ma brata, z którym nie rozmawia i siostrę, którą chyba dosyć nawet lubi, bo nie wstydzi się jej przed Różą i daje prezenty na urodziny.

                        To, czego dowiadujemy się o nim pośrednio, patrząc na niego oczami Borejków też nie ma większego sensu. W Języku Trolli traktowany jest jako ostatni fubrawiec, bo nie chce się z Różą ożenić natychmiast, gdy chce przyjść porozmawiać jest przepędzany najpierw przez jej dziadka, a potem przez nią samą, bo skreślił się w ich sercach bezpowrotnie swoją pierwszą reakcją na nieplanowaną ciążę. Ale gdy w Żabie przychodzi po raz kolejny, Pyza bez słowa bierze go w ramiona i wszystko wybacza i w ogóle nie było tematu, mail nie doszedł, zwykłe nieporozumienie. Rodzina Róży niby traktuje Fryderyka jak swojego, ale w Żabie Ida zachowuje się, jakby znała go głównie ze słyszenia i nie bardzo pamiętała nawet jak on się nazywa. Kontakt z Frycem urywa się bezpowrotnie jeszcze w Poznaniu, więc Gaba z Grzesiem robią całe śledztwo w celu ustalenia, czy Fryderyk przypadkiem nie zginął w drodze, ale ustalają, że jednak nie, bo całe Houston aż huczy od plotek od fantastycznym młodym naukowcu z Polski. Przy czym przy okazji tej rozmowy okazuje się, że pozbawiona jakichkolwiek informacji o byłym partnerze Róża musiała jednak być (lub przynajmniej bywać) w kontakcie z Fryderykiem, bo wie, że on nie powiedział o ciąży swojej rodzinie w obawie przed zawałem ojca.
                    • angazetka Re: szarość nie radośc 24.03.24, 12:29
                      ... i z tą bliską koleżanką idzie uprawiać seksy? Tak bez cienia refleksji, że jednak były jakieś zaręczyny i takie tam, i że znają się jednak wystarczająco długo, by on wiedział, że ona postrzega ich relację jako romantyczną? Jeśli nie wiedział, to jest, sorry, głupszy od niej, mimo stypendium w Houston.
                • ako17 Re: szarość nie radośc 24.03.24, 13:11
                  przymrozki napisała:

                  Róży nie dziwi, że Fryc się nie odzywa, wszak
                  > jest na nią obrażony za to, że nie wierzyła mu w sprawie jakiejś naukowej danej
                  > , którą potem sprawdziła i okazało się, że Fryc faktycznie miał rację.
                  >
                  co takiego? Gdzie, kiedy to było?
                  • przymrozki Re: szarość nie radośc 24.03.24, 16:08
                    ako17 napisała:

                    > co takiego? Gdzie, kiedy to było?

                    W TiR. Kiedy Laura dzwoni z Torunia do domu, a telefon odbiera Róża. Pyza zakłada, że po drugiej stronie milczy jej obrażony Fryderyk i uspokaja go zapewnieniem, że już wszystko sprawdziła i faktycznie to on miał rację.
                    • ako17 Re: szarość nie radośc 25.03.24, 14:05
                      przymrozki napisała:

                      > ako17 napisała:
                      >
                      > > co takiego? Gdzie, kiedy to było?
                      >
                      > W TiR. Kiedy Laura dzwoni z Torunia do domu, a telefon odbiera Róża. Pyza zakła
                      > da, że po drugiej stronie milczy jej obrażony Fryderyk i uspokaja go zapewnieni
                      > em, że już wszystko sprawdziła i faktycznie to on miał rację.

                      W takim razie ta książka jest jeszcze - excuses le mot - głupsza, niż ją zapamiętałam.

                      Pyza, która myśli, że to Fryc dzwoni ale nic nie mówi, bo czeka aż ona go przeprosi za zwątpienie w jego wiedzę?
                      A niby skąd ona miała wiedzieć kto dzwoni? Ona serio tak pomyślała o swoim... no nie wiem jak go nazwać: chłopaku? narzeczonym? miłym?

                      A jeśli chodzi o kwestię odpowiedzialności: oczywiście, że za akt poczęcia odpowiadają oboje z Frycem pospołu.

                      To, co bardziej obciąża Różę i pokazuje ją jako manipulantkę, to fakt przemilczenia ciąży przez kilka miesięcy i wypalenie tego Frycowi w twarz przed samiuśkim jego wyjazdem oraz jej motywacja - ona działała z jakimś zamiarem. W ich akcie zjednoczenia miała pewien cel.
                      Oczywiście, nie znaczy to, że Róża ma w związku z tym zostać sama z ciążą i dzieckiem. Ale rozumiem Fryderyka, że poczuł się zrobiony w konia i potrzebował czasu, by ochłonąć.

                      Z drugiej strony, wydaje mi się, że w jego mniemaniu ten związek się cokolwiek wypalił. Może miał dość Róży i źle się stało, ze zamiast jej o tym powiedzieć, brnął w relację, w której nie był szczęśliwy. Jeśli był z Różą, bo mu tak było wygodnie, a jej nie kochał, to źle o nim świadczy.

                      Prawda jest taka, że to wszystko jest tak źle opisane, że trudno tu się doszukiwać jakiejś logiki w postępowaniu to jednego, to drugiego bohatera, zwłaszcza, że przecież ich relacja trwała LATAMI. Było mnóstwo czasu, żeby, po ochłonięciu z pierwszego zauroczenia, porozmawiać o priorytetach, wizjach i potrzebach obojga.
                      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: szarość nie radośc 25.03.24, 15:07
                        ako17 napisała:

                        > przymrozki napisała:
                        >
                        > > ako17 napisała:
                        > >
                        > > > co takiego? Gdzie, kiedy to było?
                        > >
                        > > W TiR. Kiedy Laura dzwoni z Torunia do domu, a telefon odbiera Róża. Pyza
                        > zakła
                        > > da, że po drugiej stronie milczy jej obrażony Fryderyk i uspokaja go zape
                        > wnieni
                        > > em, że już wszystko sprawdziła i faktycznie to on miał rację.
                        >
                        > W takim razie ta książka jest jeszcze - excuses le mot - głupsza, niż ją zapami
                        > ętałam.
                        >
                        > Pyza, która myśli, że to Fryc dzwoni ale nic nie mówi, bo czeka aż ona go przep
                        > rosi za zwątpienie w jego wiedzę?
                        > A niby skąd ona miała wiedzieć kto dzwoni? Ona serio tak pomyślała o swoim... n
                        > o nie wiem jak go nazwać: chłopaku? narzeczonym? miłym?
                        >
                        > A jeśli chodzi o kwestię odpowiedzialności: oczywiście, że za akt poczęcia odpo
                        > wiadają oboje z Frycem pospołu.
                        >
                        > To, co bardziej obciąża Różę i pokazuje ją jako manipulantkę, to fakt przemilcz
                        > enia ciąży przez kilka miesięcy i wypalenie tego Frycowi w twarz przed samiuśki
                        > m jego wyjazdem oraz jej motywacja - ona działała z jakimś zamiarem. W ich akci
                        > e zjednoczenia miała pewien cel.
                        > Oczywiście, nie znaczy to, że Róża ma w związku z tym zostać sama z ciążą i dzi
                        > eckiem. Ale rozumiem Fryderyka, że poczuł się zrobiony w konia i potrzebował cz
                        > asu, by ochłonąć.
                        >

                        This. Dlatego użycie przez wkurzonego Fryca sformułowania "pułapka biologiczna", jakkolwiek nieprzyjemnie by nie brzmiało, ma logiczne uzasadnienie - chłop uświadomił sobie, że ta ciąża to wynik nie tylko nieuwagi obojga, ale i perfidnego oszustwa ze strony Rurzyczki. Polerowanie teleskopu okazało się intrygą (niemającą na celu go skrzywdzić, ale to wciąż działanie z ukrytymi motywami), a poważne konsekwencje w postaci wpadki były przez cztery miesiące(!) trzymane przed nim w tajemnicy bez sensownego powodu.

                        > Z drugiej strony, wydaje mi się, że w jego mniemaniu ten związek się cokolwiek
                        > wypalił. Może miał dość Róży i źle się stało, ze zamiast jej o tym powiedzieć,
                        > brnął w relację, w której nie był szczęśliwy. Jeśli był z Różą, bo mu tak było
                        > wygodnie, a jej nie kochał, to źle o nim świadczy.
                        >

                        Wydaje mi się, że młody Szopen preferowałby relację typu "friends with benefits", taką gdzie teleskopu się używa bez deklarowania większych wzajemnych zobowiązań, gdzie każde ma własne życie i sobie w nich wzajemnie "nie przeszkadzają". A że Rurza przez kolejne lata ich związku nie protestowała przeciwko dwóm godzinom w tygodniu i referatom zamiast randek, pewnie dopowiedział sobie, że i dla niej taki układ jest spoko. Tylko jak to się ma do tych, pożal się Boże, zaręczyn...

                        > Prawda jest taka, że to wszystko jest tak źle opisane, że trudno tu się doszuki
                        > wać jakiejś logiki w postępowaniu to jednego, to drugiego bohatera, zwłaszcza,
                        > że przecież ich relacja trwała LATAMI. Było mnóstwo czasu, żeby, po ochłonięciu
                        > z pierwszego zauroczenia, porozmawiać o priorytetach, wizjach i potrzebach obo
                        > jga.
                        >

                        TAK, TAK I JESZCZE RAZ TAK!!!
                        Ci dwoje są sto razy gorsi od swoich poprzedników, Gaba w OwR, która po pięciu latach związku mówi o Januszu jak o świeżo poznanym chłopaku, którego uczuć jeszcze nie jest pewna, to przy tym Pani Pikusiowa!
                      • przymrozki Re: szarość nie radośc 25.03.24, 15:53
                        ako17 napisała:

                        > Prawda jest taka, że to wszystko jest tak źle opisane, że trudno tu się doszuki
                        > wać jakiejś logiki w postępowaniu to jednego, to drugiego bohatera, zwłaszcza,
                        > że przecież ich relacja trwała LATAMI. Było mnóstwo czasu, żeby, po ochłonięciu
                        > z pierwszego zauroczenia, porozmawiać o priorytetach, wizjach i potrzebach obo
                        > jga.

                        Dokładnie ten sam problem, nawiasem mówiąc, Różofryce mają 14 lat później. Węzła gordyjskiego towarzyszącego ich (być może definitywnemu) rozstaniu nie da się rozsupłać inaczej niż uznając, że oboje zachowują się jak para postrzelonych dzieciaków na początkowym etapie znajomości.
                        • hanuszka189 Re: szarość nie radośc 25.03.24, 19:37
                          przymrozki napisała:

                          >
                          > Dokładnie ten sam problem, nawiasem mówiąc, Różofryce mają 14 lat później. Węzł
                          > a gordyjskiego towarzyszącego ich (być może definitywnemu) rozstaniu nie da się
                          > rozsupłać inaczej niż uznając, że oboje zachowują się jak para postrzelonych d
                          > zieciaków na początkowym etapie znajomości.

                          Cały ich związek został tak opisany, że włosy się jeżą na głowie. Nawet jeśli połowa sprzeczności "wyszła sobie sama", to znaczna część sygnałów ostrzegawczych jest podana jak na tacy, na przykład:

                          Ach, jestem taka szczęśliwa - pomyślała radośnie Róża, wpatrując się w gwiazdy. - To cudowne:
                          mieć kogoś tak bliskiego. O, niech się Tygrys naśmiewa, proszę bardzo! Niech sobie zerka tym
                          kosym, kpiącym oczkiem, niech wykpiwa niewinne śmiesznostki Fryderyka! - na przykład jego
                          nadmierne roztargnienie (cecha to przecież oczywista u geniusza) lub zwyczaj układania
                          szczegółowych harmonogramów zajęć! - (to dzięki tej właśnie pedantycznej organizacji czasu miał
                          Fryderyk dla Róży aż dwa popołudnia w tygodniu, co prawda, tylko w ściśle wyznaczonych
                          godzinach).


                          Poza tym:
                          - Tygrys żałuje, że Fryderyk nie widzi w niej osobnika płci żeńskiej. (TiR)
                          - co doprowadza mnie do wniosku, że Róża jest tak ochoczo z Frycem tylko dlatego, że Laurze nie udało się jej go odbić.
                          - Borejki Fryca wielbią - przesiaduje u nich dużo (TiR do JT), Grzegorz go zaczepia na ulicy z pieśnią na ustach, babcia się o niego wypytuje, parę lat później jest wprost napisane, że wszystkie kobiety w domu go uwielbiają. Oboje chwalą się zaręczynami i jeszcze po paru latach opowiadają to jako anegdotkę.
                          - tymczasem we własnym domu Frycu mówi że to nie dziewczyna, tylko koleżanka.
                          - Róża radośnie tkwi w tym układzie, jak żona tych stereotypowych panów, którzy na wyjazdach służbowych odwiedzają drugą rodzinę. I czując, że to układ chory, postanawia zespolić go potomstwem.
                          - Po przyjeździe ze Stanów Fryc u Borejków zachowuje się jak wcześniej - oddany chłopak, tyle harował, wszystko dla Różyczki
                          - po czym wyjeżdża na tydzień "szukać pracy do Warszawy" i nie ma go przy porodzie (ani w jego okolicach).
                          - rehabilituje się nieco, okazując zainteresowanie małą Milą
                          - następnie Fryce znikają z akcji i znamy tylko opinię Róży powtórzoną po raz setny, że Fryderyk jest cudowny.
                          - tak cudowny, że zostawia ją w czasie lotu samą z dziećmi i migreną (może ze złości, że rodzina żony zwala mu się na głowę)
                          Ogólnie po takich początkach oni nie mogli skończyć jako zgodne małżeństwo. Fryderyk żyje w dwóch światach, a Róża jest na nim bezwarunkowo uwieszona. Wytłumaczenie, że on ma ją gdzieś, ale bardzo mu wygodnie mieć bezwarunkową, wielbiącą żonę, kochankę i sprzątaczkę wydaje mi się coraz bardziej prawdopodobne. Polerowanie teleskopu z intencją wieczystego połączenia jest w takim wypadku... niech to lepiej nazwie psycholog ;)
            • ciotka-scholastyka Re: szarość nie radośc 26.03.24, 09:25
              bupu napisała:

              wał się co do tego upewnić, zadając jej jedno krótkie pytanie.
              >
              > Po pierwsze jako człowiek inteligentny i wykształcony Fryc mógł wiedzieć, że ta
              > bletek antykoncepcyjnych używa się nie tylko w celu zapobieżenia ciąży, ale tak
              > że, nader często, w charakterze leku, na przykład na endometriozę, PCOS, bolesn
              > e i obfite miesiączki, trądzik i mnóstwo innych problemów zdrowotnych. Mógł zat
              > em domniemywać, że Rurza zażywa tabletki w celach leczniczych, a antykoncepcja
              > robi tu za skutek uboczny.

              Błagam, rozmawiamy o Jeżycjadzie.
              W ogóle ta cała historia z uwiedzeniem jest tak naciągana, jak gumka w majtkach w latach 80-tych.
          • przymrozki Re: szarość nie radośc 23.03.24, 15:40
            mircja napisała:

            > Po pierwsze - nie ma antykoncepcji skutecznej na 100% (a pewnie 20 lat temu z t
            > ą skutecznością mogło być jeszcze gorzej niż teraz),

            20 lat temu dorosła kobieta w Poznaniu jak najbardziej miała dostęp do antykoncepcji, która, prawidłowo stosowana, dawała blisko 100% skuteczność. Róża powinna też była wiedzieć, że nie stosując żadnej z nich (a trochę tak wynika z jej tłumaczeń, że nie zastawiała pułapek biologicznych, biologia sama zadziałała) może zajść w ciążę, której jej partner seksualny nie chce.

            Przy czym to wcale nie usprawiedliwia Fryderyka. O ile Róża nie oszukała go jawnie i perfidnie, a tak raczej nie było, pół odpowiedzialności jest po jego stronie. Tym bardziej, że znał przecież Pyzę od dawna i powinien był się domyślać, że ciągnie ją do ślubu i dzieci, a z antykoncepcji uznaje pewnie tylko "metody naturalne".


            • angazetka Re: szarość nie radośc 24.03.24, 12:32
              > której jej partner seksualny nie chce

              Skąd miała wiedzieć, że nie chce?
              Bardzo mnie irytuje w tym wątku jednakowoż zwalanie większej częsci winy na Różę. Bo to mimo deklaracji, że wina jest pół na pół, tak wygląda: on mógł nie przewidzieć, że panna, z którą się prowadza od lat i która chce uprawiać z nim seks, może zajść w ciążę. Biedaczek, biologia go wzięła z zaskoczenia. I szarość.
              • przymrozki Re: szarość nie radośc 24.03.24, 16:05
                angazetka napisała:

                > Skąd miała wiedzieć, że nie chce?

                Jeżeli świadomie zaplanowała i zainicjowała seks godząc się na ciążę (czyli nie stosując żadnej antykoncepcji lub stosując taką, która najwyżej nieco zmniejsza prawdopodobieństwo poczęcia), powinna o tym jasno powiedzieć partnerowi. Moim zdaniem mówimy tu o elementarnym poziomie lojalności w związku. Zwłaszcza, że jej plan ewidentnie był taki, że jeżeli zajdzie w ciążę, to ona będzie się cieszyć urlopem dziekańskim, a on będzie miał obowiązek natychmiast dla niej rzucić wszelkie naukowe i zawodowe plany oraz zacząć na nią zarabiać. Niedopełnienie tego zobowiązania polegające na braku radości z nieplanowanego dziecka będzie zaś karane ciężkim fochem jej i całej jej rodziny.

                Strasznie mi trudno wykrzesać z siebie jakąś sympatię i zrozumienie dla Róży, nawet jeżeli Fryc faktycznie też zachował się głupio, a jego finansowa odpowiedzialność za małą Milę i partnerkę w połogu była oczywista.
                • mircja Re: szarość nie radośc 24.03.24, 19:27
                  przymrozki napisała:


                  > Strasznie mi trudno wykrzesać z siebie jakąś sympatię i zrozumienie dla Róży, n
                  > awet jeżeli Fryc faktycznie też zachował się głupio, a jego finansowa odpowiedz
                  > ialność za małą Milę i partnerkę w połogu była oczywista.

                  Ja nie widzę potrzeby krzesania sympatii i zrozumienia dla Róży (osobiście jej nie lubię), tylko chodzi mi o sprawiedliwe uznanie, że Fryderyk jest winny nie mniej niż ona. W ogólności - żeby poza wyjątkowymi (jak świadome, rozmyślne i przekonująco zaplanowane oszustwo) przypadkami uznać, że w takich sytuacjach odpowiedzialnych za zaistniały stan rzeczy w równym stopniu jest oboje partnerów (wiem, że już to napisałaś i zgadzam się z tym). W szczególności, jeśli Róża zachowała się niemądrze, to Fryderyk też.
                  • mircja Re: szarość nie radośc 24.03.24, 19:35
                    Dopisek - Fryderyka też nie lubię.
                  • przymrozki Re: szarość nie radośc 24.03.24, 20:51
                    mircja napisała:


                    > Ja nie widzę potrzeby krzesania sympatii i zrozumienia dla Róży (osobiście jej
                    > nie lubię), tylko chodzi mi o sprawiedliwe uznanie, że Fryderyk jest winny nie
                    > mniej niż ona.

                    Fryderyk jest winny tak samo jeżeli chodzi o wymiar obowiązków względem owocu swoich działań, ale moim zdaniem mimo wszystko jest różnica między młodym człowiekiem, który dał się ponieść chwili, a człowiekiem, który (w jawnie wyrażonym i w pełni uświadomionym celu manipulowania partnerem) na chłodno zaplanował to uniesienie zakładając, że może ono się skończyć ciążą (i nawet w sumie cieszył się, że się ciążą skończyło).

                    Oczywiście, w całej sprawie jest wiele niewiadomych, które mogą zmieniać odbiór sytuacji - w jedną lub w drugą stronę. Róża i Fryderyk byli razem sześć lat, musieli mieć jakieś ustalenia względem życia seksualnego i tego, czy chcą mieć teraz dzieci, czy nie. Jeżeli nie mieli, to to naprawdę nie był związek, tylko takie tam sobie pogaduszki dwa razy w tygodniu.
                    • mircja Re: szarość nie radośc 24.03.24, 21:04
                      Tym niemniej uważam, że Fryderyk zachowywał się wobec Róży niemądrze nie tylko w chwili uniesienia, ale również przedtem. Znał ją na tyle, że jeśli nie chciał z nią zakładać rodziny, to powinien był całą sprawę lepiej rozegrać. Albo był niemądry, albo egoistyczny i nie zważający na uczucia innych - w obu przypadkach niedobrze to o nim świadczy.
                      • przymrozki Re: szarość nie radośc 25.03.24, 11:19
                        mircja napisała:

                        > Tym niemniej uważam, że Fryderyk zachowywał się wobec Róży niemądrze nie tylko
                        > w chwili uniesienia, ale również przedtem. Znał ją na tyle, że jeśli nie chciał
                        > z nią zakładać rodziny, to powinien był całą sprawę lepiej rozegrać. Albo był
                        > niemądry, albo egoistyczny i nie zważający na uczucia innych - w obu przypadkac
                        > h niedobrze to o nim świadczy.

                        Ale jak mamy być sprawiedliwe dla Róży, to bądźmy sprawiedliwe i dla Fryca - jeżeli po sześciu latach letniego związku bez żadnych poważniejszych deklaracji układ przestał odpowiadać Róży, to Pyza powinna to artykułować wprost, a nie po cichu organizować plan uwiązania partnera przy sobie seksem z opcją na dziecko. Frycowi taka pół dziewczyna-pół koleżanka na dwa popołudniu w tygodniu mogła pasować i wcale niekoniecznie oszukiwał ją, że ich znajomość będzie mieć jakieś kolejne etapy zażyłości i intymności. Wiele wskazuje na to, że Fryderyk od początku dawał jasno do zrozumienia, że nie oferuje Pyzie pierwszego miejsca na liście priorytetów, a Pyza wydawała się z to akceptować.
                    • hanuszka189 Re: szarość nie radośc 24.03.24, 22:05
                      przymrozki napisała:


                      > Fryderyk jest winny tak samo jeżeli chodzi o wymiar obowiązków względem owocu s
                      > woich działań, ale moim zdaniem mimo wszystko jest różnica między młodym człowi
                      > ekiem, który dał się ponieść chwili, a człowiekiem, który (w jawnie wyrażonym i
                      > w pełni uświadomionym celu manipulowania partnerem) na chłodno zaplanował to u
                      > niesienie zakładając, że może ono się skończyć ciążą (i nawet w sumie cieszył s
                      > ię, że się ciążą skończyło).
                      >
                      > Oczywiście, w całej sprawie jest wiele niewiadomych, które mogą zmieniać odbiór
                      > sytuacji - w jedną lub w drugą stronę. Róża i Fryderyk byli razem sześć lat, m
                      > usieli mieć jakieś ustalenia względem życia seksualnego i tego, czy chcą mieć t
                      > eraz dzieci, czy nie. Jeżeli nie mieli, to to naprawdę nie był związek, tylko t
                      > akie tam sobie pogaduszki dwa razy w tygodniu.

                      Dał się ponieść chwili będąc z nią w związku i po "zaręczynach". A że Róża chwaliła się zaręczynami na wszystkie strony, dobrze wiedział, że w rodzinnym domu dziewczyny występuje jako narzeczony. Chyba, że jasno powiedział Róży, że seks to po ślubie, a ona go upiła, wtedy rzeczywiście - dał się ponieść chwili.
                      Czy mieli jakiekolwiek ustalenia... chyba nie mieli, dlatego każde w swojej głowie miało dokładnie wyobrażoną wizję, jak ma wyglądać ich przyszłość - i te wizje były wręcz przeciwne.

                      Chociaż mi w to Różane "ja go uwiodłam" trudno uwierzyć. Gdyby książkowe postaci posiadały głębię psychologiczną powiedziałabym, że Róża Frycka kryje, żeby nie wyszedł na zupełnego drania - albo, że przypisuje sobie siłę sprawczą dzięki nowej dumie, jaka umacnia ją w roli przyszłej matki. Bo jak to się odbyło, ona zainicjowała akcję? Skutecznie? Wolne żarty.


                      • przymrozki Re: szarość nie radośc 25.03.24, 11:34
                        hanuszka189 napisała:

                        > Czy mieli jakiekolwiek ustalenia... chyba nie mieli, dlatego każde w swojej gło
                        > wie miało dokładnie wyobrażoną wizję, jak ma wyglądać ich przyszłość - i te wiz
                        > je były wręcz przeciwne.

                        No ale jeżeli tak wyglądało ich narzeczeństwo po sześciu wspólnych latach, to czy oni aby na pewno byli w związku.

                        > Chociaż mi w to Różane "ja go uwiodłam" trudno uwierzyć. Gdyby książkowe postac
                        > i posiadały głębię psychologiczną powiedziałabym, że Róża Frycka kryje, żeby ni
                        > e wyszedł na zupełnego drania - albo, że przypisuje sobie siłę sprawczą dzięki
                        > nowej dumie, jaka umacnia ją w roli przyszłej matki. Bo jak to się odbyło, ona
                        > zainicjowała akcję? Skutecznie? Wolne żarty.

                        Nawet jeżeli Róża tutaj koloryzuje, to mamy jeszcze jeden dowód na jej manipulacje - zaszła w ciążę na początku września, ale ojcu dziecka ujawniła tę informację na Sylwestra wiedząc doskonale, że on tuż po Nowym Roku wyjeżdża na dłuższe stypendium, które jest dla niego ważne. Że już nie wspomnę o tym, że obraziła się na pół roku śmiertelnie (odmówiła drugiego spotkania się z nim, nie podjęła żadnej próby kontaktu, a może nawet świadomie zignorowała maila), kiedy on w pierwszym odruchu nie padł na kolana, nie oświadczył się i nie zrezygnował ze stypendium. To jest zachowanie, którego u dorosłego człowieka nie sposób wytłumaczyć.
        • mircja Re: szarość nie radośc 23.03.24, 18:32
          przymrozki napisała:

          > Tak, ale Jan (w tym fragmencie) nie wini Róży, on wini nieosobową szarość, któr
          > a dopada młodych ambitnych ludzi celem pozbawienia ich radości z życia. Uważa p
          > rzy tym, że szarość jest sprytna, bo kusi młodością i fizyczną atrakcyjnością,
          > więc tak jak Róża zmarnowała życie Fryca, tak Fryc zmarnował życie Róży. Po pro
          > stu będąc ojcem Fryca, Jan przejmuje się tylko nim.

          Tak sobie jeszcze pomyślałam, że ojciec Fryderyka stosuje dziwnie przedpotopowe metody żeby
          ochronić synów i ich potencjalne partnerki przed "pułapką biologiczną". Liczy na to, że uda ich się utrzymać w stanie "dziewictwa" do dwudziestego roku życia i nawet dłużej, zamiast poważnie porozmawiać z nimi o tym, żeby w razie czego koniecznie zadbać o antykoncepcję (i żeby najlepiej mieć tego rodzaju środki pod ręką na wszelki wypadek, co dla światłych i nie aseksualnych mężczyzn z pokolenia Fryderyka by chyba było dosyć naturalne). Czyżby w domu Fryderyka za rzadko mówiono o seksie? A może Fryderyk wylewając pretensje na Ignaca zastępczo wyładowywał na nim złość na własnego ojca, do której sam przed sobą nie chciał się przyznać?
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: szarość nie radośc 24.03.24, 12:22
      Wiadomo w ogóle ile Stary Szop ma lat?
      Jeśli założymy, że został złapany bądź sam złapał w pułapkę, to musiało się to stać gdy był w stosunkowo młodym wieku, by mógł wyrobić sobie wyżej cytowany pogląd. Tymczasem chłop wygląda staro na ilustracjach, a gdy widzi Gabryjelę, która ma dzieci w wieku jego dzieci, myśli o niej per "młoda blondynka" (ja wiem, że Gabie tragicznie idzie bycie dorosłą, ale żeby aż tak?!).
      • bupu Re: szarość nie radośc 24.03.24, 16:49
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Wiadomo w ogóle ile Stary Szop ma lat?
        > Jeśli założymy, że został złapany bądź sam złapał w pułapkę, to musiało się to
        > stać gdy był w stosunkowo młodym wieku, by mógł wyrobić sobie wyżej cytowany po
        > gląd. Tymczasem chłop wygląda staro na ilustracjach, a gdy widzi Gabryjelę, któ
        > ra ma dzieci w wieku jego dzieci, myśli o niej per "młoda blondynka" (ja wiem,
        > że Gabie tragicznie idzie bycie dorosłą, ale żeby aż tak?!).
        >


        Z Jemienin:

        - A ojciec na to, że owszem, bywają niekiedy sprawy ważniejsze niż nauka.
        - Twój ojciec tak powiedział?! - roześmiał się nagle dyrektor. - Wiesz, że byliśmy razem na
        studiach?


        Wynika z tego, że Starzec Szop jest w tym samym wieku co młoda blondynka Grzybriela. Acz z drugiej strony tenże sam Hajduk Jerzy, który studiował z Szopem, studiował też z Grzybem Sałacianym, o dekadę od Grzybrieli starszym, więc...
        • przymrozki Re: szarość nie radośc 24.03.24, 17:00
          bupu napisała:

          > Wynika z tego, że Starzec Szop jest w tym samym wieku co młoda blondynka Grzybr
          > iela.

          Czyli chylący się nad grobem starzec ze zmarnowanym życiem i po zawale ma w "Żabie" jakieś 44 lata.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: szarość nie radośc 25.03.24, 12:36
            przymrozki napisała:

            > bupu napisała:
            >
            > > Wynika z tego, że Starzec Szop jest w tym samym wieku co młoda blondynka
            > Grzybr
            > > iela.
            >
            > Czyli chylący się nad grobem starzec ze zmarnowanym życiem i po zawale ma w "Ża
            > bie" jakieś 44 lata.

            To jeszcze nie pobił rekordu Robwąsa.
    • minerwamcg Re: szarość nie radośc 26.03.24, 12:51
      MM z właściwą sobie beztroską chyba o czymś zapomniała. W tym domu podobno kochało się muzykę. Swoje zwariowane imiona młode Szopy zawdzięczają Mozartowi, Chopinowi, Hildegardzie z Bingen... Tata Schoppe choć fizyk też głuchy być nie mógł. Życie człowieka, który zajmuje się muzyką, choćby wielkiej kariery nie zrobił, nie jest już tak zupełnie szare. Są jakieś koncerty, premiery operowe, występy choćby szkolne - ale przede wszystkim jest muzyka. Znam trochę "muzycznych" rodzin, muzyków większych i mniejszych - taką, gdzie tata uczył gry na akordeonie w domu kultury a mama prowadziła bibliotekę z nutami też - i wszędzie tam muzyka była jakimś antidotum na szarość.
      • sowca Re: szarość nie radośc 26.03.24, 19:47
        Mnie zawsze dziwiła ta "szarość" Starego Szopa. Miał fajną rodzinę - fakt, nie cenił za bardzo Wolfiego, ale Frycek był geniuszem, Żaba była też nienagannie wychowana i inteligentna. Ciasne mieszkanie - no trzy pokoje na pięć osób to trochę dużo, fakt, ale ostatecznie bywa gorzej, poza tym Fryderyk był już w takim wieku, że można było liczyć na wyprowadzkę. Skąd to bezustanne jęczenie na szarość życia?

        Jeszcze gorzej wypada tu Alina Szopowa, która dosłownie płacze na myśl o synu, który jest przecież za granicą na pół roku i to na prestiżowym stypendium, a nie na grożącej śmiercią misji na Syberii. Plus pytanie: czemu Szopowa nie poszła do pracy? Skoro Szop miał około 45 lat w Żabie, a Żaba miała piętnaście, to mama Szopowa mogła spokojnie iść do pracy 12, a nawet 15 lat temu, będąc osobą w kwiecie wieku. Nawet jeśli miała jakąś dużą wadę wzroku, to istniały różne zakłady pracy chronionej i tym podobne. Muzyk ma też spore możliwości nauczania dzieci. W dodatku dodatkowy dochód mógł pomóc w kupnie większego mieszkania. Tymczasem mama Szopowa wolała siedzieć na tyłku, płakać za synem i pozwalać, żeby jej dzieci, w tym gimnazjalistka Żaba, pracowały na własne potrzeby.
        • mircja Re: szarość nie radośc 26.03.24, 19:55
          sowca napisała:
          >
          > Jeszcze gorzej wypada tu Alina Szopowa, która dosłownie płacze na myśl o synu,
          > który jest przecież za granicą na pół roku i to na prestiżowym stypendium, a ni
          > e na grożącej śmiercią misji na Syberii. Plus pytanie: czemu Szopowa nie poszła
          > do pracy? Skoro Szop miał około 45 lat w Żabie, a Żaba miała piętnaście, to ma
          > ma Szopowa mogła spokojnie iść do pracy 12, a nawet 15 lat temu, będąc osobą w
          > kwiecie wieku. Nawet jeśli miała jakąś dużą wadę wzroku, to istniały różne zakł
          > ady pracy chronionej i tym podobne. Muzyk ma też spore możliwości nauczania dzi
          > eci. W dodatku dodatkowy dochód mógł pomóc w kupnie większego mieszkania. Tymcz
          > asem mama Szopowa wolała siedzieć na tyłku, płakać za synem i pozwalać, żeby je
          > j dzieci, w tym gimnazjalistka Żaba, pracowały na własne potrzeby.
          >
          A wiemy, że ona nie poszła do pracy? Bo ja myślałam, że w "Żabie" to ona jest na długotrwałym zwolnieniu lekarskim, bo zapadła na jakąś przewlekłą chorobę (być może depresję, lub inną chorobę do której dołączyła się depresja), ale może coś przeoczyłam?
          • sowca Re: szarość nie radośc 27.03.24, 08:56
            mircja napisała:

            > sowca napisała:
            > >
            > > Jeszcze gorzej wypada tu Alina Szopowa, która dosłownie płacze na myśl o
            > synu,
            > > który jest przecież za granicą na pół roku i to na prestiżowym stypendium
            > , a ni
            > > e na grożącej śmiercią misji na Syberii. Plus pytanie: czemu Szopowa nie
            > poszła
            > > do pracy? Skoro Szop miał około 45 lat w Żabie, a Żaba miała piętnaście,
            > to ma
            > > ma Szopowa mogła spokojnie iść do pracy 12, a nawet 15 lat temu, będąc os
            > obą w
            > > kwiecie wieku. Nawet jeśli miała jakąś dużą wadę wzroku, to istniały różn
            > e zakł
            > > ady pracy chronionej i tym podobne. Muzyk ma też spore możliwości nauczan
            > ia dzi
            > > eci. W dodatku dodatkowy dochód mógł pomóc w kupnie większego mieszkania.
            > Tymcz
            > > asem mama Szopowa wolała siedzieć na tyłku, płakać za synem i pozwalać, ż
            > eby je
            > > j dzieci, w tym gimnazjalistka Żaba, pracowały na własne potrzeby.
            > >
            > A wiemy, że ona nie poszła do pracy? Bo ja myślałam, że w "Żabie" to ona jest n
            > a długotrwałym zwolnieniu lekarskim, bo zapadła na jakąś przewlekłą chorobę (by
            > ć może depresję, lub inną chorobę do której dołączyła się depresja), ale może c
            > oś przeoczyłam?

            Nic o tym nie było. Fryderyk mówi, że "tata z nauczycielskiej pensji by nas nie wyżywił", więc raczej nie było drugiej pensji (a gdyby było zwolnienie, pieniądze by były). Jeśli była chora albo w depresji, mogłaby dostać rentę czy coś - grosze, ale lepsze grosze niż nic.
        • bupu Re: szarość nie radośc 26.03.24, 20:26
          sowca napisała:

          > Mnie zawsze dziwiła ta "szarość" Starego Szopa. Miał fajną rodzinę - fakt, nie
          > cenił za bardzo Wolfiego, ale Frycek był geniuszem, Żaba była też nienagannie w
          > ychowana i inteligentna. Ciasne mieszkanie - no trzy pokoje na pięć osób to tro
          > chę dużo, fakt, ale ostatecznie bywa gorzej,

          Na przykład cztery pokoje na osiem czy dziewięć osób, jak w pewnym miłym lokalu na Rusfelta :>
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: szarość nie radośc 26.03.24, 22:44
          sowca napisała:

          > Mnie zawsze dziwiła ta "szarość" Starego Szopa. Miał fajną rodzinę - fakt, nie
          > cenił za bardzo Wolfiego, ale Frycek był geniuszem, Żaba była też nienagannie w
          > ychowana i inteligentna. Ciasne mieszkanie - no trzy pokoje na pięć osób to tro
          > chę dużo, fakt, ale ostatecznie bywa gorzej, poza tym Fryderyk był już w takim
          > wieku, że można było liczyć na wyprowadzkę. Skąd to bezustanne jęczenie na szar
          > ość życia?
          >

          Właśnie on się zachowuje jakby totalnie nic mu się w życiu nie udało i wszystko czego dokonał (w domyśle też dzieci) było porażką. Okej, o Frycu jeszcze jako tako pozytywnie się wypowiada, ale wciąż w depresyjnym tonie, jakby wręcz nie miał siły cieszyć się udanym synem. Wolfiego czepia się w sumie nie wiadomo za co, Żaby jakby w ogóle nie widział. Gorzej niż Gorszy Sort Robwąs.

          > Jeszcze gorzej wypada tu Alina Szopowa, która dosłownie płacze na myśl o synu,
          > który jest przecież za granicą na pół roku i to na prestiżowym stypendium, a ni
          > e na grożącej śmiercią misji na Syberii. Plus pytanie: czemu Szopowa nie poszła
          > do pracy? Skoro Szop miał około 45 lat w Żabie, a Żaba miała piętnaście, to ma
          > ma Szopowa mogła spokojnie iść do pracy 12, a nawet 15 lat temu, będąc osobą w
          > kwiecie wieku. Nawet jeśli miała jakąś dużą wadę wzroku, to istniały różne zakł
          > ady pracy chronionej i tym podobne. Muzyk ma też spore możliwości nauczania dzi
          > eci. W dodatku dodatkowy dochód mógł pomóc w kupnie większego mieszkania. Tymcz
          > asem mama Szopowa wolała siedzieć na tyłku, płakać za synem i pozwalać, żeby je
          > j dzieci, w tym gimnazjalistka Żaba, pracowały na własne potrzeby.
          >

          Aczkolwiek trzeba przyznać, że jej wada wzroku jest lepszą wymówką niż brak wymówki u Milicji, która też przez lata pozostawała bezrobotną żoną przy mężu, mimo, że dzieci były już odchowane, a dom ponoć wciąż ubogi (czemu to nie był wystarczający argument by dołożyć się do budżetu?).
          • ako17 Re: szarość nie radośc 27.03.24, 09:43
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


            >
            > Aczkolwiek trzeba przyznać, że jej wada wzroku jest lepszą wymówką niż brak wym
            > ówki u Milicji, która też przez lata pozostawała bezrobotną żoną przy mężu, mim
            > o, że dzieci były już odchowane, a dom ponoć wciąż ubogi (czemu to nie był wyst
            > arczający argument by dołożyć się do budżetu?).
            >
            >No przecież zajęta była. Sztuki pisała. Teatralne
          • ciotka-scholastyka Re: szarość nie radośc 27.03.24, 12:57
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


            > Aczkolwiek trzeba przyznać, że jej wada wzroku jest lepszą wymówką niż brak wym
            > ówki u Milicji, która też przez lata pozostawała bezrobotną żoną przy mężu, mim
            > o, że dzieci były już odchowane, a dom ponoć wciąż ubogi (czemu to nie był wyst
            > arczający argument by dołożyć się do budżetu?).

            Bo wg autorki mama, która jest na miejscu, i wychowuje dzieci, to najlepsze rozwiązanie. Autorka zapomniała, że aczkolwiek sama była mamą, która jest na miejscu, to mimo tego dostarczała temu miejscu całkiem sporego dochodu. I nie były to bynajmniej korekty dla wydawnictwa...
      • przymrozki Re: szarość nie radośc 27.03.24, 17:51
        minerwamcg napisała:

        > MM z właściwą sobie beztroską chyba o czymś zapomniała. W tym domu podobno koch
        > ało się muzykę.

        Niechby jeszcze. Muzyk też może być nieszczęśliwy, a udane dzieci mogą nie cieszyć kogoś, kto nigdy ich mieć nie chciał. Mogło być tak, że Jan marzył o spokojnym i wygodnym życiu naukowca lub muzyka, ale w wyniku trzech niefortunnych zbiegów okoliczności został ojcem trójki dzieci i jedynym żywicielem pięcioosobowej rodziny mieszkającej w mieszkaniu wielkości pokoju Gaby.

        Ale, do kroćset, on znalazł się w tej sytuacji będąc młodym człowiekiem - studentem ledwo, jeżeli jest rówieśnikiem Hajduka - miał mnóstwo czasu, żeby jakoś sobie życie przeorganizować. A jeżeli już naprawdę szarość się na niego uwzięła i uparła nie wypuszczać go z zawodu nauczyciela, mógł poszukać szkoły poza Poznaniem, przynajmniej mieszkanie miałby większe.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: szarość nie radośc 27.03.24, 20:26
          przymrozki napisała:

          > minerwamcg napisała:
          >
          > > MM z właściwą sobie beztroską chyba o czymś zapomniała. W tym domu podobn
          > o koch
          > > ało się muzykę.
          >
          > Niechby jeszcze. Muzyk też może być nieszczęśliwy, a udane dzieci mogą nie cies
          > zyć kogoś, kto nigdy ich mieć nie chciał. Mogło być tak, że Jan marzył o spokoj
          > nym i wygodnym życiu naukowca lub muzyka, ale w wyniku trzech niefortunnych zbi
          > egów okoliczności został ojcem trójki dzieci i jedynym żywicielem pięcioosobowe
          > j rodziny mieszkającej w mieszkaniu wielkości pokoju Gaby.
          >


          Zrozumiem jeden taki niefortunny zbieg, ale trzy pod rząd?! Wystarczająco "pokrzywdzony" pierwszym, nie wpadł na to by kolejnych potencjalnych już dopilnować? A może, zgodnie z teorią wspomnianą gdzieś wyżej, w domu Schoppów też nie mówiło się słowa "seks"?


          > Ale, do kroćset, on znalazł się w tej sytuacji będąc młodym człowiekiem - stude
          > ntem ledwo, jeżeli jest rówieśnikiem Hajduka - miał mnóstwo czasu, żeby jakoś s
          > obie życie przeorganizować. A jeżeli już naprawdę szarość się na niego uwzięła
          > i uparła nie wypuszczać go z zawodu nauczyciela, mógł poszukać szkoły poza Pozn
          > aniem, przynajmniej mieszkanie miałby większe.

          A może on w pewien sposób "lubi" pławić się w tej szarości, tkwić w nieszczęśliwym, ale bezpiecznym status quo jak Filifionka, bo zmiany (nawet na lepsze) go psychicznie przerastają?
          • hanuszka189 Re: szarość nie radośc 28.03.24, 06:45
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

            >
            > A może on w pewien sposób "lubi" pławić się w tej szarości, tkwić w nieszczęśli
            > wym, ale bezpiecznym status quo jak Filifionka, bo zmiany (nawet na lepsze) go
            > psychicznie przerastają?
            >
            To jest bardzo prawdopodobne. Na pewno te zmiany przerastałyby Alinę. Szczerze mówiąc, nie znam wielu osób z pokolenia ojca Schoppe, które radośnie zmieniałyby miejsce pracy i mieszkanie "tylko" po to, by było lepiej. Nasi nauczyciele pracowali po 20, 30 lat w jednej szkole, a potem - do emerytury. Odważniejsze życiowo jednostki były nieliczne... i raczej nie w tym zawodzie. Brak pracy Aliny też jest dla mnie zagadką. Wada wzroku nie jest podkreślona w dramatyczny sposób, ale byłaby jedynym sensownym rozwiązaniem. Taka wada czasem zwiększa się po urodzeniu dzieci, a to by tylko obciążało dodatkowo biedne Szopięta.
            >
            • aniadm Re: szarość nie radośc 28.03.24, 11:13
              hanuszka189 napisała:

              > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
              >
              > >
              > > A może on w pewien sposób "lubi" pławić się w tej szarości, tkwić w niesz
              > częśli
              > > wym, ale bezpiecznym status quo jak Filifionka, bo zmiany (nawet na lepsz
              > e) go
              > > psychicznie przerastają?
              > >
              > To jest bardzo prawdopodobne. Na pewno te zmiany przerastałyby Alinę. Szczerze
              > mówiąc, nie znam wielu osób z pokolenia ojca Schoppe, które radośnie zmieniałyb
              > y miejsce pracy i mieszkanie "tylko" po to, by było lepiej. Nasi nauczyciele pr
              > acowali po 20, 30 lat w jednej szkole, a potem - do emerytury. Odważniejsze życ
              > iowo jednostki były nieliczne... i raczej nie w tym zawodzie.
              > >
              Tak.
              W ogóle koncepcja zmiany pracy motywowanej tym, żeby móc się lepiej realizować i znaleźć satysfakcję była jeszcze dla tamtego pokolenia dosyć obca. Nie mówię, że się nie zdarzało (mam takie wrażenie - wytworzone na podstawie literatury i innych mediów, nie życia - że najczęściej zmieniało się pracę etatową na artystyczny wolny zawód. To oczywiście żadna statystyka, ale świadczy o jakiejś wizji społecznej).

              Generalnie dominowało podejście, że zwłaszcza jak się ma już rodzinę i dzieci, to się pracuje na ich utrzymanie i zapomina o własnych fanaberiach. Albo - w przypadku matki - znajduje się realizację tylko i wyłącznie w opiece nad nimi. Oraz zakładało się, że w zawodzie wyuczonym człowiek przepracuje do emerytury.

              (Jest taki mało znany czeski film, gdzie ojciec tłumaczy właśnie niemogącemu się zdecydować potomkowi "Synu, kobiety przychodzą i odchodzą, ale twój zakład pracy to jest to, co masz na całe życie").

              Teraz już odchodząc od ojca Shoppe, bo nic o niem nie pamiętam, ale mogę zrozumieć frustrację człowieka, który został wpakowany w rodzinę przez wpadkę (wtedy zakładało się także przeważnie, że jak dziecko w drodze, to ślub, chyba że facet jest kompletna fuja i fubrawiec) zanim zdążył się porządnie rozejrzeć w życiu i utkwił na zawsze w pracy, która mu w ogóle nie odpowiada.
          • pi.asia Re: szarość nie radośc 03.04.24, 20:43
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


            > Zrozumiem jeden taki niefortunny zbieg, ale trzy pod rząd?! Wystarczająco "pokr
            > zywdzony" pierwszym, nie wpadł na to by kolejnych potencjalnych już dopilnować?
            > A może, zgodnie z teorią wspomnianą gdzieś wyżej, w domu Schoppów też nie mówi
            > ło się słowa "seks"?
            >

            Sytuacje i charaktery są różne. Osobiście znałam faceta, który miał troje dzieci, każde z inną kobietą, i każda ciąża była dla niego totalnym zaskoczeniem.
            Nie wiem, czy u niego w domu mówiło się słowo "seks", wiem natomiast, że był traktowany jak wszystkie siedem cudów świata naraz i wychowywany w przeświadczeniu, że cały ten świat (a zwłaszcza kobiety) jest wyłącznie po to, by spełniać jego zachcianki. Rodzina wielbiła go do tego stopnia, że w salonie wisiał jego portret namalowany przez najlepszego (i dość sławnego) częstochowskiego malarza. Dodam, że portret zrobiono, gdy osobnik ten miał około roku.
            Ten system wychowawczy, oparty na uwielbieniu i spełnianiu życzeń przed ich wyrażeniem, poskutkował wyprodukowaniem narcyza i egocentryka, znudzonego życiem i użalającego się nad sobą jak stary Schoppe.
            • ako17 Re: szarość nie radośc 03.04.24, 21:24
              pi.asia napisała:

              > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
              >
              >
              > > Zrozumiem jeden taki niefortunny zbieg, ale trzy pod rząd?! Wystarczająco
              > "pokr
              > > zywdzony" pierwszym, nie wpadł na to by kolejnych potencjalnych już dopil
              > nować?
              > > A może, zgodnie z teorią wspomnianą gdzieś wyżej, w domu Schoppów też ni
              > e mówi
              > > ło się słowa "seks"?
              > >
              >
              > Sytuacje i charaktery są różne. Osobiście znałam faceta, który miał troje dziec
              > i, każde z inną kobietą, i każda ciąża była dla niego totalnym zaskoczeniem.
              > Nie wiem, czy u niego w domu mówiło się słowo "seks", wiem natomiast, że był tr
              > aktowany jak wszystkie siedem cudów świata naraz i wychowywany w przeświadczeni
              > u, że cały ten świat (a zwłaszcza kobiety) jest wyłącznie po to, by spełniać je
              > go zachcianki. Rodzina wielbiła go do tego stopnia, że w salonie wisiał jego
              > portret namalowany przez najlepszego (i dość sławnego) częstochowskiego malarza
              > . Dodam, że portret zrobiono, gdy osobnik ten miał około roku.
              > Ten system wychowawczy, oparty na uwielbieniu i spełnianiu życzeń przed ich wyr
              > ażeniem, poskutkował wyprodukowaniem narcyza i egocentryka, znudzonego życiem i
              > użalającego się nad sobą jak stary Schoppe.

              subtelna różnica między opisanym wyżej przypadkiem (faktycznie, ciekawy a jednak życiowo prawdopodobny) polegała na tym, że stary Schoppe (Jan on miał na imię?) miał tę trójkę dzieci z jedną kobietą i w uświęconym związku. Jakkolwiek by opisany przez Ciebie konik polny był pogibany i za każdym razem nie mógł uwierzyć w swoje nieszczęście, tak opisany przez MM człowiek miał zdecydowanie inną sytuację rodzinną. Skoro pierwsze dziecko było dla niego ni-to-źródłem-szczęścia-ni-to-nieszczęścia, to mógł był się zastanowić nad sensownością dalszego powiększania rodziny. Która już była założona oficjalnie*.
              Chyba, że się spodziewał, że kolejne dzieci będą tak satysfakcjonujące jak Fryderyk, którego z początku nie pragnął - ale skoro się zdarzył, to okazało się, że jest jakaś szansa, że nie cała krew w piach. I na tym mógł był poprzestać.
              Jedno dziecko jeszcze AŻ TAK z niezbyt kochaną kobietą nie wiąże. Można się jakoś wykręcić sianem, choć to nieładnie (ale mówimy o rzeczywistości powieściowej). Troje już bardzo wiąże.

              Fajna obserwacja zależności pomiędzy warunkami wychowania a odpowiedzialnością za własne życie w realu, Pi.asiu <3.
              *On się ożenił z Aliną przed poczęciem pierworodnego, po jego urodzeniu czy w ogóle kiedy?
              • aniadm Re: szarość nie radośc 03.04.24, 22:05
                Wiem o kilku parach, gdzie nawet kolejne dzieci rodziły się nieplanowane (w sumie to może tylko kolejne, o okolicznościach ślubu nie wiem). Trochę bezmyślność, trochę gorsze opcje antykoncepcji, albo zdawanie się na watykańską ruletkę.
                • ako17 Re: szarość nie radośc 04.04.24, 16:07
                  aniadm napisała:

                  > Wiem o kilku parach, gdzie nawet kolejne dzieci rodziły się nieplanowane (w sum
                  > ie to może tylko kolejne, o okolicznościach ślubu nie wiem). Trochę bezmyślność
                  > , trochę gorsze opcje antykoncepcji, albo zdawanie się na watykańską ruletkę.

                  Jakiś czas temu w którejś tam polskiej lidze (2-giej, 3-ciej) jeden piłkarz strzelił swojej drużynie aż 3 samobóje w jednym meczu.
                  Trener, pytany przez dziennikarzy dlaczego go nie zdjął po pierwszym czy drugim, powiedział: "Myślałem, że już więcej nie strzeli...".
                • przymrozki Re: szarość nie radośc 04.04.24, 19:04
                  aniadm napisała:

                  > Wiem o kilku parach, gdzie nawet kolejne dzieci rodziły się nieplanowane (w sum
                  > ie to może tylko kolejne, o okolicznościach ślubu nie wiem). Trochę bezmyślność
                  > , trochę gorsze opcje antykoncepcji, albo zdawanie się na watykańską ruletkę.

                  Szopowie raczej nie byli bezmyślni, no i mało prawdopodobne, żeby mieli jakieś większe problemy z dostępem do antykoncepcji (a nawet legalnej aborcji, wszak najmłodsze dziecko mają z 1990 roku). A z kolei smętne rozważania Szopa o bezsensie życia, po którym zostaje tylko album fotografii i żadnych odkryć naukowych, nie sprawiają wrażenia przemyśleń osoby głęboko wierzącej.

                  Inna rzecz, że Szopięta ewidentnie były wychowywane na praktykujących katolików - Hildegarda twierdzi, że Fryderyk dużo jej opowiadał o Bogu, Wolfi co niedzielę chodzi do kościoła i najwyraźniej podziela przekonanie, że szanowanie narzeczonej polega na nieuprawianiu z nią seksu. Mogło być więc tak, że wierząca była Alina i w tym sensie "złapała" męża na dziecko (trzy razy), że namówiła go na wiarę w naturalne metody antykoncepcji.
                  • hanuszka189 Re: szarość nie radośc 04.04.24, 20:27
                    przymrozki napisała:
                    >
                    > Inna rzecz, że Szopięta ewidentnie były wychowywane na praktykujących katolików
                    > - Hildegarda twierdzi, że Fryderyk dużo jej opowiadał o Bogu, Wolfi co niedzie
                    > lę chodzi do kościoła i najwyraźniej podziela przekonanie, że szanowanie narzec
                    > zonej polega na nieuprawianiu z nią seksu. Mogło być więc tak, że wierząca była
                    > Alina i w tym sensie "złapała" męża na dziecko (trzy razy), że namówiła go na
                    > wiarę w naturalne metody antykoncepcji.

                    Albo, jak to bywa, Alina chciała mieć też córkę i przekonała męża do kolejnych prób. Stąd ogólna (i przykra) niechęć do Wolfiego. Poza tym rodzina Schoppe wygląda zupełnie inaczej w "Imieninach" gdzie występują też dalsi krewni, babcia. Nie klei się to za bardzo z następnymi tomami, ale przyznam, że rzeczywiście bywają takie domy gdzie wiele się psuje w przeciągu kilku lat. Trójka nastolatków w małym mieszkaniu może dać w kość dużo bardziej, niż małe dzieci w podstawówce gdy była np. babcia do pomocy.
                    • przymrozki Re: szarość nie radośc 04.04.24, 20:59
                      hanuszka189 napisała:

                      > Poza tym rodzina Schoppe wyg
                      > ląda zupełnie inaczej w "Imieninach" gdzie występują też dalsi krewni, babcia.
                      > Nie klei się to za bardzo z następnymi tomami, ale przyznam, że rzeczywiście by
                      > wają takie domy gdzie wiele się psuje w przeciągu kilku lat. Trójka nastolatków
                      > w małym mieszkaniu może dać w kość dużo bardziej, niż małe dzieci w podstawówc
                      > e gdy była np. babcia do pomocy.

                      Z "Imienin" wynikało, że Szopięta grały na instrumentach - a na pewno grał Wolfgang. W tak małym mieszkaniu wprawki choćby i muzykalnego dziecka musiały być dalece bardziej frustrujące niż jego nastoletnie odjazdy, tym bardziej że, jak wiemy, Janowi nastolatki trafiły się raczej grzeczne.

                      No i owszem, w rodzinie może się wiele popsuć przez kilka lat, ale u Szopów z wielkiej, głośnej i zżytej grupy, która regularnie spotyka się w pełnym składzie, by wykonywać staroangielskie pieśni i romanse cygańskie, zostało pięć milczących obcych dla siebie osób, które w zasadzie się nie lubią, ale że nie mają się dokąd wyprowadzić, to siedzą obok siebie i smęcą.

                      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: szarość nie radośc 04.04.24, 21:14
                        przymrozki napisała:
                        > (...)
                        > No i owszem, w rodzinie może się wiele popsuć przez kilka lat, ale u Szopów z w
                        > ielkiej, głośnej i zżytej grupy, która regularnie spotyka się w pełnym składzie
                        > , by wykonywać staroangielskie pieśni i romanse cygańskie, zostało pięć milcząc
                        > ych obcych dla siebie osób, które w zasadzie się nie lubią, ale że nie mają się
                        > dokąd wyprowadzić, to siedzą obok siebie i smęcą.
                        >

                        A reszta grupy umarła? Poważnie pytam, może w tym leży przyczyna, dziadkowie w krótkim czasie kolejno poodchodzili, przez to rozluźniły się kontaktu z różnymi ciotkami i wujkami...
                        • hanuszka189 Re: szarość nie radośc 04.04.24, 22:10
                          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                          > przymrozki napisała:
                          > > (...)
                          > > No i owszem, w rodzinie może się wiele popsuć przez kilka lat, ale u Szop
                          > ów z w
                          > > ielkiej, głośnej i zżytej grupy, która regularnie spotyka się w pełnym sk
                          > ładzie
                          > > , by wykonywać staroangielskie pieśni i romanse cygańskie, zostało pięć m
                          > ilcząc
                          > > ych obcych dla siebie osób, które w zasadzie się nie lubią, ale że nie ma
                          > ją się
                          > > dokąd wyprowadzić, to siedzą obok siebie i smęcą.
                          > >
                          >
                          > A reszta grupy umarła? Poważnie pytam, może w tym leży przyczyna, dziadkowie w
                          > krótkim czasie kolejno poodchodzili, przez to rozluźniły się kontaktu z różnymi
                          > ciotkami i wujkami...
                          >
                          Rzeczywiście, oni w Imieninach mają masę wujków, kuzynów, kuzynkę ze Swarzędza, Wolfi gra na flecie, a cała rodzina często jeździ na wycieczki rowerowe do Koszut. Musi to być rodzina Aliny, skoro smutny los rodziców papy Schoppe poznajemy w późniejszych tomach. Tak czy tak, tych opisów nie da się logicznie pogodzić.
                      • ako17 Re: szarość nie radośc 04.04.24, 22:38
                        przymrozki napisała:


                        >
                        > Z "Imienin" wynikało, że Szopięta grały na instrumentach - a na pewno grał Wolf
                        > gang. W tak małym mieszkaniu wprawki choćby i muzykalnego dziecka musiały być d
                        > alece bardziej frustrujące niż jego nastoletnie odjazdy, tym bardziej że, jak w
                        > iemy, Janowi nastolatki trafiły się raczej grzeczne.
                        >
                        > No i owszem, w rodzinie może się wiele popsuć przez kilka lat, ale u Szopów z w
                        > ielkiej, głośnej i zżytej grupy, która regularnie spotyka się w pełnym składzie
                        > , by wykonywać staroangielskie pieśni i romanse cygańskie, zostało pięć milcząc
                        > ych obcych dla siebie osób, które w zasadzie się nie lubią, ale że nie mają się
                        > dokąd wyprowadzić, to siedzą obok siebie i smęcą.
                        >

                        Oczywiście zostało to spowodowane imperatywem narracyjnym, aby w JT stworzyć kontrę do Borejków naturalnie akceptujących ciążę wnuczki, wraz z deklaracją, że co by się nie działo, dziecko się u nas wychowa i ogrzeje.
                        Ale ta kontra wygląda na bardzo wypompowaną, bez oparcia w poprzednich tomach. Jakby kto inny ten tom pisał.
                    • ako17 Re: szarość nie radośc 04.04.24, 22:01
                      hanuszka189 napisała:


                      >
                      > Albo, jak to bywa, Alina chciała mieć też córkę i przekonała męża do kolejnych
                      > prób. Stąd ogólna (i przykra) niechęć do Wolfiego.
                      nawet nie próbuję odgadnąć, jak czuł się Wolfi w tej konfiguracji. Nie dlatego, że nie potrafię, tylko dlatego, że to zbyt przykre.

                      Poza tym rodzina Schoppe wyg
                      > ląda zupełnie inaczej w "Imieninach" gdzie występują też dalsi krewni, babcia.
                      > Nie klei się to za bardzo z następnymi tomami, ale przyznam, że rzeczywiście by
                      > wają takie domy gdzie wiele się psuje w przeciągu kilku lat. Trójka nastolatków
                      > w małym mieszkaniu może dać w kość dużo bardziej, niż małe dzieci w podstawówc
                      > e gdy była np. babcia do pomocy.

                      Oczywiście, że może tak być. Tylko należałoby to uzasadnić jakimś zdaniem, dlaczego przyjaźni, otwarci ludzie nagle stali się jakimiś zgorzkniałymi, smęcącymi antyborejkowcami.
                      Poza tym pomiędzy Imieninami a JT chyba nie nastąpiła aż tak wielka zmiana pokoleniowa, żeby dzieciaki ze słodkich, ślicznie pachnących berbeci, przedzierzgnęli się w trójkę potwornych nastolatków.
                      Już w Imieninach dwoje z trojga było nastolatkami...
                      Hildegarda nigdy nie sprawiała problemów wychowawczych, Fryderyk był dumą rodziców.
                      Wolfi ich tak strasznie przeczołgał?
                      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: szarość nie radośc 04.04.24, 23:00
                        ako17 napisała:

                        > hanuszka189 napisała:
                        >
                        >
                        > >
                        > > Albo, jak to bywa, Alina chciała mieć też córkę i przekonała męża do kole
                        > jnych
                        > > prób. Stąd ogólna (i przykra) niechęć do Wolfiego.
                        > nawet nie próbuję odgadnąć, jak czuł się Wolfi w tej konfiguracji. Nie dlatego,
                        > że nie potrafię, tylko dlatego, że to zbyt przykre.

                        O tyle przykre, że o kłopoty z Wolfim sami się prosili - to przez dokuczanie z powodu imienia chłopak wdawał się w bójki i wylatywał z kolejnych szkół.


                        >
                        > Poza tym rodzina Schoppe wyg
                        > > ląda zupełnie inaczej w "Imieninach" gdzie występują też dalsi krewni, ba
                        > bcia.
                        > > Nie klei się to za bardzo z następnymi tomami, ale przyznam, że rzeczywiś
                        > cie by
                        > > wają takie domy gdzie wiele się psuje w przeciągu kilku lat. Trójka nasto
                        > latków
                        > > w małym mieszkaniu może dać w kość dużo bardziej, niż małe dzieci w pods
                        > tawówc
                        > > e gdy była np. babcia do pomocy.
                        >
                        > Oczywiście, że może tak być. Tylko należałoby to uzasadnić jakimś zdaniem, dlac
                        > zego przyjaźni, otwarci ludzie nagle stali się jakimiś zgorzkniałymi, smęcącymi
                        > antyborejkowcami.
                        > Poza tym pomiędzy Imieninami a JT chyba nie nastąpiła aż tak wielka zmiana poko
                        > leniowa, żeby dzieciaki ze słodkich, ślicznie pachnących berbeci, przedzierzgnę
                        > li się w trójkę potwornych nastolatków.
                        > Już w Imieninach dwoje z trojga było nastolatkami...
                        > Hildegarda nigdy nie sprawiała problemów wychowawczych, Fryderyk był dumą rodzi
                        > ców.
                        > Wolfi ich tak strasznie przeczołgał?
                        >
                        >

                        Możnaby od biedy spekulować, że ktoś tam się od czegoś uzależnił, bo młode Szopy to chodzące odwzorowania ról w rodzinach alkoholowych. Fryc to bohater - wizytówka rodziny mająca udowadniać, że wszystko z nimi w porządku, Wolfi to kozioł ofiarny, Żaba to niewidzialne dziecko, któremu może się nawet pokój sfajczyć i nikogo to specjalnie nie obejdzie.
                        • mircja Re: szarość nie radośc 05.04.24, 17:13
                          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                          > Możnaby od biedy spekulować, że ktoś tam się od czegoś uzależnił, bo młode Szop
                          > y to chodzące odwzorowania ról w rodzinach alkoholowych. Fryc to bohater - wizy
                          > tówka rodziny mająca udowadniać, że wszystko z nimi w porządku, Wolfi to kozioł
                          > ofiarny, Żaba to niewidzialne dziecko, któremu może się nawet pokój sfajczyć i
                          > nikogo to specjalnie nie obejdzie.
                          >
                          Albo i niekoniecznie, bo w rodzinach dysfunkcyjnych nie musi być uzależnienia, a też takie role się w nich pojawiają.
                          • przymrozki Re: szarość nie radośc 08.04.24, 09:37
                            mircja napisała:

                            > Albo i niekoniecznie, bo w rodzinach dysfunkcyjnych nie musi być uzależnienia,
                            > a też takie role się w nich pojawiają

                            Oczywiście, Borejkowie nie piją i nie biorą narkotyków, a mają złote dzieci, niewidzialne dzieci i kozła ofiarnego.

                            Pod tym względem Wolfi i Laura byli bardzo dobraną parą.
                          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: szarość nie radośc 08.04.24, 12:42
                            mircja napisała:

                            > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                            >
                            >
                            > > Możnaby od biedy spekulować, że ktoś tam się od czegoś uzależnił, bo młod
                            > e Szop
                            > > y to chodzące odwzorowania ról w rodzinach alkoholowych. Fryc to bohater
                            > - wizy
                            > > tówka rodziny mająca udowadniać, że wszystko z nimi w porządku, Wolfi to
                            > kozioł
                            > > ofiarny, Żaba to niewidzialne dziecko, któremu może się nawet pokój sfaj
                            > czyć i
                            > > nikogo to specjalnie nie obejdzie.
                            > >
                            > Albo i niekoniecznie, bo w rodzinach dysfunkcyjnych nie musi być uzależnienia,
                            > a też takie role się w nich pojawiają.

                            Jak najbardziej, mamy cały wątek na ten temat. Z uzależnieniem po prostu naprędzej można ten wzór skojarzyć. Ale na Szopów pod tym względem faktycznie nie mamy dowodów
                            • przymrozki Re: szarość nie radośc 08.04.24, 14:12
                              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                              > Z uzależnieniem po prostu napręd
                              > zej można ten wzór skojarzyć. Ale na Szopów pod tym względem faktycznie nie mam
                              > y dowodów

                              To może jakieś inne wyjaśnienie - rodzice Jana, jak wiemy, umarli młodo (a być może nawet bardzo młodo, skoro ich śmierć zwolniła mieszkanie dwudziestoletniemu synowi), czyli wielka hałaśliwa rodzina w Koszutach musiała być Aliny. Biorąc pod uwagę, że Jan był w wieku Hajduka, w "Imieniach" miał jakieś 38 lat. Jeżeli żona była mniej więcej w jego wieku, znaczyłoby to że obchodząca osiemdziesiąte drugie urodziny matka urodziła Alinę mając jakieś 44 lata. Być może matka Fryca była zatem najmłodszym/jednym z najmłodszych dzieci w wielodzietnej rodzinie, a cała ta parada wujków i ciotek, to było rodzeństwo Aliny, które, po śmierci rodziców, nie tyle powoli zaczęło się od siebie oddalać, ile po prostu się mocno skonfliktowało (w związku ze spadkiem na przykład). Depresja Aliny i wściek Jana miałyby zatem pierwotną przyczynę - mniej lub bardziej uzasadnione poczucie bycia oszukanym i opuszczonym przez ludzi, których uważało się za najbliższych.

                              Pasowałoby to do filozofii, w której, rodzina jest tylko obciążeniem, a życie ma sens ma sens tylko w pojedynkę. Pytanie, czy Jan jakiego znamy nie wspomniałby wprost o pretensjach do rodziny żony w swoim wściekłym monologu o bezsensie życia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka