przymrozki
23.03.24, 11:24
Zastanawialiśmy się, co Jan Schoppe rozumie pod pojęciem „pułapka biologiczna”. Oddajmy głos samemu zainteresowanemu:
Są ludzie, w życiu których szarość dominuje. Stanowią większość. Rodzice Jana Schoppe też do niej należeli. Żyli pośród tej szarości, a potem umarli, zostawiając mu tę swoją dziuplę w bloku, a w niej – kilka sprzętów i album fotografii dokumentujących ich niedługi pobyt na ziemi. I tyle. Jan mieszkał tu najpierw z rodzicami, potem z żoną Aliną i kilkuletnim Fryderykiem. Urodziło im się jeszcze dwoje dzieci. I żadne z nich nie lubiło tego miejsca. Przyznać musiał, że szarość przeważała i w jego życiu – lecz trafiały się w nim przecież nieliczne punkty pełne żywych barw i nawet blasku. Najwięcej za sprawą Fryderyka (…). Jan Schoppe zawsze wbijał synowi do głowy, że prawdziwy blask, jasność i potęga wiążą się z nauką, z wiedzą, z kulturą – tymi najszlachetniejszymi dziedzinami życia ludzkiego. Jednakże szarość (…) ta podstępna szarość, silniejsza niż wszelkie ludzkie zmagania, zaczynała się już upominać o swoje miejsce w życiu Fryderyka. Szarość używała dla swoich celów biologii i zastawiała piekielnie sprytne pułapki, posługując się pięknem i młodością. Róża, sama o tym nie wiedząc, była wysłanniczką szarości. Fryderyk wrócił ze stypendium w Houston, lecz jakoś nie wyglądał na triumfatora. Przeciwnie. W ciągu ostatnich tygodni pobladł, wychudł i spoważniał, zrobił się nerwowy i zalatany. Wciąż jeszcze nie znalazł pracy, bo oczywiście teraz nie wystarczyłoby mu już to, co zupełnie go zadowalało, gdy jeszcze nie miał dziecka (…) [Ignacy Borejko] najwyraźniej palił się do wprzężenia Fryderyka w kierat małżeńskich obowiązków i zmarnowania mu tym samym życia.
Wynikałoby z tego, że Jan dał się złapać Alinie na dziecko (trzy razy) i żałuje. Uważa, że dokonałby więcej i byłby szczęśliwszy, gdyby nie rodzina, dlatego przestrzega najbardziej udany ze swoich trzech błędów (podobnie jak w nieco podobnych okolicznościach Teresa Rumianek przestrzegała Dorotę) przed skutkami życiowych pomyłek, które sam popełnił (trzy razy). Jan jest przy tym postacią niewątpliwie negatywną, smutnym człowiekiem, który nie umie kochać i który w swojej życiowej filozofii błądzi absolutnie.
Ale stary Szop zauważa też, i tu najpewniej ma dużo racji, że wczesne i nieplanowane ojcostwo zabrało Fryderykowi spokój i zamknęło przed nim wiele drzwi. Zamiast korzystać z niewątpliwego talentu, rozwijać się i być może osiągnąć jakiś niebywały naukowy sukces, Fryc musi zarabiać na narzeczoną, córkę i mieszkanie. A wszystko to tylko dlatego, że antyteza Jana, w osobie Róży, dla odmiany wyznaje głębokie przekonanie, że małżeństwo i dzieci to sama radość, żadne poświęcenie, żaden obowiązek, żadne koszty i żadne ograniczenie.