papryczka11
07.05.25, 17:11
Cześć! Jestem nowa na forum, więc grzecznie się witam.
Chciałam Was zapytać, czy również zauważyłyście, że znakomita większość postaci w jeżycjadzie jak ognia unika jakiejkolwiek formy rozwoju opartego na rozmowie z osobami o odmiennym światopoglądzie? Postaci o niewygodnych poglądach są obdarzane wszystkimi złymi (wg autorki) cechami wyglądu oraz charakteru. I rozumiem konwencję – czarnowłosa Balladyna, brzydkie jak noc listopadowa wiedźmy czy pogoda, która magicznie dostosowuje się do stanu emocjonalnego bohatera w jeżycjadzie przejawia się jako Majchrzakowie z krzywymi nogami, grubaska z plecakiem czy paląca „koleżanka” Gabrysi z pociągu. I w porządku. Mam wrażenie, jakby robiono w tych momentach z czytelnika idiotę, ale może doszukuję się złych intencji. Zastanawia mnie natomiast zachowanie Borejków względem takich osób. Bo albo wcale nie angażują się w wymianę informacji, siedząc cicho lub wymieniając uciszające kopniaki pod stołem, albo wbijają paznokcie w przedramiona, by się nie śmiać, albo uprawiają tyrady, które mają na celu głównie pochwalenie się swoją erudycją, a na pewno ich celem nie jest zrozumienie punktu widzenia przeciwnej strony. Słyszymy z ust bohaterów, że czyjeś decyzje życiowe czy światopogląd są inne od tych podejmowanych przez Borejków, ponieważ ta osoba jest nieszczęśliwym człowiekiem lub „ma problemy”. Co nadal mówi jedno – my mamy rację, oni nie. Pozorna empatia podparta przerośniętym ego. Zastanawia mnie w związku z tym, co napisałam wcześniej, czy Autorka zdaje sobie sprawę, jak bardzo ograniczające intelektualnie jest rozmawianie wyłącznie z osobami o tych samych przekonaniach. Bo każda rozmowa, w której następują różnice zmian, jest opisywano jako konflikt. Osoby, które mają swoje zdanie, nie wyrażają go wcale (Grzegorz, IGS), robią to w niezdrowy, pasywno-agresywny lub chamski sposób (Laura do Sprężyny, Ida) lub dysocjują i duszą w sobie emocje, aż wybuchną (Natalia). Nie widzę tu zdrowego środowiska do rozwoju czy wzrostu jednostki. Nie oczekuję oczywiście rozmów jak w „Tata, a Marcin powiedział…”, bo tego autorka by z pewnością nie udźwignęła – trzeba by znać argumenty obu stron – a zwykłej rozmowy, w której by się a nie łapało za słówka, nie gaslightingowało i nie przerzucało odpowiedzialności za własne emocje na drugą stronę. Do licha, mam 14 lat, a nawet ja sama i moi rówieśnicy nie są pod tym względem tak zależni od otoczenia jak Borejkowie. Ktoś powinien in powiedzieć (głównie Gabrysi), żeby zaczęli brać odpowiedzialność za własne emocje. Przecież między innymi tym jest dojrzałość. Umiejętnością ogarnięcia swoich emocji we własnym zakresie. Dźwigania dyskomfortu związanego z codziennymi życiowymi sytuacjami. A lwia część tej rodziny zachowuje się, jakby mieli dostać zbiorowego wylewu, bo ktoś uważa inaczej i powiedział to na głos. Na odmienność światopoglądową pozwala się jedynie dzieciom i nastolatkom, ale kwituje się ją pełnym wyższości śmiechem i stwierdzeniem, że dorośnie i zrozumie